Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 10/10. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 10/10. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 14 maja 2020

Harry Potter i Zakon Feniksa – J.K. Rowling


Tytuł: Harry Potter i Zakon Feniksa

Autor: J.K. Rowling

Tłumaczenie: Andrzej Polkowski

Cykl: Harry Potter

Tom: V

Kategoria: Fantastyka 

Wydawnictwo: Media Rodzina

Liczba stron: 960

Ocena: 10/10







Lubimy ludzi szczerych. Odbieramy ich jako osoby godne zaufania, pozytywnie nastawione do nas i świata oraz uczciwe. Jednak czasami się zastanawiam, czy na pewno właśnie tak jest, czy na pewno lubimy szczerość. W końcu prawda potrafi zaboleć. Czasami łatwiej jest udawać, że kłamstwo jest prawdą. Nie jesteśmy zbyt dobrzy w wykrywaniu kłamstwa. Wolimy myśleć, że inne osoby są wobec nas prawdomówne, a brzydka prawda wcale nie istnieje. Jednak czasami trzeba spojrzeć jej w oczy i zmierzyć się z negatywnymi konsekwencjami, zanim nas zaskoczą. 

Harry w snach ponownie przeżywa koszmar Turnieju Trójmagicznego. Co noc patrzy na śmierć Cedrika i przypomina sobie, że Czarny Pan powrócił, że nadchodzi wojna. Jego strach i obawy są potęgowane poprzez złość i irytację na swoich przyjaciół, którzy nie informują go o sytuacji w świecie czarodziejów, a on zamknięty u swojego wujostwa może tylko snuć ponure przypuszczenia, że jego świat stoi nad przepaścią. Ostrzegł wszystkich przed niebezpieczeństwem. Dokładnie opowiedział, co widział. Jednak czy to starczy, by przekonać innych o powrocie Lorda Voldemorta? Czy i tym razem znajdą się czarodzieje gotowi na walkę ze złem? 

Z zapałem i oddaniem kontynuuję swoją ponowną przygodę z cyklem o Harrym Potterze, Gdy sięgałam po tę część, byłam niezmiernie podekscytowana, ponieważ "Zakon Feniksa", odkąd tylko go pierwszy raz przeczytałam, stał się nieodzownie moim ulubionym tomem i bez wątpienie z wszystkich książek o młodym czarodzieju najwięcej razy przeczytałam właśnie tę część. Tutaj nie było obaw, czy po latach nadal będzie mi się podobał, czy zrobi takie samo wrażenie jak kiedyś i czy po raz setny wciągnie mnie w swój świat. Po prostu wiedziałam, że tak będzie. Bo jak po tylu latach wspólnej przygody mieć takie wątpliwości? 

Niezmiennie zawsze ten sam początek recenzji, czyli hymn pochwalny na temat stylu. Jest po prostu przykładem geniuszu, magii potężniejszej niż magia w całej tej opowieści. Język autorki jest właśnie jak zaklęcie, które za pomocą słów sprawia, że wyobraźnia ożywa i przejmuje kontrolę nad umysłem czytelnika. To już nie jest nasza rzeczywistość, gdzie idziemy do zwyczajnej szkoły, często nudnej pracy i wykonujemy bezmyślnie obowiązki domowe. Hogwart i świat czarodziejów podczas czytania staje się tym prawdziwym światem. Dopracowanie i różnorodność opisów sprawiają, że pisarka stworzyła niepowtarzalny klimat opowieści. Jeśli czytelnik raz go zakosztuje, na zawsze pozostanie w jego pamięci, by kojarzyć się z radością, przygodą i miłością. Dla mnie zawsze będzie to atmosfera dzieciństwa, gdy z taką pasją oddawałam się po raz pierwszy lekturze tej książki. To sentyment wyznaczający moje kroki na ścieżce literackiego kunsztu. 

Fabuła jak na powieść przeznaczoną przede wszystkim dla młodzieży jest wyjątkowo rozbudowana. Czasami mam wrażenie, że dorośli pisarze traktują dzieci i nastolatków jako niewymagających czytelników, którzy chcą wyłącznie przygody i wątków romantycznych. Zapominają, że młoda osoba jest w stanie dojrzeć olbrzymią gamę uczuć, emocji, a miłość i szalone wydarzenia są panoramiczną szybą ukazującą nasze życie. Rowling nie popełniła tego błędu i między innymi dlatego tak bardzo szanuję tę pisarkę. W sposób subtelny potrafiła połączyć codzienne wydarzenia z wielkimi czynami i siecią pełną tajemnic. Te prawie tysiąc stron pozwala nam poznać bohaterów jako zwykłe osoby, które jak większość ludzi pragną być lubiane, osiągać sukcesy, zawiązywać przyjaźnie i po prostu żyć. Zarazem wśród mrocznych czasów muszą podejmować decyzje trudne, wymagające wielu poświęceń i decydujące o całej przyszłości. To samo w sobie tworzy niezwykłą historię, ale to nie jest wszystko. Opowieść jest zabarwiona niesamowitą dozą humoru tak bardzo charakterystycznego dla postaci ze świata magii. 

W "Zakonie Feniksa" zawsze wyjątkowo zwracała moją uwagę relacja trójki głównych bohaterów. Każdy fan wie i pewnie też jest tego samego zdania, że ich przyjaźń jest po prostu piękna i zachowuje przy tym naturalność. Można im na przestrzeni tych wszystkich tomów wiele zarzucić, ale nie da się podważyć ich lojalności oraz gotowości, by uszczęśliwiać swoich przyjaciół. Nigdy nie miałam wątpliwości, że ich relacja jest bezinteresowna. Piąta część jest dla mnie podkreśleniem tego oddania i wiary w siebie. Gdyby każda osoba na świecie miała choć jednego tak dobrego przyjaciela, nasz świat byłby piękniejszym miejscem. Gdy już wspominam od tak podniosłych emocjach, może warto również skupić się na drugiej stronie medalu, czyli Dolores Umbridge. Szczerze? Ta postać jest wykreowana doskonale. Za pomocą różu i fałszywych uśmiechów pisarka stworzyła bohaterkę, której nienawidzą prawie wszyscy czytelnicy. Można nienawidzić Voldemorta czy Bellatrix, ale oni są po prostu symbolem zła. A Umbridge jest symbolem czystej frustracji, nienawiści i irytacji. 

Myślę, że już dostatecznie wymieniłam zalet, które sprawiły, że tak bardzo pokochałam tę książkę. "Harry Potter" na pewno odegrał w moim życiu istotną rolę, ale akurat ta część jest dla mnie najbardziej wyjątkowa i pozostanę jej wierna. Podejrzewam, że dla mnie to będzie już na zawsze jeden z symboli dzieciństwa i moich ambitniejszych kroków literackich. 

niedziela, 15 marca 2020

Harry Potter i Więzień Azkabanu – J.K. Rowling


Tytuł: Harry Potter i Więzień Azkabanu

Autor: J.K. Rowling

Tłumaczenie: Andrzej Polkowski

Cykl: Harry Potter

Tom: III

Kategoria: Fantastyka

Wydawnictwo: Media Rodzina

Liczba stron: 448

Ocena: 10/10






"Nauczyli nas, że przyjaźń to fałsz" napisał w tekście piosenki Grzegorz Kupczyk. Pamiętam, że w pierwszym momencie, gdy to usłyszałam, czułam się bardzo poruszona. W końcu większość książek, filmów i różnego rodzaju opowieści dla młodzieży podkreśla, że przyjaźń to olbrzymia wartość, która pozwoli nam przejść przez życie szczęśliwie. Więc dlaczego autor piosenki podkreśla, że wbrew temu wszystkiemu uczy się nas czegoś innego? Jak teraz spojrzę z perspektywy czasu, to jestem w stanie sobie przypomnieć, ile razy zdarzyło się, że przyjaźnie się rozpadały i ile razy po czasie okazywało się, że przyjaciele nie byli w stanie zaufać w swoją wierność, lojalność i bezinteresowną przyjaźń. To jest codzienne życie. Dlatego jestem wdzięczna historiom, które mimo brutalnej rzeczywistości ukazują, że warto jest zdobyć się na odwagę, by zaufać bliskiej sobie osobie. Takich osób jest tak wiele, że jesteśmy w stanie stworzyć między sobą więzy trwające do końca naszego życia i pozostawiające po sobie wyraźne wspomnienia. Czemu o tym teraz Wam wspominam? Ponieważ dzisiaj mowa o powieści, która ukazuje potęgę przyjaźni, czyli "Harrym Potterze".

Harry ucieka z domu. Nie jest w stanie już wytrzymać pomiatania sobą przez wujostwo. Czarę goryczy przelała jego ciotka, która wypowiadała się haniebnie i przede wszystkim fałszywie o rodzicach chłopca. Ucieczka zaczyna się od impulsu, dlatego Harry dość szybko odkrywa swoje fatalne położenie. Na szczęście trafia na magiczny autobus – Błędnego Rycerza. Tam dowiaduje się, że w czarodziejskim świecie dzieją się złe rzeczy, gdyż z więzienia ucieka mężczyzna, który zamordował wielu czarodziejów i mugoli. Był oddanym sługą Sami Wiecie Kogo i teraz sieje postrach, ponieważ przewiduje się, że szuka zemsty. Kogo poszukuje Syriusz Black? Myślę, że sami już doskonale to wiecie. 

Tak o to przyszła kolej na następną część z cyklu "Harry Potter". Do tego tomu mam wyjątkowy sentyment, ponieważ przez wiele lat to była moja ulubiona część. Tak naprawdę do czasu jak przeczytałam "Zakon Feniksa", a to było wiele lat później. Zarazem "Więzień Azkabanu" jest też najczęściej czytaną częścią przeze mnie. I muszę Wam powiedzieć, że ile razy bym go nie czytała, to i tak jestem tak samo zachwycona. Myślałam, że mój wiek zmieni podejście do tej opowieści, ale nie... Chyba już do końca życia będę wierna przygodom młodego czarodzieja. 

Nadeszła tradycyjna część, gdzie będę wychwalać pod niebiosa styl autorki. Za każdym razem, bez znaczenia, o którym tomie jest mowa, jestem tak samo oczarowana faktem, jak wspaniale Rowling operuje piórem. To ona powinna być czarownicą, ponieważ tworzy rzeczy magiczne za pomocą słów. Jak można tego nie docenić? Każdy najmniejszy szczegół jest dopracowany, a przy tym zakres historii jest tak wielki, że nie wiem, jak ona się przy tym nie pogubiła. Styl w żaden sposób nie jest infantylny czy też ciężki. Wyróżnia się naturalnością dialogów i opisów, dzięki czemu czyta się powieść w zawrotnym tempie. 

Fabuła ma wszystko, czego można by oczekiwać po mądrej i intrygującej książce. Pojawia się rozbudowana tajemnica, która kusi, by ją rozwiązać, ale zarazem wcale nie chce tak łatwo odkryć przed czytelnikiem swojego sedna. Trzeba się skupić, rozważać wiele hipotez, a na koniec i tak większość osób zostanie zaskoczona. To wszystko jest ubrane w wiele zabawnych i naturalnych scen. W końcu jesteśmy w szkole wśród młodych ludzi, którzy są przepełnieni radością i mają głowę pełną najróżniejszych pomysłów i idei. Razem uderza to sentymentalizmem, który nie jest natrętny, tylko pobudza serce i sprawia, że przywiązujemy się do bohaterów. 

Zawsze będę też podziwiać relację głównej trójki bohaterów. To o niej mówiłam na samym początku tej recenzji. Jest to niesamowity wizerunek prawdziwej przyjaźni, która jest w stanie poświęcić wszystko i wszystko przetrwa. Niby mamy przed sobą młodych nastolatków z humorami, problemami i niepewnością dotyczącą przyszłości, a mimo to są na tyle lojalni, wierni i konsekwentni, że żadne nieporozumienia czy spory nie są w stanie ich rozdzielić. Wiecie, o ile piękniejszy byłby świat, gdyby wszyscy ludzie tak postępowali? Pewnie część z Was najchętniej przypomniałaby mi, że to wyidealizowany obraz, ale ja wierzę, że przy odpowiednich chęciach jesteśmy w stanie stworzyć tak samo głęboką relację jak Harry, Ron i Hermiona. 

W tej części poznajemy nowych bohaterów – w tym mojego ulubionego. Chyba nie mam, co się za bardzo rozpisywać nad doskonałością ich wykreowania. Po prostu jest doskonała dla mnie. A mowa tutaj o moim ukochanym Remusie Lupinie, który uzyskał moją sympatię już właśnie w "Więźniu Azkabanu" i przez następne części będzie się ona tylko pogłębiać. Według mojej opinii jest to najbardziej tragiczna postać całego cyklu. Mam ochotę Wam wykazać szereg argumentów, dlaczego właśnie tak jest, jednak osobom, które nie czytały powieści, opowiedziałabym przy tym prawie całą historię. Dlatego na tę chwilę wspomnę tylko, że to wyjątkowo odważna osoba, która jest tak bardzo kochana i pełna wyrozumiałości, że nie da się jej nie pokochać. Nigdy nie ocenia, ale wie, jak naprowadzić na dobrą drogę. I mimo błędów walczy nieugięcie o dobro na świecie. Kolejną nową postacią jest Syriusz Black. Tak naprawdę ze względu na tytuł tej części jest właśnie najbardziej z nią kojarzony, ale tutaj poznajemy go jeszcze niedostatecznie dobrze, by mieć przekonanie, jaką rolę odgrywa w opowieści. Syriusz ma w sobie niesamowitą dzikość, która sprawia, że jest tak bardzo intrygującym bohaterem. 

Co tutaj powiedzieć na koniec... Każdy fan fantastyki powinien zapoznać się z całym cyklem. A tymczasem dla mnie "Harry Potter i Więzień Azkabanu" to piękne wspomnienie dzieciństwa, które będę pielęgnować przez przyszłe lata. 

poniedziałek, 14 października 2019

Listy do A. Mieszka z nami Alzheimer – Anna Sakowicz


Tytuł: Listy do A. Mieszka z nami Alzheimer

Autor: Anna Sakowicz

Kategoria: Literatura dziecięca

Wydawnictwo: Poradnia K

Liczba stron: 159

Ocena: 10/10












Przychodzi moment w życiu, gdy nasze możliwości zostają diametralnie ograniczone. Nie spotyka to każdego, jednak liczba osób, które doświadczają tej tragedii, jest naprawdę duża, więc nigdy nie wiadomo, czy pewnego dnia to my nie będziemy musieli zmierzyć się z tym problemem. A mówię tutaj o wszystkich ciężkich chorobach, które trudno wyleczyć lub po prostu się nie da. Wtedy powinna nadejść smutna akceptacja faktu, że to już koniec, nigdy nie wróci się do pierwotnego stanu. Sama myśl o tym wywołuje we mnie olbrzymie przerażenie, lecz chyba jeszcze gorsza jest możliwość, że dotknie to moich bliskich. Jak sobie z tym poradzić? Czy jest recepta na choroby? Czy w ogóle da się żyć z takim piętnem? 

W podobnej sytuacji znalazła się Anielka, która musi się zmierzyć z chorobą swojej babci. Jej babcia mieszkała od wielu lat razem z dziadkiem, ale pewnego dnia wprowadziła się do domu Anielki, jej siostry i rodziców. Dziewczynka ucieszyła się z tego, ponieważ ubóstwia swoją babcią. Jednak możecie sobie wyobrazić jej zdziwienie, gdy okazuje się, że babcia nie wprowadziła się sama, tylko razem z tajemniczym, niewidzialnym Panem A., który dokucza babci na każdym kroku. Anielka musi teraz przejść długą drogę zrozumienia, kim jest Pan Alzheimer i co jego obecność oznaczy.

"Listy do A. Mieszka z nami Alzheimer" zaintrygowały mnie, gdy usłyszałam o ich istnieniu. Nie przypominam sobie, żebym osobiście spotkała się z taką formą książki. Oczywiście istnieją całe opasłe tomiska z listami sławnych osób, ale ich unikam jak ognia, ponieważ dla mnie jest to zwykły brak szacunku do ich prywatności, nawet jeśli ci ludzie już dawno nie żyją. To były ich osobiste sprawy, ich prywatne życie i często bardzo głębokie myśli i refleksje. Tego nie powinno się naruszać, nawet za cenę wiedzy. A już na pewno nie w formie popularyzacji. Lecz te listy są całkowicie odmienne, gdyż mają ukazać chorobę Alzheimera z całkowicie innej perspektywy niż zwykle o niej słyszymy. Miałam olbrzymie oczekiwania do tej książki i w każdym, nawet najmniejszym względzie, zostały spełnione.

Przyznam się Wam, że wyjątkowo ciężko napisać mi tę recenzję i minęło już sporo dni, odkąd przeczytałam tę książkę. Mam Wam tyle do przekazania, tyle do opowiedzenia, a zarazem brakuje mi słów. Wszystkie słowa wydają się nieodpowiednie, zbyt małe lub zbyt niezrozumiałe. A bardzo bym nie chciała spłycić przekazu tych właśnie listów. Jednak coś trzeba napisać...

Anielka jest osobą pełną pasji, energii i wiary w przyszłość. Można powiedzieć, że większość dzieci takich właśnie jest, lecz ona w sposób wybitnie inteligentny i zarazem emocjonalny tłumaczy sobie ciężką sytuację, z którą musiała się zmierzyć. Nie ucieka od problemu, odróżnia go też od zabawy. Zdaje sobie sprawę, że wielu rzeczy nie rozumie i za wszelką cenę chce to zmienić. To już nie jest kwestia koralików, szkoły czy przemądrzałej siostry. To kwestia samopoczucia i szczęścia jej babci, więc Anielka się nie poddaje i walczy o swoją ukochaną babcię. Tylko jak to robić, gdy wszyscy wokół płaczą, denerwują się i zachowują całkowicie inaczej niż zazwyczaj? Jak walczyć z brakiem lekarstwa na chorobę babci? Dlaczego nie można tak po prostu pozbyć się z domu Pana A.? 

Przekaz książki jest niezwykle emocjonalny. Gdy zaczynałam czytać, byłam przekonana, że na końcu będę bardzo poruszona, wzruszona i dogłębnie smutna. Nie wiecie, jak bardzo się co do tego myliłam. Już sam początek wywołał we mnie wiele emocji i ten stan utrzymywał się do samego końca. Listy Anielki to śmiech przez łzy. W zabawny i inteligentny sposób my sami musimy się zmierzyć ze złymi zmianami, musimy się pogodzić, że jest tylko jeden koniec i nigdy nie będzie tak samo. Możemy to robić razem z tą kochaną dziewczynką, która sprawia, że życie przy tak wielkiej tragedii dla rodziny może być lepsze. 

Po przeczytaniu tej lektury nie jestem w stanie stwierdzić, czy z chorobą bliskiej osoby lepiej radzą sobie dzieci czy też dorośli. Z założenia powinni być to dorośli, tylko że ich wiedza może być przekleństwem, które sprawia, że trudno normalnie żyć, trudno docenić ostatnie chwile z kochaną osobą. Ale co z dziećmi? One nie dostają wiedzy, nie rozumieją, dlatego nowa sytuacja może być dla nich szokująca, tworząca chaos. Ale może ten chaos pozwoli im na taką walkę z samym sobą i z chorobą, jaką przeszła Anielka...

Już dawno żadna książka nie zrobiła na mnie takiego wrażenia jak "Listy do A. Mieszka z nami Alzheimer". To niekonwencjonalne połączenie piękna życia, miłości, wiary oraz smutku, choroby i widma śmierci. Cały tyn wizerunek otwiera oczy na problem, ale pozwala też go zrozumieć z perspektywy dziecka i wytłumaczyć, że niektóre rzeczy trzeba zaakceptować, ale zarazem się nie poddawać. A całość dopełniają cudowne ilustracje, które za pomocą wizualnych aspektów dodają otuchy. 

Za możliwość poznania tej niesamowitej historii dziękuję bardzo Taniej Książce i zachęcam do zapoznania się z ofertą: książki dla dzieci



czwartek, 19 września 2019

Bramy Światłości. Tom 3 – Maja Lidia Kossakowska


Tytuł: Bramy Światłości. Tom 3

Autor: Maja Lidia Kossakowska

Cykl: Zastępy Anielskie

Tom: 3.3

Kategoria: Fantastyka

Wydawnictwo: Fabryka Słów

Liczba stron: 653

Ocena: 10/10








Gdzieś tam jest... Jestem tego pewien. Gdzieś tam w oddali. Gdzieś za wodospadem, który szepcze Ci do ucha, który sprawia, że przestajesz walczyć i po prostu puszczasz skałę, bo tak trzeba, bo dusze Cię potrzebują. Mówię Wam, gdzieś tam jest. Gdzieś za dżunglą otoczoną ostrzami, gdzie myśleć nie można, gdzie trzeba wyrzec się samego siebie. Jeszcze tylko trochę i dotrzemy. Jeszcze tylko rzeka. Wielka i potężna rzeka, ale jak się nie wychylimy, to ją pokonamy. Obiecuję, że to już niedaleko. Jeszcze tylko kilka małych przeszkód, które na pewno pokonamy. Przyrzekam Wam! Tylko ta pustynia. Ta jedna pustynia i będziemy u celu. Dotrzemy i poczujemy to. On tam jest! On tam musi być! A co jeśli to jednak nie On? 

Wyprawa pod przywództwem Daimona porusza się wytrwale dalej. Przeżyli zbyt dużo, by pozwolić sobie na powrót. Teraz zostało tylko brnąć dalej w to szaleństwo i dotrzeć do celu, ukrywając przy tym wszystkie swoje tajemnice. W tym samym czasie kolejna wyprawa podąża za Aniołem Zagłady. Zgniły Chłopiec mimo zwątpienia wie, że tylko dogonienie wyprawy Daimona pozwoli mu na utrzymanie ładu w Głębi. Lucyfer musi koniecznie wrócić na tron. Inaczej cały porządek, który tyle lat utrzymali, przestanie istnieć. Czas kupuje mu Razjel, udając że jest Imperatorem Głębi. Ale jak długo Archanioł poradzi sobie w tej roli? Czy jest w ogóle w stanie przejrzeć brudne gry demonów? Czy te wszystkie wydarzenia razem prowadzą do katastrofy? 

Po długiej przerwie wracam do jednej z moich ulubionych pisarek, czyli Mai Lidii Kossakowskiej. Z tego co pamiętam, nie miałam jeszcze Wam okazji opowiadać o moim oddaniu względem autorki. Mam za sobą pięć jej książek i każda w tak samo szalony sposób zawładnęła mną i sprawiła, że uwierzyłam w świat, gdzie anioły popełniają błędy, gdzie magia może być sposobem życia, a demon może być z natury dobry. To co robi Pani Kossakowska z wyobraźnią jest wprost nie do opisania. "Bramy Światłości. Tom 3" tylko to potwierdza i to w najbardziej dosadny sposób, jaki tylko można. 

Pomysłem na całe uniwersum będę zawsze się zachwycać. W nieskończoność...  Ponieważ każdy, kto kocha fantastykę i jest otwarty na nowe ujęcia, powinien go docenić! Motyw aniołów jest wyjątkowo częsty i to w najróżniejszych dziedzinach naszego świata. Wprowadziła go religia chrześcijańska, pozwalając na popisy malarzom, rzeźbiarzom, pisarzom, piosenkarzom i wszystkim możliwym artystom. Jednak przez wieki postrzeganie nieba i piekła poszło w bardzo odmienne strony. W "Zastępach Anielskich" mamy świat, który powstał na podstawie dobrze nam znanego motywu, ale zszokował swoją innowacyjnością, otwartością i przede wszystkim brakiem pokory. Możecie powiedzieć, że mimo to nadal jest to dość popularne w szczególności w fantastyce. Oczywiście, tylko to dalej uniwersum, które zaskakuje czymś niekonwencjonalnym, czymś, co pozornie nie powinno się tam znaleźć, a jednak jest idealnie wkomponowane. Cały tom "Bram Światłości", i mówię w tym momencie o trzech jego częściach, jest dla mnie niepodważalnie najlepszą powieścią o aniołach i demonach. Dlaczego tylko "Bramy Światłości", a nie całe "Zastępy Anielskie"? Jak część z Was wie, niekoniecznie trzymam kolejność tomów, więc tym razem ponownie zaczęłam od końca i będę brnęła do początku. 

I teraz pora na kolejny olbrzymi plus całej książki – mowa tu o stylu pisarki. Nie będę udawać. Jest to dla mnie wprost arcydzieło. Język, jakim posługuje się autorka, ma w sobie dosłownie wszystko, co cenię. Pod każdym względem jest dopracowany i nie ma tu miejsca na błędy. Nie ogranicza się do zwykłej opowieści. Maja Kossakowska zadbała o cudowne opisy przyrody, dzięki którym można przenieść się do innej rzeczywistości i poznać miejsca, które na naszej Ziemi nigdy nie występowały i raczej nie będą. Tak naprawdę, gdy czytałam, to po prostu opuściłam nasz świat i przeniosłam się do Stref Poza Czasem. Jednak opisy przyrody same w sobie w pewnym momencie mogłyby zacząć się nudzić, dlatego przeplatają się z opisami psychologicznymi, które są niezwykłą analizą osobowości bohaterów. My nie tylko ich poznajemy, ale rozumiemy ich decyzje, poczynania, wiemy, co ich motywuje do podejmowanych działań, co sprawiło, że są tacy, jacy są... Myślę, że każdy czytelnik znalazłby kogoś, z kim mógłby się utożsamić. A to wszystko jest okryte lekkością pióra sprawiającą, że powieść czyta się bardzo przyjemnie. 

"Bramy Światłości" to nie jest taka sobie zwykła opowiastka fantasy, jakich jest wiele. To opowieść dająca wiele do myślenia. Ona w subtelny sposób zmusza nas do szczegółowej analizy własnych myśli, dążeń i pragnień. Nie daje możliwości do wymówek, ale nie pozwala też na rozpacz. Pokazuje prawdę o nas samych i wspiera nas w spotkaniu z nią. Poza tym jest pełna mocnych i bardzo zaskakujących zwrotów akcji, gdzie nie ma miejsca na przewidywalne wydarzenia. Należy się przygotować do wszystkiego, a na końcu i tak zostaniemy czymś zszokowani. Sprawi, że staniemy się studnią emocjonalną.

Kreacja bohaterów to kolejny aspekt, nad którym mogłabym się rozpływać przez następne setki zdań. To cała gama najróżniejszych charakterów, gdzie każdy jest inny i w stu procentach dopracowany. Tu nie ma miejsca na miałkie osobowości. Każda postać ma swoją własną historię, cechy osobowości, dążenia, pragnienia, wady i zalety. Na pewno na pierwszy plan idzie ubóstwiany przeze mnie Daimon. Anioł Zagłady jest tak bardzo dobitnie ludzki. Króluje w nim dobroć, ale przy tym bierze górę nad nim emocjonalność. Jak się cieszy, to na całego. Jak wścieka się, to również się nie ogranicza. Pozostaje sobą i nigdy nie stara się udawać kogoś innego. Mówi to, co myśli, robi to, co musi i przede wszystkim chce. Jednak jak miałabym wybrać postać, którą najbardziej lubię ze wszystkich, to stanowczo byłby to Lucyfer. Według mnie nie da się go nie lubić. On jest tak szalony, posiada tak wiele energii, że po prostu zaraża nią wszystkich wokół. Przy tym jest Imperatorem Głębi, czyli najpotężniejszym demonem w Otchłani, upadłym ulubieńcem Boga. Dlatego powinien być zły... Tymczasem posiada w sobie wiele ukrytej empatii. Same archanioły powinny brać z niego przykład. Pozostaje jeszcze Razjel, czyli dobry archanioł, który musiał się zmierzyć ze światem obłudy, grzechu i cierpienia. Zastanawiająco dobrze się przystosowuje, mimo to pozostaje nadal tym dobrym aniołkiem, który widzi dobro we wszystkich i jest w stanie walczyć z prawdziwym złem. A! I oczywiście pojawia się też widmokot, czyli kochany Nefer. W tym momencie schylam głowę do pisarki, ponieważ pomysł na tego bohatera i jego wykonanie są godne najwyższego, literackiego szacunku. 

"Bramy Światłości" są genialną fantastyką, którą polecę każdemu fanowi tego gatunku z zapewnieniem, że się nie zawiedzie, ale również tym co jednak unikają magii i całej tej otoczki. To powieść z najwyższego szczebla literatury, która dogłębnie mnie poruszyła. Przywiązałam się całym sercem do bohaterów, dlatego bez zastanowienia sięgnę po pierwsze tomy "Zastępów Anielskich", by móc powrócić do mojego ukochanego świata. Nawet nie wiecie, jak w tej chwili się cieszę, że to nie koniec mojej przygody z Daimonem i innymi. Już nie mogę się doczekać, czym tym razem zostanę zaskoczona. 

sobota, 3 sierpnia 2019

Dwa bieguny – Eliza Orzeszkowa


Tytuł: Dwa bieguny

Autor: Eliza Orzeszkowa

Kategoria: Klasyka

Wydawnictwo: Wydawnictwo MG

Liczba stron: 256

Ocena: 10/10













Zadam Wam jedno pytanie, które pozornie może się wydawać bardzo proste, ale podejrzewam, że nie jedna osoba będzie miała problem z odpowiedzeniem na nie. To pytanie brzmi: Jaki jest cel Waszego życia? Nie odpowiadajcie od razu, nie odpowiadajcie mi. Tylko proszę usiądźcie, zastanówcie się nad tym i gdy zyskacie pewność, że wiecie, odpowiedzcie samemu sobie. Mam nadzieję, że w ostatecznym rachunku większość z Was będzie znało ten cel i pozostaje mu wiernym. Niestety ja nie należę do tych osób. Nie jestem zagubiona, mam swoje plany, wiem, czego chcę, jednak jest to dla mnie bardzo nieuchwytne i rozmyte. Ale też wiem, że z czasem kontury moich pragnień staną się szczegółowe i nie będę miała problemu zdefiniować, czym są. Tylko na to potrzeba czasu...

Zdzisław jest młodzieńcem, który całym sobą docenia piękno sztuki, kontaktów towarzyskich, nauki i możliwości niesionych przez rozwój. Ma wiele refleksji i lubi o nich mówić. Nie widzi przyszłości z pozytywnych barwach, ale nie oddaje się też całkowicie negatywizmowi. Należy do elit, które znają swoje prawa i swoje miejsce w świecie. Nic tym nie potrafi zachwiać – do czasu... U swojej kuzynki Idalki poznaje tajemniczą i całkowicie odmienną pannę Sewerynę. Wtedy jeszcze nie zdaje sobie sprawy, że to spotkanie wstrząśnie całym jego życiem i światopoglądem. Co jest takiego wyjątkowego w Sewerynie? 

Myślę, że nikomu nie muszę przedstawiać Elizy Orzeszkowej, której literatura jest już od dawien dawna ceniona. Jej dzieła znalazły miejsce wśród cenionych powieści i w tej chwili są szanowane przez krytyków literackich oraz czytelników. Doceniła je również oświata, więc podejrzewam, że dużo część z Was miała okazję już w szkole czytać książki tej pisarki. Niestety ja tej okazji nie miałam, więc i nigdy nie zapoznałam się z jej historiami. Tak, jest to moje pierwsze spotkanie z panią Orzeszkową i jak sami widzicie, zaczyna się bardzo nietypowo, ponieważ "Dwa bieguny" dotychczas nie cieszyły się dużą popularnością. Czy mimo braku pewnego rodzaju chronologii książka spełniła moje oczekiwania? Tak, tak i tak! Już dawno nie trafiłam na powieść, która na tyle najróżniejszych płaszczyznach tak bardzo mnie poruszyła.

Tradycyjnie zacznę od stylu autorki, a jest to magia w najczystszej postaci, jaka może tylko się zdarzyć w literaturze. Jestem tak bardzo oczarowana językiem pisarki i jego barwnością, że nie mogę zebrać słów. Widać, że Orzeszkowa nie ograniczała się do poprawności, ale również dbała o szczegółowość i właśnie tę barwność, która sprawiała, że zapominałam o całym świecie, zapominałam, że te czasu już dawno minęły i w żaden sposób mnie nie dotyczą. Też tam byłam i razem z bohaterami przeżywałam każde wydarzenie, każdą zmianę, każdą myśl. To był również mój świat i to ten jedyny prawdziwy świat. Przy tym czułam wyjątkowość stylu autorki. Dotychczas nie spotkałam się z takim, więc to samo sprawia, że nie mogę go pomylić z żadnym innym ani o nim zapomnieć kiedykolwiek. 

Sama historia płynie bardzo powoli, co niektórym czytelnikom mogłoby przeszkadzać, gdyby nie fakt, że towarzyszy temu naturalność i spokój. Opowieść w żadnym momencie nie była dla mnie nudna, mimo że opisy myśli bohaterów oraz opisy krajobrazów ciągnęły się całymi stronami. Może to męczyć, ale naprawdę nie w tym przypadku. Nadaje to tylko dodatkowo niesamowitego klimatu, który pozwala zrozumieć, co chcą nam przekazać bohaterowie. Tego nie umie nawet zachwiać przewidywalność. Dość szybko zrozumiałam, jak potoczą się losy Zdzisława i Seweryny, ale na tym polegała cała historia. To nie miało być zaskoczenie, ale ukazanie, jak niektóre zdarzenia i uczucia potrafią zawładnąć naszym losem. Po prostu nas złapać w swoje szpony i już nigdy więcej nie puścić. Gdy czyta się "Dwa bieguny", to nie można uspokoić myśli. Z jednej strony z całą pasją nie można oderwać się od powieści, ale z drugiej jest tak dużo do przemyślenia, że ciężko utrzymać uwagę. 

Na razie opisałam same plusy, więc w tej chwili powinnam tradycyjnie przejść do minusów – nie w tym przypadku. Na pewno jakieś istnieją. Jako czytelnicy doskonale wiemy, że żaden pisarz nie jest w stanie ich uniknąć. Ale ja nie potrafię ich zauważyć i przede wszystkim po prostu nie chcę. Po co to robić, gdy jestem tak bardzo oczarowana? Tym bardziej że dopiero w tej chwili dochodzę do największej zalety książki, czyli tematyki. Porusza się ona na dwóch głównych płaszczyznach – ideologii i miłości. Każda z nich fascynuje mnie na co dzień. Jest też dużo dzieł, które poruszają te motywy, a ja prawie zawsze mam wrażenie, że są one spłycone i sprowadzone do najzwyczajniejszych ziemskich potrzeb. Niezmiernie mnie to irytuje, dlatego możecie tylko wyobrazić sobie moją radość, gdy wreszcie znalazłam historię, która dogłębnie mnie porusza i jest zgodna z moimi poglądami. Zdzisław żyje w świecie warszawskiej elity, czyli luksusu i błękitnej krwi. Właśnie te wartości wyznaje i twierdzi, że szerzenie piękna jest jego obowiązkiem. Natomiast Seweryna mimo tej błękitnej krwi mieszka w tak zwanej puszczy i oddaje swoje życie pracy u podstaw oraz spełnianiu marzeń swojego zmarłego brata. Na pewno nie muszę Wam mówić, jak dwoje tak skrajnych ludzi nie pasuje do siebie. I jakie ciekawe dyskusje mogą prowadzić... Dwie różne ścieżki ideologii, dwie różne ścieżki marzeń i jedna wspólna ścieżka miłości. Czy ma prawo to się udać?

Też warto wspomnieć, jak bardzo polubiłam dwójkę głównych bohaterów. Do Seweryny mam całkowity szacunek, które jest wzniesiony do rangi podziwu, a to wszystko dopełnia zwykła sympatia. Jest dla mnie postacią wprost idealną. Nie zawsze się z nią zgadzałam, miała swoje dziwaczne pomysł, nie zawsze była też aniołem, ale pozostawała przy tych wszystkich pozytywnych i negatywnych cechach tak bardzo ludzka. Zdzisława też zaczęłam uwielbiać, choć w całkowicie inny sposób. Lubiłam go, choć strasznie mnie denerwował i sama miałam ochotę wejść z nim w niejedną dyskusję. To taki przyjaciel, którego się szanuje i lubi, ale ma się całkowicie inne poglądy i ogólne spojrzenie na świat.

"Dwa bieguny" Elizy Orzeszkowej to bardzo uniwersalna historia, która zapewniam, że każdego czytelnika zachęci do refleksji nad swoim życiem, poglądami i postępowaniem. Jestem też prawie pewna, że to nie będą puste myśli bez żadnego pokrycia w rzeczywistości. Ta książka ma w sobie magię zmienia ludzi. Co do tego nie mam najmniejszych wątpliwości. I przede wszystkim mówi o miłości w sposób podniosły, pełny emocji, czyli taki, jak powinno się mówić o miłości. Możecie mi zarzucić, że miłość to codzienna sprawa, ponieważ mamy swoje rodziny, partnerów, przyjaciół i każdego dnia na różne sposoby ukazujemy, że ich kochamy. Zgodzę się całkowicie z tym, tylko historia Seweryny i Zdzisława pokazuje, jak to wielkie uczucie zderza się z naszymi pragnieniami i potrzebami, które też do wielkich należą, a o codzienność się ocierają. Na tę chwilę jeśli ktoś spytałby, jaka według mnie jest najpiękniejsza książka o miłości, bez zastanowienia wskazałabym "Dwa bieguny". Dlatego z całego serce polecam ją każdemu, kto jest gotowy zmierzyć się z potężnym uczuciem, wielkimi ideami i zwykłym dniem.

Za możliwość spotkania wielkiej miłości oraz zapoznania się z niezwykłymi refleksjami serdecznie dziękuję Wydawnictwu MG



elfik_book

środa, 17 lutego 2016

Mały Książę


Tytuł: Mały Książę

Reżyser: Mark Osborne

Produkcja: Francja

Gatunek: Animacja

Rola główna: Bernard Lewandowski

Czas trwania: 1 godz. 48 min.

Premiera: 7 sierpnia 2015 r. (Polska), 22 maja 2015 r. (świat)

Ocena: 10/10







Widzisz go?! Tam jest! Tam, tam! No widzisz? Ma takie niebieskie skrzydełka i jest olbrzymi! Jak moja dłoń. Jest przepiękny. Wiesz, to jest symbol – symbol tego, co było... To symbol mojego dzieciństwa. Gdy byłam mała, otwierałam oczy i byłam przekonana, że żyję w magicznym świecie. Wiecie co? Właśnie tak było. To był magiczny świat, którego byłam stwórcą. Spełniałam w nim swoje największe marzenia, dając szansę nowym. Nigdy się nie poddawałam. Tak bardzo uwielbiałam motyle. Chciałam zobaczyć takiego o niebieskich skrzydłach. Wiedziałam, że istnieje i pewnego dnia... TAK! Zobaczyłam go. Leciał nad łąką. Wśród kolorowych traw nie było prawie wcale go widać. Poza barwą nie różnił się niczym od innych motyli, ale dla mnie był wyjątkowy. Pamiętam to uczucie, kiedy obserwowałam go z bliska. Teraz coraz rzadziej odczuwam je, a tak bardzo chciałabym, żeby było inaczej. Czy jesteście gotowi porzucić swoje dorosłe życie i wrócić do baśni, którą sami napisaliście?

"Mały Książę" – książka, która podbiła serca czytelników na całym świecie. Pamiętam, gdy ją pierwszy raz przeczytałam. Była tylko przyjemną opowiastką. Teraz już tak nie jest. Za każdym razem odkrywałam coś nowego i co najważniejsze uczę się nowych rzeczy. To bardzo ważna książka dla mnie, gdyż w dużej mierze to ona mnie ukształtowała. Gdy tylko usłyszałam, że wychodzi kolejna ekranizacja i to jeszcze w mojej ulubionej formie, czyli animacji, musiałam obejrzeć tę produkcję. Obecnie oglądałam ją już dwa razy i naprawdę jestem zachwycona i zszokowana (w tym pozytywnym znaczeniu). Dlaczego? To zaraz wam opowiem...

Zacznijmy od tego, że fabuła jest zmieniona i nie jestem pewna, czy do końca można nazwać to ekranizacją. Akcja dzieje się kilkadziesiąt lat po spotkaniu Pilota i Małego Księcia. Rozpoczyna ją pewna Dziewczynka, które razem z Pilotem tworzy nową historię. No wiecie, a jak Pilot to opowieść o niesamowitym dziecku, które mieszka na asteroidzie, musiała się pojawić. Bardzo spodobała mi się ta forma. Jakoś nie wyobrażam sobie, że książka mogłaby być idealnie odwzorowana. Wtedy film utraciłby swój sens, bo po prostu zwykłe, urwane obrazy nie mogłyby przekazać jej treści. W taki sposób dostaliśmy całkiem nowe i głębokie opowiadanie, zachowując niezwykły przekaz "Małego Księcia". Poza tym jest to animacja. Wiele osób dziwi się, dlaczego tak bardzo cenię ten gatunek. Jest barwny i radosny, a tymczasem nie odbiera ważnych motywów i nadaje im prostotę, którą nie można tak po prostu ominąć i zaprzeczyć, jak to w ambitnych produkcjach (je też bardzo cenię za treść, którą przekazują). Animacja to bajka dla dzieci, która może zadecydować, kim będzie. Czy to nie jest potężna siła? Czy to nie jest nasza przyszłość?

Fabuła, która została stworzona, jest sama w sobie ciekawa i wyjątkowo wciągająca. Produkcja wydaje się bardzo długa, ale nie jest to czas, w którym usypiamy i próbujemy dyskretnie spojrzeć na zegarek. To jest też nasz czas, który świadomie poświęcamy na przeniesienie się do świata Dziewczynki i Pilota. Jest to historia o radości, szczęściu, bólu, cierpieniu, śmierci i marzeniach. Wyjątkowo emocjonalna mieszanka. Zwykle nie przepadam za tym, bo wtedy mam problem z subiektywną oceną, tymczasem w tym przypadku uważam, że było to potrzebne.

Przesłanie animacji jest naprawdę mocne. Inaczej odbiorą ją dzieci, inaczej dorośli. To ekranizacja dla dzieci – pozornie. Jest przyjemną i mądrą opowiastką, która pozwoli dzieciom zrozumieć wiele rzeczy. Pamiętam, jak w kinie dziewczynka zadała pewne pytanie, którego nie zdradzę, ponieważ mogłabym zbyt dużo powiedzieć o fabule. Jej babcia odpowiedziała: "Widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu".  Odpowiedź była piękna, ale to pytanie sprawiło, że zdałam sobie sprawę, jak dzieci wiele rozumieją. "Mały Książę" ma też drugą płaszczyznę. W pewnym sensie tą mroczniejszą, ale za to pełną nadziei. Bez wątpienia jest ona przeznaczona dla tych dojrzalszych. Pomaga zaakceptować życie.  

Grafika jest po prostu przecudowna. Widziałam wiele animacji, które zaskoczyły mnie szatą graficzną, ale ta zrobiła na mnie wielkie wrażenie. Dzieli się na dwie rzeczywistości – teraźniejszość i przeszłość, dzięki czemu łatwiej jest odróżnić historię Małego Księcia. Jest to bardzo dobry zabieg, który ubarwia film.

Bardzo się cieszę, że w ten sposób "Mały Książę" został zekranizowany. Ten film dał mi dużo. Wiem, że różne są o nim opinie, ale moja jest jednoznaczna. Polecam go każdemu, żeby znalazł w swoim życiu sens i akceptację. 

poniedziałek, 2 listopada 2015

Lalka


Tytuł: "Lalka"

Autor: Bolesław Prus

Kategoria: Klasyka

Wydawnictwo: MG

Liczba stron: 864

Film: Lalka

Ocena: 10/10










Miłość – piękne, słodkie uczucie, które sprawia, że człowiek jest gotowy na wszystko i jest przede wszystkim szczęśliwy. Kto by jej nie chciał? Zapewne nikt. Jednak całe to górnolotne uczucie nie jest takie proste, jak nam się wydaje. Stanisław Wokulski zakochał się w pięknej Izabeli Łęckiej, jednakże przed spełnieniem jego marzeń jest jedna wielka przeszkoda. XIX-wieczna Warszawa nie jest miejscem sprzyjającym miłości. Wchodzące hasła pozytywistyczne i podział na klasy jest granicą, która dzieli ludzi. Społeczeństwo jest niezsolidaryzowane, a w kontaktach międzyludzkich liczy się tylko pieniądz. Pieniądz ma władzę absolutną. Czy Stanisławowi uda się zdobyć ukochaną kobietę? Kim tak naprawdę jest Izabela? Czy ostatni romantyk może przetrwać z pozytywizmie?

"Lalka" jest klasykiem polskim, który od lat zbiera pozytywne opinie krytyków i jest przekleństwem dla licealistów. Teraz nadszedł czas, żebym i ja zapoznała się z treścią tej powieści. Byłam bardzo ciekawa, czym jest to sławne dzieło Bolesława Prusa, jednak nie mogę ukrywać, że te kilkaset stron przerażało mnie. Nie lubię lektur, ponieważ czuję przymus do przeczytania ich, przez co często literatura klasyczna traci w moich oczach. Jestem pewna, że jako nałogowa książkoholiczka, prędzej czy później przeczytałabym sama z siebie tę książkę. Nie boję się dużej liczby stron, gdy jest to pozycja wybrana przeze mnie. Jednak lektura to coś innego... Po długim czasie, który przeznaczyłam na pozytywne nastawienie się do powieści, przeczytałam "Lalkę". Czy było warto poświęcać swój wolny czas na czytanie tej "cegły"? Oczywiście, że tak. Teraz już rozumiem, czym zachwyca się tak wielu czytelników.

Pierwsze, co od razu rzuciło mi się w oczy, był styl autora. Naprawdę już bardzo długo nie spotkałam się z tak niesamowitym językiem w książce. Prus musiał poświęcić wiele czasu, by tak dokładnie dopracować powieść. Każdy szczegół jest na swoim miejscu i na pewno został skrupulatnie przemyślany. W dodatku opisy, które są długie i częste, nadały księdze niepowtarzalnej atmosfery. Pozwoliły mi zrozumieć okres napoleoński oraz postępowanie ludzi w ówczesnych czasach. Poza tym opisy przeżyć wewnętrznych dały możliwość poznania bohaterów z każdej możliwej perspektywy.

Cała akcja rozgrywa się wyjątkowo powoli, co na początku mnie nużyło. Nie byłam przekonana, że przeczytam całą "Lalkę". Miałam obawy, że tak bardzo zacznę się nudzić, że po prostu odłożę ją na półkę i przeczytam zwykłe streszczenie. Na szczęście nie poddałam się tak szybko i w pewnym momencie całą duszą oddałam się historii. Jest to bardzo emocjonalne dzieło. Nie polega ono na szybkim przekazywaniu emocji, tylko na powolnym odkrywaniu uczuć bohaterów i ich intencji. Pozwoliło to na spokojne przeżywanie odczuć i porządkowanie ich. Sprawiało, że zamiast czytać rozmyślałam nad życiem i jego celem. Podobało mi się to. Lubię rozmyślać, więc każda refleksyjna powieść jest u mnie na wagę złota.     

Jestem też pod wielkim wrażeniem kreacji bohaterów. W "Lalce" pojawia się ich naprawdę wielu, co daje nam wizerunek całego społeczeństwa oraz całą harmonię najróżniejszych charakterów. Każda postać jest wyjątkowa i nigdy nie jest jednoznacznie zła ani dobra. Miałam swoich faworytów i wrogów, jednakże zdawałam sobie sprawę, że ta książka nie jest podzielona na czarne i białe. Główny bohater – Wokulski – nie przypadł mi do gustu. Szanowałam go i często podziwiałam, lecz nie czułam do niego większej sympatii. Za to uwielbiałam jego przyjaciela – Rzeckiego. Jest to dla mnie postać bardzo barwna i wyjątkowo dobra, która mimo pewnej dozy naiwności i bezgranicznego zaufania, umiała w świecie odnaleźć piękno. Jest dla mnie pewnym rodzajem symbolu nadziei. Byłam również zaskoczona swoimi odczucia do Izabeli Łęckiej. W tej chwili nie jestem w stanie przypomnieć sobie, czy kiedykolwiek jakiś bohater wywołał u mnie tyle negatywnych emocji. Nie umiem zaakceptować jej postępowania. Przyjmuję argumenty, które bronią ją, jednakże nie do końca przekonują mnie. Natomiast bardzo dobrze wspominam wdowę Wąsowską, która była dla mnie nie do rozstrzygnięcia. Z chęcią przeczytałabym kolejny tom "Lalki", gdyby istniał, tylko dlatego by lepiej przyjrzeć się jej.

Cała powieść bardzo nawiązuje do historii. Ukazuje 2. połowę XIX wieku, a we wspomnieniach bohaterów jest przedstawiona również 1. połowa. Czasy Napoleońskie są dla mnie wyjątkowo ciekawym tematem. Nie były tu przedstawione bezpośrednio, ale mogłam zaobserwować ich skutki, co jest bardzo pasjonujące. Dowiedziałam się o wielu ważnych dla Polski wydarzeniach, które nie są przedstawione w podręczniku od historii. Jestem z tego powodu bardzo zadowolona, mimo że te informacje były bardzo pogmatwane. 

Cieszę się, że zapoznałam się z tym klasykiem. Dzięki "Lalce" jestem coraz bardziej przekonana do polskiej literatury i to niekoniecznie tej współczesnej. Oczywiste jest, że język jest archaiczny, ale warto to przetrwać. Polecam tę powieść każdemu Polakowi.


Książka przeczytana w ramach wyzwania: 

niedziela, 6 września 2015

Pani Jeziora


Tytuł: "Pani Jeziora"

Autor: Andrzej Sapkowski

Cykl: Saga o Wiedźminie

Tom: V

Kategoria: Fantastyka

Wydawnictwo: SuperNOWA

Liczba stron: 596

Film: Wiedźmin

Ocena: 10/10






Pamiętacie pewną historię, która rozpoczęła się od niepozornego, niewyróżniającego i skromnego...(Wróć! To wcale nie było tak!). Zacznijmy inaczej. Kiedy na świecie działy się bardzo ważne, przełomowe wydarzenia, nikt nie zwracał na nie uwagi, gdyż pewna znana wam dobrze królowa postanowiła wyprawić najhuczniejsze, pełne atrakcji i ballad przyjęcie, na którym miał zostać wybrany mąż dla jej córki. Pamiętacie już? Taka mała, przerażona dziewczynka o olbrzymich, zielonych oczach i szarych włosach... Przypomina wam kogoś? Któż by pomyślał, że ta młoda niewiasta, która wygląda jak dziecko, nosiła w sobie Starszą Krew, czyli naszą pełną energii Ciri. To było tyle lat temu... Cóż... Bardzo dobrze się wspomina. Jednak szkoda czasu na przeszłość, gdy trwa teraźniejszość. Po długiej i krwawej wędrówce Geralt i jego drużyna udają się do bajkowego pałacu, gdzie historie z marzeń staja się prawdziwe, a miłość kwitnie w każdym zakątku. Tymczasem wcześniej wspomniana diablica – Ciri – odkrywa tajniki Wieży Jaskółki oraz odkrywa prawdę o sobie.  Czemu tak wiele ludzi, istot chce ją znaleźć i zdobyć jej względy, a może tak naprawdę zabić? Co się dzieje z torturowaną Yennefer? Jak zakończy się historia, która z czasem stanie się najsławniejszą z wszystkich legend?

Pamiętam, jak pół roku temu po raz pierwszy wzięłam do rąk książkę z "Sagi o Wiedźminie". Nie wiedziałam o niej nic. Szłam na głęboką wodę, ale przecież nie bez powodu tyle osób ubóstwia ten cykl. Musiałam sama się przekonać, czy mają rację. Część z was czyta moje recenzje, więc wie, jak bardzo opowieść o wiedźminie zawładnęła mną. W krótkim czasie stała się jedną z moich ulubionych serii. Do tego stopnia, że długi czas nie byłam w stanie przeczytać ostatniej części. Sami wiecie, jak to jest... Tak bardzo chcecie poznać zakończenie, ale wiecie, że to jest już koniec. Wszystko się rozstrzygnie, a wy pozostaniecie wyłącznie z wyblakłym wspomnieniem. 

Ile to ja razy pisałam o stylu Sapkowskiego... "Pani Jeziora" tak samo jak pozostałe części trzyma poziom. Wszystko jest takie dokładne i realne. Nie da się znaleźć ani jednego słowa, które jest wyrwane z kontekstu. Po prostu tam wszystko pasuje do siebie. Wygląda, jakby było wcześniej zaplanowane. Nawet taki najmniejszy przecinek ma swoje miejsce. Wiecie, jednak co jest z tego najdziwniejsze? Ta idealność stylu nie jest irytująca. Ludzie (a przede wszystkim ja) nie lubią doskonałości. Ona jest piękna, ale wyjątkowo nudna i przewidywalna. Język autora jest nasycony archaizmami i często "górnolotnym"słownictwem. Nie będę udawać, że wszystkie słowa rozumiem, bo to by było niezaprzeczalne kłamstwo. Jednak cieszę się, że one tam są. Mogę nie znać ich znaczenia, ale rozumiem, co chce przekazać mi pisarz.

To jest prawie sześćset stron historii. Przy takiej ilości czytelnik często potrafi zanudzić się na śmierć. Jednak nie tutaj. Akcja nie zawsze jest wartka i szybka. Często są długie przerywniki, mimo to nie zniechęcają one do lektury. Pragniemy dowiedzieć się, co będzie dalej i nic nie jest w stanie zachwiać tego pragnienia. Po prostu tak trzeba i koniec, kropka. W dodatku nawiązania do przyszłości dodają realności tej powieści, co sprawia, że czyta się ją naprawdę dobrze. Dzięki temu możemy przenieść się do świata wiedźminów, czarownic i potworów, gdzie toczy się walka o władzę. 

Od początku cyklu Geralt jest moim ulubionym bohaterem. Jest taki naturalny, ale zarazem wyjątkowy, gdyż zawsze zachowuje się jak człowiek. Na początku "Sagi o Wiedźminie" często pojawiały się wzmianki, że wiedźmini podczas mutacji stracili ludzkie uczucia. Geralt jest idealnym przykładem, że tak właśnie nie jest. Potrafi kochać, jest gotowy zrobić wiele w imię dobra, ale ma również swoje wady. Często ulega namiętnościom, irytuje się łatwo i nieraz wykazał się dziecinną naiwnością. Dzięki temu bardzo łatwo go polubić. Bardzo podobnie jest z Ciri, która w tej powieści odgrywa dużą rolę i nie chodzi mi wyłącznie o wielkie wydarzenia historyczne. Te małe też mają olbrzymie znaczenie. Nie można również zapomnieć o zimnej Yennefer. Akurat ja bardziej utożsamiam się z młodą wiedźminką, jednakże jestem pewna, że wiele kobiet żywi podobne uczucia do czarodziejki.

Moja przygoda z historią wiedźmina zakończyła się. Jest jeszcze "Sezon Burz", który podobno mało nawiązuje do cyklu, jednakże jestem pewna, że do niego zajrzę, ale jeszcze nie teraz. Wiem, że przyjdzie czas, że będę miała przeogromną potrzebę powrotu do tego świata i wtedy on mi w tym pomoże. Tymczasem wszystkim fanom fantastyki polecam całą "Sagę o Wiedźminie". Nie są to powieści, które spodobają się każdemu, lecz warto zapoznać się przynajmniej z pierwszym tomem. Spróbujcie...

Książka przeczytana w ramach wyzwania:
~ Czytam polecane książki (przez wszystkich)

poniedziałek, 11 maja 2015

Human


Tytuł: Human

Zespół: Three Days Grace

Kraj: Kanada

Gatunek: Metal alternatywny, hard rock

Wytwórnia płytowa: RCA Records

Rok wydania: 2015 r.

Czas trwania 39 min. 29 s. 

Ocena: 10/10




Zastanawialiście się kiedyś, czym jest dla was muzyka? Ja robiłam to wielokrotnie. Od dziecka miałam zamiłowanie do muzyki, ale niestety zostałam pozbawiona talentu. Nie umiem ani śpiewać, ani grać na żadnym instrumencie, ani tym bardziej tańczyć (choć się uczę, żeby znać przynajmniej kroki). Jednakże nie sprawiło to, że muzyka stała się dla mnie czymś obcym. Wręcz przeciwnie. Jest dla mnie oderwaniem się od rzeczywistości. Pozwala mi na wyciszenie swoich emocji, ale również często pobudza je. Nigdy nie ograniczałam się do jednego gatunku. Wprost można powiedzieć, że nie znałam żadnych granic pod względem różnorodności utworów. Do dzisiaj tak jest... Na teflonie, wśród moich płyt można znaleźć najróżniejszych wykonawców, którzy mają (lub mieli) różne poglądy na muzykę i jej rodzaje. 

Jednym z zespołów, który stosunkowo niedawno odkryłam, jest zespół Three Days Grace. Poleciła mi go koleżanka. Na początku byłam nastawiona raczej negatywnie, ponieważ jakiekolwiek odłamy metalu były mi obce i raczej niepochlebne opinie zniechęcały mnie do zapoznania się z tym gatunkiem. Jednak stwierdziłam, że muszę wyrobić sobie własne zdanie, a nie powtarzać czyjeś. W końcu zespół Linkin Park zawsze należał do moich ulubionych, a charakteryzuje się mocnym brzmieniem. I wiecie co? W przeciągu krótkiego czasu Three Days Grace znalazło się wysoko na mojej osobistej liście ulubionych utworów. 

Three Days Grace (tłum. Trzy Dni Wdzięku/Łaski – o wiele lepiej brzmi po angielsku) jest zespołem kanadyjskim założonym w 1992 roku pod pierwotna nazwą Groundswell. Obecnie posiada czterech członków. Najczęściej gra metal alternatywny (charakteryzuje go typowe dla muzyki metalowej ciężkie riffy, czyli refren, połączone z niekonwencjonalnymi tekstami i rytmiką) oraz hard rock. 

Ucieszyłam się z pojawienia się nowej płyty i gdy tylko znalazłam czas, postanowiłam przesłuchać ją. Od razu zachwycił mnie głos wokalisty – Matta Walsta, który po raz pierwszy uczestniczył w nagraniu albumu (zastąpił swojego brata). Jestem w stanie powiedzieć, że jego głos idealnie pasuje do muzyki oraz tekstów. Moim zdaniem jest lepszy od poprzedniego wokalisty. Gdy słuchałam ich piosenek, czułam, że wiele włożył w to pracy, a przede wszystkim serca. Da się wyczuć, że wierzy w to, co śpiewa i ma to dla niego sens. Przynajmniej ja tak uważam.

Jednak najbardziej ze wszystkiego do gustu przypadły mi teksty. Rzadko zdarza się, że sprawdzam tłumaczenie. Najczęściej wychwytuję pojedyncze słówka, z których tworzę sobie własną interpretację, jeśli nie cały tekst. Lecz tutaj w większości utworów sprawdziłam tłumaczenie. Dla mnie słowa tych piosenek są bardzo sensowne i inteligentne. Poruszają ważne problemy i sprawiają, że wszystkie emocje eksplodują, by następnie skłonić do refleksji, które często mogą zmienić nasze poglądy na świat. Te teksty są szczere. Nie ma w nich miejsca na kłamstwo.

Część z was pewnie nie przepada za metalem, a druga część go uwielbia. Mówi się, że ten gatunek muzyki albo się nienawidzi, albo kocha. Nie wierzę w to. Utwory na tej płycie są pośrednie. Owszem, występuje tu mocne brzmienie i często ostre słowa. Jednakże poza tym pojawiają się spokojne melodie. Wszystko zależy od zwrotki i uczuć w niej wyrażanych. Nie pojawia się też żaden moment, gdzie jest tak zwane wydzieranie się. Tu wszystko jest emocjonalne. Wszystko zależy od danej chwili i uczuć, które ma nam przekazać.

Ten album akurat polecam każdemu. Bez znaczenia, jaką ktoś lubi muzykę. Nie wyobrażam sobie, żeby ktoś nie mógł znaleźć ani jednej piosenki, która mu się spodoba. Różnorodność jest bardzo duża, dlatego właśnie uważam, że i metalowcy znajdą coś dla siebie, i osoby, które mają upodobania do spokojnej muzyki.

PS: Zdaję się sprawę, że moja recenzja nie jest profesjonalna. Nie znam się na tym, ani nie mam słuchu. Po prostu wyrażam swoje amatorskie zdanie na temat danej muzyki. Chcielibyście, żeby pojawiały się co jakiś czas moje opinie o różnego typu albumach muzycznych? Jak pisałam wcześniej, mam różne upodobania, więc pod tym względem byłaby duża różnorodność :)


Oto utwór, który najbardziej mi się podoba w Human – So What:


poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Pułapka Uczuć

''Pułapka Uczuć''
Colleen Hoover
WAB/Foksal

''Layken skończyła niedawno osiemnaście lat. Zaledwie kilka miesięcy wcześniej niespodziewanie straciła ojca. Wraz z kochającą matką i młodszym bratem postanawiają zostawić za sobą przeszłość w Teksasie, by rozpocząć nowe życie w Michigan. Sprzedają dom, pakują rodzinne pamiątki i wyruszają na północ. Każde z nich z innymi obawami i planami na dalszą przyszłość. Zarówno Lake, jak i Kel nie chcą porzucać szkoły, przyjaciół, wspomnień związanych z ulubionymi miejscami. Boją się tego, co ich czeka prawie dwa tysiące kilometrów od domu. Prawdziwego domu. Julia też się martwi. Mimo to stara się dodać otuchy swoim dzieciom i wesprzeć ich w najtrudniejszych chwilach. 
Po przyjeździe na miejsce okazuje się, że już pierwszy kontakt z sąsiedztwem z naprzeciwka zwiastuje poważne zmiany w rodzinnych relacjach. A to dopiero początek niezwykle emocjonalnej, momentami przezabawnej historii losów dwóch rodzin Cohen i Cooperów, w której nikt nie zdaje sobie sprawy, jak ich członkowie staną się sobie bliscy w obliczu śmiertelnej choroby i codziennych problemów.''


Każdy z nas posiada własny świat - oazę spokoju, gdzie myśli dryfują bezgranicznie w zakątki różnorodnych umysłów. Miejsce, gdzie tworzymy nową, oryginalną architekturę, budując konstrukcje, w których osiągniemy pełny spokój psychiczny towarzyszący niezmąconej ciszy. Oaza istnieje tak długo, na ile jej pozwolimy, lecz możemy napotkać siejący grozę i spustoszenie umysł, który nie pozwoli nam na dalszy relaks. Młoda, inteligentna, niegroźna kobieta przelewając swe myśli na papier, potrafi brutalnie, ślamazarnie, lecz nieświadomie zburzyć nasz jedyny, upragniony świat, do którego stworzenia dążymy całe życie. Jedna myśl, jedno słowo, jedna litera miażdży budynki, wyrywa rośliny i sieje zamęt. By nagle, nieoczekiwanie odejść pozostawiając nas u krawędzi przepaści jałowej ziemi. Jedna myśl pochłania niczym ocean. Jedna myśl może stać się naszym końcem. Jedna myśl jest pułapką dla uczuć. Tylko jedna myśl ...

''Żałowanie do niczego nie prowadzi. To patrzenie w przeszłość, której nie można zmienić. Kwestionowanie rzeczy na bieżąco może zapobiec żałowaniu czegoś w przyszłości.''

Layken i Will to postacie o przeciwnych charakterach. Osiemnastolatka pełna oburzenia, gniewu, smutku oraz dwudziestojednolatek z wielkim doświadczeniem, zrozumieniem oraz inteligencją. Mogłoby się zdawać, iż tych dwoje dzieli nieunikniona przepaść niepowodzeń. Nieoczekiwanie. Miłość wybucha nagle, z wielkim żarem, łącząc ich smutki, straty oraz lęki. Miłość z pozoru delikatna, łagodna i nieustająca staje się przekleństwem pochłaniając życie i budynki powstałe w ich umysłach. Miłość odbijająca swe potężne piętno na bliskich. Czy Layken i Will poradzą sobie z tak wielkim uczuciem? Czy przejmą nad nią kontrolę w odpowiednim czasie? Czy zdołają uchronić swych bliskich?

Pułapka Uczuć to kolejna wzruszająca powieść pani Colleen. I mimo powodzenia Hopeless, które do dziś zamieszkuje moje serce, autorka zdołała utrzymać wysoki poziom (co graniczy z cudem, bo tak dobre obyczajówki ciężko jest przebić), a nawet oczarowała mnie na nowo. Ponownie nauczyłam się spoglądać na miłość z innej perspektywy, kochając mocniej, jak i bezwzględniej. Pułapka Uczuć zdołała odnaleźć drogę do mego przesiąkniętego emocjami serca, gdzie zapuściła potężne korzenie. Tak jak wskazuje tytuł znalazłam się w prawdziwym potrzasku, kontrolowana przez małe, żałosne słowa. To, co wyprawiała ze mną powyższa pozycja jest wręcz nie do wyobrażenia. Zasiedlając w sercu niszczyła umysł, wywlekając wszelkie emocje na najbardziej widoczną powierzchnię. Raniła, zadawała ból, doprowadzała do płaczu, histerii, by po chwili uleczyć i pozostawić na łaskę losu. Samego. Z gwałtownie bijącym sercem oraz oznakami pourazowymi. Nie jestem w stanie opisać wszystkich wrażeń, które towarzyszyły mi w tej pięknej, brutalnej podróży. Ale jednego jestem pewna. Colleen Hoover to oficjalnie jedna z najlepszych autorek na świecie. Pani Colleen jest Genialna. Temu nie można zaprzeczyć.

'' -Co to znaczy zamyszkiwanym? - pyta Kel.
- Zamieszkiwanym - poprawiam go. - Zamieszkiwać to inaczej zajmować, mieszkać, rezydować, zaludniać, koczować, żyć.
-To jak my zamyszkiwujemy Ypsilanti?
- Zamieszkujemy. Jestem padnięta. Idę do łóżka.
- Chcesz powiedzieć, że idziesz zamieszkiwać swoją sypialnię? - pyta Kel.
-Szybko się uczysz, koniku polny.''

Pułapka Uczuć słynie przede wszystkim ze swej poezji. To właśnie wiersze pozwalały nam przeżywać ową historię naprawadę, urzeczywistniając pewne elementy. Tak jak powiedziała Lyken poeci są w stanie zwabić nas do swego świata, sprawić, że patrzymy na rzeczywistość z zupełnie innej perspektywy Dlatego też muszę przyznać, iż jest to najlepszy zabieg literacki jaki dotąd spotkałam. Brawa dla Colleen za jej podwójny dar i brawa za sposób w jaki podzieliła się ze światem swymi przemyśleniami.

Spoglądając na bohaterów ujrzymy doskonale, dojrzale zarysowane postacie nie posiadające ani jednej rysy. Przyznaję, że zachowanie Layken dość często potrafiło wprawić w irytację, ale było ono usprawiedliwione wieloma czynnikami. Jakimi - przekonacie się dopiero po przeczytaniu powieści. Fabuła gnała własnym, ustalonym tempem, nie przyśpieszając, czy zwalniając, a jedynie zaskakując czytelnika pewnymi zwrotami akcji. Dzięki temu narazimy się na niejeden wstrząs, ale uwierzcie - będzie on całkowicie pożądany.

Podsumowując - Pułapka Uczuć to doskonałe dzieło, jakże doskonałej autorki, której pozycje zaczynam oprawiać w ramki niczym zdjęcia. :) Pani Colleen stworzyła niezwykle intrygującą historię opowiadającą o dojrzałości oraz cierpieniu, jakie wiążą się z utratą bliskich. Pozycję jak najbardziej polecam. Jeśli nadal nie przeczytaliście Pułapki Uczuć natychmiast lećcie składać zamówienia, chociaż by dla pięknej poezji. Polecam.

Moja ocena: 
10/10


Za możliwość przeczytania książki niezmiernie dziękuję Księgarni Książka i Prezent.