Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czerwona Królowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czerwona Królowa. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 10 lutego 2019

Wojenna Burza – Victioria Aveyard


Tytuł: Wojenna burza

Autor: Victoria Aveyard

Tłumaczenie: Joanna Dziubińska, Maria Borzobohata-Sawicka

Cykl: Czerwona Królowa

Tom: IV

Kategoria: Fantastyka

Wydawnictwo: Otwarte

Liczba stron: 704

Ocena: 8/10





Świat, gdzie nie ma równych praw, gdzie morduje się ludzi, tylko dlatego że są inni, gdzie nie można być sobą, gdzie nie można kochać, gdzie boisz się każdej nadchodzącej minuty, jest światem, który należy zniszczyć, a później odbudować krok po kroku. Należy oderwać się od tradycji, tego, co znamy i mieć odwagę. Tylko tak można sprawić, żeby nadchodzące pokolenia mogły być szczęśliwe.

Mare musi spojrzeć prawdzie w oczy, co jest wyjątkowo trudne, ponieważ za każdym razem, gdy próbuje to zrobić, jej serce łamie się na małe kawałeczki. Jednak i ona, i Cal podjęli własne decyzje i nie ma już odwrotu – trzeba być konsekwentnym. Tym bardziej że każde z nich wierzy, że jego decyzja jest jedynym możliwym wyborem. Maven nadal jest olbrzymim zagrożeniem, niewinni ludzie giną, a cała Norta jest podzielona na trzy kawałki. To wszystko trzeba poskładać w całość, a tylko oni mogę tego dokonać. Evangeline straciła ostatnie resztki nadziei. Już nie wierzy, że kiedykolwiek może być szczęśliwa. Teraz dobitnie czuje, że jest tylko pionkiem na wielkiej planszy stworzonej przez jej ojca. Jako marionetka nie ma nic do powiedzenia i nie ma siły już walczyć. A Iris? Potężna królowa, która po wielu latach dała Norcie pokój. Czy na pewno ma dobre zamiary? Czy cofnie się przed dokonaniem krwawej zemsty? Czy w ogóle w takim świecie można żyć? Czy można być szczęśliwym? 

"Czerwona Królowa" jest dla mnie bardzo sentymentalnym cyklem. Na przestrzeni lat przyzwyczaiłam się do bohaterów, do walk między nimi oraz nieprzewidywalności całej historii. Dlatego z niecierpliwością czekałam na zakończenie opowieści. Dostałam olbrzymie tomisko, które aż przygniata ogromem stron, ale takie książki lubię najbardziej, dlatego z taką chęcią zaczęłam czytać "Wojenną burzę". Czy spełniła moje oczekiwania? Ciężko mi odpowiedzieć na to pytanie, ponieważ miała w sobie wiele zalet, ale nie brakowało jej też druzgoczących wad. Mimo to czytało mi się ją bardzo przyjemnie. 

Styl autorki jest luźny, dzięki czemu bardzo łatwo się wciągnąć i dać ponieść przygodzie. Przy takich stylach obawiam się, czy cała powieść nie będzie infantylna. Na szczęście tu pisarka idealnie wypośrodkowała lekkość odbioru i kunszt literacki. Według mnie takie powieści najlepiej się czyta. Wszystkie wydarzenia były opisane bardzo dokładnie, więc nie miałam najmniejszych problemów, by wyobrazić sobie całą sytuację, ogrom wydarzeń i uczuć bohaterów. Jednakże do Victorii i jej stylu mam zawsze jedno zastrzeżenie – nigdy nie wyróżnia się niczym charakterystycznym. Muszę mieć napisane, że to jej książka, żebym wiedziała, że to ona napisała. Tak nie byłabym w stanie rozpoznać, czy to dzieło przypadkowego pisarza, czy jednej z moich ulubionych pisarek. Niestety zawsze nad tym ubolewam. 

Co do samej fabuły to mam bardzo mieszane odczucia, ponieważ okazała się strasznie nierównomierna. Czasami po prostu nie dało się oderwać od tej książki, a innym razem miałam ochotę nią rzucić, ponieważ była naiwna i w ogóle nieprzemyślana. Z tego względu jej przeczytanie zajęło mi naprawdę dużo czasu i był to burzliwy czas. Choć sam tytuł ostrzega... Dużą zaletą historii jest fakt, że nie jest ani przeciągana niepotrzebnie, ani nie przyśpiesza, by osiągnąć zawrotne i najczęściej niezrozumiałe dla odbiorcy tempo. Jestem z tego bardzo zadowolona, ponieważ dzięki temu odnalazłam się idealnie w fabule. W "Wojennej burzy" są poruszane dwa główne wątki –  polityczny i miłosny. Wątek polityczny bardzo mi się spodobał. Poza małymi skazami Victoria przedstawiła bardzo dokładnie i zrozumiale wydarzenia, które toczyły się na arenie międzynarodowej. Potrafiła przy tym zaskoczyć. Wielokrotnie w mojej głowie pojawiała się myśl, że to było takie oczywiste, że skutki też dało się przewidzieć, ale razem z bohaterami nie zauważyliśmy tego i ostatecznie zostaliśmy zszokowani. Przyznaję, że byłam pod olbrzymim wrażeniem. Co do wątku romantycznego to nie wiem, co powiedzieć... Przyznaję, że nawet mi się czasami krajało serce albo pojawiała się ta ciepła iskierka i kibicowałam z całej siły Mare i Calowi, ale ostatecznie jest on raczej naiwny i przesadnie wyeksponowany. Myślę, że można by to poprowadzić całkowicie inaczej – lepiej.

Bohaterowie to olbrzymia gama charakterów. Są oni bardzo dobrze wykreowani, dzięki czemu każdy znajdzie kogoś, z kim może się utożsamić, zaprzyjaźnić i spędzić dobrze czas. Tutaj naprawdę wielkie brawa dla pisarki. W tej części skupia się przede wszystkim na trzech postaciach – oczywiście Mare, Evangeline oraz Iris. Gdzieniegdzie można też spotkać narrację Mavena czy Cala, jednak zbyt wiele z tego nie można wynieść. Miało chyba być to ubarwienie i ukazanie wielu wymiarów opowieści, ale moim zdaniem nie wyszło. Może na początku skupię się na Mare, której od pierwszej części nie cierpię i pod tym względem nic się nie zmieniło. Jest nadal tak samo irytująca, naiwna i wbrew pozorom nic nie wprowadzająca do książki. Chyba jest jedyną postacią z całego cyklu, której w ogóle nie mogę zaakceptować. Mogłabym napisać oddzielną recenzję poświęconą jej krytyce. Dlatego po prostu przejdę do Evangeline. W pierwszych częściach bardzo jej nie lubiłam, jednak z czasem zmieniło się to i muszę się przyznać, że ostatecznie została moją ulubioną bohaterką, gdyż doskonale została ukazana jej przemiana, a dzięki jej narracji można zobaczyć świat jej oczami i zrozumieć, skąd wynika jej dość nietypowe i często niepoprawne zachowanie. Jest to postać wręcz tragiczna, która robiła wszystko by zmienić swoje położenie, ale świat dawał jej tylko coraz więcej przeszkód. Żeby dowiedzieć się, czy ostatecznie się jej to uda, musicie sami przeczytać "Wojenną burzę". Co do Iris mam pozytywne odczucia. Nie jest to jednoznaczna osoba i jestem sobie w stanie wyobrazić, że wiele czytelników może darzyć ją nawet nienawiścią, lecz ja ją rozumiem i jestem w stanie zrozumieć, że jej życie też nie było proste. Przy wszystkich tragediach nigdy się nie poddała, dążyła do sukcesu, ale wiedziała też do końca, co w życiu jest najważniejsze. Nie umiem jej źle ocenić. 

"Czerwona Królowa" mimo wielu niekoniecznie dobrych przygód okazała się dla mnie bardzo dobrą i wciągającą serią. Z perspektywy czasu cieszę się, że poświęciłam jej czas, bo była to wielowymiarowa przygoda. Szkoda tylko że jestem zawiedziona zakończeniem. Choć zawiedziona to za duże słowo. Po prostu mi się nie podobało. Widziałabym to wszystko w innym sposób, ponieważ został pewnego rodzaju niedosyt, które strasznie mnie irytuje. Ale jestem przekonana, że mimo zapowiedzi nie jest to ostatnia książka z tego cyklu. Już nawet jest przewidywana jakaś kolejna połówka. I na tym się nie skończy. Mam wrażenie, że nadal brakuje tego ostatecznego zakończenia. Jednak tymczasem mogę tylko polecić cały cykl osobom lubiącym dystopie, fantastykę i literaturę młodzieżową. 

wtorek, 20 czerwca 2017

Królewska Klatka – Victoria Aveyard


Tytuł: "Królewska Klatka"

Autor: Victoria Aveyard

Tłumaczenie: Adriana Sokołowska-Ostapko

Cykl: Czerwona Królowa

Tom: III

Kategoria: Fantastyka

Wydawnictwo: Moondrive

Liczba stron: 568

Ocena: 7/10



Ludzie od wieków toczyli ze sobą wojny. To jest taki nasz własny schemat. Najczęściej szło o ziemie, pieniądze, władzę czy wolność. Wiele z tych rzeczy ma bardzo dużą wagę, np. wolność. Każdy jej pragnie i każdy jest gotowy o nią walczyć. Tylko ile musi przy tym poświęcić? Nie tylko własne życie, ale również życie innych ludzi. Wtedy zaczyna się przeliczanie, dyskutowanie, poszukiwanie najróżniejszych rozwiązań i ostateczne pytanie – czy warto?

Mare po tym jak dostaje się w ręce Mavena, musi wytrzymać pobyt w więzieniu. Jednakże nie jest to zimna i cuchnąca cela tylko przepiękna komnata w pałacu. Nie powinna narzekać. W końcu mogłaby być torturowana, upokarzana i pozbawiona wszystkich praw ludzkich. Siedzenie całymi dniami w pokoju nie może być w porównaniu do tego takie złe... Ale jest... Mare staje się marionetką w ręka Mavena, jego ulubioną zabawką, która musi robić to, co jej młodociany król karze. Nikt jej z zewnątrz nie pomoże, nie udzieli informacji, co stało się z jej bliskimi. Dziewczyna musi sama sobie poradzić z kaprysami władcy i przede wszystkim sama przetrwać. Czy jej się to uda?

Pamiętam, jak na rynek wchodziła pierwsza część "Czerwonej Królowej". Był wtedy duży szum i każdy miłośnik fantastyki i nie tylko chciał zapoznać się z tą książką. Głośna reklama i magnetyzująca okładka przyciągały ludzi, więc przyciągnęły i mnie. Tak o to minęło kilka lat i teraz wszedł trzeci tom o przygodach Mare. Byłam bardzo podekscytowana, bo na tę premierę czekałam długo i z olbrzymią niecierpliwością. Nareszcie mogłam ją przeczytać. Jakie mam odczucia po lekturze?

"Królewska Klatka" okazała się dobrą powieścią, którą z chęcią przeczytałam, ale nie będę ukrywać, że spodziewałam się po niej czegoś więcej. "Czerwona Królowa" była przeciętną książką, która raczej zniechęciła mnie do cyklu, ale że lubię kończyć to, co zaczęłam, to zapoznałam się ze "Szklanym Mieczem" i to właśnie on wywarł na mnie piorunujące wrażenie. Na każdym kroku byłam zaskakiwana, a fabuła była wciągająca i pełna zwrotów akcji. Po takim czymś byłam przekonana, że kolejny tom spodoba mi się przynajmniej tak samo jak nie bardziej. Niestety nie spełnił tych oczekiwań.

Styl autorki jest mało charakterystyczny. Nie wyróżnia się niczym na tle innych pisarzy literatury młodzieżowej. Fakt jest przyjemny i dzięki temu mimo dużej liczby stron książkę szybko się czyta. Poza tym jest lekki, co niektórych może zniechęcić, ale nie jest to infantylny język.

Sama fabuła okazała się dla mnie jednym, wielkim rollercoasterem. Raz męczyłam niezliczone dni sto stron książki, nudząc się przy tym niemiłosiernie, by już następnego dnia bez najmniejszej przerwy przeczytać trzysta stron. To jest akurat skrajny przykład, jednakże pisarka naprawdę nie potrafiła uporządkować sobie w głowie własnego pomysłu. Miałam wrażenie, że jak wpadła na jakiś ciekawy pomysł, to do razu pisała bez zastanowienia, przez co wychodził totalny chaos. A w momencie, kiedy tego pomysłu brakowało, to na siłę ciągnęła jeden wątek, który stawał się coraz bardziej nużący i w ogóle nie zaskakiwał. 

Tym razem Victoria Aveyard pokusiła się o pewne zmiany w narracji. W poprzednich częściach oglądaliśmy świat z perspektywy Mare. Tym razem mogliśmy również go zobaczyć ze strony Cameron i ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu Evangeline. Gdy przeglądałam przed czytaniem książkę i zauważyłam ten zabieg, miałam mieszane odczucia. Mało który pisarz umie sobie z tym poradzić. Nasza autorka zrobiła to genialnie. Trzy całkowicie różne osobowości dały wielkie do popisu pole, które zostało w każdym nawet najmniejszym skrawku wykorzystane. Mare była jak zwykle irytującą Mare, Cameron miała wieczne problemy, ale była przy tym jak zawsze ironiczna, a Evengeline ukazała nareszcie powody swojego postępowania, które były wręcz szokujące. Stalowa narzeczona okazała się kimś o wiele ciekawszym i tajemniczym niż na początku myślałam.

Nie lubię Mare. Po prostu jej nie cierpię. Jest typową papierową postacią, która na każdym kroku denerwuje człowieka. Wielka bohaterka gotowa na poświęcenie, a tak naprawdę wiecznie narzekająca, użalająca się nad sobą rozpieszczona dziewczyna. Trwała wojna, ona znalazła się w niezbyt dobrej sytuacji, ale to nie dawało jej prawa na bycie pępkiem świata. Ludzie mieli tam o wiele gorzej, a wszystko kręciło się wyłącznie wokół niej. Za to bardzo cenię Mavena. Jak już wiecie nie jest to zbyt pozytywna postać. Tak naprawdę to wstrętny manipulator, ale ma w sobie taką iskrę i wolę walki, która sprawia, że czuję do niego sympatię. W porównaniu do Cala, który na każdym kroku jest tak samo przewidujący i mało emocjonalny. Pojawia się też wiele nowych bohaterów w tym Iris – niezwykła i tajemnicza kobieta. Mało się o niej dowiadujemy, ale pobudza ciekawość. 

Wątek romantyczny był przystępny w tej części. Nie była już to przesłodzona historyjka, która dawała w kość na każdym kroku. Choć końcówka... Nie wiem jak autorka mogła to zrobić. Nie chodzi o to, że to powiedzmy główne wydarzenie dotyczące relacji Mare i Cala było bezsensowne. Gdyby to był typowy romans, byłabym bardzo zadowolona w przeprowadzenia w taki sposób fabuły. To bardzo życiowe i potwierdzające pewien schemat. Jednak naprawdę, kiedy ważyły się losy wielu ludzi, inne państwa nareszcie zaczęły wyrażać swoje zdania na temat Szkarłatnej Gwardii, to mało mnie obchodziła relacja tej dwójki.

Byłam przekonana, że to ma być trylogia. Nie wiem, czy po prostu zamysł został zmieniony, czy to ja sama tak sobie wymyśliłam. Jednak nie ma wątpliwości, że kolejna część powstanie. Mimo że na tej troszkę się zawiodłam, to z chęcią poznam dalsze losy bohaterów i dowiem się, jak cała ta wielowymiarowa historia zakończy się.

sobota, 2 kwietnia 2016

Szklany Miecz


Tytuł: "Szklany Miecz"

Autor: Victoria Aveyard

Tłumaczenie: Adrianna Sokołowska-Ostapko

Cykl: Czerwona Królowa

Tom: II

Kategoria: Fantastyka

Wydawnictwo: Otwarte

Liczba stron: 560

Ocena: 8/10





Coś się kończy, coś się zaczyna. Jest to nieunikniony bieg historii. Czasami są to małe sprawy, o których istnieniu nie zdajemy sobie sprawy. Innym razem są to wydarzenia, które zapadną w pamięć każdemu człowiekowi na świecie. Miną wieki, a i tak znajdą się ludzie, którzy będę pamiętać i przekazywać dalej nieprawdopodobną opowieść, będącą przeszłością całego świata. Mare żyje w czasach, gdzie tworzy się nowa historia. Jest postacią, która zostanie zapamiętana na wieki. Jest symbolem wolności i nowej rzeczywistości. Czy dziewczyna poradzi sobie z tym obowiązkiem? Czeka ją ciężka próba, gdzie będzie musiała podejmować decyzje dotyczące życia tysięcy ludzi. Kto tym razem zginie, a kto dostanie drugą szansę?  

Gdy do księgarni weszła "Czerwona Królowa", wszyscy oszaleli na punkcie tej książki. Nie miałam wątpliwości, że wydawnictwo osiągnęło to dzięki odpowiedniej reklamie i hipnotyzującej okładce. Nikt nie zaprzeczy, że okładki tego cyklu są niezwykłe. Jak się domyślacie, właśnie to przyciągnęło moją uwagę. Cały czas walczę, by w taki sposób nie oceniać książek, ale nie da się tego tak po prostu wyeliminować. Mogłam tylko liczyć na to, że jej środek okaże się wartościowy. Ostatecznie miałam mieszane uczucia. Powieść zrobiła na mnie wrażenie, ale została też według mnie nieodpowiednio poprowadzona. Jakie odczucia mam po przeczytaniu drugiego tomu – "Szklanego Miecza"? Na pewno o wiele lepsze.

Nie mam wątpliwości, że druga część jest o wiele lepiej wykonana niż jej poprzedniczka. Victoria Aveyard rozwinęła swój talent i zafundowała nam niesamowitą opowieść, która pochłonęła mnie bez końca. Choć na początku bardzo kojarzyła mi się z "Igrzyskami Śmierci", co mnie zirytowało, ponieważ mam już dość kopiowania serii, która kilka lat temu zyskała taką sławę. To już było. Nie warto powtarzać tego samego motywu, gdyż staje się nudny. Jednak po pewnym czasie fabuła zmieniła swoją postać i zaczęła kreować własną historię, dając pole popisu dla wyobraźni. Gdyby nie początek, byłaby to całkiem nowa opowieść. Nie byłabym w stanie skojarzyć ją z inną książką. Oczywiście pojawiają się podobne motywu, ale jest niemożliwe, by to wyeliminować.

Byłam zaskoczona, jak szybko wciągnęłam się i przeniosłam do świata Mare, poznając samą siebie. Od jakiegoś czasu zaczęłam się zastanawiać, co bym zrobiła na miejscu bohaterów. Kiedyś powieści ukazywały dla mnie jednoznacznie dobro i zło. Od razu oceniałam i nie zmieniałam swojej oceny. "Szklany Miecz" jest książka, która udowadnia, że nie można zbyt pochopnie wyrażać swojego zdania i krytykować innych. Każdy popełnia błędy. Tymbardziej jeśli niektórych rzeczy nie można przewidzieć. Na każdej stronie czekała mnie nowa niespodzianka, która wielokrotnie szokowała. W dodatku cała powieść jest wyjątkowo dokładna. Nie pojawiają się w niej błędy logiczne, a jeśli nawet to ja ich nie zauważyłam, a miłuję się w wynajdywaniu takich małych kruczków. Jestem również zadowolona, że wątek romantyczny nie okazał się tak bardzo ckliwy jak w "Czerwonej Królowej". W pierwszym tomie miłość bohaterów zniszczyła całą opowieść. Była nieuzasadniona i irytująca. W tej części okazała się miłą odskocznią od problemów wielkiego świata i czułam, że jest rzeczywista. 

W powieści dzieje się niesamowicie wiele. Akcja gna, ale na szczęście nie męczy. Pozwala się wciągnąć oraz nadaje realności wydarzeniom. Jesteśmy świadkami zwykłej rozmowy, a za moment cały świat przewraca się do góry nogami. Bardzo mi się to spodobało, gdyż podobnie jest w życiu. Niektóre rzeczy pojawiają się z dnia na dzień i nie jesteśmy w stanie nad nimi zapanować. Victoria Aveyard idealnie obrazuje to.

Co do bohaterów mam wyjątkowo mieszane uczucia. Zacznijmy od tego, że nie lubię głównej bohaterki. Jest dla mnie papierową postacią, która bardzo mało wprowadza do mojego życia. Poza tym Mare okropnie mnie irytuje. Wspomniałam wcześniej, ze trudno jest ocenić jej postępowanie i nie jestem pewna, czy nie zrobiłabym identycznie. Jednak nie jestem w stanie poczuć sympatii do dziewczyny od błyskawic. Natomiast bardzo do gustu przypadł mi jej brat – Shade – oraz Farley. Są to postacie wyjątkowo barwne i nieprzewidywalne. Żałuję, że pisarka nie poświęciła im więcej uwagi. Mogłaby stworzyć z nich niesamowitych bohaterów, którzy na długo zapadliby w pamięć. Poza tym w całej powieści pojawia się bardzo dużo epizodycznych postaci, które wiele wprowadzają do fabuły. Tak naprawdę nie poznajemy ich, ale podświadomie czujemy, że odgrywają ważną rolę.

Cieszę się, że miałam okazję przeczytać "Szklany Miecz". Po przeczytaniu "Czerwonej Królowej" nie miałam wygórowanych wymagań, a tymczasem okazało się, że młoda pisarka poradziła sobie idealnie. Jeśli lubicie fantastykę i czytaliście pierwszy tom, zachęcam was do przeczytania kolejnego. Naprawdę jest tego warty.   


Za możliwość przeczytania książki dziękuję bardzo platformie Woblink

PS: Książka dostępna na [LINK]

wtorek, 8 września 2015

Czerwona królowa


Tytuł: "Czerwona Królowa"

Autor: Victoria Aveyard

Tłumaczenie: Adriana Sokołowska

Cykl: Czerwona Królowa

Tom: I

Kategoria: Fantastyka

Wydawnictwo: Otwarte

Liczba stron: 488

Ocena: 6/10






Ludzie są do siebie tacy podobni. Rzadko kiedy jesteśmy w stanie po wyglądzie, kolorze włosów, czy krwi powiedzieć, kim naprawdę jest taka osoba. Ale nie tu... Ten świat jest inny. Rządzą nimi inne zasady, a ludzie dzielą się na dwa gatunki – Czerwoni i Srebrni. Czerwoni są tacy, jak my. Są zwykłymi ludźmi, którzy mają marzenia, pragnienia i przede wszystkim czerwoną krew. Srebrni są wyjątkowi – mają srebrną krew. Nie jest to duża różnica, a raczej nie byłaby, gdyby srebrna krew nie dawała najróżniejszych mocy. Są potężni i władają całym światem. Zwykli Czerwoni muszą ich słuchać, ponieważ... są zwykli. Bieda wśród "gorszej" populacji z każdym dniem nabiera nowego znaczenia. Tam nikt nie jest szczęśliwy i nikt nie jest w stanie wkupić się w łaski Srebrnych. Pora na zmianę, bardzo dużą zmianę... Kim naprawdę jest Czerwona złodziejka – Mare? Czego pragnie Szkarłatna Gwardia? Czy Srebrni są tacy okrutni, jak widzą ich Czerwoni?

O "Czerwonej Królowej" już  dłuższy czas w świecie blogosfery jest bardzo głośno. Wiele pozytywnych opinii, intrygujący pomysł i piękna okładka sprawiły, że i ja postanowiłam zapoznać się z tą książką. Nie byłam zbyt dobrze do niej nastawiona. Wiedziałam, że muszę ją przeczytać, ale to jest kolejna powieść dystopiczna, kolejna opowieść fantasy o świecie, gdzie niewinni cierpią, a dyktatorzy pławią się w luksusach. Nie krytykuję tego motywu, ponieważ jest on bardzo refleksyjny i pełni funkcję ostrzegawczą. Jednak sami wiecie, że w ostatnim czasie podobnych serii pojawiło się naprawdę wiele. Jak wrażenia? Czy naprawdę to coś nowego? 

Czytałam dużo opinii w internecie o "Czerwonej Królowej", jednak mimo to nie byłam w stanie powiedzieć czegoś konkretnego o tej pozycji. Po jakimś czasie, gdy zrozumiałam podstawy świata wykreowanego przez pisarkę, pomysł bardzo spodobał mi się. Fakt, było wiele antyutopii, ale jest to coś jeszcze niespotkanego przeze mnie. Prawie utwierdziłam swoje zdanie, ale (bez "ale" przecież byłoby nudno) nie mogę zapomnieć o zbyt dużym podobieństwie do innych tego typu cykli. Pierwsze dziesięć stron było dla mnie kopią "Igrzysk Śmierci", co niestety od razu zniechęciło mnie do powieści. Następnie miałam przez chwilę wrażenie, że przeniosłam się do świata "Rywalek" i to wszystko jest kolejną częścią "Selekcji". To już naprawdę mnie zirytowało. Jednak granicę przekroczyło podobieństwo do "Niezgodnej". Teraz mamy już wszystkie najsławniejsze powieści ostatnich lat, które poruszają podobny topos. Nie mam wątpliwości, że autorka, czytała wcześniej wymienione powieści i bardzo się na nich wzorowała. A dla mnie jest to katastrofalny błąd. Rozumiem, że mogły być dla niej inspiracją, lecz miała bardzo dobry własny pomysł. Wystarczyło spróbować odciąć się od innych "zagłuszaczy" i przedstawić w swój własny sposób fabułę książki. Zdaję sobie sprawę, że łatwo jest mi pisać recenzję i krytykować. Sama nieraz próbowałam napisać powieść i wiem, że ciężko jest odpowiednio wykorzystać inspiracje, ale każdy pisarz powinien się tego nauczyć.

Na początku recenzji wymieniałam wam największa wadę "Czerwonej Królowej". Jest ich więcej i nie zamierzam ich ukrywać, jednak trzeba też wspomnieć o tych pozytywnych aspektach historii. Jest to niesamowicie wciągająca książka. Usiadłam i zaczęłam ją czytać. Nie minęło pięć minut, gdy spojrzałam na zegarem, a tu się okazało, że czytałam od przeszło dwóch godzin. Dawno nie oddałam się tak bardzo wciągającej lekturze. Sama jestem zaskoczona, jak szybko przeczytałam ją. Język jest prosty, czasami wręcz banalny, ale dzięki temu bardzo przyjemnie się ją czytało. Do tego doszły jeszcze zaskakujące momenty i naprawdę byłam w stanie wybaczyć wszelkie jej wady. "Czerwona Królowa" ogólną fabułę ma bardzo przewidywalną, lecz pojedyncze fragmenty zaskakiwały mnie na każdym kroku.  

Pora powrócić do wad... Bohaterowie – nie wierzyłam, że można wykreować tak irytujące i nieludzkie postacie. Brakowało im realności, przez co nie mogłam przeżywać z nimi wszystkich emocji, uczuć. To były papierowe kreatury, które wydawały się wyjątkowe, a tak naprawdę były płaskie. Mare miała być silną bohaterką, a już nieraz wam pisałam, że takie lubię. Są schematyczne, jednak są pewnym wzorem osobowości, który podziwiam. W "Czerwonej Królowej" widać, że autorka chciała ją ukształtować na bardzo rozbudowana osobowość, a przy tym wyjątkowo silną, a tymczasem mam wrażenie, że Mare po prostu jest spłycona.

Jest jeszcze jedna rzecz, którą zarzucę pisarce, jednak rozumiem, skąd wynika jej błąd. Powieść jest nielogiczna i pojawiają się notoryczne błędy w myśleniu. Na początku byłam pewna, że to specyficzne podejście Victorii do tematu, jednakże zbyt często zdarzały się takie wpadki. Zabrakło jej wiedzy. Nie posiadam jej więcej, ale jako osoba o ścisłym umyśle i ubóstwiająca historię, widzę takie rzeczy. Nie chcę w ten sposób umniejszać jej dzieła. Jestem pewna, że z biegiem czasu poprawi się to.

Gdy teraz tak pobieżnie czytam swoją recenzję, widzę, że bardzo skrytykowałam powieść. Nie zniechęcajcie się. To są pojedyncze błędy, które moim zdaniem w kolejnych częściach będą eliminowane. Będę wspominać pierwszy tom dobrze, a po następne na pewno sięgnę. Jeśli nie znudziła wam się jeszcze tego typu tematyka to jak najbardziej polecam.

Książka przeczytana w ramach wyzwania:
~ Czytam polecane książki (przez recenzenta)