Pokazywanie postów oznaczonych etykietą potwory. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą potwory. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 26 czerwca 2016

Sezon burz


Tytuł: "Sezon burz"

Autor: Andrzej Sapkowski

Cykl: Saga o Wiedźminie

Kategoria: Fantastyka

Wydawnictw: SuperNOWA

Liczba stron: 404

Film: Wiedźmin

Ocena: 7/10








Gdy jesteśmy dziećmi, świat jest dla nas czarno-biały. Nie ma czegoś pomiędzy. To jest dobre, a to złe, tego nie powinniśmy robić, a to jest wskazane. Nie zastanawialiśmy się, jaki to ma sens, nie podważaliśmy tego. Jednakże z czasem wszystko zaczęło się zmieniać... Bardzo powoli, ale już jako młodzi ludzie przestaliśmy być tacy posłuszni i zaczęliśmy postrzegać świat według własnych zasad. Czy były i są one słuszne? Życie wiedźmina to non stop podejmowanie decyzji, które mają olbrzymią wagę. Nie dotyczą tylko jego istnienia, ale również innych ludzi. Jeden błąd, a śmierć zajrzy w oczy niejednej osobie. Trudno jest odpowiednio wybrać... W dodatku wspomnienia nie dają normalnie funkcjonować. Jak zapomnieć o pięknych chwilach, które nigdy się nie powtórzą, które na zawsze pozostaną tylko w pamięci? A rzeczywistość nadal trwa i nie jest tak cudowna, jak można by pomyśleć. W końcu nadchodzi sezon burz...

"Saga o Wiedźminie" w bardzo krótkim czasie sprawiła, że zostałam przez nią oczarowana. Czytałam każdą część bardzo szybko i po sobie. To był niesamowity okres. Historia białowłosego wiedźmina zawładnęła mną i nie chciała wypuścić. Przyniosła ze sobą wiele dobra. Wyciągnęłam ciekawe refleksje na temat świata, poznałam niezwykłe postacie i przede wszystkim przekonałam się do polskich autorów. Teraz nikt nie jest w stanie mnie zniechęcić do nich. Jak w każdym kraju – są lepsze i gorsze powieści. Andrzej Sapkowski potwierdza, że my też mamy czym się pochwalić. Po latach pisze jeszcze jedną książkę dotyczącą Geralta. Pamiętam, jak została wydana. Wtedy ta saga nic mi jeszcze nie mówiła, ale moi koledzy z klasy byli tak podekscytowani "Sezonem burz", że wtedy po raz pierwszy pomyślałam, że i ja powinnam zapoznać się z tym cyklem. Zrobiłam to, a teraz przyszedł czas na tę najnowszą część. Jak wrażenia po jej przeczytaniu?

Na początku miałam problem z umiejscowieniem tej historii w czasie. Słyszałam różne propozycje i muszę przyznać, że potrafiły one być skrajne, co bardzo mnie zaskoczyło. Osoby, które czytały wszystkie pozostałe części nie były w stanie dokładnie powiedzieć, gdzie można szukać tej jednej przygody. Ja sama jestem zdania, że jest to krótko przed główną fabułą. Lecz uważam za pewien minus problemy z chronologią... Nie będę też ukrywać, że paradoksalnie nie byłam dobrze nastawiona do "Sezonu burz". Opowieść o wiedźminie już dawno się zakończyła i mimo faktu że tęsknie za nią, nie powinno się wracać do spraw, gdzie jest już na końcu kropka. Choć z drugiej strony jest to oddzielna historia, która sama w sobie nie ma wpływu na najistotniejszy wątek w następnych tomach. Jednak mimo to wielokrotnie nawiązuje do przeszłości Geralta, co nadaje powieści płynności. Poza tym spotykamy teraz wiele osób, które nie mają najmniejszego znaczenia, lecz po przeczytaniu sagi wiem już, że w przyszłości ich rola ulegnie ogromnej zmianie. Jest dla mnie zabawne obserwowanie wiedźmina, który jeszcze nie wie o tak wielu rzeczach.

Styl Sapkowskiego jak zawsze jest bardzo dokładny. Autor ma każdy szczegół dopracowany. Najmniejsze wydarzenie ma jakąś wartość i wpływ na kolejne. Nic nie pojawia się przypadkiem, a przy tym jest panoramiczne. Nie jesteśmy ograniczeni do jednego miejsca, ani jednego informatora. To wszystko sprawia, że cała ta historia staje się wyjątkowo intrygująca i wciągająca. Nie mogę się nadziwić nad sprawnością pisarza. Jednakże mam wrażenie, że i tak Sapkowski poświęcił więcej czasu wcześniejszym częściom niż tej. Jest w niej wiele detali, lecz w tamtych było ich mnóstwo...

Nawet nie zdajecie sobie sprawy, jak bardzo miły był powrót do Geralta. Jest to jedna z najlepiej wykreowanych postaci, jakie dotychczas spotkałam w literaturze i niezmiernie się cieszę, że mogłam z nim spędzić jeszcze troszkę więcej czasu. Mimo wcześniej wspominanych uprzedzeń doceniłam tego bohatera i powtórnie zostałam oczarowana jego charakterem i różnorodnością cech. Tak samo jak kiedyś zaskakiwał mnie na każdym kroku, ale również był moim przyjacielem, którego rozumiałam i byłam mu w stanie wybaczyć naprawdę wiele. W "Sezonie burz" dowiadujemy się nowych informacji o wyjątkowo barwnej i lubianej postaci. A mianowicie o Jaskrze. Jego wizerunek pozostaje taki sam, ale staje się mniej tajemniczy... Pojawiają się również nowe, niezwykłe postacie, które odwracają życie wiedźmina do góry nogami.

Tutaj również występują wielokrotne nawiązania do baśni, wierzeń słowiańskiej. Uwielbiam to w "Sadze o Wiedźminie". Jest to mało popularny motyw, a tak bardzo istotny dla naszej kultury. Przywołuje dawne tradycje i łamie nowoczesne schematy. Daje to wiele do myślenia i pozwala na nowe spojrzenie na świat.

"Sezon burz" nie okazał się tak wybitny jak jego poprzedniczki, ale bez wątpienia spędziłam z nim miłe chwile i myślę, że jest obowiązkowy dla fanów.

niedziela, 6 września 2015

Pani Jeziora


Tytuł: "Pani Jeziora"

Autor: Andrzej Sapkowski

Cykl: Saga o Wiedźminie

Tom: V

Kategoria: Fantastyka

Wydawnictwo: SuperNOWA

Liczba stron: 596

Film: Wiedźmin

Ocena: 10/10






Pamiętacie pewną historię, która rozpoczęła się od niepozornego, niewyróżniającego i skromnego...(Wróć! To wcale nie było tak!). Zacznijmy inaczej. Kiedy na świecie działy się bardzo ważne, przełomowe wydarzenia, nikt nie zwracał na nie uwagi, gdyż pewna znana wam dobrze królowa postanowiła wyprawić najhuczniejsze, pełne atrakcji i ballad przyjęcie, na którym miał zostać wybrany mąż dla jej córki. Pamiętacie już? Taka mała, przerażona dziewczynka o olbrzymich, zielonych oczach i szarych włosach... Przypomina wam kogoś? Któż by pomyślał, że ta młoda niewiasta, która wygląda jak dziecko, nosiła w sobie Starszą Krew, czyli naszą pełną energii Ciri. To było tyle lat temu... Cóż... Bardzo dobrze się wspomina. Jednak szkoda czasu na przeszłość, gdy trwa teraźniejszość. Po długiej i krwawej wędrówce Geralt i jego drużyna udają się do bajkowego pałacu, gdzie historie z marzeń staja się prawdziwe, a miłość kwitnie w każdym zakątku. Tymczasem wcześniej wspomniana diablica – Ciri – odkrywa tajniki Wieży Jaskółki oraz odkrywa prawdę o sobie.  Czemu tak wiele ludzi, istot chce ją znaleźć i zdobyć jej względy, a może tak naprawdę zabić? Co się dzieje z torturowaną Yennefer? Jak zakończy się historia, która z czasem stanie się najsławniejszą z wszystkich legend?

Pamiętam, jak pół roku temu po raz pierwszy wzięłam do rąk książkę z "Sagi o Wiedźminie". Nie wiedziałam o niej nic. Szłam na głęboką wodę, ale przecież nie bez powodu tyle osób ubóstwia ten cykl. Musiałam sama się przekonać, czy mają rację. Część z was czyta moje recenzje, więc wie, jak bardzo opowieść o wiedźminie zawładnęła mną. W krótkim czasie stała się jedną z moich ulubionych serii. Do tego stopnia, że długi czas nie byłam w stanie przeczytać ostatniej części. Sami wiecie, jak to jest... Tak bardzo chcecie poznać zakończenie, ale wiecie, że to jest już koniec. Wszystko się rozstrzygnie, a wy pozostaniecie wyłącznie z wyblakłym wspomnieniem. 

Ile to ja razy pisałam o stylu Sapkowskiego... "Pani Jeziora" tak samo jak pozostałe części trzyma poziom. Wszystko jest takie dokładne i realne. Nie da się znaleźć ani jednego słowa, które jest wyrwane z kontekstu. Po prostu tam wszystko pasuje do siebie. Wygląda, jakby było wcześniej zaplanowane. Nawet taki najmniejszy przecinek ma swoje miejsce. Wiecie, jednak co jest z tego najdziwniejsze? Ta idealność stylu nie jest irytująca. Ludzie (a przede wszystkim ja) nie lubią doskonałości. Ona jest piękna, ale wyjątkowo nudna i przewidywalna. Język autora jest nasycony archaizmami i często "górnolotnym"słownictwem. Nie będę udawać, że wszystkie słowa rozumiem, bo to by było niezaprzeczalne kłamstwo. Jednak cieszę się, że one tam są. Mogę nie znać ich znaczenia, ale rozumiem, co chce przekazać mi pisarz.

To jest prawie sześćset stron historii. Przy takiej ilości czytelnik często potrafi zanudzić się na śmierć. Jednak nie tutaj. Akcja nie zawsze jest wartka i szybka. Często są długie przerywniki, mimo to nie zniechęcają one do lektury. Pragniemy dowiedzieć się, co będzie dalej i nic nie jest w stanie zachwiać tego pragnienia. Po prostu tak trzeba i koniec, kropka. W dodatku nawiązania do przyszłości dodają realności tej powieści, co sprawia, że czyta się ją naprawdę dobrze. Dzięki temu możemy przenieść się do świata wiedźminów, czarownic i potworów, gdzie toczy się walka o władzę. 

Od początku cyklu Geralt jest moim ulubionym bohaterem. Jest taki naturalny, ale zarazem wyjątkowy, gdyż zawsze zachowuje się jak człowiek. Na początku "Sagi o Wiedźminie" często pojawiały się wzmianki, że wiedźmini podczas mutacji stracili ludzkie uczucia. Geralt jest idealnym przykładem, że tak właśnie nie jest. Potrafi kochać, jest gotowy zrobić wiele w imię dobra, ale ma również swoje wady. Często ulega namiętnościom, irytuje się łatwo i nieraz wykazał się dziecinną naiwnością. Dzięki temu bardzo łatwo go polubić. Bardzo podobnie jest z Ciri, która w tej powieści odgrywa dużą rolę i nie chodzi mi wyłącznie o wielkie wydarzenia historyczne. Te małe też mają olbrzymie znaczenie. Nie można również zapomnieć o zimnej Yennefer. Akurat ja bardziej utożsamiam się z młodą wiedźminką, jednakże jestem pewna, że wiele kobiet żywi podobne uczucia do czarodziejki.

Moja przygoda z historią wiedźmina zakończyła się. Jest jeszcze "Sezon Burz", który podobno mało nawiązuje do cyklu, jednakże jestem pewna, że do niego zajrzę, ale jeszcze nie teraz. Wiem, że przyjdzie czas, że będę miała przeogromną potrzebę powrotu do tego świata i wtedy on mi w tym pomoże. Tymczasem wszystkim fanom fantastyki polecam całą "Sagę o Wiedźminie". Nie są to powieści, które spodobają się każdemu, lecz warto zapoznać się przynajmniej z pierwszym tomem. Spróbujcie...

Książka przeczytana w ramach wyzwania:
~ Czytam polecane książki (przez wszystkich)

czwartek, 19 marca 2015

Czas pogardy

Tytuł: "Czas pogardy"

Autor: Andrzej Sapkowski

Seria: Saga o Wiedźminie

Tom: II

Kategoria: Fantastyka

Wydawnictwo: SuperNOWA

Liczba stron: 368

Film: Wiedźmin

Premiera: 9 listopada 2001 r. (Polska)

Ocena: 9.5/10






Ciri wraz z Yennefer wyruszają na zjazd czarodziejów. Ciri nie jest zadowolona, ponieważ właśnie tam pójdzie do szkoły dla czarodziejek. Pragnie zobaczyć się z Geraltem przed pójściem do "więzienia". W tym samym czasie Geralt podróżuje za czarodziejkami, by je chronić. Wojna coraz bardziej się rozprzestrzenia, niosąc ze sobą krwawe żniwo, które tworzy czas pogardy. A kluczem do zwycięstwa jest mała jasnowłosa dziewczynka – Ciri. Czemu wszyscy szukają następczyni trony Cintry? Jak skończy się zjazd czarodziejów? Czy wojna kiedykolwiek się zakończy?

Wielokrotnie opowiadałam Wam historię moją i "Sagi o Wiedźminie". Po przeczytaniu już czterech części jest ona dla mnie sentymentalna. Do dzisiaj nie mogę nadziwić się, jak bardzo przypadła mi do gustu. Na razie żadna część nie zawiodła mnie, co bardzo rzutuje na ogólną ocenę serii. Sapkowski stał się moim mistrzem fantastyki. A "Czas pogardy" był tak samo dobry, jak pozostałe części, jeśli jeszcze nie lepszy.

Zachwyca mnie styl autora. Jest fenomenalny. Gdy czytam, przenoszę się do innego świata, który na okres lektury staje się moim domem. Ten świat jest idealnie wykreowany. Nie ma się poczucia pustki lub braków. Granice są tak wielkie, że nasza głowa nie jest w stanie tego pojąć. Możemy tylko sobie wyobrażać, jak może wyglądać ten świat, planeta. Działa on na innych zasadach niż nasz, ale jest na tyle realny, byśmy mogli poczuć się jak u siebie. Z czasem przyzwyczajamy się do niego i wiemy, czego się spodziewać. W pierwszym opowiadaniu nie wiedziałam nic o nim i czytałam z zaciekawieniem. Teraz już wracam do niego jak do starego przyjaciela, którego nie widziałam wiele lat.

Mam wrażenie, że przy każdej części piszę to samo. I pewnie tak jest, ale właśnie ten fakt potwierdza, że Sapkowski ani na chwilę nie schodzi z poziomu. Tak samo jest z bohaterami. Opowiadania są bardziej nastawione na samego Geralta. Natomiast ta część, jak i poprzednie, pokazują nam całą gamę różnych charakterów i zachowań. Podziwiam autora za stworzenie tylu postaci, poświęcając przy tym każdemu odpowiednią ilość czasu. Ani razu nie czułam niedosytu związanego z jakąś postacią, a jak już się to zdarzało, nie było wątpliwości, że to ma służyć zaciekawieniu czytelnika. Przywiązałam się do bohaterów i traktuję ich jak najbliższych mi przyjaciół. Razem z nimi przeżywam wszystkie przygody, które nie zawsze chciałabym przeżyć, ale przyjaciół nie pozostawia się samych. Mimo wszystkich przeszkód, idzie się dalej i walczy o szczęście. 

Jedyną rzeczą, na jaką mogę ponarzekać, jest polityka. Te wszystkie wojny, intrygi są dla mnie czarną magią. Dlatego czasami nudziłam się. Jest to temat, na który nie posiadam żadnej wiedzy i nie jestem w stanie zrozumieć, czemu dzieje się tak, a nie inaczej. Jednakże wiem, dlaczego autor poświęca temu tyle czasu. Bez tego powieść nie miałaby sensu. Jest to książka częściowo o wojnie, więc jej opisy są niezbędne. Mnie pozostaje dokładne czytanie i próbowanie zrozumieć, jaki to ma sens.

"Saga o Wiedźminie" jest serią, którą albo się pokocha całym sercem, albo znienawidzi. Nie spotkałam ani jednej osoby, która miałaby pośrednie zdanie na jej temat. Ja pokochałam ją całym sercem i przeżyłam z nią wiele miłych chwil. Mam nadzieję, że będzie ich o wiele więcej. Polecam ją każdemu fanowi fantastyki. Warto chociaż spróbować. W końcu to klasyk.



piątek, 13 marca 2015

Krew elfów

Tytuł: "Krew elfów"

Autor: Andrzej Sapkowski

Seria: Saga o Wiedźminie

Tom: I

Kategoria: Fantastyka

Wydawnictwo: SuperNOWA

Ilość stron: 340

Film: Wiedźmin

Premiera: 9 listopada 2001 r. (Polska i świat)

Ocena: 9.5/10




Nadchodzi zima... Geralt wraz z Ciri udają się do kwatery wiedźminów – Kaer Morhen. Tam spotykają innych wiedźminów, na których widok dziewczynki w tych mrocznych murach robi wrażenie i niepokoi. W tym samym czasie Jaskier zostaje porwany i to nie z byle jakiego powodu. Porywacze chcą się dowiedzieć, gdzie białowłosy wiedźmin zabrał wnuczkę Calanthe. Jaskier próbuje uciec, jednakże nie udaje mu się. Gdy już ma zginąć od miecza, pojawia się pewna kobieta, a dokładniej czarownica – Yennefer. Po co Geralt zabrał Ciri do Kaer Morhen? Czego chce Yennefer od Jaskra? I kto posiada krew elfów?

"Saga o Wiedźminie" od razu zachwyciła mnie. Wszyscy mówili, że Sapkowski jest mistrzem polskiej fantastyki. Nie chciałam w to wierzyć. Bo co mógł takiego napisać, że został uznany za wybitnego pisarza? Wystarczyło przeczytać pierwszą część, by samemu się przekonać. Teraz, gdy po raz trzeci spotkałam się z dziełem Sapkowskiego, jestem oczarowana. "Krew elfów" zrobiła na mnie duże wrażenie i ostatecznie potwierdziła cały fenomen związany z "Sagą o Wiedźminie".

W poprzednich częściach narracja była głównie nastawiona na Geralta. Teraz to się zmienia. Możemy obserwować wydarzenia z różnych punktów widzenia, a w szczególności oczami Ciri, która stała się wierną towarzyszką białowłosego wiedźmina. Nie spodziewałam się, że Sapkowski na stałe wprowadzi do fabuły małą dziewczynkę, która zmieni całą książkę. Uważam, że to świetne posunięcie, ponieważ Ciri nadaje powieści żywiołowości i radości. Sprawia, że każdy z bohaterów zmienia się przy niej i ukazuje nowy wizerunek, który jest bardziej ludzki.

Już nieraz pisałam, że największym plusem serii jest główny bohater – Geralt z Rivii. I mam nadzieję, że w następnych częściach również tak będzie. Geratl jest specyficznym człowiekiem, choć niektórzy uważają, że nie powinno się nazywać go człowiekiem. Lecz jego zachowanie i podejście do życia jest naturalne i przede wszystkim realistyczne. Wiedźmin, jak każdy, ma swoje wady i zalety. Często się denerwuje i irytuje, ale również potrafi kochać, poświęcić się dla osoby bliskiej i być dziecinnie radosny. Zachwyca mnie to. Gdy czytałam, widziałam przed sobą osobę, która idealnie odnajduje się w świecie i zawsze jest sobą. Bez względu na to, czy wschodzi słońce, czy świat zostaje zrujnowany. Tak samo Ciri, Jaskier, czy Yennefer. Żadna z tych postaci nie jest papierowa, ale nie jest też wyidealizowana. Ma się wrażenie, że rozmawia się z prawdziwymi ludźmi, którzy są naszą częścią. Bardzo się do nich przywiązałam, co świadczy, że kreacja postaci jest mistrzowska.

Sam świat, który stworzył autor, jest niepowtarzalny. W wyjątkowy sposób połączył różne wierzenia, opowieści, tworząc coś nowego i oryginalnego. Jak w poprzednich częściach był nacisk na funkcjonowanie tego świata, tutaj widzimy, jaki on jest naprawdę. Wojny pomiędzy królestwami i śmierć niewinnych ludzi sprawia, że chciałabym mimo cierpienia i bólu, znaleźć się tam i walczyć o sprawiedliwość, o której już prawie nikt nie pamięta.

Jedyną wadą dla mnie jest zbyt obszerne opisywanie polityki. Nie znam się kompletnie na politycznych utarczkach, walkach i intrygach. W tej części pojawiło się tego naprawdę dużo. Musiałam bardzo się skupić, żeby zrozumieć, o czym rozmawiają bohaterowie. W dodatku autor nie dawał nam rozwiązania na tacy. Musieliśmy sami rozumieć, co się dzieje i kto jest uczciwy, a kto chce zdobyć władzę. Dla mnie to jest minus, ponieważ brak wiedzy na ten temat bardzo mnie ograniczał. Jednakże osoby, które znają się na takich sprawach, na pewno bardzo dobrze sobie poradzą z rozszyfrowaniem politycznych i wojennych utarczek. Ja wyznaję naiwną zasadę walki o sprawiedliwość i uczciwość, która niestety w żadnym świecie nie ma szans bycia.

"Krew elfów" okazała się tak samo dobra, jak wcześniejsze zbiory opowiadań. Jestem bardzo zadowolona, że nareszcie postanowiłam przeczytać "Sagę o Wiedźminie" i poznać świat wykreowany przez Sapkowskiego. Każdy fan fantastyki powinien go znać. Jest to naprawdę wybitne dzieło polskiego autora, które podbiło moje serce.

Książka przeczytana w ramach wyzwania:

niedziela, 22 lutego 2015

Miecz przeznaczenia

Tytuł: "Miecz przeznaczenia"

Autor: Andrzej Sapkowski

Seria: Saga o Wiedźminie

Tom: 0.2

Kategoria: Fantastyka

Wydawnictwo: SuperNOWA

Ilość stron: 344

Film: Wiedźmin

Premiera: 9 listopada 2001 rok (Polska)

Ocena: 10/10






Wiedźmiński los jest ciężki. Należy walczyć z potworami, najlepiej je od razu pokonywać. Należy przestrzegać kodeksu, którego tak naprawdę nie ma. Należy zachować spokój i rozwagę. Należy być odważnym i niewrażliwym. Należy pamiętać, że jest się mutantem. Należy... Czy nie za dużo tego należy? Geraltowi to właśnie przeszkadza. Powinien być mutantem, który nie ma ludzkich uczuć, który nie potrafi kochać. A tymczasem coś poszło nie tak, bo miłość pojawiła się w jego życiu. Jednak przeplata się z przeznaczeniem. Miłość z przeznaczeniem jest prawdziwą miłością? Białowłosy wiedźmin tego właśnie nie wie. On w ogóle nie wierzy w przeznaczenie. Czy ono istnieje? A jeśli tak, to czy da o sobie znać? Czy Geralt może nareszcie znaleźć cel w swoim życiu?

Z "Sagą o Wiedźminie" spotkałam się niedawno. Było to spotkanie zaplanowane, więc byłam na nie przygotowana. Mam bardzo miłe wspomnienia po nim, dlatego postanowiłam spotkać się również z następną częścią. Nie miałam pojęcia, czego się spodziewać po niej. Choć wiedziałam, że będzie się trochę różnić od swojej poprzedniczki. Pełna entuzjazmu zaczęłam czytać "Miecz przeznaczenia". I wiecie co? Jestem szczęśliwa, że zrobiłam na przekór tym, co mi ją odradzali. Bez wątpienia seria o białowłosym wiedźminie zyskała u mnie bardzo wysokie miejsce wśród moich ulubionych cyklów.

Tak samo jak w "Ostatnim życzeniu" największą zaletą całej powieści jest główny bohater – Geralt. Podbił on moje serce. Cały czas ktoś podkreśla, że jest on mutantem pozbawionym uczuć. Ludzie, zresztą nie tylko ludzie, cały czas mu to powtarzają. Chcą sprawić, by on sam w to uwierzył. Jednak Geralt jest tak bardzo ludzki, że nie wiem, jak to możliwe, że jest wiedźminem. Jest wyjątkowy? Czy może plotki o wiedźminach nie  prawdziwe? Właśnie za tą ludzkość pokochałam go najbardziej. W żadnym stopniu nie jest wyidealizowany. Nie ma też tysiąca wad, które czyniłyby go potworem. Na swój niezwykły sposób jest człowiekiem, realnym człowiekiem. Jak każdy z nas denerwuje się, traci panowanie nad sobą, przywiązuje się do ludzi, ma dylematy, boi się, ale jest też odważny. Podziwiam Sapkowskiego, że stworzył takiego bohatera, który wchodząc w nasz prawdziwy świat nie wyróżniałby się niczym. Oczywiście, gdyby to odbywało się na realiach naszego i jego świata. W dodatku Sapkowski poświecił nie tylko czas białowłosemu wiedźminowi, ale również innym postaciom, nadając im niepowtarzalne charaktery. Yennefer, Jaskier, Ciri – cała gama najróżniejszych bohaterów, o których nie można zapomnieć. 

Kolejną rzeczą, którą autor w dalszym ciągu wykorzystywał, są legendy, bajki, czy wierzenia ludzi. Nie wymyślił on tego świata od podstaw. Wiele istot, czy opowieści wziął z różnego rodzaju wierzeń. Nie ściągnął on identycznie tych opowieści. To by była obraza. On wziął z nich inspirację, by później połączyć wiele takich inspiracji w jedną, niepowtarzalną opowieść. I wyszło mu to genialnie. Majstersztyk. 

Czytając pierwszą część, przewidziałam, że przywiążę się do bohaterów i powieści. Jednak nie byłam w stanie przewidzieć, że aż tak bardzo. Zwykle szybko przywiązuję się do książki, ale gdy ją już przeczytam, dzień i moje przywiązanie wyparowuje. Zostaje tylko dobre wspomnienie. Tutaj mija już kilka dni, odkąd ją przeczytałam, a ja nadal wyobrażam sobie wydarzenia, wymyślam własne wersje i przeżywam to wszystko, co się wydarzyło w "Mieczu przeznaczenia" od nowa. Ta książka bardzo wpłynęła na mnie emocjonalnie. Czasami musiałam ją odkładać, żeby ochłonąć, a gdy to robiłam, patrzyłam na nią i nie mogłam wytrzymać – rzucałam się na nią od nowa. Inaczej tego nie można nazwać. 

Moje recenzja w każdym aspekcie jest bardzo subiektywna. Nie znajduje się tu ani trochę obiektywizmu. Trudno jest mi ją polecić lub nie polecić. Moje serce zostało podbite i mam zamiar kontynuować serię. Tak naprawdę nie wyobrażam sobie, żebym mogła zrobić coś innego. To się rozumie samo przez siebie. Przywiązałam się emocjonalnie do tej książki i dlatego dałam jej najwyższą ocenę. Jednak zdaję sobie sprawę, że przygody wiedźmina nie każdemu muszą się spodobać. Po prostu powiem: spróbujcie, sami się przekonacie, czy to książka dla Was.  

Książka przeczytana w ramach wyzwania:

sobota, 31 stycznia 2015

Czas Żniw

''Czas Żniw''
Samantha Shannon

''Rok 2059. Dziewiętnastoletnia Paige Mahoney pracuje w kryminalnym podziemiu Sajonu Londyn. Jej szefem jest Jaxon Hall, na którego zlecenie pozyskuje informacje, włamując się do ludzkich umysłów. Paige jest sennym wędrowcem i w świecie, w którym przyszło jej żyć, zdradą jest już sam fakt, że oddycha.

Pewnego dnia jej życie zmienia się na zawsze. Na skutek fatalnego splotu okoliczności zostaje przetransportowana do Oksfordu – tajemniczej kolonii karnej, której istnienie od dwustu lat utrzymywane jest w tajemnicy. Kontrolę nad nią sprawuje potężna, pochodząca z innego świata rasa Refaitów. Paige trafia pod protektorat tajemniczego Naczelnika – staje się on jej panem i trenerem, jej naturalnym wrogiem. Jeśli Paige chce odzyskać wolność, musi poddać się zasadom panującym w miejscu, w którym została przeznaczona na śmierć.''


Rok 2059. Londyn został opanowany przez strażników Sajonu - instytucji likwidującej wszelkie oznaki jasnowidztwa, w tym i właścicieli typowego daru. Gnębiąc, maltretując, poniżając i prześladując zmusza ich do pozostawania w ukryciu, nawet w szczególnych okolicznościach. Jednak dziewiętnastoletnia Paige tryskając odwagą w pewien sposób stara się terroryzować niebezpiecznych Władców. Pracując w tajemniczej organizacji, pod okiem swego mim-lorda trenuje swój talent, by w niedalekiej przyszłości podarować jasnowidzom wolność. Zadanie ułatwia jej niesamowity dar - Paige jest śniącym wędrowcem. Wędruje pomiędzy sennymi krajobrazami, jak z kwiatka na kwiatek, co uwydatnia tylko jej wrażliwość na Zaświaty. Jednak czy mimo swej potężnej mocy nastolatce uda się wyzwolić świat od wszechpotężnego Sajonu, przy tym pozostając w ukryciu ? 

Paige Mahoney to odważna, choć wrażliwa dziewiętnastolatka, która w swym jakże krótkim życiu straciła wiele bliskich. Choć swą aurą olśniewa wiele jasnowidzów, stara się ją zamaskować, zapomnieć o darze, a raczej o jego prawdziwej wymowie, do której mogłaby niebawem dojść. Samotna, imigrantka stara się wypełnić swe życie wyłącznie pracą, dzięki której może oderwać się od szarej rzeczywistości. Będąc uległą spełnia większość poleceń swego mim-lorda bez zawahania, lecz tym samym nie zdając sobie sprawy wpędzi się w wielkie tarapaty, które o złowrogiej wymowie okażą się być wręcz wybawieniem. Od pierwszej do ostatniej strony będziemy podziwiać, krytykować jej wybory, które z upływem stron staną się poważniejsze oraz odważniejsze. Dane nam będzie obserwować zmiany, jakie zachodzą w jej umyśle, charakterze, zachowaniu i spostrzeganiu świata, dzięki czemu sami poczujemy się jasnowidzami. 

''Nadzieja to jedyna rzecz, która może jeszcze wszystkich nas ocalić.''

Pani Samantha stworzyła wielkie arcydzieło, które zasługuje na aplauz z każdej strony. Świat, który wykreowała zdaje się być tak szczególnie obmyślony, sprecyzowany. Każde słowo zdaje się być przemyślane setki razy. Każdy gest, każda sytuacja wyszukana w najmroczniejszych zakątkach umysłu. Nazwy wyszukane z najodleglejszych zakamarkach internetu, czy ksiąg. A każda postać  zdaje się być najoryginalniejszą postacią w całym wszechświecie. Wszystko jest obmyślone, wyszukane - książka idealna. Można powiedzieć, że brak w niej spontaniczności, ale tworząc te słowa w swym umyśle, już wiemy, iż jest to głupim, bezsensownym, nieprawdziwym wnioskiem, który ot tak zbajerował nasze myśli. Czas Żniw jest precyzją, z jakiej strony by na nią nie spojrzeć. Fabuła ocieka magią, czas płynie niczym wartka rzeka słów, a bohaterowie kipią niedoskonałością. 

Książka posiadająca 500 stron mogłaby zdawać się nudna - nieoczekiwanie. W każdym rozdziale coś, co poruszy naszą wyobraźnią, a czasami nawet i sercem. Sprawią to wątki, których w powieści spotkamy niemało. Najczęściej wypełniać je będą elementy fantastyczne, ale i również obyczajowe - miłosne, jeśli można je tak nazwać. Czas Żniw wyrażając dość dużą brutalność nie daje nam powodu do niechęci, wręcz przeciwnie - połączona z niebywałym romansem staje się gratką dla naszych umysłów. O dziwo nie jest to trójkącik, czworokącik i inny kącik, jaki to zdarza się w młodzieżówkach. O nie. Dostajemy coś poruszającego, zakazanego i nieprawidłowego - prawdziwą bombę romansu, która wybuchnie zaraz pod sam koniec powieści. Jedynym minusem staje się czas. Strony będące każdą przemijającą minutą niemiłosiernie się ciągną, jeśli chodzi o nasz wątek miłosny, ale spokojnie - w następnych częściach zostanie nam to zrekompensowane.

'' - Dziękuję Ci. 
- Nie musisz mi dziękować za swoją wolność. Masz do niej prawo.
- Ty również.
- To Ty dałaś mi wolność Paige. Zajęło mi dwadzieścia lat, żeby odzyskać siły i spróbować o nią zawalczyć. Tobie i tylko tobie to zawdzięczam. '' 
[ str. 494]

W skrócie książka nie posiada wad - może małe, niedostrzegalne minusy, które nie mają wpływu na ogólny odbiór. Jest powieścią idealną, o którą niestety dość trudno, gdy chodzi o typowe młodzieżówki, a co dopiero o debiuty. Nigdy nie byłabym w stanie wyobrazić sobie tak doskonałą historię, która wyszła spod pióra świeżo upieczonej pisarki. Jest to coś nadzwyczajnego. Polecam każdemu fanowi fantastyki, ale i nie tylko. Według mnie Czas Żniw przypadnie do gustu każdemu czytelnikowi, chociaż by z racji, by w pełni uświadomić sobie jak bardzo ludzki umysł jest podatny na manipulację.
Powieść zasługuje na najwyższą ocenę - od dziś stać będzie wśród mych niebywałych perełek - lecz utnę małe pół punktu, z racji na dość chaotyczną końcówkę oraz by przy recenzowaniu niedługo wydawanej części nie zabrakło mi cyferek. 
Jeszcze raz gorąco polecam! :)

Moja ocena:
9.5/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Sine Qua Non






sobota, 17 stycznia 2015

Ostatnie życzenie


Tytuł: "Ostatnie życzenie"

Autor: Andrzej Sapkowski

Seria: Saga o Wiedźminie

Tom: 0.1

Kategoria: Fantastyka

Ilość stron: 332

Film: "Wiedźmin"

Premiera: 9 listopada 2001 (Polska)

Ocena: 9/10







Geralt jest wiedźminem. Zajmuje się zabijaniem potworów za pieniądze. Nie jest to zwykły człowiek. Nawet nie jest zwykłym wiedźminem. Ma swój kodeks, swoje prawa, których przestrzega. Nigdy nie zabija, jeśli nie musi. Gdy tylko to możliwe odczynia urok. Wędruje po dolinach i górach w poszukiwaniu pracy. W swojej profesji trafia na różnych ludzi. Niektórzy pragną uczciwie mu zapłacić i dać pracę godną wiedźmina, inni pragną go wykorzystać do swoich niecnych czynów. Aż w pewnym momencie przyszedł czas, gdy Geralt wybrał się do świątyni Maltate. Tam znajduje swoje wspomnienia i być może przyszłość.

"Saga o Wiedźminie" to była dla mnie jedna z największych zagadek literackich, z jaką się spotkałam. Nie miałam żadnej wiedzy o tej sławnej serii Sapkowskiego poza świadomością, że jest to fantastyka. Dużo osób polecało mi ją. Wiele też twierdziło, że to seria nie dla dziewczyny. Nie ma prawa spodobać się niewinnej istotce o różowych skarpetkach. Jednak ja nigdy nie byłam zbyt dziewczęca (w stereotypowym mniemaniu), dlatego właśnie postanowiłam sięgnąć po początek historii. Uważałam, że to wstyd nie przeczytać, a co dopiero w ogóle nie wiedzieć, o czym jest Wiedźmin. W końcu to klasyka naszej polskiej fantastyki. Czy żałuję, że przeczytałam ten 0.1(?) tom? Odpowiedź jest prosta i brzmi nie. Każdy aspekt książki bardzo mi się spodobał i uważam, że to również książka dla dziewczyn. 

Pierwsze co od razu na wstępie zwróciło moją uwagę to język autora. Jest bardzo dobry. Nie jest to język prosty i banalny. Zawiera dużo słów trudnych i rzadko używanych, niektóre to archaizmy. Jednak jest on typowo literacki - płynny i barwny. Każde słowo idealnie pasuje do siebie, nie tworząc przy tym doskonałego tekstu, który odstrasza. Mimo wielu nowych słów i dość dużej potrzeby skupienia nie mogłam się oderwać od książki. Wszystko, co czytałam, sprawiało, że przenosiłam się do tego świata i przeżywałam wszystkie te przygody razem z bohaterami.

Książka ma nietypowy podział rozdziałów. Między rozdziałami znajdują się jakby podrozdziały nazwane "Głos rozsądku". To właśnie te podrozdziały ukazują nam czas teraźniejszy, a te tradycyjne rozdziały to takie retrospekcje, gdzie Geralt opowiada nam o sobie i przede wszystkim swoich przygodach, choć lepiej zabrzmiałoby pracy. Mnie osobiście taka mieszanka bardzo się podobała i nie ukrywam, że z chęcią dalej czytałabym wspomnienia tego niezwykłego wiedźmina. Choć już posiadam wiedzę, że kolejne tomy są napisane już w tradycyjny sposób.  

W powieści było bardzo dużo odwołań do naszej dawnej kultury. Wszystkie te dziwne stworzenia, potwory miały swoje pochodzenia z różnych kultur, lecz przede wszystkim z naszej słowiańskiej. Nie raz słyszałam o strzygach, czy innych dziwnych chochlikach. Autor bardzo rozbudował tę wiedzę i jak mniemam dodał własne pomysły, co razem stworzyło wielki bestiariusz. Cieszę się, że ktoś zwrócił uwagę na nasze dawne wierzenia i w tak naturalny sposób wplótł je do opowieści o wiedźminie. Samo stworzenia wiedźmina jest dla mnie wyjątkowo oryginalnym pomysłem, nie wiem, czy jest on wymyślony od podstaw, czy ma swoje korzenie w jakiś wierzeniach. Jednak nie ma wątpliwości, że jestem zafascynowana pomysłowością Sapkowskiego.

Największym plusem tej opowieści bez wątpienia jest główny bohater - białowłosy wiedźmin. Geralt jest postacią nie do rozszyfrowania. Zachowuje się inaczej niż zwykli ludzie, ale też inaczej niż czarodzieje, czy inne stworzenia magiczne. Jednak nie zmienia to faktu, że ma typowo ludzkie odczucia. Jak każdy popełnia błędy i cierpi. Jak każdy kocha i darzy ludzi przyjaźnią. A przy tym pozostaje wiedźminem, walczącym na śmierć i życie z potworami, by dawać bezpieczeństwo. Gdy czytałam o jego losach, byłam zafascynowana. Obserwowanie tych wszystkich wydarzeń było trochę jak zakazany owoc. Wchodziliśmy w tajemne kręgi wcześniej znane tylko Geraltowi. To jakby pozwolił nam zobaczyć swoją duszę. Bardzo się do niego przywiązałam. Między nami potoczyła się cienka nić porozumienia. Jestem pewna, że po którymś tomie Geralt zajmie wysokie miejsce wśród moich ulubionych bohaterów. 

Nie wiedziałam czego spodziewać się po lekturze tej książki. Naprawdę miałam wiele obaw, co do tej opowieści. Boimy się nieznanego i tak właśnie było w moim przypadku. Moja wiedza po jednym tomie nadal jest znikoma, co pewnie znawcy i fani od razu zauważą w mojej recenzji, która zapewne ma wiele błędów (wybaczcie, poprawię się). Jednak swoją wiedzę na pewno w najbliższym czasie pogłębię i postaram się lepiej poznać świat wykreowany przez Sapkowskiego. Dla mnie to nowe doświadczenie i dające dużo wiedzy. Nie ma wątpliwości, że w najbliższym czasie sięgnę po kolejne tomy. A książkę polecam każdemu miłośnikowi fantastyki. Dla osób ubóstwiających ten gatunek to pozycja obowiązkowa.    

Książka przeczytana w ramach wyzwania:
~ Czytam polecane książki (przez przyjaciela)

sobota, 29 listopada 2014

Krew Olimpu

Tytuł: "Krew Olimpu"

Autor: Rick Riordan

Seria: Olimpijscy herosi

Tom: V

Kategoria: Fantastyka

Ilość stron: 496

Ocena: 9/10












Czas leci nieubłaganie. 1 sierpnia zbliża się z każdą chwilą, a wraz z nim nieunikniona wojna. Siódemka herosów z przepowiedni musi dotrzeć na czas do Aten, pokonując przy tym wiele trudnych przeszkód. Jednak wierzą, że uda się im powstrzymać przebudzenie Gai. Lecz życie jest okrutne i nie pozwala im tak łatwo dotrzeć do celu. Największym problemem nie są potwory, bogowie ani pogoda. Są nim wspomnienia, które ciążą na każdym z herosów, znajdującym się na Argo II. W tym samym czasie Nico, Reyna i trener transportują Atenę Partenos do Obozu Herosów, gdzie Oktawian szykuje Rzymian na walkę z Grekami. By uniknąć krwawej wojny i dać siódemce herosów przynajmniej szansę na wygranie, muszą dotrzeć na czas. Czy im się uda? Czy Gaja się przebudzi? I czy wszyscy przeżyją?

I tak oto przeczytałam ostatnią część Olimpijskich Herosów. Długo na nią czekałam i muszę przyznać, że to było wyjątkowo niecierpliwe oczekiwanie. Koniecznie chciałam się dowiedzieć, co będzie dalej i jak zakończy się historia. Gdy wreszcie zdobyłam powieść, od razu wzięłam się za jej czytanie. W tamtej chwili nie było dla mnie nic ważniejszego. Nie mogłam się od niej oderwać. Wszystkie moje myśli były poświęcone herosom. Sprawiło to, że przeczytałam książkę w zadziwiająco szybkim tempie. Teraz tego żałuję, ponieważ tylko przyśpieszyłam ostateczne rozstanie się z jedną z moich ulubionych serii.

Książka ma tak dużo zalet, że nie wiem od czego zacząć... Jak z poprzedniego akapitu pewnie już wywnioskowaliście, jest niezwykle ciekawa. Stwierdzenie, że nie mogłam się od niej oderwać, nie do końca ukazuje stan rzeczy. Ja po prostu nią żyłam. Byłam tam, przeżywałam wszystko z bohaterami i pomagałam im pokonać trudności. To niesamowite uczucie towarzyszyć im w tej ciężkiej i pełnej emocji walce. 

Jednak najbardziej rzuciła mi się w oczy realność tej powieści. Prawdopodobnie bardzo dziwnie to brzmi. Opowieść pełna bogów, herosów, magii i nieziemskich istot jest jak najbardziej rzeczywista. Paradoksalne... Jednak pod całą tą magią, nierealnymi wydarzeniami jest ukryta nasza rzeczywistość. Historia różnych herosów i innych dziwnych istot pokazuje nam nasze życie, nasze problemy. Może codziennie nie ratujemy świata przed zagładą, ale jesteśmy jego częścią i powinniśmy to pamiętać. Każdy z bohaterów był całkowicie inny. Żadne cechy charakteru się nie powtarzały, talenty nie były takie same, a problemy ukazywały całą swoją różnorodność. Każdy musiał się zmierzyć ze swoją rzeczywistością i albo się poddać, albo zwyciężyć.

Jedno słowo przeraża w całej książce, a dokładniej twórczości Riordana -  śmierć. Wojna zawsze niesie ją ze sobą, więc żadną tajemnicą nie jest, że i tu się pojawi. Już dawno śmierć bohaterów nie poruszyła mnie tak bardzo. Przywiązałam się do nich całym sercem i nie mogłam wyobrazić sobie świata bez ich istnienia. Teraz muszę. Nie będę opowiadać, co mną tak bardzo wstrząsnęło, ponieważ zepsułabym Wam całą przyjemność z czytania, jednak ostrzegam, żebyście się przygotowali psychicznie. 

Powinnam też coś napisać o wadach, ale jest to bardzo trudne zadanie. Nie ma wątpliwości, że jakieś są, ale przecież każda powieść je posiada. Dużo osób zwraca uwagę na brak logiki w niektórych zdarzeniach. Niestety jest to prawdą. Lecz jeśli ktoś naprawdę się wczuje w akcję, nie ma szans ich zauważyć. Ja sama ich nie zauważyłam. Dopiero mój przyjaciel powiedział mi o nich. Na początku nie zgadzałam się z nim, ale po przemyśleniu okazało się, że miał rację. Jednakże to nie zmienia faktu, że błędy są prawie niewidoczne.

Żałuję, że to jest ostatnia książka serii i przede wszystkim całej tej historii. Z Bogami Olimpijskimi i Olimpijskimi Herosami przeżyłam wiele dobrych chwil i naprawdę przykro mi się z nimi rozstawać, a raczej nie wygląda, żeby Rick miał napisać kolejną serię, która przedłuży losy bohaterów. Im też należy się szczęście. Pociesza mnie fakt, że jest jeszcze seria o bogach egipskich i prawdopodobnie niedługo ukaże się cykl o bogach nordyckich. Kolejna przygoda czeka... Natomiast wszystkim, którzy lubią fantastykę polecam zapoznać się twórczością Ricka Riordana. Ci, którzy ją już znają, koniecznie muszą przeczytać "Krew Olimpu".

Książka przeczytana w ramach wyzwania: 

niedziela, 2 listopada 2014

Starcie Potworów


Tytuł: "Starcie Potworów"

Autor: Chris Columbus & Ned Vizzini

Seria: Dom Tajemnic 

Tom: II

Kategoria: Fantastyka

Ilość stron: 488

Ocena: 8/10











W Domy Kristoffera wszystko zmieniło się od czasu ostatniej przygody rodzeństwa. Walkerowie mają dużo pieniędzy, Wichrowa Wiedźma prawdopodobnie nie żyje, a oni chodzą do najlepszej szkoły w San Francisco. Wszystko ułożyło się idealnie. Przynajmniej takie są pozory. Jednak jak wszyscy wiemy, pozory nigdy nie pokazują prawdziwej rzeczywistości. To tylko obraz odbity w lustrze. W rzeczywistości z każdą chwilą jest coraz gorzej. Co jest tego przyczyną? Pieniądze - pieniądze szczęścia nie dają, jak mówi stare powiedzenie. Lecz ostatecznie to nie pieniądze sprawiają, że rodzeństwo czuje się dobrze w Domu Kristoffa, a dokładniej czuło. Z Kordelią zaczynają się dziać dziwne i przede wszystkim przerażające rzeczy. Ale ona nie chce się do tego przyznać. Jest prawie dorosła, więc musi sobie radzić sama z problemami. Brendan chce znowu być popularny. Natomiast Eleonor przeżywa zachowanie swojego ojca, który z każdą chwilą coraz bardziej uzależnia się od hazardu. Czy te wszystkie rzeczy, kłamstwa mogą być tylko przypadkiem? Gdzie jest to "najgorsze miejsce na świecie", gdzie Eleonor wysłała Wichrową Wiedźmę? I czy rodzeństwo może jeszcze liczyć na siebie?

Pierwszą część "Domu Tajemnic" otrzymałam od mojej koleżanki na urodziny. Przed tym wydarzeniem nigdy nie słyszałam o tej książce, co sprawiło, że od razu zaczęłam ją czytać. Szybko wciągnęłam się w wir przygód Walkerów. Gdy już przeczytałam tę część, nie miałam żadnego zdania na temat serii. Pozostawiła po sobie miłe odczucia, lecz nic poza tym. Niedawno usłyszałam, że wychodzi kolejna część, czyli "Starcie Potworów". Od razu zapragnęłam ją mieć. Co prawda miałam wiele obaw, ponieważ po pierwszym tomie nie wiedziałam, czego się spodziewać. Najlepszym sposobem na rozwianie obaw, co do książki, jest jej przeczytanie. Jak widzicie właśnie to zrobiłam. Podobała mi się? Oczywiście, że tak. Byłam wyjątkowo zaskoczona, bo nie spodziewałam się takiego wysokiego poziomu powieści.

Największym plusem "Starcia Potworów" są bohaterowie. Zaskoczyłam mnie ich rzeczywistość. Nie były to zwykłe, papierowe postacie, które najczęściej spotyka się w książkach. Byli to prawdziwi ludzie, którzy mieli problemy, zalety i oczywiście nieodłączne wady, które idealnie pasowały do ich wieku. Autorzy książek często wybierają na bohaterów nastolatków. Jednak najczęściej nie mają o nich pojęcia, a raczej nie o nich samych, tylko o ich myślach. Co sprawia, że taka postać nie jest realna i nie przekonuje do siebie młode osoby. Tutaj autorzy wykazali się ogromną wiedzą na temat dzieci i nastolatków. Nie zrobili z rodzeństwa Walkerów bezmyślny dzieciaków, ani dojrzałych dorosłych. Eleonor to tylko dziecko, lecz jak każde dziecko zadaje sobie trudne pytania i szuka na nie odpowiedzi, wierząc naiwnie, ale z pełnych zaangażowaniem, w ich prawdziwość. Nigdy się nie poddaje i chce zmienić świat, tak żeby wszyscy byli szczęśliwi.  W jej wieku byłam identyczna. Może dlatego tak bardzo ją polubiłam. Natomiast Brendan jest pomiędzy dzieckiem, a dojrzałym nastolatkiem. Wie co jest dobre, a co złe, ale pragnie skosztować obu. Często patrzy na świat samolubnym spojrzeniem, lecz ostatecznie zawsze się nawraca. Kordelia jest prawie dorosła i dzielnie radzi sobie z obowiązkami. Często wątpi, ale mimo tego walczy. Posiada już akceptację świata, która sprawia, że często widzi go pesymistycznie. Taki kanon postaci jest doskonałym odwzorowaniem młodych osób, które muszą sobie radzić w życiu, mimo że nie posiadają jeszcze odpowiedniej wiedzy, by robić to dobrze.   

Pierwsza część była przeznaczona raczej dla dzieci. Tutaj już to się zmienia. Pojawiają się wręcz dziecinne zachowania, jednak są też ważne wybory i brutalne sceny, które mnie samą nie raz przeraziły. W tej książce śmierć nie jest ukrywana. Jest stałym elementem życia i nikt nie jest w stanie tego zmienić. Często rozpaczałam po stracie jakiegoś bohatera. Nie do wszystkich się przywiązałam, ale wszyscy byli częścią tej opowieści. Lecz nie mam pretensji do autorów. Zrobili to, co musieli, licząc się z konsekwencjami tego. Bo bez śmierci ta opowieść nie miałaby najmniejszego sensu. Stworzyli powieść, która dorasta razem z czytelnikami, a chyba nie można wymarzyć sobie czegoś lepszego. 

Jest to wyjątkowa książka. Na pewno posiada sporo wad, jednak są tak dobrze zatuszowane, że nie jestem w stanie dokładnie powiedzieć, na czym one polegają. Zostaje tylko uczucie, że nie wszystko gra ze sobą. Lecz mimo to polecam tę powieść każdemu. Pod osłoną magii znajduje się wyjątkowo głęboka historia trójki rodzeństwa oraz zagubionej kobiety, które potrzebuje pomocy. Książkę czyta się przyjemnie, ale po jej przeczytaniu nie ma możliwości tak normalnie wrócić do swojego życia. Trzeba na nowa na nie spojrzeć z nowo poznaną wiedzą.          


Za możliwość przeczytania książki dziękuje Wydawnictwu Znak!

Książka przeczytana w ramach wyzwania: 

PS: Przypominam o pokazaniu się nowych pozycji na liście "Co przeczytać następne?" ;)