Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zastępy Anielskie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zastępy Anielskie. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 20 kwietnia 2020

Siewca Wiatru – Maja Lidia Kossakowska


Tytuł: Siewca Wiatru

Autor: Maja Lidia Kossakowska

Cykl: Zastępy Anielskie

Tom: I

Kategoria: Fantastyka

Wydawnictwo: Fabryka Słów

Liczba stron: 659

Ocena: 8/10








Czasami słyszę opowieści od ludzi, że urodzili się z powołaniem do czegoś. Powołanie to takie piękne słowo, które precyzyjnie określa drogę życia i nie pozwala zgubić się we własnych marzeniach i pragnieniach. Zawsze zazdrościłam ludziom, że wiedzą po co tu są i są gotowi dążyć do celu, a gdy już go osiągną czerpać czyste szczęście z tego. Przyznam też, że nie jestem przekonana, czy coś takiego naprawdę istnieje. Właśnie, to są opowieści innych ludzi, a nie moje własne doświadczenie, czy przeżycia. Odkąd pamiętam, błądziłam we własnych myślach i pragnieniach. Za każdym razem łapałam marzenie, będąc szczerze przekonana, że to już te. Szybko je traciłam i zostawałam znów zagubiona. Pewnie dlatego tak bardzo zazdrościłam ludziom powołania. Jednak czy powołanie jest na pewno szczęściem? A może przekleństwem, które zabiera nam wolną wolę? 

Daimon był wyrzutkiem – ponurym aniołem o krwawym powołaniu, choć on by to pewnie nazwał bardziej smutnym przeznaczeniem. Mimo to gdy nadszedł dzień zagłady, to on poświęcił się, łamiąc wszelkie zasady, by uratować Królestwo Boże. To był przełom, który wyniósł go do rangi Anioła Zagłady, Tańczącego na Zgliszczach. Pozwolił archaniołom stać się kimś więcej niż tylko podrzędnymi aniołkami. Jednak od tej pory minęły lata, a Jasność odeszła, pozostawiając swoje sługi bez żadnych wskazówek. Co zrobić, gdy najwspanialsza istota na świecie po prostu opuściła swoje niezwykłe Królestwo? 

"Zastępy Anielskie" stanowczo weszły do kanonu najbardziej cenionych przeze mnie opowieści. Pewnie część z Was zacznie się zastanawiać, czemu po pierwszej części tak szybko oceniłam cykl. Cóż, czasami zdarza mi się czytać serie od końca. W tym przypadku zaczęłam od "Bram Światłości", które zaczarowały mnie swoimi barwnymi opisami, niezwykłą kreacją bohaterów oraz przesłaniem tak bardzo ludzkim, że aż uderzającym w nasze podstawy. Tyle wystarczyło, by się pokusić o przeczytanie pierwszego tomu. Z perspektywy czasu nie mam wątpliwości, że kolejne tomy są o wiele lepsze niż "Siewca Wiatru", ale to świadczy tylko i wyłącznie o fakcie, że pisarka na przestrzeni lat zrobiła postęp w pisaniu. Jestem przekonana, że gdybym zaczęła czytać cykl tak jak należy, to byłabym oczarowana pierwszym tomem, by za każdym razem pisać, że kolejny jest jeszcze lepszy. 

Przy pierwszym tomie warto byłoby wspomnieć o całokształcie jako idei. "Siewca Wiatru" może początkowo budzić pewien opór, ponieważ historii o aniołach jest niesamowicie dużo. W końcu to motyw, który od tysięcy lat jest wykorzystywany we wszelkiej sztuce. Dla mnie nie jest to problem, gdyż uwielbiam anioły i lubię poznawać ich najróżniejsze koncepcje, jeśli nawet czasami są powtarzalne. Ta książka nie jest wyjątkiem, choć wśród literatury, którą czytałam, chyba jako pierwsza obrała koncepcję bardzo ludzkich aniołów, gdzie etykiety dobry i zły nie mają najmniejszego znaczenia. Zostałam zachwycona tym ujęciem i nie mam wątpliwości, że jest to najlepsze przedstawienie tych skrzydlatych istot, z jakim miałam dotychczas do czynienie. 

Styl pisarki jest dla mnie niepowtarzalny. Czytałam już kilka jej książek i wszędzie odnajduję tę samą lekkość pióra, która delikatnie mnie otula i wprowadza w odpowiedni nastrój, by przenieść się z otwartym umysłem do innego świata. Autorka za pomocą skrupulatności tworzy pajęczynę zdarzeń, uczuć i bohaterów, którzy prowadzą nas ku koniecznemu, ale zarazem nieznanemu. W pewnym momencie nie jest to już droga literackich bohaterów tylko nasza własna, a my odnajdujemy przyjaciół, którzy nas poprowadzą, dając z siebie to, co najlepsze. 

Cała fabuła opiera się na konwencjonalnym zamyśle, gdzie główną rolę odgrywa walka między dobrem i złem. Nie pochwalam czegoś takiego, jednak specjalnie dla "Siewcy Wiatru" robię wyjątek. Możecie się zapytać, czemu akurat teraz? Odpowiedź jest prosta – dobro i zło ma swoje poziomy, tworząc konstrukcję barw o najróżniejszych odcieniach szarości. Kolorami tak dobrze nam znanymi zostaje stworzony świat pełen trudnych decyzji, zapomnianych marzeń i codziennych scen. Moja wyobraźnia została pobudzona, a ja rzuciłam się w wir wielu wątków, znajdując swój ulubiony i dając pole do popisu dla innych.

Jednak gdybym z tych wszystkich niesamowitych zalet miała wybrać jedną, najważniejszą, wybrałabym bohaterów. Jest ich wielu i każdy z nich jest wielowarstwową postacią. Jeszcze nie jest to poziom "Bram Światłości", gdzie to są prawie żywe istoty, ale już w tej chwili zapałałam sympatią do wielu z nich. Chyba już zawsze będę podziwiać kreację Daimona, który jest najbardziej ludzką postacią w całej powieści. Daimon jest aniołem, który wielokrotnie ulega swoim emocjom, często nad sobą nie panuje i przez to irytuje czytelnika, ale zarazem wykazuje się naturalnością i prawdziwą, trudną miłością. Olbrzymi szacunek mam też do Razjela – stanowczo mój ulubiony archanioł. Potrafi połączyć w sobie lojalność, dobroć, ale również spryt i upór. Dzięki temu jego umysł jest otwarty i nieograniczony przez innych. 

Cieszę się bardzo, że postanowiłam poznać cały cykl, a nie ograniczyłam się do ostatnich tomów. Bez wątpienia, kiedy tylko będę miała możliwość, wypełnię braki w tej historii i doczytam pozostałe tomy. Dostałam bardzo mocne potwierdzenie, że twórczość Kossakowskiej od samego początku była dobra i nic się pod tym względem nie zmieniło. 

czwartek, 19 września 2019

Bramy Światłości. Tom 3 – Maja Lidia Kossakowska


Tytuł: Bramy Światłości. Tom 3

Autor: Maja Lidia Kossakowska

Cykl: Zastępy Anielskie

Tom: 3.3

Kategoria: Fantastyka

Wydawnictwo: Fabryka Słów

Liczba stron: 653

Ocena: 10/10








Gdzieś tam jest... Jestem tego pewien. Gdzieś tam w oddali. Gdzieś za wodospadem, który szepcze Ci do ucha, który sprawia, że przestajesz walczyć i po prostu puszczasz skałę, bo tak trzeba, bo dusze Cię potrzebują. Mówię Wam, gdzieś tam jest. Gdzieś za dżunglą otoczoną ostrzami, gdzie myśleć nie można, gdzie trzeba wyrzec się samego siebie. Jeszcze tylko trochę i dotrzemy. Jeszcze tylko rzeka. Wielka i potężna rzeka, ale jak się nie wychylimy, to ją pokonamy. Obiecuję, że to już niedaleko. Jeszcze tylko kilka małych przeszkód, które na pewno pokonamy. Przyrzekam Wam! Tylko ta pustynia. Ta jedna pustynia i będziemy u celu. Dotrzemy i poczujemy to. On tam jest! On tam musi być! A co jeśli to jednak nie On? 

Wyprawa pod przywództwem Daimona porusza się wytrwale dalej. Przeżyli zbyt dużo, by pozwolić sobie na powrót. Teraz zostało tylko brnąć dalej w to szaleństwo i dotrzeć do celu, ukrywając przy tym wszystkie swoje tajemnice. W tym samym czasie kolejna wyprawa podąża za Aniołem Zagłady. Zgniły Chłopiec mimo zwątpienia wie, że tylko dogonienie wyprawy Daimona pozwoli mu na utrzymanie ładu w Głębi. Lucyfer musi koniecznie wrócić na tron. Inaczej cały porządek, który tyle lat utrzymali, przestanie istnieć. Czas kupuje mu Razjel, udając że jest Imperatorem Głębi. Ale jak długo Archanioł poradzi sobie w tej roli? Czy jest w ogóle w stanie przejrzeć brudne gry demonów? Czy te wszystkie wydarzenia razem prowadzą do katastrofy? 

Po długiej przerwie wracam do jednej z moich ulubionych pisarek, czyli Mai Lidii Kossakowskiej. Z tego co pamiętam, nie miałam jeszcze Wam okazji opowiadać o moim oddaniu względem autorki. Mam za sobą pięć jej książek i każda w tak samo szalony sposób zawładnęła mną i sprawiła, że uwierzyłam w świat, gdzie anioły popełniają błędy, gdzie magia może być sposobem życia, a demon może być z natury dobry. To co robi Pani Kossakowska z wyobraźnią jest wprost nie do opisania. "Bramy Światłości. Tom 3" tylko to potwierdza i to w najbardziej dosadny sposób, jaki tylko można. 

Pomysłem na całe uniwersum będę zawsze się zachwycać. W nieskończoność...  Ponieważ każdy, kto kocha fantastykę i jest otwarty na nowe ujęcia, powinien go docenić! Motyw aniołów jest wyjątkowo częsty i to w najróżniejszych dziedzinach naszego świata. Wprowadziła go religia chrześcijańska, pozwalając na popisy malarzom, rzeźbiarzom, pisarzom, piosenkarzom i wszystkim możliwym artystom. Jednak przez wieki postrzeganie nieba i piekła poszło w bardzo odmienne strony. W "Zastępach Anielskich" mamy świat, który powstał na podstawie dobrze nam znanego motywu, ale zszokował swoją innowacyjnością, otwartością i przede wszystkim brakiem pokory. Możecie powiedzieć, że mimo to nadal jest to dość popularne w szczególności w fantastyce. Oczywiście, tylko to dalej uniwersum, które zaskakuje czymś niekonwencjonalnym, czymś, co pozornie nie powinno się tam znaleźć, a jednak jest idealnie wkomponowane. Cały tom "Bram Światłości", i mówię w tym momencie o trzech jego częściach, jest dla mnie niepodważalnie najlepszą powieścią o aniołach i demonach. Dlaczego tylko "Bramy Światłości", a nie całe "Zastępy Anielskie"? Jak część z Was wie, niekoniecznie trzymam kolejność tomów, więc tym razem ponownie zaczęłam od końca i będę brnęła do początku. 

I teraz pora na kolejny olbrzymi plus całej książki – mowa tu o stylu pisarki. Nie będę udawać. Jest to dla mnie wprost arcydzieło. Język, jakim posługuje się autorka, ma w sobie dosłownie wszystko, co cenię. Pod każdym względem jest dopracowany i nie ma tu miejsca na błędy. Nie ogranicza się do zwykłej opowieści. Maja Kossakowska zadbała o cudowne opisy przyrody, dzięki którym można przenieść się do innej rzeczywistości i poznać miejsca, które na naszej Ziemi nigdy nie występowały i raczej nie będą. Tak naprawdę, gdy czytałam, to po prostu opuściłam nasz świat i przeniosłam się do Stref Poza Czasem. Jednak opisy przyrody same w sobie w pewnym momencie mogłyby zacząć się nudzić, dlatego przeplatają się z opisami psychologicznymi, które są niezwykłą analizą osobowości bohaterów. My nie tylko ich poznajemy, ale rozumiemy ich decyzje, poczynania, wiemy, co ich motywuje do podejmowanych działań, co sprawiło, że są tacy, jacy są... Myślę, że każdy czytelnik znalazłby kogoś, z kim mógłby się utożsamić. A to wszystko jest okryte lekkością pióra sprawiającą, że powieść czyta się bardzo przyjemnie. 

"Bramy Światłości" to nie jest taka sobie zwykła opowiastka fantasy, jakich jest wiele. To opowieść dająca wiele do myślenia. Ona w subtelny sposób zmusza nas do szczegółowej analizy własnych myśli, dążeń i pragnień. Nie daje możliwości do wymówek, ale nie pozwala też na rozpacz. Pokazuje prawdę o nas samych i wspiera nas w spotkaniu z nią. Poza tym jest pełna mocnych i bardzo zaskakujących zwrotów akcji, gdzie nie ma miejsca na przewidywalne wydarzenia. Należy się przygotować do wszystkiego, a na końcu i tak zostaniemy czymś zszokowani. Sprawi, że staniemy się studnią emocjonalną.

Kreacja bohaterów to kolejny aspekt, nad którym mogłabym się rozpływać przez następne setki zdań. To cała gama najróżniejszych charakterów, gdzie każdy jest inny i w stu procentach dopracowany. Tu nie ma miejsca na miałkie osobowości. Każda postać ma swoją własną historię, cechy osobowości, dążenia, pragnienia, wady i zalety. Na pewno na pierwszy plan idzie ubóstwiany przeze mnie Daimon. Anioł Zagłady jest tak bardzo dobitnie ludzki. Króluje w nim dobroć, ale przy tym bierze górę nad nim emocjonalność. Jak się cieszy, to na całego. Jak wścieka się, to również się nie ogranicza. Pozostaje sobą i nigdy nie stara się udawać kogoś innego. Mówi to, co myśli, robi to, co musi i przede wszystkim chce. Jednak jak miałabym wybrać postać, którą najbardziej lubię ze wszystkich, to stanowczo byłby to Lucyfer. Według mnie nie da się go nie lubić. On jest tak szalony, posiada tak wiele energii, że po prostu zaraża nią wszystkich wokół. Przy tym jest Imperatorem Głębi, czyli najpotężniejszym demonem w Otchłani, upadłym ulubieńcem Boga. Dlatego powinien być zły... Tymczasem posiada w sobie wiele ukrytej empatii. Same archanioły powinny brać z niego przykład. Pozostaje jeszcze Razjel, czyli dobry archanioł, który musiał się zmierzyć ze światem obłudy, grzechu i cierpienia. Zastanawiająco dobrze się przystosowuje, mimo to pozostaje nadal tym dobrym aniołkiem, który widzi dobro we wszystkich i jest w stanie walczyć z prawdziwym złem. A! I oczywiście pojawia się też widmokot, czyli kochany Nefer. W tym momencie schylam głowę do pisarki, ponieważ pomysł na tego bohatera i jego wykonanie są godne najwyższego, literackiego szacunku. 

"Bramy Światłości" są genialną fantastyką, którą polecę każdemu fanowi tego gatunku z zapewnieniem, że się nie zawiedzie, ale również tym co jednak unikają magii i całej tej otoczki. To powieść z najwyższego szczebla literatury, która dogłębnie mnie poruszyła. Przywiązałam się całym sercem do bohaterów, dlatego bez zastanowienia sięgnę po pierwsze tomy "Zastępów Anielskich", by móc powrócić do mojego ukochanego świata. Nawet nie wiecie, jak w tej chwili się cieszę, że to nie koniec mojej przygody z Daimonem i innymi. Już nie mogę się doczekać, czym tym razem zostanę zaskoczona.