Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pałac. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pałac. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 14 grudnia 2014

Rywalki. Książę i Gwardzista


Tytuł: "Rywalki. Książę i Gwardzista"

Autor: Kiera Cass

Seria: Selekcja

Tom: o.5

Kategoria: Literatura młodzieżowa

Ilość stron: 220

Ocena: 2/10











Historię Ameriki znamy z "Rywalek" i następnych części. Jednak czy subiektywny opis Ameriki może dokładnie wytłumaczyć, co się wydarzyło podczas Eliminacji? Większość z Was odpowie, że nie. I właśnie tak jest. Lecz Kiera Cass nie pozostawia nas z niewiedzą i opowiada tę historię jeszcze z dwóch różnych perspektyw - gwardzisty i księcia. Poznajemy prawdziwe przyczyny, dla których Aspen zerwał z Amieriką. Dowiadujemy się, w jaki sposób Maxon wybierał swoją ukochaną i czego od niej oczekiwał... Jak bardzo różnią się perspektywy trzech różnych bohaterów?

Jeśli czytaliście moje recenzje "Selekcji", wiecie, że nie zamierzałam czytać tego tomu. Od początku założyłam, że został on napisany wyłącznie dla pieniędzy i nie chciałam sobie psuć raczej miłych wspomnień po tej trylogii (dla mnie pozostanie to trylogia). Jednak dostałam szansę przeczytania tego połówkowego tomu. Stwierdziłam, że jak mam taką szansę, to po co ją marnować. Dostałam porządną lekcję, żeby ufać swoim przeczuciom. 

Opis, który możecie przeczytać na okładce książki, bardzo zachęca do przeczytania. Poznać mroczne tajemnice Maxona? Dowiedzieć się kim jest Aspen? Jaki fan "Selekcji" nie chciałby się poznać prawdy? Niestety żadnej z tych rzeczy nie dowiadujemy się. Książka jest idealnym powtórzeniem wydarzeń opowiedzianych wcześniej przez Amerikę. Co prawda występują sytuację, o których nie miała prawa wiedzieć, jednak my mogliśmy się tego domyślić. Dostałam tylko potwierdzenie swoich przypuszczeń. W tej chwili od razu po przeczytaniu powieści, a raczej opowiastki nie mogę znaleźć pozytywnych cech w fabule. Brakuje nawet tej atmosfery, która pojawia się w następnych tomach, a może poprzednich... 

Uważam, że Kiera miała dobry pomysł, tylko nie wykorzystała jego potencjału. Wybrała przypadkowe wydarzenia, które się ze sobą nie łączyły i opisała je z innego punktu widzenia. Gdyby pojawiły się rzeczy niespodziewane, na pewno by przykuły moją uwagę. Jednak takie opisy psuły mi radość z całej serii. 

Jedynym pozytywnym aspektem książki jest playlista, która została wykorzystana w "Rywalkach" i "Elicie". Kocham muzykę. Spędziłam wiele miłych chwil, słuchając wymienionych piosenek. Wielką radość mi sprawiało, gdy znałam którąś. Akurat ta część książki sprawiła mi przyjemność. Pojawiają się również drzewa genealogiczne oraz komentarze Kiery. Jest to dość ciekawy dodatek, lecz raczej niewarty kupowania powieści.

Niestety nie spodobał mi się ten tom. Z mojego punktu widzenia, został wydany wyłącznie w celach finansowych, co niestety jeszcze bardziej mnie zniechęciło. Choć muszę przyznać, że dla fanów może być miłym dodatkiem. Jednak osobom, które nie mają wyjątkowo dobrych wspomnień po serii, stanowczo odradzam.  



Książka przeczytana w ramach wyzwania:

niedziela, 9 listopada 2014

Jedyna


Tytuł: "Jedyna"

Autor: Kiera Cass

Seria: Selekcja

Tom: III

Kategoria: Literatura piękna

Ilość stron: 320

Ocena: 6/10











America po długim czasie pełnym obaw i niepewności podjęła najważniejszą decyzję w swoim życiu - wybrała księcia Maxona. Jednak żeby go zdobyć musi bardzo się postarać. W końcu nie jest jedyną kandydatką w Eliminacjach. Jest jeszcze pozostała piątka, a każda z młodych dam ma wiele atutów, które mogą zawrócić młodemu księciu w głowie. Ami musi się bardzo starać, lecz wszystkie jej staranie umniejsza król, który nie chce widzieć buntowniczej Lady Ameriki w roli żony Maxona. Woli piękną i pewną siebie Celeste lub wpływową Elise, nie umniejsza też roli Kriss, która w każdej chwili przybliża się do jego syna. America jest przerażona rywalizacją. Nie tego pragnęła, co z czasem sprawia, że zaczyna się zastanawiać, czy na pewno odpowiednio wybrała. Lecz wszystkie jej przemyślenia schodzą na drugi plan, gdy w pałacu pojawiają się rebelianci z Północy i pragnął z nią rozmawiać. Czego rebelianci mogą chcieć od zwykłej kandydatki w Eliminacjach? Czy przyjaźń może istnieć razem z rywalizacją? I kogo wybierze America, a kogo Maxon?   

Jeśli czytaliście moje recenzje poprzednich części, wiecie, że mam bardzo mieszane odczucia, co do tej serii. "Rywalki" nie zachwyciły mnie, ale pozostawiły miłe odczucia. "Elita" wyjątkowe irytowała mnie, co sprawiło, że mam raczej złe wspomnienia związane z czytaniem jej. Jaka była "Jedyna"? Nie wiem, jak odpowiedzieć na to pytanie. Od dawna mi się nie zdarzyło, żebym nie wiedziała, jak ocenić książkę. Jedno mogę powiedzieć na pewno - była lepsza od "Elity". 

America zaczęła się zmieniać. Nie była to zmiana, która nastąpiła nagle i szybko. Bohaterka zmieniała się razem z wydarzeniami, które sprawiały, że musiała na wszystko spojrzeć pod innym kątem. To bardzo mi się podobało. Nikt się nie zmienia z dnia na dzień. Potrzeba na to czasu, a i tak nie jesteśmy w stanie przejść całkowitej przemiany. Nasz charakter i przyzwyczajenia są zbyt silne, żeby z nimi walczyć. Ami nadal ma wiele wad, ale zaczęła myśleć. Nie znaczy to, że teraz każde jej zachowanie jest odpowiednie. O nie! Musi dokonywać trudnych wyborów, od których wiele zależy. Jednak ona robi to w niezwykły i bardzo błyskotliwy sposób. Tutaj mogę dać plus. Mimo że nadal nie mogłam jej całkowicie zaakceptować, zaczęłam ją rozumieć. 

Miałam wiele nadziei z wątkiem rebeliantów. Z każdą chwilą stawał bardziej barwny. Byłam przekonana, że wyjdzie z niego coś naprawdę dobrego. Zawiodłam się... Kiera poprowadziła go w całkiem inny sposób niż się spodziewałam. Niestety nie jestem w stanie się do niego przekonać. Zresztą jak do wielu rzeczy w tej serii. Autorka wykreowała wyjątkowo tajemnicze i paradoksalnie sympatyczne postacie. Z tym rzadko spotyka się w literaturze.

Trudno mi napisać coś więcej o tej książce, ponieważ "Elitę" i "Jedyną" czytałam po sobie i ich treść zlewa mi się w jedno. Za to podsumuję całą serię. Wiem, że już niedługo ma wyjść kolejna część, która będzie opisywać Eliminacje z punktu widzenia Maxona i Aspena. Poza tym słyszałam też, że ma powstać powieść o kolejnych Eliminacjach. Uważam, że to niepotrzebne dodatki, które stworzone są wyłącznie w celach finansowych. Właśnie dlatego nie mam zamiaru ich przeczytać. Seria "Selekcja" nie będzie zbyt miło przeze mnie wspominana. Nie polecę jej osobie, która chce przeczytać naprawdę dobrą powieść, bo żadna z trzech części taka nie była. Natomiast jest to "trylogia" idealna do relaksu. Jeśli mieliście trudny miesiąc i macie ochotę odpocząć w sposób niewymagający zbyt dużej energii, to ta seria jest dla Was. Innym osobom odradzam, choć podkreślam, że części młodych dziewczyn może się spodobać ze względu na bajeczną fabułę i wyjątkowo przewidywalne zakończenie, które jest szczęśliwe, a przecież prawie każda kobieta pragnie takiego zakończenia.    

Książka przeczytana w ramach wyzwania:

środa, 5 listopada 2014

Elita


Tytuł: "Elita"

Autor: Kiera Cass

Seria: Selekcja

Tom: II

Kategoria: Literatura piękna

Ilość stron: 328

Ocena: 4/10










America po wielu trudnych i wyczerpujących chwilach trafiła do Elity, czyli najlepszej szóstki kandydatek do korony i przede wszystkim do serca księcia Maxona. Jest z tego powodu dumna, lecz nie może pozbyć się obaw. Maxon wyraźnie jest nią zainteresowany i wszystko jest na dobrej drodze do szczęśliwego zakończenia. Jednak Ami nie może zapomnieć o swoim dawnych chłopaku - Aspenie. Mimo cierpienia, które jej sprawił, nadal żywi do niego gorące uczucia. Nie może zapomnieć wspólnie spędzonych chwil, pocałunków, pieszczot. Jest to dla niej zbyt bolesne. Poza tym nie jest pewna, czy da sobie radę w roli królowej. Niesie to ze sobą wiele obowiązków i wyrzeczeń. Lecz wszystkie obawy zejdą na drugi plan, gdy okaże się, że America ma prawdziwą rywalkę, a w dodatku jedną z jej przyjaciółek. Jej świat runie, a ona będzie musiała walczyć o względy księcia. W tym samym czasie na pałac będę coraz częściej napadać rebelianci, co niesie ze sobą tragiczne skutki.

"Rywalki" nie zachwyciły mnie swoją fabułą ani stylem, ale pozostawiły po sobie bardzo miłe odczucia. Nie wiedziałam, czego spodziewać się po "Elicie". Mogło być albo gorzej, albo lepiej. Nie dopuszczałam do siebie myśli, że ta książka będzie taka sama jak jej poprzedniczka. Nie myliłam się. Druga część jest o wiele gorsza od "Rywalek". Zawiodłam się, ponieważ miałam cichą nadzieję, że "Elita" okaże się lepsza, co sprawi, że będzie naprawdę dobrą powieścią. Jednak tak się nie stało...

Zacznijmy od tego, że powieść utraciła w sobie całą magię Eliminacji. Zachwyciły mnie piękne suknie, pałac, niezwykłe przyjęcia. Oczywiście w tej części też były, ale zabrakło im tej atmosfery baśni, która tak bardzo dominowała w poprzedniej części. Z wielkim żalem to przyjęłam, bo przede wszystkim na to liczyłam. Mimo to mogłabym wybaczyć ten błąd autorce, jednakże sprawiła, że główna bohaterka zaczęła mnie irytować. I to nie była ta przyjemna irytacja, która sprawia, że bez pamięci zakochujemy się w bohaterach. Uważałam Americę za wyjątkowo bystrą i dobrą dziewczynę, która może zmienić ten kraj na dobre i dać ludziom nadzieję na lepsze życie. Tutaj są do tego nawiązania, ale spłycają one prawdziwy, jak sądzę zamiar. Ami zaczęła popełniać błędy - jak każdy z nas. Lecz większość z nas uczy się na swoich błędach. Nie mogę powiedzieć, że nadal ich nie popełniamy, ale nie w taki sposób jak nasza Lady. Łatwo ulega emocjom, co osobiście w tym przypadku uważam za jej zaletę, jednak to sprawia, że popełnia te same błędy na przekór innym. To wyjątkowo irytujące. W dodatku osobiście nie lubię kobiet, które bawią się mężczyznami dla własnych kaprysów. A właśnie tak robiła America. Rozumiem, że mogła nie być pewna swoich uczuć, mieć obawy, czuć zazdrość, sfrustrowanie. Jednakże nie usprawiedliwia to ranienie innych osób w wyjątkowo okrutny sposób.

Poza tym autorka nie wykorzystała wyjątkowo ciekawego i ważnego wątku. A chodzi mi o rebeliantów. Pojawiają się o nich wzmianki, są sceny, opisujące ich poczynania, jednak brak jakichkolwiek opisów. Jest to wątek o wielkich możliwościach, który można by rozwinąć w oryginalny sposób. Nie wymagam kolejnych "Igrzysk Śmierci", bo byłby to plagiat. Lecz chcę zrozumieć ludzi, którzy tak żyją i ich trudną sytuację. Niezwykle mnie to ciekawi i mam nadzieję, że Kiera rozbuduje ten motyw w kolejnej części. Poprawiłoby to bardzo moje nastawienie do tej serii.

Wypisałam cały wachlarz różnych wad. Jednak nie sądźcie, że są tylko one. Mimo mojego złego nastawienia są też zalety. Powieść jest wyjątkowo wciągająca. Dawno mi nie zdarzyło, że z takim zaangażowaniem czytałam książkę. Nie mogłam się oderwać. Koniecznie chciałam wiedzieć, co dalej się wydarzy i jak to się skończy. Mimo wszystko America nie może być mi obojętna. Przywiązałam się do niej i mam nadzieję na jej zmienię. Chcę jej przy tym towarzyszyć, być uczestnikiem tej zmiany, a raczej odnalezienia samej siebie. Dlatego właśnie obecnie czytam "Jedyną".

Trudno mi powiedzieć, czy ta seria jest warta przeczytania, czy też nie. Nie będę jej polecać, bo jak sami przeczytaliście ma niezwykle dużo wad. Nie będę również jej odradzać, bo posiada magię, która nie jednej młodej dziewczynie spodoba się. Nie jest to powieść wyjątkowo refleksyjna, ale posiada morał. Jeśli ktoś z Was ma dość ciężki i trudnych lektur, może się przy niej zrelaksować i przenieść w świat dawnych marzenie. Jest krótka, więc spokojnie można ją przeczytać przez jeden albo dwa wieczory. Nie zachwyci, ale sprawi przyjemność.                 

Książka przeczytana w ramach wyzwania:

     

środa, 15 października 2014

Rywalki


Tytuł: "Rywalki"

Autor: Kiera Cass

Seria: Selekcja

Tom: I

Kategoria: Literatura piękna

Ilość stron: 336

Serial: The Selection 

Premiera: 2013 r. (świat)  

Ocena: 7/10







America nigdy nie pragnęła pieniędzy, luksusów, pięknych sukni, biżuterii. Ona marzyła o prawdziwej miłości. Miała wyjątkowe szczęście... Spotkała ją. Zakochała się w chłopaku o imieniu Aspen. Jej marzenia o kochającym mężu, wielu dzieciach mogły spełnić się w każdej chwili. Jednak zawsze jest jakieś ale. Aspen należy do Szóstek, a ona do Piątek. Nie jest to wielka przepaść, jednak dość kłopotliwa. Tym czasem zaczynają się zgłoszenia do Eliminacji. Trzydzieści pięć młodych dziewczyn rozpocznie rywalizację o księcia Maxona. America zajęta swoimi sprawami uczuciowymi, nawet nie spodziewała się, że również otrzyma taką szansę - szansę, o której marzą tysiące dziewczyn, a którą ona otrzyma, mimo że jej nie chce. Jedynym pozytywnym aspektem są pieniądze. A dla głodnej rodziny człowiek jest w stanie dużo zrobić. Jednak czy dobry charakter pozwoli jej na to? Czy zbyt pochopne wnioski nie sprawią, że pojawią się kłopoty? Czy miłość można tak po prostu wybrać? 

Ostatnio bardzo głośno jest o tej książce, szczególnie po wyjściu drugiej części. Co prawda pojawiła się już i trzecia, jednak na razie nie jest aż tak popularna jak jej poprzedniczki. Wszystkie opinie na początku były zgodne - książka jest fantastyczna. Lecz z czasem pojawiły się też mniej pozytywne opinie. Muszę przyznać, że raczej słuchałam tych drugich. Jednak po raz pierwszy w swoim życiu złamałam swoją ścisłą zasadę. "Nie kupować dla okładki". Każda z pań przyzna, że jest olśniewająca. Bo przecież, która z nas nie marzyłby o tak pięknej sukni? Od razu po kupnie poczułam wyrzuty sumienia. Jednak przyszedł moment, gdy zaczęłam czytać tę powieść. Czy jestem zadowolona z niej? Jestem zszokowana. To jest najbardziej paradoksalna książka, jaką spotkałam.

Na początku może zacznę od wad, które były liczne. Przede wszystkim styl. Był niezwykle prosty. Zdaję sobie sprawę, że to książka dla nastolatek, ale też nią jestem i muszę przyznać, że takie uproszczenie niezwykle mnie irytowało. Często zdarzały się też błędy gramatyczne. Powiecie, że sama często je robię. Zgodzę się z Wami, ale to jest książka, która była przed wydaniem czytana, poprawiana i ilość takich błędów powinna być ograniczona do minimum. Czasami naprawdę musiałam wracać do poprzedniego zdania, by go zrozumieć. I teraz pora na najgorszą wadę całej książki. Niezwykła naiwność. Niektóre rzeczy, zachowania były tak nielogiczne, nie odnoszące się do rzeczywistości, że kompletnie nie grały z fabułą.

I tu pojawia się ten paradoks... Książka mnie niesamowicie wciągnęła. Dawno nie czytałam z takim zaangażowaniem, pasją. To było coś fascynującego. Zostałam wciągnięta w świat, którego w ogóle nie rozumiałam, ale czułam się tam jak w domu. Każdy pokój, ściana była moją przyjaciółką. A te wszystkie niezwykłe dziewczyny sprawiały, że czułam się wartościowa, niepowtarzalna i zaczęłam mieć pewność, że wszystkie - te nawet najdziwniejsze marzenia - spełnią się. Może to sprawiło dawne marzenie zostania księżniczką. Może piękne suknie, które od zawsze uwielbiałam.  A może po prostu chciałam się oderwać od rzeczywistości, która nie zawsze jest tak barwna i baśniowa, jakbyśmy chcieli. Byłam oczarowana. 

Poza tym nie mogę zapomnieć, że jest to świetna komedia. Naprawdę bawiłam się wybitnie, przyglądając się potyczkom słownym Ameriki i Maxona. Były banalne zresztą jak cała powieść, ale sprawiały mi przyjemność. Miło było patrzeć, jak niezdarny książę walczy z narwaną dziewczyną. I o dziwo czasami udawało mu się wygrać, co przypisuję tylko jego szczęściu. Sama się czasami dziwiłam, co mnie śmieszy, co sprawia, że się śmieje się na cały głos.

Ta powieść jest dla mnie wielką tajemnicą. Na pewno sięgnę po kolejne części z czystej ciekawości. Jednak czy Wam polecam? Tutaj decyzję chyba pozostawię Wam. To jest ryzyko. Książka nie jest dobra, ale ma coś w sobie, co przyciąga i przede wszystkim poprawia humor. Jeśli teraz macie niezbyt dobre dni, to na pewno po przeczytaniu "Rywalek" spojrzycie na świat trochę inaczej. Jak pisałam wcześniej, decyzja należy do Was.    

Książka przeczytana w ramach wzywania:

czwartek, 28 sierpnia 2014

Pałac Północy


Tytuł: "Pałac Północy" 

Autor: Carlos Ruiz Zafón 

Seria: Trylogia Mgły

Tom: II

Kategoria: literatura współczesna

Ocena: 9/10













Siedmioro nastolatków - sześć chłopaków i jedna dziewczyna tworzą stowarzyszenie, które ma na celu wzajemną pomoc i rozwiązywanie tajemnic. Nazywa się ono Chowbar Society. Ma własny regulamin, zasady i trzeba płacić za możliwość bycia członkiem. Jednak płaci się nie pieniędzmi, a niesamowitymi historiami i własnymi tajemnicami. Swoją placówkę ma w Pałacu Północy. Wszystko brzmi pięknie i profesjonalnie. A jak naprawdę jest? Członkowie stowarzyszenia to przyjaciele, którzy mieszkają w sierocińcu. Natomiast sławetny Pałac Północy to zwykła ruina opuszczonego domu. Lecz czy wyobraźnia nie jest potężna? Czy ta siódemka młodych ludzi nie może żyć w marzeniach, które w ich mniemaniu już dawno się spełniły? Każdy ma prawo do szczęścia, nawet sieroty. Tym bardziej że pewnego dnia - dnia ich ostatniego spotkania, do sierocińca przybywa tajemnicza kobieta. Natrętnie domaga się spotkania z dyrektorem mimo wyjątkowo później pory. Razem z nią przybywa młoda dziewczyna, która fascynuje jednego z przyjaciół. To właśnie za jego namową po raz pierwszy w historii zostaje przyjęty nowy członek Chowbar Society. Sheere -  ich nowa koleżanka opowiada im historię, która na zawsze zmienia ich życie. Odtąd ich niezwykłe stowarzyszenie przeistacza się w coś prawdziwego i przede wszystkim dojrzałego. Tym bardziej że cienie przeszłości zaczynają powracać do krainy żywych. Czy prawa natury  w stanie zatrzymać tragiczne wydarzenia przyszłości? A przyjaźń, miłość? Czy naprawdę są takimi silnymi uczuciami?

Jestem wielką fanką Zafóna. Przeczytałam wszystkie jego książki oprócz następnej części tej trylogii. Wszystkie zawładnęły moimi myślami i sercem. Dlatego zdziwiłam się, gdy większość opinii o tej książce nie była zbyt pozytywna. Wiele osób ostrzegało mnie, że "Pałac Północy" jest najgorszą książką tego autora. Zasmucił mnie ten fakt, ale przecież zawsze któraś książka musi być tą najgorszą. Byłam pewna, że się zawiodę, ale tak się nie stało. Książka niezwykle mi się podobało. Może jestem zaślepiona "Cieniem Wiatru", czy "Grą Anioła"... Jednak jestem pewna, że to nie jest najgorsza książka Zafóna. O wiele mniej mi się podobał "Książę Mgły". Faktem jest, że nie mogę zaprzeczyć, że wcześniej wymienione książki  lepsze, ale to nie oznacza, że tej nie warto czytać.

"Wiedział, że prędzej czy  później dostaną się we władanie piór bez skrupułów, piszące mroczne epilogi, jakże dalekie od oczekiwań i marzeń, z jakimi jego podopieczni wychodzili na ulice Kalkuty, by zacząć nowe życie." 

Tym razem autor zrezygnował z opisów pięknej Barcelony, czy mrocznych miejsc owianych mgłą. Przeniósł nas w całkiem inne miejsce, a była to Kalkuta - Miasto Pałaców. Możecie pomyśleć, że to bardzo nietypowe w jego powieściach. Jednak zapewniam, że nie zabrakło tu tego tak dobrze znanego nam stylu. Od pierwszej strony czuło się, że to jest właśnie ten niepowtarzalny styl, który zaprowadzi nas do niezwykłych przygód i pozwoli odkryć mroczne tajemnice. Tak, kocham ten styl i chyba najbardziej go cenię ze wszystkich, które dotychczas poznałam. To właśnie on sprawia, że człowiek czuje się, jakby tam był, że jest uczestnikiem tej całej niesamowitej, lecz tragicznej historii. To się dzieje tylko w naszej głowie i na stronicach powieści, ale mamy wrażenie, że to prawdziwa historia, która jest również naszą historią. 

Kolejnym bardzo wielkim plusem są bohaterowie. Nie są dokładnie wykreowani, czy różnorodni. Są podobni do siebie. Zafón nadałam im tylko kilka podstawowych cech, żebyśmy mogli ich odróżnić. To był idealny zabieg i uważam, że wyjątkowo trudny. Nie nadać bohaterom zbyt dużo cech, ale przy tym nie pozostawić ich bezbarwnych. Każdy z nich jest owiany tajemnicą. Nigdy do końca nie wiemy, co naprawdę myślą i kim są. I się tego nigdy nie dowiemy. Możemy tylko przewidywać, co wybiorą. Niektórzy mogą uznać to za pustkę, braki niedopracowane prze autora. Dla mnie to jest poezja powieści. 

Jednak żebym zbytnio nie przechwaliła muszę napisać o wadzie, która jest wręcz kolosalna. W tym miejscu wyjątkowo zawiodłam się na autorze. Koleżanka mnie ostrzegła, że w tej trylogii pojawia się pewien schemat. Nie mogłam w to uwierzyć. Dla mnie było to wprost niewyobrażalne. Jednak z wielkim żalem muszę przyznać, że tak właśnie jest. A jest to schemat zakończenia. Właśnie ono powtarza, jakby pewien algorytm. Najpierw jest historia i zapowiedź niesamowitego zakończenia. Następnie jet wielki szok, coś nieprawdopodobnego, niespodziewanego. A później? Takie samo zakończenie jak w poprzedniej książce. Tylko okoliczności się zmieniły. Zabolało mnie, że przewidziałam zakończenie w połowie książki. Tu naprawdę wielki minus dla Zafóna.

Jak pewnie zauważyliście moja recenzja jest niezwykle emocjonalna. Piszę ją od razu po przeczytaniu książki. Przelewam wszystkie swoje emocje w tę właśnie recenzję. Jest ona jeszcze bardziej subiektywna niż moje poprzednie opinie. Wiem, że wiele osób nie zgodzi się ze mną. Jednak myślę, że każdemu kto lubi opowiadania z tajemnicami i dreszczykiem, a tu nie raz się pojawił, spodoba się ta książka. Dla kogoś, kto tak samo jak ja wręcz ubóstwia Zafóna, jest to pozycja obowiązkowa. Nie jest to do końca powieść młodzieżowa. Wiek nie ma tu najmniejszego znaczenia, tym bardziej że książka przekazuje wiele ważnych wartości i wiedzę o życiu, która przyda się każdemu. Książkę jak najbardziej polecam, jednak ostrzegam, że nie każdemu przypadnie do gustu. 

Książka przeczytana w ramach wyzwania: