Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pieśń Lodu i Ognia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pieśń Lodu i Ognia. Pokaż wszystkie posty

środa, 2 września 2015

Uczta dla wron: Cienie śmierci

Tytuł: "Uczta dla wron: Cienie śmierci"

Autor: George R.R. Martin

Tłumaczenie: Michał Jakuszewski

Cykl: Pieśń Lodu i Ognia

Tom: 4.1

Kategoria: Fantastyka

Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Liczba stron: 480

Serial: Gra o tron

Ocena: 7.5/10





To przerażające, jak wciągu dwóch lat wszystko może się zmienić. Zamki zostają zdobyte, ludzie giną i rodzą się, lordowie tracą ziemie, a z północy nadchodzi groza. Lysa Arryn nie żyje, związku z czym funkcję lorda protektora przejmuje Littlefinger. Sansa staje się jego córką Alayne, a Arya po śmierci matki i brata nie wiem, gdzie tym razem ma się udać. Wszystkie Siedem Królestw toczy ze sobą wojnę, która ich wyniszcza, ale jest niczym przy walkach domowych, które powodują, że lordowie upadają. Tymczasem na Żelaznym Tronie siedzi ośmioletni chłopiec, którym kieruje jego pani matka, złota bliźniaczka – Cersei. Królowa opętana rządzą władzy nie zdaje sobie sprawy ze swoich błędów, ignorując niebezpieczeństwo nadchodzące z południa – smoki. Jak długo Tommen pozostanie królem Westeros? Czy Mur jest w stanie ocalić Północ? Kto naprawdę jest winny śmierci Młodego Wilka?

"Pieśń Lodu i Ognia" już od dawna znajduje wysokie miejsce na mojej liście ulubionych serii. Pamiętam, jak zaczynałam czytać pierwszy tom cyklu – "Grę o tron". Byłam zafascynowana klimatem powieści i samym jej tematem. Uwielbiam zamki, królów, smoki i ogólnie średniowiecze. Odkąd pamiętam fascynowała mnie ta epoka. Nigdy nie chciałam być księżniczką, ale chciałam mieć swoje miejsce w zamku. Oczywiście nie jako służąca, ale może jakaś bliska krewna króla... Martin sprawił, że moje dwa ulubione światy – średniowiecze i świat fantastyki – połączyły się w jedno. Teraz jestem świeżo po przeczytaniu kolejnego tomu cyklu i nadal utrzymuję, że jest to świetnie skonstruowana historia, której zostało poświęcone wiele czasu.

Zawsze jestem zachwycona wielowątkowością opowieści. To niesamowite, jak Martin wymyśla tyle wątków i nie zapomina o nich. One mogą na chwilę wygasnąć, nawet na dłuższą chwilę, ale zawsze wracają i często ich skutki mają bardzo duży wpływ na fabułę. W dodatku gdy czytam o jednym wydarzeniu, w tym samym czasie odbywają się ważne dla historii zdarzenia, o których dowiadujemy się po fakcie. To jest jak w życiu. Nie możemy być naraz świadkami wszystkich wydarzeń. Jesteśmy w jednym miejscu, a w drugim dzieje się coś istotnego. O niektórych sprawach dowiadujemy się długo po fakcie.

Bohaterom sagi można by poświęcić wiele oddzielnych recenzji. Ich liczba jest niesamowita i muszę przyznać, że często gubię się, kto jest kim. Nie mam pamięci do imion, więc zdarza się, że o niektórych postaciach zapominam. Lubię sobie wyobrażać, że Martin najpierw zrobił listę bohaterów (na końcu każdego tomu jest lista postaci, które występują w powieściach), a dopiero później dobierał do nich charaktery/zdarzenia. Jednak żeby tego było mało, nie jestem w stanie przywołać, jakieś postaci, która była źle dopracowana. Każda ma swoją własną, odrębną historię, która ją kształtuje. Oczywiście są osoby, które poznajemy lepiej i takie, które gorzej. 

W "Uczcie dla wron" pojawią się rozdziały poświęcone Cersei. Nigdy nie przepadałam za tą bohaterką, więc na początku byłam źle nastawiona do czytania. Jednakże z czasem zrozumiałam, że jest fascynująca, a co najważniejsze zaczyna się zmienić lub ujawniać swój prawdziwy charakter. Wiele ludzi zostało przez nią oszukanych albo oczarowanych jej urodą. Tak naprawdę jest okrutna i żadna władzy, ale również ma swoje powody co do tego. W ogóle muszę przyznać, że bardzo intrygują mnie złote bliźniaki. Cersei, jak wspomniałam, nie lubię. Za to Jaime z każdą chwilą zyskuje moją sympatię. Nie mogę powiedzieć, że jest aniołkiem, bo to by było jedno wielkie kłamstwo, ale jest pozytywnym bohaterem. Czytając rozdziały poświęcone mu, zauważyłam, że nie jest tak próżny i głupi, jak się wydawał. Ma wiele głębokich refleksji i sumienie, które często nie pozwala mu na czynienie zła. Nie usprawiedliwia to jego niecnych czynów, ale pozwala zobaczyć, co nim kierowało.

W "Pieśni Lodu i Ognia" jest bardzo rozbudowany mechanizm polityczny. Prawie w każdej swojej recenzji piszę, że polityka jest dla mnie magią i to czarną. Lecz dzięki takim powieściom staram się logicznie myśleć i powoli zaczynam rozumieć politykę w książkach (tylko książkach). Nie nadawałabym się na lorda, ani tym bardziej króla, ale jestem już w stanie przewidzieć niektóre wydarzenia na podstawie wypowiedzi i postępowań bohaterów, które często są logiczne, jeśli tylko zna się charakter danego człowieka.  

Powieść jest bardzo wciągająca, jednakże pojawiają się momenty wyjątkowo nudne, które psują ogólny wizerunek książki. W "Uczcie dla wron" nie mogę narzekać na częste urywanie scen, co w poprzednich tomach tak bardzo mnie irytowało. Jednak brakuje jakiegoś momentu zahaczenia, który sprawiłby, że nie byłabym w stanie odłożyć książkę na półkę. 

Jestem bardzo zadowolona, że zapoznałam się z kolejną częścią "Pieśni Ognia i Lodu". Spędziłam z nią wiele przyjemnych chwil, które na długo zapodaną mi w pamięci. Jestem też pewna, że w najbliższym czasie sięgnę po kontynuację historii.

Książka przeczytana w ramach wyzwania:

sobota, 25 kwietnia 2015

Nawałnica mieczy: Krew i złoto


Tytuł: "Nawałnica mieczy: Krew i złoto"

Autor: George R.R. Martin

Tłumaczenie: Michał Jakuszewski

Seria: Pieśń Lodu i Ognia

Tom: III

Część: 2

Kategoria: Fantastyka

Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Liczba stron: 636

Serial: Gra o tron (2011 r.)

Ocena: 9/10


Świat nie jest taki jak kiedyś. Wszystko się zmienia... na gorsze. W Westeros walki miedzy królami nadal trwają i nie widać zwycięzcy. A królestwo powinno mieć dobrego króla. W końcu nadchodzi zima – zima, która zmieni wszystko. Minęły lata odkąd ostatni raz prawdziwa zima zawitała w Siedmiu Królestwach. Pytanie brzmi: kiedy nadejdzie? Każdy pragnie szczęśliwie i zwycięsko wrócić do domu. Jednak droga jest długa i kręta. Kto wygra w grze o tron? Kto wróci do domu? Czy w Westeros zawita kiedyś pokój?

"Krew i złoto" jest kolejną częścią obecnie bardzo popularnej serii "Pieśń Lodu i Ognia". Seria zyskała sławę wraz z serialem "Gra o tron". Obecnie w telewizji można obejrzeć już pierwsze odcinki piątego sezonu. Liczne reklamy przypomniały mi, że cały cykl czeka na mnie na półce jeszcze nieskończony. Tu już piąty sezon, a ja nadal tkwię w miejscu. Czy druga cześć "Nawałnicy mieczy" okazała się tak samo dobra, jak poprzednie części? Jak najbardziej. Moim zdaniem nawet lepsza niż pierwsza część: "Stal i śnieg". 

Martin jak zwykle wprowadza nas w niesamowity świat "Pieśni Lodu i Ognia". Od początku zachwycała mnie kreacja tej rzeczywistości. Wszystko tam jest idealne i przestrzenne. Nie jesteśmy w stanie poznać całego świata. Tak samo jak nasz ciągnie się przez wiele kilometrów, gdzie większość z ziem nie została jeszcze odkryta. W dodatku stworzenie Siedmiu Królestw, Muru, wierzeń, zwyczajów, czy samych zamków i ich położenia jest niesamowita. Gdy czytałam, czułam się, jakbym tam była. Nie miałam wrażenia, że to tylko papierowa rzeczywistość, która w każdej chwili może zniknąć. Tam każdy aspekt jest perfekcyjnie dopracowany. 

Jednak najważniejszą rolę grają bohaterowie, których jest wiele. Podziwiam Martina, że nie myli się, kto jest kim i co najważniejsze o nikim nie zapomina. Każdy ma do odegrania jakąś rolę w tej opowieści. Choćby nawet małą, ale zawsze jakąś. Każda postać ma swój odrębny charakter i historię, o której można by napisać oddzielną książkę. Są oni bardzo dobrze wykreowani. W szczególności fascynuje mnie Jaime. Wiem, że większość osób ma o nim złe zdanie, ale dla mnie jest wyjątkową postacią. Pomijam aspekt moralności i wydarzeń z nią związanych. Jednakże obserwacja jego zachowania jest intrygująca. Nigdy nie mogę przewidzieć jego reakcji i nie do końca rozumiem jego postępowanie. Jest to frustrujące, ale w ten sposób, który motywuje mnie do lepszego poznania go. I to nie jest jedyny bohater, który tak bardzo mąci mi w głowie.

Słyszy się dużo opinii na temat często występującej śmierci w "Pieśni Lodu i Ognia". Podobno zbyt częstej... Nie do końca zgadzam się z tym. Nie mogę zaprzeczyć, że jest jej dużo, lecz poza pierwszym szokiem w "Grze o tron" nic mnie pod tym względem nie zdziwiło. To jest wojna. Ludzie zawsze ginęli w wojnie i będą ginąć. Książka nie miałaby sensu, gdyby nie było ofiar. Śmierć ponoszą niewinni ludzie, którzy nie mają nic wspólnego z intrygami, walkami, ale również ludzie, którzy przysłużyli się tej sytuacji politycznej. 

Muszę też przyznać, że bardzo fascynują mnie te wszystkie intrygi, knucia, plany. Jest to dla mnie zagmatwane, ale podejrzewam, że od początku taki był zamiar autora. Jestem oburzona, że wyszły na jaw wszystkie kłamstwa, w które od początku wierzyłam. Nie każda prawda okazała się tą prawdziwą prawdą. Często byłam zaskakiwana. Czasami pozytywnie, a czasami wyjątkowo negatywnie. Zdarzało się, że miałam ochotę rzucić książką o ścianę.

Niestety powieść tak jak poprzednie miała wyjątkowo irytującą wadę – zakończenia rozdziałów. Zawsze kończyły się w najlepszym momencie. Uważam, że ogólnie jest to bardzo dobry sposób kończenia książek (w szczególności jak kolejna część leży na półce), jednak nie każdego rozdziału! Niektóre rozdziały poszczególnych postaci były oddzielone dwustoma stronami opowieści o innych bohaterach. Zanim doszłam do tego miejsca, dawno zapomniałam, co tak bardzo mnie zafascynowało. Zajmowałam się historią postaci obecnie czytanej przeze mnie, która kończyła się w najciekawszym momencie. Ten zabieg nie powinien być tak często stosowany. 

Książkę jak i serię polecam wszystkim fanom fantastyki. Jest to obowiązkowa pozycja do przeczytania. Natomiast innym czytelnikom również polecam. Nie każdemu spodoba się ten klimat, lecz niejedna osoba może odkryć w niej wiele dobrego. Ja z chęcią sięgnę po kolejne tomy.

czwartek, 3 lipca 2014

Nawałnica Mieczy. Stal i śnieg


Tytuł: "Nawałnica Mieczy. Stal i śnieg"

Autor: George R.R. Martin

Seria: Pieśń Lodu I Ognia 

Tom: III

Część: 1

Serial: Gra o tron

Ocena: 7/10











Westeros zawładnęła wojna. Nie wiadomo kto jest przyjacielem, a kto wrogiem. Nawet nie wiadomo kto jest królem. Joffrey, Rob, a może Stannis? Wszystkie rody walczą między sobą, jednak wszyscy boją się najbardziej Lannisterów, słynących z okrucieństwa i nieszczerych obietnic. Natomiast rodzeństwo Starków jest oddalone od siebie wiele tysięcy mil, tylko wilkory ich chronią. Są ich wiernymi obrońcami i czymś więcej... Gdy rody palą między sobą mosty, za Murem zbierają się dzicy. Lecz nie oni są zagrożeniem, tylko białe istoty o błękitnych oczach - Inni. Jednak to nie koniec niebezpieczeństw. Narodzone smoki rosną, a Królowa Zrodzona z Burzy, Matka Smoków zdobywa potęgę.

Obecnie "Pieśń Lodu i Ognia" zdobywa coraz większą sławę. Coraz więcej osób chce się zapoznać z kontrowersyjną twórczością Martina. Mnie jednak nie przyciągnęła sława, lecz zamki. Od dawna mam zamiłowanie do zamków, królów i średniowiecza. Poza tym bardzo lubię fantastykę, więc takie połączenie jak najbardziej mi odpowiada. "Gra o tron" zrobiła na mnie bardzo duże wrażenie, "Starcie królów" uważam za bardzo dobrą książkę, a "Nawałnicę mieczy"? Muszę przyznać, że trochę się rozczarowałam. Spodziewałam się czegoś "wow", a spotkałam normalna powieść, która niczym się nie wyróżnia. 

Książki Martina są typowymi "tasiemcami". Są długie i czasami bardzo nużące. Wśród istotnych wydarzeń przewija się bardzo dużo scen, które nic nie wprowadzają do opowieści. Przynajmniej takie miałam odczucia, czytając tą część. Takie wydarzenia są potrzebne, aby stworzyć świat powieści, ale tutaj wybiegają sporo poza swoją rolę. Kolejną rzeczą jest podział książki na postacie. Mam mieszane uczucia co do tego. Z jednej strony to jest jedyne wyjście, żebyśmy mogli poznać historię z różnych stron. Dzięki temu możemy wiedzieć, co się dzieje w całym Westeros, a nawet poza jego granicami. Jednak autor często przerywa w najciekawszych momentach. Byłoby to dobre, gdyby pojawiało się od czasu do czasu, a zdarza się to prawie w każdym rozdziale. Zamiast pobudzać ciekawość irytuje. Kolejną wadą jest zakończenie. W poprzednich częściach bardzo mi się podobało, a tu niekoniecznie. Wygląda, jakby autor zapomniał, że to już pora skończyć i przerwał w pierwszym, lepszym momencie. 

Wymieniłam wszystkie istotne wady, a teraz pora na zalety. Uwielbiam w tej powieści, że tak dobrze poznajemy bohaterów. Jest ich tak dużo, że mamy całą paletę charakterów. Są osoby, które podziwiam, nienawidzę, irytują mnie, są obojętne. Bardzo spodobało mi się, że Martin wprowadził do rozdziałów Jaime'a Lannistera. Ta postać jest wyjątkowo barwna i fascynująca. Książka zachwyciła mnie swoją przewidywalnością, które jest nieprzewidywalna. Brzmi paradoksalnie, ale tak jest. Nigdy nie możemy przewidzieć co się stanie, jednak zawsze wiemy, że nic się nie stanie po myśli bohaterów. Tak jak w prawdziwym życiu. Nigdy nie będzie idealnie.

Książkę czyta się dobrze i w miarę szybko, jak na jej rozmiary, które wcale nie są takie wielkie, jak się wydaje. Jeśli ktoś lubi średniowiecze i baśnie, to powieść jest dla niego idealna. Wystarczy trochę czasu i chęci, żeby przenieść się w świat wojny, zamków i niespełnionej miłości. W końcu "w grze o tron albo się wygrywa, albo ginie" - Cersei Lannister. 



Książka przeczytana w ramach wyzwania: