Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gra paragrafowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gra paragrafowa. Pokaż wszystkie posty

sobota, 19 sierpnia 2023

Opowieści Baśniomistrza: Sekrety Smokolochów – Oliver McNail


Tytuł: Opowieści Baśniomistrza: Sekrety Smokolochów

Autor: Oliver McNail

Przekład: Tomasz Majkowski

Cykl: Opowieści Baśniomistrza

Tom: II

Kategoria: Książka paragrafowa

Wydawnictwo: Black Monk

Liczba stron: 166

Ocena: 7/10




Nie chcielibyście czasami przenieść się do świata, który rządzi się całkowicie innymi zasadami niż nasz własny? Wtedy każdy z nas mógłby być, kim tylko zechce. Nie byłoby ograniczeń. Czarodziej? Nie ma problemu. Księżniczka? Jeśli tylko zechcesz. Tylko nie można zapomnieć, że wraz z nową rolą pojawiają się również nowe przygody, wyzwania, ale też obowiązki i przede wszystkim niebezpieczeństwa. Dlatego dobrze się zastanówcie, kim chcecie być. Gdy już będzie gotowi, obiecuję Wam, że znam rozwiązanie pozwalające na chwilę zapomnienia. 

Skąd je znam? Odpowiedź jest dość oczywista w moim przypadku: z książek. W ostatnim czasie ponownie powróciłam do gier paragrafowych i tym razem zdecydowałam się na zapoznanie z książką paragrafową pod wyjątkowo trudnym dla mnie tytułem "Opowieści Baśniomistrza: Sekrety Smokolochów". Ta książka wydawała mi się idealnym spełnieniem moich marzeń i pewnych fantazji. Po przeczytaniu mogę Was zapewnić, że właśnie tak było. 

Sama książka daje całą gamę możliwości, więc nie jest to historia na jeden czy nawet dwa razy. Dosłownie można być prawie każdym. Na początku mamy zademonstrowane różne rasy i istoty i możemy zdecydować, kim chcemy grać. Każda z postaci ma swoje własne umiejętności, ale też wady. Jednak to też nie koniec zaskakujących możliwości, ponieważ możemy grać sami, ale też z kimś innym, przeciwko sobie lub drużynowo. Czy to naprawdę nie jest cała gama różnorodnych wyborów? Choćby one powodują, że przed nami ścieżka nieprzewidywalna, ścieżka, której nie da się powtórzyć. W książce znajduje się ileś opowieści, do których są dostosowane odpowiednie mapy i zadania. Można sobie wybrać lub podążyć za losem szczęścia. 

Ciekawymi i przede wszystkim potrzebnymi, ale też ubarwiającymi grę są dodatkowe karty postaci i mapy. Pokazują one jak stworzyć postać i dzięki nim nie trzeba wszystkiego pamiętać albo jakkolwiek zapisywać na kartce. Natomiast same mapy pozwalają grać i nie przekładać ciągle stron. Tym bardziej że jest też dostępny kod QR, pod którym kryje się sławetny Baśniomistrz. To on prowadzi grę i on pozwala się skupić wyłącznie na niej. Z takim dodatkiem przyznam, że jeszcze nigdy wcześniej się nie spotkałam, więc naprawdę jestem pozytywnie zdziwiona. 

Nie można też zapomnieć o ilustracjach, które po prostu zachwycają od momentu, gdy tylko otworzy się książkę. Cieszyły moje oczy i sprawiały, że to na nich się skupiłam, krok po kroku przypatrując się, jak były narysowane. I co najśmieszniejsze miałam odruch pokolorowania ich, jeszcze tego nie zrobiłam, ale pewnie kredki pójdą w ruch i pozwolą mi stworzyć swoje własne wyobrażenie. 

Podczas rozgrywek bawiłam się naprawdę dobrze, choć też miałam wbrew słowom autora trudności na początku. Nie do końca rozumiałam, jak się za to zabrać, o co chodzi z kostkami i tak dalej. Nie jestem znawcą żadnych gier, ale jak już poszło to poszło. 

Jeśli odnajdujecie się w takiej formie i marzycie właśnie o tym, by przenieść się do tego innego świata, to myślę, że "Opowieści Baśniomistrza: Sekrety Smokolochów" są dla Was wspaniałym wyborem. Dają mnogość wyborów, pozwalają historię kreować według własnych pomysłów i nie kończy się na jednym przeczytaniu. Możliwości jest naprawdę wiele. 

Książka z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl

poniedziałek, 30 stycznia 2023

Święto – Jane D. Pine

 

Tytuł: Święto

Autor: Jane D. Pine

Cykl: Choose Sthulhu

Tom: VIII

Kategoria: Gra paragrafowa, horror

Wydawnictwo: Black Monk

Ocena: 7/10







Kto by nie chciał dowiedzieć się czegoś więcej o przeszłości? O przeszłości pełnej tajemnic, pełnej niedopowiedzeń i przeszłości, która z taką gracją wykreowała dzień dzisiejszy, by wysunąć swoje macki jeszcze po samą przyszłość? Niekiedy odpowiedzi mogą znaleźć się wśród krewnych, przodków i czasów odległych, nawet już zapomnianych. Jesteście gotowi wyruszyć w podróż niezapomnianą i zmieniająca właśnie Waszą przyszłość?

Za każdym razem opowiadam, jak bardzo jestem zafascynowana fenomenem gier paragrafowych. W tej chwili nie robią na mnie już piorunującego wrażenia, ponieważ kilka z nich jest już za mną. Jednak mimo to nadal doskonale się bawię i doceniam aspekty samej idei tych książek. W końcu wszystko się zaczęło od tego, że nie mamy wpływu na bohaterów, że w którymś momencie autor musiał całkowicie samodzielnie zdecydować, co się wydarzy i jak bardzo będę od tego zależne losy bohaterów. Teraz to nasz wybór i nasza własna droga. My jako czytelnicy odpowiadamy za to, co może nas spotkać po drodze. Dlatego gry paragrafowe nadal wydają się tym najlepszym połączeniem gry, decyzji i przede wszystkim książki. Przekonuje to Was?

Tym razem zapoznałam się z ósmym tomem "Choose Cthulhu", czyli "Świętem". I muszę przyznać bez najmniejszego zawahania, że to naprawdę jedna z najlepszych części. Przede wszystkim sam styl autorki przypadł mi do gustu. Sprawił, że momentalnie odnalazłam się w tej historii i szybko zdałam sobie sprawę, że jestem jej częścią, a moje wybory nie są wyborami czytelnika, tylko już bohatera. Tutaj ponownie było czuć pewnego rodzaju dominację nad różnymi rodzajami literatury. Co prawda zawsze będę fanką tradycyjnej, ale nawet ja nie mogę zaprzeczyć, że jest w tym coś niezwykłego. Liczne opisy krajobrazów oraz analiza wewnętrzna emocji bohatera dawały pole popisu dla wyobraźni, tworząc zarazem niekonwencjonalny obraz opowieści. Dominował mrok, dominował strach i atmosfera niepewności. 

Trafiłam na wyjątkowo długo linię fabularną, więc tym razem nie pojawiło się w moim przypadku nadmierne zdenerwowaniem ciągłym... umieraniem. Tak – takie są moje doświadczenia z niektórych z poprzednich części. Miałam poczucie, że jest coraz bardziej do przodu, a historia wchłania. Walczę o swoje życie, walczę z ciekawością, a ciekawość okazuje się pierwszym krokiem do piekła (może dlatego tak często umieram w tych wszystkich gra paragrafowych). Przyznam, że należę do tych czytelników, którzy uważają, że po to jest literatura, by iść przed siebie i mogę z czcią kultywować swoje poglądy. 

"Święto" okazało się barwne i przede wszystkim nieprzewidywalne w swoich poczynaniach. Oddziaływało wielokrotnie na zmysły. Jednakże było też odczuwalne szaleństwo, choć określiłabym to jako bardziej racjonalne szaleństwo. Krok za krokiem – każdy element przemyślany, każdy element ulokowany w odpowiednim miejscu, każdy element oscylujący koło geniuszu i szaleństwa. Czego oczekiwać więcej? 

Wydania "Choose Cthulhu" są klimatyczne i również dopracowane. Wspomniane zalety wraz z tym wydaniem ponownie potwierdzają, że jak najbardziej warto zaangażować się w tę serię i razem z nią podążać niezwykłym światem Lovecrafta. Tym bardziej że jestem przekonana, że fani tego autora jeszcze bardziej odnajdą się w tym opowieściach. 

 Książka została otrzymana z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl

sobota, 17 grudnia 2022

Sny w Domu Wiedźmy – Edward T. Riker

 

Tytuł: Sny w Domu Wiedźmy

Autor: Edward T. Riker

Przekład: Agnieszka Przechodniak

Cykl: Choose Cthulhu 

Tom: VI

Kategoria: Gra paragrafowa, horror

Wydawnictwo: Black Monk

Liczba stron: 128

Ocena: 5/10





Niekiedy świat jest czymś innym niż się nam wydaje. Tak naprawdę codziennie wykonujemy określone przez nas samych czynności, poddajemy się standardowym obowiązkowym i również standardowym rozrywkom, a tymczasem koło nas mogą dziać się rzeczy niemożliwe. Gdy byłam dzieckiem, właśnie tego się obawiałam. Czytałam nałogowo powieści fantasy i tam przewijał się często motyw mówiący, że bohaterowie byli wyjątkowi, więc zauważali niesamowite rzeczy. A jeśli przy mnie dzieje się coś niezwykłego, a ja jestem zbyt ślepa, zbyt nieuważana i zbyt zapatrzona w siebie, by to zauważyć? Być może przygoda życia właśnie ucieka mi przed nosem. Tylko w moich wyobrażeniach było to zawsze coś pozytywnego. A co, jeśli tak naprawdę codziennie przy nas dzieją się złe rzeczy? 

"Sny w Domu Wiedźmy" są moim przejawem zafascynowania formą gier paragrafowych. Cykl "Choose Cthulhu" stał mi się wyjątkowo bliski, a sama opcja, by podejmować własne decyzje w tym niesamowitym świecie opartym na twórczości Lovecrafta, wydaje mi się czymś satysfakcjonującym i dającym całą gamę możliwości. Wielokrotnie mierzyłam się ze źle podejmowanymi decyzjami moich bohaterów. Teraz za ich decyzję odpowiadam ja sama. Czy to nie jest niesamowite? 

Tutaj podkreślę, że sama nie znam dzieł Lovecrafta, więc odnoszę się bezpośrednio do serii, nie opierając się na żadnych porównaniach z oryginałem. "Sny w Domu Wiedźmy" to już szósty tom, co mnie niezwykle cieszy. Choć książki z serii można czytać niezależnie od siebie. Akurat ta część jest nietypowa, ponieważ rozczarowała mnie, co ze smutkiem przyznaję. 

Jednak wracając do początku, to sam pomysł na ten tom wyjątkowo mi się podobał, dlatego tym bardziej nie wiem, co w jego przypadku poszło nie tak. Uwielbiam ten niesamowity klimat, który niezależnie od autora, towarzyszy tym opowieściom i pozwala przenieść się do rzeczywistości należącej do naszego świata, ale tak naprawdę będącej czymś odmiennym od tego, co znamy z naszej rzeczywistości. Dzięki tej niepowtarzalnej atmosferze zazwyczaj umiałam odnaleźć się w tych opowieściach. 

Styl autora okazał się mocno niedopracowany. Cały czas miałam wrażenie, że jest sztywny w odbiorze, co blokowało mi dobrą zabawę i przede wszystkim negatywnie zaskoczyło. Jestem przyzwyczajona, że bez problemu wciągam się w gry paragrafowe i łapią mnie one za serce. Tymczasem w przypadku tej przeszłam tylko jedną linię fabularną, która wręcz przemęczyłam i nie miałam ochoty, by ponownie zacząć nową przygodę. 

Dużo zależało od mocno niespójnej fabuły. Mam wrażenie, że w dużej mierze zawiodło stworzenie samej gry, ponieważ kilka razy sprawdzałam, czy przypadkiem nie pomyliłam się w odczytywaniu numerów. Nagle znajdywałam się w innym miejscu lub kontekście i w ogóle nie rozumiałam, skąd tam się wzięłam. Stanowczo to była główna przyczyna mojego zirytowania podczas czytania. Wszystko mi się mieszało, a ja sama miałam wyraźny problem przywiązać się do głównego bohatera, co jest dość kłopotliwe, gdy jest się nim samemu. 

Lecz nie popadając w krytykę, mam wrażenie, że dawno nie wspominałam, jak pięknie wydane są te książki. Powieść jest robiona w starym stylu i gdy bierze się ją do ręki, to ma się wrażenie, że ma się jakiś stary dziennik, który zapowiada fantastyczną przygodę. Tym bardziej że co jakiś czas można odnaleźć niesamowicie dopracowane ilustracje, które same w sobie przyciągają wzrok i intensywnie oddziałują na wyobraźnię. Zawsze mnie poruszają i wręcz hipnotyzują. 

"Sny w Domu Wiedźmy" okazały się dla mnie dużym rozczarowaniem, a dotychczas przy tej serii nie spotkałam się z tak negatywnymi, własnymi emocjami. Niemniej bez wątpienia będę kontynuować serię, ponieważ czuję, że zaczynam mieć do niej wielki sentyment. 

Książka została otrzymana z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl

czwartek, 6 października 2022

Kolor z innego wszechświata – Edward T. Riker


Tytuł: Kolor z innego wszechświata

Autor: Edward T. Riker

Przekład: Agnieszka Przechodniak

Cykl: Choose Cthulhu

Tom: VII

Kategoria: Gra paragrafowa, horror

Wydawnictwo: Black Monk

Ocena: 7/10





Lubię kolory – to stwierdzenie może wydawać się dość nietypowe, ładniej mówiąc ekscentryczne. Jednak od dziecka miałam zamiłowanie do kolorów. Zaczynając od zwykłego przyglądania się im, przechodząc przez farby, kredki i kończąc na zamiłowaniu do motywu kolorów. Pamiętam, że to właśnie pierwsze strony "Złodziejki książek" ujęły mnie. W tamtej powieści Śmierć również lubiła kolory. To wystarczyło, by w tamtym czasie rozpocząć niezapomnianą przygodę. Lecz pewnie zastanawiacie się, po co ja w ogóle Wam to wszystko mówię, jaki to ma sens w recenzji. Otóż ma... Ponieważ dzisiaj chcę Wam zaprezentować swoją opinię na temat gry paragrafowej "Kolor z innego wszechświata". Wielbiciel kolorów nie mógł się oprzeć takiemu tytułowi. 

Najpierw zacznę od dość tradycyjnej części przy tego typu recenzjach, czyli od mojego zachwytu nad samą formą gier paragrafowych. Gry zawsze mnie fascynowały, ale nigdy nie miałam cierpliwości, by w nie grać na dłuższą metę. Z książkami, jak doskonale wiecie, było całkowicie inaczej. I gry paragrafowe połączyły to, co mnie fascynuje z tym, co jest moją piękną rzeczywistością. Tym bardziej że książki z cyklu "Choose Cthulhu" są oparte na twórczości Lovecrafta, co dla fanów jest na pewno ciekawostką i również czymś nowym do odkrycia. Sama nigdy nie czytałam żadnego dzieła tego osławionego pisarza, lecz czym lepiej poznaję wspomniany cykl, tym dzień, gdy wreszcie poznam pierwowzór, zbliża się. 

Pod względem stylu tym razem byłam zachwycona, co mnie pozytywnie zaskoczyło, gdyż moje ostatnie spotkanie z Edwardem Rikerem było niezbyt dobre. Tym razem miałam poczucie, że historia prowadzi czytelnika przez unikatowy klimat – bardzo mroczny klimat. Między innymi właśnie ta atmosfera całości sprawiała, że chciałam czytać dalej i dowiedzieć się, do czego tym razem doprowadzi mnie ścieżka fabularna. Choć przyznam, że język, którym posługuje się autor, był dla mnie dość skomplikowany, wymagał ode mnie dość dużych pokładów skupienia. Dawał od siebie wiele, ale też wiele ode mnie wymagał, co jak najbardziej mi odpowiada. 

Fabuła "Koloru z innego wszchświata" była niesamowicie fascynująca i intrygująca. Dawno nie wciągnęłam się tak w jakąś historię. Tym bardziej że wyjątkowo interesującym pomysłem okazała się koncepcja zbierania punktów. Nie udało mi się tego wykorzystać, ale na pewno odmieniło coś już dobrze znanego. Zachowało stare pozytywy, a dodało nowe. Jedynym minusem i tutaj niestety olbrzymim była długość ścieżek fabularnych. Trzy razy przechodziłam grę i razem nie zajęło mi to nawet pół godziny. To jak bardzo one były krótkie? A sprawdziłam, czy przypadkiem to mi się coś nie pomyliło. 

W przypadku całości nie można też zapomnieć o wydaniu tej książki i ogólnie całego cyklu. Jest ono dla mnie zachwycające. Wydaje się, że to bardzo stare książki, ale zarazem hipnotyzujące. Już z samych okładek czuć ten mroczny i wabiący klimat. Pod względem środka książki to tutaj też zadbano o szczegółowość, estetykę i logiczny układ. Między paragrafami znajdują się przepiękne ilustracje, które doskonale uchwytują wspomnianą atmosferę. 

Czytanie tej serii to dla mnie ciekawe i dość odmienne doświadczenie. Dzięki temu mogę poznać coś nowego i czytelniczo się rozwinąć. Cały czas też kusi, by wreszcie sięgnąć po twórczość Lovecrafta, a jestem pewna, że niedługo to zrobię. Przy okazji to fantastyczna zabawa.

Książka została otrzymana z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl

niedziela, 17 lipca 2022

Zgroza w Dunwich – Leandro Pinto

 

Tytuł: Zgroza w Dunwich

Autor: Leandro Pinto

Przekład: Małgorzata Kafel

Cykl: Choose Cthulhu

Tom: V

Kategoria: Gra paragrafowa, horror

Wydawnictwo: Black Monk

Liczba stron: 160

Ocena: 8/10





Zew przygody to coś niesamowitego. Coś, co sprawia, że jesteśmy w stanie podejmować bardzo ryzykowne decyzje. Jednak czego się nie robi, by zaspokoić swoją ciekawość? Mówi się, że ciekawość to pierwszy krok do piekła... Ja bym jednak szła w kierunku zaspokojenia, ulgi i być może już ostatniego kroku do piekła. W końcu nie każdy z nas musi źle wyjść na tym, że zadaje pytania, podejmuje różne działania i jest gotowy zmieniać świat. Niemniej czy każdy wychodzi na tym dobrze? Myślę, że na podstawie własnych doświadczeń jesteście w stanie sami odpowiedzieć na to pytanie. 

Jak część z Was na pewno wie, od jakiegoś czasu zaczęłam się interesować troszkę inną formą literatury. Mam tutaj na myśli gdy paragrafowe. Jeszcze niedawno nie miałam nawet pojęcia, że coś takiego istnieje, lecz dzisiaj mam już za sobą niejedną taką pozycję i całym sercem doceniam ich pomysłowość oraz możliwości, które dają. W końcu pewnie każdy z nas, a przynajmniej większość z nas była w momencie, gdy książka poszła całkiem innym tropem niż się spodziewaliśmy i nie mogliśmy tego zaakceptować. Tutaj czegoś takiego nie ma – tutaj my decydujemy. 

Tym razem na kaliber wzięłam kolejny tom serii, którą od jakiegoś czasu Wam przedstawiam. Są to książki paragrafowe z cyklu "Choose Cthulhu". Są one oparte na twórczości Lovecrafta, której osobiście nadal nie poznałam, dlatego "Zgroza w Dunwich" jest przeze mnie oceniana wyłącznie przez pryzmat samej siebie. Nie jestem w stanie dostrzec powiązań z genialnym pisarzem i ocenić rozwiązań Leandra Pinto.

Niemniej w żaden sposób nie przeszkadzało mi to, by całą sobą docenić pomysł. Za każdym razem jak czytam książkę z tej serii, nie jestem w stanie być obojętna na ten niesamowity klimat, który tworzą pisarze. Jestem głęboko przekonana, że to właśnie ujmuje twórczość samego Lovecrafta. Historia "Zgrozy w Dunwich" od pierwszych stron zaprezentowała motywy z jednej strony tak doskonale nam znane, z drugiej ujęte w całkowicie odmienny, nietypowy sposób. Niesamowicie pozytywnie to odebrałam. 

Styl autora jest intensywnie obrazowy dzięki swoim barwnym opisom. Cały czas czuć, że pisarz stara się mocno oddziaływać na wyobraźnię i wychodzi mu to po mistrzowsku. Nawet na chwilę nie odpuszcza. Cały czas czerpie ze wspomnianego klimatu i trzymając czytelnika w garści, przedstawia mu obrazy, od których nie da się oderwać ani ze strachu, ani z ciekawości. Tkwiłam w nich i czułam się zahipnotyzowana. Musiałam wiedzieć, do czego dążę i jaki to ma cel. 

Ta ścieżka fabularna, którą jako pierwszą przeszłam, jest zachwycająca. Gdy już nabierała spójności i myślałam, że wiem, gdzie i po co podążam, zaskakiwała mnie czymś nowym. Czymś całkowicie logicznym, ale wcześniej bezpośrednio dla mnie niedostrzegalnym. Między innymi właśnie dlatego nie byłam w stanie oderwać się od fabuły i właśnie pierwszą moją ścieżkę przeszłam dosłownie na raz. Musiałam – tu nie było możliwości, choćby na chwilę oderwać się od lektury, ani tym bardziej odłożyć ją na później. W końcu trzeba było poznać to zakończenie i dać się porwać atmosferze pełnej grozy, magnetyzmu i swoistego piękna. 

Jestem niezmiernie podekscytowana, że mogłam ponownie zapoznać się z tą serią, a raczej jej kolejnym tomem i ponownie przeżyłam przygodę, która zawładnęła moim sercem i pozwoliła mi podejmować moje własne decyzje. Nie czułam się tak bardzo przez nią ograniczona, jak to czasami bywa przy niektórych lekturach. Czy to nie jest cudowne? Jeśli czasami odczuwacie ten sam problem co ja, to bez wątpienia pozycja literacka dla Was. Też podkreślę, że książki z serii można czytać niezależnie od siebie. 

Książka została otrzymana z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl

wtorek, 10 maja 2022

Bezimienne Miasto – Giny Valrís

 

Tytuł: Bezimienne Miasto

Autor: Giny Valrís

Przekład: Małgorzata Kafel 

Cykl: Choose Cthulhu

Tom: IV

Kategoria: Książka paragrafowa

Wydawnictwo: Black Monk

Liczba stron: 136

Ocena: 6/10





Zawsze byłam zdania, że wyobraźnia to niesamowita potęga, która może przenosić góry w rzeczywistym życiu. Odpowiada za kreatywność, za wizjonerskie obrazy i za wiarę, że niektóre rzeczy są możliwe. Jest na tyle potężna, żeby zmieniać świat. Nawet jeśli nie przybiera materialnej formy, to sam fakt, że umożliwia ucieczkę, daje odpoczynek i pomaga wyciągać wnioski jest wystarczający, by doceniać ją na wielu poziomach. Jesteście gotowi dać się ponieść własnej wyobraźni? 

Jak część z Was już doskonale wie, lubię gry, ale rzadko w nie gram i za bardzo nie mam umiejętności, by wyciągać z nich więcej radości. Nie mam też motywacji, by to zmienić. I mam tu na myśli najróżniejszego rodzaju gry. Jednak mimo moich braków motywacyjnych, odnalazłam coś dla siebie, coś, w czym naprawdę jestem dobra. Czyli książki paragrafowe! Zachwycam się nad ich formą za każdym razem, jak o nich piszę, lecz po prostu ciężko tego nie robić. Moja pasja do czytania i mała fascynacja grami zostały połączone i nie wymagały ode mnie czegoś więcej niż to, co daje od siebie czytając. Czy to nie wspaniałe? 

Tym razem chcę Wam zaprezentować czwarty tom "Choose Cthulhu", który opiera się na twórczości Lovecrafta. Nadal nie znam jego dzieł, choć planuję to w dość bliskim czasie zmienić. Jednak jestem przekonana, że wierni czytelnicy tego osławionego pisarza, na pewno są zainteresowani różnymi dodatkami do jego świata. "Bezimienne Miasto" wydaje się być doskonałym wyborem dla nich. Zresztą dla mnie też, ponieważ po przeczytaniu trzeciego tomu z olbrzymią chęcią powróciłam do tego niezwykłego klimatu i tych emocji związanych z możliwością wybierania własnego losu. 

Autorka pisze w sposób wyjątkowo obrazowy, który od pierwszych stron pozwala czytelnikowi przenieść się do przedstawionego świata i poczuć, że jest równie prawdziwy co nasza rzeczywistość. Nadaje to całości niepowtarzalnej atmosfery, gdzie można zobaczyć rzeczy niezwykłe, poczuć wiatr we włosach i zastanawiać się, czym jest dokładnie ten nietypowy zapach. To bez wątpienia niesamowita umiejętność, która według mnie po części odpowiada za fenomen jej twórczości. Styl z punktu widzenia warsztatu jest też dopracowany pod każdym kątem, co jest dodatkową cechą charakterystyczną pisarki. 

Natomiast sama fabuła poprzez wspomnianą atmosferę nie pozwala oderwać się od tej przygody, prowadząc czytelnika przez pustynne morze tajemnic i pragnienia odkrycia ich. To podróż niezapomniana i też niezwykle emocjonalna. Poprzez fakt, że to właśnie czytelnik jest głównym bohaterem, wszystkie emocje stają się jeszcze bardziej intensywne niż można byłoby się spodziewać, a w powietrzu czuć zew przygody, ale też napiętą atmosferę i strach. Doznania są niezwykle barwne i pełne możliwości. Samo poczucie, że samemu decyduje się, którą drogą pójść, która droga jest drogą szaleństwa, a która rozsądku, pozwala wczuć się w świat i zmierzyć z konsekwencjami własnych decyzji. Ogólnie "Bezimienne Miasto" bazuje na tajemniczości i chęci odkrycia, co za nią idzie. To ryzykowne, ale też dające poczucie satysfakcji. 

Jedynym większym mankamentem jest fakt, że ścieżki fabularne są naprawdę krótkie. Ogólnie jest ich co najmniej kilka, więc przygoda może trwać i trwać. Niemniej gdy oddaję się jednej ścieżce, to coś sprawiło, że to właśnie ją wybrałam i chciałabym mieć możliwość na dłużej trwać w tym odłamie historii. Tymczasem jestem już mocno wciągnięta, a tu widzę koniec. Jest pewna odnoga, która pozwala powracać, co jest naprawdę dużą zaletą, ale nie też tym, czego bym chciała. 

Gry paragrafowe coraz częściej znajdują się pośród moich lektur, co jest fantastyczne i mam nadzieję, że i część z Was się do nich przekona. Ta seria jest łatwa w odbiorze i wymaga tylko zaangażowania w czytanie i niekiedy decyzji co dalej, dlatego będzie odpowiednia dla początkujących. Zapewne dla osób zafascynowanych twórczością Lovecrafta, czy osób już zaznajomionych tą z formą, też będzie wyjątkowo absorbująca. 

Książka została otrzymana z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl

niedziela, 20 marca 2022

Widmo nad Innsmouth – Giny Valris

 

Tytuł: Widmo nad Innsmouth

Autor: Giny Valris

Przekład: Małgorzata Kafel

Cykl: Choose Cthulhu 

Tom: III

Kategoria: Gra paragrafowa, horror

Wydawnictwo: Black Monk

Ocena: 7/10






Jak bardzo potężna jest Wasza wyobraźnia? Jak wiele za jej pomocą jesteście w stanie stworzyć? Czy umiecie sprawić, że rzeczy niemożliwe, światy nieistniejące stają się rzeczywistością? Czy umiecie pobudzić swoje własne emocje? Sprawić, że przed Wami rozciągnie się widok przekraczający wszelkie pojęcie? Czy dźwięki, zapachy i kolory potrafią przejąć nad Wami kontrolę? Mogę takie pytania zadawać w nieskończoność, dążąc do celu tylko mi znanego, więc zakończę banalnym pytaniem – jesteście gotowi na przygodę pełną grozy? 

Przed Tobą ostatni etap podróży, która miała przynieść odpoczynek po wielu latach szkoły. Teraz masz ją już za sobą i musisz wrócić tylko do domu – do Arkham. Wydawałoby się to zadaniem prostym, ale Twój nadwyrężony podróżą budżet ogranicza środki pojazdu. Pociąg czy o wiele tańszy autobus, który przejeżdża przez dziwną miejscowość, miejscowość, o której krążą coraz to mroczniejsze opowieści – Innsmouth? Którą  opcję wybierasz?

Jak sami widzicie, znajduję się w etapie życie czytelniczego, gdzie odkrywam jeszcze niedawno w ogóle mi nieznany gatunek – grę paragrafową. Nadal czuję niesamowitą fascynację tą formą i jej możliwościami. Zachwyt nad możliwością dokonywania własnych wyborów w opowieści pchnie mnie do przodu – do poznawania coraz to nowszych historii. Tym razem padło na trzeci tom "Choose Cthulhu", czyli na "Widmo nad Innsmouth". Jak moje wrażenia?

Pod względem fabularnym pomysł niezmiernie przypadł mi do gustu. Ogólnie rzadko mam styczność z opowieściami grozy czy horrorami, dlatego wielu rozwiązań nie znam jeszcze. Nie wiem, na ile ta historia jest oryginalna, ale mnie dała wiele radości i pozwoliła poczuć wiele intensywnych emocji. Myślę, że dla fanów twórczości Lovecrafta to na pewno niesamowita uczta, ponieważ książka jest inspirowana właśnie pomysłami Lovecrafta. Daje niesamowite pole popisu dla wyobraźni i sprawia, że nasza rzeczywistość nagle nabiera całkowicie innych barw, by przedstawić nam opowieść zawartą w książce. 

"Widmo nad Innsmouth" wyróżnia się opisowym stylem, choć jest to optymalne, w żaden sposób nieprzesadne. Opisy dominują na tyle, by przedstawić czytelnikowi zarys fabuły i pozwolić mu poczuć adekwatne do wydarzeń emocje. Niezmiernie łatwo poczuć się głównym bohaterem. To coś więcej niż tylko utożsamienie się z nim. To obserwacja świata jego oczami, a w tym świecie dominuje niepewność, napięcie i niepokonany strach. Jako czytelnicy stajemy przed wieloma wyborami, których konsekwencje poczujemy na własnej skórze, a najczęściej są to konsekwencje niemożliwe do przewidzenia. Cały czas stawiałam sobie pytanie, co tym razem mnie czeka i jak sobie z tym poradzę. 

Przyznam się, że sama historia mroziła mi krew w żyłach i naprawdę przyprawiła nieraz i nie dwa o gęsią skórkę. Dawno nie czytałam żadnej powieści, która wywołałaby we mnie podobne odczucia i z taką pasją pchnęła do przodu – raz by dowiedzieć się, co będzie dalej, innym razem by uciekać przed tym, co za mną. W moim przypadku dominuje ciekawość, ile z tego jest oryginalnym pomysłem autora książki, a ile inspiracją pochodzącą z powieści Lovecrafta. Czuję się coraz bardziej przekonana, by zapoznać się z jego dziełami. 

Żałuję tylko, że książka ma tak krótkie linie fabularne. Oczywiście jak każda gra paragrafowa jest ich kilka, co pozwala na wielokrotną rozrywkę, ale zawsze ten pierwszy raz jest najważniejszy, a akurat w moim przypadku ta ścieżka fabularna okazała się pod względem ilości niewystarczająca. 

Warto też wspomnieć o samym wydaniu gry paragrafowej, która jest ucztą dla moich czytelniczych oczu. Książka jest stylizowana na bardzo starą, co wygląda cudownie w odniesieniu do historii, która jest w niej zawarta. To właśnie na tej pozornej starości jest widoczne jej piękno. Same strony robią niesamowite wrażenie skupieniem na szczegółach i cudownymi ilustracjami. 

"Widmo nad Innsmouth" pozwoliło mi spędzić czas pełen rozrywki, ale też emocji sprawiających, że przeniosłam się do innej rzeczywistości i stałam się jej głównym bohaterem – bohaterem, który musi podjąć wiele trudnych decyzji i pokonać obezwładniający strach i pragnienie ucieczki. Każdy, kto lubi co jakiś czas odczuć takie emocje, powinien zapoznać się z tą historią. 

 Książka została otrzymana z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl

środa, 9 marca 2022

Samotnie przeciwko mrozowi. Samotna przygoda w kanadyjskiej dziczy – Gavin Iglis, Glen Rahman

 

Tytuł: Samotnie przeciwko mrozowi. Samotna przygoda w kanadyjskiej dziczy

Autor: Glenn Rahman, Gavin Inglis

Przekład: Anna Maria Mazur, Jakub Radzimiński

Cykl: Samotnie przeciwko 

Seria: Zew Cthulhu 7. edycja

Kategoria: Fantastyka, gra paragrafowa

Wydawnictwo: Black Monk

Liczba stron: 110

Ocena: 6/10




Ile razy zdarzyło Wam się marzyć o jakieś niezwykłej przygodzie? U mnie to przez większość dzieciństwa i wcale niemniejszą część dorosłości standardowe wyobrażenie. Zawsze pragnęłam, żeby wydarzyło się coś emocjonującego, coś, co mnie sprawdzi i... Pozwoli ożywić świat fantastyki. Ten ostatni aspekt wydaje się być niemożliwy do wykonania. W końcu jak dwa pierwsze mają szansę kiedyś się wydarzyć albo są czynnikiem indywidualnego postrzegania, to magia pozostanie poza naszym zasięgiem. Ale czy na pewno? Czy w ogóle magia musi być wyznacznikiem przygody? Powiedziałabym, że w moim przypadku tak, ale jak się okazało niekoniecznie. 

Niedawno miałam przyjemność zapoznać się z moją pierwszą grą paragrafową – "Widmo nad Arkham". Wcześniej w ogóle nie słyszałam o tej formie książki i gry, więc to była dla mnie całkowita nowość i nie wiedziała, czego się spodziewać. Okazało się, że to była wspaniała przygoda, bardzo oddziływująca na wyobraźnię i pozwalająca przenieść się do innego świata. Dlatego z taką chęcią sięgnęłam po kolejną książę z tego gatunku – "Samotnie przeciwko mrozowi". Czy zrobiła na mnie również piorunujące wrażenie? Niestety nie, choć czytanie i granie okazało się dobrze spędzonym czasem. 

Bardzo doceniam koncepcję gier paragrafowych. Pozwalają na indywidualną rozrywkę, dając możliwości typowe dla gier, ale też w dużej mierze spełniając oczekiwania zapalonych czytelników. To połączenie wydaje się czymś niesamowitym i otwierającym nowe możliwości. Bez wątpienia dla mnie to poszerzenie moich własnych horyzontów. W przypadku "Samotnie przeciwko mrozowi" moje odczucia były podobne jak w przypadku "Widma nad Arkham", choć tutaj zostałam zaskoczona jeszcze bardziej rozbudowaną formę w aspektach gry. To nie były tylko paragrafy i decyzje, ale też rzuty kostkami, przeprowadzanie testów, liczenie obrażeń, poczytalności, czy mocy. 

I w przypadku właśnie tej części odnoszącej się do gry pojawił się problem. Zasady gry... Przyznaję, że nie jestem osobą, która siada i z zapartym tchem czyta instrukcje. Zazwyczaj tylko zerkam. To na początku okazało się dla mnie zgubne, więc powróciłam i porządnie zapoznałam się z zasadami. Tylko że nadal wielu aspektów nie rozumiałam. Zdaję sobie sprawę, że pewnie to wynika z mojego braku doświadczenia, lecz uważam, że instrukcja powinna być o wiele bardziej dostosowana dla laików. Przez brak zrozumienia pojawiła się na wstępie duża doza frustracji. 

Co do aspektów fabularnych to poczułam się rozczarowana, ponieważ spodziewałam się czegoś o wiele bardziej ekscytującego. Oczywiście nie przeszłam wszystkich możliwych ścieżek, więc być może któraś bardziej przypadłaby mi do gustu, lecz te które poznałam, nie dawały mi takiej satysfakcji, jak oczekiwałam. Tym bardziej że sam styl autorów wydawał się dość sztywny, choć tutaj w grę wchodzi dużo nierównomierność. Były momenty, gdy byłam całkowicie zachwycona przedstawionym światem. Moja wyobraźnia była pobudzona, a ja sama odnajdywałam się w świecie tak bardzo mi nieznanym i tak bardzo odmiennym od obecnej rzeczywistości. Niemniej były też fragmenty, które wydawały mi się niepotrzebnie monotonne. Choć biorę pod uwagę, że jest to kwestia niektórych paragrafów. Pojawiały się całe sekwencje kroków, które składały się tylko z kilku zdań, co mnie po prostu wybijało z fabuły. 

Mam wrażenie, że wymieniam same wady, lecz to tak nie wygląda. To po prostu naczynie połączone, więc jedno wymusza na drugim dopasowanie, co jest też widoczne w bohaterach. Nie poczułam więzi ze swoją postacią i wypróbowałam i wcielenie męskie, i wcielenie żeńskie. Brak więzi na pewno działał na niekorzyść całości i mocno mi doskwierał. 

Należy też zwrócić uwagę na przepiękne wydanie książki. Zachwyca ona niezwykłym dopracowaniem szczegółów, pięknymi ilustracjami dającymi możliwość wgłębienia się w większej mierze w historię. W dodatku całość komponuje się z rozbudowanymi kartami postaci, gdzie można zapisywać różne dokonania oraz wykorzystywać informacje tam zawarte, a to wszystko we współpracy z cudownymi i dla mnie nietypowymi kostkami. Razem tworzy to grę robiącą olbrzymie wrażenie. 

"Samotnie przeciwko mrozowi" na pewno mnie rozczarowało, ale też nie oznacza to w żaden sposób, że to zła książka. Okazało się, że fabularnie nie jest dopasowana do moich zainteresowań, a ograniczenia moich umiejętności rzuciły cień na całość. Niemniej jestem przekonana, że osoby bardziej zaangażowane w gry paragrafowe czy ogólnie gry, na pewno docenią o wiele bardziej kunszt książki. 

Książka została otrzymana z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl

poniedziałek, 3 stycznia 2022

Widmo nad Arkham – Beniamin Tytus Muszyński

 

Tytuł: Widmo nad Arkham

Autor: Beniamin Tytus Muszyński

Cykl: Widmo nad Arkham 

Tom: I i II

Kategoria: Gra paragrafowa

Wydawnictwo: Black Monk

Ocena: 9/10



Mam wrażenie, że czasami życie niesie ze sobą tak wiele nieprzewidywalnych i trudnych wydarzeń, że po prostu ciężko poradzić sobie z nimi. Gdy skupiamy się na ciężkim emocjonalnie dla nas jednym zdarzeniu, dzieje się znowu coś i znowu coś i już nie można odnaleźć w sobie sił, które pozwolą iść dalej. Lecz przecież jakoś trzeba to zrobić. Mimo braku nadziei, mimo przytłaczającego mroku krok po kroku idzie się dalej przez życie. Tylko czy ta droga ma sens? Czy idzie się ku dobremu, czy może ku czemuś jeszcze straszniejszemu? 

Eli Carter – bibliotekarz z Arkham, wydający się spokojnym mężczyzną, który żyje w swoim świecie wyobraźni i książek. Tymczasem to właśnie on zauważa pojawiające się coraz częściej różne kulty. U niego w Arkham sławę zdobył Ezoteryczny Zakon Dagona. Eli może obserwować jego działanie przez przyjaźń ze swoją sąsiadką Julią. Co zwiastuje ten kult? Czy istnieją sensowne podstawy, by uznać, że jego istnienie jest właśnie uzasadnione? Czy tak naprawdę to tylko jedna wielka manipulacja ludźmi? I co stanie się z czasem z Elim? Pozostanie na zawsze w Arkham, czy sytuacja go zmusi do podróży? Wiele pytań i na każde z nich wiele odpowiedzi. Kto decyduje? 

Byłam bardzo podekscytowana, że będę miała przyjemność zapoznać się z "Widmem nad Arkham". Dotychczas nigdy nie miałam styczności z tego rodzaju książką i opowieścią. A to – jakże skromnie powiem – w mojej historii czytelniczej już prawie się nie zdarza. Byłam otwarta na wiele gatunków i większość z nich co najmniej na podstawie kilku książek sprawdziłam. Ale oczywiście nie wszystkie... Lecz teraz przyszedł czas nie na nowy gatunek, ale na nową formę opowieści! Jak mi przypadła do gustu? 

Przyznam się całkowicie dobrowolnie, że nie miałam pojęcia, czym jest gra paragrafowa, a tym bardziej co to oznacza w formie książki. Owszem, słyszałam, że istnieją, ale nigdy sama nie zdecydowałam się zapoznać z taką opowieścią. Dlatego gdy tylko zapoznałam się z instrukcją i zaczęłam czytać, poczułam się zafascynowana i wprost oczarowana. To książka, gdzie to ja decyduję. Nikt inny, tylko ja. I ja ponoszę też konsekwencję swoich działań. Czy to nie brzmi jak prawdziwe życie w świecie poza granicami? Czy to nie brzmi pięknie? Dla mnie stanowczo tak! Tym bardziej że możliwość wielokrotnego czytania tej książki na najróżniejsze sposoby jest czymś niesamowitym i nadającym nowy wymiar istnieniu książki. Zastanówcie się, ile to razy przeczytaliście jakąś powieść i pragnęliście przeczytać ją jeszcze raz, ale tak bez wiedzy, co się stało... Ponownie ta sama przyjemność. "Widmo nad Arkham" właśnie na to pozwala. 

Styl, którym się posługuje autor, jest wprost magiczny. Pod każdym względem dopracowany, co widać podczas czytania. Każde zdanie jest idealne, ale nieirytujące. Po prostu jest na swoim miejscu. Dzięki temu powieść intensywnie oddziaływuje na wyobraźnię i pozwala czytelnikowi stworzyć wokół siebie świat wcale nie mniej realny od tego, w którym obecnie się znajdujemy. Ma w sobie pierwiastek hipnozy, który pozwala nam być tym, kim chcemy i działać tak, jak chcemy. Poza tym charakterystyczność językowa bez wątpienia wyróżnia Beniamina Muszyńskiego, co jest jeszcze kolejnym aspektem, który tak bardzo cenię. 

"Widmo nad Arkham" inspiruje się twórczością Lovecrafta. O tym niestety nie mogę za dużo od siebie powiedzieć, gdyż nie czytałam żadnej powieści czy opowiadania tego słynnego pisarz. Nie wiem, jak bardzo można odnaleźć jego podobno unikatowy klimat i nawiązania do jego historii. Niemniej myślę, że dla fanów Lovecrafta jest to tylko kolejny element, który zachęca do sięgnięcia po lekturę. Natomiast odnosząc się już bezpośrednio do fabuły, to muszę przyznać, że była niesamowicie wciągająca. Nie poznałam jeszcze wszystkich możliwych ścieżek, ale na podstawie swoich wyborów muszę powiedzieć, że czyta się momentalnie. Fabuła sama w sobie również przede wszystkim bazuje na wyobraźni. Pobudza ją, delikatnie kieruje, by ostatecznie pozwolić przejąć kontrolę. I najważniejsze – wśród potęgi wyobraźni i abstrakcji widoczna jest niezachwiana logika. Nie mam najmniejszego pojęcia, jak pisarz osiągnął ten złoty środek, ale jest to niesamowicie logiczna i zarazem dająca wyjątkowe możliwości dla wyobraźni opowieść. 

Z bohaterami bardzo łatwo się utożsamić, a wynika to z oczywistości, że tak naprawdę to my jesteśmy głównym bohaterem, a co za tym idzie pozostałe postacie są o wiele bardziej rzeczywiste. Jako czytelnik wcielamy się w rolę Eliego i pozwalamy się poprowadzić w odpowiednim kierunku, mając dużą dowolność w tym, kim stanie się Eli i jakie jego cechy osobowości wyjdą na prowadzenie. My go kreujemy i my odbieramy innych jego oczami. 

Na parę słów zasługuje również samo wydanie "Widma nad Arkham". Gdy przyszło w paczce, doznałam szoku, jakie to jest przepiękne wydanie. Dwie wielkie księgi z twardymi, płóciennymi oprawami. Jest to typowo w punkt mojego estetycznego gustu. A to nie koniec przyjemności, gdyż w środku znajdują się przecudowne ilustracje. Są to małe dzieła sztuki. Czuć od nich mrok, który mami, a następnie wabi czytelnika. Dzięki nim nagle nasza własna rzeczywistość zamyka się, a droga prowadzi wyłącznie do fabuły. Nie ma nic więcej, tylko my i ta opowieść. Pod względem już bardziej praktycznym w książce znajdują się równie piękne kartki do notowania i zapisywania swoich postępów, co jest bardzo przydatne i przemyślane. 

Lektura "Widma nad Arkham" była dla mnie całkowicie nowym doświadczeniem. Niezmiernie się cieszę, że zdecydowałam się dać szansę nowej dla mnie formie i ponieść historii o niebanalnym ciągu przyczynowo-skutkowym, gdzie wyobraźnia otwiera drzwi do świata tak odmiennego, a zarazem podobnego do naszego. 

Książka została otrzymana z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl