piątek, 17 kwietnia 2015

Lawendowa dama


Tytuł: "Lawendowa Dama"

Autor: Mary Jo Putney

Cykl: Romans historyczny 

Kategoria: Romans

Wydawnictwo: Amber

Liczba stron: 304

Ocena: 5.5/10











Laurel od wielu lat zajmuje się pomocą. Razem z bratem stworzyła szpital oraz dom Zion, który udziela schronienia kobietom i dzieciom, uciekającym przed brutalnym mężem lub ojcem. Czuje satysfakcję z wykonywanej pracy. Ludzie kochają ją i szanuję. Jest dla nich promykiem słońca, który oświetla im drogę do nowego życia. Jest jedną z nich. Lecz nikt nie pomyślałby, kim jest naprawdę – hrabiną, która od dziesięciu lat posiada męża. Czy gdyby znali prawdę, nadal Laurel byłaby dla nich aniołem? Czy Kirklandowi uda się odzyskać żonę, mimo demonów przeszłości? Jaka niespodzianka czeka to małżeństwo?

Nigdy wcześniej nie słyszałam o tej książce ani autorce. Zachęcił mnie dopisek: romans historyczny. Pewnie Was zdziwi, dlaczego akurat romans mnie zainteresował, który należy do gatunku niezbyt lubianego przeze mnie. Dzielnie trzymam się swojego postanowienia, by otworzyć się na nowe gatunki, a że romansu historycznego nigdy nie czytałam, postanowiłam spróbować. I niestety moje wcześniejsze przypuszczenia do tego typu powieści spełniły się. Książka nie przypadła mi do gustu i raczej nie zachęciła do lepszego poznania gatunku.

Jedyną zaletą, którą znalazłam w "Lawendowej Damie" (oprócz intrygującego tytułu), jest przyjemność z czytania jej. Podejrzewam, że każda kobieta chciałaby, choć na chwilę znaleźć się w ciele Laurel i przeżyć wszystkie przygody, uniesienia. Historia Laurel nie jest jakoś bardzo emocjonująca, ale po ciężkim dniu pełnym problemów i żmudnej pracy, taka odskocznia jest idealna, by odpoczęć i znaleźć się w innym ciele. Obserwowanie zmagań innych ludzi czasami pozwala zrelaksować się.  

Niestety nie umiałam polubić głównej bohaterki. Była aniołem, który dawał ciepło i miłość każdej istocie na tym świecie. Nie można było znaleźć u niej ani jednej wady, co bardzo mnie irytowało. Nie ma takich ludzi na świecie. Laurel była zbyt wyidealizowana. Zamiast w naturalny sposób motywować do działania, jak zwykle wpływają na mnie tego typu postacie, zniechęcała mnie do siebie i często wręcz przerażała tą doskonałością. W dodatku nie mogłam zrozumieć jej zachowania wobec Kirklanda. Od początku powieści zastanawiamy się, dlaczego opuściła go. Myślałam, że będą to przyczyny słuszne i mające swoje uzasadnienie. Zawiodłam się na tym. Były straszne, ale niesłuszne według mnie. To jest jeden przykład postępowania głównej bohaterki, a można by dać ich o wiele więcej.

Nie mogę również zaakceptować fabuły. Ona też odchodziła od realności, choć działa się w świecie, który jest nam znany, mimo że wydarzenia działy się kilka wieków temu. Relacje między bohaterami były zbyt proste przy wielkich problemach, które rozwiązywały się w niezrozumiały sposób. Zabrakło mi również tego klimatu. Anglia za czasów Napoleona to bardzo ciekawy temat, który odkąd pamiętam interesował mnie. A powieść mogłaby odbywać się w każdym czasie, gdyby nie krótka wzmianka na ten temat.

Nie zniechęcam Was do tej powieści, gdyż można spędzić przy niej miłe chwile. Tylko ostrzegam, żebyście wybrali dobry okres, by ją przeczytać. Obecnie jestem pełna energii. Podejrzewam, że gdybym czytała "Lawendową Damę" na przykład na koniec roku szkolnego, przemówiłaby do mnie. Można całkowicie oderwać się od trudnej rzeczywistości i przenieść w świat często naiwny, ale pozwalający na wytchnienie.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Amber

Książka przeczytana w ramach wyzwania: 

środa, 15 kwietnia 2015

Spóźniony stosik z księgarnianym bonusem

Hej, kochani po raz wtóry!

Jak już się domyślacie po raz kolejny nie udało mi się przeczytać książki na czas, więc musiałam zaimprowizować i zadowolić czytelników tekstem w innej odsłonie. Tym razem na pierwszy ogień pójdzie zaległy marcowy stosik, który piętrzył się i kurzył czekając na zdjęcie. Ostatnio coraz częściej zdarzają mi się spontaniczne zakupy - a to trafi się na jakąś przecenę, ekskluzywny dodatek, czy darmową dostawę. Robi się ze mnie prawdziwy, zrzędliwy książkocholik łaknący książek, książek, książek. Bo choć połowę swego zbioru nadal nie przeczytałam, książki i tak muszą przybywać. Nie przedłużając przedstawiam wam swój marcowy (choć niepełny) stosik. :)


  • Pułapka Uczuć - Colleen Hoover (dzisiejszy nabytek)
  • Wróć, jeśli pamiętasz - Gayle Forman
  • Losing Hope - Colleen Hoover
  • Angelfall. Penryn i świat po - Susan Ee
  • Akademia Dobra i Zła - Chainani Soman (recenzja)
  • Ostatnia Spowiedź. Tom 1 - Nina Reichter
  • Eleonora & Park - Rainbow Rowell 
  • Czerwona Królowa - Victoria Aveyard
  • Zakon Mimów - Samantha Shannon (egzemplarz próbny)
  • Starter - Lissa Price
  • Zaginiona Dziewczyna - Gillan Flynn

Jak widać stosik dopełniają piękne kolorowe zakładki, z którymi wręcz nie mogę się rozstać. Są takie piękne, barwne, wesołe. Ach, cudeńka. Coś czuję, że będą miały ze mną przechlapane. 
Niedługo pojawi się kolejna część stosiku, gdyż kilka książek już czeka na poczcie. Obiecuję, że takimi nowościami nie będziecie znudzeni. :)

A teraz nasz super bonusik. 


Serdecznie chciałybyśmy zaprosić was do zaglądnięcia, a nawet złożenia zamówienia na pewnej świetnej księgarni z równie przyjemnymi pracownikami. Zapraszamy do Książka i Prezent, gdzie znajdziecie cudowne książkowe dodatki, które tylko umilą czytanie. :) 
Książka i Prezent nie dość znana księgarnia, co nie oznacza, że nie jest równie dobra, a może nawet i lepsza od swych przeciwników. Powiedziałabym wręcz, że jest o wiele przyjemniejsza od Empiku, Matrasa, czy Ravello, które mimo wszystko zdobyły sławę. Książka i Prezent to naprawdę przyjemne miejsce, w którym kupicie literackie nowości po dość niskich cenach, piękne encyklopedie oszałamiające swą ceną, a nawet materiały pomagające w nauce na maturę. Ostatnio wypatrzyłam nawet Konia Wodnego. Legendę Głębin za bardzo niską cenę. Nie wiem jak z wami, ale dla mnie to znak, że muszę ją nabyć. ;d
Książka i Prezent ma dość szeroki asortyment - znajdziecie tam niemal wszystko. Po za tym po dokonaniu zakupów za 65 zł dojemy prezent gratis, którym są przepiękne zakładki, o których wspomniałam wcześniej, i które ujrzycie również na zdjęciach obok. Zawsze można wydać na nie te 10 zł, ale dla nas - prawdziwych książkocholików - jest to doskonała propozycja. Bo mogę się założyć, że większość z nas robi książkowe zakupy za minimum 50 zł. :) W niedalekiej przyszłości, czy wręcz niedługo w księgarni zagoszczą nowe świetne prezenciki, na których punkcie powoli dostaję fioła (książki mają na mnie coraz to gorszy wpływ). 
Tak więc kupujmy w Książce i Prezent za niższe ceny i z gratisowym, uroczym bonusem tym samym wspomagając biedne zwierzaczki. :) Zapraszamy!






poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Chrzest ognia


Tytuł: "Chrzest ognia"

Autor: Andrzej Sapkowski

Seria: Saga o Wiedźminie

Tom: III

Kategoria: Fantastyka

Wydawnictwo: SuperNOWA

Liczba stron: 382

Film: Wiedźmin

Premiera: 9 listopada 2001 r. (Polska)

Ocena: 10/10





Geralt nadal przebywa u driad. Jednak wie, że nie może tak po prostu zapomnieć o Ciri, która jest dla niego całym światem. Razem z Jaskrem i łuczniczką Milvą wyrusza do Nilfgaardu. Jednak plan brzmi tylko ładnie. Nic więcej... Jest niewykonalny i przyjaciele wiedźmina wiedzą o tym, ale on się nie poddaje. Nie zostawia się osób bliskich na pastwę okrutnego losu. Nikt nadal nie wiem, gdzie jest Yennefer i czy była czynnie zaangażowana w walki czarodziejów. Czy Geralt odnajdzie Ciri? Kim naprawdę jest Milva? I gdzie podziała się Yennefer?

Wielokrotnie opowiadałam Wam już o mojej przygodzie z "Sagą o Wiedźminie". Czasami mam wrażenie, że to nie przypadek, że dałam namówić się na przeczytanie tej serii. Teraz koniec coraz bliżej, a ja pokochałam opowieść o wiedźminie całym sercem. Gdy zaczynałam czytać "Chrzest ognia", czułam euforię, która kazała mi przeczytać książkę tu i teraz. Tak też zrobiłam. "Chrzest ognia" dotychczas okazał się dla mnie najlepszą częścią z wybitnej serii.

Mam za sobą już pięć tomów, a nadal nie mogę się nadziwić nad stylem Sapkowskiego. Jest on mistrzowski i to chyba musi przyznać każdy czytelnik bez względu na swoją opinię na temat całości. Gdy czytałam, miałam przed oczami całą opowieść. Taki pełnowymiarowy film ze wszystkimi możliwymi efektami, w którym brałam czynny udział. Bez problemu wyobrażałam sobie zdarzenia, rozmowy, czy bohaterów, których w każdej chwili jest więcej, ale poznałam ich na tyle dobrze, że nigdy nie pomyliłam się, kto jet kim. Podziwiam za to Sapkowskiego, ponieważ jest to dla mnie wybitność jego twórczości. 

Jak w każdej mojej recenzji o "Sadze o Wiedźminie" muszę zwrócić uwagę na głównego bohatera – Geralta. Cały czas jest dla mnie tajemniczą i wyjątkową postacią, która do końca będzie odgrywać najważniejszą rolę. Jest mutantem, który nie powinien czuć emocji, a tym bardziej uczuć. Jednak tak nie jest. Geralt jest bardzo ludzki. Jak każdy człowiek czuje miłość, nienawiść, ból, radość... Jest najbardziej rzeczywistą postacią, jaką kiedykolwiek spotkałam w literaturze. I chyba moją ulubioną. Zawsze rozumiem, czym się kieruje i dlaczego postępuje tak, a nie inaczej. Jego zachowanie i decyzje nie zawsze są właściwe, ale w większości takich sytuacji też postąpiłabym tak pod wpływem emocji albo ich braku. Bardzo utożsamiam się z wiedźminem, choć nigdy nie miałam okazji brać udziału w takich zdarzenia i raczej nigdy nie będę miała. Jednak jest on moją pokrewną, literacką duszą, o której będę długo pamiętać.

Bardzo szanuję Sapkowskiego za pokazanie naszej rzeczywistości. Jest to powieść fantasty, gdzie większość wydarzeń nie ma prawa się zdarzyć. Jednak gdyby odjąć od tego magię, wszystkie magiczne stworzenia i przenieść fabułę do naszej rzeczywistości, wyszedłby identyczny obraz. Autor pod zasłoną magii i fantastyki pokazuje nam wydarzenia, które miały i nadal mają miejsce w naszym świecie. Otwiera nam oczy na to, co się dzieje wokół nas. 

Prawie w każdym tomie narzekałam na politykę, której w ogóle nie mogłam zrozumieć. Tu nastąpiła zmiana. Nie chodzi o to, że Sapkowski nie rozwinął tego wątku. Zrobił to perfekcyjnie jak zawsze. Wydaje mi się, że to po prostu ja zaczynam powoli się uczyć. Te wszystkie polityczne intrygi, działania, wojny nadal są dla mnie zagmatwane, ale wystarczy, że skupię się i wtedy jestem w stanie zrozumieć to. Może nadal nie umiem wyciągać z tego wniosków i przewidywać skutków, lecz wątek polityczny nie przeszkadza mi już. Zaobserwowałam również, że poprawił się mój język. Nie mówię o dużej skali, tylko o znaczenie słów, które w tych czasach nie są już używane. Powoli stają się zapomniane. Uważam, że powinno się pamiętać przynajmniej o ich istnieniu. 

"Chrzest ognia" zrobił na mnie wielkie wrażenie i polecam ją każdemu fanowi fantastyki. Jest to naprawdę genialna seria, którą warto przeczytać dla samego języka, którym jest napisana. Nie spodoba się ona każdemu, jednak każdy powinien przynajmniej spróbować ją przeczytać.


Książka przeczytana w ramach wyzwania:

sobota, 11 kwietnia 2015

Czarne jak heban


Tytuł: "Czarne jak heban"

Autor: Salla Simukka

Seria: Lumikki Andersson

Tom: III

Kategoria: Kryminał

Wydawnictwo: YA!

Liczba stron: 256

Ocena: 8/10








Minęło już dużo czasu odkąd Lumikki była w Pradze. Przyrzekła sobie, że gdy tylko wróci do swojej miejscowości, spyta rodziców o swoją siostrę. Jednak wszystkie wydarzenia, które odegrały się w Pradze, cała sława, sprawiły, że Lumikki nie miała odwagi zapytać rodziców o prawdę, gdyż byli dla niej milsi niż zawsze. Strach przed stratą córki sprawił, że nareszcie okazali jej miłość. Lumikki nie chciała rozbić tej bańki szczęścia. Jednak czas sprawił, że wszystko wróciło do normy. Szansa na prawdę zginęła bezpowrotnie. Ale czy na pewno? Dziwne listy od prześladowcy, wspomnienia zakotwiczone w umyśle... Co naprawdę zdarzyło się, gdy dziewczyna była dzieckiem? Kto wie o niej więcej niż ona sama o sobie? 

Z serią o Lumikki Andersson spotkałam się całkowicie przypadkowo. Nie wiedziałam, o czym będzie ta seria, ani nie połączyłam tytułów ze sobą ("Czerwone jak krew", "Białe jak śnieg" i "Czarne jak heban" – mówi Wam to coś?). Porwałam się na nieznaną wodę. Jednak starczyły dwie pierwsze strony, żebym wiedziała, że ta seria jest wyjątkowa. Moja intuicja czytelnicza nie zawiodła mnie. "Czarne jak heban" okazało się tak samo dobre, jak dwie poprzednie części.

Największym plusem jest to, że książka niesamowicie wciąga. Wciągnęłam się w fabułę, czytając pierwszy akapit, co według mnie jest niesamowitym osiągnięciem. Nie mogłam się od niej oderwać. Gdyby nie obowiązki, które bezlitośnie wzywały, przeczytałabym ją jednym tchem. Miałam wrażenie, że każde słowo jest tajemnicą, którą trzeba rozwiązać w tej chwili. I nareszcie dowiedziałam się więcej o przeszłości Lumikki. Zakończenie naprawdę mnie zaskoczyło. Nie chodzi o to, że było nieprzewidywalne. Wręcz odwrotnie – było realne. Podobna historia mogłaby się zdarzyć każdemu z nas. W kryminałach najczęściej zakończenie jest rzadko spotykane, nierealne lub bardzo pogmatwane. Tutaj było oczywiste i prawdziwe.

Bardzo mi się też podoba język, jakim pisze Simukka. Jest on prosty, ale nietrywialny. Pozwala gładko przejść przez powieść, nie pozbawiając nas przy tym przyjemności z czytania wartościowego dzieła. Autorka wiedziała, kiedy używać opisów, a kiedy krótkich, urywanych zdań, które wprowadzały dreszczyk emocji.

Nie mogę też zapomnieć o głównej bohaterce – Lumikki. Jej psychika jest bardzo złożona, co sprawiło, że mogłam dokładniej ją poznać oraz zrozumieć. Lumikki jest wyjątkowa, lecz nie w sposób wyidealizowany. Ma ona swoje plusy i minusy. Są sytuacje, w których sprawdza się idealnie, a są i takie, w których nie umie się odnaleźć. Przeszłości oraz ukrywana prawda bardzo na nią wpłynęły i od pierwszej części można było obserwować, jak zwykłe sytuacje zmieniają człowieka.

Powieść tak jak poprzednie tomy jest utrzymana w charakterze baśniowym. Nie jest to tak silny motyw jak w "Czerwone jak krew", jednak nadal występuje i ubarwia całą opowieść. Sam fakt, że imię Lumikki w tłumaczeniu znaczy Śnieżka, jest fascynujący i nadaje historii niepowtarzalnej atmosfery.

Mam za sobą całą trylogię o Lumikki Andersson i teraz tego żałuję. Poznałam tajemnice, poznałam bohaterkę, a teraz muszę się z nią pożegnać. Z chęcią przeczytałabym kolejny tom, gdyby tylko istniał. Na tę chwilę mogę tylko Wam polecić tę serię. Książki są naprawdę krótkie. Jeśli macie wolny dzień, bez problemu przeczytacie je jednego dnia. A jeśli nawet nie, to bardzo szybko. Moim zdaniem za szybko...

Książka przeczytana w ramach wyzwania: 

czwartek, 9 kwietnia 2015

Mara Dyer. Przemiana

''Mara Dyer. Przemiana''
Michelle Hodkin
Foksal/YA!

''Mara Dyer wierzyła, że może uciec od przeszłości. To nieprawda.
Myślała, że jej problemy istnieją tylko w jej głowie. Nie tylko. Była pewna, że po wszystkim, co przeszli, jej ukochany nie będzie miał przed nią więcej tajemnic. Myliła się. Druga część fascynującej trylogii, w której prawda ciągle się zmienia, a wybory mogą okazać się zabójcze.''

Witaj w umyśle Mary.  Najbardziej mrocznym, zwariowanym miejscu, jakie będzie dane ci ujrzeć. To ostatnia przystań w twoim wesołym, usłanym różami życiu. Szykuj się na walkę, jakie stoczą w tobie wszelkie tajemnice, zabójcze odruchy, paranormalne moce, czy krwawe kompozycje. Spodziewaj się wszechogarniającego strachu, szoku, bezsilności. Podpisz pakt z diabłem wyrywającym serca bezbronnym, szukających ukojenia potworków. Przyswój wszelkie zasady w nim zapisane. I pamiętaj. Mara wciąż czeka.

''Czasami największą tajemnicę najłatwiej jest wyznać obcej osobie. ''

Mara Dyer. Przemiana to najbardziej zwariowana historia jaką dotąd czytałam. Mamiąca, obezwładniająca, więżąca, przyciągająca swymi jakże obleśnymi mackami mrocznego żartu i tragicznej paranormalności. Pani Michelle stworzyła świat stopniowo wdzierający się do naszego wnętrza. Nie połyka w całości, nie porywa niespodziewanie, och nie. Świat Mary odkrywa nas kawałek po kawałku, mozolnie terroryzując każdą cząsteczkę naszego umysłu. Rozrywa, topi, dusi, unicestwia, ale stopniowo, jak dziecko odkrywające nowe horyzonty. Odkrywające nadzwyczaj profesjonalnie. 

Mara Dyer. Przemiana to mój pierwszy niby-horror, z którym się zetknęłam. I jako nowicjusz ostrożnie poruszający się po  nowym świecie, muszę przyznać, iż było to spotkanie owocujące w dość przykre, przerażające emocje. Po raz pierwszy odczułam mozolnie skradające się ciarki, drżenie dłoni i aktywność sygnału alarmowego w uśpionym umyśle. Po raz pierwszy szeptem zaklinałam książkę, prosząc ją o wybaczenie, czy uniewinnienie. Po raz pierwszy obudziłam tak strachliwe, skrajne emocje, które z przerażenia ulatniały się po przeczytaniu kolejnego, męczącego słowa. Ale nawet dla nowicjusza było ich za mało. 

''- A czego Ty chcesz?
- Ciebie. Zawsze ciebie. 
- Przecież mnie masz - powiedział i poszukał wzrokiem moich oczu. - Mieszkasz we mnie.''

Pióro pani Michelle emanuje doświadczeniem oraz piekielnym intelektem. Sposób pisania autorki zmienił się z dobrego na niepokojąco wyśmienity. Dzięki wyważonym, wzbudzającym grozą słowa mroczny klimat książki tylko przybrał na sile. I jest to jeden z największych plusów powieści, choć przyznam z bólem, opisy były zbyt dawkowane. Jednak spoglądając na fabułę ogarnia nas niepewność. Ponownie wiele wątków zostaje niedokończonych, a stron do zamknięcia historii coraz szybciej ubywa. Jest to nieprawdopodobnie frustrujący zabieg, który nie pozwalał mi na całkowite zatracenie w lekturze. Spoglądając na jedną sytuację myślałam o zakończeniu drugiej, aż wreszcie uzbierało się ich tak wiele, iż większość z nich wyparłam z pamięci i od nowa kilkakrotnie wertowałam strony w ich poszukiwaniu. Przede wszystkim niepokoi mnie historia babci Mary, która również nie została dobitnie wyrażona. Mam nadzieję, że w następnej części autorka nie pominie tego jakże ważnego wątku.

Podsumowując - Mara Dyer. Przemiana to doskonała kontynuacja jakże interesującej trylogii. Można spędzić z nią miłe, jak i przerażające chwile. Jeśli uwielbiacie dreszczyk grozy, paranormalne moce oraz krwawe wątki z maleńką dozą humoru musicie po nią sięgnąć. Obiecuję, iż Mara spełni wasze oczekiwania, ponownie zbijając z nóg swym niespodziewanym zakończeniem. Polecam. :)

Moja ocena:
8.5/10

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu YA! oraz Redakcji Essentia

wtorek, 7 kwietnia 2015

Skrzypek na dachu


Tytuł: "Skrzypek na dachu"

Reżyseria: Jan Szurmiej

Teatr: Teatr Żydowski (Warszawa) 

Kategoria: Musical

Główna rola: Marek Szydło

Premiera: 9 lipca 2002 r. 

Czas trwania: 3 godz. 20 minut

Ocena: 9/10









Mała miejscowość w Rosji – Anatewka – jest miejscem spokojnym, gdzie tradycja króluje nad rozwojem i techniką. Wszyscy znają się tam i razem wiodą spokojne i statyczne życie. Twierdzą, że to żydowska tradycja pozwala im przetrwać i cieszyć się tym, co mają. Główny bohater ma pięć córek, które są jego błogosławieństwem. Mimo sporów, kłótni i przepychanek bardzo je kocha i  jest gotów dla nich zrobić wszystko. A córki dostarczają swojemu ojcu dużo powodów do rozmyślań i podejmowania ciężkich decyzji. W tym samym czasie na małą Anatewkę idzie pogrom. Jednak ludzie nie przejmują się tymi plotkami. Bo niby dlaczego coś miałoby się stać w ich małej miejscowości, gdzie nikomu nie wadzą? Jaki los spotka mieszkańców Anatewki? Co wymyślą córki Tewiego? Dlaczego "Skrzypek na dachu"?

Muszę przyznać, że rzadko bywam w teatrze. W mojej małej miejscowości co prawda jest teatr, ale jest bardziej amatorski. Teraz jest u mnie remont Domu Kultury, a raczej całkowita przebudowa, więc liczę na prawdziwy teatr. Jednak tymczasem udałam się z wycieczką szkolną na spektakl "Skrzypek na dachu". Wiele dobrego słyszałam o nim wcześniej i bez zastanowienia postanowiłam sama sprawdzić, czy te wszystkie pozytywne opinie są prawdziwe. "Skrzypka na dachu" obejrzałam w Teatrze Żydowskim w Warszawie. Czy było warto? Muszę przyznać, choć to niebezpieczne, że jest to najlepszy spektakl, jaki w swoim życiu obejrzałam. Warto było poświęcić ponad trzy godziny, by obejrzeć tę sztukę.  

Na scenie pojawiło się bardzo dużo aktorów i przy tym wszyscy wykazali się talentem aktorskim. Bardzo mi się podobało, że aktorzy starali się dobrze grać. Było widać, że grali całą swoją duszę i sprawiało im to przyjemność. Miałam wrażenie, że jest to również moja historia, dlatego jestem winna tym ludziom skupienie i zrozumienie opowieści, która rozegrała się przed moimi oczami. W dodatku wspaniała scenografia nadała niepowtarzalną atmosferę, którą czułam jeszcze długo po wyjściu z teatru. Na scenie pojawili się również tancerze i kaskaderzy, co bardzo ubarwiło spektakl.

Również bardzo spodobała mi się fabuła sztuki. Pierwsza część spektaklu pozwoliła poznać dokładnie mieszkańców Anatewki oraz ich zwyczaje. W humorystyczny sposób pokazała tradycyjne życie Żydów. Spokojne i statyczne, pełne tradycji, ale czasami i buntu, który powodował liczne plotki. Pokazał widzom, jak mimo biedy można żyć szczęśliwie i kierować się dobrocią. Natomiast druga część w pewnym momencie stała się kontrastem pierwszej. Wszystko zaczęło się zmieniać. Szczęście nigdy nie trwa wiecznie...

Po wyjściu z teatru nawet nie pomyślałam o tytule sztuki. Dopiero po jakimś czasie zaczęłam się nad nimi zastanawiać i odkryłam jego metaforyczne znaczenie, co wprowadziło mnie w nastrój refleksyjne, ale sprawiło też, że zrozumiałam lepiej sztukę. Skrzypek na dachu – w tych słowach można zawrzeć całą historię ludzkości.

Jak pisałam wcześniej, rzadko chodzę do teatru, więc moja opinia jest bardzo amatorska. Jednak stwierdziłam, że warto napisać jej "recenzję". Wiele ludzi omija teatr szerokim łukiem. Czasami jest to spowodowane wysokimi cenami, co rozumiem, bo również biorę je pod uwagę. Lecz czasami ludzie twierdzą, że po prostu nie warto. W kinie jest więcej efektów specjalnych i nieporównywalna "scenografia". Jest to błąd, bo kino i teatr to dwie różne rzeczy. Zachęcam wszystkich do chodzenia do teatru, a musical "Skrzypek na dachu" serdecznie polecam.

PS: Jeśli są tu wielbiciele i znawcy teatru, to na pewno znaleźli liczne błędy logiczne w mojej wypowiedzi. Wybaczcie, ale jeszcze nie znam się na teatrze. Dopiero się uczę i obiecuję, że kolejna moja opinia będzie bardziej spójna i wykażę się większa wiedzą na ten temat :)


niedziela, 5 kwietnia 2015

Akademia Dobra i Zła

''Akademia Dobra i Zła''
Soman Chainani
Jaguar

''Tego roku, najlepsze przyjaciółki Sophie i Agatha dowiedzą się dokąd trafiają po skończeniu trzynastu lat wszystkie zaginione dzieci. Do legendarnej Akademi Dobra i Zła, w której zwyczajni chłopcy i zwykłe dziewczynki są szkolone by zostać albo bajkowymi bohaterami, albo wielkimi złoczyńcami. Sophie, najładniejsza dziewczyna w całym Gavaldonie całe dotychczasowe życie marzyła żeby zostać już porwaną i trafić do zaczarowanego świata. Ze swoimi różowymi sukienkami, dobrymi stopniami i skłonnością do dobrych uczynków, wie, że ma szansę dostać się do szkoły Dobra i w efekcie zostać księżniczką z bajek. Z kolei Agatha gustująca w mrocznych strojach i czarnych kotach, pełna niechęci do wszystkich napotkanych na jej drodze istot, myśli, że trafi do szkoły Zła. Tymczasem staje się zupełnie inaczej...''

Baśnie sprawiają, że nasz umysł zaczyna dostrzegać pozytywne piękno w otaczającym nas świecie, a jednocześnie racjonalizuje dzienny posiłek składający się z dobra oraz zła. Sprawiają, iż wszystkie fantastyczne rzeczy dziejące się w naszej dziecięcej wyobraźni, odnajdują ujście w życiu rzeczywistym, bawiąc, czy zaskakując nas swą oczywistością. Baśnie to najbezpieczniejszy, a zarazem najpopularniejszy środek transportu między fikcją, a prawdą, które na co dzień zmieniają swą skalę występowania. Mogłoby się zdawać, że dzięki temu baśnie są zaledwie niegroźnymi historyjkami, które zakleszczają się w umysłach niewinnych dzieci. Kto wie - może właśnie takie miały mieć zastosowanie, ale pewien człowiek zwany Somanem Chainani stworzył nowy diabelski podział dwóch najpotężniejszych przeciwników w powieściach, tym samym zmieniając strukturę spoglądania na rozwijanie się ich niesamowitych planów. A są nimi Dobro i Zło.


Sofia i Agata to ponad dwunastoletnie dziewczynki o przeciwnych sobie charakterach. Sofia zdaje się być niewdzięczną, wredną wiedźmą uwięzioną w ciele płytkiej księżniczki, tymczasem Agata to dziewczyna o dobrym, czułym, wartościowym wnętrzu skrytym w pozie szarego buca. Każda z nich postrzegana jest na wiele różnorodnych sposobów, które nie są w stanie rozgryźć ich osobowości. Nawet one same posiadają zmienne, nietrafne zdanie na swój temat. Kryjąc się za zasłonami strachu oraz normalności dziewczynki zostają zauważone, a następnie porwane przez dyrektora Zamku do Akademii Dobra i Zła, gdzie jak twierdzi los, wśród pułapek, magii, złoczyńców i bohaterów mają odnaleźć swoje prawdziwe ja. Jednak czy baśń im w tym pomoże? Czy przeznaczenie nie szykuje dla dziewczynek wielu niespodzianek?

'' 1. Zło atakuje. Dobro się broni
2. Zło karze. Dobro wybacza.
3. Zło rani. Dobro pomaga. 
4. Zło bierze. Dobro daje.
5. Zło nienawidzi. Dobro kocha.''

Akademia Dobra i Zła to fantastyczne połączenie Harrego Pottera z baśniami. Zaklęcia niewidzialności, zmiany postaci, ochrony, lotu, eliksiry miłosne, klątwy, pielęgnacja piękna i brzydoty, nauka kodeksu rycerskiego, czy etykiety, rozwijanie talentów, rozmowa ze zwierzętami, przepisy potraw z dzieci, magiczne zwierzęta to zaledwie kawałek naszej baśniowej układanki. Każdy skrawek powieści zanurzony jest w eliksirze tajemniczości, zabawy, potęgi oraz fascynacji, którą pan Soman stworzył własną wyobraźnią. Akademia Dobra i Zła to plątanina najcudowniejszych czynników na świecie, które wręcz spijam z utęsknieniem. To oszukańcza gratka dla umysłu, która sprawia, iż powracamy do czasów dzieciństwa wspominając szaleństwo, jakie w naszym życiu wywoływało zetknięcie się świata baśniowego z szarą rzeczywistością.

Pan Soman stworzył niesamowite dzieło przeznaczone dla czytelników w każdym wieku. Nie brak tu zwrotów akcji, fabuła rozgrywa się w odpowiednim tempie, a bohaterowie rozśmieszają i przerażają nas do łez. Akademia Dobra i Zła nie ma minusów. A przynajmniej małe drobnostki dla mnie zostają niezauważone. Ta powieść sama w sobie jest wręcz fantastyczna, a lekkie pióro autora tylko pomaga nam w rozkoszowaniu się lekturą.

''Tylko jeśli zniszczymy to, kim się nam wydaje, że jesteśmy, będziemy mogli docenić to, kim jesteśmy naprawdę.''

Podsumowując - powieść polecam każdemu czytelnikowi pragnącemu zanurzyć się w świat dzieciństwa, brutalności, czy doskonałości. Akademia Dobra i Zła to cudowna interpretacja baśni w sposób fantastyczny, która niesfornie rozbudza naszą wyobraźnię. A jeśli nadal mi nie wierzycie, przekonajcie się sami i sięgnijcie po powieść przełamującą wszelkie znane nam zasady fikcyjności. Polecam!

Moja ocena:
8/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Jaguar.