Pokazywanie postów oznaczonych etykietą erotyk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą erotyk. Pokaż wszystkie posty

środa, 21 czerwca 2023

Heart of the Devil – Wiktoria Wolf

 

Tytuł: Heart of the Devil 

Autor: Wiktoria Wolf

Kategoria: Romans

Wydawnictwo: Novae Res

Liczba stron: 226

Ocena: 1/10








Czym tak naprawdę jest miłość? Gdzie jest granica między prawdziwym uczuciem, poświęceniem a uzależnieniem od drugiej osoby? Czy w ogóle jest możliwe jakiekolwiek rozgraniczenie tego? Osobiście uważam, że tak, choć granica jest bardzo cienka, bardzo łatwo ją przekroczyć i bardzo trudno wrócić. A jak Wy myślicie?

Jane wydaje się być zwykłą nastolatką, która wiedzie równie zwykłe życie. Ma swoich przyjaciół, którzy towarzyszą jej w codziennych radościach i trudnościach. Ma nadopiekuńczego brata i oczywiście w tle pojawia się najlepszy przyjaciel brata. Myślę, że nietrudno się domyślić, że jest on zabójczo przystojny i ma mroczną duszę. Ale czy na pewno? By się o tym przekonać należy przeczytać "Heart of the Devil", choć ja nie uważam, że to na tyle przydatna wiedza, by poświęcać swój czas. 

Jednak od początku – czemu zdecydowałam się przeczytać tę książkę, choć większość romansów z uśmiechem krytykuję? Ponieważ byłam zmęczona i potrzebowałam czegoś lekkiego, co napełni moje serce ciepłem, miłością i namiętnością. Coś, co czyta się szybko, nie jest skomplikowane, ale daje satysfakcję z odpoczynku. "Heart of the Devil" wydawało mi się właśnie taką książką, ale okazało się, że diametralnie się pomyliłam. Prostota tej książki, błędy i to, co ona sobą reprezentowała, wywołała we mnie wiele negatywnych emocji. 

Przyznam się z bólem serca, że nie dostrzegam pozytywów tej książki. Autentycznie, i jest mi niezmiernie przykro z tego powodu. Już sam pomysł wydawał mi się dość schematyczny, ale na początku nie przeszkadzało mi to. Jednak z czasem nie rozumiałam, jak można wykorzystać tak wiele schematycznych motywów. Wygadana nastolatka, przystojny i niebezpieczny przyjaciel brata, którego główna bohaterka nienawidzi, najlepszy przyjaciel-gej, słodka i naiwna przyjaciółka. Przecież to wszystko jest po prostu czystą sztampą. Ale żeby nie było – dobrze napisaną sztampę da się rzetelnie obronić. 

Jednak ta książka jest napisana tragicznie. I nawet nie chodzi mi o to, że autorka nie ma talentu. Być może ma i być może w przyszłości jest w stanie wypracować pewne aspekty na tyle, by napisać genialną książkę. Tylko że nie w tej chwili. Trzeba ćwiczyć pisanie. Zdarzają się osoby, które prawie od razu potrafią fantastycznie pisać, ale wiele rzeczy trzeba wcześniej wyćwiczyć, wymyślić, spotkać się z nimi w innych książkach, posłuchać konstruktywnej krytyki i myślę, że wtedy można pisać. W "Heart of the Devil" brakuje logicznych połączeń między wydarzeniami. W mojej wyobraźni wygląda to tak, że pisarka miała jakiś pomysł w głowie, być może odtworzyła sobie kilka razy jakieś wyobrażenie, by następnie napisać tylko część. Jakby zapomniała, że czytelnicy nie czytają jej w myślach, więc wielu elementów nie może pominąć. I tu jest coś bardzo ciekawego – Wiktoria Wolf skupiała się na takich banałach, jak dokładne opisywanie ubioru bohaterów prawie każdego dnia, co było do jedzenia na śniadanie, a pomijała wyjątkowo istotne dla fabuły elementy. Nie wiem, co tu się zadziało. Ale czytając tę książkę, skłoniłam się do słuszności powiedzenie, że ten kto opisuje ubrania i posiłki, nie jest jeszcze gotowy, by dzielić się swoją twórczością. W tej chwili z mojej strony będzie to okrutne, ale pisarka w dedykacji krytykuje swoją polonistkę. Niestety polonistka miała rację. 

Bohaterowie niestety też okazali się... Teraz mi zabrakło słów, ponieważ źle wykreowani nie opisuje tego, co chcę powiedzieć. Oni w ogóle nie byli wykreowani. Każdy z nich był płytki, bez żadnego charakteru. Odróżniałam ich wyłącznie po jakiś głównych cechach, czyli np. Daemon to ten seksowny, gej to przyjaciel głównej bohaterki itd.  No nie, tak nie powinno być. A sama Jane to dla mnie nie istniała. Była tylko bezosobowym narratorem. 

W tym momencie dochodzę do czubka góry lodowej. Ta książka przekazuje młodym osobom złe wzorce. To co toksyczne, to co wulgarne przedstawia jako atrakcyjne, jako pożądane. Relacja głównych bohaterów jest po prostu toksyczna i poniżająca dla Jane, a ona tego nie widzi. Kobiety nie powinny być tak poniżane przez mężczyzn. Są czymś więcej niż przedmiotem, który seksowny mężczyzna może wziąć sobie, gdy ten przedmiot zacznie spełniać zachcianki i podlizywać się. Dokładnie tak to odebrałam i dla mnie jest to wręcz tragiczne, że takie uprzedmiotowienie i poniżanie ludzi przedstawia się właśnie jako zakochanie i bliską relację. 

Rzadko mi się zdarza, że żałuję, że przeczytałam jakąś książkę. Zazwyczaj jeśli nawet nie podoba mi się, to mam poczucie nowego doświadczenia i poszerzenia granic. Przy "Heart of the Devil" przeżyłam sprowadzenie na ziemię. Nikomu nie polecam tej książki. Natomiast mam nadzieję, że sama pisarka będzie ćwiczyć, poprawiać swoje błędy i pewnego dnia napisze książkę, którą dobrze ocenię, lub zrozumie, że być może inny rodzaj działania daje jej spełnienie. 

Książka z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl

sobota, 6 lutego 2021

Najlepsza oferta – Georgia Le Carre

 

Tytuł: Najlepsza oferta

Autorka: Georgia Le Carre

Przekład: Grzegorz Gołębski

Kategoria: Literatura erotyczna

Wydawnictwo: Niegrzeczne książki

Ocena: 2/10

"Najlepszą ofertę" otrzymałam w ramach współpracy z TaniaKsiażka.pl






Niekiedy życie z dnia na dzień postanawia poprzestawiać nam wszystko o sto osiemdziesiąt stopni. Jednego dnia jesteśmy szczęśliwi, pełni miłości i nie musimy martwić się o przyszłość, by już drugiego wszystko runęło i każdego kolejnego dnia przypominało, jak bardzo jest źle i jak bardzo źle może być. To przerażająca i smutna wizja, lecz czasami staje się rzeczywistością i trzeba jakoś się przystosować i walczyć o nadejście lepszych czasów. Czy jesteście na to gotowi? Czy podołacie walce o każdy kolejny dzień?

Freya pochodzi z bogatej rodziny, która była w stanie zapewnić jej dobre życie, gdzie nie trzeba się martwić o przyszłość i można zaspokajać większość kaprysów. Wszystko się zmieniło, gdy jej ojciec został oskarżony o kradzież nowej technologii i pod wpływem pogardy i nieuzasadnionych opinii popełnił samobójstwo. Freya i jej matka zostały z wielkimi długami, które z każdym dniem się powiększają, ponieważ butik jej matki jest na skraju bankructwa. Freya będzie musiała zrezygnować ze studiów i sprzedać ukochany dom babci. Ale czy na pewno nie ma innego wyjścia? Może jest w zasięgu ręki, tylko trzeba mieć odwagę i pokonać wszelkie uprzedzenia?  

Jestem właśnie po serii egzaminów i miałam niesamowitą ochotę na jakiś lekki i pikantny romans. Mój mózg krzyczał, żebym dała mu odpocząć i się zrelaksować. Dlatego zdecydowałam się na zapoznanie z nowym i zdobywającym coraz większą popularność erotykiem. Od początku zdawałam sobie sprawę, że niektóre aspekty mogą nie przypaść mi do gustu i wręcz oburzyć. Ale postanowiłam przymknąć na to oko i dać się ponieść rozrywce. Stanowczo przeceniłam swoje umiejętności selektywnego wyboru treści – nie dałam rady i moje własne uprzedzenia i poglądy wzięły górę. Z tego względu "Najlepsza oferta" okazała się jednym z najgorszych erotyków, które czytałam. Czemu? 

O tym za chwilkę, ponieważ chciałabym się skupić na razie na największym pozytywie książki, a chodzi mi o styl autorki. Okazał się naprawdę przyjemny w odbiorze, co perfekcyjnie pasuje do przedstawionych treści. Dzięki lekkiemu piórowi pisarki zapomniałam o rzeczywistości i dałam się wciągnąć w świat Frei. Mimo oburzenia i niekiedy zniesmaczenia przekładałam stronę za stroną i byłam niezmiernie ciekawa, jak potoczą się dalsze losy bohaterów. Poza tym Georgia Le Carre udowodniła, że jej styl jest charakterystyczny i pełen zaskakujących, językowych zwrotów akcji. To pozwalało odczuć dynamikę treści. 

Natomiast przy samej fabule rozpoczynają się pierwsze schodki. Przede wszystkim była niestety bardzo niedopracowana i zawierała wiele luk fabularnych. Wszystko skupiało się na uczuciu Frei i Brenta, a wątki poboczne istniały tylko i wyłącznie jako konieczne tło. Szkoda, ponieważ wiele z nich miało potencjał, który razem z romantycznymi aspektami mógłby stworzyć wielowymiarową historię. Tymczasem to spłycenie irytowało mnie i wywoływało monotonnie. Tym bardziej że treść książki – nie chcę Wam zbyt dużo zdradzać – momentami okazała się dość mocno kontrowersyjna, co w mojej opinii odbierało jej pikanterii, na którą tak mocno liczyłam. 

Co było tematyką powieści? Tutaj zaczyna się mój problem. Tak jak wspomniałam na początku, Freya została pozbawiona prawie wszystkich pieniędzy i musiała zdecydować się, jak w takim przypadku powinna postąpić. I w tym miejscu mam problem z podjęta przez nią decyzją. Dla mnie była po prostu bezpodstawna, lecz też jestem w stanie zrozumieć, co ją wywołało i o jak wielką stawkę była gra. Ale jestem oburzona tym, co było później, czyli jak się na pewno już domyśliliście, sferą romantyczno-erotyczną. Jej decyzja powinna na nią wpłynąć i to zrobiła, ale wybitnie pozytywnie, co jest tak mocno nieżyciowe i oburzające mnie, że czuję obrzydzenie. Czy tak powinna wyglądać miłość? Czy w ogóle przy takim układzie miłość istnieje? Nie umiem sobie tego wyobrazić. 

Warto byłoby też zwrócić uwagę na kreację bohaterów, a raczej jej całkowity brak... Ich jedyną zasługą w tej powieści jest fakt, że po prostu istnieją i tym swoim istnieniem irytują. Wiem, że to dość mocne stwierdzenie, ale tak bardzo ich nie lubiłam, że chyba tylko ten styl autorki mnie do nich przekonał. Sama Freya to dziewczyna, której decyzji w ogóle nie rozumiem i nawet nie jestem w stanie wyobrazić sobie, co dzieje się w jej głowie. Przyznam, że doprowadzało mnie to do szału. A co z Brentem? Stereotypowo jest przystojnym miliarderem i... psychopatą. Czyli kimś, o kim marzy każda kobieta? Stanowczo nie. W realnym życiu normalny człowiek zastanawiałby się, jak załatwić sobie zakaz zbliżenia się, kiedy Brent ma tak rozbudowane koneksje. 

Jak sami czytacie, "Najlepsza oferta" w moim ujęciu okazała się powieścią wyjątkowo przeciętną i uderzającą w moje poglądy. Zamiast rozrywki dostałam pokłady frustracji i przykro mi z tego powodu. Widziałam, że książka ma już swoich fanów, więc na pewno Wam jej nie odradzę, ale też w żaden sposób nie polecę. 

Więcej książek o podobnej tematyce znajdziecie w dziale bestseller na TaniaKsiążka.pl


piątek, 23 października 2020

Stracona tożsamość – Ewelina Dobosz

 

Tytuł: Stracona Tożsamość

Autor: Ewelina Dobosz

Cykl: Nowa tożsamość

Tom: II

Kategoria: Literatura erotyczna

Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece

Ocena: 3/10

"Straconą Tożsamość" otrzymałam z TaniaKsiążka.pl






Znacie to uczucie, gdy po bardzo długim czasie – pełnym zawirowań i problemów, wreszcie nastały dni spokoju i nareszcie można odpocząć w szczęściu i radości? To jest cudowne uczucie, które niesie ze sobą odpoczynek i ulgę. Ale czas biegnie dalej i nawet w prawie perfekcyjnym życiu pojawi się rutyna, nowe obowiązki, nowe role, a co za tym idzie nowe problemy. Mam wrażenie, że to takie błędne koło, nad którym nie jesteśmy w stanie zapanować, ale nie jestem też pewna, czy bylibyśmy w stanie bez niego żyć. Czym byłoby wiecznie idealne życie, gdyby nie zmieniało się i nie stawiało nam wyzwań? Niesie to ze sobą okrucieństwo, ale i pewną pasję. 

Emily i Igor po traumatycznych przeżyciach rozpoczęli nowe życie, które zapowiadało się jak z bajki. Powtórnie wzięli ślub, kupili apartament i... Zostali rodzicami! Czyli wszystko tak, jak być powinno według ich marzeń. Ale w końcu nowe życie niesie ze sobą wiele zmian i wyzwań, które potrafią zmieniać człowieka. Igor z każdym dniem obserwuje, jak jego ukochana zmienia ciągle swoje prace, popada w zakupoholizm i nie może odnaleźć się w roli matki. Niepokoi się, ale też nie wie, jak pomóc żonie i czy na pewno jeszcze chce. Czy ich szybka namiętność i pochopne małżeństwo, skończy się szybciej niż "na zawsze"? Czy mają jeszcze wspólną przyszłość? I czy to koniec traumatycznych wydarzeń?

Miałam całkiem spore oczekiwania co do całej serii. Byłam przekonana, że to będzie ciekawy romans z akcją i wątkiem kryminalnym. W pewnym sensie tak było w pierwszym tomie i drugim również, ale to nie było to, na co czekałam i przede wszystkim czego się spodziewałam. Niestety ze smutkiem przyznaję, że ten cykl okazał się moją prywatną porażką. Dlaczego? 

Przede wszystkim mam mały kłopot ze stylem autorki. Nie chodzi o to, że jest jakiś karygodny czy po prostu niedopracowany. Oczywiście tak jak można by się spodziewać po gatunku powieści, jest on dość prosty, ale też zarazem bardzo przyjemny. Pozwala na szybkie wciągnięcie się w fabułę. Tylko moim marzeniem byłoby coś unikatowego, coś, co dałoby mi poczucie, że to książkach Eweliny Dobosz i właśnie dzięki językowi zapamiętam wyjątkowość pisarki. Oczekuję to po każdej powieści, więc było mi przykro, że niestety w tym przypadku nie znalazłam takich elementów. Poza tym "Stracona tożsamość" jest dla mnie zbyt wulgarna. Nie mam nic przeciwko mocniejszym słowom, czy scenom, ale w wielu sytuacjach nie widzę jakiegokolwiek uzasadnienia w używaniu takiego słownictwa. To jest dość subiektywne odczucie i każdy może to odebrać całkowicie odmiennie, co nie zmienia faktu, że poczułam się totalnie zniechęcona do całości. 

Jedynym plusem jest ukazanie, że po naszym ukochanym sloganie "żyli długo i szczęśliwie" jest coś więcej i niekoniecznie tak bardzo pozytywne, jak sobie wyobrażamy. Wszyscy wiemy, że tworzenie różnych relacji i wchodzenie w nowe role jest pracochłonnym i angażującym zajęciem. Bez naszego wkładu nie da się utrzymać tak ścisłych więzów, jakie powinny być w małżeństwie. Brzmi to nieco ponuro, ale uważam, że niesie ze sobą również pewnego rodzaju piękno. Pisarka za pomocą wejścia smoka dała sygnał, że o szczęście trzeba walczyć. Ten wątek niezwykle mi się podobał i naprawiał wiele pozostałych błędów. 

Jednak w innych aspektach fabuła mocno mnie zawiodła, ponieważ okazała się zbyt szybka, zbyt nieuporządkowana i zbyt nierealna. Gdy doszłam do części rozwinięcia głównego wątku, to był jakiś maraton, gdzie nie mogłam w ogóle złapać oddechu i miałach ochotę rzucić to wszystko i sobie darować. To niedopracowanie i zabójcze tempo wywoływały we mnie frustrację do tego stopnia, że nawet zaskakujące momenty wydawały mi się niegodne uwagi. 

Tutaj pora przejść do części, gdzie opowiadam o największym rozczarowaniu całej "Straconej tożsamości", czyli o bohaterach. Ich kreacja w ogóle nie istnieje, a jak już gdzieś nieśmiało chce się, jednak ujawnić przed czytelnikiem, to przedstawia postaci nudne i wywołujące rozpacz swoim nielogicznym postępowaniem. Warto wspomnieć, że ogólnie bardzo nie lubię Emily, nie rozumiem jej działań i wydaje mi się słabą kobietę. A najgorsze jest to, że odnoszę wrażenie, że ona nie została specjalnie tak stworzona przez autorkę, tylko jest skutkiem jakiegoś błędu. Sam Igor wywołuje również we mnie niechęć, ale jego pokłady złości czasami dawały nadzieję na lepszą perspektywę. Tylko po raz kolejny w jego charakterze pojawiały się wyraźne luki, których nie mogłam zaakceptować. 

"Stracona tożsamość" okazała się powieścią nie w moim stylu. Posiada pewne zalety, ale w ostatecznych rachunku nie są one w stanie zrównoważyć mi całości. Po "Nowej tożsamości" byłam bardzo niezadowolona, ale wierzyłam, że pisarka udoskonali swoje pióro i ma potencjał do rozwinięcia. Tymczasem tak się nie stało. Dlatego myślę, że to koniec mojej znajomości z twórczością pisarki, jeśli jej kolejne książki jeszcze zostaną wydane.

Więcej książek dla kobiet w księgarni internetowej Tania Książka


piątek, 16 października 2020

W butach Valerii – Elisabet Benavent

 

Tytuł: W butach Valerii

Autor: Elisabet Benavent 

Tłumaczenie: Barbara Bardadyn

Cykl: Valeria

Tom: I

Kategoria: Romans

Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece

Ocena: 3/10






Opisy miłości szalonej, pełnej namiętności i romantyczności zazwyczaj urzekają. Bo bądźmy szczerzy – kto nie chciałby przeżyć właśnie takiej miłości? Gdy zakochanie odbiera wszelkie zmysły, świat się zwęża do tej jednej osoby, ale zarazem daje nieograniczone możliwości? To cudowna wizja, ale niestety w życiu bywa różnie. Niektórzy przeżywają właśnie taki rodzaj miłości, inni mogą znaleźć swoją drugą połówkę, ale ich historia jest spokojniejsza, a jeszcze inni nigdy nie odnajdują się w sprawach serca. Wszystko zależy od osobowości, temperamentu, marzeń i szczęścia. 

Valeria jest pisarką, która zdobyła wiele nagród i teraz przyszedł czas na powstanie jej kolejnego dzieła. Jednak tu pojawia się istotny problem – wena nie przychodzi na zawołanie. Kobieta jest przerażona swoim brakiem pomysłów i brakiem zaangażowania. A nie pomaga fakt, że jej mąż przebywa coraz więcej w pracy, a w domu oddala się od niej i jest nieczuły na jakiekolwiek próby poprawy ich sytuacji. Valeria ma trzy przyjaciółki: Lola to ta szalona bez żadnych ograniczeń, Carmen to to urocza i pragnąca szczęścia, natomiast Nerea jest do bólu zimna i profesjonalna. Każda z nich musi zmierzyć się ze swoimi własnymi problemami i przede wszystkim z nadchodzącą miłością. Czy miłość zawsze daje szczęście? 

"W butach Valerii" przyciągnęło moją uwagę dobrymi opiniami, ekranizacją Netflixa i szalenie różową okładką. Wierzyłam, że przyniesie ze sobą powiew radości, śmiechu i nieokiełznanej namiętności. W moim przypadku jest przepis na idealny romans dla odpoczynku i może trochę dla ocieplenia serduszka. Niestety szybko okazało się, że ta opowieść to w ogóle nie moja bajka, a ja nie potrafię odnaleźć w niej prawie żadnych pozytywów. Ale po kolei. 

Przede wszystkim zawiodłam się na stylu autorki. Możliwe, że wynika to z mojego wyobrażenia, gdzie pisarka wykazuje się humorem i charyzmą. Tutaj stanowczo tego nie było. Styl niczym się nie wyróżniał, a jego prostota często mnie irytowała. Choć też nie będę za bardzo krytykować, ponieważ przy odrobince zaangażowania książkę czytało się przyjemnie i szybko. Jednak miałam wiele momentów, gdy traciłam tempo czytania, ponieważ pojawiały się całkowicie nie pasujące słowa. Nie wiem, z czego to wynika, ale one po prostu gryzły się z całym zdaniem. Być może to kwestia polskiego tłumaczenia...

Natomiast sama fabuła była strasznie powolna i jeszcze bardziej strasznie monotonna. Już dawno się tak bardzo nie wynudziłam przy jakiejkolwiek powieści. Ani razu nie poczułam się rozbawiona, a tym bardziej ani razu nie poczułam tych emocji, które powinny towarzyszyć bohaterkom. W końcu to opowieść o życiu, o miłości... Jeśli nawet ktoś prowadzi życie idealnie poukładane, przepełnione rutyną i nudą, to prawdziwa miłość ekscytuje. To rozterki z nią związane pochłaniają uwagę tego człowieka i sprawiają, że w pewnej części staje się egocentrykiem skupionym na swoich własnych problemach. W tym nie ma nic złego, ale jako czytelnicy właśnie to powinniśmy poczuć. A moją jedyną silniejszą emocją była frustracja na czyny Valerii. Zawiodło mnie również zakończenie powieści. Nie chcę Wam za dużo zdradzić, jednak ostrzegam, że w mojej głowie pojawiło się jedno pytanie: naprawdę do tego dążyliśmy? To było dla mnie bezsensu. Dobrze, że są kolejne tomy, bo wtedy mogę zrzucić to na karb przerwania książki w złym miejscu. 

Ale oczywiście nie może być aż tak źle! W "Valerii" niesamowicie cenię, że czwórka bohaterek ma tak odmienne charaktery, spojrzenia na świat i życie. To niezwykłe uczucie, jak bardzo mogą różnić się przyjaciele, a zarazem tworzyć jedność. Pisarce fantastycznie udało się ukazać, że dziewczyny kochały się, szanowały swoje odmienne zdania i mimo częstych kłótni czy nieporozumień, nadal umiały znaleźć wspólny język. Każda z przyjaciółek była pewnego rodzaju ujęciem karykaturalnym, gdzie jakaś cecha była intensywna, wręcz dominująca. Problem miałam tylko z tytułową Valerią, która dosłownie ze wszystkich bohaterów wydawała mi się najbardziej bezosobowa. Jej stanowczo nie polubiłam. 

Jak mogę podsumować tę książkę? Niestety jako jedno wielkie rozczarowanie. Nawet ciężko w tej chwili stwierdzić mi, co sprawia, że jednak tak dużo czytelników uwielbia tę historię. Musi być coś, co do mnie nie przemówiło, a do innych tak. Dlatego na pewno mimo własnego rozgoryczenia nie odradzam Wam tej książki. W końcu może właśnie Wy docenicie jej sedno. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję bardzo księgarni Tania Książka i zapraszam Was do zapoznania się z ich działem bestsellery

środa, 21 sierpnia 2019

Powiedz tak! – Anna Szafrańska


Tytuł: Powiedz tak!

Autor: Anna Szafrańska

Cykl: Właśnie tak!

Tom: II

Kategoria: Literatura obyczajowa

Wydawnictwo: Novae Res

Liczba stron: 516

Ocena: 8/10








Czasami nachodzą mnie przemyślenia, że wygrałam los na loterii życia. Dlaczego? Bo mam prawie wszystko, czego można zapragnąć. Przede wszystkim mam kochającą rodzinę, która jest zawsze przy mnie, chłopaka, którego kocham nad życie, wspaniałych przyjaciół, względnie dobre zdrowie, wystarczająco pieniędzy, by mieć co jeść i pozwolić sobie na przyjemności. Czego mogę chcieć więcej? Zwykle odpowiadam, że rodzeństwa, ale no wszystkiego chyba naprawdę nie można mieć. Choć to też bardzo dyskusyjna sprawa. Podsumowując ten krótki opis, jestem najszczęśliwszą osobą na świecie, która coraz częściej podchodzi do tego bardzo sentymentalnie i wręcz rozczulająco. Pewnie się zastanawiacie, czemu akurat teraz postanowiłam się podzielić z Wami moimi życiowymi odczuciami. Otóż książka, którą dosłownie przed chwilą skończyłam czytać, pogłębiła jeszcze bardziej tę refleksję. 

Stefania jako bardzo młoda osoba musiała zmierzyć się z okrucieństwem losu oraz złymi decyzjami dorosłych. Jednak nie sprawiło to, że stała się zgorzkniałą i nieszczęśliwą kobietą. Szła przez życie, pokonując wszelkie przeszkody i doprowadziła do momentu, gdzie znalazła odwagę i siłę, by podzielić się nią z innymi osobami. Przyszedł czas, by Stefcia sprawdziła się jako matka Melanii oraz narzeczona swojego ukochanego, czyli Michała. Przyszłość tej niezwykłej, młodej kobiety zapowiada się w pięknych barwach, jednak do czystego szczęścia dochodzi się przez wiele przeszkód. Jedną z nich może być rodzina, która niekoniecznie pochwala związek swojego syna z młodszą i według nich niedoświadczoną dziewczyną. Czy Stefania zdobędzie sympatię rodziców i siostry Michała? Czy okaże się dobrą matką? I czy poradzi sobie z demonami przeszłości? 

Jeśli czytacie moje recenzje, to doskonale wiecie, że rzadko decyduję się na tego typu powieści. Wydaje mi się, że jestem zbyt młoda i niedojrzała, by je docenić i odebrać tak, jak powinnam. Choć może nie ta mniemana młodość tylko brak dojrzałości niszczy mi odbiór tych historii. Jednak tym razem postanowiłam dać szansę książce "Powiedz tak!" i jest to z mojej strony pewnego rodzaju szaleństwo, gdyż ani nie znałam wcześniej autorki i żadnych opinii o niej, ani też nie czytałam pierwszego tomu cyklu "Właśnie tak!". Po prostu stwierdziłam, że ta powieść przypadnie mi do gustu i da wiele do myślenia. Już z samego opisu wiecie, że dokładnie tak było. 

Pani Ania Szafrańska pisze bardzo płynnie. Gdy czytałam, miałam wrażenie, że wszystko jest perfekcyjnie poukładane i przemyślane. Dzięki temu czytało mi się przyjemnie oraz potrafiłam zamknąć się na rzeczywisty świat i obserwować z zaciekawieniem poczynania Stefci. Towarzyszyła temu lekkość, która tak bardzo kojarzy się z codziennością, lecz nie oznacza to, że historia porusza same łatwe tematy. Potrafi ukazać również te trudne i emocjonalne wydarzenia w taki sposób, że jesteśmy w stanie poradzić sobie z nimi i przede wszystkim wyciągnąć jakąś naukę z nich. Co prawda mam pewne zastrzeżenia do stylistyki autorki, ale nie są one na tyle istotne, by je rozważać.

Fabuła okazała się czymś cudownym mimo mojego dość sceptycznego podejścia. "Powiedz tak!" sprawiało, że czułam ciepło w sercu. Miałam przed sobą obraz przepięknej i prawdziwej miłości, która urzekała na każdym kroku. A przy tym była tak bardzo rzeczywista i codzienna, że nikt nie może mieć wątpliwości, że taka miłość może zdarzyć się w prawdziwym życiu, a nie tylko na kartach jakieś powieści. Dla samego tego uczucia byłam gotowa zapomnieć o wszystkich wadach i niedociągnięciach. Miałam głębokie poczucie sensowności i spokoju, który w nieinwazyjny sposób zmuszał mnie do zmiany zdania w wielu aspektach. Pisarka ukazuje nam całkowicie normalne życie wielu osób. Lecz życie niesie ze sobą wiele przeszkód i tragedii, które w opowieściach mrożą krew, ale w rzeczywistości stają się smutną normą, która przynosi ze sobą cierpienie, niepewność i nierozumienie, ale musi zostać zaakceptowana. Poza tym cała historia Stefanii i Michała jest zamknięta w ckliwej otoczce. Niestety dla mnie o wiele za bardzo ckliwej. Nie chcę nawet myśleć, ile razy główna bohaterka opowiadała o swojej miłości do bliskich. Oczywiście to piękne, lecz nie trzeba aż tyle opisów, by to zrozumieć dogłębnie. 

Co do samej Stefci to mam wyjątkowo mieszane odczucia. Żeby nie było – uwielbiam tę kobietę i naprawdę ją podziwiam. Ale czasami tak bardzo trudno było mi ją zrozumieć. Albo się całkowicie nie zgadzałam z jej opinią, albo nie byłam w stanie stwierdzić, czemu tak a nie tak. To mnie dość mocno irytowało, jednak to jest tak jak z dobrym przyjacielem – nie zawsze musimy się z nim zgadzać, nie zawsze musimy go rozumieć i często nas drażni, ale i tak to nasz przyjaciel, którego szanujemy i kochamy. Identycznie miałam ze Stefcią. Natomiast Michał już nie wywołał we mnie tylu najróżniejszych emocji. Po prostu go lubiłam, bo był uroczy ze swoją miłością, czasami nieporadnością i niekiedy zazdrością. Taki prawdziwy człowiek, który przeżywa i te pozytywne emocje, i te negatywne. I teraz przechodząc do Meli... Pokochałam to dziecko całym sercem. Okazała się bardzo empatyczną i mądrą dziewczynką, a przy tym pełną energii i nie dającą się stłamsić życiu. 

"Powiedz tak!" to jeden z moich najlepszych wyborów ostatnich miesięcy. Książka nie jest wybitna, lecz ma w sobie to coś, co porusza i sprawia, że człowiek chce spojrzeć w podobny sposób na swoje własne życia. Daje porządny zastrzyk motywacji, by nie użalać się nad sobą, swoimi niepowodzeniami i problemami, tylko działać i kochać całym sobą. Wtedy życie jest prostsze i wspaniałe. 

Za możliwość spojrzenia na swoje życie przez różowe okulary dziękuję bardzo Wydawnictwu Novae Res 

elfik_book

poniedziałek, 1 lipca 2019

Hate to love you – Tijan Meyer


Tytuł: Hate to love you

Autor: Tijan Meyer

Tłumaczenie: Agnieszka Wyszogrodzka-Gaik

Kategoria: Erotyk, romans

Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece

Liczba stron: 408

Ocena: 5/10










Studenci – wydaje się, że to inna kategoria ludzi, która żyje własnym, często szalonym życiem i zapomina o prawdziwym świecie. Jako studentka muszę przyznać, że coś jest na rzeczy. Po liceum wychodzimy z zamkniętego świata szkoły, by poznać nową rzeczywistość, nowych ludzi i nowe obowiązki. Jednak mimo to potrafimy się paradoksalnie ograniczać własnymi ambicjami, własnymi oczekiwaniami... Chcemy zaszaleć lub oderwać się od swojego wcześniejszego życia, które niekoniecznie musiało być wystarczające. Może to być dla nas nowy początek. Tylko od nas zależy, czy czegoś dobrego, czy wręcz przeciwnie.

Kennedy nie chce już być wykorzystywane w żaden sposób. Nie chce być już osobą, dzięki której można dotrzeć do kogoś innego albo przepisać pracę domową. Chce żyć własnym życiem na własnych zasadach. Dlatego decyduje się na unikanie wszelkich kłopotów, popularnych osób i przede wszystkim przystojnych chłopaków. Chce się skupić tylko i wyłącznie na nauce i pod tym względem osiągać same sukcesy. Plan się wydaje jej idealny. Ale czy będzie w stanie spełnić wszystkie jego punkty, gdy pozna zniewalającego Shay'a? Jakie mroczne tajemnice może nieść akademik? 

Zdecydowałam się na przeczytanie tej książki, ponieważ potrzebowałam czegoś lekkiego, naiwnego i pełnego emocji. Hate to love you wydawało mi się idealną pozycją, która spełni te wymagania. Wielokrotnie Wam opowiadałam, że nie jestem fanką erotyków i wszelkiego rodzaju romansów, lecz czasami odzywa się we mnie ta romantyczna i zakopana część duszy i wtedy koniecznie muszę coś takiego przeczytać. Swoją drogą coraz częściej pozwalam dojść jej do głosu i decyduję się na książki dla kobiet. Chyba wraz z wiekiem staję się bardziej sentymentalna. Ale wracając do tematu – czy ta powieść spełniła moje oczekiwania?

Na temat stylu nie mam za bardzo, co pisać, ponieważ był prosty i tak naprawdę często podchodził aż pod infantylizm. Dialogi były strasznie nienaturalne, a to jest jedna z rzeczy, która najbardziej irytuje mnie w literaturze. Mam wtedy taki odruch histerycznego śmiechu i najchętniej rzuciłabym wtedy książką o ścianę z wrzaskiem, że ludzie tak nie rozmawiają. Jednak mimo tych wad, to bardzo szybko i raczej przyjemnie czytało się tę historię. 

Gdy zaczęłam czytać, byłam bardzo pozytywnie zaskoczona, ponieważ książka wydawała się mieć sensowną i ciekawą fabułę, która nieraz i nie dwa mnie zszokuje. Jednakże z czasem zaczęło się to zmieniać. Wszystko zaczęło się coraz bardziej komplikować i to w taki bardzo negatywny sposób. Wydarzenia zaczęły być nierealne i czasami po prostu komiczne. W połączeniu z tymi sztucznymi dialogami była to katastrofa. Książkę ratują sceny erotyczne, które w żaden sposób się nie narzucały i często były po prostu urocze. Ogólnie tu też niezbyt to było rzeczywiste, ale przynajmniej dawało mi poczucie, że miłość istnieje i może być po prostu dobra. 

Sama Kennedy doprowadzała mnie do szału. Zwykła hipokrytka. Wymyślała tysiące najróżniejszych zasad, po czym wszystkie po kolei łamała. Wiem, że ciężko czasami spełnić niektóre postanowienia, ale to był jawny brak samokontroli. Większość sytuacji nie była jakaś wyjątkowo czy trudna, żeby tak po prostu przestać się trzymać własnej drabiny moralnej. I tutaj pomijam fakt, że te zasady były nielogiczne i po prostu bezsensowne. Natomiast Shay to taki typowy super facet – przystojny, inteligentny, futbolista, popularny i wszystkie dziewczyny są w nim zakochane. Ale on akurat zakochuje się w tej jednej, która go nie chce i na ogół niczym się nie wyróżnia. Znacie to skądś? Bo ja bardzo dobrze. Na szczęście reszta bohaterów przypadła mi do gustu. Nie są oni jacyś charakterystyczni czy wyjątkowi, ale za to łatwo ich polubić i zrozumieć. Wchodzę w typowe stereotypy, w których jako ludzie zazwyczaj się odnajdujemy. 

"Hate to love you" ma naprawdę wiele wad i to takich rażących w oczy. Aczkolwiek w ostatecznym rachunku spędziłam wiele miłych chwil z tą powieścią. Jest po prostu idealna na odprężenie, a takie były moje oczekiwania. Dlatego myślę, że ani jej nie polecę, bo jestem przekonana, że osoby, które gustują w cięższych tematach, będę bardzo zawiedzione, a osoby, które czasami lubią poczytać sobie lżejszy romans, będą zadowolone. Wy najlepiej wiecie sami, co lubicie. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję bardzo Taniej Książce 

poniedziałek, 18 lutego 2019

Amerykańska królowa – Sierra Simone


Tytuł: Amerykańska królowa

Autor: Sierra Simone

Tłumaczenie: Grzegorz Gołębski

Cykl: New Camelot Trilogy

Tom: I

Kategoria: Erotyk

Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece

Liczba stron: 449

Ocena: 2/10







Kto z nas nie marzy o prawdziwej miłości, która jest cierpliwa i pełna czułości, a zarazem szalona, nieposkromiona i pełna namiętności? Myślę, że tu nie ma znaczenia, czy jest się kobietą, czy mężczyzną. To jest tak bardzo ludzkie uczucie, że coś tak banalnego jak płeć nie zmienia nic w tym zakresie. Każdy z nas czeka na ten moment, a gdy przychodzi czas, pozwala się ponieść fali niespodziewanych wydarzeń, pełnej miłości, cierpieniu z nią związanej i swoich własnych pragnień. Tak właśnie robi Greer. 

Greer od dziecka należy do elity, dlatego doskonale zna zasady, które kierują tym światem. Potrafi uśmiechać się w odpowiednim momencie, rzucać błyskotliwymi komentarza i być pewna siebie. To wszystko dzieje się w rzeczywistości polityki amerykańskiej, jednak w jej sercu wszystko odbywa się inaczej. Szczególnie w momencie, gdy poznaje przystojnego mężczyznę, w którym zakochuje się od pierwszego wejrzenia. Przez lata nie może zapomnieć tego jednego pocałunku pomiędzy nimi. Wtedy była tylko naiwną nastolatką, teraz już jest kobietą i jej uczucia nic się nie zmieniły. Kiedy widzi swojego ukochanego z inną kobietą, pozwala ponieść się rozpaczy, która prowadzi ją do kolejnego przystojnego mężczyzny. Spędza z nim najpiękniejszą noc swojego życia i po raz kolejny zostaje ze złamanym sercem. Lata mijają, a Greer nadal rozpacza, ale w jednym momencie wszystko się zmienia – obaj mężczyźni ponownie wkraczają do jej życia i przewracają go do góry nogami. Czy młoda kobieta będzie potrafiła sobie z tym wszystkim poradzić? Kogo naprawdę kocha? 

Amerykańska królowa od początku była książką, od której nie wymagałam zbyt wiele. Choć należąca do nowości wydawniczych zachęcała. Po ciężkim miesiącu nauki miałam ochotę przeczytać coś lekkiego i stwierdziłam, że tego typu romans albo może bardziej erotyk będzie się idealnie nadawał w tym celu. Tylko tego chciałam, więc czuję się teraz ogromnie zawiedziona, że nawet tak prostej rzeczy, jak sprawienie zwykłej przyjemności w czytaniu, nie była w stanie sprawić. Fabuła od razu wydawała mi się trochę naiwna, jednak dość ciekawy opis i piękna okładka przekonały mnie. I naprawdę w tej chwili tego żałuję. 

Może zacznę od samego stylu autorki. Był on bardzo lekki i przyjemny, więc to chyba jedyny aspekt, gdzie moje oczekiwania zostały spełnione. Nie był też infantylny, więc dla mnie to idealny środek. Nie musiałam zbyt wiele dawać z siebie, żeby zrozumieć tekst, ale nie byłam też zirytowana jego zbytnią prostotą. Dzięki temu powieść czytało się bardzo szybko i fragmentami była wciągająca. Szkoda tylko, że nie był bardziej charakterystyczny, ale za dużo też nie można wymagać. Pod względem języka mam tylko jedno zastrzeżenie – pojawiało się wyjątkowo dużo słów, które gryzły się z całym tekstem. Po prostu w ogóle nie pasowały i wybijały z rytmu czytania. Nie wiem, czy to od początku zawiniła autorka, czy tłumacz. Choć akurat tę wadę da się przeboleć. 

W tej chwili mogę przejść do olbrzymiej fali krytyki. Zacznę od fabuły. Z nią był jeden bardzo poważny problem – nie istniała. Dla mnie jest to po prostu jeden ciąg przypadkowych myśli, fantazji, które pisarka próbowała uporządkować, a i tak poniosła pod tym względem całkowitą porażkę. Jeśli ktoś spytałby mnie o konkretny opis tej książki, to nie miałabym najmniejszego pojęcia, co odpowiedzieć. W "Amerykańskiej królowej" jest tylko jeden prawdziwy wątek – seks. Nic innego nie istnieje, a jeśli nawet gdzieś pojawiały się pojedyncze zalążki innych wątków, to nie było odpowiedniego tła, kontekstu, więc były całkowicie niezrozumiałe. Kto ciągle nawiązuje do nowej, całkowicie wymyślonej polityki, jeśli nie tłumaczy, na czym ona polega? Ciągle słyszymy o wojnie, którą toczy Ameryka z Ukrainą. Jakiej wojnie? Co do tego ma Polska i co to jest w tym świecie Karpatia? Takich pytań mogłabym zadać setki i na żadne nie dostałabym satysfakcjonującej odpowiedzi.

Dla Greer liczył się tylko wyłącznie seks i fantazje erotyczne. W powieści jest podkreślane, jak wielkim uczuciem darzyła tych mężczyzn, jak oni bardzo ją kochali. Wszystko pięknie, szkoda tylko że to puste słowa, a cała ich wielka miłość była wypruta z jakichkolwiek emocji, uczuć... Po prostu roboty zaprogramowane do czynności seksualnych. Co to za miłość? Mam teraz w głowie wspomnienie, jak w szkole śmiało się z par, które nigdy ze sobą nie rozmawiały, tylko spędzały wszystkie przerwy na całowaniu się. To jest dokładnie to samo. W pewnych momentach, aż się dziwiłam, że wiedzą, jak mają na imię. W dodatku większość scen erotycznych jest bardzo mocna. Tutaj już wchodzą własne preferencje czytelników, więc jestem w stanie zrozumieć, że dla niektórych to ciekawe, jednak nie w momencie, gdy nic innego nie istnieje. Dla mnie było to po prostu nie do przejścia. 

Może byłabym w stanie jakoś się przekonać do "Amerykańskiej królowej", gdyby Greer posiadała choć trochę jakieś osobowości i okazywała emocje. Według mnie nie posiadała żadnej kreacji literackiej, gdyż nie jestem w stanie wymienić ani jednej jej cechy poza naiwnością i brakiem inteligencji (a właśnie nią się szczyciła). Ale czy to są cechy? I Ash... Ta postać w mojej karierze literackiej przejdzie w historii jako najbardziej irytujący bohater. Nie mam na niego słów – totalny hipokryta, który nie wie, czego naprawdę chcę. Na szczęście pod względem bohaterów jakoś sytuację uratował Embry. Ten bohater jest dla mnie nieskończony, więc raczej nie powinnam zbytnio się na nim skupiać, ale autentycznie polubiłam go. Jako postać ma w sobie olbrzymi potencjał i jest przy tym tajemniczy, wzruszający oraz mroczny. Jest jedynym prawdziwym plusem tej powieści. 

"Amerykańska królowa" jest dla mnie wielkim rozczarowaniem i żałuję, że ją przeczytałam. To smutne, ponieważ przy tak małych oczekiwaniach, to wręcz niedorzeczne. Odradzam Wam tę książkę, gdyż sama bardzo się przy niej wymęczyłam i na dłuższy czas zrezygnuję z erotyków. Ogólnie nie czytam ich zbyt dużo, ale czasami lubię się oddać im, a to była moja całkowita porażka czytelnicza.  

Za możliwość przeczytania "Amerykańskiej królowej" dziękuję bardzo Taniej Książce

niedziela, 25 marca 2018

Srebrny Łabędź – Amo Jones


Tytuł: Srebrny Łabędź

Autor: Amo Jones

Tłumaczenie: Monika Wiśniewska


Cykl: Elite Kings Club 

Tom: I

Kategoria: Erotyk

Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece

Liczba stron: 336

Ocena: 5/10






Traumatyczne wydarzenia sprawiają, że wszystko zmienia się w ułamku sekundy. Nadchodzi tragedia i gdy po długim czasie człowiek wreszcie musi poradzić sobie od nowa z życiem, jest to prawie niemożliwe, a znane dotychczas życie jest odmienne od najśmielszych wyobrażań. Nie da się żyć tak samo jak kiedyś, bo kiedyś już przeminęło i nigdy nie wróci. Jakkolwiek byśmy się bronili, to i tak nic nie da. Jesteśmy tylko ludźmi, którzy muszą dać sobie radę z życiem, a ono rzadko kiedy oszczędza. Czy można coś na to poradzić? Czy zostaje nam – ludziom – tylko akceptacja przeszłości? 

Madison musi sobie poradzić z przeprowadzką, nowym domem i całkowicie odmienną szkołą niż wcześniejsza. Ma dużo pieniędzy, więc może sobie pozwolić na luksusy. Lecz czym są pieniądze przy tym co ją spotkało? Gdy jej mama odkryła romans swojego męża, zabiła jego kochankę, a następnie samą siebie. Do tego wszystkiego wykorzystała broń Madison. Dziewczyna musi sobie poradzić z tą tragedią w nowym miejscu, a przy tym zaakceptować nową żonę swojego ojca. Jednak to nie jest problemem. Problemem jest Nate, czyli jej również nowy brat przyrodni. Problemem są też tajemnice, które wraz z przeprowadzką pojawiają się na każdym kroku. Czy Madison jest w stanie poradzić sobie z tym wszystkim? Kim tak naprawdę są Królowie, którzy zbyt interesują się nową uczennicą? 

Srebrny Łabędź zyskał ogromną sławę w Polsce. Gdzie nie patrzyłam, to widziałam tę okładkę i same pozytywne opinie. Jest to bestseller, którego sława rozprzestrzeniała się w ułamku sekundy. Zwykle właśnie takie powieści omijam, ale przyznam się, że nawet ja nie mogłam przejść obojętnie przy tej okładce. Wiem, że nie jest to najlepszy sposób wybierania książek, ale nie oszukujmy się – okładka ma olbrzymi wpływ na to, co wybieramy. Niestety moja ignorancja została ukarana, ponieważ opowieść nie podobała mi się w najmniejszym stopniu. Dlaczego? 

Styl autorki jest lekki i w pewnym sensie przyjemny. Taki typowy dla młodzieżówki, co naprawdę się chwali. W końcu tego zazwyczaj oczekujemy od tego typu książek. Jednak czasami pisarka przekraczała granice... To wszystko było zbyt infantylne, zbyt naiwne, przez co czułam poirytowanie. W dodatku doszedł do tego bardzo wulgarny język. Rozumiem, że niektórym może się to spodobać, bo nadaje całej powieści lekkiej pikanterii, ale mimo to czułam się zniesmaczona, jak to czytałam. Zamiast sensownie wykorzystać mocny język, pisarka prawie każdą wypowiedź bohatera traktowała jako wyżycie się. To nie miało sensu. "Srebrny Łabędź" byłby o wiele wartościowszą historią, gdyby właśnie nie ten feralny styl. 

Sama fabuła wywołała u mnie ambiwalentne odczucia. Liczyłam, że będzie mroczna, tajemnicza i pełna pytań, na które razem możemy szukać odpowiedzi. Była taka, tylko dosłownie nic nie zostało rozwiązane. Na pierwszy plan wychodził wątek romantyczny, który swoją drogą był po prostu słaby, a wszystkie te sekrety – owszem – były, ale nic więcej. Jaki w tym sens? Wiem, że po prostu odpowiedzi pojawią się w kolejnych tomach. Tylko nie oszukujmy się, że i w tym przydałoby się coś, co sprawiłoby, że czytałabym z zapartym tchem. 

Głównej bohaterki nie polubiłam, bo była po prostu nudną, bezczelną smarkulą, która w najmniejszym stopniu nie umiała panować nad swoim życiem.  Można by tłumaczyć jej zachowanie traumą i to byłoby sensowne wyjaśnienie, gdyby ona jakkolwiek się tym przejmowała. Do tego wszystkiego dochodził jeszcze Bishop... Na tego człowieka nie mam słów. Na szczęście całą sytuację książki ratowali Tatum i Nate. Ci bohaterowie są wyjątkowi. Aż się zastanawiam jak to możliwe, że Amo Jones potrafiła wykreować główną bohaterkę tak źle, a zarazem stworzyć przeuroczych innych bohaterów. Oczywiście – nie są to niewiniątka, ale ludzi z pasją i własnym zdaniem, o które walczą i nie poddają się z byle powodu. 

Bardzo zawiodłam się na "Srebrnym Łabędziu" i podejrzewam, że nie sięgnę po pozostałe tomy. Jakoś nie mogę uwierzyć, że może być lepiej. Jednak mimo tych wszystkich narzekań, wymienionych wad i ogólnie ogromnej krytyki, nie odradzam wam tej książki. Po prostu spójrzcie na to racjonalnie i sami stwierdźcie, po co ją czytacie i jakich rzeczy w powieściach nie lubicie. Jeśli macie podobnie, jak ja, to wtedy nie bierzcie się za nią. Aczkolwiek wiem, że jest dużo osób, które lubią tego typu literaturę i to właśnie dla nich ta książka będzie miała jakąś wartość, a w ostatecznym rachunku na pewno ją ma.  

Za możliwość zapoznania się z tą książką dziękuję bardzo księgarni Tania Książka 

piątek, 10 listopada 2017

Dominic – L.A. Casey


Tytuł: Dominic

Autor: L.A. Casey

Tłumaczenie: Sylwia Chojnacka

Cykl: Bracia Slater

Tom: I

Kategoria: Literatura erotyczna

Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece

Liczba stron: 488

Ocena: 6/10







Gdy życie dokopie, można udawać, że nic się nie stało, że wszystko jest takie same, że tak naprawdę wcale nasze życie nie legło w gruzach. Możemy to sobie wmawiać i zarazem wierzyć, że tak jest. Jednak możemy też rezygnować z wielu rzeczy, by uniknąć kolejnej tragedii. Nigdy nie wiadomo kiedy ona przyjdzie i sprawi, że nasze życie stanie się piekłem. To przerażająca wizja, której nikomu nigdy nie życzę. Jednak pojawia się pytanie – jak sobie poradzić w takiej sytuacji? Czy to w ogóle możliwe?

Bronagh jako dziecko straciła obojga rodziców. Została jej tylko siostra. Dla niej to traumatyczna sytuacja. Mimo że prawie nie pamiętam swojej mamy i taty, to i tak za nimi tęskni. Ich śmierć nauczyła ją, żeby nie przywiązywać się do nikogo. Najlepiej żeby ignorować ludzi. Dlatego właśnie Bronagh poza swoją siostrą nie chce dopuścić nikogo do siebie. W szkole jest dziwadłem i często inni uczniowie znęcają się nad nią psychicznie. Jednak sytuacja tylko się pogarsza, gdy w klasie pojawiają się bliźniacy – Damien i... Dominic. Czy można oceniać ludzi po pierwszy wrażeniu? Czy zaborczość może się równać miłość?

Dominic   – jako bestseller –zyskał w ostatnim czasie olbrzymią popularność. Słyszałam na jego temat niezliczoną liczbę najróżniejszych opinii. Zwykle nie przepadam za takimi książkami, ale ta mnogość recenzji zaciekawiła mnie. Chciałam sama dowiedzieć się, na czym  polega fenomen tej powieści. Literatura erotyczna to często książki dla kobiet, które są mocne i bardzo niegrzeczne, że tak się wyrażę. Niektórych to pociąga i pozwala wyzwolić się z monotonnego świata. Ja do erotyków mam ambiwalentne odczucia. Spotkałam się z takimi, które wywołały w stu procentach negatywne emocje, ale czytałam i takie, które okazały się pasjonujące, pełne akcji i prawdziwej miłości. Do jakiej kategorii należał pierwszy tom "Braci Slater"?

Zacznijmy od tego, że pomysł nie jest bardzo oryginalny. Raczej mnie nie zaskoczył od pierwszych stron, ale nie odbieram tego jako wady, ponieważ tego właśnie oczekiwałam, a już tym bardziej się spodziewałam. Jest to typowa romantyczno-erotyczna opowieść, która ma nam dostarczyć rozrywki i wielu emocji. Pod tym względem sprawdza się idealnie. I mimo konwencjonalności ma powiew świeżości w postaci pięciu wysportowanych mężczyzn i to w dodatku braci. Kto by się spodziewał, że autorka nie ograniczy się tylko do bliźniaków? Ja na pewno nie, dlatego jestem ciekawa pozostałych tomów. Chciałabym lepiej poznać całe rodzeństwo. 

Styl jest lekki i przyjemny, dzięki czemu książkę czyta się w zaskakująco szybkim tempie. Jeśli czytacie moje recenzje, to dobrze wiecie, że najczęściej na to narzekam. Ale w "Dominicu" konieczny był właśnie taki styl i doceniam, że pisarka nie kombinowała z nie wiadomo jak skomplikowanym językiem. Ostatnio czytałam wiele ambitnych lektur i byłam nimi już zmęczona. Dlatego właśnie doceniam całokształt tej powieści. Właśnie czegoś takiego potrzebowałam. Choć przyznaję, że miejscami jest jak dla mnie zbyt wulgarnie. Te wszystkie wulgaryzmy miały dodać pikanterii i właśnie to zrobiły, ale czasami było ich wręcz za dużo i psuły pojedyncze sceny, które idealnie wkomponowałyby się w całość. 

Fabuła jest dla mnie ciężkim tematem, ponieważ mam problem z ubraniem w słowa swoich odczuć. To jest prawie pięćset stron o niczym, co zapewne większość z was mogłoby irytować. Nie dziwię się, jednakże wiem, że na tych stronach jest też opowiedziana historia wielu ludzi ukryta między wersami. Dlatego mimo prostoty należy się skupić i przejrzeć wszystkie możliwości. Aczkolwiek momentami ta książka była całkowicie niepotrzebnie przedłużana i ja w ogóle nie mogłam zrozumieć czemu. Bardzo się wciągnęłam i podobała mi się ta nutka pikanterii zawarta w całej opowieści. Choć może lepiej zabrzmi olbrzymia nuta... Zmusza do oderwania się od codzienności i pozwala na rozrywkę i brak jakiejkolwiek kontroli. Każdy potrzebuje czegoś takiego. Tym bardziej że momentami fabuła naprawdę mnie zaskakiwała. 

Chyba największym minusem całej książki jest główna bohaterka – Bronagh. Autorka chciała z niej zrobić ofiarę losy, ale przy tym pewną siebie i nie pozwalającą pomiatać sobą. Wszystko pięknie, ale w efekcie dziewczyna nie miała żadnego charakteru. Jej temperament nie nadawał żadnych charakterystycznych cech osobowościowych, więc ostatecznie Bronagh okazała się zwykłą, książkową postacią, która momentami wręcz zniechęcała do siebie. Na szczęście nadrabiał Dominic. Nie będę go wychwalać pod niebiosa, jak większość osób to robi, bo momentami byłam sfrustrowana przez jego zachowanie. Okazał się zaborczy i zbyt chamski. Niech każdy mówi, co chce, ale mnie taka mniemana miłość nie przekonuje. Jednak jego temperament ubarwiał całą książkę. On miał po prostu cechy ludzkie i dzięki temu darzyłam go sympatią. Ale jego brat... Tu to jest już całkiem inna historia. Damien miał bardzo rozbudowaną psychikę, co dało się odczuć za każdym razem, gdy tylko się pojawiał. Takich właśnie postaci potrzebuje ta seria. I patrząc na pozostałych braci, widać że cykl "Bracia Slater" ma na to olbrzymie zadatki. 

"Dominic" nie jest to wyjątkowo ambitna i wybitna książka. Podejrzewam, że wiele osób bardzo ją krytykuje i w tym momencie dziwi się, że mogłam tak pozytywnie ją ocenić. Jak to się stało? Ta powieść nie jest po prostu dla wszystkich. Jest mocna, wulgarna i pikantna. Nie każdy poradzi sobie z takim połączeniem. Jednak dla tych którzy potrzebują rozrywki i nie boją się sięgać po tak kontrowersyjne pozycje, jest to idealny wybór, który na pewno przypadnie im do gustu. 


Za możliwość poznania braci Slater oraz obserwowanie zmagań miłosnych Bronagh i Dominica dziękuję bardzo księgarni Tania Książka

piątek, 18 grudnia 2015

Czekając na odkupienie


Tytuł: "Czekając na odkupienie"

Autor: Katarzyna Łochowska

Kategoria: Fantastyka

Wydawnictwo: Warszawska Firma Wydawnicza

Liczba stron: 266

Ocena: 7/10











W mroku słychać jęk. Słyszycie? Jest coraz głośniejszy... Coraz bliżej nas. On nie jest jeden! Jest ich więcej. Zbliżają się. To już koniec – nic nam nie pomoże. Te jęki... one są przerażające. Nigdy wcześniej nie słyszałam, by ktoś tak cierpiał. A Wy? Są już. Przyszły po nas. Czy my też będziemy znosić takie katusze? Cierpieć za nasze grzechy? Dzisiaj zabierze tylko jedno z nas, ale na pozostałych też przyjdzie kolei. Ona już odeszła. Jest tam. Przecież sobie nie zasłużyła! Ale czy na pewno? Cassandro, gdzie jesteś? Widzieliście? Te zielone oczy są z nią. Cassandra się ich boi. Czy da radę? Czy wróci do nas? 

"Czekając na odkupienie" jest powieścią, o której nie słyszałam w roku premiery. Jak wiele innych książek, pojawiła się na rynku bez krzyku i bez wszędzie wiszących plakatów. Jednak z czasem usłyszałam o tej książce i odtąd z każdą chwilą słyszałam o niej coraz więcej. Spotkałam się z pozytywnymi opiniami, ale także i tymi złymi. Moja ciekawość z małego zainteresowania zmieniła się w olbrzymią potrzebę przeczytania tej historii. Musiałam ją zaspokoić i tak też zrobiłam. Czy było warto? Nie umiem odpowiedzieć na to pytanie, po prostu nie umiem. "Czekając na odkupienie" jest opowieścią, którą nie wiem, jak ocenić. Chce mi się śmiać, gdy przypominam sobie, jak ją czytałam. Te wszystkie momenty zwątpienia, które były zastępowane niesamowitą fascynacją. Już dawno nie trafiłam na powieść, która wywołała u mnie tak wiele sprzecznych uczuć. A historia, która tak bardzo oddziałuje na człowieka i to w dodatku w tak różnorodny sposób, jest dobra, choćby miała dostać najniższą ocenę. 

Od początku byłam zaintrygowana nią. Nie miałam najmniejszego pojęcia, o czym ona jest. I chciałam się tego dowiedzieć. W swojej głowie dzielę ją na trzy różne światy i co do każdego z nich mam inne odczucia. Jeden wywoływał mieszane uczucia, drugi był znienawidzony przeze mnie, a trzeci uwielbiany. Podoba mi się ten pomysł. Nie wiem, czy autorka zdawała sobie sprawę, że tworzy takie tło fabularne, jednakże wyróżnia się ono na pierwszy rzut oka, co jest dość oryginalnym zabiegiem literackim. Razem tworzą ciekawy podkład do wydarzeń. Lecz takie zróżnicowanie sprawiło, że niektóre momenty były niemiłosiernie nudne i miałam ochotę przestać czytać. Natomiast inne sprawiały, że nawet na chwilę nie mogłam się oderwać od powieści. Ta fascynacja przeplata z olbrzymią dawką irytacji w interesujący sposób oddziaływała na mnie. Poza tym nie mam najmniejszej wątpliwości, że Katarzyna Łochowska jest oczarowana światem wykreowanym przez Tolkiena. Znam ten rodzaj zauroczenia, ponieważ, jak część z was pewnie wie, niedawno wkroczyłam w rzeczywistością stworzoną przez Tolkiena. Cieszę się, że pojawił się taki motyw. I nie mam tu namyśli wykorzystania pomysłów tego autora, tylko zwykłą inspirację, która w połączeniu z nowymi wydarzeniami ubarwiła opowieść. W dodatku wyczuwałam jeszcze jedną znaną mi książkę. Wydaje mi się, że jest to "Strąceni", lecz jest to mało znana powieść i podobieństwa były subtelne. Razem stworzyło to pasjonującą historię.

Jak już wcześniej wspomniałam, były momenty, które wyjątkowo mnie intrygowały. Najczęściej towarzyszyły im ciekawe wydarzenia, która nadawały powieści akcji oraz bez wątpienia zachęcały do kontynuacji książki. Jednakże autorka miała, jak większość młodych pisarzy, problem z odnalezieniem się w czasie. Jest to drażniący błąd i tak naprawdę nie jestem w stanie określić, skąd wynika. Gubiłam się w czasie. Co prawda nie wpływało to jakoś bardzo na całokształt opowieści, ale złościło. Ludzie z czasem się zmieniają, krajobraz również, teraźniejszość idzie nową drogą. Nie wystarczy napisać, ile czasu minęło. Trzeba czegoś więcej, żeby było to dobrze i przede wszystkim naturalnie widoczne. Jednak nawet w momentach zwątpienia pchał mnie do dalszego czytania dziwny rodzaj ciekawości. Po prostu chciałam wiedzieć, do czego to wszystko zmierza i jaki ma cel.

Co do bohaterów mam mieszane odczucia. Pisarka nadała im różnego typu charaktery, który od razu wyczuwało się, ale brakowało dowodów na ich potwierdzenie. Nie mówię tu o tym, by opisywać dokładnie ich osobowość. To byłby karygodny błąd, lecz stwierdzam, że nadal ich nie znam. Brakuje mi logiki w tym, co robię. Oczywiście nie oczekuję od nich racjonalnych decyzji, które zawsze będą dobrze wpływać na rzeczywistość. Nie wiem, co ich motywuje do takiego działania.

Styl autorki jest poprawny, choć brakuje mi w nim czegoś. Bez wątpienia jest dobry i wciągający czytelnika. Przeprowadził mnie płynnie przez całą powieść i wielokrotnie sprawił, że na mojej twarzy zagościł uśmiech. Lecz brakowało swego rodzaju iskry, która ubarwiłaby całą powieść. 

"Czekając na odkupienie" jest specyficzną książką. Nadal nie mam pojęcia, jak ją ocenić. Warto przeczytać, czy nie? Na pewno nie jest to historia, która spodoba się wszystkim. By ją przeczytać trzeba mieć nietypowe spojrzenie na świat i z dystansem podchodzić do życia.

Za możliwość poznania innego świata i refleksyjnie spędzone chwile dziękuję bardzo Autorce powieści – Katarzynie Łochowskiej 

Książka przeczytana w ramach wyzwania:

niedziela, 17 maja 2015

Niepokorna

Tytuł: "Niepokorna"

Autor: S.C. Stephens

Tłumaczenie: Joanna Grabarek

Seria: Bezmyślna

Tom: III

Kategoria: Literatura współczesna

Wydawnictwo: Akurat

Liczba stron: 653

Ocena: 6.5/10







Życie Kiery nareszcie zaczęło się układać. Ma kochającego męża, lojalnych przyjaciół, naprawiła swoje błędy. Teraz pora ruszyć w drogę po sukces i spełnienie marzeń. Razem z zespołem Kellana jedzie do Los Angeles, gdzie Blagierzy mają nagrać swój pierwszy album. Członkowie zespołu są tym bardzo podekscytowani. Nareszcie dowiedzą się, czy są wystarczająco dobrzy, by słuchacze ich pokochali. Wyobrażają sobie piękne życie gwiazd, których uwielbiają fani, doceniają krytycy, a rodzina jest dumna i gotowa do poświeceń. Jednak życie rockmanów nie jest tak łatwe, jak myśleli... Czy podołają wymaganiom? Ile są w stanie zrobić dla sławy? Czy Kiera poradzi sobie jako żona? Czy Anna zaakceptuje fakt, że niedługo zostanie mamą?

Tak oto dosłownie przed chwilą przeczytałam ostatnią część serii "Bezmyślna". Muszę przyznać, że bardzo niecierpliwie wyczekiwałam na nią. Poprzednie tomy nie zachwyciły mnie. Wielokrotnie irytowały. Jednak wspomnienia pozostały dobre. Właśnie dlatego chciałam się dowiedzieć, jak zakończy się ta trylogia. Nie spodziewałam się wiele po "Niepokornej". Oczekiwałam lektury, przy której będę mogła odpocząć i zrelaksować się. Dokładnie to dostałam.

Na początku miałam duży problem z wciągnięciem się w fabułę. Opisy wydawały mi się nieistotne i nudne. Co chwila musiałam czytać o tym, co wydarzyło się w poprzedniej części. "Swobodna" była stosunkowo niedawno wydana i uważam, że w "Niepokornej" nie było potrzeby co drugi akapit przypominać o wydarzeniach z poprzedniej części. To okropnie nudziło i zniechęcało do lektury. Potrzebowałam dobrych kilkaset stron, aby nareszcie czytać z zaciekawieniem.

Również w początkowych częściach książki irytowała mnie główna bohaterka – Kiera. Jej rozważania wydawały mi się puste i bezsensowne. Miałam wrażenie, że zamiast żyć Kiera rozmyślała nad przeszłością i przyszłością. Brakowało mi teraźniejszości. Co chwila zapewniała o swojej miłości do Kellana, co powodowało u mnie wybuchy furii. O tym już wiem. Każdy, kto czytałam poprzednie tomy, wie o tym bardzo dobrze. Na szczęście Kiera z czasem zmieniła się (albo ja się przyzwyczaiłam) i nareszcie udowadniała, że jest naprawdę wartościową osobą, która może wiele osiągnąć w życiu.  Jej przemiana stała się z czasem dla mnie tematem do refleksji. Na początku miała wielkie plany, ale nie realizowała ich. Później zaczęło się to powoli zmieniać, co wywołało u mnie wielkie zaintrygowanie.

Powieści brakowało też celu. Każda książka powinna go mieć. Nie musi się on spełnić, nie musi być nam znany, ale powinien być wyczuwalny. Niestety tutaj tego brakowało. Nie wiedziałam, czego mam się spodziewać. Czy nagle stanie się coś, co obróci życie bohaterów do góry nogami, czy może przez sześćset stron będę czytać o trasie koncertowej? W tego typu powieści było to bardzo niepożądane i szkodziło fabule.

Jednak żeby nie było, że książka ma same wady, bo tak nie jest, skupię się teraz na pozytywnych aspektach. Przywiązałam się do bohaterów mimo ich wad i nie zawsze dobrej kreacji. Przez tyle setek stron podróżowałam z nimi, że zaczęłam doceniać ich obecność. Śmiałam się do otwartej książki jak do dobrego znajomego, który opowiedział świetny kawał. Gdyby ktoś mnie spytał, z czego się śmieję, nie byłabym w stanie odpowiedzieć. Po prostu to było zabawne i koniec kropka. Gdy tylko coś niepowołanego działo się, moje serce zaczynało szybciej bić, a ja czułam nieprzyjemne uczucie w klatce piersiowej, które zmagało się z obawami głównej bohaterki.

Jest to piękna opowieść, która wzruszy niejedną osobę. U mnie trudno wywołać płacz, lecz jestem pewna, że wiele pań uroniłoby przy "Niepokornej" kilka łez. Jest to historia, która motywuje, ale również przestrzega. Uczy, jak żyć i radzić sobie z problemami.

"Niepokorną" jak i całą serię polecam kobietom wrażliwym i lubiącym opowieści o wielkiej miłości, gdzie na każdym kroku pojawia się przeszkoda. Natomiast odradzam czytelniczkom, które nie miłują romansów i opowieści o sławie. Ja będę miała dobre wspomnienia po całej serii "Bezmyślna", lecz nie przypuszczam, żeby na dłużej zagościła w moim sercu.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję portalowi Businness & Culture oraz Wydawnictwu Akurat

Książka przeczytana w ramach wyzwania: