Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jaguar. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jaguar. Pokaż wszystkie posty

sobota, 22 lipca 2023

Nevermore. Kruk – Kelly Creagh

 

Tytuł: Nevermore. Kruk 

Autor: Kelly Creagh

Przekład: Jacek Drewnowski

Cykl: Nevermore

Tom: I

Kategoria: Fantasy, paranormal romance, literatura młodzieżowa

Wydawnictwo: Jaguar

Liczba stron: 480

Ocena: 6/10




Co sprawia, że tak bardzo lubimy czytać? Wydaje mi się, że każdy z nas odpowiedziałby na to pytanie w całkowicie odmienny sposób. Prawdopodobnie czerpiemy z czytania przyjemność, ale wydaje mi się, że to może być coś więcej niż tylko przyjemność. W końcu to może być również ucieczka od rzeczywistości, od problemów i braku zrozumienia ze strony innych ludzi. To może być również niesamowita podróż otwierająca nam miejsca, które na co dzień nie są dla nas dostępne. To może być poszukiwanie wiedzy, odpowiedzi na niekończące się pytania. To może być... Tutaj każdy może dopowiedzieć coś innego i odpowiedzi będzie naprawdę wiele. Dlatego teraz spróbujcie sami sobie odpowiedzieć, skąd ta pasja do czytania. 

Isobel ma idealnie uporządkowane życie. Jest chiliderką, która wyróżnia się swoimi umiejętnościami na tle innych. Ma niesamowicie przystojnego i niesamowicie popularnego chłopaka i oczywiście równie piękną i niesamowitą przyjaciółkę. Znacie skądś ten scenariusz? Bo ja aż za dobrze. Jednak coś musi to zniszczyć i tym czymś jest nic innego jak praca domowa. Nauczyciele czasami naprawdę potrafią czerpać radość z utrudniania życia, a przynajmniej tak właśnie jest u Isobel, której partnerem do projektu okazuje się Varen, czyli got, o którym krążą wyjątkowo mroczne plotki. I teraz przygoda rozpoczyna się na całego. 

Zdecydowałam się przeczytać "Kruka", ponieważ przyciągnął mnie do niego mroczny klimat oraz też wspomnienie, że bardzo chciałam już to zrobić, gdy wychodził w Polsce po raz pierwszy. To jest wyjątkowo mój styl i właśnie wspomniany klimat. Lecz czy teraz po przeczytaniu na pewno tak było?

Jak zaczęłam czytać powieść, to w mojej głowie od razu pojawiła się myśl, że to przecież totalny paranormal romance, czyli gatunek, który za moich nastoletnich lat bił granice popularności. Zrobiło mi się, aż ciepło na serduszku, ponieważ pojawiły się wspomnienia z tamtych czasów. I jak patrzę na datę pierwszego wydania, to właśnie idealnie czasowo się zgadza. I generuje to samo ale, co przy dużej części pozostałych książek pochodzących z tego gatunku – ale ma niewykorzystany potencjał. W tej chwili mam za sobą tyle światów high fantasy, że takie niewykorzystanie pewnych wątków mocno niszczy mi odbiór całej powieści. 

Natomiast styl książki jest dokładnie taki, jakiego można by się spodziewać, czyli bardzo lekki i przyjemny w odbiorze. Dla młodzieży myślę, że to perfekcyjny złoty środek. Choć pojawia się w mojej ocenie zbyt dużo niepotrzebnych opisów. Wprowadzają one wiele nieistotnych szczegółów i zabierają miejsce tym istotniejszym. I tak oceniając z perspektywy czasu, mam wrażenie, że "Kruk" bardzo dobrze się starzeje, choć też pytanie, na ile tutaj jest to kwestia umiejętności tłumacza. 

Sama fabuła to cała góra lodowa sprzecznych emocji i opinii. Z jednej strony wiele wątków jest wyjątkowo niespójnych, nie mających większego sensu. Brakuje właśnie wspomnianego wcześniej rozbudowania pewnych elementów. Ukazuje się też obraz toksycznych relacji. Tych wad jest naprawdę sporo i to są konkretne wady. Z drugiej strony nie ma, co ukrywać. Bawiłam się fantastycznie i to była dla mnie rozrywka dająca ulgę i takie ukojenie dnia codziennego. Choć też do czasu, bo zakończenie jest w mojej opinii fatalne. Naprawdę, wyjątkowo mi się nie podobało. Nie do końca rozumiałam, co się dzieje i nie spodobało mi się, jak zostały poprowadzone pewne ścieżki fabularne. To pozostawiło po sobie niesmak. 

Bohaterowie nie zachwycają. Są płytcy, ogólnie słabo wykreowani. Tak naprawdę można ich odróżnić wyłącznie po imionach, na pewno nie po zachowaniach czy charakterystycznych cechach. Pojawia się wiele toksycznych relacji, które w jakiś sposób są akceptowalne w tym świecie i miałam poczucie, że momentami wręcz ukazane jako te atrakcyjne. Sama Isobel jest postacią mętną, ambiwalentnie odczuwam jej moralność. I przede wszystkim dziewczyna stanowczo inteligencją nie grzeszy. Wiele naprawia Varen. On również nie jest jakąś wybitną postacią, jednak wprowadza do fabuły pewną barwność poprzez niejednoznaczność swoich zachowań. Co za tym idzie ujął mnie wątek romantyczny. Gdybym teraz miała go analizować, to pewnie wypadłby marnie. Lecz w takim ogólnym odbiorze moje serduszko stopniało. 

"Kruk" ukazuje, czym jest brak tolerancji, akceptacji i tak naprawdę, do czego może to prowadzić. Ten brak zrozumienia innych osób, brak w ogóle podjęcia próby, by zrozumieć drugiego człowieka ogranicza i ciągnie za sobą ciąg niepotrzebnej brutalności. Uderza w ten sposób w przyjaźń i miłość. Zadaje pytanie, gdzie jest granica pomiędzy akceptacją, kim jest drugi człowiek, a powiedzeniem nie, gdy nie zgadza się to z naszymi wartościami. W powieści właśnie ten motyw akceptacji jest ukazany w dwojaki sposób, co jak najbardziej przypadło mi do gustu. 

Cała książka to była dobra rozrywka i stanowczo nie żałuję, że po nią sięgnęłam. Gdybym miała piętnaście lat, to byłabym nią zachwycona i z niecierpliwością oczekiwałabym kolejnego tomu. W tej chwili jestem w stanie docenić jej zalety, ale też dosadniej odczuwam wady. Z tego względu raczej nie planuję czytać kolejnego tomu. Jednak jeśli jesteście fanami właśnie paranormal romance, to myślę, że może Wam naprawdę przypaść do gustu. 

Egzemplarz recenzencki Sztukater.pl

wtorek, 7 marca 2023

Heartstopper. Yearbook – Alice Oseman

 

Tytuł: Heartstopper. Yearbook

Autor: Alice Oseman

Kategoria: Literatura młodzieżowa

Wydawnictwo: Jaguar

Liczba stron: 160 

Ocena: 6/10








Czy czasami zastanawiacie się, jak powstają Wasze ulubione książki? Bo ja niekiedy mam wizję, jak jakiś pisarz siedzi, zastanawia się nad fabułą, później skupiony pisze na komputerze, pełen pasji, później zdenerwowania i irytacji, czasami nie ma weny, a później... Zaczyna się proces wydawniczy, który w mojej wyobraźni wywołuje całą gamę najróżniejszych emocji. Radość, stres, podekscytowanie, irytację, znudzenie, zniecierpliwienie. I w końcu książka wychodzi na rynek. Czasami jak myślę o autorach, to mniej więcej przedstawione obrazki mam przed oczami. A czemu o tym dzisiaj? Ponieważ tym razem trafiła do mnie książka, która jest w pewnej mierze o tym! 

"Heartstoppera" bardzo lubię i szanuję, choć też cały czas jestem zaskoczona ilością słodyczy, która tam jest. Niemniej jest to na tyle istotna historia, że nie mogę jej nie docenić. Pokazuje najróżniejsze problemy osób młodych (i nie tylko) oraz konstruktywne sposoby radzenia sobie z nimi. Właśnie za to tak bardzo darzę ten komiks szacunkiem. Tymczasem właśnie niedawno do moich rąk trafił "Heartstopper. Yearbook", czyli zbiór... W sumie to najróżniejszych rzeczy związanych ze światem "Heartstoppera" i samą autorką. 

Co myślę o samym pomyśle na stworzenie tego rodzaju książki? Przepraszam, ale od początku byłam do tego nastawiona bardzo sceptycznie. Choć może warto zacząć od tego, że nigdy nie miałam dobrego nastawienia na tego typu dodatków. Dla mnie to jednak ciągnięcie sznurków po jeszcze większe zarobki i utrzymanie popularności. Być może tacy bardziej oddani fani patrzą na to inaczej (choć ja w odniesieniu do mojego ukochanego "Harry'ego Pottera" nie zmieniam zdania, że dodatki są niepotrzebne). Dla nich może być to właśnie powrót do dobrych przyjaciół, uzupełnienie pewnych spraw czy gra sentymentów. Jednak nie dla mnie. 

Tak jak wspomniałam – ta książka to zbiór wszystkiego i niczego. Są informacje o procesie twórczym, procesie wydawniczym, a następnie serialowym. Karty postaci, które przybliżają każdą z nich o wiele bardziej. Możemy się dowiedzieć, co lubią, a czego nie, jakie mają cechy, które jeszcze niekoniecznie były ujawnione i jak w ogóle doszło do ich powstania. Dla mnie najbardziej wartościową częścią były różne urywki komiksów, które właśnie wiele uzupełniały. Tylko tutaj zataczamy błędne koło, ponieważ to tylko dosadnie potwierdza fakt, że bardziej ucieszyłabym się z kolejnego tomu. Jednak poza tym możemy znaleźć dość dokładne instrukcje, jak były rysowane postacie i jak sami możemy je narysować. Choć na rysowaniu trochę się znam i wiem, że trzeba coś tam umieć, by móc skorzystać właśnie z tych rad. Niemniej nadal pozostaje to dość ciekawym dodatkiem. Myślę, że też wiele osób mogłoby się zainteresować aspektami dotyczącymi wydania i samego tworzenia komiksów i książek. Czuć w tym podekscytowania autorki i to jak bardzo na przestrzeni lat rozwijała się pod względem umiejętności, ale też pewności siebie. 

Nie można też przejść obojętnie przy samym wydaniu tej książki. Jest tak niesamowicie barwna, że aż cieszy oczy. Nie jest nadmiernie barwna... Słowo barokowa nasuwa mi się. Ale na tyle by dać poczucie optymizmu, wiary i właśnie to ciepło powrotów. Tym bardziej że widać skupienie się na najmniejszych szczegółach i dopracowanie wizualnie całokształtu, co jest kolejnym aspektem potwierdzającym szacunek do czytelników. 

Było ciekawie zapoznać się z "Hearstopper. Yearbook", ale też nie będę ukrywać, że postrzegam to bardziej jako zabieg biznesowy. Ukłon w stronę fanów z nadzieją utrzymania popularności. Ale tak jak wspomniałam – postrzegam tak wszelkie dodatki do książek. Jeśli jesteście oddanymi fanami całości i autorki, to myślę, że możecie to odebrać całkowicie inaczej niż ja. 

Egzemplarz recenzencki Sztukater.pl

niedziela, 7 sierpnia 2022

Klątwiarze: Biały kot. Czerwona rękawiczka. Czarne serce – Holly Black

 

Tytuł: Klątwiarze: Biały kot. Czerwona rękawiczka. Czarne serce

Autor: Holly Black

Przekład: Stanisław Kroszczyński, Zuzanna Byczek 

Cykl: Klątwiarze

Tom: I - III

Kategoria: Fantastyka

Wydawnictwo: Jaguar

Liczba stron: 768

Ocena: 9/10




Świat się rządzi swoimi prawami. Nie w każdym przypadku jesteśmy w stanie im zaprzeczyć. Czasami żyjemy po prostu bezrefleksyjnie, ponieważ mamy wiele obowiązków, wiele pragnień i wiele myśli, które nie zostają przez nas samych przerobione. Przez to idziemy w określonym przez kogoś innego kierunku i nawet nie zauważamy, że kierunek ten nie jest tak naprawdę naszym kierunkiem. Dopiero przełomowe wydarzenie jest w stanie sprawić, że zaczynami inaczej postrzegać świat i zaczynamy też negować niektóre zasady. Czy służą one na pewno sprawiedliwości? Czy ułatwiają życie? 

Takim światem może być świat Cassela Sharpe. Świat, gdzie każdy nosi rękawiczki, ponieważ każdy może okazać się klątwiarzem, czyli osobą, która za pomocą dotyku dłoni, jest w stanie rzucić na drugą osobę klątwę. Mogą być one najróżniejsze – te tradycyjne złe, ale też te, które dają szczęście. W szczególności te drugie wydają się być kuszące, lecz kto tak naprawdę chciałby żyć w ułudzie. Natomiast te złe przerażają, bo mogą być przyczyną śmierci albo nawet czegoś gorszego niż śmierci. Cassel w swojej rodzinie jest wyjątkiem, ponieważ jako jedyny nie przejawia żadnych umiejętności klątwiarskich. Jest to dla niego trudne doświadczenie, gdyż musi udowodnić w inny sposób, że jest coś wart. Jak to zrobi? Dlaczego on jedyny w rodzinie nie posiada tych zdolności? I jakie tajemnice ma na swoim koncie? W przypadku Cassela pytań jest o wiele więcej niż można spodziewać się odpowiedzi. 

Zdecydowałam się przeczytać "Klątwiarzy", ponieważ zawsze ciekawi mnie twórczość Holly Black i gdy mam na myśli ciekawi, to chodzi mi o różnorodność jej dzieł. Dotychczas miałam okazję przeczytać parę jej powieści i za każdym razem miałam wrażenie, że są skrajnie od siebie różne. Jedne wyjątkowo przypadły mi do gustu, inne w ogóle. "Klatwiarze" mnie zszokowali, gdyż ponownie okazali się odmienni od innych książek pisarki, a wydawało mi się to na tym etapie już niemożliwe. Tymczasem ponownie zostałam zaskoczona i zarazem odkryłam powieść, do której niezwykle się przywiązałam i bez wątpienia uznałam ją za najlepszą w dorobku Holly Black. Dlaczego?

Przede wszystkim dużą rolę odegrał tutaj sam pomysł. Początkowo wydawał mi się dość dziwny i nie potrafiłam się w nim odnaleźć, ale czym dalej czytałam, tym bardziej zaczynałam rozumieć koncepcję i też ją doceniać. Świat, który wykreowała pisarka, okazał się prawie identyczny jak nasza rzeczywistość, ale zarazem różnił się wieloma aspektami, które początkowo odbierałam jako subtelne, by później zrozumieć, jak dużą mają wagę w tej opowieści. A Holly Black nie bała się też niestandardowych rozwiązań, co w kontekście całości było doskonałym wyborem, ale też ukazaniem odwagi i pewności siebie autorki. 

"Klątwwiarze" zachwycają dopracowanym stylem, tak różnym od tego, co znam. Czyta się ich doskonale, ponieważ dają przyjemność, a też są pewnego rodzaju wyzwaniem pod względem stylistycznym. Dopracowanie zgrabnie miesza się ze współczesnością i dokładnością opisową. Dzięki temu czytając, cały czas czułam naturalność. Opisy przeżyć wewnętrznych sprawiły, że litery na stronie stawały się czymś rzeczywistym i dobrze zrozumiałym przeze mnie. To już nie była tylko książka, ale ludzie, którzy mogliby istnieć w naszym świecie i zachowywać się podobnie. 

Fabularnie książka niesamowicie wciąga. Już pierwsza część, która w tym wydaniu jest odpowiednikiem pierwszego tomu, całkowicie przekonała mnie do siebie. Chciałam towarzyszyć Casselowi w jego działaniach i chciałam, by jego życie potoczyło się według jego pragnień. Pojawiła się tajemnica za tajemnicą, nawarstwiając się na siebie, by później czytelnik dostał szansę samemu połączyć niektóre sprawy... Jednak na końcu i tak zostałam całkowicie zaskoczona. Wielu wydarzeń się nie domyśliłam i nie byłam w stanie zauważyć wszystkich powiązań. Każde z nich, gdy już się je poznało, było logiczne, ale zarazem niespodziewane. 

Oczywiście też tradycyjnie chcę podkreślić, że fantastyka, tak jak większość gatunków, ma również istotną tematykę. W tym przypadku jest to załamanie granic dobra i zła. Ukazanie czytelnikowi, jak ta granica jest niejednoznaczna i zależna od najróżniejszych kontekstów. Wbrew pozorom nie zawsze my dokonujemy wyboru. Niekiedy sytuacje dyktują nam własne zasady i zostajemy poddani konieczności podejmowania decyzji należących do kategorii mniejszego zła. Taką sytuacją mogą być podziały społeczne, które od pierwszego oddechu są w stanie dyktować naszym życiem. Czy naprawdę takiego świata chcemy? 

Co do bohaterów to wyróżniają się niesamowitym dopracowaniem i wielowymiarowością. Są to postacie, które można spotkać w prawdziwym życiu. Dlatego niezwykle łatwo utożsamić się z nimi. Zrozumieć ich i ich wybory. Niekoniecznie pochwalać, ale być w stanie wyobrazić sobie, jak się czuli i co doprowadziło ich do tego, kim w tej chwili są i kim staną się w przyszłości. Jest to doskonale widoczne na samym Casselu. Jego postać została dograna w każdym najmniejszym szczególe. Długo nie wiedziałam, co o nim myśleć, ale z czasem dostrzegałam, jak bardzo jego osobowość jest skomplikowana i zarazem fascynująca. 

Niesamowicie cieszę się, że zdecydowałam się zapoznać z "Klątwiarzami". Samą książkę czytałam ponad miesiąc, co wynikało z nawału obowiązków. Ten czas sprawił, że stała się ona w mojej głowie czymś więcej niż po prostu dobrą książką. Przywiązałam się do niej i do dzisiaj czuję rodzaj monotonii i też sentymentu. Jeśli lubicie nieschematyczne rozwiązania i motyw dobra-zła, myślę, że to będzie dla Was doskonała lektura. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Jaguar 

czwartek, 7 kwietnia 2022

The Gravity of Us – Phil Stamper

 

Tytuł: The Gravity of Us

Autor: Phil Stamper

Przekład: Iwona Wasilewska

Kategoria: Literatura młodzieżowa

Wydawnictwo: Jaguar

Liczba stron: 340

Ocena: 5/10







Jako dzieci każdy z nas ma marzenia. Czasami są one niemożliwe do spełniania, czasami absurdalne, jeszcze innym razem zabawne, a niekiedy bardzo konkretne i racjonalne. Tak naprawdę nie ma znaczenia, jakie one są. Liczy się samo ich istnienie, sam proces wyobrażania sobie, jak je spełniamy, jak będzie wyglądać nasze życie, gdy już nam się uda i jak zareagują inni. Chciałabym Wam dzisiaj zdradzić wyjątkowy sekret. Sekret, który pewnie już znacie, ale chciałabym się upewnić, czy tak jest. Otóż dorośli też marzą – dokładnie tak samo jak dzieci. 

Cal pragnie być w przyszłości dziennikarzem. Ma już siedemnaście lat i perfekcyjnie zaplanowaną przyszłość. Jest rozsądnym i pracowitym, młodym człowiekiem, więc pilnie się uczy, angażuje w wprowadzenie swojego kanału z informacjami, swoją drogą bardzo dobrze prosperującego, wybrał też już uczelnię i miejsce, gdzie chce pracować... Ba, nawet dostał tam staż. Cóż może pójść nie tak? Otóż wszystko. Cal pewnego dnia dowiaduje się, że jego tata złożył zgłoszenie do pracy jako astronauta przy najnowszym projekcie NASA, którego celem jest lot na Marsa. Czy jego tata dostanie tę pracę? Czy decyzje rodziców mogą wpłynąć na już prawie dorosłe dzieci? 

W ostatnim czasie "The Gravity of Us" przyciągało mój wzrok. I tutaj podkreśliłabym słowo wzrok, ponieważ mam na myśli, że jestem zachwycona tą okładką. Czym powieść stawała się bardziej popularna i czym więcej pozytywnych opinii czytałam, tym bardziej chciałam ją przeczytać. I to dokładnie zrobiłam. Czy okładka równa się dobra książka? Myślę, że to pytanie nieraz i nie dwa zadał sobie każdy czytelnik i już większość z nas wie, że stanowczo nie można robić takich porównań. 

Zaczynając od pozytywów, jestem pod dużym wrażeniem pomysłu. Wydaje mi się wyjątkowo niesztampowy. Nie przypominam sobie, żebym dotychczas spotkała się, z czymś podobnym. Jednak to, że doceniam jego niekonwencjonalność w żaden sposób nie znaczy, że mi się podobał. Bardzo nie lubię, gdy w książkach jest motyw mediów społecznościowych. Wiem, że to dość absurdalne stwierdzenie, patrząc na to, czym się zajmuję. Lecz po prostu po ludzku, tak niewytłumaczalnie nie lubię. Natomiast loty kosmiczne i reality show, które mają duże znaczenie w tej historii, też nie są tematem, który mnie interesuje. Tym bardziej że oryginalność oryginalnością, ale mam poczucie, że można z tego pomysłu było wyciągnąć o wiele więcej. 

Co ze stylem? Niestety za bardzo nic. Po prostu jest dobry, choć bardziej pasowałoby tu słowo odpowiedni. Nie wyróżnia się niczym, ale ma w sobie coś przyjemnego i pozwalającego na łatwość odbioru. Czyli to, czego można by oczekiwać po literaturze młodzieżowej. W żaden sposób nie jest infantylny, ale też nie ma w sobie tej iskry ani jakiegoś wyzwania. 

Fabularnie "The Gravity of Us" jest bardzo niedopracowane. Po prostu pojawiają się różnego rodzaju luki. Może brakujące treści nie są konieczne do zrozumienia samej fabuły, ale też zabierają panoramiczność opowieści i naturalność. Tak jakby na świecie odbywała się wyłącznie ta jedna historia, a reszta na jej czas się zatrzymała. W dodatku miałam poczucie, że momentami historia jest mocno rozproszona i nie wiadomo, do czego zmierza, przez co staje się nudna. 

Tematycznie... Są dwie strony spojrzenia na to, co przedstawia książka. Jedno spojrzenie odnosi się do relacji, o czym za chwilę dokładniej, drugie do pewnego rodzaju edukacja wartościowania treści – treści, których jest bardzo dużo, o wiele za dużo. Ewidentnie autor chciał poruszyć wiele istotnych tematów w swojej książce, lecz przez ich mnogość były one niedopracowana i przytłaczały, by za chwilkę o nich zapomnieć. Między innymi takim wątkiem jest depresja i zaburzenia lękowe. Cieszę się, że pisarz podkreślił ich istnienie i problematykę oraz sposoby radzenia sobie. To jednak coś z mojej psychologicznej działki. Lecz mam wrażenie, że to trochę czcza robota, gdyż takie ujmowanie tych trudności w kategorii, że raz są, raz nie ma, mimo że zwrócono uwagę, że zaburzenia nie działają na włączanie i wyłączanie, daje mylne wyobrażenie o zmaganiach się z nimi. 

Głównego bohatera, czyli Cala bardzo polubiłam, ponieważ jest postacią o wielu wspaniałych zaletach, ale też wielu irytujących wadach, co daje obraz osoby wyjątkowo ludzkiej i wzbudzającej sympatię. Leon, którego jako czytelnicy poznajemy trochę później, jest postacią niewiadomą. Dowiadujemy się o nim bardzo mało, mimo że miałam wrażenie, że ma być rodzajem bohatera wywołującego głębokie przemyślenia. Tak naprawdę to jest on bardzo poddany schematowi i działaniu etykiet. Ciekawa jest ich relacja, co prawda i w tym przypadku też niedopracowana, ale odmienna od tego, czego się spodziewałam. Ona właśnie jest wolna od opinii innych i tego przylepiania łatki. Troszkę uprzedzając Wam wydarzenia, jest to relacja oparta na romantycznych uczuciach. Większość książek idzie w kierunku pokazania, jak pary nieheteronormatywne muszą sobie radzić z brakiem akceptacji społeczeństwa, oszczerstwami i nietolerancją. Tymczasem tutaj w ogóle tego nie ma. W "The Gravity of Us" jest ukazane, jak to powinno wyglądać, czyli jak każda prawdziwa miłość. Nadaje to naturalności i nadziei. 

Powieść niestety dość mocno mnie rozczarowała. Nie dała spodziewanej rozrywki, momentami nużyła. Bez wątpienia niesie ze sobą wiele wartościowych treści, o których należy mówić głośno. Daje też obraz tego, jak relacje ludzkie powinny wyglądać. Doceniam to i doceniam również pomysł, ale to za mało, by ostatecznie mi się spodobało. 

Egzemplarz recenzencki Sztukater.pl 

piątek, 1 kwietnia 2022

Heartstopper 2 – Alice Oseman

 

Tytuł: Heartsopper 2

Autor: Alice Oseman

Przekład: Natalia Mętrak-Ruda

Cykl: Heartstopper 

Tom: II

Kategoria: Komiks, literatura młodzieżowa

Wydawnictwo: Jaguar

Liczba stron: 320

Ocena: 6/10





Wbrew pięknym powiedzeniom, że najlepsze lata to lata młodości, życie nastolatka wcale nie jest łatwe. Okres dojrzewania, nowe wyzwania i bardzo ważne decyzje sprawiają, że można poczuć się przytłoczonym i zagubionym. To czas emocji, pierwszych miłości i perspektywa nieznanej przyszłości. Daje to wiele możliwości, wiele radości, wspaniałych wspomnień, ale nie zawsze musi tak być. Niekiedy jest to okupione cierpieniem, rozpaczą, brakiem akceptacji i motywacji do tego, żeby iść dalej. Warto pamiętać o tych dwóch stronach medalu. 

Charlie przestraszył się tego, co zrobił. Wspomnienie tego wieczoru i reakcji Nicka zasmuciło go i przyniosło wieczór pełen łez. W tym samym czasie Nick próbuje sobie uporządkować w głowie swoją relację z Charliem i odnieść to do tego, co się stało wieczorem. Kim tak naprawdę jest dla niego Charlie? Czy przyjaźń może przetrwać wszystko? Tutaj pora na spojrzenie w głąb siebie i otwartość na świat. Czy uda się to Nickowi? 

Byłam niezmiernie podekscytowana możliwością przeczytania drugiego tomu "Heartstoppera"! Pierwsza część dała mi wiele radości, przeuroczych scen, ale też tematów do przemyśleń. Wydawało mi się to perfekcyjnym połączeniem w komiksie przeznaczonym dla młodzieży. W końcu to ukazanie różnych problemów, z którymi młodzi (zresztą nie tylko młodzi) ludzie mogą się właśnie zmierzać, ale też nie przesadne obciążenie, które mogłoby okazać się zbyt przytłaczające. Dlatego tak bardzo byłam ciekawa, jak potoczą się dalej losy Nicka i Charliego. Jak moje wrażenia?

Mimo że to komiks to tradycyjnie zacznę od stylu. W pewnym sensie trochę trudno o nim mówić, jednak za to trudno go nie docenić. Przede wszystkim jest prosty, czyli codzienny. Sprawia, że przedstawione sytuacje nabierają naturalności. Jestem w stanie bez większego problemu wyobrazić sobie, że tak rozmawiają nastolatkowi, zresztą ludzie w moim wieku też. Dlatego łatwiej utożsamić się z bohaterami i zrozumieć ich sytuację oraz emocje. 

"Heartstopper" to piękna opowieść o zmaganiach młodych ludzi z nadchodzącą dorosłością. Ukazuje, z jakimi problemami nastolatkowie zmagają się i jak sobie z nimi radzą. Jest to poszukiwanie orientacji seksualnej. Komiks podkreśla, że nie jest to ścieżka, która zawsze tak samo wygląda. Niekiedy ludzie od razu wiedzą, kim są pod względem orientacji seksualnej, innym razem tego nie wiedzą i nie ma w tym nic złego. Potrzebują czasu, by zrozumieć samego siebie i swoje potrzeby. Tym bardziej że nie można zapomnieć, że jest to związane z potrzebą akceptacji i przede wszystkim samoakceptacji, co w środowisku młodzieży może być trudna i wiązać się z cierpieniem. I niekoniecznie ta akceptacja występuje na przykład w rodzinnym środowisku, choć jest tak bardzo ważna. "Heartstopper" nie ogranicza się też do stereotypów, co niezmiernie cenię. W końcu świat i sami ludzie nie są czymś oczywistym, czymś, co można tak po prostu wpisać w schemat. 

Tematyka pierwszych miłości i radości, ale też problemów za nią idących, jest dla mnie urzekająca. Przyznam się, że moje serce czuło olbrzymią czułość do przeżyć bohaterów podczas lektury tego komiksu. Przykład Nicka, Charliego i przyjaciół Charliego przedstawia, jak można sobie radzić z różnymi trudnościami – poprzez właśnie akceptację i wsparcie bliskich. Wydawałoby się, że to banalne, ale wiele osób potrafi o tym zapomnieć. 

Moim jedynym ale, które niestety miejscami popsuło mi historię, jest sama fabuła. W drugim tomie "Heartsoppera" pod względem emocjonalnym dzieje się wiele, co całkowicie uznaję. Niemniej pod względem fabularnym poczułam olbrzymie rozczarowanie. Mam poczucie, że ten tom można by podzielić na pół i dołączyć do pierwszego tomu i obecnie trzeciego. Nie wiem, czy się nie mylę, bo trzeciego nie znam jeszcze, jednak tego drugiego nie umiem za bardzo umiejscowić w innym sposób.

Co do kreacji bohaterów mam jak najbardziej pozytywne odczucia. Charlie jest postacią uroczą, kochaną i pełną zrozumienia, co jest momentami wręcz niezwykłe. Nie wyobrażam sobie, jak można go nie polubić. Ma w sobie olbrzymie pokłady akceptacji, wyrozumiałości i wrażliwości. Dostrzega problemy innych ludzi i umie ich wspierać za pomocą empatii i po prostu bycia przy tej osobie. Natomiast Nick dla mnie jest nieuchwytną postacią, ale w tym przypadku nie ujmuję tego jako wadę, gdyż świadczy to o jego głębi oraz pewnej niespójności i podkreśla, że on jeszcze poszukuje samego siebie i potrzebuje na to czasu. 

Nie można też zapomnieć o ilustracjach, które są po prostu przecudowne. Wyróżniają się przejrzystością i wyrazistością, co pozwala doskonale zrozumieć fabułę. Ich prostota jest też unikalna i nadająca piękno. Dzięki nim łatwo przywiązać się do całej historii. 

Cieszę się, że mogłam zapoznać się z drugim tomem "Hearstoppera". Co prawda w porównaniu do pierwszego rozczarował mnie, niemniej to nadal wartościowa i wciągająca opowieść o dwóch młodych ludziach, którzy poszukują akceptacji, zrozumienia i samych siebie. Bez wątpienia zapoznam się z trzecim tomem. 

Egzemplarz recenzencki Sztukater.pl

sobota, 13 listopada 2021

Heartstopper – Alice Oseman

 

Tytuł: Heartstopper

Autor: Alice Oseman

Przekład: Natalia Mętrak-Ruda

Cykl: Heartstopper

Tom: I

Kategoria: Komiks, literatura młodzieżowa

Wydawnictwo: Jaguar

Liczba stron: 288

Ocena: 7/10





Świat się zmienia i sprawia, że niektóre rzeczy postrzegamy z czasem odmiennie niż jeszcze kilkaset lat temu. Czasami jest to wręcz kilkadziesiąt czy kilka lat temu. Jednak czy naprawdę świat, aż tak bardzo się zmienia? Niekiedy mam teorię, że właśnie niekoniecznie. Niektóre rzeczy, zjawiska czy nasze pragnienia się po prostu dogłębnie ukrywane lub zapomniane. A tak naprawdę cały czas są przy nas, a my dopiero dajemy szansę im, by później powiedzieć, że świat się zmienia. Może to nie świat, tylko my sami?

Charlie jest homoseksualistą i przez długi czas był prześladowany z tego powodu w szkole. Jego orientacja była non stop wyśmiewana, co z czasem sprawiło, że chłopak czuł się gorszy i zaczął nienawidzić swoich prześladowców. Teraz nie wstydzi się tego, kim jest. Choć ma sekretnego chłopaka. Wszystko wydawałoby się być dobrze, gdyby... Nick nie usiadł w ławce obok Charliego. Wtedy w życiu chłopaka zmienia się wiele, a on nareszcie zaczyna dostrzegać, że jest wykorzystywany i uczy się, czym jest prawdziwe zakochanie. Lecz jak sobie z tym wszystkim poradzić, kiedy Nick jest heteroseksualny, więc zainteresowany wyłącznie przyjaźnią z Charliem? 

Mam wrażenie, że na polskim rynku wydawniczym ten komiks przyciągnął prędzej czy później wzrok każdego czytelnika. Gdy pierwszy raz zobaczyłam tę okładkę, od razu doceniłam kreskę ilustratora, lecz nic poza tym nie przyciągnęło mojej uwagi. Z czasem coraz to więcej pozytywnych recenzji sprawiło, że i ja zapragnęłam zapoznać się z tą historią. Liczyłam na ciepłą i przyjemną opowieść, która w sposób lekki, ale trzymający również odpowiedni poziom powagi, poruszy ważne tematy społeczne. Czy moje oczekiwania zostały spełnione? 

Zaczynając od pomysłu – od początku uznałam go za bardzo potrzebny. Cieszę się, że coraz więcej książek i różnych opowieści porusza tematykę LGBTQ+. Czym więcej takich historii, tym większa szansa, że niektórzy ludzie lepiej zrozumieją to społeczeństwo i dadzą nareszcie tak potrzebną akceptację i równość. Z tego względu cieszy mnie ta koncepcja. Lecz jeśli mam się odwołać do pomysłu poprzez aspekt warsztatu literackiego, to niczym nie zostałam zaskoczona, co trochę mnie rozczarowało, ale ma też w sobie dozę zalety, gdyż czasami zwykłe i codzienne historie są nam najbardziej potrzebne. Tym bardziej że przed czytelnikami jeszcze kolejne tomy, które dają olbrzymi potencjał całości. 

Nie wiem, czemu tak się stało, ale opis znajdujący się wewnątrz książki opisuje większą część fabuły. Nie jest ona zaskakująca, ale sama chciałam się o tym przekonać. Czemu do tego doszło? Będę wierzyć, że miało to zastosowanie, tylko ja go nie rozumiem. Odwołując się już bezpośrednio do fabuły, to jest to opowieść o codzienności homoseksualnego nastolatka, który musi zmierzyć się z szyderstwami, zaakceptowaniem swojej orientacji i zakochaniem. Brzmi standardowo? Stanowczo i w tym jest niepodważalne piękno. Same moje oczekiwania, że coś niesztampowego mnie zaskoczy, świadczą o tym, jak bardzo potrzebowałam historii pokazującej dzień codzienny i codzienne zmagania nastolatków. Gdy czytałam i zachwycałam się ilustracjami, miałam poczucie, że przeniosłam się do liceum. Całą sobą ponownie odnajdywałam się w tym świecie i powoli zaczynałam lepiej rozumieć Charliego. 

Bohaterów w "Heartstopper" jest mało, ale każdy z nich chwyta za serce. Autorka za pomocą ograniczonej liczby słów i pozornie zwykłych obrazków wykreowała postacie wielowymiarowe i o barwnych osobowościach. Jestem oczarowana, jak w tak krótkiej formie można zawrzeć tyle treści i stworzyć poczucie, że bohaterowie żyją wśród nas. Przez te niecałe trzysta stron przywiązałam się do bohaterów i już nie mogę się doczekać, jak dalej potoczą się ich losy. Charlie i Nick oczywiście wyróżniają się na tle całości. Są niesamowicie wyraziści i całkowicie odmienni. Jednak nie na zasadzie przeciwieństw, ale po prostu różnych osobowości, co tworzy wrażenie, że pisarka opisuje realnie żyjące osoba. Zresztą kto wie, czy tak nie jest...

Tematycznie cały komiks jest niezmiernie istotny. Tutaj do głosu ponownie dochodzi stwierdzenie, że najważniejsze rzeczy trzeba przekazywać w sposób prosty, bo w prostocie tkwi siła. Najbardziej w całej książce podoba mi się ukazanie miłości. Tutaj wbrew pozorom nie jest na pierwszym planie orientacja seksualna Charliego, ale piękna i naturalna nastoletnia miłość. W "Heartstopper" jest skupienie na tej delikatności i niepowtarzalności miłości. W sposób subtelny są podkreślone zmagania osób mających inną orientację niż heteroseksualną, ale zarazem daje przeświadczenie, że miłość to miłość – koniec kropka. 

Ilustracje są po prostu fantastyczne i tu po raz jeszcze kolejny wypowiem to słowo – prostota. Są przejrzyste i pozwalają zrozumieć fabułę, co na pewno jest też dużym plusem dla osób, które zazwyczaj nie czytają komiksów. Przekazują one tak wiele emocji i oddziaływają na wyobraźnię w sposób niezaprzeczalny i godny szacunku. 

"Heartstopper" to przeurocza historia ukazująca codzienne życie nastoletnie i podkreślająca wspaniałość pierwszego prawdziwego zakochania. Zarazem subtelnie kieruje uwagę czytelnika na trudności, z którymi spotyka się LGBTQ+, dając zrozumienie i możliwość zdobycia nowych przeżyć. Nie można też zapomnieć, że to wspaniały i wartościowy odpoczynek poprawiający samopoczucie i wywołujący uśmiech na twarzy. 

Egzemplarz recenzencki Sztukater.pl 

niedziela, 1 sierpnia 2021

Serce Trolla – Holly Black

 

Tytuł: Serce Trolla 

Autorka: Holly Black

Przekład: Iwona Michałkowska

Cykl: Elfy ziemi i powietrza 

Tom: II

Kategoria: Fantastyka

Wydawnictwo: Jaguar

Liczba stron: 288

Ocena: 5/10





Zdarza się, że mamy idealne plany na przyszłość i wszystko idzie po naszej myśli. Jesteśmy szczęśliwi, pełni energii i otwartości na świat, bo życie jest piękne i będzie piękne. Niestety czasami możemy mocno się rozczarować, gdy pewnego dnia wszystko się kończy, ukazując nam, że już od dawna żyjemy w iluzji i swoich marzeniach. Czy da się coś na to poradzić? Można spróbować naprawiać, krok po kroku, ale niektórych rzeczy nie da się naprawić. Wtedy można zacząć tylko od nowa, lecz nie każdy jest na to gotowy. 

Mniej więcej tak to wygląda w przypadku Val, która ma wymarzonego chłopaka, plany na przyszłość, rozwija swoje umiejętności w sporcie i jest po prostu szczęśliwa. Lecz jeden pięknie zapowiadający się dzień zmienia wszystko, prowadząc Val w otchłań Nowego Jorku, gdzie poznaje życie tak różne od dotychczasowego. Tam też poznaje istoty magiczne i w splocie wydarzeń obiecuje służyć trollowi. Co z tego wyniknie? Ile czasu Val będzie potrzebować, by na nowo uporządkować swoje życie? Jakie nowe doświadczenia ją czekają? 

Wiele lat temu miałam przyjemność czytać książkę Holly Black i bardzo dobrze to wspominam. Z tego względu zdecydowałam się sięgnąć po "Złą Królową", czyli pierwszy tom cyklu o "Elfach ziemi i powietrza". Było to dla mnie olbrzymie rozczarowanie. Nie chciałam, aż wierzyć, że ta książka ma tyle wad i tyle nieodpowiadających mi aspektów. Dlatego poszłam jeszcze dalej, dając kolejną szansę autorce i przeczytałam drugi tom, czyli "Serce Trolla". Tym razem było już o wiele lepiej, lecz nadal gorycz rozczarowania pozostaje w moim czytelniczym sercu. Czemu? 

Bardzo mi się nie podoba styl, którym pisze autorka. Dla mnie przy takiej młodzieżowej fantastyce jest zbyt prosty i momentami wręcz infantylny. Nie akceptuję tego w odniesieniu do tej powieści. Mimo że uważam go za przyjemny, to nadal brakuje mi pewnego rodzaju unikatowości, czegoś charakterystycznego dla pióra pisarki. Jestem przekonana, że taka historia daje duże pole dla wyobraźni i umiejętności pisarskich. 

Kolejnym gwoździem do trumny jest już sama fabuła. Przez te niecałe trzysta stron nie zaskoczyła mnie niczym, niczym pozytywnym i przez wiele stron nie mogłam wgryźć się w powieść. Dominowała monotonia i wolne tempo, mimo że ostatecznie w całej historii działo się wiele. Może to kwestia luk i niespójności, które pojawiały się i wprowadzały chaos. Jednak nie chcę być też zbyt surowa, ponieważ drugi tom jest już o wiele bardziej panoramiczny niż pierwszy, co bez wątpienia daje sygnał, że pisarka rozwijała swoje umiejętności. Mam głębokie poczucie, że dziesięć lat temu bardzo dobrze bawiłabym się przy tej książce i doceniła wiele aspektów, których teraz już nie potrafię docenić. Przez te dziesięć lat przeczytałam wiele książek z gatunku fantastyki i wyrobiłam sobie już pewien własny gust oraz możliwości porównywania literatury. Tutaj mnie nachodzi myśl, że czym więcej czytam, czy więcej lat mija, tym robię się coraz bardziej wymagająca i może nawet wybredna. Jednak wracając do głównego tematu, moje niezadowolenie wywołało uniwersum, które obiecywało mi świat rozbudowany i wspaniały, ale na obietnicach poprzestało, bo w rzeczywistości jedynym wykreowanym aspektem jest samo istnienie magicznych istot podzielonych na pozornie dobre i złe. 

Koniec mojego książkowego koszmaru jeszcze nie nadszedł, ponieważ ważną częścią są bohaterowie. A i w tym aspekcie czuję się mocno rozczarowana, gdyż kreacja była niedopracowana. Wydawali mi się płytcy i mało charakterystyczni, przez co czułam wieczną frustrację i nie potrafiłam wykrzesać z siebie choć krzty sympatii – poza jedną postacią, o której za chwilkę. Najpierw kilka słów o Val, która dla mnie jest wielkim schematem typowej nastolatki i to w dodatku powielonym jeszcze z poprzedniego tomu. Nie przepadam za schematami, które tak mocno spłycają pewne problemy i ograniczają wiele spraw. Na szczęście sytuację ratował Dave. On w porównywaniu do pozostałych bohaterów okazał się postacią wielowymiarową i wielokrotnie zaskoczył mnie. Tym bardziej że na samym początku nie doceniłam go i dałam zwieść się pozorom. 

Jeśli miałabym wybrać najlepszy aspekt książki, to bez wątpienia jest to tematyka. Skłania ona do refleksji, czemu niektórzy są w stanie wiele wytrzymać, aż pewnego dnia pęka w nich coś i wszystko w ich zachowaniu się zmienia. Czy jest to jedna, konkretna sytuacja? Czy może efekt kuli śnieżnej, gdzie wiele sytuacji łączy się w jedno? Przez wiele stron powieści towarzyszyły mi takie rozważania i pozwalały na poszukiwanie różnych rozwiązań. 

Niestety jestem mocno zawiedziona i nie wiem, czy będę kontynuować swoją przygodę z tym cykle i ogólnie z twórczością pisarki. Na pewno potrzebuję trochę czasu, by złe odczucia przeszły w zapomnienie. Tymczasem nie chciałabym Was jednoznacznie zniechęcać, ponieważ niektóre schematy i sytuacje, które mi nie przypadły do gustu, mogą się okazać dla innych tym, czego poszukują. 

Egzemplarz recenzencki Sztukater.pl 


piątek, 14 maja 2021

Obiecaj, że wrócisz – Beata Majewska

 

Tytuł: Obiecaj, że wrócisz

Autor: Beata Majewska

Cykl: Zapomnij, że istniałem

Tom: III

Kategoria: Romans

Wydawnictwo: Jaguar

Liczba stron: 400

Ocena: 6/10






Fascynuje mnie, jak bardzo jest skomplikowana psychika ludzka. Możemy mieć swoje własne spostrzeżenia, swoje własne doświadczenia i naukowe teorie, które będą nam mówić, w jaki sposób funkcjonuje człowiek, jednak zawsze jest jakaś doza prawdopodobieństwa, że stanie się coś innego niż przewidujemy. Według psychologii psycholog jest w stanie w miarę poprawnie powiedzieć, jak zachowa się grupa, ale nigdy nie ma pewności, jak zachowana się pojedyncza jednostka. Na zawsze pozostaje pewną tajemnicą. Być może z czasem, gdy już pozna się tę osobę, to niektóre zachowania stają się standardem, ale zawsze może stać się coś nieprzewidzianego. Co takiego? Dlaczego? Na te pytania można odpowiedzieć tylko w przyszłości. 

Wiera jest szaloną i pewną siebie młodą kobietą, która ma dość swojej rodziny i ich mafijnych gierek. Pragnie zacząć żyć po swojemu i nie bać się o przyszłość z kontekście właśnie rodziny. By to zrobić, jest gotowa na wiele – nawet na zdradę. Jednak decydując się na nią, zapomina, jak wiele ryzykuje i jak wiele osób może się o nią upomnieć, co w rezultacie narazi na niebezpieczeństwo inne osoby. W całym przedsięwzięciu z udziałem Wiery jest wmieszany Bruno, który z dnia na dzień staje się jej opiekunem. Jest osobą niepełnosprawną, więc ściąga mniej podejrzeń, a jego zdyscyplinowanie i perfekcjonizm pozwalają mieć pewność, że wszystko pójdzie po myśli gangsterów. Czy tak będzie na pewno? Czy tak różne osoby mogą chociaż się polubić? Czy Wierę czeka jej wymarzona przyszłość?

Od jakiego czasu miałam olbrzymią ochotę na jakąś mało zobowiązującą powieść, która przyniesie ze sobą wiele rozrywki. „Obiecaj, że wrócisz” dawało mi taką nadzieję i wabiło dozą oryginalności. Gangsterzy i szalona dziewczyna nie są w moim stylu, ale wedle mojej zasady, że warto poszerzać czytelnicze horyzonty, postanowiłam dać szansę tej książce. Czy to był dobry wybór?

Autorka pisze w bardzo przystępny i przyjemny sposób, co jak najbardziej pasuje do tego typu lektury. Zarazem trzyma literacki poziom, doskonale wiedząc, jak wyważyć prosty język, by sprawiał on przyjemność, a nie zawadzał o infantylizm. Cenię takich pisarzy. Kiedyś byłam zadania, że każdy prosty język wynika z braku umiejętności pisarki, lecz czym więcej czytam, tym coraz bardziej zdaję sobie sprawę, że sztuką jest dać rozrywkę poprzez przyjemny styl, ale też utrzymywać odpowiednie dopracowanie i rozbudowanie języka. Beata Majewska bez wątpienia posiada takie zdolności. Dzięki temu powieść czyta się w zawrotnym tempie i w ogóle nie zauważa, że to jednak już dość gruba książka. 

Co do fabuły to muszę z bólem przyznać, że jest nierówna. Sam początek troszkę mnie zniechęcił, ale momentalnie w dalszej części wciągnęłam się w przeżycia Wiery i z olbrzymią ciekawością obserwowałam, co stanie się z dziewczyną i jak rozwinie się relacją jej i Bruna. Czułam olbrzymie zaangażowanie w ich poczynania. Niestety do czasu… Koło połowy wszystko nagle przyśpieszyło, pojawiło się trochę więcej wątków i było to dla mnie niepotrzebne. Wcześniejsze tempo odpowiadało mi. I jeśli mam być szczera, to najlepiej pamiętam i ogólnie najlepiej przypadła mi do gustu właśnie ta część, gdy Wiera poznawała Bruna. Podobała mi się ta dość subtelna nić przyjaźni między nimi, która w każdej chwili mogła się przerwać przez ich temperamenty i różne podejścia do znajomości. Dla mnie był to naprawdę intrygujący pokaz wnikliwej obserwacji natury ludzkiej. Nie potrzebowałam niczego więcej w tym przypadku. 

A co z bohaterami? Och, moje emocje co do nich są tak różne i chwiejne, że aż ciężko je wyrazić. Raz uwielbiałam Bruna i sama z całego serca pragnęłam go poznać, by za chwilę pałać do niego nienawiścią. Pewnie część z Was pomyśli, że było to zależne od emocji Wiery. I tutaj powiem, że otóż tak nie było, bo prawie w niczym nie zgadzam się z tą dziewczyną. Mamy różne spojrzenie dosłownie na wszystko, stąd moje burzliwe odczucia odnośnie Wiery. Z jednej strony mocno szanowałam tę postać, z drugiej nie byłam w stanie w ogóle zrozumieć, czemu zachowuje się w taki, a nie inny sposób.

Jak ostatecznie oceniam „Obiecaj, że wrócisz”? To bardzo dobre pytanie, ponieważ moje główne oczekiwania, czyli po prostu rozrywka, bez wątpienia ta książka spełniła. Ale dała też nadzieję na coś więcej i tutaj ostatecznie ona prysła. Niemniej jest to jedna z lepszych powieści tego typu, którą w ostatnim czasie miałam okazję czytać. Dlatego tutaj sprawa jest dość prosta. Jeśli miłujecie się w takich historiach, to myślę, że będziecie doskonale się bawić i na dłużej zapamiętacie tę pozycję. Lecz jeśli nie jest to Wasz styl, to chyba lepiej nie nastawiać się na udaną lekturę. 

Egzemplarz recenzencki Sztukater.pl 


piątek, 29 lipca 2016

Ruiny Gorlanu


Tytuł: "Ruiny Gorlanu"

Autor: John Flanagan 

Tłumaczenie: Stanisław Kroszczyński

Cykl: Zwiadowcy

Tom: I

Kategoria: Fantastyka

Wydawnictwo: Jaguar

Liczba stron: 320

Ocena: 8/10






Idziesz wąską ścieżką. Rozglądasz się wokół. Czujesz to... Ten niepokój. W końcu zwykle nie opuszczasz przyjemnego zamku i jego okolic. Tam zawsze jest bezpiecznie i nikt cię nie napadnie. A tu? Tu może się zdarzyć wszystko. Ten dźwięk! Co to jest?! A oczy? One nie są ludzkie. Coś jest przed tobą. Twój oddech staje się coraz szybszy. Po czole spływa mała kropelka potu. W głowie masz jedną myśl – uciekaj! Robisz krok to tyłu i już masz zamiar się odwrócić i pobiec, ale... To tylko sowa – nic więcej. Bierzesz głębszy wdech i już odważniej idziesz do przodu. Ale to pozory. Boisz się jeszcze bardziej. Jednak nie poddajesz się i dochodzisz do celu. Widzisz go. Tak samo mroczny i niebezpieczny, jak mówiły opowieści. Tak samo tajemniczy... Nieśmiało podchodzisz bliżej. Tak, to ten sławny Halt. A za nim? Chłopiec o szczerym uśmiechu i jeszcze bardziej śmiejących się oczach – Will. Już wiesz. Właśnie dzisiaj rozpoczyna się twoja przygoda i nowe życie.

Nie pamiętam, kiedy wyszli "Zwiadowcy". Nie mam też pojęcia, czy ten cały szum pojawił się po wydaniu pierwszego tomu czy dopiero później. A może to wydawnictwo odpowiednio zareklamowało książkę. To nie ma już najmniejszego znaczenia. Wyszło już tyle części tego cyklu. Prawie wszystkie oceniane pozytywnie. To nie zdarza się często. Dlatego musiałam koniecznie się z nim zapoznać. Tak przed wami proszę państwa recenzja "Ruin Gorlanu", czyli przeniesienie się do magicznego świata, gdzie ważna jest przyjaźń, obowiązek i przede wszystkim odwaga.

Pierwsze, co od razu na wstępie mnie zachwyciło, to świat wykreowany przez Flanagana. Byłam nim oczarowana. Na początku może wydawać się dość banalny i schematyczny, lecz bardzo szybko wyczułam w nim coś więcej. Ma bardzo dobre podstawy, przez co wydaje się rzeczywisty. Prawdą jest, że pojawiły się pewne luki, które sprawiły, że nie wszystko było logiczne, ale dla mnie jest to zapowiedź czegoś większego. Jestem pewna, że w kolejnych tomach autor dopracował każdy szczegół i ukazał nam niesamowity świat, w którym wszystko jest możliwe. Kto by nie chciał go poznać?

Olbrzymim plusem jest sama w sobie fabuła. W pierwszej fazie miałam wiele oporów przed całym cyklem, lecz gdy tylko zaczęłam czytać, zrozumiałam, że było to całkowicie niepotrzebne. Od razu wciągnęłam się w wir wydarzeń, które rozpoczynały całą przygodę. Mam często tak, że dla mnie nie jest najważniejsza główna akcja, tylko to co ją poprzedza. W wielu powieściach jest to prawie całkowicie pomijane, przez co jestem sfrustrowana. Jak można pominąć szkolenie kogoś, kto wykaże się później wybitnymi umiejętnościami, a teraz jest dzieckiem? Flanagan zadbał o to, żebyśmy zrozumieli, jak Will doszedł to tego, co ma. Historia jest pełna zagadek, które niekoniecznie same się rozwiązują. Dla mnie to bardzo duża zaleta, gdyż moja wyobraźnia dostaje pole do popisu. Choć muszę przyznać, że w pewnym momencie czułam niedosyt, ale jak wcześniej wspomniałam, to dopiero początek nadchodzących wydarzeń. Jeszcze wszystko może się rozwiązać. "Zwiadowcy" są bardzo pozytywni. Pamiętam, jak w szkole mieliśmy napisać coś o najbardziej pozytywnej powieści, jaką dotychczas przeczytało się. Byłam zdumiona, ponieważ większość osób, których opinie bardzo cenię, podało właśnie ten cykl. Teraz już rozumiem dlaczego. Już dawno tak bardzo się nie śmiałam i po prostu byłam optymistycznie nastawiona do świata podczas czytania.

Styl jest wyjątkowo przyjemny. Lekki, ale nie w ten irytujący sposób. Sprawił, że przeczytałam książkę w zastraszająco szybkim tempie. Nie spodziewałam się tego. Raczej byłam przekonana, że będę się męczyć. Tymczasem szybko przeniosłam się do nowego dla mnie uniwersum.  Tym bardziej że ciągle trafiałam na zabawne scenki czy gry słowne.

Od razu wprost pokochałam głównego bohatera – Willa. Był zbiorem cech, które uwielbiam w ludziach. Pełen życia i radości, ale przy tym cierpliwości i wytrwałości, a tego właśnie mi brakuje. Nie wyobrażam sobie, jak można by przy nim się nudzić. Interesował się otaczającym go światem i nie bał się zadawać żadnych pytań – nawet tych najbanalniejszych. To mnie urzekło. Kolejną postacią, która zrobiła na mnie wyjątkowo dobre wrażenie, był Halt. Flanagan wykreował go na niezwykłego bohatera o rozbudowanym charakterze. Wydawał się szorstki i obojętny na świat, gdy tymczasem obserwował bacznie ludzi i wyciągał trafne wnioski, pozostając przy tym wrażliwym i empatycznym człowiekiem.

Jestem bardzo zadowolona, że wreszcie zapoznałam się z pierwszym tomem "Zwiadowców". Bez wątpienia będę kontynuować cykl. Na pewno nie jest to książka dla dorosłych i niektórzy mogą ją odebrać za infantylną, ale dla mnie była powieścią, którą szukałam w czasach dzieciństwa, dlatego właśnie tak bardzo ją doceniam.

niedziela, 12 lipca 2015

Następczyni


Tytuł: "Następczyni"

Autor: Kiera Cass

Tłumaczenie: Małgorzata Kaczorowska

Cykl: Selekcja

Tom: IV

Kategoria: Literatura młodzieżowa

Wydawnictwo: Jaguar

Liczba stron: 360

Ocena: 3/10






Pamiętacie czasy, gdy America Singer przybyła do pałacu? Gdy książę Maxon musiał wybrać żonę spośród tylu niesamowitych dam? Gdy rebelianci wdarli się do pałacu? Minęło już dwadzieścia lat, odkąd te wydarzenia miały miejsce. Teraz jest inaczej. Klasy już nie istnieją, rebelianci są tylko wspomnieniem, a Maxon i America posiadają czwórkę niesamowitych dzieci. Baśniowe zakończenie, ale tylko na pozór. Nie da się wszystkiego zmienić na pstryknięcie palca. Zamieszki i bunt nadal pojawiają się w państwie. Tymczasem najstarsza córka pary królewskiej – Eadlyn – uczy się roli królowej, by w przyszłości móc objąć stanowisko swojego ojca. Jest to dla niej olbrzymi ciężar. Ma pretensje do swojego brata bliźniaka, że to nie on urodził się te siedem minut wcześniej. Te siedem minut sprawiło, że to od niej zależą losy kraju. Czy podoła temu wyzwaniu? Czy wybierze w Eliminacjach męża? 

Stosunkowo niedawno na rynku pojawił się pierwszy tom "Selekcji". Bardzo dobrze pamiętam, jak niezwykłe okładki oczarowały prawie każdą dziewczynę. Nie chcę nawet wiedzieć, ile egzemplarzy zostało kupionych wyłącznie dla okładki i tym bardziej nie chcę wiedzieć, jak bardzo sukces całej serii jest zależny od tych przepięknych sukienek. Jednak ówczesna trylogia okazała się na tyle dobra, by zająć pewne miejsce w moim sercu. Nie byłam zachwycona książkami, ale nie mogę zaprzeczyć, że ta niesamowita atmosfera oczarowała mnie. Co pomyślałam, gdy nagle trylogia okazała się większym cyklem? Dobrze wiecie, że uważam, że jak coś miało być trylogią, to powinno nią być. I po przeczytaniu "Następczyni" utwierdziłam się w swoich przekonaniu.

Bardzo irytował mnie fakt, że cały czas patrzyłam na tę część przez pryzmat historii Americi. A to jest inna opowieść, tylko osadzona w tym samym świecie i zawierająca nawiązania do dziejów sprzed dwudziestu lat. Robiłam wszystko, by właśnie tak patrzeć na "Następczynię", ale to nic nie pomagało. Cały czas miałam wrażenie, że to ta sama historia tylko z zamianą postaci.

I niestety pojawiła się niewybaczalna wada – papierowi bohaterowie. Eadlyn bardzo mnie zawiodła. Okazała się rozpieszczona, egoistyczna oraz snobistyczna. Można powiedzieć, że to celowy zabieg autorki, jednak z nią po prostu nie dało się wytrzymać. Choć niestety z żalem muszę przyznać, że odnajdywałam w niej cechy, które sama posiadam. Każdy posiada jakieś wady i zalety. Szkoda, że nie mogłam znaleźć tych drugich w przyszłej królowej. Jedyne, co w niej polubiłam, to siłę, którą zawsze promieniowała. Inni bohaterowie nie okazali się lepsi. Kiera Cass naprawdę wymyśliła wiele ciekawych i nietypowych postaci, tylko było ich tak wiele, że nie poświeciła ani jednej odpowiedniej uwagi. Kandydaci do ręki Eadlyn nieraz wywołali we mnie pozytywne uczucia. Jednak jakie to miało znaczenie, gdy nie odróżniałam ich? 

Kolejnymi postaciami, na których się zawiodłam, są Maxon i America. Postarzeli się, stali się odpowiedzialni, dobrze rządzili państwem... Spytacie się, co w takim razie nie podobało mi się. Brakowało tej iskry, tej iskry, która połączyła ich poglądy i ich samych. Pamiętam, jaka silna była America i jak wielkie miała plany na przyszłość. Wielokrotnie irytowała mnie, ale wiele razy podziwiłam jej odwagę i niestrudzoność. W Maxonie była pasja i oddanie poddanym. Tutaj byli zwykłym małżeństwem, które już dawno zapomniało o swoich planach. 

Nie rozumiem również problemu z polityką. Rozróby, bójki czy niesprawiedliwe traktowanie – to jest złe. Wątpię, czy ktoś zaprzeczy. Nie znam się na polityce, ale nawet ja wiem, że nie wystarczy dwadzieścia lat, a tym bardziej mniej, by ludzie dostosowali się do nowego systemu. Klasy były ich częścią i było do przewidzenia, że nie da się z nich zrezygnować z dnia na dzień. Do tego potrzeba przynajmniej trzy pokolenia, a nie jedno...

Dawno nie pisałam tak negatywnej recenzji. Nie nastawiałam się na arcydzieło, ale oczekiwałam o wiele więcej od Kiery Cass. Zawiodłam się i szczerze wątpię, bym w przyszłości przeczytała kolejną część. Jak już, to tylko z ciekawości. Nie polecam wam jej. Moim zdaniem zepsujecie sobie tylko ogólne wrażenie o trylogii, jeśli macie z nią dobre wspomnienia. Choć jeśli naprawdę jesteście zmęczeni i chcielibyście odpocząć przy czymś naiwnym, ale dobrze wam znanym, to "Następczyni" jest idealna.


niedziela, 5 kwietnia 2015

Akademia Dobra i Zła

''Akademia Dobra i Zła''
Soman Chainani
Jaguar

''Tego roku, najlepsze przyjaciółki Sophie i Agatha dowiedzą się dokąd trafiają po skończeniu trzynastu lat wszystkie zaginione dzieci. Do legendarnej Akademi Dobra i Zła, w której zwyczajni chłopcy i zwykłe dziewczynki są szkolone by zostać albo bajkowymi bohaterami, albo wielkimi złoczyńcami. Sophie, najładniejsza dziewczyna w całym Gavaldonie całe dotychczasowe życie marzyła żeby zostać już porwaną i trafić do zaczarowanego świata. Ze swoimi różowymi sukienkami, dobrymi stopniami i skłonnością do dobrych uczynków, wie, że ma szansę dostać się do szkoły Dobra i w efekcie zostać księżniczką z bajek. Z kolei Agatha gustująca w mrocznych strojach i czarnych kotach, pełna niechęci do wszystkich napotkanych na jej drodze istot, myśli, że trafi do szkoły Zła. Tymczasem staje się zupełnie inaczej...''

Baśnie sprawiają, że nasz umysł zaczyna dostrzegać pozytywne piękno w otaczającym nas świecie, a jednocześnie racjonalizuje dzienny posiłek składający się z dobra oraz zła. Sprawiają, iż wszystkie fantastyczne rzeczy dziejące się w naszej dziecięcej wyobraźni, odnajdują ujście w życiu rzeczywistym, bawiąc, czy zaskakując nas swą oczywistością. Baśnie to najbezpieczniejszy, a zarazem najpopularniejszy środek transportu między fikcją, a prawdą, które na co dzień zmieniają swą skalę występowania. Mogłoby się zdawać, że dzięki temu baśnie są zaledwie niegroźnymi historyjkami, które zakleszczają się w umysłach niewinnych dzieci. Kto wie - może właśnie takie miały mieć zastosowanie, ale pewien człowiek zwany Somanem Chainani stworzył nowy diabelski podział dwóch najpotężniejszych przeciwników w powieściach, tym samym zmieniając strukturę spoglądania na rozwijanie się ich niesamowitych planów. A są nimi Dobro i Zło.


Sofia i Agata to ponad dwunastoletnie dziewczynki o przeciwnych sobie charakterach. Sofia zdaje się być niewdzięczną, wredną wiedźmą uwięzioną w ciele płytkiej księżniczki, tymczasem Agata to dziewczyna o dobrym, czułym, wartościowym wnętrzu skrytym w pozie szarego buca. Każda z nich postrzegana jest na wiele różnorodnych sposobów, które nie są w stanie rozgryźć ich osobowości. Nawet one same posiadają zmienne, nietrafne zdanie na swój temat. Kryjąc się za zasłonami strachu oraz normalności dziewczynki zostają zauważone, a następnie porwane przez dyrektora Zamku do Akademii Dobra i Zła, gdzie jak twierdzi los, wśród pułapek, magii, złoczyńców i bohaterów mają odnaleźć swoje prawdziwe ja. Jednak czy baśń im w tym pomoże? Czy przeznaczenie nie szykuje dla dziewczynek wielu niespodzianek?

'' 1. Zło atakuje. Dobro się broni
2. Zło karze. Dobro wybacza.
3. Zło rani. Dobro pomaga. 
4. Zło bierze. Dobro daje.
5. Zło nienawidzi. Dobro kocha.''

Akademia Dobra i Zła to fantastyczne połączenie Harrego Pottera z baśniami. Zaklęcia niewidzialności, zmiany postaci, ochrony, lotu, eliksiry miłosne, klątwy, pielęgnacja piękna i brzydoty, nauka kodeksu rycerskiego, czy etykiety, rozwijanie talentów, rozmowa ze zwierzętami, przepisy potraw z dzieci, magiczne zwierzęta to zaledwie kawałek naszej baśniowej układanki. Każdy skrawek powieści zanurzony jest w eliksirze tajemniczości, zabawy, potęgi oraz fascynacji, którą pan Soman stworzył własną wyobraźnią. Akademia Dobra i Zła to plątanina najcudowniejszych czynników na świecie, które wręcz spijam z utęsknieniem. To oszukańcza gratka dla umysłu, która sprawia, iż powracamy do czasów dzieciństwa wspominając szaleństwo, jakie w naszym życiu wywoływało zetknięcie się świata baśniowego z szarą rzeczywistością.

Pan Soman stworzył niesamowite dzieło przeznaczone dla czytelników w każdym wieku. Nie brak tu zwrotów akcji, fabuła rozgrywa się w odpowiednim tempie, a bohaterowie rozśmieszają i przerażają nas do łez. Akademia Dobra i Zła nie ma minusów. A przynajmniej małe drobnostki dla mnie zostają niezauważone. Ta powieść sama w sobie jest wręcz fantastyczna, a lekkie pióro autora tylko pomaga nam w rozkoszowaniu się lekturą.

''Tylko jeśli zniszczymy to, kim się nam wydaje, że jesteśmy, będziemy mogli docenić to, kim jesteśmy naprawdę.''

Podsumowując - powieść polecam każdemu czytelnikowi pragnącemu zanurzyć się w świat dzieciństwa, brutalności, czy doskonałości. Akademia Dobra i Zła to cudowna interpretacja baśni w sposób fantastyczny, która niesfornie rozbudza naszą wyobraźnię. A jeśli nadal mi nie wierzycie, przekonajcie się sami i sięgnijcie po powieść przełamującą wszelkie znane nam zasady fikcyjności. Polecam!

Moja ocena:
8/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Jaguar.

niedziela, 14 grudnia 2014

Rywalki. Książę i Gwardzista


Tytuł: "Rywalki. Książę i Gwardzista"

Autor: Kiera Cass

Seria: Selekcja

Tom: o.5

Kategoria: Literatura młodzieżowa

Ilość stron: 220

Ocena: 2/10











Historię Ameriki znamy z "Rywalek" i następnych części. Jednak czy subiektywny opis Ameriki może dokładnie wytłumaczyć, co się wydarzyło podczas Eliminacji? Większość z Was odpowie, że nie. I właśnie tak jest. Lecz Kiera Cass nie pozostawia nas z niewiedzą i opowiada tę historię jeszcze z dwóch różnych perspektyw - gwardzisty i księcia. Poznajemy prawdziwe przyczyny, dla których Aspen zerwał z Amieriką. Dowiadujemy się, w jaki sposób Maxon wybierał swoją ukochaną i czego od niej oczekiwał... Jak bardzo różnią się perspektywy trzech różnych bohaterów?

Jeśli czytaliście moje recenzje "Selekcji", wiecie, że nie zamierzałam czytać tego tomu. Od początku założyłam, że został on napisany wyłącznie dla pieniędzy i nie chciałam sobie psuć raczej miłych wspomnień po tej trylogii (dla mnie pozostanie to trylogia). Jednak dostałam szansę przeczytania tego połówkowego tomu. Stwierdziłam, że jak mam taką szansę, to po co ją marnować. Dostałam porządną lekcję, żeby ufać swoim przeczuciom. 

Opis, który możecie przeczytać na okładce książki, bardzo zachęca do przeczytania. Poznać mroczne tajemnice Maxona? Dowiedzieć się kim jest Aspen? Jaki fan "Selekcji" nie chciałby się poznać prawdy? Niestety żadnej z tych rzeczy nie dowiadujemy się. Książka jest idealnym powtórzeniem wydarzeń opowiedzianych wcześniej przez Amerikę. Co prawda występują sytuację, o których nie miała prawa wiedzieć, jednak my mogliśmy się tego domyślić. Dostałam tylko potwierdzenie swoich przypuszczeń. W tej chwili od razu po przeczytaniu powieści, a raczej opowiastki nie mogę znaleźć pozytywnych cech w fabule. Brakuje nawet tej atmosfery, która pojawia się w następnych tomach, a może poprzednich... 

Uważam, że Kiera miała dobry pomysł, tylko nie wykorzystała jego potencjału. Wybrała przypadkowe wydarzenia, które się ze sobą nie łączyły i opisała je z innego punktu widzenia. Gdyby pojawiły się rzeczy niespodziewane, na pewno by przykuły moją uwagę. Jednak takie opisy psuły mi radość z całej serii. 

Jedynym pozytywnym aspektem książki jest playlista, która została wykorzystana w "Rywalkach" i "Elicie". Kocham muzykę. Spędziłam wiele miłych chwil, słuchając wymienionych piosenek. Wielką radość mi sprawiało, gdy znałam którąś. Akurat ta część książki sprawiła mi przyjemność. Pojawiają się również drzewa genealogiczne oraz komentarze Kiery. Jest to dość ciekawy dodatek, lecz raczej niewarty kupowania powieści.

Niestety nie spodobał mi się ten tom. Z mojego punktu widzenia, został wydany wyłącznie w celach finansowych, co niestety jeszcze bardziej mnie zniechęciło. Choć muszę przyznać, że dla fanów może być miłym dodatkiem. Jednak osobom, które nie mają wyjątkowo dobrych wspomnień po serii, stanowczo odradzam.  



Książka przeczytana w ramach wyzwania:

niedziela, 9 listopada 2014

Jedyna


Tytuł: "Jedyna"

Autor: Kiera Cass

Seria: Selekcja

Tom: III

Kategoria: Literatura piękna

Ilość stron: 320

Ocena: 6/10











America po długim czasie pełnym obaw i niepewności podjęła najważniejszą decyzję w swoim życiu - wybrała księcia Maxona. Jednak żeby go zdobyć musi bardzo się postarać. W końcu nie jest jedyną kandydatką w Eliminacjach. Jest jeszcze pozostała piątka, a każda z młodych dam ma wiele atutów, które mogą zawrócić młodemu księciu w głowie. Ami musi się bardzo starać, lecz wszystkie jej staranie umniejsza król, który nie chce widzieć buntowniczej Lady Ameriki w roli żony Maxona. Woli piękną i pewną siebie Celeste lub wpływową Elise, nie umniejsza też roli Kriss, która w każdej chwili przybliża się do jego syna. America jest przerażona rywalizacją. Nie tego pragnęła, co z czasem sprawia, że zaczyna się zastanawiać, czy na pewno odpowiednio wybrała. Lecz wszystkie jej przemyślenia schodzą na drugi plan, gdy w pałacu pojawiają się rebelianci z Północy i pragnął z nią rozmawiać. Czego rebelianci mogą chcieć od zwykłej kandydatki w Eliminacjach? Czy przyjaźń może istnieć razem z rywalizacją? I kogo wybierze America, a kogo Maxon?   

Jeśli czytaliście moje recenzje poprzednich części, wiecie, że mam bardzo mieszane odczucia, co do tej serii. "Rywalki" nie zachwyciły mnie, ale pozostawiły miłe odczucia. "Elita" wyjątkowe irytowała mnie, co sprawiło, że mam raczej złe wspomnienia związane z czytaniem jej. Jaka była "Jedyna"? Nie wiem, jak odpowiedzieć na to pytanie. Od dawna mi się nie zdarzyło, żebym nie wiedziała, jak ocenić książkę. Jedno mogę powiedzieć na pewno - była lepsza od "Elity". 

America zaczęła się zmieniać. Nie była to zmiana, która nastąpiła nagle i szybko. Bohaterka zmieniała się razem z wydarzeniami, które sprawiały, że musiała na wszystko spojrzeć pod innym kątem. To bardzo mi się podobało. Nikt się nie zmienia z dnia na dzień. Potrzeba na to czasu, a i tak nie jesteśmy w stanie przejść całkowitej przemiany. Nasz charakter i przyzwyczajenia są zbyt silne, żeby z nimi walczyć. Ami nadal ma wiele wad, ale zaczęła myśleć. Nie znaczy to, że teraz każde jej zachowanie jest odpowiednie. O nie! Musi dokonywać trudnych wyborów, od których wiele zależy. Jednak ona robi to w niezwykły i bardzo błyskotliwy sposób. Tutaj mogę dać plus. Mimo że nadal nie mogłam jej całkowicie zaakceptować, zaczęłam ją rozumieć. 

Miałam wiele nadziei z wątkiem rebeliantów. Z każdą chwilą stawał bardziej barwny. Byłam przekonana, że wyjdzie z niego coś naprawdę dobrego. Zawiodłam się... Kiera poprowadziła go w całkiem inny sposób niż się spodziewałam. Niestety nie jestem w stanie się do niego przekonać. Zresztą jak do wielu rzeczy w tej serii. Autorka wykreowała wyjątkowo tajemnicze i paradoksalnie sympatyczne postacie. Z tym rzadko spotyka się w literaturze.

Trudno mi napisać coś więcej o tej książce, ponieważ "Elitę" i "Jedyną" czytałam po sobie i ich treść zlewa mi się w jedno. Za to podsumuję całą serię. Wiem, że już niedługo ma wyjść kolejna część, która będzie opisywać Eliminacje z punktu widzenia Maxona i Aspena. Poza tym słyszałam też, że ma powstać powieść o kolejnych Eliminacjach. Uważam, że to niepotrzebne dodatki, które stworzone są wyłącznie w celach finansowych. Właśnie dlatego nie mam zamiaru ich przeczytać. Seria "Selekcja" nie będzie zbyt miło przeze mnie wspominana. Nie polecę jej osobie, która chce przeczytać naprawdę dobrą powieść, bo żadna z trzech części taka nie była. Natomiast jest to "trylogia" idealna do relaksu. Jeśli mieliście trudny miesiąc i macie ochotę odpocząć w sposób niewymagający zbyt dużej energii, to ta seria jest dla Was. Innym osobom odradzam, choć podkreślam, że części młodych dziewczyn może się spodobać ze względu na bajeczną fabułę i wyjątkowo przewidywalne zakończenie, które jest szczęśliwe, a przecież prawie każda kobieta pragnie takiego zakończenia.    

Książka przeczytana w ramach wyzwania: