środa, 31 sierpnia 2022

Clifton 5 – Bob de Groot

 

Tytuł: Clifton

Autor: Bob de Groot

Przekład: Marek Puszczewicz

Cykl: Clifton

Tom: V

Kategoria: Komiks

Wydawnictwo: Egmont

Liczba stron: 176

Ocena: 6/10





Każdy z nas czasami chce się oderwać od męczącej codzienności. Można uwielbiać swoją pracę, rodzinę i ogólnie życie, ale zmęczenie może się czasami pojawić. Według mnie najlepszym sposobem, by poczuć się lepiej, jest śmiech, śmiech i jeszcze raz śmiech. Bo czy życie nie staje się radośniejsze, gdy śmiejemy się? Może to takie krótkotrwałe i naiwne rozwiązanie, ale przecież jest częścią właśnie naszego życia. Tak naprawdę jest częścią naszej codzienności. Co o tym sądzicie? 

Pułkownik, mimo że nie jest w czynnej służbie, nadal zachowuje swoje zdolności na jak najwyższym poziomie. W jego przypadku to niezmiernie istotne, gdyż prawie na każdym kroku spotyka go coś nietypowe, coś, co trzeba rozwiązać. A już na pewno te rzeczy spotykają go, gdy przeczyta gazetę i od razu pobiegnie gotowy rozwiązać każdą zagadkę, każde przestępstwo. Co tym razem gazety przyniosą pułkownikowi Cliftonowi? Kto poprosi go o pomoc? I co czeka jego nad wyraz cierpliwą gospodynię?

Kontynuuję moją przygodę z komiksami. Na razie nie mam jeszcze jakiś własnych preferencji, którymi kierowałabym się przy wyborze danej pozycji. Z tego względu strzelam swoimi wyborami, mając nadzieję, że trafię na coś godnego uwagi. Tym razem wypadło na piąty tom cyklu o pułkowniku Cliftonie. Choć gdy wybierałam, nie wiedziałam jeszcze, że to właśnie o nim. Bez żadnych nadmiernych oczekiwać przeczytałam komiks i... Było dobrze, tylko dobrze. 

Jak mam być szczera, to sam pomysł początkowo mnie nie zachwycił. Miałam wrażenie, że jest niezmiernie schematyczny i momentami za bardzo bazuje na stereotypach. W końcu ile razy już czytaliśmy o emerycie, który korzysta ze swoich dawnych umiejętności i tak naprawdę nadal jest aktywny zawodowo? W moim przypadku całkiem sporo. Jednak postać samego Cliftona jest na tyle oryginalna, że mimo upływającego czasu ma w sobie nadal coś przyciągającego, co w pewnym momencie mnie oczarowało. 

Tom piąty "Cliftona" składa się z czterech różnych historii, gdzie jedna mnie zachwyciła, dwie dały radość i jedna rozczarowała. To pozytywne podsumowanie całości. Fabularnie komiks po prostu cieszy czytelnika. Wielokrotnie śmieszy i przy tym poprawia humor. Wydaje się być idealny na koniec ciężkiego dnia. Tym bardziej że dosłownie każde zakończenie potrafi zaskoczyć i wyróżnia się otwartością umysłu, ciekawym połączeniem wątków i też czystą logiką. Zagadki kryminalne naprawdę dobrze wyszły autorowi, co z moich ust jest wielką pochwałą. Prawie zawsze krytykuję wątki kryminalne, ponieważ wydają mi się zbyt proste i oczywiste. 

Największą zaletą "Cliftona" według mnie są bohaterowie. Każdy z nich jest inny, każdy przerysowany, momentami wręcz karykaturalny i to wyszło fantastycznie. Karykatura w tym przypadku nie razi, ale odpowiada za dowcip i rozrywkę. Przy czym barwność bohaterów daje też wiele do przemyślenia. Może nie jest to w oczywisty sposób widoczne, ale tutaj wszystko ma swój własny sens, który zmusza do refleksji.

Co do ilustracji to mam mieszane odczucia, gdyż z jednej strony doceniam unikatową kreskę ilustratora. Cieszy ona oko. Ale z drugiej strony razi mnie dobór barw, choć też biorę pod uwagę, że nie jest to współczesne dzieło i w tym wydaniu zapewne zostało pod względem kolorystycznym oryginalne, a tak wspominając lata dziecięce, wydaje mi się to typowa kolorystyka komiksów, choć pamiętajcie, że nie jestem żadnym znawcą, tylko zwykłym czytelnikiem. Jednak ewidentną wadą jest przepych na obrazkach. Mam wrażenie, że mają za dużo elementów, co w moim przypadku sprawiało, że gubiłam fabułę. Choć jak się przyjrzałam to okazało się, że na drugim planie jest niesamowicie wiele zabawnych smaczków. 

"Clifton" mimo paru wad okazał się doskonałą rozrywką i też inteligentną. Być może fani tego komiksu ten zbiór postrzegają jako coś o wiele bardziej wartościowego niż ja – w sumie to przypadkowy czytelnik. Niemniej na pewno będę pozytywnie wspominać ten komiks i być może sięgnę po wcześniejsze tomy. 

Egzemplarz recenzencki Sztukater.pl

niedziela, 28 sierpnia 2022

Młot na czarownice. Pars Tertia. Malleus Maleficarum – Heinrich Kramer, Jacob Sprenger

 

Tytuł: Młot na czarownice. Pars Tertia. Malleus Maleficarum

Autor: Heinrich Kramer, Jacob Sprenger

Seria: Wierzenia i zwyczaje

Kategoria: Literatura historyczna

Wydawnictwo: Replika

Liczba stron: 283

Ocena: 7/10






Jak czasami popatrzy się w przeszłość, to można się przerazić. Przynajmniej ja potrafię. Jako ludzkość mamy wiele okrutnych zwyczajów, wiele zachowań niegodnych naszej rasy i wiele brutalności. I mówię o tej chwili, ale w przeszłości chyba byliśmy jeszcze gorsi. Wieczne wojny, choć jak dobrze wiemy, teraz nadal są i nadal przynoszą niesamowicie dużo cierpienia, mordowanie, brak jakiejkolwiek szerszej perspektywy, bawienie się poprzez znęcanie się nad innymi... To jest nasza prawdziwa historia, która zbyt otwarcie mówi o tym, kim jesteśmy. Przyznam, że nie chciałam tworzyć tak negatywnej wizji, a przynajmniej nie dzisiaj, lecz słowo się już rzekło i musimy pogadać o... Czarownicach.

Od jakiegoś czasu interesuję się różnego rodzaju wierzeniami, mitologią i starymi obyczajami. Nie jest to zainteresowanie, które przyniosło mi nie wiadomo ile rozbudowanej wiedzy, niemniej troszkę w tym temacie się orientuję i nadal z chęcią oddaję się różnorodnym lekturom tematycznym. Tym razem zdecydowałam się na "Młot na czarownice". Jak wrażenia po tej bardzo nietypowej lekturze? 

Niesamowicie podoba mi się pomysł, by przywrócić takie informacje do współczesnych czasów. W przeszłości popełniliśmy już błąd i ludzkość wraz z Kościołem zamordowała wiele niewinnych kobiet i mężczyzn (tak, mężczyzna też mógł być czarownicą, choć to zdarzało się bardzo rzadko). Co tak naprawdę zdecydowało, że byliśmy do tego zdolni? Jakie prawo nam na to pozwalało? I jak sprawdzano, kto jest domniemaną czarownicą? Myślę, że to wbrew pozorom niesamowicie ważna wiedza i też istotna, w szczególności dla pasjonatów i specjalistów, a ja po części zaliczam się do tej pierwszej grupy. 

Styl, którym jest napisany "Młot na czarownice", jest niesamowicie ciężki i żmudny. Na początku tłumacze wspominają trochę o tym, w jaki sposób książka była tłumaczona. W wielu aspektach jest dopasowana do współczesności, ale to też trudny zabieg – trzeba znaleźć złoty środek pomiędzy utrzymaniem oryginalnych treści, a przedstawieniem tego w zrozumiały sposób dla współczesnych czytelników. Czytanie tej pozycji literackiej wymaga olbrzymiego skupienia i tak naprawdę różne rozpraszacze nie pozwalają na jej czytanie. Trzeba mieć spokój i czysty umysł, by dobrze zrozumieć przedstawiane treści. 

Tutaj bezpośrednio co do samej treści to również jest wyjątkowo ciężka sprawa. Dla wspomnianych pasjonatów i specjalistów jest to niesamowicie ciekawa książka, która daje olbrzymie możliwości, by pogłębić swoją wiedzę. Niemniej dla osób, które są trochę zainteresowane, ale nie do końca albo trafiły na tę książkę przypadkowo, myślę, że to tekst nudny i nie do przejścia. To jest prawo z przeszłości, więc to trochę jakby czytać obecnie jakiś kodeks prawny. Dla niektórych niemożliwe do przeczytania, dla niektórych konieczne, a dla innych zapewne interesujące. Tak samo jest z "Młotem na czarownice". 

Dla mnie to była niezwykle ciekawa przygoda. Dowiedziałam się z niej naprawdę wiele, a i wyciągnęłam parę własnych wniosków. Choćby dlatego warto było przedrzeć się przez trudniejsze i bardziej skomplikowane treści. A zapewniam Was, że dokładność właśnie tych treści robi olbrzymie wrażenie, wiele tłumaczy, ale bez wątpienia też przeraża. Bo w końcu jakby nie patrzeć, to czytamy o torturowaniu i mordowaniu ludzi. Teraz już wiemy, że ludzi niewinnych, a na pewno niewinnych zarzucanych zbrodni. 

Cieszę się, że zdecydowałam się na zapoznanie z tym tomem z serii "Wierzenia i zwyczaje". Na pewno będę zapoznawać się jeszcze z innymi książkami o podobnej tematyce. Wiem, czego się spodziewać i co mnie do nich ciągnie, więc też jestem gotowa przetrwać trudniejsze momenty, czy archaiczny styl. Jeśli macie podobne zainteresowania jak ja, gorąco Was zachęcam do zapoznania się z "Młotem na czarownice". 

Egzemplarz recenzencki Sztukater.pl

niedziela, 21 sierpnia 2022

Kot rabina. Wracajcie do siebie! – Joann Sfar

 

Tytuł: Kot rabina. Wracajcie do siebie!

Autor: Joann Sfar

Cykl: Kot rabina 

Tom: X

Kategoria: Komiks

Wydawnictwo: Timof i cisi wspólnicy

Liczba stron: 92 

Ocena: 7/10 






Czy zastanawialiście się, czemu ten świat funkcjonuje tak jak funkcjonuje? Zdaję sobie sprawę, że to trochę przewrotne pytanie, na które bez wątpienia trudno znaleźć odpowiedź. W końcu nasz ludzki świat najpierw był podyktowany prawami natury, później już my przez tysiące lat próbowaliśmy poddać go własnym zasadom. Konkluzja z tego jest taka, że sami stworzyliśmy współczesny świat. Jednak określenie "my" bardziej mówi o naszych przodkach lub żyjących ludziach, ale jakiś, niedosłownie "nas". Tym bardziej że część z nas jest bardzo zadowolona z funkcjonowania obecnego świata, druga część z nas niekoniecznie. W tym momencie dochodzimy do absurdu. 

Grupa Żydów opowiada o swoich przygodach, które miały miejsce na Bliski Wchodzie. Zaczyna rabin rabina, później Zlabia, później jej ojciec rabin, a w tym wszystkim jest kot. Kot, który mówi i kot, który doskonale rozumie otaczający go świat. Razem przedstawiają wizję rzeczywistości, gdzie większość wydarzeń, systemów nie funkcjonuje tak, jak powinno i traci sens – staje się właśnie absurdem. Jednak w tym wszystkim da się zobaczyć też coś więcej. Czy im się to uda?

Z każdym nowo przeczytanym przeze mnie komiksem zaczynam coraz bardziej doceniać tę formę. Za pomocą ilustracji i odpowiednio dobranych słów da się stworzyć historię pełną przygód, historię wartościową i poruszająca. Czego chcieć więcej? Dowodem na to jest choćby komiks "Kot rabin. Wracajcie do siebie!". I tak, liczba dziesięć powinna mi zasugerować, że to dziesiąty tom, ale tego nie zrobiła. Niemniej uważam, że to nie ma większego znaczenia w tym przypadku, ponieważ bez większych problemów odnalazłam się w historii i nie odczuwałam braków wiedzy z poprzednich tomów. No ale jak mi się ten podobał?

Początkowo nie byłam do końca przekonana do pomysłu, ale na pewno w dużej mierze zaintrygowana. Czym dalej czytałam, tym bardziej doceniałam jego unikatowość i olbrzymie możliwości. Te możliwości są widoczne dla czytelnika, jednak przede wszystkim można je zauważyć, ponieważ autor w sposób szeroki i przemyślany korzysta z nich. 

Jak łatwo się domyślić w pewnym sensie komiks tematycznie porusza historię Żydów, jednakże takie stwierdzenie byłoby zbytnim uproszczeniem. Jest to dialog dotyczący wszelkiej wiary – religijnej, ale też w ogólnym pojęciu. Spostrzegawczość oraz wnikliwe przemyślenie wniosków przez autora sprawiają, że ta tematyka nabiera innego sensu. Jako czytelnik zaczęłam zadawać sobie pytania, do czego tak naprawdę jest na potrzebna wiara, jak z niej korzystamy i jakie są tego konsekwencje. To tylko kilka najważniejszych pytań z całej gamy innych. Choć przyznam, że mam poczucie, że "Kot rabina" jest na tyle rozbudowany i miejscami nieoczywisty, że niektóre wątki mi umknęły lub postrzegałam je w odmienny sposób niż mógłby przypuszczać scenarzysta. 

Cała fabuła opiera się tak naprawdę na różnych historiach, choć najważniejsze są te trzy, o których wspomniałam we wstępie. Sama w sobie jest fascynujące, jak ludzie o innych doświadczeniach, pochodzących też z innych pokoleń postrzegają świat. I wbrew dość poważnej tematyce miałam niekiedy wrażenie, że to wspaniały film akcji, który wciąga, daje olbrzymie pokłady rozrywki, ale też stara się przemycić, jak najwięcej wartościowych treści. Tylko tutaj pod względem fabularnym tak samo jak tematycznym zgubiłam się w niektórych wątkach. 

Ilustracje wyróżniają się raczej niespotykaną kreską, co niezmiernie cenię. Lubię, gdy ilustrator ma swój własny styl. Tym bardziej że pod względem gamy kolorystycznej też są na swój sposób unikatowe. Dominuje kolorystyka ciepła, najczęściej w ujęciu sepii. Razem tworzy to niesamowitą atmosferę opowieści i pozwala czytelnikowi przenieść się do tego świata. Choć momentami ilustracje traciły trochę na przejrzystości. 

"Kot rabina. Wracajcie do siebie!" jest wielowymiarową historią ujmującą tematykę judaizmu i łączącego się z nim rasizmu. Kto jak kto, ale ludzie z pochodzeniem żydowskim zawsze mają trudną drogę za sobą i niestety prawdopodobnie przed sobą. Ten komiks to uświadamia i daje szanse na pewno zmiany. Choćby z tego powodu warto się z nim zapoznać. 

Egzemplarz recenzencki Sztukater.pl

niedziela, 7 sierpnia 2022

Klątwiarze: Biały kot. Czerwona rękawiczka. Czarne serce – Holly Black

 

Tytuł: Klątwiarze: Biały kot. Czerwona rękawiczka. Czarne serce

Autor: Holly Black

Przekład: Stanisław Kroszczyński, Zuzanna Byczek 

Cykl: Klątwiarze

Tom: I - III

Kategoria: Fantastyka

Wydawnictwo: Jaguar

Liczba stron: 768

Ocena: 9/10




Świat się rządzi swoimi prawami. Nie w każdym przypadku jesteśmy w stanie im zaprzeczyć. Czasami żyjemy po prostu bezrefleksyjnie, ponieważ mamy wiele obowiązków, wiele pragnień i wiele myśli, które nie zostają przez nas samych przerobione. Przez to idziemy w określonym przez kogoś innego kierunku i nawet nie zauważamy, że kierunek ten nie jest tak naprawdę naszym kierunkiem. Dopiero przełomowe wydarzenie jest w stanie sprawić, że zaczynami inaczej postrzegać świat i zaczynamy też negować niektóre zasady. Czy służą one na pewno sprawiedliwości? Czy ułatwiają życie? 

Takim światem może być świat Cassela Sharpe. Świat, gdzie każdy nosi rękawiczki, ponieważ każdy może okazać się klątwiarzem, czyli osobą, która za pomocą dotyku dłoni, jest w stanie rzucić na drugą osobę klątwę. Mogą być one najróżniejsze – te tradycyjne złe, ale też te, które dają szczęście. W szczególności te drugie wydają się być kuszące, lecz kto tak naprawdę chciałby żyć w ułudzie. Natomiast te złe przerażają, bo mogą być przyczyną śmierci albo nawet czegoś gorszego niż śmierci. Cassel w swojej rodzinie jest wyjątkiem, ponieważ jako jedyny nie przejawia żadnych umiejętności klątwiarskich. Jest to dla niego trudne doświadczenie, gdyż musi udowodnić w inny sposób, że jest coś wart. Jak to zrobi? Dlaczego on jedyny w rodzinie nie posiada tych zdolności? I jakie tajemnice ma na swoim koncie? W przypadku Cassela pytań jest o wiele więcej niż można spodziewać się odpowiedzi. 

Zdecydowałam się przeczytać "Klątwiarzy", ponieważ zawsze ciekawi mnie twórczość Holly Black i gdy mam na myśli ciekawi, to chodzi mi o różnorodność jej dzieł. Dotychczas miałam okazję przeczytać parę jej powieści i za każdym razem miałam wrażenie, że są skrajnie od siebie różne. Jedne wyjątkowo przypadły mi do gustu, inne w ogóle. "Klatwiarze" mnie zszokowali, gdyż ponownie okazali się odmienni od innych książek pisarki, a wydawało mi się to na tym etapie już niemożliwe. Tymczasem ponownie zostałam zaskoczona i zarazem odkryłam powieść, do której niezwykle się przywiązałam i bez wątpienia uznałam ją za najlepszą w dorobku Holly Black. Dlaczego?

Przede wszystkim dużą rolę odegrał tutaj sam pomysł. Początkowo wydawał mi się dość dziwny i nie potrafiłam się w nim odnaleźć, ale czym dalej czytałam, tym bardziej zaczynałam rozumieć koncepcję i też ją doceniać. Świat, który wykreowała pisarka, okazał się prawie identyczny jak nasza rzeczywistość, ale zarazem różnił się wieloma aspektami, które początkowo odbierałam jako subtelne, by później zrozumieć, jak dużą mają wagę w tej opowieści. A Holly Black nie bała się też niestandardowych rozwiązań, co w kontekście całości było doskonałym wyborem, ale też ukazaniem odwagi i pewności siebie autorki. 

"Klątwwiarze" zachwycają dopracowanym stylem, tak różnym od tego, co znam. Czyta się ich doskonale, ponieważ dają przyjemność, a też są pewnego rodzaju wyzwaniem pod względem stylistycznym. Dopracowanie zgrabnie miesza się ze współczesnością i dokładnością opisową. Dzięki temu czytając, cały czas czułam naturalność. Opisy przeżyć wewnętrznych sprawiły, że litery na stronie stawały się czymś rzeczywistym i dobrze zrozumiałym przeze mnie. To już nie była tylko książka, ale ludzie, którzy mogliby istnieć w naszym świecie i zachowywać się podobnie. 

Fabularnie książka niesamowicie wciąga. Już pierwsza część, która w tym wydaniu jest odpowiednikiem pierwszego tomu, całkowicie przekonała mnie do siebie. Chciałam towarzyszyć Casselowi w jego działaniach i chciałam, by jego życie potoczyło się według jego pragnień. Pojawiła się tajemnica za tajemnicą, nawarstwiając się na siebie, by później czytelnik dostał szansę samemu połączyć niektóre sprawy... Jednak na końcu i tak zostałam całkowicie zaskoczona. Wielu wydarzeń się nie domyśliłam i nie byłam w stanie zauważyć wszystkich powiązań. Każde z nich, gdy już się je poznało, było logiczne, ale zarazem niespodziewane. 

Oczywiście też tradycyjnie chcę podkreślić, że fantastyka, tak jak większość gatunków, ma również istotną tematykę. W tym przypadku jest to załamanie granic dobra i zła. Ukazanie czytelnikowi, jak ta granica jest niejednoznaczna i zależna od najróżniejszych kontekstów. Wbrew pozorom nie zawsze my dokonujemy wyboru. Niekiedy sytuacje dyktują nam własne zasady i zostajemy poddani konieczności podejmowania decyzji należących do kategorii mniejszego zła. Taką sytuacją mogą być podziały społeczne, które od pierwszego oddechu są w stanie dyktować naszym życiem. Czy naprawdę takiego świata chcemy? 

Co do bohaterów to wyróżniają się niesamowitym dopracowaniem i wielowymiarowością. Są to postacie, które można spotkać w prawdziwym życiu. Dlatego niezwykle łatwo utożsamić się z nimi. Zrozumieć ich i ich wybory. Niekoniecznie pochwalać, ale być w stanie wyobrazić sobie, jak się czuli i co doprowadziło ich do tego, kim w tej chwili są i kim staną się w przyszłości. Jest to doskonale widoczne na samym Casselu. Jego postać została dograna w każdym najmniejszym szczególe. Długo nie wiedziałam, co o nim myśleć, ale z czasem dostrzegałam, jak bardzo jego osobowość jest skomplikowana i zarazem fascynująca. 

Niesamowicie cieszę się, że zdecydowałam się zapoznać z "Klątwiarzami". Samą książkę czytałam ponad miesiąc, co wynikało z nawału obowiązków. Ten czas sprawił, że stała się ona w mojej głowie czymś więcej niż po prostu dobrą książką. Przywiązałam się do niej i do dzisiaj czuję rodzaj monotonii i też sentymentu. Jeśli lubicie nieschematyczne rozwiązania i motyw dobra-zła, myślę, że to będzie dla Was doskonała lektura. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Jaguar 

czwartek, 4 sierpnia 2022

Grzesznik Nawrócony – Julia Quinn

 

Tytuł: Grzesznik Nawrócony

Autor: Julia Quinn

Przekład: Maria Wójtowicz

Cykl: Bridgertonowie

Tom: VI

Kategoria: Romans

Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Liczba stron: 473

Ocena: 4/10





Miłość jest uczuciem wyjątkowo skomplikowanym i trudnym do uchwycenia w słowach. Niesie ze sobą wiele pięknych, szczęśliwych chwil. Za jej sprawą można wiele zrozumieć w życiu i zmienić samego siebie. Jednak niestety potrafi ona nieść również cierpienie, rozpacz, żałobę i konieczność podejmowania wyjątkowo trudnych emocji. Mimo świadomości tego dużo osób jest gotowych i tak oddać się całym sobą miłości. W końcu te szczęśliwe chwile będą warte przeżycia. Na tyle by przysłonić te złe, by dać radę poradzić sobie z nimi. Jestem zwolennikiem takiego podejścia i wierzę, że wobec miłości naprawdę warto czasami coś poświęcić. A Wy? Jaka jest Wasza opinia?

Frencesca Bridgerton jest w szczęśliwym małżeństwie od dwóch lat. Od razu gdy tylko poznała swojego męża, miała poczucie, że przy tym człowieku czuje się swobodnie, dobrze i że po prostu jest on jej przeznaczony. Tak też w rzeczywistości było. Wchodząc w małżeństwo zyskała też wielu przyjaciół, w tym kuzyna swojego męża – Michaela. Polubiła go za jego poczucie humoru, swobodę bycia i naturalność. Uwielbiała też słuchać o jego grzeszkach, bo tak się składa, że Michael był niesłychanym uwodzicielem i beztroską duszą. Lecz Michael miał też swoją wielką tajemnicę i jego celem życiowym było, by nikt nigdy się o niej nie dowiedział. Jaka to była tajemnica? Czy udało się ją zachować? 

Do przeczytania tej książki skłonił mnie serial "Bridgertonowie". Mam za sobą oba sezony i bardzo mieszane odczucia do nich. To typ serialu, który z pasją krytykuję, ale również z pasją oglądam i nie mogę go przegapić wraz z pojawieniem się kolejnego sezonu. Doskonale wiem, co mi się w nim nie podoba, ale też doskonale rozumiem, czemu tak bardzo lubię go oglądać. Słyszałam, że książki są tradycyjną opinią lepsze od serialu. Dotychczas miałam już małą styczność z jednym tomem, jednak nie na tyle by mieć własną opinię. Tymczasem po przeczytaniu "Grzesznika Nawróconego" mam poczucie, że tym razem to powieść jest gorszym wyborem. Choć też nie do końca można uchwycić to w takie ramy, ponieważ bezpośrednio ta część cyklu o rodzeństwie nie ma jeszcze swojej ekranizacji. 

Przede wszystkim całość opiera się na wyjątkowo schematycznym sposobie myślenia, co początkowo wręcz mnie bawiło, ponieważ naprawdę wiele wydarzeń byłam w stanie przewidzieć na podstawie moich czytelniczych i filmowych doświadczeń. Lecz z czasem zaczęło mnie to niesamowicie irytować, gdyż ostatecznie chciałam, żeby coś – cokolwiek – mnie zaskoczyło. Tak niestety nie było. 

Sama powieść "Grzesznik Nawrócony" ma jak dla mnie ładne przesłanie. Pokazuje, że każdemu z nas należy się szczęście i to szczęście, które będzie naszym marzeniem, naszą decyzją, a nie narzuconą z góry koncepcją szczęścia. Powieść podkreśla również, że ludzie, którzy naprawdę nas kochają całym sercem, będą nam życzyć właśnie takiego szczęścia i będą w stanie je zaakceptować. A co może być przeszkodą w osiągnięciu tego celu? Nasze ograniczenia narzucone przez samych siebie. Wszystko dzieje się w naszej głowie i czasami możemy nie zauważyć, że jakkolwiek, idąc słowami z "Harry'ego Pottera", w żaden sposób nie oznacza to, że nie jest prawdziwe, to jednak niekoniecznie nakłada się z rzeczywistością. I sama świadomość tego, że dopatrujemy się czegoś, czego nie ma, może otworzyć nam wiele możliwości. 

Jednak wracając do aspektów bardziej warsztatowych, to pod względem stylistycznym powieść czyta się fantastycznie. Myślę, że autorka jest geniuszem stylistycznym. Wiem, że sporo czytelników nie zgadza się z tą opinią, ale tak naprawdę dla mnie jest rodzajem majstersztyku stworzyć taką powieść, którą czyta się wyjątkowo szybko, odbiór jest bardzo łatwy i przyjemny, a przy tym jest wiele intensywnych emocji. Ta książka po prostu daje odpoczynek i radość z czytania. Takie oderwanie się od rzeczywistości. Tym bardziej że jak odejdziemy trochę od samej fabuły i dokładniej się przyjrzymy właśnie stylistyce, to widać dopracowanie i dbanie o szczegóły, co bez wątpienia jest godne szacunku. 

Fabuła jest tak, jak wcześniej pisałam, bardzo schematyczna i stereotypowa. Co prawda ciężko odejść tutaj od stereotypów, gdy cofamy się o 200 lat do tyłu. Niemniej myślę, że odpowiednia doza oryginalności byłaby w stanie wiele zmienić. Same zabiegi fabularne opierają się na sposobach, które delikatnie to ujmując, nie cenię i nie umiem obdarzyć choćby krztą szacunku. Momentami czułam się zniesmaczona taką banalnością i sztampowością. Tym bardziej że pod względem akcji dzieje się wyjątkowo mało i po prawie pięciuset stronach jestem w stanie w kilku zdaniach opisać całość. Gdzie znikły te wszystkie strony? Przyznam, że to mnie dość mocno zdziwiło, gdyż przeniosłam swoje serialowe doświadczenia na książkę i zostały one stłamszone. 

Co do bohaterów jestem niesamowicie rozczarowana. "Grzesznik Nawrócony" ma wiele intensywnych emocji, jest to swoisty rollercoaster, ale dla mnie one są po prostu płytkie. Pełnią swoją funkcję, ale na niskim poziomie. Przedstawiona miłość nie jest dla mnie miłością, tylko wyłącznie namiętnością. I ja doskonale wiem, że te dwa pojęcia w tym kontekście mocno się ze sobą łączą, ale odczuwałam tutaj właśnie wyłącznie namiętność, a to za mało, by kupić moje serce. Choć uważam, że sceny erotyczne były napisane bardzo dobrze. Wracając do bohaterów, to nie wykazują posiadania osobowości. Wszystko, co o nich wiemy, to tak naprawdę słowa autorki, której musimy uwierzyć. Nie dostajemy żadnego potwierdzenia, że tak właśnie jest, żadne działania czy głębsze emocje nie dają nam szans na lepsze zapoznanie się z głównych bohaterami. Natomiast bohaterowie drugoplanowi czy epizodyczni to tylko tło, ponieważ w sytuacjach społecznych przecież ktoś więcej musi być. Sama Francesca okazała się typowym głupiutką kobietką, co mnie zasmuciło i rozczarowało, ponieważ początek zapowiadał silny, kobiecy charakter. Michael był kobieciarzem, a przynajmniej tak uważa autorka, więc trzeba jej uwierzyć na słowo. 

Wiem, że momentami jest to dość bezwzględna krytyka, ale jak czytacie, dostrzegam też zalety i na swój własny sposób je cenię. To bardziej analiza niż konkretna opinia. Uważam, że "Grzesznik Nawrócony" to dość słaba literatura, ale nawet nie będę udawać, że nie dała mi radości. Mimo tych wszystkich wad bawiłam się doskonale i dostałam wymarzoną rozrywkę podczas wielu godzin nauki do obrony. Tego trzeba mi było i jestem przekonana, że przy kolejnym tak intensywnym dla mnie czasie na pewno sięgnę po wcześniejszy lub następny tom. Czy polecam? Tutaj odpowiedź jest oczywista – zależy komu. Jeśli lubicie romans lub potrzebujecie czegoś lekkiego, to sprawdzi się doskonale. Ale jeśli jesteście fanami troszkę cięższej i poważniejszej literatury, to raczej się nie odnajdziecie w tej powieści. 

 Książka z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl