Pokazywanie postów oznaczonych etykietą magia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą magia. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 9 lutego 2016

Skrzydła Laurel


Tytuł: "Skrzydła Laurel"

Autor: Aprilynne Pike

Tłumaczenie: Donata Olejnik

Cykl: Laurel

Tom: I

Kategoria: Fantastyka

Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie

Liczba stron: 264

Ocena: 6/10







Niektórzy nie chodzą do szkoły. Decyzja rodziców zapadła – ich dziecko będzie uczyć się w domu. Dlaczego miałoby być to gorsze środowisko? W końcu będzie wśród kochających ludzi, którzy zawsze będą pomagać, motywować i w nagłych przypadkach iść na kompromis. Tylko jest jedno sławetne "ale"... W życiu tak nie jest. Nie otaczają nas sami życzliwi ludzie, nie zawsze jest łatwo. Właśnie dlatego Laurel po latach nauki w domu musi przekroczyć mury przerażającego budynku – szkoły. Nie podoba się jej to. Wolałaby dokończyć swoją edukację  w swoim własnym pokoju. Jednak rodzice są nieubłagani. Dziewczyna musi się pogodzić z ich decyzją. Ku jej zaskoczenie szkoła nie okazuje się takim strasznym miejscem, jak myślała. Poznaje przystojnego Dawida, który widocznie zabiega o jej względy. Ma nowych przyjaciół. Wszystko zaczyna się układać. Do czasu... Na jej plecach pojawia się małe wybrzuszenie, które rośnie i rośnie, aż wreszcie... Kim tak naprawdę jest Laurel? Czy otoczenie szkolne jest odpowiednie dla takiej osoby jak ona? Czy dziewczyna będzie umiała sobie poradzić z uczuciami?

O "Skrzydłach Laurel" opowiadała mi wielokrotnie przyjaciółka. Nasłucham się o niej samych pozytywnych opinii. Do tego stopnia, że postanowiłam zapoznać się z całą serią. Moja przyjaciółka nie ukrywała, że nie jest to ambitna lektura. Jest to bardziej powieść, która pozwala odciąć się od trudności życia codziennego i odprężyć. Nigdy nie przeczyłam, że lubię takie książki. Najczęściej są wyjątkowo naiwne i mają płytką tematykę, ale potrzebuję od czasu do czasu przeczytać taką lekturę, dlatego z chęcią wzięłam się za czytania "Skrzydeł Laurel". Czy dała mi to, czego szukałam?

Bez wątpienia autorka wpadła na ciekawy pomysł. Wprowadziła do fabuły nową rasę fantastyczną, która przewijała się od wieków wśród literatury i legend, ale nigdy nie znalazła swojego konkretnego miejsca poza bajkami dla dzieci. Podoba mi się, że pisarka nie uległa uprzedzeniom i z banalnych istotek stworzyła cały odmienny gatunek, który ma większe znaczenie poza ubarwianiem innych historii. Jest to pewnego rodzaju oryginalność i odwaga. Łatwo skrytykować coś, co uchodzi za pozornie trywialne. Pike w "Skrzydłach Laurel" kreuje nowy świat. Jest on jeszcze oparty na naszej rzeczywistości, ale czuć zapowiedź czegoś nowego, czegoś, czego jeszcze nie było... Nie ukrywam, że koniecznie chcę się zapoznać z alternatywnym uniwersum stworzonym w cyklu "Laurel".

Styl autorki jest wyjątkowo przyjemny. Wciąga czytelnika w taki sposób, że książkę spokojnie można przeczytać na jeden raz. Jest to dość duży plus, jednakże poza tym język powieści nie wyróżnia się na tle innych. Jest przeznaczony bardziej dla młodszej młodzieży, która dopiero zaczyna odkrywać tajniki czytania. Idealna zachęta, by w przyszłości sięgnąć dalej i poszukać bardziej ambitnych dzieł. Nie poznałam tutaj nowych słów, nie zachwyciłam się niesamowitą składnią, więc czuję trochę niedosyt literacki. Lubię uczyć się z książek czegoś nowego o naszym języku. Tutaj w pewnym stopniu musiałam się cofnąć, gdyż to nie jest historia na mój wiek. Lecz dobrze wiecie, że uważam, że trzeba wrócić do lektur dla tych trochę i bardzo młodszych. Miałam do tego okazję, więc ją wykorzystałam.

Co do bohaterów mam bardzo mieszane uczucia. Nie zachwycili mnie, ale nie mogę też powiedzieć, że byli źle wykreowani. Lepszym słowem będzie tutaj niedokładnie. Są namiastką czegoś większego. Nie byłam w stanie wywnioskować, o czym myślą, ani przewidzieć ich przyszłych zachowań. To jest dobry znak, który daje nadzieję, że w następnych częściach postacie będą bardziej ciekawe i dociekanie, jakie akurat mają przemyślenia, będzie pasjonującym zajęciem. Czuję, że to zapowiedź czegoś większego i nastawiam się bardzo pozytywnie na drugi tom.

"Skrzydła Laurel" są książką, której nie mogę polecić, ale również nie mogę odradzić. To jest zależne od czytelnika. Jeśli gustuje w samych ambitnych powieściach, to przeczytanie tej pozycji będzie bardzo ciężkim doświadczeniem. Lecz jeśli po trudnym dniu chce się odprężyć i trochę "odmóżdżyć", będzie to idealna lektura, którą bardzo przyjemnie się czyta. 

niedziela, 30 sierpnia 2015

Carrie


Tytuł: "Carrie"

Autor: Stephen King

Tłumaczenie: Danuta Górska

Kategoria: Horror

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Liczba stron: 208

Film: Carrie

Premiera filmu: 18 października 2013 r. (Polska), 7 października 2013 r. (świat)

Ocena: 9/10





Religia jest nieodłączną częścią naszego życia. Są różne wyznania, odłamy, niektórzy z nas są ateistami... Nikt nie zaprzeczy, że wiara ma potężną moc. Czasami zbyt potężną. Gdy jej wyznawcy stają się fanatykami, zawsze ktoś na tym cierpi. Matka Carrie White jest bardzo pobożną osobą, która uważa za grzech spanie na poduszce, założenie nieodpowiedniego ubrania. Za wszystkie swoje grzechy trzeba odpokutować. A ona ma wielki grzech – urodziła Carrie, czyli popełniła grzech stosunku płciowego. W jej oczach nie ma nic gorszego. Carrie musi żyć tak jak matka – tak samo pobożnie, ograniczając swoje przyjemności, ucząc się odpowiednich rzeczy w szkole i przekonując innych do przejścia na dobrą stronę. Nie może też zapomnieć, że jest skutkiem wielkiego grzechu. Jak ma radzić sobie w szkole, gdzie wszyscy uczniowie kpią  z niej, a ich ulubioną czynnością jest upokarzanie jej? Kiedy matka oraz jej koledzy i koleżanki przekroczą granicę? Czy zdolności telekinezy mogą pomóc Carrie w życiu? 

"Carrie" jest drugą książką Stephena Kinga, którą przeczytałam w swoim życiu. Tym razem nie był to kryminał, tylko jeden z najsławniejszych horrorów autora. Wybrałam akurat ten, ponieważ wiele dobrego słyszałam o nim i jest krótki, więc wiedziałam, że nawet gdyby okazał się nudny, przebrnęłabym przez niego. Moje obawy okazały się nieuzasadnione, gdyż powieść od pierwszych stron wciągnęła mnie.

Byłam zaskoczona tematyką, jaką wybrał autor w swojej książce. Fanatyzm religijny jest dość często spotykanym motywem w literaturze, ale nie spodziewałam się go w horrorze Stephena Kinga. Nie znam zbytnio stylu i pomysłów pisarza, więc ciągle jestem przez niego zaskakiwana. Carrie miała poważny problem, który przytłaczał ją przez całe życie. A było jeszcze gorzej, gdy zrozumiała, co jest przyczyną tych wszystkich traumatycznych sytuacji. Często zapominamy o takich ludziach. Zamiast pomóc im, ponieważ cierpią  i nie są w stanie sami podołać cierpieniu, ignorujemy ich albo wręcz kpimy i obgadujemy. Wszyscy wymagamy tolerancji i akceptacji, a często sami nie jesteśmy w stanie dać jej innym ludziom. 

Postać Carrie White bardzo przypadła mi do gustu. Jest to symbol pewnego typu człowieka, który przez ileś lat dzielnie walczył, aż przyszedł moment kulminacyjny. Historia źle ją oceniła. Tak naprawdę po pozorach, nie znając prawdziwej sytuacji. W powieści pojawiły się również inne postacie. King wprowadził całą gamę osobowości i często wyolbrzymiał niektóre cechy celowo, by zwrócić na nie uwagę i pokazać prawdę w karykaturalnej postaci. Czyli tak naprawdę dostajemy faktyczny obraz jak na dłoni.

"Carrie" jako horror jest bardzo dobrze zbudowana. Spodziewałam się, że będę drżała ze strachu, a w nocy nie będę mogła zmrużyć oka. Nie dostałam tego, ale w zamian dostałam inną dawkę strachu. Nawet nie wiem, czy nie bardziej przerażającą. Przed każdym rozdziałem były zamieszczone urywki z gazet, telegramy, artykuły poświęcone wydarzeniom, które wstrząsnęły całymi Stanami Zjednoczonymi. Nie mogłam odgadnąć, co to dokładnie za wydarzenia, ale oczywiste było, że to wszystko było związane z Carrie. Czytałam o życiu nastolatki, która ma problemy z matką i znajomymi, czując, że nadchodzi coś mrocznego i dramatycznego.

Coraz bardziej zaczynam się przekonywać do powieści Kinga. Nie są one tak bardzo wybitne, jak myślałam, ale bez wątpienia są mądre i wciągające. Nie chcę też zbytnio oceniać od razu autora, bo przede mną wiele jego książek i moje zdanie może jeszcze zmienić się wielokrotnie, zanim ostatecznie uformuje się. Jednak jestem pozytywnie nastawiona do innych jego historii.
  

Książka przeczytana w ramach wyzwania:

sobota, 8 sierpnia 2015

Kapłanka w bieli


Tytuł: "Kapłanka w bieli"

Autor: Trudi Canavan

Tłumaczenie: Piotr W. Cholewa

Cykl: Era Pięciorga

Tom: I 

Kategoria: Fantastyka

Wydawnictwo: Galeria Książki

Liczba stron: 688

Ocena: 5/10






Wyobraźcie sobie, że jesteście młodzi i dopiero zaczynacie poznawać życie takim, jakie jest naprawdę. Na pewno macie wiele marzeń i pragniecie zmienić świat na lepsze. To takie naturalne i szlachetne. Taka właśnie jest Auraya – ma marzenie, żeby zostać kapłanką. Jest gotowa uczyć się pilnie i poświęcać każdą swoją chwilę na pomoc innym. Ma cel, chęci i umiejętności, ale... Czy nie denerwuje was, że zawsze musi być jakieś "ale"? Że nic nie może tak po prostu być? Że zawsze coś musi przeszkodzić? Mnie i Aurayę bardzo. Bo problem polega na tym, że Auraya mieszka w małej wiosce oddalonej setki kilometrów od kapłańskiej szkoły, a jedyny kapłan przebywający w wiosce już dawno zapomniał, kim jest. Jednak... pewnego dnia wioska zostaje zaatakowała przez wrogie wojska. Do małej ojczyzny Aurayi przybywa jedna z czwórki najbardziej wybitnych kapłanów – Biała, Wybrana przez bogów. Inteligencja młodej dziewczyny sprawia, że Biała Kapłanka zauważa ją i daje jej szansę na spełnienie marzeń. Czy Auraya wybierze dom, gdzie śmiertelnie choruje jej matka, czy może wykorzysta szansę na lepsze życie? Jakie będą konsekwencje jej wyborów? 

Zawsze mam problem z wybraniem książki, którą będę czytać następnie. Dlatego już jakiś czas temu zrobiłam listę tych, które posiadam i losuję je. Właśnie w taki sposób zaczęłam czytać "Kapłankę w bieli". Bardzo się ucieszyłam, kiedy to właśnie na nią padł los. Trudi Canavan jest jedną z moich ulubionych autorek. Zakochałam się w "Trylogii Czarnego Maga". Czytałam ją już kilka lat temu, ale do dzisiaj pamiętam, z jakim zainteresowaniem studiowałam każdą część i przenosiłam się w nowy, nieznany mi świat. To wspomnienie zagościło w moim umyśle na stałe. Właśnie dlatego od pierwszego tomu "Ery Pięciorga" oczekiwałam naprawdę wiele. I chyba okazało się, że zbyt pochopnie oceniłam autorkę, ponieważ ta powieść całkowicie nie przypadła mi do gustu. 

Spodziewałam się, że od pierwszej strony pojawi się iskierka ciekawości, która nie pozwoli mi, ani na chwilę odłożyć książki. Niestety tak się nie stało. Nie zniechęciło mnie to. W końcu wiele dzieł literackich na początku wieje nudą, a z czasem ta nuda okazuje się idealnym rozpoczęciem, które pozwoliło poznać nam świat wykreowany przez autora. Czekałam. Naprawdę cierpliwie czekałam... I nic. Mijała pierwsza setka, później następna, a ja nadal niemiłosiernie nudziłam się. W tej chwili mogę sobie przypomnieć może ze trzy sceny, które naprawdę mnie wciągnęły, a jest to mało na prawie siedemset stron. W dodatku cały czas irytowały mnie niepłynne przejścia. Canavan kończyła rozdziały/podrozdziały w kulminacyjnych momentach. Nie jestem przeciwniczką takiego stylu, bo to on sprawia, że czytelnik chce poznać dalszą część opowieści. Lecz kiedy jest on stosowany bez przerwy, staje się nużący i denerwujący. Przypominało mi to trochę "Pieśń Lodu i Ognia". Martin pod tym względem pisze bardzo podobnie, tylko u niego zazwyczaj przynosi to pożądany efekt. 

Plusem, ale zarazem minusem, są bohaterowie. Jest ich naprawdę wiele, co zazwyczaj jest dobrze odbierane. Jednakże miałam cały czas wrażenie, że zostało im poświęcone za mało czasu. "Kapłanka w bieli" jest bardzo grubą książką, która powinna w zupełności wystarczyć, żeby lepiej rozbudować niektóre wątki, które pojawiały się często, ale bezcelowo. Tak bardzo żałuję, że Canavan nie poświeciła więcej czasu postaciom. W powieści obserwowałam najróżniejsze osobowości, które same prosiły się o lepsze poznanie. Auraya miała wiele cech, ale po przeczytaniu jej historii nie jestem w stanie ich wskazać. Wiem, że są, ale "nie widzę" ich. Za to Leiard – jeden z głównych bohaterów – według mnie został idealnie dopracowany. Widać, że autorka właśnie jemu poświęciła najwięcej czasu. Polubiłam go od pierwszych słów, które opisywały go. 

Mimo wszystko książka nie miała wyłącznie wad. Zachwyciła mnie swoją pomysłowością. Świat, który jest opisany w "Kapłance w bieli", bardzo mi się spodobał. Mam skojarzenie z innymi powieściami, jednak nie mogę sobie przypomnieć z jakimi konkretnie. I mimo to mam odczucie, że jest to coś nowego. W mojej głowie walczą sprzeczne uczucia. Tylko... Canavan nie wykorzystała potencjału swojego pomysłu. Podstawy świata wykreowanego przez nią są dobre. Wystarczy je dopracować, na co liczę w kolejnej części. 

"Kapłanka w bieli" bardzo mnie zawiodła. Spodziewałam się czegoś fantastycznego, co zawładnie moimi myślami, a tymczasem miałam olbrzymi problem z przeczytaniem tych siedmiuset stron. Jednak nie pozwolę, żeby ta jedna powieść zniechęciła mnie do autorki. Może zbyt pochopnie ją oceniłam. Potrzebowałam do tego jednej trylogii, a to więcej niż jedna książka. Dlatego właśnie mam zamiar przeczytać do końca "Erę Pięciorga". 

Książka przeczytana w ramach wyzwania:

piątek, 26 czerwca 2015

Magisterium. Próba Żelaza ~ by Elfik


Tytuł: "Magisterium. Próba Żelaza" 

Autor: Holly Black, Cassandra Clare

Tłumaczenie: Robert Waliś

Seria: Magisterium

Tom: I

Kategoria: Fantastyka

Wydawnictwo: Albatros

Liczba stron: 352

Ocena: 7/10






Callum w dzieciństwie stracił matkę. Teraz mieszka wraz ojcem, który uwielbia naprawiać antyki. Chciałoby się powiedzieć, że jest normalnym chłopcem, jednak jest to zwykłe kłamstwo. Call jest inny – jego broń to sarkazm, chora noga przyciąga wiele niemiłych uwag i do tego magiczne pochodzenie, o którym chce zapomnieć. Lecz z pamięci nie da się tak po prostu wymazać pewnych rzeczy, tym bardziej że magia lubi przypominać o sobie. Mały czarodziej musi udać się na przesłuchanie do Magisterium – szkoły magii. Razem z ojcem, który przez lata opowiadał straszliwe rzeczy o tej uczelni, planują, w jaki sposób Call może oblać egzamin. Czy uda mu się uzyskać słaby wynik na egzaminach, mimo że ma wrodzone umiejętności? Kim naprawdę jest Callum? Czemu jego ojciec nienawidzi magii? 

O "Próbie Żelaza" usłyszałam jeszcze przed wydaniem książki. Cassandra Clare należy do listy moich ulubionych pisarzy. Jej seria "Dary Anioła" już wiele lat temu skradła moje serce. Dlatego bez wahania postanowiłam zapoznać się z nową powieścią autorki i poznać styl Holly Black, której twórczości jeszcze nie poznałam. 

"Próba Żelaza" wielokrotnie była porównywana do "Harry'ego Pottera". Nie spodobało mi się to, ponieważ seria Rowling jest dla mnie bardzo sentymentalna i chwile, które z nią spędziłam są niepowtarzalne. Żadna książka nie jest w stanie przywołać tych samych uczuć. Z obawami zaczęłam czytać. To prawda, że fabuła początkowa jest podobna do sławetnej serii, lecz poza tym ani na chwilę nie poczułam tej atmosfer magii, która jest tak bardzo wyczuwalna w "Harrym Potterze". Jednak to nie oznacza, że ona w ogóle nie występuje. Wręcz odwrotnie. Po prostu jest inna i moim zdaniem o wiele bardziej podobna do "Percy'ego Jacksona". Od początku "Magisterium" kojarzyło mi się właśnie z tą serią. Do połowy książki miałam wrażenie, że czytam o przygodach herosów, ale po przekroczeniu magicznej granicy wszystko się zmieniło. Powieść zaczęła nabierać akcji, coraz więcej bohaterów zaczęło odgrywać istotną rolę. W ten sposób ukształtował się unikalny klimat, który mam nadzieję, że zagości w następnych częściach.

Bardzo polubiłam Calla. Czytając opis, byłam przekonana, że będę zmuszona czytać o chłopcu, który będzie idealny, niezwykle utalentowany i którego zadaniem będzie ocalić świat. Nawet nie wiecie, jak bardzo się myliłam. Młody mag okazał się typowym nastolatkiem – buntowniczy, często leniwy, z zamiłowaniem do popisywania się, pragnący miłości i przyjaźni. Ma swoje wady i zalety jak każdy człowiek. Często wpada w kłopoty, ale to nie skutkuje przymusem ratowania świata od zagłady. Powieść ma swój cel, który na razie nie jest wyraźnie podkreślony, dlatego przez całą historię nie wiedziałam, czego mam się spodziewać.

Uwielbiam przewidywać zakończenie. Dlatego z pasją oddałam się wymyślaniu scenariuszy, które mogą się wydarzyć. Na początku byłam przekonana, że powieść będzie schematyczna. Dopiero po około setnej stronie zorientowałam się, że obie autorki są zbyt doświadczone, by banalnie zakończyć tę część. Wymyśliłam kolejne, własne zakończenie, którego kurczowo się trzymałam. Chciałabym zobaczyć własną minę, gdy nagle okazało się, że wszystko potoczyło się inaczej. Black i Clare zaserwowały niespodziewany finał, który sprawił, że od razu zapragnęłam przeczytać kolejny tom.

W "Próbie Żelaza" znalazłam tylko jedną wadę, która przeszkadzała w czytaniu. Świat wykreowany przez autorki jest niedokładnie przedstawiony. Na pewno obie panie miały genialny pomysł na niego, jednak niestety nie do końca umiały przedstawić go. Brakuje podstaw tego świata. Widzimy tylko to, co jest obecnie, a nie wiemy, skąd to się wzięło. Często zastanawiałam się nad wieloma rzeczami, które dla bohaterów były oczywiste i nikt nic nie tłumaczył, a ja tymczasem nie miałam pojęcia, dlaczego tak a nie inaczej.

Mimo że "Próby Żelaza" są przeznaczone raczej dla młodszych osób, bardzo przyjemnie czytało mi się tę opowieść. Jestem zadowolona, że mogłam się zapoznać z twórczością pani Black oraz spojrzeć na nowy świat wykreowany przez Cassandre Clare. Książka okazała się miłą odskocznią od życia codziennego oraz refleksyjnych powieści. Polecam ją każdemu fanowi fantastyki.

niedziela, 14 czerwca 2015

Ogar Boga. Popiół i Piach ~ by Elfik


Tytuł: "Ogar Boga. Popiół i Piach"

Autor: Anna Gręda

Seria: Ogar Boga

Tom: I

Kategoria: Fantastyka

Wydawnictwo: Novae Res

Liczba stron: 430

Ocena: 8/10









Świat jest tajemnicą, która kryje w sobie wiele złych rzeczy, mrocznych opowiadań, ale również niesamowitych zjawisk. A gdyby tak nagle zobaczyć nasze królestwo w jej prawdziwych barwach? Zacząć widzieć wszystko takim, jakie jest? Czy jest to możliwe? Kira żyje wśród ludzi, jednak nie jest jedną z nich. Jest stworzeniem nadnaturalnym, a żeby było jeszcze ciekawiej hybrydą – połączaniem dwóch niebezpiecznych, magicznych istot, dzięki którym zyskała geny, nadające jej cechy niespotykane u nikogo. Od trzech lat żyje spokojnie w małym mieście i zabija innych nadnaturalnych, którzy nie przestrzegają praw moralnych. Jej życie nadal biegłoby spokojnie i monotonnie, gdyby nie nagłe pojawienie się młodych wampirów, które nie panują nad swoim instynktem i zabijają każdą żywą istotę. Kto tworzy nowe wampiry i jaki ma w tym cel? Kim jest tajemniczy Flesh? Czy Kira zapanuje nad swoją prawdziwą naturą?

O tej książce słyszałam wiele dobrego. Gdy pierwszy raz zauważyłam ją, nie była jeszcze tak bardzo popularna jak obecnie. Była jedną z wielu powieści fantasty, które przewijają się w internecie. Trafiałam na nią wielokrotnie na Facebook'u, aż wreszcie zapragnąłem ją przeczytać. Bardzo lubię tego typu książki. Pozwalają mi oderwać się od rzeczywistości i zobaczyć świat, o którym jako dziecko marzyłam. Jednak nie mogę zaprzeczyć, że miałam co do niej pewne obawy. Opowieści o podobnej tematyce jest naprawdę wiele i często powtarzają one schemat, który początkowo był naprawdę ciekawy, ale z czasem stał się nudny i irytujący. Na szczęście okazało się, że "Ogar Boga" jest czymś nowym i jak na razie niepowtarzalnym.

Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy, to świat wykreowany przez Annę Grędę. Od pierwszych stron zafascynował mnie. W początkowych rozdziałach można powiedzieć, że nie różnił się niczym od naszej rzeczywistości. Tylko główna bohaterka miała szczyptę magii i gdzieniegdzie pojawiały się jakieś wampiry, czy wilkołaki. Nic nowego... na pozór. Odczuwałam dziwna aurę magii, która zapowiadała niesamowity świat, gdzie wszystko może się zdarzyć. Z czasem pojawiało się coraz więcej nadnaturalnych istot – demony, wróżki, elfy, szamani, czarodzieje... Cała gama bytów nadprzyrodzonych. Zrobiło to na mnie olbrzymie wrażenie. Mało który autor odważa się połączyć tyle legend, opowieści, wierzeń. Pomyślicie pewnie, że to wszystko spowodowało ogromny chaos. Właśnie nie... Te wszystkie stworzenia nadały wyjątkowy klimat historii. Razem stworzyły opowieść, która na długo zapada w pamięć.

Kolejnym plusem jest główna bohaterka – Kira. Jest ona wielką zagadką, której nie da się tak po prostu rozwiązać. Powoli dostajemy małe elementy, które z czasem mają utworzyć całość. Jednak te elementy nie są nam dawane prosto do ręki. Musimy sami je znaleźć, by ułożyć puzzle, tworzące Kirę. Jej osobowość jest nieszablonowa, przez co cały czas intrygowała mnie i zmuszała do myślenie i rozumienia jej, a to nie było łatwe. Wiele w życiu przeszła, co ukształtowało ją, ale sprawiło też, że jej ludzka część zanikła. Jednak nie myślcie, że była maszyną do rozwiązywania tajemnic i zabijania. To nie tak. Miała własne zdanie na wiele spraw, które często odbiegało od normy. Powodem były jej uczucia, które motywowały ją do dalszego działania, ale były też przyczyną konfliktów i problemów.

W powieści pojawił się wątek kryminalny. Przyjęłam go bardzo pozytywnie, ponieważ był zapowiedzią wielu przygód i niebezpiecznych chwil. Niestety ten wątek ginął w ogromie historii bohaterów i ich spraw, które zazwyczaj odbiegały od głównego śledztwa. Żałuję, że główny motyw kryminalny nie był lepiej poprowadzony. Od razu domyśliłam się, kto jest sprawdzą tych mrocznych zdarzeń. To było tak bardzo oczywiste. Prawdą jest, że autorka nie kryła przebiegu śledztwa i domysłów Kiry na ten temat. Jednak liczyłam na bardziej zawiłą sieć intryg. Mam nadzieję, że w drugiej części pojawi się ona, ponieważ zakończenie no to właśnie wskazuje. 

Książka zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie. Okazała się lepsza niż przypuszczałam, co miło mnie zaskoczyło i pozytywnie nastawiło na kolejne tomy, które na pewno przeczytam. Zbyt jestem ciekawa dalszego przebiegu zdarzeń, by tego nie zrobić. Nie jest to opowieść, która każdemu przypadnie do gustu. Dla fanów fantastyki to zapowiedź niesamowitej historii. Natomiast dla miłośników kryminałów jest to miła odskocznia od typowych książek kryminalnych. 

Za możliwość przeniesienia się do świata magii i tajemnic dziękuję bardzo Autorce – Annie Grędzie – oraz Wydawnictwu Novae Res


PS: W najbliższym czasie konkurs, gdzie do wygrania będzie właśnie ta o to książka! :) 

Książka przeczytana w ramach wyzwania:

poniedziałek, 8 czerwca 2015

Próba żelaza ~ oczami Healy

''Próba żelaza''
Holly Black
Cassandra Clare
Wydawnictwo Albatros

''Większość dzieciaków zrobiłaby wszystko, żeby zdać ten egzamin – Próbę Żelaza. 
Ale nie Callum Hunt. On chce oblać. Ojciec przez całe życie przestrzegał go, żeby trzymał się od magii z daleka. 
Kiedy mimo swoich starań Call przechodzi Próbę Żelaza i dostaje się do Magisterium, wie, że to nie skończy się dla niego dobrze. I bardzo się stara, żeby go wyrzucono. Nie jest to jednak takie łatwe.
Podziemna siedziba Magisterium to miejsce mroczne, a jednocześnie fascynujące. Miejsce, gdzie splątane więzy połączą jego przeszłość z przyszłością. 
Próba Żelaza to tylko początek. Najważniejsza próba dopiero nadejdzie.''

Witaj w niezwykłej szkole, pełnej magii i tajemnic. Zajrzyj do strasznego podziemia z srebrzystymi kryształami w tle. Zapoznaj się z żywiołami, którym zdarza się łamać prawa natury, bo ...

Ogień chce płonąć, 
Woda chce płynąć, 
Powietrze chce się unosić, 
Ziemia chce wiązać, 
Chaos chce pożerać.

... łącząc się stanowią mieszankę wybuchową. Upragnione przez dobro, bratanice zła, twórczynie żywiołaków.  Chaos, czy dusza? Zło, czy dobro? Strach, czy ukojenie? Kto wygra tą szaloną bitwę? 

Callum Hunt to niczym nie wyróżniający się łobuziak. Zawsze odpychany, wyśmiewany, z uszkodzoną nogą, szalonym tatą i coraz bardziej szerzącą się ironią. Zwyczajne popychadło, ale jednak... Świat magii odkrył w chłopcu więcej, niżby pragnął. Niezastąpione oko magów ujrzało potencjał w dziecku z najgorszymi wynikami. Czy ten jakże szalony wybór zagwarantuje Callowi bezpieczeństwo? Czy nie wiążą się z nim katastrofalne skutki?

''Próba żelaza'' to doskonała lektura z równie dobrze zarysowanymi bohaterami. Szczerze mówiąc, mogę przyznać, iż to właśnie postacie były gratką dla umysłu czytelnika. To one uratowały całokształt powieści. Ale po kolei. Call to główny bohater, o jakim mogliśmy tylko marzyć. Jego ironiczne dowcipy, zwariowane pomysły, czy charakterystyczne spojrzenie na przyjaźń pozostawią miłe, niezapomniane wspomnienia. Aaron, Tamara, Jasper, Drew, czy Rufus to dowód na to, iż książka posiada niebywale barwnych bohaterów. A postacie to przecież najistotniejszy element powieści, prawda? Brakowało mi tu jedynie komicznych sytuacji, o których tak to się naczytałam w internecie. Niestety, lecz ''Próba żelaza'' nie zdołała mnie rozśmieszyć, no może poza jednym wyjątkiem, co oczywiście nie oznacza, że uśmiech nie schodził mi z twarzy. 

''A któż chciałby być człowiekiem? Ludzkie serce można złamać. Ludzkie kości miażdżyć. Ludzką skórę rozedrzeć.''

Niestety żałuję, iż fabuła nie odzwierciedla sukcesu bohaterów, czy scenerii książki. Akcja niesamowicie się dłużyła. Zabrakło tu ekscytujących wydarzeń, zwrotów akcji, straszniejszych potworków. Brakowało tego czegoś, co nadałoby grozy, czy podekscytowania. To właśnie wydarzenia, a raczej ich brak, są największym minusem ''Próby żelaza''. Po obu paniach spodziewałam się przebojowej akcji, która by gnała i gnała, i wciągała nas w wielki wir magii. Pani Cassandro i Holly, zawiodłam się na Waszym braku weny i mam ogromną nadzieję, że szykujecie coś specjalnego na następne części. 

Mimo wszystko ''Próba żelaza'' zagwarantowała wspaniałą odskocznię od codzienności. Miło było zapoznać się z czymś ala ''Harry Potter'' i znów wstąpić w te cudowne klimaty, które zaskakująco przypominają o naszym okularniku z blizną w kształcie błyskawicy na czole. Podobieństwa mogłabym wymienić z zamkniętymi oczami. A raczej przeciwieństwa, bo większość fabuły prezentowała się tak, jakby autorki przestudiowały całą serię o Harrym i próbowały odwrócić jego dzieciństwo, życie, naukę, osobowość, przyjaciół. Na początku nieco było to denerwujące, jednak po jakimś czasie po prostu przestałam zwracać na nie uwagę, gdyż warto zatopić się w tym nowym, a może i starym świecie. 

Podsumowując - ''Próba żelaza'' to wspaniała książka z bardzo interesującymi bohaterami, a trochę gorszymi wątkami. To lektura, z którą spędzimy miły wieczór, a dzieciństwo spłynie na nas kaskadami wspomnień. Książkę jak najbardziej polecam, szczególnie dla osób zafascynowanych fantastyką, czy ''Harrym Potterem'', dla młodszych i starszych. Jeszcze raz polecam! :)

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Albatros. 

Moja ocena: 
7,5/10 


niedziela, 5 kwietnia 2015

Akademia Dobra i Zła

''Akademia Dobra i Zła''
Soman Chainani
Jaguar

''Tego roku, najlepsze przyjaciółki Sophie i Agatha dowiedzą się dokąd trafiają po skończeniu trzynastu lat wszystkie zaginione dzieci. Do legendarnej Akademi Dobra i Zła, w której zwyczajni chłopcy i zwykłe dziewczynki są szkolone by zostać albo bajkowymi bohaterami, albo wielkimi złoczyńcami. Sophie, najładniejsza dziewczyna w całym Gavaldonie całe dotychczasowe życie marzyła żeby zostać już porwaną i trafić do zaczarowanego świata. Ze swoimi różowymi sukienkami, dobrymi stopniami i skłonnością do dobrych uczynków, wie, że ma szansę dostać się do szkoły Dobra i w efekcie zostać księżniczką z bajek. Z kolei Agatha gustująca w mrocznych strojach i czarnych kotach, pełna niechęci do wszystkich napotkanych na jej drodze istot, myśli, że trafi do szkoły Zła. Tymczasem staje się zupełnie inaczej...''

Baśnie sprawiają, że nasz umysł zaczyna dostrzegać pozytywne piękno w otaczającym nas świecie, a jednocześnie racjonalizuje dzienny posiłek składający się z dobra oraz zła. Sprawiają, iż wszystkie fantastyczne rzeczy dziejące się w naszej dziecięcej wyobraźni, odnajdują ujście w życiu rzeczywistym, bawiąc, czy zaskakując nas swą oczywistością. Baśnie to najbezpieczniejszy, a zarazem najpopularniejszy środek transportu między fikcją, a prawdą, które na co dzień zmieniają swą skalę występowania. Mogłoby się zdawać, że dzięki temu baśnie są zaledwie niegroźnymi historyjkami, które zakleszczają się w umysłach niewinnych dzieci. Kto wie - może właśnie takie miały mieć zastosowanie, ale pewien człowiek zwany Somanem Chainani stworzył nowy diabelski podział dwóch najpotężniejszych przeciwników w powieściach, tym samym zmieniając strukturę spoglądania na rozwijanie się ich niesamowitych planów. A są nimi Dobro i Zło.


Sofia i Agata to ponad dwunastoletnie dziewczynki o przeciwnych sobie charakterach. Sofia zdaje się być niewdzięczną, wredną wiedźmą uwięzioną w ciele płytkiej księżniczki, tymczasem Agata to dziewczyna o dobrym, czułym, wartościowym wnętrzu skrytym w pozie szarego buca. Każda z nich postrzegana jest na wiele różnorodnych sposobów, które nie są w stanie rozgryźć ich osobowości. Nawet one same posiadają zmienne, nietrafne zdanie na swój temat. Kryjąc się za zasłonami strachu oraz normalności dziewczynki zostają zauważone, a następnie porwane przez dyrektora Zamku do Akademii Dobra i Zła, gdzie jak twierdzi los, wśród pułapek, magii, złoczyńców i bohaterów mają odnaleźć swoje prawdziwe ja. Jednak czy baśń im w tym pomoże? Czy przeznaczenie nie szykuje dla dziewczynek wielu niespodzianek?

'' 1. Zło atakuje. Dobro się broni
2. Zło karze. Dobro wybacza.
3. Zło rani. Dobro pomaga. 
4. Zło bierze. Dobro daje.
5. Zło nienawidzi. Dobro kocha.''

Akademia Dobra i Zła to fantastyczne połączenie Harrego Pottera z baśniami. Zaklęcia niewidzialności, zmiany postaci, ochrony, lotu, eliksiry miłosne, klątwy, pielęgnacja piękna i brzydoty, nauka kodeksu rycerskiego, czy etykiety, rozwijanie talentów, rozmowa ze zwierzętami, przepisy potraw z dzieci, magiczne zwierzęta to zaledwie kawałek naszej baśniowej układanki. Każdy skrawek powieści zanurzony jest w eliksirze tajemniczości, zabawy, potęgi oraz fascynacji, którą pan Soman stworzył własną wyobraźnią. Akademia Dobra i Zła to plątanina najcudowniejszych czynników na świecie, które wręcz spijam z utęsknieniem. To oszukańcza gratka dla umysłu, która sprawia, iż powracamy do czasów dzieciństwa wspominając szaleństwo, jakie w naszym życiu wywoływało zetknięcie się świata baśniowego z szarą rzeczywistością.

Pan Soman stworzył niesamowite dzieło przeznaczone dla czytelników w każdym wieku. Nie brak tu zwrotów akcji, fabuła rozgrywa się w odpowiednim tempie, a bohaterowie rozśmieszają i przerażają nas do łez. Akademia Dobra i Zła nie ma minusów. A przynajmniej małe drobnostki dla mnie zostają niezauważone. Ta powieść sama w sobie jest wręcz fantastyczna, a lekkie pióro autora tylko pomaga nam w rozkoszowaniu się lekturą.

''Tylko jeśli zniszczymy to, kim się nam wydaje, że jesteśmy, będziemy mogli docenić to, kim jesteśmy naprawdę.''

Podsumowując - powieść polecam każdemu czytelnikowi pragnącemu zanurzyć się w świat dzieciństwa, brutalności, czy doskonałości. Akademia Dobra i Zła to cudowna interpretacja baśni w sposób fantastyczny, która niesfornie rozbudza naszą wyobraźnię. A jeśli nadal mi nie wierzycie, przekonajcie się sami i sięgnijcie po powieść przełamującą wszelkie znane nam zasady fikcyjności. Polecam!

Moja ocena:
8/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Jaguar.

piątek, 3 kwietnia 2015

Pryncypium


Tytuł: "Pryncypium"

Autor: Melissa Darwood

Kategoria: Literatura młodzieżowa

Liczba stron: 230

Ocena: 6.5/10














W ciągu kilku dni świat Anieli runął. Straciła prawie wszystko, co kochała i to z jej winy. Teraz musi odpokutować swoje grzechy. Minął rok od feralnych zdarzeń. Dziewczyna studiuje, wkładając w to całą swoją energię oraz ciężko pracuje, by utrzymać matkę i młodszego brata. Jej życie wygląda dokładnie tak samo każdego dnia: praca, szkoła, praca... Jednak gdy spotyka aroganckiego mężczyznę z czarnymi żyłami, jej świat po raz kolejny przewraca się o sto osiemdziesiąt stopni. Ale czy to dobra zmiana? Kim jest ten gburowaty mężczyzna o granatowych oczach? Czy Aniela ma jeszcze szansę na szczęśliwe życie u boku rodziny?

Nigdy wcześniej nie słyszałam o tej książce. Gdy pierwszy raz zobaczyłam ją, nie przykuła mojej uwagi. Okładka kojarzyła mi się z kolejnym paranormal romance. Miałam rację, ale po dokładnym przyjrzeniu, stwierdziłam, że co mi szkodzi ją przeczytać. Nie każde książki z tego gatunku  takie same, a te oczy na okładce przyciągały mnie. Mimo wszystko okładka ma jakieś znaczenie... Czy pożałowałam swojej decyzji?  Nie, z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że warto było przeczytać tę powieść.

Pierwsze co przykuło moją uwagę to nietypowy wątek fantastyczny. Tego jeszcze nie było, a to jest wielki plus. Ludzie, którzy zajmują umieszczaniem się Nomen (tłum. imię jest wróżbą, stanowi znak)... Tak, to mi się spodobało i dzięki temu od razu książka zyskała moją sympatię. Nigdy wcześniej nie spotkałam się z tym i jestem pod wrażeniem pomysłu autorki, który swoją drogą został bardzo dobrze poprowadzony.

Kreacja bohaterów też mi przypadła do gustu. Mimo że zdarzało się, że Aniela potrafiła mnie zirytować, polubiłam tę dziewczynę, tym bardziej że była ludzka i tak samo jak realni ludzie przechodziła przemianę pod wpływem wydarzeń. No i bardzo spodobał mi się Zoltan. Jego historia wzruszyła mnie i mimo jego aroganckiego i często wyprowadzającego z równowagi zachowania, rozumiałam go i chciałam mu pomóc. Poza tym opisy jego urody też zrobiły na mnie wrażenie. Ale nie przerażajcie się! Nie są to długie opisy rozkochanej kobiety. Zwykłe zwrócenie uwagi na wygląd, który po prostu przypadł mi do gustu i według mnie idealnie pasował do historii. 

Oczywiście, jak się pewnie już domyśliliście, w powieści występuje wątek romantyczne. Nie mam na jego temat zdania... Jestem rozdwojona. Przyznaję, że był słodki, ale nie tak jak spotyka się w typowo młodzieżowych książkach. To tak, jak na ulicy widzimy dwoje ludzi, którzy są dla siebie czuli i widać, że się kochają. To jest ten rodzaj słodyczy. Choć trudno mi w to uwierzyć, bo jednak nie możemy zapomnieć, jak czasami zachowywał się Zoltan. 

Jedyną rzeczą, na która mogę ponarzekać, są przeskoki czasowe. Zaobserwowałam już, że wiele w szczególności młodych pisarzy ma z tym duży problem. Często traciłam orientację w czasie. Myślałam, że to ciąg dalszy, a dopiero po chwili zrozumiałam, że dzieje się to ileś miesięcy później.

Książka nie jest ambitną powieścią, przy której możemy snuć szerokie refleksje na temat życia. Jednakże jest przyjemna w odbiorze i wprost idealna na wieczór, by się odstresować po ciężkim dniu. Właśnie na takie dni polecam ją wszystkim nastolatkom.  

Za możliwość poznania nowej opowieści, która wzruszyła mnie do głębi, dziękuję bardzo Autorce – Melisie Darwood

Książka przeczytana w ramach wyzwania: 
~ Czytam fantastykę
~ Paranormal Romance
~ Klucznik (książka w książce)
~ Wyzwanie biblioteczne

czwartek, 19 marca 2015

Czas pogardy

Tytuł: "Czas pogardy"

Autor: Andrzej Sapkowski

Seria: Saga o Wiedźminie

Tom: II

Kategoria: Fantastyka

Wydawnictwo: SuperNOWA

Liczba stron: 368

Film: Wiedźmin

Premiera: 9 listopada 2001 r. (Polska)

Ocena: 9.5/10






Ciri wraz z Yennefer wyruszają na zjazd czarodziejów. Ciri nie jest zadowolona, ponieważ właśnie tam pójdzie do szkoły dla czarodziejek. Pragnie zobaczyć się z Geraltem przed pójściem do "więzienia". W tym samym czasie Geralt podróżuje za czarodziejkami, by je chronić. Wojna coraz bardziej się rozprzestrzenia, niosąc ze sobą krwawe żniwo, które tworzy czas pogardy. A kluczem do zwycięstwa jest mała jasnowłosa dziewczynka – Ciri. Czemu wszyscy szukają następczyni trony Cintry? Jak skończy się zjazd czarodziejów? Czy wojna kiedykolwiek się zakończy?

Wielokrotnie opowiadałam Wam historię moją i "Sagi o Wiedźminie". Po przeczytaniu już czterech części jest ona dla mnie sentymentalna. Do dzisiaj nie mogę nadziwić się, jak bardzo przypadła mi do gustu. Na razie żadna część nie zawiodła mnie, co bardzo rzutuje na ogólną ocenę serii. Sapkowski stał się moim mistrzem fantastyki. A "Czas pogardy" był tak samo dobry, jak pozostałe części, jeśli jeszcze nie lepszy.

Zachwyca mnie styl autora. Jest fenomenalny. Gdy czytam, przenoszę się do innego świata, który na okres lektury staje się moim domem. Ten świat jest idealnie wykreowany. Nie ma się poczucia pustki lub braków. Granice są tak wielkie, że nasza głowa nie jest w stanie tego pojąć. Możemy tylko sobie wyobrażać, jak może wyglądać ten świat, planeta. Działa on na innych zasadach niż nasz, ale jest na tyle realny, byśmy mogli poczuć się jak u siebie. Z czasem przyzwyczajamy się do niego i wiemy, czego się spodziewać. W pierwszym opowiadaniu nie wiedziałam nic o nim i czytałam z zaciekawieniem. Teraz już wracam do niego jak do starego przyjaciela, którego nie widziałam wiele lat.

Mam wrażenie, że przy każdej części piszę to samo. I pewnie tak jest, ale właśnie ten fakt potwierdza, że Sapkowski ani na chwilę nie schodzi z poziomu. Tak samo jest z bohaterami. Opowiadania są bardziej nastawione na samego Geralta. Natomiast ta część, jak i poprzednie, pokazują nam całą gamę różnych charakterów i zachowań. Podziwiam autora za stworzenie tylu postaci, poświęcając przy tym każdemu odpowiednią ilość czasu. Ani razu nie czułam niedosytu związanego z jakąś postacią, a jak już się to zdarzało, nie było wątpliwości, że to ma służyć zaciekawieniu czytelnika. Przywiązałam się do bohaterów i traktuję ich jak najbliższych mi przyjaciół. Razem z nimi przeżywam wszystkie przygody, które nie zawsze chciałabym przeżyć, ale przyjaciół nie pozostawia się samych. Mimo wszystkich przeszkód, idzie się dalej i walczy o szczęście. 

Jedyną rzeczą, na jaką mogę ponarzekać, jest polityka. Te wszystkie wojny, intrygi są dla mnie czarną magią. Dlatego czasami nudziłam się. Jest to temat, na który nie posiadam żadnej wiedzy i nie jestem w stanie zrozumieć, czemu dzieje się tak, a nie inaczej. Jednakże wiem, dlaczego autor poświęca temu tyle czasu. Bez tego powieść nie miałaby sensu. Jest to książka częściowo o wojnie, więc jej opisy są niezbędne. Mnie pozostaje dokładne czytanie i próbowanie zrozumieć, jaki to ma sens.

"Saga o Wiedźminie" jest serią, którą albo się pokocha całym sercem, albo znienawidzi. Nie spotkałam ani jednej osoby, która miałaby pośrednie zdanie na jej temat. Ja pokochałam ją całym sercem i przeżyłam z nią wiele miłych chwil. Mam nadzieję, że będzie ich o wiele więcej. Polecam ją każdemu fanowi fantastyki. Warto chociaż spróbować. W końcu to klasyk.



niedziela, 15 marca 2015

Niespodziewany powrót


Tytuł: "Niespodziewany powrót"

Autor: Paulina Pietras

Seria: Szkoła Talentów

Tom: I

Kategoria: Fantastyka

Wydawnictwo: Drukarnia Zapol

Ilość stron:  497

Ocena: 7.5/10









Holly jest wyjątkową osobą, która wprowadza do ludzkiego życie radość. Pewnego dnia dowiaduje się, że ma magiczne dary i musi udać się do specjalnej szkoły, gdzie nauczy się nad nimi panować. Holly trudno przyzwyczaić się do nowej sytuacji. Z dnia na dzień musiała opuścić swój dom, przyjaciół, szkołę i przenieść się do nowej rzeczywistości, gdzie wszystko jest inne. Czy nastolatka zaakceptuje swoje nowe życie? Jakie są jej dary? I o co chodzi z tajemniczą przepowiednią?

Zanim przeczytałam "Szkołę talentów", słyszałam o niej wiele dobrego. Wtedy poczułam, że koniecznie muszę przeczytać tę książkę. Nie chodziło nawet o same pozytywne oceny. Ta powieść przyciągała mnie do siebie, wręcz hipnotyzowała. Czułam, że jest mi przeznaczone ją przeczytać. Czy się zawiodłam? Nie, na pewno się nie zawiodłam, ale było to też coś innego niż się spodziewałam.

Książka jest napisana lekkim i przyjemnym językiem, który nie wymaga nadmiernej koncentracji, ale pozwala się zrelaksować. Właśnie ten styl sprawił, że nie mogłam oderwać się od powieści. Nawet gdy nie działy się wyjątkowo ciekawe wydarzenia, chciałam czytać ją dalej. Duża ilość zwykłych, codziennych sytuacji sprawiła, że czułam się jak w domu. Mogłam obserwować rozmowy przyjaciół, kłótnie z chłopakiem, czy naukę w szkole, choć dość nietypową naukę... To było naturalne i rzeczywiste. Opowieść nie była dla mnie opowieścią z innego świata, tylko niesamowitą historią, która mimo magicznych nawiązań, mogłaby wydarzyć się w naszej rzeczywistości. Na początku zastanawiałam się, czy nie jest to wada, ponieważ książka powinna nam pokazywać coś, co jest rzadko spotykane lub niemożliwe. Jednak doszłam do wniosku, że to nie jest wada, lecz duża zaleta, która nadała powieści niepowtarzalną atmosferę. Ta historia nie ma prawa wydarzyć się w naszym świecie, ale możemy poczuć się tak, jakbyśmy brali w niej udział. 

Kolejną rzeczą, która bardzo mi się spodobała, był wątek romantyczny. Tak, dobrze przeczytaliście. Też jestem zdziwiona, bo jeśli już jakiś czas czytacie moje recenzje, to wiecie, że właśnie takie wątki najbardziej mnie irytują. Często są źle przeprowadzane i spłycają znaczenie miłości lub pojawiają się tam, gdzie nie powinno ich być. Tutaj nic takiego nie miało miejsca. Jak to w młodzieżówkach pojawił się i był bardzo przyjemny. Nie był przesadnie naiwny, ale nie był też wyidealizowany. Bohaterowie kłócili się, ale również wspierali i pomagali sobie nawzajem. Taki powinien być związek. Przypadł mi do gustu również dlatego, że w pewnym momencie postąpiłabym dokładnie tak samo jak Holly, co sprawiło, że zaczęłam się z nią utożsamiać, choć nie zawsze się z nią zgadzałam. Jednakże ta jedna decyzja spotkała się z moją aprobatą, dzięki której bohaterka zyskała moją sympatię.

Niestety wystąpiła też rzucająca się w oczy wada – przeskok czasowy. Czasami gubiłam się w czasie. Nie wiedziałam, czy jest to kontynuacja tej rozmowy, czy już nowy watek. Nie było wyraźnych podziałek, które informowałaby, że jest to nowy wątek, dzień, czy inna sytuacja. Dlatego bardzo trudno było mi dane wydarzenie umiejscowić w czasie, a to irytowało i nie pozwalało do końca cieszyć się opowieścią.

Książka ma wiele wątków, gdzie nie wszystkie zostały rozwiązane. Ja z niecierpliwością czekam na kolejny tom, by poznać wszystkie tajemnice. Polecam ją fanom fantastyki, choć ostrzegam, że nie jest to powieść, która każdemu się spodoba. Jest to obecnie popularne paranormal romance, lecz nie jest naiwną książeczką, która poza wątkiem romantycznym nie ma nic więcej w sobie. Dlatego zachęcam, żebyście się zapoznali ze "Szkołą talentów". Można z nią spędzić wiele miłych chwil.


Za możliwość poznania nowego świata, gdzie miłość i odwaga idą w parze, dziękuję bardzo Autorce książki – Paulinie Pietras

Zapraszam serdecznie na fanpage książki "Szkoła Talentów" [LINK]

Książka przeczytana w ramach wyzwania:

piątek, 13 marca 2015

Krew elfów

Tytuł: "Krew elfów"

Autor: Andrzej Sapkowski

Seria: Saga o Wiedźminie

Tom: I

Kategoria: Fantastyka

Wydawnictwo: SuperNOWA

Ilość stron: 340

Film: Wiedźmin

Premiera: 9 listopada 2001 r. (Polska i świat)

Ocena: 9.5/10




Nadchodzi zima... Geralt wraz z Ciri udają się do kwatery wiedźminów – Kaer Morhen. Tam spotykają innych wiedźminów, na których widok dziewczynki w tych mrocznych murach robi wrażenie i niepokoi. W tym samym czasie Jaskier zostaje porwany i to nie z byle jakiego powodu. Porywacze chcą się dowiedzieć, gdzie białowłosy wiedźmin zabrał wnuczkę Calanthe. Jaskier próbuje uciec, jednakże nie udaje mu się. Gdy już ma zginąć od miecza, pojawia się pewna kobieta, a dokładniej czarownica – Yennefer. Po co Geralt zabrał Ciri do Kaer Morhen? Czego chce Yennefer od Jaskra? I kto posiada krew elfów?

"Saga o Wiedźminie" od razu zachwyciła mnie. Wszyscy mówili, że Sapkowski jest mistrzem polskiej fantastyki. Nie chciałam w to wierzyć. Bo co mógł takiego napisać, że został uznany za wybitnego pisarza? Wystarczyło przeczytać pierwszą część, by samemu się przekonać. Teraz, gdy po raz trzeci spotkałam się z dziełem Sapkowskiego, jestem oczarowana. "Krew elfów" zrobiła na mnie duże wrażenie i ostatecznie potwierdziła cały fenomen związany z "Sagą o Wiedźminie".

W poprzednich częściach narracja była głównie nastawiona na Geralta. Teraz to się zmienia. Możemy obserwować wydarzenia z różnych punktów widzenia, a w szczególności oczami Ciri, która stała się wierną towarzyszką białowłosego wiedźmina. Nie spodziewałam się, że Sapkowski na stałe wprowadzi do fabuły małą dziewczynkę, która zmieni całą książkę. Uważam, że to świetne posunięcie, ponieważ Ciri nadaje powieści żywiołowości i radości. Sprawia, że każdy z bohaterów zmienia się przy niej i ukazuje nowy wizerunek, który jest bardziej ludzki.

Już nieraz pisałam, że największym plusem serii jest główny bohater – Geralt z Rivii. I mam nadzieję, że w następnych częściach również tak będzie. Geratl jest specyficznym człowiekiem, choć niektórzy uważają, że nie powinno się nazywać go człowiekiem. Lecz jego zachowanie i podejście do życia jest naturalne i przede wszystkim realistyczne. Wiedźmin, jak każdy, ma swoje wady i zalety. Często się denerwuje i irytuje, ale również potrafi kochać, poświęcić się dla osoby bliskiej i być dziecinnie radosny. Zachwyca mnie to. Gdy czytałam, widziałam przed sobą osobę, która idealnie odnajduje się w świecie i zawsze jest sobą. Bez względu na to, czy wschodzi słońce, czy świat zostaje zrujnowany. Tak samo Ciri, Jaskier, czy Yennefer. Żadna z tych postaci nie jest papierowa, ale nie jest też wyidealizowana. Ma się wrażenie, że rozmawia się z prawdziwymi ludźmi, którzy są naszą częścią. Bardzo się do nich przywiązałam, co świadczy, że kreacja postaci jest mistrzowska.

Sam świat, który stworzył autor, jest niepowtarzalny. W wyjątkowy sposób połączył różne wierzenia, opowieści, tworząc coś nowego i oryginalnego. Jak w poprzednich częściach był nacisk na funkcjonowanie tego świata, tutaj widzimy, jaki on jest naprawdę. Wojny pomiędzy królestwami i śmierć niewinnych ludzi sprawia, że chciałabym mimo cierpienia i bólu, znaleźć się tam i walczyć o sprawiedliwość, o której już prawie nikt nie pamięta.

Jedyną wadą dla mnie jest zbyt obszerne opisywanie polityki. Nie znam się kompletnie na politycznych utarczkach, walkach i intrygach. W tej części pojawiło się tego naprawdę dużo. Musiałam bardzo się skupić, żeby zrozumieć, o czym rozmawiają bohaterowie. W dodatku autor nie dawał nam rozwiązania na tacy. Musieliśmy sami rozumieć, co się dzieje i kto jest uczciwy, a kto chce zdobyć władzę. Dla mnie to jest minus, ponieważ brak wiedzy na ten temat bardzo mnie ograniczał. Jednakże osoby, które znają się na takich sprawach, na pewno bardzo dobrze sobie poradzą z rozszyfrowaniem politycznych i wojennych utarczek. Ja wyznaję naiwną zasadę walki o sprawiedliwość i uczciwość, która niestety w żadnym świecie nie ma szans bycia.

"Krew elfów" okazała się tak samo dobra, jak wcześniejsze zbiory opowiadań. Jestem bardzo zadowolona, że nareszcie postanowiłam przeczytać "Sagę o Wiedźminie" i poznać świat wykreowany przez Sapkowskiego. Każdy fan fantastyki powinien go znać. Jest to naprawdę wybitne dzieło polskiego autora, które podbiło moje serce.

Książka przeczytana w ramach wyzwania:

sobota, 31 stycznia 2015

Czas Żniw

''Czas Żniw''
Samantha Shannon

''Rok 2059. Dziewiętnastoletnia Paige Mahoney pracuje w kryminalnym podziemiu Sajonu Londyn. Jej szefem jest Jaxon Hall, na którego zlecenie pozyskuje informacje, włamując się do ludzkich umysłów. Paige jest sennym wędrowcem i w świecie, w którym przyszło jej żyć, zdradą jest już sam fakt, że oddycha.

Pewnego dnia jej życie zmienia się na zawsze. Na skutek fatalnego splotu okoliczności zostaje przetransportowana do Oksfordu – tajemniczej kolonii karnej, której istnienie od dwustu lat utrzymywane jest w tajemnicy. Kontrolę nad nią sprawuje potężna, pochodząca z innego świata rasa Refaitów. Paige trafia pod protektorat tajemniczego Naczelnika – staje się on jej panem i trenerem, jej naturalnym wrogiem. Jeśli Paige chce odzyskać wolność, musi poddać się zasadom panującym w miejscu, w którym została przeznaczona na śmierć.''


Rok 2059. Londyn został opanowany przez strażników Sajonu - instytucji likwidującej wszelkie oznaki jasnowidztwa, w tym i właścicieli typowego daru. Gnębiąc, maltretując, poniżając i prześladując zmusza ich do pozostawania w ukryciu, nawet w szczególnych okolicznościach. Jednak dziewiętnastoletnia Paige tryskając odwagą w pewien sposób stara się terroryzować niebezpiecznych Władców. Pracując w tajemniczej organizacji, pod okiem swego mim-lorda trenuje swój talent, by w niedalekiej przyszłości podarować jasnowidzom wolność. Zadanie ułatwia jej niesamowity dar - Paige jest śniącym wędrowcem. Wędruje pomiędzy sennymi krajobrazami, jak z kwiatka na kwiatek, co uwydatnia tylko jej wrażliwość na Zaświaty. Jednak czy mimo swej potężnej mocy nastolatce uda się wyzwolić świat od wszechpotężnego Sajonu, przy tym pozostając w ukryciu ? 

Paige Mahoney to odważna, choć wrażliwa dziewiętnastolatka, która w swym jakże krótkim życiu straciła wiele bliskich. Choć swą aurą olśniewa wiele jasnowidzów, stara się ją zamaskować, zapomnieć o darze, a raczej o jego prawdziwej wymowie, do której mogłaby niebawem dojść. Samotna, imigrantka stara się wypełnić swe życie wyłącznie pracą, dzięki której może oderwać się od szarej rzeczywistości. Będąc uległą spełnia większość poleceń swego mim-lorda bez zawahania, lecz tym samym nie zdając sobie sprawy wpędzi się w wielkie tarapaty, które o złowrogiej wymowie okażą się być wręcz wybawieniem. Od pierwszej do ostatniej strony będziemy podziwiać, krytykować jej wybory, które z upływem stron staną się poważniejsze oraz odważniejsze. Dane nam będzie obserwować zmiany, jakie zachodzą w jej umyśle, charakterze, zachowaniu i spostrzeganiu świata, dzięki czemu sami poczujemy się jasnowidzami. 

''Nadzieja to jedyna rzecz, która może jeszcze wszystkich nas ocalić.''

Pani Samantha stworzyła wielkie arcydzieło, które zasługuje na aplauz z każdej strony. Świat, który wykreowała zdaje się być tak szczególnie obmyślony, sprecyzowany. Każde słowo zdaje się być przemyślane setki razy. Każdy gest, każda sytuacja wyszukana w najmroczniejszych zakątkach umysłu. Nazwy wyszukane z najodleglejszych zakamarkach internetu, czy ksiąg. A każda postać  zdaje się być najoryginalniejszą postacią w całym wszechświecie. Wszystko jest obmyślone, wyszukane - książka idealna. Można powiedzieć, że brak w niej spontaniczności, ale tworząc te słowa w swym umyśle, już wiemy, iż jest to głupim, bezsensownym, nieprawdziwym wnioskiem, który ot tak zbajerował nasze myśli. Czas Żniw jest precyzją, z jakiej strony by na nią nie spojrzeć. Fabuła ocieka magią, czas płynie niczym wartka rzeka słów, a bohaterowie kipią niedoskonałością. 

Książka posiadająca 500 stron mogłaby zdawać się nudna - nieoczekiwanie. W każdym rozdziale coś, co poruszy naszą wyobraźnią, a czasami nawet i sercem. Sprawią to wątki, których w powieści spotkamy niemało. Najczęściej wypełniać je będą elementy fantastyczne, ale i również obyczajowe - miłosne, jeśli można je tak nazwać. Czas Żniw wyrażając dość dużą brutalność nie daje nam powodu do niechęci, wręcz przeciwnie - połączona z niebywałym romansem staje się gratką dla naszych umysłów. O dziwo nie jest to trójkącik, czworokącik i inny kącik, jaki to zdarza się w młodzieżówkach. O nie. Dostajemy coś poruszającego, zakazanego i nieprawidłowego - prawdziwą bombę romansu, która wybuchnie zaraz pod sam koniec powieści. Jedynym minusem staje się czas. Strony będące każdą przemijającą minutą niemiłosiernie się ciągną, jeśli chodzi o nasz wątek miłosny, ale spokojnie - w następnych częściach zostanie nam to zrekompensowane.

'' - Dziękuję Ci. 
- Nie musisz mi dziękować za swoją wolność. Masz do niej prawo.
- Ty również.
- To Ty dałaś mi wolność Paige. Zajęło mi dwadzieścia lat, żeby odzyskać siły i spróbować o nią zawalczyć. Tobie i tylko tobie to zawdzięczam. '' 
[ str. 494]

W skrócie książka nie posiada wad - może małe, niedostrzegalne minusy, które nie mają wpływu na ogólny odbiór. Jest powieścią idealną, o którą niestety dość trudno, gdy chodzi o typowe młodzieżówki, a co dopiero o debiuty. Nigdy nie byłabym w stanie wyobrazić sobie tak doskonałą historię, która wyszła spod pióra świeżo upieczonej pisarki. Jest to coś nadzwyczajnego. Polecam każdemu fanowi fantastyki, ale i nie tylko. Według mnie Czas Żniw przypadnie do gustu każdemu czytelnikowi, chociaż by z racji, by w pełni uświadomić sobie jak bardzo ludzki umysł jest podatny na manipulację.
Powieść zasługuje na najwyższą ocenę - od dziś stać będzie wśród mych niebywałych perełek - lecz utnę małe pół punktu, z racji na dość chaotyczną końcówkę oraz by przy recenzowaniu niedługo wydawanej części nie zabrakło mi cyferek. 
Jeszcze raz gorąco polecam! :)

Moja ocena:
9.5/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Sine Qua Non