wtorek, 19 października 2021

Gorączka złotych rybek – Kanoko Okamoto

 

Tytuł: Gorączka złotych rybek

Autor: Kanoko Okamoto

Cykl: Tajfuny Mini

Tom: I

Kategoria: Literatura piękna

Wydawnictwo: Tajfuny

Liczba stron: 83

Ocena: 7/10






Czy czujecie, że macie w życiu konkretny cel i dążycie do spełnienia go? Ja mam wiele pomysłów, wiele celów i niektórym jestem wierna od lat, lecz gdybym miała zdecydować się na jeden i powiedzieć z ręką na sercu, że jestem w stanie poświęcić mu życie, to nie byłabym w stanie tego zrobić. Jednak mówi się o istnieniu ludzi, którzy właśnie idą jedną ścieżką i chcą całkowicie zaangażować się w dążenie do spełnienia jednego marzenia. Może dałoby się to określić jako powołanie? 

Mataichi pożąda w swoim życiu jednej kobiety. Pragnie jej z całego serca, lecz nie jest to miłość w typowym rozumieniu. Dominuje w tym uczuciu pożądanie odnoszące się do posiadania osoby i świadomości, że nigdy się z nią nie będzie. Młody mężczyzna jest przekonany, że jeszcze niesprecyzowane uczucie do Masako minie, gdy uda się do innego miasta, by kontynuować swoją edukację. Mijają lata, a widmo pięknej, choć bezbarwnej Masako pozostaje w umyśle Mataichiego. Czy stworzenie wyjątkowego gatunku złotej rybki jest w stanie zmienić uczucia mężczyzny? 

Dopiero od niedawna zapoznaję się z literaturą japońską. W dużej mierze pomogły mi w tym dwie kolejne książki z serii "Tajfuny Mini". Wtedy zdałam sobie sprawę, że klimat tworzony przez japońskich pisarzy znacznie się różni od tego, co znamy z literatury europejskiej czy amerykańskiej. Wydaje mi się bardziej nieuchwytny i w o wiele większym stopniu oparty na symbolice i metaforach. Sprawiło to, że moje pierwsze przygody z książkami japońskimi były trudne, lecz też sprawia, że podeszłam do lektury "Gorączki złotych rybek" z o wiele większym dystansem i nastawieniem na czytanie w intensywnym skupieniu. Jak moje wrażenia?

Styl, którym posługiwała się pisarka, przypadł mi do gustu. Byłam przygotowana na duże zaangażowanie językowe, więc nie zdziwiło mnie, że jest on wymagający i tak jak się spodziewałam, potrzebował większej dozy skupienia niż w przypadku większości lektur, które czytam. Niesie ze sobą rodzaj magicznej aury, która sprawiała, że wyobraźnia czytelnika zostaje pobudzona, a kwieciste opisy odmalowują przedstawione obrazy oraz zaznaczają linię pomiędzy rzeczywistością, a metaforą. 

Cieszę się, że na początku książki znajduje się wprowadzenie pozwalające zapoznać się biografią pisarki, z sytuacją kobiet w ówczesnych czasach. Tłumaczy to pewne aspekty książki i w odpowiedni sposób nastawia do klimatu występującego w książce. Gdy zaczynałam czytać już bezpośrednio powieść, to wiedziałam, czego się spodziewać pod względem treści. Sama fabuła okazała się płynna i wielokrotnie zachwyciła mnie wnikliwością obserwacji przeżyć wewnętrznych głównego bohatera. Choć przyznam, że po przeczytaniu "Gorączki złotych rybek" mam poczucie niedosytu, gdyż cały czas widziałam przed sobą treść, ale nie mogłam uchwycić jej sedna. Jakby przede mną uciekało. 

Natomiast w kontekście problematyki poruszanej w tej powieści, to muszę przyznać, że nie jestem pewna, czy zrozumiałam wiele przedstawionych aspektów. Wydaje mi się, że książka jest na tyle wielopoziomowa, że niektórych tematów w ogóle nie dostrzegłam, a jeszcze inna zrozumiałam w odmienny sposób niż chciała przedstawić pisarka. W "Gorączce złotych rybek" dominuje przedstawienie hipnotyzującej, ale przy tym również toksycznej i niespełnionej miłości. Jest to niezmiernie poruszające i refleksyjne doznanie. Droga wyznaczona przez taką miłość pochłania dni, tygodnie, miesiące i w końcu lata. Dochodzi do obsesji przekładającej się na jeszcze inne elementy życia. W którymś momencie jako czytelnicy wraz z głównych bohaterem poświęcamy się jednemu celowi, który tak naprawdę jest tylko środkiem zastępczym mającym sprawić, że prawdziwe pragnienia zostaną spełnione. 

Powieść ma unikatową atmosferę, która w płynny sposób prowadzi czytelnika przez całą historię i za pomocą metafor ukazuje inną – toksyczną – rzeczywistość. Czy toksyczny w tym przypadku znaczy zły? Nie umiem odpowiedzieć na to pytanie, ponieważ z jednej strony niesie to wiele negatywnych i intensywnych emocji, z drugiej jest to dążenie do spełnienia, a za tym idzie do szczęścia. Czy jest ono iluzoryczne? Na pewno, ale czasami łatwiej jest żyć w iluzji. Jestem przekonana, że w przypadku tej książki dużą rolę odgrywa kultura. Nasza europejska podkreśla inne wartości niż japońska i przez to niektóre aspekty mogą być odbierane przez nas inaczej lub nie mieć tak istotnego znaczenia dla nas. Dlatego z olbrzymią przyjemnością zapoznam się jeszcze z czwartym, dotychczas nieprzeczytanym przeze mnie, tomem serii "Tajfuny Mini". 

Egzemplarz recenzencki Sztukater.pl

sobota, 16 października 2021

Cień – Matthew Albert McLeod

 

Tytuł: Cień

Autor: Matthew Albert McLeod 

Kategoria: Literatura piękna

Wydawnictwo: Warszawska Firma Wydawnicza

Liczba stron: 64

Ocena: 8/10








Czym jestem starsza, tym bardziej dostrzegam, ile już czasu minęło, ile przeżyłam. Jestem nadal bardzo młodą osobą, ale zaczyna mi brakować tej chronologii wydarzeń, z którą nie miałam większych problemów jako dziecko. Zaczynam już widzieć pewne etapy swojego życia, które nie są już podziałkami między gimnazjum, a liceum. Robi się to coraz bardziej mętne. Nie wiem, czy moje odczucia są całkowicie naturalne, czy wręcz na moje dwadzieścia kilka lat zbyt wyniosłe. Dla mnie to nie ma większego znaczenia. Poza faktem, że naprawdę często zadaję sobie pytanie, jak będę się czuła za być może 50 lat, jak już teraz nie umiem się odnaleźć. Wiele odpowiedzi, emocji przyniosła mi przeczytana niedawno książka. Niosła ze sobą również tę upragnioną ulgę. 

Vince jest już starszym człowiekiem, który koniecznie potrzebuje dodatkowej pracy, by móc kupić leki dla swojej schorowanej żony. Poszukuje pomocy w firmie, gdzie przed lat pracował. Lecz nie ma miejsca dla niego, ponieważ jest już zbyt mało sprawny fizycznie, by się przydać pracodawcy. Dla niego to przerażająco smutny fakt. Na szczęście los potrafi być wyrozumiały i rzuca Vincowi szansę – jeden ze stróżów zachorował, starszy mężczyzna może go zastąpić. To tylko jedna noc, ale w końcu zawsze dodatkowe pieniądze. A kto wie, czy zwolnienie pracownika nie przedłuży się jeszcze na parę dni. Czy Vincowi uda się zdobyć upragnione pieniądze? Co tak naprawdę dolega jego żonie? I czy na pewno szansa okaże się prawdziwą szansą? 

"Cień" to jest jedna z niewielu książek, gdzie nie miałam żadnych świadomych oczekiwań – ani po przeczytaniu opisu, ani sama okładka nie wywołała we mnie emocji. Po prostu postanowiłam przeczytać tę książkę. Po pierwszych stronach byłam zdania, że cały pomysł jest mało oryginalny i jest wręcz literacką sztampą. Zwykła historia, która przypadnie do gustu czytelnikom lubiącym ten określony rodzaj literatury. Teraz po przeczytaniu jestem już pewna, że z mojej strony była to olbrzymia pomyłka. Dałam się oszukać, a kiedy obdarłam pozory, zobaczyłam przed sobą wielowymiarową i mocno emocjonalną opowieść. 

Styl pisarza jest po prostu poprawny – nic poza tym. Choć może ta poprawność jest już sama w sobie wielką zaletą. Zależy, jak na to spojrzeć. Wielbię się w unikatowości, nawet kosztem zwykłem poprawności stylistycznej, więc początkowo czułam dozę irytacji. Z czasem przyzwyczaiłam się i zaakceptowałam to, co otrzymałam od autora. To pozwoliło mi ponownie dojrzeć głębię i w normalności zauważyć obrazowość oraz przenikające emocje. A jest ich naprawdę dużo. Czym dalej zanurzałam się w opowieść, tym mocniej czułam napięcie wydzierające się ze stron książki. 

Natomiast odnosząc się do samej fabuły, jest ona mocno nierównomierna, lecz nie w znaczeniu umiejętności pisarskich, ale w samym odbiorze. Napięcie rośnie ze strony na stronę. Rozpoczynamy jako czytelnicy od dość powolnego przedstawienia codzienności i pojedynczych wspomnień bohatera, by tempo było coraz szybsze, coraz bardziej łapiące za zmysły i coraz bardziej osadzające w napięciu. Niezmiernie oczarował mnie ten zabieg i dla mnie to on był największą zaletą całej książki. Choć przyznam się Wam, że nie mam najmniejszego pojęcia, jak w tak krótkiej książce znalazło się tak wiele tematów, tak wiele zwrotów akcji i sytuacji. Mam przed sobą dowód w postaci samej powieści, ale zarazem nie dowierzam, że to naprawdę się udało. Tym bardziej że te wszystkie sytuacje nie są nachalne i zbyt mocno obciążające, by nie móc tego udźwignąć. Wątki w sposób wyjątkowo spójny łączą się i tworzą całą gamę emocji. 

"Cień" naprawdę porusza niesamowitą liczbę wątków – ważnych i mniej ważnych, ale dla każdego znajduje się miejsce. Choćby to miało być jedno odpowiednio dobrane zdanie. Jednak jeśli miałabym wybrać najważniejszy dla mnie, to nie wahałabym się, żeby wskazać motyw samotności. Nie jest on jednoznacznie wyraźny, ponieważ jak promień słońca przedziera się przez chmury, ale to właśnie on oczarowuje i zabiera całą uwagę, pomijając resztę krajobrazu. A czym jest w tym przypadku krajobraz? Miłością. Prawdziwą i niepokonaną nawet przez śmierć i zło całego świata. Miłość jest ulgą, remedium na samotność, cierpieniem najwyższym i obietnicą szczęścia. Już dawno żaden wątek tak mocno mnie nie poruszył i nie pozostał na tak długo po przeczytaniu książki. 

Ta powieść to zaskakująca perełka wśród niszowej literatury, która w sposób unikatowy łączy prostotę odbioru z głębią charakteru i refleksji. Jestem pod olbrzymim wrażeniem, że z taką mocą pisarz oczarował mnie na przestrzeni kilkudziesięciu stron. W moim mniemaniu o wiele trudniej jest napisać poruszające, krótkie opowiadanie niż długą, wielowymiarową powieść. Słowa to rodzaj naszej ludzkiej, dostępnej dla wielu magii, lecz nie każdy umie nią operować. W "Cieniu" widzę olbrzymi potencjał.

Ze egzemplarz dziękuję bardzo redakcji Sztukater.pl  

czwartek, 14 października 2021

KOMORNIK. ARENA DŁUŻNIKÓW. TOM 1 Michał Gołkowski Premiera 10 listopada

 

Niby wszystko miało się skończyć, ale jak zawsze coś poszło nie tak. W tym miejscu zaczyna się kontynuacja ostatecznego końca, której zgodnie z zasadami logiki i zdrowego rozsądku nie powinno w ogóle być.

Ezekiel Siódmy – były Komornik, potem renegat i odszczepieniec, jedyny który przeżył Apokalipsę w pełnym tego słowa rozumieniu, obecnie nie-do-końca-z-własnej-woli pełniący Bardzo Ważne Obowiązki – usiłuje właśnie po raz n-ty zacząć wszystko od nowa, kiedy ktoś puka do drzwi jego skromnego lokum.

Okazuje się, że przy wysyłaniu zaproszeń na Wielki Bal Końca Świata wszyscy zapomnieli o jednym z gości. I teraz ten przychodzi nieproszony na pobojowisko po imprezie i mówi: o nie, kochany, to się tak nie skończy. Po moim trupie, a jeszcze chętniej, po twoim.

Nasz bohater na ma wyboru: chowa klucz do mieszkania w jedynym miejscu, gdzie nie będzie szukać go wróg, po czym skacze na główkę ku rozkręcającemu się światu, licząc na to, że da radę odmienić bieg wydarzeń i zapobiec początkowi Apokalipsy.

Ladies and gentlemen oraz cała reszto, oto przed wami Początek Końca!


Z wykształcenia lingwista, z zamiłowania historyk wojskowości i antropolog kultury. Z zawodu tłumacz języka angielskiego i rosyjskiego, bez skrępowania poruszający się po ministerialnych, sejmowych oraz telewizyjnych korytarzach i strefach VIP.

Jako pisarz zadebiutował w 2013 rokuksiążką „Ołowiany Świt” i od tego czasu wydał rekordową ilość 22 książek osadzonych w 6 różnych uniwersach!

Jego książki krążą pomiędzy tematyką stalkerską, alternatywną historią a fantasy. Jednak bez względu na gatunek styl „Gołkosia” pozostaje niezmiennie smakowity. Jego książki są przepełnione czarnym humorem i absurdem, a pojęcia „świętości” Michał zdaje się nie uznawać.

Szczególnie widać to w serii Komornik, nawiązującej do biblijnej Apokalipsy. Natychmiast po wydaniu uznana ona została za obrazoburczą i wzbudziła wiele głosów protestu. jednocześnie zyskując jednak rzesze zachwyconych czytelników.



środa, 13 października 2021

Zbrodnia Lorda Artura Savile i inne nowele – Oscar Wilde

 

Tytuł: Zbrodnia Lorda Artura Savile i inne nowele

Autor: Oscar Wilde

Przekład: Róża Centnerszwerowa

Kategoria: Literatura piękna

Wydawnictwo: Wydawnictwo MG

Liczba stron: 147

Ocena: 8/10







Czy ufacie całkowicie swojemu umysłowi? Jesteście bez zawahania pewni, że wszystko, co widzicie, co słyszycie i czujecie jest prawdziwe? Nawet w deszczowy, ponury wieczór, gdy wiatr uderza o okna, a mrok rozprzestrzenia się po domu? Jak sądzicie – można ufać samemu sobie? Patrząc, ile razy wydawało mi się, że widzę rzeczy niemożliwe, a jestem człowiekiem mocno wierzącym w naukę, odpowiem, że ja sobie nie ufam. W mroku i grze świateł jestem w stanie dopatrzeć się wszystkiego, a duchów to już na pewno. Dlatego też uwielbiam sięgać po powieści, gdzie niemożliwe nagle nie jest czymś nieoczywistym.

Nadeszła jesień, a wraz z nią kolorowe liście, przymrozek, czasami szarugi, a już niedługo Halloween, może dla niektórych Dziady i później Wszystkich Świętych. To czas dla wielu trudny przez zmiany pogodowe, ale moim zdaniem też bardzo klimatyczny, zachwycający i... magiczny. Lektura z nutką podobną do gotyku, pełną tajemnic i zjawisk nadprzyrodzonych jest perfekcyjnym wyborem. Z pomocą przyszedł mi krótki zbiór nowel Oscara Wilde'a. Jak wrażenia? 

Dotychczas czytałam wyłącznie fragmenty "Portretu Doriana Gray'a" z twórczości Oskara Wilde'a. Nie były to zbyt dobre wspomnienia, więc i do nowel podchodziłam z pewnym sceptyzmem i dystansem. Niemniej gdy tylko zaczęłam czytać tytułowe opowiadanie, zdałam sobie sprawę, że pisarz za pomocą słów kreuje świat pełen tajemniczości i magii. Oddziaływuje na wyobraźnię czytelnika i sprawia, że przeczytane słowa stają się rzeczywistością i poruszają strunę niepokoju i niepewności. Przyznam, że styl, którym posługuje się pisarz intensywnie kojarzy mi się z Edgarem Allanem Poe. Wyczuwam ten sam mistycyzm i właśnie wspomniany gotyk. Dzięki temu w mgnieniu chwili oddałam się całą sobą lekturze nowel i czytałam jedna po drugiej, by za chwilę zdać sobie sprawę, że przeczytałam wszystkie dostępne i chcę jeszcze więcej. Miałam wrażenie, że całość zarazem mnie przytłoczyła, ale daje też poczucie lekkości i przynależności. 

Same opowiadania mają strukturę, gdzie dominuje powolne rozwijanie akcji. Jest to zabieg bardziej opowiadania w czasie ciemnej nocy jedynie przy świetle kominka, by na sam koniec zaskoczyć swoją oryginalnością i nieprzewidywalnością akcji. Dzięki temu miałam wrażenie, że i ja siedzę przy kominku i już po zakończeniu w powietrzu pozostają wibracje zaskoczenia i niekończących się przemyśleń tworzonych przez intensywne emocje. Tutaj składam pokłony Oscarowi Wilde'owi, którym z całym kunsztem i gracją pisarską udowodnił, że jest w stanie podołać jednemu z najtrudniejszych zabiegów literackich i robi to bez wysiłku – z przemyśleniem i precyzją, ale bez wysiłku. Przychodziło mu to naturalnie i nawet tyle lat później nadal oczarowuje. 

Ogólnie jestem pod wrażeniem wnikliwości obserwacji ludzkiej natury i zawarciu w tak krótkiej i w dodatku naznaczonej grozą formie głębokich analiz natury ludzkiej. To scena, na której czytelnik może obserwować mroczną część duszy człowieka i patrzeć, jak zawłada nią obsesja, brak wyobraźni i nadmierna pewność siebie. Niekiedy przenika w tym nadzieja, ale ostatecznie i tak dąży do zrozumienia, że niektórych cech nie będziemy w stanie pokonać nigdy. Da się też odczuć, że przekorność losu potrafi doprowadzić do sytuacji niewyobrażalnych i przez to niepozwalających na przygotowanie się. Lub wręcz to nasze subiektywne spostrzeganie i wiara okazują się naszą własną przekornością i wywołują obsesję, fiksację albo efekt placebo. 

Podczas czytania "Zbrodni Lorda Artura Saville i innych nowel" bawiłam się przednio. Już dawno żadna książka nie poruszyła tak strun mojej wyobraźni odpowiadających za tajemniczość, mrok i mistycyzm. Te opowiadania pochwyciły moją dusze i dały mi szansę spędzić wspaniały wieczór wśród nieprzewidywalności, obsesji, zbrodni i duchów. Dzięki nim czuję się gotowa, by po raz kolejny spróbować dać szansę innym powieściom tego osławionego pisarza. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję bardzo Wydawnictwu MG

niedziela, 10 października 2021

Grombelardzka legenda. Wstęgi Aleru – Feliks W. Kres

 

Tytuł: Grombelardzka legenda. Wstęgi Aleru 

Autor: Feliks W. Kres

Cykl: Księgi Całości

Tom: IV

Kategoria: Fantastyka

Wydawnictwo: Fabryka Słów

Liczba stron: 413

Ocena: 8/10






Natura czasami potrafi zaigrać z człowieka, dając mu odpowiednie predyspozycje, wybierając przeznaczenie, by i tak rzucić go w całkowicie inne miejsce niż mogłoby wydawać się planowane. Czy da się jej przeciwstawić i samemu dotrzeć do miejsca, gdzie powinno się być? Czy może to wszystko włącznie z cierpieniem, ciężką wędrówką i dążeniem za nieosiągalnymi pragnieniami jest właśnie igraszką Natury? Może Boga? A może sił nam nieznanych? 

Legendy mają w sobie ziarno prawdy. Czasami nawet jest to znacznie więcej niż ziarno. Jedną z nich w grombelardzkim świecie jest Łowczyni, która podróżuje po górach i jest pogromczynią sępów. Nawet koty to przyznają. To ona zdobywa wiedzę, która wykracza poza realia możliwości. Ale czy na pewno? Czy czasami właśnie niemożliwe nie staje się możliwe? Tymczasem Hel-Krehiri ma swoje plany i zauważa w tym wszystkim coś równie nadzwyczajnego. Czym są opowieści? Co może być prawdą, a co tylko legendą? 

O twórczości Feliksa Kresa zrobiło się ponownie głośno za sprawą wznowienie "Ksiąg Całości". Muszę przyznać, że właśnie wraz z tym wydarzeniem pierwszy raz usłyszałam o tej serii. Moją uwagę przyciągały przepiękne okładki, duża popularność oraz fantastyczne opinie innych czytelników. Właśnie dlatego zdecydowałam się zapoznać z cyklem. Jednak żeby legenda była legendą, to potrzeba też troszkę szczypty tradycji. W moim przypadku jest to czytanie tomów w nieodpowiedniej kolejności. Dlatego zaczęłam "Księgi Całości" czytać od czwartego tomu, czyli od "Wstęgi Aleru". Jak moje wrażenia? 

Gdy zaczynałam czytać, to miałam przeczucie, że styl, jakim posługuje się pisarz, będzie skomplikowany i trudny do zrozumienia, więc będzie wymagał dużych pokładów zaangażowania i skupienia. Tymczasem okazało się, że już wraz z pierwszymi stronami przeniosłam się do dotychczas mi nieznanego świat. Pochłonął on mnie momentalnie i odwzorował obrazy wzięte prosto z najgłębszych otchłani wyobraźni. Język okazał się wysublimowany i miejscami wręcz kunsztowny, ale towarzyszyła temu niesamowita płynność, która pozwoliła mi oddać się całkowicie tej historii. 

Tym bardziej że moja fascynacja nie odnosiła się wyłącznie do stylu pisarskiego, ale również do pomysłu. Na przestrzeni lat przeczytałam dużo książek fantasy. Większość należała do pozycji dziecięcych lub młodzieżowych, ale od paru lat skupiam się również na lekturach przeznaczonych dla starszych czytelników. I muszę przyznać, że już dawno nie miałam przyjemności zapoznać się z literaturą tak unikatową i otwartą na wyobraźnię i rzeczy niekonwencjonalne, miejscami w sposób cudowny absurdalne. Autor nie obawiał się wyrażać swoich pomysłów i wykorzystywać kontrasty. 

Co do samej fabuły trudno wyrazić mi swoją opinię, gdyż nie umiem wypośrodkować poziomu odbieranego z mojej postawy, czyli braku znajomości wcześniejszych części, a tego, jak być może wyglądałoby to, gdybym znała trzy pierwsze tomy. Momentami miałam wrażenie, jakbym czytała powieść, która się dopiero rozpoczyna i powoli wprowadza czytelnika w uniwersum jeszcze niezrozumiałe i pełne zagadek, ale zapowiadające ich rozwiązanie – w swoim czasie. Innym razem zakładałam, że powinnam już wiedzieć wiele rzeczy i ten świat jest zbyt skomplikowany, by pozwolić sobie na taką brak znajomości. Tylko że nic na to nie poradzę, że czytanie zgodnie z wyznacznikami nie jest moim klimatem, jest wręcz rzadkością u mnie. Może właśnie to sprawiło u mnie, że bardzo pozytywnie zostałam zaskoczoną kreacją kotów. Ich rasa jest kolejnym odejściem od schematu bez strachu i bez zobowiązań. Mówiące koty – czy to coś powtarzalnego? W baśniach może tak, ale to coś więcej niż tylko koty, to jest rasa. Takie odstępstwa mają mój pełen szacunek. 

Na pewno "Wstęgi Aleru" okazały się dla mnie czytelniczym wyzwaniem i obawiam się, że dużo sama sobie dopowiedziałam, ale też na tym polega zabawa z powrotami do poprzednich tomów i czasami zaskoczeniem, co potrafi moja własna wyobraźnia i co potrafi wyobraźnia pisarza. Dlatego w tym momencie też pominę aspekt bohaterów. Akurat o nich więcej, gdy lepiej poznam serię i umiejscowię ich wszystkich. Tymczasem stanowczo polecam tę pozycję wszystkim miłośnikom fantastyki i z ręką na sercu zapewnię, że sama będę tę historię poznawać dalej i... wcześniej. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję bardzo Fabryce Słów

czwartek, 7 października 2021

Przewodnik dla damy po halkach i korsarstwie – Mackenzi Lee

 

Tytuł: Przewodnik dla damy po halkach i korsarstwie

Autor: Mackenzi Lee

Przekład: Daria Kuczyńska-Szymala

Cykl: Rodzeństwo Montague

Tom: II

Kategoria: Literatura młodzieżowa

Wydawnictwo: Young

Liczba stron: 405

Ocena: 7/10

Książkę "Przewodnik dla damy po halkach i korsarstwie" otrzymałam w ramach współpracy z TaniaKsiażka.pl



Czuliście się kiedyś ograniczeni przez system? Dlatego że macie określone preferencje, że jesteście z określonej warstwy społecznej, że jesteście jakieś płci, innej niż hetero orientacji seksualnej, że macie określony kolor skóry, pochodzenie? Cokolwiek, co sprawiło, że nie mogliście żyć tak, jakbyście chcieli? Myślę, że jest wśród nas na pewno dużo osób, które w swoim życiu z różnych powodów zostały wykluczone ze społeczeństwa, w którym chciały uczestniczyć. Często mówi się o równości, tych samych możliwościach, ale równie często życie to weryfikuje i rachunek niekoniecznie jest dodatni. 

Felicity po tym, jak Monty i Percy zostali parą i postanowili żyć poza rodziną, by móc być razem i nie obawiać się w takim stopniu, że może dojść do tragedii ze względu na ich orientację seksualną i przypadłość Percy'ego, również postanowiła żyć według własnych zasad. Utrzymuje się poprzez pracę u piekarza i dzielnie dąży do tego, by dostać się do szkoły medycznej i z czasem uzyskać licencję lekarza. Jednak zderzenie z XVIII-wieczną rzeczywistością okazuje się bolesne i trudne do pokonania. Lecz Felicity jest silną młodą kobietą, która jest gotowa walczyć o swoje wartości i marzenia. Z tego względu rusza do Londynu, by tam próbować swoich sił i zostać lekarzem. Czy uda się Felicity osiągnąć cel? Czy da się przekonać mężczyzn, że bycie kobietą nie eliminuje inteligencji i tak samo sprawnie pozwala leczyć innych ludzi? Jak dalej potoczyły się losy Monty'ego i Percy'ego? 

Gdy dowiedziałam się, że już niedługo drugi tom cyklu "Rodzeństwo Montague", byłam niezmiernie podekscytowana. Z pierwszą częścią zapoznałam się poprzez podejście, że być może okaże się to ciekawa rozrywka. Tymczasem okazało się, że to wartościowa pozycja ukazująca realia ówczesnych czasów, ale podkreślająca również problemy współczesne, a to wszystko w otoczce genialnego poczucia humoru i wnikliwych analiz profili psychologicznych. Przywiązałam się do bohaterów, więc byłam przekonana, że to będzie niesamowity i nostalgiczny powrót. Czy tak było?

Na pewno drugi tom udowodnił mi, że styl, którym posługuje się pisarka, jest czymś stałym u niej. Również zachwyca wspaniałą lekkością pióra, ale też skupieniem się na szczegółach. Daje to poczucie, że jest to literatura młodzieżowa, jednakże dla starszych czytelników też jest godną uwagi pozycją, gdzie nie trzeba się obawiać zbytniego infantylizmu lub spłyconych problemów. Zarazem da się zauważyć, że coś się zmieniło. Pisarka pamiętała, że inną osobowość ma Monty, a inną Felicity i jest to wyczuwalne w narracji. Być może to wyłącznie zaleta narracji pierwszoosobowej, która już sama w sobie narzuca inność. Niemniej jestem zdania, że to też praca autorki nad kreacją bohaterów. 

Sama fabuła okazała się intrygującą i pełną pasji przygodą, choć przyznam, że stanowczo bardziej do gustu przypadła mi opowieść z pierwszej części, gdzie większość zdarzeń skupiało się jednak na bracie Felicity. Tutaj chyba powinnam podkreślić, że tak polubiłam postać Monty'ego, że główna postać gasła, a ja tylko wyczekiwałam, kiedy pojawi się ten niesforny chłopak. Nie sądzę, by wynikało to z błędu pisarki, tylko mojej pozostałej z pierwszego tomu fascynacji. Tym bardziej że naprawdę historia tej młodej i pełnej werwy oraz pasji kobiety była nieprzewidywalna i dawała wiele do myślenia. Ujmowała rzeczywistość w kontekście wielowymiarowym i mimo że dominował problem dyskryminacji kobiet, to dało się zwrócić uwagę i na inne istotne aspekty społeczne. 

Ogólnie już pierwsze strony poruszyły moje serce, gdy zdałam sobie sprawę, że talent Felicity nie ma znaczenia w świecie, gdzie liczą się wyłącznie mężczyźni i ich status społeczny. Czułam oburzenie i sama tworzyłam listę argumentów, które dokładnie mówiły, dlaczego ci mężczyźni powinni się zastanowić nad sobą. Mimo dość oschłej natury Felicity darzę ją olbrzymią sympatią i szacunkiem. Było niesamowicie czytać, że ta kobieta nie poddaje się i mimo ciężkiej pracy w piekarni oraz ciągłym odmowom – często odbywającym się w sposób mało kulturalny – nadal ma w sobie tę iskrę, by przeć do przodu. Nie mogłam zapomnieć, że mimo braku uwagi ze strony rodziców dziewczyna pochodzi z bogatej i wpływowej rodziny arystokratycznej. Sam fakt, że była gotowa poświęcić luksus w imię swoich marzeń jest godny podziwu. Choć nie można zapominać, że pieniądze, szanowane nazwisko i właśnie luksus nie są w stanie zmyć krzywdy stereotypów, obraz i ograniczeń. 

Postać Felicity Montague okazała się dla mnie inspirująca i dająca nadzieję, że da się przeć do przodu mimo przeciwności. Tak jak napisałam we wprowadzeniu – do dzisiaj wiele z nas w większym lub mniejszym stopniu doświadczyło w życiu stygmatyzacji. Na pewno czasy się zmieniły i obecnie możemy na nie patrzeć w lepszych kolorach, ale czy nadal wystarczających? Czy możemy osiąść na laurach? Jeśli jest z Was coś, co przez społeczeństwo jest uważane za odmienność, mam nadzieję, że macie odpowiednie wsparcie i rozumiecie, że to system jest chory i nie ma prawa decydować, czym jest odmienność i czy to powód, by ranić kogokolwiek. 

Więcej podobnych książek można znaleźć w dziale książki dla młodzieży na TaniaKsiążka.pl

środa, 6 października 2021

"Echo przyszłych wypadków" James Islington – PREMIERA 27 października!

 





Mniejsze zło 
i większe dobro.
 
Dwie najbardziej niebezpiecznie rzeczy na świecie.













Bitwy o Ilin Illan i TolShen uświadomiły ludziom, że Bariera nieuchronnie słabnie. Jeśli padnie, nastanie świat "bez" - bez radości, bez życia, bez światła i nadziei a istnienie tych, którzy przetrwają stanie się pasmem nieskończonych cierpień. Przeciwnik wciąż kryje się w Talan Gol i czeka na właściwy moment, by uderzyć z całą mocą. Zamiast działać, Rady Starszych prowadzą wewnętrzne rozgrywki. Davian musi stawić czoła ich krótkowzroczności, co samo w sobie jest już zadaniem trudnym. Jeszcze trudniejsze zadanie czeka Ceadena - musi stawić czoła własnej przeszłości - pełnej krwi, śmierci i kłamstw. Na ołtarzu tej powinności złożył już przyjaciół, teraz przyjdzie mu, być może, złożyć własne szaleństwo. Nie jest to jednak cena, której nie zapłaci w chwili ostatecznej próby. 
Gdy powstaną Cienie i przebudzi się Ciemność.


Ja już nie mogę się doczekać! A Wy?