Pokazywanie postów oznaczonych etykietą refleksje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą refleksje. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 17 lipca 2016

Granica


Tytuł: "Granica"

Autor: Zofia Nałkowska

Kategoria: Klasyka

Wydawnictwo: Greg

Liczba stron: 248

Film: Granica (1977 r.)

Ocena: 7/10










Granica jest ruchoma. Bardzo łatwo ją przesunąć. Państwo za pomocą jednego papieru może zmienić losy całego kraju. Co dopiero człowiek, który sam wyznacza własną granicę? Nie ma żadnych ograniczeń. Tylko i wyłącznie słowa, które mogły być nawet niewypowiedziane. Jak duże mają znaczenie? Ile razy sami nie dotrzymaliście obietnicy? Zenon ma tylko jedno pragnienie – chce być uczciwy. Jako dziecko patrzył, jak jego ojciec zdradza matkę i codziennie ją przeprasza. Ona natomiast sumiennie wybaczała mu. Wybaczenie to podstawa, ale czy na dłuższą metę można uniknąć konfliktów? Czy w konsekwencji ich syn spełni wszystkie swoje marzenia? 

Zwykle jestem pozytywnie nastawiona do lektur. W końcu to jedna z wielu książek, które mają uznanie wśród ludzi wykształconych, a przynajmniej taka jest oficjalna wersja. O "Granicy" nigdy wcześniej nie słyszałam, więc z chęcią wzięłam się za czytanie. W czasie lektury zaczęły mnie dochodzić negatywne opinie, ale nie dałam się zniechęcić. Powieść okazała się dość trudna i jak to ocenił jeden z moich znajomych – kobieca. W pewnym sensie miał rację, ale nie tak do końca...

Styl autorki jest bardzo ciężki. Pisze skomplikowaną składnią, która w tych czasach jest prawie niespotykana. Jest to dość trudne dla ucznia. Ja od dziecka bardzo lubię czytać, jednakże dla innych osób może to być naprawdę uciążliwe. Sama potrzebowałam wielu stron, by przywyknąć do języka autorki. Pojawiła się naprawdę duża liczba opisów przeżyć wewnętrznych. Uwielbiam tego typu opisy, więc pod tym względem powieść była dla mnie rajem. Nie zmienia to faktu, że czasami była nużąca. 

Fabuła okazała się mało oryginalna. Jest to dość sztampowa historia, która wielokrotnie pojawiała się w literaturze. Nie zaskoczyła mnie niczym, co odebrałam raczej negatywnie. Jednak oczekuję, że powieść zaskoczy mnie i da nową inspirację. Od początku znaliśmy zakończenie, gdyż wystąpiła kompozycja klamrowa. Można powiedzieć, że w jaki sposób miała być nieprzewidywalna, gdy autorka od razu zdradza nam losy Zenona. Lecz mimo to spodziewałam się czegoś więcej, jakieś niespodzianki. W "Granicy" niejednokrotnie wystąpiły retrospekcje, które zaburzały chronologię i sprawiały, że naprawdę trzeba było się skupić na tekście, jeśli chciało się dobrze zrozumieć fabułę. Skomplikowało to książkę, lecz na mnie to wywarło dobre wrażenie. I muszę przyznać, że coś jest z tym spojrzeniem kobiecym. Uważam, że jest to zbyt duże słowo, ale na pewno powieść jest lepiej zrozumiała dla żeńska płci.

Bohaterowie byli dla mnie papierowi. Nałkowska nie dała możliwości lepszego poznania ich. Znaliśmy ich przeszłość i przyszłość, ale zabrakło typowej codzienności i reakcji na różne sytuacje. Trochę zaprzeczam samej sobie, gdyż były liczne opisy, ale to nie było to. Brakowało opisu ich charakterów albo sytuacji, z której sami moglibyśmy więcej wywnioskować. Miałam bardzo duży problem z ich ostateczną oceną. Każdy popełnił błędy i każdy musiał zmierzyć się z ich konsekwencjami. Ale kto ich nie popełnia? W powieści wystąpiło wiele postaci epizodycznych, które były okryte dla mnie wielką tajemnicą. Pojawiały się, ale tak naprawdę były jednym, wielkim sekretem.

Psychologia była bardzo rozbudowana. Autorka przedstawiała nam standardową sytuację, która miała miejsce w każdych czasach i jej konsekwencje. Przyznała się do rzeczy, o których nie chcemy mówić i udajemy, że nas nie dotyczą, mimo że dobrze wiemy, że jest inaczej. Daje możliwość przemyślenia wielu sytuacji i zrozumienia ich, a przy tym ostrzega. Pod względem psychologicznym ukazała swój warsztat w całej okazałości, dlatego właśnie "Granica" tak bardzo przypadła mi do gustu.

Jest to ciężka książka i jestem pewna, że wiele osób podda się, próbując ją przeczytać lub negatywnie ją oceni. Jednakże ja zapamiętam ją na długo i uważam, że powinno się przynajmniej podjąć próbę, by zapoznać się z jej treścią.      

poniedziałek, 11 lipca 2016

Jądro ciemności


Tytuł: Jadro ciemności

Autor: Joseph Conrad

Tłumaczenie: Aniela Zagórska 

Kategoria: Klasyka

Wydawnictwo: Wydawnictwo MG

Liczba stron: 160

Film: Jadro ciemności (1993 r.)

Ocena: 8/10








Kim naprawdę jestem? Czym jest świat? Czy człowiek jest czymś więcej niż zwierzęciem? Te pytania są zadawane od wieków i nikt na nie nie odpowiedział. Każdy ma jakieś zdanie, jakieś argumenty, może nawet dowody, ale tak naprawdę nie jest w stanie potwierdzić swojej odpowiedzi. Marlow wyruszył na Czarny Ląd, by tam zaznać przygody, ale również spełnić swoje marzenia i poznać samego siebie. Jest człowiekiem z doświadczeniem oraz wyjątkowo rozwiniętą inteligencją. Jednak nawet on jest zaskoczony tym, co zobaczył, a raczej zrozumiał. Wtedy właśnie on zadawał pytanie – kim naprawdę jesteśmy?. Z czym spotkał się Marlow? Jakie wrażenie zrobił na nim tajemniczy Kurtz?

"Jądro ciemności" jest lekturą szkolną, o której mówi się dość dużo. Co prawda nie słyszymy o niej tyle co o "Krzyżakach", "Lalce", czy "Panu Tadeuszu", lecz gdy młody człowiek przekroczy mury liceum, będzie musiał spotkać się z tą powieścią. Jest wiele różnych zdań na jej temat. Jednak ja najczęściej spotykałam się z tymi pozytywnymi. Wiedziałam, że książka jest krótka, ale czyta się ją długo i ma w sobie wiele inteligentnych spostrzeżeń. Uwielbiam takie lektury, dlatego z chęcią przeczytałam ją i na pewno nie zawiodłam się. 

Joseph Conrad jest bardzo sławnym pisarzem, który oczarował na całym świecie wiele ludzi swoimi cennymi uwagami oraz łatwością uchwycenia tematu. Zastanawiałam się, co takiego jest w jego powieściach, że czytelnicy tak bardzo je chwalą i dlaczego podobno czyta się je tak długo. Teraz już rozumiem to. Styl autora jest niesamowity. Bardzo ciężki i często ma skomplikowaną składnię, co utrudnia czytanie, jednakże gdy już się wciągnęłam, nie miało to najmniejszego znaczenia. Choć nie – sprawiło, że ta opowieść zawładnęła mną. Język, jakim posługuje się Conrad, jest niespotykany, co mnie oczarowało i zachęciło do sięgnięcia po inne jego dzieła.

Fabuła jest niezwykle zajmująca. Nie spodziewajcie się, że znajdą się tu sceny pełne akcji i zaskakujących wydarzeń. To nie tego typu opowieść. Jest ona raczej statyczna i bardzo płynna, ale właśnie to ją ubarwia i nadaje geniuszu. Nie miała być to historia napisana dla rozrywki, tylko dla refleksji i zastanowienia się na swoim postępowaniem. Ona bardzo rozbudowany morał i wyjątkowo wciąga. W pewien sposób zawładnęła mną i nie żałuję, że pozwoliłam na to.

Tematyka jest bardzo istotna. Co prawda porusza temat, który w tej chwili nie dotyczy nas tak bardzo jak kiedyś, ale nadal jest pewnym problemem i można jak najbardziej uznać ją za uniwersalną. Wspomina o Murzynach, którzy zacofani i nie znający świata technologii pozwalali się wykorzystywać Europejczykom. To oni byli nazywani dzikusami, a tymczasem udowadniali, że jest całkiem odwrotnie. "Jądro ciemności" wprowadziło mnie w nastrój refleksyjny, który utrzymywał się jeszcze długo po przeczytaniu powieści. Tymbardziej że omawiałam ją również w szkole. 

Cieszę się, że ta książka znajduje się w kanonie listy lektur. Podejrzewam, że inaczej nie miałabym okazji jej przeczytać albo po prostu zrobiłabym to wiele lat później. Jeśli jeszcze jej nie znacie, uważam, że waszym obowiązkiem jest zapoznanie się z nią.  

niedziela, 26 czerwca 2016

Sezon burz


Tytuł: "Sezon burz"

Autor: Andrzej Sapkowski

Cykl: Saga o Wiedźminie

Kategoria: Fantastyka

Wydawnictw: SuperNOWA

Liczba stron: 404

Film: Wiedźmin

Ocena: 7/10








Gdy jesteśmy dziećmi, świat jest dla nas czarno-biały. Nie ma czegoś pomiędzy. To jest dobre, a to złe, tego nie powinniśmy robić, a to jest wskazane. Nie zastanawialiśmy się, jaki to ma sens, nie podważaliśmy tego. Jednakże z czasem wszystko zaczęło się zmieniać... Bardzo powoli, ale już jako młodzi ludzie przestaliśmy być tacy posłuszni i zaczęliśmy postrzegać świat według własnych zasad. Czy były i są one słuszne? Życie wiedźmina to non stop podejmowanie decyzji, które mają olbrzymią wagę. Nie dotyczą tylko jego istnienia, ale również innych ludzi. Jeden błąd, a śmierć zajrzy w oczy niejednej osobie. Trudno jest odpowiednio wybrać... W dodatku wspomnienia nie dają normalnie funkcjonować. Jak zapomnieć o pięknych chwilach, które nigdy się nie powtórzą, które na zawsze pozostaną tylko w pamięci? A rzeczywistość nadal trwa i nie jest tak cudowna, jak można by pomyśleć. W końcu nadchodzi sezon burz...

"Saga o Wiedźminie" w bardzo krótkim czasie sprawiła, że zostałam przez nią oczarowana. Czytałam każdą część bardzo szybko i po sobie. To był niesamowity okres. Historia białowłosego wiedźmina zawładnęła mną i nie chciała wypuścić. Przyniosła ze sobą wiele dobra. Wyciągnęłam ciekawe refleksje na temat świata, poznałam niezwykłe postacie i przede wszystkim przekonałam się do polskich autorów. Teraz nikt nie jest w stanie mnie zniechęcić do nich. Jak w każdym kraju – są lepsze i gorsze powieści. Andrzej Sapkowski potwierdza, że my też mamy czym się pochwalić. Po latach pisze jeszcze jedną książkę dotyczącą Geralta. Pamiętam, jak została wydana. Wtedy ta saga nic mi jeszcze nie mówiła, ale moi koledzy z klasy byli tak podekscytowani "Sezonem burz", że wtedy po raz pierwszy pomyślałam, że i ja powinnam zapoznać się z tym cyklem. Zrobiłam to, a teraz przyszedł czas na tę najnowszą część. Jak wrażenia po jej przeczytaniu?

Na początku miałam problem z umiejscowieniem tej historii w czasie. Słyszałam różne propozycje i muszę przyznać, że potrafiły one być skrajne, co bardzo mnie zaskoczyło. Osoby, które czytały wszystkie pozostałe części nie były w stanie dokładnie powiedzieć, gdzie można szukać tej jednej przygody. Ja sama jestem zdania, że jest to krótko przed główną fabułą. Lecz uważam za pewien minus problemy z chronologią... Nie będę też ukrywać, że paradoksalnie nie byłam dobrze nastawiona do "Sezonu burz". Opowieść o wiedźminie już dawno się zakończyła i mimo faktu że tęsknie za nią, nie powinno się wracać do spraw, gdzie jest już na końcu kropka. Choć z drugiej strony jest to oddzielna historia, która sama w sobie nie ma wpływu na najistotniejszy wątek w następnych tomach. Jednak mimo to wielokrotnie nawiązuje do przeszłości Geralta, co nadaje powieści płynności. Poza tym spotykamy teraz wiele osób, które nie mają najmniejszego znaczenia, lecz po przeczytaniu sagi wiem już, że w przyszłości ich rola ulegnie ogromnej zmianie. Jest dla mnie zabawne obserwowanie wiedźmina, który jeszcze nie wie o tak wielu rzeczach.

Styl Sapkowskiego jak zawsze jest bardzo dokładny. Autor ma każdy szczegół dopracowany. Najmniejsze wydarzenie ma jakąś wartość i wpływ na kolejne. Nic nie pojawia się przypadkiem, a przy tym jest panoramiczne. Nie jesteśmy ograniczeni do jednego miejsca, ani jednego informatora. To wszystko sprawia, że cała ta historia staje się wyjątkowo intrygująca i wciągająca. Nie mogę się nadziwić nad sprawnością pisarza. Jednakże mam wrażenie, że i tak Sapkowski poświęcił więcej czasu wcześniejszym częściom niż tej. Jest w niej wiele detali, lecz w tamtych było ich mnóstwo...

Nawet nie zdajecie sobie sprawy, jak bardzo miły był powrót do Geralta. Jest to jedna z najlepiej wykreowanych postaci, jakie dotychczas spotkałam w literaturze i niezmiernie się cieszę, że mogłam z nim spędzić jeszcze troszkę więcej czasu. Mimo wcześniej wspominanych uprzedzeń doceniłam tego bohatera i powtórnie zostałam oczarowana jego charakterem i różnorodnością cech. Tak samo jak kiedyś zaskakiwał mnie na każdym kroku, ale również był moim przyjacielem, którego rozumiałam i byłam mu w stanie wybaczyć naprawdę wiele. W "Sezonie burz" dowiadujemy się nowych informacji o wyjątkowo barwnej i lubianej postaci. A mianowicie o Jaskrze. Jego wizerunek pozostaje taki sam, ale staje się mniej tajemniczy... Pojawiają się również nowe, niezwykłe postacie, które odwracają życie wiedźmina do góry nogami.

Tutaj również występują wielokrotne nawiązania do baśni, wierzeń słowiańskiej. Uwielbiam to w "Sadze o Wiedźminie". Jest to mało popularny motyw, a tak bardzo istotny dla naszej kultury. Przywołuje dawne tradycje i łamie nowoczesne schematy. Daje to wiele do myślenia i pozwala na nowe spojrzenie na świat.

"Sezon burz" nie okazał się tak wybitny jak jego poprzedniczki, ale bez wątpienia spędziłam z nim miłe chwile i myślę, że jest obowiązkowy dla fanów.

środa, 4 maja 2016

Wesele


Tytuł: "Wesele"

Autor: Stanisław Wyspiański

Seria: Arcydzieła Literatury Polskiej

Kategoria: Utwór dramatyczny

Wydawnictwo: Zielona Sowa

Liczba stron: 257

Film: Wesele (1972 r.)

Ocena: 3/10








Dawno, dawno temu... Tak naprawdę to nie było to aż tak dawno, bo 1900 roku, odbyło się sławetne wesele. Poeta Lucjan Rydel brał ślub z Jadwigą Mikołajczykówną. To był pewnego rodzaju symbol. Lucjan – inteligent i Jadwiga – chłopka. Połączenie, które w tamtych czasach było naprawdę rzadko spotykane. Na tym weselu był też pewny pisarz i malarz, który dokładnie wszystko zapamiętywał, by następnie opisać te wydarzenie. Jak postanowił, tak zrobił. Sztuka została wystawiona rok później, ukazując w sobie całą kontrowersyjność. Co się zdarzyło na tym ślubie? Co czujne oczy pisarza zaobserwowały? 

Stanisław Wyspiański kojarzy mi się z moją szkołą podstawową. Jest jej patronem, a moja podstawówka bardzo dbała o to, żebyśmy zdawali sobie z tego sprawę i pielęgnowali tradycję. Co prawda najsławniejszą sztukę – "Weselę" – poznaję dopiero pięć lat później. Lecz mimo to już wcześniej znałam biografię pisarza i przede wszystkim jego obrazy, które zdobiły szkołę. Wielokrotnie sama wzorowałam się na nich i pilnie przyglądałam każdemu nawet najmniejszemu szczegółowi. Jakbyście mnie zapytali, co najlepiej zapamiętałam, to odpowiedziałabym wam, że fakt, że Wyspiański miał uczulenie na farbę olejną, dlatego większość jego dzieł jest malowana za pomocą pasteli. Uważam, że to całkiem ciekawe wspomnienie. Twierdzę, że Wyspiański był wybitnym malarzem. Czy z pisarstwem jest tak samo? 

Kiedy usłyszałam, że jest to opis prawdziwego wesela, miałam mieszane uczucia. Nie byłoby nic w tym dziwnego, gdyż to nie jest jedyny pisarz, który opisywał wydarzenia, w których brał bezpośredni udział. Takich jak on jest o wiele więcej. Na pewno nie jedna osoba chciała dowiedzieć się, co się działo na tak sławetnym weselu. Wyspiański ukazał to, jednakże sposób w jaki to zrobił, do dzisiaj wywołuje dyskusje na ten temat. Artysta skupił się przede wszystkim na wadach osób znajdujących się na tej uroczystości. W karykaturalny sposób przedstawił wszystkie niedoskonałości gości. Można go bronić, mówiąc, że chciał zmotywować do poprawy i walki, ukazać społeczne problemy. Dokładnie obserwował wszystkie zdarzenia jak również i jego żona. Nie zmienia to faktu, że dużo osób ma złe zdanie o tej książce ze względu na okrutne potraktowanie swoich przyjaciół. Na niektórych bardzo odbiło się wystawienie tej sztuki.

Wyspiański do "Wesela" wprowadził wątek fantastyczny, który spodobał mi się. Niektórym gościom zaczęły ukazywać się zjawy, mające jakieś powiązania z danych bohaterem. Uważam to za ciekawy pomysł, który bardzo ubarwił książkę i miał głębszy sens. Paranormalne istoty zwracają uwagę na wady, lecz robią to w taki sposób, który nie wykreśla możliwości poprawy. Przynajmniej do czasu... Część z tych zastrzeżeń jest uniwersalna i można odnieść je do normalnego życia. Pozwalają na zobaczenie ludzkich lęków, które przez wieki nie zmieniły się. Ten topos zrobił na mnie dobre wrażenie i pozwolił na pewne usprawiedliwienie autora. 

Tematyka dramatu była bez wątpienia w ówczesnych czasach bardzo istotna. Motywowała ludzi do walki i zastanowienia się nad swoją sytuacją. Mimo że nie odebrałam zbyt dobrze "Wesela", twierdzę, że jest uniwersalnym tekstem, choć w zły sposób przekazanym. Gdyby Wyspiański może inaczej ująłby to, miałabym inne odczucia co do całej książki. W utworze możemy zauważyć wiele powszechnie znanych zjawisk przełomu XIX i XX wieku, na przykład chłopomanie.

"Wesele" bardzo mnie zawiodło i przyznaję, że bardzo męczyłam się przy lekturze tej książki. Niestety oceniłam również Wyspiańskiego przez wcześniej przedstawiony fakt. Nie powinnam pochopnie wyrażać swojej opinii, ponieważ nie żyłam w tamtych czasach i nie wiem, czy jego postępowanie było niesłuszne. Jednak słyszałam wiele krytycznych zdań na temat realnego wesela i wystawienia sztuki na scenie, co ostatecznie zdecydowało o moim podejściu do lektury. Lecz mimo to uważam, że każdy powinien się z nią zapoznać. 

czwartek, 24 marca 2016

Posiadacz


Tytuł: "Posiadacz"

Autor: John Galsworthy

Tłumaczenie: Róża Centnerszwerowa

Cykl: Saga rody Forsyte'ów

Tom: I

Kategoria: Literatura piękna

Wydawnictwo: Wydawnictwo MG

Liczba stron: 387

Film: Saga rodu Forsyte'ów (serial)

Ocena: 8/10




Wiktoriańska Anglia – czasy, gdy liczy się moda, pieniądze i odpowiednia opinia. Nie ma nic ważniejszego. W końcu zawsze trzeba dobrze się prezentować i nie pozwalać, by jakiekolwiek emocje brały nad nami górę. Można poświęcić wszystko, by reputacja nie uległa zniszczeniu. Miłość, nienawiść, dzieci? Nie, to nie ma żadnego znaczenia. Najistotniejsze jest to, co posiadasz, to, czym możesz się pochwalić przed rodziną i innymi znakomitymi rodami. Nie masz nic takiego – jesteś nikim. Takie poglądy na ten temat ma rodzina Forsyte'ów. Jednak co się stanie, gdy jeden z jej członków może stracić swoją własność? Czy wygra niepożądana miłość, czy wrodzona nienawiść?

Nigdy wcześniej nie słyszałam o tej książce. Postanowiłam ją przeczytać tylko, dlatego, że opowiada o czasach wiktoriańskich, którymi od lat się fascynuję. Muszę przyznać, że spodziewałam się ckliwego romansu, który będzie irytował mnie każdą możliwą sceną. Obecnie są popularne powieści historyczne oparte na wątku miłosnym. Niestety nie robią na mnie dobrego wrażenia. Lecz postanowiłam zaryzykować i dać szansę "Posiadaczowi". Okazało się, że to był wyjątkowo dobry wybór. Książka okazała się czymś zgoła odmiennym od tego, co sobie wyobrażałam. 

Fabuła wciągnęła mnie od pierwszych stron. Byłam zaskoczona, że z taką łatwością przeniosłam się do świata Forsyte'ów i odnalazłam jako jedna  z bohaterek. Czym więcej czytałam, tym mój apetyt był większy. Denerwowałam się, gdy musiałam przerwać w tak ciekawym momencie, a prawie każdy taki był. Na pozór cała historia wydaje się bardzo powolna i nie wnosząca nic istotnego do naszego życia. Wszystkie wydarzenia były poprzedzone rozległymi opisami, które nie każdemu przypadną do gustu, jednakże mnie oczarowały. Nie lubię, gdy w tego typu powieściach akcja jest szybka i niedokładna. Mija się to z celem. Tutaj mogłam się delektować prostym życiem, ale dającym wiele wskazówek. Nie miałam pomysłu, do czego opowieść może prowadzić i jak mam być szczera, to nadal nie wiem. Lecz nie czuję tego niedosytu, dyskomfortu. To jest jak życie. Każdy z nas ma plany, marzenia, a mimo to nie wie, gdzie będzie za rok. 

Zaskoczył mnie styl autora. Okazał się bardzo trudny i ciężki. Na początku bałam się, że bardzo mi to utrudni czytanie i zniechęci do dalszej lektury, lecz po jakimś czasie zaczęłam doceniać kunszt pisarza i zdałam sobie sprawę, że to właśnie ten język sprawia, że "Posiadacz" jest tak wspaniałą książką. Składnia jest wyjątkowo nietypowa i naprawdę trzeba poświęcić trochę czasu, by przyzwyczaić się do niej, ale gdy przejdzie się przez ten etap, zaczyna się rozumieć świat przedstawiony w powieści. Dzięki niemu łatwo przenieść się do ówczesnych czasów i przeżywać wszystkie wydarzenia razem z wybitnym rodem.

Największym plusem "Posiadacza" są bohaterowie. Są bardzo różnorodni i niejednoznaczni. Każdy ma swój charakter, który wyróżnia go na tle innych. A trzeba wam wiedzieć, że postaci w tej historii jest naprawdę wiele. Nie ma osoby, którą jednoznacznie można określić jako złą lub dobrą, gdyż każdy członek rodziny ma swoje zalety cenione przez innych, ale również wady, które bardzo często trudno zaakceptować. Moją ulubioną postacią jest Soames. Jest to mężczyzna całkowicie pozbawiony wyobraźni i niepotrafiący się odnaleźć w prawdziwym świecie. Nie posiada za grosz empatii, ani zrozumienia. Jednak mimo tych wszystkich wad bardzo go polubiłam. Wiele rzeczy i emocji nie było zależne od niego, choć on sam miał inne zdanie. Wydawał się chłodny, aczkolwiek potrafił kochać prawdziwą miłością, choć nikt nie potrafił tego dojrzeć. Natomiast o jego żonie  – Irenie – nie mam żadnego zdania i chyba właśnie dlatego tak przykuła moją uwagę. Jest dla mnie tajemniczą marą, która może pewnego dnia ukaże światu swój sekret. Również moją sympatię zyskał Jolyon. To człowiek z krwi i kości, a przede wszystkim duszy. Popełnił w swoim życiu wiele błędów i nigdy publicznie nie przyzna się do nich, lecz potrafi przyznać się samemu sobie, co jest dla mnie pewnym aktem odwagi. 

Tematyka jest wieloraka. Mimo że główny motyw to najróżniejsze formy posiadania, jest ona o wiele bardziej rozbudowana. Myślę, że każdy czytelnik znajdzie w "Posiadaczu" odwołanie do własnych rozterek, problemów czy błędów. Ta powieść ostrzega w bardzo odczuwalny sposób i sprawia, że człowiek jest skłonny do refleksji nad swoim życiem i otoczeniem.

"Posiadacz" bez wątpienia jest wybitną książką, która wiele wprowadza do istnienia i świata. Nie można jednak zapomnieć, że jest bardzo trudna i nie jestem pewna, czy do końca ją zrozumiałam. Właśnie dlatego za kilka lat wrócę do jej lektury. Tymczasem polecam pierwszy tom o tym znakomitym rodzie dojrzałym czytelnikom.   

Za możliwość przeczytania książki dziękuję bardzo Redakcji Essentia 


piątek, 18 grudnia 2015

Czekając na odkupienie


Tytuł: "Czekając na odkupienie"

Autor: Katarzyna Łochowska

Kategoria: Fantastyka

Wydawnictwo: Warszawska Firma Wydawnicza

Liczba stron: 266

Ocena: 7/10











W mroku słychać jęk. Słyszycie? Jest coraz głośniejszy... Coraz bliżej nas. On nie jest jeden! Jest ich więcej. Zbliżają się. To już koniec – nic nam nie pomoże. Te jęki... one są przerażające. Nigdy wcześniej nie słyszałam, by ktoś tak cierpiał. A Wy? Są już. Przyszły po nas. Czy my też będziemy znosić takie katusze? Cierpieć za nasze grzechy? Dzisiaj zabierze tylko jedno z nas, ale na pozostałych też przyjdzie kolei. Ona już odeszła. Jest tam. Przecież sobie nie zasłużyła! Ale czy na pewno? Cassandro, gdzie jesteś? Widzieliście? Te zielone oczy są z nią. Cassandra się ich boi. Czy da radę? Czy wróci do nas? 

"Czekając na odkupienie" jest powieścią, o której nie słyszałam w roku premiery. Jak wiele innych książek, pojawiła się na rynku bez krzyku i bez wszędzie wiszących plakatów. Jednak z czasem usłyszałam o tej książce i odtąd z każdą chwilą słyszałam o niej coraz więcej. Spotkałam się z pozytywnymi opiniami, ale także i tymi złymi. Moja ciekawość z małego zainteresowania zmieniła się w olbrzymią potrzebę przeczytania tej historii. Musiałam ją zaspokoić i tak też zrobiłam. Czy było warto? Nie umiem odpowiedzieć na to pytanie, po prostu nie umiem. "Czekając na odkupienie" jest opowieścią, którą nie wiem, jak ocenić. Chce mi się śmiać, gdy przypominam sobie, jak ją czytałam. Te wszystkie momenty zwątpienia, które były zastępowane niesamowitą fascynacją. Już dawno nie trafiłam na powieść, która wywołała u mnie tak wiele sprzecznych uczuć. A historia, która tak bardzo oddziałuje na człowieka i to w dodatku w tak różnorodny sposób, jest dobra, choćby miała dostać najniższą ocenę. 

Od początku byłam zaintrygowana nią. Nie miałam najmniejszego pojęcia, o czym ona jest. I chciałam się tego dowiedzieć. W swojej głowie dzielę ją na trzy różne światy i co do każdego z nich mam inne odczucia. Jeden wywoływał mieszane uczucia, drugi był znienawidzony przeze mnie, a trzeci uwielbiany. Podoba mi się ten pomysł. Nie wiem, czy autorka zdawała sobie sprawę, że tworzy takie tło fabularne, jednakże wyróżnia się ono na pierwszy rzut oka, co jest dość oryginalnym zabiegiem literackim. Razem tworzą ciekawy podkład do wydarzeń. Lecz takie zróżnicowanie sprawiło, że niektóre momenty były niemiłosiernie nudne i miałam ochotę przestać czytać. Natomiast inne sprawiały, że nawet na chwilę nie mogłam się oderwać od powieści. Ta fascynacja przeplata z olbrzymią dawką irytacji w interesujący sposób oddziaływała na mnie. Poza tym nie mam najmniejszej wątpliwości, że Katarzyna Łochowska jest oczarowana światem wykreowanym przez Tolkiena. Znam ten rodzaj zauroczenia, ponieważ, jak część z was pewnie wie, niedawno wkroczyłam w rzeczywistością stworzoną przez Tolkiena. Cieszę się, że pojawił się taki motyw. I nie mam tu namyśli wykorzystania pomysłów tego autora, tylko zwykłą inspirację, która w połączeniu z nowymi wydarzeniami ubarwiła opowieść. W dodatku wyczuwałam jeszcze jedną znaną mi książkę. Wydaje mi się, że jest to "Strąceni", lecz jest to mało znana powieść i podobieństwa były subtelne. Razem stworzyło to pasjonującą historię.

Jak już wcześniej wspomniałam, były momenty, które wyjątkowo mnie intrygowały. Najczęściej towarzyszyły im ciekawe wydarzenia, która nadawały powieści akcji oraz bez wątpienia zachęcały do kontynuacji książki. Jednakże autorka miała, jak większość młodych pisarzy, problem z odnalezieniem się w czasie. Jest to drażniący błąd i tak naprawdę nie jestem w stanie określić, skąd wynika. Gubiłam się w czasie. Co prawda nie wpływało to jakoś bardzo na całokształt opowieści, ale złościło. Ludzie z czasem się zmieniają, krajobraz również, teraźniejszość idzie nową drogą. Nie wystarczy napisać, ile czasu minęło. Trzeba czegoś więcej, żeby było to dobrze i przede wszystkim naturalnie widoczne. Jednak nawet w momentach zwątpienia pchał mnie do dalszego czytania dziwny rodzaj ciekawości. Po prostu chciałam wiedzieć, do czego to wszystko zmierza i jaki ma cel.

Co do bohaterów mam mieszane odczucia. Pisarka nadała im różnego typu charaktery, który od razu wyczuwało się, ale brakowało dowodów na ich potwierdzenie. Nie mówię tu o tym, by opisywać dokładnie ich osobowość. To byłby karygodny błąd, lecz stwierdzam, że nadal ich nie znam. Brakuje mi logiki w tym, co robię. Oczywiście nie oczekuję od nich racjonalnych decyzji, które zawsze będą dobrze wpływać na rzeczywistość. Nie wiem, co ich motywuje do takiego działania.

Styl autorki jest poprawny, choć brakuje mi w nim czegoś. Bez wątpienia jest dobry i wciągający czytelnika. Przeprowadził mnie płynnie przez całą powieść i wielokrotnie sprawił, że na mojej twarzy zagościł uśmiech. Lecz brakowało swego rodzaju iskry, która ubarwiłaby całą powieść. 

"Czekając na odkupienie" jest specyficzną książką. Nadal nie mam pojęcia, jak ją ocenić. Warto przeczytać, czy nie? Na pewno nie jest to historia, która spodoba się wszystkim. By ją przeczytać trzeba mieć nietypowe spojrzenie na świat i z dystansem podchodzić do życia.

Za możliwość poznania innego świata i refleksyjnie spędzone chwile dziękuję bardzo Autorce powieści – Katarzynie Łochowskiej 

Książka przeczytana w ramach wyzwania:

poniedziałek, 23 listopada 2015

Zbrodnia i kara


Tytuł: "Zbrodnia i kara"

Autor: Fiodor Dostojewski

Tłumaczenie: J.P. Zajączkowski

Kategoria: Kryminał

Wydawnictwo: MG

Liczba stron: 576

Film: Zbrodnia i kara

Ocena: 8/10








Roskolnikow żyje w skrajnej nędzy w Petersburgu, gdzie przybył na studia. Już dawno nie studiuje, a jego jedyną pociechą są listy i pieniądze od matki i siostry. Gdy człowiek jest skazany na nędze i samotne spędzanie czasu w małym, brudnym pokoiku, ma różne myśli. Nie zawsze są one optymistyczne. Rodion jest osobą dumną i ambitną. Chce sprawdzić swoje umiejętności i silna wolę. Pragnie dowiedzieć się, kim jest. Jednakże wybiera do tego bardzo nietypowy i przerażający sposób. Jaką drogę wybierze Roskolnikow? Czy spełni swoje marzenia? Jak bardzo moralny upadek potrafi wpłynąć na człowieka?

"Zbrodnia i kara" należy do obowiązkowych lektur w liceum. Wiele osób jest przerażonych obowiązkiem przeczytania kilkuset stron książki. Jednakże ta powieść wyróżnia się wśród innych przymusowych powieści. Od swoich starszych kolegów w większości słyszałam same pozytywne opinie, które sprawiły, że nie mogłam się doczekać, kiedy sama poznam tę lekturę. I muszę przyznać, że nie żałuję ani minuty czasu, który spędziłam nad "Zbrodnią i karą". 

Powieść Dostojewskiego jest klasyką rosyjską. Jest to nietypowe połączenie, ponieważ literaturę klasyczną kojarzymy najczęściej z powieściami obyczajowymi. "Zbrodnia i kara" jest kryminałem i to wyjątkowym, gdyż jest to również książka psychologiczna. Jest to bardzo ciekawe połączenie, którego nie spodziewałam się w szkole. Nie krytykuję wyboru lektur, choć do niektórych mam zastrzeżenia, lecz jest to dość kontrowersyjny tekst jak na realia szkolnictwa. Kryminał jest misternie wykonany. Autor zadbał o najmniejsze szczegóły. Sama bez pomocy pisarza nie zauważyłabym ich, a odgrywały dość istotną rolę w całej opowieści. W dodatku historia jest opowiedziana przez pryzmat uczuć mordercy. To wyjątkowo pasjonujący temat dla ludzi, którzy interesują się psychologią. Dowiadujemy się, dlaczego morderca popełnił zbrodnię, co nim kierowało i co tak naprawdę czuł.

Jak przed chwilą wspomniałam, psychologizacja bohaterów w "Zbrodni i karze" jest bardzo rozbudowana. Spostrzeżenia zabójcy i osób z jego otoczenia są intrygujące. Czasami miałam wrażenie, że ktoś wylał mi wiadro zimnej wody na głowę. Dostojewski wypowiadał myśli, które podejrzewam, że każdy z nas ma w głowie, a boi się do nich przyznać, na głos. To bardzo refleksyjna powieść, która sprawia, że dokładnie zaczynamy wertować swoje myśli, poglądy i pragnienia. Poza tym ostrzega nas, ale nie w sposób typowo moralizujący, przed skutkami naszych wyborów. Czasami trzeba podjąć drastyczne decyzje, a czasami jest to nasz zwykły kaprys.

W powieści pojawia się wielu bohaterów, którzy w większości wypadków zmieniają bieg wydarzeń. Nawet zwykłe epizodyczne postacie miały jakieś znaczenie. Niestety nie uczę się rosyjskiego, więc miałam olbrzymi problem z zapamiętaniem imion i nazwisk. Mylili mi się istotni bohaterowie i nawet teraz sama mam kłopot z napisaniem tych nazwisk, a ich poprawne wymówienie jest dla mnie wręcz niemożliwe. Moją uwagę zwrócił również fakt, że każda osoba miała bardzo rozbudowaną i unikalną emocjonalność.

Styl autora jest dość ciężki. Musiałam bardzo się skupić, by zrozumieć tekst. Dostojewski zwraca uwagę na szczegóły, które nadają niesamowitą dokładność całej powieści. Bardzo szanuję go za to, choć przyznaję, że utrudnia to czytanie. Nie jestem przyzwyczajona do typowo ciężkiej literatury.

"Zbrodnia i kara" jest powieścią dla dojrzałych ludzi z doświadczeniem. Mam wrażenie, że nie zrozumiałam wszystkiego, co chciał przekazać autor. Nie spotkałam się jeszcze z "prawdziwym" życiem i cała moja wiedza wynika z obserwacji, opowiadań, książek i filmów. Jestem pewna, że powrócę jeszcze do tej książki, by porównać swoje odczucia. Tymczasem polecam wszystkim odważnym tę historię. 
Książka przeczytana w ramach wyzwania:

wtorek, 17 listopada 2015

Trzynaście powodów


Tytuł: "Trzynaście powodów"

Autor: Jay Asher

Tłumaczenie: Aleksandra Górska

Kategoria: Literatura młodzieżowa

Wydawnictwo: Rebis

Liczba stron: 272

Ocena: 8/10










Czasami po prostu jest źle... Wstaje się rano i jedyna myśl to, że znowu trzeba przetrwać cały dzień i udawać, że wszystko jest dobrze. Trzeba zajmować się wszystkim, tylko żeby zapomnieć o tym, co było. Trzeba walczyć, by nie usiąść i nie załamać się. Trzeba iść dalej mimo wszystko. Tylko czasami przychodzi moment, gdy nie ma się sił, gdy to wszystko – nasze życie nie ma już sensu. Po co przeciwstawiać się losowi? Po co próbować? Nie lepiej byłby zostawić świat i nareszcie być spokojnym? Mieliście kiedyś takie myśli? Jeśli nawet tak, były one płonne. Czytacie tę recenzję, jesteście tu. Hannah nie. Ona podjęła decyzję i konsekwentnie dążyła wybraną ścieżką. Jakbyście się czuli na miejscu Cley'a, który, wracając ze szkoły, znalazł paczkę z kasetami, gdzie Hannah opowiedziała trzynaście powodów swojego postępowania? Wysłuchalibyście jej? Mielibyście na tyle sił, by poznać tę historię?

Gdy pierwszy raz zobaczyłam "Trzynaście powodów", byłam bardzo pozytywnie nastawiona. Przyciągająca okładka, moja ulubiona liczba w tytule. Byłam pewna, że to jakaś pozytywna powieść, która umili mi dzień. Aż wreszcie przyszedł czas, kiedy dowiedziałam się, o czym naprawdę jest ta książka. Z perspektywy czasu dziwię się, że nie zniechęciłam się do niej. Szukałam czegoś lekkiego, by odpocząć od przytłaczających obowiązków. Tymczasem wybrałam opowieść o bardzo ważnych i trudnych sprawach. Musiałam ją przeczytać. Coś mi mówiło, że to jest historia, którą zrozumiem i na pewno jest wartościowa. Myliłam się? Moje przeczucia do książek zwykle sprawdzają się i tym razem taż tak było.

Pomysł na fabułę jest wyjątkowo oryginalny. Ludzie, gdy chcą popełnić samobójstwo, zwykle zostawiają listy, gdzie tłumaczą swoje postępowanie. Ale kasety z całą opowieścią i trzynastoma powodami? Tego jeszcze nie było. Od pierwszych słów Hannah zastanawiałam się, jak musiał czuć się Cley, który słyszał głos osoby, która już nie żyje. Nie spodziewał się, że kiedykolwiek usłyszy ten niesamowity dźwięk. Zabawne, jak sytuacja umie sprawić, że zwykły głos dziewczyny przeraża i niesie ze sobą cierpienie, ale również szczeście. To jej ostatnie słowa. Już nigdy nowe zdania nie zostaną wypowiedziane. Tak, to jest wstrząsające. Dlatego czułam obawę przed przeczytaniem tej książki. Nie byłam pewna, czy jestem na tyle silna, by przeżyć tę historię razem z Cley'em i nieżyjącą dziewczyną. Jednakże musiałam. Jak już wcześniej wspomniałam, nieznana mi siła ciągnęła mnie do tej powieści.

Tematyka poruszana w "Trzynastu powodach" jest niezwykle ważna. Hannah opowiada o efekcie kuli śnieżnej. Małe, na pozór nic nieznaczące wydarzenia są przyczyną tych złych, które prowadzą do śmierci. Kto przejmowałby się jakimś rankingiem stworzonym przez niedojrzałego chłopaka? A plotki?  To są tylko plotki. Nimi nie trzeba się przejmować. Na początku te powody wydawały mi się banalne, ale właśnie o to chodziło autorce. Nie ma problemów banalnych. Każdy odczuwa je inaczej. Mało kto zwraca uwagę na na te "nieważne" kłopoty. A może to one są przyczyną? Brak reakcji ze strony otoczenia jest gwoździem do trumny dla przyszłego samobójcy. On zna prawdę... Wie, kogo obwiniać, ale zdaje sobie sprawę, że on sam jest również winny. Wystarczy tylko otworzyć oczy i nie udawać, że nie ma problemu. 

Książka jest bardzo emocjonalna. Jednakże nie znaczy to, że popłyną wam z oczu łzy. To nie tego typu powieść. Tu pojawiają się elementy humorystyczne, które nie pozwalają źle odebrać opowieści. Jest to rodzaj historii, która uczy. Mówi, że na niektóre rzeczy nie mamy wpływu, bo to jest już przeszłość. Nic nie zrobimy, choć nie wiem, jak bardzo byśmy chcieli. Lecz możemy nie popełnić drugi raz tego samego błędu. "Trzynaście powodów" pozwala przemyśleć pewne sprawy i daje nadzieję na lepsze jutro.

Cieszę się, że przeczytałam tę powieść i poznałam tytułowe trzynaście powodów. Myślę, że każdy powinien zapoznać się z nimi. Nie jest to historia, która ma nam dostarczyć dużego ładunku emocjonalnego. To historia, która radzi i kieruje nami.   

Za możliwość przeczytania powieści dziękuję bardzo platformie Woblink

Książka przeczytana w ramach wyzwania: 

poniedziałek, 2 listopada 2015

Lalka


Tytuł: "Lalka"

Autor: Bolesław Prus

Kategoria: Klasyka

Wydawnictwo: MG

Liczba stron: 864

Film: Lalka

Ocena: 10/10










Miłość – piękne, słodkie uczucie, które sprawia, że człowiek jest gotowy na wszystko i jest przede wszystkim szczęśliwy. Kto by jej nie chciał? Zapewne nikt. Jednak całe to górnolotne uczucie nie jest takie proste, jak nam się wydaje. Stanisław Wokulski zakochał się w pięknej Izabeli Łęckiej, jednakże przed spełnieniem jego marzeń jest jedna wielka przeszkoda. XIX-wieczna Warszawa nie jest miejscem sprzyjającym miłości. Wchodzące hasła pozytywistyczne i podział na klasy jest granicą, która dzieli ludzi. Społeczeństwo jest niezsolidaryzowane, a w kontaktach międzyludzkich liczy się tylko pieniądz. Pieniądz ma władzę absolutną. Czy Stanisławowi uda się zdobyć ukochaną kobietę? Kim tak naprawdę jest Izabela? Czy ostatni romantyk może przetrwać z pozytywizmie?

"Lalka" jest klasykiem polskim, który od lat zbiera pozytywne opinie krytyków i jest przekleństwem dla licealistów. Teraz nadszedł czas, żebym i ja zapoznała się z treścią tej powieści. Byłam bardzo ciekawa, czym jest to sławne dzieło Bolesława Prusa, jednak nie mogę ukrywać, że te kilkaset stron przerażało mnie. Nie lubię lektur, ponieważ czuję przymus do przeczytania ich, przez co często literatura klasyczna traci w moich oczach. Jestem pewna, że jako nałogowa książkoholiczka, prędzej czy później przeczytałabym sama z siebie tę książkę. Nie boję się dużej liczby stron, gdy jest to pozycja wybrana przeze mnie. Jednak lektura to coś innego... Po długim czasie, który przeznaczyłam na pozytywne nastawienie się do powieści, przeczytałam "Lalkę". Czy było warto poświęcać swój wolny czas na czytanie tej "cegły"? Oczywiście, że tak. Teraz już rozumiem, czym zachwyca się tak wielu czytelników.

Pierwsze, co od razu rzuciło mi się w oczy, był styl autora. Naprawdę już bardzo długo nie spotkałam się z tak niesamowitym językiem w książce. Prus musiał poświęcić wiele czasu, by tak dokładnie dopracować powieść. Każdy szczegół jest na swoim miejscu i na pewno został skrupulatnie przemyślany. W dodatku opisy, które są długie i częste, nadały księdze niepowtarzalnej atmosfery. Pozwoliły mi zrozumieć okres napoleoński oraz postępowanie ludzi w ówczesnych czasach. Poza tym opisy przeżyć wewnętrznych dały możliwość poznania bohaterów z każdej możliwej perspektywy.

Cała akcja rozgrywa się wyjątkowo powoli, co na początku mnie nużyło. Nie byłam przekonana, że przeczytam całą "Lalkę". Miałam obawy, że tak bardzo zacznę się nudzić, że po prostu odłożę ją na półkę i przeczytam zwykłe streszczenie. Na szczęście nie poddałam się tak szybko i w pewnym momencie całą duszą oddałam się historii. Jest to bardzo emocjonalne dzieło. Nie polega ono na szybkim przekazywaniu emocji, tylko na powolnym odkrywaniu uczuć bohaterów i ich intencji. Pozwoliło to na spokojne przeżywanie odczuć i porządkowanie ich. Sprawiało, że zamiast czytać rozmyślałam nad życiem i jego celem. Podobało mi się to. Lubię rozmyślać, więc każda refleksyjna powieść jest u mnie na wagę złota.     

Jestem też pod wielkim wrażeniem kreacji bohaterów. W "Lalce" pojawia się ich naprawdę wielu, co daje nam wizerunek całego społeczeństwa oraz całą harmonię najróżniejszych charakterów. Każda postać jest wyjątkowa i nigdy nie jest jednoznacznie zła ani dobra. Miałam swoich faworytów i wrogów, jednakże zdawałam sobie sprawę, że ta książka nie jest podzielona na czarne i białe. Główny bohater – Wokulski – nie przypadł mi do gustu. Szanowałam go i często podziwiałam, lecz nie czułam do niego większej sympatii. Za to uwielbiałam jego przyjaciela – Rzeckiego. Jest to dla mnie postać bardzo barwna i wyjątkowo dobra, która mimo pewnej dozy naiwności i bezgranicznego zaufania, umiała w świecie odnaleźć piękno. Jest dla mnie pewnym rodzajem symbolu nadziei. Byłam również zaskoczona swoimi odczucia do Izabeli Łęckiej. W tej chwili nie jestem w stanie przypomnieć sobie, czy kiedykolwiek jakiś bohater wywołał u mnie tyle negatywnych emocji. Nie umiem zaakceptować jej postępowania. Przyjmuję argumenty, które bronią ją, jednakże nie do końca przekonują mnie. Natomiast bardzo dobrze wspominam wdowę Wąsowską, która była dla mnie nie do rozstrzygnięcia. Z chęcią przeczytałabym kolejny tom "Lalki", gdyby istniał, tylko dlatego by lepiej przyjrzeć się jej.

Cała powieść bardzo nawiązuje do historii. Ukazuje 2. połowę XIX wieku, a we wspomnieniach bohaterów jest przedstawiona również 1. połowa. Czasy Napoleońskie są dla mnie wyjątkowo ciekawym tematem. Nie były tu przedstawione bezpośrednio, ale mogłam zaobserwować ich skutki, co jest bardzo pasjonujące. Dowiedziałam się o wielu ważnych dla Polski wydarzeniach, które nie są przedstawione w podręczniku od historii. Jestem z tego powodu bardzo zadowolona, mimo że te informacje były bardzo pogmatwane. 

Cieszę się, że zapoznałam się z tym klasykiem. Dzięki "Lalce" jestem coraz bardziej przekonana do polskiej literatury i to niekoniecznie tej współczesnej. Oczywiste jest, że język jest archaiczny, ale warto to przetrwać. Polecam tę powieść każdemu Polakowi.


Książka przeczytana w ramach wyzwania: 

niedziela, 6 września 2015

Pani Jeziora


Tytuł: "Pani Jeziora"

Autor: Andrzej Sapkowski

Cykl: Saga o Wiedźminie

Tom: V

Kategoria: Fantastyka

Wydawnictwo: SuperNOWA

Liczba stron: 596

Film: Wiedźmin

Ocena: 10/10






Pamiętacie pewną historię, która rozpoczęła się od niepozornego, niewyróżniającego i skromnego...(Wróć! To wcale nie było tak!). Zacznijmy inaczej. Kiedy na świecie działy się bardzo ważne, przełomowe wydarzenia, nikt nie zwracał na nie uwagi, gdyż pewna znana wam dobrze królowa postanowiła wyprawić najhuczniejsze, pełne atrakcji i ballad przyjęcie, na którym miał zostać wybrany mąż dla jej córki. Pamiętacie już? Taka mała, przerażona dziewczynka o olbrzymich, zielonych oczach i szarych włosach... Przypomina wam kogoś? Któż by pomyślał, że ta młoda niewiasta, która wygląda jak dziecko, nosiła w sobie Starszą Krew, czyli naszą pełną energii Ciri. To było tyle lat temu... Cóż... Bardzo dobrze się wspomina. Jednak szkoda czasu na przeszłość, gdy trwa teraźniejszość. Po długiej i krwawej wędrówce Geralt i jego drużyna udają się do bajkowego pałacu, gdzie historie z marzeń staja się prawdziwe, a miłość kwitnie w każdym zakątku. Tymczasem wcześniej wspomniana diablica – Ciri – odkrywa tajniki Wieży Jaskółki oraz odkrywa prawdę o sobie.  Czemu tak wiele ludzi, istot chce ją znaleźć i zdobyć jej względy, a może tak naprawdę zabić? Co się dzieje z torturowaną Yennefer? Jak zakończy się historia, która z czasem stanie się najsławniejszą z wszystkich legend?

Pamiętam, jak pół roku temu po raz pierwszy wzięłam do rąk książkę z "Sagi o Wiedźminie". Nie wiedziałam o niej nic. Szłam na głęboką wodę, ale przecież nie bez powodu tyle osób ubóstwia ten cykl. Musiałam sama się przekonać, czy mają rację. Część z was czyta moje recenzje, więc wie, jak bardzo opowieść o wiedźminie zawładnęła mną. W krótkim czasie stała się jedną z moich ulubionych serii. Do tego stopnia, że długi czas nie byłam w stanie przeczytać ostatniej części. Sami wiecie, jak to jest... Tak bardzo chcecie poznać zakończenie, ale wiecie, że to jest już koniec. Wszystko się rozstrzygnie, a wy pozostaniecie wyłącznie z wyblakłym wspomnieniem. 

Ile to ja razy pisałam o stylu Sapkowskiego... "Pani Jeziora" tak samo jak pozostałe części trzyma poziom. Wszystko jest takie dokładne i realne. Nie da się znaleźć ani jednego słowa, które jest wyrwane z kontekstu. Po prostu tam wszystko pasuje do siebie. Wygląda, jakby było wcześniej zaplanowane. Nawet taki najmniejszy przecinek ma swoje miejsce. Wiecie, jednak co jest z tego najdziwniejsze? Ta idealność stylu nie jest irytująca. Ludzie (a przede wszystkim ja) nie lubią doskonałości. Ona jest piękna, ale wyjątkowo nudna i przewidywalna. Język autora jest nasycony archaizmami i często "górnolotnym"słownictwem. Nie będę udawać, że wszystkie słowa rozumiem, bo to by było niezaprzeczalne kłamstwo. Jednak cieszę się, że one tam są. Mogę nie znać ich znaczenia, ale rozumiem, co chce przekazać mi pisarz.

To jest prawie sześćset stron historii. Przy takiej ilości czytelnik często potrafi zanudzić się na śmierć. Jednak nie tutaj. Akcja nie zawsze jest wartka i szybka. Często są długie przerywniki, mimo to nie zniechęcają one do lektury. Pragniemy dowiedzieć się, co będzie dalej i nic nie jest w stanie zachwiać tego pragnienia. Po prostu tak trzeba i koniec, kropka. W dodatku nawiązania do przyszłości dodają realności tej powieści, co sprawia, że czyta się ją naprawdę dobrze. Dzięki temu możemy przenieść się do świata wiedźminów, czarownic i potworów, gdzie toczy się walka o władzę. 

Od początku cyklu Geralt jest moim ulubionym bohaterem. Jest taki naturalny, ale zarazem wyjątkowy, gdyż zawsze zachowuje się jak człowiek. Na początku "Sagi o Wiedźminie" często pojawiały się wzmianki, że wiedźmini podczas mutacji stracili ludzkie uczucia. Geralt jest idealnym przykładem, że tak właśnie nie jest. Potrafi kochać, jest gotowy zrobić wiele w imię dobra, ale ma również swoje wady. Często ulega namiętnościom, irytuje się łatwo i nieraz wykazał się dziecinną naiwnością. Dzięki temu bardzo łatwo go polubić. Bardzo podobnie jest z Ciri, która w tej powieści odgrywa dużą rolę i nie chodzi mi wyłącznie o wielkie wydarzenia historyczne. Te małe też mają olbrzymie znaczenie. Nie można również zapomnieć o zimnej Yennefer. Akurat ja bardziej utożsamiam się z młodą wiedźminką, jednakże jestem pewna, że wiele kobiet żywi podobne uczucia do czarodziejki.

Moja przygoda z historią wiedźmina zakończyła się. Jest jeszcze "Sezon Burz", który podobno mało nawiązuje do cyklu, jednakże jestem pewna, że do niego zajrzę, ale jeszcze nie teraz. Wiem, że przyjdzie czas, że będę miała przeogromną potrzebę powrotu do tego świata i wtedy on mi w tym pomoże. Tymczasem wszystkim fanom fantastyki polecam całą "Sagę o Wiedźminie". Nie są to powieści, które spodobają się każdemu, lecz warto zapoznać się przynajmniej z pierwszym tomem. Spróbujcie...

Książka przeczytana w ramach wyzwania:
~ Czytam polecane książki (przez wszystkich)

wtorek, 11 sierpnia 2015

Światła września


Tytuł: "Światła września"

Autor: Carlos Ruiz Zafón

Tłumaczenie: Katarzyna Okrasa, Carlos Marrodan Casas

Cykl: Trylogia Mgły

Tom: III

Kategoria: Kryminał

Wydawnictwo: Muza

Liczba stron: 256

Ocena: 7/10





Życie potrafi być bezwzględne i okrutne. Nie szczędzi człowiekowi cierpienia. Potrafi nawet najbardziej optymistyczną osobę zmienić w istotę rozpaczliwe błagającą o śmierć. Ale jest takie powiedzenie, że w życiu występuje równowaga. W końcu po deszczu zawsze wychodzi słońce – bez względu na okoliczności. Właśnie takie słońce pojawia się dla rodziny Sauvelle. Simone – matka dwojga dzieci i wdowa – otrzymuje posadę zarządczyni w domu słynnego producenta zabawek. Jest to niezwykle dobry człowiek, który daje szansę rodzinie Sauvelle na lepsze życie. Irene i Dorian uwielbiają go za pozytywne spojrzenie na świat oraz pasję, graniczącą z obsesją. Jednak pozory często mylą. Olbrzymi gmach Cravenmoore kryje w sobie wiele mrocznych tajemnic. Kim naprawdę jest właściciel fabryki z zabawkami? Czy historia jego żony jest prawdziwa? A legendy, które od lat opowiadane są nowo przybyłym? 

Carlos Ruiz Zafón jest dla mnie wybitnym pisarzem. To właśnie jego "Cień wiatru" i "Gra anioła" sprawiły, że pokochałam czytanie całym swoim sercem. On mnie nauczył, jak dużą moc mają słowa zamieszczone w powieściach. One zawierają duszę i jeśli jesteśmy w stanie patrzeć sercem, możemy odnaleźć ją i poznać nowego przyjaciela, który będzie nam wierny do końca naszych dni. Czy to nie jest olbrzymia wiedza, ale zarazem potężna? Po tak głębokich przemyśleniach byłam pewna, że każda inna książka Zafóna musi być tak samo genialna. Jak zapewne wiecie, okazało się, że to były jego najlepsze powieści, a pozostałe są dobre, ale nie aż tak dobre, jak się spodziewałam. Jednak nie zniechęciło mnie to do zapoznania się z ostatnią częścią "Trylogii Mgły". Czy moje wygórowane wymagania zostały spełnione? Niestety nie. 

"Światła września" czytałam dwa tygodnie temu. To nie jest długi okres czasu, a fabuła tej powieści zlała mi się z poprzednimi dwoma tomami. Wszystkie trzy części są schematyczne. Występują w nich dokładnie te same motywy – tajemnica sprzed lat, zakochana para, przypadkowo poznany chłopak/dziewczyna, miejsca związane z zabawkami. To wszystko powtarza się w każdym tomie, przez co staje się monotonne i miejscami irytujące. Miałam wrażenie, że to jest ta sama opowieść, tylko są w niej poprzestawiane części układanki. W dodatku bohaterowie wszystkich trzech książek posiadają podobne cechy. W niektórych przypadkach nawet identyczne. To wszystko sprawiło, że każda historia wydawała mi się identyczna. 

Jednak jest coś w powieściach Zafóna, co zawsze się powtarza, ale jest to bardzo dużą zaletą. Jest to specyficzny klimat opowieści. We wszystkich siedmiu książkach Zafóna, które zostały wydane w Polsce, przenosiłam się do świata wykreowanego przez autora i odczuwałam atmosferę tamtego wieku. Na skórze czułam, że jestem jego częścią i na zawsze powinnam pozostać między stronicami tej historii. Byłam w stanie oddać duszę, by dalej czytać "Światła września". Nawet mrok, który był nieodłączną częścią książki, nie mógł zmienić mojego zdania.

Gdyby bohaterowie nie byli tak bardzo podobni do innych postaci z powieści Zafóna, powiedziałabym, że byli doskonale wykreowani. Każdy z nich miał swój charakter, który wyróżniał się na tle pozostałych. Wśród ich słów i myśli można było znaleźć ich pragnienia i niepewność związaną z nadchodzącą przyszłością. Często utożsamiałam się z nimi i czułam to samo co oni.

Nie jestem zachwycona zakończeniem "Trylogii Mgły", ale "Światła września" nie sprawiły, że przestałam szanować Zafóna. To były jedne z jego pierwszych książek, więc były tylko początkiem jego wielkiej kariery i głębokich refleksji na temat życia. "Światła września" zakończyły moją przygodę z tym autorem, ponieważ przeczytałam już wszystkie jego książki wydane w Polsce. Teraz mogę tylko liczyć, że któreś z wydawnictw wyda kolejne.

Książka przeczytana w ramach wyzwania: