Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Agencja Wydawnicza Gajus. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Agencja Wydawnicza Gajus. Pokaż wszystkie posty

środa, 9 sierpnia 2023

Raj utraconych – Kinga Hryc

 

Tytuł: Raj utraconych 

Autor: Kinga Hryc

Kategoria: Poezja

Wydawnictwo: Agencja Wydawnicza Gajus

Liczba stron: 84

Ocena: 8/10








Jak radzicie sobie z nadmiarem emocji? U mnie odpowiedź jest dość oczywista – czytam. Czytanie potrafi sprawić, że na chwilę poczuję ulgę, że na chwilę odpocznę od tego wszystkiego, co jest wokół mnie, że się skupię na tych małych, czarnych literach. To się wydaje nic nieznaczące, ale gdy tych emocji jest wiele, gdy świat mnie przerasta, ta chwila wytchnienia pozwala mi spojrzeć na wszystko z innej perspektywy. Pozwala mi rozplątać moje własne emocje i zrozumieć, co czuję, a następnie konstruktywnie to przetworzyć. Czy czytanie nie jest rodzajem siły i momentami wręcz nieokiełznanej magii?

Wszystkie te refleksje wzięły się w rezultacie przeczytania tomiku wierszy Kingi Hryc – "Raj utraconych". Tak jak ostatnio się z Wami dzieliłam, po naprawdę długiej przerwie wracam do czytania poezji i poszukuję czegoś, co mnie poruszy, co mi przypomni, dlaczego tak kocham czytać poezję. Tylko że niestety często jest tak, że trzeba przeczytać wiele wierszy, wiele tomików, by znaleźć coś, co nas tak intensywnie poruszyło. Na szczęście "Raj utraconych" jak najbardziej spełnił swoje zadanie i właśnie to zrobił. 

Już od samego początku styl, którym posługuje się Kinga Hryc, przypadł mi do gustu. Okazał się bardzo mocno rozbudowany, posiadający wiele środków stylistycznych. Tutaj można krótko powiedzieć – czyli wszystko to, co szanuję w wierszach i uwielbiam. A dodatkowo wśród środków stylistycznych mam poczucie, że dominowały metafory i to kolejny tak bardzo ceniony przeze mnie element. Dzięki temu wiersze czytało mi się po prostu dobrze, a co za tym też idzie: wnikliwie. 

W tomiku "Raj utraconych" wiele wierszy mono mnie poruszyło i sprawiło, że świat objawił się w pewien odmiennny sposób. Właśnie to też uwielbiam w wierszach, tak naprawdę parę słów może zmienić nasze postrzeganie, sprawić, że świat ukaże nam się w innych barwach, a my jesteśmy gotowi poszerzyć nasze perspektywy. Czyż nie jest to piękne? Gdy czytałam wiersze z tego tomiku, miałam poczucie, że poruszyły one gdzieś strunę we mnie. Choć też nie będę udawać, że wszystko doskonale rozumiałam, bo wcale tak nie było. Wiele wierszy okazało się dla mnie bardzo skomplikowanych i w rezultacie niezrozumiałych, więc też trudnych do oceny. Niemniej te wiersze, które myślę, że zrozumiałam i jakoś w sobie poczułam dawały mi szanse spojrzenia na podwójną głębię. Czułam, że z całości przenika nieopisane cierpienie, które słowa mimo to próbują ukazać. Jako czytelnik i we mnie pojawiły się podobne emocje. Gdzieś pomiędzy cierpieniem czułam nadzieję, a gdzieś pomiędzy nadzieją czułam cierpienie. Tym bardziej że poetka wielokrotnie w swoich wierszach w sposób momentami wręcz brutalny podkreślała niektóre istotne dla siebie elementy. Nie ograniczała się, nie bawiła w półsłówka. Po prostu wykorzystała moc poezji. 

Wśród wierszy przede wszystkim największe wrażenie zrobiło na mnie "Osiem błogosławieństw". Poczułam w tym wierszu samą siebie i przewrotność, która za tym szła. Dla mnie to właśnie przykład pewnej realnej brutalności tego świata, gdzie niektóre pytania muszą zostać ugłośnione, a człowiek sam przed sobą musi na nie odpowiedzieć. Poruszyło mnie to dogłębnie i skłoniło do przemyśleń. Dużym sentymentem darzę też wiersz "Braki". I z nim potrafiłam i przede wszystkim chciałam się utożsamić. 

Kinga Hryc w swoim tomiku poezji "Raj utraconych" bez wątpienia włożyła swoją duszę i przeprowadziła czytelników przez swoje życia, dając nam możliwość utożsamienia się, zrozumienia i właśnie odnalezienia w tych słowach samego siebie. Polecam ten tomik każdej osobie, która odnajduje się w poezji.

Egzemplarz recenzencki Sztukater.pl

czwartek, 3 sierpnia 2023

Opowieść fal – Kalina Beluch

 

Tytuł: Opowieść fal

Autor: Kalina Bieluch

Kategoria: Poezja, aforyzmy

Wydawnictwo: Agencja Wydawnicza Gajus

Liczba stron: 40

Ocena: 2/10








Na dobry początek standardowe pytanie – wolicie góry czy morze? Ja stanowczo wolę góry, co w żaden sposób nie oznacza, że nie doceniam morza. Po prostu wolę chodzić i podziwiać niż leżeć na plaży, a jednak takie wypady nad morze dość często to wymuszają. Niemniej teraz oddaję się sentymentalnym obrazom plaży wieczorem, gdy powoli robi się coraz ciszej i szum morza zaczyna być dominującym dźwiękiem, gdy woda przyjemnie chłodzi stopy po gorącym dniu, gdy wiatr wieje i nie pozwala mi zapanować nad włosami. To jest to morze, które uwielbiam – chłodnym, wietrznym wieczorem. W tym roku po raz pierwszy byłam nad morzem w trakcie zimy, choć to duże słowo "zima" i odkryłam nowy rodzaj postrzegania tego pięknego krajobrazu. Stanowczo stał się moim ulubionym. 

Ale czemu dzisiaj z taką pasją skupiam się nad pojęciem morze? Odpowiedź jest bardzo prosta. Z własnej, nieprzymuszonej woli wróciłam do zapoznawania się z meandrami poezji i tym razem zapoznałam się z krótkim tomikiem wierszy, opowiastek pod wdzięcznym tytułem "Opowieść fal". Właśnie dzięki temu tytułowi zdecydowałam się zapoznać z dziełami Kaliny Beluch. Oczekiwałam, że udało się jej uchwycić chwilę i właśnie iść za przeżyciami tej chwili. Czy tak właśnie było? Muszę powiedzieć, że w jakiś stopniu tak, owszem, lecz niestety w ostatecznym rozrachunku jestem naprawdę bardzo rozczarowana i też zasmucona, że tym tomikiem wierszy rozpoczęłam swój powrót po długiej przerwie do poezji. A to czemu? 

Styl poetki jest wyjątkowo prosty i w tym przypadku bez owijania w bawełnę – to olbrzymia wada. Jeśli czytacie moje recenzje, to wiecie, że raczej jestem fanką rozbudowanych form, może niezbyt przesadzonych, jednak duża liczba środków stylistycznych i często idąca za tym patetyczność jest czymś, co uwielbiam. Staram się doceniać prostotę, ponieważ wielokrotnie jest potrzebna i uzasadniona, jednak w tym przypadku okazała się być w moim odbiorze po prostu niepotrzebnie infantylna. Brakuje w wierszach jakiejkolwiek rytmiki. I tutaj ustalmy – nienawidzę rymowanek, ale nawet nienawidząc ich, rozumiem potrzebę wystąpienia pewnej uporządkowanej lub w sposób przemyślany chaotycznej struktury. Ona jest potrzebna, by wiersz przekonywał czytelnika, by dał szansę iść za sobą, rozpalił jakieś emocje. Tutaj jedyna struktura, jaka wystąpiła, to była struktura typowo wyuczona przez szkołę. 

Poza tym dosłownie wszystkie wiersze są do siebie podobne i indywidualnie, i jako całość niczym się nie wyróżniają. Jest to coś, co duża część osób byłaby w stanie napisać, a przynajmniej czytając, miałam taką myśl w głowie. Pod względem  środków stylistycznych również jestem zawiedziona. Wystąpiło mało metafor, choć bez wątpienia miały one odgrywać dość istotną część wierszy. Za to odczuwałam, że wystąpiło wiele całkowicie niepotrzebnych epitetów. Czytanie takiej formy po prostu nie dało mi żadnej satysfakcji. 

Poetka w swoim tomiku "Opowieść fal" stara się za pomocą piękna natury wyrazić pewne elementy naszego życia. I po części to doceniam, bo właśnie w rzeczach albo bardziej odczuciach prostych dostrzega piękno i istotę istnienia. To jest jak najbardziej ciekawy wniosek. Tylko że widzę w tym pewną powtarzalność i wewnątrz całego tomiku, i wśród innej literatury. Wydaje mi się to na tyle na co dzień dostrzegalne, że w żaden sposób mnie nie porusza, nie sprawia, że w mojej głowie pojawiają się głębokie refleksje. Po prostu jest i w sumie tyle. Gdy czytałam, to przyznam, że miałam poczucie, że to takie proste wierszyki dla dzieci, które czasami można było znaleźć w elementarzach. Choć tutaj w elementarzach, które miałam czy czytać, czy przeglądać znajdzie się niejeden wartościowy wiersz. W mojej głowie pojawiło się też porównanie do kartki z wydzieranego kalendarza. Jako dziecko moim małym obowiązkiem było dbać o odpowiedni dzień na kalendarzu i tam właśnie często znajdywałam takie krótkie... powiedzmy opowiastki.

W "Opowieści fal" po części rozumiem, i tak jak pisałam wcześniej, cenię to skupienie się na małych rzeczach, na chwili tu i teraz, ale jednak bardziej bym to rozbudowała. Nadała niektórym elementom barwy, dodała większą liczbę metafor, porównań i przemyślała użycie epitetów. I tutaj zauważyłam, że przy tym tomiku mam odruch poprawiania. Mam całkowicie inną wizję tych wierszy i nie jestem w stanie się od niej oderwać. To na pewno coś świadczy o mnie samej, ale też o konstrukcji poszczególnych elementów. 

Nie jestem zadowolona z tego, że zapoznałam się z tomikiem wierszy Kaliny Bieluch. Oczekiwałam czegoś znacznie lepszego. Choć zdaję sobie też sprawę, że moja ocena jest dość surowa i miejscami brakuje jej konstruktywności. Niemniej takie właśnie są moje odczucia i to za nimi poszłam. 

Egzemplarz recenzencki Sztukater.pl