Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mova. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mova. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 23 listopada 2021

Almond – Won-Pyung Sohn

 

Tytuł: Almond

Autor: Won-Pyung Sohn

Przekład: Urszula Gardner

Kategoria: Literatura młodzieżowa

Wydawnictwo: MOVA

Liczba stron: 240

Ocena: 8/10







Niektórzy z nas cierpią na jakieś zaburzenia i mówię tutaj o szerokiej gamie dolegliwości, chorób i deficytów. Ja mam wadę wzroku, ktoś inny problemy z kręgosłupem, jeszcze ktoś inny zmaga się z problemami psychicznymi. Część z tych rzeczy jest dla nas czymś naturalnym i w żaden sposób nie przyciąga uwagi. W końcu która młoda osoba nie ma teraz problemu ze wzrokiem? Jednak inne wymagają o wiele więcej cierpliwości, tolerancji i zaangażowania społecznego. Czy to oznacza, że ten ktoś jest dziwny, nienormalne albo obciążający? Wiem, że to ciężkie działa, ale takie słowa często się słyszy. Odpowiedź oczywiście brzmi nie, pod żadnym pozorem. Niemniej nadal brniemy w takie stygmatyzujące etykiety. 

Yunjae cierpi na aleksytymię, czyli niemożność odczuwania i identyfikacji swoich przeżyć emocjonalnych. Jest to powiązane z deficytami w działaniu ciał migdałowatych. Chłopiec nie uśmiecha się, nie płacze, nie boi niczego i nie do końca rozumie zachowania innych osób. Mogłoby się wydawać, że brak możliwości odczuwania strachu czy smutku jest czymś wymarzonym, lecz te emocje nie powstały po to, by nas gnębić. Są całkowicie adaptacyjne. W takim razie jak ma żyć ktoś taki jak Yunjae? Mimo tej trudności jego mama bardzo go kocha i angażuje się w walkę z jego zaburzeniem. Jak każdy z nas czasami popełnia błędy, jednak jej kreatywność i miłość do dziecka prowadzą przez życie chłopca. Lecz co się stanie, gdy zabraknie matki? 

W ostatnim czasie czytałam bardzo dużo japońskiej literatury, więc tym razem zdecydowałam się na coś trochę innego. Co prawda nie odchodzę zbytnio od schematu, ale przemieszczam się do innego państwa – dzisiaj o dziele koreańskim o zachęcającym tytule "Almond". Miałam okazję poznać wiele pozytywnych opinii na temat tej powieści, co sprawiło, że sama zapragnęłam poznać tę książkę i wyrazić całkowicie własne zdanie. I teraz mogę to powiedzieć – zgadzam się, "Almond" jest fantastyczną historią. 

Gdy zaczynałam czytać tę książkę, nie wiedziałam do końca, o czym ona opowiada. Być może właśnie dlatego jestem teraz zaskoczona, ale też oczarowana niekonwencjonalnym pomysłem. Dotychczas nigdy nie spotkałam się z tą tematyką. Mam na swoim czytelniczym koncie powieści o psychopatach, o tym zaburzeniu, lecz nawet nie wiedziałam, że istnieje choroba zwana aleksytymią. Wydaje się to tak podobne do psychopatii, a tak naprawdę jest czymś całkowicie odmiennym. 

Styl, którym posługuje się pisarka, jest niesamowicie dopracowany, a przy tym płynny. Odpowiedni dobór słów sprawił, że przeniosłam się do życia Yunjae i zapomniałam, że istnieje moje własne. Pozwoliło mi to na tyle zagłębić się w fabułę, że nawet nie zauważyłam, jak przeczytałam ponad połowę książki. Myślę, że ta swoboda stylistyczna objawia się również w dialogach i opisach uczuć wewnętrznych, które optymalnie ze sobą współgrały. 

Sama fabuła jest wolno płynąca, ale tak naprawdę są to tylko pozory, ponieważ dzieje się w powieści wiele, tylko często wychodzi to poza sferę wydarzeń, a przemieszcza się do sfery uczuć i emocji. To właśnie tam odbywa się główna część akcji i to ona prowadzi czytelnika przez zawiły i odmienny mózg chłopca, by ukazać świat poprzez inną perspektywę. "Almond" jest podzielony na cztery części, gdzie trzy pierwsze symbolizują konkretne osoby, a ostatnia w moim mniemaniu jest podsumowaniem. Ten układ w sposób przejrzysty ukazuje życie Yunjae, by następnie łącząc całościowo wątki, ukazać, jak bardzo skomplikowane jest i jak wiele cierpienia, ale też szczęścia niesie. 

Jestem pod wrażeniem, że pisarka wykreowała tak nieoczywistą postać jak Yunjae. To nie lada wyzwanie, gdyż jest to bohater pejoratywnie kojarzony ze względu na brak odczuwania emocji. Wydaje się być robotem, który nic nie czuje i funkcjonuje wyłącznie dzięki swojej inteligencji. Tymczasem pokazanie wielowymiarowości jego umysłu jest mistrzowskim zabiegiem. Podobnie sprawa ma się co do przyjaciela chłopaka – Gona. Tutaj ponownie jest to postać nieoczywista i wymykająca się wszelkim stereotypom. Dająca poczucie, że zbyt często oceniamy innych na podstawie... Właśnie, na podstawie czego? 

Samo wskazanie na istnienie aleksytymii jest godne szacunku. W końcu takie osoby istnieją, są rzadkością, ale istnieją i my sami możemy mieć z nimi styczność. Zrozumienie, na czym polega ten deficyt, jest niezmiernie ważne. Jednak odchodząc już od mózgu chłopca, to można to odczytywać jako niezwykłą metaforę mechanizmów oceniania i postrzegania świata wyłącznie przez własną indywidualną perspektywę. Won-Pyung Sohn łamie tutaj stereotypy i przypomina, że żeby zrozumieć drugiego człowieka trzeba przysłowiowo przejść się w jego butach. Wydaje się to banalnym frazesem, ale stojąc przed człowiekiem, nigdy do końca nie wiemy, co przeszedł w życiu, z czego to wynika, co on o tym myśli i jak to go ukształtowało.  

"Almond" dogłębnie mnie poruszył i dał szansę na przemyślenie wielu rzeczy. To jedna z tych powieści, która autentycznie zmienia coś w myśleniu człowieka i daje szansę, by wykorzystać to realnie w życiu. Jest to książka przyporządkowana do literatury młodzieżowej, ale tak naprawdę tutaj nie ma znaczenia, czy jest się nastolatkiem, czy dorosłym. Warto się z nią zapoznać, gdyż po prostu jest wartościową pozycją literacką. 

Egzemplarz recenzencki Sztukater.pl

poniedziałek, 16 sierpnia 2021

Świat według pszczół – Sarah Hambro

 

Tytuł: Świat według pszczół

Autor: Sarah Hambro

Przekład: Joanna Barbara Bernat

Kategoria: Literatura faktu

Wydawnictwo: Mova

Liczba stron: 208

Ocena: 8/10

Książkę "Świat według pszczół" otrzymałam w ramach współpracy z TaniaKsiażka.pl 





Zawsze uważałam, że nasz świat jest przepięknym miejscem. Owszem – często dzieje się dużo trudnych i złych rzeczy, czasami nie jest tak perfekcyjnie, jakbyśmy marzyli, lecz mimo to pozostaję przy swojej wierze w naszą planetę. Zaczynając od po prostu przecudownych krajobrazów, przechodząc po niesamowitość istot żywych, by docenić również wszystkie mechanizmy, które kierują naturą. Nawet ludzi, mimo naszej destrukcyjnej natury, wliczam w to. Możecie się ze mną zgadzać lub nie, lecz przy swoim zdaniu pozostanę do końca życia, a przynajmniej taką mam nadzieję. Tak jak zawsze  i tym razem moje rozważania są podyktowane ostatnio przeczytaną lekturą. Tym razem wiąże się ona bezpośrednio z pszczołami. 

Miałam olbrzymią przyjemność zapoznać się z książką napisaną przez dziennikarkę, które zebrała przekrojowa podstawowe informację o pszczołach. Od razu wspomnę, że poza obserwacją słodkich pszczółek na kwiatku lub jedzeniem miodu nie miałam żadnych innych doświadczeń z tymi owadami. Moja obsesja na punkcie mrówek jest powszechnie znana, co w tej chwili doprowadziło mnie do pszczół określanych często też tak jak mrówki jako superogranizm. Poza tym dużą rolę przy wyborze tej książki odegrał również mój dziadek, który w młodości fascynował się pszczołami i miał własne ule. Między innymi przez wzgląd na niego postanowiłam przeczytać "Świat według pszczół". Jak wrażenie? 

Przede wszystkim jestem zdania, że sam pomysł na książkę ma już sam w sobie olbrzymi potencjał. Co prawda jest dużo pozycji literackich o pszczołach, ale w moim czytelniczym doświadczeniu to właśnie ten reportaż się wyróżnia. Zgrabnie podkreśla, jak dużą wagę powinniśmy przykładać do pszczół, ale też nie popada w natarczywe i przez to zniechęcające tony. Między przekazem społecznym, który wyraźnie wspomina, że pszczoły należą do naszego ekosystemu i od jakiegoś czasu na podstawie ich zachowania możemy wnioskować, że dzieje się coś złego, można znaleźć pasjonujące informacje dotyczące powiązań pszczół z religiami, historią czy medycyną. Jestem wprost zachwycona koncepcją, by przekazać tak szeroki przekrój ciekawostek. Pokazać, że poza sformułowaniami przeznaczonymi stricte dla pasjonatów jest też wiele innych aspektów, w których możemy się odnaleźć. 

Tym bardziej że język jest niezwykle prosty, ale przy tym dopracowany. Widać dbałość językową pisarki. Szczególnie w momencie, gdzie powinny pojawić się sformułowania specjalistyczne. Autorka zgrabnie tego unika, co pozwala laikowi zrozumieć doskonale poruszane tematy. Gdy jednak znajdują się wyjątki i pojawia się słowo mało znane powszechnie, to na spokojnie możemy liczyć na wytłumaczenie jego znaczenia. 

"Świat według pszczół" czytało mi się niesamowicie przyjemnie. Po prostu wciągnęłam się we wszystkie tak bardzo różnorodne informacje i z pasją oddawałam się ich pogłębianiu. Właśnie przez ten szeroki przekrój wiedzy dostałam szansę, by spojrzeć na historię pszczół o wiele bardziej wymiarowo. Zawsze spostrzegałam te małe stworzonka jako producentów miodu, zagrożenie użądlenia lub temat ocieplenia klimatu i idących za tym konsekwencji. Tymczasem okazało się, że są to kropla w morzu, a świat pszczół jest o wiele bardziej rozbudowany, skomplikowany i sięgający poza moje wyobrażenia. Samo uświadomienie sobie tego jest dla mnie cennym doświadczeniem. 

Poza tym warto wspomnieć, że poza typową treścią znajdują się różne cytaty z wierszy, książek czy Biblii oraz rubryczki przedstawiające mity dotyczące pszczół, a następnie tłumaczące, jakie są fakty. Gdzieniegdzie można również odnaleźć listy różnych roślin, gatunków pszczół i innych ciekawostek związanych z daną w tym momencie treścią. Na końcu znajdują się też źródła, które dają w dużej mierze poczucie rzetelności, ale co ciekawszym pozwalają na dalsze pogłębienie wiedzy. Bo warto w tym momencie podkreślić, że to pozycja dla laików, którzy chcą dowiedzieć się, czy ten temat pasjonuje ich na tyle, by poszukiwać dalej informacji. Myślę, że znawcy oraz pszczelarze poszukują trochę innej wiedzy. 

Niezmiernie cieszę się, że zdecydowałam się przeczytać "Świat według pszczół", ponieważ mam poczucie, że teraz wiem więcej i mam na przyszłość punkt wyjście, gdy zachcę dalej zagłębiać się w ten temat. Książka dzięki prostemu językowi jest przyjemna w odbiorze, ciekawi i pozwala spojrzeć na nasz świat z całkiem innej perspektywy, co bez wątpienia jest intrygującym i wartościowym doświadczeniem. 

Więcej podobnych książek można znaleźć w dziale literatura faktu, reportaże na TaniaKsiążka.pl 

piątek, 23 lipca 2021

Niestandardowi – Michał Paweł Urbaniak


Tytuł: Niestandardowi 

Autor: Michał Paweł Urbaniak

Kategoria: Literatura piękna

Wydawnictwo: Mova

Liczba stron: 448

Ocena: 6/10

Książkę "Niestandardowi" otrzymałam w ramach współpracy z TaniaKsiążka.pl





Są momenty, gdy życie i otaczający nas świat wydają się niezmiernie proste: czarno-białe, zero-jedynkowe. W końcu są chwile, gdy w naszym odczuciu jesteśmy niesamowicie szczęśliwi albo czujemy się tragicznie. Te chwile bez wątpienia są bardzo istotne, jednakże większość naszego życia to czas przepełniony codziennością o odcieniu szarości. Czasami śmiejemy się mimo złych rzeczy, mimo nadchodzącego mroku, a czasami smucimy się, gdy tak naprawdę nic się nie dzieje. Mamy do tego całkowite prawo i powinniśmy o tym pamiętać. 

Wiktor jest zwykłym, szarym człowiekiem, który wchodzi w całkowity schemat życia: studia, praca, dziewczyna, kumple w pubie. Wydaje się, że w tym układzie jest mu naprawdę dobrze, w końcu czuje się szczęśliwy. Lecz dziewczyna odchodzi i wtedy pojawia się samotność. Pewnego dnia Wiktor siedzi w parku i czyta książkę. W tym momencie jeszcze nie wie, że za chwilę jego życie wejdzie w proces zmian, które niosą ze sobą wiele rzeczy. Jednak czy te zmiany są dobre? A może złe? Jak duże znaczenie może mieć jedno szybko zrobione zdjęcie? 

Gdy zobaczyłam, że Michał Urbaniak wydaje swoją drugą książkę, to wiedziałam już, że przy pierwszej nadążającej się okazji koniecznie muszę ją przeczytać. Debiutancka powieść autora zrobiła na mnie olbrzymie wrażenie. To jedna z tych historii, którą pod względem fabuły można zapomnieć, ale pod względem przeżywanych uczuć podczas czytania już nie. Byłam niezmiernie ciekawa, co tym razem zafunduje czytelnikom pisarz. Czy "Niestandardowi" pozostawili po sobie podobne emocje co "Lista nieobecności"? 

Przede wszystkim od początku zaintrygował mnie pomysł, ponieważ łączył w sobie pewien rodzaj sztampowości i zwykłej opowieści spotykanej w literaturze obyczajowej, ale zarazem wśród tej pozornie schematycznej historii dało się wyczuć iskrę unikatowości, zapowiedzi, że to tylko początkowa iluzja. Tymczasem w pamięci mam cały czas fakt, że autor doskonale kreuje zwyczajne wydarzenia w wydarzenia oryginalne, nieprzewidywalne. Moja ciekawość brała górę i cały czas zadawała mi pytanie, jak Michał Paweł Urbaniak poradzi sobie z potencjałem własnego pomysłu. 

Tym bardziej że przy "Niestandardowych" zyskałam pewność, że kunszt stylistyki autora w "Liście nieobecności" nie był przypadkiem, tylko udanym debiutem, ale pisarz umie za pomocą języka przekazywać więcej niż same słowa w sobie zawierają. Powieść czyta się niesamowicie szybko i wydawałoby się, że jej język jest niezmiernie prosty. Tylko to kolejny pozór, ponieważ za tym kryje się pewnego rodzaju ciężkość odbioru, małe oszustwo. 

Natomiast fabuła charakteryzuje się duszącą atmosferą. To nie jest ten typ powieści, gdzie siada się i można na raz przeczytać całą historię. Podczas czytania musiałam odpoczywać, przemyśleć wiele aspektów i po prostu odejść, by się odizolować od mroku zawartego w "Niestandardowych". Tutaj też w grę wchodzi aspekt opisowy. Opisów uczuć wewnętrznych, otoczenia jest naprawdę dużo i dla niektórych czytelników książka może wydawać się przegadana. W pewnym sensie tak właśnie jest, lecz traktuję to jako olbrzymią zaletę pozwalającą na lepsze zrozumienie treści i kontekstu wszystkich ważnych zdarzeń. 

Ciekawy zabieg pojawia się przy bohaterach. Są oni wyraziści, delikatnie podchodzą już pod karykaturalnych. Pisarz decyduje się tutaj na odważny krok, ponieważ tworzy postacie niekoniecznie przyjemne, budzące sympatię. Tak naprawdę wydaje mi się, że większość z nich bardzo trudno polubić, ponieważ są całościowi. Nie ma żadnych granic między zaletami, czy wadami. Zaleta może okazać się wadą, a wada zaletą. Nie ma też ukrywania mrocznej strony, który każdy z nas posiada. Doceniam to mocno, choć też mam skojarzenie z bohaterami debiutanckiej powieści pisarza. 

Pod względem tematyki "Niestandardowych" czuję się przytłoczona i niepewna. Cała powieść ma w sobie cel, ale zarazem przelewa na czytelnika niesamowicie dużo negatywnych emocji, co ma swoją wartość, lecz nie służy rozrywce. Dlatego już teraz mogę zwrócić uwagę, że to książka dla ludzi, którzy w literaturze poszukują nie tylko odpoczynku, ale też głębokich przemyśleń. Dominują w niej toksyczne relacje – pełne niepewności, pozornej miłości, przywiązania i czystej nienawiści. Po przeczytaniu opowieści nie do końca jestem pewna, czy poprawnie ją zrozumiałam. 

"Niestandardowi" przynieśli bardzo ambiwalentne odczucia, które nie do końca pozwalają mi na spójne podsumowanie.  Na pewno nie wywołali we mnie tak silnych i ważnych dla mnie emocji jak genialna "Lista nieobecności", ale mimo dominującej negatywnej aury, pozwolili mi na wiele wartościowych przemyśleń. Sama kreacja bohaterów jest tak wielką zaletą, że trudno nie docenić całości. To książka niekonwencjonalna i momentami kontrowersyjna pod względem ujawniających się emocji. Myślę, że to po prostu powieść dla ludzi, którzy lubią specyficzne historie. 

Więcej podobnych książek znajdziecie w dziale bestsellery na TaniaKsiążka.pl

piątek, 23 kwietnia 2021

Pod pokładem – Sophie Hardcastle

 

Tytuł: Pod pokładem

Autor: Sophie Hardcastle

Przekład: Ewa Borówka

Kategoria: Literatura piękna 

Wydawnictwo: Mova

Ocena: 6/10

"Pod pokładem" otrzymałam w ramach współpracy z TaniaKsiążka.pl






Nie ma co udawać – w naszym świecie stereotypy istnieją i prowadzą do cierpienia oraz często niesprawiedliwych, złych czynów. Wkładanie w ramy, uprzedzenia i uważanie się za lepszego mogą prowadzić do ścieżki, gdzie nie ma litości, do zapomnienia, że po drugiej stronie tej historii jest ktoś więcej, ktoś, kto stanie się ofiarą. Czy to nie czas, by wreszcie z tym skończyć? By wreszcie przestać usprawiedliwiać? Żeby wreszcie zacząć działaś i doprowadzić świat do słusznego postępu? To retoryczne i górnolotne pytania, ale wierzę, że mogą być wyjściem do poprawy. 

Olivia właśnie kończy studia i dostała propozycję wspaniałego stażu w prestiżowej firmie. Wszyscy bliscy są z niej dumni i nawet nie biorą pod uwagę, że ona może nie chcieć go przyjąć. Gdy wątpliwości wreszcie padają z ust młodej kobiety, wywołuje to kłótnię. Olivia na drugi dzień budzi się pijana na małym statku i poznaje niezwykłego, starszego mężczyznę. Rozpoczyna to podróż Olivii przez życie, gdzie piękno miesza się z koszmarem, gdzie trudno przebić niekończącą się ciszę, gdzie nikt nie słyszy krzyku. Czy Olivia poradzi sobie z doznanymi przeżyciami? Czy da się zakończyć cierpienie? I czy po niektórych wydarzeniach da się żyć dalej? 

Książka od razu przyciągnęła mnie swoją tematyką. Wiedziałam, że to powieść dla mnie, która da mi wiele tematów do przemyśleń. Z tego względu nie wahałam się i przy pierwszej możliwej okazji czytałam. Czy moje czytelnicze przeczucia okazały się słuszne? W bardzo dużej mierze tak, ponieważ tematyka jest tutaj naprawdę niezmiernie ważna i o tym powinno się mówić. Jednakże mam do samego warsztatu literackiego nieskończoną liczbę zastrzeżeń i to właśnie od nich zacznę. 

Pierwszy problem pojawił się na płaszczyźnie stylu literackiego, gdyż od pierwszych stron mnie drażnił. W składni jest naprawdę bardzo dużo błędów stylistycznych, na co zwykle nie zwracam aż takiej uwagi, ponieważ doskonale wiem, że to trudna sprawa, a ja sama popełniam je notorycznie w swoich recenzjach. Lecz tutaj kuły mnie w oczy i nie umiałam w żaden sposób wyjaśnić ich istnienia. W powieści brakowało mi poza tym odpowiednich opisów. One oczywiście były, ale w żadnej mierze nie pomagały mojej wyobraźni. Nie odznaczały się plastycznością, a ja po prostu ich nie czułam, co w przypadku całej historii jest naprawdę karygodne. By zrozumieć bohaterkę należy rozumieć jej otoczenia i odczucia – nie potrafiłam tego. 

Lekturę zepsuł mi opis na tyle książki, ponieważ zdradza on prawie cały przebieg opisanego życia Olivii. I tutaj można ten aspekt uznać za zaletę albo wadę. Osobiście wolałabym sama odkrywać krok po kroku przeżycia Oli i współodczuwać z nią. Jednak rozumiem też zamysł osoby, która zdecydowała się zdradzić tak wiele – to naprawdę dość specyficzna książka, gdzie sama fabuła nie jest najważniejsza. Tym bardziej że autorka zachwyciła mnie przenikliwością obserwacji, które pochodziły z prostych wydarzeń i pod pozorem oczywistości ginęły, a są istotne w naszym życiu. Też mocno doceniam wątek synestezji, którego dotychczas nie spotkałam w literaturze. Uwrażliwia on na emocje i piękno świata, co w dalszej części lepiej pozwala wczuć się w opowieść. 

Wszystkie wymienione aspekty bardzo mnie zawiodły, lecz prym pod tym względem wiodą bohaterowie, gdzie kreacja jest karygodna. W ogóle nie mogłam utożsamić się z Oli, zarazem czując, że to mój obowiązek i że to historia wszystkich kobiet, a nie tej konkretnej. Wszystko we mnie krzyczało, żebym czuła, rozumiała i dała się ponieść destrukcyjnym emocjom. Tylko na tym się kończyło, ponieważ nie potrafiłam. Podobnie miałam z postacią odgrywającą olbrzymią rolę w powieści – z Maggie. Dostajemy w słowach informację, że to wyjątkowa kobieta i że jej historia i osoba porusza i zmienia bieg wydarzeń poszczególnych bohaterów. Ale słowa to jedyne, co dostajemy. Nie mam żadnego potwierdzenia w zachowaniu, że taka właśnie było. 

Tutaj chciałabym już skończyć moje narzekanie na warsztat literacki i przejść do najważniejszej części, czyli wspomnianej tematyki. "Pod pokładem" ma wiele niedociągnięć i wad, ale wszystkie one są przykryte tym, co chce autorka przekazać swoim czytelnikom. Wszystko to da się wybaczyć i zapomnieć w kontekście przeżyć Oli. Odczuwam to jako pewnego rodzaju manifest o kobiecości i krzywdzie, która nadal spotyka wiele kobiet, mimo że już dawno pozornie wyszliśmy z tej epoki. Bagaż doświadczeń, jakie niosła Olivia jest obezwładniający. Czy była winna? Czy można w ogóle zadać takie pytanie? Tutaj zdradzę Wam pewną część książki. To książka o braku wiary, o upokorzeniu i gwałcie – tam, gdzie nikt nie przyjdzie z pomocą i gdzie nic nie da się udowodnić. Morze ma w sobie piękno, ale i mroczne tajemnice. Najwyższa pora coraz głośniej mówić o tym, jak są traktowane kobiety, że każda z nas musi się bać. Uważać na strój, uważać, co mówi, gdzie chodzi i jeśli przydarzy się coś złego, nie ma żadnej pewności, czy wsparcie i pomoc przybędzie. 

"Pod pokładem" jest wartościową pozycją, która mimo moich obiekcji warsztatowych jest godna przeczytania. Pozwala choć w małej mierze zrozumieć uczucia kobiety stłamszonej od dziecka, wykorzystywanej jako narzędzie, zgwałconej i odstawionej do społeczeństwa bez żadnego wsparcia, by dalej żyła – jakby nigdy nic. Porusza i obezwładnia. 

Więcej podobnych książek w dziale bestsellery na TaniaKsiążka.pl 

sobota, 13 lutego 2021

Wyborny trup – Agustina Bazterrica


Tytuł: Wyborny trup

Autorka: Augustina Bazterrica

Przekład: Patrycja Zarawska 

Kategoria: Literatura piękna

Wydawnictwo: Mova

Ocena: 9/10

"Wybornego trupa" otrzymałam w ramach współpracy z TaniaKsiążka.pl





Jeśli spojrzymy na historię ludzkości, to zobaczymy szybki postęp, który pozwolił nam opanować prawie całą planetę. Bez wątpienia w wielu aspektach niesie to ze sobą pozytywy, a my sami nie wyobrażamy sobie istnieć w innym świecie bez tych wszystkich udogodnień. Lecz jeśli się dokładnie przyjrzymy naszej historii, to możemy również zaobserwować niechlubne działania. W tej chwili można nawet zaryzykować stwierdzenie, że to one są na pierwszym planie istnienia człowieka. Odpowiadamy za tysiące lat niekończących się wojen, za dehumanizację i niszczenie planety. Brzmi to fatalnie, prawda? Ale wreszcie w którymś momencie trzeba zadać sobie pytanie, do czego tak naprawdę jesteśmy zdolni i jak poważne konsekwencje niesie to ze sobą?

Minęło już dużo lat od Przemiany, której nazwa tak dokładnie wpisuje się w zjawisko – wszystko się zmieniło, choć pozornie wygląda podobnie i nie różni się zbytnio od życia, które znamy. Jednak kluczem tutaj jest właśnie słowo pozornie. Marcos, który jest synem rzeźnika, musiał zmienić branżę, choć to za dużo powiedziane, bo robi to, co robił dalej tylko zmienił towar. W świecie przedstawiającym się jako całkowity upadek moralności wykonuje tę samą pracę, choć uważa, że nigdy nie powinno dojść do Przemiany. Nie jest w stanie jej zaakceptować. Ale czym tak naprawdę jest ta Przemiana? Czy Marcos będzie kiedyś w stanie przystosować się do nowego życia? Czy dla ludzkości jest jeszcze jakakolwiek nadzieja?

O "Wybornym trupie" w ostatnim czasie mówi się dużo wśród czytelników. Jest to książka określana jako kontrowersyjna i szokująca. Właśnie z tego względu postanowiłam zapomnieć, że to nie do końca moje klimatu i zapoznać się z nią. Od początku zdawałam sobie sprawę, że będzie czymś odmiennym, co mocno może oddziaływać na emocje. Tak właśnie było. Czy mi się to podobało? Stanowczo tak. 

Sam pomysł autorki jest dla mnie wielkim plusem, który byłby w stanie wiele zatuszować – nie było to potrzebne. "Wyborny trup" to czysta oryginalność wychodząca spoza ram schematów i tematów tabu. Postanowiła odciąć się od wszystkiego, co wypada i co powinno być. Zarazem ta innowacyjność niesie ze sobą coś z pogranicza literatury klasycznej, która często stawała się czystymi archetypami literatury. Zostałam zszokowana i przymuszona do zapoznania się z treściami dotychczas dla mnie niewyobrażalnymi. Brzmi to trochę nachalnie, ale to w tym tkwi klucz do całości. 

Natomiast styl pisarki wydawał mi się początkowo niepozorny. Czytało mi się przyjemnie i dość szybko, jednak w pierwszej chwili nie zauważyłam, na czym polega jego fenomen. Dopiero z czasem zaczęłam go określać jako wprost fantastyczny. Przemawiała przez niego prostota oczarowująca i zachwycająca różnorodną możliwością odbioru. Każdy najmniejszy aspekt był dopracowany, ale w żaden sposób nie drażnił zbytnią kwiecistością języka. Niczego nie było za dużo, ani też niczego nie było za mało. 

Z opisaniem fabuły mam poważny problem, ponieważ w tym momencie zaczyna braknąć mi słów. "Wybornemu trupowi" zarzuca się zbyt dużą dozę obrzydliwości. Nie będę kłamać – ona jest i mocno porusza czytelnikiem, ale zarazem utrzymuje poziom nieprzekraczalności granicy. Scen wywołujących wstręt czy nawet jakieś bardziej rozbudowane emocje jest naprawdę dużo, ale nie ma niczego, co by nie było konieczne, by ta historia mogła wybrzmieć w całej swojej panoramiczności. Opowieść jest pełnowymiarowa i wśród głównej akcji subtelnie przemyca o wiele więcej tematów niż w pierwszym odczuciu można by zauważyć. 

Tematyka to mistrzowskie połączenie ukazania konkretnej sytuacji z uniwersalnością wielu wartości i czynów obecnie w obiektywnym spojrzeniu określanych jako złe. To właśnie tu pojawiają się te odwieczne pytania, które nie znajdują odpowiedzi – do czego jest zdolny człowiek jako jednostka i do czego jest zdolny człowiek jako całość? Samo poszukiwanie to podróż w głąb naszej moralności i spojrzenie na pozornie nieprzekraczalne granice. Jak raz przekroczymy zakazany rewir i nic się nie stanie, to wrócimy w to miejsce i ponownie spróbujemy przekroczyć kolejną granicę, aż ich pierwotny obraz zostanie zamazany i z czasem w ogóle zapomniany. Dokładnie ten mechanizm jest przedstawiony w "Wybornym trupie". To mechanizm, który w niektórych przypadkach może nieść wiele dobrego, ale źle wykorzystany, do czego mamy tendencję, może prowadzić do największego upadku człowieczeństwa. Tak jak wspomniałam, mamy tutaj główny wątek i dokładne przedstawienie sytuacji, ale to prawda uniwersalna, odnosząca się do znacznie większej skali naszego postępowania. 

Przykładem tego jest Marcos, którego od pierwszych stron darzyłam sympatią. Jako czytelnicy obserwujemy jego zmagania z nową sytuacja. Patrzymy, jak nie może uwierzyć, że to się dzieje naprawdę, mimo że od dawna bierze w tym udział, jak pragnie się zbuntować i coś zmienić, jak wraca myślami do przeszłości i jak walczy o spełnienie swoich marzeń. To bohater genialnie wykreowany – ludzki i często nieuchwytny. Stworzyłam sobie sama jego obraz i właśnie w taki sposób dałam się oszukać pozorom własnego umysłu. 

"Wyborny trup" to powieść warta uwagi każdego czytelnika. Wiem, że dla trochę wrażliwszych osób jest to literatura mocna, być może nawet nie do przebrnięcia. Lecz warto dać z siebie wszystko, by z oddali spojrzeć na samego siebie i ludzkość, do której należymy. Są procesy, których już nie zatrzymamy, lecz są też momenty, gdy możemy ustać i jeszcze się zmienić. Czy nie warto dla nas samych i naszej planety zrobić to? 

Więcej książek znajdziecie w dziale bestseller na TaniaKsiążka.pl


wtorek, 21 lipca 2020

Lista nieobecności – Michał Paweł Urbaniak


Tytuł: Lista nieobecności

Autor: Michał Paweł Urbaniak

Kategoria: Literatura piękna

Wydawnictwo: Mova

Liczba stron: 494

Ocena: 9/10













Miłość towarzyszy nam przez całe życie. Nawet jeśli nie otrzymamy jej od rodziców, rodziny, partnera czy przyjaciół, to książki, filmy, sztuka czy opowieści innych ludzi o miłości będą wręcz nachalnie towarzyszyć nam od najmłodszych lat do samej śmierci. Czy to miłość prawdziwa? Oczywiście, że nie, jednak nawet te historie sprawiają, że w jakiś sposób myślimy o miłości i bardzo często pragniemy jej. W momencie gdy szczęście będzie nam sprzyjać, a my zrozumiemy, że kogoś kochamy miłością najszczerszą, prawdziwą, narazimy się na olbrzymie cierpienie. Część z Was pewnie spojrzy na to z ironią, ale nie możecie zaprzeczyć, że w momencie, gdy drugi człowiek staje się dla Was ważniejszy niż Wy sami, prędzej czy później dojdzie do chwil złych – pełnych zamartwiania się, toczenia wewnętrznych walk, tworzenie czarnych scenariuszów oraz być może śmierci. Dziś mowa o tej mrocznej stronie najpiękniejszego uczucia. 

Zuzanna straciła męża – niespodziewanie i przedwcześnie. Teraz musi poradzić sobie z żałobą i otaczającą ją samotnością. Jak żyć, gdy ukochana osoba odeszła, a świat nagle stał się tak pusty? Jest młoda, więc prawdopodobnie przed nią jeszcze wiele lat życia – życia bez Artura. Jednak Zuzanna nie jest jedyną osobą, która musi poradzić sobie ze śmiercią. Jej losy się splatają ze wspomnieniami nieżyjącego męża, cierpieniem jej syna oraz wrażliwością młodego mężczyzny, który jest wiernym towarzyszem jej syna. Każdy z nich przedstawia własną historię cierpień, śmieci i miłości, a wszystkie się splatają tego jednego dnia, gdy Artur umiera. Czy można zapomnieć o przeszłości i żyć pełnią życia, kiedy już żadna nadzieja nie pozostaje? 

"Lista nieobecności" to książka, która wyłącznie za pomocą opisu, poruszyła moje serce. Zapragnęłam ją przeczytać i jak na pewno się domyślacie, miałam wielkie oczekiwania co do niej. A w końcu z oczekiwaniami jest różnie. Tym razem dostałam coś całkowicie odmiennego niż przypuszczałam i bardzo się cieszę z tego przypadku, ponieważ dla mnie okazała się to genialna powieść, która poruszyła mnie dogłębnie i dała olbrzymi worek pełen refleksji. 

Język autora jest dopracowany pod każdym względem, dlatego książkę czytało mi się bardzo dobrze z poczuciem satysfakcji, że siedzę przed dziełem, któremu poświęcono wiele czasu. Nawet jeśli nie spodobałoby mi się pod względem fabularnym, to dla samego stylu pisarza warto byłoby brnąć dalej. Takie rzeczy po prostu się docenia. Za pomocą licznych opisów przeżyć wewnętrznych Michał Paweł Urbaniak wprowadza czytelnika w życie poszczególnych bohaterów i pozwala poznać ich najbardziej intymne myśli. A to wszystko odbywa się przez wiele lat. Jako czytelnik nie miałam przed sobą uporządkowanej fabuły rok po roku, tylko olbrzymi chaos dat, które się przeplatały bez żadnego porządku. Wbrew pozorom jest to logiczny i całkowicie spójny ciąg wydarzeń. Ani razu nie zdarzyło się, że mimo tych zawirowań czasowych nie wiedziałam, co robię akurat w tym dniu życia bohaterów. Uważam, że jest to niezwykle trudny zabieg literacki, ale zarazem świadczący o kunszcie autora. 

Tym razem nie poświęcę czasu fabule, gdyż tutaj nie ma znaczenia. Zresztą jest mocno zredukowana na rzecz rozbudowanej i bardzo trudnej emocjonalnie tematyki. Dla mnie "Lista nieobecności" jest powieścią metafizyczą, która zmusza czytelnika do głębokich refleksji. Porusza tę strunę w duszy człowieka, która jest ukryta w najdalszych zakamarkach i przez większość życia robimy wszystko, by o niej zapomnieć. A jeśli nie jesteśmy w stanie, to przynajmniej walczymy o to, by zadrgała. Historia bohaterów nie bawi się w uspakajanie i ukrywanie lęków. Wyzwala je i przypomina, że na świecie istnieje mrok. Nawet jeśli jesteśmy dobrymi i szczęśliwymi ludźmi, to bierzemy udział w tej mrocznej części naszego istnienia. Zresztą czym jest dobro? Czym jest szczęście?

Na początku pisałam, że oczekiwałam czego innego od tej książki. Oczekiwałam opowieści o żałobie. W pewnym sensie ten wątek jest poruszony, jednak osobiście uważam, że jest to historia pełna miłości i to niekoniecznie otoczonej aureolą z czerwonych serduszek. Miłość ma też inne odcienie niż ta słodycz, o której zazwyczaj czytam w romansach. Z miłością wiąże się też cierpienie i wyrzeczenie się samego siebie. "Lista nieobecności" krok po kroku ukazuje te odcienie szarości i czystą czerń. 

Lecz to nie koniec refleksji – przed czytelnikiem również podróż po linii życia, która trwa dalej mimo wszelkich cierpień. Odchodząc trochę od samej powieści, ale zarazem mocno się nią inspirując, chcę zadać Wam pytania – czy zawsze da się iść do przodu, czy zawsze życie trwa mimo wszystko? Dla mnie niektórzy ludzie pewnego dnia po prostu się zatrzymują i choćby żyli jeszcze kilkadziesiąt lat, to będą żyli tylko i wyłącznie w tym jednym miejscu, ignorując wszystko wokół. 

Nie mogę też zapomnieć o genialnie wykreowanych bohaterach. Przyznam, że już dawno nie miałam tak silnego uczucia, że osoby, o których czytam, to osoby żywe i opowiadające mi o sobie samym. Jestem oczarowana, ponieważ tutaj nie było bohaterów jako tła. Nawet dzieci, które początkowo uważałam za taki dodatkowy ozdobnik i wzmocnienie historii, okazały się pełnowymiarowymi bohaterami. Wielką zaletą jest fakt, że większość bohaterów nie zyskała mojej sympatii, a mimo to oddałam im całe swoje serce. Przede wszystkim Zuzanna – kobieta magnetyzująca, do której czułam głęboką niechęć i potępiałam za wiele czynów – jest dla mnie symbolem. Nie spotkałam się w prawdziwym życiu z takim charakterem, więc nie mam wątpliwości, że autor stworzył unikatową kreację, ale mam pewność, że też prawdziwą. Moją uwagę przykuł również Jakub, czyli partner syna Zuzanny – Krzysztofa. Niesamowicie wrażliwy człowiek o wybitnie skomplikowanym charakterze. Nie jestem podobna do Jakuba, ani nie przeżyłam podobnej historii, mimo to mocno się z nim identyfikuję i przede wszystkim rozumiem. 

"Lista nieobecności" to powieść, która zmęczyła mnie emocjonalnie, ale dzięki temu zmęczeniu czuję satysfakcję, że podołałam i pozwoliłam się ponieść przemyśleniom autora. Mam odczucia, że jest to też książka dla każdego odmienna, gdyż da się interpretować w najróżniejszy sposób. Osobiście skupiłam się na aspekcie miłości, ale myślę, że to subiektywne czynniki wpłynęły na tę perspektywę. Inny czytelnik w zależności od swojej własnej historii odbierze to całkowicie inny sposób. To kolejny aspekt godny podziwu. Polecam książkę każdemu, kto czuje się na siłach, by zmienić swoje postrzeganie świata. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję bardzo Taniej Książce i serdecznie zapraszam do zapoznania się z działem beletrystyka