piątek, 24 czerwca 2022

Brom 2 – Unka Odya

 

Tytuł: Brom 2

Autor: Unka Odya

Cykl: Brom

Tom: II

Kategoria: Komiksy

Wydawnictwo: Wydawnictwo 23

Liczba stron: 229

Ocena: 4/10






A gdyby świat wyglądał całkowicie inaczej niż ten, który znamy? Gdyby był taki, jak z tych wszystkich fantastycznych opowieści, gdzie magia jest czymś realny? Trudno mi to sobie wyobrazić, choć od najmłodszych lat czytam książki pełne magii i niemożliwych ciągów przyczynowo-skutkowych. Czy byłby tak samo ekscytujący? A może koło ekscytacji ze wszystkich stron można by spodziewać się niebezpieczeństwa? Ale ile łatwiejsze mogłoby być życie... Choć czy na pewno? Czy to nie pozory? 

Po ostatnich wydarzeniach Brom już wie, że Eryk nie jest Aleksem. Wie też, że czeka go dorosłe życie. Zaczynają mijać lata, a Brom musi sobie poradzić z tym, co ono niesie. Wbrew pozorom wcale nie jest tak łatwo odnaleźć się w tej cudownej w oczach nastolatków dorosłości. Okazuje się tak odmienna od tego, czego można by oczekiwać... Są i dobre chwile – nawet w świecie, gdzie wilkołaki są czymś stosunkowo normalnym, a strzygonie można spotkać na ulicy. Gotowi, by się o tym przekonać? 

Zdecydowałam się przeczytać "Brom 2", ponieważ przyciągnęła mnie okładka, tematyka oraz chęć przeczytania jakiegoś komiksu. Myślę, że to perfekcyjny zestaw decyzyjny. Niemniej tak bardzo skupiłam się na rybach na okładce, że nie zauważyłam tej wielkiej dwójki, więc niczego nieświadoma zaczęłam czytać swoim zwyczajem tom drugi, nie mając o tym pojęcia. To nic. Pewnych faktów nie znałam, ale miałam wrażenie, że bardzo szybko się odnalazłam w fabule i że ogólnie to nie są tak bardzo połączone opowieści, by na dłuższą metą czytanie w innej kolejności mogło przeszkadzać. Ale już się nie tłumacząc, zadam standardowe pytanie: jak moje wrażenia? Koszmarnie, choć w pewnym stopniu jest to nieuzasadnione. 

Sam pomysł wydaje mi się fantastyczny, choć warto przypomnieć, że mieści się on w moich zainteresowaniach. Uważam, że takie motywy robią się coraz popularniejsze, co mnie niezmiernie cieszy, ale nadal uważam, że jest ich za mało. I tutaj mam poczucie, że jest to ważne. Istoty nadprzyrodzone są różne, lecz mają podłoże w różnych kulturach, w tym naszej mitologii słowiańskiej. Przeszłość ma znaczenie. Może już nie boimy się strzygoni i innych tym podobnych istot, ale jest to część nas, która wieki temu kształtowała naszą kulturę. 

Na samej fabule mocno się zawiodłam, gdyż oczekiwałam pasjonującej, pełnej zwrotów akcji historii. Tymczasem mam wrażenie, że jest ona dosłownie o niczym. Nie ma żadnego konkretnego celu, który pozwoliłby się czytelnikowi przywiązać do opowieści. Gdy czytałam, to miałam poczucie, że to cały czas tylko wprowadzenie pozwalające poznać bohaterów i ogólne zasady rządzące światem. W taki sposób doszłam do końca komiksu. Z jednej strony "Brom 2" przedstawia niecodzienne życie, gdzie jest magia, wilkołaki i inne stworzenia. Z drugiej pomijając te nadprzyrodzone fakty, jest ono całkowicie codzienne i nieróżniące się od naszego. Czasami jest w tym piękno i wtedy jest to uzasadnione. Niemniej tutaj po prostu dla mnie przeczyło zamysłowi. 

Pojawiło się też sporo wstawek z erotycznymi podtekstami i wulgaryzmami. Czemu zwracam na to uwagę? Przecież nie ma w tym nic złego. Oczywiście, że nie ma. Nadaje historii naturalności i wspomnianej codzienności. W końcu wiemy, jak jest i nie ma, co robić z normalnych rzeczy tematu tabu. I to podejście mi się podoba, ale... Niestety, musi być to sławetne ale. Odbiór – wydawał mi się wymuszony. Jakby ktoś pomyślał coś podobnego jak ja i na siłę wstawiał pewne nawiązania, żeby pojawiła się ta naturalność. Nie wynikało to dla mnie z lekkiego pióra, lecz z niedopracowanego zabiegu literackiego. 

Tematyka! I tutaj w punkt, przemówiła do mnie, ponieważ można odnaleźć tutaj wątki podkreślające, jak się czują osoby określane jako "inne". I ta "inność" może wynikać z ich wyboru lub z natury. Czasami ciężko pokonać niektóre rzeczy w sobie lub właśnie odwrotnie – pokonuje się je wyłącznie po to, by pokonać, a tak naprawdę nie ma takiej najmniejszej potrzeby. Za tym idzie samotność i wiele trudnych, często wyniszczających decyzji. Nieważne, czy wilkołak, strzygoń, wiedźma, czy zwykły człowiek. To wszystkich z nas łączy. 

Jeszcze parę słów na temat wydania. Przede wszystkim kreska ilustracji nie przypadła mi do gustu i myślę, że to też był aspekt, który zaburzał mi całościowy odbiór. Nie znam się na określeniach plastycznych czy graficznych, ale dla mnie te ilustracje były zbyt miękkie. Dodatkowo uwielbiam wszystko, co doskonale dopracowane, czasami nawet do przesady, a tutaj ilustratorka bazowała na odpowiednim doborze prostych rozwiązań. Bez wątpienia to wyłącznie kwestia gustu, więc też nie mogę na dłuższą metę odbierać tego jako wady. Choć ta prostota sprawiła, że było one bardzo przejrzyste i zrozumiałe. I jestem pod wrażeniem przemyślanego położenia dymków. Test czytało się wspaniale. 

Niestety "Brom 2" okazał się dla mnie rozczarowaniem. Gdy rozpoczynałam czytać, miałam całkowicie inne oczekiwania i większość z nich nie została spełniona. Komiks ma naprawdę wiele zalet, lecz ścierają się one z moimi własnym, mocno odmiennymi upodobaniami. 

Egzemplarz recenzencki Sztukater.pl

poniedziałek, 20 czerwca 2022

Legendy Ahn – Kel Kade

 

Tytuł: Legendy Ahn

Autor: Kel Kade

Przekład: Piotr Kucharski

Cykl: Kroniki Mroku

Tom: III

Kategoria: Fantasy

Wydawnictwo: Fabryka Słów

Liczba stron: 574

Ocena: 9/10





Czasami zaczynam czytać książkę i od pierwszych stron mam poczucie, że to będzie dla mnie niezapomniana przygoda. Niekoniecznie książka musi się wyróżniać genialnym stylem, oryginalną fabułą, czy dobrze wykreowanymi bohaterami. Może mieć naprawdę sporo wad. Jednak to nic nie zmienia. Po prostu wiem, że ta powieść będzie odgrywać w moim życiu istotną rolę. Nigdy nie umiałam tego uczucia dokładnie ubrać w słowa. Nie jest to też coś częstego. Jak mam być szczera, to moje początkowe "czasami" zdarzyło się tylko kilka razy w życiu. A czy Wy macie takie książki? 

Rezkin został postawiony przed całkowicie nowym zadaniem. Na szczęście był szkolony do takich działań od najmłodszych lat. Sytuacja może być niekonwencjonalna, przerażająca i wymagającą wybitnych umiejętności, ale Rezkin to wszystko potrafi. Czy to nie jest niesamowite, że jest tak wyjątkowy i utalentowany pod każdym względem? Na pewno tak, ale tak naprawdę Rezkinowi brakuje jednej podstawowej umiejętności – komunikacji międzyludzkiej i co za tym idzie empatii. A przynajmniej tak mogłoby się wydawać. Czy moje słowa się potwierdzą? Czy też ta nieludzka postać jest właśnie wyjątkowo ludzka? 

"Kroniki Mroku" okazały się w moim przypadku strzałem w dziesiątkę! Są dokładnie typem książki, o której piszę we wprowadzeniu. Dosłownie od pierwszych stron zakochałam się w tej historii i byłam w stanie przymknąć oko na wszystkie wady pierwszego tomu. Jednak czym dalej, tym było jeszcze lepiej. Nie dość, że czuję z tym cyklem głęboką więź, to Kel Kade jako pisarka bardzo rozwinęła własne umiejętności pisarskie, tworząc opowieść niesamowicie rozbudowaną, pełną tajemnic i zachwycającą wnikliwą analizą osobowości głównego bohatera. Czego chcieć więcej? Kolejnych tomów!

Już od "Powiernika Mieczy" doceniałam pomysł na całościową koncepcję. Wydawał mi się bardzo ciekawy oraz sprawiał, że koniecznie chciałam wiedzieć, co będzie działo się dalej. W "Legendach Ahn" moje zamiłowanie do pomysłu jeszcze bardziej się pogłębiło, ponieważ pisarka wyszła poza sztywne ramy i swoje pierwotne koncepcje wykorzystała jako solidny fundament, na którym ciągle buduje coś nowego. Dzięki temu cykl zachowuje świeżość i za każdym razem potrafi mnie czymś zaskoczyć. Poza tym cały czas bawię się wyśmienicie, zastanawiając się, co tym razem mnie jako czytelnika czeka. 

Styl Kel Kade jest już mi doskonale znany i dotychczas nigdy się na nim nie zawiodłam. Jest to typowy przykład powrotu do czegoś, co dobrze się zna i co daje poczucie bezpieczeństwa i rodzaj swoistej satysfakcji, że ponownie udało się nam spotkać. Pisarka dba, by był on dopracowany poprzez dokładne opisy miejsc, ludzi, broni i przede wszystkim przeżyć wewnętrznych bohatera. Mam wrażenie, że część czytelników może taki styl odebrać jako dość trudny i wręcz ciężki właśnie w odbiorze. Lecz gdy ja czytam, to mam poczucie szczegółowości, ale też przejrzystości. Tym bardziej że te liczne opisy intensywnie oddziałują na wyobraźnię i sprawiają, że jestem w stanie przenieść się do tego świata i podążać za bohaterami. 

Sama fabuła ekscytuje mnie poprzez wiele akcji i to poczucie, że tyle ważnych zdarzeń ma tam miejsce, że nie można się oderwać ani na chwilę. Jednak nie miałam też poczucia, że te wszystkie wydarzenia dzieją się zbyt szybko. Dla mnie to doskonałe trafienie w punkt pomiędzy akcją, a jej odpowiednim spowolnieniem. Sama historia wydaje się wyjątkowo przemyślana i logiczna, lecz dla czytelników początkowo jest owianą mgłą wielu tajemnic i niedopowiedzeń. Dlatego tak wspaniale jest odkrywać powoli wraz z Rezkinem tak olbrzymią liczbę sekretów i łączyć ją w zgrabny ciąg przyczynowo skutkowy. Na większość rzeczy nie byłam w stanie sama wpaść, ponieważ w powieści dominuje odejście od schematów i nieprzewidywalność. 

Kolejnym elementem, który systematycznie mnie zadziwia i zachwyca, jest kreacja bohaterów. Historia przedstawia naprawdę wielu niesamowitych ludzi, którzy są dopracowani pod każdym względem. Reprezentują sobą różne charaktery i różne życiowe historie. Każdy z nich posiada własną historię poprzez opowieść z przeszłości i nadzieję na przyszłość. Niekoniecznie musimy te opowieści znać, ale ewidentnie one tam są i nadają barw tym osobom. Jednak bez wątpienia najbardziej wyjątkowym bohaterem jest sam Rezkin. Jego postać będzie dla mnie zawsze geniuszem. Autorka tworząc Rezkina, ujęła tak wiele elementów. Nie zapomniała o niczym – jest jego osobowość, jest jego charakter, temperament, ale też lata nauki, a później styczność ze światem wewnętrznym i nowo poznanymi ludźmi. W jego głębokich przemyśleniach to wszystko jest widoczne i jest widoczne jak z czasem zaczyna się powoli zmieniać. Ta zmiana jest po prostu wybitnie przedstawiona pod względem psychologicznym. 

Książki fantasy mają to do siebie, że łatwo zapomnieć, że poza epickimi opowieściami one opowiadają również o wyjątkowo istotnych sprawach. Tak samo jest z "Legendami Ahn" i ogólnie całym cyklem "Kronik Mroku". Tutaj właśnie postać Rezkina przedstawia, w jaki sposób można tworzyć ludzi. Brzmi to dość okrutnie, ale dzięki modelowaniu, warunkowaniu czy karaniu można człowieka w pewien sposób uformować pod własne widzimisie. Niemniej jest to też duże uproszczenie, bo jak książka początkowo ukazuje potęgę takich działań, to z czasem można zobaczyć, że i one mają swoje granice i że mogą zostać zaburzone, zmienione i dzięki tym zmianom człowiek może stać się kimś całkiem innym. Tym bardziej że powieść ujmuje w tym również wątek zależności od sytuacji, kontekstu. Niekiedy poprzez brak wzajemnego zrozumienia można niszczyć ludzi. Należy się tego wystrzegać. 

Jak sami czytacie, jestem zachwycona "Legendami Ahn". Tak naprawdę nie wymieniam tutaj żadnych wad, co jest dla mnie nietypowe. Oczywiście one istnieją, ale przy tak wielu niesamowitych zaletach blakną i są niedostrzegalne. Historia Rezkina skradła moje serce i sprawiła, że zaczęłam inaczej postrzegać świat. Nie można też zapomnieć, że to niezwykła powieść fantasy. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję bardzo Fabryce Słów

piątek, 17 czerwca 2022

Zaklinacz tygrysów – Roch Urbaniak

 

Tytuł: Zaklinacz tygrysów

Autor: Roch Urbaniak

Kategoria: Literatura dziecięca

Wydawnictwo: Dwukropek

Liczba stron: 88

Ocena: 8/10








Zdarzają mi się dni, gdy wstaję i myślę sobie, jaki ten świat jest piękny. Zdaję sobie sprawę, że piękno jest określeniem wybitnie subiektywnym, a w odniesieniu do świata wyjątkowo zależnym od kontekstu i przeżyć wewnętrznych konkretnych ludzi. Niemniej w takie dni lubię zachwycać się każdą najmniejszą rzeczą. Słońce, deszcz... Czy to nie są niesamowite zjawiska? Piękne kwiaty, radośnie szczekające psy, latające pszczoły i motyle, no i oczywiście uśmiechnięci ludzie. Jeśli popatrzy się na świat z takiej perspektywy, to naprawdę jest wyjątkowym miejscem. Tylko niestety ludzie są też wyjątkowi i mam tu na myśli i pozytywny wydźwięk, i negatywny. W końcu należymy do tej planety, ale też codziennie, w sposób wyjątkowo systematyczny i bezlitosny niszczymy ją. Czy to nie jest pora, by zawalczyć o naszą Ziemię? 

W Najdalszej Zatoce pewnego dnia doszło do niesamowitego wydarzenia. Wystąpił mistrz fletu Ari! To był niezapomniany występ. Artysta grał tak przepięknie, że wszystko zastygło i wsłuchało się w grane przez niego utwory. Koncert trwał w najlepsze, jednak coś nagle go przerwało. A tym czymś tak naprawdę okazał się tygrys. Tygrysy mają niepokorną naturę, a ten w sposób widoczny okazywał swoje złe nastawienie i złość. Czym bardziej się złościł, tym był większy i groźniejszy. Co z tego wynikło? Jak Najdalsza Zatoczka poradziła sobie z tym rozwścieczonym zwierzęciem? Czy koncert został kiedyś dokończony? 

Gdy tylko po raz pierwszy zobaczyłam zapowiedź tej książki, wiedziałam, że muszę ją przeczytać. Po prostu muszę! Nie ma tutaj, o czym mówić. Ilustracje i raczej nietypowa tematyka zachęcały i obiecywały równie niezapomnianą przygodę jak wspomniany występ. Jak się oprzeć czemuś takiemu? Zwłaszcza, gdy obejrzało się część prac ilustratora, który również odpowiada za tekst. Niesamowite! Czy moje podekscytowanie pozostaje takie samo po przeczytaniu tej książeczki? Oczywiście, że tak! Liczba wykrzykników, które staram się ograniczać, mówi sama za siebie. 

Zaczynając wedle mojej tradycji od pomysłu – wyjątkowo niesztampowy. Wprost kipi oryginalnością, a ja zawsze cenię nowe perspektywy patrzenia na świat i nowe wyżyny wyobraźni. Roch Urbaniak tą książką udowodnił, że doskonale zwiedził wszystkie szczyty właśnie wyobraźni. Nigdy dotychczas nie spotkałam się z podobnym pomysłem i warto zaznaczyć, że wyjątkowo przypadł mi do gustu. Wyróżnia się barwnością i odkrywczością. 

Tymczasem styl autora tylko dodatkowo podkreśla wspomnianą barwność. Już od pierwszych stron robi niesamowite wrażenie, poprzez wiele opisów krajobrazów i możliwych przeżyć wewnętrznych. Jednak nie są one przytłaczające i nie są też pod żadnych pozorem nudne. Zaryzykowałabym nawet stwierdzenie, że to one odpowiadają za pobudzenie wyobraźni i możliwość podążania za całą opowieścią. Tym bardziej że przy tym styl pisarski jest stosunkowo łatwy i przyjemny w odbiorze, co sprawi, że młodsze dzieci nie powinny mieć za bardzo problemów ze zrozumieniem. A starszy czytelnik na pewno doceni taką dozę fantazji. 

"Zaklinacz tygrysów" pod względem fabularnym wciąga od samego początku. Bardzo chciałam się dowiedzieć, co tak naprawdę wydarzyło się w Najdalszej Zatoczce i skąd oraz po co wziął się ten tygrys. Te pytania prowadziły mnie przez całą historię, nie pozwalając się oderwać od lektury. Dominował wyjątkowo rozbudowany jak na literaturę dziecięcą świat, który ciekawił i inspirował. Razem z treścią można było go tworzyć w wyobraźni i nie było tu żadnych ograniczeń. Tym bardziej że główni bohaterowie zyskali też moją sympatię, więc kibicowałam im i równie mocno jak oni pragnęłam, by spełnili swoje cele. Okazało się, że mamy naprawdę bardzo zbieżne marzenia i plany. 

Jednak w całej książce przede wszystkim chodzi o tematykę wyróżniającą się szerokim zakresem, ale niezmiernie istotnym. W niesamowicie barwny sposób autor wskazuje na problem ekologiczny naszej planety i konieczność walczenia o nią. Przeplata to z pragnieniem wolności i możliwości dokonywania swoich własnych wyborów. Wybrzmiewa to przede wszystkim w kontekście zwierząt i naszym zbytnim wkraczaniem w ich naturalne środowiska. Niemniej dla ludzi też jest miejsce. Mimo naszych błędów i niepokorności oraz pragnienia zawładnięcia światem, również do niego należymy i mamy swoje własne miejsce. Tylko musimy pamiętać właśnie o tym – mamy własne miejsce, własną rolę i tego powinniśmy się trzymać. Wtedy być może świat pozostanie nadal przepiękną, pełną życia i niesamowitości planetą. Czy to nie byłoby cudowne?

Tematyka powieści daje nadzieję, a ilustracje sprawiają, że warto za nią podążać. Są po prostu nieopisywalnie cudowne. Tutaj ponownie powracamy do oryginalności. Oryginalny jest pomysł, co na nich się znajduje, oryginalna jest kreska Rocha Urbaniaka i oryginalny jest całokształt. Pod względem artystycznym to dosłownie niezapomniane wrażenie. Przy tym dobór barw sprawia, że łatwo oczami wyobraźni przenieść się do przedstawionych miejsc. Tym bardziej że ilustrator zadbał o szczegóły. 

"Zaklinacz tygrysów" to wyjątkowa opowieść o nadziei, przyjaźni i walce o szeroko pojętą wolność. Zarazem nie ma oczywistego podziału na dobro i zło. Każda postać i każda historia jest poruszona z wielu perspektyw i pozwala na własne wnioski. Tłumaczy przyczyny, działania i konsekwencje. Takiej powieści potrzebują zarówno dzieci, jak i dorośli. 

Książka została otrzymana z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl

czwartek, 9 czerwca 2022

Autyzm i dieta. Co jako rodzic powinieneś wiedzieć – Justyna Jessa

 

Tytuł: Autyzm i dieta. Co jako rodzic powinieneś wiedzieć

Autor: Justyna Jessa

Kategoria: Poradnik, literatura popularno-naukowe

Wydawnictwo: Sensus

Liczba stron: 176

Ocena: 8/10








Spektrum autyzmu jest tematem bardzo poważnym i wartym uwagi każdego z nas. Możecie zadać sobie pytanie czemu, jeśli nas bezpośrednio nie dotyczy. Osób ze spektrum autyzmu jest wiele. Na tę chwilę są notowane w kategoriach zaburzenia, jednakże istnieją hipotezy, które mówią, że spektrum autyzmu jest po prostu innym sposobem funkcjonowania. Może warto dokładnie mu się przyjrzeć, by wiedzieć, jak rozmawiać z osobą ze spektrum i przede wszystkim przynajmniej próbować zrozumieć ich tok myślenia. Jednak dzisiaj chciałabym zwrócić uwagę na o wiele bardziej wąski aspekt tego zaburzenia związany z dietą. 

"Autyzm i dieta. Co jako rodzic powinieneś wiedzieć" zainteresował mnie, ponieważ ze względu na przyszłą pracę zawodową potrzebuję zyskiwać, jak największą wiedzę w tym temacie. I oczywiście jest to naturalnie w kręgu moich zainteresowań. Lecz dotychczas nie miałam okazji lepiej zapoznać się z tematyka jedzenia i trudności z nim związanych w kontekście spektrum autyzmu. Poza tym wydaje mi się, że dla rodziców zmagających się z tymi właśnie kłopotami taka pozycja literacka może wiele wyjaśnić i pomóc zastosować różne techniki psychologiczne. Samo poczucie rodzica, że da się podjąć jakieś działania jest na pewno wartościowym doświadczeniem. A ta książka właśnie to daje. 

Jednak na początku chciałam rzec parę słów w kontekście warsztatu literackiego. Styl, którym napisana jest książka, jest bardzo przystępny. Prosty w odbiorze. Podkreśla aspekty naukowe, ale nie przechodzi w tak zwany bełkot naukowy. Myślę, że dla każdego odpowiednio zmotywowanego czytelnika będzie to przejrzysta i klarowna treść. Przy tam całość dobrze się czyta w rozumieniu, że książka po prostu wciąga w ten sam sposób co powieść fabularna. A to też jest bardzo ciekawe odczucie i godne pochwały. Wiedza i zainteresowanie zazwyczaj idą ze sobą w parze, ale tutaj to połączenie wprost perfekcyjne. 

W książce wypowiadają się różne osoby, ale łączy wszystkich to samo podejście, które również ja staram się wyznawać i liczę, że w pracy zawodowej będę w stanie z niego czynnie korzystać. A mówię tutaj o podejściu, że niektóre cechy ze spektrum są wspólne, więc można czerpać ze wzajemnego doświadczenia, jednakże należy pamiętać, że trudności związane z posiłkami mogą w autyzmie w ogóle nie wystąpić lub mieć całkowicie odmienny obraz. To jest to optymalne spojrzenie i korzystanie ze źródeł przy pamiętaniu o indywidualności. Autorka na trudności związane z dietą patrzy poprzez wielowymiarowe podejście i w swoim poradniku przedstawia najróżniejsze możliwości. Ukazują one, skąd może brać się problem, jakie w ogóle problemy mogą wystąpić i przede wszystkim przedstawia wiele technik pozwalających na walkę z tymi trudnościami. 

"Autyzm i dieta" jest pozycją w pewnym sensie naukową, gdyż nie są to tylko słowa wynikające wyłącznie z obserwacji i doświadczenia pisarki, ale także informacje i techniki poparte konkretnymi badaniami. Ich wypis znajduje się w bibliografii na końcu książki, co daje poczucie, że to rzetelna wiedza. Osoby bardziej zainteresowane mogą po przedstawione pozycje naukowe same sięgnąć, by pogłębić temat lub po prostu utwierdzić się w przedstawionych informacjach. 

Warto też zwrócić uwagę, że połowa książki to wyjątkowo ciekawe przepisy kulinarne. Ich różnorodność naprawdę robi wrażenie i jest równa książkom kucharskim. Nie są to tylko przepisy stricte na obiad, ale cała gama przepisów na różne posiłki i również przetworów oraz deserów. Gdy z nimi się zapoznawałam, to miałam myśl, że na spokojnie można wykorzystać je w kontekście zaburzeń ze spektrum autyzmu, ale również i dla siebie. 

Podsumowując już moją wypowiedź, stanowczo polecam Wam tę książę. Jest to wartościowa pozycja, z której można wynieść wiele przydatnych informacji i skorzystać z podanych technik radzenia sobie z trudnościami w jedzeniu. Zarazem to niezwykły zbiór przepisów kucharskich, który może urozmaić codzienne posiłki. 

Egzemplarz recenzencki Sztukater.pl

poniedziałek, 6 czerwca 2022

Niebieski jest mój kapelusz – Therese Chromik


Tytuł: Niebieski jest mój kapelusz

Autor: Therese Chromik 

Przekład: Edward Białek, Justyna Radłowska

Kategoria: Poezja

Wydawnictwo: Oficyna Wydawnicza ATUT

Liczba stron: 56

Ocena: 6/10






Przełom jesieni i zimy niesie ze sobą unikatową atmosferę, która dla mnie jest wprost idealna, by oddać się głębokim rozważaniom i wśród szarości, spadających liści, a następnie śniegu odnaleźć w sobie ten dziecięcy zachwyt. Wtedy też ludzie noszą często płaszcze, wielkie chusty, beret i zimowe buty. Co to ma do tego? Też tworzy odpowiednią atmosferę – atmosferę związaną z literaturą i epoką, która być może bezpowrotnie odeszła. Jednak dzisiaj parę słów nie o prozie, tylko o poezji. 

Mam ochotę napisać Wam, że brnę w swoim postanowieniu czytania poezji w 2021 roku. I tak w dużej mierze jest, ale rok zbliża się ku końcowi i niedługo podejmę decyzję, czy poezja pozostanie czymś stałym w moim życiu, czy czymś sporadycznym i spontanicznym. Być może stąd mój nostalgiczny humor. Tym bardziej że w ostatnich dniach miałam przyjemność zapoznać się z tomikiem poezji poetki, o której nigdy wcześniej nie słyszałam, a mówię tutaj o Therese Chromik. Jej poezja jest dla mnie nowym doświadczeniem i przyznam, że interesującym. 

Styl autorki jest unikatowy i czuję w nim powiew świeżości, ale również starej klasy w pisaniu poezji. To moje ulubione połączenie, więc od razu nastawiłam się niezmiernie pozytywnie do wszystkich wierszy poetki. A są one wyjątkowo opisowe, co pozwala czytelnikowi wyzwolić wyobraźnię i dać się ponieść słowom, które są czymś znacznie więcej niż tylko słowami. Therese Chromik zwraca uwagę na szczegóły i to właśnie je dopracowuje. Nie ma tu miejsca na nieprzemyślany zwrot lub nawet na nieprzemyślane słowo. Wszystko znajduje się na swoim miejscu, co jest wyczuwalne w niezwykłej melodyjności poszczególnych wersów. Jestem zachwycona tym zabiegiem, ponieważ nie jest to zasługa rymów, czy nawet odpowiednich środków stylistycznych. Nie jestem w stanie do końca określić, co tak rytmicznie czytelnika prowadzi przez kolejne wiersze. Pozostanę przy wierze, że to pasja pisarki jest odczuwalna w jej twórczości. 

"Niebieski jest mój kapelusz" to subtelny zwrot do ludzi, by na chwilkę się zatrzymali i dostrzegli codzienność, która na pozór wydaje się tak monotonna, a to właśnie w niej tkwi piękno i całe nasze  życie. Uwielbiam ten topos. Tym bardziej że łączy się on z olbrzymią liczbą nawiązań do mitologii i literatury klasycznej. Czyż można odnaleźć coś piękniejszego w poezji? A to nie koniec poetycznych atrakcji. Wśród wierszy również można odnaleźć się poprzez memento mori. Te aspekty wierszy sprawiły, że miałam poczucie, jakby były napisane specjalnie dla mnie, a to zawsze przyjemne odczucie.  Tym bardziej że w poezji Therese Chromik można odnaleźć nawiązania do Polski, co nadaje pewnej swojskości jej wierszom. 

Odnośnie wydawnictwa niezmiernie mi się podoba fakt, że na końcu tomiku można było odnaleźć parę słów o poetce, co nakreśliło obraz, kim jest, dlaczego pisze o niektórych aspektach i skąd te nawiązania do Polski. Dzięki temu kurtyna tajemniczości trochę się odsłoniła, lecz nie na tyle, by zachwiać koncepcję wierszy. Same wiersze były tłumaczone przez dwóch tłumaczy, co według mnie dało się odróżnić i tutaj nie mówię o aspekcie, że któryś z tłumaczy okazał się lepszy czy gorszy. Lubię dodatkową różnorodność. Jednak wracając bezpośrednio do pisarki, to muszę przyznać, że największe wrażenie, wręcz paraliżujące zrobił na mnie wiersz "Nieodwołane". Niewiele mniej doceniłam wiersz "Rocznica śmierci". 

"Niebieski jest mój kapelusz" Therese Chromik okazał się fantastycznym doświadczeniem. Gdzieniegdzie mam pewne zastrzeżenia, ale jako całość uważam, że jest godny uwagi i można z nim spędzić wiele chwil wśród różnorodności rozważań i głębokich emocji. 

Egzemplarz recenzencki Sztukater.pl 

środa, 1 czerwca 2022

Mała Księga Życia według Kahila Gibrana – Neil Douglas-Klocz

 

Tytuł: Mała Księga Życia według Kahila Gibrana

Autor: Neil Douglas-Klocz

Przekład: Robert Sodół

Kategoria: Literatura piękna

Wydawnictwo: Czarna Owca

Liczba stron: 216

Ocena: 8/10







Poszukiwanie sensu życia czasami wydaje się wyjątkowo trudnym zadaniem. Bo czym tak naprawdę jest ten sens i czy to ma oznaczać, że będziemy szczęśliwi? Jeśli patrzeć na to z racjonalnego punktu widzenia to tak, ale w sumie to właśnie on wydaje się irracjonalny. Próbujemy jako jednostka odnaleźć swoje miejsce w całym społeczeństwie, nawet czymś więcej – w uniwersum. I co dalej, gdy je odnajdziemy? Powinniśmy czuć się spełnieni, bo nasze życie ma bardzo konkretny cel, a my tworzymy coś znacznie większego, coś, co nawet w odniesieniu do naszej wyobraźni jest potęgą. Niemniej i tak nie każdy z nas, kto odnalazł swoje miejsce na Ziemi, czuje się szczęśliwy. A co z wypaleniem? Co z nowymi celami? 

Mój wstęp wydaje się być mocno emocjonalny i nacechowany wrogością, niesprawiedliwością i wręcz agresywnością, ale zapewniam Was, że nie tak się czuję. Jestem człowiekiem, który głęboko wierzy w sens życia i mnie nie obchodzi, że to tak naprawdę tylko moja wiara i działania. Póki czuję, że jestem tam, gdzie powinnam, że jestem jednym z trybików kolosalnego mechanizmu, czuję się dobrze. Lecz nic mi nie zabrania zmieniać sens życia albo poszukiwać nowych refleksji na ten temat. Teraz powinnam powiedzieć, że z tego względu postanowiłam przeczytać "Małą Księgę Życia według Kahila Gibrana", ale to byłaby nieprawda. Przyciągnęły mnie zwierzęta na okładce. Po co czytać opisy? Albo zastanawiać się nad tytułem? Choćby po to, żeby wiedzieć, co zaczyna się czytać. Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, bo ta książka okazała się dla mnie niezmiernie ważną pozycją literacką, która niesie ze sobą wiele cenionych przeze mnie wartości. 

"Mała Księga Życia" to zbiór mądrości, krótkich opowiastek i wierszy Kahila Gibrana, czyli libańskiego pisarza. Sam styl, jakim się posługuje, jest mocno poetycki, miejscami wręcz patetyczny, ale posiada też w sobie rodzaj kunsztownej prostoty. Brzmi to trochę jak oksymoron, ale gdy się czyta, większość treści jest zrozumiałych i przejrzystych, choć da się wyczuć właśnie tę poetyckość. Dominuje tu sarkazm, który jest wypowiadany przyjaznym tonem. Ma śmieszyć, ale też skłaniać do refleksji, by się czegoś konkretnego nauczyć. Czuć w tym wszystkim barwność, ale ta barwność wcale nie pochodzi ze środków stylistycznych, a przynajmniej nie w takiej mierze, jakby mogło się wydawać. To odpowiedni dobór słów nadaje piękno i wielowymiarowość całym zdaniom i zwrotom. 

Odwołując się już do treści, to muszę rozpocząć od tego, że one mocno do mnie przemawiają – i na poziomie racjonalności, i na poziomie nie do końca uświadomionych emocji. Dotyczą samego życia i tego, co w nim jest najważniejsze. Oczywiście autor w pewnym sensie narzuca swoje własne wartości, ale jest to rodzaj przemawiającej sugestii, gdzie nikt nie musi się obawiać, że jeśli zdecyduje inaczej, to będzie to nieodpowiednie lub błędne. Przez te wiersze przemawia rodzaj niesamowitej duchowości – tej, która wynika z religijności, ale i tej wynikające z duchowych przeżyć. Zazwyczaj odrzucam takie treści, ponieważ wyczuwam w nich zbyt dużą dozę fanatyzmu. Natomiast tutaj dominowała naturalność. To, w co chcemy wierzyć, jest wyłącznie naszym wyborem i to my doprowadzamy do rozwoju swojej duchowej sfery. "Mała Księga Życia" daje możliwość spojrzenia w głąb siebie i dokonania refleksji na temat własnego życia i własnych wyborów. 

Nie można też nie zwrócić uwagi na piękne wydanie tej krótkiej książeczki. Takie małe, a daje tyle radości. Zachęca ładnym wyglądem wizualnym, ale też przejrzystością umieszczonych w niej treści. Pojawiają się rozdziały, które kierują czytelnika na odpowiednie tory i pozwalają przygotować się do tego, co przyniesie nadchodząca treść. 

Niezmiernie cieszę się, że doszło do tej małej pomyłki z mojej strony. Chciałam opowieść o zwierzętach, otrzymałam opowieść o życiu, ludziach i... też trochę o zwierzętach. Już dawno nie udało mi się poczuć w sobie tyle emocji i dać się ponieść głębokim refleksjom, które realnie zmieniły małe części mojego życia. 

Egzemplarz recenzencki Sztukater.pl

niedziela, 29 maja 2022

Bliźnięta Tuttle i centralne plażowanie – Connor Boyack

 

Tytuł: Bliźnięta Tuttle i centralne plażowanie

Autor: Connor Boyack

Przekład: Marcin Zieliński

Cykl: Bliźnięta Tuttle 

Tom: V

Kategoria: Literatura dziecięca

Wydawnictwo: Instytut Ludwiga von Misesa

Liczba stron: 60

Ocena: 4/10





Codziennie poruszamy się w jakiś ustalonych miejscach. W przypadku miast są to najczęściej ruchliwe ulice, pełne samochodów, ludzi, sklepów i innych parceli. Dzień w dzień mijamy wszystkie budynki i często zdarza się, że nawet im się nie przyglądamy, nie zastanawiamy, co one tak naprawdę tutaj robią i jak zostały stworzone. W końcu sklep to sklep, co tu więcej dywagować. Tymczasem każde miejsce właśnie typu sklepy, różnego rodzaju usługi, parki ma za sobą jakąś historię i ich pojawienie wpływa na sąsiadów. Dlatego tak ważne jest, by tam, gdzie jest możliwość, układ atrakcji i usług był przemyślany. Chcecie dowiedzieć się więcej? 

Bliźnięta tym razem ruszają na plażę. Wydawałoby się, że to będzie wspaniała wycieczka do dobrze znanych, a przez to nostalgicznych miejsc. Tymczasem rzeczywistość zaskoczyła i... Ukochane miejsce stało się puste. Większość symboli promenady znikła, a te, które pozostały, walczą o przetrwanie. Co takiego się stało? Czy da się ten proces odwrócić? Jak poradzą sobie z tą sytuacją bliźnięta Tuttle? 

W ostatnim czasie miałam już możliwość zapoznać się z jednym z tomów cyklu "Bliźnięta Tuttle". Byłam bardzo ciekawa, co przyniesie ta seria. Zapowiadała się intrygująco, a przy tym obiecywała nieść wartościowe treści, które mogą młodszych czytelników wiele nauczyć. Niestety mimo że doceniłam całą koncepcję, jeden z poprzednich tomów – "Potwór z Wyspy Jekylle" – nie spodobał mi się. Lecz drugie podejście, to druga szansa i nowe nadzieje. Czy zostały spełnione? 

Sam pomysł naprawdę bardzo intensywnie do mnie przemawia i jestem niezmiernie podekscytowana, że ktoś myśli w kontekście, że małe dzieci nie są głupiutkimi istotkami, tylko mają jeszcze inne możliwości niż dorośli, co nie znaczy, że pewnych spraw nie są w stanie zrozumieć. Trzeba tylko inaczej do nich podejść. Jednak teraz odczuwam, że mimo mojego pozytywnego spojrzenia na wiedzę dzieci, są jakieś granice. Dlatego tematyka centralnego planowania, która jest przedstawiona w tym tomie, wydaje mi się tematem zbyt skomplikowanym dla młodych czytelników. A przynajmniej zbyt skomplikowanym na poziomie, na którym jest przedstawiona. Być może bardziej elementarne podejście okazałoby się tutaj słuszniejsze. 

Mimo że to już piąta z cyklu część, to nadal książka wydaje mi się zbyt infantylna – nawet dla dzieci. Pisanie książek dla dzieci jest nie lada wyzwaniem, a mali czytelnicy są wymagający i bezkompromisowi w swoich ocenach. A ta książka niesie ze sobą dozę pretensjonalności w odbiorze. Oczywiście tutaj nie mówię o czymś bardzo negatywnym, zapewne w ogóle nieświadomym, ale miałam wrażenie, że autor nie bierze na poważnie swoich czytelników. Skupia się wyłącznie na głównym temacie, a zapomina, że to jednak książka, więc liczy się również warsztat literacki. 

Pisarz również zapomina o trudności związanej z pojęciami abstrakcyjnymi. One czasami potrafią być dużym problemem dla czytelnika o wiele dojrzalszego, a co dopiero dla tak młodych ludzi. Zdaję sobie sprawę, że przecież pojęcie takie jak miłość, czy przyjaźń wprowadza się od najmłodszych lat, a one też są abstrakcyjnymi pojęciami. Niemniej w tym przypadku oprócz tego kłopotu dochodzi problem z logicznym myśleniem. To połączenie dla dziecka o przeciętnym poziomie inteligencji może być zbyt trudne. 

Tym bardziej że w "Centralnym plażowaniu" brakuje dla mnie konkretnej fabuły. Owszem – pojawiają się różne wydarzenia, uporządkowane w sposób spójny, ale brakuje w nich widocznego celu i przede wszystkim wydają mi się nudne. Być może mój sceptycyzm wynika z tego, że sama musiałam mocno skupić się na czytaniu tej książki, żeby zrozumieć, na czym dokładnie polega to centralne planowanie. Dobrym pomysłem byłoby dodanie czegoś bardziej emocjonującego do akcji. Tak, by czytelnik miał możliwość się rozluźnić. 

Również ilustracje nie przypadły mi do gustu, gdyż mam mocne skojarzenie z typowo szkolnymi podręcznikami. Jednak na końcu książki można znaleźć słowniczek oraz pytania do dalszej dyskusji, co według mnie jest fantastycznym rozwiązaniem, gdyż wtedy można uporządkować wiedzę dziecka i dodatkowo sprawdzić, czy przedstawione treści są zrozumiałe w szerszym kontekście. 

Niestety cykl "Bliźnięta Tuttle" okazał się nie dla mnie, a raczej wyjawiając swoją opinię, daję znać, że nie uważam go za dobry wybór dla dzieci. Choć tu warto pamiętać, że jest to wyłącznie moje zdanie, oparte na moich własnych odczuciach, a najważniejszy jest młody czytelnik. Na razie nie miałam okazji sprawdzić reakcję dziecka, niemniej niedługo to planuję i być może wtedy moja opinia uleganie zmianie. I mimo mojej otwartej krytyki jestem ciekawa, co kryją poprzednie części, więc być może i z nimi się zapoznam. 

Egzemplarz recenzencki Sztukater.pl