Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zwłoki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zwłoki. Pokaż wszystkie posty

środa, 3 lutego 2016

Czarny kot


Tytuł: "Czarny kot"

Autor: Edgar Allan Poe

Kategoria: Opowiadanie

Wydawnictwo: Imprint

Liczba stron: 12

Ocena: 9/10












Zwierzęta – małe kotki i pieski o delikatnych futerkach i oczach, którym nie można się oprzeć. Kto ich nie kocha? Przyznajcie się, części z was właśnie tak kojarzy się słowo "zwierzątko". To naturalne. Duża ilość zwierząt w tych czasach jest udomowiona i jest maskotką domu. No właśnie maskotką... Czy można tak traktować istotę żywą? Jak maskotkę? Zwierzę powinno się szanować i kochać w odpowiedni sposób. Dać dom oraz poczucie bezpieczeństwa. Inaczej hodowla tych domowych ssaków nie miałaby sensu. Najlepszym przykładem takiej zwierzęcej miłości jest główny bohater. On widział w swoich pupilach coś więcej niż cztery łapy, ogon, czy ewentualnie skrzydła. To była część jego życia... Słowo klucz – była. Z czasem wszystko się zmieniło. Zwierzęta nadal otaczały go, a raczej prześladowały... Czy miłość do zwierzęcia może być prawdziwa? Czy człowiek może dokonać całkowitej autodestrukcji? 

Nigdy wcześniej nie słyszałam o krótkich opowiadaniach Edgara Allan Poe. O samym autorze, owszem. Jednakże nie utożsamiałam go z żadnym gatunkiem, ani tym bardziej okresem czasowym. Ostatnimi czasami, gdy przypadkowo dostałam możliwość przeczytania jego krótkich opowiastek, zaczęłam zwracać uwagę na to nazwisko i okazało się, że nadzwyczaj często przewija się na stronach podręcznika od polskiego. Zafascynowało mnie to i postanowiłam zapoznać się z pierwszym z dostępnych mi opowiadań – "Czarnym kotem". Nie spodziewałam się niczego. Nie miałam wielkich wymagań, ale nie byłam też nastawiona negatywnie. Kierowała mną wyłącznie ciekawość... 

Przed chwilą wspomniałam, że nie posiadałam wiedzy na temat gatunku, jaki dominuje w powieściach Poe. Jednak cały czas myślałam o jego dziełach jako grubej książce, która posiada tysiące opisów i fascynujących motywów. Tymczasem okazało się, że najpopularniejsze jego dzieła, to opowiadania. Zaskoczyło mnie to. Spodziewałam się czegoś odmiennego. Kto w tych czasach czyta krótkie, zazwyczaj nic nieznaczące opowiastki? Lecz zdałam sobie szybko sprawę, że historia przedstawiona przez pisarza ma olbrzymie znaczenie, a długość nie oznacza, że nie warto poświęcić się lekturze. Byłam zaintrygowana, jak na dwunastu stronach można tak bardzo pobudzić ludzką wyobraźnią. Przeniosłam się od razu w świat traumatycznej baśni i stałam się jedną z bohaterek... 

Gdy otrzymałam do przeczytania "Czarnego kota", dostałam również wzmiankę o gotyckim klimacie. Przyznaję, że to do końca przekonało mnie, by poświęcić czas na tę krótką lekturę. Gotyk już dawno mnie oczarował i odnosi się to do każdej dziedziny sztuki. Muzyka, malarstwo, architektura, literatura... to miód na moją duszę. Dlaczego w tym przypadku miałoby być inaczej? Poza tym narrator zwracał się bezpośrednio do czytelnika, co jeszcze bardziej potęgowało magiczną atmosferę i sprawiło, że w pewnym momencie czytałam historię o samej sobie, mimo tego że posiadam inne problemy, nigdy nie znalazłam się w tego typu sytuacji. To nie miało znaczenia. Silna symbolika i wyjątkowo dokładny styl zniewoliły mnie. Edgar Poe osiągnął niesamowity efekt, który zapamiętam na wyjątkowo długi czas.

Zaskoczyła mnie tematyka. Nie chodzi o jej oryginalność, gdyż w obecnych czasach jest bardzo często poruszana w mediach, czy nawet prywatnych rozmowach. Na początku nie zrozumiałam przesłania tej opowieści. Jedno słowo, którego nie znałam i nawet nie zwróciłam na nie uwagi, zaważyło nad przesłaniem "Czarnego kota". Dopiero gdy jeszcze raz wszystko przemyślałam i w innych źródłach znalazłam opracowanie, zrozumiałam jaką naiwnością i niestety brakiem zrozumienia wykazałam się. Teza opowiadania jest ukryta i jestem zdania, że nie tylko ja miałam problem z odczytaniem jej. Ona przestrzega w wyjątkowo przerażający i wstrząsający sposób przed pewnymi zachowaniami. Jest uniwersalna, przez co myśl, że ona nas dotyczy, sprawia, że bez wątpienia każdy na długo zapamięta historię czarnego kota.

Jestem pozytywnie zaskoczona "Czarnym kotem" i twórczością Edgara Poe. Na pewno z olbrzymią chęcią poznam inne jego utwory. Tymczasem namawiam was, żebyście i wy spróbowali poznać tę historię. Niejednej osobie da dużo do myślenia...

Za możliwość przeczytania "Czarnego kota" dziękuję bardzo Wydawnictwu Wymowania. 

czwartek, 28 stycznia 2016

Księżniczka z lodu


Tytuł: "Księżniczka z lodu"

Autor: Camilla Läckberg

Tłumaczenie: Inga Sawicka

Cykl: Saga o Fjällbace

Tom: I

Seria: Czarna seria

Kategoria: Kryminał

Wydawnictwo: Czarna Owca

Liczba stron: 424

Film: Isprinsessan

Ocena: 7.5/10


Zizizimno... Czuć w powietrzu ten chłód, który przeszywa każdą najdrobniejszą część ciała. Ale co poradzić? Taki jest klimat w Skandynawii i trzeba dać sobie z nim radę. Dla większości mieszkańców to naturalne. To pewnego rodzaju przyzwyczajenie, od którego trudno się uwolnić. Zima potrafi być też piękna. Tworzy niezwykłe obrazy i daje wiele możliwości. Przynajmniej tak twierdzą mieszkańcy małej, nadmorskiej miejscowości. Jednak jeden z nich snuje inne marzenia, choć wie, że czeka go jeszcze długa droga do ich spełnienia. Z głową w chmurach wchodzi do domu sąsiadki, by rozpalić ogień w kominku. Coś jest nie tak i to poważnie coś jest nie tak. Starszy człowiek kieruje swoje kroki do łazienki. Ma przeczucie, że to właśnie tam zakończy się pewna historia. A może właśnie zacznie? Widzi przed sobą kobietę – księżniczkę z lodu. Jest piękna i przerażająca. Zamarznięta kontrastuje z krwią na posadzce. Co się naprawdę wydarzyło? Czy przeszłość i przyszłość mogą się wiązać po tylu latach?

O Camilli Lackberg słyszałam niesamowicie dużo pozytywnych opinii. Są kultowi pisarze kryminałów, których po prostu się zna. Nawet jak się nie czytało książki. Są również tacy, o których wszyscy mówią i naprawdę poza zwykłym rozgłosem czytelnicy wiedzą coś więcej. Właśnie takie wrażenie robi "Saga o Fjallbace". To połączenie czegoś starego i nowego. Starego, ponieważ biorąc powieść do ręki jesteś przekonany, że znajdziesz wszystkie typowe elementy, które zapewnią dobry warsztat literacki. Natomiast nowego, gdyż jesteś zaintrygowany i od razu wiesz, że to powiew świeżości. Właśnie z takimi uczuciami podchodziłam do "Księżniczki z lodu". Nie ukrywam, że miałam wyjątkowo duże oczekiwania i nadzieję, że zostaną one spełnione. Czy tak było?

Muszę przyznać, że rozpoczęcie powieści zrobiło na mnie bardzo dobre wrażenie. Było niepozorne. Gdyby nie małe przerywniki, powiedziałabym, że jest to zwykła obyczajówka. Jednak w mgnieniu oka wszystko się zmieniło i przede mną ukazał się obraz prawdziwego kryminału, które ma w zanadrzu wiele niespodzianek. Powiązania miedzy bohaterami były bardzo nietypowe. Na początku nie brałam w ogóle pod uwagę, że niektórzy ludzi i zdarzenia mogą mieć ze sobą coś wspólnego. Możecie mi zarzucić, że przecież nie mogły stać się przypadkiem. Wiem to – w kryminałach nie ma przypadkowych zdarzeń, jednakże miałam inną wizję zakończenia. W dodatku przed każdym rozdziałem pojawiały się przerywniki. To były myśli nieznanej nam osoby. Przerażały. Mam ochotę użyć tutaj słowa "chore". Nikt zdrowy psychicznie nie ma takich skojarzeń, pragnień i podejścia do rzeczywistości. Lecz ostatecznie zawiodłam się na fabule odnoszącej się do kryminału. Mimo że na starcie nie przewidziałam zakończenia, z czasem zmieniło się to. Nie mogę powiedzieć, że wszystko przeczułam i przed przeczytaniem kulminacyjnej części powieści wiedziałam o całym zakończeniu. Jednak domyśliłam się głównego wątku... Niestety to sprawiło, że moje pozytywne uczucia co do "Księżniczki z lodu" zelżały.

Gdy rozpoczynałam książkę, spodziewałam się ciężkiego, opisowego języka, który będzie wszystko utrudniał. Byłam niesamowicie zaskoczona, gdy okazało się, że Lackberg ma lekki i bardzo przyjemny styl. Od razu skojarzyłam go z młodzieżówką, co wywołało u mnie sprzeczne uczucia. Literatura młodzieżowa jest ostatnimi czasy znana z niedokładności i niskiej jakości językowej. Oczywiście bardzo tu uogólniam, ponieważ nie każda książka z tego gatunku jest źle napisana. Z drugiej strony o wiele lepiej i szybciej czyta się historię, która jest napisana w niewymagający sposób. A jednym z głównych celów kryminałów jest rozrywka. Odrzuciłam na bok swoje obawy i zaczęłam czytać. Okazało się, że jednak należę do osób, które uwielbiają się męczyć przy ciężkim języku autora. Brakowało mi szczegółów i barwnych opisów. Nie przeczytałam w swojej karierze czytelnika dużo tego typu powieści, jednakże jak na razie nie jestem w stanie zmienić swojego wizerunku książek sensacyjnych.

Bohaterowie wzbudzili we mnie sympatię. Pojawili się nagle w moim życiu i byłam ich bardzo ciekawa. Chciałam koniecznie uchwycić ich charaktery i przewidzieć zachowania. Nie umiałam. Mimo że poznałam całą tę opowieść, nadal nie znam postaci. Są przypadkowo spotkanymi ludźmi, z którymi zamieniłam kilka słów i poza ogólnym rysem ich życia nic więcej nie wiem. Jestem trochę zirytowana tym faktem, ale wiem też, że istnieją kolejne części i spodziewam się, że autorka powoli ukaże mi ich duszę. Będę miała okazję poznać ich powoli i zapewne dobrze, czyli tak jak w prawdziwym życiu.

Największym plusem "Księżniczki z lodu" jest tematyka, którą porusza pisarka. Nie jest ona spotykana na co dzień. Póki nie wydarzą się takie rzeczy, nikt o tym nie mówi, a nawet gdy dojdzie do tego typu zdarzeń, większość ludzi próbuje uniknąć tematu. Chcą, żeby przestał istnieć, ale tak nie będzie. Nasze pragnienia nie są w stanie, wymazać przeszłości. A przeszłość może zniszczyć przyszłość...

"Księżniczka z lodu" jest barwną powieścią i bez wątpienia przeczytam kolejne tomy serii. Myślę, że każdy fan kryminałów powinien zapoznać się z tą pozycją. Jak już wspominałam, mam inne wyobrażenia co do tego gatunku, jednakże nie czuję się zawiedziona. Jest wiele niedociągnięć, ale jestem pewna, że w kolejnych częściach zostały dopracowane.

niedziela, 29 marca 2015

Mroczne przypływy Tamizy


Tytuł: "Mroczne przypływy Tamizy"

Autor: Sharon Bolton

Seria: Lacey Flint

Tom: IV

Kategoria: Kryminał

Wydawnictwo: Amber

Liczba stron: 416

Ocena: 7/10









Lacey zrezygnowała ze stanowiska detektywa. Wróciła do munduru i teraz zapewnia bezpieczeństwo ludziom, którzy pływają Tamizą. Uwielbia swoją nową pracę i wreszcie może odpocząć od przeszłości, która wykańczała ją psychicznie. Teraz może zapomnieć kim jest i zacząć wszystko do nowa. Przynajmniej do czas, gdy znajduje w Tamizie zwłoki owinięte w całun. W tej rzecze wciągu roku znajduje się wiele utopionych ludzi, którzy przekonani o swojej sile, chcieli pokonać żywioł. W tym przypadku jest inaczej. Nikt nie ma wątpliwości, że to morderstwo... Czy Lacey będzie umiała pokonać demony przeszłości? Kto jest okrutnym mordercą? I co z tym wszystkim mają wspólnego nielegalni imigranci?

Rzadko czytam kryminały, ale nie oznacza to, że ich nie lubię. Jest to gatunek, który był dla mnie zawsze tajemnicą. Niedawno postanowiłam to zmienić. Jaki sens jest czytać wyłącznie jeden gatunek (w moim przypadku fantastykę)? Przez lata byłam zamknięta w magicznych opowiadaniach, nie znając innych, które niejednokrotnie przewyższają je. "Mroczne przypływy Tamizy" od razu mnie zafascynowały. Sam tytuł mnie przyciągnął. Choć fakt, że widziałam również na żywo Tamizę, też pomógł. Czy żałuję, że dałam się oczarować zanim wzięłam do ręki książkę? Nie, jestem zadowolona, że mogłam zapoznać się z tą powieścią i otworzyć na nowy gatunek.

Od razu rzucił mi się w oczy styl autorki. Jest on idealnie dopracowany. Jakby każde słowo było na swoim miejscu i miało określony cel. Bardzo mi się to podobało, ponieważ dzięki temu akcja biegła dalej. Kiedy działo się coś tajemniczego, pojawiały się krótkie, ucięta zdania, które wprowadzały nastrój grozy i tajemniczości. Liczne opisy sprawiły, że wyobraziłam sobie Tamizę w tamtym momencie. Czułam jej zapach, wiatr. Innym razem mogłam przysłuchiwać się żartom przyjaciół Lacey. Książka była utrzymana w wielu stylach, które razem tworzyły doskonałą całość. Tak jak w życiu – w każdym momencie jest inne.

Również zrobiło na mnie wrażenie, że Bolton poruszyła ważne i często unikane tematy w literaturze – homoseksualizm, banki spermy, trudna sytuacja imigrantów, brak domu. Można by wymienić takich tematów o wiele więcej. Autorka nie bała się ich poruszyć i w dodatku zrobiła to w przyjemny i przede wszystkim naturalny sposób. Są to sprawy, sytuacje, które zdarzają się na co dzień w naszym życiu, ale wolimy ich unikać, bo często są krępujące lub nieakceptowane przez społeczeństwo. Ta książka pozwoliła mi w jakieś części oswoić się z nimi i spojrzeć z innej perspektywy na nie. Według mnie lepszej. 

Sama sprawa kryminalna też była bardzo dobrze przeprowadzona. Nie spodziewałam się takiego przebiegu zdarzeń i ostateczne zakończenie zaskoczyło mnie. Tym bardziej że zostałam kilka razy zmylona, co jeszcze bardziej pogłębiło moje zaskoczenie i sprawiło, że długo będę pamiętać o tej historii. Bardzo ważną rolę odegrała główna bohaterka – Lacey. Nie tylko jako policjantka, ale osoba o trudnej przeszłości, która wiele w życiu przeżyła. Posiada ona wiele tajemnic, które niestety nie zostały ujawnione. Mogę tylko się domyślać, co naprawdę wydarzyło się w jej życiu. Nie czytałam poprzednich części i nie wiem, jak bardzo są ze sobą powiązane, więc Lecay jest dla mnie tajemnicą numer jeden.

Niestety czasami zdarzało się, że książka nie interesowała mnie. Najczęściej były to jakieś normalne zdarzenia z życia człowieka, ale jednak sprawiały, że traciłam chęć na czytanie jej. Gdyby nie pragnienie poznania prawdy o mordercy, nie wiem, czy skończyłabym tę powieść. Jednak dla zakończenia warto było przetrwać takie momenty.

Nie jest to idealny kryminał, ale mimo to warto go przeczytać. Można z nim spędzić wiele przyjemnych chwil na główkowaniu i rozwiązywaniu tajemnic. Mnie przypadł do gustu i gdy będę tylko miała okazję, z chęcią przeczytam poprzednie części.   

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Amber 

Mroczne przypływy Tamizy [Sharon Bolton]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
Książka przeczytana w ramach wzywania: 

niedziela, 25 stycznia 2015

Wzorzec zbrodni


Tytuł: "Wzorzec zbrodni"

Autor: Warren Ellis 

Kategoria: Kryminał

Ilość stron: 296

Ocena: 6/10 
















John Tallow i Jim Rosato – dwaj detektywi zostają wezwani do kamienicy, gdzie mężczyzna, który dowiedział się o nakazie opuszczenia mieszkania, biega nago z bronią i grozi mieszkańcom. Na pozór zwykła sprawa. Zrozpaczony człowiek oszalał i stał się niebezpieczny dla otoczenia. Stały schemat, który często powtarza się w policji. Jednak gdy Jim ginie z jego rąk, wszystko się zmienia. John i Jim pracowali razem przez cztery lata, a teraz John musi sobie poradzić z utratą partnera i przyjaciela. Nie pomaga mu w tym znalezienie pokoju z dwustoma sztukami broni. Tym bardziej że okazuje się, że z każdej z nich został zabity dokładnie jeden człowiek. Wtedy sprawa komplikuje się jeszcze bardziej. Detektyw Tallow jako skończony policjant dostaje tę sprawę. Czy rozwiąże ją? Czy w ogóle znajdzie w sobie jeszcze tyle energii, by podołać swojej pracy?

Kryminał jest to gatunek, z którym miałam bardzo małą styczność. Dopiero od niedawna zaczęłam poznawać książki z tej kategorii. O "Wzorcu zbrodni" słyszałam wiele pozytywnych opinii, dlatego właśnie postanowiłam go przeczytać. Stwierdziłam, że warto otworzyć się na nowe gatunki i poszerzyć swoją wiedzę. 

W całej książce bardzo mnie zaskoczyła wiedza autora o broni. Jestem dziewczyną i muszę przyznać, że nie posiadam najmniejszej wiedzy na temat karabinów, pistoletów i innych rodzajów broni. Sam fakt, że ktoś ma tak bardzo rozległą wiedzę na ten temat i z taką pasją przekazuje nam ją, sprawił, że poczułam duży szacunek do Ellisa. Nie ma wątpliwości, że jest to temat, który bardzo go interesuje i dlatego poświęca mu wiele czasu, a przy tym umie nam przekazać informacje w pasjonujący i interesujący sposób. Na początku myślałam, że tak częste opisy broni będą mnie nudzić, a okazało się,  że ubarwiały fabułę i nadawały niezwykłego klimatu. 

Książka posiada też wątek psychologiczny. Nie jest jakoś wyjątkowo rozległy i  widoczny, ale przeplata się pomiędzy wydarzeniami. Nadaje to powieści realizmu. W końcu każdy z nas ma jakieś uczucia i kłopoty, które wykraczają poza zasięg naszej wyobraźni. John Tallow mimo swojej normalności różnił się od wielu ludzi. Mogliśmy zaobserwować zmiany jego nastroju w zależności od sytuacji. Czasami miał gorsze chwile, gdzie nic nie łączyło się w całość, a czasami dostawał olśnienia i ponad przeciętność łączył wątki. Tutaj nie było detektywa, który wszystko wie i widzi. Jak normalny człowiek potrzebował czasu i przede wszystkim chęci.

Jednak w całej powieści pojawiła się dość duża wada. Książka cały czas szła w tym samym tempie. Nawet na chwilę nie poczułam jakiś większych uczuć typu przerażenie, podniecenie, czy chorobliwa ciekawość. Była tylko zwykła ciekawość, ale nie taka, żebym nie mogła oderwać się od książki. Z chęcią do niej wracałam, ale tylko tyle i nic więcej. 

"Wzorzec zbrodni" nie posiadał też punktu zaskoczenia. Wszystko było albo przekazane z punktu widzenia detektywa lub mordercy. Pojawiały się rozdziały z perspektywy mordercy, które ukazywały nam jego punkt widzenia i cel, do którego z taką brutalnością dążył. Były wątki, których musieliśmy sami się domyślić, jednakże było to bardzo łatwe. Nie jestem domyślnym człowiekiem i z kryminałami dotychczas miałam małą styczność, więc powinnam mieć duży problem z domyśleniem się kolejnych wydarzeń. A tymczasem byłam w stanie dużo rzeczy przewidzieć. Pod tym względem bardzo się zawiodłam.

"Wzorzec zbrodni" jest przyjemnym kryminałem. Polecam go osobom, które lubią kryminały, choć ostrzegam, że nie jest on mistrzostwem. Osobom, które dopiero zaczynają przygodę z kryminałami raczej odradzam albo radzę odłożyć na później, ponieważ może on zniechęcić do tego gatunku. Jednakże ja będę miała po nim miłe wspomnienia.  

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Sine Qua Non 

Książka przeczytana w ramach wyzwania: 
~ Czytam polecane książki (przez blogerkę)
~ Wyzwanie biblioteczne
~ Gra w kolory

poniedziałek, 19 stycznia 2015

Angelfall. Opowieść Penryn o końcu świata

''Angelfall.
Opowieść Penryn o końcu świata.''
Susan Ee

"Aniele, stróżu mój... szeptaliśmy przez setki lat. Myliliśmy się. Teraz to właśnie ONE okazały się naszym największym koszmarem."
''Ziemię ogarnęły ciemności. Państwa upadły, szpitale, szkoły i urzędy stoją puste, nie działają komórki. Za dnia na ulicach rządzą brutalne gangi, ale kiedy zapada mrok wszyscy wracają do kryjówek, kryjąc się przed grozą Najeźdźców. Anioły. Niektóre piękne, inne jakby wyjęte z najgorszych koszmarów, a wszystkie nadludzko potężne. Przez wieki uważaliśmy je za swoich stróżów, teraz okazały się agresorami siejącymi śmierć. Dlaczego zstąpiły na ziemię? Z czyjego rozkazu? Jaki mają plan? Czy ludzie zdołają im się przeciwstawić?
Siedemnastoletnia Penryn wyrusza w desperacki pościg, żeby uratować życie młodszej siostry. Żeby zwiększyć swoje szanse musi zjednoczyć siły ze swoim wrogiem. Oboje przemierzają Kalifornię, niegdyś piękną i słoneczną, dziś kompletnie zniszczoną i wyludnioną, a wszechobecna śmierć niejednokrotnie zagląda im w oczy. Na końcu podróży, w San Francisco, każde z nich stanie przed dramatycznym wyborem.
Czy postąpią właściwie?'' 


Angelfall to książka podbijająca serca wielu czytelników. Apokaliptyczna wersja Szeptem z domieszką brutalności oraz wykwintnymi fantastycznymi istotami - nic dziwnego, że powieść przyciąga tłumy. Co dziwne mimo wszystko przez jakiś czas jej nie zauważałam. Wieść o jej istnieniu dotarła do mnie dopiero przy publikacji 2 części trylogii, a i tak nie okazywałam zbyt wielkiego zainteresowania. Aż kilka dni przed świętami, coś popchnęło mnie do kliknięcia w ten przycisk '' dodaj do koszyka '' na Matrasie, no i proszę - Angelfall błyszczy niczym gwiazda na mej ukochanej półeczce ( w tej chwili przebywa u znajomej, ale nieważne ). Czy ta spontaniczność zadziałała w pozytywnym, czy też mrocznym świetle ?

Penryn to nastolatka mieszkająca w apokaliptycznym świecie pełnym niezidentyfikowanych demonów. Mimo swego młodego wieku w swym życiu doznała wiele smutku, który pogłębia się z każdym stojącym jej na drodze dniem. Psychicznie chora matka, siostra na wózku i ojciec porzucający rodzinę na pastwę losu zagwarantowali jej wielkiego doświadczenia. Mogłoby się zdawać, iż spisana na porażkę dziewczyna, pogrąży się w żalu wystawiając się aniołom na pożarcie, ale o dziwo nie moglibyśmy już bardziej się pomylić. Penryn od początku do końca pozostaje odważną, silną nastolatką, która pluje na wszystkich i wszystko, co tylko przeszkodzi jej w działaniu.

''Nigdy nie zdawałam sobie sprawy, jak wielkim zwycięstwem jest przeżycie kolejnego dnia.''

Pani Susan wykreowała niesamowity świat, jak i postacie. Każda osobowość zaskakuje, szokuje, rozczula i daje kopa do działania. W każdym bohaterze odnajdziemy coś oryginalnego. Lecz przede wszystkim w powieści występują niesamowicie przerażające stwory. Przerażające do bólu. Dosłownie. Ilekroć spotykałam się z matką Penryn lub tymi wstrętnymi nefilami to myślałam, że wyskoczę spod koca. Niby wszytko zachowane było w porządku dziennym, ale pourywane głowy, diabelskie znaki i cała masa typowych spraw dawała nieźle w kość. Zwłaszcza te potworki na końcu, brr ... Lecz trzeba przyznać, że mimo wszystko to one najbardziej fascynują czytelnika. Dotąd nie spotkałam tak niesamowicie wykreowanej książki o aniołach. Każda strona, aż drży od doskonałości.

Przechodząc do akcji - wszystko toczyło się w odpowiednim tempie. Może czasami ciut za wolno, jednak wymagającym końcówka wszystko wyrówna, dostarczając nam odpowiedzi na wszelkie pytania. Chociaż wcale nie wszystkich. Po ukończeniu powieści w naszych głowach będzie się kotłowało o wiele więcej pytań, niż na początku, czy w połowie powieści. Tak dużo niewiadomych, tak dużo do odkrycia. Nie ma co czekać, najlepiej od razu wyposażyć się w drugą część. A właśnie zwróciliście uwagę na okładkę ? O Boże, jest taka piękna. Mogłabym przyglądać się jej całymi dniami. Wydawnictwu należą się wielkie brawa za pozostawienie jej w wersji oryginalnej, ale o drugiej części to już nawet nie wspomnę. Dlaczego musieli nam to zrobić i zmienić tą przepiękną okładkę ? Dlaczego nie mogli pociągnąć całej serii w wersji oryginalnej ? Dlaczego ? No Filio czekam na wyjaśnienia i domagam się oryginalnej okładki 3 części.

''Od początku wiedziałem, że lojalność cie zgubi. Nie przyszło mi tylko do głowy, że będzie to lojalność wobec mnie.''

Podsumowując Angelfall jak dla mnie nie ma ani jednego minusa. Wszytko było w jak najlepszym porządku, może nawet lepszym niż myślicie. Jestem dumna ze swej spontanicznej decyzji, gdyż z czystym sercem Angelfall mogę nazwać swą ulubioną powieścią i prezentować zaraz obok mojego ukochanego Dotyku Julii i  Igrzysk Śmierci. Gorąco polecam! :)

Moja ocena:
10/10.


wtorek, 23 grudnia 2014

Testy

''Testy''
Joelle Charbonneau 


'' Istenieją testy, które na zawsze zmienią twoje życie.
Wojna Siedmu Faz obróciła większość Ziemi w jałowe zgliszcza. Przyszłość należy do nielicznych wybrańców, którzy mają odbudować świat. Aby dołączyć do tej elitarnej grupy, kandydaci wyłonieni spośród rówieśników z kolonii muszą przejść specjalne Testy na studia. Kto znajdzie się w gronie przywódców Zjednoczonej Wspólnoty ? Najlepsi, najbystrzejsi czy najbardziej bezwzględni i okrutni ?
Cia Vale, mieszkanka Kolonii Pięciu Jezior, została kandydatką i pragnie dowieść, że jest tego godna. W noc przed wyjazdem z domu otrzyma niepokojącą radę od ojca, absolwenta Uniwersytetu: '' Nie ufaj nikomu ''.
Czy zatem może liczyć na Tomasa - przystojnego i zaradnego przyjaciela z dzieciństwa, który z każdym dniem śmiertelnie niebezpiecznych Testów zdaje się darzyć ją coraz głębszym uczuciem? Aby przetrwać, Cia musi dokonać wyboru: bezwarunkowa miłość czy pozornie bezpieczna samotność? '' 


Za Testy zabrałam się nie znając do końca ich fabułę. Po raz pierwszy postanowiłam zaufać pozytywnym recenzjom i sięgnęłam na ślepo po książkę budzącą wiele różnorodnych odczuć. Czy ta decyzja była jedną z lepszych, jakie dotąd podjęłam ? Przekonajcie się sami.

Cia Vale to nastolatka skupiająca całe swe życie w okół nauki. W świecie współczesnym stałaby się wyrzutkiem, lecz w Kolonii Pięciu Jezior zdaje się być pospolitą uczennicą. Jej wyśmienite wyniki wręcz stają się niezauważalne przy ogromie równie dobrych, a nawet i lepszych rezultatów. Także nasza Cia w żadnym calu nie jest wyjątkowa. A jednak to ona zostaje uznana za jedną z najmądrzejszych istot w państwie. Dlaczego ? To pytanie będzie błąkać się w umyśle bardzo wielu postaci, jak i czytelników. Nawet Cia nie zostanie niewzruszona w tej okoliczności. Lecz mimo złych przeczuć, nastolatka zdaje się pękać z dumy. Wreście spełniło się jedno z jej najskrytszych marzeń. Marzenie o wykształceniu.

''Najlepsi przywódcy to tacy, którzy wprawdzie popełniają błędy, ale uczą się na nich i już nigdy więcej ich nie powtarzają. W takiej sytuacji jedynym sposobem poszerzenia swojej wiedzy jest zrozumienie popełnionych przez siebie błędów.'' 

Pierwszym aspektem, który powinno się poruszyć w naszej opinii jest ogrom podobieństwa do wszystkim znanych Igrzysk Śmierci. Wybaczcie, ale tego tematu naprawdę nie można odstawić. Podobnie do Niezgodnej książka opiera się na fabule światowego hitu. Nie jest to wadą, ale i zaletą również. Na końcowe wrażenie wpływa to niemal nijak. Niemal, gdyż niektóre sytuacje stają się naprawdę irytujące. Jestem w stanie zrozumieć wyciągnięcie swego pomysłu z zarysu pewnej książki, ale całkowite skopiowanie z niej dialogów, znaków, wydarzeń ? Będąc zwolennikiem Igrzysk Śmierci nie mogłam przejść obok tego obojętnie. Pamiętacie, gdy Katniss czerwona ze wstydu musiała opatrzyć Pettę w intymnych miejscach ? Otóż z Cią było identycznie. A wzruszające pożegnanie Rue, które stało się symbolem protestu ? Cia również chciała ukazać swą odwagę i bezmyślność. A zmiechy atakujące trybutów pod koniec Igrzysk ? I pomoc dyrektora Igrzysk w drugiej części ? To pani Joelle nie mogła zdać na swą łaskę. Zapytacie, dlaczego Wam to robię ? Dlaczego odbieram Wam przyjemność z poznawania nowej niesamowitej książki ? Otóż musiałam wymienić jedyną wadę powieści nim zacznę wywodzić się nad jej boskością.

Pani Joelle pisze dość lekkim piórem, przez co nie mamy problemu z rozumieniem wielu skomplikowanych sytuacji, a uwierzcie jest ich bardzo wiele. Każde słowo, każde zdanie zdaje się być tak bardzo inteligentne. Bo jakżeby inaczej miałby myśleć nastoletni geniusz ? Taka forma wypowiedzi jest wręcz nietypowa, ale jakże szybko przyswajalna. I to z wielkim pozytywem. Jednak martwi mnie brak dialogów, brak emocji, wszelkich odczuć, które skazują naszą Cię wyłącznie na chłodną kalkulację. To było bardzo przygnębiające - czytać o dziewczynie nie doznających niemal żadnych uczuć. Tak jakby zagłębiać się w umysł inteligentnego robota.

Postacie są bardzo dobrze zarysowane, żadna z nich nie jest ani trochę przewidywalna. O każdym bohaterze dostaniemy jakąś cząstkę informacji, przez co nasza chęć zdobywania wiedzy zostanie zaspokojona. Choć postacie mogłyby okazać się bardziej naturalne, są nazbyt sztuczne. Co do fabuły - każda strona zagwarantuje nam dreszczyk emocji, adrenaliny. Będziemy świadkami wielu, wielu genialnie zbudowanych wydarzeń, które dosłownie zbiją nas z nóg. Sam pomysł na powieść jest absolutnie fantastyczny, bo cóż chyba nie każdy nawet z pomocą innych powieści nie wpadł by na tak wręcz prosty pomył rywalizacji w niczym innym, jak najzwyklejszych testach. No może bardziej urozmaiconych, ale jednak.

''Wprawdzie ziemia jest odporna i zdolna się odradzać, jednak trudno przypuścić, by to miejsce mogło kiedykolwiek stać się czymś innym niż tylko straszliwym przypomnieniem o potwornych zniszczeniach, jakich my, ludzie, potrafimy dokonać.''

Ostatnie co należy skomentować jest związek Cii z niejakim Tomasem. O dziwo brak tu trójkątów, choć w tym przypadku mogłyby wypaść o wiele lepiej niż uczucia ukazane w Testach. Naprawdę szkoda marnowania słów i energii. Dlatego więc pozostawię ten komentarz w środku myśli. Sami skończcie go za mnie.

Mimo wad występujących w powieści i jakże ogromnego podobieństwa ( choć mniej dostrzegalnego niż w Niezgodnej ) do Igrzysk Śmierci książka jak najbardziej zasługuje na nasz aplauz. Polecam ją każdemu czytelnikowi - i młodszemu, i starszemu. Każdy, absolutnie każdy powinien zapoznać się z tą niezwykłą, wciągającą historią nastoletniej Cii. Z niecierpliwością wyczekuję kolejnej części tej niesamowitej trylogii. Polecam. :)

Za możliwość przeczytania książki niezmiernie dziękuję Wydawnictwu YA! 

Moja ocena: 
7.5/10.

niedziela, 7 grudnia 2014

Białe jak śnieg


Tytuł: "Białe jak śnieg"

Autor: Salla Simukka

Seria: Lumikki Andersson

Tom: II

Kategoria: Literatura młodzieżowa

Ilość stron: 256

Ocena: 8/10











Lumikki chce zapomnieć o tym, co się wydarzyło. Chce nie mieć z tym nic wspólnego. Chce być wolna i niezależna. Jednak czy tak łatwo zapomnieć o przeszłości? Czy w ogóle da się o niej zapomnieć? Czy ona da o sobie zapomnieć? Lumikki postanowiła wyjechać na wakacje. Ze wszystkich miast Europy wybrała piękną Pragę, o której chodzą niesamowite historie. Jako niezależna młoda kobieta chce jak normalny turysta zwiedzić ją i podziwiać jej nieskończoną magię. Udaje jej się to, ale tylko do czasu... W Pradze poznaje dziewczynę, która podaje się za jej siostrę. Czyżby po tylu latach milczenia, tajemnic Lumikki odkryła prawdę o swojej rodzinie? Czy zaakceptuje nową sytuację? I czy to na pewno jest bezpieczne?

"Białe jak śnieg" jest drugim tomem przygód Lumikki Andersson. Od chwili kiedy przeczytałam "Czerwone jak krew", chciałam bardzo przeczytać ten tom. Moją ciekawość spotęgowała jeszcze Praga, do której mam niezwykły sentyment. Po prostu kocham to miasto. Nie było mowy, żebym nie przeczytała tej powieści. To było oczywiste samo przez siebie. Czy mi się podobała? Ocena mówi sama za siebie. Powieść była niesamowita.

Tak samo jak w poprzedniej części moją uwagę zwrócił wątek psychologiczny, czyli wątek samej Lumikki. Nie jest ona zwykłą dziewczyną, która wchodzi w dorosłe życie. W dzieciństwie przeżyła wiele złych chwil, które sprawiły, że wcześniej dorosła i nauczyła się żyć w nietypowy sposób. Retrospekcje występują prawie w każdym rozdziale. Zwykle mnie to irytuje, jednak w tej książce idealnie gra to z fabułą. Pozwala nam poznać Lumikki jako niezwykłą osobę, która musi radzić sobie sama w życiu. Można by pomyśleć, że jest to bohaterka silna, która nigdy się nie poddaje. Dokładnie tak jest, ale widzimy w jej życiu również upadki i wady. Nie jest to wyidealizowana postać, która jest stworzona wyłącznie do czynów bohaterskich. Jak każdy człowiek ma prawo załamać się, marzyć, być kochana. Niestety dla niej to wyjątkowo trudne, ale musi się nauczyć z tym radzić...

Przed większością rozdziałów znajdują się też fragmenty pisane kursywą. Nie jest wyjaśnione, czym one są, lecz bez problemów pod koniec książki możemy sami się tego domyślić. Te fragmenty nadają całej powieści pewnego tempa i mrocznej atmosfery, która jest pełna tajemnic i pytań bez odpowiedzi. Muszę przyznać, że wątek kryminalny, który wystąpił w tym tomie, przypadł mi o wiele bardziej do gustu niż ten w "Czerwone jak krew". Jest tutaj poruszona kwestia sekt. Jest to temat, który fascynował mnie od dawna. Zawsze lubiłam czytać, jak takie sekty funkcjonują i do czego dążą. Tutaj mogłam pogłębić swoją wiedzę i przede wszystkim ciekawość. Sama książka ostrzega i poucza w przyjemny, lecz czasami przerażający sposób.  

"Białe jak śnieg" porusza wiele ważnych tematów. Robi to w sposób lekki, jednak nie do zignorowania. Sprawia, że człowiek przenosi się do Pragi i spędza tydzień z Lumikką oraz tajemnicami, które ukrywa to sławetne miasto. Jest to książka, którą bez wyrzutów sumienia polecę każdemu, czy nastolatkowi, czy dorosłej osobie. Nieważne też jaki gatunek lubicie najbardziej. Tu naprawdę nie ma to znaczenia. Tę książkę powinien przeczytać każdy, tym bardziej że nie wymaga ona znajomości poprzedniej części, choć do jej przeczytania również zachęcam. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję bardzo Wydawnictwu YA

Książka przeczytana w ramach wyzwania:

środa, 13 sierpnia 2014

Wszyscy jesteśmy podejrzani


Tytuł: "Wszyscy jesteśmy podejrzani"

Autor: Joanna Chmielewska

Kategoria: Kryminał

Ocena: 7/10


















Główna bohaterka ma zwyczaj wyobrażania sobie różnych rzeczy. Gdy już raz coś wymyśli, nie może się oderwać od danej wizji. Ona ją prześladuje. Bohaterce bardzo to utrudnia życie. Powoduje, że rozstaje się z mężem. Pewnego razu bohaterka postanawia, że napisze powieść kryminalną. Razem ze swoimi współpracownikami tworzy zbrodnię idealną. Wszyscy znają szczegóły, ale tylko ona mordercę. Wyobraźcie sobie, jakie musi być ich zdziwienie, gdy jeszcze tego samego dnia ta właśnie zbrodnia zostaje popełniona. Przy ofierze policja znajduje pewny notes, gdzie były zapisane wszystkie nielegalne interesy zabitego i jego znajomych. Na jaw wychodzą naprawdę niemiłe sprawy. Teraz prawie każdy miał motyw. Jak znaleźć mordercę, gdy wszyscy są podejrzani? Czy bohaterka dobrze przewidziała zakończenie?   

Tak naprawdę to jest moja pierwsza typowo kryminalna powieść. Oczywiście nie raz czytałam książki z wątkiem kryminalnym, ale nigdy takiej, gdzie ten wątek by dominował. Akurat ten kryminał poleciła mi znajoma mojej mamy. Stwierdziłam, że trzeba być otwartym na świat i oderwać się choć na chwilę od książek fantasy. Na początku obawiałam się trochę, że nie będę w stanie przystosować się do świata, w którym odbywają się wydarzenia. Był to błąd, bo właśnie przez to początek okropnie mi się gmatwał. Jednak, gdy wgłębiam się w treść, zaczęłam żyć powieścią. Nie żałuję, że postanowiłam przeczytać ten kryminał. 

Jak pisałam wcześniej, nie jestem znawczynią tego gatunku. Lecz z recenzji, które czytałam, wnioskuję, że styl Chmielewskiej jest niepowtarzalny. Nie znajdziemy tu momentów, które zapierają dech w piersiach. Nie przejdzie nas gęsia skórka. Nie będziemy się martwic o los bohaterów. To nie tego typu książka. Tutaj będziemy tylko chcieli poznać mordercę. Znamy dokładnie grono osób, wśród których jest morderca. Bardzo mnie to przytłaczało, bo autorka pozwoliła, żebyśmy każdego z nich poznali jako przyjaciela. Poznałam ich zwyczaje, problemy, aż nie chce się wierzyć, że ktoś mógł to zrobić naprawdę. Jednak szokującą rzeczą był fakt, że nie byłam zdziwiona, gdy wreszcie dowiedziałam się, kto to zrobił. Brzmi to paradoksalnie. Lecz poczułam się, jakbym była w ich wielkiej rodzinie. Ten człowiek to zrobił? Szkoda, że go zamkną. W końcu był jednym z nas - takie miałam podejście.

Nie pomyślałabym, że kryminał może być tak dobrą komedią. Ciągle się śmiałam. Można by powiedzieć, że kompletnie to nie pasuje do aury opowieści. Jedna śmiech razem ze zwłokami był całkowicie na miejscu. Głupio to brzmi, ale właśnie tak było. Pewnym manewrem Chmielewskiej była główna bohaterka, a była nią właśnie sama autorka. Świetnie to komponowało z narracją pierwszoosobową. Nadało powieści "swojskiego" klimatu. 

Dobrze, ale jak to ja muszę trochę ponarzekać. Inaczej byłoby nudno. Książka była niezwykle chaotyczna. Widać, że taki był zamiar autorki. Aczkolwiek ja się po prostu gubiłam. Zdaję sobie sprawę, że to wynika z faktu niezbyt dobrej znajomości tego typu książek. Jednak okropnie duża ilość imion, gdy ja jeszcze nie mam pamięci do takich rzeczy, bardzo mąciła mi w głowie. Każdy miał jakieś tajemnice. Trudno było mi to wszystko przyporządkować i jakoś ze sobą połączyć. 

W pewnym momencie zaczęłam się zastanawiać, czy to nie jest prawdziwa historia. Wydaje się to mało prawdopodobne, ale jakiś promyk nadziei jest. Jeśli lubicie kryminały i śmiech, jak najbardziej polecam Wam tę książkę. Czyta się ją szybko i przyjemnie. Akurat na jeden, góra dwa wieczory.


Książka przeczytana w ramach wyzwania: