wtorek, 4 sierpnia 2020

Śląski Kopciuszek – Gabriela Anna Kańtor


Tytuł: Śląski Kopciuszek

Autor: Gabriela Anna Kańtor

Kategoria: Literatura piękna

Wydawnictwo: Wydawnictwo MG

Liczba stron: 176

Ocena: 7/10












Od najmłodszych lat poznajemy niezwykłe baśnie, które uczą nas dobra, lojalności i moralności. Każda z baśni jest na swój własny sposób niesamowita i każda zbiera grono młodych fanów. Jednak tutaj nie kończy się potęga tych historii – później inspirują artystów najróżniejszego rodzaju. Motyw z tak dobrze nam znanych opowieści znajdziemy w literaturze, filmach i sztuce. Baśnie to potęga i wbrew przekonaniu, że to fikcja, można spotkać je również w prawdziwym życiu i to wcale nie tak daleko od domu. 

Joanna znalazła się w strasznym położeniu – jej ojciec nie żyje, a matka nie ma grosza przy duszy, by utrzymać dwie małe córeczki. Mimo że jest tylko dzieckiem już zaświadczyła okrucieństwa zwanego życiem. Dlatego też jej mama zgadza się oddać kochaną córeczkę pod opiekę drogiej przyjaciółki Emilii. W tym samym czasie górnośląski przedsiębiorca pomnaża swój majątek i by zapomnieć o przeszłości, poświęca każdą chwilę swojej pracy. Jego służący doskonale znają zasady panujące w domu i wiedzą, że nie można mu przeszkadzać w obowiązkach. Stąd zdziwienie Carla, gdy pewnego dnia w swoim ogrodzie zauważa małą dziewczynkę w czerwonej sukience. 

Zdecydowałam się na przeczytanie tej książki, ponieważ zaintrygował mnie tytuł. Może nie jest to zbyt szlachetny sposób wyboru literatury, lecz w tym przypadku sprawdził się idealnie, ponieważ "Śląski Kopciuszek" pozwolił mi oderwać się od realnego świata i poznać prawdziwą historię pochodzącą prosto ze Śląska. Jestem nią oczarowana, gdyż jest to typ opowieści, która sprawia, że człowiekowi robi się ciepło na sercu, gdy ją czyta. 

Styl autorki jest bardzo dopracowany i rozbudowany, co wyjątkowo cenię. Określiłabym go wręcz jako kunsztowny i wybitnie barwny. Być może niektórym utrudnia to lekturę, ale w moim przypadku jest to niezwykła pociecha dla duszy. Tym bardziej że pisarka używa wielu archaizmów, dzięki czemu czułam się, jakbym przeniosła się do XIX-wiecznego Śląska i uczestniczyła we wszystkich opisanych wydarzeniach. Myślę, że tego typu język jest idealnym wyborem dla tej powieści. 

Sama fabuła okazała się wciągająca. Wiele scen mocno mnie poruszyło, ponieważ były dla mnie pewnego rodzaju symbolem miłości i dobra. Było to przeurocze i trudno było nie docenić niesamowitej relacji dwojga ludzi – małej dziewczynki i zgorzkniałego, starszego mężczyzny. Sama historia wydaje się dość oczywista, ale w żaden sposób nie ujmuje jej to kunsztu. Tym bardziej że całość ubarwiają niesamowicie ciekawe fakty odnoszące się do wielkich postaci oraz historycznych wydarzeń. Pisarka w optymalny sposób przedstawiła fabułę przeplatając przez nią rzeczywiste fakty. Jedynym mankamentem było zbytnie przyśpieszenie opowieści w pewnym momencie. Oczywiście same wydarzenia narzucały trochę szybsze tempo, jednak momentami okazało się dla mnie zbyt szybkie. 

Sami bohaterowie wywołali we mnie sympatię, ale niestety nie byli do końca dopracowani. Najwięcej uwagi książka poświęca samemu Carlowi, który jest przedstawiony jako wielowymiarowo postać z własną przeszłością i wyraźnie zarysowanymi powodami swojego postępowania. Mimo surowości i smutku przedsiębiorca był niezwykłą personą. Jestem trochę zawiedziona Joanką, która wydaje się kimś pasjonującym, ale w samej powieści jest przedstawiona jako słodka i mądra dziewczynka. Brakowało mi jakiegoś dokładniejszego przedstawienia jej charakteru. 

Niesamowicie cieszę się, że miałam okazję poznać historię Śląskiego Kopciuszka. Nigdy wcześniej nie słyszałam o tych postaciach, a ich życiorys jest wyjątkowo inspirujący i przywracający wiarę w ludzkość. Z perspektywy powieści jest to historia ukazująca jak bardzo w życiu jest ważna miłość, lojalność i pracowitość. Czasami na pozór zwykłe wydarzenia mogą doprowadzić do wielkich uczuć. Dlatego z całego serca polecam Wam zapoznać się z tą książką. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję bardzo Wydawnictwu MG

sobota, 1 sierpnia 2020

Podsumowanie lipca! ♥

Witajcie!

Dzisiaj przychodzę do Was z podsumowaniem lipca, który był miesiącem monotonnym pod względem wydarzeń i obowiązków, ale za to wspaniałym w aspekcie czytelnictwa! 

W lipcu przeczytałam 11 książek! W moim przypadku jest to liczba zawrotna. Co prawda większość należała do krótkich książek, ale w żaden sposób nie zmienia to faktu, że trafiłam na perełki ♥


1. Ekipa (ocena: 3/10; recenzja) – po tej książce oczekiwałam przyjemnej rozrywki, a dostałam chaotyczną fabułę i bohaterów, którzy wywoływali we mnie pokłady szaleństwa. Było to moje drugie spotkania z książką autorki i wygląda na to, że ostatnie. 













2. Wiersz wybrane Szymborskiej (ocena: 9/10) – w ostatnim czasie powróciłam do czytania wierszy i zdecydowałam się na lepsze poznanie dzieł naszej Noblistki. Wiersze Szymborskiej oczarowały mnie. Mimo że nie byłam w stanie zrozumieć wszystkich, to wiele z nich trafiło do mnie i sprawiło, że zatrzymałam się i przemyślałam wiele spraw. 











3. Mali mężczyźni (ocena: 7/10; recenzja) – jest to kontynuacja Małych kobietek i Dobrych żon, które rok temu tak bardzo mnie oczarowały. Byłam niezwykle podekscytowana faktem, że mogę powrócić do moich ukochanych bohaterów i obserwować, jak rozwija się ich dorosłe życie. Mimo że Mali mężczyźni nie byli już tak cudowni jak dwa pierwsze tomy, to i tak spędziłam z nim wiele ciepłych chwil. 








4. Psychopaci są wśród nas (ocena: 8/10) – w lipcu powróciłam również do tematyki psychopatów i zapoznałam się z genialną książką naukowca, którego artykuły towarzyszyły mi przy pisaniu pracy rocznej. Książka okazała się napisana lekkim piórem, a dzięki anegdotom czytało się ją niesamowicie szybko. Przekazała mi też wiedzę, której dotychczas nie było mi dane poznać. 










5. Lista Nieobecności (ocena: 9/10; recenzja) – to jest powieść, która porusza wiele ważnych tematów i sprawia, że czytelnik musi choć na chwilę zatrzymać się i przemyśleć parę spraw w swoim życiu. Autor przeprowadził dogłębną analizę psychiki ludzkiej i ukazał, jak wielki mrok można znaleźć w samym sobie. 









6. Podróże życia (ocena: 5/10) – pragnęłam się oderwać od świata, gdzie panuje pandemia i należy uważać na każdym kroku. Chciałam poznać miejsca, gdzie jeszcze nigdy nie byłam, choć w przyszłości chciałabym choć częściowo to zmienić. Taka książka podróżnicza miała dać mi namiastkę tego. Niestety poza cudownymi fotografiami dostałam nudę...









7. Miedziaki (ocena: 9/10; recenzja) – Miedziaki wstrząsnęły mną dogłębnie, sprawiły, że przez kolejne dni prawie nonstop myślałam o tej historii i tak bardzo pragnęłam, żeby potoczyła się inaczej, żeby była tylko i wyłącznie fikcją literacką. Sama historia jest tylko zainspirowana rzeczywistością, ale w żaden sposób nie zmienia to faktu, że podobne wydarzenia miały miejsce i obawiam się, że są miejsca na świecie, gdzie nadal tak złe rzeczy się dzieją. 









8. Skażone krajobrazy (ocena: 7/10) – zdecydowałam się przeczytać książkę, ponieważ miałam ochotę na coś szybkiego, a ona jest króciutka i mówi o ważnym temacie. Szkoda tylko, że nie przeczytałam opisu... Może wtedy bym wiedziała, że niekoniecznie chodzi o ekologię :) Ale to nic – książka opowiada o miejscach, gdzie dokonano masowych zbrodni, a taką tematykę również uważam za niezmiernie istotną dla ludzkości, więc z chęcią zagłębiłam się w fabułę. Przyznam, że początki były nudne, lecz z czasem razem z autorem zaczęłam pasjonować się mechanizmami psychiki ludzkiej oraz szokowałam faktem, jak bestialskimi stworzeniami jesteśmy. 





9. Kryształowe dzieci. Historie uzależnienia od dopalaczy oparte na faktach (ocena: 7/10; recenzja) – kolejna książka o ważnej tematyce i kolejna, która w tym miesiącu sprawiła, że poczułam się niekomfortowo, ponieważ zdałam sobie sprawę, jakim zagrożeniem są narkotyki i dopalacze i jak ciężkie jest życie ludzi, którzy niestety wpadli w taki nałóg. Powieść fantastycznie ukazuje cały mechanizm uzależnienia oraz przyczyny, które mogą do niego doprowadzić. 







10. Krótkie odpowiedzi na wielkie pytania (ocena: 7/10) – niestety autor książki już nie żyje, ale jego dokonania w dziedzinie kosmologii i fizyki nadal zachwycają innych i sprawiają, że nauka z zawrotną prędkością posuwa się do przodu. Autor obiecał, że w sposób krótki i zrozumiały odpowie na dziesięć wyjątkowo ważnych pytań, dlatego zdecydowałam się na przeczytanie tej książki. Przyznam, że nie wszystko zrozumiałam, ale po jej przeczytaniu czuję się mocno zainspirowana i mogę powiedzieć: "Według Stephena Hawkinga..." :) 







11. Folwark Zwierzęcy (ocena: 7/10) – tej powieści chyba nikomu nie muszę przedstawiać. Ostatnio jakoś przypomniała mi o swoim istnieniu, a ja strasznie nie lubię, gdy dochodzi do sytuacji, że nie znam jakiegoś literackiego klasyka. W tym przypadku tak było, więc postanowiłam, jak najszybciej nadrobić swoje braki. Jestem dosłownie kilka godzin po jej przeczytaniu i przyznam, że nie do końca moje zdanie jest ukształtowane. Na pewno pisarz za pomocą metafory w niesamowity sposób pokazał brutalną rzeczywistość, ale mimo to na tę chwilę nie czuję się tym zachwycona. W najbliższym czasie planuję zapoznać się jeszcze z Rokiem 1984








Teraz chciałabym Wam opowiedzieć o filmach i serialach, które obejrzałam w lipcu. Pod względem filmowym był to również wspaniały miesiąc, ponieważ obejrzałam 9 filmów i 3 sezony serialów. 


1. W cieniu wież: Liceum Stuyvesant 11 września (ocena: 6/10) – obejrzałam ten dokument, ponieważ tak po prostu mnie zaintrygował nietypową perspektywą spojrzenia na wydarzenia z 11 września. I gdy piszę perspektywa, mam dosłownie to na myśli, ponieważ o tym tragicznym zdarzeniu opowiadają uczniowie liceum znajdującego się kilka przecznic od wież. Mimo że byłam już wtedy na świecie, to sama nie pamiętam tego wydarzenia i poza podstawowymi faktami podawanymi w rocznice, nie mam wyobrażenia, jak to wyglądało. Dzięki temu filmowi zdałam sobie sprawę, jak wielkie znaczenie to miało w innych sferach życia ludzi w Stanach. O niektórych nigdy bym sama z siebie nie pomyślała. Zazwyczaj widziałam tylko olbrzymią tragedię, śmierć, terroryzm i rasizm, a to tylko część skutków. 






2. Forrest Gump (ocena: 6/10) – przyznam się bez bicia, że po raz pierwszy w historii oglądałam ten film. Wiem, że prawie każdy widz widział tę produkcję, ale mnie jakoś to ominęło i nie miałam też zbytnio pragnienia, by to zmienić. Jednak mimo to obejrzałam film i szczerze mówiąc, nie wiem, czemu ludzie tak bardzo się nim zachwycają. Jest uroczy i inspirujący, ale dla mnie nie wyróżnił się wśród tych wszystkich pozytywnych, filmowych opowieści. 







3. Pieśń ropuchy (ocena: 6/10) – kolejna krótkometrażówka, której nie zrozumiałam i szukałam w internecie wytłumaczenia... Coraz częściej mimo mojego zamiłowania to filmów krótkometrażowych myślę, że one nie są dla mnie... :)















4. Okaleczone (ocena: 6/10) – zdecydowałam się na ten dokument, ponieważ jest to tematyka blisko związana z moim przyszłym zawodem. Oczekiwałam po tym filmie czegoś więcej – czegoś, co mocno mnie poruszy i da jakąś dodatkową wiedzę odnośnie emocji przeżywanych przez osoby samookaleczające się. Tego niestety dostałam bardzo mało, choć historie opowiedziane przez ludzi bez wątpienia dają wiele do myślenia.












5. Księgowy z Auschwitz (ocena: 8/10) – dokumenty oglądam rzadko, ale jak sami widzicie, ten miesiąc był pod tym względem wyjątkowy. A ten film bez wątpienia najlepszy. Nigdy za bardzo nie zastanawiałam się, jak sytuacja z obozami śmierci wygląda po tak wielu latach. Tymczasem teraz mogłam zaobserwować, jak wygląda rozprawa nazisty, który w Auschwitz mordował ludzi. Podobno sprawa była głośna, ale ja jakoś nic o tym nie słyszałam. Przyznam się, że okrucieństwo oraz późniejsze intrygi, by uniknąć kary za swoje czyny nadal szokują tak samo.









6. Gwiezdne Wojny: Część I – Mroczne Widmo (ocena: 8/10) – Gwiezdne Wojny należą do grona klasyków, których dotychczas nie oglądałam. Co prawda miałam już przyjemność zapoznać się z najnowszymi częściami, ale to jednak te zyskały taką sławę i zebrały grupę wielbicieli na całym świecie. Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona fabułą i bez wątpienia obejrzę pozostałe części, choć w tym momencie mam już za sobą dwie kolejne. 








7. Gwiezdne Wojny: Część II – Atak Klonów (ocena: 7/10) – moja galaktyczna podróż posuwa się do przodu i tak oto poznałam historię powstania słynnych klonów. Przyznam się, że zaczynam się przyzwyczajać do historii i przywiązywać do bohaterów. W sumie o całej produkcji wiem raczej mało, więc jestem bardzo ciekawa, jak to wszystko będzie wyglądać. 










8. Gwiezdne Wojny: Część III – Zemsta Sithów (ocena: 7/10) – i tak jeszcze kolejna część za mną. Bez wątpienia wciągnęłam się, ale obawiam się kolejnych części, gdyż nie przepadam za starymi filmami. Jestem już jednak pokoleniem, gdzie prawie od samego początku występowały niesamowite efekty specjalne, a nagrywanie było już wysokiej jakości. Nie wiem, czy będę w stanie oderwać się o wizji przedstawionych przez najnowsze części i dać się ponieść starym częściom. Okaże się :) 










9. iBoy (ocena: 6/10) – obejrzałam ten film ze względu na aktorkę, która grała Aryę Stark w Grze o tron. Całkiem dobrze się bawiłam przy tej produkcji, jednak liczyłam, że będzie ona trochę bardziej rozbudowana pod względem efektów specjalnych i historii science fiction. 











10. Mindhunter (sezon 2; ocena: 7/10) – tak jak wcześniej wspominałam, wróciłam w lipcu do tematu psychopatów i takim sposobem skończyłam również serial Mindhunter. Drugi sezon nie oczarował mnie tak bardzo jak pierwszy, ale nadal była to dla mnie wspaniała możliwość, by wejść w umysł psychopatów oraz razem z bohaterami poszukiwać mordercy czarnoskórych dzieci. Serial bez wątpienia należy do mrocznych i szokujących opowieści, a pogłębia to jeszcze fakt, że to prawdziwe historie. 





11. W głębi lasu (sezon 1; ocena: 6/10) – była to bardzo sławna premiera, więc uległam promocji i również obejrzałam. Niestety moje oczekiwania zostały zmiażdżone. Oglądało mi się przyjemnie, ale w tym serialu było tyle niedociągnięć, niewyjaśnionych wątków, że to stanowczo za mało, by oczarować publiczność. Jestem ciekawa, jak bardzo serial różni się od książki. Wiecie coś na ten temat? ;) 












12. Przyjaciele (sezon 7; ocena: 7/10) – tak jak co miesiąc przychodzę z nowym sezonem Przyjaciół. I tak jak zawsze serial nadal bawi i jego oglądanie sprawia mi olbrzymią przyjemności. Przyznam też, że bardzo przywiązałam się do bohaterów i jak myślę, że powoli zaczynam być na finiszu, to robi mi się przykro... 








Podsumowanie w tym miesiącu było naprawdę długie, ale mam nadzieję, że wytrwaliście :)
Dajcie znać, jak Wam minął lipiec!

Pozdrawiam
Elfik ♥

czwartek, 30 lipca 2020

Kryształowe dzieci. Historie uzależnienia od dopalaczy oparte na faktach – Laura Chudzyńska


Tytuł: Kryształowe dzieci. Historie uzależnienia od dopalaczy oparte na faktach

Autor: Laura Chudzyńska

Kategoria: Literatura faktu

Wydawnictwo: Novae Res

Liczba stron: 296

Ocena: 7/10










Jako ludzie mamy przykrą tendencję do popełniania błędów. Prędzej czy później każdy z nas popełnia błąd o olbrzymiej wadze i żałuje swoich decyzji. Wszyscy wiemy, że jakkolwiek jest to smutne, to się zdarza. Większym problemem jest to, że potrafimy popełniać ten sam błąd kolejny raz i jeszcze kolejny raz, i jeszcze raz kolejny raz i... Czasami nawet w nieskończoność. Możemy się denerwować na ludzi, którzy nie zmieniają swojego zachowania, choć już znają jego przykre konsekwencje, możemy krzyczeć i oceniać. Lecz to nic nie zmieni – jesteśmy tylko ludźmi i są lekcje, które muszą się odbywać nawet całe nasze życie, byśmy wreszcie zrozumieli.

Pięć młodych osób, które musiały radzić sobie z trudnościami zafundowanymi przez życie. Pięć osób, które choć na chwilę chciały poczuć się szczęśliwe. Pięć osób, których pozornie nic nie łączy. Pięć osób, które uzależniły się od tej samej substancji – mefedronu. Kaja, Sedonia, Miriam, Natan i Oskar – dokładnie o tych pięciu osobach mowa. Tak od siebie różni, pochodzący z różnych światów, a tymczasem połączeni przez kilka kryształów. Czy poradzą sobie z uzależnieniem? Czy są w stanie nawzajem sobie pomóc? Czy życie może być piękne bez wspomagania go? 

Przyznam się przed Wami, że temat narkotyków czy dopalaczy jest bardzo słabo przeze mnie znany. Znam tylko podstawy, które zostały wkute na szkolnych spotkaniach. Znam też przerażające historie, które mówią o negatywnych działaniach tych substancji. Pochodzą one z filmów takich jak "Requiem dla snu", literatury czy opowieści ludzi z telewizji. Tym razem po raz kolejny postanowiłam zapoznać się z powieścią, która mówi, jak wygląda takie uzależnienie i jak ludzie dochodzą do stanu, gdzie nie są w stanie żyć bez narkotyków. Ale tym razem poznaję znany tylko ze słowa mefedron i jego różne pochodne. Poznaję też prawdziwe historie piątki osób, które z całą mocą poczuły działanie tego dopalacza. 

Książka jest napisana bardzo lekkim piórem, co może wydawać się niewłaściwe, patrząc na trudną tematykę "Kryształowych dzieci". Nie jest takie, gdyż dzięki temu przyjemnemu stylowi czytelnik może skupić się na samym przekazie książki i razem z bohaterami czuć ich emocje. Nie musi skupiać się na skomplikowanej składni czy trudnym języku. Styl, którego używa autorka, jest zrozumiały dla każdego i nie ogranicza. Mam tylko jedno małe zastrzeżenie – pojawia się wiele przeskoków w czasie i między postaciami, co momentami wydaje się mało płynne. Jednak z czasem gdy już odnajdziemy się wśród bohaterów, jest o wiele łatwiej i ten mały mankament przestaje przeszkadzać. 

Liczne opisy uczuć wewnętrznych perfekcyjnie komponują się z całą fabułą i pozwalają na zrozumienie tego, co przeżywają bohaterowie jako metafora całości uzależnionych osób, ale też pojedynczych jednostek, które mają własną historię. Mamy tu aż pięć głównych postaci, a poza nimi wielokrotnie pojawiają się jeszcze inne osoby i ich opowieści przeplatają się nawzajem, tworząc rozbudowaną i pełnowymiarową powieść. Sprawia to, że jako czytelnik momentalnie wciągnęłam się w ten świat i w nienachalny sposób poznawałam tę część naszego świata, która dla mnie wydaje się mityczna, a naprawdę jest rzeczywistością istniejącą obok mnie. Zawsze starałam się trzymać daleko od tego typu substancji i przez to czasami zapominam, jak ważny jest to temat i jak bardzo prawdziwy. To olbrzymi błąd z mojej strony, a "Kryształowe dzieci" w brutalny, ale zarazem wyjątkowo skuteczny sposób przypomniały mi o tym. 

Mam ochotę przez całą swoją recenzję pisać, jak bardzo ważne jest byśmy zdawali sobie sprawę, jak wygląda życie narkomana, gdzie jest początek takiego życia, co doprowadziło do tego i przede wszystkim jak takie osoby się czują. Dzięki tej powieści sama mogę lepiej zrozumieć cały proces uzależnienia i chciałabym, żeby jak najwięcej osób również przynajmniej próbowała zrozumieć, ponieważ nigdy do końca nie wiadomo co nasi bliscy robią i do czego my sami dojdziemy. Laura Chudzyńska przedstawiła te opowieści w sposób pełen emocji, zrozumienia i bez żadnej oceny. Podziwiam za to, bo jednak często zdarzają się bardzo negatywne opinie wyrażone w stosunku do osób zażywających narkotyki. Nie mamy prawa oceniać, bo nigdy nie znamy całkowicie prawdziwych przyczyn, które doprowadziły do uzależnienia. "Kryształowe dzieci" ukazują, jak różne drogi prowadzą do dopalaczy. Czasami jest to tylko ciekawość, innym razem presja znajomych, jeszcze innym różnego typu problemy wyniesione z domu, szkoły, pracy czy własnej psychiki. Niesamowicie podobało mi się przedstawienie tego faktu. Nie ma znaczenia, czy pochodzisz z bogatej rodziny, czy jesteś idealnym uczniem, czy musisz mierzyć się z patologią. Każda historia ma swoje podłoże i licytowanie się, kto miał czy ma gorzej jest bez sensu. Psychika ludzka to cała gama różnych czynników, które prowadzą do podjęcia najróżniejszych decyzji. 

Jak już sami widzicie, bardzo przywiązałam się do bohaterów. Każdy z nich dał mi możliwość do wielu refleksji i każdemu mocno kibicowałam, mimo że nie wszyscy wzbudzili we mnie sympatię. Choć przyznam, że największą uwagę zwróciłam na Sedonię, gdyż w pewnym sensie utożsamiam się z nią i doskonale rozumiem jej problemy i zachowanie. Zarazem jej historia wydawała mi się najbardziej wyrazista i pokazywała wiele etapów w jej życiu. Jej przeciwieństwem jest Oskar, którego również polubiłam, ale nie mogłam zrozumieć, skąd wynikają jego decyzje. Podoba mi się taka konstrukcja książki pod względem bohaterów, ponieważ przypomina to rzeczywistość, gdy czasami wszystko jest zrozumiałe, a innym razem w ogóle nie można zauważyć sensu. 

"Kryształowe dzieci" to książka, która dała mi wiele do myślenia. W nienachalny sposób ostrzegła przed pozornie łatwym rozwiązaniem problemów, ale zarazem przypomniała mi o wyjątkowo realnych sytuacjach. Same w sobie te historie poruszają, a gdy czytelnik przypomni sobie, że są one oparte na faktach, świat zaczyna wyglądać inaczej. Ta książka uwrażliwia, daje zrozumienie i ostrzega. 

Książkę otrzymałam z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl

środa, 29 lipca 2020

Statystycznie rzecz biorąc, czyli ile trzeba zjeść czekolady, żeby dostać Nobla? – Janina Bąk


Tytuł: Statystycznie rzecz biorąc, czyli ile trzeba zjeść czekolady, żeby dostać Nobla?

Autor: Janina Bąk

Kategoria: Poradniki 

Wydawnictwo: W.A.B

Liczba stron: 320

Ocena: 5/10











Jeśli kiedykolwiek przyszło Wam w życiu robić jakieś badanie naukowe, analizować je, czy po prostu podczas Waszej edukacji trafiliście na tego typu statystykę, to wiecie, jak wiele skomplikowanych aspektów niesie to ze sobą. Ale czy na pewno? Statystyka jest częścią naszego życia. Nawet wtedy gdy na zawsze opuszczamy mury szkoły czy uniwersytetu, to prędzej czy później dopadnie nas w gazecie, telewizji czy jakiegoś typu rachunkach. Tego nie da się uniknąć, można tylko ignorować. Lecz ignorowanie niesie ze sobą najczęściej brak zrozumienia, co w konsekwencji może doprowadzić nas do wygłupienia się lub nawet katastrofalnie źle podjętych decyzji. Nie lepiej przemóc się i spróbować zrozumieć działanie tych wszystkich korelacji, procentów itd.? Tym bardziej że wbrew ogólnemu mniemaniu statystyka może być naprawdę łatwa. 

To stwierdzenie z całą gracją udowadnia Janina Bąk. Od dłuższego czasu jej popularność rośnie, a ludzie zaczynają rozumieć skomplikowane niuanse statystyki. A przynajmniej takie wieści niesie plotka. Muszę przyznać, że o istnieniu pani Janiny usłyszałam pierwszy raz wraz z premierą tej właśnie książki. Zachwycona wyjątkowo kreatywnym tytułem książki i żyjąca na co dzień wśród statystyki postanowiłam odnowić swoją wiedzę i dopracować aspekty, które gdzieś kiedyś mi umknęły. Zdziwiłam się, gdy w pewnym momencie dowiedziałam się, że pisarka już od jakiegoś czasu jest rozpoznawalna, a ja po prostu okazałam się odcięta od internetowej mody – nawet na naukę. Ale oczywiście nic straconego – książka przeczytana! 

Przede wszystkim bardzo szanuję autorkę w ogóle za pomysł, by udowodnić, że statystyka może być nieskomplikowana i przyjemna, a jej rozumienie jest wyjątkowo ważne w obecnych czasach. Mnóstwo inteligentnych ludzi jest czasami manipulowanych za pomocą odpowiednio przedstawionych liczb, tylko dlatego że właśnie w tym aspekcie kiedyś powinęła im się noga. Pani Bąk uderzyła w samo sedno problemu i zgrabnie za pomocą intrygującego tytułu, tytułów rozdziałów oraz anegdot przedstawionych w treści pozwala na zrozumienie, że statystyki da się nauczyć i to niekoniecznie przez żmudne i wytrwałe starania, tylko poprzez zabawę. 

Osobiście na statystyce trochę się znam, trochę nie znam. Wspominałam Wam, że studiuję psychologię, a tam przedstawione tematy statystyczne są podstawą całej edukacji i od pierwszych zajęć mamy przez kolejne lata wklepywane do głów pojęcia statystyczne. Nie będę udawać, że jestem specjalistą, lecz wiem trochę więcej na ten temat niż przeciętna osoba. Prawdopodobnie właśnie dlatego miałam wrażenie, że autorka momentami pozwoliła sobie na zbyt wiele luźnych porównań i przekroczyła tę granicę między zabawą, która uczy, a zwykłym żartem. W dodatku wykorzystywała często różnego rodzaju slang, co na pewno niektórym pozwala lepiej przyswoić wiedzę, ale dla mnie było tego za dużo i czasami kończyło się na tym, że właśnie przez te różne nietypowe stwierdzenia, nie miałam najmniejszego pojęcia, o czym ona pisze. Wiele czytelników na pewno doceni taki nienaukowy styl, jednak ja się przyzwyczaiłam do bardziej uporządkowanej formy i nie cierpię takiego chaosu. 

Jeśli nie znacie się na statystyce i zastanawiacie, czy w takim wypadku warto czytać tę książkę, to zapewniam Was, że Wasz ewentualny brak wiedzy nie jest żadnym problemem. Janina Bąk skupiła się na podstawach statystyki i metodologii, więc laik na spokojnie odnajdzie się w tej treści. Wydaje mi się to fantastycznym rozwiązaniem, ponieważ jest to kolejny plus za tym, by spróbować poznać tę mityczną krainę pozornie ścisłych nauk. Lecz nie byłabym sobą, gdybym nie miała jakiegoś kolejnego zastrzeżenia. Tym razem chodzi o zbyt częste nasilenie anegdotek. Takie poboczne historie zazwyczaj pozwalają na odpoczynek od cięższego kalibru wiedzy, ale zarazem dają szansę na zrozumienie jakiegoś aspektu poprzez analogię albo użycie w praktyce. Dlatego uwielbiam, gdy się pojawiają czy to w książkach popularnonaukowych, czy naukowych. Ale zadam jedno pytanie – ile można? Jest ich więcej niż konkretnej treści i często przerywają proces zrozumienia, co akurat w moim przypadku prowadziło do odwrotnego efektu niż prawdopodobnie był planowany, czyli przestawałam wiedzieć, o czym mowa. 

"Statystycznie rzecz biorąc" jest na pewno książką o genialnej koncepcji i z niesamowitą ideą, dlatego mimo mojego sceptycznego podejścia będę cenić tę książkę, ale nie będę udawać, że dzięki niej nauczyłam się czegoś nowego. Czuję się zawiedziona, ponieważ naprawdę zależało mi na dopracowaniu niektórych niedociągnięć mojej wiedzy, tymczasem nie otrzymałam tego. Nie chcę Wam ani polecać tej książki, ani odradzać, gdyż tutaj jest wyjątkowo istotne kto, co lubi. Jeśli nie przeszkadza Wam specyficzne poczucie humoru oraz niebotyczna liczba anegdot, to możecie wiele się nauczyć. W innym przypadku to stracony czas. 

niedziela, 26 lipca 2020

Miedziaki – Colson Whitehead


Tytuł: Miedziaki

Autor: Colson Whitehead

Tłumaczenie: Robert Sudół

Kategoria: Literatura piękna

Wydawnictwo: Albatros

Liczba stron: 288

Ocena: 9/10











W którymś momencie życia powinniśmy nauczyć się, jak odróżniać dobro od zła. Wśród tych wszystkich umiejętności, których uczymy się przez całe życie, właśnie to jest jeden z najważniejszych aspektów naszej edukacji. Wszyscy wiemy, że świat nie jest czarno-biały, więc w ogóle zdefiniowanie dobra czy zła jest tylko próbą pokategoryzowania go. Nie zmienia to faktu, że są czyny, które są po prostu złe i nie ma tu żadnej dyskusji. Można zadać pytanie, z czego konkretnie wynikają, dlaczego to właśnie one są złe. Jeśli nawet znaleźlibyśmy tak konkretną odpowiedź jak dowód matematyczny, to nic ona by nam nie dała. Trzeba się udać do samych podstaw i zadać pytanie ogólniejsze, większej rangi – skąd bierze się nienawiść i brak tolerancji? 

Elwood jest czarnoskórym dzieckiem, które wykazuje się niesamowitą pracowitością, poświęceniem i wytrwałością. Temu wszystkiemu towarzyszy pogodny uśmiech, dobro, oddanie swoim ideom i inteligencja. Podsumowując – Elwood jest kochanym dzieckiem, które ma przed sobą wspaniałą przyszłość wybrukowaną przez jego własne cnoty. Mijają lata i Elwood dostaje propozycję nauki na politechnice. Jest zaszczycony i podekscytowany nową drogą edukacji. Pierwszego dnia z radością maszeruje na uniwersytet, ale ma szczęście, bo łapie autostopa. Wtedy jeszcze nie wie, że zwykły fart zaprowadzi go do owianego złą sławą poprawczaka – Miedziaka. Jak tam trafia? To opowiada książka, ale myślę, że i tak już wszyscy domyśliliśmy się, że odpowiedź jest jedna – kolor skóry. 

O "Miedziakach" słyszałam wiele pozytywnych opinii i jest to bodajże druga książka w mojej historii, którą świadomie czytam między innymi ze względu na nagrodę Pulitzera. Bardzo ceniona nagroda w świecie literackim, na którą zwykle nie zwracam uwagi. I teraz po przeczytaniu "Miedziaków" postanowiłam przyjrzeć się baczniej nagradzanym powieściom, by sprawdzić, czy to zwykły przypadek, że ta książka zmieniła moje postrzeganie na świat, czy może tendencja w historii tej nagrody. W tej chwili nie ma to znaczenia, ponieważ liczą się tylko "Miedziaki", które wstrząsnęły mną dogłębnie i zostawiły wypalony ślad w mojej duszy, bym nigdy nie zapomniała, co ta historia niosła ze sobą. 

Cała książka jest napisana w bardzo dopracowany sposób, dzięki któremu powoli czytelnik może poznać historię Elwooda i pozornie przyjemnie dostrzegać, jak wygląda nasz świat. Autor wykorzystał zabieg, który uwielbiam, ale uważam też za wybitnie trudny – skoki czasowe. Mamy główną linię fabularną, jednak czasami przenosimy się do innych czasów, by móc zajrzeć w nieznaną nam przyszłość. Początkowo wydawało mi się to po prostu ciekawe, ale z czasem zrozumiałam, że to klucz do zrozumienia całej opowieści, a raczej jej poczucia. Bo tu nie ma, co rozumieć, tu trzeba czuć. 

Mam nadzieję, że wybaczycie mi fakt, że zdradziłam w opisie trochę fabuły. Zwykle staram się tego nie robić, ale uważam to za tak istotny aspekt całej książki, że nie wyobrażam sobie pisania recenzji bez tej podstawy. Dla mnie jest to właśnie powieść, gdzie trzeba wiedzieć przed, jak wielkim wyzwaniem stajemy. A tutaj tematyka – przez wielu uważana już za oklepaną – jest niezmiernie trudna i wybitnie ważna. Oczywiście mowa tutaj o rasizmie. Bez wątpienia jako ludzkość robimy postępy, lecz chyba wszyscy się zgodzimy, że one są zbyt wolne, że czas, który mija, byśmy wreszcie zrozumieli, że kolor skóry w żaden sposób się nie liczy, rani zbyt wielu i przede wszystkim zadali sobie kolejne z wielkich pytań – jak w ogóle doszło do rasizmu i tak nieuzasadnionego okrucieństwa w historii człowieka?

Historia Elwooda oddziałuje na mnie w sposób, którego długo nie zapomnę, jeśli w ogóle do tego dojdzie. Gdy czytałam, miałam wrażenie, że po prostu poznaję losy zwykłego, czarnoskórego chłopca, którego co jakiś czas ktoś obrazi. Oburzałam się wtedy, bo to po prostu niesprawiedliwe, nieuzasadnione i podłe. Dopiero kiedy skończyłam czytać powieść, zrozumiałam, że tu nie wystarczy się oburzyć, że jedno niechlubne wydarzenie dodane do drugiego i jeszcze kolejnego stwarza historię rasizmu i braku tolerancji. A to wszystko okupione biernością ludzi, którzy wiedzą. 

Ale przecież to nie koniec trudnej tematyki – przed nami poprawczak, który ma właśnie chwalebne zadanie resocjalizacji... Napisane tylko na papierze. Tymczasem łamie wszelkie człowieczeństwo w młodych chłopcach, którzy popełnili w życiu jakiś błąd albo po prostu się urodzili. Na początku pisałam o tym, że świat nie jest czarno-biały, ale są czyny, które nie mają żadnego wybaczenia. Miedziak ukazuje właśnie tę zależność. Opisuje życia osób, gdzie splot zdarzeń i cierpień doprowadza dobrych ludzi do złych czynów, które można, a nawet trzeba wybaczyć. Zarazem pokazuje też niczym nieuzasadnioną nienawiść przejawiającą się w brutalności i okrucieństwie. Mój wniosek jest tylko jeden – nie można nikogo oceniać, ale są czyny, przy których nie można milczeć. 

Jedyną wadą książki, którą zauważyłam, jest niezbyt dokładna kreacja bohaterów. Samego Elwooda to nie dotyczy, bo nie ma wątpliwości, że autor poświęcił mu wiele uwagi. Jednak niektórzy z chłopców mogliby zostać lepiej skonstruowani, byśmy jako czytelnicy widzieli dogłębniej ich perspektywę, a nie opierali się tylko na analogii opowieści głównego bohatera. Mimo to z czystym sumieniem wybaczam to pisarzowi, ponieważ Elwood jest postacią dogłębnie przemyślaną. Poznajemy jego historię od najmłodszych lat, by później obserwować jego poczynania w Miedziaku. Miałam wrażenie, że ten chłopiec jest dobrze mi znany od wielu lat, a ja jestem gotowa na wielkie poświęcenia, by mógł być szczęśliwy. 

Po raz pierwszy, odkąd piszę dla Was recenzje, boję się, że nie uda mi się przekazać Wam, czemu ta powieść jest tak bardzo ważna, czemu powinniście ją przeczytać i w jak wielkim stopniu wpłynęła na moje życie. "Miedziaki" nie są kolejną moralizującą powieścią o rasizmie. One sprawiały, że moje postrzeganie świata rozpadło się na kawałki. Jak każdy człowiek mam swoje własne uprzedzenia, lecz nigdy nie dotyczyły one pochodzenia. Mimo to jestem wstrząśnięta tym, co przeczytałam i tym co poczułam. Po prostu nie jestem w stanie po przeczytaniu tej książki wziąć się w garść. Moje istnienie cały czas pozostaje na kartach historii opowiadającej o kochanym chłopcu, który tak bardzo pragnie być dobrym człowiekiem. Na koniec powiem jedno – weźmy z niego przykład. 

piątek, 24 lipca 2020

Félix i niewidzialne źródło – Éric-Emmanuel Schmitt


Tytuł: Félix i niewidzialne źródło

Autor: Éric-Emmanuel Schmitt

Tłumaczenie: Łukasz Müller

Seria: Cykl o Niewidzialnym

Kategoria: Literatura piękna

Wydawnictwo: Znak

Liczba stron: 176

Ocena: 5/10









Gdy byłam dzieckiem, wierzyłam, że wszyscy żyją w ten sposób co ja, a przynajmniej bardzo podobnie. Te wszystkie opisy innych kultur były odległe i bardziej baśniowe niż realne. To było zwykłe stwierdzenie, że owszem – one istnieją, ale tylko na kartach książek i w programach telewizyjnych. Z czasem mój świat się powiększał. Więcej widziałam, więcej czytałam i więcej ludzi spotykałam. W jakiś sposób nadal byłam zamknięta na ludzi żyjących podobnie jak ja, ale wiedziałam już z całą świadomością, że inne osoby w inny sposób postrzegają, inaczej żyją i że inne kultury istnieją dokładnie na tym samym świecie co ja, mimo że wydaje się to być tak niezmiernie daleko i w odmiennej rzeczywistości. Do dzisiaj intryguje mnie ta różnorodność i kulturowa, i ta pomiędzy pozornie podobnymi do siebie ludźmi. Co innego nas cieszy, co innego sprawia, że cierpimy, czego innego pragniemy i co innego daje nam szczęście. Czy to nie jest niesamowite? 

Félix razem ze swoją mamą mieszka w Paryżu i wiedzie bardzo szczęśliwe życie. Nie przeszkadza mu, że ma inny kolor skóry, ponieważ jest kochany i akceptowany. Jego mama jest niezwykle radosną i silną osobą, która sprawia, że każdy dzień jest niezapomniany, a zarazem niesie ze sobą bezpieczeństwo. Jednak pewnego dnia wszystko się zmienia – mama Félixa przestaje się uśmiechać, co sprawia, że jego świat zostaje pokryty popiołem dawnych chwil. Smutek zaczyna się rozpowszechniać. Pozostaje tylko walka o ten jeden uśmiech, która musi się odbyć u samego źródła powstania – w Afryce. Czy Félix zdąży na czas dotrzeć na inny kontynent i uratować swoją mamę? Od czego tak naprawdę zależy szczęście? 

Myślę, że większości z Was nie muszę przedstawiać tego autora, ponieważ nieraz i nie dwa gościł już na moim blogu. Prawdopodobnie pisarz zdobył moją sympatię już w podstawówce, gdy przeczytałam tak osławionego "Oscara i Panią Różę". Z czasem poznałam równie cenione opowiadanie "Trucicielka". Właśnie wtedy to nazwisko zapadło mi w pamięci i przez kolejne lata wyznaczało ścieżkę mojego czytelnictwa. Razem z twórczością Schmitta spędziłam wiele godzin, które prowadziły do przeczytania książek określonych przeze mnie jako wybitne i niestety tych też o wiele gorszych. Mam wrażenie, że pisarz pisze niesamowicie nierównomiernie, dlatego też nie wiedziałam, czego się spodziewać po jego najnowszej powieści. Kolejne dzieło, które zawładnie mym sercem, czy zwykła, mało znacząca powieść? Niestety to drugie.

Zacznę od standardowej zalety książek Schmitta, która nigdy się nie zmienia – oczywiście mowa tu o stylu. Jest on unikatowy i zawsze w ten spokojny, ale oczarowujący sposób prowadzi czytelnika przez strony powieści, by w pewnym momencie istniała tylko ta jedna historia, a prawdziwy świat pozostał poza umysłem człowieka. Zarazem jest utrzymany w konwencji bardzo poetycznej, choć może lepiej jednak pasowałoby słowo patetycznej. Każde zdanie niesie ze sobą pewnego rodzaju podniosłość zmuszającą do szacunku i zrozumienia. Autor w swoim dorobku pisał książki oceniane przeze mnie jako katastrofalnie napisane, ale nigdy nie mogłam odmówić mu mimo wszystko szacunku za ten język. 

Niestety główną zaletą fabuły jest najzwyczajniejsza w świecie monotonia. Mijały strony, a ja nie mogłam oddać się z całą pasją historii małego Félixa i jego mamy. Cała opowieść była dla mnie chaotyczna i przede wszystkim posiekana. Raz byliśmy w kawiarni należącej do mamy naszego bohatera, w drugim momencie w ich mieszkaniu, a zaraz już w Afryce i te przejście nie były dla mnie zrozumiałe. Początkowo mimo wybitnie wolnej akcji utrzymywała się magiczna aura, która przypominała mi, że to wszystko jedna wielka metafora, która prawdopodobnie mnie oczaruje, jeśli tylko uda mi się zrozumieć, co chciał przekazać czytelnikowi Schmitt. Niestety czas pokazał, że czym dalej, tym książka stawała się przyziemna, a moje myśli wracały do codzienności. 

Bohaterowie tym razem też zostali potraktowani po macoszemu. Mieli jakieś charakterystyczne cechy, ale to nie wystarczyło, by wykreować pełnowymiarowe postacie. Sam Félix wykazywał się bardzo nietypowym myśleniem, co mi imponowało, a jemu samemu dodawało niezwykłości. Szkoda tylko, że to był jedyny ciekawy aspekt jego osobowości. Za to jego mama wywołała we mnie olbrzymią antypatię nawet wtedy, gdy jeszcze się uśmiechała. Nie czułam żadnej wewnętrznej potrzeby, by utożsamiać się z którymkolwiek z dwójki głównych bohaterów. 

Oczywiście jak to w książkach Schmitta tematyka okazała się bardzo trudna i ważna. Tylko że ja tym razem nie do końca zrozumiałam tego metafizycznego wydźwięku powieści. Mam pewne przypuszczenia, ponieważ zauważyłam wątki dotyczące depresji czy przywiązania do ojczyzny, ale nie jest to wystarczające, bym mogła na tym zbudować bazę do głębszych rozważań. 

Przykro mi, że historia Félixa nie przypadła mi do gustu, a długo wyczekiwana przeze mnie powieść okazała się co najwyżej przeciętna. Być może moje zbyt duże oczekiwania sprawiły, że nie byłam w stanie docenić tej książki. Również możliwe, że brak zrozumienia wpłynął na negatywny odbiór. Dla osób, które są bardziej związane z tematyką, może nieść wiele ważnych treści. Dlatego tym razem nie powiem Wam, czy polecam książkę, czy też nie. Zależy to od Waszych indywidualnych preferencji. 

wtorek, 21 lipca 2020

Lista nieobecności – Michał Paweł Urbaniak


Tytuł: Lista nieobecności

Autor: Michał Paweł Urbaniak

Kategoria: Literatura piękna

Wydawnictwo: Mova

Liczba stron: 494

Ocena: 9/10













Miłość towarzyszy nam przez całe życie. Nawet jeśli nie otrzymamy jej od rodziców, rodziny, partnera czy przyjaciół, to książki, filmy, sztuka czy opowieści innych ludzi o miłości będą wręcz nachalnie towarzyszyć nam od najmłodszych lat do samej śmierci. Czy to miłość prawdziwa? Oczywiście, że nie, jednak nawet te historie sprawiają, że w jakiś sposób myślimy o miłości i bardzo często pragniemy jej. W momencie gdy szczęście będzie nam sprzyjać, a my zrozumiemy, że kogoś kochamy miłością najszczerszą, prawdziwą, narazimy się na olbrzymie cierpienie. Część z Was pewnie spojrzy na to z ironią, ale nie możecie zaprzeczyć, że w momencie, gdy drugi człowiek staje się dla Was ważniejszy niż Wy sami, prędzej czy później dojdzie do chwil złych – pełnych zamartwiania się, toczenia wewnętrznych walk, tworzenie czarnych scenariuszów oraz być może śmierci. Dziś mowa o tej mrocznej stronie najpiękniejszego uczucia. 

Zuzanna straciła męża – niespodziewanie i przedwcześnie. Teraz musi poradzić sobie z żałobą i otaczającą ją samotnością. Jak żyć, gdy ukochana osoba odeszła, a świat nagle stał się tak pusty? Jest młoda, więc prawdopodobnie przed nią jeszcze wiele lat życia – życia bez Artura. Jednak Zuzanna nie jest jedyną osobą, która musi poradzić sobie ze śmiercią. Jej losy się splatają ze wspomnieniami nieżyjącego męża, cierpieniem jej syna oraz wrażliwością młodego mężczyzny, który jest wiernym towarzyszem jej syna. Każdy z nich przedstawia własną historię cierpień, śmieci i miłości, a wszystkie się splatają tego jednego dnia, gdy Artur umiera. Czy można zapomnieć o przeszłości i żyć pełnią życia, kiedy już żadna nadzieja nie pozostaje? 

"Lista nieobecności" to książka, która wyłącznie za pomocą opisu, poruszyła moje serce. Zapragnęłam ją przeczytać i jak na pewno się domyślacie, miałam wielkie oczekiwania co do niej. A w końcu z oczekiwaniami jest różnie. Tym razem dostałam coś całkowicie odmiennego niż przypuszczałam i bardzo się cieszę z tego przypadku, ponieważ dla mnie okazała się to genialna powieść, która poruszyła mnie dogłębnie i dała olbrzymi worek pełen refleksji. 

Język autora jest dopracowany pod każdym względem, dlatego książkę czytało mi się bardzo dobrze z poczuciem satysfakcji, że siedzę przed dziełem, któremu poświęcono wiele czasu. Nawet jeśli nie spodobałoby mi się pod względem fabularnym, to dla samego stylu pisarza warto byłoby brnąć dalej. Takie rzeczy po prostu się docenia. Za pomocą licznych opisów przeżyć wewnętrznych Michał Paweł Urbaniak wprowadza czytelnika w życie poszczególnych bohaterów i pozwala poznać ich najbardziej intymne myśli. A to wszystko odbywa się przez wiele lat. Jako czytelnik nie miałam przed sobą uporządkowanej fabuły rok po roku, tylko olbrzymi chaos dat, które się przeplatały bez żadnego porządku. Wbrew pozorom jest to logiczny i całkowicie spójny ciąg wydarzeń. Ani razu nie zdarzyło się, że mimo tych zawirowań czasowych nie wiedziałam, co robię akurat w tym dniu życia bohaterów. Uważam, że jest to niezwykle trudny zabieg literacki, ale zarazem świadczący o kunszcie autora. 

Tym razem nie poświęcę czasu fabule, gdyż tutaj nie ma znaczenia. Zresztą jest mocno zredukowana na rzecz rozbudowanej i bardzo trudnej emocjonalnie tematyki. Dla mnie "Lista nieobecności" jest powieścią metafizyczą, która zmusza czytelnika do głębokich refleksji. Porusza tę strunę w duszy człowieka, która jest ukryta w najdalszych zakamarkach i przez większość życia robimy wszystko, by o niej zapomnieć. A jeśli nie jesteśmy w stanie, to przynajmniej walczymy o to, by zadrgała. Historia bohaterów nie bawi się w uspakajanie i ukrywanie lęków. Wyzwala je i przypomina, że na świecie istnieje mrok. Nawet jeśli jesteśmy dobrymi i szczęśliwymi ludźmi, to bierzemy udział w tej mrocznej części naszego istnienia. Zresztą czym jest dobro? Czym jest szczęście?

Na początku pisałam, że oczekiwałam czego innego od tej książki. Oczekiwałam opowieści o żałobie. W pewnym sensie ten wątek jest poruszony, jednak osobiście uważam, że jest to historia pełna miłości i to niekoniecznie otoczonej aureolą z czerwonych serduszek. Miłość ma też inne odcienie niż ta słodycz, o której zazwyczaj czytam w romansach. Z miłością wiąże się też cierpienie i wyrzeczenie się samego siebie. "Lista nieobecności" krok po kroku ukazuje te odcienie szarości i czystą czerń. 

Lecz to nie koniec refleksji – przed czytelnikiem również podróż po linii życia, która trwa dalej mimo wszelkich cierpień. Odchodząc trochę od samej powieści, ale zarazem mocno się nią inspirując, chcę zadać Wam pytania – czy zawsze da się iść do przodu, czy zawsze życie trwa mimo wszystko? Dla mnie niektórzy ludzie pewnego dnia po prostu się zatrzymują i choćby żyli jeszcze kilkadziesiąt lat, to będą żyli tylko i wyłącznie w tym jednym miejscu, ignorując wszystko wokół. 

Nie mogę też zapomnieć o genialnie wykreowanych bohaterach. Przyznam, że już dawno nie miałam tak silnego uczucia, że osoby, o których czytam, to osoby żywe i opowiadające mi o sobie samym. Jestem oczarowana, ponieważ tutaj nie było bohaterów jako tła. Nawet dzieci, które początkowo uważałam za taki dodatkowy ozdobnik i wzmocnienie historii, okazały się pełnowymiarowymi bohaterami. Wielką zaletą jest fakt, że większość bohaterów nie zyskała mojej sympatii, a mimo to oddałam im całe swoje serce. Przede wszystkim Zuzanna – kobieta magnetyzująca, do której czułam głęboką niechęć i potępiałam za wiele czynów – jest dla mnie symbolem. Nie spotkałam się w prawdziwym życiu z takim charakterem, więc nie mam wątpliwości, że autor stworzył unikatową kreację, ale mam pewność, że też prawdziwą. Moją uwagę przykuł również Jakub, czyli partner syna Zuzanny – Krzysztofa. Niesamowicie wrażliwy człowiek o wybitnie skomplikowanym charakterze. Nie jestem podobna do Jakuba, ani nie przeżyłam podobnej historii, mimo to mocno się z nim identyfikuję i przede wszystkim rozumiem. 

"Lista nieobecności" to powieść, która zmęczyła mnie emocjonalnie, ale dzięki temu zmęczeniu czuję satysfakcję, że podołałam i pozwoliłam się ponieść przemyśleniom autora. Mam odczucia, że jest to też książka dla każdego odmienna, gdyż da się interpretować w najróżniejszy sposób. Osobiście skupiłam się na aspekcie miłości, ale myślę, że to subiektywne czynniki wpłynęły na tę perspektywę. Inny czytelnik w zależności od swojej własnej historii odbierze to całkowicie inny sposób. To kolejny aspekt godny podziwu. Polecam książkę każdemu, kto czuje się na siłach, by zmienić swoje postrzeganie świata. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję bardzo Taniej Książce i serdecznie zapraszam do zapoznania się z działem beletrystyka