Pokazywanie postów oznaczonych etykietą walka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą walka. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 26 czerwca 2016

Sezon burz


Tytuł: "Sezon burz"

Autor: Andrzej Sapkowski

Cykl: Saga o Wiedźminie

Kategoria: Fantastyka

Wydawnictw: SuperNOWA

Liczba stron: 404

Film: Wiedźmin

Ocena: 7/10








Gdy jesteśmy dziećmi, świat jest dla nas czarno-biały. Nie ma czegoś pomiędzy. To jest dobre, a to złe, tego nie powinniśmy robić, a to jest wskazane. Nie zastanawialiśmy się, jaki to ma sens, nie podważaliśmy tego. Jednakże z czasem wszystko zaczęło się zmieniać... Bardzo powoli, ale już jako młodzi ludzie przestaliśmy być tacy posłuszni i zaczęliśmy postrzegać świat według własnych zasad. Czy były i są one słuszne? Życie wiedźmina to non stop podejmowanie decyzji, które mają olbrzymią wagę. Nie dotyczą tylko jego istnienia, ale również innych ludzi. Jeden błąd, a śmierć zajrzy w oczy niejednej osobie. Trudno jest odpowiednio wybrać... W dodatku wspomnienia nie dają normalnie funkcjonować. Jak zapomnieć o pięknych chwilach, które nigdy się nie powtórzą, które na zawsze pozostaną tylko w pamięci? A rzeczywistość nadal trwa i nie jest tak cudowna, jak można by pomyśleć. W końcu nadchodzi sezon burz...

"Saga o Wiedźminie" w bardzo krótkim czasie sprawiła, że zostałam przez nią oczarowana. Czytałam każdą część bardzo szybko i po sobie. To był niesamowity okres. Historia białowłosego wiedźmina zawładnęła mną i nie chciała wypuścić. Przyniosła ze sobą wiele dobra. Wyciągnęłam ciekawe refleksje na temat świata, poznałam niezwykłe postacie i przede wszystkim przekonałam się do polskich autorów. Teraz nikt nie jest w stanie mnie zniechęcić do nich. Jak w każdym kraju – są lepsze i gorsze powieści. Andrzej Sapkowski potwierdza, że my też mamy czym się pochwalić. Po latach pisze jeszcze jedną książkę dotyczącą Geralta. Pamiętam, jak została wydana. Wtedy ta saga nic mi jeszcze nie mówiła, ale moi koledzy z klasy byli tak podekscytowani "Sezonem burz", że wtedy po raz pierwszy pomyślałam, że i ja powinnam zapoznać się z tym cyklem. Zrobiłam to, a teraz przyszedł czas na tę najnowszą część. Jak wrażenia po jej przeczytaniu?

Na początku miałam problem z umiejscowieniem tej historii w czasie. Słyszałam różne propozycje i muszę przyznać, że potrafiły one być skrajne, co bardzo mnie zaskoczyło. Osoby, które czytały wszystkie pozostałe części nie były w stanie dokładnie powiedzieć, gdzie można szukać tej jednej przygody. Ja sama jestem zdania, że jest to krótko przed główną fabułą. Lecz uważam za pewien minus problemy z chronologią... Nie będę też ukrywać, że paradoksalnie nie byłam dobrze nastawiona do "Sezonu burz". Opowieść o wiedźminie już dawno się zakończyła i mimo faktu że tęsknie za nią, nie powinno się wracać do spraw, gdzie jest już na końcu kropka. Choć z drugiej strony jest to oddzielna historia, która sama w sobie nie ma wpływu na najistotniejszy wątek w następnych tomach. Jednak mimo to wielokrotnie nawiązuje do przeszłości Geralta, co nadaje powieści płynności. Poza tym spotykamy teraz wiele osób, które nie mają najmniejszego znaczenia, lecz po przeczytaniu sagi wiem już, że w przyszłości ich rola ulegnie ogromnej zmianie. Jest dla mnie zabawne obserwowanie wiedźmina, który jeszcze nie wie o tak wielu rzeczach.

Styl Sapkowskiego jak zawsze jest bardzo dokładny. Autor ma każdy szczegół dopracowany. Najmniejsze wydarzenie ma jakąś wartość i wpływ na kolejne. Nic nie pojawia się przypadkiem, a przy tym jest panoramiczne. Nie jesteśmy ograniczeni do jednego miejsca, ani jednego informatora. To wszystko sprawia, że cała ta historia staje się wyjątkowo intrygująca i wciągająca. Nie mogę się nadziwić nad sprawnością pisarza. Jednakże mam wrażenie, że i tak Sapkowski poświęcił więcej czasu wcześniejszym częściom niż tej. Jest w niej wiele detali, lecz w tamtych było ich mnóstwo...

Nawet nie zdajecie sobie sprawy, jak bardzo miły był powrót do Geralta. Jest to jedna z najlepiej wykreowanych postaci, jakie dotychczas spotkałam w literaturze i niezmiernie się cieszę, że mogłam z nim spędzić jeszcze troszkę więcej czasu. Mimo wcześniej wspominanych uprzedzeń doceniłam tego bohatera i powtórnie zostałam oczarowana jego charakterem i różnorodnością cech. Tak samo jak kiedyś zaskakiwał mnie na każdym kroku, ale również był moim przyjacielem, którego rozumiałam i byłam mu w stanie wybaczyć naprawdę wiele. W "Sezonie burz" dowiadujemy się nowych informacji o wyjątkowo barwnej i lubianej postaci. A mianowicie o Jaskrze. Jego wizerunek pozostaje taki sam, ale staje się mniej tajemniczy... Pojawiają się również nowe, niezwykłe postacie, które odwracają życie wiedźmina do góry nogami.

Tutaj również występują wielokrotne nawiązania do baśni, wierzeń słowiańskiej. Uwielbiam to w "Sadze o Wiedźminie". Jest to mało popularny motyw, a tak bardzo istotny dla naszej kultury. Przywołuje dawne tradycje i łamie nowoczesne schematy. Daje to wiele do myślenia i pozwala na nowe spojrzenie na świat.

"Sezon burz" nie okazał się tak wybitny jak jego poprzedniczki, ale bez wątpienia spędziłam z nim miłe chwile i myślę, że jest obowiązkowy dla fanów.

wtorek, 7 czerwca 2016

Polowanie


Tytuł: "Polowanie"

Autor: Maggie Stiefvater

Tłumaczenie: Michał Kubiak

Cykl: Spirit Animals

Tom: II

Kategoria: Fantastyka

Wydawnictwo: Wilga

Liczba stron: 234

Ocena: 7/10






Zastanawialiście się czasem nad ludzką niezależnością? Nasze myśli należą wyłącznie do nas i nikt nam ich nie odbierze. Sami decydujemy, z kim podzielimy się nimi. Czasami bliskie osoby potrafią odczytywać, o czym w tej chwili myślimy. Nie zmienia to faktu, że możemy być samotni we własnej głowie. A gdybyśmy mieli kogoś, kto myśli tak samo jak my, kto czuje nasze emocje i jest w stanie perfekcyjnie z nami współpracować? Czy wtedy nie czulibyśmy się pewni? Czwórka dzieci, która niedawno wywołała swoje zwierzoduchy i to nie pierwsze lepsze – tylko Wielkie Bestie, musi nauczyć się nad nimi panować i docenić ich umiejętności. Razem wybiorą się w podróż, by odnaleźć sławetnego Dzika. Jedynie on może dać im medalion, który zbliży ich do pokonania wroga. Czy uda się im osiągnąć cel? Czy mogą sobie nawzajem ufać? Czy w ogóle nad Wielkimi Bestiami da się zapanować?

Nigdy wcześniej nie spotkałam się z tym cyklem książek. Dopiero gdy dostałam możliwość przeczytania drugiej części, zainteresowałam się, o czym dokładnie są. Zaintrygowała mnie ta seria do tego stopnia, że zadałam sobie pytanie, czemu wcześniej o niej nie słyszałam. "Polowanie" napisała bardzo znana autorka powieści dla młodzieży. Spod jej pióra wyszło wiele pozytywnie ocenianych książek. Dlaczego ta nie miałaby być tak samo dobra?

Motyw zwierząt w historiach spotyka się bardzo często. Od setek lat różni pisarze wykorzystują je jako rożnego typu symbole i istoty żywe towarzyszące ludziom. W tej powieści zwierzęta również są przy ludziach i wiernie asystują im. Na pozór wielokrotnie jest to spotykane w opowiadaniach, lecz tutaj jest on przedstawiony w oryginalny sposób, z którym nigdy wcześniej się nie spotkałam. W niejednej książce dzieci miały swoich towarzyszy, ale w tej wszystkie wilki, pandy są kimś więcej dla człowieka. Rozumieją się bez słów i razem mogą być niepokonani. Zaintrygowała mnie ich więź. Jednak w całej serii najbardziej mnie pasjonuje fakt, że każdy tom jest napisany przez innego autora. W "Polowaniu" Maggie idealnie sobie poradziła. Jest to jej kawałek duszy, która tworzy całą tę historię. Zastanawiam się, jak przy niej wypadli inni pisarze. Czy razem tworzy to jedną część, posiadającą większy sens? Jest to na pewno interesujący sposób na napisanie serii.

Styl autorki jest bardzo przyjemny. Stiefvater pisze lekkim piórem, które zachęci niejedną, młodą osobę do czytania. Dzięki niezbyt skomplikowanym zdaniom wszystko trzyma się logicznej całości. Fragmentami "Polowanie" jest wyjątkowo zabawne. I nie mówię w tym przypadku o niepohamowanym śmiechu, tylko o tych iskierkach radości, pojawiających się w oczach dziecka, gdy czyta coś wyjątkowo sympatycznego. Dzięki krótkim, ale barwnym opisom bardzo łatwo wyobrazić sobie świat, w którym żyją bohaterowie. Bardzo często w powieściach trudno zrozumieć zasady działające w nowym, nieznanym nam uniwersum. Tutaj od razu przeniosłam się do tej rzeczywistości i mimo że nie czytałam pierwszej części, nie miałam problemu z pojęciem wszystkich reguł. 

Fabuła książki jest bardzo wciągająca. Od pierwszych stron zaciekawiła mnie i sprawiła, że nie mogłam się oderwać od tej historii. Przeczytałam ją wyjątkowo szybko i mam bardzo pozytywne wspomnienia. "Polowanie" nie jest jakoś szczególnie rozbudowane, ale nie mam wątpliwości, że to zapowiedź czegoś większego. Dopiero wszystkie części pewnie stworzą niezwykłą i nieprzewidywalną opowieść. Powieść porusza istotne tematy dla młodych ludzi. Ukazuje, jak bardzo ważna jest rodzina i jak wiele jesteśmy w stanie dla niej zrobić. Jej brak też ma olbrzymi wpływ na ludzkie życie. Może wręcz zmienić bieg historii. Skłania to do refleksji i zachęca do doceniania tych małych rzeczy, które są naszą codziennością, ale zarazem też olbrzymim darem. 

Pod względem bohaterów trochę się zawiodłam. Nie są oni wyjątkowo rozbudowani i trudno coś konkretnego powiedzieć na ich temat. Na pewno przypał mi do gustu Rollan, którego poznajemy trochę lepiej i jego biografia jest naprawdę osobliwa, ale niestety w ten okrutny sposób. Bardzo doceniłam też Finna, który wydawał mi się niezwykle tajemniczy, lecz mimo to sympatyczny. Intrygowało mnie połączenie tych dwóch cech. Inne postacie mają najróżniejsze charaktery, ale są one nieuporządkowane i nie dają się lepiej poznać, co jest w tym przypadku dość dużym minusem.   

Jestem pewna, że zapoznam się z pozostałymi częściami "Spirit Animals" i przede wszystkim pierwszą. Jest to cykl dla młodszej młodzieży, więc jeśli macie w rodzinie takie osoby i chcecie zachęcić je do czytania, to ta książka doskonale nadaje się do tego.

Za możliwość przeczytania powieści dziękuję bardzo portalowi Zażyj Kultury

wtorek, 10 maja 2016

Szklany tron


Tytuł: "Szklany tron"

Autor: Sarah J. Maas

Tłumaczenie: Marcin Mortka

Cykl: Szklany tron

Tom: I

Kategoria: Fantastyka

Wydawnictwo: Uroboros 

Liczba stron: 520

Ocena: 6/10






Większość z nas ma szczęśliwe życie. Nieidealne, ale szczęśliwe. Wracamy do domu i ktoś na nas czeka. Wiemy, że ten ktoś porozmawia z nami, pocieszy nas, czasami się pokłóci, ale będzie. Wiemy, że gdy rano wstaniemy zaczniemy schematycznie wykonywać te same czynności, by po chwili narzekać, że to takie nudne. Wiemy, że drugiego dnia będziemy żyć. Może to nie jest pewna wiedza, ale nie zakładamy, że jutro umrzemy. Celaena nie ma żadnej pewności. Dla niej zwykły dzień to cierpienie, śmierć, głód i brak nadziei. Lecz jednak coś nie pozwala się jej poddać. Może to wspomnienie tego kim kiedyś była... A może pragnienie wolności – na tyle mocne, by pozwoliło jej przetrwać w otchłani kopalni. Pewnego dnia Celaena dostaje szansę. Może znowu stać się wolna. Musi tylko wygrać jeden turniej i zostać na kilka lat królewską zabójczynią. Jeszcze niedawno byłaby to łatwa próba, ale po roku pracy w kopalni, gdzie średnia życia wynosi trzy miesiące, dziewczyna straciła swoje umiejętności. Czy da radę odnaleźć iskrę radości w życiu? Czy jest gotowa na powtórny trening? 

Pierwsze moje wspomnienie z tą książką wiąże się z okładką. Gdy pierwszy raz zobaczyłam ją na półce księgarni, zostałam oczarowana. Coś mnie przyciągało do tej niezwykłej dziewczyny. Może jej tajemniczość, bezwzględność. Sama nie wiem... Niestety ostatecznie nie uległam jej czarowi. Lecz zaczęłam trafiać na jej recenzje, gdzie zawsze była wychwalana. Wyszła kolejna część, a później trzecia. Każda z nich pozytywnie oceniana. Dlatego właśnie miałam bardzo wysokie oczekiwania co do niej. Wreszcie ją przeczytałam i tak naprawdę bardzo trudno jest mi wyrazić swoje zdanie.

Pomysł od razu wydał mi się oryginalny. Co prawda takich książek, gdzie występuję femme fatale, potrafiąca zabić człowieka gołymi rękami, jest obecnie dużo. Jednakże w "Szklanym tronie" historia Celaene jest w pewien sposób inna. Może dlatego że na początku nie dostajemy opisu niezwykłej, niepokonanej dziewczyny tylko jej cienia. Mało która powieść zaczyna się w ten sposób – od upadku... Jest to nietypowe podejście i mogłoby się wydawać, że niezachęcające, tymczasem ja dzięki temu od razu oddałam się z pasją czytaniu. Niestety po pewnym czasie okazało się, że powieść ma niewykorzystany potencjał. "Szklany tron" nie był tym, czego się spodziewałam w początkowej fazie i działa to na niekorzyść książki.

Styl autorki jest bardzo przyjemny. Od razu mnie tym zaskoczyła. Nic dziwnego, że tak dużo ludzi ją wychwala. Dzięki lekkiemu piórowi powieść czyta się niezwykle szybko i w ogóle nie zauważa upływu czasu. Sama oddałam się tej historii, nie zważając na realny świat i konsekwencje. Jednak musi być jakieś "ale". Język, który używa Mass, jest wyjątkowo płynny i lekki, lecz pasuje bardziej do obecnie popularnego New Adult niż opowieści fantasy. W pewien sposób łamie klimat i ogranicza wyobraźnię. W historiach, które dzieją się w podobnym do średniowiecza uniwersum, cenię archaizowany język o nietypowej składni.

Co do bohaterów mam bardzo mieszane uczucia... Celaena wydawała mi się na początku bardzo barwną postacią, lecz w pewnym momencie okazała się papierowa i... pusta. Wiem, że nie wszyscy się ze mną zgodzą, ale naprawdę rzadko się zdarza, że postać, którą polubiłam od samego początku, staje się dla mnie irytująca i po pewnym czasie obojętna. Natomiast księcia Doriana od pierwszej chwili nie polubiłam. Gdy tylko się pojawiał, czułam rozdrażnienie i nigdy nie mogłam zrozumieć jego postępowania. A raczej mogłam, tylko uważałam, że jest nieodpowiednie... Za to bohaterem, którego zapamiętam na długo, jest dowódca straży królewskiej – Chaol. Jest on dla mnie niezwykle fascynujący i muszę przyznać, że trochę się z nim utożsamiam. Mimo tego że nie zawsze był sympatyczny czy tajemniczy, miał w sobie coś wyjątkowego. Poza tym postacie epizodyczne okazały się ciekawymi zagadkami. Część z nich pewnie nigdy nie rozwiążę, ale jestem pewna, że w niektórych przypadkach autorka na pewno pociągnęła te wątki dalej. 

Niestety trochę rozczarowałam się... "Szklany tron" bez wątpienia był ciekawym przeżyciem dla mnie, ale po tylu pozytywnych opiniach miałam większe oczekiwania. Jestem pewna, że sięgnę po kolejne części, ale już nie z takim zainteresowaniem. Tymczasem polecam tę powieść osobom, które lubią lekkie książki fantasy. 

sobota, 2 kwietnia 2016

Szklany Miecz


Tytuł: "Szklany Miecz"

Autor: Victoria Aveyard

Tłumaczenie: Adrianna Sokołowska-Ostapko

Cykl: Czerwona Królowa

Tom: II

Kategoria: Fantastyka

Wydawnictwo: Otwarte

Liczba stron: 560

Ocena: 8/10





Coś się kończy, coś się zaczyna. Jest to nieunikniony bieg historii. Czasami są to małe sprawy, o których istnieniu nie zdajemy sobie sprawy. Innym razem są to wydarzenia, które zapadną w pamięć każdemu człowiekowi na świecie. Miną wieki, a i tak znajdą się ludzie, którzy będę pamiętać i przekazywać dalej nieprawdopodobną opowieść, będącą przeszłością całego świata. Mare żyje w czasach, gdzie tworzy się nowa historia. Jest postacią, która zostanie zapamiętana na wieki. Jest symbolem wolności i nowej rzeczywistości. Czy dziewczyna poradzi sobie z tym obowiązkiem? Czeka ją ciężka próba, gdzie będzie musiała podejmować decyzje dotyczące życia tysięcy ludzi. Kto tym razem zginie, a kto dostanie drugą szansę?  

Gdy do księgarni weszła "Czerwona Królowa", wszyscy oszaleli na punkcie tej książki. Nie miałam wątpliwości, że wydawnictwo osiągnęło to dzięki odpowiedniej reklamie i hipnotyzującej okładce. Nikt nie zaprzeczy, że okładki tego cyklu są niezwykłe. Jak się domyślacie, właśnie to przyciągnęło moją uwagę. Cały czas walczę, by w taki sposób nie oceniać książek, ale nie da się tego tak po prostu wyeliminować. Mogłam tylko liczyć na to, że jej środek okaże się wartościowy. Ostatecznie miałam mieszane uczucia. Powieść zrobiła na mnie wrażenie, ale została też według mnie nieodpowiednio poprowadzona. Jakie odczucia mam po przeczytaniu drugiego tomu – "Szklanego Miecza"? Na pewno o wiele lepsze.

Nie mam wątpliwości, że druga część jest o wiele lepiej wykonana niż jej poprzedniczka. Victoria Aveyard rozwinęła swój talent i zafundowała nam niesamowitą opowieść, która pochłonęła mnie bez końca. Choć na początku bardzo kojarzyła mi się z "Igrzyskami Śmierci", co mnie zirytowało, ponieważ mam już dość kopiowania serii, która kilka lat temu zyskała taką sławę. To już było. Nie warto powtarzać tego samego motywu, gdyż staje się nudny. Jednak po pewnym czasie fabuła zmieniła swoją postać i zaczęła kreować własną historię, dając pole popisu dla wyobraźni. Gdyby nie początek, byłaby to całkiem nowa opowieść. Nie byłabym w stanie skojarzyć ją z inną książką. Oczywiście pojawiają się podobne motywu, ale jest niemożliwe, by to wyeliminować.

Byłam zaskoczona, jak szybko wciągnęłam się i przeniosłam do świata Mare, poznając samą siebie. Od jakiegoś czasu zaczęłam się zastanawiać, co bym zrobiła na miejscu bohaterów. Kiedyś powieści ukazywały dla mnie jednoznacznie dobro i zło. Od razu oceniałam i nie zmieniałam swojej oceny. "Szklany Miecz" jest książka, która udowadnia, że nie można zbyt pochopnie wyrażać swojego zdania i krytykować innych. Każdy popełnia błędy. Tymbardziej jeśli niektórych rzeczy nie można przewidzieć. Na każdej stronie czekała mnie nowa niespodzianka, która wielokrotnie szokowała. W dodatku cała powieść jest wyjątkowo dokładna. Nie pojawiają się w niej błędy logiczne, a jeśli nawet to ja ich nie zauważyłam, a miłuję się w wynajdywaniu takich małych kruczków. Jestem również zadowolona, że wątek romantyczny nie okazał się tak bardzo ckliwy jak w "Czerwonej Królowej". W pierwszym tomie miłość bohaterów zniszczyła całą opowieść. Była nieuzasadniona i irytująca. W tej części okazała się miłą odskocznią od problemów wielkiego świata i czułam, że jest rzeczywista. 

W powieści dzieje się niesamowicie wiele. Akcja gna, ale na szczęście nie męczy. Pozwala się wciągnąć oraz nadaje realności wydarzeniom. Jesteśmy świadkami zwykłej rozmowy, a za moment cały świat przewraca się do góry nogami. Bardzo mi się to spodobało, gdyż podobnie jest w życiu. Niektóre rzeczy pojawiają się z dnia na dzień i nie jesteśmy w stanie nad nimi zapanować. Victoria Aveyard idealnie obrazuje to.

Co do bohaterów mam wyjątkowo mieszane uczucia. Zacznijmy od tego, że nie lubię głównej bohaterki. Jest dla mnie papierową postacią, która bardzo mało wprowadza do mojego życia. Poza tym Mare okropnie mnie irytuje. Wspomniałam wcześniej, ze trudno jest ocenić jej postępowanie i nie jestem pewna, czy nie zrobiłabym identycznie. Jednak nie jestem w stanie poczuć sympatii do dziewczyny od błyskawic. Natomiast bardzo do gustu przypadł mi jej brat – Shade – oraz Farley. Są to postacie wyjątkowo barwne i nieprzewidywalne. Żałuję, że pisarka nie poświęciła im więcej uwagi. Mogłaby stworzyć z nich niesamowitych bohaterów, którzy na długo zapadliby w pamięć. Poza tym w całej powieści pojawia się bardzo dużo epizodycznych postaci, które wiele wprowadzają do fabuły. Tak naprawdę nie poznajemy ich, ale podświadomie czujemy, że odgrywają ważną rolę.

Cieszę się, że miałam okazję przeczytać "Szklany Miecz". Po przeczytaniu "Czerwonej Królowej" nie miałam wygórowanych wymagań, a tymczasem okazało się, że młoda pisarka poradziła sobie idealnie. Jeśli lubicie fantastykę i czytaliście pierwszy tom, zachęcam was do przeczytania kolejnego. Naprawdę jest tego warty.   


Za możliwość przeczytania książki dziękuję bardzo platformie Woblink

PS: Książka dostępna na [LINK]

niedziela, 6 grudnia 2015

Assassin's Creed: Renesans


Tytuł: "Assassin's Creed: Renesans"

Autor: Oliwer Bowden

Tłumaczenie: Tomasz Brzozowski

Cykl: Assassin's Creed 

Tom: I

Kategoria: Fantastyka

Wydawnictwo: Insignis

Liczba stron: 488

Film: Assassin's Creed

Ocena: 2/10




W Italii w średniowieczu powstają państwa-miasta. Każde z nich ma własnego władcę i własne zasady. Na pozór nic ich nie łączy poza sojuszami i walkami. Jednak czy na na pewno nie mają innych połączeń? We Florencji jednym z ważniejszych rodów jest Auditore. Giovanni – głowa rodu – odgrywa ważną rolę w polityce i bankowości. Tymczasem jego synowie bawią się, rozrabiają i żyją beztroskim życiem. Ezio uwielbia beztroskę, brak obowiązków i swoją młodość. Nie myśli o czasach, gdy będzie musiał przejąć powinność swojego ojca. A ten dzień przychodzi szybko i niespodziewanie. Ezio z niestatecznego młodzieńca będzie musiał zmienić się w morderczego asasyna. Czy poradzi sobie z zadaniem wyznaczonym mu jeszcze przed jego narodzinami? Kim naprawdę jest jego ojciec? Czy Ezio może ufać swoim przyjaciołom?

"Assassin's Creed" już od iluś lat jest bardzo popularną grą. W 2017 r. ma powstać film na jego podstawie. Niedawno wyszła kolejna część niesamowitych rozgrywek. Dlatego właśnie jest o nim tak głośno. Do tego stopnia, że nawet ja, jako osoba nie interesująca się tą tematyką, zwróciłam uwagę na ten cykl. Nie jestem graczem i nie chcę poświęcać swojego czasu na granie na komputerze lub konsoli, choć nie uważam, że to strata czasu, dlatego postanowiłam przeczytać pierwszy tom w wersji papierowej. Przyciągnął mnie rozgłos i niestety hipnotyzujące okładki. Zawsze mnie fascynowały te tajemnicze postacie na obwolutach. Zadawałam sobie pytanie: kim są? Aż wreszcie zadecydowałam, że poznam odpowiedź. Czy była warta mojego czasu? "Assassin's Creed: Renesans" jest książką, która wyjątkowo mnie zwiodła. Miałam duże wymagania, które w najmniejszym stopniu nie zostały spełnione. 

Odkąd tylko się dowiedziałam, że powieści zostały napisane na podstawie gry, byłam niesamowicie zdziwiona tą kolejnością. Naprawdę rzadko zdarza się, że inspiracją nie jest książka tylko rozgrywka komputerowa. Ludzie polubili do tego stopnia "Assassin's Creed", że powstał i cały literacki cykl, i film. Przed przeczytaniem tej historii obejrzałam najpierw zwiastuny gry. Mogę je określi dwoma słowami – robią wrażenie. Przeniosłam się do innego świata, który mnie zachwycał i dawał niesamowitą ilość adrenaliny. W ostatnim czasie tego potrzebowałam, więc miałam nadzieję, że znajdę to w opowieści o asasynach. W dodatku miałam skojarzenie z "Sagą o Wiedźminie". Nie mam tu na myśli podobnej fabuły czy nawet kreacji świata. Po prostu byłam przekonana, że znajdę kolejną książkę fantasy, która mną zawładnie tak jak "Saga o Wiedźminie". Wybaczcie mi fani Sapkowskiego, że popełniłam tak karygodną pomyłkę.

Fabuła "Renesansu" jest niemiłosiernie nudna. Pierwsze kilkadziesiąt stron zaciekawiło mnie. Jednakże czym dalej, tym pojawiało się więcej suchych faktów. Czasami miałam wrażenie, że czytam podręcznik od historii, zamiast pasjonującej powieści, na którą tak bardzo liczyłam. Bowden skupił się na ogólnym przekazie, a nie dopracował wykreowanego świata, przyczyn i skutków. Po prostu coś się zdarzyło i tak ma być. Brakowało scenek sytuacyjnych. W każdej rozbudowanej powieści występują, tworząc tło dla opowieści. To jest konieczne, bo dzięki temu wiemy, w jakiej rzeczywistości żyje bohater. A w takim przypadku widzimy główną postać na białej kartce. Nic się nie zmienia, nie pojawiają się nowe wątki, wszystko dąży to tego samego.

Jestem w stanie wybaczyć wszystkie te wady oprócz jednej. Czas, czas i jeszcze raz czas. Autor całkowicie nie umiał nim operować, a to jest podstawa. Gdy poznajemy Ezia, ma on siedemnaście lat. Natomiast gdy kończymy powieść, ma ponad czterdzieści. Nie twierdzę, że taka duża przestrzeń czasu jest błędem. Lecz nie czułam, jak upływa. Dostawałam zwykłe zdanie: minęło lat osiem. Co się działo przez te osiem lat? Jak zmienił się główny bohater? Ludzie się zmieniają a raczej ich mentalność. A Ezio? Cały czas był tą samą postacią, którą poznałam na początku. Dążył do celu, ale nigdy tak naprawdę nie został on jasno określony. Kończąc "Renesans" nadal nie wiem, czym on był.

Dla osób, które lubią akcję, jest to dobra książka, ponieważ opiera się tylko na szybkim tempie wydarzeń. Dla mnie nie jest to dobre rozwiązanie, ponieważ nie otrzymałam odpowiedzi, nie wiem, z czego wynika postępowanie asasyna i nie wiem, jak do tego doszło. Na początku myślałam, że to po prostu ja nie rozumiem wielu rzeczy, ale z czasem doszłam do wniosku, że ich nie ma. Miałam wrażenie, że Bowden miał genialny pomysł, który został dopracowany w jego głowie, lecz bardzo śpieszył się, żeby przelać go na kartkę, więc ominął istotne wyjaśnienia.    

"Assassin's Creed: Renesans" jest dla mnie największym zawodem tego roku. Przyznaję, że moje wymagania były wyjątkowo wysokie i to bardzo wpływa na ogólną ocenę, jednakże nie ukrywajmy, że jest to po prostu książka o dobrym pomyśle, ciekawiej fabule i przede wszystkim niewykorzystanym potencjale. Mimo tak złych wspomnień jestem pewna, że zaznajomię się z kolejnymi częściami, Kto wie, może będzie coraz lepiej... 

Książka przeczytana w ramach wyzwania: 

wtorek, 8 września 2015

Czerwona królowa


Tytuł: "Czerwona Królowa"

Autor: Victoria Aveyard

Tłumaczenie: Adriana Sokołowska

Cykl: Czerwona Królowa

Tom: I

Kategoria: Fantastyka

Wydawnictwo: Otwarte

Liczba stron: 488

Ocena: 6/10






Ludzie są do siebie tacy podobni. Rzadko kiedy jesteśmy w stanie po wyglądzie, kolorze włosów, czy krwi powiedzieć, kim naprawdę jest taka osoba. Ale nie tu... Ten świat jest inny. Rządzą nimi inne zasady, a ludzie dzielą się na dwa gatunki – Czerwoni i Srebrni. Czerwoni są tacy, jak my. Są zwykłymi ludźmi, którzy mają marzenia, pragnienia i przede wszystkim czerwoną krew. Srebrni są wyjątkowi – mają srebrną krew. Nie jest to duża różnica, a raczej nie byłaby, gdyby srebrna krew nie dawała najróżniejszych mocy. Są potężni i władają całym światem. Zwykli Czerwoni muszą ich słuchać, ponieważ... są zwykli. Bieda wśród "gorszej" populacji z każdym dniem nabiera nowego znaczenia. Tam nikt nie jest szczęśliwy i nikt nie jest w stanie wkupić się w łaski Srebrnych. Pora na zmianę, bardzo dużą zmianę... Kim naprawdę jest Czerwona złodziejka – Mare? Czego pragnie Szkarłatna Gwardia? Czy Srebrni są tacy okrutni, jak widzą ich Czerwoni?

O "Czerwonej Królowej" już  dłuższy czas w świecie blogosfery jest bardzo głośno. Wiele pozytywnych opinii, intrygujący pomysł i piękna okładka sprawiły, że i ja postanowiłam zapoznać się z tą książką. Nie byłam zbyt dobrze do niej nastawiona. Wiedziałam, że muszę ją przeczytać, ale to jest kolejna powieść dystopiczna, kolejna opowieść fantasy o świecie, gdzie niewinni cierpią, a dyktatorzy pławią się w luksusach. Nie krytykuję tego motywu, ponieważ jest on bardzo refleksyjny i pełni funkcję ostrzegawczą. Jednak sami wiecie, że w ostatnim czasie podobnych serii pojawiło się naprawdę wiele. Jak wrażenia? Czy naprawdę to coś nowego? 

Czytałam dużo opinii w internecie o "Czerwonej Królowej", jednak mimo to nie byłam w stanie powiedzieć czegoś konkretnego o tej pozycji. Po jakimś czasie, gdy zrozumiałam podstawy świata wykreowanego przez pisarkę, pomysł bardzo spodobał mi się. Fakt, było wiele antyutopii, ale jest to coś jeszcze niespotkanego przeze mnie. Prawie utwierdziłam swoje zdanie, ale (bez "ale" przecież byłoby nudno) nie mogę zapomnieć o zbyt dużym podobieństwie do innych tego typu cykli. Pierwsze dziesięć stron było dla mnie kopią "Igrzysk Śmierci", co niestety od razu zniechęciło mnie do powieści. Następnie miałam przez chwilę wrażenie, że przeniosłam się do świata "Rywalek" i to wszystko jest kolejną częścią "Selekcji". To już naprawdę mnie zirytowało. Jednak granicę przekroczyło podobieństwo do "Niezgodnej". Teraz mamy już wszystkie najsławniejsze powieści ostatnich lat, które poruszają podobny topos. Nie mam wątpliwości, że autorka, czytała wcześniej wymienione powieści i bardzo się na nich wzorowała. A dla mnie jest to katastrofalny błąd. Rozumiem, że mogły być dla niej inspiracją, lecz miała bardzo dobry własny pomysł. Wystarczyło spróbować odciąć się od innych "zagłuszaczy" i przedstawić w swój własny sposób fabułę książki. Zdaję sobie sprawę, że łatwo jest mi pisać recenzję i krytykować. Sama nieraz próbowałam napisać powieść i wiem, że ciężko jest odpowiednio wykorzystać inspiracje, ale każdy pisarz powinien się tego nauczyć.

Na początku recenzji wymieniałam wam największa wadę "Czerwonej Królowej". Jest ich więcej i nie zamierzam ich ukrywać, jednak trzeba też wspomnieć o tych pozytywnych aspektach historii. Jest to niesamowicie wciągająca książka. Usiadłam i zaczęłam ją czytać. Nie minęło pięć minut, gdy spojrzałam na zegarem, a tu się okazało, że czytałam od przeszło dwóch godzin. Dawno nie oddałam się tak bardzo wciągającej lekturze. Sama jestem zaskoczona, jak szybko przeczytałam ją. Język jest prosty, czasami wręcz banalny, ale dzięki temu bardzo przyjemnie się ją czytało. Do tego doszły jeszcze zaskakujące momenty i naprawdę byłam w stanie wybaczyć wszelkie jej wady. "Czerwona Królowa" ogólną fabułę ma bardzo przewidywalną, lecz pojedyncze fragmenty zaskakiwały mnie na każdym kroku.  

Pora powrócić do wad... Bohaterowie – nie wierzyłam, że można wykreować tak irytujące i nieludzkie postacie. Brakowało im realności, przez co nie mogłam przeżywać z nimi wszystkich emocji, uczuć. To były papierowe kreatury, które wydawały się wyjątkowe, a tak naprawdę były płaskie. Mare miała być silną bohaterką, a już nieraz wam pisałam, że takie lubię. Są schematyczne, jednak są pewnym wzorem osobowości, który podziwiam. W "Czerwonej Królowej" widać, że autorka chciała ją ukształtować na bardzo rozbudowana osobowość, a przy tym wyjątkowo silną, a tymczasem mam wrażenie, że Mare po prostu jest spłycona.

Jest jeszcze jedna rzecz, którą zarzucę pisarce, jednak rozumiem, skąd wynika jej błąd. Powieść jest nielogiczna i pojawiają się notoryczne błędy w myśleniu. Na początku byłam pewna, że to specyficzne podejście Victorii do tematu, jednakże zbyt często zdarzały się takie wpadki. Zabrakło jej wiedzy. Nie posiadam jej więcej, ale jako osoba o ścisłym umyśle i ubóstwiająca historię, widzę takie rzeczy. Nie chcę w ten sposób umniejszać jej dzieła. Jestem pewna, że z biegiem czasu poprawi się to.

Gdy teraz tak pobieżnie czytam swoją recenzję, widzę, że bardzo skrytykowałam powieść. Nie zniechęcajcie się. To są pojedyncze błędy, które moim zdaniem w kolejnych częściach będą eliminowane. Będę wspominać pierwszy tom dobrze, a po następne na pewno sięgnę. Jeśli nie znudziła wam się jeszcze tego typu tematyka to jak najbardziej polecam.

Książka przeczytana w ramach wyzwania:
~ Czytam polecane książki (przez recenzenta) 

środa, 2 września 2015

Uczta dla wron: Cienie śmierci

Tytuł: "Uczta dla wron: Cienie śmierci"

Autor: George R.R. Martin

Tłumaczenie: Michał Jakuszewski

Cykl: Pieśń Lodu i Ognia

Tom: 4.1

Kategoria: Fantastyka

Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Liczba stron: 480

Serial: Gra o tron

Ocena: 7.5/10





To przerażające, jak wciągu dwóch lat wszystko może się zmienić. Zamki zostają zdobyte, ludzie giną i rodzą się, lordowie tracą ziemie, a z północy nadchodzi groza. Lysa Arryn nie żyje, związku z czym funkcję lorda protektora przejmuje Littlefinger. Sansa staje się jego córką Alayne, a Arya po śmierci matki i brata nie wiem, gdzie tym razem ma się udać. Wszystkie Siedem Królestw toczy ze sobą wojnę, która ich wyniszcza, ale jest niczym przy walkach domowych, które powodują, że lordowie upadają. Tymczasem na Żelaznym Tronie siedzi ośmioletni chłopiec, którym kieruje jego pani matka, złota bliźniaczka – Cersei. Królowa opętana rządzą władzy nie zdaje sobie sprawy ze swoich błędów, ignorując niebezpieczeństwo nadchodzące z południa – smoki. Jak długo Tommen pozostanie królem Westeros? Czy Mur jest w stanie ocalić Północ? Kto naprawdę jest winny śmierci Młodego Wilka?

"Pieśń Lodu i Ognia" już od dawna znajduje wysokie miejsce na mojej liście ulubionych serii. Pamiętam, jak zaczynałam czytać pierwszy tom cyklu – "Grę o tron". Byłam zafascynowana klimatem powieści i samym jej tematem. Uwielbiam zamki, królów, smoki i ogólnie średniowiecze. Odkąd pamiętam fascynowała mnie ta epoka. Nigdy nie chciałam być księżniczką, ale chciałam mieć swoje miejsce w zamku. Oczywiście nie jako służąca, ale może jakaś bliska krewna króla... Martin sprawił, że moje dwa ulubione światy – średniowiecze i świat fantastyki – połączyły się w jedno. Teraz jestem świeżo po przeczytaniu kolejnego tomu cyklu i nadal utrzymuję, że jest to świetnie skonstruowana historia, której zostało poświęcone wiele czasu.

Zawsze jestem zachwycona wielowątkowością opowieści. To niesamowite, jak Martin wymyśla tyle wątków i nie zapomina o nich. One mogą na chwilę wygasnąć, nawet na dłuższą chwilę, ale zawsze wracają i często ich skutki mają bardzo duży wpływ na fabułę. W dodatku gdy czytam o jednym wydarzeniu, w tym samym czasie odbywają się ważne dla historii zdarzenia, o których dowiadujemy się po fakcie. To jest jak w życiu. Nie możemy być naraz świadkami wszystkich wydarzeń. Jesteśmy w jednym miejscu, a w drugim dzieje się coś istotnego. O niektórych sprawach dowiadujemy się długo po fakcie.

Bohaterom sagi można by poświęcić wiele oddzielnych recenzji. Ich liczba jest niesamowita i muszę przyznać, że często gubię się, kto jest kim. Nie mam pamięci do imion, więc zdarza się, że o niektórych postaciach zapominam. Lubię sobie wyobrażać, że Martin najpierw zrobił listę bohaterów (na końcu każdego tomu jest lista postaci, które występują w powieściach), a dopiero później dobierał do nich charaktery/zdarzenia. Jednak żeby tego było mało, nie jestem w stanie przywołać, jakieś postaci, która była źle dopracowana. Każda ma swoją własną, odrębną historię, która ją kształtuje. Oczywiście są osoby, które poznajemy lepiej i takie, które gorzej. 

W "Uczcie dla wron" pojawią się rozdziały poświęcone Cersei. Nigdy nie przepadałam za tą bohaterką, więc na początku byłam źle nastawiona do czytania. Jednakże z czasem zrozumiałam, że jest fascynująca, a co najważniejsze zaczyna się zmienić lub ujawniać swój prawdziwy charakter. Wiele ludzi zostało przez nią oszukanych albo oczarowanych jej urodą. Tak naprawdę jest okrutna i żadna władzy, ale również ma swoje powody co do tego. W ogóle muszę przyznać, że bardzo intrygują mnie złote bliźniaki. Cersei, jak wspomniałam, nie lubię. Za to Jaime z każdą chwilą zyskuje moją sympatię. Nie mogę powiedzieć, że jest aniołkiem, bo to by było jedno wielkie kłamstwo, ale jest pozytywnym bohaterem. Czytając rozdziały poświęcone mu, zauważyłam, że nie jest tak próżny i głupi, jak się wydawał. Ma wiele głębokich refleksji i sumienie, które często nie pozwala mu na czynienie zła. Nie usprawiedliwia to jego niecnych czynów, ale pozwala zobaczyć, co nim kierowało.

W "Pieśni Lodu i Ognia" jest bardzo rozbudowany mechanizm polityczny. Prawie w każdej swojej recenzji piszę, że polityka jest dla mnie magią i to czarną. Lecz dzięki takim powieściom staram się logicznie myśleć i powoli zaczynam rozumieć politykę w książkach (tylko książkach). Nie nadawałabym się na lorda, ani tym bardziej króla, ale jestem już w stanie przewidzieć niektóre wydarzenia na podstawie wypowiedzi i postępowań bohaterów, które często są logiczne, jeśli tylko zna się charakter danego człowieka.  

Powieść jest bardzo wciągająca, jednakże pojawiają się momenty wyjątkowo nudne, które psują ogólny wizerunek książki. W "Uczcie dla wron" nie mogę narzekać na częste urywanie scen, co w poprzednich tomach tak bardzo mnie irytowało. Jednak brakuje jakiegoś momentu zahaczenia, który sprawiłby, że nie byłabym w stanie odłożyć książkę na półkę. 

Jestem bardzo zadowolona, że zapoznałam się z kolejną częścią "Pieśni Ognia i Lodu". Spędziłam z nią wiele przyjemnych chwil, które na długo zapodaną mi w pamięci. Jestem też pewna, że w najbliższym czasie sięgnę po kontynuację historii.

Książka przeczytana w ramach wyzwania:

niedziela, 14 czerwca 2015

Ogar Boga. Popiół i Piach ~ by Elfik


Tytuł: "Ogar Boga. Popiół i Piach"

Autor: Anna Gręda

Seria: Ogar Boga

Tom: I

Kategoria: Fantastyka

Wydawnictwo: Novae Res

Liczba stron: 430

Ocena: 8/10









Świat jest tajemnicą, która kryje w sobie wiele złych rzeczy, mrocznych opowiadań, ale również niesamowitych zjawisk. A gdyby tak nagle zobaczyć nasze królestwo w jej prawdziwych barwach? Zacząć widzieć wszystko takim, jakie jest? Czy jest to możliwe? Kira żyje wśród ludzi, jednak nie jest jedną z nich. Jest stworzeniem nadnaturalnym, a żeby było jeszcze ciekawiej hybrydą – połączaniem dwóch niebezpiecznych, magicznych istot, dzięki którym zyskała geny, nadające jej cechy niespotykane u nikogo. Od trzech lat żyje spokojnie w małym mieście i zabija innych nadnaturalnych, którzy nie przestrzegają praw moralnych. Jej życie nadal biegłoby spokojnie i monotonnie, gdyby nie nagłe pojawienie się młodych wampirów, które nie panują nad swoim instynktem i zabijają każdą żywą istotę. Kto tworzy nowe wampiry i jaki ma w tym cel? Kim jest tajemniczy Flesh? Czy Kira zapanuje nad swoją prawdziwą naturą?

O tej książce słyszałam wiele dobrego. Gdy pierwszy raz zauważyłam ją, nie była jeszcze tak bardzo popularna jak obecnie. Była jedną z wielu powieści fantasty, które przewijają się w internecie. Trafiałam na nią wielokrotnie na Facebook'u, aż wreszcie zapragnąłem ją przeczytać. Bardzo lubię tego typu książki. Pozwalają mi oderwać się od rzeczywistości i zobaczyć świat, o którym jako dziecko marzyłam. Jednak nie mogę zaprzeczyć, że miałam co do niej pewne obawy. Opowieści o podobnej tematyce jest naprawdę wiele i często powtarzają one schemat, który początkowo był naprawdę ciekawy, ale z czasem stał się nudny i irytujący. Na szczęście okazało się, że "Ogar Boga" jest czymś nowym i jak na razie niepowtarzalnym.

Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy, to świat wykreowany przez Annę Grędę. Od pierwszych stron zafascynował mnie. W początkowych rozdziałach można powiedzieć, że nie różnił się niczym od naszej rzeczywistości. Tylko główna bohaterka miała szczyptę magii i gdzieniegdzie pojawiały się jakieś wampiry, czy wilkołaki. Nic nowego... na pozór. Odczuwałam dziwna aurę magii, która zapowiadała niesamowity świat, gdzie wszystko może się zdarzyć. Z czasem pojawiało się coraz więcej nadnaturalnych istot – demony, wróżki, elfy, szamani, czarodzieje... Cała gama bytów nadprzyrodzonych. Zrobiło to na mnie olbrzymie wrażenie. Mało który autor odważa się połączyć tyle legend, opowieści, wierzeń. Pomyślicie pewnie, że to wszystko spowodowało ogromny chaos. Właśnie nie... Te wszystkie stworzenia nadały wyjątkowy klimat historii. Razem stworzyły opowieść, która na długo zapada w pamięć.

Kolejnym plusem jest główna bohaterka – Kira. Jest ona wielką zagadką, której nie da się tak po prostu rozwiązać. Powoli dostajemy małe elementy, które z czasem mają utworzyć całość. Jednak te elementy nie są nam dawane prosto do ręki. Musimy sami je znaleźć, by ułożyć puzzle, tworzące Kirę. Jej osobowość jest nieszablonowa, przez co cały czas intrygowała mnie i zmuszała do myślenie i rozumienia jej, a to nie było łatwe. Wiele w życiu przeszła, co ukształtowało ją, ale sprawiło też, że jej ludzka część zanikła. Jednak nie myślcie, że była maszyną do rozwiązywania tajemnic i zabijania. To nie tak. Miała własne zdanie na wiele spraw, które często odbiegało od normy. Powodem były jej uczucia, które motywowały ją do dalszego działania, ale były też przyczyną konfliktów i problemów.

W powieści pojawił się wątek kryminalny. Przyjęłam go bardzo pozytywnie, ponieważ był zapowiedzią wielu przygód i niebezpiecznych chwil. Niestety ten wątek ginął w ogromie historii bohaterów i ich spraw, które zazwyczaj odbiegały od głównego śledztwa. Żałuję, że główny motyw kryminalny nie był lepiej poprowadzony. Od razu domyśliłam się, kto jest sprawdzą tych mrocznych zdarzeń. To było tak bardzo oczywiste. Prawdą jest, że autorka nie kryła przebiegu śledztwa i domysłów Kiry na ten temat. Jednak liczyłam na bardziej zawiłą sieć intryg. Mam nadzieję, że w drugiej części pojawi się ona, ponieważ zakończenie no to właśnie wskazuje. 

Książka zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie. Okazała się lepsza niż przypuszczałam, co miło mnie zaskoczyło i pozytywnie nastawiło na kolejne tomy, które na pewno przeczytam. Zbyt jestem ciekawa dalszego przebiegu zdarzeń, by tego nie zrobić. Nie jest to opowieść, która każdemu przypadnie do gustu. Dla fanów fantastyki to zapowiedź niesamowitej historii. Natomiast dla miłośników kryminałów jest to miła odskocznia od typowych książek kryminalnych. 

Za możliwość przeniesienia się do świata magii i tajemnic dziękuję bardzo Autorce – Annie Grędzie – oraz Wydawnictwu Novae Res


PS: W najbliższym czasie konkurs, gdzie do wygrania będzie właśnie ta o to książka! :) 

Książka przeczytana w ramach wyzwania:

poniedziałek, 25 maja 2015

Wieża Jaskółki


Tytuł: "Wieża Jaskółki"

Autor: Andrzej Sapkowski

Seria: Saga o Wiedźminie

Tom: IV

Kategoria: Fantastyka

Wydawnictwo: SuperNOWA

Liczba stron: 488

Film: Wiedźmin

Premiera: 9 listopada 2001 r. (Polska)

Ocena: 9/10





Poszukiwania trwają nadal... ale to nic nie daje. Nikt nie wie, gdzie jest Ciri oprócz jej samej. Geralt nie poddaje się. Wierzy, że jego córka odnajdzie się i będą razem szczęśliwi. Wierzy w to nawet w noc Ekwinokcjum, gdy sny stają się prawdą, a upiory przychodzą po zemstę. Wiele strasznych rzeczy dzieje się w tę noc, a łączy je jeden sen, który przeraża wszystkich począwszy od zwykłych wieśniaków, a kończąc na królach i uczonych. Przesłanie dla większości wtajemniczonych jest jasne, ale czy na pewno? Yennefer nie może pogodzić się z tym, co zobaczyła. Wie, że może jeszcze wszystko naprawić, tylko potrzebuje czasu. Niestety nie ma go... Jak potoczą się losy Ciri? Co osiągnie kompania Geralta? Co planuje Yennefer?

Opowiadanie tej samej historii nie ma sensu, więc nie będę was zanudzać anegdotą, jak to zaczęłam czytać "Sagę o Wiedźminie". Jeśli czytacie moje recenzje, znacie tę opowieść na pamięć. Jestem właśnie po przeczytaniu "Wieży Jaskółki", czyli przedostatniej części serii. Czy i tym razem tak bardzo mnie zauroczyła? Nie mogłoby być inaczej. Sapkowski jak zawsze pokazał klasę i wybitne zdolności. 

Gdy byłam dzieckiem i zaczynałam jakiś cykl książek, chciałam jak najszybciej przeczytać wszystkie części, by poznać zakończenie. Przy wszystkich powieściach, które mi się podobały, żałowałam tego później. Z "Sagą o Wiedźminie" mam bardzo podobnie. Bardzo chcę dowiedzieć się, jak to wszystko się skończy. Jednak wiem, że później poczuję pustkę, gdy już zabraknie kolejnych tomów do czytania. Jestem coraz bliżej końca i z każdą chwilą bronię się przed tym, a nie jest to łatwe, gdy czuje się mijający czas, który jest końcem historii bohaterów, ale w pewnym sensie też moim.

Mam wrażenie, że w każdej recenzji o przygodach Geralta piszę to sama. I podejrzewam, że właśnie tak jest. Co nowego można napisać o książkach, które cały czas trzymają taki sam poziom? Że domyślam się zakończenie? Nie wiem, gdzie odbędzie się finał serii, ani tym bardziej co się wydarzy, ale wiem, że nie jest to bajka, która ma dobre zakończenie. Mogę tylko marzyć i mieć nadzieję, że wszystko będzie dobrze, a bohaterowie będą żyli długo i szczęśliwie. Wiem również, że nie skończy się źle. Tu jest opisane nasze życie. Nie ma zakończeń ani dobrych, ani złych. Opowieść będzie trwać zawsze. Nawet wtedy, gdy wszyscy jej bohaterowie umrą. Pojawią się nowi, tylko ich dzieje niekoniecznie zostaną opisane. Ja miałam to szczęście, że nikt nie opowiedział mi wydarzeń, które zdarzą się w kolejnej części. Od początku nie wiedziałam, o czym jest książka, ani jak potoczą się losy bohaterów. Wszystko odkrywałam sama i pewnie będzie tak do ostatniej strony.

W "Sadze o Wiedźminie" występuje częsta dynamizacja postaci. Zmieniali się na moich oczach pod wpływem codziennych wydarzeń, ale również rzeczy, które żaden człowiek nie powinien widzieć w swoim życiu. Obserwacja tych zmian często skłaniała mnie do głębokich refleksji na temat życia i śmierci. Spędziłam wiele chwil, zastanawiając się nad sensem istnienia oraz miłości. Ta książka uczy i otwiera oczy na świat.

Jeśli ktoś czytał poprzednie tomy, koniecznie musi kontynuować cykl. Nie kierujcie się tym, co wcześniej napisałam. To nie są obecnie popularne spojlery, tylko czyste przypuszczenia, a raczej przeczucia, bo nawet nie mogę przedstawić faktów. Natomiast jeśli nadal nie zaczęliście czytać "Sagi o Wiedźminie", a jesteście fanami fantastyki, to musicie wreszcie to zrobić. Wielokrotnie podkreślałam, że nie każdej osobie spodoba się ta historia, ale chociaż spróbujcie, bo naprawdę warto. 

Książka przeczytana w ramach wyzwania: 

sobota, 23 maja 2015

Dziewczyna Ognia i Cierni


Tytuł: "Dziewczyna Ognia i Cierni"

Autor: Rae Carson

Tłumaczenie: Elżbieta Piotrowska

Seria: Trylogia Ognia i Cierni

Tom: I

Kategoria: Literatura młodzieżowa

Wydawnictwo: Albatros

Liczba stron: 416

Ocena: 8/10







Elisa jest księżniczką. Z dnia na dzień dowiaduje się, że ma wyjść za mąż. Wiedziała, że jej małżeństwo będzie zaaranżowane i nie będzie miała nic do powiedzenia na jego temat. Pogodziła się z tym faktem, jednakże przeraża ją, że ten moment nadszedł tak szybko. Ma dopiero szesnaście lat. Jest inteligentną osobą, ale otyłą i brakuje jej wdzięku, który posiada siostra. Boi się, że mąż nie pokocha ją. Pośpieszny ślub, noc poślubna i władanie olbrzymim państwem przerasta jej siły. W dodatku jest wybraną. Posiada Boski Kamień, więc w przyszłości będzie musiała wykonać misję, która może kosztować życie wielu osób. To wszystko za dużo dla szesnastoletniej dziewczyny, z którą od dziecka obchodzono się łagodnie. Czy Elisa poradzi sobie z nowym stanowiskiem? Jak będą się układać relacje między nią a mężem? Czy już jest pora, by przeznaczenie przejęło władzę nad życiem księżniczki? 

Nigdy wcześniej nie słyszałam o tej książce, a ja najbardziej lubię powieści, o których nic nie wiem. Zaczynam powieść, nie mając żadnej opinii na jej temat. Nie wiem, czego się spodziewać, nie mam wypaczonego zdania przez inne recenzje. Jak odbiorę książkę i czy mi się spodoba, zależy wyłącznie ode mnie. To ja podejmuję decyzję. Dlatego jestem rada, że "Dziewczyna Ognia i Cierni" trafiła do mnie przed szumem, który obecnie tworzy się wokół niej. Teraz i ja przyłącze się do rozgłoszenia informacji. Czy jest warta przeczytania? Odpowiedź jest sprzeczna – tak i nie. Już dawno nie trafiłam na książkę, która wywołuje tak bardzo odmienne uczucia.

Najbardziej zafascynowała mnie główna bohaterka – Elisa. Lubię silne kobiety, które są piękne, pewne siebie i przede wszystkim odważne. To bardzo schematyczne, dlatego trochę się tego wstydzę. Nie ma idealnych osób, więc dlaczego szukam ich w książkach? To zwykłe okłamywanie siebie. Na początku byłam zawiedziona Elisą. Rozpieszczona księżniczka, która jest otyła, tchórzliwa i niepewna siebie. Całkowicie niezgodna z moim wyimaginowanym wizerunkiem głównej postaci w powieści. Zawiodłam się bardzo na niej... na początku. Moja irytacja zamieniła się w szacunek dla księżniczki. Elisa jest bohaterką dynamiczną. Wydarzenia, które są często traumatyczne, zmieniają ją. Jednakże przy tym nadal pozostaje realna i niedoskonała. Ma swoje wady i lęki, lecz walczy z nimi, nie poddaje się.

"Ktoś mnie chwyta z tyłu i obraca do siebie. To Cosme. Ściska mnie na tyle długo, by szepnąć:
– Nie bądź zimna, Eliso. Nie bądź taka jak ja.
Chwiejąc się, robię krok do tyłu. 
– Ale... to pomaga.
Potrząsa głową.
– Nie. Wydaje ci się, że tak, lecz wcale tak nie jest."

Na początku miałam też wrażenie, że opowieść jest schematyczna. Dziewczyna, która została wybrana, księżniczka, wojny... Wydaje mi się, że to gdzieś już było. Nie mogę skojarzyć w jakiej powieści albo filmie, ale o czymś takim już słyszałam. Jeśli nawet podobna historia istnieje, to jej szablonowość  jest tylko pozorna. Czuje się w niej jakąś oryginalność, inność. Ma w sobie coś niezwykłego i niepowtarzalnego. W dodatku przez całą powieść czułam się inspirowana przez wydarzenia, postacie, słowa. Przemawiały do mnie i sprawiały, że motywowałam się do pracy, nauki. To brzmi komicznie, ale myślałam sobie, że jak bohaterka jest świadkiem tak ciężkich przeżyć i ciąży na niej tak wielkie brzemię, to ja muszę sobie poradzić z codziennym życiem. Dawno już książka nie wywołała u mnie podobnych odczuć

Sam styl autorki nie był idealny. Od początku czegoś mi w nim brakowało. Był niedopracowany i pewne szczegóły, które według mnie były istotne, umykały między innymi wydarzeniami. Nie wszystko było wyjaśnione, tak jak powinno być. Można powiedzieć, że w następnych częściach pojawi się upragnione uzasadnienie. Jednak to widać, że po prostu autorka zapomniała o niektórych sprawach. Czasami miałam też wrażenie, że jest to bardzo dziecinna książka. Prawdą jest, że jest przeznaczona dla młodzieży, ale drastyczne zdarzenia kontrastowały ze stylem i opisami. Mimo to powieść niewiarygodnie wciągała i pozwalała odciąć się od rzeczywistości. Była bardzo emocjonalna i nieraz moje serce biło szybciej lub radowało się szczęściem bohaterów.

Trudno mi jednoznacznie ocenić ten tom. Wiele zależy od następnych części, lecz na tę chwilę jestem pewna, że sięgnę po nie, gdy tylko się ukarzą w Polsce. Jest w niej wiele sprzeczności i wad, ale posiada też rzadko spotykane zalety, które bardzo cenię. Nie przypadnie ona wszystkim do gustu, jednak na pewno znajdzie się szerokie grono fanów.

Za możliwość przeczytania książki dziękuje Wydawnictwu Albatros


Książka przeczytana w ramach wyzwania: