Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czarna Owca. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czarna Owca. Pokaż wszystkie posty

środa, 1 czerwca 2022

Mała Księga Życia według Kahila Gibrana – Neil Douglas-Klocz

 

Tytuł: Mała Księga Życia według Kahila Gibrana

Autor: Neil Douglas-Klocz

Przekład: Robert Sodół

Kategoria: Literatura piękna

Wydawnictwo: Czarna Owca

Liczba stron: 216

Ocena: 8/10







Poszukiwanie sensu życia czasami wydaje się wyjątkowo trudnym zadaniem. Bo czym tak naprawdę jest ten sens i czy to ma oznaczać, że będziemy szczęśliwi? Jeśli patrzeć na to z racjonalnego punktu widzenia to tak, ale w sumie to właśnie on wydaje się irracjonalny. Próbujemy jako jednostka odnaleźć swoje miejsce w całym społeczeństwie, nawet czymś więcej – w uniwersum. I co dalej, gdy je odnajdziemy? Powinniśmy czuć się spełnieni, bo nasze życie ma bardzo konkretny cel, a my tworzymy coś znacznie większego, coś, co nawet w odniesieniu do naszej wyobraźni jest potęgą. Niemniej i tak nie każdy z nas, kto odnalazł swoje miejsce na Ziemi, czuje się szczęśliwy. A co z wypaleniem? Co z nowymi celami? 

Mój wstęp wydaje się być mocno emocjonalny i nacechowany wrogością, niesprawiedliwością i wręcz agresywnością, ale zapewniam Was, że nie tak się czuję. Jestem człowiekiem, który głęboko wierzy w sens życia i mnie nie obchodzi, że to tak naprawdę tylko moja wiara i działania. Póki czuję, że jestem tam, gdzie powinnam, że jestem jednym z trybików kolosalnego mechanizmu, czuję się dobrze. Lecz nic mi nie zabrania zmieniać sens życia albo poszukiwać nowych refleksji na ten temat. Teraz powinnam powiedzieć, że z tego względu postanowiłam przeczytać "Małą Księgę Życia według Kahila Gibrana", ale to byłaby nieprawda. Przyciągnęły mnie zwierzęta na okładce. Po co czytać opisy? Albo zastanawiać się nad tytułem? Choćby po to, żeby wiedzieć, co zaczyna się czytać. Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, bo ta książka okazała się dla mnie niezmiernie ważną pozycją literacką, która niesie ze sobą wiele cenionych przeze mnie wartości. 

"Mała Księga Życia" to zbiór mądrości, krótkich opowiastek i wierszy Kahila Gibrana, czyli libańskiego pisarza. Sam styl, jakim się posługuje, jest mocno poetycki, miejscami wręcz patetyczny, ale posiada też w sobie rodzaj kunsztownej prostoty. Brzmi to trochę jak oksymoron, ale gdy się czyta, większość treści jest zrozumiałych i przejrzystych, choć da się wyczuć właśnie tę poetyckość. Dominuje tu sarkazm, który jest wypowiadany przyjaznym tonem. Ma śmieszyć, ale też skłaniać do refleksji, by się czegoś konkretnego nauczyć. Czuć w tym wszystkim barwność, ale ta barwność wcale nie pochodzi ze środków stylistycznych, a przynajmniej nie w takiej mierze, jakby mogło się wydawać. To odpowiedni dobór słów nadaje piękno i wielowymiarowość całym zdaniom i zwrotom. 

Odwołując się już do treści, to muszę rozpocząć od tego, że one mocno do mnie przemawiają – i na poziomie racjonalności, i na poziomie nie do końca uświadomionych emocji. Dotyczą samego życia i tego, co w nim jest najważniejsze. Oczywiście autor w pewnym sensie narzuca swoje własne wartości, ale jest to rodzaj przemawiającej sugestii, gdzie nikt nie musi się obawiać, że jeśli zdecyduje inaczej, to będzie to nieodpowiednie lub błędne. Przez te wiersze przemawia rodzaj niesamowitej duchowości – tej, która wynika z religijności, ale i tej wynikające z duchowych przeżyć. Zazwyczaj odrzucam takie treści, ponieważ wyczuwam w nich zbyt dużą dozę fanatyzmu. Natomiast tutaj dominowała naturalność. To, w co chcemy wierzyć, jest wyłącznie naszym wyborem i to my doprowadzamy do rozwoju swojej duchowej sfery. "Mała Księga Życia" daje możliwość spojrzenia w głąb siebie i dokonania refleksji na temat własnego życia i własnych wyborów. 

Nie można też nie zwrócić uwagi na piękne wydanie tej krótkiej książeczki. Takie małe, a daje tyle radości. Zachęca ładnym wyglądem wizualnym, ale też przejrzystością umieszczonych w niej treści. Pojawiają się rozdziały, które kierują czytelnika na odpowiednie tory i pozwalają przygotować się do tego, co przyniesie nadchodząca treść. 

Niezmiernie cieszę się, że doszło do tej małej pomyłki z mojej strony. Chciałam opowieść o zwierzętach, otrzymałam opowieść o życiu, ludziach i... też trochę o zwierzętach. Już dawno nie udało mi się poczuć w sobie tyle emocji i dać się ponieść głębokim refleksjom, które realnie zmieniły małe części mojego życia. 

Egzemplarz recenzencki Sztukater.pl

czwartek, 28 stycznia 2016

Księżniczka z lodu


Tytuł: "Księżniczka z lodu"

Autor: Camilla Läckberg

Tłumaczenie: Inga Sawicka

Cykl: Saga o Fjällbace

Tom: I

Seria: Czarna seria

Kategoria: Kryminał

Wydawnictwo: Czarna Owca

Liczba stron: 424

Film: Isprinsessan

Ocena: 7.5/10


Zizizimno... Czuć w powietrzu ten chłód, który przeszywa każdą najdrobniejszą część ciała. Ale co poradzić? Taki jest klimat w Skandynawii i trzeba dać sobie z nim radę. Dla większości mieszkańców to naturalne. To pewnego rodzaju przyzwyczajenie, od którego trudno się uwolnić. Zima potrafi być też piękna. Tworzy niezwykłe obrazy i daje wiele możliwości. Przynajmniej tak twierdzą mieszkańcy małej, nadmorskiej miejscowości. Jednak jeden z nich snuje inne marzenia, choć wie, że czeka go jeszcze długa droga do ich spełnienia. Z głową w chmurach wchodzi do domu sąsiadki, by rozpalić ogień w kominku. Coś jest nie tak i to poważnie coś jest nie tak. Starszy człowiek kieruje swoje kroki do łazienki. Ma przeczucie, że to właśnie tam zakończy się pewna historia. A może właśnie zacznie? Widzi przed sobą kobietę – księżniczkę z lodu. Jest piękna i przerażająca. Zamarznięta kontrastuje z krwią na posadzce. Co się naprawdę wydarzyło? Czy przeszłość i przyszłość mogą się wiązać po tylu latach?

O Camilli Lackberg słyszałam niesamowicie dużo pozytywnych opinii. Są kultowi pisarze kryminałów, których po prostu się zna. Nawet jak się nie czytało książki. Są również tacy, o których wszyscy mówią i naprawdę poza zwykłym rozgłosem czytelnicy wiedzą coś więcej. Właśnie takie wrażenie robi "Saga o Fjallbace". To połączenie czegoś starego i nowego. Starego, ponieważ biorąc powieść do ręki jesteś przekonany, że znajdziesz wszystkie typowe elementy, które zapewnią dobry warsztat literacki. Natomiast nowego, gdyż jesteś zaintrygowany i od razu wiesz, że to powiew świeżości. Właśnie z takimi uczuciami podchodziłam do "Księżniczki z lodu". Nie ukrywam, że miałam wyjątkowo duże oczekiwania i nadzieję, że zostaną one spełnione. Czy tak było?

Muszę przyznać, że rozpoczęcie powieści zrobiło na mnie bardzo dobre wrażenie. Było niepozorne. Gdyby nie małe przerywniki, powiedziałabym, że jest to zwykła obyczajówka. Jednak w mgnieniu oka wszystko się zmieniło i przede mną ukazał się obraz prawdziwego kryminału, które ma w zanadrzu wiele niespodzianek. Powiązania miedzy bohaterami były bardzo nietypowe. Na początku nie brałam w ogóle pod uwagę, że niektórzy ludzi i zdarzenia mogą mieć ze sobą coś wspólnego. Możecie mi zarzucić, że przecież nie mogły stać się przypadkiem. Wiem to – w kryminałach nie ma przypadkowych zdarzeń, jednakże miałam inną wizję zakończenia. W dodatku przed każdym rozdziałem pojawiały się przerywniki. To były myśli nieznanej nam osoby. Przerażały. Mam ochotę użyć tutaj słowa "chore". Nikt zdrowy psychicznie nie ma takich skojarzeń, pragnień i podejścia do rzeczywistości. Lecz ostatecznie zawiodłam się na fabule odnoszącej się do kryminału. Mimo że na starcie nie przewidziałam zakończenia, z czasem zmieniło się to. Nie mogę powiedzieć, że wszystko przeczułam i przed przeczytaniem kulminacyjnej części powieści wiedziałam o całym zakończeniu. Jednak domyśliłam się głównego wątku... Niestety to sprawiło, że moje pozytywne uczucia co do "Księżniczki z lodu" zelżały.

Gdy rozpoczynałam książkę, spodziewałam się ciężkiego, opisowego języka, który będzie wszystko utrudniał. Byłam niesamowicie zaskoczona, gdy okazało się, że Lackberg ma lekki i bardzo przyjemny styl. Od razu skojarzyłam go z młodzieżówką, co wywołało u mnie sprzeczne uczucia. Literatura młodzieżowa jest ostatnimi czasy znana z niedokładności i niskiej jakości językowej. Oczywiście bardzo tu uogólniam, ponieważ nie każda książka z tego gatunku jest źle napisana. Z drugiej strony o wiele lepiej i szybciej czyta się historię, która jest napisana w niewymagający sposób. A jednym z głównych celów kryminałów jest rozrywka. Odrzuciłam na bok swoje obawy i zaczęłam czytać. Okazało się, że jednak należę do osób, które uwielbiają się męczyć przy ciężkim języku autora. Brakowało mi szczegółów i barwnych opisów. Nie przeczytałam w swojej karierze czytelnika dużo tego typu powieści, jednakże jak na razie nie jestem w stanie zmienić swojego wizerunku książek sensacyjnych.

Bohaterowie wzbudzili we mnie sympatię. Pojawili się nagle w moim życiu i byłam ich bardzo ciekawa. Chciałam koniecznie uchwycić ich charaktery i przewidzieć zachowania. Nie umiałam. Mimo że poznałam całą tę opowieść, nadal nie znam postaci. Są przypadkowo spotkanymi ludźmi, z którymi zamieniłam kilka słów i poza ogólnym rysem ich życia nic więcej nie wiem. Jestem trochę zirytowana tym faktem, ale wiem też, że istnieją kolejne części i spodziewam się, że autorka powoli ukaże mi ich duszę. Będę miała okazję poznać ich powoli i zapewne dobrze, czyli tak jak w prawdziwym życiu.

Największym plusem "Księżniczki z lodu" jest tematyka, którą porusza pisarka. Nie jest ona spotykana na co dzień. Póki nie wydarzą się takie rzeczy, nikt o tym nie mówi, a nawet gdy dojdzie do tego typu zdarzeń, większość ludzi próbuje uniknąć tematu. Chcą, żeby przestał istnieć, ale tak nie będzie. Nasze pragnienia nie są w stanie, wymazać przeszłości. A przeszłość może zniszczyć przyszłość...

"Księżniczka z lodu" jest barwną powieścią i bez wątpienia przeczytam kolejne tomy serii. Myślę, że każdy fan kryminałów powinien zapoznać się z tą pozycją. Jak już wspominałam, mam inne wyobrażenia co do tego gatunku, jednakże nie czuję się zawiedziona. Jest wiele niedociągnięć, ale jestem pewna, że w kolejnych częściach zostały dopracowane.