Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Czarne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Czarne. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 23 listopada 2020

Poufne – Mikołaj Grynberg

 


Tytuł: Poufne

Autor: Mikołaj Grynberg

Seria: Poza serią

Kategoria: Reportaż

Wydawnictwo: Wydawnictwo Czarne

Ocena: 6/10







Codziennie na świecie trwa jakaś wojna. Codziennie na świecie giną ludzie w jakieś wojnie. Codziennie na świecie brakuje pokoju. Codziennie na świecie ktoś wspomina cierpienie wywołane przez jakąś wojnę. Można by stwierdzić, że w jakiś pokrętny sposób steruje naszym życiem. Na naszych terenach obecnie jest na tyle spokojnie, by nie obawiać się jej. Jednak wspomnienia drugiej wojny światowej nadal pozostają w ludziach. Jest już coraz mniej osób, którzy bezpośrednio brali w niej udział – to nic nie zmienia. Ona pozostaje w nas i jeszcze długo będzie niosła za sobą żniwo. Druga wojna to wspomnienie obozów koncentracyjnych i Holocaustu. Tego nie da się zapomnieć i nie da wymazać. Miliony ludzi mordowano, a ci, co przeżyli, zostali już na zawsze naznaczeni, by później znamię przekazać swoim dzieciom. 

Przed nami historia żydowskiej rodziny, gdzie wspomnienie ludobójstwa przejawia się w prawie każdym czynie, w prawie każdym powrocie do przeszłości, by następnie kolejne pokolenia nadal odczuwały to brzemię na sobie. Reportaż opowiada o drugim pokoleniu Żydów wojennych niosących za sobą nowe, wcześniej niezaobserwowane zjawisko. Jak czują się ludzie, których w czasie wojny jeszcze nie było na świecie, ale jest ona ich codziennością? Jak bycie Żydem i istnienie Holocaustu wpływa na młode osoby? 

Postanowiłam zapoznać się z tym reportażem w ramach poznawania nowych gatunków literackich. Bez wątpienia jest to dla mnie nowe doświadczenie, gdyż prawie zawsze swoje czytelnictwo kierowałam na tory powieści fabularnych albo literatury naukowej. Książki opisujące realne zdarzenia są mi nieznane. Przez wiele lat twierdziłam, że historie napisane przez życie w życiu powinny pozostać, a wyobraźnia została nam dana po tym, byśmy mogli ubarwiać naszą rzeczywistość. Nadal jestem przychylna swojej pierwotnej opinii, jednakże będąc starsza, nie mogę nie docenić i tej formy. Lecz wracając do tematu głównego, chciałabym tym razem skupić się na reportażu "Poufne".

Co do języka autora mam bardzo mieszane uczucia, ponieważ jego styl wykazuje się cechami, które bardzo cenię, ale ma też parę wad, których nie mogę pominąć. Przede wszystkim jest wyjątkowo charakterystyczny. Myślę, że na spokojnie można go nazwać unikatowym. Ten fakt od razu wywołał mój wielki szacunek. Tak samo jak dopracowanie językowe, które również wykazało lekkość pióra. To jest chyba moje wymarzone połączenie. Jednak czasami miałam wrażenie, że te wszystkie przedstawione historie są opowiadane przez mojego znajomego – pełne emocji i braku pohamowania. Olbrzymi chaos opierający się na założeniu, że przecież znamy cały kontekst i doskonale wiemy, o czym jest mowa. Niosłoby to ze sobą cudowne odczucia, gdyby czytelnik naprawdę wiedział o wszystkich koniecznych podstawach. 

Ogólnie cała fabuła jest przedstawiona bez tła i bez jakiekolwiek kontekstu. Na pewno nie wynika to z braku umiejętności pisarskich autora, tylko z jego zamiaru. Początkowo byłam zachwycona oryginalnością zabiegów pisarza, ale z czasem coraz bardziej gubiłam się w całości i nie do końca wiedziałam, o czym czytam. Bohaterowie nie mieli imion, nie było też żadnych odniesień. Trzeba było samemu wnioskować, kto jest kim i niestety właśnie w tym momencie wielokrotnie poległam i tworzyłam własną fabułę. Nie byłoby w tym nic złego, gdybym była w stanie nanieść jakąś logiczną linię wydarzeń, lecz z tym nie poradziłam sobie. Byłam w stanie myśleć wyłącznie o tym, że jest chaos, a ja tak bardzo potrzebuję porządku. 

Z tematyką książki nie spotykam się pierwszy raz, ponieważ już wcześniej zdarzało mi się słuchać o niej w podcastach i czytać wywiady z tym wątkiem. W taki sposób dowiedziałam się o istnieniu tej pozycji literackiej. Zaintrygowało mnie, że drugie pokolenie Żydów tak mocno może odczuwać wojnę. To oczywiste, że nie da się wymazać Holocaustu i na zawsze będzie wpływał na ludzi, a przede wszystkim na społeczność żydowską. Lecz zjawiska, które idą za tym zdziwiły mnie. Gdy wiem już więcej, wydaje się to oczywiste. Ale wcześniej nie spodziewałam się silnych zależności. Samo "Poufne" dla osób bez konkretnej wiedzy jest stanowczo zbyt mało wyraziste. Nie do końca wiedziałam, jak się odnaleźć w tej książce, więc myślę, że tym bardziej osoby, które w ogóle wcześniej nie wiedziały o istnieniu tego zjawiska, mogą mieć jeszcze większy problem. 

Mimo wad, jestem bardzo zadowolona, że zapoznałam się z tym reportażem. To zawsze nowe doświadczenie, które po raz kolejny popycha mnie, by odejść od wyuczonych schematów i co jakiś czas próbować nieznanych gatunków. Zarazem nawet wśród tak frustrującego mnie chaosu, zdobyłam nową wiedzę. Dlatego myślę, że jeśli kogoś interesują takie psychiczne aspekty pozostałości po czasach masowego ludobójstwa, jest to książka warta uwagi. 

piątek, 18 września 2020

Praski elementarz – Aleksander Kaczorowski


Tytuł: Praski elementarz

Autor: Aleksander Kaczorowski

Seria: Sulina

Kategoria: Reportaż

Wydawnictwo: Czarne

Ocena: 6/10













Gdy po raz pierwszy, mając jedenaście lat, przekroczyłam granicę, nie wiedziałam jeszcze, do jak wyjątkowego i magicznego miasta udaję się. Wtedy była to tylko stolica państwa obok – miasto określane takim samym słowem jak warszawska dzielnica. Bardzo szybko okazało się, że przede mną niezapomniana przygoda, która ukaże mi piękne, zabytkowe budynki. Oczywiście mowa tutaj o czeskiej Pradze. Jednak Praga to nie tylko zabytki, to nie tylko most pełen pięknych rzeźb. Praga to miasto niosące ze sobą niezwykłą atmosferę zapomnienia, radości i tajemniczości. Kiedy jechałam do Pragi po raz drugi – dwa lata później – doskonale wiedziałam, czego się spodziewać. Wiedziałam, że razem z powiewem wiatru przybędzie poczucie wolności i nieśmiertelności. 

Praga jest moją miłością i mimo że dotychczas byłam tam tylko dwa razy, to bez wątpienia w swoim życiu jeszcze wiele razy ją odwiedzę, by wyjść poza szlak turystyczny i poznać lepiej to miasto od strony codzienności. Tymczasem moją miłością pozostaje również literatura. Dlatego kiedy tylko dowiedziałam się o istnieniu "Praskiego elementarza", postanowiłam bezzwłocznie zapoznać się z tą książką. Bo w końcu czy może istnieć lepsze połączenie niż ukochane miasto, literatura oraz tabliczka przepysznej czekolady?

Język, którym posługuje się autor, jest bardzo skomplikowany, co w żaden sposób nie odbiera przyjemności z czytania. To reportaż, gdzie czytelnik musi skupić całą swoją uwagę na treści, ale jak już to zrobi, to na pewno nie pożałuje. Przeżyje przygodę w bajecznej Pradze i zapozna się z barwnymi i kontrowersyjnymi postaciami. Jednak mogą również pojawić się przeszkody w postaci skomplikowanego słownictwa, czeskich zwrotów oraz wprost przerażającej liczbie nazwisk. Jestem zadowolona ze swojej znajomości rzadziej spotykanych słów, ale z żalem muszę przyznać, że nadal posiadam za małą wiedzę, by bez problemów przebrnąć przez książkę. A w momencie gdy pojawiają się słowa z innego języka i nazwiska, do których w ogóle nie mam pamięci, jest to moją osobistą tragedią. W tym przypadku w pewnych miejscach też tak było, więc mimo ostatecznego, pozytywnego odbioru, miałam wiele przerw w czytaniu i wielokrotnie zniechęcałam się do reportażu.

Autor w sposób subtelny i płynny łączy historie wielkich, praskich pisarzy z samym miastem i jego polityką. Wiedza, którą posiada, olśniewa i wprawia w zdumienie. W sprawny i logiczny sposób przedstawia życie tych artystów. Brzmi to niesamowicie i takie właśnie jest, gdyż trudno nie docenić takich pokładów wiedzy i na pewno zaangażowania w zbieranie informacji. Jednak takie książki często mają swoje mankamenty i ta również nie jest od nich wolna. Jestem osobą, która ceni Pragę, ale zna ją też wyłącznie z wycieczek i broszur turystycznych. Nie znam historii Czech, nie znam kultury, która ukształtowała się na przestrzeni wieków, nie znam ustrojów państwa z XX wieku, a moja wiedza o tych sławnych pisarza ogranicza się wyłącznie do znajomości nazwisk i w nielicznych przypadkach łączeniu ich z dziełami literackimi. Z całości lepiej znałam tylko Franza Kafkę, ale swoją wiedzę o nim też opierałam tylko na jednej znanej mi pozycji z jego twórczości. Przez to miałam olbrzymi mętlik w głowie. Pisarz bez wątpienia kierował swój reportaż do lepiej wykształconych w tej dziedzinie osób. Stąd mimo mojego olbrzymiego podziwu dla pióra i pasji Aleksandra Kaczorowskiego okazał się on nie trafiony dla mnie. 

Czy polecam ten reportaż o praskich pisarzach? Nie mogę udzielić jednoznacznej odpowiedzi. To wszystko zależy od Waszej wiedzy. Jeśli jest to Wam dobrze znana tematyka, to bez wątpienia spędzicie z "Praskim elementarzem" wspaniałe godziny, gdzie będzie czas i na rozrywkę, i na dokładne zgłębianie tematu. Lecz jeśli Was to nie interesuje lub dopiero chcecie sprawdzić, na ile jest to Wasz temat, to stanowczo nie decydujcie się na tę książkę. Odłóżcie ją na przyszłość. 

poniedziałek, 17 sierpnia 2020

Skażone krajobrazy – Martin Pollack


Tytuł: Skażone krajobrazy

Autor: Martin Pollack

Tłumaczenie: Karolina Niedenthal

Seria: Sulina

Kategoria: Reportaż

Wydawnictwo: Czarne

Liczba stron: 112

Ocena: 7/10









Gdy spędza się dużo czasu w dużym mieście, czasami ma się ochotę, by opuścić ten murowany krajobraz i odetchnąć prawdziwą naturą. Wtedy najlepszym miejscem na taki właśnie odpoczynek są lasy, jeziora czy góry. Wokół pierwotna przyroda, która pozwala na refleksję, zatrzymanie szybkiego biegu. Natura jeszcze nie skażona ludzką ręką tak bardzo lubiącą niszczyć wszystko, co na jej drodze się znajdzie. Ale czy te piękne zielone liście, ta przezroczysta woda w jeziorze czy ukryta jaskinia pośród skał na pewno nie została skażona? Czy na pewno w przeszłości nie pojawił się człowiek okrutny, bez sumienia i nie dotknął tych miejsc swoim egoizmem i brakiem skrupułów? 

Od jakiegoś czasu postanowiłam lepiej się zapoznać z reportażami. Jest to dla mnie forma mało znana, choć chyba lepiej byłoby to określić jako w ogóle nieznana. Prawie całą swoją dotychczasową wiedzę czerpię z podręczników, licznych powieści, które czytam z takim zamiłowaniem, oraz z programów przyrodniczych, które wypełniały mi godziny dzieciństwa. Tym razem chciałabym spróbować z wiedzą bardzo pewną, ale też unikatową. Taką, której nie przekażą mi podręczniki. One dadzą wyłącznie suche fakty o olbrzymiej wadze. W reportażach liczę na ukryte, ale równie istotne przeżycia – naszpikowane subiektywnymi emocjami pozwalającymi na lepsze zrozumienie drugiego człowieka. Mam dopiero kilka takich reportaży za sobą, ale te przeczytane okazały się naprawdę satysfakcjonujące mnie. Tak jest też w przypadku "Skażonych krajobrazów".

"Skażone krajobrazy" to tytuł, który według mnie jednoznacznie sugeruje, o czym będzie książka. Na samym początku recenzji starałam się Was naprowadzić na taki sam tok myślenia jak mój, gdy zaczynałam czytać tę pozycję. A zaczynałam ją czytać całkowicie spontanicznie, opierając się wyłącznie na tytule. I tak o to zostałam niesamowicie zaskoczona, ponieważ moje przekonanie, że tematyka będzie związana z chemiczną działalnością ludzi oraz brakiem ekologii, okazało się całkowicie niepoprawne. "Skażone krajobrazy" to reportaż o miejscach masowych zbrodni. Oczywiście są w nim miejsca dobrze znane Polakom i całemu światu – Auschwitz, ale autor skupia się przede wszystkim na miejscach, gdzie ludzie próbowali lub nadal próbują zatrzeć pamięć o okrutnych wydarzeniach. 

Nie będę udawać, że gdy zobaczyłam swój błąd, cieszyłam się, że zapoznam się z tą nową dla mnie tematyką. Czułam się zawiedziona, ale zdecydowałam się mimo to czytać dalej, co było zadaniem nużącym i mało ciekawym, gdyż pisarz na początku tak naprawdę wymienia tylko takie miejsca. Nie zrozumcie mnie źle – szanuję pamięć o nich, jednak z perspektywy czytelnika są to tylko nazwy w całkowicie nieznanych językach, które nic mi nie mówiły. Pojawiały się krótkie komentarze autora, ale to mi nie wystarczyło, by oddać się emocjonalnie lekturze. Dopiero z czasem kontekst książki zaczął się zmieniać i wtedy wyraźnie strona za stroną sprawiły, że poczułam się zaintrygowana oraz zaczynałam czuć prawdzie emocje. 

Podawane wydarzenia zaczęły być opisywane dokładniej z całym tłem historii i kultury. To wszystko powoli nabierało przerażających barw. Autor przekazywał mi swój szacunek dla takich miejsc oraz poczucie bezradności i zagubienie, że takie masowe mordy na olbrzymią skalę miały miejsce i były dokonywane przez gatunek, który uważa się za najlepszy, który w teorii jest najrozsądniejszy. W takich momentach traci się wiarę w całą ludzkość. Pisarz dokładnie skupia się na opisaniu, jak wygląda proces odnajdywania zapomnianych grobów i jak ludzie reagują, gdy dowiadują się lub nareszcie muszą na głos przyznać, że żyją na jednej, wielkiej mogile. A reakcje wbrew pozorom nie są takie przewidywalne. Przejawiają się olbrzymią różnorodnością. Martin Pollack musiał wiele przejść i poświęć swojego czasu i energii, by wydobyć od miejscowej ludności choć skrawki prawdy. Prawda wiąże się z przyznaniem do winy, z przyznaniem do okrucieństwa i bezradności. Osobiście nie wyobrażam sobie, co ludność małej wioski mogła zrobić, by uratować mordowane osoby. Ich była garstka, wrogów mnóstwo. Jak nie zachować bierności, gdy w domu czeka cała rodzina, a sprzeciw oznacza śmierć? Mimo to wiele ludzi nie chce mieć nic wspólnego z tymi miejscami i nie chce przyznać, że pamięta albo wie od już dawno zmarłej rodziny, co tam stało się naprawdę. 

Temat, jak sami widzicie, jest niezwykle ciężki. Samo morderstwo dla wielu z nas jest niewyobrażalnym czynem, ale jak wyobrazić sobie morderstwa na tysiącach osób, które razem ginęły w ciągu jednego dnia, a później być może na zawsze zostały zapomniane? Pisarz wielokrotnie podkreśla, że odnajdywanie takich miejsc jest wybitnie istotne, a pamięć dla ofiar czymś obowiązkowym. A sprawcy? Ludzkości należy się prawda, więc i oni powinni zostać w odpowiedni sposób zapamiętani. W czasie czytania pojawiło się w mojej głowie wiele refleksji o dehumanizacji, cierpieniu i stwarzaniu najokrutniejszych sytuacji, które niestety są przejawem straszliwej kreatywności ze strony oprawców. 

Należy pamiętać i w dużej części z tym się zgadzam. Prawie nikt z nas nie chce być zapomnianym. Jeśli już myśli o swojej śmierci, to ma zapewne wyobrażenie pięknego grobu z wygrawerowanym nazwiskiem i płaczącą rodziną nad nim. Ci ludzie nigdy tego nie dostali. Dlatego należy się im pamięć. To są słowa rozsądku poprowadzonego przez empatię. Jednak samo serce zadaje mi pytanie, czy naprawdę powinniśmy odgrzebywać stare sprawy w takiej formie? Czy tym ludziom razem z pamięcią nie należy się spokój ducha? Czasami ma wrażenie, że jesteśmy nauczeni sztucznego szacunku. Od dziecka nam mówili, że historię i bohaterów trzeba pamiętać i ich czcić. A ile z tego szacunku i pamięci jest naszą prawdziwą potrzebą? Mam tylko nadzieję, że Martin Pollack poszukuje zaginionych grobów, bo wierzy z głębi serca, że tak należy. Przedstawia też fragment własnej historii, gdzie wyraźnie opisuje, skąd jego decyzja, by zająć się czymś takim. 

Mimo początkowej niechęci do "Skażonych krajobrazów" cieszę się, że przypadek pozwolił zapoznać mi się z tą książką. Dała mi ona wiele do myślenia i sprawiła, że zapoznałam się z tematem unikatowym, rzadko poruszanym, a tak istotnym i należącym wbrew wszelkim pozorom do naszej codzienności.