Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poezja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poezja. Pokaż wszystkie posty

środa, 9 sierpnia 2023

Raj utraconych – Kinga Hryc

 

Tytuł: Raj utraconych 

Autor: Kinga Hryc

Kategoria: Poezja

Wydawnictwo: Agencja Wydawnicza Gajus

Liczba stron: 84

Ocena: 8/10








Jak radzicie sobie z nadmiarem emocji? U mnie odpowiedź jest dość oczywista – czytam. Czytanie potrafi sprawić, że na chwilę poczuję ulgę, że na chwilę odpocznę od tego wszystkiego, co jest wokół mnie, że się skupię na tych małych, czarnych literach. To się wydaje nic nieznaczące, ale gdy tych emocji jest wiele, gdy świat mnie przerasta, ta chwila wytchnienia pozwala mi spojrzeć na wszystko z innej perspektywy. Pozwala mi rozplątać moje własne emocje i zrozumieć, co czuję, a następnie konstruktywnie to przetworzyć. Czy czytanie nie jest rodzajem siły i momentami wręcz nieokiełznanej magii?

Wszystkie te refleksje wzięły się w rezultacie przeczytania tomiku wierszy Kingi Hryc – "Raj utraconych". Tak jak ostatnio się z Wami dzieliłam, po naprawdę długiej przerwie wracam do czytania poezji i poszukuję czegoś, co mnie poruszy, co mi przypomni, dlaczego tak kocham czytać poezję. Tylko że niestety często jest tak, że trzeba przeczytać wiele wierszy, wiele tomików, by znaleźć coś, co nas tak intensywnie poruszyło. Na szczęście "Raj utraconych" jak najbardziej spełnił swoje zadanie i właśnie to zrobił. 

Już od samego początku styl, którym posługuje się Kinga Hryc, przypadł mi do gustu. Okazał się bardzo mocno rozbudowany, posiadający wiele środków stylistycznych. Tutaj można krótko powiedzieć – czyli wszystko to, co szanuję w wierszach i uwielbiam. A dodatkowo wśród środków stylistycznych mam poczucie, że dominowały metafory i to kolejny tak bardzo ceniony przeze mnie element. Dzięki temu wiersze czytało mi się po prostu dobrze, a co za tym też idzie: wnikliwie. 

W tomiku "Raj utraconych" wiele wierszy mono mnie poruszyło i sprawiło, że świat objawił się w pewien odmiennny sposób. Właśnie to też uwielbiam w wierszach, tak naprawdę parę słów może zmienić nasze postrzeganie, sprawić, że świat ukaże nam się w innych barwach, a my jesteśmy gotowi poszerzyć nasze perspektywy. Czyż nie jest to piękne? Gdy czytałam wiersze z tego tomiku, miałam poczucie, że poruszyły one gdzieś strunę we mnie. Choć też nie będę udawać, że wszystko doskonale rozumiałam, bo wcale tak nie było. Wiele wierszy okazało się dla mnie bardzo skomplikowanych i w rezultacie niezrozumiałych, więc też trudnych do oceny. Niemniej te wiersze, które myślę, że zrozumiałam i jakoś w sobie poczułam dawały mi szanse spojrzenia na podwójną głębię. Czułam, że z całości przenika nieopisane cierpienie, które słowa mimo to próbują ukazać. Jako czytelnik i we mnie pojawiły się podobne emocje. Gdzieś pomiędzy cierpieniem czułam nadzieję, a gdzieś pomiędzy nadzieją czułam cierpienie. Tym bardziej że poetka wielokrotnie w swoich wierszach w sposób momentami wręcz brutalny podkreślała niektóre istotne dla siebie elementy. Nie ograniczała się, nie bawiła w półsłówka. Po prostu wykorzystała moc poezji. 

Wśród wierszy przede wszystkim największe wrażenie zrobiło na mnie "Osiem błogosławieństw". Poczułam w tym wierszu samą siebie i przewrotność, która za tym szła. Dla mnie to właśnie przykład pewnej realnej brutalności tego świata, gdzie niektóre pytania muszą zostać ugłośnione, a człowiek sam przed sobą musi na nie odpowiedzieć. Poruszyło mnie to dogłębnie i skłoniło do przemyśleń. Dużym sentymentem darzę też wiersz "Braki". I z nim potrafiłam i przede wszystkim chciałam się utożsamić. 

Kinga Hryc w swoim tomiku poezji "Raj utraconych" bez wątpienia włożyła swoją duszę i przeprowadziła czytelników przez swoje życia, dając nam możliwość utożsamienia się, zrozumienia i właśnie odnalezienia w tych słowach samego siebie. Polecam ten tomik każdej osobie, która odnajduje się w poezji.

Egzemplarz recenzencki Sztukater.pl

czwartek, 3 sierpnia 2023

Opowieść fal – Kalina Beluch

 

Tytuł: Opowieść fal

Autor: Kalina Bieluch

Kategoria: Poezja, aforyzmy

Wydawnictwo: Agencja Wydawnicza Gajus

Liczba stron: 40

Ocena: 2/10








Na dobry początek standardowe pytanie – wolicie góry czy morze? Ja stanowczo wolę góry, co w żaden sposób nie oznacza, że nie doceniam morza. Po prostu wolę chodzić i podziwiać niż leżeć na plaży, a jednak takie wypady nad morze dość często to wymuszają. Niemniej teraz oddaję się sentymentalnym obrazom plaży wieczorem, gdy powoli robi się coraz ciszej i szum morza zaczyna być dominującym dźwiękiem, gdy woda przyjemnie chłodzi stopy po gorącym dniu, gdy wiatr wieje i nie pozwala mi zapanować nad włosami. To jest to morze, które uwielbiam – chłodnym, wietrznym wieczorem. W tym roku po raz pierwszy byłam nad morzem w trakcie zimy, choć to duże słowo "zima" i odkryłam nowy rodzaj postrzegania tego pięknego krajobrazu. Stanowczo stał się moim ulubionym. 

Ale czemu dzisiaj z taką pasją skupiam się nad pojęciem morze? Odpowiedź jest bardzo prosta. Z własnej, nieprzymuszonej woli wróciłam do zapoznawania się z meandrami poezji i tym razem zapoznałam się z krótkim tomikiem wierszy, opowiastek pod wdzięcznym tytułem "Opowieść fal". Właśnie dzięki temu tytułowi zdecydowałam się zapoznać z dziełami Kaliny Beluch. Oczekiwałam, że udało się jej uchwycić chwilę i właśnie iść za przeżyciami tej chwili. Czy tak właśnie było? Muszę powiedzieć, że w jakiś stopniu tak, owszem, lecz niestety w ostatecznym rozrachunku jestem naprawdę bardzo rozczarowana i też zasmucona, że tym tomikiem wierszy rozpoczęłam swój powrót po długiej przerwie do poezji. A to czemu? 

Styl poetki jest wyjątkowo prosty i w tym przypadku bez owijania w bawełnę – to olbrzymia wada. Jeśli czytacie moje recenzje, to wiecie, że raczej jestem fanką rozbudowanych form, może niezbyt przesadzonych, jednak duża liczba środków stylistycznych i często idąca za tym patetyczność jest czymś, co uwielbiam. Staram się doceniać prostotę, ponieważ wielokrotnie jest potrzebna i uzasadniona, jednak w tym przypadku okazała się być w moim odbiorze po prostu niepotrzebnie infantylna. Brakuje w wierszach jakiejkolwiek rytmiki. I tutaj ustalmy – nienawidzę rymowanek, ale nawet nienawidząc ich, rozumiem potrzebę wystąpienia pewnej uporządkowanej lub w sposób przemyślany chaotycznej struktury. Ona jest potrzebna, by wiersz przekonywał czytelnika, by dał szansę iść za sobą, rozpalił jakieś emocje. Tutaj jedyna struktura, jaka wystąpiła, to była struktura typowo wyuczona przez szkołę. 

Poza tym dosłownie wszystkie wiersze są do siebie podobne i indywidualnie, i jako całość niczym się nie wyróżniają. Jest to coś, co duża część osób byłaby w stanie napisać, a przynajmniej czytając, miałam taką myśl w głowie. Pod względem  środków stylistycznych również jestem zawiedziona. Wystąpiło mało metafor, choć bez wątpienia miały one odgrywać dość istotną część wierszy. Za to odczuwałam, że wystąpiło wiele całkowicie niepotrzebnych epitetów. Czytanie takiej formy po prostu nie dało mi żadnej satysfakcji. 

Poetka w swoim tomiku "Opowieść fal" stara się za pomocą piękna natury wyrazić pewne elementy naszego życia. I po części to doceniam, bo właśnie w rzeczach albo bardziej odczuciach prostych dostrzega piękno i istotę istnienia. To jest jak najbardziej ciekawy wniosek. Tylko że widzę w tym pewną powtarzalność i wewnątrz całego tomiku, i wśród innej literatury. Wydaje mi się to na tyle na co dzień dostrzegalne, że w żaden sposób mnie nie porusza, nie sprawia, że w mojej głowie pojawiają się głębokie refleksje. Po prostu jest i w sumie tyle. Gdy czytałam, to przyznam, że miałam poczucie, że to takie proste wierszyki dla dzieci, które czasami można było znaleźć w elementarzach. Choć tutaj w elementarzach, które miałam czy czytać, czy przeglądać znajdzie się niejeden wartościowy wiersz. W mojej głowie pojawiło się też porównanie do kartki z wydzieranego kalendarza. Jako dziecko moim małym obowiązkiem było dbać o odpowiedni dzień na kalendarzu i tam właśnie często znajdywałam takie krótkie... powiedzmy opowiastki.

W "Opowieści fal" po części rozumiem, i tak jak pisałam wcześniej, cenię to skupienie się na małych rzeczach, na chwili tu i teraz, ale jednak bardziej bym to rozbudowała. Nadała niektórym elementom barwy, dodała większą liczbę metafor, porównań i przemyślała użycie epitetów. I tutaj zauważyłam, że przy tym tomiku mam odruch poprawiania. Mam całkowicie inną wizję tych wierszy i nie jestem w stanie się od niej oderwać. To na pewno coś świadczy o mnie samej, ale też o konstrukcji poszczególnych elementów. 

Nie jestem zadowolona z tego, że zapoznałam się z tomikiem wierszy Kaliny Bieluch. Oczekiwałam czegoś znacznie lepszego. Choć zdaję sobie też sprawę, że moja ocena jest dość surowa i miejscami brakuje jej konstruktywności. Niemniej takie właśnie są moje odczucia i to za nimi poszłam. 

Egzemplarz recenzencki Sztukater.pl

piątek, 2 czerwca 2023

Moja mała poezja – Mirosław Urbaczewski

 

Tytuł: Moja mała poezja

Autor: Mirosław Urbaczewski

Kategoria: Poezja

Wydawnictwo: Warszawska Firma Wydawnicza

Liczba stron: 50 

Ocena: 9/10








Przyznam, że już od dawna nie czytałam żadnej poezji. Miałam za sobą wyjątkowy rok 2021 – to właśnie wtedy mój świat został zapełniony wierszami, epitetami, rymami, metaforami i wszystkim, co z poezją związane. Wtedy po raz kolejny nauczyłam się ją cenić i odnajdywać w niej odbicie swojej duszy. Było to niezwykłe doświadczenie, które właśnie sprawia, że na tak długo zapamiętałam tamten owocny rok. Jednak z czasem ponownie zaniechałam czytania poezji. Niemniej w ostatnim czasie gdzieś ponownie pojawiła się nostalgia, gdzieś poczułam sentyment i tak o to trafiłam na niezapomniany dla mnie tomik poezji Mirosława Urbaczewskiego – "Moja mała poezja".  Jak ten powiew radości i magii oddziaływał na mnie?

Przede wszystkim stylistyka wierszy niesamowicie przypadła mi do gustu, ponieważ zaiskrzyła ta dobrze mi znana poetyczność, którą wiążę z poezją określaną przeze mnie jako stara i to właśnie ją najbardziej cenię. Kojarzy mi się z latami szkolnymi, gdy słowo po słowie interpretowałam wiersze. Osobiście wspominam to bardzo dobrze, ze łzą w oczach. Wtedy właśnie dostrzegałam tę pasję dawnych poetów i uwielbiam ją odnajdywać w poezji współczesnej. Wiem wtedy, że to, co najlepsze nie umarłao tylko ewaluowało ku nowoczesności. Jednak styl był też prosty, co również pozytywnie oceniam, gdyż niestety nie zawsze rozumiem skomplikowane wiersze. Tutaj nie była to prostota infantylna, tylko prostota zwykłego człowieka, który rozumie innych ludzi. To pozwalało płynąć do przodu. 

W "Mojej małej poezji" Mirosława Urbaczewskiego dominowały przede wszystkim motywy miłości i życia. W pewnym sensie jest to coś sztampowego, ale też coś, co jest z nami nierozerwalnie połączone, więc mimo pewnej konwencjonalności pozostaje nadal najważniejsze. Właśnie dzięki temu odnalazłam liczne wiersze, z którymi się utożsamiałam. Przemawiały do mnie i wywoływały refleksję, która towarzyszyła mi przez następne dni. W mojej głowie pojawiło się wiele rozmyślań i sprawiały one, że zechciałam na wiele elementów mojego życia spojrzeć z trochę inne perspektywy – chciałam przede wszystkim zatrzymać się i dostrzec te sławne "tu i teraz". 

W wierszach pojawiło się wiele metafor. Był dla mnie zrozumiałe, co sprawiło, że doceniałam je. Mam wrażenie, że to między innymi właśnie one odpowiadały za wyraźnie widoczną pasję poety. Zarażał on nią i dawał ten niesamowity zachwyt. W końcu pasjonaci to przepiękny widok i jeszcze piękniejsze uczucie. Razem dawała to egzystencjonalny wydźwięk. 

Jeśli cenicie tak jak ja poezję, to myślę, że bez zastanowienia warto sięgnąć po tomik wierszy Mirosława Urbaczewskiego. Jest on czymś wyjątkowym i sięgającym głęboko w duszę. Jak można by odmówić sobie takiego doświadczenia?

Egzemplarz recenzencki Sztukater.pl

wtorek, 8 listopada 2022

Oblicza jednej miłości. Dyskurs między kochankami – Małgorzata-Maggie Gołębiowska, Adam Lugowski

 

Tytuł: Oblicza jednej miłości. Dyskurs między kochankami

Autor: Małgorzata-Maggie Gołębiowska, Adam Lugowski

Kategoria: Poezja

Wydawnictwo: Warszawska Firma Wydawnicza

Liczba stron: 92

Ocena: 6/10







Niekiedy trzeba się oderwać od codzienności... Mam wrażenie, że piszę to przy każdej książce, czy tomiku poezji. I wiecie co? Taka jest prawda, w końcu literatura istnieje po to, by nas uczyć, by nam dawać rozrywkę, ale też po to, byśmy mogli oderwać się od codziennej monotonni lub trwóg i odnaleźć w słowie pisanym coś pasjonującego, coś, co może zmienić nasze postrzeganie świata. Czy macie podobne doświadczenia? U mnie chyba można tak to określić przy dosłownie każdej przeczytanej książce. Nie ma znaczenia, czy ona w mojej ocenie jest dobra, czy zła. Liczy się samo doznanie, doświadczenie czegoś odmiennego. Tak oczywiście było i tym razem. Tym bardziej że ten raz jest w pewnym sensie bardzo wyjątkowy. Czemu?

Jakiś czas temu miałam okazję zapoznać się z tomikiem wierzy Małgorzaty-Maggie Gołębiowskiej "Epigramy". Niestety to dzieło bardzo nie przypadło mi do gustu i zostało przeze mnie dość intensywnie skrytykowane. Można byłoby zadać sobie pytanie, czemu w takim razie czytacie recenzję kolejnego tomiku wierszy poetki? "Oblicza jednej miłości. Dyskurs między kochankami" przyciągnął moją uwagę już samym tytułem. Dopiero później skojarzyłam autorkę i postanowiłam dać jej drugą szanse. W końcu różnie się postrzega różne rzeczy, a i ludzie w sposób fascynujący rozwijają swoje umiejętności. Czemu miałoby nie być tak i tym razem? To była dobra decyzja – może pisarka mnie nie zachwyciła, ale bez wątpienia wywołała o wiele bardziej pozytywne emocje we mnie. Warto też zwrócić uwagę, że tomik jest współtworzony przez Adama Lugowskiego. 

Styl jest bardzo mieszany i dotyczy to wszystkich wierszy. Niektóre wiersze wyróżniają się wyjątkową poetycznością i zabawą środkami stylistycznymi, choćby cudowne epitety. Inne natomiast są potoczne, ujęte w sposób, który określam osobiście jako nowoczesny, a tego niestety nie potrafię docenić. Być może wynika to z mojej osoby i mojej mało elastycznej postawy. Jednak mam dość sztywne wyobrażenie na temat poezji i niektóre z tych wierszy w żaden sposób nie wpisywały się w to wyobrażenie. "W obliczu jednej miłości" ostatecznie dominują wiersze dość proste i oparte na oczywistych metaforach, ale w tym momencie nie odczuwam tego jako wady, tylko możliwość łatwego odbioru i zrozumienia pewnego rodzaju głębi. 

Autorzy przedstawiają miłość w najróżniejszych obliczach, co mówi sam tytuł. Co prawda mogłoby wydawać się, że jest podkreślone "jednej", niemniej mam wrażenie, że chodzi o sam efekt, czyli właśnie miłość. Miłość, która może przyjmować wiele form, która może się różnić, ale ostatecznie jest tym niesamowitym uczuciem. Uwielbiam takie pokazywanie wieloznaczności i w tym momencie odebrałam je jako niesamowitą zaletę tomiku. Same wiersza są w większości bardzo ładne, ale czym tak naprawdę jest ta ładność... Niestety czymś zbyt mało intensywnym, by wywołać we mnie głębsze emocje, które utrzymałyby się na dłużej. 

Niektóre pozycje w książce niestety mnie irytowały poprzez wspomnianą potoczność i momentami elementami, które odbierałam jako rodzaj wulgarności. To dość mocne słowa, ponieważ nie jest to w sposób oczywisty ukazane, ale tak ja to odebrałam i uważam to za niekoniecznie uzasadnione w tym przypadku. Niemniej wyjątkowo doceniłam wiersz "Dar od losu", który skradł moje serce ze względu na poruszający i niesamowicie inteligentny morał. 

Ostatecznie jak sami widzicie tomik wierszy "Oblicza jednej miłości. Dyskurs między kochankami" niósł ze sobą wiele wspaniałych zalet, ale też wiele irytujących wad. Jednak patrząc na całe dzieło z perspektywy "Epigramów", to bardzo je doceniam i cieszę się, że zdecydowałam się drążyć dalej. Mam nadzieję, że jeszcze będę miała okazję przeczytać kolejne książki poetki i poety i tym razem bez zawahania powiem, że to było wspaniałe!

Egzemplarz recenzencki Sztukater.pl 

poniedziałek, 6 czerwca 2022

Niebieski jest mój kapelusz – Therese Chromik


Tytuł: Niebieski jest mój kapelusz

Autor: Therese Chromik 

Przekład: Edward Białek, Justyna Radłowska

Kategoria: Poezja

Wydawnictwo: Oficyna Wydawnicza ATUT

Liczba stron: 56

Ocena: 6/10






Przełom jesieni i zimy niesie ze sobą unikatową atmosferę, która dla mnie jest wprost idealna, by oddać się głębokim rozważaniom i wśród szarości, spadających liści, a następnie śniegu odnaleźć w sobie ten dziecięcy zachwyt. Wtedy też ludzie noszą często płaszcze, wielkie chusty, beret i zimowe buty. Co to ma do tego? Też tworzy odpowiednią atmosferę – atmosferę związaną z literaturą i epoką, która być może bezpowrotnie odeszła. Jednak dzisiaj parę słów nie o prozie, tylko o poezji. 

Mam ochotę napisać Wam, że brnę w swoim postanowieniu czytania poezji w 2021 roku. I tak w dużej mierze jest, ale rok zbliża się ku końcowi i niedługo podejmę decyzję, czy poezja pozostanie czymś stałym w moim życiu, czy czymś sporadycznym i spontanicznym. Być może stąd mój nostalgiczny humor. Tym bardziej że w ostatnich dniach miałam przyjemność zapoznać się z tomikiem poezji poetki, o której nigdy wcześniej nie słyszałam, a mówię tutaj o Therese Chromik. Jej poezja jest dla mnie nowym doświadczeniem i przyznam, że interesującym. 

Styl autorki jest unikatowy i czuję w nim powiew świeżości, ale również starej klasy w pisaniu poezji. To moje ulubione połączenie, więc od razu nastawiłam się niezmiernie pozytywnie do wszystkich wierszy poetki. A są one wyjątkowo opisowe, co pozwala czytelnikowi wyzwolić wyobraźnię i dać się ponieść słowom, które są czymś znacznie więcej niż tylko słowami. Therese Chromik zwraca uwagę na szczegóły i to właśnie je dopracowuje. Nie ma tu miejsca na nieprzemyślany zwrot lub nawet na nieprzemyślane słowo. Wszystko znajduje się na swoim miejscu, co jest wyczuwalne w niezwykłej melodyjności poszczególnych wersów. Jestem zachwycona tym zabiegiem, ponieważ nie jest to zasługa rymów, czy nawet odpowiednich środków stylistycznych. Nie jestem w stanie do końca określić, co tak rytmicznie czytelnika prowadzi przez kolejne wiersze. Pozostanę przy wierze, że to pasja pisarki jest odczuwalna w jej twórczości. 

"Niebieski jest mój kapelusz" to subtelny zwrot do ludzi, by na chwilkę się zatrzymali i dostrzegli codzienność, która na pozór wydaje się tak monotonna, a to właśnie w niej tkwi piękno i całe nasze  życie. Uwielbiam ten topos. Tym bardziej że łączy się on z olbrzymią liczbą nawiązań do mitologii i literatury klasycznej. Czyż można odnaleźć coś piękniejszego w poezji? A to nie koniec poetycznych atrakcji. Wśród wierszy również można odnaleźć się poprzez memento mori. Te aspekty wierszy sprawiły, że miałam poczucie, jakby były napisane specjalnie dla mnie, a to zawsze przyjemne odczucie.  Tym bardziej że w poezji Therese Chromik można odnaleźć nawiązania do Polski, co nadaje pewnej swojskości jej wierszom. 

Odnośnie wydawnictwa niezmiernie mi się podoba fakt, że na końcu tomiku można było odnaleźć parę słów o poetce, co nakreśliło obraz, kim jest, dlaczego pisze o niektórych aspektach i skąd te nawiązania do Polski. Dzięki temu kurtyna tajemniczości trochę się odsłoniła, lecz nie na tyle, by zachwiać koncepcję wierszy. Same wiersze były tłumaczone przez dwóch tłumaczy, co według mnie dało się odróżnić i tutaj nie mówię o aspekcie, że któryś z tłumaczy okazał się lepszy czy gorszy. Lubię dodatkową różnorodność. Jednak wracając bezpośrednio do pisarki, to muszę przyznać, że największe wrażenie, wręcz paraliżujące zrobił na mnie wiersz "Nieodwołane". Niewiele mniej doceniłam wiersz "Rocznica śmierci". 

"Niebieski jest mój kapelusz" Therese Chromik okazał się fantastycznym doświadczeniem. Gdzieniegdzie mam pewne zastrzeżenia, ale jako całość uważam, że jest godny uwagi i można z nim spędzić wiele chwil wśród różnorodności rozważań i głębokich emocji. 

Egzemplarz recenzencki Sztukater.pl 

środa, 4 maja 2022

Łyżka ojca – Jan Polkowski

 

Tytuł: Łyżka ojca

Autor: Jan Polkowski

Kategoria: Poezja

Wydawnictwo: Sic!

Liczba stron: 72 

Ocena: 7/10








Uwielbiam uczucie nostalgii. Gdy się pojawia, czerpię czystą przyjemność z faktu, że coś kiedyś było, a teraz razem z powiewem wiatru wróciły wspomnienia i poczucie, że wtedy byłam szczęśliwa, bezpieczna i działo się coś na tyle pamiętnego, by jedna rzecz, zdarzenie czy osoba na nowo wywołały te same emocje, co lata temu. Myślę, że nostalgia jest na tyle wyjątkowa, że dla każdego mimo standardowej tradycyjnej definicji znaczy coś odmiennego. Też niekoniecznie da się włożyć ją w ramy uczucia pozytywnego czy negatywnego. Jest wiele takich pojęć, ale to właśnie nostalgia do mnie przemawia i pozwala na spokój ducha i delikatny uśmiech w oczach pełnych łez. Czy dla Was też ma to takie znaczenie? 

Czemu akurat teraz zdecydowałam się przywołać nostalgię? Z prostego powodu, że ostatnio przeczytany przeze mnie tomik wierszy właśnie ją wywołał. Obecny rok opiera się pod względem czytelniczym mocno na poezji, dlatego każde kolejne spotkanie z wierszami nie jest już wyłącznie nową przygodą, ale niesie ze sobą coś znanego i przywołującego wspaniałe wspomnienia. Tym razem tę rolę spełnił tomik wierszy Jana Polkowskiego "Łyżka ojca". Twórczości autora dotychczas nie miałam przyjemności poznać, więc nie wiedziałam, czego się spodziewać. Podeszłam do jego poezji neutralnie. Teraz już wiem, że mogłam się spodziewać samych pozytywnych rzeczy. Na czym one polegały? 

Poeta zachwycił mnie od pierwszego wiersza bardzo poetycznym, zahaczającym niekiedy o patos językiem. Dla niektórych czytelników może wydawać się to zniechęcające, lecz ja osobiście wielbię się w kunszcie językowym i doceniam każdy taki zabieg – czy to w poezji, czy w prozie. Nie przeraża mnie niezliczona liczba środków stylistycznych. Zachłannie je poszukuję i wiersze Jana Polkowskiego dały mi możliwość ponownego rozpoczęcia tych właśnie poszukiwań. Rozbudowane i pełne zdania nadawały wierszom unikatowy charakter i sprawiały, że wbijały się one w pamięć. 

Wszystkie wiersze – razem i osobno – pobudzały mnie i niosły niesamowicie intensywne emocje. Jednak wśród owych emocji dominowało we mnie poczucie wzruszenia. Miało to w sobie postać doniosłości, która przemawiała do mnie jako czytelnika, ale pozwalała również pogłębiać swoje własne myśli i oddać umysł choć na chwilę we władanie sercu. "Łyżka ojca" nie ogranicza się wyłącznie do prostych środków stylistycznych. W dużej mierze opiera się również na głębokiej symbolice, co jest kolejnym cenionym przeze mnie aspektem. Wykorzystanie symboli ma w sobie coś hipnotyzującego. Stawia czytelnikowi wyzwanie. Nie jestem pewna, czy w przypadku tego tomiku wierszy podołałam temu wyzwaniu, ponieważ wielokrotnie nie czułam się przekonana, co do zrozumiałości pewnych stwierdzeń. Jednakże niosło to za sobą wspaniałą i emocjonalną zabawę. 

Tym bardziej że jestem również pełna podziwu dla szkiców autora. Z poezją w swoim życiu nie miałam zbyt wiele do czynienia, więc postrzegam ją oczami laika. Lecz na sztuce plastycznej znam się już lepiej. Nadal po amatorsku, jednakże ilustracje sama tworzyłam i samodzielnie się uczyłam tej umiejętności, więc widzę już więcej. I to, co widzę w "Łyżce ojca", jest dla mnie poruszające. Cała estetyka cieszy moje oczy i sprawia, że serce rośnie. I warto podkreślić, że i w szkicach spokojnie można odnaleźć głęboką symbolikę i zabawę rysunkiem, co jest nie lada zadaniem dla autora. 

Ze wszystkich wierszy najbardziej doceniam pozycję "Prowincja", gdyż jest to wiersz dający mi przekaz zrozumiały. Odnajduje w nim po części samą siebie. Słowo za słowem pozwala mi poczuć ulgę, zrozumienie i dać radość z faktu, że ktoś myśli podobnie jak ja. Takie wiersze zapamiętuje się na długo. 

"Łyżka ojca" to wartościowy tomik wierszy, który łączy artyzm literacki z kunsztem plastycznym oraz czerpaniem przyjemności z tych dwóch rzeczy. Wbrew pozorom tak wspaniałe połączenie w poezji nie jest tak częste, jak mogłoby się wydawać. Z tego względu w przyszłości planuję poświęcić czas na lepsze zapoznanie się z ogólnie pojętą twórczością autora. 

Egzemplarz recenzencki Sztukater.pl 

niedziela, 1 maja 2022

Wiersze i wierszyki – I.P. Writter

 

Tytuł: Wiersze i wierszyki

Autor: I.P. Writter

Kategoria: Poezja

Wydawnictwo: Warszawska Firma Wydawnicza

Liczba stron: 76

Ocena: 3/10








Czym jest prawda absolutna? Samo pojęcie jest używane w buddyzmie jako określenie prawy ostatecznej lub całościowej, prawy bez żadnych zniekształceń. Jednak odchodząc trochę od sfery buddyzmu, którą słabo znam, zastanawiam się, czy coś takiego ma miejsce bytu w naszym świecie. Każdy z nas ma swój niepowtarzalny sposób obserwacji rzeczywistości i jej interpretowania. Jest to mocno subiektywne, a oddzielenie faktów obiektywnych wyjątkowo trudne. Dlatego czy da się wyodrębnić w naszym świecie prawdę absolutną? Czy ktoś ma prawo ją wygłaszać? Czy to już będą wyłącznie jego poglądy? 

Tak jak wielokrotnie podkreślałam, stawiam rok 2021 pod znakiem poezji. Tym razem rzucam na warsztat krótki tomik poezji I.P. Writtera – "Wiersze i wierszyki". Nie miałam dotychczas okazji zapoznać się z twórczością poety, więc starałam się nie wykazywać żadnych nadmiernych oczekiwań. Jak się okazało, to było dobre podejście do rzeczy, ponieważ wiersze w ogóle nie przypadły mi do gustu i momentami doprowadzały do napadów frustracji. Czemu? O tym za chwilkę. 

Przede wszystkim moja osobista zmora, czyli rymy! Nieraz i nie dwa opisywałam Wam, na czym polega mój problem z rymami, lecz podkreślałam również swój szacunek do nich. W tym przypadku mogę otwarcie je skrytykować, gdyż nadawały wierszom wydźwięk zwykłych, dziecięcych wyliczanek. Uderzały w czytelnika bezsensownymi połączeniami, a niekiedy były po prostu błędne, co przy tak intensywnej rytmice było nie do przegapienia. Podczas czytania nie mogłam się skupić na treści i przekazie utworów, ponieważ całą moją uwagę przykuwały rymy. 

W tomiku "Wiersze i wierszyki" daje się wyczuć duże pokłady sarkazmu, czasami wręcz zjadliwości. Zwykle cenię taką formę, ale w tym przypadku po raz kolejny zawiodłam się. Nie umiałam stwierdzić, do czego odnosi się ten sarkazm, kiedy jest przeciwieństwem treści, kiedy delikatnym zaprzeczeniem, a kiedy wyłącznie moim wyobrażeniem. Gubiłam się i traciłam wydźwięk. Nie byłam w stanie odpowiedzieć sobie, co mają reprezentować te wiersze. Z każdą pozycją poetycką mój sceptycyzm był coraz większy. Oczywiście można założyć, że to nie wina poety. Mogłam nie rozumieć wierszy z własnych powodów. Niemniej irytowało mnie to. Lecz żeby nie było tak dużego mroku w mojej wypowiedzi, to podkreślę, że poeta używał wielu motywów pochodzących z popkultury. To zawsze igraszka dla znawców i fanów. 

Chciałabym rzec też parę słów o tematyce, choć w tym momencie zaczyna się robić pod górkę, ponieważ z jednej strony mam wrażenie, że autor wyznaje hedonistyczne poglądy. Jest to uwielbienie dla nich i mocna namowa do podążania za przyjemnością. Z drugiej strony zastanawiam się, czy to właśnie nie jest też rodzaj zgryźliwej puenty. Gdzieniegdzie pojawia się pogarda dla kultury indywidualizmu, co jest dla mnie niespójne. Nie umiem odnaleźć się w tych poglądach i stwierdzić, które są rzeczywiste, a które grają rolę przeciwieństwa. A może się dziwnego rodzaju hybrydą? Jedno jest pewne – mam całkowicie inne spojrzenie na świat i trudno przychylić mi się do podanych treści. Być może byłabym bardziej skłonna je rozważać, gdyby nie ton zbytniej pewności siebie i zarozumiałości. Mam wrażenie, że poeta dobitnie chce dojść do prawdy i narzucić ją swoim czytelnikom. Lecz tak jak we wstępie – czymże jest ta prawda? 

Niestety "Wiersze i wierszyki" okazały się dla mnie rozczarowaniem na poziomie odrzucenia. Czułam się nieposzanowana i potraktowana infantylnie. Nie sądzę, by taki był zamysł poety, lecz właśnie do tego doszło, a ja nie umiem zmienić swoich odczuć i prawdopodobnie nie sięgnę więcej po twórczość I.P. Writtera. 

Egzemplarz recenzencki Sztukater.pl  

niedziela, 6 marca 2022

Wiersze – Jacek Dalkiewicz

 

Tytuł: Wiersze

Autor: Jacek Dalkiewicz

Kategoria: Poezja

Wydawnictwo: Warszawska Firma Wydawnicza

Liczba stron: 52

Ocena: 3/10








Codzienność... Chyba najnudniejsze i zarazem najbezpieczniejsze pojęcie, jakie można usłyszeć. Codzienność u wielu osób jest ściśle określona, dzień w dzień wygląda bardzo podobnie, a nawet spontaniczne sytuacje nie odejmują jej tego zaszczytnego miana. Codzienność daje nam poczucie, że wiemy, co może zdarzyć się w bliskiej przyszłości. Codzienność niesie ze sobą również znudzenie i sprawia, że niektórzy pewnego dnia po prostu załamują ją i zaczynają żyć według innych, być może bardziej szalonych albo po prostu odmiennych zasad, tworząc nową... codzienność. Mam ochotę na nią narzekać, ale niepodważalnym faktem jest, że to ona dominuje w naszym życiu i to ona nas prowadzi. 

Te wszystkie przemyślenia pojawiły się w kontekście przeczytanego ostatnio przeze mnie tomiku wierszy o tytule niespodziewanym, nieprzewidywalnym i pełnym szoku. Jakim? "Wiersze". Nie mogłam powstrzymać się przez szczyptą ironii w tym miejscu. Musicie mi to wybaczyć. Niestety już na wstępie przyznam, że moja przygoda z twórczością Jacka Dalkiewicza okazała się mocno nieudana. Czemu? 

Zacznę tradycyjnie od stylu wierszy. Wyróżniają się natrętną rytmiką. Wielokrotnie wygłaszałam już mowy na temat rymów i ustalonej harmonii. Mogę szanować umiejętność tworzenia rymów lub odpowiedniego doboru środków stylistycznych pozwalających właśnie na rytmiczność, lecz nie umiem docenić efektu końcowego. Poza pewnymi wyjątkami wyznaję prostą zasadę: czym mniej rymów i im podobnych zabiegów, tym lepiej. Dlatego już tutaj pojawiło się moje niezadowolenia i zniechęcenie do "Wierszy". Tym bardziej że to właśnie rymy wiodą prym, co według mnie nie jest godne żadnej uwagi. Oczekiwałabym o wiele bardziej wyrafinowanych zabiegów stylistycznych lub odpowiednio dobranych słów, które pozwoliłyby mi zrozumieć wybraną prostotę. Tymczasem czytając po kolei wiersze Jacka Dalkiewicza, miałam wrażenie, że nie było potrzeby pisać tego tomiku poezji. O wiele lepszym wyborem byłoby przedstawienie ich znajomym jako symbol zaufania i sympatii. Choć tak naprawdę najlepszą wizją byłoby po prostu opowiedzenie odczuć pisarza na jakimś grillu lub luźnym spotkaniu towarzyskim. I tutaj proszę nie odbierzcie moich słów opacznie, ponieważ treści zawarte w wierszach są wielokrotnie w moim mniemaniu wartościowe i w żaden sposób nie ma to być antykomplement, tylko po prostu zwykła myśl, że o wiele chętniej usłyszałabym to z ust poety, a nie z jego wierszy. 

Głównym wątkiem poezji autora jest szeroko rozumiana codzienność. Wybór tej tematyki wywołuje we mnie pewną ambiwalencję. Bo z wcześniej wspomnianych powodów, jak najbardziej szanuję ten motyw i uważam, że trzeba o nim pamiętać i go doceniać, ale zarazem nie poczułam, by w moim umyśle pojawiły się jakieś konkretne, głębsze refleksje. Chciałabym poczuć coś intensywnego, może jakieś burzliwe emocje. Większą uwagę przykuła piłka nożna. Tak, tak, dobrze przeczytaliście. Poeta poświęca część wierszy lokalnej piłce nożnej. Wywołuje to we mnie pozytywne odczucia i życzliwy śmiech. Nigdy nie spotkałam się, by w wierszach został poruszony właśnie taki temat. Z jednej strony piłka nożna to tak przyziemna rzecz, z drugiej porusza cały świat, więc uważam, że to fantastyczny pomysł. W momencie gdy to piszę, jest po meczu Polska - Hiszpania. Przypomnijcie sobie, co wtedy czuliście. Teraz ma to naprawdę duży sens, prawda? A idę o zakład, że nieraz i nie dwa w swoim życiu siedzieliście na jakiś podmiejskim czy szkolnym stadionie, kibicując swoim kolegom, dzieciom albo po prostu doskonale się bawiąc na samym meczu. Kto wie, może sami macie talent i gracie czy to amatorsko czy w jakieś zawodowej drużynie. 

W "Wierszach" jest też oczywiście miejsce dla najpopularniejszego tematu od wieków, czyli dla miłości. To standard, ale niezmiernie nam potrzebny. Osobiście nie odnalazłam się w tych wątkach, ale doceniam, że się pojawiły. I chciałabym rzec kilka słów na temat wiersza, który zrobił na mnie duże wrażenie – na temat "Wstępu". Początkowo też wydawał mi się jednym z przeciętnych wierszy, wręcz rymowanek, lecz po przemyśleniu zdałam sobie sprawę, że czuję się mocno poruszona i znalazłam ten jeden wiersz, który nadał tomikowi nowego znaczenia. 

"Wiersze" Jacka Dalkiewicza nie okazały się dziełem wybitnym, niestety debatowałabym nad ich przeciętnością. Jednak dla tych paru słów o piłce nożnej i samego doświadczenia, warto było zapoznać się z nim i nie żałować własnego wyboru. 

Egzemplarz recenzencki Sztukater.pl 

środa, 16 lutego 2022

Koniec sezonu – Paweł Kołodziejski

 

Tytuł: Koniec sezonu

Autor: Paweł Kołodziejski 

Kategoria: Poezja

Wydawnictwo: Warszawska Firma Wydawnicza

Liczba stron: 44

Ocena: 7/10








Lubicie wspominać dawne czasy? Czy jednak wolicie żyć tu i teraz według zasady carpe diem? Osobiście mam wrażenie, że utknęłam w bliżej nieokreślonej przeszłości i jest ona dla mnie pułapką, skąd nigdy nie wyjdę. Mimo tego pejoratywnego wydźwięku lubię żyć w świecie wspomnień i dobrych chwil, bo takich było naprawdę wiele. Zazwyczaj śpieszę się, dzień po dniu odkreślam punkty na swoich niekończących się listach, więc miło co jakiś czas powrócić do tego, co było kiedyś. Sentyment i nostalgia to moje drugie imiona i odnalazłam je w ostatnio przeczytanym tomiku wierszy autorstwa Pawła Kołodziejskiego. 

Styl wierszy stworzony przez poetę wyróżnia się barwnymi i mocno obrazowymi opisami, które pozwalają wybudzić się wyobraźni i zobaczyć wszystko, jakby było żywe. Zarazem jest to styl prosty i nie przynoszący mi żadnych problemów w odbiorze lektury wierszy. Jako czytelnicy nie spotkamy tutaj żadnych zaskakujących czy kunsztownych środków stylistycznych. Lecz warto podkreślić, że nie świadczy to źle o poezji, tylko wręcz przeciwnie – w tym tomiku wierszy prostota odpowiada za niesamowite piękno i tę odczuwalną naturalność. Mocno cenię takie posunięcia, gdyż granica pomiędzy prymitywną prostotą, a prostotą niezwykłą jest zazwyczaj cienka. Paweł Kołodziejski idealnie ją wyczuł. 

Na pierwszym planie kompozycji wyróżnia się klamra wszystkich trzech czasów. W sposób unikatowy i zgrabny przeszłość łączy się z teraźniejszością, by następnie zespolić się z przyszłością. Jako czytelnik miałam poczucie spójności i prowadzącej przez poezje autora płynności. Tym bardziej że poeta niekiedy nawiązuje również do innych pisarzy, co uderza w czułe struny wielu czytelników i daje szanse na poczucie się jak w domu. Jest też dowodem na elokwencję wyrażanych przez pisarza treści. W pewnym momencie przypomniał mi się wiersz, który z taką pasją omawialiśmy w szkole i to właśnie ten wiersz został w mojej pamięci na dłużej. A mówię tutaj o "Wybudowałem pomnik" Horacego. Wcześniej wspomniana przeze mnie klamra czasów przypomina, jaką potęgą może być dzieło człowieka i jak dać mu przez wielu ludzi upragnioną nieśmiertelność. 

Przez Pawła Kołodziejskiego wybrzmiewa pasja i zaangażowanie. Nie jest to po prostu człowiek, który pewnego dnia usiadł i z nudów nabazgrał na kartce parę wersów. Być może to mogłoby świadczyć o talencie, ale talent to nie wszystko. Czasami ogniąca się w oczach pasja jest o wiele bardziej wartościowa. A jeśli dołoży się do tego zaangażowanie, wytrwałość i pracowitość, dostajemy szansę na ujrzenie wybitnego dzieła. Często wiersze poety sprawiały, że miałam przed oczami bliżej nieokreślonego mężczyznę, który z zapałem pisze na kartce i tworzy niezwykłe wiersze. Czy tak było, nie mogę wiedzieć. Jednak sam fakt wyobrażenia sobie tego, dużo świadczy o całym tomiku poezji. 

Przywołałam na początku motyw wspomnień, gdyż "Koniec sezonu" symbolizuje dla mnie kotwicę moich własnych wspomnień. Rozkazuje mi się zatrzymać i przypomnieć, a następnie przywołać odpowiednie dni mojego życia. W pewnym momencie pojawia się zjawisko nazwane przeze mnie jako pamięć zapachu. Węch jest mocno niedocenianym zmysłem u ludzi, gdy tymczasem cicho, zza kurtyny potrafi kierować naszymi myślami. Jednak głównym toposem wierszy jest przemijanie – stanowczo mój ulubiony motyw w poezji i ogólnie szeroko pojętej sztuce. Jak łatwo samemu wydedukować, czasami przemawia przez wiersze dogłębny smutek i to on prowadzi do zatrzymania się w miejscu choć na chwilkę. 

Ciekawym zabiegiem jest też synteza motywu natury i bardzo przemawiającego do mnie obrazu miasta. Kontrast tych dwóch wizji przy odpowiednich przemyśleniach niesie ze sobą wartościowe treści i zaskakujące odkrycia. Wśród wierszy najbardziej poruszający okazał się wiersz o subtelnym tytule "Spacery". Przyznam się, że już dawno nie czułam się tak wzruszona i bliska płaczu. 

"Koniec sezonu" to zbiór wierszy o wielowymiarowym spojrzeniu na świat. Czytelnik dostaje szanse odnaleźć w nim niezwykle wiele motywów, by wybrać swój ulubiony i iść jego ścieżką. Za pomocą prostych, ale też barwnych słów nie musi przerywać, nie musi martwić się, że coś będzie zbyt trudne i skomplikowane. Wiersze mają drugą głębię i konkretny plan, ale co ostatecznie odnajdzie w nich człowiek, zależy wyłącznie od niego. 

Egzemplarz recenzencki Sztukater.pl

czwartek, 3 lutego 2022

Wiersze o wierszach – Piotr Wierzbicki

 

Tytuł: Wiersze o wierszach

Autor: Piotr Wierzbicki

Kategoria: Poezja

Wydawnictwo: Sic!

Liczba stron: 36

Ocena: 8/10








Czym by było nasze życie bez słów? Owszem, często wygłaszam płomienne przemowy, że słowa nas ograniczają, wielu dyskretnych rzeczy, zjawisk czy uczuć nie nazwaliśmy i przez to nawet nie dopuszczamy do siebie, że one istnieją. Jednak nie mogę odmówić słowom gigantycznej potęgi i mocy zmiany życia. Słowa kreują przed nami całą ścieżkę możliwości i nie ograniczają się do żadnych schematów, czy stereotypów. To my je kreujemy właśnie za pomocą słów. Są one nam potrzebne do zwykłej komunikacji, ale też często do najważniejszych rzeczy – takich jak choćby wyznanie miłości. Jak ich nie docenić? Jak im czasami nie pozwolić na przejęcie nad nami kontroli? 

Nienawidzę tracić kontroli, ale nawet ja czasami muszę pozwolić dać się ponieść fali uczuć i różnorakich przeżyć. Jedną z możliwości jest poezja. Poszukuję w niej samej siebie, swoich własnych poglądów i emocji. Uwielbiam, gdy stawia mi wyzwanie i pozwala na autonomiczne dyskusje odbywające się wyłącznie w mojej głowie. Czasami oddaję się wyłącznie emocjom i daję się dogłębnie poruszyć. Wiersze potrafią dać mi naprawdę wiele. Dlatego dzisiaj chciałam Wam troszkę opowiedzieć o wyjątkowo krótkim tomiku wierszy, który wybitnie mnie zaskoczył i na łamach niecałych czterdziestu stron pozwolił mi odnaleźć wszystko, czego poszukuję w poezji. 

Mowa tutaj o dziele Piotra Wierzbickiego "Wiersze o wierszach". Od pierwszych stron wiersze wyróżniają się niesamowitą harmonią i rytmiką, która niekoniecznie wynika z rymów. Mają po prostu w sobie naturalną spójność i łatwość odbioru. Są wręcz melodią delikatnie poruszającą serce czytelnika. To wszystko w pięknej otoczce słów. Jednakże nie pierwszych lepszych słów, ale słów cudownych, wspaniałych i charakteryzujących się gracją. To właśnie te słowa prowadzą pasjonatę przez ich treść i pozwalają płynnie przejść od wiersza do wiersza. Większość z nich to epitety, które nadają całości swoistego i niezapomnianego piękna. 

Same wiersze mają krótką formę, lecz pozostają przy tym dosadne. W tych krótkich zdaniach kryje się wiele wartościowej treści. Przemyka przez nie duża doza kąśliwości i tak uwielbianej przeze mnie ironii. Ironia czy sarkazm są przeze mnie uważane za niekonwencjonalny rodzaj sztuki. Jestem zdania, że same w sobie wchodzą w erystykę i to często one dyktują jej warunki. Jak nie docenić czegoś takiego? Jak nie docenić, że proste i pozornie jednoznaczne słowa przy odpowiednim rozmówcy czy czytelniku niosą ze sobą całkowicie odmienne znaczenie? 

Niestety tomik wierszy ma dla mnie jedną wadę. Pozycje zawarte w nim są mocno nierównomierne. Jedne wiersze zachwycają, inne pozostają w etapie przeczytania i z czasem stają się zapomniane. Jednak w żaden sposób nad tym nie ubolewam, ponieważ wolę jeden tomik wierszy, gdzie większość jest subiektywnie koszmarna, a jeden na długo mnie poruszy niż jeden tomik wierszy, gdzie wiersze są stosunkowo dobre, ale nie niosą ze sobą zapamiętania, literackiej nieśmiertelności. 

Tak jak zazwyczaj przy poezji, wielu powiązań niestety nie rozumiem albo jestem wręcz przekonana, że w sferze rozumienia całkowicie mijam się z poetą. Często mnie frustruje ten fakt, lecz tutaj wydawało się to naturalne i pełne zrozumienia. Tym bardziej że wiele miejsca twórca poświęcił powiązaniom wojennym i z nich czerpał refleksję nad współczesnym światem. Szczególną uwagę zwróciłam na wiersz "Ktoś". Wydaje się on niesamowicie prosty w odbiorze, ale ma drugie – mocno poruszające – sedno. Wywołał on we mnie refleksje na temat sensu życia, która w kolejnych etapach przywoływała kolejne myśli i dała mi szasnę na dogłębną analizę duchowych odczuć. 

"Wiersze o wierszach" są poetyckim przewodnikiem po naszych własnych myślach. Ich dosadność i miejscami wręcz nikczemne ukazanie niewygodnych faktów ruszyły strunę w moim sercu. Zarazem cała dokładność i piękno dostarczyły mi estetycznych przeżyć, pozwalając spędzać czas nad podziwem dla magii słów i ich możliwości. Już dawno nie spotkałam tak wyjątkowego tomu poezji. 

Egzemplarz recenzencki Sztukater.pl

piątek, 7 stycznia 2022

wmyśli – Maciej Dmytrow

 

Tytuł: wmyśli

Autor: Maciej Dmytrow

Kategoria: Poezja

Wydawnictwo: Warszawska Firma Wydawnicza

Liczba stron: 68

Ocena: 7/10








Czasami trafiamy na coś, co wyjątkowo nas poruszy. Te coś może mieć wiele znaczeń – to może być piosenka, książka, film, jakaś historia, wydarzenie, widok… Tutaj ogranicza nas tylko nasze subiektywne odczuwanie. Jednak gdy już coś dogłębnie nas wzruszy, to potrafi zmieniać nasz tok myślenia, nasze poglądy i postrzeganie świata. Kiedyś wierzyłam, że taką moc ma właśnie poezja. Dlaczego kiedyś? Ponieważ wtedy byłam dogłębnie przekonana, że działa tak na każdego. Że każdy prędzej, czy później znajdzie wiersz, który będzie dyktował jego życiem. Z perspektywy czasu wydaje mi się to mocno egocentryczne. Przekonanie wyniesione z osobistego doświadczenia. Niektórzy nie lubią czytać, nie lubią poezji albo po prostu nie znajdują tego wiersza. Ja chyba nigdy go nie znajdę, lecz nic nie stoi na przeszkodzie, by dalej poszukiwać. I tak o to dzisiaj przed Wami kolejny tomik wierszy, który ostatnio miałam okazję przeczytać. 

„wmyśli” zaskoczyło mnie od początku poczuciem, że czytam teksty piosenek. Gdy tylko odczytywałam wersy wierszy, komponowała mi się w głowie jakaś własna melodia, a ja miałam poczucie, że to nie poezja, tylko jej połączenie z magią muzyki. To uczucie sprawiło mi wielką radość i od razu dodała każdemu wierszowi z osobna nieodzownego uroku, który zachwycał i pozostawał ze mną na długo. Sama twórczość Macieja Dmytrowa jest raczej krótka, ale towarzyszy temu dosadność i konkretność, co bardzo cenię. Przez cały tomik przechodzą najróżniejsze metafory, jednak i one są niespecyficzne. To nie były metafory w konwencjonalnym ujęciu, które kojarzy mi się z nadmierną poetycznością i patosem. Było w nich coś swojskiego, ale na poziomie. Jako czytelnik nie mogłam udawać, że te zwykłe słowa nie mają ukrytej głębi. Pragnęłam do niej dotrzeć, by sprawdzić, czy zgodzę się z nią, czy zostanę wewnętrznie poruszona i czy wreszcie na długo dany wiersz zagości w mym umyśle. 

Kolejnym aspektem, który mocno mnie zaskoczył, ale w jak najbardziej pozytywnym znaczeniu, jest pewien rodzaj mroku przemawiającego przez twórczość autora. To mrok, który mami, hipnotyzuje i intryguje na tyle, by wręcz ślepo za nim podążać. Niesie on ze sobą ekscytację i katharsis. Tak niekonwencjonalnego połączenia już dawno nie widziałam. 

Ogólnie cała tematyka jest unikatowa i pełna błyskotliwych uwag, które naprowadzają czytelnika na własne, mocno ukryte myśli. Każą stanąć mu przed tym, co sam ukrywa i po raz pierwszy zmierzyć się z nimi. W tym miejscu dostaję coś, o czym od dawna marzyłam, czyli oryginalność. Poeta nie boi się łamać wszelkich schematów. Być może nawet nie jest świadomy tego, że to robi, bo pozostaje sobą i rządzi się własnymi zasadami. Takich ludzi szanuję i czasami wprost im zazdroszczę tej pewności siebie w świecie, gdzie nie zawsze jest na nią miejsce. 

Najbardziej ze wszystkich wierszy poruszył mnie „chciałem trochę”. To wiersz, który pozwolił mi utożsamić się z osobą mówiącą i przeżyć wiele intensywnych, pełnych emocji. Podobnie miałam z dziełem „koty psy chomiki wszechświat”. Tutaj umiejętności autora sięgnęły wyżyn, a ja uświadomiłam sobie, jak za pomocą prostych słów można przekazać tak wiele. Wszystkiego niesamowicie intrygująco dopełniały ilustracje.

„wmyśli” bez wątpienia jest unikatowym zbiorem poezji, który nie da się tak po prostu zapomnieć. To tutaj uderza się w tematy ważne, poruszające i często zaginione. Do tego trzeba odwagi, z czego sprawy nie zdawałam sobie jeszcze, gdy zaczynałam czytać tomik. Teraz już wiem, ale nie zamierzam wykorzystywać tego jako ostrzeżenie. Wręcz przeciwnie – znajdźcie w sobie pokłady siły i zmierzcie się z obezwładniającym mrokiem, gdzie czasami można odnaleźć iskierkę nadziei. Szukajcie jej i akceptujcie to, co po drodze znajdziecie. 

Egzemplarz recenzencki Sztukater.pl 

poniedziałek, 13 grudnia 2021

Tchnienie duszy – Barbara Ptak

 

Tytuł: Tchnienie duszy 

Autorka: Barbara Ptak

Kategoria: Poezja 

Wydawnictwo: Warszawska Firma Wydawnicza

Liczba stron: 46

Ocena: 6/10








Z pasją kontynuuję tegoroczną przygodę z poezją i tym razem ponownie postanowiłam zapoznać się z tomikiem współczesnych wierszy. Nie do końca wiem, po czym wybierać takie tomiki poezji, więc tym razem dałam się przekonać tytułowi, który za pomocą dwóch słów oczarował mnie i zapowiedział intrygującą przygodę z głębokimi przeżyciami wewnętrznymi. A mówię tutaj o dziele Barbary Ptak, czyli o „Tchnieniu duszy”. 

Od pierwszych stron poczułam się mocno przekonana do tych wierszy, ponieważ od jakiegoś czasu decyduję się na krótką i prostą formę poezji, a tym razem poczułam wreszcie jakąś odmianę i mogłam cieszyć mój zmysł literacki rozbudowaną stylistyką. Dla samej siebie określam to jako starą szkołę wierszy. Taka rozbudowana poezja dosłownie kojarzy mi się z edukacją, gdy z pasją interpretowałam na języku polski wiersze naszych narodowych wieszczy, ale też i innych klasyków. Wtedy miałam właśnie poczucie takiej patetyczności i wręcz podekscytowania, że za kurtyną pozornie nic nie znaczących zdań kryją się głębokie refleksje, które nastrajają do kontemplacji przeczytanego tekstu. W przypadku „Tchnienia duszy” moje odczucia są identyczne. Tutaj całość po prostu tchnie wieloma metaforami, przepięknymi epitetami, niekonwencjonalnymi porównaniami i innymi środkami stylistycznymi, których nie jestem w stanie nazwać. Choć zaczynam się trochę obawiać, że przeraziłam Was już tym tomikiem wierszy. Nic mylnego – Barbara Ptak przy całym kunsztownym języku zadbała, by nie została przekroczona granica pomiędzy przesadnością, nieuzasadnionym patosem, a poczuciem zrozumienia u czytelnika. Bardzo szanuję poetkę właśnie za do subtelne wyczucie swoich czytelników. 

Jednak żeby nie było zbyt pięknie, to po przeczytaniu wierszy mam takie negatywne poczucie, że nie wyróżniają się niczym. Mają w sobie coś niesamowitego i całkowicie to doceniam, ale zarazem czuję, że autorka nie odnalazła własnej niszy i powtórzyła treści, które są już czytelnikom doskonale znane. Być może za dużo oczekuję, ponieważ obecnie wychodzą codziennie nowe książki, nowe tomiki poezji… Trudno znaleźć coś nowego. Wiersze zawarte w „Tchnieniu duszy” są dobre, naprawdę dobra, ale też tylko dobre. Pragnęłabym znaleźć wśród nich taki wiersz, który poruszy mnie na tyle, żebym teraz mogła o nim Wam opowiedzieć, żebym przede wszystkich chciała to zrobić. Poezja ma moc i podczas czytania chciałabym ją poczuć. 

A teraz małe wyzwanie dla Was! Jak myślicie, o czym są wiersze? Tak, oczywiście są o życiu i miłości. Nic wyróżniającego, ale przecież to moje ulubione tematy, więc bardzo się cieszę, że to one znalazły ujście w poezji. To niesamowite, jak bardzo te dwa pojęcia są szerokie, abstrakcyjne i pełne możliwości. Jednak czy odnalazłam w tych konkretnych wierszach coś zaskakującego mnie i zapierającego dech w piersiach? Niestety nie. Tutaj jest podobnie – wszystko doceniam, uważam, że to jak najbardziej słuszne i cudowne, ale nadal moja dusza krzyczy, że chce oryginalności… 

Warto też wspomnieć, że niektóre wiersze są mocno religijne. Jeśli mnie znacie, to dobrze wiecie, że raczej unikam tego jak ognia. Co prawda jestem osobą wierzącą – katoliczką, lecz duchowe sprawy pozostawiam właśnie własnej duszy, a w literaturze nie umiem odnaleźć się w takich motywach i przeżyciach. W „Tchnieniu duszy” też się nie odnalazłam, ale za to nie przeszkadzały mi w żaden sposób te wiersze, co jest z moich ust komplementem. 

„Tchnienie duszy” to tomik poezji, który czyta się z przyjemnością i pozwala on skupić się na różnego rodzaju przeżyciach, a nie czasami ponurej rzeczywistości. Niezmiernie cieszę się,  że mogłam zapoznać się z twórczością poetki. Mimo pewnych wad i rozczarowań będę dobrze wspominać tę przygodę. 

Egzemplarz recenzencki Szukater.pl

czwartek, 2 grudnia 2021

Epigramy – Małgorzata-Maggie Gołębiowska

 

Tytuł: Epigramy

Autorka: Małgorzata-Maggie Gołębiowska 

Kategoria: Poezja

Wydawnictwo: Warszawska Firma Wydawnicza 

Ocena: 2/10









Przy prawie każdej recenzji gnębię Was tą samą historią – postanowiłam w tym roku pogłębić swoją znajomość poezji. Oczywiście mam tu na myśli i poezję współczesną, i trochę bardziej tradycyjną. Jednak całkowicie w swoim postanowieniu zapomniałam o formach jak najbardziej należących do gatunku poezji, ale też odmiennych od tego, z czym spotykamy się na co dzień. A mówię tutaj o epigramach. Czym są epigramy? Dla niewtajemniczonych już tłumaczę. Idąc za słownikiem PWN: „krótki utwór poetycki o zaskakującej puencie”. Przecież to brzmi genialnie! W ostatnim czasie stanowczo zaczynam doceniać krótkie formy, które pozornie wydają się banalne, a tak naprawdę zawierają w sobie wiele mądrości i często też rozrywki. Próbowaliście napisać coś krótkiego i inteligentnego? Ja tak i przyznam, że w moim wykonaniu to delikatnie mówiąc porażka. Szybciej napiszę opasłą księgę niż w zdaniu lub dwóch zawrę coś wartościowego. 

Ale czemu tym razem z zaangażowaniem przedstawiam Wam tę anegdotę? Otóż jestem świeżo po zapoznaniu się z krótkim tomikiem wierszy pod bardzo naprowadzającym tytułem – „Epigramy”. Gdyby nie ten tytuł, to w ogóle nie pamiętałabym o istnieniu takiej formy poezji. Dlatego z zaintrygowaniem postanowiłam przeczytać te krótkie zdania i sprawdzić, jak przypadną mi do gustu. Jak było? Niestety bardzo źle…

Przede wszystkim zostałam negatywnie zaskoczona prostym odbiorem. Pewnie zastanawiacie się, dlaczego negatywnie. Jeszcze przed chwilą wychwalałam taką formę. Tak, ale tutaj prostota weszła w infantylizm, przekroczyła granicę dobrego smaku i zamiast dawać iskrę, która mówi: patrzcie, to oczywiste, ale zapominacie o tym, to mówi o rzeczach banalnych, znanych i powtarzalnych. Być może tutaj dużą rolę odgrywa również fakt, że byłam mocno nastawiona na jakieś barwne rozwiązania stylistyczne. Spodziewałam się gier słów, pięknych metafor, niekonwencjonalnych porównań i niespotykanych epitetów. Tymczasem nie znalazłam tego, choć może lepiej stwierdzić, że nie było to w moim guście. Wydawało mi się, że pisanie epigramów daje olbrzymie możliwości na błyskotliwe i kąśliwe uwagi. W przypadku tych „Epigramów” nie czułam satysfakcji z czytania i momentami męczyłam się. 

Kolejnym aspektem, który mnie rozczarował, jest sama treść krótkich wierszy. Po przeczytaniu tomiku – a zapewniam Was, że starałam się czytać ze skupieniem i zaangażowaniem – nie jestem w stanie stwierdzić, co takiego autorka chciała przekazać swoim czytelnikom. Oczywiście warto wziąć pod uwagę, że pewnych rzeczy mogłam po prostu nie zrozumieć albo nie przemawiają do mnie, jednakże tutaj nie trafiłam na ani jedno dzieło, które poruszyłoby mnie lub oczarowało. Wierszyki mówią o rzeczach codziennych i przyziemnych. W pewnym sensie to dobrze, ponieważ o nich też nie można w żaden sposób zapominać. Tylko że w tym momencie ponownie muszę powiedzieć „ale”. Ale w tej codzienności nie było konkretnej treści, w której mogłabym odnaleźć jakieś ważne wartości. Rezultat jest taki, że po przeczytaniu nie miałam potrzeby przemyślenia niczego, zastanowienia się nad moim życiem. Po prostu odłożyłam tomik na półkę i przypomniałam sobie o nim dopiero w kontekście pisania tej recenzji. Teraz myślę, że chyba wśród wszystkim moich oczekiwań – jak widać mocno wygórowanych – pragnęłam, by pojawił się śmiech, a przynajmniej rozbawienie. Kolejne niepotrzebne rozczarowanie… 

Gdy wyrażam swoje zdanie, które jest tak mocno negatywne, mam pewne opory, czy to na pewno kwestia pozycji literackiej, czy być może moich odczuć podyktowanych wyłącznie przez subiektywizm. Tutaj wchodzą dwa podejście do takich tekstów: właśnie całkowicie subiektywne odczucia i głęboka analiza zahaczająca już o obiektywną wiedzę. Drugiego nie jestem w stanie Wam dać, bo mam poczucie, że za mało wiem, ale żeby nie popaść zbyt w pierwsze podejście zakończę, mówiąc: spróbujcie, może właśnie to dla Was wiersze. 

Egzemplarz recenzencki Sztukater.pl

piątek, 19 listopada 2021

Liście - Rafał Barbarski

 

Tytuł: Liście

Autor: Rafał Barbarski

Kategoria: Poezja

Wydawnictwo: Warszawska Firma Wydawnicza

Liczba stron: 38

Ocena: 8/10








Po dniu ciężkim, pełnym wrażeń, obowiązków i nieprzewidzianych konsekwencji lubię usiąść i sięgnąć po poezję. Wiersze od jakiegoś czasu pozwalają mi złapać oddech i zapomnieć o istnieniu w ostatnich czasach ponurej rzeczywistości. Tak naprawdę nie należę do ludzi, którym z łatwością przychodzi rozumienie głębokich metafor, odnajdywanie symboli i wyciąganie rozsądnych lub poruszających wniosków. Na szczęście wiersze nie różnią się tak bardzo od prozy i mogą nieść ze sobą różnorodność możliwości. Ja akurat decyduję się na rozrywkę. Co tym razem przeczytałam? 

Zapoznałam się z tomikiem poezji Rafała Barbarskiego o prostym i wdzięcznym tytule „Liście”. Gdy zaczynałam czytać, nie miałam żadnych oczekiwań poza wspomnianą rozrywką. Miałam odpocząć, pozwolić sobie na wydech i zapomnienie. Tak też w samej rzeczy było, lecz okazało się, że na tych ledwie kilkudziesięciu stronach mogę znaleźć znacznie więcej. I teraz z ręką na sercu muszę przyznać, że to był jeden z najlepszych tomików współczesnej poezji, jaki miałam okazję czytać w swoim życiu. 

Przede wszystkim od pierwszych stron byłam oczarowana umiejętnością poety do tworzenia bardzo prostych i oczywistych metafor, ale zachowujących w sobie piękno i zrozumienie. Czułam się poruszona dogłębnie. Wprowadziło mnie to w nastrój nostalgiczny, który utrzymywał się jeszcze długo po zakończeniu całości. Kolejną zaletą „Liści” jest ukazanie, że jedno słowo w odpowiednim kontekście może mieć w sobie moc zmieniania ludzi. Zdaję sobie sprawę, że brzmi to górnolotnie, jednakże to poezja – tutaj jest potrzebny rodzaj patetyczności. Zresztą za samymi słowami idą gry słowne. Nie mam tutaj dokładnie na myśli zagadek, tylko odpowiednie i czasami mocno nietypowe połączenia słów. To one dawały możliwość kontemplacji oraz potwierdzały zdolności autora do tworzenia mocno plastycznych obrazów. 

Jeśli miałabym w jakiś prosty sposób określić, co podarowały mi te wiersze, to odpowiedziałabym, że po prostu wzruszenie. To było poczucie spokoju – tego, który jest wywołany przez akceptację, że niektórych rzeczy nie da się zmienić i mam całkowite prawo nie martwić się tym. Jesteśmy tylko ludźmi, jeśli nawet mamy najlepsze intencje, siłę i pomysł na sensowne działanie, to są rzeczy, nad którymi jako jednostka nie możemy zapanować. Czasami trzeba zdecydować, czemu poświęca się swój czas i energię. Za tą krótką refleksją idą wspomnienia, które mnie nachodziły podczas czytania. Tę formę również bardzo doceniam, bo jest coś fascynującego w tym, że za pomocą słów, często odmiennych, ktoś jest w stanie przywołać u innego człowieka określone wspomnienia. Czy taki był zamysł autora? Odpowiedzieć na to pytanie nie mogę. Jednak mogę potwierdzić, że świadomie czy nieświadomie wyszło to w naprawdę poruszający sposób. 

W tym miejscu przychodzi czas na trochę bardziej konkretne fakty. A przynajmniej pozornie. Jaka jest tematyka wierszy? Moja ulubiona odpowiedź – są o życiu. Pokazują codzienność, krok po kroku, by pokazać, że to właśnie te codzienne chwile, te zwykłe dni tworzą nasze życie. A w końcu samo życie jest syntezą piękna, ale też cierpienia. W poezji Rafała Barbarskiego doskonale ta mądrość wybrzmiewa. Dla mnie wierszem najbardziej poruszającym i zarazem najlepszym był wiersz „łatwo”. Odnajdywałam w nim samą siebie, miałam możliwość intensywnego utożsamienia się. Razem dało mi to możliwość ponownego spojrzenia na pewne sytuacje, ale tym razem już z całkowicie odmiennej perspektywy. Podobne przemyślenia pojawiły się również w kontekście wiersza „Uniosę”. 

Ten niepozorny tomik wierszy dał mi doskonałą rozrywkę, ale też godziny głębokich rozmyślań, a co za tym idzie całej gamy emocji. Właśnie taka powinna być poezja i „Liście” potwierdzają, że niepozorny wygląd i krótka forma, wcale nie odstają od bardziej kunsztownych form poezji, czy po prostu prozy. Nie zawsze jest potrzebny kwiecisty język, dla umiejętnego pisarza wystarczą same słowa.  

Egzemplarz recenzencki Sztukater.pl


niedziela, 27 czerwca 2021

Wiersze zrozumiałe same przez się – Guy Bennett


Tytuł: Wiersze zrozumiałe same przez się

Autor: Guy Bennett

Przekład: Aleksandra Małecka

Seria: Linia Konceptualna 

Kategoria: Poezja

Wydawnictwo: Korporacja Ha!art

Liczba stron: 136

Ocena: 7/10





Jak rozmawiamy ze znajomymi, czy innymi czytelnikami, to mało osób deklaruje, że lubi czytać wiersze. Oczywiście parę osób jest wielbicielami albo sami oddają swoją wyobraźnię we władaniu słów poezji. Jednak większość jest zdania, że szkolne wspomnienia dotyczące wierszy stanowczo wystarczą i nie ma potrzeby kiedykolwiek do nich wracać. W tym miejscu można by się zastanawiać, co takiego doprowadziło do tego, że lekcje języka polskiego skutecznie zniechęcają do tego gatunku literackiego. Czy to kwestia trudnego w odbiorze kanonu lektur? A może niezbyt dobrze poprowadzona interpretacja? Albo naturalna niechęć? Nie umiem odpowiedzieć na to pytanie, ponieważ uwielbiałam wiersze, odkąd mama czytała mi je na dobranoc. Szkoła nic nie zmieniła pod tym względem... Choć nie, dała szerszą perspektywę. Pozwoliła mi uwierzyć, że pod zwykłymi zdaniami, czasami tylko słowami kryje się głębia i unikatowe spojrzenie na świat. To mnie fascynowało i sprawiało, że chciałam wiedzieć więcej. 

Nigdy nie stałam się znawcą poezji, nigdy też nie opanowałam umiejętności poprawnej interpretacji. Nawet na wiele lat z niej zrezygnowałam, lecz od pewnego czasu powracam i ponownie próbuję dostrzec drugą stronę medalu. Tym razem skupiłam się na tomie poezji odmiennej od wszystkiego, co dotychczas miałam możliwość czytać, a mowa tutaj o "Wierszach zrozumiałych same przez się". Co to za niekonwencjonalny tomik? Już sama nazwa mówi wystarczająco wiele. 

Mam wrażenie, że w literaturze i mówię tutaj i o poezji, i o prozie, bardzo trudno wymyślić coś nowego i przełamującego schematy. W końcu już od setek lat jako ludzkość zajmujemy się tym. Guy'owi Bennettowi udała się ta sztuka. Odkąd tylko wzięłam książkę do ręki, wiedziałam, że zostaną zszokowana czymś nowym i niespotykanym. Pytanie brzmiało czy pozytywnie, czy negatywnie. Już po zapoznaniu się ze wszystkimi wierszami przyznaję, że jestem oczarowana całokształtem, a sam pomysł dostał cały mój szacunek. Na czym polega ta unikatowość? 

Większość wierszy jest bardzo krótka i wynika to bezpośrednio z przyjętego przez pisarza schematu. Wiersze te są o różnych innych wierszach i właśnie to ujmują w swojej wersji. Nie wychodzą poza ramy, tylko trzymają się konkretów pozwalających na całkowite zrozumienie. Tomik ten ma na celu przekonać czytelników, że poezja może być czymś pięknym i prostym w odbiorze. Nie zawsze muszą być to skomplikowane i niekończące się metafory, które przyprawiają o ból głowy, gdy jakiś śmiałek postanowi spróbować je zrozumieć. Wiersze mogą być jak najbardziej proste, a jeśli już wyróżniają się dozą trudności w zrozumieniu, można nauczyć się odnajdywać tę głębię. Wystarczy trochę zaangażowania i odpowiednio poprowadzonej wiedzy. 

Dosłownie każdy wiersz mówi o wyjątkowości danego wiersza. Brzmi to po trochu jak ciekawy paradoks, który być może jest nieprzerwanym błędnym kołem. Ale w taki sposób możemy poznać wiersz biały (stanowczo mój faworyt wśród wszystkich zawartych w tym tomiku), dialektyki, wiersz dosłowny i wiele innych. Jest to niezwykła synteza poczucia humoru i przekazania czytelnikowi wiedzy. Zarazem znajduje się tam miejsce również na refleksję i głęboką analizę. Jednakże każdy wiersz jest charakteryzowany poprzez konkret i dosadność, co bardzo sobie cenię. Pośród śmiechu jako czytelnik zapamiętywałam wiele istotnych wskazówek, ale musiałam też stawić czoła czasami trudnej tematyce w pozornym świecie abstrakcji. 

"Wiersze zrozumiałe same przez się" na pewno odczarują złe wspomnienia z lat szkolnych i dadzą szansę na ponowne spotkanie z poezją, ale tym razem nieformalne i pozwalające na bycie sobą. Nie wyrzucają odbiorcę w bezczelny sposób poza ramy, by interpretować ponad swoje umiejętności. Wyznaczają granicę, która subtelnie prowadzi czytelnika, ale jest też otwarta na sugestie i odnajdywanie nowych ścieżek. Uważam, że to dzieło niekonwencjonalne i zapraszające znawców, ale i laików dopiero poznających tajniki literatury. 

Egzemplarz otrzymany dzięki uprzejmości redakcji Sztukater.pl


środa, 5 maja 2021

Życie jak niespełniony sen – Roman Młodnicki

 

Tytuł: Życie jak niespełniony sen

Autor: Roman Młodnicki 

Kategoria: Poezja

Wydawnictwo: Warszawska Firma Wydawnicza 

Ocena: 8/10









Zdefiniuj słowo "życie" – co powiecie na takie zadanie? Jeszcze jakiś czas temu radośnie bym odparła, że jest bardzo proste i daje olbrzymie możliwości do wykazania się kreatywnością i wnikliwością. Teraz samo polecenie wywołałoby we mnie rodzaj niepewności i strachu. Bo jak zdefiniować coś tak skomplikowanego, niosącego ze sobą tak wiele różnych pojęć? W słowniku PWN jest sześć odpowiedzi, bardzo krótkich odpowiedzi, z którymi raczej można się zgodzić. Ale w żaden sposób nie oddają one całościowej istoty rzeczy. Coraz częściej wydaje mi się, że jest niemożliwe ubrać w słowa naszego istnienia, istnienia innych organizmów i jeszcze metafizyczny aspekt. Lecz kto wie, może Wy się podejmiecie tego zadania. 

W ramach mojej dalszej podróży poprzez poezję współczesną chciałabym Wam dzisiaj przedstawić dość pokaźny tomik wierszy Romana Młodnickiego o nazwie przygnębiającej, ale i na wstępie dającej temat do refleksji – "Życie jak niespełniony sen". I tym razem z dumą powiem, że to nie okładka, ani opinie innych czytelników przyciągnęły mnie do tej pozycje, ale właśnie te cztery słowa, które mają odwagę od pierwszego przeczytania poruszać serce. Stwierdziłam, że są zapowiedzią czegoś większego i miałam całkowitą rację, ponieważ czytanie tego tomiku poezji okazało się dla mnie przeżyciem niesamowicie emocjonalnym. Czemu? 

Przede wszystkim zacznę od stylu wierszy, który w odbiorze jest bardzo przyjemny i przystępny. Dla takiego czytelnika jak ja, czyli dla laika, jest to niezmiernie istotne. Nadal łatwo zniechęcam się do poezji, więc momentalnie czuję frustrację, gdy czytanie idzie mi zbyt ciężko, a treść jest niezrozumiała. Tutaj w żadnym przypadku tak nie było. Poeta trzymał się blisko granicy języka kwiecistego i skomplikowanego, ale w żadnym momencie nie postanowił jej przekroczyć. Bardzo mi się to podobało, bo dawało mi poczucie, że jestem pełnowartościowym odbiorcą wierszy, ale w pamięci gdzieś jest zrozumiały przez autora fakt mojego braku doświadczenia. 

Wiersze są rymowane i tutaj przy mojej niechęci do rymów mogłoby się to okazać tragiczne, ale tak nie było, co wywołało mój głęboki szacunek. Rymy abab nadawały całości harmonii, ale pozostawiały dozę spontaniczności. W tym miejscu mogłam wnieść swój hymn pochwalny do takich umiejętności pisarza. Tym bardziej że poszczególne pozycje poetyczne były dość długie i dość rozbudowane w swojej formie. 

Z czasem okazało się, że treściowo też mocno do mnie przemówiły. W wielu fragmentach zgadzałam się z Romanem Młodnickim, co dawało mi satysfakcję, że znalazłam kogoś o podobnym spojrzeniu na świat i podobnych poglądach do moich. Jednak mimo to czasami zostałam zaskakiwana w jak najbardziej pozytywny sposób świeżością ujęcia tematu i wnikliwością godną najlepszych obserwatorów. Razem dało do początek wielu wierszom, które na tle całego tomiku wyróżniają się unikatowością i nie pozwalają na choćby moment niepotrzebnej monotonii. Ten zabieg również mocno cenię, ponieważ już w swojej nikłej karierze czytelnika poezji trafiłam na tomy wierszy naprawdę dobrych, ale zbyt podobnych do siebie, by po przeczytaniu kilku móc dalej czytać bez pukających pokładów nudy. 

Jeśli miałabym wybrać wiersz, który najbardziej poruszył moje serce i bez wątpienia zostanie na długo w mojej pamięci, to zdecydowałabym się na "Życie gorsze...". To małe dzieło wpłynęło na mnie w sposób mocno emocjonalny i refleksyjny. Wyróżnia się pewnego rodzaju prostotą zawartą w codziennych myślach, ale zarazem głębszym, duchowym doznaniem. 

Wiersze mają najróżniejszą tematykę, ale najczęściej jako czytelnicy spotykamy wiersze dotyczące dość rozpoznawalnych wydarzeń, polityki i religii. Część z Was wie pewnie, że intensywnie unikam tematów związanych z wiarą w rozumieniu religijnym. W tym przypadku też najchętniej pominęłabym tę części, lecz nie zrobiłam tego, ponieważ były raczej subtelne i zgrabnie łączyły się z całą tematyką życia jako ogólne pojęcie. Podobał mi się ten motyw. 

"Życie jak niespełniony sen" to naprawdę zbiór niesamowitych wierszy, które zapamiętam na dłużej i jestem pewna, że jeszcze nieraz do nich wrócę. Jak teraz sięgam pamięci, to chyba wśród współczesnych tomików poezji, które dotychczas czytałam, ten stanowczo się wyróżnia i to w sposób urzekający i godny szacunku. Jeśli szukacie czegoś zrozumiałego i pełnego refleksji, polecam Wam tę książkę. 

Egzemplarz prasowy Sztukater.pl