Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Otwarte. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Otwarte. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 13 lipca 2020

Duchowe życie zwierząt – Peter Wohlleben


Tytuł: Duchowe życie zwierząt

Autor: Peter Wohlleben

Tłumaczenie: Ewa Kochanowska

Kategoria: Reportaż

Wydawnictwo: Otwarte

Liczba stron: 256

Ocena: 6/10











Jako ludzie uwielbiamy opiekować się domowymi zwierzętami. Posiadanie psa, kota czy chomika jest bardzo częstym procederem w naszych domach. Nie wspominając tutaj o jakichś rzadziej posiadanych zwierzętach. Gdy już mamy takie zwierzątko w domu i dzielnie, z zaangażowaniem i pasją opiekujemy się nim, wydaje nam się często, że doskonale wiemy, co ten nasz podopieczny myśli, lubi lub co nam chce przekazać. Zapewne większość właścicieli tworzy niezwykłą więź ze swoim pupilem i naprawdę wie więcej na jego temat niż przeciętny człowiek, mimo to zwierzęta nie mówiąc naszym językiem, są dla nas olbrzymią zagadką. A co tutaj dopiero mówić o dzikich zwierzętach? 

Podejrzewam, że dużo z Was doskonale kojarzy tę książkę i przede wszystkim autora, który zyskał w Polsce olbrzymią sławę i uznanie dzięki swojej książce "Sekretne życie drzew". Przyznam szczerze, że w tamtych czasach w ogóle nie interesowałam się taką tematyką, a te reportaże w żaden sposób nie zachęcały mnie do zmiany zdania. Teraz wiele pod tym względem się zmieniło i właśnie dlatego postanowiłam zapoznać się z "Duchowym życiem zwierząt". Czy było warto? 

Autor używa bardzo prostego i przyjemnego języka, co się chwali, gdyż dzięki temu książka jest zrozumiała dla czytelników nie znających specjalistycznego słownictwa. Poza tym czytelnik nie zniechęci się od razu na wstępie. Gdy czytałam, miałam wrażenie, że siedzę gdzieś na polance przy ognisku i ktoś z moich znajomych opowiada ciekawostki na temat zwierząt i przyrody, a ja pochłonięta tymi anegdotkami przenoszę się w nieznany mi świat, gdzie towarzyszą mi wyłącznie płomienie ogniska. Lubię, gdy książki wywołują we mnie takie wrażenie. 

"Duchowe życie zwierząt" to zbiór informacji o zwierzętach opowiedzianych za pomocą różnych anegdotek wziętych z badań i obserwacji autora. Osobiście, tak jak wspominałam, ta tematyka obecnie niezmiernie mnie interesuje, jednak momentami zaczynałam się nudzić, gdyż dopiero co część z tych badań analizowałam z punktu widzenia naukowego. Przyjemnie było zapoznać się z nimi jeszcze raz w tak lekkiej formie, ale miałam nadzieję, że moja wiedza zostanie istotnie poszerzona, co okazało się trochę złudną nadzieją. Lecz jeśli w ogóle nie mieliście styczności z tym tematem, jest to skarbnica przyjaznej wiedzy. 

Kiedy zaczynałam czytać książkę, zastanawiałam się, skąd pisarz czerpie tę wiedzę. Wiedziałam, że jest to bezpośrednio związane z jego pracą zawodową oraz pasją, ale same słowa oparte na tym aspekcie nie wystarczają w literaturze faktu. Tymczasem powoli okazywało się, że autor wprowadził rozróżnienie informacji. Czytelnik od razu dowiaduje się, gdy Wohlleben opowiada swoje własne obserwacje. Zarazem ma dostęp do całego kontekstu tych spostrzeżeń, gdyż wie, w jakich okolicznościach były prowadzone i czy można zastosować je na szerszą skalę. Poza tym autor wielokrotnie odwołuje się do naukowych badań i również nas od razu o tym informuje, pozostawiając rozbudowaną bibliografię, gdzie możemy sami potwierdzić jego słowa lub jeśli nas zainteresuje jakiś konkretny aspekt, poszukać dodatkowych informacji. Podoba mi się, że jest to w tak wyraźny sposób rozróżnione, że wiem, skąd pochodzą badania i sama mogę zaufać lub nie obserwacjom naszego leśnika. 

"Duchowe życie zwierząt" to była dla mnie bardzo ciekawa przygoda i bez wątpienia zapoznam się z innymi książkami Petera Wohllebena. Choć trochę ze smutkiem przyznam, że po tych wszystkich pozytywnych opiniach na temat tej książki spodziewałam się jeszcze czegoś więcej. Miałam nadzieję, że autor wbije mnie w fotel. Tymczasem tylko lub może aż uporządkował w przyjemny sposób moją wiedzę. Podejrzewam, że w przypadku "Sekretnego życia drzew" może wywrzeć to na mnie większe wrażenie, gdyż o drzewach kompletnie nic nie wiem. Czy polecam Wam książkę? Oczywiście, że tak, ale wspomnę, że to nie jest reportaż dla każdego, ponieważ trzeba się tym interesować. Być może niektórzy czytając anegdotki, odkryliby w sobie pasję do zwierząt w głębszych znaczeniu tego słowa, ale wydaje mi się, że część czytelników mogłoby się zanudzić. 

niedziela, 10 lutego 2019

Wojenna Burza – Victioria Aveyard


Tytuł: Wojenna burza

Autor: Victoria Aveyard

Tłumaczenie: Joanna Dziubińska, Maria Borzobohata-Sawicka

Cykl: Czerwona Królowa

Tom: IV

Kategoria: Fantastyka

Wydawnictwo: Otwarte

Liczba stron: 704

Ocena: 8/10





Świat, gdzie nie ma równych praw, gdzie morduje się ludzi, tylko dlatego że są inni, gdzie nie można być sobą, gdzie nie można kochać, gdzie boisz się każdej nadchodzącej minuty, jest światem, który należy zniszczyć, a później odbudować krok po kroku. Należy oderwać się od tradycji, tego, co znamy i mieć odwagę. Tylko tak można sprawić, żeby nadchodzące pokolenia mogły być szczęśliwe.

Mare musi spojrzeć prawdzie w oczy, co jest wyjątkowo trudne, ponieważ za każdym razem, gdy próbuje to zrobić, jej serce łamie się na małe kawałeczki. Jednak i ona, i Cal podjęli własne decyzje i nie ma już odwrotu – trzeba być konsekwentnym. Tym bardziej że każde z nich wierzy, że jego decyzja jest jedynym możliwym wyborem. Maven nadal jest olbrzymim zagrożeniem, niewinni ludzie giną, a cała Norta jest podzielona na trzy kawałki. To wszystko trzeba poskładać w całość, a tylko oni mogę tego dokonać. Evangeline straciła ostatnie resztki nadziei. Już nie wierzy, że kiedykolwiek może być szczęśliwa. Teraz dobitnie czuje, że jest tylko pionkiem na wielkiej planszy stworzonej przez jej ojca. Jako marionetka nie ma nic do powiedzenia i nie ma siły już walczyć. A Iris? Potężna królowa, która po wielu latach dała Norcie pokój. Czy na pewno ma dobre zamiary? Czy cofnie się przed dokonaniem krwawej zemsty? Czy w ogóle w takim świecie można żyć? Czy można być szczęśliwym? 

"Czerwona Królowa" jest dla mnie bardzo sentymentalnym cyklem. Na przestrzeni lat przyzwyczaiłam się do bohaterów, do walk między nimi oraz nieprzewidywalności całej historii. Dlatego z niecierpliwością czekałam na zakończenie opowieści. Dostałam olbrzymie tomisko, które aż przygniata ogromem stron, ale takie książki lubię najbardziej, dlatego z taką chęcią zaczęłam czytać "Wojenną burzę". Czy spełniła moje oczekiwania? Ciężko mi odpowiedzieć na to pytanie, ponieważ miała w sobie wiele zalet, ale nie brakowało jej też druzgoczących wad. Mimo to czytało mi się ją bardzo przyjemnie. 

Styl autorki jest luźny, dzięki czemu bardzo łatwo się wciągnąć i dać ponieść przygodzie. Przy takich stylach obawiam się, czy cała powieść nie będzie infantylna. Na szczęście tu pisarka idealnie wypośrodkowała lekkość odbioru i kunszt literacki. Według mnie takie powieści najlepiej się czyta. Wszystkie wydarzenia były opisane bardzo dokładnie, więc nie miałam najmniejszych problemów, by wyobrazić sobie całą sytuację, ogrom wydarzeń i uczuć bohaterów. Jednakże do Victorii i jej stylu mam zawsze jedno zastrzeżenie – nigdy nie wyróżnia się niczym charakterystycznym. Muszę mieć napisane, że to jej książka, żebym wiedziała, że to ona napisała. Tak nie byłabym w stanie rozpoznać, czy to dzieło przypadkowego pisarza, czy jednej z moich ulubionych pisarek. Niestety zawsze nad tym ubolewam. 

Co do samej fabuły to mam bardzo mieszane odczucia, ponieważ okazała się strasznie nierównomierna. Czasami po prostu nie dało się oderwać od tej książki, a innym razem miałam ochotę nią rzucić, ponieważ była naiwna i w ogóle nieprzemyślana. Z tego względu jej przeczytanie zajęło mi naprawdę dużo czasu i był to burzliwy czas. Choć sam tytuł ostrzega... Dużą zaletą historii jest fakt, że nie jest ani przeciągana niepotrzebnie, ani nie przyśpiesza, by osiągnąć zawrotne i najczęściej niezrozumiałe dla odbiorcy tempo. Jestem z tego bardzo zadowolona, ponieważ dzięki temu odnalazłam się idealnie w fabule. W "Wojennej burzy" są poruszane dwa główne wątki –  polityczny i miłosny. Wątek polityczny bardzo mi się spodobał. Poza małymi skazami Victoria przedstawiła bardzo dokładnie i zrozumiale wydarzenia, które toczyły się na arenie międzynarodowej. Potrafiła przy tym zaskoczyć. Wielokrotnie w mojej głowie pojawiała się myśl, że to było takie oczywiste, że skutki też dało się przewidzieć, ale razem z bohaterami nie zauważyliśmy tego i ostatecznie zostaliśmy zszokowani. Przyznaję, że byłam pod olbrzymim wrażeniem. Co do wątku romantycznego to nie wiem, co powiedzieć... Przyznaję, że nawet mi się czasami krajało serce albo pojawiała się ta ciepła iskierka i kibicowałam z całej siły Mare i Calowi, ale ostatecznie jest on raczej naiwny i przesadnie wyeksponowany. Myślę, że można by to poprowadzić całkowicie inaczej – lepiej.

Bohaterowie to olbrzymia gama charakterów. Są oni bardzo dobrze wykreowani, dzięki czemu każdy znajdzie kogoś, z kim może się utożsamić, zaprzyjaźnić i spędzić dobrze czas. Tutaj naprawdę wielkie brawa dla pisarki. W tej części skupia się przede wszystkim na trzech postaciach – oczywiście Mare, Evangeline oraz Iris. Gdzieniegdzie można też spotkać narrację Mavena czy Cala, jednak zbyt wiele z tego nie można wynieść. Miało chyba być to ubarwienie i ukazanie wielu wymiarów opowieści, ale moim zdaniem nie wyszło. Może na początku skupię się na Mare, której od pierwszej części nie cierpię i pod tym względem nic się nie zmieniło. Jest nadal tak samo irytująca, naiwna i wbrew pozorom nic nie wprowadzająca do książki. Chyba jest jedyną postacią z całego cyklu, której w ogóle nie mogę zaakceptować. Mogłabym napisać oddzielną recenzję poświęconą jej krytyce. Dlatego po prostu przejdę do Evangeline. W pierwszych częściach bardzo jej nie lubiłam, jednak z czasem zmieniło się to i muszę się przyznać, że ostatecznie została moją ulubioną bohaterką, gdyż doskonale została ukazana jej przemiana, a dzięki jej narracji można zobaczyć świat jej oczami i zrozumieć, skąd wynika jej dość nietypowe i często niepoprawne zachowanie. Jest to postać wręcz tragiczna, która robiła wszystko by zmienić swoje położenie, ale świat dawał jej tylko coraz więcej przeszkód. Żeby dowiedzieć się, czy ostatecznie się jej to uda, musicie sami przeczytać "Wojenną burzę". Co do Iris mam pozytywne odczucia. Nie jest to jednoznaczna osoba i jestem sobie w stanie wyobrazić, że wiele czytelników może darzyć ją nawet nienawiścią, lecz ja ją rozumiem i jestem w stanie zrozumieć, że jej życie też nie było proste. Przy wszystkich tragediach nigdy się nie poddała, dążyła do sukcesu, ale wiedziała też do końca, co w życiu jest najważniejsze. Nie umiem jej źle ocenić. 

"Czerwona Królowa" mimo wielu niekoniecznie dobrych przygód okazała się dla mnie bardzo dobrą i wciągającą serią. Z perspektywy czasu cieszę się, że poświęciłam jej czas, bo była to wielowymiarowa przygoda. Szkoda tylko że jestem zawiedziona zakończeniem. Choć zawiedziona to za duże słowo. Po prostu mi się nie podobało. Widziałabym to wszystko w innym sposób, ponieważ został pewnego rodzaju niedosyt, które strasznie mnie irytuje. Ale jestem przekonana, że mimo zapowiedzi nie jest to ostatnia książka z tego cyklu. Już nawet jest przewidywana jakaś kolejna połówka. I na tym się nie skończy. Mam wrażenie, że nadal brakuje tego ostatecznego zakończenia. Jednak tymczasem mogę tylko polecić cały cykl osobom lubiącym dystopie, fantastykę i literaturę młodzieżową. 

wtorek, 12 września 2017

Mleko i miód – Rupi Kaur


Tytuł: Mleko i miód

Autor: Rupi Kaur

Tłumaczenie: Anna Gralak

Kategoria: Poezja

Wydawnictwo: Otwarte

Liczba stron: 204

Ocena: 3/10











Poezja... Samo to słowo brzmi dźwięcznie, a co dopiero to, co można za jej pomocą stworzyć. Wiersze są odzwierciedleniem duszy człowieka. Ukazują jego najmroczniejsze pragnienia, ale i najgłębiej ukrywane lęki. Za pomocą metafor, porównań czy kontrastu można opowiedzieć więcej niżby się chciało. Słowa to moc, a poezja lekarstwo na duszę.

Uwielbiam wiersze i naprawdę bardzo często je czytam. Jednak skupiam się przede wszystkim na polskich poetach, którzy zasłynęli wśród pisarzy. To najczęściej osoby sławne, których wiersze czytaliśmy na lekcji. To właśnie język polski w szkole sprawił, że chciałam przybliżyć się do tego gatunku. Wiele osób uważa, że to tracenie czasu, ale ja od początku byłam zafascynowana tą krótką formą. Mimo to bardzo rzadko recenzuję wiersze. Nawet nie wiem, czy kiedykolwiek zdarzyło mi się to... Dlatego "Mleko i miód" jest dla mnie rzutem na głębokie wody. Bo muszę się wam przyznać, że do końca nie wiem, co to jest za gatunek. Mówi się, że wiersze, ale ja do końca nie jestem przekonana. 

W książce Rupi Klaur znajdziemy cztery całkiem odmienne części – cierpienie, kochanie, zerwanie, gojenie. Są o czym innym, lecz łączy je wspólna historia. Brzmi to przepięknie i pomysł jest oryginalny. Jeśli jeszcze nie wiecie, to większość jej tekstów w swoim czasie można było przeczytać na Tumblerze. Mało jest odważnych, by swoje internetowe zwierzenia przenieść na papier i rozpowszechnić w wielu krajach. Dlatego podziwiam autorkę, jednakże w ostatecznym rachunku nie zostałam przekonana do tej książki.

Są to krótkie wierszyki, opowiadania czy zwykłe cytaty, które poruszają intymne sprawy. Niektórzy są zachwyceni nimi, ale nie ja. Dla mnie większość z nich była wręcz straszna. Każdy ma swoje własne, indywidualne odczucia, ale... Brak mi trochę słów. One... Były pojedynczymi słowami, zbyt proste. Oczywiste, że nie każdy jest w stanie i przede wszystkim chce zrozumieć wiersz przepełniony nie wiadomo jakimi środkami stylistycznymi, lecz są pewne granice. Takie niby cytaty wypowiadamy lub je słyszymy codziennie, bo są to zwykłe, codzienne słowa, które cały czas nam towarzyszą. Jak można stworzyć z nich książkę, a raczej zbiór poezji?

Dla mnie było to zbyt przesadne okazywanie emocji, które w rezultacie nic nie znaczyło. Pewnego rodzaju zwrócenie na siebie uwagi i zarobienie na tym pieniędzy. Ukazywanie każdej najmniejszej iskierki gniewu i smutku. Ludzie wściekają się, płaczą, histeryzują i jest to całkowicie naturalne, więc po co dodatkowo zwracać na to uwagę. Nie zmienimy tego, bo taka jest nasza natura i jak mam być szczera, to uważam to za piękne. 

Cierpienie, kochanie, zerwanie... Pomyślcie nad tymi słowami. Z czym wam się kojarzą? Odpowiedzcie sobie szczerze. Bo miałam wrażenie, że autorce te trzy słowa kojarzą się wyłącznie z seksem. Pewnie dlatego jestem zirytowana na cały ten zbiór. Dla mnie było to spłycenie wszystkich najważniejszych rzeczy włącznie z samym seksem. Nie rozumiem po co. Przecież to o wiele bardziej skomplikowane. To straszne i piękne. 

Na szczęście sytuację uratował ostatni rozdział. Gojenie okazało bardzo ładne i wzruszające. Przyznaję, że wtedy gdy je czytałam, spojrzałam trochę pod innym kątem na poprzednie części. Znalazłam wiele pięknych i przemawiających do mnie cytatów oraz utożsamiłam się w pewnych momentach z autorką.

Nie zrozumcie mnie źle. Zdaję sobie sprawę, co widzą ludzie, którzy uwielbiają ten zbiór poezji. I mimo mojej jednoznacznie negatywnej opinii uważam, że lepszy prosty i mało doceniony zbiór wierszy, który do nas przemawia, niż nie wiadomo jak górnolotny. W dodatku nie mogę zaprzeczyć, że poetka ukazała samą siebie. Nie ma wątpliwości, że ta kobieta wiele wycierpiała, zbyt wiele. Nikt nie powinien mieć takich przeżyć za sobą.

"Mleko i miód" jest przepięknie wydane. Wydawnictwo naprawdę się postarało. Czarna, twarda okładka i idealnie białe strony kontrastują ze sobą, tworząc sprzeczności. W dodatku prowizoryczne ilustracje pozwalają nam nadawać swój własny sens, co bardzo cenię. I nie można zapomnieć o dwujęzycznym wydaniu. Niektóre tłumaczenie nie są dokładne, więc dla znawców jest o wiele lepsza oryginalna forma.

Nie powiem, że wam nie polecam książki albo że polecam, bo tutaj nie da się jednoznacznie stwierdzić, jaka ona jest. Jesteśmy różni i odmiennie postrzegamy świat, więc i różne, kontrowersyjne rzeczy nas pociągają. 

piątek, 7 lipca 2017

Ósme życie (dla Brilki) – Nino Haratischwili


Tytuł: "Ósme życie (dla Brilki)"

Autor: Nino Haratischwili

Tłumaczenie: Urszula Poprawska

Cykl: Ósme życie (dla Brilki)

Tom: I

Kategoria: Literatura historyczna

Wydawnictwo: Otwarte

Liczba stron: 586

Ocena: 6/10






Idziesz ulicą pełną ludzi. Nie rozglądasz się. Nie patrzysz na nikogo. Idziesz po prostu przed siebie zatopiony we własnych myślach. Nie pozwalasz sobie na żadne uczucia. Już dawno ich nie masz. One przeminęły razem z twoim dzieciństwem. Jesteś obojętny. Zawsze jakoś to będzie. W najgorszym przypadku wszystko stracisz. Jednak coś... Nie, nie ma czegoś. Jesteś tylko ty i twoja przeszłość. Nie! Jest coś. Nie można udawać, że to nie istnieje. To coś jest małe i ledwie się utrzymuje. Mimo to jest. Nie zaprzeczysz. To... Boisz się wymówić tego słowa. To... to nadzieja. Niesiony tą małą iskierką podnosisz głowę i widzisz. Przy tobie są ludzie. Tak samo zapadnięci i smutni jak ty. Widzisz ich historie, które tworzy rozpacz i szczęście przeplatające się na zmianę. Wtedy zdajesz sobie sprawę, że jesteś częścią czegoś większego. 

Wszystko zaczyna się od fabrykanta czekolady, który traktował swoją pracę najpoważniej na świecie. Miał marzenia i je spełniał, ale umiał również je poskromić. Zważywszy że w jego domu pojawiały się coraz to nowsze kobiety. Zaczęło się od żony, a później nie było już odwrotu – cztery córki i druga żona. Żadnego widoku  na spadkobiercę. Nie zostaje nic więcej jak pogodzić się z dominacją kobiet i pozwolić im żyć własnym życiem, w szczególności nieokrzesanej Stazji. Tak naprawdę to ona rozpoczyna ciąg wydarzeń, które będą się przekładać na następne trzy pokolenia i to nie tylko pokolenia kobiet.

O "Ósmym życiu" słyszałam wiele pozytywnych opinii. Prawie każdy recenzent zachwycał się nią, choć podkreślał, że to jest bardzo dojrzała i trudna powieść. Dla mnie chyba zbyt dojrzała, gdyż w ogóle mnie nie urzekła i nie rozumiem tych ochów i achów. Pomysł jest bardzo sztampowy, aczkolwiek historie rodzinne dochodzą najczęściej do trzech pokoleń. Tutaj mamy opowieść aż o pięciu (jeśli dobrze policzyłam, ale raczej dobrze). Nie zmienia to faktu, że nadal się nie wyróżnia. Nie wiedziałam, o czym jest ta książka, ale spodziewałam się czegoś całkowicie odmiennego. Nie zrozumcie mnie źle – nie mam nic przeciwko historiom rodzinnym. Uważam je za bardzo ciekawe i przede wszystkim potrzebne. Każda jest inna, lecz są takie które wyróżniają się jeszcze bardziej na tle pozostałych. Niestety "Ósmemu życiu" brakowało oryginalności, mimo bardzo rozbudowanego tła historycznego, które bardzo cenię. 

Styl autorki ku mojemu zadowoleniu okazał się bardzo dobry. Przyznaję, że jest ciężki i trudno się do niego przyzwyczaić, ale za to jest dopracowany, a to odgrywa ważną rolę w powieści. Nie można zarzucić pisarce, że potraktowała swoją powieść po macoszemu albo zbytnio skupiła się na samej historii, nie zwracając uwagi na to, jak ją przekazuje. Dzięki temu odbieram "Ósme życie" bardziej pozytywnie. Jednak muszę zwrócić uwagę, że język jest chaotyczny, co niektórych czytelników, w tym mnie, może irytować. Mimo to podczas czytania miałam wrażenie, że ta opowieść jest opowiadana przez bajarza, który stara się przekazać prawdziwą historię, nie zwracającą na siebie uwagi, w interesujący sposób.

Gdy zaczęłam czytać książkę, byłam oczarowana. To niesamowite spojrzenie na świat, na przeplatające się losy ludzi, na zwykły, słoneczny dzień sprawiły, że czekałam na niezwykłą, bajeczną opowieść opartą na prawdzie oraz radości podczas cierpienia. Wyobraźcie sobie moje zdziwienie, kiedy zdałam sobie sprawię, że będzie całkowicie inaczej. To było jak uderzenie zimnym kubłem wody. Czym dalej czytałam, tym bardziej byłam znużona i pragnęłam odłożyć powieść. "Ósme życie" jest książką historyczną, a ja takie bardzo lubię, tylko autorka chyba nie wzięła pod uwagę, że nie każdy zna idealnie historię Rosji i Gruzji. Podstawowe informacje posiadam, ale są to bardziej wiadomości wykute na przedmiot w szkole niż oparte na zrozumieniu i zainteresowaniu. Znam kilka nazwisk i dat, poza tym nic więcej. I podejrzewam, że jakoś dużo osób nie posiada większej wiedzy niż ja na ten temat. Pisarka nic nie wyjaśniała, jakby było oczywiste, kto, co i po co. Dlatego właśnie miałam problem ze środkową częścią, gdzie nie rozumiałam w ogóle tła historycznego, przez co też wydarzeń odbywających się w rodzinie Jaszi. Koniec był już dla mnie lepszy, ponieważ były to czasy drugiej wojny światowej i wydarzeń ściśle z nią związanych, a tu moja wiedza jest już znacznie większa. Tak naprawdę to podziwiam autorkę za jej wiedzę i poświęcenie, z jakim musiała ją zdobyć. Jest to godne pochwały. Tylko gdyby pamiętała, że nie każdy ma takie same zainteresowania jak ona...

"Ósme życie" mogłoby być genialne, gdyby nie same przykre historie. Rozumiem, życie nie jest usłane różami i są osoby, z których los okropnie zakpił. Jednakże nie bądźmy takimi pesymistami – życie potrafi być też piękne i trzeba o tym pamiętać. Autorka przyjęła schemat, że tylko dzieci mają prawo do szczęście (i to nie w każdym przypadku), a kiedy tylko dorastają to zostaje im ono brutalnie odebrane. Sama jestem w wieku, gdzie moje życie gwałtownie się zmienia, ale czy musi od razu oznaczać, że mam się wyzbyć radosnego spojrzenia na świat? Mamy prawo do szczęścia i nie wierzę, że każda, dosłownie każda historia źle się kończy. A miłość? Czy ona istnieje? Według powieści stanowczo nie. A jeśli już tak to ma tylko destrukcyjne działanie. I to dotyczy każdego możliwego rodzaju miłości. Przez całą książkę pojawiają się namiętne romanse, nudne małżeństwa, rodzinna solidarność, ale one nie mają żadnych podstaw zbudowanych z miłości. Jeżeli się już pojawiały, to opierały się jedynie na pragnieniu przetrwania. Może ktoś teraz pomyśli, że jestem naiwną idealistką i pewnie tak jest... Ale czy nie warto wierzyć?

Krótko o bohaterach – żadnego nie polubiłam. Za każdym razem, gdy rodził się ktoś nowy, pojawiały się zalążki sympatii i byłam przekonana, że to ona ostatecznie będzie królować. Jednak zawsze kończyło się tak samo – były zduszane na samym początku. Gdy pierwszy raz usłyszałam o Stazji, w mojej głowie pojawiła się jako ekscentryczna, młoda kobieta, która zachowała swoją żywotność do końca życia. Oczywiście musiało być całkowicie na odwrót. I jeszcze wszystkie te kobiety były do siebie pod względem charakterów tak podobne, że były innymi postaciami chyba tylko dlatego, że jedna osoba nie może tyle przeżyć.

Tak naprawdę powieść ratuje w moich oczach tematyka. Ile bym nie narzekała na "Ósme życie", to nie zmieni faktu, że autorka motyw przewodni opracowała perfekcyjnie. Użyła głębokiej symboliki, by ukazać, że każdy z nas ma własną, niepowtarzalną historię i każdy z nas pomaga tworzyć historie innych ludzi. Zawsze twierdziłam, że każda spotkana osoba ma na nas mniejszy czy większy wpływ, który ostatecznie nas kształtuje. Jesteśmy stworzeniami społecznymi i nawet nie powinniśmy się tego wyzbywać. Czy kiedy jesteście w wielkim mieście, zastanawiacie się, kim jest osoba siedzą przy was w autobusie? Czy kiedykolwiek spotkaliście ją albo dopiero ponownie spotkacie? Jaki ma na was wpływ? Ja zawsze zadaję sobie te pytania. 

Nie sądźcie, że żałuję, że przeczytałam tę książkę. Wręcz przeciwnie. Wiem, że bardzo narzekałam na nią, ale teraz mam własną opinię na jej temat oraz w pewien sposób zmieniła moje spojrzenie na świat. Może nie jakiś przełomowy, ale jednak... Nawet chyba się pokuszę o przeczytanie drugiego tomu. Nie teraz, ale w odległej przyszłości, gdzie będę już miała więcej doświadczenia. 

wtorek, 30 maja 2017

Wyśnione miejsca


Tytuł: "Wyśnione miejsca"

Autor: Brenna Yovanoff

Tłumaczenie: Adrianna Sokołowska-Ostapko

Kategoria: Literatura młodzieżowa

Wydawnictwo: Moondrive, Otwarte

Liczba stron: 360

Ocena: 3/10








W ostatnich czasach zauważyłam pewną tendencję. Rodzice chcą, by ich dzieci były wykształcone, inteligentne i osiągały same sukcesy. Pewnie dziwicie się teraz, co w tym nietypowego. W końcu każdy rodzic chce jak najlepiej dla swojego dziecka. Rodzicem nie jestem, ale nie wątpię, że tak właśnie jest. Tylko często to naturalne pragnienie staje się obsesją, a co gorsza obsesją dziecka na punkcie bycia idealnym. Kto nie chciałby być doskonałym? Zresztą takie osoby się chwali. Chcą się doszkalać, dążą do perfekcji, osiągają więcej i więcej wymagają od siebie, niszczą sobie psychikę i zapominają, co naprawdę ważne jest w życiu. Lecz zawsze można pominąć te dwa ostatnie aspekty. W końcu nie mają większego znaczenia i są pozorne. Ale czy na pewno? 

Waverly jest ideałem pod każdym względem. Piękna, inteligentna, sumienna, dobra... Czego można więcej oczekiwać? Mimo to jest uważana za zimną i bezuczuciową. Jej przyjaciółka lubi mówić o niej jako o robocie, któremu trzeba przypominać o cechach ludzkich. Jednak Waverly ma też swoją tajemnicę, o której prawie nikomu nie mówi. Wyobraźcie sobie, jakie musi być jej zdziwienie, gdy nie wiadomo jak trafia na imprezę i przyznaje się pijanemu i naćpanemu chłopakowi, że ma poważny problem. Dlaczego to zrobiła i przede wszystkim jak znalazła się na tej imprezie?

Stosunkowo niedawno ta okładka była wszędzie. Gdzie bym nie spojrzała, widziałam ją i ulegałam jej magnetycznemu przyciąganiu. Jest piękna, a przy tym tajemnicza i pobudzająca wodze wyobraźni. Już jakiś czas temu stwierdziłam, że muszę zapoznać się również z jej wnętrzem. Tym bardziej że jej recenzje były raczej pozytywne. Nie do końca wiedziałam, o czym ona jest, ale postanowiłam nie poszerzać tej wiedzy. Sama chciałam to odkryć. Teraz po przeczytaniu kompletnie nie rozumiem, dlaczego wszyscy tak się nią zachwycali. Jest moją prywatną porażką, którą będę pamiętać jeszcze długo. "Wyśnione miejsca" okazały się dla mnie mierne i infantylne.

Jak już pewnie nieraz wspominałam, gatunek New Adult jest przeze mnie nielubiany. Zapewne teraz zapytacie, dlaczego więc cały czas do niego wracam. Tak naprawdę sama nie wiem. Chyba mam nadzieję, że kolejna książka okaże się lepsza od poprzedniczek, pokaże mi, że literatura młodzieżowa może nieść ze sobą jakąś refleksję i wzruszającą fabułą. Dlatego cały czas próbuję. Poza tym w ostatnich czasach jest to jeden z najbardziej popularnych gatunków, więc takiego typu powieści są najczęściej reklamowane. Naprawdę wierzyłam, że "Wyśnione miejsca" przyniosą ze sobą coś nowego i pozytywnego.

Pomysł sam w sobie jest niekonwencjonalny. Motyw oniryzmu jest często spotykany w literaturze, lecz dotychczas nie czytałam książki, gdzie tak został wykorzystany. Wielu bohaterów przenosi się gdzieś w śnie, lecz nie przypominam sobie, by któryś robił to w takim celu jak Waverly. Sam ten fakt spodobał mi się, ale w ostatecznym rachunku nie rozumiałam, dlaczego akurat tak się dzieje. Wydawało mi się to zbyt proste i przede wszystkim bezmyślne. Nie wnosiło nic dodatkowego do powieści. Autorka miała koncepcję, lecz nie potrafiła wykorzystać jej potencjału.

A co do stylu pisarki... Jestem po prostu zażenowana. Dlaczego taki prosty? To mogłaby być naprawdę bardzo inteligentna książka, ale została całkowicie spłycona. Język cały czas mnie irytował i był przy tym taki nienaturalny. Ani młodzieżowy, ani poważny... Wydawał mi się przeznaczony dla naiwnych osób, których nie obchodzi, jak coś jest przekazywane. Dla mnie jest to pewnego rodzaju obraza. Chyba nikt nie lubi być nazywany naiwnym. 

Fabuła jest kolejną porażką. Jest o niczym. Niby ma jakiś zalążek historii, ale nie jest ona w ogóle rozbudowana, a tym bardziej jakkolwiek poprowadzona. Jest to zlepek kilku szkolnych wydarzeń, które łącznie nie prowadzą do żadnego konkretnego rozwiązania. Nudziłam się niemiłosiernie.

W "Wyśnionych miejscach" tylko jedna bohaterka przykuła moją uwagę i nie była to Waverly tylko Autumn. Jako jedyna okazała się barwna i tajemnicza, co jest chyba jedyną zaletą całej książki. A co do głównych postaci nie jest w stanie powiedzieć nic. Po prostu byli papierowi i tyle na ten temat.

Jak pewnie się już sami domyśliliście, pojawił się wątek romantyczny, który... był bardzo mało romantyczny. Czasami taki paradoks jest potrzebny, bo ukazuje problematykę związków, ale w tym przypadku jest to po prostu kolejny minus opowieści. Bohaterowie kompletnie do siebie nie pasowali i wszystkie ich postępowania były nielogiczne. Nie wierzę, że cokolwiek z tego mogłoby stać się w prawdziwym życiu.

Bardzo się zawiodłam na "Wyśnionych miejscach". Dziwię się, dlaczego tak bardzo mi się nie spodobała. Tak wielu recenzentów ją chwali... Chyba po prostu nadszedł czas, kiedy wyrosłam z czytania książek o szkolnych romansach i często błahych problemach. Jeśli jesteście już dojrzałymi osobami, jest stanowczo nie dla was. Ale podejrzewam, że młodsze osoby mogą spędzić z nią miły czas, więc tylko i wyłącznie im ją polecam.

sobota, 2 kwietnia 2016

Szklany Miecz


Tytuł: "Szklany Miecz"

Autor: Victoria Aveyard

Tłumaczenie: Adrianna Sokołowska-Ostapko

Cykl: Czerwona Królowa

Tom: II

Kategoria: Fantastyka

Wydawnictwo: Otwarte

Liczba stron: 560

Ocena: 8/10





Coś się kończy, coś się zaczyna. Jest to nieunikniony bieg historii. Czasami są to małe sprawy, o których istnieniu nie zdajemy sobie sprawy. Innym razem są to wydarzenia, które zapadną w pamięć każdemu człowiekowi na świecie. Miną wieki, a i tak znajdą się ludzie, którzy będę pamiętać i przekazywać dalej nieprawdopodobną opowieść, będącą przeszłością całego świata. Mare żyje w czasach, gdzie tworzy się nowa historia. Jest postacią, która zostanie zapamiętana na wieki. Jest symbolem wolności i nowej rzeczywistości. Czy dziewczyna poradzi sobie z tym obowiązkiem? Czeka ją ciężka próba, gdzie będzie musiała podejmować decyzje dotyczące życia tysięcy ludzi. Kto tym razem zginie, a kto dostanie drugą szansę?  

Gdy do księgarni weszła "Czerwona Królowa", wszyscy oszaleli na punkcie tej książki. Nie miałam wątpliwości, że wydawnictwo osiągnęło to dzięki odpowiedniej reklamie i hipnotyzującej okładce. Nikt nie zaprzeczy, że okładki tego cyklu są niezwykłe. Jak się domyślacie, właśnie to przyciągnęło moją uwagę. Cały czas walczę, by w taki sposób nie oceniać książek, ale nie da się tego tak po prostu wyeliminować. Mogłam tylko liczyć na to, że jej środek okaże się wartościowy. Ostatecznie miałam mieszane uczucia. Powieść zrobiła na mnie wrażenie, ale została też według mnie nieodpowiednio poprowadzona. Jakie odczucia mam po przeczytaniu drugiego tomu – "Szklanego Miecza"? Na pewno o wiele lepsze.

Nie mam wątpliwości, że druga część jest o wiele lepiej wykonana niż jej poprzedniczka. Victoria Aveyard rozwinęła swój talent i zafundowała nam niesamowitą opowieść, która pochłonęła mnie bez końca. Choć na początku bardzo kojarzyła mi się z "Igrzyskami Śmierci", co mnie zirytowało, ponieważ mam już dość kopiowania serii, która kilka lat temu zyskała taką sławę. To już było. Nie warto powtarzać tego samego motywu, gdyż staje się nudny. Jednak po pewnym czasie fabuła zmieniła swoją postać i zaczęła kreować własną historię, dając pole popisu dla wyobraźni. Gdyby nie początek, byłaby to całkiem nowa opowieść. Nie byłabym w stanie skojarzyć ją z inną książką. Oczywiście pojawiają się podobne motywu, ale jest niemożliwe, by to wyeliminować.

Byłam zaskoczona, jak szybko wciągnęłam się i przeniosłam do świata Mare, poznając samą siebie. Od jakiegoś czasu zaczęłam się zastanawiać, co bym zrobiła na miejscu bohaterów. Kiedyś powieści ukazywały dla mnie jednoznacznie dobro i zło. Od razu oceniałam i nie zmieniałam swojej oceny. "Szklany Miecz" jest książka, która udowadnia, że nie można zbyt pochopnie wyrażać swojego zdania i krytykować innych. Każdy popełnia błędy. Tymbardziej jeśli niektórych rzeczy nie można przewidzieć. Na każdej stronie czekała mnie nowa niespodzianka, która wielokrotnie szokowała. W dodatku cała powieść jest wyjątkowo dokładna. Nie pojawiają się w niej błędy logiczne, a jeśli nawet to ja ich nie zauważyłam, a miłuję się w wynajdywaniu takich małych kruczków. Jestem również zadowolona, że wątek romantyczny nie okazał się tak bardzo ckliwy jak w "Czerwonej Królowej". W pierwszym tomie miłość bohaterów zniszczyła całą opowieść. Była nieuzasadniona i irytująca. W tej części okazała się miłą odskocznią od problemów wielkiego świata i czułam, że jest rzeczywista. 

W powieści dzieje się niesamowicie wiele. Akcja gna, ale na szczęście nie męczy. Pozwala się wciągnąć oraz nadaje realności wydarzeniom. Jesteśmy świadkami zwykłej rozmowy, a za moment cały świat przewraca się do góry nogami. Bardzo mi się to spodobało, gdyż podobnie jest w życiu. Niektóre rzeczy pojawiają się z dnia na dzień i nie jesteśmy w stanie nad nimi zapanować. Victoria Aveyard idealnie obrazuje to.

Co do bohaterów mam wyjątkowo mieszane uczucia. Zacznijmy od tego, że nie lubię głównej bohaterki. Jest dla mnie papierową postacią, która bardzo mało wprowadza do mojego życia. Poza tym Mare okropnie mnie irytuje. Wspomniałam wcześniej, ze trudno jest ocenić jej postępowanie i nie jestem pewna, czy nie zrobiłabym identycznie. Jednak nie jestem w stanie poczuć sympatii do dziewczyny od błyskawic. Natomiast bardzo do gustu przypadł mi jej brat – Shade – oraz Farley. Są to postacie wyjątkowo barwne i nieprzewidywalne. Żałuję, że pisarka nie poświęciła im więcej uwagi. Mogłaby stworzyć z nich niesamowitych bohaterów, którzy na długo zapadliby w pamięć. Poza tym w całej powieści pojawia się bardzo dużo epizodycznych postaci, które wiele wprowadzają do fabuły. Tak naprawdę nie poznajemy ich, ale podświadomie czujemy, że odgrywają ważną rolę.

Cieszę się, że miałam okazję przeczytać "Szklany Miecz". Po przeczytaniu "Czerwonej Królowej" nie miałam wygórowanych wymagań, a tymczasem okazało się, że młoda pisarka poradziła sobie idealnie. Jeśli lubicie fantastykę i czytaliście pierwszy tom, zachęcam was do przeczytania kolejnego. Naprawdę jest tego warty.   


Za możliwość przeczytania książki dziękuję bardzo platformie Woblink

PS: Książka dostępna na [LINK]

wtorek, 8 września 2015

Czerwona królowa


Tytuł: "Czerwona Królowa"

Autor: Victoria Aveyard

Tłumaczenie: Adriana Sokołowska

Cykl: Czerwona Królowa

Tom: I

Kategoria: Fantastyka

Wydawnictwo: Otwarte

Liczba stron: 488

Ocena: 6/10






Ludzie są do siebie tacy podobni. Rzadko kiedy jesteśmy w stanie po wyglądzie, kolorze włosów, czy krwi powiedzieć, kim naprawdę jest taka osoba. Ale nie tu... Ten świat jest inny. Rządzą nimi inne zasady, a ludzie dzielą się na dwa gatunki – Czerwoni i Srebrni. Czerwoni są tacy, jak my. Są zwykłymi ludźmi, którzy mają marzenia, pragnienia i przede wszystkim czerwoną krew. Srebrni są wyjątkowi – mają srebrną krew. Nie jest to duża różnica, a raczej nie byłaby, gdyby srebrna krew nie dawała najróżniejszych mocy. Są potężni i władają całym światem. Zwykli Czerwoni muszą ich słuchać, ponieważ... są zwykli. Bieda wśród "gorszej" populacji z każdym dniem nabiera nowego znaczenia. Tam nikt nie jest szczęśliwy i nikt nie jest w stanie wkupić się w łaski Srebrnych. Pora na zmianę, bardzo dużą zmianę... Kim naprawdę jest Czerwona złodziejka – Mare? Czego pragnie Szkarłatna Gwardia? Czy Srebrni są tacy okrutni, jak widzą ich Czerwoni?

O "Czerwonej Królowej" już  dłuższy czas w świecie blogosfery jest bardzo głośno. Wiele pozytywnych opinii, intrygujący pomysł i piękna okładka sprawiły, że i ja postanowiłam zapoznać się z tą książką. Nie byłam zbyt dobrze do niej nastawiona. Wiedziałam, że muszę ją przeczytać, ale to jest kolejna powieść dystopiczna, kolejna opowieść fantasy o świecie, gdzie niewinni cierpią, a dyktatorzy pławią się w luksusach. Nie krytykuję tego motywu, ponieważ jest on bardzo refleksyjny i pełni funkcję ostrzegawczą. Jednak sami wiecie, że w ostatnim czasie podobnych serii pojawiło się naprawdę wiele. Jak wrażenia? Czy naprawdę to coś nowego? 

Czytałam dużo opinii w internecie o "Czerwonej Królowej", jednak mimo to nie byłam w stanie powiedzieć czegoś konkretnego o tej pozycji. Po jakimś czasie, gdy zrozumiałam podstawy świata wykreowanego przez pisarkę, pomysł bardzo spodobał mi się. Fakt, było wiele antyutopii, ale jest to coś jeszcze niespotkanego przeze mnie. Prawie utwierdziłam swoje zdanie, ale (bez "ale" przecież byłoby nudno) nie mogę zapomnieć o zbyt dużym podobieństwie do innych tego typu cykli. Pierwsze dziesięć stron było dla mnie kopią "Igrzysk Śmierci", co niestety od razu zniechęciło mnie do powieści. Następnie miałam przez chwilę wrażenie, że przeniosłam się do świata "Rywalek" i to wszystko jest kolejną częścią "Selekcji". To już naprawdę mnie zirytowało. Jednak granicę przekroczyło podobieństwo do "Niezgodnej". Teraz mamy już wszystkie najsławniejsze powieści ostatnich lat, które poruszają podobny topos. Nie mam wątpliwości, że autorka, czytała wcześniej wymienione powieści i bardzo się na nich wzorowała. A dla mnie jest to katastrofalny błąd. Rozumiem, że mogły być dla niej inspiracją, lecz miała bardzo dobry własny pomysł. Wystarczyło spróbować odciąć się od innych "zagłuszaczy" i przedstawić w swój własny sposób fabułę książki. Zdaję sobie sprawę, że łatwo jest mi pisać recenzję i krytykować. Sama nieraz próbowałam napisać powieść i wiem, że ciężko jest odpowiednio wykorzystać inspiracje, ale każdy pisarz powinien się tego nauczyć.

Na początku recenzji wymieniałam wam największa wadę "Czerwonej Królowej". Jest ich więcej i nie zamierzam ich ukrywać, jednak trzeba też wspomnieć o tych pozytywnych aspektach historii. Jest to niesamowicie wciągająca książka. Usiadłam i zaczęłam ją czytać. Nie minęło pięć minut, gdy spojrzałam na zegarem, a tu się okazało, że czytałam od przeszło dwóch godzin. Dawno nie oddałam się tak bardzo wciągającej lekturze. Sama jestem zaskoczona, jak szybko przeczytałam ją. Język jest prosty, czasami wręcz banalny, ale dzięki temu bardzo przyjemnie się ją czytało. Do tego doszły jeszcze zaskakujące momenty i naprawdę byłam w stanie wybaczyć wszelkie jej wady. "Czerwona Królowa" ogólną fabułę ma bardzo przewidywalną, lecz pojedyncze fragmenty zaskakiwały mnie na każdym kroku.  

Pora powrócić do wad... Bohaterowie – nie wierzyłam, że można wykreować tak irytujące i nieludzkie postacie. Brakowało im realności, przez co nie mogłam przeżywać z nimi wszystkich emocji, uczuć. To były papierowe kreatury, które wydawały się wyjątkowe, a tak naprawdę były płaskie. Mare miała być silną bohaterką, a już nieraz wam pisałam, że takie lubię. Są schematyczne, jednak są pewnym wzorem osobowości, który podziwiam. W "Czerwonej Królowej" widać, że autorka chciała ją ukształtować na bardzo rozbudowana osobowość, a przy tym wyjątkowo silną, a tymczasem mam wrażenie, że Mare po prostu jest spłycona.

Jest jeszcze jedna rzecz, którą zarzucę pisarce, jednak rozumiem, skąd wynika jej błąd. Powieść jest nielogiczna i pojawiają się notoryczne błędy w myśleniu. Na początku byłam pewna, że to specyficzne podejście Victorii do tematu, jednakże zbyt często zdarzały się takie wpadki. Zabrakło jej wiedzy. Nie posiadam jej więcej, ale jako osoba o ścisłym umyśle i ubóstwiająca historię, widzę takie rzeczy. Nie chcę w ten sposób umniejszać jej dzieła. Jestem pewna, że z biegiem czasu poprawi się to.

Gdy teraz tak pobieżnie czytam swoją recenzję, widzę, że bardzo skrytykowałam powieść. Nie zniechęcajcie się. To są pojedyncze błędy, które moim zdaniem w kolejnych częściach będą eliminowane. Będę wspominać pierwszy tom dobrze, a po następne na pewno sięgnę. Jeśli nie znudziła wam się jeszcze tego typu tematyka to jak najbardziej polecam.

Książka przeczytana w ramach wyzwania:
~ Czytam polecane książki (przez recenzenta) 

środa, 7 stycznia 2015

Hopeless

''Hopeless''
Collen Hoover 

''Czasem odkrycie prawdy może odebrać nadzieję szybciej niż wiara w kłamstwa.
To właśnie uświadamia sobie siedemnastoletnia Sky, kiedy spotyka Deana Holdera. Chłopak dorównuje jej złą reputacją i wzbudza w niej emocje, jakich wcześniej nie znała. W jego obecności Sky odczuwa strach i fascynację, ożywają wspomnienia, o których wolałaby zapomnieć. Dziewczyna próbuje trzymać się na dystans – wie, że Holder oznacza jedno: kłopoty. On natomiast chce dowiedzieć się o niej jak najwięcej. Gdy Sky poznaje Deana bliżej, odkrywa, że nie jest on tym, za kogo go uważała, i że zna ją lepiej, niż ona sama siebie. Od tego momentu życie Sky bezpowrotnie się zmienia.''


Sky to nastolatka twardo stąpająca po ziemi. Stara się żyć teraźniejszością, blokuje wszelkie wspomnienia z dzieciństwa - okresu, gdy wciąż zamieszkiwała u swych biologicznych rodziców. Nie chodzi do szkoły, nie używa wszelkich technologicznych wynalazków XX wieku, zamiast tego bezgranicznie zanurza się w świat romansów, sportu i odrętwienia. Nie czuje się idealna, ale również i beznadziejna, gdy nagle całe jej życie zmienia się o 180 stopni. Wszystko co znane staje się obce, kochane - znienawidzone, a teraźniejszość zdaje się być bezużyteczna. Czy Sky poradzi sobie z natłokiem zmian ?

''Nie będę życzyć sobie idealnego życia. Rzeczy, które przewracają cię w życiu są testami, zmuszają cię do wybrania pomiędzy poddaniem się i leżeniem na ziemi, a otarciem kurzu i powstaniem jeszcze wyżej niż stałeś zanim zostałeś przewrócony. Wybieram stanie wyżej.''

Naprawdę trudno napisać coś o książce, gdy każde słowo może przyczynić się do poznania głównego problemu powieści. Każde zdanie, myśl, literka, sylaba, absolutnie wszystko będzie zakazane, gdy osobę je piszącą zjada niepohamowana tęsknota podzielenia się swymi odczuciami. Ale mimo wszystko postaram się nie stać właśnie taką osobą. :)

Sky i Holder to główni bohaterowie książki. Swym zachowaniem ukazują nam wiele nowych, wzruszających emocji o jakich człowiek może tylko śnić. Strach, otępienie, miłość, nienawiść, pożądanie, ciepło, chłód, smutek, złość, szczęście - wszystko to odnajdziemy zaledwie w dwóch, splątanych niezbyt optymistycznym losem kochankach. Uczucia przeplatające się między nimi, ich zatracenie i oddanie daje wielkiego kopa szczęścia, uwielbienia, a zarazem smutku. Opisy dotyczące każdemu odczuciu bohaterów dodatkowo potęgują wszelkie emocje, które spajają czytelników z bohaterami. Po tej szalonej wędrówce lada wyczynem będzie rozpoznanie kto jest kim. Utożsamienie się ze Sky nie będzie wcale takie łatwe, ale za to końcowy efekt wywrze piorunujące wrażenie.

''Jedną z rzeczy, za które kocham książki, jest to, że dzieli się w nich ludzkie losy na rozdziały. To niesamowite, ponieważ nie można tego zrobić w prawdziwym życiu. [..] Niezależnie od tego, co się dzieje, życie toczy się dalej, czy ci się to podoba, czy nie, i nigdy nie możesz pozwolić sobie na to, żeby się zatrzymać i po prostu złapać oddech.''

Bardzo, ale to bardzo się cieszę, iż autorka postanowiła zbudować nawiązanie do nieba oraz gwiazd. Ta cecha zapewne pozwoliła jeszcze bardziej wczuć się w historię - bo kto nie lubi gwiazd ? Bynajmniej ja uwielbiam, od małego, gdy tylko miałam okazję ślęczałam przy oknie i wpatrywałam się w niebo.
Pierwsza część historii jest utrzymana w stylu typowej młodzieżówki, przez co niestety odczucia z tej strefy mogą towarzyszyć nam aż do końca powieści nie pozwalając dostrzec wartości właśnie tej drugiej części. Niezwykle łatwo jest odgrodzić się od wrażeń murem - proszę nie pozwalajcie na to, przebijcie go jak najszybciej, by nie przesłaniał Wam prawdziwego sensu tej niesamowitej historii. Gdy to uczynicie będziecie wniebowzięci, choć nie wątpię, iż niezbyt przyjemny posmak może towarzyszyć aż do samego końca. Mimo tego, że powieść niesamowicie szybko i lekko się czyta nie byłam w stanie przebrnąć przez nawet kilka stron. Zdarzało się, iż zdanie musiałam czytać kilkakrotnie, by odnaleźć jego sens, co jednak nie przeszkodziło mi w delektowaniu się historią. Poczytałam, poczytałam, a później przebrnęłam jak błyskawica.

Do tej chwili nie miałam pojęcia, iż w jednej książce można zamieścić tak wiele negatywnych, jak i pozytywnych emocji. Tak wiele. Uwielbiam, po prostu kocham autorkę za wszystkie te uczucia. Wręcz przepadam za takim stylem pisania. Dzięki temu, mogę się wczuć i szybować w otchłani wyobraźni. Chociaż mój kochany brat oczywiście przeszkadzał mi w kluczowych i najbardziej wzruszających momentach, to i tak odnalazłam swoje własne, maleńkie źródło myśli. Ale nie mniej z czasem robiło się to bardzo denerwujące. Nie mam pojęcia jak mógł wyczuć te najważniejsze momenty - tak jakby w głowie miał jakąś nawigację, czujnik, czy coś w tym stylu. Ahh ...

''- Obiecasz mi, że za każdym razem, kiedy znów zrobi ci się smutno z jego powodu, pomyślisz o niebie, dobrze? – Ponownie kiwam głową, choć nie wiem, czemu chce, żebym mu to obiecała. – Dlaczego?
- Dlatego, że... – Odwraca się z powrotem do gwiazd. – Niebo jest zawsze piękne. Nawet wtedy kiedy jest ciemno, deszczowo lub pochmurno. To moja ulubiona rzecz na całym świecie , bo wiem, że nawet jeśli kiedyś się zgubię,będę samotny albo przerażony, ono i tak zawsze będzie nade mną. I będzie piękne. Odtąd za każdym razem, gdy tata sprawi ci przykrość, możesz zamiast o nim myśleć o niebie.''

Książkę bardzo, bardzo, bardzo polecam. To chyba najbardziej skomplikowana, zagmatwana powieść jaką dotąd udało mi się przeczytać. Nie dość, że połowa moich domysłów się nie sprawdziła ( ale tylko połowa - ja bystra ) to do tego targało mną tak wiele emocji. Czasami już sama nie miałam pojęcia, czy zacząć się śmiać, czy płakać. A najdziwniejsze z tego wszystkiego to uczucie odrętwienia, które towarzyszyło mi na koniec historii. Nie rozpacz, nie smutek - odrętwienie. Tak jakby nie docierała do mnie myśl, iż tak wiele nieprzyjemnych rzeczy może spotkać każdego z nas. Choćby właśnie dla tego odrętwienia musicie przeczytać tą książkę. :)

Moja ocena:
10-/10

niedziela, 31 sierpnia 2014

Niezbędnik Obserwatorów Gwiazd

'' Niezbędnik Obserwatorów Gwiazd ''

Matthew Quick 


'' Witajcie w Belmont, gdzie rządzą czarne gangi oraz irlandzka mafia (zależy od dzielnicy) i gdzie mieszka Finley. Jego dziadek nie ma obu nóg, ojciec pracuje na nocną zmianę, a matka zginęła w okolicznościach, o których nikt nie chce mówić. Finley też nie chce mówić – odzywa się tylko wtedy, gdy musi. Woli grać w koszykówkę. Jedyną osobą, która rozumie Finleya, jest jego dziewczyna Erin. Oboje co wieczór spotykają się na dachu jego domu, patrzą w gwiazdy i marzą o tym, aby wydostać się z piekła, jakim jest Belmont. Pewnego dnia trener Finleya prosi go o dziwną przysługę…
Podobnie jak w „Poradniku pozytywnego myślenia” bohaterowie tej historii w nietypowy sposób muszą zwalczyć przeciwności losu, zanim w końcu odnajdą szczęście.''

Belmont - małe, z pozoru ciche miasteczko, którego mieszkańcy żyją w nędzy, a ich myśli krążą wyłącznie w okół koszykówki. Gdzie grasują gangi, a dzieci nie zaznają prawdziwego, szczęśliwego życia. Mieszka tam też i Finley. Niewiarygodnie małomówny chłopiec o tajemniczej przeszłości. Jego marne życie, jak można się spodziewać, kręci się w okół koszykówki. Bo co innego ma robić samotny chłopiec, z dziadkiem pijaczyną nie posiadającym nóg ? 
Ale nie zapominajmy o Erin. Zmysłowej nastolatce, która od dziecka ceni sobie milczenie Finleya i stopniowo go w sobie rozkochuje, by potem związać się na zawsze. 
I tak wygląda życie Finleya. Treningi, dziadek, Erin, treningi, obserwowanie gwiazd, treningi, codzienne znoszenie przezwisk, treningi. Aż któregoś dnia do miasteczka przybywa numer 21, który niespodziewanie odmieni rozumowanie Finleya o 180 stopni. 

Z autorem spotykam się po raz pierwszy. Nawet nie wiedziałam, że do jego twórczości należy '' Poradnik Pozytywnego Myślenia '', co dziwne, bo film uwielbiam. Mimo wszystko z książki jestem bardzo zadowolona. Może nie zaczęłam jej czytać z jakimś niewiarygodnym zapałem i nie spodziewałam się utrzymania tak wielkiej gamy emocji, ale powieść mnie zauroczyła.

'' A może jednak nauczyłem się dzięki koszykówce czegoś o życiu: obchodzisz innych ludzi tylko wtedy, gdy możesz pomóc im wygrać. Jeśli nie możesz tego zrobić, przestajesz się liczyć. ''

Finley - dość dziwny chłopak posiadający bogate wnętrze, który swą małomównością wprowadza do książki pewną uroczą atmosferę.
Erin - nadzwyczaj sympatyczna osoba, którą rozpiera niewyobrażalna energia.
Razem tworzą niezbyt ciekawą mieszankę. Ale gdy do ich życia wkracza numer 21 napewno już nikt o nich tak nie pomyśli. To właśnie dzięki niemu w książce wyszukamy coś zabawnego, a zarazem poruszającego za serce. A jego skomplikowana  psychika napewno dostarczy nam sporo rozrywki. I cierpienia.

Uwielbiam  książki wypełnione tysiącami emocji, a do tego opowiadające o prawdziwym życiu. I to nie tylko o tym barwnym. A Matthew postarał się byśmy dostali pełną gamę kolorów. Tych dobrych, złych, smutnych, radosnych, ciemnych, jasnych, zabrudzonych i czystych. Kolorów odzwierciedlających wnętrze człowieka. I chyba właśnie przez to książka stała się arcydziełem. Bo możemy ujrzeć coś prawdziwego. I skomplikowanego.Ujrzeć jak wygląda prawdziwe życie zmienione przez numer.

'' Prawda jest taka, że przydarzyło mi się wiele rzeczy, zarówno dobrych, jak i złych – rzeczy, które wymagałyby wielu słów wyjaśnienia, jak dla mnie zbyt wielu. ''

Matthew pisze jak najbardziej lekkim piórem. Po uporaniu się z 1 rozdziałem, nawet nie wiedziałam jak szybko pochłonęłam resztę. Zagwarantowały to wydarzenia, których nawet się nie spodziewałam. A zakończenie napewno wszystkich zbije z nóg. Bo jednak jest takie proste, a jednocześnie skomplikowane, wypełnione żalem, smutkiem i szczęściem. Napewno każdy uroni choć jedną łzę.

Książkę jak najbardziej polecam. Warto poświęcić czas na coś tak fantastycznego. Mam nadzieję, że powieść zostanie zekranizowana. Fajnie byłoby zobaczyć Finleya na dużym ekranie. :)
Ubolewam tylko nad okładką. Wiadomo, że Polska musiała być lepsza i zmieniła ją w całości. A szkoda, bo oryginał jest naprawdę cudny. Polecam.

Moja ocena :
8/10

wtorek, 8 kwietnia 2014

Sekret Julii

'' Sekret Julii ''

„Nareszcie wiem, co muszę zrobić, wreszcie jestem gotowa pomóc, wreszcie mam wrażenie, że może tym razem będę

w stanie utrzymać swoją moc pod kontrolą, i muszę spróbować.

Więc cofam się chwiejnie.

Zamykam oczy.

I daję z siebie wszystko.”
Julia z Adamem uciekają z kwatery Komitetu Odnowy i trafiają do Punktu Omega, przystani dla dzieci o szczególnych zdolnościach. Wreszcie są bezpieczni. Sielanka zakochanych trwa jednak krótko. Julia poznaje sekret, który może przekreślić ich wspólne marzenia o szczęściu…

 

 '' Sekret Julii '' to kontynuacja wspaniałej powieści pt. '' Dotyk Julii ''. Bohaterce uda się uciec. Pomógł jej w tym Adam. Chłopak, którego Julia może dotknąć bez wyrządzenia mu krzywdy. Wraz z bratem mężczyzny i bliskim przyjacielem trafiają do Punktu Omega, podziemnego schronienia dla rebeliantów. Tam Julia spotyka ludzi z wspaniałymi darami. Zupełnie podobnymi do niej. Bohaterka nareście czuje się bezpiecznie. Wie, że już nigdy nie będzie sama. Odnalazła kogoś kto wzbudził w niej miłość i wielką nadzieję. Julia z Adamem, kochankowie wszech czasów  pławią się w szczęściu oraz uczuciu, którym darzą siebie nawzajem. Romantyczne spotkania, gorące pocałunki. Julia myśli, że odnalazła swe miejsce na ziemi, czuje się jak w raju. Jednak to nie trwa długo ... Kochankowie poznają tajemnicę, która ich rozdziela. Teraz muszą kontrolować swą namiętność. W tym samym czasie żołnierze Punktu Omega schwytali zdesperowanego Warnera. Więzień nie jest skłonny do zeznawania, więc Julia postanawia temu zaradzić. Jednak gdy spędza z nim coraz więcej czasu, uświadamia sobie jaki Warner jest naprawdę. W jej oczach staje się zupełnie innym człowiekiem. Co skrywa ? Dlaczego jego ojciec pozostaje obojętny na zniknięcie syna ? Czy Adama i Warnera coś łączy ? Może jakaś szczególna więź ? Tak wiele zagadek, tak wiele różnorodnych emocji. Coraz więcej komplikacji, coraz więcej nowych tajemnic. Miejmy nadzieję, że Julia sprosta tak wielu odważnym wyborom.

2 część jest nie miej ekscytującą książką od 1 części tej sagi. Jednak tutaj przejawia nam się więcej brutalności. Zobaczymy jak bardzo ludzie potrafią być okropni i zwierzęcy oraz do jak niskiego stopnia potrafią się zniżyć. Tylko czy to czegoś nam nie przypomina ? Bo przecież my coraz bardziej stajemy się takimi potworami i myślę, że w przyszłości będziemy zachowywać się tak jak najgorsze postacie w najróżniejszych powieściach. Wojna, bitwa, broń, czołgi, strach. Niektórym z nas tak dobrze jest to znane, a zarazem obce.

Doznamy potężnej miłości. Poczujemy jak to jest być zakochanym do granic. Wraz z bohaterką staniemy przed trudnymi wyborami. Może niektórzy wreście odnajdą, poznają siebie i swoje wady ?  Może książka skłoni kogoś do głębszej reflekcji ? Bo w moim wypadku tak właśnie było. Zrozumiałam co robię nie tak i próbowałam zmienić się tak jak Julia. Skryta, spokojna, cicha Julia. W przeciwieństwie do naszej młodzieży. Miała tak mało, a tak bardzo doceniała życie. To wspaniałe.

Szaleję za tą książką ! To nie tylko dzięki niesamowitej fabule. Zakochałam się w niej przez sposób z jak wielką wyobraźnią opisała ją autorka. Chciałabym potrafić tak pisać. Wzruszać młodych i starszych czytelników tylko przez słowa, z którymi będę mogła się podzielić. Autorka zasługuje na szacunek, bo jednak nie każdemu udaje się tak poruszyć ludzi. Brawo. :)

 cytat : 

'' Samotność to dziwna rzecz. Zakrada się cicho i niepostrzeżenie. Siada obok ciebie w ciemności. Głaszcze cię po włosach, kiedy śpisz. Owija się wokół twojego ciała i zaciska się tak mocno, że brakuje ci tchu, że zamiera twój puls, choć krew płynie coraz szybciej. Dotyka ustami miękkich włosków na twoim karku. Zostawia kłamstwa w twoim sercu, kładzie się w nocy w twoim łóżku, wysysa światło z każdego kąta. Nie odstępuje cię na krok, kurczowo trzyma cię za rękę tylko po to, żeby jednym szarpnięciem pociągnąć cię w dół, kiedy usiłujesz się podnieść.(...) A kiedy sądzisz, że jesteś gotów odejść, że jesteś gotów się uwolnić, zacząć od nowa, samotność jak stary znajomy staje obok twojego odbicia w lustrze i patrząc ci prosto w oczy, mówi: no dalej, spróbuj przeżyć życie beze mnie. Nie znajdujesz słów, żeby bronić się przed samym sobą, przed głosem, który powtarza, że nie jesteś wystarczająca dobry nigdy nigdy nigdy nie będziesz wystarczająco dobry. Samotność to zgorzkniały, żałosny towarzysz. Zdarza się, że po prostu nie odpuści.''

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Dotyk Julii

Dotyk Julii 

„Nie możesz mnie dotknąć – szepczę. Kłamię – oto, czego mu nie mówię. Możesz mnie dotknąć – oto, czego nigdy nie powiem. Proszę, dotknij mnie – oto, co chcę powiedzieć”.

Nikt nie wie, dlaczego dotyk Julii zabija. Bezwzględni przywódcy Komitetu Odnowy chcą wykorzystać moc dziewczyny, aby zawładnąć światem. Julia jednak po raz pierwszy w życiu się buntuje. Zaczyna walczyć, bo u jej boku staje ktoś, kogo kocha. Bestsellerowa powieść, która podbiła serca czytelniczek na cały świecie.


Jest to książka napisana przez 24-letnią Tahareh Mafi. Opowiada ona o dziewczynie imieniem Julia. 284 dni temu została zamknięta w celi, przez swój niespotykany dar. Nie wiadomo dlaczego, ale 17-letnia Julia potrafi zabijać dotykiem. Przez niego została pozbawiona dzieciństwa. Brak rodziców, brak koleżanek i bijące z nich obrzydzenie oraz agresja wpłynęła na psychikę naszej bohaterki. Przyzwyczajona do izolacji jest wręcz przestraszona gdy do jej celi przybywa nowy współwięzień, Adam. Dlaczego ta postać wywołuje w niej tyle sprzecznych emocji ? Czy to on ? Czy to zbieg okoliczności ? A może przysłano go tu specjalnie ? Julia odgadnie tę i wiele innych tajemnic, dopiero gdy Komitet Odnowy postanowi zabrać ich do swojego centrum kierowania. Jednak młoda bohaterka nie zazna tam spokoju. Będzie wykorzystywana, a może nawet torturowana przez zadurzonego w niej brutalnego kierownika Warnera. Wszystko wygląda w jej życiu ponuro, ale Julia odnajdzie w nim przebłysk nadziei. Czy bohaterka wykorzysta tą sytuację ? Czy zdoła uciec ? Kim jest tajemniczy Adam i co skrywa Warner ? Czy może jeszcze komuś zaufać ? Na te oraz inne pytania znajdziecie opowiedz w książce pt. '' Dotyk Julii ''.

Jest to wspaniała powieść ukazująca, co może stać się z naszym światem, gdy będziemy go lekceważyć. Musimy dbać o przyrodę. Inaczej wszystko poumiera, wraz z nami, gdyż ludzie w dzisiejszych czasach są bardzo rozpieszczani. Odebranie nam tyle ważnych rzeczy życiowych, może wpłynąć na nas bardzo źle. I dopiero wtedy niektórzy zrozumieją swoje błędy, tylko będzie już za późno.

Zobaczymy też walkę pomiędzy dobrocią, a złem. Choć przez chwilę poczujemy jak to jest zostać odrzuconym przez ludzi i rodzinę, jak żyć samotnie w wyniszczonym świecie. Zrozumiemy, że nadzieja umiera ostatnia oraz że miłość odgrywa ważną rolę w naszym życiu. Ale nie można jej przeceniać.

'' Dotyk Julii '' to wspaniała książka, od której nie można się odciągnąć. Jest wprost fantastyczna ! Autorka świetnie opisała wszystkie emocje towarzyszące bohaterce. Ciekawa fabuła, tajemnicze postacie, przerażająca wizja przyszłości. Musicie ją przeczytać. Jest warta poświęcenia naszego czasu. Gorąco polecam. ;)

I tu cytat na zachęte :

'' Krople deszczu nie przestają mnie zadziwiać. Myślę o tym, jak spadają, jak plączą im się stopy, łamią nogi. Zapominają spadochronów, wypadając z nieba ku niepewnemu końcowi. To tak, jakby ktoś opróżniał kieszenie, nie dbając o to, gdzie spadnie ich zawartość, nie przejmując się, że krople pękają, uderzając od ziemię, że rozpryskują się na chodniku. Że ludzie przeklinają dni, w które krople ośmielą się stukać o ich drzwi. Ja jestem kroplą deszczu. Rodzice wyrzucili mnie z kieszeni i zostawili, żebym wyparowała na chodniku. ''

'' Spędzałam życie wsunięta między kartki książek. Z braku bliskości z ludźmi budowałam więzi z papierowymi postaciami. Przeżyłam miłość i stratę z powieści historycznych, doświadczyłam dojrzewania przez analogię. Mój świat jest utkaną ze słów pajęczyną, splatającą kończyny, kości i ścięgna, myśli i obrazy. Jestem istotą złożoną z liter, postacią stworzoną przez zdania, wytworem wyobraźni, fikcją. ''