Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zdrada. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zdrada. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 17 lipca 2016

Granica


Tytuł: "Granica"

Autor: Zofia Nałkowska

Kategoria: Klasyka

Wydawnictwo: Greg

Liczba stron: 248

Film: Granica (1977 r.)

Ocena: 7/10










Granica jest ruchoma. Bardzo łatwo ją przesunąć. Państwo za pomocą jednego papieru może zmienić losy całego kraju. Co dopiero człowiek, który sam wyznacza własną granicę? Nie ma żadnych ograniczeń. Tylko i wyłącznie słowa, które mogły być nawet niewypowiedziane. Jak duże mają znaczenie? Ile razy sami nie dotrzymaliście obietnicy? Zenon ma tylko jedno pragnienie – chce być uczciwy. Jako dziecko patrzył, jak jego ojciec zdradza matkę i codziennie ją przeprasza. Ona natomiast sumiennie wybaczała mu. Wybaczenie to podstawa, ale czy na dłuższą metę można uniknąć konfliktów? Czy w konsekwencji ich syn spełni wszystkie swoje marzenia? 

Zwykle jestem pozytywnie nastawiona do lektur. W końcu to jedna z wielu książek, które mają uznanie wśród ludzi wykształconych, a przynajmniej taka jest oficjalna wersja. O "Granicy" nigdy wcześniej nie słyszałam, więc z chęcią wzięłam się za czytanie. W czasie lektury zaczęły mnie dochodzić negatywne opinie, ale nie dałam się zniechęcić. Powieść okazała się dość trudna i jak to ocenił jeden z moich znajomych – kobieca. W pewnym sensie miał rację, ale nie tak do końca...

Styl autorki jest bardzo ciężki. Pisze skomplikowaną składnią, która w tych czasach jest prawie niespotykana. Jest to dość trudne dla ucznia. Ja od dziecka bardzo lubię czytać, jednakże dla innych osób może to być naprawdę uciążliwe. Sama potrzebowałam wielu stron, by przywyknąć do języka autorki. Pojawiła się naprawdę duża liczba opisów przeżyć wewnętrznych. Uwielbiam tego typu opisy, więc pod tym względem powieść była dla mnie rajem. Nie zmienia to faktu, że czasami była nużąca. 

Fabuła okazała się mało oryginalna. Jest to dość sztampowa historia, która wielokrotnie pojawiała się w literaturze. Nie zaskoczyła mnie niczym, co odebrałam raczej negatywnie. Jednak oczekuję, że powieść zaskoczy mnie i da nową inspirację. Od początku znaliśmy zakończenie, gdyż wystąpiła kompozycja klamrowa. Można powiedzieć, że w jaki sposób miała być nieprzewidywalna, gdy autorka od razu zdradza nam losy Zenona. Lecz mimo to spodziewałam się czegoś więcej, jakieś niespodzianki. W "Granicy" niejednokrotnie wystąpiły retrospekcje, które zaburzały chronologię i sprawiały, że naprawdę trzeba było się skupić na tekście, jeśli chciało się dobrze zrozumieć fabułę. Skomplikowało to książkę, lecz na mnie to wywarło dobre wrażenie. I muszę przyznać, że coś jest z tym spojrzeniem kobiecym. Uważam, że jest to zbyt duże słowo, ale na pewno powieść jest lepiej zrozumiała dla żeńska płci.

Bohaterowie byli dla mnie papierowi. Nałkowska nie dała możliwości lepszego poznania ich. Znaliśmy ich przeszłość i przyszłość, ale zabrakło typowej codzienności i reakcji na różne sytuacje. Trochę zaprzeczam samej sobie, gdyż były liczne opisy, ale to nie było to. Brakowało opisu ich charakterów albo sytuacji, z której sami moglibyśmy więcej wywnioskować. Miałam bardzo duży problem z ich ostateczną oceną. Każdy popełnił błędy i każdy musiał zmierzyć się z ich konsekwencjami. Ale kto ich nie popełnia? W powieści wystąpiło wiele postaci epizodycznych, które były okryte dla mnie wielką tajemnicą. Pojawiały się, ale tak naprawdę były jednym, wielkim sekretem.

Psychologia była bardzo rozbudowana. Autorka przedstawiała nam standardową sytuację, która miała miejsce w każdych czasach i jej konsekwencje. Przyznała się do rzeczy, o których nie chcemy mówić i udajemy, że nas nie dotyczą, mimo że dobrze wiemy, że jest inaczej. Daje możliwość przemyślenia wielu sytuacji i zrozumienia ich, a przy tym ostrzega. Pod względem psychologicznym ukazała swój warsztat w całej okazałości, dlatego właśnie "Granica" tak bardzo przypadła mi do gustu.

Jest to ciężka książka i jestem pewna, że wiele osób podda się, próbując ją przeczytać lub negatywnie ją oceni. Jednakże ja zapamiętam ją na długo i uważam, że powinno się przynajmniej podjąć próbę, by zapoznać się z jej treścią.      

czwartek, 24 marca 2016

Posiadacz


Tytuł: "Posiadacz"

Autor: John Galsworthy

Tłumaczenie: Róża Centnerszwerowa

Cykl: Saga rody Forsyte'ów

Tom: I

Kategoria: Literatura piękna

Wydawnictwo: Wydawnictwo MG

Liczba stron: 387

Film: Saga rodu Forsyte'ów (serial)

Ocena: 8/10




Wiktoriańska Anglia – czasy, gdy liczy się moda, pieniądze i odpowiednia opinia. Nie ma nic ważniejszego. W końcu zawsze trzeba dobrze się prezentować i nie pozwalać, by jakiekolwiek emocje brały nad nami górę. Można poświęcić wszystko, by reputacja nie uległa zniszczeniu. Miłość, nienawiść, dzieci? Nie, to nie ma żadnego znaczenia. Najistotniejsze jest to, co posiadasz, to, czym możesz się pochwalić przed rodziną i innymi znakomitymi rodami. Nie masz nic takiego – jesteś nikim. Takie poglądy na ten temat ma rodzina Forsyte'ów. Jednak co się stanie, gdy jeden z jej członków może stracić swoją własność? Czy wygra niepożądana miłość, czy wrodzona nienawiść?

Nigdy wcześniej nie słyszałam o tej książce. Postanowiłam ją przeczytać tylko, dlatego, że opowiada o czasach wiktoriańskich, którymi od lat się fascynuję. Muszę przyznać, że spodziewałam się ckliwego romansu, który będzie irytował mnie każdą możliwą sceną. Obecnie są popularne powieści historyczne oparte na wątku miłosnym. Niestety nie robią na mnie dobrego wrażenia. Lecz postanowiłam zaryzykować i dać szansę "Posiadaczowi". Okazało się, że to był wyjątkowo dobry wybór. Książka okazała się czymś zgoła odmiennym od tego, co sobie wyobrażałam. 

Fabuła wciągnęła mnie od pierwszych stron. Byłam zaskoczona, że z taką łatwością przeniosłam się do świata Forsyte'ów i odnalazłam jako jedna  z bohaterek. Czym więcej czytałam, tym mój apetyt był większy. Denerwowałam się, gdy musiałam przerwać w tak ciekawym momencie, a prawie każdy taki był. Na pozór cała historia wydaje się bardzo powolna i nie wnosząca nic istotnego do naszego życia. Wszystkie wydarzenia były poprzedzone rozległymi opisami, które nie każdemu przypadną do gustu, jednakże mnie oczarowały. Nie lubię, gdy w tego typu powieściach akcja jest szybka i niedokładna. Mija się to z celem. Tutaj mogłam się delektować prostym życiem, ale dającym wiele wskazówek. Nie miałam pomysłu, do czego opowieść może prowadzić i jak mam być szczera, to nadal nie wiem. Lecz nie czuję tego niedosytu, dyskomfortu. To jest jak życie. Każdy z nas ma plany, marzenia, a mimo to nie wie, gdzie będzie za rok. 

Zaskoczył mnie styl autora. Okazał się bardzo trudny i ciężki. Na początku bałam się, że bardzo mi to utrudni czytanie i zniechęci do dalszej lektury, lecz po jakimś czasie zaczęłam doceniać kunszt pisarza i zdałam sobie sprawę, że to właśnie ten język sprawia, że "Posiadacz" jest tak wspaniałą książką. Składnia jest wyjątkowo nietypowa i naprawdę trzeba poświęcić trochę czasu, by przyzwyczaić się do niej, ale gdy przejdzie się przez ten etap, zaczyna się rozumieć świat przedstawiony w powieści. Dzięki niemu łatwo przenieść się do ówczesnych czasów i przeżywać wszystkie wydarzenia razem z wybitnym rodem.

Największym plusem "Posiadacza" są bohaterowie. Są bardzo różnorodni i niejednoznaczni. Każdy ma swój charakter, który wyróżnia go na tle innych. A trzeba wam wiedzieć, że postaci w tej historii jest naprawdę wiele. Nie ma osoby, którą jednoznacznie można określić jako złą lub dobrą, gdyż każdy członek rodziny ma swoje zalety cenione przez innych, ale również wady, które bardzo często trudno zaakceptować. Moją ulubioną postacią jest Soames. Jest to mężczyzna całkowicie pozbawiony wyobraźni i niepotrafiący się odnaleźć w prawdziwym świecie. Nie posiada za grosz empatii, ani zrozumienia. Jednak mimo tych wszystkich wad bardzo go polubiłam. Wiele rzeczy i emocji nie było zależne od niego, choć on sam miał inne zdanie. Wydawał się chłodny, aczkolwiek potrafił kochać prawdziwą miłością, choć nikt nie potrafił tego dojrzeć. Natomiast o jego żonie  – Irenie – nie mam żadnego zdania i chyba właśnie dlatego tak przykuła moją uwagę. Jest dla mnie tajemniczą marą, która może pewnego dnia ukaże światu swój sekret. Również moją sympatię zyskał Jolyon. To człowiek z krwi i kości, a przede wszystkim duszy. Popełnił w swoim życiu wiele błędów i nigdy publicznie nie przyzna się do nich, lecz potrafi przyznać się samemu sobie, co jest dla mnie pewnym aktem odwagi. 

Tematyka jest wieloraka. Mimo że główny motyw to najróżniejsze formy posiadania, jest ona o wiele bardziej rozbudowana. Myślę, że każdy czytelnik znajdzie w "Posiadaczu" odwołanie do własnych rozterek, problemów czy błędów. Ta powieść ostrzega w bardzo odczuwalny sposób i sprawia, że człowiek jest skłonny do refleksji nad swoim życiem i otoczeniem.

"Posiadacz" bez wątpienia jest wybitną książką, która wiele wprowadza do istnienia i świata. Nie można jednak zapomnieć, że jest bardzo trudna i nie jestem pewna, czy do końca ją zrozumiałam. Właśnie dlatego za kilka lat wrócę do jej lektury. Tymczasem polecam pierwszy tom o tym znakomitym rodzie dojrzałym czytelnikom.   

Za możliwość przeczytania książki dziękuję bardzo Redakcji Essentia 


sobota, 12 grudnia 2015

Deszczowa noc


Tytuł: "Deszczowa noc"

Autor: Jodi Picoult

Tłumaczenie: Katarzyna Kasterka

Kategoria: Literatura obyczajowa

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka 

Liczba stron: 536

Ocena: 6/10 










To zwykły nic nieznaczący dzień. Każdy wykonywał swoje obowiązki tak jak co dzień. Bo niby czym taki normalny dzień miałby się różnić od pozostałych? Zacznie padać deszcz? Komendant policji zrobi obchód inną trasą niż zwykle? A może miejscowa kwiaciarka nie zdąży zrobić wszystkich bukietów na czas? To byłoby coś innego, ale nie na tyle ważnego, by na dłużej skupić na tym swoją uwagę. Na pewno tego dnia nie wydarzy się nic nadzwyczajnego. Dlaczego niby tego dnia miałby do małej miejscowości przyjechać kuzyn komendanta policji, z którym sam policjant nie widział się od przeszło dwudziestu lat? A jeśli nawet – co miałby powiedzieć? Że jest z żoną, którą przed chwilą zabił? Nie, to przecież nieprawdopodobne. Na pewno?

" – Nazywam się James MacDonald – powiedział mężczyzna tak głośno, żeby wszyscy wokół dobrze go usłyszeli. – Jestem twoim kuzynem. – Cofnął się w stronę pikapa i wskazał na siedzenie pasażera, na którym półleżała śpiąca kobieta. – Moja żona, Maggie, nie żyje. – Spojrzał w oczy Cameronowi. – I to ja ją zabiłem."

O książkach Jodi Picoult słyszałam wiele pozytywnych opinii. Podobno ukazują ludzkie problemy i pozwalają inaczej spojrzeć na świat. Już raz się spotkałam z tą pisarką i niestety miałam całkiem inny pogląd na jej twórczość. Kilka lat temu przeczytałam "Z innej bajki". Powieść, która była mi polecana przez bibliotekarkę. Namawiała mnie, ponieważ wiele osób opowiadało jej, jak bardzo jest niesamowita ta powieść. Sama bibliotekarka jeszcze nie przeczytała jej i chciała poznać moje zdanie. Czułam się dumna. W końcu w pewien sposób zostałam wyróżniona. Byłam pewna, że za kilka dni przyjdę do biblioteki i opowiem o swoich wspaniałych przeżyciach i głębokich refleksjach wywołanych tą książką. Moja wizja nie spełniła się i zniechęciłam się do autorki. Po tak długim czasie postanowiłam dać jeszcze jedną szansę Jodi Picoult. "Z innej bajki" było młodzieżówką, więc miałam nadzieję, że jedna z jej najsławniejszych powieści obyczajowych okaże się warta uwagi. I przyznam, że miałam wyjątkowo duże wymagania. Niestety zawiodłam się.  

Książka rozpoczyna się dwoma oddzielnymi rozpoczęciami. Jedno z nich ukazuje odejście małżonki od swojego męża w bardzo spektakularny sposób. Urzekł mnie ten początek. Mam osiemnaście lat i żadnego doświadczenia w małżeństwie, jednakże, jak już pewnie dobrze wiecie, uwielbiam obserwować różnych ludzi. Nastawiłam się na wyjątkowo ciekawe oględziny życia dwojga ludzi, którzy po latach postanowili zmienić drogę, która ich łączyła. Gdy już byłam przekonana, że właśnie problemy małżeńskie będą głównym tematem, pojawił się kolejny początek. Tym razem byłam świadkiem specyficznego morderstwa, które wywarło na mnie duże wrażenie. Nie odbierajcie tego jako pozytywną ocenę. Po prostu to wyjątkowo niespotykany motyw w literaturze. Sama nie wiedziałam, co sądzić o takim rozpoczęciu. Bez wątpienia przykuło moją uwagę. Dwie różne historie, które splatają się i wzajemnie oddziałują na siebie. Idealne podłoże dla dobrej książki. Szkoda tylko, że autorka nie wykorzystała potencjału swojego pomysłu. "Deszczowa noc" ma kilkaset stron, a tak naprawdę to, co się zdarzyło, mogłabym bez większych problemów pomieścić na jednej kartce i nie pominęłabym żadnych wątków. 

Wracając do początku, był on również dobrze skonstruowany pod względem bohaterów. Picoult ukazała nam głębię ich charakterów i ich różnorodność. Byłam przekonana, że postaci w książce jest wyjątkowo dużo. Tymczasem okazało się, że to pozory. Nazwisk występuje wiele, owszem. Jednakże to tylko puste nazwiska, nawet nie przyporządkowane do osób. Byłam bardzo zawiedziona, że nie dostałam gamy bogatych osobowości. Spodziewałam się czegoś więcej. Główni bohaterowie – w tym przypadku Cam i Allie – byli papierowymi postaciami. Przyznaję, że czułam, że są kimś więcej niż tylko dwojgiem ludzi z pośród miliardów. Tak, co do tego nie miałam najmniejszych wątpliwości, lecz niestety w obyczajówce brakuje jakiegokolwiek potwierdzenia tej tezy. Pisarka nie uchwyciła tej subtelnej różnicy, Podejrzewam, że poświęciła swój czas dla Jamiego, który był wyśmienicie wykreowany. W pewnym sensie utożsamiałam się z nim. Pragnęłam zrozumieć jego postępowanie oraz dowiedzieć się, co czuje, by mu pomóc.  

"– Czyżby jeszcze nie dotarło do ciebie, że nie można pomóc człowiekowi, który nie chce pomocy?"

"Deszczowa noc" jest powieścią wyjątkowo refleksyjną. Zadaje pytania, na które na co dzień nie odpowiadamy, a może przyjść czas, gdy będziemy musieli – tak nagle, bez ociągania. Kiedy wszystko idzie po naszej myśli, zapominamy jak łatwo stracić wymarzone życie. Boimy się, że popełnimy błąd i robimy wszystko, żeby temu zapobiec. Czasami nie da się wszystkiego przewidzieć. Nie na wszystko mamy wpływ. Wtedy przychodzi czas podejmowania decyzji, a żadna nie będzie dobra. Czy jesteśmy gotowi na ten ból, na to niszczące nas uczucie? Podoba mi się, że Jodi Picoult podjęła w swojej powieści właśnie tę tematykę. Jednakże nie jestem usatysfakcjonowana jej przeprowadzeniem. Przez pięćset stron czytałam o tym samym i nie dostawałam nowych pomysłów, inspiracji...

Niestety nie mogę przekonać się do tej pisarki. Nie wynika to z tego, że nie jest mistrzynią pióra, a jej książki są potocznie zwanymi "gniotami". To nie tak. Picoult zwraca uwagę na wiele ważnych spraw i nie udaje, że nie ma problemu. Tylko ja i ona postrzegamy trochę inaczej świat, mamy inne wartości. Tak samo jest ze stylem autorki. Bez wątpienia jest on dobry, ale nie taki jaki cenię najbardziej. 

Pewnie większość z was jest teraz zniechęcona do tej powieści. Nie patrzcie na to z takiej perspektywy. To poprawnie napisana książka, która przekazuje wiele ważnych wartości. "Deszczowa noc" jest historią, która nie każdemu przypadnie do gustu. Miałam wielkie oczekiwania i nie zostały one spełnione, ale nie oznacza to, że nie dam Jodi Picoult jeszcze jednej szansy. Może na innym polu odnajdziemy się...

Za możliwość przeczytania powieści dziękuje bardzo portalowi Woblink.

Książka przeczytana w ramach wyzwania: 

niedziela, 22 lutego 2015

Miecz przeznaczenia

Tytuł: "Miecz przeznaczenia"

Autor: Andrzej Sapkowski

Seria: Saga o Wiedźminie

Tom: 0.2

Kategoria: Fantastyka

Wydawnictwo: SuperNOWA

Ilość stron: 344

Film: Wiedźmin

Premiera: 9 listopada 2001 rok (Polska)

Ocena: 10/10






Wiedźmiński los jest ciężki. Należy walczyć z potworami, najlepiej je od razu pokonywać. Należy przestrzegać kodeksu, którego tak naprawdę nie ma. Należy zachować spokój i rozwagę. Należy być odważnym i niewrażliwym. Należy pamiętać, że jest się mutantem. Należy... Czy nie za dużo tego należy? Geraltowi to właśnie przeszkadza. Powinien być mutantem, który nie ma ludzkich uczuć, który nie potrafi kochać. A tymczasem coś poszło nie tak, bo miłość pojawiła się w jego życiu. Jednak przeplata się z przeznaczeniem. Miłość z przeznaczeniem jest prawdziwą miłością? Białowłosy wiedźmin tego właśnie nie wie. On w ogóle nie wierzy w przeznaczenie. Czy ono istnieje? A jeśli tak, to czy da o sobie znać? Czy Geralt może nareszcie znaleźć cel w swoim życiu?

Z "Sagą o Wiedźminie" spotkałam się niedawno. Było to spotkanie zaplanowane, więc byłam na nie przygotowana. Mam bardzo miłe wspomnienia po nim, dlatego postanowiłam spotkać się również z następną częścią. Nie miałam pojęcia, czego się spodziewać po niej. Choć wiedziałam, że będzie się trochę różnić od swojej poprzedniczki. Pełna entuzjazmu zaczęłam czytać "Miecz przeznaczenia". I wiecie co? Jestem szczęśliwa, że zrobiłam na przekór tym, co mi ją odradzali. Bez wątpienia seria o białowłosym wiedźminie zyskała u mnie bardzo wysokie miejsce wśród moich ulubionych cyklów.

Tak samo jak w "Ostatnim życzeniu" największą zaletą całej powieści jest główny bohater – Geralt. Podbił on moje serce. Cały czas ktoś podkreśla, że jest on mutantem pozbawionym uczuć. Ludzie, zresztą nie tylko ludzie, cały czas mu to powtarzają. Chcą sprawić, by on sam w to uwierzył. Jednak Geralt jest tak bardzo ludzki, że nie wiem, jak to możliwe, że jest wiedźminem. Jest wyjątkowy? Czy może plotki o wiedźminach nie  prawdziwe? Właśnie za tą ludzkość pokochałam go najbardziej. W żadnym stopniu nie jest wyidealizowany. Nie ma też tysiąca wad, które czyniłyby go potworem. Na swój niezwykły sposób jest człowiekiem, realnym człowiekiem. Jak każdy z nas denerwuje się, traci panowanie nad sobą, przywiązuje się do ludzi, ma dylematy, boi się, ale jest też odważny. Podziwiam Sapkowskiego, że stworzył takiego bohatera, który wchodząc w nasz prawdziwy świat nie wyróżniałby się niczym. Oczywiście, gdyby to odbywało się na realiach naszego i jego świata. W dodatku Sapkowski poświecił nie tylko czas białowłosemu wiedźminowi, ale również innym postaciom, nadając im niepowtarzalne charaktery. Yennefer, Jaskier, Ciri – cała gama najróżniejszych bohaterów, o których nie można zapomnieć. 

Kolejną rzeczą, którą autor w dalszym ciągu wykorzystywał, są legendy, bajki, czy wierzenia ludzi. Nie wymyślił on tego świata od podstaw. Wiele istot, czy opowieści wziął z różnego rodzaju wierzeń. Nie ściągnął on identycznie tych opowieści. To by była obraza. On wziął z nich inspirację, by później połączyć wiele takich inspiracji w jedną, niepowtarzalną opowieść. I wyszło mu to genialnie. Majstersztyk. 

Czytając pierwszą część, przewidziałam, że przywiążę się do bohaterów i powieści. Jednak nie byłam w stanie przewidzieć, że aż tak bardzo. Zwykle szybko przywiązuję się do książki, ale gdy ją już przeczytam, dzień i moje przywiązanie wyparowuje. Zostaje tylko dobre wspomnienie. Tutaj mija już kilka dni, odkąd ją przeczytałam, a ja nadal wyobrażam sobie wydarzenia, wymyślam własne wersje i przeżywam to wszystko, co się wydarzyło w "Mieczu przeznaczenia" od nowa. Ta książka bardzo wpłynęła na mnie emocjonalnie. Czasami musiałam ją odkładać, żeby ochłonąć, a gdy to robiłam, patrzyłam na nią i nie mogłam wytrzymać – rzucałam się na nią od nowa. Inaczej tego nie można nazwać. 

Moje recenzja w każdym aspekcie jest bardzo subiektywna. Nie znajduje się tu ani trochę obiektywizmu. Trudno jest mi ją polecić lub nie polecić. Moje serce zostało podbite i mam zamiar kontynuować serię. Tak naprawdę nie wyobrażam sobie, żebym mogła zrobić coś innego. To się rozumie samo przez siebie. Przywiązałam się emocjonalnie do tej książki i dlatego dałam jej najwyższą ocenę. Jednak zdaję sobie sprawę, że przygody wiedźmina nie każdemu muszą się spodobać. Po prostu powiem: spróbujcie, sami się przekonacie, czy to książka dla Was.  

Książka przeczytana w ramach wyzwania:

poniedziałek, 2 lutego 2015

Osiem

Tytuł: "Osiem"

Autor: Franciszek Kacyniak 

Kategoria: Romans

Wydawnictwo: Vectra

Ilość stron: 368

Ocena: 7.5/10














Główny bohater jest informatykiem i wiedzie nudne życie u boku żony. Nudne? Do czasu... Do czasu gdy na ulicy zauważa Ją – piękną kobietę o pewnym siebie spojrzeniu. To jest oczywiste, że to kobieta, o której marzy każdy mężczyzna. Jednak który ma u Niej szansę? Naszemu głównemu bohaterowi nie pozostaje nic innego, jak tylko obserwować Jej życie z okna wspólnego bloku. Z czasem zna już na pamięć Jej plan dnia, co pozwala mu przynajmniej na grzeczne uprzejmości jak na sąsiada przystało. Jednak pewnego dnia za namową losu, a może przeznaczenia pisze do Niej maila. I wtedy jego życie wywraca się do góry nogami. Czy kobieta w czerwonych szpilkach jest zwykłą flirciarą? Czy osoba, która nie umie się odnaleźć w świecie, zasługuje na miłość

Muszę przyznać, że nigdy wcześniej nie słyszałam o tej książce. "Osiem" – tytuł, który nie mówi nic. W dodatku hipnotyzująca okładka. Wiecie, że raczej nie zwracam na takie rzeczy uwagi, a już na pewno się do tego nie przyznaję. Jednak tutaj uległam przyciąganiu, zaufałam swojemu czytelniczemu instynktowi. Warto było? Po latach zaczytania w fantastyce otworzyłam drzwi na nowe gatunki. I w tym przypadku była to jedna z moich najlepszych czytelniczych decyzji.

Od razu pierwsze co rzuciło mi się w oczy to specyficzność głównego bohatera. Od pierwszej strony zwracał on uwagę na rzeczy, o których typowy człowiek nawet nie pomyśli. Podobało mi się to. Delektowałam się obserwacją jego zachowań i sprawiało mi to wielką przyjemność. W dodatku z czasem okazało się, że bohater ma nie tylko specyficzny sposób myślenia, ale również sam w sobie jest niepowtarzalny i... wyjątkowy. To jest postać, która potrafi nieraz zirytować, jednakże nie w sposób wytracający nas z równowagi i zachęcający do odłożenia powieści. On sprawiał, że chciało czytać się dalej i sprawdzić, czy nagle nie okaże się, że to my nie mamy racji i nie zauważyliśmy ważnych rzeczy. W dodatku nie jest on jedynym bohaterem, który w wyjątkowy sposób wyróżnia się. 

Powieść jak najbardziej również można nazwać psychologiczną. Nie jest to typowa psychologia, która znajduje w książkach. Ona jest jakby ukryta pod osłoną wydarzeń. Raczej czujemy to podświadomie i nie jesteśmy w stanie określić, co ona nam przekazuje. Pozwala nam poznać wiedzę tak, żebyśmy nawet o tym nie wiedzieli.

Zauważyliście, że podkreślam specyficzność oraz nietypowość książki. To jest największy plus "Osiem". Tutaj nie pojawia się ani na chwilę schematyczność. Wszystko musi być inne i wyjątkowe – styl autora, bohater, okoliczności i wszystko co w zasięgu wzroku. Pojawia się również przewidywalność. Czytam recenzje innych ludzi i wiem, że jest to uważane za jedną z najgorszych wad. Ale nie w tej książce! Ta przewidywalność pozwala nam zżyć się z bohaterami i przetrwać z nimi chwile czy są dobre, czy złe. Mimo że wiemy jak to się skończy, chcemy to przeżyć razem z nimi.

Jedyną wadą, która wyróżnia się na tle zalet jest... nazwę to falą. Pojawiały się fale, która sprawiały, że nie mogłam oderwać się od książki i przede wszystkim pod żadnym pozorem nie chciałam. Jednak pojawiały się takie fale, gdy było po prostu nudno i trudno było mi przebrnąć przez kilka stron. Taki brak stabilności.

"Osiem", jak wcześniej pisałam, jest wyjątkową książką. Ma swoje wady, ale one bledną na tle zalet i właśnie tej wyjątkowości. Nie przejmujcie się również tym, że w większości wypadków jest przyporządkowana jako romans. To nie jest romansidło... To jest życie. Książkę jak najbardziej polecam, jednakże ostrzegam, że nie jest to powieść dla każdego. 

Za możliwość spojrzenia na świat z innej perspektywy dziękuję bardzo Autorowi książki
 – Franciszkowi Kacyniakowi 

Książka przeczytana w ramach wyzwania: 

poniedziałek, 19 stycznia 2015

Angelfall. Opowieść Penryn o końcu świata

''Angelfall.
Opowieść Penryn o końcu świata.''
Susan Ee

"Aniele, stróżu mój... szeptaliśmy przez setki lat. Myliliśmy się. Teraz to właśnie ONE okazały się naszym największym koszmarem."
''Ziemię ogarnęły ciemności. Państwa upadły, szpitale, szkoły i urzędy stoją puste, nie działają komórki. Za dnia na ulicach rządzą brutalne gangi, ale kiedy zapada mrok wszyscy wracają do kryjówek, kryjąc się przed grozą Najeźdźców. Anioły. Niektóre piękne, inne jakby wyjęte z najgorszych koszmarów, a wszystkie nadludzko potężne. Przez wieki uważaliśmy je za swoich stróżów, teraz okazały się agresorami siejącymi śmierć. Dlaczego zstąpiły na ziemię? Z czyjego rozkazu? Jaki mają plan? Czy ludzie zdołają im się przeciwstawić?
Siedemnastoletnia Penryn wyrusza w desperacki pościg, żeby uratować życie młodszej siostry. Żeby zwiększyć swoje szanse musi zjednoczyć siły ze swoim wrogiem. Oboje przemierzają Kalifornię, niegdyś piękną i słoneczną, dziś kompletnie zniszczoną i wyludnioną, a wszechobecna śmierć niejednokrotnie zagląda im w oczy. Na końcu podróży, w San Francisco, każde z nich stanie przed dramatycznym wyborem.
Czy postąpią właściwie?'' 


Angelfall to książka podbijająca serca wielu czytelników. Apokaliptyczna wersja Szeptem z domieszką brutalności oraz wykwintnymi fantastycznymi istotami - nic dziwnego, że powieść przyciąga tłumy. Co dziwne mimo wszystko przez jakiś czas jej nie zauważałam. Wieść o jej istnieniu dotarła do mnie dopiero przy publikacji 2 części trylogii, a i tak nie okazywałam zbyt wielkiego zainteresowania. Aż kilka dni przed świętami, coś popchnęło mnie do kliknięcia w ten przycisk '' dodaj do koszyka '' na Matrasie, no i proszę - Angelfall błyszczy niczym gwiazda na mej ukochanej półeczce ( w tej chwili przebywa u znajomej, ale nieważne ). Czy ta spontaniczność zadziałała w pozytywnym, czy też mrocznym świetle ?

Penryn to nastolatka mieszkająca w apokaliptycznym świecie pełnym niezidentyfikowanych demonów. Mimo swego młodego wieku w swym życiu doznała wiele smutku, który pogłębia się z każdym stojącym jej na drodze dniem. Psychicznie chora matka, siostra na wózku i ojciec porzucający rodzinę na pastwę losu zagwarantowali jej wielkiego doświadczenia. Mogłoby się zdawać, iż spisana na porażkę dziewczyna, pogrąży się w żalu wystawiając się aniołom na pożarcie, ale o dziwo nie moglibyśmy już bardziej się pomylić. Penryn od początku do końca pozostaje odważną, silną nastolatką, która pluje na wszystkich i wszystko, co tylko przeszkodzi jej w działaniu.

''Nigdy nie zdawałam sobie sprawy, jak wielkim zwycięstwem jest przeżycie kolejnego dnia.''

Pani Susan wykreowała niesamowity świat, jak i postacie. Każda osobowość zaskakuje, szokuje, rozczula i daje kopa do działania. W każdym bohaterze odnajdziemy coś oryginalnego. Lecz przede wszystkim w powieści występują niesamowicie przerażające stwory. Przerażające do bólu. Dosłownie. Ilekroć spotykałam się z matką Penryn lub tymi wstrętnymi nefilami to myślałam, że wyskoczę spod koca. Niby wszytko zachowane było w porządku dziennym, ale pourywane głowy, diabelskie znaki i cała masa typowych spraw dawała nieźle w kość. Zwłaszcza te potworki na końcu, brr ... Lecz trzeba przyznać, że mimo wszystko to one najbardziej fascynują czytelnika. Dotąd nie spotkałam tak niesamowicie wykreowanej książki o aniołach. Każda strona, aż drży od doskonałości.

Przechodząc do akcji - wszystko toczyło się w odpowiednim tempie. Może czasami ciut za wolno, jednak wymagającym końcówka wszystko wyrówna, dostarczając nam odpowiedzi na wszelkie pytania. Chociaż wcale nie wszystkich. Po ukończeniu powieści w naszych głowach będzie się kotłowało o wiele więcej pytań, niż na początku, czy w połowie powieści. Tak dużo niewiadomych, tak dużo do odkrycia. Nie ma co czekać, najlepiej od razu wyposażyć się w drugą część. A właśnie zwróciliście uwagę na okładkę ? O Boże, jest taka piękna. Mogłabym przyglądać się jej całymi dniami. Wydawnictwu należą się wielkie brawa za pozostawienie jej w wersji oryginalnej, ale o drugiej części to już nawet nie wspomnę. Dlaczego musieli nam to zrobić i zmienić tą przepiękną okładkę ? Dlaczego nie mogli pociągnąć całej serii w wersji oryginalnej ? Dlaczego ? No Filio czekam na wyjaśnienia i domagam się oryginalnej okładki 3 części.

''Od początku wiedziałem, że lojalność cie zgubi. Nie przyszło mi tylko do głowy, że będzie to lojalność wobec mnie.''

Podsumowując Angelfall jak dla mnie nie ma ani jednego minusa. Wszytko było w jak najlepszym porządku, może nawet lepszym niż myślicie. Jestem dumna ze swej spontanicznej decyzji, gdyż z czystym sercem Angelfall mogę nazwać swą ulubioną powieścią i prezentować zaraz obok mojego ukochanego Dotyku Julii i  Igrzysk Śmierci. Gorąco polecam! :)

Moja ocena:
10/10.


niedziela, 14 grudnia 2014

Rywalki. Książę i Gwardzista


Tytuł: "Rywalki. Książę i Gwardzista"

Autor: Kiera Cass

Seria: Selekcja

Tom: o.5

Kategoria: Literatura młodzieżowa

Ilość stron: 220

Ocena: 2/10











Historię Ameriki znamy z "Rywalek" i następnych części. Jednak czy subiektywny opis Ameriki może dokładnie wytłumaczyć, co się wydarzyło podczas Eliminacji? Większość z Was odpowie, że nie. I właśnie tak jest. Lecz Kiera Cass nie pozostawia nas z niewiedzą i opowiada tę historię jeszcze z dwóch różnych perspektyw - gwardzisty i księcia. Poznajemy prawdziwe przyczyny, dla których Aspen zerwał z Amieriką. Dowiadujemy się, w jaki sposób Maxon wybierał swoją ukochaną i czego od niej oczekiwał... Jak bardzo różnią się perspektywy trzech różnych bohaterów?

Jeśli czytaliście moje recenzje "Selekcji", wiecie, że nie zamierzałam czytać tego tomu. Od początku założyłam, że został on napisany wyłącznie dla pieniędzy i nie chciałam sobie psuć raczej miłych wspomnień po tej trylogii (dla mnie pozostanie to trylogia). Jednak dostałam szansę przeczytania tego połówkowego tomu. Stwierdziłam, że jak mam taką szansę, to po co ją marnować. Dostałam porządną lekcję, żeby ufać swoim przeczuciom. 

Opis, który możecie przeczytać na okładce książki, bardzo zachęca do przeczytania. Poznać mroczne tajemnice Maxona? Dowiedzieć się kim jest Aspen? Jaki fan "Selekcji" nie chciałby się poznać prawdy? Niestety żadnej z tych rzeczy nie dowiadujemy się. Książka jest idealnym powtórzeniem wydarzeń opowiedzianych wcześniej przez Amerikę. Co prawda występują sytuację, o których nie miała prawa wiedzieć, jednak my mogliśmy się tego domyślić. Dostałam tylko potwierdzenie swoich przypuszczeń. W tej chwili od razu po przeczytaniu powieści, a raczej opowiastki nie mogę znaleźć pozytywnych cech w fabule. Brakuje nawet tej atmosfery, która pojawia się w następnych tomach, a może poprzednich... 

Uważam, że Kiera miała dobry pomysł, tylko nie wykorzystała jego potencjału. Wybrała przypadkowe wydarzenia, które się ze sobą nie łączyły i opisała je z innego punktu widzenia. Gdyby pojawiły się rzeczy niespodziewane, na pewno by przykuły moją uwagę. Jednak takie opisy psuły mi radość z całej serii. 

Jedynym pozytywnym aspektem książki jest playlista, która została wykorzystana w "Rywalkach" i "Elicie". Kocham muzykę. Spędziłam wiele miłych chwil, słuchając wymienionych piosenek. Wielką radość mi sprawiało, gdy znałam którąś. Akurat ta część książki sprawiła mi przyjemność. Pojawiają się również drzewa genealogiczne oraz komentarze Kiery. Jest to dość ciekawy dodatek, lecz raczej niewarty kupowania powieści.

Niestety nie spodobał mi się ten tom. Z mojego punktu widzenia, został wydany wyłącznie w celach finansowych, co niestety jeszcze bardziej mnie zniechęciło. Choć muszę przyznać, że dla fanów może być miłym dodatkiem. Jednak osobom, które nie mają wyjątkowo dobrych wspomnień po serii, stanowczo odradzam.  



Książka przeczytana w ramach wyzwania:

piątek, 5 grudnia 2014

Swobodna


Tytuł: "Swobodna"

Autor: S.C. Stephens

Seria: Bezmyślna

Tom: II

Kategoria: Literatura współczesna

Ilość stron: 624

Ocena:  6/10











Kiera i Kellan po wielu trudnych chwilach nareszcie są razem. Rozłąka dobrze im zrobiła. Zrozumieli, co czują do siebie i zaczęli szanować swoje życie. Jednak między ich trudną miłość w plątał się brak zaufania. Trudno żyć z kimś, kto na twoich oczach zdradzał inne osoby. Dlaczego miałby nie zdradzić ciebie? Lecz w związku zaufanie jest konieczne. Żaden związek bez niego nie przetrwa. Na szczęście dostali szansę, by przekonać się o swojej wierności. Kellan razem ze swoim zespołem wyjechał w trasę koncertową na sześć miesięcy. I Kiera, i Kellan zrozumieli analogię z przeszłymi wydarzeniami. Dla nich ten wyjazd to największa próba ich miłość, jaką mieli dotychczas. Tymbardziej że w mieście pojawia się niespodziewana osoba - Danny - były chłopak Kiery. Czy Kiera będzie umiała dochować wierności Kellanowi równocześnie przyjaźniąc się ze swoim byłym chłopakiem? Czy Kellan będzie umiał odepchnąć od siebie seksowne fanki? I przede wszystkim czy ich związek przetrwa?

Zanim zaczęłam czytać tę książkę, miałam wiele obaw. Poprzednia część podobała mi się, lecz nie do końca przekonywała mnie swoją fabułą. Może wynika to raczej z mojej niechęci do romansów lub po prostu dużej ilości stron... Jednak świat należy do odważnych i właśnie dlatego pozytywnie nastawiona zaczęłam czytać "Swobodną". Czy się zawiodłam? I tak, i nie. 

Pierwsze co przyciągnęło moją uwagę, to barwność postaci. Jak się przekonałam w książkach pani Stephens, są one bardzo dopracowane. Choć to nie zmienia faktu, że główna bohaterka nie podbiła mojego serca. Często też mnie irytowała. Jednak nie mogę nie docenić postaci Kellana. Jest on wyjątkowo nietypowym mężczyzną, który pewnością siebie zakrywa swoje prawdziwe oblicze. Za każdym razem, gdy odkrywałam nową cechę rockmana, czy poznawałam jego tajemnice, nie mogłam się oderwać od książki. Za wszelką cenę chciałam go poznać i odkryć jego prawdziwą duszę.

" - Kellan... ty się boisz? - szepnęłam mu do ucha.  - Dlaczego? Przecież ty nigdy się nie boisz.
- To nie prawda. Nie ma chwili, żebym się nie bał. "  

Powieść dzieliła się na dwa etapy. Pierwszy niestety bardzo mnie nudził, co sprawiło, że miałam problemy z przebrnięciem przez setki stron. Lecz przyszedł moment, gdy wreszcie udało mi się to i wtedy wszystkie chwile, które mnie niezmiernie nudziły, zostały wynagrodzone. W książce pojawiła się akcja, która nadała tempa. Pojawił się również bardzo duży "ładunek emocjonalny", który nawet mnie poruszył, a jest to duże osiągniecie. Zaczęłam przyzwyczajać się do bohaterów, co z czasem zaowocowało przyjaźnią i przywiązaniem. Mimo że często mnie denerwowali, zaczełam przejmować się ich losem i kibicować im. 

Niestety pojawia się kolosalna wada, która bardzo rzutuje na ocenę powieści. Przesłodzone lub przedramatyzowane sceny, które bardzo psuły kompozycję fabuły. Życie ma różne oblicza, jednak nie zmieniają się one co pięć minut. Takie przypadki rzadko się zdarzają i na pewno nie od razu po sobie. Muszę też zwrócić uwagę na sceny erotyczne. Jest to romans, więc oczywiste jest, że pojawiały się bardzo często. Jednakże uważam, że autorka czasami przesadzała. Sprawiała, że wielka miłość Kiery i Kellana zaczęła się stawać zbyt cielesna i często zanikała. Bardzo mnie to irytowało, ponieważ przeczyło to całej tezie książki.

Mam mieszane uczucia, co do tej serii. Z jednej strony bardzo mi się podoba, ale z drugiej niektóre wady są nie do wybaczenia. Aczkolwiek nie zmienia to faktu, że mam zamiar dokończyć trylogię. Jak pisałam wcześniej, przywiązałam się do bohaterów i chcę zobaczyć, jak potoczą się ich losy. Czy polecam? Na pewno polecam wielbicielkom romansów. W swoim gatunku jest naprawdę dobry i nie ma wątpliwości, że urzeknie serce nie jednej kobiety. Odradzam natomiast osobom, które nie przepadają za tym gatunkiem. Nie jest to powieść, która Was zachęci do poszerzenia horyzontów. Jednakże odważni powinni spróbować.    

Za możliwość przeczytania powieści bardzo dziękuję portalowi Business & Culture oraz Wydawnictwu Akurat 

Książka przeczytana w ramach wyzwania:

wtorek, 18 listopada 2014

Bezmyślna


Tytuł: "Bezmyślna"

Autor: S.C. Stephens

Seria: Bezmyślna

Tom: I

Kategoria: Literatura współczesna

Ilość stron: 670

Ocena: 6.5/10










Kiera wraz ze swoim chłopakiem przeprowadza się do Seattle. Danny dostał tam propozycję pracy, natomiast Kiera otrzymała stypendium na uniwersytecie. Mają tam zacząć wspólne życie jako para. Wynajmują mieszkanie u bardzo dobrego przyjaciela Danny'ego - Kellana. Niestety Kellan jest nie tylko dobrym przyjacielem, ale również wyjątkowo atrakcyjnym mężczyzną. Zawróciłby w głowie każdej dziewczynie, oczywiście oprócz Kiery. Ona jest oddana swojemu kochającemu chłopakowi. Kocha go i chce spędzać z nim jak najwięcej czasu. Jednak pewnego dnia dowiaduje się, że Danny musi wyjechać na jakiś czas do innej miejscowości oddalonej o kilkaset kilometrów od ich nowego domu. Ta wiadomość załamuje ją. Dopiero co się wprowadzili, dopiero co wszystko zaczęło się układać, a on musi wyjechać? Rozłąka wydaje jej się niemożliwa, lecz obowiązki wzywają. Musi się rozstać na dwa miesiące ze swoim chłopakiem. Bardzo to przeżywa, ale jest ktoś kto wyciąga ją ze studni łez - Kellan. Okazuje się jeszcze lepszym przyjacielem niż myślała, a w dodatku dobrym towarzyszem. Przynajmniej do czasu...

Zanim przeczytałam tę książkę, nigdy wcześniej o niej nie słyszała. Na początku miałam trochę obiekcje, czy to jest dobry wybór. Bardzo rzadko czytam romanse, a jak już to klasyki. Nie jest to mój gatunek i często nie potrafię się w nim odnaleźć. Tym razem tak nie było... Ta powieść jest wyjątkowo specyficzna. Z jednej strony ma niesamowicie dużo wad, ale z drugiej strony nie można się oderwać od niej. Zwykle najpierw opisuję zalety, lecz tym razem zacznę od wad.

Cała powieść nie jest logiczna i realna. Niektóre zachowania bohaterów są nierzeczywiste. Nikt tak się nie zachowuje, nawet pod wpływem wielu emocji. Bardzo mnie to irytowało. W końcu to romans, obyczajówka, opisująca życie, które powinno być realne i rzeczywiste. Powinniśmy przenieść się w ten świat i rozumieć bohaterów, jak się z nimi nie utożsamiać. Tu tego bardzo mi brakowało. Poza tym pojawiała się często naiwność. Jest bardzo dużo ludzi naiwnych, a ja niestety zaliczam się do nich. Jednak nawet ja potrafię rozróżnić sytuację i wiedzieć, co jest możliwe, a co nie, co jest dobre, a co złe. Rozumiem, że bohaterka miała problemy, jak nie powiedzieć potocznie, wpakowała się w niezłe bagno. Nic dziwnego, że nie mogła sobie z tym poradzić. Mało kto by umiał, jeśli w ogóle ktoś taki istnieje. Lecz to nie wyjaśnia jej zachowań, które były na każdym kroku głupie i niedorzeczne. Nie mogę też zapomnieć o częstych scenach erotycznych, których było po prostu za dużo. Czasami brały się znikąd i kompletnie nie pasowały do sytuacji.

Jak widzicie wad jest naprawdę dużo, ale zalet też nie jest mało. Mimo że, jak wcześniej pisałam, główna bohaterka irytowała mnie i nie do końca mogłam ją zrozumieć, przeżywałam z nią jej własne błędy i zmagania z prawdziwym życiem. Gdy czytałam było to wyjątkowo dziwne odczucie. Książka nie podoba mi się, ale wywoływała we mnie bardzo silne emocje, które nawet po jej odłożeniu sprawiały, że nie mogłam o nich zapomnieć. To jest wielki plus, bo oznacza, że powieść ma coś w sobie, co sprawia, że można ją pokochać. Niektórzy nazwą to "ładunkiem emocjonalnym" i tak właśnie było, ale uważam, że od początku taki był zamysł autorki i idealnie go poprowadziła. Książka jest długa i czasami wręcz monotonna. Pod tym względem bardzo przypomina życie - czasami monotonne i zwykłe, innym razem porywające i niezapomniane. Wyjątkowo też polubiłam jednego z bohaterów, a dokładnie Kellana. Jest to postać barwna o wielu twarzach, które zmieniają się tak szybko jak sytuacja. Na początku autorka przedstawia go nam jako atrakcyjnego mężczyznę, do którego idealnie pasuje przezwisko casanova. Z czasem to się zmienia. Dowiadujemy się o nim więcej i zaczynamy rozumieć jego nietypowe i czasami wulgarne zachowania.

" Zmarszczyłam czoło, zastanawiając się, jak wiele jego beztroski było pozą, wypracowaną przez lata cierpienia."         

Jakie jest ostatecznie moje zdanie na temat książki? Miłośniczkom romansu jak najbardziej ją polecam. Nie mam wątpliwości, że spodoba się Wam świat Kiery, Danny'ego i Kellana. Natomiast osobom, które nie wielbią tego gatunku, radzę uważać. Książkę trudno ocenić, bo tak samo można ją ocenić na jeden lub dziesięć. Ta książka jest dla ludzi odważnych i emocjonalnych.


Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję portalowi Business & Culture oraz Wydawnictwu Akurat

PS: Przepraszam za wszelkie błędy (wyrównanie tekstu itp.). Niestety blogger nie chciał ze mną dzisiaj współpracować i po długiej i krwawej walce nie udało mi się otrzymać lepszego efektu.

Książka przeczytana w ramach wyzwania: 

środa, 5 listopada 2014

Elita


Tytuł: "Elita"

Autor: Kiera Cass

Seria: Selekcja

Tom: II

Kategoria: Literatura piękna

Ilość stron: 328

Ocena: 4/10










America po wielu trudnych i wyczerpujących chwilach trafiła do Elity, czyli najlepszej szóstki kandydatek do korony i przede wszystkim do serca księcia Maxona. Jest z tego powodu dumna, lecz nie może pozbyć się obaw. Maxon wyraźnie jest nią zainteresowany i wszystko jest na dobrej drodze do szczęśliwego zakończenia. Jednak Ami nie może zapomnieć o swoim dawnych chłopaku - Aspenie. Mimo cierpienia, które jej sprawił, nadal żywi do niego gorące uczucia. Nie może zapomnieć wspólnie spędzonych chwil, pocałunków, pieszczot. Jest to dla niej zbyt bolesne. Poza tym nie jest pewna, czy da sobie radę w roli królowej. Niesie to ze sobą wiele obowiązków i wyrzeczeń. Lecz wszystkie obawy zejdą na drugi plan, gdy okaże się, że America ma prawdziwą rywalkę, a w dodatku jedną z jej przyjaciółek. Jej świat runie, a ona będzie musiała walczyć o względy księcia. W tym samym czasie na pałac będę coraz częściej napadać rebelianci, co niesie ze sobą tragiczne skutki.

"Rywalki" nie zachwyciły mnie swoją fabułą ani stylem, ale pozostawiły po sobie bardzo miłe odczucia. Nie wiedziałam, czego spodziewać się po "Elicie". Mogło być albo gorzej, albo lepiej. Nie dopuszczałam do siebie myśli, że ta książka będzie taka sama jak jej poprzedniczka. Nie myliłam się. Druga część jest o wiele gorsza od "Rywalek". Zawiodłam się, ponieważ miałam cichą nadzieję, że "Elita" okaże się lepsza, co sprawi, że będzie naprawdę dobrą powieścią. Jednak tak się nie stało...

Zacznijmy od tego, że powieść utraciła w sobie całą magię Eliminacji. Zachwyciły mnie piękne suknie, pałac, niezwykłe przyjęcia. Oczywiście w tej części też były, ale zabrakło im tej atmosfery baśni, która tak bardzo dominowała w poprzedniej części. Z wielkim żalem to przyjęłam, bo przede wszystkim na to liczyłam. Mimo to mogłabym wybaczyć ten błąd autorce, jednakże sprawiła, że główna bohaterka zaczęła mnie irytować. I to nie była ta przyjemna irytacja, która sprawia, że bez pamięci zakochujemy się w bohaterach. Uważałam Americę za wyjątkowo bystrą i dobrą dziewczynę, która może zmienić ten kraj na dobre i dać ludziom nadzieję na lepsze życie. Tutaj są do tego nawiązania, ale spłycają one prawdziwy, jak sądzę zamiar. Ami zaczęła popełniać błędy - jak każdy z nas. Lecz większość z nas uczy się na swoich błędach. Nie mogę powiedzieć, że nadal ich nie popełniamy, ale nie w taki sposób jak nasza Lady. Łatwo ulega emocjom, co osobiście w tym przypadku uważam za jej zaletę, jednak to sprawia, że popełnia te same błędy na przekór innym. To wyjątkowo irytujące. W dodatku osobiście nie lubię kobiet, które bawią się mężczyznami dla własnych kaprysów. A właśnie tak robiła America. Rozumiem, że mogła nie być pewna swoich uczuć, mieć obawy, czuć zazdrość, sfrustrowanie. Jednakże nie usprawiedliwia to ranienie innych osób w wyjątkowo okrutny sposób.

Poza tym autorka nie wykorzystała wyjątkowo ciekawego i ważnego wątku. A chodzi mi o rebeliantów. Pojawiają się o nich wzmianki, są sceny, opisujące ich poczynania, jednak brak jakichkolwiek opisów. Jest to wątek o wielkich możliwościach, który można by rozwinąć w oryginalny sposób. Nie wymagam kolejnych "Igrzysk Śmierci", bo byłby to plagiat. Lecz chcę zrozumieć ludzi, którzy tak żyją i ich trudną sytuację. Niezwykle mnie to ciekawi i mam nadzieję, że Kiera rozbuduje ten motyw w kolejnej części. Poprawiłoby to bardzo moje nastawienie do tej serii.

Wypisałam cały wachlarz różnych wad. Jednak nie sądźcie, że są tylko one. Mimo mojego złego nastawienia są też zalety. Powieść jest wyjątkowo wciągająca. Dawno mi nie zdarzyło, że z takim zaangażowaniem czytałam książkę. Nie mogłam się oderwać. Koniecznie chciałam wiedzieć, co dalej się wydarzy i jak to się skończy. Mimo wszystko America nie może być mi obojętna. Przywiązałam się do niej i mam nadzieję na jej zmienię. Chcę jej przy tym towarzyszyć, być uczestnikiem tej zmiany, a raczej odnalezienia samej siebie. Dlatego właśnie obecnie czytam "Jedyną".

Trudno mi powiedzieć, czy ta seria jest warta przeczytania, czy też nie. Nie będę jej polecać, bo jak sami przeczytaliście ma niezwykle dużo wad. Nie będę również jej odradzać, bo posiada magię, która nie jednej młodej dziewczynie spodoba się. Nie jest to powieść wyjątkowo refleksyjna, ale posiada morał. Jeśli ktoś z Was ma dość ciężki i trudnych lektur, może się przy niej zrelaksować i przenieść w świat dawnych marzenie. Jest krótka, więc spokojnie można ją przeczytać przez jeden albo dwa wieczory. Nie zachwyci, ale sprawi przyjemność.                 

Książka przeczytana w ramach wyzwania:

     

czwartek, 9 października 2014

Miłość jest w stanie pokonać niejedną przeszkodę ~ Morze Spokoju

'' Morze Spokoju '' 
Katja Millay 

'' Natsya Kashnikov chce tylko dwóch rzeczy: przetrwać liceum bez żadnych osób, które będą pouczać ją na temat jej przeszłości oraz sprawić, aby chłopak, który zabrał jej dosłownie wszystko – tożsamość, duszę i chęć życia – zapłacił za to. Historia Josh’a Bennett’a to nie sekret: każda osoba, którą kochał, opuściła ten świat, aż w końcu, gdy chłopak miał 17 lat, nie został mu już nikt. Teraz, wszystko czego Josh pragnie, to to, aby ludzie pozwolili mu zostać samemu, ponieważ gdy Twoje imię jest synonimem śmierci, każdy ma tendencję do pozostawienia Ci Twojej własnej przestrzeni. Każdy z wyjątkiem Nastyi, tajemniczej, nowej dziewczyny w szkole, która zaczyna się kręcić wokół chłopaka i nie ma zamiaru odejść, dopóki nie zyska wpływu na każdy aspekt jego życia. Ale im bardziej Josh ją poznaje, tym większą jest ona dla niego zagadką. Kiedy intensywność ich relacji się nasila, a pytania bez odpowiedzi zaczynają się piętrzyć, chłopak zaczyna się zastanawiać, czy kiedykolwiek odkryje sekrety ukrywane przez dziewczynę – albo czy w ogóle tego chce. ''

Mam w głowie wielki chaos. Od kilku dni wymyślam jak ocenić tę powieść, ale nadal nie mam pojęcia. Jednak chyba nadszedł czas, by sobie z nią poradzić i z czystym sercem wziąć się za inne powieści. 
Książka to jedna wielka niewidoma. Nie możesz stwierdzić w którym momencie Cię zaskoczy, a w którym rozczaruje. Ta książka jest bombą. Bombą,o której nie możesz stwierdzić kiedy i gdzie Cię zaatakuje. Kiedy wybuchnie.


Życie Nastyi kończy się w momencie utracenia swej pasji, przy czym i cennych chwil dzieciństwa.
Życie Josha ulega wielkiej przemianie po straceniu całej rodziny. Aż któregoś dnia poznaje zabójczo piękną Nastyę. 
I dopiero wtedy ich świat zmienia barwy. 

Nastya - dziewczyna delikatna i wrażliwa, przy czym brutalna oraz złośliwa.
Josh - chłopak o wielkich przeżyciach, samotny, zagubiony.
Razem tworzą mieszankę dość żałosną. Ale tylko i wyłącznie z pozoru.

Główni bohaterzy stwarzają jedną wielką eksplozję emocji. Jednego dnia niosą w sobie wiele bólu, złości, strachu, obojętności, udręki, następnego emanuje od nich czułość, ciepło, wrażliwość i uwielbienie. Nastya i Josh są niewiadomą. Nigdy nie jesteśmy w stanie przewidzieć jaką maskę wdzieją tego dnia, dzięki czemu powieść robi się interesująca

Powieść jest nad wyraz ciekawa. Każdy rok i miesiąc, każda minuta i sekunda różni się emocjami. To właśnie one pełnią tu główną rolę. Nie fabuła. Emocje.

Bohaterzy są dość ciekawie zarysowani. Może niedokładnie, ale mimo tego fascynująco. Reprezentując sobą świat współczesny dostarczają nam niemało rozrywki. A gwarantuje nam to przede wszystkim Drew - bóg nastolatek, który stwarzający pozory staje się być arogancki i porywczy. Tylko czy jest to jego prawdziwe oblicze ?

'' Wiedziałam co mi się przydarzyło dzięki bardzo długiej liście obrażeń. Przez wiele miesięcy tak właśnie się czułam. Jak lista obrażeń. Suma ran i bólu. Całe moje ciało było zrobione z bólu. ''
[ str. 354 ] 

W książce roi się od tajemnic. Możemy spotkać je w każdej sytuacji, w każdym bohaterze, w każdej minucie. Nawet osoby o najprostszej psychice są w stanie coś przed nami ukryć, przy czym zagwarantować nam zaledwie przebłyski swej przeszłości. Tak jak Nastya, lecz piękna dziewczyna jest niemało skomplikowana. Chcą poznać ją głębiej musimy zanurzyć się w jej przerażającym umyśle, co spowoduje stan cierpienia.

Powieść tą wprost uwielbiam. Stan, w który mnie wprowadza jest fascynujący. Coraz bardziej zagłębiając się w Morze Spokoju miałam możliwość zapoznać się z bohaterami i zaprzyjaźnić się z nimi, jak z ludźmi rzeczywistymi. Wędrując przez ich emocje poznawałam również siebie, powoli odkrywając kawałek po kawałku prawdę o mej psychice. Przy czym czułam, że niedługo wybuchnę. Wybuchnę rozrzucając w okół wszystkie uczucia, nadzieje i koszmary, jakie wywołała we mnie powieść. Wytrzymać z nią w stanie spokoju było niemożliwością. Historia potrafi uczepić się Twego serca i nigdy już nie odejść, pozostając na zawsze w Naszych wspomnieniach.

Morze Spokoju mimo zalet ma również bardzo wiele wad, którą przede wszystkim jest mozolna i nudna fabuła. Lecz i tak da się ją pokochać. Czasami to bohaterzy są najważniejsi. Nie ich życie.

Książkę jak najbardziej polecam. Jak wspomniałam nie jest ona powieścią idealną, ale niesie ze sobą fantastyczne przesłanie, z którym każdy musi się zapoznać. I mimo istnienia o niebo lepszych historii, ta jest wyjątkowa. Dlatego warta jest polecania. :)

Moja ocena :
8/10.