czwartek, 15 kwietnia 2021

Rzeczywistość – Michał Bojar


Tytuł: Rzeczywistość

Autor: Michał Bojar

Kategoria: Literatura obyczajowa

Wydawnictwo: Warszawska Firma Wydawnicza

Ocena: 3/10








Dzieci często opowiadają o tym, co według nich będzie w przyszłości. Wymyślają wymarzone zawody, mówią o rodzinie, którą będą miały, o tym, co chcą zobaczyć, co chcą stworzyć. Ich przyszła rzeczywistość, o której marzą, jest barwna, pewna przygód i tego niezachwianego poczucia, że będzie dokładnie tak, jak w tej chwili mówią. Bez krzty zastanowienia i zwątpienia wierzą, że wszystko, co zaplanują, pewnego dnia stanie się naprawdę. Nie zniechęca ich nawet to, że często zmieniają swoje plany i za każdym razem są tak samo zaangażowane. Jest w tym rodzaj piękna. Według starego powiedzenia "jeśli chcesz rozśmieszyć Pana Boga, opowiedz mu o swoich panach", powinniśmy wyznaczać życie. Jednak wtedy co by nam pozostało? Możemy żyć z przekonaniem, że nic nie pójdzie po naszej myśli, ale możemy też wierzyć, tak właśnie jak dzieci, że uda nam się i gdzieś dojdziemy. Nieraz i nie dwa idąc za marzeniami, dochodziło się gdzie indziej, po to tylko, by zdać sobie sprawę, że to lepsze miejsce. Czy nasze życie nie jest drogą krętą i niosącą więcej niespodziewanego niż spodziewanego? 

Przed nami historia młodej kobiety, która zaplanowała sobie życie i szła krok za krokiem według planów... Do czasu... Do czasu aż rzeczywistość okazała się inna niż mogła przypuszczać. Do czasu aż jej plany okazały się nieprzystosowane do prawdziwych pragnień. Do czasu aż w życiu powiało rozczarowaniem... Czy da się uchronić przed smutną i nie dającą spełnienia rzeczywistością? 

Pewnie wszyscy mieliśmy podobnie – okładka książki aż krzyczy swoją barwą i w pierwszych chwili zabiera całą uwagę czytelnika. Wydaje mi się, że to dobrze. W końcu jeśli okładka zdobędzie zaciekawienie, to jest duża szansa, że ktoś sięgnie i po treść. A przynajmniej tak było w moim przypadku. Nie miałam zbyt dużych oczekiwań co do "Rzeczywistości", ale bez wątpienia chciałam sprawdzić, co niesie ze sobą ta historia. 

Tytuł "Rzeczywistość" oddaje całą fabułę w sposób wprost idealny. To powieść właśnie o rzeczywistości, którą widzimy codziennie i być może sami jesteśmy jej autorami. Z jednej strony to chwalebny pomysł przedstawić to, co jest normą. Jednak z drugiej strony duża część czytelników uwielbia literaturę, ponieważ chce właśnie od tego realnego świata uciec. Gdy czytam jakąkolwiek powieść, chcę dostać albo jakąś przygodę, albo wgłębić się w otchłanie tematyki poważnej i otwierającej oczy. W przypadku tej książki nie dostałam ani tego, ani tego. Cały pomysł jest mocno przewidywalny, nie niesie ze sobą żadnego zaskoczenie, co razem jest po prostu nudne. 

Całą sytuację mógłby uratować styl pisarki autora, jednak ku mojej rozpaczy jest to aspekt, który jeszcze bardziej pogrąża całość. Dla mnie jest to przeciętne, szkolne wypracowanie. Zbyt niedopracowane, zbyt chaotyczne i zbyt pisane na siłę, by poza koniecznością przeczytania go, w jakikolwiek sposób docenić historię. Momentami miałam wrażenie, że jakaś zdesperowana koleżanka, która nie ma komu się wygadać, opowiada mi szybko i nieskładnie swoje życie. Bez większej refleksji – byleby tylko pokazać, że ona też coś przeżyła i też ma problemy. Taki styl czasami ma swoje zalety i wprowadza niesamowity klimat opowieści, ale tutaj tworzy to relację wprost toksyczną. 

W całej historii tak naprawdę mamy tylko jeden główny wątek, a pozostałe poboczne wątki są tak bardzo niedopracowane, że tylko udają, że istnieją. Pojawiają się za pomocą jednego, czy dwóch zdań i nie wprowadzają nic więcej do fabuły. A szkoda, bo głęboko wierzę, że ich rozbudowanie miało duży potencjał. W ostatecznym rozrachunku pod względem fabularnym ta książka jest dla mnie o niczym. A to wrażenie potęgują jeszcze nienaturalne dialogi. Nie umiem sobie wyobrazić, jak przedstawione rozmowy mogłyby się odbyć w prawdziwym życiu. 

Wydaje mi się, że rozumiem, co chciał przedstawić autor i sama koncepcja ma sens. Dla mnie miała to być wizja brutalności codziennych chwil. Ukazanie, że każdego z nas może spotkać zwykłe rozczarowanie życiem i w pewnym momencie nawet szczęśliwe chwile mogą stać się zbyt monotonne, by czerpać z nich radość. Jednak przy odpowiednich decyzjach i elastycznym podejściu jest nadzieja na zmianę i nastanie lepszych dni. Ten przekaz przemawia do mnie i daje iskierkę radości. Dlatego mocno żałuję, że zostało to niedopracowane. 

Przydałoby się też parę słów o bohaterach... I ten aspekt jest dla mnie równie problematyczny, jak styl autora. Dlaczego? Bo brakuje jakiejkolwiek kreacji bohaterów. Nie ma tu żadnej szansy na to, by przywiązać się do nich, czy nawet utożsamiać. Co dla mnie jest karygodne, ponieważ jest wiele osób, które przeżyły podobną historię i nawet znam ich osobiście. To powinna być szansa na odnalezienie swojej literackiej, bratniej duszy. Ale jak to zrobić przy tak złym wykreowaniu postaci? Jeśli miałabym powiedzieć cokolwiek o głównej bohaterce, czyli Natalii, to dla mnie jest to taka ofiara losu i to w taki nieuzasadniony sposób. To nie jest jakiś splot trudnych dla niej wydarzeń, czy po prostu jakaś cecha charakteru... Tego się nie da określić. 

"Rzeczywistość" jako książka mocno mnie zawiodła i nie przyniosła ani rozrywki, ani wzruszenia, ani jakichkolwiek emocji poza znudzeniem. Jestem przekonana, że zapomnę o niej szybko. Jeśli bardzo lubicie literaturę obyczajową, to być może znajdziecie w niej więcej wartościowych treści niż ja, ale na pewno nie nastawiajcie się na nic dobrego. 

Egzemplarz prasowy Sztukater.pl

poniedziałek, 12 kwietnia 2021

Glina w glinę – Artur Ciosek

 

Tytuł: Glina w glinę

Autor: Artur Ciosek

Kategoria: Poezja

Wydawnictwo: Warszawska Firma Wydawnicza

Ocena: 7/10 









Czym dla Was jest poezja? Tak bez słownikowych definicji, po prostu w subiektywnym odczuciu. Dla mnie to słowa, które kreują rzeczywistość. Słowa, które za pomocą rozbudowanych metafor, porównań i innych środków stylistycznych, są w stanie przebić ścianę milczenia i niewiedzy. To nowe spojrzenie na stare problemy. To emocje pełne uniesień i nieukrywanej prawdy. To droga życia, o której zapominamy. Mogłabym jeszcze długo szukać innych określeń – bardziej przyziemnych i bardziej odległych od potocznego języka. Jednak jestem pewna, że tyle wystarczy, by zrozumieć, jak wielką rolę odgrywają w moim życiu słowa i jak właśnie poezja jest w stanie je dobrać, by przemówić do mnie. Macie podobnie?

Tym razem zapoznałam się z tomikiem wierszy Artura Cioska o symbolicznym tytule "Glina w glinę". Widoczne odwołanie na okładce do dzieła Alfonsa Muchy przyciągnęło mój wzrok i dało zapowiedź czegoś wielowymiarowego i nieuchwytnego. Misterna obietnica przeżyć postawionych na równi z malarzem była zbyt kusząca, ale też niepewna, by nie sprawdzić, co się za nią kryje. Czy spełniła moje wygórowane oczekiwania i pozwoliła odciąć się od świata doczesnego na rzecz oniryzmu?

Sposób, w jaki poeta stworzył swoje wiersze, od samego początku przekonał mnie. Z wielką przyjemnością czytałam wiersz za wierszem, by poczuć, że myślimy podobnie, a kolejne wiersze mogą nieść ze sobą zniewalające spojrzenie na świat. Dlatego też bez zastanowienia brnęłam dalej w poezję, szukając wśród trafiających do mnie słów tej najważniejszej, jednej perełki – wiersza, który zostanie niezapomniany nigdy przeze mnie. Tym bardziej że większość z nich okazała się naprawdę mocno rozbudowana pod względem treści i stylistyki. 

Odnajdywałam poezję, z którą umiałam i przede wszystkim chciałam się utożsamić, ale czasami wpadałam w pułapkę złożoności i nie wszystkie wiersze potrafiłam zrozumieć. Liczne metafory niekoniecznie pokazywały mi ukrytą prawdę, co momentami frustrowało, ale dawało mi też poczucie szacunku do autora. Co chciał przekazać swoim czytelnikom? Czy jest to tak mocno skomplikowane, czy to ja nie potrafię tego dostrzec? Podobały mi się te retoryczne pytania, które pod wpływem wierszy zadawałam sama sobie. Niosło to ze sobą dodatkową refleksję i dodatkowe możliwości. 

Niestety nie znalazłam tego wymarzonego, jedynego wiersza, choć nie chcę w ten sposób ująć świetności innym wierszom. Jako całość uważam tomik za naprawdę wartościowy zbiór myśli, które są przedstawione w mocno rytmiczny sposób. Nie umiem docenić rymów i harmonii, ale w tym przypadku nie przeszkadzały mi one. 

A co z tematyką? Jest bardzo rozbudowana i nie boi się udać w najróżniejsze zakamarki mrocznego świata. W wielu przypadkach dotyczy wydarzeń rozpoznawalnych, które w większość z nas zna i nawet pamięta własne doświadczenia odnośnie tego, co się działo. Ten aspekt jest przeze mnie doceniany, ale w żaden sposób nie wywołuje emocji i nie przyciąga wyrazistych wspomnień. 

"Glina w glinę" to był z mojej strony bardzo dobry wybór, który przypomniał mi, co cenię w wierszach i dlaczego w ogóle decyduję się na czytanie poezji. Jeśli jesteście wielbicielami tak rozbudowanych, poetycznych form, jest to książka dla Was. Natomiast jeśli jesteście koneserami najlepszej poezji, to podchodziłabym ostrożnie. Sama nie jestem specjalistką i odbieram wiersze poprzez emocje, które pojawiają się podczas czytania, oraz poprzez zrozumiałość i zgodność z moimi poglądami. Lubię też świeże spojrzenie na niektóre tematy, ale w żaden sposób nie czyni mnie to znawcą. Stąd moje ostrzeżenie. "Glina w glinę" to tomik niosące przyjemność i refleksję, ale czy coś więcej? Tu każdy czytelnik musi odpowiedzieć sam sobie na to pytanie. 

Egzemplarz prasowy Sztukater.pl

czwartek, 8 kwietnia 2021

"Magia triumfuje" Ilona Andrews - 14 maja premiera!


Kate przebyła długą drogę od samotniczki do strażniczki magicznej Atlanty. Poznała przyjaciół i wrogów. Znalazła miłość i założyła rodzinę z CurranemLennartem, byłym Władcą Bestii.

 Ale jej magia jest zbyt potężna, by nadnaturalni rywale pozwolili Kate żyć w spokoju.

Kate i Roland zawarli rozejm, ale kiedy ojciec znów łamie warunki paktu, najemniczka pojmuje, że konfrontacja jest nieunikniona.

 Wyrocznia Wiedźm ma wizję krwi, ognia i ludzkich kości, a pod drzwi Kate trafia tajemnicza przesyłka zwiastująca wojnę ze starożytnym wrogiem, który prawie zniszczył jej rodzinę.

Kate wie, że czas spokoju minął i nie widzi innego wyjścia, jak tylko połączyć siły z najmniej oczywistymi sojusznikami. Wie, że zdrada jest nieunikniona. Wie, że może nie przeżyć nadchodzącej bitwy. Ale musi spróbować.

Dla syna.

Dla Atlanty.

Dla świata.



Książki Ilony Andrews gwarantują rewelacyjną lekturę.
Patricia Briggs, #1 New York Times bestsellingauthor

Jedno z najwspanialszych piór w urbanfantasy… Ilona Andrews to wszystko co najlepsze w gatunku
Jeaniene Frost, New York Times bestsellingauthor

Andrews to po prostu "mustread" bez względu na wszystko!
Romantic Times

Jeśli jest jakikolwiek autor, który definiuje Urban Fantasy, to jest nim Ilona Andrews. 
FreshFiction






Ilona Andrews to w istocie duet pisarski, w skład którego wchodzą Ilona i Andrew Gordon.
Małżeństwo piszące przede wszystkim powieści z gatunku urbanfantasy. Ich styl, to połączenie cech charakterystycznych fantasy, horroru oraz magii.
Ilona urodziła się w Rosji. Wyemigrowała do USA w wieku lat nastu. Studiowała na wydziale biochemii Western Carolina University. Podczas studiów poznała swojego obecnego męża, 
z którym wspólnie w 2007 napisała pierwszą powieść Magia Kąsa. Jej główna bohaterka Kate Daniels, błyskawicznie zyskała rzesze wielbicieli.
Książki o Kate Daniels zostały wydane już w 18 krajach, ich nakłady przekroczyły 3,5 miliona i zdobyły wszystkie najważniejsze TOPki: New York Times, USA Today, Wall StreetJournal, Washington Post, Amazon.


wtorek, 6 kwietnia 2021

Znak Welesa – Constance

 

Tytuł: Znak Welesa

Autorka: Constance

Kategoria: Autobiografia

Wydawnictwo: Warszawska Firma Wydawnicza

Ocena: 3/10









Stygmatyzacja zaburzeń psychicznych jest bardzo ważnym problem, z którym należy walczyć poprzez psychoedukację. Większość osób wie, że istnieją takie zaburzenia psychiczne jak depresja, choroba dwubiegunowa czy schizofrenia, jednakże ich wiedza o dokładnym przebiegu i przyczynach choroby jest znacznie ograniczona i oparta na potocznym rozumieniu lub tym zaproponowanym przez popkulturę, co niestety niesie ze sobą niekiedy fałszywy obraz. Zaburzenia psychiczne niosą ze sobą cierpienie i często niezrozumienie, więc osoby cierpiące na nie, zamiast dostać profesjonalną pomoc i wsparcie bliskich, muszą dodatkowo radzić sobie z krytyką, znieważaniem i samotnością. Najwyższa pora, by zacząć mówić, że problemy psychiczne nie są czymś, czego trzeba się wstydzić. Tym bardziej że wbrew ogólnym przekonaniom w dużej mierze przyczyną są aspekty biologiczne. Na depresję może zapaść każdy – ona nie zna ram finansowych, statusu społecznego czy nawet wydarzeń życiowych. Po prostu pewnego dnia pewne osoby zaczynają chorować i mogą mieć obiektywnie wszystko. Wcale nie musi stać się coś traumatycznego. To biologia i genetyczna podatność mają dużo do powiedzenia, a dopiero później samo życie. 

Dlaczego zdecydowałam się zrobić ten długi wstęp? Ponieważ dzisiaj chciałabym zaprezentować Wam książkę, która jest zbiorem wspomnień konkretnej osoby zmagającej się z myślami samobójczymi i różnego typu problemami życiowymi. Constance postanowiła zdać relację z przebiegu depresji i swojego pobytu w szpitalu psychiatrycznym. Odważnie i bezkompromisowo czuła potrzebę, by świat ujrzał jej historię i wyciągnął z niej wnioski. 

Muszę przyznać, że gdy tylko przeczytałam opis tej pozycji literackiej, wiedziałam, że muszę się z nią zapoznać. Na przestrzeni lat zdobyłam dość rozbudowaną wiedzę odnośnie problemów psychicznych i problemów, które wywodzą się właśnie z tych problemów. Podsumowując – dużo tych problemów. Pragnęłam wczuć się w emocje młodej dziewczyny, która dużo przeżyła i zrozumieć, jak świat wygląda jej oczami i jak ona sobie z tym radzi. Cały pomysł wydaje mi się przełamaniem tabu i małą, prywatną rewolucją. Rzadko spotykamy się z historiami, gdzie dominuje rzetelny obraz depresji. Czy te wspomnienia niosą ze sobą taką właśnie wizję? 

Jednak najpierw chciałabym zacząć od stylu pisarskiego autorki. Przede wszystkim wyróżnia się prostotą, co w tym przypadku jest jak najbardziej pożądane. Opowieść ma trafić do każdego czytelnika i nie ma tu miejsca na barwne i skomplikowane opisy. Gdy czytałam, miałam wrażenie, że ktoś opowiada mi swoją historię szybkim i trochę chaotycznym tempem. W tym momencie nie odbieram tego za wadę, lecz wtedy troszkę psuło mi to lekturę książki. Mimo zalety w postaci łatwego języka, źle wspominam czytanie "Znaku Welesa", ponieważ pisarka wypowiadała się w sposób bardzo pretensjonalny, co zamiast skłaniać mnie do przemyśleń, sprawiało, że miałam ochotę dyskutować z Constance, by udowodnić jej swoje racje. 

"Znak Welesa" porusza wyjątkowo ważne i trudne emocjonalnie tematy. Jest to świadectwo konkretnej osoby, co dodatkowo potęguje odbiór książki poprzez emocje. Ta autobiografia jest potrzebna, by przełamać tematy tabu dotyczące psychiki ludzkiej. Jednakże ten pretensjonalny ton sprawił, że miałam odczucie, że autorka kpi z tego wszystkiego, co się stało. Bez wątpienia są to wspomnienia nacechowane cierpieniem i bezradnością, ale w żaden sposób nie dają wsparcia, a dają poczucie, że to nie na poważnie. Tego nie mogłam w żaden sposób zaakceptować. Tym bardziej że całość to pewnego rodzaju moralizujący monolog, gdzie na tacy jest podane, co robić, czego nie robić. Zdaję sobie sprawę, że niektóre te informacje mogą bardzo komuś pomóc, mimo to brakuje uniwersalności. Constance odnosi się tylko do swojej historii i do swoich przeżyć, co oczywiście jest jak najbardziej słuszne. Tylko że zakłada, że u każdego wygląda to podobnie, jeśli nie identycznie. Tak nie jest. Każdy jest inny, każda sytuacja jest niepowtarzalna i jeśli nawet da się wyciągnąć wspólne czynniki, a następnie poddać je refleksji, to i tak nie jest to to samo wydarzenie. 

Nie chcę zakończyć takim smutnym aspektem i... też moralizującym jak sama książka. Dlatego zwrócę jeszcze uwagę na niesamowite ilustracje zawarta w autobiografii. Są po prostu przepiękne i ich symbolika wyjątkowo przypadła mi do gustu. One dopełniają całą historię Constance i być może dają jej dodatkowe pole na wyrażenie siebie i swoich emocji. Robią naprawdę olbrzymie wrażenie. 

W recenzji wielokrotnie podkreśliłam wagę tematu, więc można się zastanawiać, czemu tak źle oceniłam całą książkę. Nie jestem w stanie zaakceptować tych pretensji i negatywnych emocji. Zdaję sobie sprawę, że pisarka chciała przedstawić wszystko ze swojego doświadczenia i pewnie czuła dużą potrzebę, by opowiedzieć swoją historię, ale zostawia to za sobą zbyt toksyczne odczucia, a ja po takim świadectwie oczekiwałabym po prostu faktów lub emocji, które pozwolą zrozumieć cierpienie osób chorych. Niestety tutaj tego nie ma. 

Egzemplarz prasowy Sztukater.pl

sobota, 3 kwietnia 2021

14 kwietnia - premiery od MG ♥

Ogień i pył. Ostatnia wiosna Mordechaja Anielewicza Robert Żółtek 


Warszawa – wrzesień 1942 roku. Dobiega właśnie końca wielka akcja likwidacyjna warszawskiego getta, podczas której Niemcy wywożą do obozów zagłady około dwustu pięćdziesięciu tysięcy mieszkających tam Żydów. Przy życiu pozostają jedynie zatrudnieni w niemieckich warsztatach oraz ci, którzy zdołali ujść egzekucjom, łapankom i transportom, a teraz ukrywają się po piwnicach, strychach i opuszczonych domach. Zarówno jedni, jak i drudzy popadają w coraz większą apatię, starając się przetrwać kolejny, wyrwany Zagładzie dzień. Prawie nikt nie wierzy już w ocalenie.  
W tym momencie zjawia się w getcie Mordechaj Anielewicz. Nawiązuje kontakt ze swoimi nielicznymi przyjaciółmi z Żydowskiej Organizacji Bojowej i przekonuje ich do podjęcia walki. Ale w jego wizji ma to być walka inna niż wszystkie, ponieważ jej celem nie będzie ani ratunek, ani zwycięstwo, lecz złożenie ofiary z własnego życia w imię zachowania godności w obliczu ideologii zbrodni. A także dla pamięci przyszłych pokoleń.
Obydwie strony przygotowują się do ostatecznej rozprawy. Zbrodnicze i doskonale uzbrojone formacje przeciw charyzmatycznemu przywódcy oraz garstce młodych ludzi, którzy dopiero uczą się walczyć. Trwa wyścig z czasem.  
Nadchodzi 19 kwietnia 1943 roku, przeddzień żydowskiego święta Pesach. Do getta wkraczają oddziały niemieckie – ponad tysiąc esesmanów, policjantów i żołnierzy, dysponujących karabinami maszynowymi i miotaczami płomieni, wspierani przez czołg, samolot i wozy pancerne. Naprzeciw nich staje kilkuset młodych Żydów – uzbrojonych w pistolety, kilka karabinów, w butelki z benzyną oraz własnej produkcji granaty. W ten sposób rozpoczyna się powstanie, które przejdzie do historii jako najbardziej zadziwiający i jeden z najbardziej heroicznych zrywów drugiej wojny światowej.
Wartka akcja, potoczysta narracja i wyjątkowe postaci – zarówno autentyczne, jak i fikcyjne, duża dawka historii, sugestywne opisy życia codziennego getta oraz liczne i ekspresyjnie oddane sceny batalistyczne – składają się na tę niezwykle barwną i tragiczną opowieść o niezrównanym męstwie, poświęceniu i ofierze.  

 Mała księżniczka Frances Hodgson Burnett


Zachwycająca i wzruszająca powieść o szlachetności, która potrafi przetrwać najcięższe próby.
Siedmioletnia Sara Crewe trafia prosto z Indii do londyńskiej pensji panny Minchin. Dziewczynce rozpieszczanej przez samotnego ojca ma i tutaj nie zbywać na niczym. Traktowana jest jak księżniczka. Przełożona pensji, będąc pod wrażeniem fortuny kapitana Crewe, pozwala jej na dużo więcej niż innym uczennicom, a kiedy dowiaduje się jeszcze, że jej pupilka ma stać się w przyszłości właścicielką kopalni diamentów, jej zachwyt nie ma granic. Choć z drugiej strony nic nie potrafi zmienić niechęci, jaką w głębi serca czuje do dziewczynki.
Dlatego też, gdy kopalnie okazują się mirażem, jej zawód nie ma granic i panna Minchin postanawia zamienić swoją „wzorową uczennicę” w posługaczkę i to tylko dlatego, że wyrzucenie dziewczynki na bruk mogłoby źle wyglądać.
Z kolei Sara, która nawet będąc nieprawdopodobnie bogatą, zachowywała szlachetność i skromność, wykazuje niezwykły hart ducha i walczy, by w najbardziej upokarzających sytuacjach nie zatracić tego, co uważa za ważne. Wciąż stara się zdobywać wiedzę i pomagać potrzebującym. I choć czasami jest bardzo trudno, właśnie wtedy zachowuje się jak prawdziwa księżniczka.

Twarz pokerzysty Józef Hen 


Niezwykła powieść z sensacyjną fabułą, w którą wpisany został dramat sumienia.

Akcja rozgrywa się w dwóch zmieniających się planach czasowych: w październiku 1945, a więc zgodnie z rzeczywistością historyczną i pod koniec lat sześćdziesiątych, kiedy to bohater opowiada swoją niezwykłą historię powojenną. W scenerii niewielkiej nadmorskiej miejscowości (domyślamy się w niej Sopotu) stara się on znaleźć odpowiedź na pytanie o sens kilku lat walki z okupantem. Prosto z więzienia, gdzie trafił w za działalnością partyzancką, zostaje wysłany do nadmorskiego miasteczka pełnego kasyn, blichtru i szemranych interesów, by pomóc w złapaniu gestapowskiego kapusia, który ukrył się pod postacią jednego z najważniejszych postaci nowej rzeczywistości.
Czas wielkiego chaosu charakteryzuje się wielością kodeksów moralnych, a ziemie pionierskie – gwałtownością konfliktów.
Prowadzone śledztwo może przyczynić się do upadku człowieka, któremu bohater w czasach okupacji ślepo ufał. A którego upadek może stać się i jego klęską ostateczną.

Wichrowe Wzgórza Emily Brontë 


Akcja Wichrowych Wzgórz rozgrywa się na przełomie XVIII i XIX w. Earnshaw, właściciel majątku Wuthering Heights (tytułowe Wichrowe Wzgórza), przywozi do domu bezdomnego, cygańskiego chłopca, którego znalazł na ulicach Liverpoolu i nakazuje własnym dzieciom traktować go jak brata. Pomiędzy przybyszem a małą Cathy rodzi się więź tak silna, że z czasem przestają się liczyć nie tylko z konwenansami, ale i z ludźmi, wśród których żyją. Namiętność Heathcliffa i Catherine obnaża mroczną stronę ludzkiej natury, jest mściwa, wszechogarniająca i dzika jak wrzosowiska Yorkshire. Bohaterowie powieści Brontë płacą za to najwyższą cenę, a za ich błędy musi odpokutować następne pokolenie…

U brzegów jazzu Leopold Tyrmand 


Książka ta nie ma charakteru ani formy podręcznika, leksykonu lub jakiegokolwiek vademecum w sprawach jazzu. Ma charakter eseju wypełnionego rozważaniami, zawierającego nieco informacji i dużo zupełnie osobistych impresji. Jest pochyleniem się nad problemem. Zagadnienie rozlewa się szeroko, obejmuje obszar ogromny, omywa różne dziedziny współczesnej kultury, wiąże się nierozerwalnie z codziennością — tak jak obyczaj i sztuka przenikają się we współczesności ze zjawiskiem trudnym i socjologicznie mało zbadanym, a zwanym na co dzień życiem rozrywkowym.
Czy książka ta odpowie generalnie na pytanie: co to jest jazz?
Chyba nie, chociaż jej ambicją jest zawarcie i przekazanie czytelnikowi pewnego kompendium. Powstaje jednak zagadnienie, czy w ogóle można na takie pytanie odpowiedzieć.

Trędowata Helena Mniszkówna 


Historia miłości trudnej, a jednocześnie doskonałej, zmysłowej i duchowo idealnej, a zakończonej tak, jak kończyły się największe romanse wszechczasów: Romeo i Julia czy Tristan i Izolda. W chwili, gdy już wydaje się, że kochankowie zwalczyli wszelkie przeciwności i szczęście jest na wyciągnięcie ręki, dopada ich ta, przed którą nie ma ucieczki. Śmierć. I jest to zakończenie idealne. Los Stefci Rudeckiej i ordynata Michorowskiego to los tragicznych kochanków, którzy jednak mówią do nas z odległej epoki: nie bójcie się i idźcie zawsze za odgłosem serca.
Zasługą Heleny Mniszkówny było to, że klasyczną formułę romansu ubrała w kostium narodowy i przeniosła w realia ostrych na przełomie XIX i XX wieku sporów o podziały i nierówności społeczne. Mezalians był jednym z najważniejszych tematów literatury polskiej dziewiętnastego wieku, wątek ten znajdziemy również w „Lalce” czy „Nad Niemnem”. Natomiast fakt, że fabułę książki umieszczono w świecie polskich dworów szlacheckich i pałaców magnackich spowodował, że po II wojnie światowej powieść stała się wręcz legendarna i zakazana, przez wiele lat krążyła tylko w odpisach.



Które książki najbardziej Was zainteresowały? 
Ja jestem bardzo podekscytowana "Małą Księżniczką" i "Wichrowymi Wzgórzami"! ♥ 

czwartek, 1 kwietnia 2021

"Zawisza. Czarna krzyże" Jacek Komuda – Premiera 14 kwietnia

Największe legendy spisane są krwią.

Najsłynniejszy polski rycerz, którego imię żyje do dziś: Zawisza Czarny.

Człowiek, którego słowo znaczyło więcej niż prawo. Ten, który za najwierniejszego giermka wziął syna
pokonanego wroga. Dla sługi, któremu dał słowo, sam zdobył oblężony zamek. Dla brata, wziętego do krzyżackiej niewoli, spali świat.

Stawał do walki tam, gdzie nikt już nie miał odwagi walczyć. A ludzie szli za nim, w ogień, pod deszcz strzał i bezlitosne ostrza. Po śmierć albo po zwycięstwo, ale zawsze za nim.

Historia wyjątkowego człowieka spisana ze swadą właściwą prozie Jacka Komudy, dbałość o szczegóły i realia historyczne, która zapewni rozrywkę na najwyższym poziomie i wielbicielom średniowiecznej historii i czytelnikom ceniącym przede wszystkim żywą, trafiającą w serce opowieść.





Jacek Komuda – zawodowy pisarz i historyk. Autor licznych powieści historycznych. Specjalizuje się w dziejach Rzeczypospolitej szlacheckiej. Otrzymał stypendium Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, przyznawane w ramach konkursu na scenariusz filmu historycznego. 

Wierny prawdzie, nie stroni od brutalnych, mocnych kart historii. Wskrzesza dawne obyczaje, postaci, zapomniane miejsca. Najważniejszym celem, jaki sobie stawia, jest przybliżenie i spopularyzowanie wśród czytelników historii Polski.

Jako jeden z nielicznych ludzi pióra uczestniczy w rekonstrukcjach historycznych jako XVII-wieczny polski husarz, pancerny i Lisowczyk, poznając w ten sposób realia dawnego pola walki. Na własnym koniu przejechał pół Polski, spory kawałek Ukrainy i jeszcze większy Karpat Wschodnich.

Zodiaki. Genokracja – Magdalena Kucenty

 

Tytuł: Zodiaki. Genokracja

Autorka: Magdalena Kucenty

Kategoria: Science-fiction

Wydawnictwo: Uroboros

Liczba stron: 463

Ocena: 6/10

"Zodiaki. Genokracja" otrzymałam w ramach współpracy z TaniaKsiąża.pl






Ile to razy zadawaliśmy sobie pytanie, co przyniesie przyszłość? Myślę, że każdy z nas ma nieskończoną liczbę takich pytań mających odniesienie do nas jako jednostki i do całego naszego społeczeństwa. Umiemy całkiem dobrze planować, umiemy przewidywać niektóre rzeczy, czasami umiemy też pokonać naturę. Jednak nadal nie mamy żadnej pewności, co czeka nas w przyszłości i czy wreszcie nasze umiejętności walki z naturą nie okażą się pozorne. Być może wtedy będziemy musieli drogo za to zapłacić. Lecz nic po moich rozważaniach, gdyż w żaden sposób nie przybliżają mnie do prawdy. Ale może pozwolą mi tworzyć przyszłą rzeczywistość. Kto wie... 

Capri należy do rodziny Zodiaków, które charakteryzują się niezwykłymi modyfikacjami genetycznymi, a Wieża, w której na co dzień mieszkają, jest owiana tajemnicą. Każde z rodzeństwa ma imię jak zodiakowa konstelacja gwiazd, każdy z nich jest eksperymentem i każdy z nich zaskakuje. Co potrafi sam Capri? Analizować dane i przewidywać pewne układy sytuacji. Brzmi dość matematycznie, ale daje olbrzymie pole popisu. Tym bardziej że u jego boku prawie zawsze można spotkać jego siostrę Picses. Pewna siebie, krwiożercza i opętana szaleństwem. Do czego może doprowadzić ten nietypowe duet?

O "Zodiakach" wśród czytelników robiło się coraz głośniej, a ja sama czytałam coraz to bardziej skrajne recenzje. Nie będę tutaj nic ukrywać – to stanowczo nie mój gatunek książkowy, ale narosłe kontrowersje tej powieści dały mi impuls, bym i ja po nią sięgnęła. Tym bardziej że wydaje mi się ona naprawdę mocno fascynująca. Na granicy science fiction, antyutopii i fantasy – gatunków tak do siebie podobnych, ale jednak różniących się na wielu płaszczyznach. Historia obiecywała, że motywy zaczerpnięte ze schematycznych, choć często też już klasycznych dzieł, zostaną wykorzystane w sposób nowy i z powiewem nutki świeżości. Nie mogłam się oprzeć, by sama nie odkryć tajemnic skrywanych za tą powieścią. 

Jednak idąc tradycyjnym tropem, chciałabym się skupić na stylu autorki, który początkowo wydawał mi się wyjątkowo przyjemny i łatwy w odbiorze, co pozwoliło mi czytać w zawrotnym tempie. Z czasem ta tendencja zaczęła się zmieniać i coraz mocniej odczuwałam brak dopracowania i harmonii, a te aspekty bardzo cenię. Narracje przestały ograniczać się wyłącznie do Koziorożca i mogłam poznać lepiej innych bohaterów. Zabieg intrygujący, ale w tym przypadku całkowicie nieudany, gdyż narracje były do siebie zbyt podobne, by zdać sobie sprawę, o kim tym razem mówi narrator. Bez wątpienia częściowo psuło to indywidualność poszczególnych postaci. 

Co do fabuły, to tutaj muszę również popuścić wodzę mojej frustracji, ponieważ ponownie dominuje nierównomierność i chaos. Pojawiały się wątki, które wspaniale oddawały klimat książki i pozwalały zagłębić mi się w ten unikatowy świat. Lecz szczęście nie trwa wiecznie, więc były też wydarzenia całkowicie bezbarwne i niosące ze sobą monotonnie. Pojawiało się zbyt dużo luk i niespójności, by ślepo podążać za opowieścią. Długo wierzyłam, że to po prostu brak wiedzy czytelnika, który z czasem zostanie wyjaśniony, a ja poczuję satysfakcję. Niektóre wątki odpłynęły w toń nigdy nie rozwiązane. 

Najmocniejszą stroną całej powieści bez wątpienia są dla mnie bohaterowi, którzy w dużej mierze odznaczają się indywidualnością – wbrew problematycznej narracji. Choć postaci było na tyle dużo, by epizodyczni całkowicie ginęli w tłumie. Moją sympatię zyskał Capri, wyróżniając się spokojem oraz niesamowicie ludzkimi emocjami. Tworzyło to aurę tajemnicy przy młodym mężczyźnie i w wielu sytuacjach nie pozwalało poznać jego prawdziwej osobowości. Samej Picses nie polubiłam, ale bez wątpienia doceniam ją jako postać literacką. To właśnie ona dodawała barw historii i tego poczucia nieprzewidywalności. Problem pojawiał się przy przedstawieniu ich relacji. Dla mnie to koszmarny wątek. W tym momencie pozwolę sobie na małe zdradzenie fabuły – rodzeństwo łączy relacja romantyczna i seksualna. Jednak warto wyjaśnić, że nie jest to rodzeństwo biologiczne, więc tutaj każdy według swoich przekonań może zdecydować się, czy mu to przeszkadza, czy też nie. Ale nie w tym rzecz. Dla mnie ich relacja jest po prostu pusta. Jako czytelnicy dostajemy wyłącznie słowa, które mówią o ich przywiązaniu, miłości i wspólnej historii. Za tymi słowami nic się nie kryje, a my musimy wierzyć ślepo, że tak właśnie jest, nie dostając żadnych dowodów potwierdzających ich więź. 

Warto byłoby napisać również kilka słów o uniwersum, choć tutaj to za duże słowo. Świat ma potencjał i możliwości, by rozbudować go, dając poczucie panoramiczności. Niestety ginie on i przez liczne luki fabularne oraz brak jakichkolwiek reguł poza zwykłą hierarchią traci swoją pozornie fascynującą aurę. 

Tematyka w bardziej poważnym tonie również pojawia się w książce, ponieważ wyraźnie przez historię przedziera się motyw wolności i podziału społeczeństwa. Mogłam obserwować świat, gdzie wartość człowieka jest liczona poprzez punkty i to one świadczą o możliwościach. Dominujące modyfikacje genetyczne, dają też możliwość, by tworzyć kult tak zwanych czystych osób. Tak tworzą się systemy wręcz skrajnych klas społecznych, gdzie hierarchia jest jedynym prawdziwym bogiem, a o wolności wiele ludzi może tylko pomarzyć. Jednak wracając do wątku romantycznego, możemy między Picses a Capri szukać też oznak toksycznej miłości i tego, jak daleko jest w stanie się posunąć, by trwać dalej. 

"Zodiaki. Genokracja" dały mi wiele godzin przyjemnej rozrywki, ale niosły też mocne rozczarowanie treścią. Być może sama stworzyłam sobie obraz tajemniczej powieści i nic nie mogło spełnić moich oczekiwań. Ale wad jest zbyt wiele, by móc bez zastanowienia powiedzieć, że to dobra książka. Niemniej widzę też zalety, które inni czytelnicy mogą docenić o wiele bardziej niż ja. 

Więcej podobnych książek możecie znaleźć w dziale nowości na TaniaKsiążka.pl

wtorek, 30 marca 2021

UDERZENIE Tom 2 Wojen Palladowych Marko Kloos – PREMIERA 9 kwietnia!

Gdy ktoś znajdzie się po niewłaściwej stronie rozpętanego nierozważnie konfliktu, zazwyczaj płaci za to wysoką cenę. W przypadku Adena Jansena oznacza to konieczność przyjęcia nowej tożsamości i ukrywania przeszłości. Przeszłość ma jednak to do siebie, że lubi o sobie przypomnieć. Oczywiście, w najmniej odpowiednim momencie.

Okupowana Gretia, rozdarta pomiędzy reformatorami a lojalistami, ponownie staje się areną krwawych rozgrywek. Świetnie zorganizowani buntownicy są gotowi do wywołania powstania na niespotykaną dotąd skalę. Nadchodzi nieuniknione starcie, z którego tylko nieliczni ujdą z życiem, a nikt nie wyjdzie bez ran.

Wielka polityka, spiski, zaciekła walka z bronią w ręku – ta wojna będzie się toczyć na wielu frontach. A każdy z nich spłynie krwią.

Nieuchronnie nadchodzi moment, w którym Aden musi zadać sobie pytanie kim jest, komu może ufać i o co powinien teraz walczyć.


Powieściopisarz, dziennikarz i nieopłacany służący dwójki małych dzieci.
Ukończył Viable Paradise SF/F Writers’ Workshop.
Pisze przede wszystkim science-fiction i fantasy, ponieważ pasjami uwielbia te gatunki, odkąd mógł sobie wyrobić pierwszą kartę biblioteczną. Bywał również żołnierzem, księgarzem, dokerem, robotem z działu obsługi technicznej i administratorem sieci w korporacji.
Urodził się w Niemczech, lecz teraz mieszka z żoną i dwójką dzieci w amerykańskim stanie New Hampshire. Ich kwatera główna, Mroźny Zamek, strzeżona jest przez wędrowną sforę jamników.








Czytaliście pierwszy tom? Nie możecie doczekać się drugiego? ♥

poniedziałek, 29 marca 2021

Tamten świat – Marcin Cieśla

 

Tytuł: Tamten świat

Autor: Marcin Cieśla

Ilustrator: Marcin Cieśla

Kategoria: Komiks

Wydawnictwo: Novae Res

Ocena: 6/10








Nieraz, nie dwa słyszymy o teoriach dotyczących alternatywnych światów, załamań czasoprzestrzennych i zjawiskach paranormalnych. Zapewne osoby, które nie interesują się tą tematyką, w ogóle nie zwracają uwagi na różnorodne doniesienie. A jak już, to patrzą na nie z przymrużeniem oka. Osobiście uwielbiam takie opowieści i często sama zastanawiam się, czy to możliwe, że jako ludzie nie dostrzegamy wszystkiego. Jako dziecko obserwowałam mrówki i wydawało mi się fascynujące, że one widzą przestrzeń w 2D. Nie zdają sobie sprawy, że istnieje inny wymiar wokół nich. A jeśli my też nie zdajemy sobie sprawy z tego, że istnieją inne wymiary, inne przestrzenie albo nieodbierane przez nas zjawiska? 

Taya jest zwyczajną uczennicą, która, jak większość osób w jej wieku, lubi spędzać czas na spotkaniach ze znajomymi i rożnego typu rozrywkami. Pewnego późnego wieczora wpada na małą dziewczynkę. Dziecko nie chce odpowiadać na jej pytania i nagle znika w niewyjaśniony sposób. Lecz pewnego dnia Taya znowu dostrzega dziewczynkę, ale tym razem mała prowadzi ją w nietypowe miejsce, bo na cmentarz. Pokazuje jej tam coś wstrząsającego i zmieniającego całe życie nastolatki. Co to jest? Co czeka w przyszłości Tayę? I czy nasz świat jest dokładnie taki, jakim nam się wydaje? 

Już od kilku miesięcy mam niesamowitą ochotę przeczytać jakiś komiks. Co prawda stawiałam raczej na mangę, ale nie mogłam się zdecydować. Tymczasem w moje ręce trafił komiks "Tamten świat". Od początku jego treść wydawała mi się intrygująca i całkowicie przyciągała moją uwagę. Spodziewałam się, że ta graficzna historia będzie w stanie przełamać wiele schematów i stereotypów, zaskakując mnie niesztampowością i świeżym spojrzeniem na tematykę. Czy tak właśnie było? 

Ze smutkiem muszę przyznać, że sama fabuła bardzo mnie zawiodła i w ogóle nie spełniła moich oczekiwań. Przede wszystkim wydawała mi się całkowicie niepotrzebnie przyśpieszona, przez co traciła na logice i spójności. Momentami występowały olbrzymie luki fabularne, więc nie byłam w stanie zrozumieć wszystkich treści. W tym momencie upadł cały mój mit o niekonwencjonalności. Nie miało dla mnie większego znaczenia unikatowe spojrzenie, kiedy było tak bardzo niedopracowane. 

Sama tematyka bez wątpienia niesie ze sobą wiele wartościowych refleksji. Od pierwszych chwil uświadamia przemijalność człowieka i przypomina, że każdy z nas codziennie podejmuje niezliczoną ilość decyzji, które wpływają krok po kroku na kolejne dni, by nas doprowadzić do samego końca. Lecz nieodzowne pytanie – co jest na końcu? Tutaj możemy iść według własnych przypuszczeń lub wiary. Tymczasem w "Tamtym świecie" dostajemy jedno rozwiązanie, które możemy przemyśleć. W tym wszystkim wybrzmiewają też konsekwencje naszych działań. 

Do samych bohaterów niestety w ogóle się nie przywiązałam. Okazali się dość banalni i niewychodzący poza książkowy papier. Nie czytam zbyt wiele komiksów, ale w tym ewidentnie brakowało mi poczucia utożsamienia się i zwykłego kibicowania danej postaci. Tayi w ogóle nie polubiłam i nie jestem w stanie zrozumieć, czemu zachowywała się w taki, a nie jakiś inny sposób. Aczkolwiek polubiłam jej przyjaciółkę Aris. Z niej przebłyskiwała niepowstrzymana energia i magnetyzujące szaleństwo. Mimo że nie niosło to ze sobą większych uczuć wobec jej osoby, to raczej miło ją pamiętam. 

Ostatnim aspektem, który chcę poruszyć, jest kreska autora. Nie mam żadnego plastycznego wykształcenia, jednak całe życie rysuję i mam pewnego rodzaju wymagania. Niestety i tutaj moje oczekiwania nie zostały spełnione, ponieważ rysunki wydają mi się po prostu przeciętne. W żaden sposób nie oddziaływają na moją wyobraźnię, co patrząc, że mam do czynienia z komiksem, raczej smutne.  

Skrytykowałam wiele aspektów "Tamtego świat", jednak mimo tych wad muszę przyznać, że bawiłam się przy czytaniu i tak dobrze. Z tego względu nie żałuję, że zdecydowałam się na ten komiks i też Wam nie odradzam. Być może niektóre minusy nie przeszkadzają Wam tak bardzo jak mi. Bez wątpienia całość czyta się szybko, a po przeczytaniu pozostaje parę wartościowych refleksji. 

Egzemplarz prasowy Sztukater.pl

piątek, 26 marca 2021

"Cień Utraconego Świata" James Islington - PREMIERA już 5 maja! ♥

Debiut Islingtona tak bardzo rozpierniczył system, że umieściłam go w topce najlepszych powieści fantasy, jakie kiedykolwiek czytałam!

BookReviews by Anita



Nie ufaj niczemu, nawet własnemu umysłowi

Oto świat, w którym magia jest oczywista, niczym istnienie dobra i zła. I podobnie jak zło, do cna znienawidzona.

Oto świat, który za chwilę przestanie istnieć. Z północy nadciąga zagłada, a jedyne, co może stawić jej czoła to właśnie wzgardzona i osłabiona magia.

Młody Davian wyrusza w niebezpieczną podróż na północ. U boku ma przyjaciela a za plecami zostawia zniszczenie, śmierć i grozę. Mimo strachu, każdego dnia wędruje dalej, wszak od powodzenia jego misji zależą losy świata. No, chyba, że jego misja polega na czymś zupełnie innym, niż sądzi i właściwie został wysłany na śmierć.

Może też być tak, że przyjaciel, który dzielnie kroczy u jego boku jest tak naprawdę kimś zupełnie innym, dawny wybawca poświęci go bez mrugnięcia okiem a bohatersko uratowany dzieciak okaże się silniejszy, niż cała drużyna wybawców. Może też być zupełnie inaczej.




JAMES ISLINGTON to australijski pisarz, autor bestsellerowej „Trylogii Licaniusa”. Urodził się w 1981 roku i wychował w południowej Wiktorii.
Zanim został pisarzem, prowadził start-up technologiczny. I chociaż zawsze podobał mu się pomysł napisania książki, na poważnie zajął się tym dopiero w wieku 30 lat.
Jak sam przyznaje, największy wpływ miała na niego twórczość Raymonda E. Feista oraz Roberta Jordana, a do stworzenia własnej powieści zainspirowały go cykle „Z mgły zrodzony” Brandona Sandersona oraz „Kroniki królobójcy” Patricka Rothfussa.
„Cień utraconego świata” zaczął pisać w lutym 2011 roku, a w 2014 wydał go metodą self-publishing. Książka zebrała bardzo pozytywne opinie krytyków. Autor chwalony był za styl, złożoną magię, intrygi polityczne i rozbudowaną galerię postaci. Niecały rok później podpisał kontrakt z Orbit Books na kontynuację serii – „An Echo of Things to Come” (2018) i „The Light of AllThatFalls” (2019).
Islington stwierdził, że praca nad kolejnymi tomami była znacznie bardziej stresująca niż pisanie debiutanckiej powieści, częściowo z powodu większej presji związanej z umową 
z dużym wydawnictwem.
James Islington mieszka z żoną i dwójką dzieci na półwyspie Mornington w Wiktorii.





Islington zbudował świat ze wszystkimi fantastycznymi elementami gatunku: niepowtarzalną, wielowymiarową magią, przerażającymi zagrożeniami biorącymi początek z legend, rozmaitymi intrygami politycznymi  i wieloma niezwykłymi postaciami o niejednoznacznych motywacjach. Fani epickiej fantastyki nie będą zawiedzeni.
PublishersWeekly

Rewelacyjnie opowiedziana historia, która rzadko się zdarza w debiucie… Fani Roberta Jordana i Brandona Sandersona będą zachwyceni.
Guardian

Nieoczekiwane zwroty akcji, fascynujący świat przedstawiony i czarujący początek historii miłosnej. To porywające i pierwszorzędne dzieło domaga się kontynuacji
Booklist

Cień utraconego świata to niezwykle wciągający debiut fantasy… 
Złożone historie, fascynujące postacie i oryginalny magiczny świat, składają się na fenomenalną lekturę, pełną mnóstwa tajemnic.
Book Reporter

Pokochaliście The Wheel of Time Roberta Jordana?  „Cień utraconego Świata” wkrótce stanie się Waszą nową ukochaną serią.
B&N SF & Fantasy Blog



Planujecie czytać? Ja na pewno! Już nie mogę się doczekać ♥

środa, 24 marca 2021

Pan Zło – Michał Długa

 

Tytuł: Pan Zło

Autor: Michał Długa

Kategoria: Literatura piękna

Wydawnictwo: Borgis

Ocena: 6/10









Zło drzemie w każdym z nas – to odwieczna prawda, którą ze starannością próbujemy ukryć. W końcu teoretycznie propagujemy czynienie dobra i bycia bliźnim dla wszystkich. Dla mnie te słowa zahaczają już o komizm, ponieważ według mojej opinii nasz świat nie jest ani dobry, ani zły. Istniejemy i posiadamy władzę, by go kreować. Wydaje nam się, że jest ona niczym nieograniczona. To złudna gra pozorów, za którą pewnego dnia zapłacimy. Jednak ten dzień jeszcze nie nadszedł dzisiaj, dlatego mimo swojego sceptycznego nastawienia, wierzę, że warto walczyć o dobro i pokonywać swoje mroczne oblicze na tyle, na ile jest to możliwe. Kto wie, może kiedyś uda nam się przechylić szalę w stronę dobra. A może już znajdujemy się nieodwołalnie po stronie zła. 

Tomasz z wnikliwością obserwuje otaczający go świat. Tak jak większość ludzi codziennie chodzi do pracy, wykonuje machinalnie obowiązki i marzy, że pewnego dnia zmieni świat na lepsze. Jego pragnienia pozostają w sferze myśli, lecz często przejmują nad nim kontrolę i pozwalają błądzić w innych rzeczywistościach – tych o wiele lepszych. Lecz Tomek ma też swoje mniej przyjemne oblicze, które znajduje ujście w godzinach poświęconych na gry komputerowe i pornografię. Czy tak ma być już zawsze? Czy bohater jest w stanie przełamać schematy narzucone sobie przez niego samego? Na jakim świecie tak naprawdę żyjemy? 

Gdy pierwszy raz zobaczyłam okładkę tej książki, zostałam zaczarowana i już wiedziałam, że muszę przynajmniej sprawdzić, o czym dokładnie jest. Moja fascynacja momentalnie pogłębiła się, kiedy w pierwszych trzech zdaniach odnalazłam Junga i Freuda, którzy w swoim czasie rozpoczęli szerzenie psychologii. Co prawda obecnie ich poglądy wydają się być momentami niedorzeczne, ale między innymi to im zawdzięczamy współczesne odkrycia nauki o duszy. I tak o to dwa pojęcia sprawiły, że postanowiłam sięgnąć po powieść, a moje oczekiwania zostały wygórowane. Czy "Pan Zło" to obiecana odpowiedź na niezadane pytania? Czy byłam w stanie stanąć razem z Tomaszem do walki o jego duszę? 

Od pierwszych stron ujęcie tej opowieści wydawało mi się niesztampowe. Miałam wrażenie, że będzie na każdym kroku łamać schematy i obnaży to, co z taką pasją ukrywamy. Taki niekonwencjonalny pomysł kusi i daje nadzieję na niesamowitą ucztę literacką. To świeże spojrzenie na problem jednostki i zarazem całego świata intrygowało i popychało, by czytać dalej. Natomiast unikatowy styl autora pozwalał na jeszcze więcej. Choć w którymś momencie musiał pojawić się jakiś mankament, małe niedopatrzenie. W moim przypadku był to przyjemny odbiór. Pewnie teraz się dziwicie, o co mi konkretnie chodzi. Lekkie pióro ma olbrzymią zaletę w postaci szybkiego i miłego czytania, lecz przy tak poważnym temacie, który bez wątpienia zahacza o egzystencjalizm, kpi on z czytelnika i podkreśla każde najmniejsze niedopracowanie. Najchętniej "Pana Zło" widziałabym jako skomplikowaną w odbiorze metaforę ludzkiego życia. Zdaję sobie sprawę, że tutaj wiele z Was ze mną się nie zgodzi, bo jest to przesadne oczekiwanie. Mimo to nie jestem w stanie zaakceptować pewnego rodzaju ujmującej treści prostoty. 

Fabuła w porównywaniu do języka pisarza trzyma poważniejsze tony i podkreśla całą metafizyczność historii. Dzięki temu czytelnik może pozwolić sobie na bardziej dogłębną analizę poruszanych treści i odnaleźć samego siebie wśród alegorii naszego własnego życia. Co prawda wymaga to nie lada zaangażowania, skupienia i pewnej dozy szczerości, ale efekty mogą okazać się naprawdę dojmujące i satysfakcjonujące. 

Bo jakie tematy tak naprawdę porusza "Pan Zło"? Mam ochotę odpowiedzieć w najbardziej potoczny i w tym przypadku niedorzeczny sposób – bardzo mądre. To przedstawienie choroby systemu, w jakim żyje ludzkość. Ukazanie krok po kroku mechanizmów zepsutych i roznoszących truciznę w człowieczeństwie. Wizja dehumanizacji powstającej z ulegania pokusom i wierzenia w złudne i całkowicie niepotrzebne wartości. Tak się tworzy zło i tak rozpoczyna odwieczna walka między dobrem i właśnie tym złem. Walka, która się toczy na płaszczyźnie pojedynczych istnień, jak i całych państw, by dojść ostatecznie do ogółu istnienia gatunku ludzkiego. 

Tak jak na początku zwróciłam uwagę na pomysł, tak podtrzymuję swoje zdanie, że jest on fascynujący i pozwalający na wejrzenie w głąb siebie. Jest też zarazem największą zaletą całej powieści. Niestety na innych poziomach powstaje zbyt dużo luk i niedopracowania, których nie da się zatuszować wyłącznie intrygującą ideą. Szkoda, że pisarz jeszcze bardziej nie rozwinął tematu i nie dopracował całości. Mimo to powieść dała mi wiele tematów do przemyśleń. 

Książkę otrzymałam z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl

niedziela, 21 marca 2021

Chłopiec, który przeżył Auschwitz. Historia prawdziwa – Tomasz Wandzel


Tytuł: Chłopiec, który przeżył Auschwitz. Historia prawdziwa

Autor: Tomasz Wandzel

Kategoria: Literatura piękna, literatura faktu

Wydawnictwo: Wydawnictwo MG

Liczba stron: 219

Ocena: 9/10







Są fikcyjne historie, które przerażają i wywołują ciarki. Są historie pozornie prawdziwe, które wywołują strach. I są przerażające historie, które są zbyt rzeczywiste, zbyt prawdziwe, by w nie uwierzyć. A jednak wydarzyły się naprawdę i jakkolwiek chcielibyśmy je zmienić, zapomnieć o nich lub uznać za wymyślone, one wydarzyły się naprawdę, ich uczestnikami byli realni ludzie i do dzisiaj nie brakuje dowodów, by zaprzeczyć. Dla mnie taką historią są obozy koncentracyjne, w tym najbardziej rozpoznawalne Auschwitz. Pragnęłabym, żeby to był tylko wymysł czyjeś chorej wyobraźni. Coś, co przeraża, ale jest wyłącznie opowieścią. Dobrze wiemy, że śmierć ludzi ginących w obozach były prawdziwa, a cierpienie niewyobrażalne dla nas. Mogę pragnąć nie przyjmować do siebie, że ludzie są takimi potworami i są zdolni do tak okrutnych rzeczy. Jednak tym ludziom, którzy tam umarli i którzy cierpieli, należy się pamięć i szacunek. Należy się im też obietnica, że nigdy więcej do tego nie dojdzie. Ale takiej obietnicy nie możemy dać i jeśli przejrzymy cały świat, myślę, że już dawno zawiedliśmy jako ludzkość. Czemu zaczynam od tak poważnej tematyki?

Grisza był małym chłopcem mieszkającym na Białorusi, gdy zaczęła się druga wojna światowa. Był zbyt mały, by rozumieć, co tak naprawdę się dzieje. Obserwował, jak hitlerowcy palili domy w jego wiosce, jak strzelali i jak sam wraz z rodziną zamieszkał w lesie. Lecz pewnego dnia jego ojciec został zabity, a on wraz z mamą, babcią i rodzeństwem musiał wsiąść do pociągu. Dowiedzieli się, że zostali przesiedleni. Dopiero później zrozumieli, że pociąg jedzie do obozu pracy Auschwitz. Od tej pory Grisza musi poradzić sobie w obozowym świecie, gdzie jest tylko jedna zasada – nie dać się zabić. Chłopiec dzień w dzień powtarzał to, by doczekać wyzwolenia i przez następne lata przemierzać najróżniejsze sierocińce. Ile lat musiało minąć, by Grisza po raz pierwszy opowiedział swoją prawdziwą historię? Ile mógł pamięć z dziecięcych lat? A raczej czy był w stanie zapomnieć cokolwiek? 

Tematyka wojenna i obozowa jest często spotykana w literaturze. Mijają lata, a my musimy przyznać, że nadal minęło ich za mało, by zapomnieć piekło stworzone przez samych ludzi. W gimnazjum i liceum czytaliśmy liczne książki, gdzie zaznajamialiśmy się z faktami z pierwszej i drugiej wojny światowej. Samo wyobrażanie sobie tych wydarzeń i świadomość, że są prawdziwe, wywołują traumatyczne odczucia. Jednak mimo tego zdecydowałam się zapoznać z książką "Chłopiec, który przeżył Auschwitz". Ta opowieść wywołała wiele emocji buzujących we mnie jeszcze wiele dni po przeczytaniu i zarazem przesądziła, że chyba więcej już nie chcę wiedzieć. Jesteście gotowi zagłębić się w obozowe piekło, by pamiętać, że to jeszcze niedawna rzeczywistość?

Autor przedstawia całą historię poprzez prosty i bardzo przystępny w odbiorze styl. Dzięki temu książka może mieć wiele odbiorców i czyta się ją bardzo szybko. Opisy różnych wydarzeń czy samego obozu są bardzo obrazowe, choć zachowują optymalność. Pozwalają na wyobrażenie sobie obozowej rzeczywistości i tego, co przeżywał mały Grisza, ale nie są też na tyle obciążające psychicznie, by wrażliwsi czytelnicy nie byli w stanie czytać dalej. Pisarz zdobył również mój szacunek poprzez ukazanie tego piekła oczami małego dziecka, by później umieć dalej prowadzić narrację, gdy Grisza jest nastolatkiem i musi zmierzyć się z traumatycznymi wspomnieniami z dzieciństwa. Jest to zabieg trudny, ale przy takiej książce niezmiernie ważny, ponieważ odpowiednie przedstawienie postrzegania poprzez wiek jest konieczne, by zrozumieć różnicę w odczuwaniu chłopca. 

Cała powieść jest bardzo poruszająca i wywołuje wiele emocji. Każda strona naszpikowana jest wieloma wewnętrznymi przeżyciami bohatera i razem z nim jesteśmy zmuszeni, by czuć. Brzmi to przerażająco i nachalnie, ale jakie to ma znaczenie dla nas, w kontekście tego, że ludzie, w tym główny bohater, który jest naprawdę żyjącą osobę, musieli przeżyć to na własnej skórze? Tylko tyle możemy teraz zrobić – choć trochę spróbować zrozumieć i wyobrazić sobie. Takie odczucia wywołuje właśnie ta książka. Dzięki dopiskom na końcu książki czytelnik nie może mieć już wątpliwości, że historia jest oparta na faktach i mimo dozy fikcji wiele wydarzeń zgadza się z rzeczywistością. Tym bardziej że autor nie ograniczył się tylko do obozu. Podzielił książkę na trzy główne części: jak Grisza dostał się do obozu, jak radził sobie tam i jak radził sobie już po wyjściu. Dzięki temu można zaobserwować panoramiczny obraz człowieka i zmian, które dokonały się poprzez cierpienie. 

Muszę przyznać, że już dawno żadna książka nie wpłynęła na mnie tak intensywnie. Gdy ją przeczytałam, nie mogłam przestać myśleć o Griszy, obozach i tym, co się w nich działo. W nocy na nowo śniła mi się ta historia, by towarzyszyć mi jeszcze wiele dni. Właśnie przez to piszę recenzję dopiero po jakimś czasie. Nie byłam w stanie napisać jej od razu. Auschwitz i inne obozy są najlepszym dowodem, że tak naprawdę ludzie są sobie największymi wrogami i potworami. Jak można było wymyślić coś takiego? Jak można było to zastosować? Tym bardziej że obozy nie są wcale pomysłem nazistów. Były już wcześniej, zostały wykorzystane przez hitlerowców, by nadal pozostać w użyciu w innych rejonach świata. Do tego nie powinno nigdy dojść. 

Warto byłoby jeszcze wspomnieć coś o kreacji bohaterów, ale wydaje mi się, że tak zwykłe określenie jest niewłaściwe. Tutaj mowa o człowieku, który nie jest wymyśloną postacią tylko żywym człowiekiem. Chodzi o jego historię, o to, co przeżył i że przeżył. To niesamowite połączenie całkowicie indywidualnej opowieści i metafory wszystkich osób, które były w obozach. Co można powiedzieć o samym Griszy? Bez wątpienia to człowiek o wyrazistym, trudnym do zapomnienia charakterze. Potwierdzają to choćby zapiski z końca książki. Wywołał on we mnie niesamowity podziw zmieszany ze zwykłą sympatią. W dalszej części przyszedł czas na smutek, współczucie, ale i radość, że przeżył i radzi sobie. 

"Chłopiec, który przeżył Auschwitz. Historia prawdziwa" to poruszająca książka, która niesie ze sobą wiele emocji, wiele przemyśleń i nie daje się po prostu zapomnieć. Można czytać naprawdę dobre fikcyjne powieści, które uczą, ale takie jak ta, zawsze będę królować, przypominając prawdziwe i przerażające wydarzenia. 

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa MG


Marcowe MG ♥

 Rycheza, pierwsza polska królowa. Miniatura w czerni i czerwieni Janina Lesiak



Rycheza Lotaryńska – żona Mieszka II i matka Kazimierza Odnowiciela, pierwsza polska królowa, przypomina postać ze średniowiecznej miniatury malowaną złotem, purpurą, bielą i czernią.
Nielubiana przez polskich kronikarzy, dziejopisów i historyków, niedoceniana i prawie nieznana, była kobietą mądrą, dumną, przenikliwą i wyrastającą ponad czasy, w których żyła.
Janina Lesiak po swojemu próbuje zdjąć z obrazu królowej Rychezy patynę minionego tysiąclecia i pokazać kobietę zaskakująco nowoczesną, wykształconą, samodzielną, rozumiejącą potrzebę pokojowego współistnienia w Europie, zjednoczenia narodów poprzez pokojową współpracę, kulturę i wzajemną tolerancję.
Los jej nie oszczędzał; przeżyła zdradę, śmierć najbliższych, upokorzenie i lęk o życie swoje i dzieci. Nie poddała się i nie pozwoliła się obrażać ani lekceważyć. Zadbała o przyszłość syna i tak go wychowała, aby potrafił scalić i odbudować upadające państwo. Bez Rychezy byłoby to niemożliwe…
Do końca życia tytułowała się Regina Poloniae. Najwyraźniej była z tego dumna.

Dziennik 1954 Leopold Tyrmand


Nie przypadkiem w tytule tej książki znalazła się data jej powstania. Stało się tak przede wszystkim dlatego, że „Dziennik 1954” jest kroniką określonego czasu, i to czasu jak na dziennik wyjątkowo krótkiego: nie jednego roku nawet, lecz zaledwie jednego kwartału, okresu od 1 stycznia do 2 kwietnia 1954. Stało się tak też dlatego, że w postaci książki dziennik Tyrmanda ukazał się po raz pierwszy po ćwierćwieczu od napisania, w roku 1980 i autor pragnął zaznaczyć ten dystans. Stało się tak wreszcie chyba dlatego, że rok 1954 był w biografii i twórczości Tyrmanda rokiem przełomowym.

Kim był Leopold Tyrmand przed rokiem 1954? Mimo młodego wieku wiele miał już za sobą. Urodzony 16 maja 1920 w Warszawie w zasymilowanej rodzinie żydowskiej, po maturze wyjechał do Paryża, by w tamtejszej Akademii Sztuk Pięknych studiować architekturę (1938-39). Z początkiem wojny znalazł się w Wilnie. Aresztowany w kwietniu 1941, został skazany na dwadzieścia pięć lat więzienia za „konspirację antylitewską”. Z wybuchem wojny niemiecko-radzieckiej mógł więzienie zamienić na roboty przymusowe. Imał się różnych prac: był robotnikiem i kelnerem, kreślarzem i palaczem, wreszcie marynarzem. W tej ostatniej roli spróbował ucieczki; schwytany w Norwegii, trafił do obozu koncentracyjnego. Pobyt w Norwegii przyniósł Tyrmandowi znajomość języka norweskiego i materiał do pierwszej książki – Hotel Ansgar (Poznań, 1947). Po powrocie do kraju (1946) Tyrmand pracował najpierw jako dziennikarz w „Expresie Wieczornym” i „Słowie Powszechnym”. W latach 1947-49 był członkiem redakcji „Przekroju”, w roku następnym rozpoczął stałą współpracę z „Tygodnikiem Powszechnym”. Praca ta skończyła się z chwilą odebrania pisma prawowitym redaktorom i przejęcia go przez Jana Dobraczyńskiego (1953).

Na plebanii w Haworth Anna Przedpełska-Trzeciakowska 


Yorkshirskie wrzosowiska - gdzie chrapliwe krzyki szkockich kuropatw przywodzą na myśl wołania Makbetowskich czarownic, gdzie strumień wzbiera po roztopach, a wczesną jesienią falujące wzgórza okrywają się gęstą warstwą liliowych wrzosów i rudych, szorstkich traw. To tam właśnie, urodzone i wychowane w małej parafii Haworth hrabstwa York, siostry Brontë pozostawiły po sobie kilka genialnych książek, które przeszły do kanonu literatury światowej. Ich życie to jedna z najbardziej tajemniczych i fascynujących opowieści w historii literatury.

Nie były piękne. Nie były zamożne. Nie podróżowały po świecie, bo każdą dłuższą rozłąkę z domem ciężko odchorowywały. Nie miały szczęścia w miłości. Chyba w ogóle nie miały szczęścia. Ale miały siebie nawzajem. One trzy:  Emily, Anna, Charlotta i brat Branwell.

Pełna ciepła i zrozumienia biografia Anny Przedpełskiej-Trzeciakowskiej  chronologicznie i metodycznie wprowadza nas w dzieje skromnej rodziny wiejskiego proboszcza, jego słabowitych, szalenie utalentowanych dzieci, maluje obrazy trzech sióstr spacerujących wieczorem wokół stołu i snujących opowieści o dalekich krainach, opowiada o ich krótkim, czasem monotonnym, czasem nadspodziewanie burzliwym życiu i nieubłaganej śmierci tak często nawiedzającej ich plebanię.

Cywilizacja komunizmu Leopold Tyrmand



Życie w komunizmie było piekłem, ale nie dla wszystkich. Było piekłem dla ludzi dobrej woli. Dla uczciwych. Dla rozsądnych. Dla chcących pracować z pożytkiem dla siebie i dla innych. Dla przedsiębiorczych. Dla tych, którzy chcieli coś zrobić lepiej, wydajniej, ładniej. Natomiast doskonale powodziło się w nim służalcom, oportunistom i konformistom.
Tyrmand uważał komunizm za najgorszą plagę jaka spotkała ludzkość, dlatego napisał tę książkę.

Waverley Walter Scott


Piękna i romantyczna opowieść rozgrywająca się na tle wydarzeń 1745 roku w Szkocji – powstania szkockich jakobitów, czyli zwolenników zrzuconej w czasie rewolucji 1688 roku z tronu angielskiego dynastii Stuartów.
Jakobityzm był w Szkocji, a zwłaszcza wśród górali, niezwykle mocno zakorzeniony, wiązał się bowiem nierozłącznie z walką o niezależność narodową i o odrębność kulturalną. Prześladowanie przez Anglików szkockiej dynastii Stuartów uczyniło ją w oczach wielu Szkotów symbolem prześladowań i klęsk samej Szkocji.
W miarę czytania powieści coraz bardziej zaprzyjaźniamy się z jej bohaterami, coraz głębiej przejmują nas ich losy. Wzrusza i śmieszy stary baron. Przeraża twardość charakteru Flory; od początku czujemy w otaczającej atmosferze zalążek przyszłej tragedii. Przejmuje nas do głębi wierność Evana Maccombicha, której zachwiać nie potrafiła nawet groza śmierci. Zamykamy książkę z poczuciem żalu, że już się skończyła, albowiem dzięki swemu talentowi Scott potrafił w nas rozbudzić najwyższe zaciekawienie przeszłością swego kraju, a przy tym sięgnął po temat wielki ze względu na zawarty w nim ładunek brzemiennych w skutki wydarzeń historycznych. Pisarz każe nam głęboko przeżywać tragedie i radości swoich bohaterów, pobudza i rozwija naszą wyobraźnię.

Syn człowieczy Emil Ludwig


Próba przedstawienia czysto historycznego życiorysu Jezusa z Nazaretu, Jezusa człowieka, nie Chrystusa Zbawiciela. Autor nie dotyka  teologii, która przyszła później i która jest mu obca; opowiada on tę historię raczej tak, jakby nic nie wiedział o światowych następstwach życia Jezusa, ponieważ i Jezus ani o nich wiedział, ani ku nim zmierzał.
Obraz tego człowieka trudny jest do namalowania. Chodzi o opisanie męża, o którym do trzydziestego roku jego życia nie wiemy prawie nic, nie znamy nawet jego rysów, tego zwierciadła serca, a następnie na przestrzeni jakichś dwóch lat aż do jego przedwczesnej śmierci spotykamy tylko sprzeczności. Albowiem cztery jedyne dokumenty, a mianowicie ewangelie, przeczą sobie wzajemnie i spotykają się z przeczeniem nielicznych źródeł pozachrześcijańskich; a więc nawet ten skromniutki materiał, który po wyłączeniu powtórzeń liczy zaledwie jakieś pięćdziesiąt stron druku, trzeba poddać osobnej rewizji.
Pewnego nie ma nic, prócz początku i końca, chrztu i procesu. Między tymi dwoma punktami mieści się wszystko, nieuporządkowane. Niemal wszystkie sprzeczności mieszczą się w poprzestawianiu opowiadań; ale gdy się je uporządkuje psychologicznie, to wszystko staje się logiczne. Dopiero wówczas zaczynamy rozumieć oba wielkie okresy życia Jezusowego: pokorny, radośnie nauczający i mesjanistyczny, samowiedny. Gdy w sposób naturalny jeden okres następuje po drugim, to charakter Jezusa zostaje wyzwolony ze swoich sprzeczności i wykazuje rozwój ludzki i prosty.

Shirley Charlotte Brontë


Borykający się z przeciwnościami losu młody przedsiębiorca, Robert Moore, sprowadza do swej fabryki nowoczesne maszyny, czym naraża się lokalnej ludności do tego stopnia, że doczekuje się zamachu na swoje życie. By ratować podupadający interes, Moore rozważa poślubienie zamożnej i dumnej Shirley Keeldar, mimo że jego serce należy do nieśmiałej Caroline, żyjącej w całkowitej zależności od stryja.
Tymczasem Shirley zakochana jest w ubogim Louisie, który zajmuje posadę guwernera w rodzinie jej wuja. Choć Louis odwzajemnia jej uczucie, ambicja i świadomość dzielącej ich przepaści majątkowej, nie pozwalają mu się do tego przyznać.
Shirey, napisana przez Charlotte Brontë zaraz po Dziwnych losach Jane Eyre, to pełna pasji opowieść o konflikcie klas, płci i pokoleń, toczącym się wśród wrzosowisk północnej Anglii i na tle niespokojnej epoki wojen napoleońskich.


Zainteresowało Was coś? :)