Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 7/10. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 7/10. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 28 sierpnia 2023

Batman. Ziemia Jeden. Tom 3 – Gary Frank, Geoff Johns

 

Tytuł: Batman. Ziemia Jeden 

Autor: Gary Frank, Geoff Johns

Przekład: Tomasz Sidorkiewicz

Cykl: Batman. Ziemia Jeden

Tom: III

Seria: DC Deluxe

Kategoria: Komiks

Wydawnictwa: Egmont 

Liczba stron: 160

Ocena: 7/10




Gotham to miasto pełne przestępstw, pełne półświatka i tajemnic. Jednak Gotham to też symbol przywiązania i przede wszystkim Batmana. Od dawna zastanawiam się nad jego fenomenem. Co sprawia, że właśnie to Gotham stało się taką legendą? Czy to właśnie odpowiedzialność wyłącznie Batmana, czy może jednak pewnej specyfiki miasta i pragnień ludzi? Nadal nie znam odpowiedzi na to pytania, ale wiem, że i ja jestem zafascynowana tymi tajemnica i całą atmosferą. 

Tym razem po raz kolejny Batman walczy o wolne od przestępstw i bezpieczne Gotham. Ciągną się za nim historie, które są częścią jego życia, ale niekoniecznie on sam o tym wie. Pojawi się nieoczywistość i osoba od dawna zapomniana. A to wszystko pośród braku zaufania, wyrzutków i... wbrew pozorom lojalności. Czy Batman temu podoła? Czy miłość naprawdę może zwyciężyć wszystko? 

Nie znam zbyt dobrze uniwersum, w którym żyje Batman. Mam wiedzę postrzępioną. Tutaj obejrzałam jakiś serial, tu przeczytałam jakiś komiks, a tam poszłam do kina na film. Wiem o co chodzi, ale nie jest to złożona historia, nie odróżniam, co z czym się łączy. Jednak wiem jedno – w jakiś nietypowy sposób Batman mnie fascynuje, a Gotham hipnotyzuje. Właśnie dlatego zdecydowałam się na zapoznanie z komiksem "Batman. Ziemia Jeden". Tradycyjnie zaczęłam od trzeciego tomu. Jak wrażenia?

Dialogi w komiksie wyróżniały się naturalnością. Miałam poczucie, że to opowieść wyjęta z rzeczywistości, a zaprezentowane postacie mogą być wśród nas. Te rozmowy mogłyby odbyć się naprawdę i naprawdę w jakiś nietypowy sposób zmienić losy niejednego miasta. Między innymi to właśnie te wymiany zdań nadawały bohaterom unikatowych cech i przenosiły ich do realu. Pod względem ustawienia dymków: były dość dobrze rozmieszczone, ale musze przyznać, że trafiały się momenty, gdzie jednak się gubiłam, ponieważ przeczytałam coś nie w odpowiedniej kolejności lub nie wiedziałam, kto co powiedział. Było to rodzajem małego utrudnienia. Tym bardziej że pojawiały się myśli różnych postaci i to potrafiło wybić z samej historii. 

Pod względem fabularnym mam wrażenie, że odnalazłam się bardzo dobrze. Mimo braku znajomości poprzednich tomów rozumiałam, co się dzieje i co tak naprawdę jest celem tej opowieści. Bardzo szybko wciągnęłam się w akcję i kibicowałam bohaterom. Pragnęłam, by im się udało i by po prostu dostali szansę na bycie szczęśliwym. Tym bardziej że podczas czytania pojawiło się parę scen dla mnie całkowicie nieprzewidywalnych. Zaskoczyły mnie one i nadały fabule inną ścieżkę. 

Natomiast bohaterów jest wiele i są wyjątkowo wyraziści. To nie jest wyłącznie sam Batman, ale też osoby w teorii epizodyczne. Jednak bądźmy szczerzy – tak naprawdę żaden człowiek nie jest przecież epizodyczny, ma swoją własną opowieść, która idzie równolegle z opowieścią nam znaną. Pojawia się też postać Catwoman. Mam do niej wyjątkowy sentyment po obejrzeniu "Gotham". Co prawda obejrzałam tylko jeden sezon, ale już wtedy się przywiązałam i z ciekawością obserwowałam, jak jest ujęta w tym komiksie, a stanowczo jest całkowicie inaczej. Postacie się niejednoznaczne, nie da się ich po prostu ocenić. Każdy ma swoje cechy i motywy, które kierują decyzjami. Nie ma dobra i zła, jest wyłącznie coś pomiędzy, mimo że Batmana zazwyczaj łączy się z tym dobrym. 

Ogólnie w całym trzecim tomie "Batman. Ziemia Jeden" jest poruszony wątek stygmatyzacji oraz oceniania bez kontekstu, po wyglądzie, pojedynczym działaniu, na podstawie plotek. Komiks ukazuje błędność takiego postrzegania i naprowadza na wielowymiarowe spojrzenie. Pojawia się dokładna analiza psychologiczna poszczególnych postaci, która wręcz zmusza do zmiany torów myślenia i podjęcia próby zrozumienia. To wszystko jest ubrane w kontekst pytania, czym jest lojalność i jak rozpoczyna się proces powolnego, wewnętrznego gnicia. 

Kreska rysunków wydaje mi się być wyjątkowo charakterystyczna. Dominują ciemne barwy i ostrość kreski, co razem nadaje niepowtarzalny klimat mroku i właśnie wspomnianego wcześniej wewnętrznego gnicia. Myślę, że dla koneserów ilustracji może być to gratka. 

Bardzo się cieszę, że zapoznałam się z tym komiksem, ponieważ ukazał mi nowy wymiar przekazywania informacji, co wydaje mi się wyjątkowo cennym doświadczaniem. Dla fanów komiksu myślę, że jest to pozycja obowiązkowa. 

Egzemplarz recenzencki Sztukater.pl

wtorek, 22 sierpnia 2023

Lee Schubienik II – Aleksandra Konefał

 

Tytuł: Lee Schubienik

Autor: Aleksandra Konefał 

Cykl: Lee Schubienik 

Tom: II

Kategoria: Fantastyka, horror

Wydawnictwo: Novae Res

Liczba stron: 276

Ocena: 7/10





Czy wierzycie w istnienie zjawisk paranormalnych? Osobiście jestem zdania, że one nie istnieją i wszystko, co niewytłumaczalne jest w jakiś sposób do wytłumaczenia, tylko my jako ludzie jeszcze nie osiągnęliśmy tego. Być może jest to poza poziomem naszego postrzegania i rozumienia. Niemniej mimo mojego totalnego braku wiary właśnie w zjawiska paranormalne, wszystkie te duchy, zjawy i tak dalej, nie zdecydowałabym się na przywoływanie duchów albo bawienie się w jakieś klątwy. Troszkę to pachnie hipokryzją, ale zawsze istnieje ten procent możliwości, że się mylę. To jak to wygląda u Was?

Alicja po wydarzeniach tamtej nocy jest ciężko ranna i nie do końca wie, co się wydarzyło. Opiekuje się nią Nathaniel, lecz on albo nie odpowiada na pytania Alicji, albo odpowiada w bardzo niekonkretny, tajemniczy sposób. Właśnie dlatego nastolatka pozostaje bez konkretnej wiedzy na temat rzeźni, która miała miejsce w jej domu. Jak dalej potoczą się jej losy? Czy bycie dobrym człowiekiem sprowadziło tę klątwę? I kim jest Nathaniel? Co się stało z Lee? Pytań, jak sami widzicie jest mnóstwo, więc nie pozostaje nic innego tylko czytać drugi tom "Lee Schubienika".

Od razu zacznę już od znanego w moich recenzjach stwierdzenia – nie czytałam pierwszego tomu. Zaczęłam od drugiego i myślę, że mimo pewnych mankamentów i niuansów bardzo dobrze się w nim odnalazłam. Ale skąd w ogóle pomysł na lekturę tej książki? Tak naprawdę zachęcił mnie opis i okładka. Tylko że moje wyobrażenie na temat tej powieści znacznie się różniło od rzeczywistości. Czy to dobrze, czy źle?

Jak najbardziej dobrze. Spodziewałam się czarnej komedii skierowanej do młodych dorosłych albo nawet nastolatków. Myślałam, że się pośmieję z absurdów i nie do końca przystającego do społeczeństwa poczucia humoru. Miałam trochę wyobrażenie serialowej "Wednesday". Tymczasem jest to naprawdę mroczna i pełna napięcia książka. Stanowczo nie jest zabawna. Jednak w żaden sposób nie jest to wadą, ponieważ sama koncepcja okazała się na tyle ciekawa i oryginalna, że osobiście zostałam kupiona tą historią. Przez powieść przemawia groza w wydaniu gotyku i jest to coś, co naprawdę lubię. 

Sam styl pisarki jest prosty i przyjemny w odbiorze. Pozwala momentalnie wciągnąć się w fabułę i podążać strona za stroną, by szybko dojść do końca opowieści. Intensywnie pobudzał moją wyobraźnię, a adekwatnie dobrane opisy sprawiły, że przed moimi oczami wyraźnie ukazywały się obrazy, za którymi podążałam. W "Lee Schubieniku" występuje narracja trzecioosobowa, co w moim przypadku również jest dużym plusem, gdyż właśnie taką najbardziej lubię. 

Fabularnie książka położyła mnie na łopatki – jak najbardziej pozytywnie. Przede wszystkim sam szok, jaki wywołał we mnie klimat historii i ta odmienność od mojego wyobrażenia. W żaden sposób nie byłam w stanie wyobrazić sobie, jak dalej mogą się potoczyć wydarzenia, czym one są i jak to wszystko osadzić w kontekście głównej bohaterki. Prawie każdy zwrot akcji był dla mnie czymś całkowicie zaskakującym i nieprzewidzianym. Tym bardziej że podczas czytania pojawiał się niepokój tak charakterystyczny dla horroru. Było napięcie, było zaskoczenie, to naprawdę wyjątkowo dobrze skonstruowana historia, która wielokrotnie łamała schematy. 

Natomiast samych bohaterów nie jest zbyt dużo, ale nie jest to też tak, że za mało. Określiłabym bardziej ich liczbę jako wystarczającą. Ich kreacja jest pośrednia, ponieważ jest wiele naprawdę dopracowanych elementów, ale nie są one też jakoś wyjątkowo wybitne. Z jednej strony bohaterowie satysfakcjonują mnie, z drugiej czuję pewien rodzaj niedosytu i rozczarowania. Główna bohaterka wydaje mi się dość płytka, co wielokrotnie mnie irytowało. Tym bardziej że naprawdę czułam w niej potencjał, więc było mi trudniej zrozumieć pewne zagrania osobowościowe, na które zdecydowała się pisarka. O Nathanielu jako postaci literackiej wiemy mało, lecz nie mogę udawać – ma w sobie coś hipnotyzującego. 

Tematycznie "Lee Schubienik" wypada dla mnie dość słabo. Pojawiają się pewne wątki oparte na motywie łamanie stereotypów, ukazania, że rzeczywistość jest bardziej skomplikowana, a my jako ludzie upraszczamy ją i zamiast sprawdzać swoje opinie, idziemy w zaparte i jesteśmy skorzy oceniać innych. Ale to tak naprawdę tyle... 

Bardzo cieszę się, że zdecydowałam się na zapoznanie z drugim tomem "Lee Schubienika". Myślę, że w swoim czasie powrócę do pierwszego, by mieć całą historię przed sobą. Tymczasem jeśli jesteście fanami historii pełnych mroku, gotyku i nieprzewidywalnych zwrotów akcji, to książka jak najbardziej dla Was. 

Książka z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl

sobota, 19 sierpnia 2023

Opowieści Baśniomistrza: Sekrety Smokolochów – Oliver McNail


Tytuł: Opowieści Baśniomistrza: Sekrety Smokolochów

Autor: Oliver McNail

Przekład: Tomasz Majkowski

Cykl: Opowieści Baśniomistrza

Tom: II

Kategoria: Książka paragrafowa

Wydawnictwo: Black Monk

Liczba stron: 166

Ocena: 7/10




Nie chcielibyście czasami przenieść się do świata, który rządzi się całkowicie innymi zasadami niż nasz własny? Wtedy każdy z nas mógłby być, kim tylko zechce. Nie byłoby ograniczeń. Czarodziej? Nie ma problemu. Księżniczka? Jeśli tylko zechcesz. Tylko nie można zapomnieć, że wraz z nową rolą pojawiają się również nowe przygody, wyzwania, ale też obowiązki i przede wszystkim niebezpieczeństwa. Dlatego dobrze się zastanówcie, kim chcecie być. Gdy już będzie gotowi, obiecuję Wam, że znam rozwiązanie pozwalające na chwilę zapomnienia. 

Skąd je znam? Odpowiedź jest dość oczywista w moim przypadku: z książek. W ostatnim czasie ponownie powróciłam do gier paragrafowych i tym razem zdecydowałam się na zapoznanie z książką paragrafową pod wyjątkowo trudnym dla mnie tytułem "Opowieści Baśniomistrza: Sekrety Smokolochów". Ta książka wydawała mi się idealnym spełnieniem moich marzeń i pewnych fantazji. Po przeczytaniu mogę Was zapewnić, że właśnie tak było. 

Sama książka daje całą gamę możliwości, więc nie jest to historia na jeden czy nawet dwa razy. Dosłownie można być prawie każdym. Na początku mamy zademonstrowane różne rasy i istoty i możemy zdecydować, kim chcemy grać. Każda z postaci ma swoje własne umiejętności, ale też wady. Jednak to też nie koniec zaskakujących możliwości, ponieważ możemy grać sami, ale też z kimś innym, przeciwko sobie lub drużynowo. Czy to naprawdę nie jest cała gama różnorodnych wyborów? Choćby one powodują, że przed nami ścieżka nieprzewidywalna, ścieżka, której nie da się powtórzyć. W książce znajduje się ileś opowieści, do których są dostosowane odpowiednie mapy i zadania. Można sobie wybrać lub podążyć za losem szczęścia. 

Ciekawymi i przede wszystkim potrzebnymi, ale też ubarwiającymi grę są dodatkowe karty postaci i mapy. Pokazują one jak stworzyć postać i dzięki nim nie trzeba wszystkiego pamiętać albo jakkolwiek zapisywać na kartce. Natomiast same mapy pozwalają grać i nie przekładać ciągle stron. Tym bardziej że jest też dostępny kod QR, pod którym kryje się sławetny Baśniomistrz. To on prowadzi grę i on pozwala się skupić wyłącznie na niej. Z takim dodatkiem przyznam, że jeszcze nigdy wcześniej się nie spotkałam, więc naprawdę jestem pozytywnie zdziwiona. 

Nie można też zapomnieć o ilustracjach, które po prostu zachwycają od momentu, gdy tylko otworzy się książkę. Cieszyły moje oczy i sprawiały, że to na nich się skupiłam, krok po kroku przypatrując się, jak były narysowane. I co najśmieszniejsze miałam odruch pokolorowania ich, jeszcze tego nie zrobiłam, ale pewnie kredki pójdą w ruch i pozwolą mi stworzyć swoje własne wyobrażenie. 

Podczas rozgrywek bawiłam się naprawdę dobrze, choć też miałam wbrew słowom autora trudności na początku. Nie do końca rozumiałam, jak się za to zabrać, o co chodzi z kostkami i tak dalej. Nie jestem znawcą żadnych gier, ale jak już poszło to poszło. 

Jeśli odnajdujecie się w takiej formie i marzycie właśnie o tym, by przenieść się do tego innego świata, to myślę, że "Opowieści Baśniomistrza: Sekrety Smokolochów" są dla Was wspaniałym wyborem. Dają mnogość wyborów, pozwalają historię kreować według własnych pomysłów i nie kończy się na jednym przeczytaniu. Możliwości jest naprawdę wiele. 

Książka z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl

niedziela, 6 sierpnia 2023

Światła Północy. Wyprawa do królestwa trolli – Malin Falch

 

Tytuł: Światła Północy. Wyprawa do krainy trolli

Autor: Malin Falch

Przekład: Mateusz Lis

Cykl: Światła Północy

Tom: IV

Kategoria: Komiks, literatura dziecięca, fantasy

Wydawnictwo: Egmont

Liczba stron: 168

Ocena: 7/10





Sonja wraz ze swoimi przyjaciółmi musi odnaleźć swojego wujka. Wszystko wskazuje na to, że został porwany przez trolle i to właśnie przez nie jest przetrzymywany. Dziewczynka jest gotowa udać się tam, by uwolnić swojego wujka. Towarzyszą jej przyjaciele nietypowi, przyjaciele odmienni, przyjaciele prawdziwi. Jednak zadanie nie jest proste. By je wykonać Sonja może potrzebować czegoś, a raczej kogoś więcej. Czy może liczyć na leśne istoty? Czy uda się jej uwolnić wujka? Co się stanie jeśli nie?

Już dawno nie czytałam naprawdę dobrego komiksu. Ogólnie w ostatnich miesiącach czytałam mniej komiksów. Jednak teraz trafiłam na "Światła Północy" i po opisie wydawały mi się doskonałym wyborem. Co prawda tradycyjnie nie czytałam wcześniejszych tomów, ale w żaden sposób to nie przeszkadzało mi. Było wręcz pozytywnym wyzwaniem i teraz już po przeczytaniu mogę zapewnić, że nieznajomość wcześniejszej fabuły tak naprawdę nie przeszkadza w żaden sposób czytaniu w "Wyprawy do królestwa trolli". 

Dialogi wyróżniają się naturalnością. Gdy czytałam, przed oczami miałam prawdziwych bohaterów i pojawiało się to poczucie, że ta historia mogłaby wydarzyć się naprawdę, oczywiście pomijając magiczne elementy. To były rozmowy, które mogłyby mieć miejsce właśnie w takich sytuacjach i wydawały się jak najbardziej na miejscu. W dodatku okazały się łatwe i przyjemne w odbiorze, co nadawało całości odpowiedniego tempa czytania. Między innymi to właśnie one odpowiadały za zrozumienie tego, co się dzieje. Dyskretnie tłumaczyły wydarzenia z pozostałych tomów i naprowadzały na główny cel fabuły. Poza tym dymki były też dobrze narysowane pod względem kolejności czytania. Mój wzrok po kolei padał na dymki i nie było momentów, bym coś pomyliła lub nie zrozumiała. 

Fabularnie komiks jest wyjątkowo ciekawy. Czytało mi się bardzo szybko i dzięki temu szybko przeczytałam całość. Choć też przyznam, że pojawił się brutalny moment i do tego mam dość ambiwalentny stosunek, ponieważ to jest jednak książka dla dzieci. Wiadomo że to rodzaj fantastyki, gdzie jednak w ten gatunek jest wbudowany jakiś rodzaj walki, momentami brutalności. Lecz to nie zmienia faktu, że można było inaczej poprowadzić ten wątek. 

Bohaterów jest stosunkowo dużo i na swój własny sposób są oni unikatowi. Tak po przeczytaniu tego czwartego tomu mam poczucie, że łatwo się do nich przywiązać i znaleźć swojego ulubieńca, z którym można się utożsamić, a następnie mu kibicować. Choć też przy tak krótkiej fabule bohaterowie są bardziej rozpoznawani poprzez pojedyncze cechy, co po części jest zrozumiałe, ale jest też pewnym rodzajem uproszczenia. 

Natomiast same ilustracje są przecudowne. Kreska ilustratora pewna i charakterystyczna. Przede wszystkim podoba mi się dobór barw. Są one wyraziste, pełne życia. Nadają niezwykły klimat baśniowości, ale też powagi. Są przyciemnione, a czarne tło pod okienka dodatkowo potęguje ten efekt. Razem nadają mrok całości, ale też pewną nadzieję poprzez swoją intensywność. To mocno oddziaływało na moją wyobraźnię. 

"Światła Północy. Wyprawa do królestwa trolli" to wyjątkowo ciekawy komiks dziecięcy. Mam wrażenie, że niejedno dziecko dzięki takiej historii może zostać przekonane do czytania. Magia, barwność historii i bohaterowie, którzy pozwalają sobie na bycie ludźmi przekonują mnie. Dlatego jeśli będę miała możliwość przeczytać pozostałe tomy, to na pewno to zrobię. 

Egzemplarz recenzencki Sztukater.pl

poniedziałek, 31 lipca 2023

Takeshi. Cień Śmierci – Maja Lidia Kossakowska

 

Tytuł: Takeshi. Cień Śmierci

Autor: Maja Lidia Kossakowska

Cykl: Takeshi

Tom: I

Kategoria: Fantasy

Wydawnictwo: Fabryka Słów

Liczba stron: 460

Ocena: 7/10






Żyjemy w określonych kulturach, które od dziecka tworzą nasz obraz świata. Uczymy się czynności, które później będą naszymi nawykami, wartościami i codziennością. Zastanawialiście się, ile z tego, co teraz wyznajemy, jest wynikiem wychowania w danej kulturze, w danej wierze, a ile wynikiem naszego charakteru? Dla mnie to bardzo interesujące pytanie, ponieważ psychologia społeczna donosi o dość znacznych różnicach w wartościach kulturowych. Czy da się w ogóle ominąć ten proces?

Takeshi wiedzie teraz całkowicie odmienne życie niż parę lat temu. Splot różnych trudnych sytuacji sprawił, że Cień Śmierci spojrzał na swoje życie i wartości przez całkowicie odmienny pryzmat. Teraz dokonuje własnych wyborów i mimo że mu brakuje adrenaliny i walki, to wie, że nikt go nie kontroluje. Jednak czy można walczyć ze swoim własnym przeznaczeniem? Czy da się zatrzymać ciąg zdarzeń, które muszą się wydarzyć? Jak wiele zależy od pojedynczego człowieka? W szczególności gdy tym jednym człowiekiem jest słodka i naiwna nastolatka marząca o życiu pełnym przygód. 

Zdecydowałam się przeczytać tę książkę, ponieważ od dawna mam plany zapoznać się ze wszystkimi książkami Mai Lidii Kossakowskiej. Teraz mówię to ze smutkiem, gdyż śmierć autorki dość mocno mną poruszyła. W jakiś sposób moje ukochane "Zastępy Anielskie" sprawiły, że czułam intensywną więź pomiędzy czytelnikiem a pisarzem. I mam też taką refleksję, że całkowicie inaczej czyta się książki żyjących autorów, tych autorów, którzy już dawno umarli i autorów, którzy jeszcze niedawno żyli i pisali, i mieli pisać jeszcze wiele lat. 

Sam pomysł na cykl "Takeshi" wyjątkowo mi się spodobał. Odkąd pamiętam, lubię takie motywy. W pewnym sensie występuje w koncepcji pewna powtarzalność. Wojownik wychowany wyjątkowo brutalnie, który jest nie do pokonania, ale wbrew opiniom innych ma swoje własne zasady, rozterki i przede wszystkim uczucia. Teraz myślę, że to jednak ten sam motyw co w "Wiedźminie" czy "Kronikach Mroku". Niemniej każda z tych historii wprowadza według mnie coś innego i utwierdza nas, że ludzie są jednak ludzcy. 

Styl pisarki jest mi doskonale znany, bo w końcu to nie pierwsza książka autorki, którą czytałam. Wyróżnia się wyjątkową unikatowością i pewną dozą surowości. Pojawia się odpowiednia liczba opisów i nie ma tam miejsca na zbędne słowa. Jest konkretnie i obrazowo. Pisarka nie bała się ukazywać brutalność wykreowanego świata. Mknęła płynnie do przodu, dbając o to, by uniwersum było rozbudowane i zrozumiałe dla czytelnika. 

Historia w odbiorze okazała się dla mnie dość nierównomierna. Były fragmenty, które mocno mnie wciągnęły i sprawiały, że strony wręcz same się przekładały. Ale były też fragmenty nużące i monotonne. W całości dominowała nieprzewidywalność i nagłe zwroty akcji, które wymagały od czytelnika koncentracji oraz akceptacji wielu zdarzeń, by móc pójść dalej. 

W "Takeshi. Cieniu Śmierci" występuje bardzo głęboka narracja, które momentami zmusza czytelnika do głębszej refleksji i nie puszcza póki nie dojdzie się do własnych wartości i własnej oceny wydarzeń. Każdy bohater odpowiada tam za siebie samego i nawet jeśli jest chroniony przez inne postacie, to jako czytelnicy możemy konkretnie zobaczyć tok myślenia i cały ciąg przyczynowo-skutkowy. Sam Takeshi jest postacią wielowymiarową, niejednoznaczną. Należy dogłębnie zgłębić wiele odmiennych wydarzeń, by zacząć go rozumieć i właśnie akceptować jego wybory. Pozostaje przy tym wyjątkowo ludzki w swoich zachowaniach. 

Książka zadaje dość mocne pytanie – czym jest honor? Poprzez różne postacie pokazuje całą różnorodność rozumienia tego abstrakcyjnego pojęcia. W pewnym momencie trzeba podjąć własne decyzje, co jest słuszne, a co nie. Jednak ta wielowarstwowość tego motywu daje szanse na zrozumienie innych. Wtedy tworzy się cała sieć najróżniejszych relacji i tutaj pojawia się kolejne pytanie – czym jest przyjaźń i zaufanie do innych?

"Takeshi. Cień Śmierci" to naprawdę dobra książka z gatunku fantasy, która wyróżnia się unikatową stylistyką oraz szeroko zakrojoną refleksją na temat pojęć pozornie tak dobrze nam znanych. Myślę, że to pozycja obowiązkowa dla wszystkich fanów fantastyki. W momencie gdy to piszę, mam już za sobą drugi tom i wiem, że warto iść tą ścieżką. 

Współpraca recenzencka z Fabryka Słów

środa, 19 lipca 2023

Płonąca Wieża – A.C. Cobble

 

Tytuł: Płonąca Wieża

Autor: A.C. Cobble

Przekład: Dominika Repeczko

Cykl: Beniamin Ashwood

Tom: V 

Kategoria: Fantasy

Wydawnictwo: Fabryka Słów

Liczba stron: 567

Ocena: 7/10





Świat jest pełen tajemnic. Tajemnic, które stworzyła sama Natura, tajemnic tworzonych przez wielkie organizacje i tajemnic, które kreują zwykli ludzie. Niekiedy mam poczucie, że tajemnica ciągnie tajemnicę. Czy tak powinno być? To pytanie wydaje mi się bardzo trudne i wielopoziomowe. Uczono nas, by być uczciwymi, by nie zatajać informacji i by nie kłamać. Zarazem to my sami decydujemy o sobie, więc mamy całkowite prawo decydować, co komu powiemy, co komu ujawnimy. Gdzie jest ta granica pomiędzy tym co konieczne, a tym, co w nas drzemie?

Beniamin wraz ze swoją drużyną podróżuje dalej i dalej jest gotowy zrobić wszystko co konieczne, by uratować Kontynent. Jednak trudy podróży nie sprawiły, że zapomniał, kim jest i jakie wartości wyznaje. Nadal stara się robić wszystko w zgodzie z własną moralnością i tak, by jak najmniejsza liczba istot cierpiała. W końcu chodzi o pokój, bezpieczeństwo i zwykłe szczęście. Czy jest ono możliwe w świecie magii i niekończących się zagrywek politycznych?

W momencie gdy to piszę, znam już całą serię o Beniaminie Ashwoodzie i z ręką na sercu mogę powiedzieć, że była to niesamowita przygoda, o której będę pamiętać bardzo długo. Dlatego po tom piąty sięgnęłam już bez żadnego zawahania. Wiedziałam, czego oczekiwać po "Płonącej Wieży" i dokładnie to otrzymałam. 

Tym bardziej że styl autora jest już dla mnie doskonale znany i określiłabym go jako wręcz tradycyjny. Przez te wszystkie tomy przywiązałam się mocno do słów autora i odnalazłam w nich spokój, radość i całą gamę intensywnych emocji. Wyróżnia się rozbudowaną strukturą, która wydaje się być dopracowana pod każdym względem. Zarazem posiada lekkość odbioru. W "Płonącej Wieży" było również wiele opisów przyrody i były one doskonale wyważone. Nadawały ten unikatowy dla cyklu klimat, ale też nie nudziły. Wydawałoby się, że za pomocą pędzla malowały całą fabułę przed oczami czytelnika. 

Choć ten tom w kontekście wszystkich tomów wydawał mi się nudniejszy, niemniej potrzeby. Wydaje mi się, że podobnie oceniałam czwarty tom, choć też zlały mi się one już w jedność. Książka ujawniła koniec pewnego rozdziału, lecz nie poprzestając na tym, poszła krok dalej i pociągnęła kolejne wątki. Zgrabnie zaczęły się zgrywać motywy, które pozornie były odmienne, niepowiązane ze sobą. Dawało to intensywne odczucia, momentami miałam poczucie, że autor gra na emocjach czytelnika. 

Tematycznie powieść ciągnie wątki z poprzednich części. Nadal w sposób rozbudowany i istotny rozważa istnienie granicy pomiędzy dobrem i złem. Zadaje pytanie, jak wiele złego można zrobić w imię dobra, w imię obrony przed większym złem. Jest to refleksja trudna i wielowymiarowa. Osadzona mocno w ludzkiej moralności i determinująca pewne działania. Nie można zapomnieć, że jest to spojrzenie człowieka, który jeszcze przed chwilą był zwykłym mieszkańcem malutkiej wioski. Jeszcze niedawno nie obchodziło go nic więcej niż bezpieczeństwo i problemy rodziny i mieszkańców. Tymczasem teraz musi podejmować decyzje, które mogą odbić się na całych społeczeństwach. 

Bohaterowie i w tym tomie okazali się dopracowani i posiadający własne historie. Nie pojawiają się w przypadkowych miejscach bez konkretnego powodu. Da się ich spotkać w najróżniejszych momentach, ale właśnie dlatego że żyją własnym życiem i to za nim podążają. Ich własne cele prowadzą ich przez świat i sprawiają, że podejmują dane decyzje. 

"Płonąca Wieża" jest udaną kontynuacją cyklu o Beniaminie Ashwoodzie, który w swoim czasie zawładnął moim czytelniczym sercem. To naprawdę jedna z lepszych serii fantasy, które czytałam. Ma swoje wady, ma jakieś niedopracowania, ale jednak to ta historia zapadła mi w pamięć i wyróżniła się pośród tych wszystkich innych, które czytam. 

Współpraca recenzencka z Fabryka Słów

sobota, 15 lipca 2023

Virion. Pustynia –Andrzej Ziemiański

 

Tytuł: Virion. Pustynia

Autor: Andrzej Ziemiański

Cykl: Szermierz Natchniony

Tom: II

Kategoria: Fantasy

Wydawnictwo: Fabryka Słów

Liczba stron: 521

Ocena: 7/10






Historia pokazuje, że nawet najpotężniejsze imperia upadały. Pozostawało po nich tylko wspomnienie – wspomnienie potęgi, historia powstawania. Tylko tyle. Ale czy na pewno? Czy razem z całym imperium nie łączyły się najróżniejsze kultury, tworząc unikatową mieszankę? Czy nie wprowadzano nowych praw, nowych zasad, zwyczajów? Nie ma wątpliwości, że prawie wszystkie najpotężniejsze imperia w ludzkiej historii upadły, ale nie można mieć również wątpliwości, że nawet po setkach, tysiącach lat w jakiś sposób kierują tym, co jest tu i teraz. Jaka jest Wasza opinia?

Tak oto po dość odległym czasie przeczytałam drugi tom z cyklu "Szermierz Natchniony". Mam poczucie, że jest to seria, którą chcę zgłębiać i przede wszystkim zakończyć. Nie do końca wiedziałam, czy w ogóle się za nią brać ze względu na kontrowersje związane z poglądami pisarza. Osobiście pozostałych książek  autora, poza właśnie tą serią, nie czytałam. Jednak te jak najbardziej mnie przekonują i w żaden sposób nie ranią. 

Tak jak wspominam, nie znam dobrze twórczości Andrzeja Ziemiańskiego, jednak po przeczytaniu dwóch jego książek czuję, że pisarz ma swój własny charakterystyczny styl, który jest nie do podrobienia. Zachwyca od samego początku rozbudowaniem i dopracowaniem. Autor doskonale wiedział, gdzie umieścić piękne słowa nadające całości patetyczności i powagi, a gdzie umieścić język potoczny i wielokrotnie wulgarny. Według mnie połączenie tego jest dość trudnym zabiegiem literackim, gdyż łatwo przejść granicę i zmieszać te dwa rodzaje języków. Dzięki temu miałam poczucie, że cała rzeczywistość jest mocno ukształtowana. 

Natomiast sama fabuła wciągnęła mnie o wiele mniej niż w pierwszym tomie, ale nadal robiła na mnie dość duże wrażenie. Doceniam skupienie się na szczegółach, które są istotne dla całości. Widzę całą opowieść jako bardzo realną, ponieważ właśnie to dopracowanie małych wydarzeń daje możliwość spojrzenie poza ramy wydrukowanych liter. Nie są to jakieś czcze opisy, tylko wnikliwość i umiejętność obserwacji ludzkich zachowań oraz łączenie przyczynowo-skutkowe. Tym bardziej że w tym tomie pojawiło się naprawdę dużo zaskakujących faktów. Choć też z żalem przyznam, że rozbudowana polityka w książce przerosła mnie. Okazała się zbyt skomplikowana i nieuchwytna dla mnie, co miejscami niszczyło moją radość z lektury. 

Tematycznie cały cykl "Szermierz Natchniony" jest mocno umiejscowiony właśnie w polityce oraz w mechanizmach sterujących państwem i obywatelami. Oczami drużyny Viriona możemy patrzeć na upadek imperium i manipulacje, które są tego skutkiem. Z łatwością można kierować ludem, gdy ma się odpowiednie narzędzia i wie, czego społeczeństwo pragnie. Miałoby to utopijne zastosowanie, gdyby służyło słusznym celom. Również podkreślenie wagi współpracy wydaje mi się wyjątkowo istotne w tej powieści. 

W książce znajduje się dość duża gama najróżniejszych charakterów. Prawie każda postać jest dopracowana. I ku mojemu zdziwieniu samego tytułowego Viriona jest mało, niemniej ma w sobie coś kuszącego, unikatowego, co potrafi zdominować pozostałe postacie. Cieszę się też z kreacji Taidy, która jest wielowymiarową bohaterką, budzącą we mnie zarazem podziw, jak i olbrzymią irytację. Jej analiza psychologiczna nie daje punktu zaczepienia, ponieważ wydaje się doskonale stworzona. 

"Virion. Pustynia" okazał się naprawdę dobrą literaturą fantasy, która wyróżnia się istotnością tematu oraz porusza serce czytelnika poprzez dobrze wykreowanych bohaterów. Bez wątpienia będę czytać w dość bliskim czasie trzeci tom i myślę, że w przyszłości spróbuję zapoznać się z pozostałymi cyklami autora. 

Współpraca recenzencka z Fabryka Słów

poniedziałek, 5 czerwca 2023

Miecz zabójców demonów 16 – Koyoharu Gotouge, Ryoji Hirano

 

Tytuł: Miecz zabójców demonów 16

Autor: Koyoharu Gotouge, Ryoji Hirano

Cykl: Miecz zabójców demonów 

Tom: XVI

Kategoria: Manga

Wydawnictwo: Waneko

Liczba stron: 192

Ocena: 7/10






Czy gdy spojrzymy na człowieka, to jesteśmy w stanie stwierdzić, kim on jest? Niektórzy na pewno próbują i na pewno oceniają. Lecz w rzeczywistości ta ocena jest nic nie warta i nieprawomocna. W końcu nie jesteśmy w stanie poznać od początku do końca czyjeś historii. Owszem, możemy uczestniczyć w życiu człowieka, być stałym elementem tej opowieści, ale tak naprawdę do końca nigdy nie wiemy wszystkiego. Każdy ma swoje własne przeżycia, swoje własne myśli, postanowienia i przede wszystkim swoje własne sumienie. Dlaczego więc ciągle oceniamy innych?

Po raz pierwszy w swojej historii piszę tego typu recenzję – mam tu na myśli pełnowymiarową recenzję mangi. Zaczęłam czytać ten rodzaj komiksu na początku studiów. To właśnie wtedy odkryłam, jak bardzo odnajduję się w tej kulturze i przede wszystkim w takiej formie. Jednak dotychczas pisałam tylko krótkie opinie. Przyszedł czas, by zadebiutować! Dlatego dzisiaj przedstawiam Wam szesnasty tom cyklu "Miecz zabójców demonów". Jak mi się spodobał?

Może trzeba zacząć od tego, że nie znam wcześniejszych tomów, ale przecież mnie znacie i doskonale wiecie, że nie jest to dla mnie przeszkodą. Powiedziałabym, że wręcz zachętą. Jest coś kuszącego w czytaniu historii od środka. Między innymi może dlatego od razu przypadł mi do gustu sam pomysł na całą serię. Uważam go za naprawdę fascynujący i mocno pobudzający wyobraźnię, a przynajmniej moją wyobraźnię. Ma w sobie coś z powtarzalności, co akurat tym razem mi nie przeszkadzało, ale trzeba pamiętać, że to też nie jest historia z dzisiaj. Ma już za sobą trochę, więc ciężko mi określić ten rodzaj powtarzalności w momencie, gdy seria zaczynała być wydawana. Być może wtedy była całkowicie inaczej postrzegana. 

Styl, czyli w tym przypadku dialogi w dymkach, okazały się być dla mnie trudne. Nie mogłam się w nich odnaleźć, choć zrzuciłam to na moją nieznajomość poprzednich tomów. Gdy czytałam, miałam poczucie, że dominuje tu klimat czegoś starego, czegoś nieznanego. I właśnie to tak mocno uderzyło w mój gust. Uwielbiam takie zabiegi i zawsze dodatkowo mnie to zachęca do dalszego czytania. 

Natomiast sama fabuła okazała się dla mnie jedną wielką niewiadomą. Strasznie ciężko było mi się odnaleźć na początku, lecz po chwili przemyślenia, ułożenia sobie w głowie pewnych sprawa, raz dwa zaczęłam wsiąkać w historię. Stałam się jej częścią i już w tej chwili mogę Wam powiedzieć, że przy pierwszej możliwości nadrobię poprzednie tomy i ruszę dalej. Tym bardziej że ten szesnasty tom okazał się nieprzewidywalny. Już dawno wiele elementów i ścieżek opowieści nie zaskoczyło mnie tak jak właśnie ta manga. A co najlepsze było to połączone z wieloma uroczymi momentami, co też sprawiło, że moje serduszko wielokrotnie stopniało. 

Kreska w tej mandze jest dla mnie symbolem "starego" japońskiego rysownictwa. Choć podkreślę, że nie znam się na tym i tu nie podaję konkretnych informacji, ale moje własne skojarzenia, a one właśnie były takie. Pamiętam czasy, gdy gdzieś tam pojawiały się mangi i co jakiś czas wpadały mi w ręce. "Miecz zabójców demonów" przypomina mi poprzez kreskę właśnie tamte czasy. Podoba mi się to, jednak mocno mi brakuje w całym tomie przejrzystości. Pomijając moją nieznajomość całej historii, to wielokrotnie nie mogłam się odnaleźć na obrazkach, dopasować dymki. To mocno utrudniało mi czytanie. 

Ostatecznie manga spodobała mi się i tak jak zapowiedziałam – planuję czytać pozostałe tomy. Czy polecam? Myślę, że miłośnikom mangi jak najbardziej, choć oczywiście przede wszystkim osobom, które znają cykl. Jeśli zastanawiacie się, czy warto dalej w niego brnąć, to jak najbardziej! Tutaj nie ma, co się zastanawiać, a przynajmniej w to wierzę. 

sobota, 27 maja 2023

Dorośli wychowani w rodzinach z problemem alkoholowym – Kara Lissy

 

Tytuł: Dorośli wychowani w rodzinach z problemem alkoholowym

Autor: Kara Lissy

Kategoria: Literatura naukowa

Wydawnictwo: Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne

Liczba stron: 168

Ocena:  7/10







Obecnie wiele osób ma problem związany z nadużywaniem alkoholu. Najczęściej przekształca się on w uzależnienie od alkoholu, które jest chorobą i niesie za sobą szereg najróżniejszych trudności. Takie uzależnienie zaczyna wpływać na wiele aspektów życia: zaczyna się od społecznych trudności, zdrowotnych, następnie w pracy, a później jest bardzo trudno wrócić do abstynencji. Wiele rodzin musi sobie radzić z takim problemem. Niestabilność w rodzinie, problemy finansowe, agresja, przemoc i osamotnienie – między innymi to przeżywają dzieci, partnerzy i inni bliscy osoby uzależnionej. Nawet jeśli uda się wyrwać z takiego środowiska lub problem zostanie pokonany, to konsekwencje pozostają. Jak sobie z nimi poradzić? Jak w ogóle one się objawiają? Takich pytań może być wiele. 

Zdecydowałam się na przeczytanie tej książki, ponieważ w mojej pracy często spotykam się z dziećmi, które są wychowywane w takiej atmosferze. Niestety często dowiaduję się, że jest to schemat kolejnego pokolenia. I rodzice albo sami są uzależnieni od alkoholu, albo niosą ciężar własnych przeżyć. To wszystko mnie przygnębia, ale zarazem czuję silną potrzebę odnalezienia najbardziej skutecznych sposobów pomocy tym osobom. Liczyłam, że ta książka da mi pewne rozwiązania i pozwoli pogłębić wiedzę. Czy tak w rzeczywistości było?

Cieszę się, że książka wyróżnia się łatwością odbioru. Mam wrażenie, że odchodzimy już od ery wyłącznie naukowego słownictwa zrozumiałego tylko przez specjalistów. Pojawia się wiele pozycji, w tym właśnie "Dorośli wychowani w rodzinach z problemem alkoholowym", które będą zrozumiałe dla większości osób. Dzięki temu właśnie i laik będzie mógł zdobyć nową wiedzę, poszerzyć horyzonty lub uświadomić sobie pewne trudności. Jeśli nawet pojawiają się jakieś trudniejsze słowa, teorie lub inny rodzaj informacji niezrozumiałych dla niespecjalistów, to autorka zadbała o to, by wytłumaczyć te aspekty w sposób przystępny. A przynajmniej ja mam takie poczucie. 

W książce pojawia się teoria, ale jest ona optymalna. Pojawiają się te informacje, które są konieczne, by zrozumieć całość i spojrzeć na niektóre elementy z innej perspektywy. Zarazem nie jest to nudny podręcznik, który przedstawia wszystko teoretycznie, a zapomina, że jednak mimo wszystko życie wymaga praktycznych aspektów. Dzięki temu mam wrażenie, że ta pozycja nie jest obciążająca stylistycznie i treściowo, a przede wszystkim nie jest uciążliwa. 

Pojawia się tu wiele bardzo konkretnych przykładów. Czytelnik może zapoznać się z całą gamą różnych osobowości i różnych sytuacji. Sprawia to, że problem staje się bardziej realny i właśnie bardziej konkretny. To już nie jest jakaś odległa opowieść, tylko opowieść innych osób, które gdzieś tam na świecie naprawdę żyją i naprawdę coś takiego przeżyły. Dla mnie to wyjątkowo wartościowy element książki. Tym bardziej że wiele osób wśród tych historii być może odnajdzie samego siebie, pozwoli sobie na utożsamienie i dzięki temu zrozumie, że nie jest odosobniony w swoich przeżyciach. Gdzieś tam są ludzie o podobnych doświadczeniach i podobnie odczuwają je. Zarazem w treści da się odczuć, że każdy jest wyjątkowy i każdy ma prawo inaczej się zachować – nawet w bardzo podobnych sytuacjach. 

Poza tym w tym podręczniku można odnaleźć szereg najróżniejszych ćwiczeń. Można je wykonywać samodzielnie w książce, w jakimś notesie, ale można też razem z kimś bliskim, z psychologiem. Dowolność jest olbrzymia. A ja jako psycholog odnajduję narzędzie do pracy, które pomaga mi pracować z ludźmi, którzy mają właśnie taką historię za sobą. Jest to też dla mnie inspiracja w przypadku innych trudności występujących u moich pacjentów. 

"Dorośli wychowani w rodzinach z problemem alkoholowym" to książka pozwalająca odnaleźć samego siebie i otworzyć się na nową perspektywę. Mam poczucie, że dla niektórych może być to olbrzymi krok do przodu, który prowadzi ku konstruktywnej zmianie. Dlatego polecam psychologom, psychoterapeutom, ale przede wszystkim osobom o takich doświadczeniach. 

Współpraca recenzencka z Gdańskim Wydawnictwem Psychologicznym

środa, 29 marca 2023

Autystyczny świat Tymka – Ewa Czajka

 

Tytuł: Autystyczny świat Tymka

Autor: Ewa Czajka

Kategoria: Literatura dziecięca

Wydawnictwo: Novae Res

Liczba stron: 136

Ocena: 7/10








Mam poczucie, że w ostatnich latach zaczyna częściej pojawiać się temat spektrum autyzmu. Ze swoich lat dzieciństwa nie pamiętam, żeby ten temat jakkolwiek pojawiał się gdzieś. Nie mam wiedzy, czy miałam wcześniej styczność z osobami ze spektrum autyzmu. Pojawiają się takie luki. Na ile są to luki podyktowane niewiedzą, a na ile milczeniem? Dlatego cieszę się, że teraz coraz więcej mówi się o zaburzeniach psychicznych, rozwojowych i neurorozwojowych. Ta wiedza jest nam potrzebna, ponieważ pozwoli rozumieć lepiej innych ludzi, samych siebie i dostosować zachowania do najróżniejszych sytuacji. 

Te przemyślenia pojawiły się wraz z książką "Autystyczny świat Tymka". Zdecydowałam się przeczytać, a następnie zrecenzować tę powieść, gdyż mam poczucie, że to kolejny krok do zrozumienia, akceptacji i wsparcia. Tym bardziej że wiele rodziców, którzy dowiadują się, że ich dziecko jest w spektrum autyzmu, nie ma w ogóle pojęcia, co to znaczy i jak sobie z tym radzić. Pojawia się zdziwienie, panika, cierpienie. Ale dzięki takim książkom jak ta, to podejście przynajmniej u niektórych osób można zmienić. Wprowadzić je w świat spektrum, w prosty sposób wytłumaczyć, jak bardzo szerokie jest, czym się charakteryzuje i jak wspierać swoje dziecko. 

Sama książka jest napisana wyjątkowo prostym, dziecięcym językiem, co idealnie pasuje do koncepcji tej opowieści. "Autystyczny świat Tymka" to... dosłownie autystyczny świat Tymka, czyli ukazanie świata oczami małego dziecka, które nie rozumie wiele sytuacji ze swojego życia. Część z tego jest jak najbardziej utrzymujące się w normie, jest rozwojowe, ale część zachowań wynika ze specyficznej budowy mózgu. Niesie to za sobą pewną odmienność, która może przynieść wiele cierpienia i trudności, ale za tą odmiennością idą też wspaniałe cechy charakteru i ta książka pokazuje, że tak naprawdę to one dominują i pokazanie, jak istotną funkcję i przy tym niesamowitą odgrywają, pozwala spojrzeć na całe spektrum z całkowicie innej perspektywy. 

Autorka przedstawia bardzo konkretne sytuacje. I według mojej opinii robi genialną rzeczy, gdyż nie udaje, że to nie jest trudne. Bo nie oszukujmy się – nasz świat w niektórych aspektach jest okrutny, więc jakiekolwiek odstępstwa od normy niekoniecznie są akceptowane i zrozumiałe. To smutne, ale jest też faktem. Więc tutaj Ewa Czajka nie zamiata pod dywan cierpienia i gorszych dni, które mogą pojawić się i u rodziców, i u dzieci ze spektrum. Ale gorsze dni, niekiedy cierpienie i pewna bliżej nieokreślona inność dotyczy każdego człowieka. Zarazem tak jak przed chwilą podkreśliłam – autyzm to również wiele niesamowitych umiejętności. Zadaniem rodzica, terapeuty, nauczyciela jest odnalezienie ich, docenienie i danie możliwości dziecku wykorzystać je w satysfakcjonujący dla niego sposób. 

Zarazem w książce można znaleźć wiele gotowych rozwiązań na niektóre problemy. Wiadomo, że autyzm to spektrum, więc pojęcie bardzo szerokie, ale myślę, że wiele tych gotowych rozwiązań może okazać się wspaniałym przepisem na pokonanie trudności albo inspiracją do wymyślenia czegoś własnego, bardziej odpowiedniego dla tego konkretnego dziecka. Tym bardziej że w drugiej części książki jest ukazane, w jaki sposób najlepiej przekazywać różne informacje dotyczące zachowań malucha. 

Na co dzień pracuję z dziećmi ze spektrum autyzmu, dlatego bardzo się cieszę, że trafiłam na tę książkę. "Autystyczny świat Tymka" dał mi szansę, by poukładać sobie w głowie pewne rzeczy, lepiej zrozumieć. Ale też był odpowiedzią dla mnie na potrzebę przekazania pewnych elementów rodzicom. Zastanawiałam się, jak ich wspierać w czasie postawienia diagnozy, jak to powinno wyglądać. Przecież nie dam rodzicom opasłych, naukowych ksiąg z psychologii. Tymczasem taka opowieść oczami dziecka może wiele zmienić.  

Książka z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl

poniedziałek, 13 marca 2023

Codziennik Małych Kobietek - Louisy May Alcott

 

Tytuł: Codziennik Małych Kobietek

Autor: Louisa May Alcott

Przekład: Joanna Wadas

Cykl: Małe Kobietki

Kategoria: Literatura piękna

Wydawnictwo: Wydawnictwo MG

Liczba stron: 300

Ocena: 7/10






Czy planujecie sobie dzień? Osobiście zazwyczaj się staram, ale nie do końca jestem przekonana do tego, jak to robię. Zazwyczaj wpisuję mnóstwo zadań, często nieprzyjemnych, zapomnianych... Wyobrażacie sobie, jak szybko taki dzień staje się irytujący, smutny i rozczarowujący? Jeszcze przed śniadaniem! A przecież w ogóle nie o to chodzi. Planowanie jest ważne i wiele ułatwia, ale jak to zrobić, by miało sens? I było przyjemne? Stanowczo zacząć od poszukania dobrego sposobu, a nie mojego. 

Jednak skąd u mnie dzisiaj ta tematyka? Jest podyktowana książką, która jakiś czas temu trafiła w moje ręce. I mam tutaj na myśli "Codziennik Małych Kobietek". Jak pewnie część z Was doskonale wie, jestem olbrzymią fanką Louisy May Alcott i jej powieści. Cykl "Małe Kobietki" jest mi w szczególności bliski, więc czułam pewien rodzaj radości, że mogę się w niego zagłębić jeszcze bardziej i to trochę w nietypowej formie. 

Co do samego pomysłu mam dość mieszane odczucia, ponieważ właśnie przez sentyment do książek pisarki widzę tę jako coś fantastycznego. Niemniej mam też to przykre odczucie, że takie dodatki są jednak pewnym rodzajem zabiegu marketingowego, który ma na celu utrzymaniu popularności i dodatkowy zarobek. Mimo że ostatecznie dobrze oceniam "Codziennik Małych Kobietek" to nie potrafię oderwać się od wizji pieniędzy, które za tym idą. Co sądzicie?

Ale czym tak naprawdę jest ten "Codziennik Małych Kobietek"? Bo to dość nietypowe stwierdzenie. Znajdują się w nim przede wszystkim różne fragmenty książek związane z samymi bohaterkami, ale też okresami w ich życiu oraz okresami związanymi z danymi porami roku. Dzięki temu mogłam ponownie cofnąć się do momentu, gdy po raz pierwszy poznawałam cztery niesamowite siostry. Wspomnienia przywołują pewien rodzaj początkowej frustracji, która z czasem przemieniła się w oczarowanie. Nie mogę zapomnieć o tym niesamowitym cieple towarzyszącym mi podczas czytania powieści. Pojawia się we mnie nostalgia, ale też przypomnienie pewnych wartości reprezentowanych przez pisarkę, które i ja podzielam. Całość daje poczucie, że są elementy ważne w życiu i najważniejsze. Należy nie zapominać, które z nich są najważniejsze. 

Same wydanie również robi piorunujące wrażenie. Od początku ceniłam te płócienne okładki. Dawały mi poczucie starej książki, a ja niezmiernie szanuję stare książki. Mają one w sobie duszę. Tym bardziej że "Codziennik Małych Kobietek" idealnie pasuje do pozostałych wydań. W środku książki znajdują się różne zachwycające ilustracje i małe dodatki. Widać tę niezwykłą dbałość o szczegóły. Miałam wrażenie, że aż szkoda w takiej książce pisać, a przecież tak jak dziennik i ona została przeznaczona do tego, by strony zostały zapełnione czyjąś duszą. 

Mam pewne wcześniej wymienione wahania co do tej książki, ale mam też swój własny sentyment, więc ostatecznie cieszę się, że i ja posiadam ten dodatek. Jeśli jesteście fanami twórczości Louisy May Alcott, to pewnie i Wam przypadnie do gustu. 

Współpraca recenzencka z Wydawnictwem MG

sobota, 25 lutego 2023

Lęk przed opuszczeniem – Michelle Skeen

 

Tytuł: Lęk przed opuszczeniem

Autor: Michelle Skeen

Przekład: Sylwia Pikel

Kategoria: Literatura naukowa, poradniki

Wydawnictwo: Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne

Liczba stron: 167

Ocena: 7/10







Każdy z nas jest w jakiś sposób jest w relacji z innymi ludźmi. Relacje te mogą być najróżniejsze, jednak dzisiaj skupiłabym się na tych bardziej romantycznych. Duża część z nas w swoim życiu przeżyła wielkie miłości i rozczarowania. Wydawałoby się, że przeczytaną przeze mnie książkę dedykuję osobom wyłącznie po przejściach, lecz w rzeczywistości myślę, że każdy z nas powinien mieć pewne zaplecze zasobów pozwalających poradzić sobie z przeszłością, różnymi schematami z dzieciństwa, by mieć poczucie własnej wartości oraz w momencie gdy decydujemy się na związek lub jego podtrzymywanie, nasza relacja była zdrowa, satysfakcjonująca i przepełniona miłością. 

A piszę to wszystko, ponieważ dzisiaj chciałabym się z Wami podzielić moimi wrażeniami z lektury książki "Lęk przed opuszczeniem". Gdy przeczytałam tytuł, to w pierwszej chwili odniosłam to do dzieciństwa i rozłąki z matką, opiekunem czy nazywając psychologicznie obiektem. Źle nakierowałam swoje skojarzenie, ponieważ tutaj mowa o związkach osób dorosłych, lecz mimo to w pewnym sensie pierwsza myśl miała trochę racji, ponieważ to, co wynosimy z dzieciństwa, ma znaczenie. Niekoniecznie determinuje całe nasze życie, ale może nas prowadzić utartymi, błędnymi ścieżkami. Czy ta książka temu zapobiegnie? Oczywiście, że nie, ale może pomóc dostrzec pewne schematy i ułatwić nam wchodzenie w relację. 

Ogólnie mam subiektywne poczucie, że o zdrowych relacjach i tym, co idzie za tymi toksycznymi mówi się w naszym społeczeństwie wyjątkowo rzadko. W swojej bańce informacyjnej nie odnalazłam takich elementów i tak naprawdę wiele aspektów, gdy czytałam, zadziwiło mnie. Z tego względu pojawiło się we mnie przekonanie, że dążenie do wiedzy oraz właśnie tworzenie własnych zasobów okazuje się niezmiernie istotne. 

"Lęk przed opuszczeniem" jest napisany w przyjemny sposób, ponieważ jest prosty w odbiorze oraz momentami wciągający. Trochę tak jak jakaś powieść fabularna. Niesamowicie to doceniam, gdyż ten aspekt pozwala dotrzeć do większego grona odbiorców. Osoba niespecjalizująca się w psychologii nie musi nakładać kolejnej energii, by coś z niej wyciągnąć i mieć poczucie spełnienia czytelniczego. Oczywiście pojawia się typowo psychologiczne słownictwo, niemniej wszystko jest w sposób przystępny wyjaśnione, więc mam nadzieję, że dla większości czytelników nie okaże się trudnością. Poza tym z całości wybrzmiewa zrozumienie i akceptacja, które podczas czytania koją i zachęcają do dalszej eksploracji. 

Książka opiera się na terapii schematów, o której osobiście wiem dość mało, jednak na podstawie posiadanej wiedzy szanuję to, co sobą reprezentuje. W całości jest poruszone wiele ważnych kwestii. Nie ma nic pominiętego. Zarazem znajdują się konkrety i bardzo konkretne przypadki. Pozwalają one przedstawić najróżniejsze sytuacje i na podstawie nich odnieść się do przedstawionych treści, a być może do wspomnień samego czytelnika. Tym bardziej że poza teorią i przypadkami w pozycji pojawiają się najróżniejsze ćwiczenia i narzędzia pozwalające na pracę nad samym sobą. Istnienie samych w sobie ćwiczeń nie da przewidzianych rezultatów, ale zaangażowanie czytelnika połączone ze zdobytą wiedzą daje już możliwość przepracowania samodzielnie pewnych rzeczy oraz też podjęcia decyzji, czy należy iść na terapię. 

Miałam też poczucie rzetelności, gdyż parę wymienionych nazwisk było mi znanych lub kojarzyłam je. Na końcu znajduje się bibliografia. Osobiście z niej nie skorzystałam, ale zawsze to takie mrugnięcie oczkiem potwierdzające, że nie jest to wymyślona bajka oraz bibliografia daje możliwość poszerzenia pewnych kwestii, sprawdzenia samemu. Dlatego to bardzo cenię. 

"Lęk prze opuszczeniem" okazał się dla mnie niezmiernie ważną lekturą, ponieważ ukazał mi pewne braki oraz ogólną problematykę mówienia o swoich obawach oraz postępowania według pewnych nieprzystosowawczych norm. Każda osoba, która zmaga się z trudnościami, dosłownie lękiem przed opuszczeniem lub trudnościami w związku, powinna ją przeczytać, by też ujrzeć pewne aspekty samego siebie w innym świetle. 

Współpraca recenzencka z Gdańskim Wydawnictwem Psychologicznym

poniedziałek, 30 stycznia 2023

Święto – Jane D. Pine

 

Tytuł: Święto

Autor: Jane D. Pine

Cykl: Choose Sthulhu

Tom: VIII

Kategoria: Gra paragrafowa, horror

Wydawnictwo: Black Monk

Ocena: 7/10







Kto by nie chciał dowiedzieć się czegoś więcej o przeszłości? O przeszłości pełnej tajemnic, pełnej niedopowiedzeń i przeszłości, która z taką gracją wykreowała dzień dzisiejszy, by wysunąć swoje macki jeszcze po samą przyszłość? Niekiedy odpowiedzi mogą znaleźć się wśród krewnych, przodków i czasów odległych, nawet już zapomnianych. Jesteście gotowi wyruszyć w podróż niezapomnianą i zmieniająca właśnie Waszą przyszłość?

Za każdym razem opowiadam, jak bardzo jestem zafascynowana fenomenem gier paragrafowych. W tej chwili nie robią na mnie już piorunującego wrażenia, ponieważ kilka z nich jest już za mną. Jednak mimo to nadal doskonale się bawię i doceniam aspekty samej idei tych książek. W końcu wszystko się zaczęło od tego, że nie mamy wpływu na bohaterów, że w którymś momencie autor musiał całkowicie samodzielnie zdecydować, co się wydarzy i jak bardzo będę od tego zależne losy bohaterów. Teraz to nasz wybór i nasza własna droga. My jako czytelnicy odpowiadamy za to, co może nas spotkać po drodze. Dlatego gry paragrafowe nadal wydają się tym najlepszym połączeniem gry, decyzji i przede wszystkim książki. Przekonuje to Was?

Tym razem zapoznałam się z ósmym tomem "Choose Cthulhu", czyli "Świętem". I muszę przyznać bez najmniejszego zawahania, że to naprawdę jedna z najlepszych części. Przede wszystkim sam styl autorki przypadł mi do gustu. Sprawił, że momentalnie odnalazłam się w tej historii i szybko zdałam sobie sprawę, że jestem jej częścią, a moje wybory nie są wyborami czytelnika, tylko już bohatera. Tutaj ponownie było czuć pewnego rodzaju dominację nad różnymi rodzajami literatury. Co prawda zawsze będę fanką tradycyjnej, ale nawet ja nie mogę zaprzeczyć, że jest w tym coś niezwykłego. Liczne opisy krajobrazów oraz analiza wewnętrzna emocji bohatera dawały pole popisu dla wyobraźni, tworząc zarazem niekonwencjonalny obraz opowieści. Dominował mrok, dominował strach i atmosfera niepewności. 

Trafiłam na wyjątkowo długo linię fabularną, więc tym razem nie pojawiło się w moim przypadku nadmierne zdenerwowaniem ciągłym... umieraniem. Tak – takie są moje doświadczenia z niektórych z poprzednich części. Miałam poczucie, że jest coraz bardziej do przodu, a historia wchłania. Walczę o swoje życie, walczę z ciekawością, a ciekawość okazuje się pierwszym krokiem do piekła (może dlatego tak często umieram w tych wszystkich gra paragrafowych). Przyznam, że należę do tych czytelników, którzy uważają, że po to jest literatura, by iść przed siebie i mogę z czcią kultywować swoje poglądy. 

"Święto" okazało się barwne i przede wszystkim nieprzewidywalne w swoich poczynaniach. Oddziaływało wielokrotnie na zmysły. Jednakże było też odczuwalne szaleństwo, choć określiłabym to jako bardziej racjonalne szaleństwo. Krok za krokiem – każdy element przemyślany, każdy element ulokowany w odpowiednim miejscu, każdy element oscylujący koło geniuszu i szaleństwa. Czego oczekiwać więcej? 

Wydania "Choose Cthulhu" są klimatyczne i również dopracowane. Wspomniane zalety wraz z tym wydaniem ponownie potwierdzają, że jak najbardziej warto zaangażować się w tę serię i razem z nią podążać niezwykłym światem Lovecrafta. Tym bardziej że jestem przekonana, że fani tego autora jeszcze bardziej odnajdą się w tym opowieściach. 

 Książka została otrzymana z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl

wtorek, 20 grudnia 2022

Królestwa i chaos – Kel Kade

 

Tytuł: Królestwo i chaos

Autor: Kel Kade

Przekład: Piotr Kucharski

Cykl: Kroniki Mroku

Tom: IV

Kategoria: Fantasy

Wydawnictwo: Fabryka Słów

Liczba stron: 576

Ocena: 7/10





Od dawien dawna trwa dyskusja, co sprawia, że jesteśmy tacy jacy jesteśmy. Geny? Środowisko? Mieszanka genów i środowiska? Sprawa na tę chwilę nie została wyjaśniona. Badania wskazują, że wiele aspektów jest zależnych od naszej genetyki, ale również wskazują, że poprzez modelowanie i warunkowanie można tworzyć określony zestaw zachowań. Następnie nie można zapomnieć, że odpowiednia praca nad swoją psychiką i umysłem oraz wpływ różnych doświadczeń kształtuje nas. Jaki jest ostatecznie efekt? Czy da się go przewidzieć? Czy zastanawiając się dziesięć lat temu, kim będziemy teraz, potrafiliśmy to przewidzieć? 

Historia Rezkina robi się coraz bardziej zaskakująca. Obecnie wraz z uchodźcami z Ashai tworzy nowe królestwo, które ma dać im bezpieczeństwo oraz w przyszłości możliwość powrotu do swojej ojczyzny. Rezkin z każdym dniem musi się mierzyć z trudnymi i często brutalnymi decyzjami dotyczącymi jego, jego przyjaciół oraz ludzi, za których jest odpowiedzialny. Lecz realną trudnością nie jest wojna, ale kontakty społeczne. Perfekcyjne wyszkolenie wojownika pozwala mu odgrywać wiele ról, lecz pozostają one tylko nauczonymi rolami, a nie prawdziwymi emocjami i głębokim relacjami. Ale czy na pewno tak jest? Czy Rezkin jest bezdusznym wojownikiem? Czy jednak gdzieś tlą się w nim emocje? 

"Kroniki Mroku" są moim jednym z ulubionych cyklów. Poprzednie tomy przyniosły mi niezapomnianą rozrywkę, nowych książkowych przyjaciół oraz wiele refleksji. Dlatego z taką pasją czekałam na możliwość przeczytania "Królestw i chaosu". Co tym razem spotka Rezkina? I jak to będzie w nowym świecie? Pytań było wiele, ale Kel Kade już dawno udowodniła, że utrzymuje poziom i kształci swój warsztat. 

Styl autorki sprawia, że od razu czuję nostalgię. Dla mnie nie jest już to tylko jakaś kolejna powieść fantasy, lecz książka, do której powracam jak do dobrego przyjaciela. A charakterystyczny dla pisarki język daje poczucia otulenie ciepłą kołderką i bezpieczeństwa. Zarazem wywołuje szeroki uśmiech na moich ustach. Kel Kade dopracowuje każdy opis. Tutaj nie ma znaczenia czy to opis krajobrazu, analiza postaci czy jej charakterystyka. Już dawno nie ma u niej miejsca na niedopracowanie. Nasuwa mi to obraz malarza, który z pasją oddaje się każdemu fragmentowi, by stworzyć doskonalą całość. Dzięki temu opisy oddziałują intensywnie na wyobraźnie. Natomiast dialogi charakteryzują się naturalnością w stosunku do danego kontekstu. 

Sama fabuła jest niezmiernie skomplikowana, ale też nie ma wątpliwości, że przemyślana na wielu płaszczyznach. Czym dalej czytałam, tym więcej elementów składa się w sensowną całość i da się zauważyć, że pisarka już w poprzednich tomach na nie wskazywała. To nie są spontanicznie wprowadzone pomysły do fabuły, a dobrze przemyślany plan na serię. Widać, że w każdym tomie następują konkretne zmiany i autorka nie boi się ich. Zna swoje możliwości i pozwala sobie na to, by robić krok dalej i nie bazować wyłącznie na znanych motywach. To byłoby krótkoterminowe, a tymczasem granice powieści rozrastają się i dają poczucie, że istnieją jeszcze dalej – dopiero ich poznanie przed nami. Historia wielokrotnie mnie zaskoczyła, choć przyznam, że niektóre zagrywki są naprawdę fantastyczne, ale niektóre są dość tanie i tu mam na myśli niektóre aspekty wątków romantycznych. 

Mam poczucie, że Kade bierze pod uwagę opinie swoich czytelników i mocno z nich czerpie, by udoskonalić powieść, dać czytelnikom to, czego oczekują, ale zarazem zaskoczyć ich. Przejawia się to w kreacji bohaterów, którzy są niezwykle misternie dopracowani. Każdy z nich ma swój unikatowy zestaw cech, każdy swoją własną historię i własną przyszłość. Niekoniecznie musimy ją znać, ale da się odczuć, że ona istnieje i wpływa na całą fabułę, niekiedy tworząc efekt motyla. Natomiast Rezkin po wszystkich subtelnych zmianach na tę chwilę ukształtował już swój własnych charakter. Myślę, że to jeszcze nie koniec zmian u niego, ale te będą już na poziomie naturalnego zmieniania się wraz z upływem czasu. Uwielbiam jego postać, ponieważ darzę go wielką sympatią, szacunek, ale ma też wiele wad nadających mu ludzkiego oblicza, na co tak długo czekałam. 

Tematycznie jest poruszone wiele wątków, które dają możliwość refleksji. Niemniej jednak od pierwszych stron tej serii dominuje pytanie o to, czy geny, czy środowisko mają większe znaczenie. Rezkin został poddany okrutnemu szkoleniu, które przeszedł wyłącznie dzięki swoim własnym, wrodzonym zdolnościom. Mimo to większość z tych cech nigdy by nie doszła do głosu, gdyby nie został wychowany w określony sposób. Pytanie, jakie cechy nigdy nie yujawnił swojego istnienia przez właśnie to wychowanie. 

Jak sami widzicie, pozostaję wierna swoją ukochanej serii i nadal mnie zachwyca. Dotychczas najbardziej cenię drugi tom, ale każdy z nich jest unikatowy i też spójny w odbiorze. Gdy zaczynałam czytać "Królestwa i chaos" byłam przekonana, że to finałowy tom. Teraz wiem, że to dopiero zapowiedź głównego wątku, więc nie mogę się doczekać, kiedy przyjdzie na nią czas. 

Egzemplarz recenzencki Fabryka Słów

czwartek, 8 grudnia 2022

Terapia afazji. Ćwiczenie aktualizacji wyrazów – Krystian Manicki

 

Tytuł: Terapia afazji. Ćwiczenie aktualizacji wyrazów

Autor: Krystian Manicki

Kategoria: Literatura naukowa

Wydawnictwo: Difin

Liczba stron: 114

Ocena: 7/10








Mam poczucie, że w naszym życiu jest tak niesamowicie wiele rzeczy, spraw czy aspektów, o których nie mamy najmniejszego pojęcia, a w rzeczywistości mogą okazać się bardzo ważne i byłoby cudownie mieć choć troszkę wiedzy w danym temacie. Oczywiście jako ludzie nie jesteśmy w stanie wszystkiego przewidzieć i zdobyć niekończące się pokłady wiedzy. Niemniej wydaje mi się, że nic nie stoi przeszkodzie, by próbować wiedzieć jak najwięcej i przede wszystkim korzystać z tej wiedzy, gdy przyjdzie na to czas. Takie refleksje pojawiły się w kontekście afazji, o której jeszcze dwa lata temu kompletnie nic nie wiedziałam – włącznie z tym, że nie wiedziałam, że coś takiego istnieje. Teraz już wiem i w swojej pracy zawodowej staram się pomóc osobom posiadającym to zaburzenie mózgu. 

Czym jest afazja? Jest to uszkodzenie mózgu, które objawia się przede wszystkim w trudnościach w mowie. Ze względu właśnie na pracę zawodową szukałam czegoś, co pozwoli mi pogłębić zdobytą na studiach wiedzę, ale też da jakąś podpowiedź praktyczną. Między innymi w taki sposób dowiedziałam się o istnieniu pozycji literackiej "Terapia afazji. Ćwiczenie aktualizacji wyrazów". Byłam przekonana, że jest to książka, która dołoży cegiełkę do mojego doświadczenia oraz da też konkretne wskazówki i ćwiczenia. Tak właśnie się stało, a ja w tej chwili systematycznie korzystam z tej książki i doceniam jej treść oraz zawartość. 

Książka zaczyna się od wprowadzenia teoretycznego, co jest według mnie potrzebne i wręcz konieczne. Niesamowicie mi się podoba, że to wprowadzenie jest niezwykle krótkie. Autor tutaj nie owijał w bawełnę, nie wprowadzał zbędnych opisów. Po prostu w sposób konkretny i skondensowany przedstawił podstawy. Z założenia jest to książka dla specjalistów, więc myślę, że jest to wspaniałe i szybkie powtórzenie tego, co już duża część osób korzystających z ćwiczeń doskonale wie. Po co przedłużać? A jeśli książka trafi w ręce laika, to myślę, że też bez większych problemów przedstawi koncepcję. Tym bardziej że język jest też wyważony. Dość trudny, ale nadal wydaje się dla większości osób zrozumiały – przynajmniej w mojej opinii. 

Następnie po wprowadzeniu oraz słowniku znajdują się ćwiczenia podzielone według wcześniej opisanych kategorii. Ćwiczenia wydawały mi się od początku ciekawe. Tak jak wspomniałam – jeszcze dwa lata temu nie wiedziałam o istnieniu czegoś takiego jak afazja. Dlatego też miałam dość ubogie wyobrażenie, jak powinny wyglądać takie zadania. Możemy w nich znaleźć przysłowia, różne opowieści i różne aspekty odnoszące się do typowych, codziennych czynności, czyli w skrócie to co najważniejsze.

Same ćwiczenia są powtarzalne. W każdej kategorii są takie same tylko dostosowane do właśnie kategorii. Początkowo wydawało mi się to dziwne, ale z czasem zrozumiałam, że to ma sens. Zbiera rożne zadania tak, by terapeuta czy inna osoba mogła mieć wszystko w jednym miejscu, ale zarazem żeby to było spójne i powtarzalne, co zapewni systematyczność i jeśli zajdzie taka potrzeba możliwość dopasowania, choć układ nie jest przypadkowy. Ten argument jak najbardziej mnie przekonuje. Tym bardziej że osobiście pracuję z dziećmi z afazją i tam pojawiają się różne trudności wynikające nie z zaburzenia, ale z wieku. Poza tym wiele ćwiczeń fantastycznie sprawdza się również w innych przypadkach. Niektórzy z moich młodych pacjentów mają problemy z pamięcią roboczą, inni z koncentracją. Wbrew tytułowi książki zadania i w takich przypadkach sprawdzają się wspaniale. 

Cieszę się, że miałam możliwość zapoznać się z tą pozycją, ponieważ jest kolejnym krokiem do zdobywania coraz to większej wiedzy i też ćwiczenia mojej elastyczności, która w pracy zawodowej jest konieczna. Co do samej afazji to tak jak wspomniałam, pracuję z dziećmi, więc ciężko mi ocenić wiele aspektów, niemniej bawimy się naprawdę dobrze z tą książką i widzę pewne postępy. 

Współpraca recenzencka z Wydawnictwem Difin  

sobota, 5 listopada 2022

Pozytywka: Tajemnice przeszłości – Benedicte Carboneill, Gijé

 

Tytuł: Pozytywka: Tajemnice przeszłości

Autor: Benedicte Carboneill, Gijé

Przekład: Maria Mosiewicz

Cykl: Pozytywka

Tom: III

Kategoria: Komiks, literatura dziecięca

Wydawnictwo: Egmont

Ocena: 7/10






Gdy świat czasami przygnębia, warto oderwać się od rzeczywistości i spojrzeć na nią z magicznej perspektywy. Może niekoniecznie będzie to prawda, jednakże każdy z nas potrzebuje chwile przerwy i możliwości uświadomienia sobie, że władamy niesamowitymi możliwościami wynikającymi z wyobraźni. Bo czy nie byłoby cudownie, gdyby nasz świat posiadał właśnie magię? 

Nola otrzymała niezwykły prezent – pozytywkę. Teraz odpowiada za inny świat, którym jest Pandoria. To właśnie ona jest obrończynią mieszkańców Pandorii i to mimo że ma dopiero osiem lat. Tym razem nagle odwiedzają ją przyjaciele, którzy nie do końca rozumieją, czemu młody mieszkaniec ich świata przeszedł przez przejście mimo zakazów. Jednak czy to na pewno był on? Czy może inne mroczne siły przedostały się do naszego uniwersum? Nie pozostaje nic innego jak to sprawdzić. 

Do przeczytania "Pozytywki. Tajemnic przeszłości" przekonała mnie przede wszystkim okładka. Jak już część z Was na pewno wie, jestem straszną sroką okładkową i w odniesieniu do książek "nie oceniaj po okładce" jest niemożliwe. Co prawda nie mam oporów przed przeczytaniem brzydkiej pod względem wizualnym powieści, niemniej to te pięknie oprawione przykuwają mój wzrok. Nie jestem z tego dumna, ale tak właśnie jest. Jestem naraz czytelnikiem i kolekcjonerem. Czy piękna okładka "Pozytywki" miała równie piękne wnętrze? 

Sam pomysł nie przekonał mnie swoją oryginalnością i niesztampowością. Okazał się czymś doskonale znanym w gatunku fantastyki. Ale muszę też Wam powiedzieć, że w żaden sposób to mi nie przeszkadzało, ponieważ cenię podobne motywy i przede wszystkim lubię o nich czytać. Wśród kartek takiej opowieści czuję się bezpiecznie i zawsze doskonale potrafię się odnaleźć. Tak też było w "Pozytywce", więc starając się, na ile to możliwe, ocenić obiektywnie, jest to konwencjonalna historia. A subiektywnie polubiłam ją. 

Natomiast styl pisarski, który oceniam na podstawie treści dymków, był wyjątkowo przejrzysty i prosty w odbiorze, co w przypadku literatury dziecięcej jest doskonałym wyborem. Dzięki temu przedstawione treści będą zrozumiałe. Co prawda, czytając, miałam wielokrotnie poczucie, że jest nienaturalny. W tym, że w przypadku opowieści dla dzieci często mam podobne wnioski, więc być może jest to pewnego rodzaju specyfika lub moje postrzeganie. 

"Pozytywka" jest niesamowicie emocjonująca i pełna akcji. Koniecznie chciałam się dowiedzieć, co będzie dalej i w jaki sposób autorzy to ujmą. Dlatego też mam poczucie niedosytu, ponieważ książka okazała się dla mnie za krótka. Nie pozostaje mi nic innego, jak tylko powrócić do pierwszego i drugiego tomu, których swoją drogą dla jasności nie czytałam. Opowieść kończy się nieoczywistym morałem, co również mnie pozytywnie zaskoczyło. A oceniając to z perspektywy barwnych i sympatycznych bohaterów, mam poczucie całości i dogrania. Tym bardziej że jak na komiks dla dzieci przedstawiony świat jest bardzo dobrze wykreowany. 

Komiks porusza też niesamowicie trudny, ale też dla wielu osób istotny temat. Mam tutaj na myśli poszukiwanie własnego pochodzenia, które sprawia, że czujemy się pełni i tak naprawdę kształtuje naszą tożsamość. Powinniśmy wiedzieć, skąd pochodzimy i co nas ukształtowało, co sprawiło, że jesteśmy tym, kim jesteśmy. W "Pozytywce" ujawnia się też wątek tęsknoty za straconym rodzicem, który wybrzmiewa ze zrozumieniem i pocieszeniem. Tym bardziej że historia podkreśla, że czasami należy zrezygnować ze swoich pragnień, ponieważ spełniając je, możemy skrzywdzić inne osoby i odebrać im własne pragnienia. Brzmi to zapewne okrutnie, ale na niektóre sytuacje trzeba patrzeć jak najbardziej perspektywicznie. 

Nie można też zapomnieć o wprost cudownych ilustracjach. Przepiękna kreska ilustratora. Dopracowana w każdym szczególe przy zachowaniu zasad fizyki i przejrzystości. W dodatku wyróżnia się niesamowitą głębią kolorów, która na każdej stronie pozwala pobudzić wyobraźnię i ponieść się opowiedzianej historii. 

Tom trzeci "Pozytywki" okazał się niesamowicie ciekawym i poruszającym doświadczeniem. Naprawdę bardzo mnie cieszy, że obecnie powstają takie opowieści dla dzieci i pozwalają im przekonać się do komiksu i być może literatury. Na pewno będę serię czytać dalej i też powrócę do poprzednich tomów. 

Egzemplarz recenzencki Sztukater.pl