Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura faktu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura faktu. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 16 sierpnia 2021

Świat według pszczół – Sarah Hambro

 

Tytuł: Świat według pszczół

Autor: Sarah Hambro

Przekład: Joanna Barbara Bernat

Kategoria: Literatura faktu

Wydawnictwo: Mova

Liczba stron: 208

Ocena: 8/10

Książkę "Świat według pszczół" otrzymałam w ramach współpracy z TaniaKsiażka.pl 





Zawsze uważałam, że nasz świat jest przepięknym miejscem. Owszem – często dzieje się dużo trudnych i złych rzeczy, czasami nie jest tak perfekcyjnie, jakbyśmy marzyli, lecz mimo to pozostaję przy swojej wierze w naszą planetę. Zaczynając od po prostu przecudownych krajobrazów, przechodząc po niesamowitość istot żywych, by docenić również wszystkie mechanizmy, które kierują naturą. Nawet ludzi, mimo naszej destrukcyjnej natury, wliczam w to. Możecie się ze mną zgadzać lub nie, lecz przy swoim zdaniu pozostanę do końca życia, a przynajmniej taką mam nadzieję. Tak jak zawsze  i tym razem moje rozważania są podyktowane ostatnio przeczytaną lekturą. Tym razem wiąże się ona bezpośrednio z pszczołami. 

Miałam olbrzymią przyjemność zapoznać się z książką napisaną przez dziennikarkę, które zebrała przekrojowa podstawowe informację o pszczołach. Od razu wspomnę, że poza obserwacją słodkich pszczółek na kwiatku lub jedzeniem miodu nie miałam żadnych innych doświadczeń z tymi owadami. Moja obsesja na punkcie mrówek jest powszechnie znana, co w tej chwili doprowadziło mnie do pszczół określanych często też tak jak mrówki jako superogranizm. Poza tym dużą rolę przy wyborze tej książki odegrał również mój dziadek, który w młodości fascynował się pszczołami i miał własne ule. Między innymi przez wzgląd na niego postanowiłam przeczytać "Świat według pszczół". Jak wrażenie? 

Przede wszystkim jestem zdania, że sam pomysł na książkę ma już sam w sobie olbrzymi potencjał. Co prawda jest dużo pozycji literackich o pszczołach, ale w moim czytelniczym doświadczeniu to właśnie ten reportaż się wyróżnia. Zgrabnie podkreśla, jak dużą wagę powinniśmy przykładać do pszczół, ale też nie popada w natarczywe i przez to zniechęcające tony. Między przekazem społecznym, który wyraźnie wspomina, że pszczoły należą do naszego ekosystemu i od jakiegoś czasu na podstawie ich zachowania możemy wnioskować, że dzieje się coś złego, można znaleźć pasjonujące informacje dotyczące powiązań pszczół z religiami, historią czy medycyną. Jestem wprost zachwycona koncepcją, by przekazać tak szeroki przekrój ciekawostek. Pokazać, że poza sformułowaniami przeznaczonymi stricte dla pasjonatów jest też wiele innych aspektów, w których możemy się odnaleźć. 

Tym bardziej że język jest niezwykle prosty, ale przy tym dopracowany. Widać dbałość językową pisarki. Szczególnie w momencie, gdzie powinny pojawić się sformułowania specjalistyczne. Autorka zgrabnie tego unika, co pozwala laikowi zrozumieć doskonale poruszane tematy. Gdy jednak znajdują się wyjątki i pojawia się słowo mało znane powszechnie, to na spokojnie możemy liczyć na wytłumaczenie jego znaczenia. 

"Świat według pszczół" czytało mi się niesamowicie przyjemnie. Po prostu wciągnęłam się we wszystkie tak bardzo różnorodne informacje i z pasją oddawałam się ich pogłębianiu. Właśnie przez ten szeroki przekrój wiedzy dostałam szansę, by spojrzeć na historię pszczół o wiele bardziej wymiarowo. Zawsze spostrzegałam te małe stworzonka jako producentów miodu, zagrożenie użądlenia lub temat ocieplenia klimatu i idących za tym konsekwencji. Tymczasem okazało się, że są to kropla w morzu, a świat pszczół jest o wiele bardziej rozbudowany, skomplikowany i sięgający poza moje wyobrażenia. Samo uświadomienie sobie tego jest dla mnie cennym doświadczeniem. 

Poza tym warto wspomnieć, że poza typową treścią znajdują się różne cytaty z wierszy, książek czy Biblii oraz rubryczki przedstawiające mity dotyczące pszczół, a następnie tłumaczące, jakie są fakty. Gdzieniegdzie można również odnaleźć listy różnych roślin, gatunków pszczół i innych ciekawostek związanych z daną w tym momencie treścią. Na końcu znajdują się też źródła, które dają w dużej mierze poczucie rzetelności, ale co ciekawszym pozwalają na dalsze pogłębienie wiedzy. Bo warto w tym momencie podkreślić, że to pozycja dla laików, którzy chcą dowiedzieć się, czy ten temat pasjonuje ich na tyle, by poszukiwać dalej informacji. Myślę, że znawcy oraz pszczelarze poszukują trochę innej wiedzy. 

Niezmiernie cieszę się, że zdecydowałam się przeczytać "Świat według pszczół", ponieważ mam poczucie, że teraz wiem więcej i mam na przyszłość punkt wyjście, gdy zachcę dalej zagłębiać się w ten temat. Książka dzięki prostemu językowi jest przyjemna w odbiorze, ciekawi i pozwala spojrzeć na nasz świat z całkiem innej perspektywy, co bez wątpienia jest intrygującym i wartościowym doświadczeniem. 

Więcej podobnych książek można znaleźć w dziale literatura faktu, reportaże na TaniaKsiążka.pl 

niedziela, 9 maja 2021

Praga i jej bazary. Opowiadania i anegdoty o warszawskiej Pradze z lat 1950-1970 – Stanislaus Tomczak

 

Tytuł: Praga i jej bazary. Opowiadania i anegdoty o warszawskiej Pradze z lat 1950-1970 

Autor: Stanislaus Tomczak

Kategoria: Literatura faktu

Wydawnictwo: Warszawska Firma Wydawnicza

Ocena: 8/10









Do niektórych miejsc przyzwyczajamy się i to czasami całkowicie nieświadomie. Nie wydaje się, żeby miały w sobie coś wyjątkowego, urzekającego, czy jakkolwiek wyróżniającego. Po prostu są, a my tam z jakiś mało konkretnych względów spędzamy mnóstwo czasu. Gdy po latach to miejsce zmienia się, opuszczamy je lub przestaje istnieć, zdajemy sobie sprawę, że za czymś tęsknimy i wtedy powolutku krok po kroczku dochodzimy do tego, za czym tak naprawdę tęsknimy. Myślę, że niejedna osoba była w szoku, kiedy zdała sobie sprawę, skąd ta nostalgia, skąd to zagubienie i wybrakowanie. To było tylko miejsce – pozornie nic więcej. Lecz mimo to zawładnęło naszym umysłem i być może zostanie w sercu danego człowieka jeszcze na wiele lat, jeśli w ogóle nie na całe życie. 

Przedwojenna Warszawa jest dla mnie czymś niewyobrażalnym. W tej chwili zdałam sobie sprawę, że nawet za bardzo nie wiem, jak wyglądała przed wojną i przede wszystkim przed powstaniem. Jako człowiek urodzony w latach 90. miałam zawsze przed sobą wizję ukazywaną w podręcznikach i filmach stolicy całej w gruzach. Ten obraz wyrył się już w mojej pamięci, nie pozostawiając miejsca na to, co było przed powstaniem, ale też i na to, co było po powstaniu. Tym razem z pomocą przychodzi mi autor książki "Praga i jej bazary", który barwnie przedstawia opowiadania mające w tle warszawską Pragę i jej tytułowe bazary z lat powojennych. 

Muszę przyznać, że odkąd zauważyłam tę pozycję literacką, to jestem pod dużym wrażeniem jej pomysłowości. Jest to stanowczo coś odmiennego wśród literatury faktu, czy nawet historycznej. Myślę, że dla pasjonatów tej tematyki to cud wśród książek. A jeśli nawet się mylę, bo jednak nie znam zbyt dobrze tego środowiska, to jestem prawie pewna, że przyciąga do siebie czytelników. Potwierdzeniem jest moje własne zaintrygowanie tą książką. To w ogóle nie jest moja tematyka, a jednak od samego początku zapragnęłam przeczytać "Pragę i jej bazary". 

Od pierwszych stron da się wyczuć, że pisarz jest typem opowiadacza, który doskonale wie, jak ubrać w słowa nawet nudne fakty. Autor zgrabnie oscyluje pomiędzy łatwym i przyjemnym odbiorem, a koniecznym dopracowaniem swoich anegdot. Dokładnie tak powinna wyglądać ta książka. Tym bardziej że czyta się ją szybko, a barwne opisy niosą ze sobą wyraźny obraz ówczesnych lat. To mocno zachęca, by kontynuować dalszą lekturę. 

"Praga i jej bazary" jak mówi druga część tytułu, to zbiór opowiadań i anegdot mających miejsce na warszawskiej Pradze lat 50. do 70. Jeśli miałabym dokładniej sprecyzować tematykę, to nie potrafiłabym, bo to jest trochę typ książki o niczym. Lecz w tym przypadku w żaden sposób nie traktuję tego jako wadę, gdyż zdaję sobie sprawę, że to miało być na kształt rozmowy przy stole, która raczej ma przekazać sam klimat tamtych lat niż konkretne fakty i informacje mogące przydać się w przyszłości. Gdzieniegdzie w tle pojawia się aspekt polityczny, ale jest on zawarty w sposób subtelny i jeśli kogoś zbytnio nie interesuje, to brak nachalności pozwala na wybór, czy jako czytelnicy zwrócimy na niego większą uwagę, czy jednak nie zdecydujemy się na to. Natomiast mocno wybrzmiewa aspekt alkoholu jako obowiązkowej części życia codziennego. Troszkę mnie to zszokowało, ponieważ niektóre przedstawione sceny w żaden sposób nie mają przełożenia na życie współczesne. Jestem bardzo ciekawa, czy to po prostu dodatkowe ubarwienie, czy ówczesna trochę odmienna rzeczywistość. 

Spodziewałam się wiele dobrego po tej pozycji i ku mojemu zdziwieniu dostałam jeszcze więcej niż mogłam oczekiwań. Mimo że słabo znam się w tym temacie, to bawiłam się naprawdę przednio i choć na chwilę poczułam ten powiew klimatu tamtych lat. To było niezwykłe, literackie przeżycie, które jak najbardziej Wam polecam. Co prawda liczę się z tym, że niektórzy nie będą czuć się przekonani ze względu na inne zainteresowania, ale nadal uważam, że warto choćby spróbować. 

Egzemplarz prasowy Sztukater.pl 

niedziela, 21 marca 2021

Chłopiec, który przeżył Auschwitz. Historia prawdziwa – Tomasz Wandzel


Tytuł: Chłopiec, który przeżył Auschwitz. Historia prawdziwa

Autor: Tomasz Wandzel

Kategoria: Literatura piękna, literatura faktu

Wydawnictwo: Wydawnictwo MG

Liczba stron: 219

Ocena: 9/10







Są fikcyjne historie, które przerażają i wywołują ciarki. Są historie pozornie prawdziwe, które wywołują strach. I są przerażające historie, które są zbyt rzeczywiste, zbyt prawdziwe, by w nie uwierzyć. A jednak wydarzyły się naprawdę i jakkolwiek chcielibyśmy je zmienić, zapomnieć o nich lub uznać za wymyślone, one wydarzyły się naprawdę, ich uczestnikami byli realni ludzie i do dzisiaj nie brakuje dowodów, by zaprzeczyć. Dla mnie taką historią są obozy koncentracyjne, w tym najbardziej rozpoznawalne Auschwitz. Pragnęłabym, żeby to był tylko wymysł czyjeś chorej wyobraźni. Coś, co przeraża, ale jest wyłącznie opowieścią. Dobrze wiemy, że śmierć ludzi ginących w obozach były prawdziwa, a cierpienie niewyobrażalne dla nas. Mogę pragnąć nie przyjmować do siebie, że ludzie są takimi potworami i są zdolni do tak okrutnych rzeczy. Jednak tym ludziom, którzy tam umarli i którzy cierpieli, należy się pamięć i szacunek. Należy się im też obietnica, że nigdy więcej do tego nie dojdzie. Ale takiej obietnicy nie możemy dać i jeśli przejrzymy cały świat, myślę, że już dawno zawiedliśmy jako ludzkość. Czemu zaczynam od tak poważnej tematyki?

Grisza był małym chłopcem mieszkającym na Białorusi, gdy zaczęła się druga wojna światowa. Był zbyt mały, by rozumieć, co tak naprawdę się dzieje. Obserwował, jak hitlerowcy palili domy w jego wiosce, jak strzelali i jak sam wraz z rodziną zamieszkał w lesie. Lecz pewnego dnia jego ojciec został zabity, a on wraz z mamą, babcią i rodzeństwem musiał wsiąść do pociągu. Dowiedzieli się, że zostali przesiedleni. Dopiero później zrozumieli, że pociąg jedzie do obozu pracy Auschwitz. Od tej pory Grisza musi poradzić sobie w obozowym świecie, gdzie jest tylko jedna zasada – nie dać się zabić. Chłopiec dzień w dzień powtarzał to, by doczekać wyzwolenia i przez następne lata przemierzać najróżniejsze sierocińce. Ile lat musiało minąć, by Grisza po raz pierwszy opowiedział swoją prawdziwą historię? Ile mógł pamięć z dziecięcych lat? A raczej czy był w stanie zapomnieć cokolwiek? 

Tematyka wojenna i obozowa jest często spotykana w literaturze. Mijają lata, a my musimy przyznać, że nadal minęło ich za mało, by zapomnieć piekło stworzone przez samych ludzi. W gimnazjum i liceum czytaliśmy liczne książki, gdzie zaznajamialiśmy się z faktami z pierwszej i drugiej wojny światowej. Samo wyobrażanie sobie tych wydarzeń i świadomość, że są prawdziwe, wywołują traumatyczne odczucia. Jednak mimo tego zdecydowałam się zapoznać z książką "Chłopiec, który przeżył Auschwitz". Ta opowieść wywołała wiele emocji buzujących we mnie jeszcze wiele dni po przeczytaniu i zarazem przesądziła, że chyba więcej już nie chcę wiedzieć. Jesteście gotowi zagłębić się w obozowe piekło, by pamiętać, że to jeszcze niedawna rzeczywistość?

Autor przedstawia całą historię poprzez prosty i bardzo przystępny w odbiorze styl. Dzięki temu książka może mieć wiele odbiorców i czyta się ją bardzo szybko. Opisy różnych wydarzeń czy samego obozu są bardzo obrazowe, choć zachowują optymalność. Pozwalają na wyobrażenie sobie obozowej rzeczywistości i tego, co przeżywał mały Grisza, ale nie są też na tyle obciążające psychicznie, by wrażliwsi czytelnicy nie byli w stanie czytać dalej. Pisarz zdobył również mój szacunek poprzez ukazanie tego piekła oczami małego dziecka, by później umieć dalej prowadzić narrację, gdy Grisza jest nastolatkiem i musi zmierzyć się z traumatycznymi wspomnieniami z dzieciństwa. Jest to zabieg trudny, ale przy takiej książce niezmiernie ważny, ponieważ odpowiednie przedstawienie postrzegania poprzez wiek jest konieczne, by zrozumieć różnicę w odczuwaniu chłopca. 

Cała powieść jest bardzo poruszająca i wywołuje wiele emocji. Każda strona naszpikowana jest wieloma wewnętrznymi przeżyciami bohatera i razem z nim jesteśmy zmuszeni, by czuć. Brzmi to przerażająco i nachalnie, ale jakie to ma znaczenie dla nas, w kontekście tego, że ludzie, w tym główny bohater, który jest naprawdę żyjącą osobę, musieli przeżyć to na własnej skórze? Tylko tyle możemy teraz zrobić – choć trochę spróbować zrozumieć i wyobrazić sobie. Takie odczucia wywołuje właśnie ta książka. Dzięki dopiskom na końcu książki czytelnik nie może mieć już wątpliwości, że historia jest oparta na faktach i mimo dozy fikcji wiele wydarzeń zgadza się z rzeczywistością. Tym bardziej że autor nie ograniczył się tylko do obozu. Podzielił książkę na trzy główne części: jak Grisza dostał się do obozu, jak radził sobie tam i jak radził sobie już po wyjściu. Dzięki temu można zaobserwować panoramiczny obraz człowieka i zmian, które dokonały się poprzez cierpienie. 

Muszę przyznać, że już dawno żadna książka nie wpłynęła na mnie tak intensywnie. Gdy ją przeczytałam, nie mogłam przestać myśleć o Griszy, obozach i tym, co się w nich działo. W nocy na nowo śniła mi się ta historia, by towarzyszyć mi jeszcze wiele dni. Właśnie przez to piszę recenzję dopiero po jakimś czasie. Nie byłam w stanie napisać jej od razu. Auschwitz i inne obozy są najlepszym dowodem, że tak naprawdę ludzie są sobie największymi wrogami i potworami. Jak można było wymyślić coś takiego? Jak można było to zastosować? Tym bardziej że obozy nie są wcale pomysłem nazistów. Były już wcześniej, zostały wykorzystane przez hitlerowców, by nadal pozostać w użyciu w innych rejonach świata. Do tego nie powinno nigdy dojść. 

Warto byłoby jeszcze wspomnieć coś o kreacji bohaterów, ale wydaje mi się, że tak zwykłe określenie jest niewłaściwe. Tutaj mowa o człowieku, który nie jest wymyśloną postacią tylko żywym człowiekiem. Chodzi o jego historię, o to, co przeżył i że przeżył. To niesamowite połączenie całkowicie indywidualnej opowieści i metafory wszystkich osób, które były w obozach. Co można powiedzieć o samym Griszy? Bez wątpienia to człowiek o wyrazistym, trudnym do zapomnienia charakterze. Potwierdzają to choćby zapiski z końca książki. Wywołał on we mnie niesamowity podziw zmieszany ze zwykłą sympatią. W dalszej części przyszedł czas na smutek, współczucie, ale i radość, że przeżył i radzi sobie. 

"Chłopiec, który przeżył Auschwitz. Historia prawdziwa" to poruszająca książka, która niesie ze sobą wiele emocji, wiele przemyśleń i nie daje się po prostu zapomnieć. Można czytać naprawdę dobre fikcyjne powieści, które uczą, ale takie jak ta, zawsze będę królować, przypominając prawdziwe i przerażające wydarzenia. 

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa MG


poniedziałek, 8 marca 2021

Alkohol. Piekło kobiet – Monika Sławecka

 

Tytuł: Alkohol. Piekło kobiet

Autorka: Monika Sławecka

Kategoria: Reportaż

Wydawnictwo: Pascal

Ocena: 9/10









Alkohol towarzyszy człowiekowi od wielu pokoleń i jest dla nas czymś naturalnym. Często kojarzy się z celebrowaniem sukcesu, dobrą zabawą, relaksem czy spotkaniem towarzyskim. Nikt nie dziwi się, że przy tych okazjach sięga się po jakieś piwo, wino czy mocniejszy alkohol. Spokojnie można już określić picie alkoholu przy takich okazjach naszą kulturową tradycją, którą obserwujemy od najmłodszych lat, by z czasem wprowadzić ją do naszego dorosłego życia. Oczywiście mamy osoby, które nigdy nie piją i nigdy nie popierają spożywania nawet małych ilości alkoholu, są też osoby, które nie mogą bez niego żyć i dzisiaj właśnie o tej drugiej grupie ludzi, lecz w ujęciu niekonwencjonalnym, ponieważ nie będzie mowy o uzależnienie ogólnie tylko o uzależnieniu kobiet od alkoholu. 

Zdecydowałam się zapoznać z tą książką w ramach mojego postanowienia, by skupiać się na tematach mało mi znanych i ważnych dla społeczeństwa. Alkoholizm wśród kobiet wydaje się być niezmiernie ważnym problemem, dlatego z olbrzymim zainteresowaniem sięgnęłam po tę pozycję. Pragnęłam usłyszeć coś więcej o istnieniu tego zjawiska i przede wszystkim usłyszeć głosy kobiet, które bezpośrednio są związane z nim. Wydawało mi się, że to już czas, by mówić o tym głośno. Przeczytanie tego reportażu utwierdziło mnie w tym przekonaniu. 

Na początku powiem kilka słów o samej koncepcji książki i jej układzie. Pierwsze strony to krótki, ale za to bardzo treściwy wstęp autorki, która tłumaczy, dlaczego zdecydowała się napisać tę pozycję literacką. I właśnie już od tego wstępu zaczynają się emocje ciężkie i konieczne do przetworzenia. W tym momencie widać również skromność samej pisarki, ponieważ zamiast wychwalać swoją książką, pokazuje, że to jedno z możliwych źródeł, by zobaczyć i zrozumieć problem. Podaje ona listę filmów i książek, które według niej są godne uwagi, żeby pogłębić ten temat. Bardzo doceniłam ten ukłon w stronę innych twórców, gdyż mam teraz przed sobą wiele kolejnych czytelniczych planów, a za sobą emocjonalny i poważny zbiór wywiadów. W "Alkohol. Piekło kobiet" znajdziecie całą gamę wywiadów z kobietami, które na własnej skórze poznały, co to znaczy być uzależnionym od alkoholu. W końcowych wywiadach możemy też przeczytać opinię specjalistów, którzy dążą do jak najszybszej i efektywniejsze pomocy w tym zakresie. 

Wśród rozmów panuje niesamowita różnorodność, ponieważ mamy przed sobą kobiety w bardzo różnym wieku, wywodzące się z różnych środowisk, o różnych pozycjach społecznych i przede wszystkich o bardzo odmiennych historiach. Ta możliwość spojrzenia na problem alkoholowy z wielu perspektyw uświadamia, jak bardzo jest to temat tabu w Polsce i jak wiele niesie ze sobą cierpienia. 

Sama koncepcja tej książki jest niesamowicie ważna, ponieważ nie ma co tuszować – w Polsce jest to temat mało medialny i często unikany. Mamy wpojone przekonania, że kobietom nie wypada się upijać i mieć styczność z alkoholem. Przy czym jest on podawany z każdej możliwej strony i tutaj odmawiać też nie wypada, bo często ta decyzja może wbrew pozorom nieść ze sobą negatywne skutki. Pora otworzyć oczy i przyznać, że nie tylko mężczyźni i pojedyncze kobiety zmagają się z alkoholizmem – problem jest o wiele większy. 

Myślę, że każdy czytelnik, sięgając po tę książkę, zdaje sobie sprawę, że przed nim emocjonalna i wycieńczająca podróż do cierpienia, przemocy i samotności. Każda z kobiet, która zgodziła się na rozmowę z autorką, ma swoją niepowtarzalną historię, gdzie najczęściej dominuje smutek i trauma. W tej chwili można tylko przypomnieć, że człowiek jest wypadkową różnych wydarzeń i zamiast potępiać, lepiej zadać pytanie dlaczego. Czytanie tych dyskusji w dziwny sposób hipnotyzuje i ciągnie, by poznawać je dalej, mimo wielkiej dawki negatywnych emocji. Po prostu taki rodzaj szacunku należy się tym kobietom. Być może zrozumienie ich sprawi, że w przyszłości zdołamy komuś pomóc lub samemu sobie. 

Z bardziej merytorycznej strony muszę oddać też hołd Monice Sławeckiej, która wykazała się dużymi umiejętnościami w komunikacji poprzez zrozumienie, cierpliwość i szacunek. Potrafiła poprowadzić rozmowę płynnie, ale pamiętając, że jej rozmówczynie to kobiety po przejściach i wielu cierpieniach, ale też zarazem niezwykle odważne i godne podziwu osoby. Znalazły w sobie na tyle siły, by szerzyć wiedzę na temat alkoholizmu wśród kobiet, mimo że niektóre z nich nadal borykają się z tym problemem. 

"Alkohol. Piekło kobiet" to pozycja niezwykle wartościowa i godna uwagi każdego czytelnika – niezależnie od płci. Po jej przeczytaniu mam wrażenie, że ładunek emocjonalny, cierpliwość i głębszy obraz na przyczyny i mechanizmy uzależnienie mogą coś zmienić i dać szansę na psychoedukację i pomoc osobom uzależnionym. 

Egzemplarz prasowy Sztukater.pl


czwartek, 28 stycznia 2021

Noc, która się nie kończy. Historia obozów koncentracyjnych – Andrea Pitzer

 

Tytuł: Noc, która się nie kończy. Historia obozów koncentracyjnych

Autor: Andrea Pitzer

Kategoria: Literatura faktu

Wydawnictwo: Znak

Ocena: 7/10

"Noc, która się nie kończy. Historia obozów koncentracyjnych" otrzymałam w ramach współpracy z TaniaKsiażka.pl






Każdy z nas słyszał o obozach koncentracyjnych i dehumanizacji, która miała tam miejsce. To jeden z najmroczniejszych okresów ludzkiego istnienia, przyprawiający nas o przerażenie, ciarki i chęć zapomnienia, że w ogóle kiedykolwiek doszło do ich powstania. Druga wojna światowa przyniosła ludobójstwa na masową skalę. Zagładę uporządkowaną, harmonijną i niosącą skuteczną śmierć. Teraz wykorzystujemy tę historię ku pamięci ludzi, którzy tam zginęli, i jako jedną z największych przestróg. Odwiedzamy Auschwitz i inne obozy z paraliżującym strachem i smutkiem. To tutaj jeszcze niecałe sto lat temu ofiary liczyły się w milionach. Jednak to tylko kilka miejsc – najlepiej przez nas zapamiętanych, ale ich było więcej, powstały wcześniej i wbrew naszym przekonaniom nadal skutecznie działają na świecie. Czy jesteście gotowi udać się w podróż do najokrutniejszej części historii i istnienia ludzkości?

Pamiętam, jak w liceum byliśmy przeciążani literaturą wojenną. Oczywiście widziałam tego sens, ponieważ należę do osób, które chcą pamiętać i widzieć, ale tej literatury było zbyt wiele. To było dla młodych ludzi niesamowite obciążenie emocjonalne. Od tej pory raczej rzadko zgłębiałam się w świat wojen, choć czasami mi się to zdarzało. I tym razem przyszedł czas, by ponownie wkroczyć w mrok i niewyobrażalne cierpienie. Myślę, że warto znać historię – i pod względem samych faktów, i pod względem emocji. Z tego względu zdecydowałam się lepiej zapoznać z definicją obozów koncentracyjnych i z pomocą przyszła mi książka "Noc, która się nie kończy. Historia obozów koncentracyjnych". Jaką wiedzę i odczucia wyniosłam po jej przeczytaniu?

Skupię się na początek tradycyjnie na stylu, jakim jest napisana ta książka. Autorka pisze w bardzo skondensowany i dopracowany sposób, ale potrafi w tym znaleźć złoty środek i dać też od siebie lekkość pióra. Bardzo cenię to podejście, ponieważ od literatury faktu wymagam konkretu i jestem gotowa na dość trudne ujęcie tematu, ale nie chcę też tonąć z ciężkości i braku zrozumienia. Język Andrei Pitzer idealnie wszedł w moje upodobania. 

Treści jest naprawdę wiele, co również traktuję jako olbrzymią zaletę. Z tym, że nie będę przed Wami ukrywać, że to lektura na wiele godzin, gdzie należy być skupionym, zapamiętywać wiele faktów historycznych i mieć szeroką perspektywę. Sam temat wydaje mi się intrygujący, gdyż większość z nas ma małą wiedzę lub w ogóle jej nie ma odnośnie istnienia innych obozów koncentracyjnych niż te hitlerowskie. A warto byłoby pamiętać, że to wcale nie Hitler wpadł pierwszy na tak okrutny pomysł. Autorka przechodząc rozdział za rozdział, ukazuje czytelnikowi, jak wielką i zarazem różnorodną historię niosą takie mordercze więzienia. Sama wielokrotnie podkreśla, że brakuje dokładnej definicji i ujęcia skali. Niezmiernie cieszę się, że zostało to uwzględnione i przedstawione w tej książce. 

"Noc, która się nie kończy" to literatura również historyczna, dlatego nie jest to bezpośrednie oddziaływanie na emocje, co w żaden sposób nie znaczy, że jest oschła i nudna. To jak ją odbierzemy zależy bardzo od indywidualnego podejścia i wrażliwości. Czy skupimy się na po raz kolejny na Auschwitz, czy spojrzymy na inne części kraju, czy może na to co dzieje się teraz? Wybór zależy wyłącznie od czytelnika. 

Wiele godzin zajęło mi zapoznanie się z tą pozycją – trudnych godzin, ale było warto poszerzyć wiedzę i zgłębić się w całe zjawisko, by pamiętać i mieć oczy szeroko otwarte. Zadacie pewnie teraz pytanie, czy ogólnie polecam. To jest tak niezmiernie różna książka od fabularnych powieści czy nawet typowych reportaży, że tutaj nie można powiedzieć, że się poleca, czy nie. Wiele zależy od emocji, wytrwałości i po prostu zainteresowań. Musicie zdecydować sami. 

Więcej książek w podobnej tematyce znajdziecie w dziale książki naukowe i popularnonaukowe na TaniaKsiążka.pl

poniedziałek, 23 listopada 2020

Poufne – Mikołaj Grynberg

 


Tytuł: Poufne

Autor: Mikołaj Grynberg

Seria: Poza serią

Kategoria: Reportaż

Wydawnictwo: Wydawnictwo Czarne

Ocena: 6/10







Codziennie na świecie trwa jakaś wojna. Codziennie na świecie giną ludzie w jakieś wojnie. Codziennie na świecie brakuje pokoju. Codziennie na świecie ktoś wspomina cierpienie wywołane przez jakąś wojnę. Można by stwierdzić, że w jakiś pokrętny sposób steruje naszym życiem. Na naszych terenach obecnie jest na tyle spokojnie, by nie obawiać się jej. Jednak wspomnienia drugiej wojny światowej nadal pozostają w ludziach. Jest już coraz mniej osób, którzy bezpośrednio brali w niej udział – to nic nie zmienia. Ona pozostaje w nas i jeszcze długo będzie niosła za sobą żniwo. Druga wojna to wspomnienie obozów koncentracyjnych i Holocaustu. Tego nie da się zapomnieć i nie da wymazać. Miliony ludzi mordowano, a ci, co przeżyli, zostali już na zawsze naznaczeni, by później znamię przekazać swoim dzieciom. 

Przed nami historia żydowskiej rodziny, gdzie wspomnienie ludobójstwa przejawia się w prawie każdym czynie, w prawie każdym powrocie do przeszłości, by następnie kolejne pokolenia nadal odczuwały to brzemię na sobie. Reportaż opowiada o drugim pokoleniu Żydów wojennych niosących za sobą nowe, wcześniej niezaobserwowane zjawisko. Jak czują się ludzie, których w czasie wojny jeszcze nie było na świecie, ale jest ona ich codziennością? Jak bycie Żydem i istnienie Holocaustu wpływa na młode osoby? 

Postanowiłam zapoznać się z tym reportażem w ramach poznawania nowych gatunków literackich. Bez wątpienia jest to dla mnie nowe doświadczenie, gdyż prawie zawsze swoje czytelnictwo kierowałam na tory powieści fabularnych albo literatury naukowej. Książki opisujące realne zdarzenia są mi nieznane. Przez wiele lat twierdziłam, że historie napisane przez życie w życiu powinny pozostać, a wyobraźnia została nam dana po tym, byśmy mogli ubarwiać naszą rzeczywistość. Nadal jestem przychylna swojej pierwotnej opinii, jednakże będąc starsza, nie mogę nie docenić i tej formy. Lecz wracając do tematu głównego, chciałabym tym razem skupić się na reportażu "Poufne".

Co do języka autora mam bardzo mieszane uczucia, ponieważ jego styl wykazuje się cechami, które bardzo cenię, ale ma też parę wad, których nie mogę pominąć. Przede wszystkim jest wyjątkowo charakterystyczny. Myślę, że na spokojnie można go nazwać unikatowym. Ten fakt od razu wywołał mój wielki szacunek. Tak samo jak dopracowanie językowe, które również wykazało lekkość pióra. To jest chyba moje wymarzone połączenie. Jednak czasami miałam wrażenie, że te wszystkie przedstawione historie są opowiadane przez mojego znajomego – pełne emocji i braku pohamowania. Olbrzymi chaos opierający się na założeniu, że przecież znamy cały kontekst i doskonale wiemy, o czym jest mowa. Niosłoby to ze sobą cudowne odczucia, gdyby czytelnik naprawdę wiedział o wszystkich koniecznych podstawach. 

Ogólnie cała fabuła jest przedstawiona bez tła i bez jakiekolwiek kontekstu. Na pewno nie wynika to z braku umiejętności pisarskich autora, tylko z jego zamiaru. Początkowo byłam zachwycona oryginalnością zabiegów pisarza, ale z czasem coraz bardziej gubiłam się w całości i nie do końca wiedziałam, o czym czytam. Bohaterowie nie mieli imion, nie było też żadnych odniesień. Trzeba było samemu wnioskować, kto jest kim i niestety właśnie w tym momencie wielokrotnie poległam i tworzyłam własną fabułę. Nie byłoby w tym nic złego, gdybym była w stanie nanieść jakąś logiczną linię wydarzeń, lecz z tym nie poradziłam sobie. Byłam w stanie myśleć wyłącznie o tym, że jest chaos, a ja tak bardzo potrzebuję porządku. 

Z tematyką książki nie spotykam się pierwszy raz, ponieważ już wcześniej zdarzało mi się słuchać o niej w podcastach i czytać wywiady z tym wątkiem. W taki sposób dowiedziałam się o istnieniu tej pozycji literackiej. Zaintrygowało mnie, że drugie pokolenie Żydów tak mocno może odczuwać wojnę. To oczywiste, że nie da się wymazać Holocaustu i na zawsze będzie wpływał na ludzi, a przede wszystkim na społeczność żydowską. Lecz zjawiska, które idą za tym zdziwiły mnie. Gdy wiem już więcej, wydaje się to oczywiste. Ale wcześniej nie spodziewałam się silnych zależności. Samo "Poufne" dla osób bez konkretnej wiedzy jest stanowczo zbyt mało wyraziste. Nie do końca wiedziałam, jak się odnaleźć w tej książce, więc myślę, że tym bardziej osoby, które w ogóle wcześniej nie wiedziały o istnieniu tego zjawiska, mogą mieć jeszcze większy problem. 

Mimo wad, jestem bardzo zadowolona, że zapoznałam się z tym reportażem. To zawsze nowe doświadczenie, które po raz kolejny popycha mnie, by odejść od wyuczonych schematów i co jakiś czas próbować nieznanych gatunków. Zarazem nawet wśród tak frustrującego mnie chaosu, zdobyłam nową wiedzę. Dlatego myślę, że jeśli kogoś interesują takie psychiczne aspekty pozostałości po czasach masowego ludobójstwa, jest to książka warta uwagi. 

sobota, 12 września 2020

Nie ma – Mariusz Szczygieł


Tytuł: Nie ma

Autor: Mariusz Szczygieł

Seria: Nie w serii

Kategoria: Reportaż

Wydawnictwo: Dowody na Istnienie 

Liczba stron: 336

Ocena: 7/10









Przez większość życia szłam pełna refleksji, głębokich rozmyśleń i otwarta na najróżniejsze rozważania. Byłam przekonana, że wszyscy ludzie też spędzają niesamowicie wiele czasu na takich refleksjach i tak samo jak ja z pasją zapisują swoje najważniejsze myśli, przyozdabiają ściany w karteczki z cytatami wielki ludzi i próbują kierować się nimi w życiu. Czym byłam starsza, tym częściej zauważałam, jak bardzo różnorodne jest postrzeganie świata przez ludzi. Zdałam sobie sprawę, że niektórzy w ogóle nie poświęcają czasu na myślenie o uczuciach i sensie życia, a jeszcze inni spędzają całe dnie na filozofowaniu. Było to wtedy dla mnie odkrywcze i pasjonujące zjawisko. Jednak dzisiaj chciałabym wrócić do momentu, gdy myślałam o życiu i otworzyć Wam oczy na tytułowe "nie ma".

Mariusz Szczygieł już od lat zajmuje się reportażem i zbiera coraz to pozytywniejsze opinie od swoich czytelników. Lecz ja dowiedziałam się o istnieniu tego reportażysty dzięki książce "Nie ma". Pewnie większość z Was doskonale ją kojarzy, ponieważ uzyskała miano wspaniałego zbioru esejów i może pochwalić się cenionymi nagrodami literackimi. Między innymi właśnie ona rozpoczęła moją przygodę z reportażami i dlatego bardzo chciałabym się z Wami podzielić moimi odczuciami. 

Początkowo zszokował mnie styl autora, gdyż jest wyjątkowo chaotyczny i czasami nie do końca wiedziałam, o czym jest mowa. Pisarz czasami robił transkrypty z rozmowy z różnymi osobami. Ma to wiele zalet, ale również i wad, które bardzo mnie zniechęcały do całości. Nie byłam w stanie zaakceptować tego chaosu myśli, niespójnych wypowiedzi pokierowanych przez emocje i rozważania. Obawiałam się, że nie wyniosę nic z całości. Oczywiście z czasem przyzwyczaiłam się do tego i teraz jestem w stanie zrozumieć, czemu Mariusz Szczygieł zdecydował się na takie rozwiązanie. Ten chaos opisów i rozmów z ludźmi skłaniał czytelnika do wykazania się dużymi pokładami empatii, czego konsekwencją jest otworzenie swojego umysłu na istnienie problemów nieoczywistych i problemów zapomnianych. Warto też wspomnieć, że w "Nie ma" pojawiają się liczne nawiązania do literatury, co osobiście niezwykle cenię. Zawsze czułam się najbezpieczniej wśród książek i wielokrotnie również one okazywały się moimi przyjaciółmi, więc czułam się pewniej wśród przedstawionego tekstu. 

"Nie ma" to zbiór esejów opowiadających o ludzkich historiach, gdzie jak sam tytuł mówi, czegoś brakuje, czegoś nie ma. Myślę, że wszyscy się doskonale domyślacie, że to mroczne historie – najczęściej nasączone cierpieniem, rozpaczą i samotnością. Różnorodność opowieści jest niesamowita i godna podziwu. Słowa "nie ma" niosą za sobą wszystkie ważne uczucia, ludzi, rzeczy i pragnienia. Wszystko, co można sobie tylko wyobrazić i jeszcze więcej. Cierpienie może być psychiczne, fizyczne, subiektywne, obiektywne – nie ma żadnych ograniczeń i to właśnie pisarz ukazuje za pomocą szoku i pozytywnego sentymentalizmu. Podoba mi się taka wielowymiarowość perspektyw różnych ludzi i gama emocjonalnych barw. Niektóre opowieści dogłębnie mną wstrząsnęły i zmusiły do najcięższych przemyśleń. Inne po prostu były...

Po przeczytaniu tego zbioru esejów mam bardzo mieszane odczucia. Bez wątpienia jako ludzie potrzebujemy takich historii, więc cieszę się, że ta książka powstała. Jednak czasami miałam wrażenie, że wbrew pozorom Mariusz Szczygieł nie dopracował niektórych opowieści, a to w moim mniemaniu karygodny błąd. Każdy zasługuje na uwagę – nawet jeśli jego historia w obiektywnym ujęciu jest mniej ważna niż inne. W tym przypadku liczą się subiektywne odczucia. Niemniej "Nie ma" to inspirujący reportaż. 

poniedziałek, 17 sierpnia 2020

Skażone krajobrazy – Martin Pollack


Tytuł: Skażone krajobrazy

Autor: Martin Pollack

Tłumaczenie: Karolina Niedenthal

Seria: Sulina

Kategoria: Reportaż

Wydawnictwo: Czarne

Liczba stron: 112

Ocena: 7/10









Gdy spędza się dużo czasu w dużym mieście, czasami ma się ochotę, by opuścić ten murowany krajobraz i odetchnąć prawdziwą naturą. Wtedy najlepszym miejscem na taki właśnie odpoczynek są lasy, jeziora czy góry. Wokół pierwotna przyroda, która pozwala na refleksję, zatrzymanie szybkiego biegu. Natura jeszcze nie skażona ludzką ręką tak bardzo lubiącą niszczyć wszystko, co na jej drodze się znajdzie. Ale czy te piękne zielone liście, ta przezroczysta woda w jeziorze czy ukryta jaskinia pośród skał na pewno nie została skażona? Czy na pewno w przeszłości nie pojawił się człowiek okrutny, bez sumienia i nie dotknął tych miejsc swoim egoizmem i brakiem skrupułów? 

Od jakiegoś czasu postanowiłam lepiej się zapoznać z reportażami. Jest to dla mnie forma mało znana, choć chyba lepiej byłoby to określić jako w ogóle nieznana. Prawie całą swoją dotychczasową wiedzę czerpię z podręczników, licznych powieści, które czytam z takim zamiłowaniem, oraz z programów przyrodniczych, które wypełniały mi godziny dzieciństwa. Tym razem chciałabym spróbować z wiedzą bardzo pewną, ale też unikatową. Taką, której nie przekażą mi podręczniki. One dadzą wyłącznie suche fakty o olbrzymiej wadze. W reportażach liczę na ukryte, ale równie istotne przeżycia – naszpikowane subiektywnymi emocjami pozwalającymi na lepsze zrozumienie drugiego człowieka. Mam dopiero kilka takich reportaży za sobą, ale te przeczytane okazały się naprawdę satysfakcjonujące mnie. Tak jest też w przypadku "Skażonych krajobrazów".

"Skażone krajobrazy" to tytuł, który według mnie jednoznacznie sugeruje, o czym będzie książka. Na samym początku recenzji starałam się Was naprowadzić na taki sam tok myślenia jak mój, gdy zaczynałam czytać tę pozycję. A zaczynałam ją czytać całkowicie spontanicznie, opierając się wyłącznie na tytule. I tak o to zostałam niesamowicie zaskoczona, ponieważ moje przekonanie, że tematyka będzie związana z chemiczną działalnością ludzi oraz brakiem ekologii, okazało się całkowicie niepoprawne. "Skażone krajobrazy" to reportaż o miejscach masowych zbrodni. Oczywiście są w nim miejsca dobrze znane Polakom i całemu światu – Auschwitz, ale autor skupia się przede wszystkim na miejscach, gdzie ludzie próbowali lub nadal próbują zatrzeć pamięć o okrutnych wydarzeniach. 

Nie będę udawać, że gdy zobaczyłam swój błąd, cieszyłam się, że zapoznam się z tą nową dla mnie tematyką. Czułam się zawiedziona, ale zdecydowałam się mimo to czytać dalej, co było zadaniem nużącym i mało ciekawym, gdyż pisarz na początku tak naprawdę wymienia tylko takie miejsca. Nie zrozumcie mnie źle – szanuję pamięć o nich, jednak z perspektywy czytelnika są to tylko nazwy w całkowicie nieznanych językach, które nic mi nie mówiły. Pojawiały się krótkie komentarze autora, ale to mi nie wystarczyło, by oddać się emocjonalnie lekturze. Dopiero z czasem kontekst książki zaczął się zmieniać i wtedy wyraźnie strona za stroną sprawiły, że poczułam się zaintrygowana oraz zaczynałam czuć prawdzie emocje. 

Podawane wydarzenia zaczęły być opisywane dokładniej z całym tłem historii i kultury. To wszystko powoli nabierało przerażających barw. Autor przekazywał mi swój szacunek dla takich miejsc oraz poczucie bezradności i zagubienie, że takie masowe mordy na olbrzymią skalę miały miejsce i były dokonywane przez gatunek, który uważa się za najlepszy, który w teorii jest najrozsądniejszy. W takich momentach traci się wiarę w całą ludzkość. Pisarz dokładnie skupia się na opisaniu, jak wygląda proces odnajdywania zapomnianych grobów i jak ludzie reagują, gdy dowiadują się lub nareszcie muszą na głos przyznać, że żyją na jednej, wielkiej mogile. A reakcje wbrew pozorom nie są takie przewidywalne. Przejawiają się olbrzymią różnorodnością. Martin Pollack musiał wiele przejść i poświęć swojego czasu i energii, by wydobyć od miejscowej ludności choć skrawki prawdy. Prawda wiąże się z przyznaniem do winy, z przyznaniem do okrucieństwa i bezradności. Osobiście nie wyobrażam sobie, co ludność małej wioski mogła zrobić, by uratować mordowane osoby. Ich była garstka, wrogów mnóstwo. Jak nie zachować bierności, gdy w domu czeka cała rodzina, a sprzeciw oznacza śmierć? Mimo to wiele ludzi nie chce mieć nic wspólnego z tymi miejscami i nie chce przyznać, że pamięta albo wie od już dawno zmarłej rodziny, co tam stało się naprawdę. 

Temat, jak sami widzicie, jest niezwykle ciężki. Samo morderstwo dla wielu z nas jest niewyobrażalnym czynem, ale jak wyobrazić sobie morderstwa na tysiącach osób, które razem ginęły w ciągu jednego dnia, a później być może na zawsze zostały zapomniane? Pisarz wielokrotnie podkreśla, że odnajdywanie takich miejsc jest wybitnie istotne, a pamięć dla ofiar czymś obowiązkowym. A sprawcy? Ludzkości należy się prawda, więc i oni powinni zostać w odpowiedni sposób zapamiętani. W czasie czytania pojawiło się w mojej głowie wiele refleksji o dehumanizacji, cierpieniu i stwarzaniu najokrutniejszych sytuacji, które niestety są przejawem straszliwej kreatywności ze strony oprawców. 

Należy pamiętać i w dużej części z tym się zgadzam. Prawie nikt z nas nie chce być zapomnianym. Jeśli już myśli o swojej śmierci, to ma zapewne wyobrażenie pięknego grobu z wygrawerowanym nazwiskiem i płaczącą rodziną nad nim. Ci ludzie nigdy tego nie dostali. Dlatego należy się im pamięć. To są słowa rozsądku poprowadzonego przez empatię. Jednak samo serce zadaje mi pytanie, czy naprawdę powinniśmy odgrzebywać stare sprawy w takiej formie? Czy tym ludziom razem z pamięcią nie należy się spokój ducha? Czasami ma wrażenie, że jesteśmy nauczeni sztucznego szacunku. Od dziecka nam mówili, że historię i bohaterów trzeba pamiętać i ich czcić. A ile z tego szacunku i pamięci jest naszą prawdziwą potrzebą? Mam tylko nadzieję, że Martin Pollack poszukuje zaginionych grobów, bo wierzy z głębi serca, że tak należy. Przedstawia też fragment własnej historii, gdzie wyraźnie opisuje, skąd jego decyzja, by zająć się czymś takim. 

Mimo początkowej niechęci do "Skażonych krajobrazów" cieszę się, że przypadek pozwolił zapoznać mi się z tą książką. Dała mi ona wiele do myślenia i sprawiła, że zapoznałam się z tematem unikatowym, rzadko poruszanym, a tak istotnym i należącym wbrew wszelkim pozorom do naszej codzienności. 

sobota, 15 sierpnia 2020

Życie mrówek – Maurice Maeterlinck


Tytuł: Życie mrówek

Autor: Maurice Maeterlinck

Tłumaczenie: Maria Czartowska, Adam Czartowski

Kategoria: Literatura piękna

Wydawnictwo: Wydawnictwo MG

Liczba stron: 280

Ocena: 6/10










Gdy jesteśmy dziećmi, nasz świat wydaje się niesamowicie ciekawy. Każde stworzenie, każda rzecz, każde zjawisko to zapowiedź niesamowitej przygody, która pozwoli poznać dziecku świat i zostanie zapamiętana na długo. Pewnie sobie przypominacie jakieś dawne zabawy obecnie wydające się niesamowicie niedorzeczne, nielogiczne i po prostu absurdalne. Do nich wcale nie były potrzebne zabawki – wystarczył sam świat. Dla mnie między innymi taką "zabawką" był mrówki. Obserwowałam je, odkąd tylko pamiętam. Karmiłam mrówki najróżniejszymi odmianami słodkiego jedzenia. Robiłam najróżniejsze eksperymenty na nich, które jak się zapewne domyślacie, etyczne nie były... Mimo że w żaden sposób nie poszłam dalej ścieżką poznawania życia mrówek, to przebłyski pasji nadal we mnie pozostały, a mrówki wydają się równie pasjonujące, jak w czasach gdy miałam cztery lata. 

Właśnie z tych powodów moje zainteresowanie przyciągnęła książka "Życie mrówek". Przyznam się, że od razu jak tylko spostrzegłam jej istnienie, postanowiłam, jak najszybciej ją przeczytać. Tak właśnie zrobiłam i po lekturze wiem o wiele więcej o mrówkach, choć pewne aspekty, o których zaraz mowa, sprawiły, że nie jestem pewna swej wiedzy. Ale nie zmienia to faktu, że z olbrzymim zaangażowaniem oddałam się lekturze i każdy fakt, do którego kiedyś sama doszłam, sprawiał mi przyjemność i dawał poczucie satysfakcji. 

Popełniłam błąd, ponieważ nawet nie przeczytałam opisu, gdy decydowałam się na kupno tej książki. Wystarczył tytuł, bym bezmyślnie chciała ją przeczytać. Oczywiście z perspektywy czasu nie ma to już najmniejszego znaczenia, jednakże doznałam szoku, gdy zdałam sobie sprawę, jak dawno ta książki została napisana. Byłam przekonana, że to współczesna popularno-naukowa pozycja czytelnicza. Otóż nie – książka została po raz pierwszy wydana dziewięćdziesiąt lat temu... A sam autor w roku 1911 otrzymał Nobla w dziedzinie literatury. Jestem pod wrażeniem, bo naprawdę całkowicie nie spodziewałam się, że "Życie mrówek" ma za sobą tak rozbudowaną historię. 

Zarazem wyjaśnia też to nietypowy język, którym posługiwał się pisarz. Momentami był bardzo metaforyczny, co jest całkowicie odmienne w porównaniu do dzisiejszej literatury naukowej. Teraz każdy, kto zdecydowałby się na przekazanie wiedzy w tak poetyczny sposób, zostałby wyśmiany. To trochę smutne, jednak bliżej mi do naukowca niż poety, więc doskonale zdaję sobie sprawę, skąd współcześnie takie wytyczne. Wracając do pisarza, to styl, którym się posługiwał, jest pełen zawiłej składni, rozbudowanych porównań oraz bogatego słownictwa. Trudno czytelnikowi tego nie docenić, ale jeśli nie jesteśmy nastawieni bardzo na artyzm, taka zawiłość robi się nudna. Tak było w moim przypadku. 

Największą zaletą tej książki jest fakt, że autor jest niesamowitym pasjonatą, więc momentalnie zaraża czytelnika swoim zaangażowaniem i fascynacją. Robi to w nienarzucający sposób – subtelnie i z gracją. Jest to w dodatku otoczone wieloma rozbudowanymi rozważaniami, które często wychodzą poza główną tematykę książki. Perspektywa autora wydaje mi się wyjątkowo niekonwencjonalna i dająca możliwość spojrzenie na świat przez całkowicie odmienny pryzmat. Uwielbiam takie książki, więc i w tym przypadku zostałam oczarowana. Choć miałam momenty, gdy mi się wydawało, że czytam kartkę z kalendarza, gdzie w szybki sposób jest przekazywany jakiś rodzaj nietypowej wiedzy. 

Warto również zwrócić uwagę na samo wydanie książki, które w moim odczuciu jest przecudowne. Książka robi wrażenie starej, dobrze utrzymanej powieści. Twarda obwoluta, przepiękne ilustracje i bardzo precyzyjnie stworzone strony podbiły moje czytelnicze, wizualne serce. To jest ten moment, gdy chcę mieć pozycję czytelniczą na półce ze względu na wydanie. Ale oczywiście niezmiernie się cieszę, że treść okazała się też warta czytania. 

"Życie mrówek" mimo nieprzewidzianych komplikacji zostało odebrane przeze mnie wyjątkowo pozytywnie i jeśli tylko będę miała możliwość zapoznania się z innymi książkami autora, to na pewno to zrobię. Tym czasem jeżeli interesujecie się mrówkami, gorąco Wam polecam tę książkę. 

czwartek, 30 lipca 2020

Kryształowe dzieci. Historie uzależnienia od dopalaczy oparte na faktach – Laura Chudzyńska


Tytuł: Kryształowe dzieci. Historie uzależnienia od dopalaczy oparte na faktach

Autor: Laura Chudzyńska

Kategoria: Literatura faktu

Wydawnictwo: Novae Res

Liczba stron: 296

Ocena: 7/10










Jako ludzie mamy przykrą tendencję do popełniania błędów. Prędzej czy później każdy z nas popełnia błąd o olbrzymiej wadze i żałuje swoich decyzji. Wszyscy wiemy, że jakkolwiek jest to smutne, to się zdarza. Większym problemem jest to, że potrafimy popełniać ten sam błąd kolejny raz i jeszcze kolejny raz, i jeszcze raz kolejny raz i... Czasami nawet w nieskończoność. Możemy się denerwować na ludzi, którzy nie zmieniają swojego zachowania, choć już znają jego przykre konsekwencje, możemy krzyczeć i oceniać. Lecz to nic nie zmieni – jesteśmy tylko ludźmi i są lekcje, które muszą się odbywać nawet całe nasze życie, byśmy wreszcie zrozumieli.

Pięć młodych osób, które musiały radzić sobie z trudnościami zafundowanymi przez życie. Pięć osób, które choć na chwilę chciały poczuć się szczęśliwe. Pięć osób, których pozornie nic nie łączy. Pięć osób, które uzależniły się od tej samej substancji – mefedronu. Kaja, Sedonia, Miriam, Natan i Oskar – dokładnie o tych pięciu osobach mowa. Tak od siebie różni, pochodzący z różnych światów, a tymczasem połączeni przez kilka kryształów. Czy poradzą sobie z uzależnieniem? Czy są w stanie nawzajem sobie pomóc? Czy życie może być piękne bez wspomagania go? 

Przyznam się przed Wami, że temat narkotyków czy dopalaczy jest bardzo słabo przeze mnie znany. Znam tylko podstawy, które zostały wkute na szkolnych spotkaniach. Znam też przerażające historie, które mówią o negatywnych działaniach tych substancji. Pochodzą one z filmów takich jak "Requiem dla snu", literatury czy opowieści ludzi z telewizji. Tym razem po raz kolejny postanowiłam zapoznać się z powieścią, która mówi, jak wygląda takie uzależnienie i jak ludzie dochodzą do stanu, gdzie nie są w stanie żyć bez narkotyków. Ale tym razem poznaję znany tylko ze słowa mefedron i jego różne pochodne. Poznaję też prawdziwe historie piątki osób, które z całą mocą poczuły działanie tego dopalacza. 

Książka jest napisana bardzo lekkim piórem, co może wydawać się niewłaściwe, patrząc na trudną tematykę "Kryształowych dzieci". Nie jest takie, gdyż dzięki temu przyjemnemu stylowi czytelnik może skupić się na samym przekazie książki i razem z bohaterami czuć ich emocje. Nie musi skupiać się na skomplikowanej składni czy trudnym języku. Styl, którego używa autorka, jest zrozumiały dla każdego i nie ogranicza. Mam tylko jedno małe zastrzeżenie – pojawia się wiele przeskoków w czasie i między postaciami, co momentami wydaje się mało płynne. Jednak z czasem gdy już odnajdziemy się wśród bohaterów, jest o wiele łatwiej i ten mały mankament przestaje przeszkadzać. 

Liczne opisy uczuć wewnętrznych perfekcyjnie komponują się z całą fabułą i pozwalają na zrozumienie tego, co przeżywają bohaterowie jako metafora całości uzależnionych osób, ale też pojedynczych jednostek, które mają własną historię. Mamy tu aż pięć głównych postaci, a poza nimi wielokrotnie pojawiają się jeszcze inne osoby i ich opowieści przeplatają się nawzajem, tworząc rozbudowaną i pełnowymiarową powieść. Sprawia to, że jako czytelnik momentalnie wciągnęłam się w ten świat i w nienachalny sposób poznawałam tę część naszego świata, która dla mnie wydaje się mityczna, a naprawdę jest rzeczywistością istniejącą obok mnie. Zawsze starałam się trzymać daleko od tego typu substancji i przez to czasami zapominam, jak ważny jest to temat i jak bardzo prawdziwy. To olbrzymi błąd z mojej strony, a "Kryształowe dzieci" w brutalny, ale zarazem wyjątkowo skuteczny sposób przypomniały mi o tym. 

Mam ochotę przez całą swoją recenzję pisać, jak bardzo ważne jest byśmy zdawali sobie sprawę, jak wygląda życie narkomana, gdzie jest początek takiego życia, co doprowadziło do tego i przede wszystkim jak takie osoby się czują. Dzięki tej powieści sama mogę lepiej zrozumieć cały proces uzależnienia i chciałabym, żeby jak najwięcej osób również przynajmniej próbowała zrozumieć, ponieważ nigdy do końca nie wiadomo co nasi bliscy robią i do czego my sami dojdziemy. Laura Chudzyńska przedstawiła te opowieści w sposób pełen emocji, zrozumienia i bez żadnej oceny. Podziwiam za to, bo jednak często zdarzają się bardzo negatywne opinie wyrażone w stosunku do osób zażywających narkotyki. Nie mamy prawa oceniać, bo nigdy nie znamy całkowicie prawdziwych przyczyn, które doprowadziły do uzależnienia. "Kryształowe dzieci" ukazują, jak różne drogi prowadzą do dopalaczy. Czasami jest to tylko ciekawość, innym razem presja znajomych, jeszcze innym różnego typu problemy wyniesione z domu, szkoły, pracy czy własnej psychiki. Niesamowicie podobało mi się przedstawienie tego faktu. Nie ma znaczenia, czy pochodzisz z bogatej rodziny, czy jesteś idealnym uczniem, czy musisz mierzyć się z patologią. Każda historia ma swoje podłoże i licytowanie się, kto miał czy ma gorzej jest bez sensu. Psychika ludzka to cała gama różnych czynników, które prowadzą do podjęcia najróżniejszych decyzji. 

Jak już sami widzicie, bardzo przywiązałam się do bohaterów. Każdy z nich dał mi możliwość do wielu refleksji i każdemu mocno kibicowałam, mimo że nie wszyscy wzbudzili we mnie sympatię. Choć przyznam, że największą uwagę zwróciłam na Sedonię, gdyż w pewnym sensie utożsamiam się z nią i doskonale rozumiem jej problemy i zachowanie. Zarazem jej historia wydawała mi się najbardziej wyrazista i pokazywała wiele etapów w jej życiu. Jej przeciwieństwem jest Oskar, którego również polubiłam, ale nie mogłam zrozumieć, skąd wynikają jego decyzje. Podoba mi się taka konstrukcja książki pod względem bohaterów, ponieważ przypomina to rzeczywistość, gdy czasami wszystko jest zrozumiałe, a innym razem w ogóle nie można zauważyć sensu. 

"Kryształowe dzieci" to książka, która dała mi wiele do myślenia. W nienachalny sposób ostrzegła przed pozornie łatwym rozwiązaniem problemów, ale zarazem przypomniała mi o wyjątkowo realnych sytuacjach. Same w sobie te historie poruszają, a gdy czytelnik przypomni sobie, że są one oparte na faktach, świat zaczyna wyglądać inaczej. Ta książka uwrażliwia, daje zrozumienie i ostrzega. 

Książkę otrzymałam z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl

poniedziałek, 13 lipca 2020

Duchowe życie zwierząt – Peter Wohlleben


Tytuł: Duchowe życie zwierząt

Autor: Peter Wohlleben

Tłumaczenie: Ewa Kochanowska

Kategoria: Reportaż

Wydawnictwo: Otwarte

Liczba stron: 256

Ocena: 6/10











Jako ludzie uwielbiamy opiekować się domowymi zwierzętami. Posiadanie psa, kota czy chomika jest bardzo częstym procederem w naszych domach. Nie wspominając tutaj o jakichś rzadziej posiadanych zwierzętach. Gdy już mamy takie zwierzątko w domu i dzielnie, z zaangażowaniem i pasją opiekujemy się nim, wydaje nam się często, że doskonale wiemy, co ten nasz podopieczny myśli, lubi lub co nam chce przekazać. Zapewne większość właścicieli tworzy niezwykłą więź ze swoim pupilem i naprawdę wie więcej na jego temat niż przeciętny człowiek, mimo to zwierzęta nie mówiąc naszym językiem, są dla nas olbrzymią zagadką. A co tutaj dopiero mówić o dzikich zwierzętach? 

Podejrzewam, że dużo z Was doskonale kojarzy tę książkę i przede wszystkim autora, który zyskał w Polsce olbrzymią sławę i uznanie dzięki swojej książce "Sekretne życie drzew". Przyznam szczerze, że w tamtych czasach w ogóle nie interesowałam się taką tematyką, a te reportaże w żaden sposób nie zachęcały mnie do zmiany zdania. Teraz wiele pod tym względem się zmieniło i właśnie dlatego postanowiłam zapoznać się z "Duchowym życiem zwierząt". Czy było warto? 

Autor używa bardzo prostego i przyjemnego języka, co się chwali, gdyż dzięki temu książka jest zrozumiała dla czytelników nie znających specjalistycznego słownictwa. Poza tym czytelnik nie zniechęci się od razu na wstępie. Gdy czytałam, miałam wrażenie, że siedzę gdzieś na polance przy ognisku i ktoś z moich znajomych opowiada ciekawostki na temat zwierząt i przyrody, a ja pochłonięta tymi anegdotkami przenoszę się w nieznany mi świat, gdzie towarzyszą mi wyłącznie płomienie ogniska. Lubię, gdy książki wywołują we mnie takie wrażenie. 

"Duchowe życie zwierząt" to zbiór informacji o zwierzętach opowiedzianych za pomocą różnych anegdotek wziętych z badań i obserwacji autora. Osobiście, tak jak wspominałam, ta tematyka obecnie niezmiernie mnie interesuje, jednak momentami zaczynałam się nudzić, gdyż dopiero co część z tych badań analizowałam z punktu widzenia naukowego. Przyjemnie było zapoznać się z nimi jeszcze raz w tak lekkiej formie, ale miałam nadzieję, że moja wiedza zostanie istotnie poszerzona, co okazało się trochę złudną nadzieją. Lecz jeśli w ogóle nie mieliście styczności z tym tematem, jest to skarbnica przyjaznej wiedzy. 

Kiedy zaczynałam czytać książkę, zastanawiałam się, skąd pisarz czerpie tę wiedzę. Wiedziałam, że jest to bezpośrednio związane z jego pracą zawodową oraz pasją, ale same słowa oparte na tym aspekcie nie wystarczają w literaturze faktu. Tymczasem powoli okazywało się, że autor wprowadził rozróżnienie informacji. Czytelnik od razu dowiaduje się, gdy Wohlleben opowiada swoje własne obserwacje. Zarazem ma dostęp do całego kontekstu tych spostrzeżeń, gdyż wie, w jakich okolicznościach były prowadzone i czy można zastosować je na szerszą skalę. Poza tym autor wielokrotnie odwołuje się do naukowych badań i również nas od razu o tym informuje, pozostawiając rozbudowaną bibliografię, gdzie możemy sami potwierdzić jego słowa lub jeśli nas zainteresuje jakiś konkretny aspekt, poszukać dodatkowych informacji. Podoba mi się, że jest to w tak wyraźny sposób rozróżnione, że wiem, skąd pochodzą badania i sama mogę zaufać lub nie obserwacjom naszego leśnika. 

"Duchowe życie zwierząt" to była dla mnie bardzo ciekawa przygoda i bez wątpienia zapoznam się z innymi książkami Petera Wohllebena. Choć trochę ze smutkiem przyznam, że po tych wszystkich pozytywnych opiniach na temat tej książki spodziewałam się jeszcze czegoś więcej. Miałam nadzieję, że autor wbije mnie w fotel. Tymczasem tylko lub może aż uporządkował w przyjemny sposób moją wiedzę. Podejrzewam, że w przypadku "Sekretnego życia drzew" może wywrzeć to na mnie większe wrażenie, gdyż o drzewach kompletnie nic nie wiem. Czy polecam Wam książkę? Oczywiście, że tak, ale wspomnę, że to nie jest reportaż dla każdego, ponieważ trzeba się tym interesować. Być może niektórzy czytając anegdotki, odkryliby w sobie pasję do zwierząt w głębszych znaczeniu tego słowa, ale wydaje mi się, że część czytelników mogłoby się zanudzić. 

sobota, 16 maja 2020

Socjopaci są wśród nas – Martha Stout


Tytuł: Socjopaci są wśród nas

Autor: Martha Stout

Tłumaczenie: Rafał Śmietana

Kategoria: Reportaż

Wydawnictwo: Znak

Liczba stron: 320

Ocena: 7/10










Nasze życie jest pełne emocji, które sprawiają, że jeden dzień może stać się tym najlepszym w życiu, by za chwilę zasłużyć na miano najgorszego. Reagujemy emocjami na pewne wydarzenia. Czasami wydają się one neutralne, innym razem niepodważalnie ważne, a jeszcze innym razem nikt, nawet my sami, nie jesteśmy w stanie stwierdzić, czemu odczuliśmy akurat tę emocję w tym przypadku. Często, a może nawet prawie zawsze jest to zależne od innych ludzi. To właśnie między innymi ludzie potrafią sprawić, że się śmiejemy, płaczemy, wstydzimy albo boimy. Relacje dyktują naszym zachowaniem i pozwalają na istnienie empatii. Jednak czy każdy z nas jest zdolny do niej? 

Socjopaci są dla wielu ludzi pasjonującym tematem, który w sposób wyjątkowo silny oddziaływuje na naszą wyobraźnię. Prawdopodobnie wiele do powiedzenia ma tu popkultura, która od lat sprawnie wykorzystuje tę tematykę, by snuć mroczne historie. Jednak gdyby one nie były tak bardzo intrygujące, nie znaleźliby się odbiorcy. W końcu socjopaci najczęściej są przedstawiani jako pozbawione duszy i serca kreatury gotowe na wszystko, by osiągnąć sukces lub spełnić swoje chore fantazje. Czy właśnie tak naprawdę jest? Czy wiemy, kim są prawdziwi socjopaci i jak ich odróżnić od normalnych ludzi? 

Tak jak wielu innych czytelników zostałam przyciągnięta sekretami osób, które nie są w stanie czuć miłości i wykazywać się empatią. Dla człowieka, który naturalnie posiada te umiejętności, jest to tak niewyobrażalna rzecz, że żadna książka, film czy artykuł nie będą w stanie wytłumaczyć, jak w rzeczywistości funkcjonują socjopaci. Niemniej można przynajmniej spróbować zrozumieć i przewidzieć ich zachowania. Z pomocą w tym zadaniu przyszła mi książka "Socjopaci są wśród nas". 

Może warto zwrócić uwagę dla kogo jest przeznaczona ta książka. Bez wątpienia podchodzi ona pod literaturę popularno-naukową. Dlatego uważam, że wszystkie osoby zainteresowane tym tematem, powinny w niej się odnaleźć, ponieważ autorka używa tutaj bardzo przystępnego języka. Nie trzeba być żadnym specjalistą, czy wyjątkowo wykształconym człowiekiem, by zrozumieć treści, które doktor Stout chce przekazać. Wystarczy trochę zaangażowania i naturalnej ciekawości. O to nie trudno, gdyż książka zawiera wiele interesujących anegdotek, które pozwalają odpocząć chwilę od naukowych informacji. Stąd jest to lektura o szybko płynącej treści i rzadko kiedy czytelnik ma możliwość oderwania się od książki. 

Myślę, że momentami osoby o rozbudowanej wiedzy psychologicznej mogłyby poczuć pewną niechęć. Ostatnimi czasami spędzałam dużo czasu nad naukową literaturą z dziedziny psychologii i przyznam, że brakuje mi tego ciężkiego stylu, gdzie każda nowa informacja musi oznaczać multum statystyk z badań i być zakończona rozbudowaną bibliografią. To bardziej kwestia przyzwyczajenia i mimo tego braku jestem ostatecznie zadowolona, że z taką przyjemnością zapoznawałam się z treściami, które wiele wnoszą do mojej wiedzy. Ale zarazem ostrzegam, że naukowcy nie do końca mogą być przekonani do takiego sposobu pisania. W tym momencie każdy sam musi sobie odpowiedzieć, co lubi i bardziej ceni. Autorka zgrabnie żongluje przydatnymi informacjami oraz pasjonującymi anegdotkami. Początkowo wywołało to we mnie niepewność co do rzetelności tej książki. Chcę wiedzieć, że nie są to zmyślone informacje. Przed chwilą wspominałam, że każda informacja nie jest potwierdzona pełną bibliografią. Nie oznacza to, że ona nie istnieje w ogóle. Pisarka powołała się na wiele cenionych artykułów i książek. Sama z niektórych z nich korzystałam w ramach pisania pracy rocznej. Przekonało mnie to, że nie są to fakty wyssane z palca. 

Ta książka okazała się dla mnie ciekawą przygodą. Mam wiele zastrzeżeń do niej, ale zarazem dowiedziałam się wielu intrygujących rzeczy, które pchnęły mnie, by dalej pogłębiać temat. Myślę, że dla pasjonatów to naprawdę godna uwagi lektura pozwalająca wnieść nowe spojrzenie i dająca motywację, aby nie kończyć tylko na tym.