Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 9/10. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 9/10. Pokaż wszystkie posty

piątek, 2 czerwca 2023

Moja mała poezja – Mirosław Urbaczewski

 

Tytuł: Moja mała poezja

Autor: Mirosław Urbaczewski

Kategoria: Poezja

Wydawnictwo: Warszawska Firma Wydawnicza

Liczba stron: 50 

Ocena: 9/10








Przyznam, że już od dawna nie czytałam żadnej poezji. Miałam za sobą wyjątkowy rok 2021 – to właśnie wtedy mój świat został zapełniony wierszami, epitetami, rymami, metaforami i wszystkim, co z poezją związane. Wtedy po raz kolejny nauczyłam się ją cenić i odnajdywać w niej odbicie swojej duszy. Było to niezwykłe doświadczenie, które właśnie sprawia, że na tak długo zapamiętałam tamten owocny rok. Jednak z czasem ponownie zaniechałam czytania poezji. Niemniej w ostatnim czasie gdzieś ponownie pojawiła się nostalgia, gdzieś poczułam sentyment i tak o to trafiłam na niezapomniany dla mnie tomik poezji Mirosława Urbaczewskiego – "Moja mała poezja".  Jak ten powiew radości i magii oddziaływał na mnie?

Przede wszystkim stylistyka wierszy niesamowicie przypadła mi do gustu, ponieważ zaiskrzyła ta dobrze mi znana poetyczność, którą wiążę z poezją określaną przeze mnie jako stara i to właśnie ją najbardziej cenię. Kojarzy mi się z latami szkolnymi, gdy słowo po słowie interpretowałam wiersze. Osobiście wspominam to bardzo dobrze, ze łzą w oczach. Wtedy właśnie dostrzegałam tę pasję dawnych poetów i uwielbiam ją odnajdywać w poezji współczesnej. Wiem wtedy, że to, co najlepsze nie umarłao tylko ewaluowało ku nowoczesności. Jednak styl był też prosty, co również pozytywnie oceniam, gdyż niestety nie zawsze rozumiem skomplikowane wiersze. Tutaj nie była to prostota infantylna, tylko prostota zwykłego człowieka, który rozumie innych ludzi. To pozwalało płynąć do przodu. 

W "Mojej małej poezji" Mirosława Urbaczewskiego dominowały przede wszystkim motywy miłości i życia. W pewnym sensie jest to coś sztampowego, ale też coś, co jest z nami nierozerwalnie połączone, więc mimo pewnej konwencjonalności pozostaje nadal najważniejsze. Właśnie dzięki temu odnalazłam liczne wiersze, z którymi się utożsamiałam. Przemawiały do mnie i wywoływały refleksję, która towarzyszyła mi przez następne dni. W mojej głowie pojawiło się wiele rozmyślań i sprawiały one, że zechciałam na wiele elementów mojego życia spojrzeć z trochę inne perspektywy – chciałam przede wszystkim zatrzymać się i dostrzec te sławne "tu i teraz". 

W wierszach pojawiło się wiele metafor. Był dla mnie zrozumiałe, co sprawiło, że doceniałam je. Mam wrażenie, że to między innymi właśnie one odpowiadały za wyraźnie widoczną pasję poety. Zarażał on nią i dawał ten niesamowity zachwyt. W końcu pasjonaci to przepiękny widok i jeszcze piękniejsze uczucie. Razem dawała to egzystencjonalny wydźwięk. 

Jeśli cenicie tak jak ja poezję, to myślę, że bez zastanowienia warto sięgnąć po tomik wierszy Mirosława Urbaczewskiego. Jest on czymś wyjątkowym i sięgającym głęboko w duszę. Jak można by odmówić sobie takiego doświadczenia?

Egzemplarz recenzencki Sztukater.pl

środa, 11 stycznia 2023

Wodnik – Jędrzej Pasierski

 

Tytuł: Wodnik

Autor: Jędrzej Pasierski

Kategoria: Kryminał

Wydawnictwo: Audioteka

Ocena: 9/10 









Pragnienie powrotu do przeszłości może okazać się zgubne. W przeszłości kryje się niemoc, bezradność i trauma, jednak coś było jeszcze wcześniej i być może to właśnie wtedy były te szczęśliwe czasy. Czasy, gdy jeszcze wszystko przed nami, czasy, które prowadziły nas do przodu i czasy, które nieubłaganie zbliżały się do TEGO dnia. A co było wtedy? Myślę, że duża część z nas ma jakiś dzień, który z perspektywy czasu okazał się trudny, który sprawił, że życie przewróciło się do góry nogami i wszystko się zmieniło. Czy można sobie z tym poradzić? Czy decyzje podejmowane pod wpływem emocji mogą przynieść coś dobrego?

Szczepan jest psychologiem dziecięcym, jednak w swojej profesji ma dość niestandardowe metody, gdyż nie przyjmuje w gabinecie, ale przyjeżdża do pacjenta do domu na tydzień w ramach interwencji kryzysowej. Ma niezwykłą intuicję i już lata doświadczeń w tym zawodzie. Zauważa wiele i ma wiele propozycji, by coś zmienić. Choć już od dawna jego praca nie sprawia mu takiej satysfakcji, jakiej w swoim czasie pragnął. Teraz przyszedł czas na Zwierzyniec. Pozornie typowa historia, znane trudności i znana gama możliwości. Niemniej coś wypada spod kontroli, coś się kryje w tajemnicach. Co to jest? 

Już dawno nie zdarzyło mi się czytać żadnego kryminału. Nigdy nie byłam fanką, lecz w ostatnich czasach to tym bardziej nie miałam zbytnio styczności z tym gatunkiem literackim. Mój wybór na "Wodnika" padł wyłącznie ze względu na zawód głównego bohatera. Byłam niezmiernie ciekawa, jak zostanie ujęty psycholog dziecięcy w takiej mrocznej opowieści. Zastanawiałam się też nad tym rzetelnością informacji. Sama jestem terapeutą środowiskowym, który udziela pomocy w domach pacjentów, więc po trochu mam wyobrażenie. A że jeżdżąc do moich pacjentów, spędzam dużo czasu za kółkiem, audiobook wydawał się tym bardziej doskonałym wyborem. I tak było w rzeczywistości. A należy też podkreślić, że dotychczas nie miałam przyjemności spotkać się z choćby podobnym motywem. 

Sam styl zachęcał mnie do słuchania. Sprawiał, że nie musiałam samodzielnie pilnować swojego skupienia, a ono samo pojawiało się i utrzymywało przez godziny drogi. Jest to dla mnie o tyle istotna zaleta, że często w podroży odpoczywam, więc książki, które wymagają ode mnie pilnowania się, dodatkowo mnie męczą, a nie dają upragniony oddech. Tutaj główną rolę odegrała płynność językowa. Autor przechodził z wątku na wątek. Zostawiał dużo niedopowiedzeń, lecz nie było wątpliwości, że do zabieg przemyślany i odpowiadający za zaintrygowanie dalszym ciągiem fabuły. 

Natomiast sama fabuła wielokrotnie mnie zaskoczyła. Na każdym kroku czyhało jakieś nieprzewidziane wydarzenie. Wybrzmiewała w tym pasja, która pchnęła do dalszego zapoznawania się z historią. Czułam, że tajemnic jest coraz więcej i sama nie miałam pomysłu na ich przebieg i rozstrzygnięcie. Pragnęłam słuchać dalej, by tylko dowiedzieć się, w jaki sposób to wszystko się łączy i ostatecznie kończy. A wielowymiarowość i podwójna linia fabularna tylko podsycały tę ciekawość. Jako jedyną wadę traktuję brak rozwinięcia wielu wątków. Wielopoziomowość poruszała dużą liczbę tematów i tylko główne z nich ostatecznie są pociągnięte. Jest zakomunikowanie istnienia reszty, ale też pozostają w sferze cienia. Wydłużenie tej książki byłoby jak najbardziej słuszne w mojej opinii. 

Tematycznie poprzeczka również była wysoka. Poruszono wiele trudnych tematów i dawano przestrzeń na głębokie przemyślenia oraz być może odwołania do własnych sytuacji życiowych. Dominowało cierpienie, w tle wybrzmiewała śmierć własnego dziecka, a co za tym szło główne skrzypce grała miłość matczyna. Łatwo się domyślić, że to wybuchowa i wbrew pozorom nieoczywista mieszanka. Kto jak kto, ale duża część matek ma olbrzymie pokłady miłości dla swojego potomstwa. Mówi się, że wręcz legendarne. Ale każdy popełnia różne błędy. Nawet matki. 

Jako audiobook "Wodnik" okazał się dosłownie superprodukcją, gdyż zachwycał wspaniale dobranym dubbingiem. Miałam wrażenie, że aktorzy ożywili postacie i pozwolili im prowadzić samodzielnie całą historię. To wszystko fenomenalnie współgrało z tłem, gdzie dało się usłyszeć ciche dźwięki i niekiedy muzykę. Wspólnie dawało mi to poczucie przeniesienia do innego świata. 

Cieszę się, że zdecydowałam się na przesłuchanie "Wodnika", gdyż potrzebowałam tego typu kryminału. Co do samej pracy psychologa mam wątpliwości, lecz w kontekście całej opowieści wymyka się to zasadom i czasami nawet etyce. Nie przeszkadzało mi to, a wbrew pozorom dawało kolejny temat do przemyśleń. 

Egzemplarz recenzencki Sztukater.pl

niedziela, 8 stycznia 2023

NORO-1. Bajka o relacjach i emocjach dla dzieci w spektrum autyzmu oraz ich najbliższych – Joanna Pstrągowska


Tytuł: NORO-1. Bajka o relacjach i emocjach dla dzieci w spektrum autyzmu oraz ich najbliższych

Autor: Joanna Pstrągowska 

Kategoria: Literatura dziecięca

Wydawnictwo: Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne

Liczba stron: 70 

Ocena: 9/10







W relacjach międzyludzkich tak wiele się dzieje, że czasami łatwo się w tym pogubić. Żaden człowiek nie jest oczywistą istotą, która zachowuje się w sposób stuprocentowo przewidywalny. Zbiór doświadczeń, predyspozycji, możliwości i czynników środowiskowych sprawia, że przeżywamy różne emocje, działamy w różny sposób i postrzegamy rzeczywistość przez najróżniejsze pryzmaty. Zazwyczaj całkiem nieźle sobie radzimy w kontaktach społecznych, lecz czasami dochodzi do sytuacji bardziej skomplikowanych. Niektórzy z nas nie mają też wrodzonych umiejętności rozpoznawania emocji u siebie, u innych i nie potrafią spojrzeć na świat oczami drugiej osoby. Jak pomóc odnaleźć się takiej osobie w świecie społecznym, tak by i ona miała swoje miejsce wśród ludzi? 

Pewnego dnia stała się rzecz niesamowita! Rzecz, która była mało prawdopodobna, a jednak się wydarzyła. Na planecie Ziemi wylądował statek kosmiczny, a w nim... Robot! Rozumiecie? Prawdziwy robot! Okazało się, że ma na imię NORO-1 i jest sympatycznie nastawiony do mieszkańców Ziemi. Ale czy na pewno? Czy Artur, który go znalazł, również tak uważa? By tego się dowiedzieć, musicie się zapoznać z książką "NORO-1. Bajka o relacjach i emocjach dla dzieci w spektrum autyzmu oraz ich najbliższych". 

Niezmiernie się cieszę, że miałam możliwość zapoznać się z tą książką. W swojej edukacji oraz pracy zawodowej właśnie czegoś takiego potrzebowałam. Jestem fanką prostych rozwiązań, a gdy mam na myśli proste rozwiązania, to uważam, że takimi jest przede wszystkim szeroko rozumiana zabawa. A już na pewno sprawdza się to w przypadku dzieci. Ponieważ pracuję w poradni autystycznej, czuję potrzebę, by dać z siebie jak najwięcej, by jak najwięcej nauczyć te dzieci. Jednak są rzeczy, których nie da się przejść, są obszary, w których trzeba być subtelnym i są obszary, które wymagają systematycznej i długotrwałej pracy. Stąd wydawało mi się, że bajka "NORO-1" może dać nam wiele zabawy, przyjemności, ale też pogłębiać relacje społeczne u moich małych pacjentów w sposób niezbyt dla nich trudny. Czy tak było? Jak najbardziej!

Jednak zacznę od samego stylu autorki. Tutaj tak naprawdę nie ma wiele, co mówić, ponieważ jest typowo bajkowy. Lecz pisarka dbała o tym, by był konkretny i prosty. Nie mógł być przesadnie barwny lub odwołujący się do zbyt nierealnych rzeczy. Musiał znaleźć złoty środek między wspomnianą prostotą, a dobrą zabawą i według mnie to właśnie zrobił. W treści znajduje się wiele metafor, różnych powiedzeń oraz pojęć abstrakcyjnych. Momentami czuć w tym sztuczność i nienaturalność dialogów, ale ma to też swój głębszy sens. Dzieci ze spektrum autyzmu często biorą słowa wyjątkowo dosłownie, co wydaje się logiczne. W rzeczywistości nasz język jest o wiele bardziej skomplikowany i w olbrzymiej mierze bazujemy na jakiś mało logicznych wyrażeniach. Jeśli nie mamy trudności w sferze metaforycznej, to nawet nie zauważamy, jak często wymawiamy jakieś frazesy nie mające pokrycia w dosłowności. Dlatego ta książka jest świetnym kompendium takich powiedzeń, a że dokładnie tłumaczy wiele z nich, to poszerza horyzonty naszych dzieci. 

Cała bajka wyróżnia się spójnością i ukazuje całą gamę różnorodnych ludzkich zachowań oraz emocji. Wskazuje, co jest ich przyczyną, jakie sytuacje mogą wywoływać dane emocje i jak sobie z nimi poradzić, zarazem rozumiejąc, że to naturalne, że się pojawiają. Jest to prosta ścieżka przez skomplikowane połączenia międzyludzkie. Wszystko ubarwiają wspaniałe ilustracje, które też są podpowiedzią, co dzieje się obecnie w historii. Według mnie może to pobudzać wyobraźnię i dawać możliwość lepszego zrozumienia. Natomiast na końcu każdego rozdziały znajdują się pytania do przeczytanej treści i podpowiedzi możliwych ćwiczeń również w oparciu o wcześniejszą treść. Ten aspekt spodobał mi się, bo też dla mnie jako psychologa jest jakąś inspiracją, jak uchwycić informacje pochodzące z tej bajki. Mogę sprawdzić, czy dziecko zrozumiało te treści oraz wyniosło coś konkretnego z nich. 

W tej chwili korzystam już z tej bajki w mojej pracy. Co prawda dosłownie na ten czas zdecydowałam się wykorzystać bajkę w pracy z dziećmi z trudnościami w kontaktach społecznych, jednak nie będących w spektrum autyzmu. W przyszłości na pewno będę rozszerzać grono czytelników. I teraz mogę powiedzieć, że bajka autentycznie wywołuje zaintrygowanie u dzieci i z uwagą jej słuchają, a następnie omawiają ze mną, co się wydarzyło. 

Takie książki jak "NORO-1" według mnie są fantastycznym rozwiązaniem dla każdego dziecka – niezależnie od jego trudności. Dzieci dobrze się bawią, słuchając bajki, a przy okazji poznają nowe powiedzenia i dostają przykłady możliwych sposobów radzenia sobie z emocjami. 

Współpraca recenzencka z Gdańskim Wydawnictwem Psychologicznym

poniedziałek, 2 stycznia 2023

Empatia. 48 ćwiczeń, które nauczą dziecko wyrażać swoje emocje, rozumieć innych oraz dbać o relacje – Hiedi France

 

Tytuł: Empatia. 48 ćwiczeń, które nauczą dziecko wyrażać swoje emocje, rozumieć innych oraz dbać o relacje

Autor: Hiedi France

Przekład: Anna Sawicka-Chrapkowicz

Kategoria: Literatura naukowa, literatura dla dzieci, poradniki

Wydawnictwo: Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne

Liczba stron: 145

Ocena: 9/10





To jak radzimy sobie w kontaktach społecznych, bardzo intensywnie oddziałuje na nasze życie. Wiadomo, że każdy z nas ma różne potrzeby, każdy z nas inaczej patrzy na niektóre rzeczy i każdy z nas inaczej będzie odnajdywać się wśród ludzi. Niemniej jako właśnie ludzie jesteśmy istotami społecznymi, żyjemy w grupach i musimy lepiej lub gorzej się w nich odnaleźć. To jak radzimy sobie z własnymi emocjami oraz jaką wrażliwość mamy na postrzeganie danych sytuacji przez innych ludzi, może się okazać kluczem do własnego sukcesu. Jednak jak sobie z tym poradzić? 

Cieszę się niezmiernie, że powstała książka z myślą o dzieciach, która pozwala zrozumieć pojęcie empatii, a co najważniejsze daje szereg zadań pozwalających odnaleźć empatię w samych sobie i innych. Mam wrażenie, że w biegu łatwo zapomnieć, że dziecko niektórych zachowań musi zostać nauczone. Część z nas szybko odkryła empatię i naturalnie przyswoiła sobie jej działanie, lecz każdy z nas powinien ćwiczyć współodczuwanie, a niektóre dzieci niestety nie radzą sobie z tym, dlatego warto im pomóc. 

"Empatia. 48 ćwiczeń, które nauczą dziecko wyrażać swoje emocje, rozumieć innych oraz dbać o relacje" jest napisana niezmiernie prostym językiem. Przede wszystkim wybrzmiewa z niego wyrozumiałość, ale też swoista płynność dająca poczucie, że nie jest to jakiś nudny podręcznik, ale książka pozwalająca inaczej spojrzeć na świat, a przy tym przynieść dużo zabawy. Czego chcieć więcej od pozycji literackiej, której celem jest uczenie dzieci? W końcu mało które dziecko jest gotowe siedzieć i wykonywać nużące ćwiczenia. Potrzebują odpowiedniej motywacji, a atrakcyjność i zrozumiałość ćwiczeń może być kluczem do rozwijania umiejętności współodczuwania. 

W książce znajdują się najróżniejsze ćwiczenia, które są całą gamą możliwości pokazania dziecku, jak ważne są relacje międzyludzkie, ale też trzymanie własnych granic, rozpoznawanie emocji swoich i innych ludzi oraz dostrzeganie perspektywy innych. Czytając te ćwiczenia, nie miałam wątpliwości, że wspaniale obrazują pojęcie empatii. W tej chwili już wykorzystałam wiele ćwiczeń w formie podstawowej, ale wiele z nich było też dla mnie niezwykłą inspiracją, by stworzyć coś własnego i przystosowanego do możliwości moich pacjentów. Mam poczucie zmiany własnej perspektywy. A doświadczenie z tymi konkretnymi ćwiczeniami pokazuje mi, że dzieci naprawdę się z nich odnajdują. Wykonują je z chęcią, są zaintrygowane, ale też daje mi to doskonałe pole manewru w rozmowie. Przy okazji moje doświadczenie z tą książką pokazuje, że jest to też praca nad moją relacją z moim małym pacjentem. Wychodzą wtedy różne tematy i różne tajemnice, więc dostaję furtkę pozwalającą dowiedzieć się o niektórych istotnych sprawach, które wcześniej albo zostały przemilczane przez dziecko, albo nie padło odpowiednie pytanie z mojej strony. 

Ta pozycja literacka okazała się skonstruowana w bardzo przemyślany i otwarty sposób, co daje pole do wspaniałej pracy terapeutycznej. Jest oparciem i inspiracją. Dla osób, które nie mają wyksztalcenia psychologicznego czy pedagogiczne, może okazać się fantastyczną podpowiedzią, na co zwracać uwagę w relacji z dzieckiem i jak prowadzić małego człowieka, by dostrzegało potrzeby własne i innych i odnajdywało pomiędzy tym złoty środek. Książkę jak najbardziej gorąco polecam każdemu, kto ma bliską relację z dzieckiem. 

Współpraca recenzencka Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne

środa, 14 grudnia 2022

Stworzyć komiks – Scott McCloud

 

Tytuł: Stworzyć komiks 

Autor: Scott McCloud

Przekład: Hubert Brychczyński

Kategoria: Komiks, poradnik

Wydawnictwo: Kultura Gniewu

Liczba stron: 272

Ocena: 9/10







Pasja w życiu to niezmiernie ważna sprawa. Pozwala człowiekowi oderwać się od codzienności, często nadaje jej barwy, sprawia, że czujemy się spełnieni i niekiedy dzięki niej szczęśliwi. Potrafi dyktować naszym życiem i sprawiać, że dochodzimy do wyżyn naszych możliwości, pozostając przy tym dumnym ze swoich osiągnięć. Choć mam wrażenie, że niektóre pasje potrafią być wyjątkowo ukryte w nas. Mijają lata, wiedziemy swoje życie, mam nadzieję, że szczęśliwe, aż pewnego dnia poznajemy jakiś nowy temat, jakąś nową czynność i tego dnia wszystko się dla nas zmienia. Macie jakieś przykłady takiej pasji?

A skąd u mnie dzisiaj pomysł na tego typu tematykę? Otóż w ostatnim czasie, jak część z Was wie, zaczęłam interesować się komiksem. Spośród wielu dzieł, które w większości jeszcze nic mi nie mówią, znalazłam wyjątkowo nietypowy komiks. Czemu nietypowy? Ponieważ jest to komiks mówiący, jak rysować komiks. Dla mnie brzmi to po prostu fantastycznie! Nie jestem rysownikiem, choć mam pewne zamiłowania plastyczne, ale i tak chciałam zajrzeć w głąb komiksu. Czy dzięki pozycji "Stworzyć komiks" udało mi się to?

Przede wszystkim pod bardziej obiektywnym względem nie jestem w stanie ocenić, jak wiele osób potrzebuje tego typu poradnika. Dla mnie to była ostatecznie genialna przygoda, która dała mi szerszą perspektywę plastyczną i literacką. Coś dla pogłębienia wiedzy ogólnej, ale niekoniecznie do wykorzystania w praktyce. Choć wydaje mi się, że wiele osób pewnego dnia chce swoje zamiłowanie do rysowanej formy literatury przenieść też na dzieło własne, więc takim osobom na pewno przypadłby do gustu ten komiks. 

Kiedyś prawie w ogóle nie doceniałam komiksu. Przyjemna forma, ale nic więcej. Teraz moja dawna ignorancja mnie przeraża. Zaczynam dostrzegać, jak bardzo jest niesamowita ta forma. "Stworzyć komiks" sprawiło, że weszłam na jeszcze wyższy poziom postrzegania komiksu. Zdałam sobie sprawę, na jak wielu płaszczyznach muszą pracować ilustratorzy i scenarzyści. Autor książki poruszył po krótce wiele aspektów tworzenia komiksów. Przedstawił konieczne fundamenty i najróżniejsze alternatywy. Doceniam to, gdyż jako laik czułam się bardzo pewnie, czytając tę pozycję. Wszystko wydawało mi się przejrzyste, zrozumiały i proste w odbiorze. Tylko w odbiorze, stworzenie komiksu to naprawdę praca dla wytrwałych i kreatywnych osób, które mają do tego pasję i są gotowe zaangażować się całym sobą. 

Poza tym komiks momentami jest niesamowicie zabawny i na poziomie stylistycznym, i ilustracji. Odbieram to jako puszczenie oczka do czytelników mówiące, że dzięki temu lepiej zapamięta się przedstawione treści. Dla osób lubiących listy i ogólnie dopracowaną organizację na końcu każdego rozdziału znajduje się pewnego rodzaju podsumowanie zawarte już bezpośrednio w samych słowach, bez dymków. 

Autor jest osobą, która daje olbrzymią motywację i wydaje mi się niesamowicie inspirującą osobą. Daje wielkie pokłady nadziei, ale też nie owija w bawełnę, mówiąc, że jest łatwo. Opowiada o możliwych trudnościach związanych między innymi z poświęceniami ilustratora i scenarzysty, ale też trudnościami związanymi z samym rynkiem, konkurencją i ekonomicznymi możliwościami. Mam wrażenie, że przedstawia rzecz taką, jaką jest. Nie od wczoraj siedzi w tym biznesie. Dlatego też widział wiele osób, które osiągnęły sukces i w kategoriach popularności, i w kategoriach własnej satysfakcji. 

Warto też co nieco wspomnieć o ilustracjach. Wyróżniają się łatwym odbiorem i przejrzystością, ale zarazem widać w nich wielką dokładność szczegółów. Wszystko wydaje się być na swoim miejscu, które wcześniej wnikliwie zostało przemyślane. Na mnie zrobiło to fenomenalne wrażenie. Pod względem wyjątkowo subiektywnym bardzo podoba mi się kreska autora, gdzie czuć beztroską zabawę ilustracją, gdzie rezultatem są ironiczne i zabawne treści. 

Od komiksu "Stworzyć komiks", za każdym razem mnie to bawi, oczekiwałam naprawdę wiele, a dostałam jeszcze więcej. To wspaniałe kompendium wiedzy dla pasjonatów tej formy i przede wszystkim młodych artystów, którzy dopiero stawiają swoje pierwsze kroki w tym świecie. Odnajdą tam inspirację, podstawy i motywację. 

Egzemplarz recenzencki Sztukater.pl  

poniedziałek, 5 grudnia 2022

Trening umiejętności emocjonalnych i społecznych dzieci. Karty terapeutyczne i karty pracy – Agnieszka Lasota

Tytuł: Trening umiejętności emocjonalnych i społecznych dzieci. Karty terapeutyczne i karty pracy

Autor: Agnieszka Lasota

Kategoria: Karty pracy, nauki społeczne, psychologia

Wydawnictwo: Diffin

Liczba stron: 60

Ocena: 9/10







Gdy zaczęłam swoją pracę, to pojawiło się w mojej głowie pytanie – co ja mam robić z tymi dziećmi? Brzmi może troszkę zabawnie, patrząc w kontekście, że dopiero co pięć lat uczyłam się psychologii, niemniej okazało się to wyjątkowo istotne i praktyczne pytanie. Okazało się, że mam za sobą mnóstwo podręczników, literatury naukowej, znam dobrze wiele teorii, lecz nie do końcu mam umiejętność wprowadzanie tego w życie. A przecież chodzi o to, żeby dzieci zyskały coś, nauczyły się czegoś i przy tym dobrze bawiły. W pierwszych dniach było to dla mnie nie lada wyzwaniem. 

Miałam dużą potrzebę, by dać z siebie wszystko właśnie w najbardziej efektowny sposób. By stworzyć własny warsztat potrzeba czasu i doświadczenia. Oczywiście zaczęłam poszukiwać materiałów, zaczęłam tworzyć własne i ogólnie zaczęłam iść jakąś własną wizją. Nadal to robię i uważam za jak najbardziej właściwe, ale wiele rzeczy rozbija się o wspomniany czas. Między innymi dlatego z taką radością przyjęłam pozycję "Trening umiejętności emocjonalnych i społecznych dzieci. Karty terapeutyczne i karty pracy". Już sama przydługa nazwa brzmi jak wybawienie. Czy tak właśnie było? 

Myślę, że jak najbardziej tak. Dostałam materiały, które w spójny i uporządkowany sposób pomogły mi prowadzić moje zajęcia. Dzięki temu sama nabrałam pewnego rodzaju harmonii i wiedziałam od czego wyjść. Przy tym z czasem zobaczyłam, jak dobrze mi się pracuje z tymi kartami pracy i jak pobudzają również moją wyobraźnię i inwencję twórczą. W końcu jest to pewien szkielet pozwalający krok po kroku przechodzić przez emocje, a następnie różne aktywności społeczne, ale też nic konkretnie nie narzuca. Tego potrzebowałam. 

Kolorowe karty pozwalają w sposób przyjemny i barwny rozmawiać o emocjach, o ich przeżywaniu oraz o radzeniu sobie z nimi. Właśnie ta barwność wydaje mi się idealnie dobrana, gdyż nie jest zbyt wiele kolorów, które w nadmiarze zapewne rozpraszałyby dzieci, ale jego występowanie intryguje. Moje miesięczne doświadczenie z tymi kartami sprawiło, że dostrzegłam, z jakim zaciekawieniem dzieci same zerkają, co to jest, czytają, a te młodsze proszą o przeczytanie. Natomiast czarno-białe karty pracy spisują się o tyle wspaniale, że razem możemy dojść do pewnych pomysłów, poszukać pewnych rozwiązań i młode osoby w zależności od wieku mogą różnego rodzaju chmurki, balony czy drabiny dopasować do własnej wizji i możliwości. 

W "Treningu umiejętności emocjonalnych i społecznych dzieci" każda emocja jest dokładnie przedstawiona. Mam poczucie, że razem z dzieckiem mogę się nią zaopiekować, a następnie stworzyć coś własnego, by jeszcze następnie mieć możliwość przypomnienia sobie zdobytej wiedzy i tego, do czego dziecko w ramach twórczej pracy doszło. Położono tutaj nacisk na dokładność, wieloperspektywiczność oraz systematyczność.

Kart jest naprawdę wiele i o różnym poziomie, więc dopasowuję je do wieku dzieci. W tej chwili widzę, że tempo pracy moich pacjentów jest naprawdę bardzo różnorodne, ale zarazem podkreślę ponownie, że widzę tutaj olbrzymią zaletę systematyczności i pewnego rodzaju powtarzalności. 

Cieszę się, że w moje ręce trafiła to pomoc terapeutyczna, gdyż dała mi duże możliwości pracy z dziećmi, ale też mam poczucie, że jest pewną ścieżką dająca mi możliwość zdobycie kolejnego doświadczenia, jak takie materiały powinny wyglądać i na co zwrócić uwagę, gdy pracuję z tak młodymi ludźmi. Dlatego gorąco polecam wszystkim osobom zaangażowanym w trening emocji u dzieci i osobom, które dopiero tak jak ja uczą się pewnych rzeczy. 

Współpraca recenzencka z Wydawnictwem Difin

środa, 2 listopada 2022

Każdy czasem się boi. Jak pomóc dziecku radzić sobie z lękiem i zmartwieniami – Agnes Selinger

 

Tytuł: Każdy czasem się boi. Jak pomóc dziecku radzić sobie z lękiem i zmartwieniami

Autor: Agnes Selinger

Kategoria: Literatura naukowa, poradniki

Wydawnictwo: Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne

Liczba stron: 124

Ocena: 9/10







Pamiętacie jakieś potwory z dzieciństwa? Ja w pamięci mam jakieś stworzenia, które były wytworem mojej wyobraźni, pewnie po części zaczerpnięte z jakieś bajki. W moich wspomnieniach autentycznie widziałam te potwory i niesamowicie się ich bałam. Jednak w życiu dziecka nie tylko potwory z bajek mogą być straszne. Niektóre dzieci mają wiele lęków, obaw i zmartwień. Biedactwa strasznie się z tym męczą. Oczywiście też lęk jest czymś całkowicie adaptacyjnym i potrzebnym nam w życiu, lecz niekiedy pojawia się nadmiarowo. Pytanie, jak wtedy pomóc swoim dzieciom? Pomóc tak, by odróżniały, co jest prawdziwym, przy tym prawdopodobnym zagrożeniem, a co wytworem wyobraźni lub nadmiernym zamartwianiem się. 

Właśnie w takich przypadkach przychodzi z pomocą książka "Każdy czasem się boi. Jak pomóc dziecku radzić sobie z lękiem i zmartwieniami". Zwróciła ona moją uwagę, ponieważ na co dzień pracuję z dziećmi, które właśnie przejawiają nadmierny lęk lub martwią się sprawami, które prawdopodobnie się nie wydarzą lub nie mamy na nie żadnego wpływu. Dlatego też od dawna poszukuję różnych zabaw, kart pracy i rozwiązań, które takim malcem pomagają odróżnić strach od nieadaptacyjnego lęku. Możecie sobie wyobrazić, jak bardzo się ucieszyłam, gdy zobaczyłam, że właśnie taka pozycja literacka wyszła na polskim rynku. 

Wydaje mi się istotne, by mieć jakiś poradnik czy po prostu zbiór rad, różnorodnych rozwiązań pomagających zrozumieć lęki dzieci oraz próbować odpowiednio na nich pracować. W końcu czy to terapeuci, czy rodzice, czy też same dzieci czasami potrzebują jakieś wskazówki pozwalającej ruszyć do przodu. Tym bardziej że mam wrażenie, że czasy ostatnio trudne. Na tyle by poza adaptacyjnymi lękami, poza naturalnym odbiorem sytuacji tworzyły się lęki niepotrzebne, lęki utrudniające dzieciom codzienne funkcjonowanie. Stąd ponownie pytanie – jak sobie z tym poradzić?

Jednak może teraz przechodząc do części warsztatowej, chciałam zwrócić uwagę na styl, którym jest napisana książka. Wyróżnia się prostotą odbioru, co w tym przypadku jest konieczne. W końcu tę książkę nie mają rozumieć wyłącznie ludzie wykształceni w dziedzinie psychologii, ale również osoby spoza. I tutaj ponownie mam na myśli rodziców i dzieci. Rodzice mają szansę zrozumieć przedstawione aspekty tak, by przekazać je swoim dzieciom. A też myślę, że wiele młodych ludzi całkowicie bezproblemowo jest w stanie samo przejść ten poradnik. Poza tym autorka też zwraca się bezpośrednio do swoich małych czytelników, co według mnie daje takie poczucie bliskości i zrozumienia. 

Pod względem treści książka przedstawia całą gamę lęków. Skupia się na różnych specyficznych lękach, ale też zwraca uwagę na zamartwianie się, katastrofizowanie czy postrzeganie świata w sposób czarno-biały. Dlatego myślę, że naprawdę duża część aspektów związanych z samym lękiem i zaburzeniami lękowymi została poruszona w sposób przystępny. Tym bardziej że "Każdy czasem się boi" jest nieoceniająca. Zresztą jak sam tytuł już mówi – każdy z nas czasami czuje lęk, a przynajmniej powinien, bo to całkowicie normalne zjawisko. Książka tłumaczy, czym się wyróżniają różne trudności związane z nadmiernym lękiem oraz podaje całą gamę różnorodnych ćwiczeń czy rozwiązań. Dzięki temu można znaleźć coś dla siebie, ponieważ czuć też podejście indywidualne. W końcu nie każde ćwiczenie pomoże każdemu. Każdy z nas jest inny, więc i ścieżki radzenia sobie z trudnościami mogą być różnorodne i to właśnie wybrzmiewa w tej pozycji literackiej

Czytając książkę, cały czas miałam poczucie, że daje ona rodzaj wsparcia, zrozumienia i też konkretu. Nie leje wody, ale nie jest też wyrachowanym tekstem. W sposób optymalny łączy ze sobą wiedzę i wsparcie. Pisząc tę recenzję, mogę już Wam z czystym sumieniem powiedzieć, że część przedstawionych ćwiczeń czy technik zastosowałam razem ze swoimi pacjentami. Czy działają? Na to trzeba więcej czasu, lecz zapewniam, że wywołują zaciekawienie i dają możliwość zmiany myślenia. Książka jest takim wyznacznikiem, jak sobie radzić z niektórymi sprawami i jak poszukiwać rozwiązań. 

Pod względem wydania "Każdy czasem się boi" jest niezwykle dopracowana. Wydawcy zadbali, by każdy szczegół znalazł się na swoim miejscu i zachęcał do korzystania. Cała książka jest bardzo kolorowa i ma wiele elementów, co w moim odczuciu jest i dużą zaletą, i sporą wadą. Już tłumaczę. Zaletą, ponieważ właśnie zachęca do korzystania, kojarzy się z czymś przyjemnym. Natomiast wadą, ponieważ ta wielość elementów i kolorów rozprasza, co zauważyłam już na samej sobie. 

Książka "Każdy czasem się boi" bez wątpienia uporządkowała mi wiedzę i dała ciekawe rozwiązania niektórych sytuacji związanych z zaburzeniami lękowymi. Tak jak wspomniałam, już w tej chwili korzystałam z niej w swojej praktyce zawodowej i planuję korzystać dalej oraz polecać ją rodzicom dzieci, które mierzą się z tego typu trudnościami. 

Egzemplarz recenzencki w ramach współpracy barterowej z Gdańskim Wydawnictwem Psychologicznym

czwartek, 27 października 2022

O bałwanku na przystanku – Marcin Skrzypek

 

Tytuł: O bałwanku na przystanku 

Autor: Marcin Skrzypek

Kategoria: Literatura dziecięca

Wydawnictwo: Warszawska Firma Wydawnicza

Liczba stron: 42

Ocena: 9/10








Za oknami już ciepłe dni, co prawda przerywane nagłymi deszczami i wichurami, lecz też zwiastujące nadchodzące lato. A może już jest lato, gdy to czytacie? Tak się składa, że tymczasem ja uwielbiam zimę. Wiosna czy lato są dla mnie chwilowym zachwytem, ale szybko mijającym i nasączonym niechęcią. Dopiero jesienne miesiące oddają mi moją energią i pozwalają snuć marzenia o zimie. Nie jest już taka jak kiedyś, gdy codziennością były śnieżyce, a ja chodziłam wśród zasp śniegu i lepiłam bałwany. Czasami mi z tego powodu przykro. Może właśnie dlatego tak dobrze zareagowałam na zabawny tytuł "O bałwanku na przystanku". 

Tej zimy przyszła prawdziwa zima! Taka ze śniegiem i magią Dziadka Mroza, który po latach powrócił na jeden sezon, by przypomnieć jak potężne są jego podmuchy i jak bardzo mogą zaczarować świat. Mroczny poranek, zaspy śniegu i spóźniony autobus... Czasami trzeba tak niewiele, by stało się coś niesamowitego, coś niemożliwego, by stał się cud. Dzieci ulepiły tylko bałwana, ponieważ im się nudziło. W pierwszej chwili nie poczuły podmuchu Dziadka Mroza. Co przyniósł? Jakie dziwy czekają na dzieci na przystanku? 

Uwielbiam literaturę dziecięcą. Wielokrotnie Wam opowiadałam, dlaczego jestem jej tak wielką miłośniczką. To w końcu ona zapoznaje naszych małych ludzi ze światem, to ona ich kształtuje i sprawia, że postrzegają rzeczywistość w określony sposób. W dużej mierze odpowiada za to, kim nasze dzieci będą w przyszłości. Właśnie dlatego według mnie literaturze dziecięcej należy się tak duży szacunek. I tym razem zdecydowałam się zapoznać z krótką książeczką "O bałwanku na przystanku". Dokładnie z tych powodów, o których mówi wstęp. 

Od dosłownie pierwszej strony byłam zachwycona stylem autora. Okazał się niezwykle barwny, oddziałujący na wyobraźnię, ale zarazem wystarczająco prosty w odbiorze, by dzieci mogły go bez większych problemów zrozumieć. A przynajmniej ja tak to oceniam. Pisarz stworzył atmosferę starej bajki, którą tak dobrze pamiętam z moich dziecięcych lat. Mam wrażenie, że początek XXI wieku był przełomem, gdy jeszcze istniały historie oparte na naturze, pełne zrozumienia i pasji, ale powstawały też książeczki, który zachwycały swoim pięknym wyglądem i wśród mądrych słów dokładały nowoczesności. "O bałwanku na przystanku" kojarzy mi się z tym pierwszym rodzajem dzieł dla młodych czytelników, więc czuję radość i nostalgię, że po tylu latach mogłam ponownie wczuć się w ten klimat. Tym bardziej że to nowo wydana książka, więc nie jest wyłącznie wspomnieniem, ale też przyszłością. 

Fabuła wydaje się pozornie prosta i oparta na dość znanych motywach, co jest w tym przypadku dla mnie zaletą, ponieważ odbiorcami są mali czytelnicy i w niektórych aspektach potrzebują uproszczeń. Jednak pomiędzy tymi uproszczeniami pojawiają się treści unikatowe i pełne mądrości. Ma to w sobie niepowtarzalny urok, który oczarował mnie i pozwolił mojej wyobraźni pójść własną ścieżką. Zarazem dostałam możliwość własnej refleksji na temat przyjaźni, natury, wolności istot żywych, śmierci i nadziei. Czy to nie jest niesamowite, że na tych zaledwie czterdziestu stronach znalazło się tak wiele ważnych aspektów naszego życia?

Mogłoby się wydawać, że to za dużo dla dziecka. Niemniej wcale tak nie jest. W książce widzę dwie linie fabularne. Nie są one oczywiste i tak naprawdę dostrzegłam je dopiero w chwili, gdy piszę tę recenzję. Pierwsza w sposób prosty i przy tym piękny tłumaczy młodym czytelnikom te wszystkie wymienione treści. Daje im zahaczenie do własnego postrzegania świata. Natomiast druga linia jest dla dojrzalszych osób, które poddadzą te aspekty wnikliwej analizie. W końcu takie wartości jak przyjaźń i wolność są naszą codzienność, o którą powinniśmy dbać i nie pozwolić jej burzyć. Tymczasem nadzieja i śmierć mimo tak różnej natury mają wiele wspólnego. Łączą się, gdy nadchodzi czas i decydują o naszym szczęśliwym życiu. 

Niesamowicie cieszę się, że ta niepozorna książeczka wpadła w moje ręce, ponieważ oczarowała mnie i sprawiała, że w sercu poczułam ciepło, ale też niezwykłe pokłady zrozumienia i wzruszenia. To wyjątkowe odczucia. Dlatego gorąco Wam polecam "O bałwanku na przystanku" – Wam i Waszym małym czytelnikom. 

Egzemplarz recenzencki Sztukater.pl

niedziela, 7 sierpnia 2022

Klątwiarze: Biały kot. Czerwona rękawiczka. Czarne serce – Holly Black

 

Tytuł: Klątwiarze: Biały kot. Czerwona rękawiczka. Czarne serce

Autor: Holly Black

Przekład: Stanisław Kroszczyński, Zuzanna Byczek 

Cykl: Klątwiarze

Tom: I - III

Kategoria: Fantastyka

Wydawnictwo: Jaguar

Liczba stron: 768

Ocena: 9/10




Świat się rządzi swoimi prawami. Nie w każdym przypadku jesteśmy w stanie im zaprzeczyć. Czasami żyjemy po prostu bezrefleksyjnie, ponieważ mamy wiele obowiązków, wiele pragnień i wiele myśli, które nie zostają przez nas samych przerobione. Przez to idziemy w określonym przez kogoś innego kierunku i nawet nie zauważamy, że kierunek ten nie jest tak naprawdę naszym kierunkiem. Dopiero przełomowe wydarzenie jest w stanie sprawić, że zaczynami inaczej postrzegać świat i zaczynamy też negować niektóre zasady. Czy służą one na pewno sprawiedliwości? Czy ułatwiają życie? 

Takim światem może być świat Cassela Sharpe. Świat, gdzie każdy nosi rękawiczki, ponieważ każdy może okazać się klątwiarzem, czyli osobą, która za pomocą dotyku dłoni, jest w stanie rzucić na drugą osobę klątwę. Mogą być one najróżniejsze – te tradycyjne złe, ale też te, które dają szczęście. W szczególności te drugie wydają się być kuszące, lecz kto tak naprawdę chciałby żyć w ułudzie. Natomiast te złe przerażają, bo mogą być przyczyną śmierci albo nawet czegoś gorszego niż śmierci. Cassel w swojej rodzinie jest wyjątkiem, ponieważ jako jedyny nie przejawia żadnych umiejętności klątwiarskich. Jest to dla niego trudne doświadczenie, gdyż musi udowodnić w inny sposób, że jest coś wart. Jak to zrobi? Dlaczego on jedyny w rodzinie nie posiada tych zdolności? I jakie tajemnice ma na swoim koncie? W przypadku Cassela pytań jest o wiele więcej niż można spodziewać się odpowiedzi. 

Zdecydowałam się przeczytać "Klątwiarzy", ponieważ zawsze ciekawi mnie twórczość Holly Black i gdy mam na myśli ciekawi, to chodzi mi o różnorodność jej dzieł. Dotychczas miałam okazję przeczytać parę jej powieści i za każdym razem miałam wrażenie, że są skrajnie od siebie różne. Jedne wyjątkowo przypadły mi do gustu, inne w ogóle. "Klatwiarze" mnie zszokowali, gdyż ponownie okazali się odmienni od innych książek pisarki, a wydawało mi się to na tym etapie już niemożliwe. Tymczasem ponownie zostałam zaskoczona i zarazem odkryłam powieść, do której niezwykle się przywiązałam i bez wątpienia uznałam ją za najlepszą w dorobku Holly Black. Dlaczego?

Przede wszystkim dużą rolę odegrał tutaj sam pomysł. Początkowo wydawał mi się dość dziwny i nie potrafiłam się w nim odnaleźć, ale czym dalej czytałam, tym bardziej zaczynałam rozumieć koncepcję i też ją doceniać. Świat, który wykreowała pisarka, okazał się prawie identyczny jak nasza rzeczywistość, ale zarazem różnił się wieloma aspektami, które początkowo odbierałam jako subtelne, by później zrozumieć, jak dużą mają wagę w tej opowieści. A Holly Black nie bała się też niestandardowych rozwiązań, co w kontekście całości było doskonałym wyborem, ale też ukazaniem odwagi i pewności siebie autorki. 

"Klątwwiarze" zachwycają dopracowanym stylem, tak różnym od tego, co znam. Czyta się ich doskonale, ponieważ dają przyjemność, a też są pewnego rodzaju wyzwaniem pod względem stylistycznym. Dopracowanie zgrabnie miesza się ze współczesnością i dokładnością opisową. Dzięki temu czytając, cały czas czułam naturalność. Opisy przeżyć wewnętrznych sprawiły, że litery na stronie stawały się czymś rzeczywistym i dobrze zrozumiałym przeze mnie. To już nie była tylko książka, ale ludzie, którzy mogliby istnieć w naszym świecie i zachowywać się podobnie. 

Fabularnie książka niesamowicie wciąga. Już pierwsza część, która w tym wydaniu jest odpowiednikiem pierwszego tomu, całkowicie przekonała mnie do siebie. Chciałam towarzyszyć Casselowi w jego działaniach i chciałam, by jego życie potoczyło się według jego pragnień. Pojawiła się tajemnica za tajemnicą, nawarstwiając się na siebie, by później czytelnik dostał szansę samemu połączyć niektóre sprawy... Jednak na końcu i tak zostałam całkowicie zaskoczona. Wielu wydarzeń się nie domyśliłam i nie byłam w stanie zauważyć wszystkich powiązań. Każde z nich, gdy już się je poznało, było logiczne, ale zarazem niespodziewane. 

Oczywiście też tradycyjnie chcę podkreślić, że fantastyka, tak jak większość gatunków, ma również istotną tematykę. W tym przypadku jest to załamanie granic dobra i zła. Ukazanie czytelnikowi, jak ta granica jest niejednoznaczna i zależna od najróżniejszych kontekstów. Wbrew pozorom nie zawsze my dokonujemy wyboru. Niekiedy sytuacje dyktują nam własne zasady i zostajemy poddani konieczności podejmowania decyzji należących do kategorii mniejszego zła. Taką sytuacją mogą być podziały społeczne, które od pierwszego oddechu są w stanie dyktować naszym życiem. Czy naprawdę takiego świata chcemy? 

Co do bohaterów to wyróżniają się niesamowitym dopracowaniem i wielowymiarowością. Są to postacie, które można spotkać w prawdziwym życiu. Dlatego niezwykle łatwo utożsamić się z nimi. Zrozumieć ich i ich wybory. Niekoniecznie pochwalać, ale być w stanie wyobrazić sobie, jak się czuli i co doprowadziło ich do tego, kim w tej chwili są i kim staną się w przyszłości. Jest to doskonale widoczne na samym Casselu. Jego postać została dograna w każdym najmniejszym szczególe. Długo nie wiedziałam, co o nim myśleć, ale z czasem dostrzegałam, jak bardzo jego osobowość jest skomplikowana i zarazem fascynująca. 

Niesamowicie cieszę się, że zdecydowałam się zapoznać z "Klątwiarzami". Samą książkę czytałam ponad miesiąc, co wynikało z nawału obowiązków. Ten czas sprawił, że stała się ona w mojej głowie czymś więcej niż po prostu dobrą książką. Przywiązałam się do niej i do dzisiaj czuję rodzaj monotonii i też sentymentu. Jeśli lubicie nieschematyczne rozwiązania i motyw dobra-zła, myślę, że to będzie dla Was doskonała lektura. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Jaguar 

piątek, 1 lipca 2022

Przygody Oktawiana – Katarzyna Brzezina

Tytuł: Przygody Oktawiana

Autor: Katarzyna Brzezina

Kategoria: Literatura dziecięca

Wydawnictwo: Warszawska Firma Wydawnicza

Liczba stron: 52

Ocena: 9/10
 







Pamiętacie czasy, gdy byliście dziećmi? Coś czuję, że to bardzo nostalgiczne czasy. Mam nadzieję, że niosą za sobą jak najlepsze wspomnienia. Ja swoje dzieciństwo pamiętam jako świat pełen magii i barw. Wtedy dosłownie wszystko mnie zachwycało, a dzięki swojej rozbudowanej wyobraźni widziałam stanowczo więcej niż powinnam. Potrafiłam przywoływać pewne rzeczy na zawołanie. Już wtedy można było u mnie zauważyć uwielbienie do najróżniejszych historii. Podejrzewam, że to właśnie z niego wyrosła moja kolejna miłość, czyli literatura. A jak u Was rozpoczęła się przygoda z czytaniem? 

Oktawian mieszka w lesie, ponieważ... Właśnie – czemu? Sam tego nie wie, ale za to wie, że las jest jego domem i rodziną. Czuje się tam bezpieczny i szczęśliwy, a to jest najważniejsze. W pewnym momencie w lesie pojawia się niespodziewany przybysz. Kto taki? A to akurat tajemnica, ale zapewniam Was, że zmieni on losy Oktawiana i całego lasu. Pytanie tylko, czy wyjdzie im to na dobre, czy wręcz przeciwnie? 

"Przygody Oktawiana" zdecydowałam się przeczytać, ponieważ bardzo cenię literaturę dziecięcą, więc też dbam o to, by co jakiś czas zapoznać się z jakąś książką z tego gatunku. W tym przypadku zachęcił mnie opis fabuły oraz promienna zieleń na okładce. W końcu to kolor nadziei i dla mnie skojarzenie ze szczęściem i radością. Czy właśnie tak się czułam, czytając tę książkę?

Pomysł na całość – również na dalsze części historii, których Wam nie zdradzę, musicie sami przeczytać – niezmiernie mi się spodobał. Nie przypominam sobie, żebym spotkała się z czymś podobnym. Gdy czytałam miałam poczucie, że jest prosty, lecz w żaden sposób nie odczułam tego jako wady, gdyż zarazem intensywnie oddziaływał na moją wyobraźnię. To opowieść dla o wiele młodszych czytelników niż ja, więc podejrzewam, że oni nie będą czuli tej prostoty. Pozwolą się porwać wyobraźni, a o to przecież chodzi!

Styl autorki jest dla mnie symbolem ukazania szacunku do swoich czytelników i to bez względu na wiek tych czytelników. Oczywiście i tutaj pojawia się łatwość odbioru osiągnięta za pomocą prostych zdań. Niemniej czuć, że pisarka spędziła dużo czasu nad dopracowaniem stylu. "Przygody Oktawiana" wydają mi się doskonałe dla dzieci. 

Jako dojrzały czytelnik z dość dużym doświadczeniem literackim zapewniam, że książka niesamowicie wciąga. Czytając, koniecznie chciałam się dowiedzieć, co będzie dalej, jak potoczą się losy bohaterów i jakie będzie ostatecznie zakończenie. Miałam wiele pomysłów i chciałam sprawdzić, ile z nich zostanie spełnionych. Poza tym główni bohaterowie, czyli tytułowy Oktawian i jego przyjaciel Timi, zyskali moją sympatię. Ich kreacja opierała się na głębokiej, jak na możliwości odbioru przez dziecko, analizy osobowości i tutaj ponownie dało się zauważyć dopracowanie. 

Natomiast tematycznie historia jest przepiękna, gdyż jest to opowieść ukazująca wizję prawdziwej przyjaźni, gdzie wyraźnie można zauważyć wagę wzajemnego oddania i lojalności. Są to według mojej opinii bardzo istotne wartości, które należy przekazywać małym ludziom od najmłodszych lat. Tym bardziej że oprócz tego motywu uwidacznia się motyw miłości do rodziny. Nie tej ślepej, ale tej, która jest w stanie zaakceptować pewne wady rodziny i dostrzec jej piękno w codzienności. Za tym idzie też rozróżnianie dobra i zła. 

Nie można też w żaden sposób zapomnieć o cudownych ilustracjach wykonanych przez Annę Andrzejewską. Mają one w sobie niesamowitą głębię dostrzegalną na wielu poziomach. Ilustratorka pomyślała nawet o takich aspektach jak światłocienie, co jest jeszcze kolejnym dowodem na niesamowity szacunek twórczyń do młodych czytelników. Na ilustracjach można dostrzec niesamowitą harmonię nadającą piękna i intensywne barwy dające poczucie, że jest się w baśni, świecie, gdzie nie ma zmartwień. 

"Przygody Oktawiana" okazały się fantastyczną opowieścią dla młodych osób, która pozwala zrozumieć takie wartości jak przyjaźń, miłość, rodzina oraz dobro i zło. Dzięki prostemu odbiorowi i wciągającej historii, łatwo zapomnieć, że jest to tylko książka, a nie coś, co wydarzyło się naprawdę. Wszystko wzbogacają piękne ilustracje. Dlatego jeśli tylko macie dzieci, to nie czekajcie i zaprezentujcie im tę książkę. 

Egzemplarz recenzencki Sztukater.pl

poniedziałek, 20 czerwca 2022

Legendy Ahn – Kel Kade

 

Tytuł: Legendy Ahn

Autor: Kel Kade

Przekład: Piotr Kucharski

Cykl: Kroniki Mroku

Tom: III

Kategoria: Fantasy

Wydawnictwo: Fabryka Słów

Liczba stron: 574

Ocena: 9/10





Czasami zaczynam czytać książkę i od pierwszych stron mam poczucie, że to będzie dla mnie niezapomniana przygoda. Niekoniecznie książka musi się wyróżniać genialnym stylem, oryginalną fabułą, czy dobrze wykreowanymi bohaterami. Może mieć naprawdę sporo wad. Jednak to nic nie zmienia. Po prostu wiem, że ta powieść będzie odgrywać w moim życiu istotną rolę. Nigdy nie umiałam tego uczucia dokładnie ubrać w słowa. Nie jest to też coś częstego. Jak mam być szczera, to moje początkowe "czasami" zdarzyło się tylko kilka razy w życiu. A czy Wy macie takie książki? 

Rezkin został postawiony przed całkowicie nowym zadaniem. Na szczęście był szkolony do takich działań od najmłodszych lat. Sytuacja może być niekonwencjonalna, przerażająca i wymagającą wybitnych umiejętności, ale Rezkin to wszystko potrafi. Czy to nie jest niesamowite, że jest tak wyjątkowy i utalentowany pod każdym względem? Na pewno tak, ale tak naprawdę Rezkinowi brakuje jednej podstawowej umiejętności – komunikacji międzyludzkiej i co za tym idzie empatii. A przynajmniej tak mogłoby się wydawać. Czy moje słowa się potwierdzą? Czy też ta nieludzka postać jest właśnie wyjątkowo ludzka? 

"Kroniki Mroku" okazały się w moim przypadku strzałem w dziesiątkę! Są dokładnie typem książki, o której piszę we wprowadzeniu. Dosłownie od pierwszych stron zakochałam się w tej historii i byłam w stanie przymknąć oko na wszystkie wady pierwszego tomu. Jednak czym dalej, tym było jeszcze lepiej. Nie dość, że czuję z tym cyklem głęboką więź, to Kel Kade jako pisarka bardzo rozwinęła własne umiejętności pisarskie, tworząc opowieść niesamowicie rozbudowaną, pełną tajemnic i zachwycającą wnikliwą analizą osobowości głównego bohatera. Czego chcieć więcej? Kolejnych tomów!

Już od "Powiernika Mieczy" doceniałam pomysł na całościową koncepcję. Wydawał mi się bardzo ciekawy oraz sprawiał, że koniecznie chciałam wiedzieć, co będzie działo się dalej. W "Legendach Ahn" moje zamiłowanie do pomysłu jeszcze bardziej się pogłębiło, ponieważ pisarka wyszła poza sztywne ramy i swoje pierwotne koncepcje wykorzystała jako solidny fundament, na którym ciągle buduje coś nowego. Dzięki temu cykl zachowuje świeżość i za każdym razem potrafi mnie czymś zaskoczyć. Poza tym cały czas bawię się wyśmienicie, zastanawiając się, co tym razem mnie jako czytelnika czeka. 

Styl Kel Kade jest już mi doskonale znany i dotychczas nigdy się na nim nie zawiodłam. Jest to typowy przykład powrotu do czegoś, co dobrze się zna i co daje poczucie bezpieczeństwa i rodzaj swoistej satysfakcji, że ponownie udało się nam spotkać. Pisarka dba, by był on dopracowany poprzez dokładne opisy miejsc, ludzi, broni i przede wszystkim przeżyć wewnętrznych bohatera. Mam wrażenie, że część czytelników może taki styl odebrać jako dość trudny i wręcz ciężki właśnie w odbiorze. Lecz gdy ja czytam, to mam poczucie szczegółowości, ale też przejrzystości. Tym bardziej że te liczne opisy intensywnie oddziałują na wyobraźnię i sprawiają, że jestem w stanie przenieść się do tego świata i podążać za bohaterami. 

Sama fabuła ekscytuje mnie poprzez wiele akcji i to poczucie, że tyle ważnych zdarzeń ma tam miejsce, że nie można się oderwać ani na chwilę. Jednak nie miałam też poczucia, że te wszystkie wydarzenia dzieją się zbyt szybko. Dla mnie to doskonałe trafienie w punkt pomiędzy akcją, a jej odpowiednim spowolnieniem. Sama historia wydaje się wyjątkowo przemyślana i logiczna, lecz dla czytelników początkowo jest owianą mgłą wielu tajemnic i niedopowiedzeń. Dlatego tak wspaniale jest odkrywać powoli wraz z Rezkinem tak olbrzymią liczbę sekretów i łączyć ją w zgrabny ciąg przyczynowo skutkowy. Na większość rzeczy nie byłam w stanie sama wpaść, ponieważ w powieści dominuje odejście od schematów i nieprzewidywalność. 

Kolejnym elementem, który systematycznie mnie zadziwia i zachwyca, jest kreacja bohaterów. Historia przedstawia naprawdę wielu niesamowitych ludzi, którzy są dopracowani pod każdym względem. Reprezentują sobą różne charaktery i różne życiowe historie. Każdy z nich posiada własną historię poprzez opowieść z przeszłości i nadzieję na przyszłość. Niekoniecznie musimy te opowieści znać, ale ewidentnie one tam są i nadają barw tym osobom. Jednak bez wątpienia najbardziej wyjątkowym bohaterem jest sam Rezkin. Jego postać będzie dla mnie zawsze geniuszem. Autorka tworząc Rezkina, ujęła tak wiele elementów. Nie zapomniała o niczym – jest jego osobowość, jest jego charakter, temperament, ale też lata nauki, a później styczność ze światem wewnętrznym i nowo poznanymi ludźmi. W jego głębokich przemyśleniach to wszystko jest widoczne i jest widoczne jak z czasem zaczyna się powoli zmieniać. Ta zmiana jest po prostu wybitnie przedstawiona pod względem psychologicznym. 

Książki fantasy mają to do siebie, że łatwo zapomnieć, że poza epickimi opowieściami one opowiadają również o wyjątkowo istotnych sprawach. Tak samo jest z "Legendami Ahn" i ogólnie całym cyklem "Kronik Mroku". Tutaj właśnie postać Rezkina przedstawia, w jaki sposób można tworzyć ludzi. Brzmi to dość okrutnie, ale dzięki modelowaniu, warunkowaniu czy karaniu można człowieka w pewien sposób uformować pod własne widzimisie. Niemniej jest to też duże uproszczenie, bo jak książka początkowo ukazuje potęgę takich działań, to z czasem można zobaczyć, że i one mają swoje granice i że mogą zostać zaburzone, zmienione i dzięki tym zmianom człowiek może stać się kimś całkiem innym. Tym bardziej że powieść ujmuje w tym również wątek zależności od sytuacji, kontekstu. Niekiedy poprzez brak wzajemnego zrozumienia można niszczyć ludzi. Należy się tego wystrzegać. 

Jak sami czytacie, jestem zachwycona "Legendami Ahn". Tak naprawdę nie wymieniam tutaj żadnych wad, co jest dla mnie nietypowe. Oczywiście one istnieją, ale przy tak wielu niesamowitych zaletach blakną i są niedostrzegalne. Historia Rezkina skradła moje serce i sprawiła, że zaczęłam inaczej postrzegać świat. Nie można też zapomnieć, że to niezwykła powieść fantasy. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję bardzo Fabryce Słów

sobota, 26 marca 2022

Malowany Człowiek – Peter V. Brett

 

Tytuł: Malowany Człowiek

Autor: Peter V. Brett

Przekład: Marcin Mortka

Cykl: Cykl Demoniczny

Tom: I

Kategoria: Fantasy

Wydawnictwo: Fabryka Słów

Liczba stron: 807

Ocena: 9/10





Niekiedy brakuje nam odwagi, by stworzyć lepszy świat, w którym chcielibyśmy żyć. Mamy możliwości do tego, lecz ogranicza nas olbrzymi lęk oraz brak gotowości do poświęceń. Nie ma w tym nic złego, ponieważ mamy do tego prawo, prawo do tego, by podejmować własne decyzje. Niemniej co jakiś czas trafi się człowiek, który nie daje się ograniczyć i brnie do przodu mimo wszystko. Tacy ludzie mają moc zmieniania świata. Czy na lepsze? Tutaj pewnie można dywagować, bo w końcu pewnie co człowiek, to inna wizja dobrego świata. Ale może są cele, które łączą nas wszystkich?

Świat jest przepełniony demonami. Każdej nocy powstają i bezmyślnie mordują ludzi. Potrafią wybić całe wioski, a niekiedy dostają się też do większych miast. Potrzeba dobrej runicznej ochrony, by przeżyć. Dla małych osad to wielki problem, ponieważ nie ma za dużo osób, które całkowicie dobrze potrafią rysować runy. Arlen jako mały chłopiec obserwuje, jak giną jego sąsiedzi, przyjaciele i najbliższe mu osoby. Obserwuje, jak co noc chowają się i z bezradnością próbują przetrwać. Bo co innego im pozostało? Leesha ma podobne obserwacje, jednak jej życie zostało zrujnowane poprzez słowa jednego, zbyt pewnego siebie chłopaka. Ciężko żyć wśród plotek. Natomiast Rojer jak przez mgłę pamięta swoich rodziców. Obecnie szkoli się na Minstrela i wierzy, że da światu radość. Co łączy tę trójkę? Jak potoczą się ich losy?

"Malowany Człowiek" rozpoczyna już w tej chwili rozsławiony "Cykl Demoniczny". Byłam niezmiernie podekscytowana faktem, że i ja rozpocznę z nim przygodę. Choć może słowo rozpocznę nie do końca pasuje do tej sytuacji, gdyż miałam już okazję zapoznać się z inną powieścią Petera Bretta – "Pustynnym Księciem". Z tego spotkania wyszłam z bardzo pozytywnymi odczuciami, ale bez zachwytu. Co przyniosła mi powieść, która już tak dawno temu została napisana, a do dzisiaj pchnie całe uniwersum do przodu? 

Uwielbiam pomysł, na którym opiera się całe uniwersum. Nie wiem, czy w czasach pierwszej premiery tej książki były one tak dobrze znane jak dzisiaj, bo dzisiaj pozornie nie są czymś unikatowym. Jednak Peter Brett sprawił, że już trochę utarte motywy stały się czymś niesztampowym i pełnym świeżości. Tym bardziej że świat, w którym dzieje się akcja, jest niesamowicie dopracowany. Pisarz ujął perspektywę osób mieszkających we wsiach, więc perspektywę ograniczoną przez mieszkanie całe życie w jednym miejscu, perspektywę pozbawioną wykształcenia. Lecz jako czytelnicy nie mamy narzuconych tych właśnie ograniczeń. Wiemy, dlaczego ci ludzie zachowują się w dany sposób, ale sami zdajemy sobie sprawę, że ich świat jest o wiele większy i o wiele bardziej skomplikowany. Przedstawienie czegoś takiego wydaje mi się trudnym zadaniem, z którym autor poradził sobie doskonale. 

Pod względem stylu też mam jak najlepsze odczucia. Ogólnie tak jak wspomniałam, po części wiem, czego spodziewać się po twórczości pisarza. Dlatego miałam troszkę mieszane odczucia. "Pustynny Książę" pod względem języka podobał mi się, lecz z perspektywy czasu postrzegam go jako dość oporny styl. Tymczasem tutaj zostałam wręcz zszokowana płynnością stylistyczną i przemawiającą przez nią naturalnością. Czytając tę powieść, nie zauważałam całych setek stron, bo tak mocno wciągnęłam się w fabułę i zapominałam o otaczającym mnie świecie. Co prawda miejscami widać pewne niedopracowania, ale przy całości nie jest to jakoś bardzo zauważalne. 

Nie wiem, czy pamiętacie, ale uwielbiam grube książki i ta nie stanowi wyjątku. Cieszę się, że nie ma tutaj żadnych ograniczeń, ponieważ w "Malowanym Człowieku" dzieje się dość dużo, lecz nie ma niepotrzebnego popędzania. Pierwszy tom można na spokojnie potraktować jako bardzo dokładne i rozbudowane wprowadzenie do o wiele potężniejszej historii, na którą liczę w kolejnych tomach. Choć nie mogę zapomnieć o tym, że w pewnym sensie mam już wyobrażenie, jak się potoczą losy bohaterów. Nie jest ono duże, lecz "Pustynny Książę" dał mi możliwość tworzenia własnych przypuszczeń. Wbrew pozorom jest to niesamowicie ciekawe, gdyż bardzo chcę się dowiedzieć, jak doszło do wydarzeń przedstawionych w kolejnym chronologicznie cyklu. To wydaje się być naprawdę długa droga. 

Bohaterowie są wykreowani dokładnie. Ich całokształt wskazuje na wnikliwe stworzenie całego charakteru oraz odpowiedniego kontekstu do ukazania, kim są. Pod tym względem najbardziej cenię Arlena, który przez całą powieść dość mocno się zmienia. Jego proces zmiany zostaje czytelnikowi ukazany krok po kroku, tak, że jest to zrozumiałe i poruszające. Jednak moje serce stanowczo skradł Rojer. Początkowo intensywnie mnie irytował, lecz z czasem zaczynałam dostrzegać głębię jego duszy i moje czytelnicze serce zostało poruszone przez tego niesfornego chłopaka. Co do Leeshy to ciężko mi się wypowiedzieć, gdyż nie umiem obiektywnie spojrzeć na jej postać. Właśnie z "Pustynnego Księcia" mam wyrobioną opinię o tym, kim jest i nie umiałam się od niej oderwać. Po prostu jej nie cierpię. 

W "Malowanym Człowieku" doceniam panoramiczne spojrzenie na różne problemy, trudności i samych ludzi. Tutaj nie ma ograniczenia do tego, że istnieje jedna racja. Istnieje wiele racji w zależności od sytuacji danego bohatera, jego możliwości i jego własnego spojrzenia na świat. Po przeanalizowaniu tego świat wydaje się logiczniejszym miejscem, choć przy tym nadal skomplikowanym i zaskakującym. W powieści jest też wyróżniony wątek upokorzenia i walki o lepszy życie. Ludzie są zdolni do okrucieństwa i niszczenia innym ludziom życia, choćby z zazdrości. 

Pierwszy tom "Cyklu Demonicznego" sprawił, że już całkowicie wsiąkłam w ten świat i jestem gotowa, by pogłębiać swoją fascynację. Spodziewałam się po "Malowanym Człowieku" wiele, ale jednak myślałam, że będzie istotnie gorszy niż "Pustynny Książę". Tymczasem zostałam zaskoczona i to właśnie ta historia mnie oczarowała. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję bardzo Fabryce Słów

niedziela, 13 lutego 2022

World of Warcraft: Kronika 3 – Blizzard Entertainment

 

Tytuł: World of Warcraft: Kronika

Autor: Blizzard Entertainment

Cykl: World of Warcraft: Kronika

Tom: III

Kategoria: Fantasy

Wydawnictwo: Dark Horse Comics

Liczba stron: 220

Ocena: 9/10






Może zacznę od dość nietypowego stwierdzenia w kontekście tej recenzji – nie gram w gry komputerowe. Może to trochę niedopowiedzenie, bo jednak czasami mi się zdarzało, ale to na przestrzeni mojego życia naprawdę bardzo sporadycznie i nie sądzę, by prawdziwy gracz uznał to za granie. Przyznam się, że nie gram w nie tylko i wyłącznie dlatego, bo jestem osobą niesamowicie niecierpliwą i gry po prostu dla mnie trwają za długo... Tak samo jak filmy i seriale. Wyjątkiem są tylko książki. W pewnym sensie ubolewam  nad tym, gdyż jak pewnie część z Was już wie, uwielbiam światy fantasy i całą otoczkę z nimi związaną. A właśnie gry komputerowe to mogłyby mi dać. Ale okazało się, że ktoś znalazł dla mnie częściowe rozwiązanie – książkę o grze, a konkretnie książkę "World of Warcraft: Kronika". 

Przedstawiona książka to już trzeci tom całego cyklu. Pierwsze niestety przegapiłam, ale już teraz na samym wstępie zapewniam Was, że do nich powrócę, ponieważ sam pomysł na całą serię wydaje mi się bardzo trafiony i przekonywujący wielu i czytelników, i graczy, i czytelników-graczy. Czy nie wydaje się Wam niesamowite, że jedna rzecz może połączyć tak wiele osób, osób, które mogą mieć całkowicie odmienne pasje albo które sprawnie je łączą? Dla mnie to już coś oznacza. 

Odnosząc się do pomysłu dotyczącego już samej fabuły, to ciężko mi się tu wypowiedzieć, ponieważ zakładam, że pochodzi on bezpośrednio z samej gry, więc trudno jest rozgraniczyć części stworzone na użytek tej pozycji literackiej i części pochodzące z gry. Tym bardziej że tak jak rozpoczęłam – nie grałam w grę. Dlatego po prostu powiem, że niesamowicie podoba mi się to, na jakich konceptach cała historia jest oparta. 

Sam styl, który dominuje w książce, jest mocno opisowy. Nie występują tam dialogi, jak w powieściach fabularnych. Wszystko skupia się na opisach miejsc, wydarzeń i relacji między bohaterami. To jest nasza główna ścieżka podążania za fabułą. Momentami w głowie pojawiała mi się myśl, że jest to trochę jak podręcznik do historii, ale w tym pozytywnym aspekcie. Czasami historia okazywała się wciągająca i fascynująca. Te wszystkie ciągi przyczynowo skutkowe, wielcy ludzie i podboje fascynowały mnie. Tutaj było prawie tak samo, choć chyba o wiele lepiej, ponieważ nie ograniczało się do realu, ale było urzeczywistnieniem fantasy. Te niekończące się opisy intensywnie oddziaływały na moją wyobraźnię. Jedyną wadą była mnogość nazw. Wszystkie imiona, rasy, przedmioty i miejsca przerastały mnie i wielokrotnie traciłam kontekst. Zakładam, że gracze, którzy zapewne doskonale znają świat i bohaterów, nie mieliby tak wielkiego problemu z tym jak ja. 

Fabuła jest po prostu monstrualna – to słowo perfekcyjnie ukazuje to, co przeczytałam. Samo uniwersum jest tak olbrzymie, że nieraz mnie przytłaczało, a ja się gubiłam w nim. To świat, gdzie naturą rzeczy jest niekończąca się wojna. Gdy dochodzi do jej zakończenia w jednym miejscu, to płynnie przechodzi do kolejnego. Przemawia przez to niesamowita spójność i logika, robiąca na mnie wielkie wrażenie. A samych bohaterów jest tak dużo, że obserwacja relacji między nimi i ich poczynań jest skomplikowanym zadaniem, które wymaga skupienia się i zaangażowania, lecz gdy uda się osiągnąć ten stan, zachwyca dokładnością i głębią. Ogólnie jestem zaintrygowana, jak sprawnie w książce zostały przedstawione mechanizmy i procesy psychologiczne, które ubarwiały całą historię. 

Nie można zapomnieć o samym wydaniu, ponieważ to ono jako pierwsze przykuwa wzrok czytelnika i przyznam, że naprawdę ciężko się oderwać od wizualnych aspektów tej pozycji. Ona jest po prostu przepiękna i to pod każdym względem. Tym bardziej że wewnątrz można odnaleźć wiele niesamowitych ilustracji zachwycających barwą, dokładnością i dających poczucie, że to nie jest tylko i wyłącznie kadr z gry, ale urywek rzeczywistego świata, do którego dostaliśmy zaproszenie. "World of Warcraft: Kronika 3" spokojnie mogę określić jako niezapomnianą ucztę estetyczną. 

Jestem wyjątkowo zadowolona z faktu, że nie dałam się zniechęcić swoim brakiem wiedzy odnoszącym się do gry, ponieważ nawet bez jej znajomości była to dla mnie niezwykła przygoda – pełna radości i niespodzianek. Więc jeśli nie graliście w "World of Warcraft" nie bójce się sięgnąć po tę pozycję. Natomiast jeśli jesteście graczami, to myślę, że będzie to dla Was wyjątkowe dopełnienie tego monstrualnego i zachwycającego uniwersum. 

Egzemplarz recenzencki Sztukater.pl

poniedziałek, 31 stycznia 2022

Królestwo Obłędu – Kel Kade

 

Tytuł: Królestwo Obłędu

Autor: Kel Kade

Przekład: Piotr Kucharski

Cykl: Kroniki Mroku

Tom: II

Kategoria: Fantasy

Wydawnictwo: Fabryka Słów

Liczba stron: 654

Ocena: 9/10





Granica między dobrem i złem jest bardzo rozmyta i niepewna. Wiele zależy od kontekstu sytuacji, historii człowieka i tego, kim jest. Wbrew pozorom decyzja nie jest równa decyzji. Tym bardziej że w tym wszystkim są jeszcze konsekwencje naszych wyborów. Przypominają mi się w tym momencie zdania o mniejszym złu. Czy naprawdę czasami nie ma w ogóle innego wyboru niż pomiędzy różnymi rodzajami zła? Czy może my doprowadzamy do tego, że pozostają przed nami tylko takie ścieżki? Ciężko jest oceniać póki nie przejdzie się przysłowiowo w czyiś butach. 

Rezkin wraz ze swoimi starymi oraz nowopoznanymi przyjaciółmi rusza w podróż do Skutton, gdzie ma się odbyć turniej. Liczy, że wreszcie po wszystkich trudach uda mu się odnaleźć jedyną osobę, która przetrwała rzeź w fortecy. Zarazem jest to jedyna osoba, która może mu powiedzieć, kim jest i jakie jest jego zadanie. Jednak młody mężczyzna nie przewidział, jak bardzo odmiennie mogą potoczyć się jego losy i jak ważne – być może – ma zadanie. Czy Rezkin wreszcie dowie się, kim jest? Do czego był tak dokładnie przygotowywany? I czy uda się mu według Zasad ochronić swoich przyjaciół? 

Na tom drugi "Kronik Mroku" czekałam bardzo niecierpliwie. Mimo wielu wad pierwszego tomu bardzo dobrze wspominam przygody Rezkina i jego poczynania. Od razu wiedziałam, że to typ powieści, gdzie można usiąść i wypisywać wadę za wadą, tylko po co... "Powiernik Mieczy" dał mi wiele godzin niezwykłej rozrywki. Pozwolił przywiązać mi się do bohaterów i dał naprawdę wiele tematów do przemyśleń. To wystarczyło, by przyćmić niedociągnięcia. Tymczasem drugi tom... Jest jeszcze lepszy i wiele niedopracowań zostało wspaniale naprawionych. 

Styl autorki od początku wyróżniał się unikatowością łączącą w sobie lekkie pióro dające łatwy odbiór, z dopracowaniem szczegółów. "Królestwo Obłędu" potwierdza, że nie jest to osiągnięcie jednej książki, ale prawdziwy talent pisarski z widoczną pracą nad nim. Cenię takich pisarzy. Tym bardziej że od razu gdy tylko zaczęłam czytać, miałam to wspaniałe poczucie, że powracam do starych, dobrych przyjaciół i ruszam wraz z nimi w niezapomnianą podróż. Moja wyobraźnia od razu wykreowała tak dobrze znane mi obrazy i poprowadziła przez historię pełną emocji. W książce pojawia się też wiele słownictwa, które jest mi całkowicie nieznane – czy to z powodów braku wiedzy, czy też niektóre z nich to neologizmy. Dotyczy to przede wszystkim rodzajów broni. Jednakże każde słowo, które było dla mnie nowe, było tłumaczone poprzez zgranie z innymi opisami, więc doskonale rozumiałam treść. 

Sama fabuła płynie stosunkowo wolno, ale w żaden sposób nie oznacza to, że jest nudna lub zbyt monotonna. Ona po prostu dokładnie przedstawia opowieść i pozwala dobrze zapoznać się z postaciami oraz podstawami i zwyczajami świata przedstawionego. Napędza ją przede wszystkim brak wiedzy na temat tego, kim jest Rezkin. W pierwszym tomie nie miałam najmniejszego pomysłu, tutaj w drugim cały czas pojawiały się z mojej strony najróżniejsze spekulacje. I koniecznie chciałam dowiedzieć się, czy moje pomysły znajdą potwierdzenie w samej historii. Niemniej niekiedy miałam wrażenie, że niektóre elementy opowieści są nie do końca spójne lub pomijają ważne aspekty, a jeszcze innym razem oczywistości były niepotrzebnie tłumaczone. 

Na temat bohaterów mam bardzo ambiwalentne opinie, ponieważ część z nich została wykreowana w genialny i niezmiernie panoramiczny sposób. Inni zostali spłyceni i potraktowani jako marionetki, bo ktoś taki musi być, ale przecież na dłuższą metę nie jest ważny. Jednak rozpocznę od mojego kochanego Rezkina. To jak został on przedstawiony, jest wprost wybitne. Pisarka podjęła się niesamowicie trudnego zadania, ponieważ musiała stworzyć charakter ukształtowany przez świat prawie dla nas niewyobrażalny, by później wrzucić go w świat ludzi, gdzie nie może się odnaleźć, ale jest inteligentny, więc z czasem zaczyna się uczyć. Sam punkt wyjściowy wydaje mi się wyjątkowo trudnym zabiegiem charakterologicznym, ale proces zmiany postrzegania świata przez Rezkina przy jednoczesnym zachowaniu jego prawdziwej osobowości wymaga niesamowitych umiejętności i Kel Kade tego dokonała. W dodatku połączyła w sobie ponownie głęboko analizę psychologiczną bohatera i wielkie poczucie humoru wynikające z dystansu do rzeczywistości i zasad społecznych. 

Niestety czuję się mocno rozczarowana postacią Frishy, gdyż jeszcze w pierwszym tomie została przedstawiona jako silna postać kobieca, która może jest niewykształcona, ale ma olbrzymi potencjał, by co najmniej pod względem inteligencji i emocji być równa Rezkinowi. Tymczasem są to tylko słowa, ponieważ działania kobiety przeczą temu. Frisha wydaje się być osobą pełną dramatyzmu i nieradzącą sobie z własnymi emocjami. Ogólnie mam wrażenie, że postacie kobiece są tutaj przedstawione w podobny sposób. W teorii kobiety różnią się charakterem, pochodzeniem, umiejętnościami i marzeniami. Niemniej każda z nich przejawia jakąś słabość, która stereotypowo nie może wystąpić u mężczyzny, a jest akceptowana u kobiet, bo to cecha typowo kobieca. Nie podoba mi się ten tok myślenia... 

Tematycznie "Królestwo Obłędu" porusza wiele ważnych kwestii, które po tej lekturze według mnie powinny zostać poddane refleksji. Na głównym planie jako czytelnicy widzimy Rezkina, który jest przykładem tego jak można tworzyć człowieka. Przypomina to podejście Johna Watsona, który twierdził, że z dowolnego dziecka zrobi, kogo tylko będzie chciał. Czy na pewno tak jest? Tutaj właśnie główny bohater sprawia, że trzeba zadać sobie to pytanie. Czy w tym tomie zaczynamy poznawać prawdziwego Rezkina, który zaczyna się wyzwalać z linek założonych mu przez jego mistrzów? Czy też tak naprawdę cały czas jest marionetką w ich rękach i nawet nie zdaje sobie z tego sprawy? Za tym idzie też kult pracowitości, wytrwałości i poświęcenia się danemu celowi. Bardzo lubię ten motyw, gdyż wierzę, że odpowiednia ilość pracy da swoje owoce. 

"Królestwo Obłędu" tak jak pierwszy tom dało mi wiele godzin wspaniałej rozrywki. Pozwoliło odpocząć pomiędzy egzaminami na studiach i zagłębić się w niesamowity świat, gdzie poza docenieniem poczucia humoru i kreacji bohaterów mogłam przemyśleć wiele elementów naszego istnienia. Teraz z ręką na sercu muszę przyznać Wam się, że oczekiwanie na trzeci tom będzie dla mnie bardzo trudnym wyzwaniem. 

Za egzemplarz bardzo dziękuję Fabryce Słów

piątek, 21 stycznia 2022

Księga Czarodzieja – Jørn Lier Horst, Hans Jørgen Sandnes

 

Tytuł: Księga Czarodzieja

Autor: Jørn Lier Horst, Hans Jørgen Sandnes

Przekład: Katarzyna Tunkiel

Cykl: Operacja

Tom: XX

Kategoria: Literatura dziecięca

Wydawnictwo: Media Rodzina

Liczba stron: 56

Ocena: 9/10





Macie w swojej rodzinie jakieś dzieci? Może kuzynostwo, młodsze rodzeństwo albo sami jesteście rodzicami? Jeśli tak, to na pewno doskonale zdajecie sobie sprawę, że maluch potrafi być wybitnie wybredną jednostką i to wcale nie kończąc wyłącznie na legendarnych brokułach czy brukselkach. Czasami mam wrażenie, że koneserami powinny być dzieci. Może nie byłyby w stanie nazwać wszystko w sposób specjalistyczny i rozbudowany, ale bez wątpienia dobitnie pokazałyby, co sądzą o danej rzeczy. Tak też jest z książkami. Mówi się, że to nasze maleństwa są wyjątkowo ciekawe świata, ale też szybko się nudzą. Przeżyliście kiedyś katusze w poszukiwaniu odpowiedniej książeczki dla dziecka? 

Jeśli tak, to chciałabym Wam zaprezentować pewną wielce intrygującą pozycję – "Księgę Czarodzieja". Być może część z Was doskonale kojarzy serię "Operacja" i wie, czego się spodziewać, ponieważ tom, o którym dzisiaj mowa, jest już tomem dwudziestym. Osobiście dotychczas nigdy nie zwróciłam uwagi na te cykl, ale po zapoznaniu się z "Księgą Czarodzieja", jeśli tylko będę miała okazję szukać książki dla dzieci, to poszukam właśnie w tej serii. 

Tak naprawdę w obecnych czasach poza paroma wyjątkami nie czytam już literatury dziecięcej i dość słabo znam współczesne literackie trendy w tym gatunku. Dlatego byłam mocno zaskoczona, gdy okazało się, że ta pozycja to coś więcej niż tylko piękne ilustracje oraz fabuła. Znajdują się tutaj zagadki zawarta na każdej stronie. Ich różnorodność naprawdę zachwyca i sprawia, że czytelnik wspaniale się bawi. Przynajmniej tak bawiłam się ja. Trudno mi określi dokładnie, jaki wiek dziecka jest najlepszy dla tej książki. Jednak zapewniam, że jeśli zagadka okaże się zbyt skomplikowana, to można po prostu spojrzeć na kolejną stronę, gdzie jest rozwiązanie i już na spokojnie je prześledzić. Wydaje mi się, że to naprawdę fantastyczne podejście. Daje dużo zabawy, rozwija dziecięce umiejętności dedukcyjne i przyciąga do siebie młodego czytelnika. 

Pod względem fabularnym książka jest prosta i przyjemna w odbiorze, ale w żaden sposób nie wyklucza to potrzeby dużego skupienia się na treści. Treść jest często potrzebna przy zagadkach. Mam wrażenie, że cała historia mocno rozwija myślenie i delikatnie popycha ku zaangażowaniu w łamigłówki. Gdy czytałam, miałam olbrzymią potrzebę dowiedzieć się, co będzie dalej i jak ostatecznie skończy się cała przygoda. Niektóre fragmenty autentycznie zaskoczyły mnie, co myślałam, że po kilkunastu latach intensywnego czytania w literaturze dziecięcej jest niemożliwe. 

Parę słów też na temat samego wydania książki. Mój zmysł estetyczny i dusza dziecka zachwycały się na każdej stronie. Same ilustracje robią olbrzymie wrażenie, co intensywna kolorystyka – tak mocno charakterystyczna dla gustu dziecięcego – dodatkowo podkreśla kunszt ilustratora. Tekst jest napisany dużą, prostą czcionką, która idealnie nadaje się do nauki czytania. Ostatnio moja mama, która jest nauczycielką, zwróciła mi uwagę, że bardzo istotne dla dziecka jest, żeby strony nie były wydane na błyszczącym papierze, ponieważ młodemu czytelnikowi odbicie światła utrudnia naukę. Tym razem zwróciłam uwagę na ten aspekt (sama nigdy bym na to nie wpadła, choć wielokrotnie w komiksach sama zmagałam się z tym problemem) i musze przyznać, że w "Księdze Czarodzieja" ten problem nie występuje. Troszeczkę widać to odbicie, ale to raczej samemu trzeba się o to postarać. 

"Księga Czarodzieja" to idealna książka dla młodych czytelników. Zauroczyła mnie swoich cudownym wydaniem, by następnie poprowadzić przez pasjonującą i nieprzewidywalną fabułę. A to wszystko w klimacie zagadek i łamigłówek. Już dawno nie bawiłam się tak wyśmienicie podczas czytania pozycji z gatunku literatury dziecięcej. 

Egzemplarz recenzencki Sztukater.pl