Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rebis. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rebis. Pokaż wszystkie posty

piątek, 23 grudnia 2022

Scholomance. Lekcja druga. Ostatni Absolwent – Naomi Novik

 

Tytuł: Scholomance. Lekcja druga. Ostatni Absolwent

Autor: Naomi Novik

Przekład: Zbigniew A. Królicki

Cykl: Scholomance

Tom: II

Kategoria: Fantastyka, literatura młodzieżowa

Wydawnictwo: Rebis

Liczba stron: 400

Ocena: 4/10





Kiedy dobro jest naprawdę dobrem, a zło naprawdę złem? Kto to to ocenia i jakimi zasadami się kieruje? Czy mniejsze zło istnieje? Czy poświęcenie jest dobrem, czy może dbanie o swoje własne życie jest lepszym moralnie wyborem? Mogę kreować takie pytania bez końca, lecz to nic nie zmieni – nadal w większości zostaną bez odpowiedzi, a przynajmniej bez odpowiedzi obiektywnej, bo za tę subiektywną odpowiadamy wyłącznie my sami. I jestem głęboko przekonana, że większość z nas miało już trudność mierzenia się z nimi. Pozostaje mi tylko nadzieja, że Wasze decyzje okazały się dla Was dobre i nie pozostawiły wyrzutów sumienia. 

Cała moja refleksja bierze się z historii El, która została postawiona w bardzo dosłowny sposób przed najróżniejszymi, trudnymi wyborami. Udało się jej przetrwać i teraz rozpoczyna ostatni rok w szkole Scholomance. Wydawałoby się to ostatnimi krokami do mety, ostatnim finałem, lecz w rzeczywistości wszystko wskazuje na to, że El będzie musiała się zmierzyć z problemami o wiele gorszymi niż dotychczas, a jej życie w tej szkole, delikatnie mówiąc, jest zagrożone. Ewidentnie cyborgi wraz ze szkołą uparły się na nią i nie wróżą jej przetrwania do końca. Czy tak właśnie będzie? Czy nastolatka jest w stanie pokonać zło i dokonać dobrych moralnie decyzji? 

W tym przypadku – zresztą jak prawie w każdym – będę dobitnie szczera. Chciałam przeczytać tę książkę tylko i wyłącznie ze względu na fantastyczną okładkę i motyw szkoły magii. Te dwa aspekty były na tyle przekonywujące, że dały mi motywację do czytania i przy okazji sprawiły, że nie przeszkadzało mi nieprzeczytanie pierwszego tomu. Zresztą to jest już wręcz moją osobistą tradycją. Niestety materializm wychodzi i powieść okazała się dla mnie wielką porażką. Dlaczego? 

Moje zamiłowanie do magicznych szkół jest dość przewidywalne, ponieważ wywodzi się z "Harry'ego Pottera". Tak jak wiele lat temu zostałam oczarowana Hogwartem, tak od tamtego czasu ponownie szukam tego oczarowania. Nigdy nie udało mi się powtórzyć mojego własnego, emocjonalnego fenomenu szkolnego, niemniej ten motyw w wykonaniu różnych pisarzy naprawdę potrafi zaskakiwać. Jest powtarzalny, konwencjonalny, ale co jakiś czas znajdzie się autor, który nadal potrafi coś z niego wyciągnąć. W przypadku "Scholomance" tak właśnie jest – czego jak czego, ale niesztampowego pomysłu na uniwersum i samą szkołę nie mogę odmówić Naomi Novik. Potrafiła na znanym gruncie stworzyć coś nowego. Ale musi być ale. A tym razem tym ale jest niedopracowanie. Sam pomysł dla mnie nie wystarczy, trzeba go stworzyć od fundamentów i to stabilnych fundamentów. Nawet książki z gatunku fantastyki mają swoje zasady. W pewien sposób gatunek bazuje na łamaniu ich, ale są szkielety nienaruszalne, a tutaj pisarka całkowicie je pominęła, przez co w ogóle nie utrzymała spójności. 

A odnosząc się do stylu pisarskiego, to jak na książkę z literatury młodzieżowej i fantasy wydaje się naprawdę ciężki, co mnie zdziwiło, ale w moim przypadku to jak najbardziej pozytywne zdziwienie. Doceniam rozbudowane zdania, poważne i pełne niuansów. Dla mnie to pewnego rodzaju sztuka na najwyższym poziomie. Niemniej w "Ostatnim Absolwencie" było niezwykle wiele neologizmów i fakt, że nie czytałam pierwszego tomu mocno uderzał w całą fabułę. Nie do końca wiedziałam, o czym autorka pisze i jakie to ma znaczenie dla bohaterki, ponieważ najzwyczajniej w świecie nie rozumiałam tych słów. Choć to nadaje też charakterystycznej atmosfery całości, więc wywołuje we mnie mieszane odczucia. 

Natomiast fabuła jest wyjątkowo nierównomierna. Już dawno nie widziałam, tak odrębnego prowadzenia historii. Były momenty, gdzie przepadałam i czytało mi się fantastycznie. Ale były też takie, gdzie przeczytać dwadzieścia stron było prawie niemożliwe dla mnie. Po prostu się nudziłam, a co za tym idzie, męczyłam. Tym bardziej że wcześniej wspomniany brak spójności niszczył prawie wszystko, co dla mnie istotne w powieści. Gdy czytałam, odczuwałam, że wiele aspektów jest zbyt wydumanych, zbyt przemyślanych, a w rezultacie niezrozumiałych. Mimo że nie czytałam pierwszego tomu, to po przeczytaniu drugiego mam poczucie, że to niedopracowanie jest kardynalnym błędem pisarki i wręcz nienaprawialnym. 

"Ostatni Absolwent" porusza temat głęboko zakorzenionej moralności i zmian, które się dokonują, gdy standardowy świat zostaje zaburzony, a ludzie stają przed wyborem: życie swoje i swojej rodziny, czy życie innych. Wynik zazwyczaj jest przewidywalny i niemożliwy do zmiany. Cały czas gdzieś w tle wybrzmiewa pytanie, czy możemy robić coś naprawdę złego w imię większego dobra? Czy to jest usprawiedliwione i czy po takiej sytuacji można jeszcze kiedykolwiek usnąć bez wyrzutów sumienia? 

Kolejnym negatywnym aspektem powieści jest... również niedopracowanie, ale tym razem w aspekcie bohaterów. Przede wszystkim irytowali mnie i opierali się na jednej głównej cesze. Byli pozbawieni głębi i po prostu człowieczeństwa. Nie mam tutaj na myśli tematu moralności, tylko odnoszę się do cech osobowości, które tworzą z nas ludzi. Postępowania samej El nie mogłam zrozumieć, więc brakowało mi jakieś analizy jej postaci. To nie jest kwestia, że pochwalałam jej czyny lub wręcz przeciwnie, tylko nie dostałam szans, by zobaczyć, jaką właśnie drogę przechodzi. 

Jak sami czytacie, dla mnie mimo kilku ciekawych zalet, powieść jest niegodna polecenia i na pewno nie powrócę też do pierwszego tomu. Tak podkreślane przeze mnie niedopracowanie połyka prawie wszystkie aspekty książki, więc jest dla mnie niewybaczalne. 

Egzemplarz recenzencki Sztukater.pl

czwartek, 22 czerwca 2017

Stowarzyszenie umarłych poetów – Nancy H. Kleinbaum


Tytuł: "Stowarzyszenie umarłych poetów"

Autor: Nancy H. Kleinbaum

Tłumaczenie: Paweł Laskowicz

Kategoria: Literatura piękna

Wydawnictwo: Rebis

Liczba stron: 156

Ocena: 6/10








Szkolny system jest krytykowany przez wiele osób, które posiadają na jego temat obszerną wiedzę i przez takie, które powtarzają zdanie innych. Jednak w tych wszystkich negatywnych opiniach najczęściej powtarza się jeden motyw – brak indywidualności. Wszyscy uczniowie uczą się tych samych rzeczy z programu nauczania, mają w podobnych godzinach lekcje i piszą te same egzaminy na koniec. Gdzie w tym wszystkim kreatywność, możliwość rozwijania się w ulubionej dziedzinie? W placówkach szkolnych powtarza się jak mantrę te same regułki, pojęcia i opinie. Nie byłoby w tym nic złego. W końcu wykształcone społeczeństwo to lepsze społeczeństwo, ale często ta iskierka oryginalności zostaje zgaszona.

W Akademii Weltona rozpoczyna się kolejny rok szkolny, który ma ze sobą nieść wiele nauki i przede wszystkim możliwości dla młodych chłopców, którzy chcą w przyszłości studiować na takich uczelniach jak Harvard. Większość uczniów jest już znużonych i zniechęconych spędzaniem kilkunastu godzin przy nauce. Jednak w tym roku coś się zmienia... Lekcje angielskiego wyglądają odmiennie od poprzednich, a powodem tego jest zmiana nauczyciela. Pan Keating jest kreatywnym mężczyzną, który na każdym kroku przygotowuje dla chłopców niespodzianki, zachęcające do nauki i poszukiwania własnych talentów. Grupka przyjaciół jest tym tak bardzo zafascynowana, że postanawia poszukać informacji o swoim nowym mentorze. Wtedy trafiają na pewne stowarzyszenie, które w przyszłości zmieni całe ich życie. 

O "Stowarzyszeniu umarłych poetów" słyszałam tyle razy, że jest to nie do zliczenia. Wszyscy to zachwalali, mówili, że warto przeczytać, obejrzeć. Mimo to nie ciągnęło mnie do tej powieści, jednak sami wiecie, jak to jest. Jeśli wszyscy wokół dyskutują na temat jakieś historii, a ty nie masz pojęcia jakiej i nie możesz w ogóle wziąć udziału w tej rozmowie, to chcesz ją poznać nawet z brakiem chęci. W ten sposób ja poznałam tę opowieść i zawiodłam się. W ogóle byłam w olbrzymim szoku, gdy na okładce książki przeczytałam, że jest ona napisana na podstawie filmu. To naprawdę rzadkość. Nie wiedziałam, czego mam się po niej spodziewać. Nieraz spotkałam się z podobnym motywem i w literaturze, i w kinematografii. 

Styl autorki jest bardzo przyjemny. Książkę się czyta z radością i przede wszystkim bardzo szybko. Jednak brakowało mi czegoś charakterystycznego w języku, dzięki czemu od razu czytając fragment, wiedziałabym, że to akurat ona go pisała. Z chęcią bym odkryła coś specyficznego z jej stylu, co na długo zapadłoby mi w pamięć. Tak nie było. Na szczęście w powieści pojawiały się liczne wiersze, które ubarwiały całą historię i nadawały jej pewnego rodzaju kunsztowności. Niektóre wiersze sprawiły, że chcę lepiej się zapoznać z danym poetą. 

Sama w sobie fabuła jest bardzo wciągająca. To jest książka, którą najlepiej przeczytać na jeden raz i łatwo to zrobić, gdyż pobudza ona wyobraźnię. A kto nie lubi czasami dać jej zawładnąć sobą... w dodatku przez większość czasu jest bardzo radosna i pozytywna. Choć ma jedną, wielka wadę, przez którą zapomina się o wszystkich zaletach. Jest to przewidywalność. Naprawdę łatwo domyślić się, jak te wszystkie wydarzenia potoczą się dalej i jaki będzie ostateczny skutek. Nie trzeba być geniuszem, żeby na to wpaść. 

Jestem pod wielkim wrażeniem kreacji bohaterów. Pojawia się ich wielu i każdy ma własną, niepowtarzalną osobowość. W dodatku autorka postarała się, żeby każdy z nich był dopracowany. Uwielbiam takie postacie, więc przez większość książki czerpałam olbrzymią radość w poznawaniu ich. Oczywiście na pierwszy plan wysunął się Todd, którego bardzo polubiłam. W pewien sposób utożsamiam się z nim i przede wszystkim rozumiem go. Sympatię większość czytelników na pewno zdobył Neil – pozytywny i pełen pasji chłopak. W dodatku pojawił się jeszcze nieobliczalny romantyk – Knox, wprowadzający wzruszające momenty. Niestety zawiodłam się chyba na najważniejszym bohaterze, czyli profesorze Keatingu. Wyobrażałam sobie, że będzie nie wiadomo kim, a jego metody przełamią wszystkie schematy, tymczasem nie zaskoczył mnie niczym i po prostu był dobrym nauczycielem.

Pojawił się też jeden krótki wątek romantyczny, który był dla mnie przeuroczy. Mało prawdopodobne, żeby takie coś mogło wydarzyć się w życiu, ale to nie zmienia faktu, że obserwowałam dziwaczną relację Knoxa i Chris. Te dwie osoby były tak nieporadnie do siebie dobrane, że wielokrotnie chciało mi się z tego śmiać, ale przez to pasowały do siebie idealnie. Kibicowałam im przez cały czas i miałam nadzieję, że ich losy połączą się na dłużej.

Tematyka "Stowarzyszenia umarłych poetów" jest bardzo istotna. Podoba mi się, że autorka krytykuje stereotypowe metody nauczania. Nie twierdzę, że są złe, ale świat postępuje do przodu, więc również szkoła powinna się rozwijać. Oczywiście mówimy tu o trochę innych czasach, ale problematyka jest uniwersalna. Tym bardziej że pokazuje jak ważna jest w życiu indywidualność i to żeby o nią dbać. Każdy ma inny charakter, talenty i postrzeganie świata. To jest właśnie piękne, więc powinno się zwracać uwagę, by młode osoby dbały o to i przede wszystkim dostrzegały to. Jest to też pewnego rodzaju ostrzeżenie dla rodziców, którzy często zbyt pochopnie widzą swoje dzieci w wybranych wcześniej przez siebie rolach.

Cieszę się, że mam wreszcie własną opinię na temat tej książki. Niedługo pewnie porównam ją również z filmem. Choć jak sami widzicie, spodziewałam się po tej opowieści czegoś całkowicie odmiennego. Nie jest to powieść, którą każdy powinien przeczytać. Jeśli przeczyta to bardzo dobrze, jeśli nie to dużo nie straci. 

wtorek, 17 listopada 2015

Trzynaście powodów


Tytuł: "Trzynaście powodów"

Autor: Jay Asher

Tłumaczenie: Aleksandra Górska

Kategoria: Literatura młodzieżowa

Wydawnictwo: Rebis

Liczba stron: 272

Ocena: 8/10










Czasami po prostu jest źle... Wstaje się rano i jedyna myśl to, że znowu trzeba przetrwać cały dzień i udawać, że wszystko jest dobrze. Trzeba zajmować się wszystkim, tylko żeby zapomnieć o tym, co było. Trzeba walczyć, by nie usiąść i nie załamać się. Trzeba iść dalej mimo wszystko. Tylko czasami przychodzi moment, gdy nie ma się sił, gdy to wszystko – nasze życie nie ma już sensu. Po co przeciwstawiać się losowi? Po co próbować? Nie lepiej byłby zostawić świat i nareszcie być spokojnym? Mieliście kiedyś takie myśli? Jeśli nawet tak, były one płonne. Czytacie tę recenzję, jesteście tu. Hannah nie. Ona podjęła decyzję i konsekwentnie dążyła wybraną ścieżką. Jakbyście się czuli na miejscu Cley'a, który, wracając ze szkoły, znalazł paczkę z kasetami, gdzie Hannah opowiedziała trzynaście powodów swojego postępowania? Wysłuchalibyście jej? Mielibyście na tyle sił, by poznać tę historię?

Gdy pierwszy raz zobaczyłam "Trzynaście powodów", byłam bardzo pozytywnie nastawiona. Przyciągająca okładka, moja ulubiona liczba w tytule. Byłam pewna, że to jakaś pozytywna powieść, która umili mi dzień. Aż wreszcie przyszedł czas, kiedy dowiedziałam się, o czym naprawdę jest ta książka. Z perspektywy czasu dziwię się, że nie zniechęciłam się do niej. Szukałam czegoś lekkiego, by odpocząć od przytłaczających obowiązków. Tymczasem wybrałam opowieść o bardzo ważnych i trudnych sprawach. Musiałam ją przeczytać. Coś mi mówiło, że to jest historia, którą zrozumiem i na pewno jest wartościowa. Myliłam się? Moje przeczucia do książek zwykle sprawdzają się i tym razem taż tak było.

Pomysł na fabułę jest wyjątkowo oryginalny. Ludzie, gdy chcą popełnić samobójstwo, zwykle zostawiają listy, gdzie tłumaczą swoje postępowanie. Ale kasety z całą opowieścią i trzynastoma powodami? Tego jeszcze nie było. Od pierwszych słów Hannah zastanawiałam się, jak musiał czuć się Cley, który słyszał głos osoby, która już nie żyje. Nie spodziewał się, że kiedykolwiek usłyszy ten niesamowity dźwięk. Zabawne, jak sytuacja umie sprawić, że zwykły głos dziewczyny przeraża i niesie ze sobą cierpienie, ale również szczeście. To jej ostatnie słowa. Już nigdy nowe zdania nie zostaną wypowiedziane. Tak, to jest wstrząsające. Dlatego czułam obawę przed przeczytaniem tej książki. Nie byłam pewna, czy jestem na tyle silna, by przeżyć tę historię razem z Cley'em i nieżyjącą dziewczyną. Jednakże musiałam. Jak już wcześniej wspomniałam, nieznana mi siła ciągnęła mnie do tej powieści.

Tematyka poruszana w "Trzynastu powodach" jest niezwykle ważna. Hannah opowiada o efekcie kuli śnieżnej. Małe, na pozór nic nieznaczące wydarzenia są przyczyną tych złych, które prowadzą do śmierci. Kto przejmowałby się jakimś rankingiem stworzonym przez niedojrzałego chłopaka? A plotki?  To są tylko plotki. Nimi nie trzeba się przejmować. Na początku te powody wydawały mi się banalne, ale właśnie o to chodziło autorce. Nie ma problemów banalnych. Każdy odczuwa je inaczej. Mało kto zwraca uwagę na na te "nieważne" kłopoty. A może to one są przyczyną? Brak reakcji ze strony otoczenia jest gwoździem do trumny dla przyszłego samobójcy. On zna prawdę... Wie, kogo obwiniać, ale zdaje sobie sprawę, że on sam jest również winny. Wystarczy tylko otworzyć oczy i nie udawać, że nie ma problemu. 

Książka jest bardzo emocjonalna. Jednakże nie znaczy to, że popłyną wam z oczu łzy. To nie tego typu powieść. Tu pojawiają się elementy humorystyczne, które nie pozwalają źle odebrać opowieści. Jest to rodzaj historii, która uczy. Mówi, że na niektóre rzeczy nie mamy wpływu, bo to jest już przeszłość. Nic nie zrobimy, choć nie wiem, jak bardzo byśmy chcieli. Lecz możemy nie popełnić drugi raz tego samego błędu. "Trzynaście powodów" pozwala przemyśleć pewne sprawy i daje nadzieję na lepsze jutro.

Cieszę się, że przeczytałam tę powieść i poznałam tytułowe trzynaście powodów. Myślę, że każdy powinien zapoznać się z nimi. Nie jest to historia, która ma nam dostarczyć dużego ładunku emocjonalnego. To historia, która radzi i kieruje nami.   

Za możliwość przeczytania powieści dziękuję bardzo platformie Woblink

Książka przeczytana w ramach wyzwania: 

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Monument 14. Odcięci od świata

''Monument 14. Odcięci od Świata''
Emmy Laybourne

'' Potężne tsunami pustoszy wybrzeże Stanów Zjednoczonych. Nad krajem przetaczają się straszliwe burze, a ze zniszczonego ośrodka wojskowego wydostaje się tajemnicza broń chemiczna. Sześcioro licealistów, dwójka gimnazjalistów i szóstka mniejszych dzieci po wypadku w drodze do szkoły chroni się w supermarkecie. Wielki sklep szybko staje się jednak zarówno ich schronieniem, jak i więzieniem. Grupka zdanych na siebie, przerażonych, odciętych od świata dzieciaków zaczyna tworzyć małą społeczność: organizują sobie życie, dzielą obowiązki, starsi opiekują się młodszymi, ale też ujawniają się szkolne sympatie, antypatie i skrywane dotąd uczucia, wyłaniają się naturalni przywódcy i ci, którzy chcą skorzystać z sytuacji i trochę się zabawić... ''

Pierwsza część '' Monument 14 '' opowiada o bookrze - licealiście-kujonie, który na przekór wszystkim dzień w dzień sięga po książki, mimo iż niemal je wycofano. Bo w świecie elektroniki papier nie jest już potrzebny. Dlatego przez nie zrozumiane dla innych hobby, znajomi omijają go szerokim łukiem. Choć Dean przecież wcale nie jest taki zły. 

 Któregoś dnia Dean jak zwykle jedzie autobusem do szkoły, gdy miasto atakuje niewyobrażalnie wielki grad. Jego, jak i pozostałe pojazdy wpadają w poślizg, przez co ginie wiele uczniów. Ale nie Dean. Wraz z kilkoma licealistami, pewną gimnazjalistką, kilkoma przedszkolakami oraz swym bratem chroni się w pewnym supermarkecie. Tam powoli organizują sobie życie : tworzą mini sypialnie i toalety, dzielą żywność i obowiązki. Zdani jedynie na siebie są w stanie przetrwać kilka miesięcy. Lecz czy supermarket jest w stanie podarować im bezpieczeństwo ? A jeśli pojawią się inni - zmutowani ludzie pod wpływem szkodzących chemikaliów ? Czy grupa dzieciaków poradzi sobie z takim wyzwaniem ?

Po Monumencie spodziewałam się czegoś rewelacyjnego. Powieść, która mną wstrząśnie i wyplącze wszystkie skomplikowane myśli wywlekając je na wierzch. Spodziewałam się prawdziwej apokalipsy. Końca świata. Nicości. A co dostałam ? Sama nadal nie jestem pewna. Ale na pewno nic aż tak bardzo mocnego.

Główny bohater, Dean jest dość ... irytujący. Przynajmniej na początku. Po 50 stronach człowiek jest w stanie przyzwyczaić się do jego toku myślenia. Autorka miała bardzo dobry pomysł z główną postacią. Nareście nie dostajemy super mięsniaka-przystojniaka narratora, który jest najpopularniejszy w klasie. O Deanie na pewno tego nie można powiedzieć. Po za tym wszystkie postacie są doskonale zarysowane i na swój sposób skomplikowane. Choć wszystkie przypominają dzieciaki 21 wieku. I myślę, że każdy tak naprawdę odnajdzie tam siebie.

Jak to w książkach młodzieżowych bywa odnajdziemy tu podteksty erotyczne, które nieraz bywają wręcz ... zabawne. Naprawdę. Powieść jest super śmieszna. Odnajdziemy tu dowcipy w wielkiej gamie kategorii ( jeśli można to tak nazwać ). Autorka świetnie przedstawiła humor nastolatków istniejący nawet w sytuacjach krytycznych. Co jak można się domyślić budowane jest na tle nerwowym.

Sam pomysł na książkę jest banalny, a jednocześnie niesamowity. Bo przecież to takie proste wpaść na pomysł z dzieciakami uwięzionymi w supermarkecie. Powstało już mnóstwo takich filmów. Ale jednak jest to urzekające. Genialne. Temat istniejący na wyciągnięcie ręki każdego autora, a jednak niewiele z nich z niego skorzystało, a może nawet i o nim nie pomyślało. Po za tym te trzęsienia ziemi, wielki grad i różne tego typu sprawy są równie banalne, ale trzymające w napięciu. Dystopie są tak bardzo cudowne. Chyba najoryginalniejszym pomysłem w książce była chmura trujących oparów, która muszę przyznać pozytywnie mnie zaskoczyła.

Jednak w książce brakuje akcji. Przez połowę powieści czekałam na to coś. Czekałam na więcej trzęsień, wichur, czy podobnych takich zjawisk - a tu nic. Ekscytująco robi się  dopiero na koniec, a zakończenie jest zaskakujące. Niby proste, ale nawet nie pomyślałam, by pierwsza część mogłaby się tak zakończyć.

Powieść porusza naprawdę ważne tematy i ukazuje różnorodne emocje, które tkwią głęboko zakopane w każdym z nas. Przepiękne. Książka jest naprawdę wciągająca oraz poruszająca. Dzięki niej bardziej doceniam życie i zdałam sobie sprawę jakie jest kruche. Inaczej spoglądam na naszych kochanych rodziców i każdego dnia staram podarować się im coś z głębi serca. Książkę jak najbardziej polecam. Jeśli chcesz poczuć ekscytujący dreszczyk emocji to musisz sięgnąć po '' Monument 14 ''. :)

Moja ocena :
8,5 / 10 

Książka bierze udział w wyzwaniu :