Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powieść historyczna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powieść historyczna. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 30 czerwca 2015

Miasto cieni


Tytuł: "Miasto cieni"

Autor: Michael Russel

Tłumaczenie: Marcin Kiszela

Seria: Stefan Gillespie 

Tom: I

Kategoria: Thriller

Wydawnictwo: Sine Qua Non

Liczba stron: 384

Ocena: 7/10






Stefan Gillespie jest sierżantem w Dublinie. Mamy lata 30. XX wieku. Europa zbliża się do wojny, która z czasem wprowadzi chaos na całym świecie. Na razie jeszcze mało kto wierzy, że może wybuchnąć. Jednak swastyki na sklepach i partie nazistowskie dotarły już nawet do Irlandii. W takim otoczeniu Stefan musi pracować. Lubi swój zawód, ale to on oddala go od czteroletniego syna. Jego życie cały czas wygląda tak samo – pięć dni pracy i weekend u rodziców, by móc się spotkać z synem. Jednak pewnego dnia wszystko się zmienia... Sierżant w czasie akcji poznaje piękną Żydówkę, która wyraźnie coś ukrywa. Kim jest Hannah? Co wspólnego ma aborcjonista z księdzem? Co łączy dwa morderstwa oddalone od siebie o dwa lata?

Gdy po raz pierwszy zobaczyłam "Miasto cieni", wszystko mówiło mi, że muszę ją przeczytać. Piękna okładka, fascynujący tytuł oraz opis, który intryguje. Dokładnie takich thrillerów poszukuję. Jednak te kilka cech to tylko pozory. Czy zewnętrzna powłoka była zapowiedzią dobrego thrilleru historycznego? Nie do końca, lecz bez wątpienia czytało się ją bardzo przyjemnie.

Bardzo spodobało mi się, że książka nawiązuje do wydarzeń historycznych krótko przed wojną. Wszyscy zawsze skupiają się na samej wojnie i poza jej przyczynami nigdy nie analizują tych kilku lat przed konfliktem międzynarodowym. Nie mogę powiedzieć, że pojawiło się tu wiele faktów. Najważniejsze wydarzenia znajdziemy w każdym podręczniku od historii. W tej powieści można było poczuć atmosferę tego okresu oraz poznać różne poglądy ludzi. Nigdy nie czytałam tego typu książki, dlatego czułam się zafascynowana tym klimatem, gdy jeszcze nikt nie wierzy w prawdziwą wojnę, ale czuje niepokój przed tym, co niedługo ma nastać.

Muszę również zwrócić uwagę na częste nawiązania do Polski. Część akcji odbywa się w Gdańsku, a dokładnie ówczesnym Wolnym Mieście Gdańsk. Nie uważam się za patriotkę, jednakże jestem przywiązana do Polski i sprawiają mi wielką przyjemność nawiązania do mojej Ojczyzny w obcojęzycznej książce. Nigdy nie byłam w Gdańsku, ale bez najmniejszego trudu wyobraziłam sobie wszystkie wydarzenia opisane w tym mieście. 

Wątek kryminalny był naprawdę ciekawy i wielokrotnie zaskakiwał swoją oryginalnością. Nie spodziewałam się takiego tematu w thrillerze, dlatego z wielką ciekawością czytałam. Niestety jednak powieść okazała się różnorodna. Były momenty, gdy nie mogłam oderwać się od czytania i z największą chęcią przeczytałabym całą naraz. Niestety były również momenty, gdy wiało nudną, której nie dało się pokonać. Żałuję, że książka była tak bardzo nierównomierna.

Ponadto zakończenie zawiodło mnie. Nie myślcie, że rozwiązałam zagadkę przed Stefan, bo tak nie było. Choć... w pewnym momencie przyszło mi do głowy poprawne rozwiązanie, ale szybko odrzuciłam je. Nie byłam zaskoczona. Miałam nadzieję, że koniec sprawi, że wszystko nabierze sensu, ale będzie też szokujący i pełen negatywnych emocji. Tymczasem każdy nowy krok do rozwiązania był dla mnie spodziewany albo nie robiący wrażenie.

W "Mieście Cieni" pojawił się też wątek obyczajowy, który najbardziej przypadł mi do gustu. Mogłam obserwować Stefana jako ojca, które wychowuje dziecko w innej wierze niż swoja własna. To dość ciekawy motyw, który od razu przykuł moją uwagę. Pojawiły się pytania: dlaczego? po co? Dopiero z czasem zrozumiałam wszystko. Stefan powoli odkrywał swoją duszę, dzięki czemu poznałam go jako dobrego przyjaciela.

Mimo że powieść ma wiele wad, bardzo przyjemnie spędziłam czas, czytając ją. Na pewno sięgnę po kolejną część przygód Stefana. Natomiast polecam ją osobom, które chcą się przenieść w czasie i zasmakować mrocznej historii.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję bardzo Wydawnictwu Sine Qua Non


Książka przeczytana w ramach wyzwania: 

sobota, 20 czerwca 2015

Pierwsze Damy Francji


Tytuł: "Pierwsza Damy Francji" 

Autor: Robert Schneider

Tłumaczenie: Małgorzata Kozłowska, Grażyna Majcher

Kategoria: Powieść historyczna

Wydawnictwo: Muza

Liczba stron: 384

Ocena: 6.5/10









Wielokrotnie słyszymy o silnych kobietach, które pomagają mężczyznom i w dodatku potrafią ich pokonać w wielu dyscyplinach. Coraz więcej kobiet pojawia się na arenie politycznej. Mają one rożne poglądy na tematy polityczne oraz społeczne. O nich często mówi się w telewizji czy w prasie. Jednak są też kobiety, które stoją przy boku swoich mężów i dzielnie odgrywają rolę narzuconą im przez społeczeństwo. Są to pierwsze damy. Robert Schneider w swojej książce ukazuje nam osiem kobiet, które piastowały to "stanowisko" we Francji. Kim naprawdę były? Jakie marzenia miały? Czy były szczęśliwe u boku mężczyzn czynnie zaangażowanych w życie polityczne Francji

Gdy pierwszy raz usłyszałam o tej książce, nie byłam przekonana, czy to powieść dla mnie. Jest to tematyka, na której w ogóle się nie znam. Jednak, jak już pewnie wiecie, uwielbiam historię. Wydarzenia opisane w książce nie są odległymi opowieściami o dawnych czasach. Nie minęło nawet sto lat, odkąd Yvonne de Gaulle po raz pierwszy została nazwana pierwszą damą. Nie zmienia to faktu, że byłam niesamowicie ciekawa. To właśnie ciekawość popchnęła mnie do zapoznania się z tą książką. Czy było warto? Nie do końca otrzymałam to, czego się spodziewałam, jednakże zdobyłam wiedzę na temat całkowicie mi obcy.

Spodziewałam się, że książka będzie napisana w stylu opowieści. Będę mogła czytać o wydarzeniach historycznych, tak jak o nierealnych bitwach, czy jak o antyutopiach/utopiach. Naprawdę miałam wielką nadzieję, że właśnie to dostanę. Takie historie są przyjemniejsze i łatwiej zapamiętać różne szczegóły, które mogą przydać się w życiu. "Pierwsze Damy Francji" są opisowe, co bardzo utrudniało mi czytanie. Nie jestem fanką długich opisów i prawie całkowitego braku dialogów. Czasami miałam wrażenie, że czytam podręcznik od historii, a mało kto ma z tym miłe wspomnienia. 

W książce było opisane życie ośmiu kobiet. Pojawiały się różne anegdotki, historyjki, które bardzo miło przyjęłam, jednak uważam, że było ich stanowczo za mało. Pojawiało się wiele polityki, co nie jest moją domeną. Znam wyłącznie jej podstawy, co powodowało, że gubiłam się czasami w niektórych wydarzeniach. Wydawało mi się, że życie niektórych prezydentowych było całkowicie uzależnione od polityki. Nawet wzmianki o rodzinie nie były w stanie wyeliminować tego wrażenia. Oczywiste jest, że ta dziedzina jest nieodłączną częścią życia tych kobiet, ale nie powinna być jedyną. 

Natomiast bardzo fascynował mnie charakter tych kobiet. Każda z nich była inna, w odmienny sposób radziła sobie ze stresem, obowiązkami i życiem w świetle kamer. Niektóre pierwsze damy podporządkowywały się mężom i uważały, że tak właśnie powinno być. Inne miały przeciwne zdania na ten temat. Chciały brać udział w życiu publicznym i były gotowe na podejmowanie trudnych decyzji, które nie zawsze miały szczęśliwe skutki. Wiele z nich było znane przed wyjściem za mąż. Same osiągnęły sukces. To właśnie one najbardziej intrygowały mnie. Były silne i pewne siebie, choć nie do końca radziły sobie z presją.

Książka miała opowiadać o życiu prywatnym pierwszych dam. Było tego naprawdę mało, ale w efekcie zdobyłam wiedzę na temat polityki we Francji. Wcześniej nie miałam o tym najmniejszego pojęcia. Dopiero "Pierwsze Damy Francji" sprawiły, że przyjrzałam się dokładniej temu mechanizmowi. Zaczęłam szukać różnic i podobieństw między Polską a Francją.

Mam mieszane uczucia co do tej książki. Z jednej strony bardzo mi się spodobała, a z drugiej jestem rozczarowana. Odradzam ją osobom, które nie przepadają za takimi tematami. Czasami potrafiło być naprawdę nudno. Jednak czytelnikom, którzy lubią historię i politykę, jak najbardziej polecam ją. Oni na pewno będą umieli znaleźć dużo pozytywnych aspektów książki.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję bardzo Wydawnictwu Muza oraz portalowi Business & Culture

sobota, 9 maja 2015

Potomek Tudorów


Tytuł: "Potomek Tudorów"

Autor: C.W. Gortner

Tłumaczenie: Małgorzata Kafel

Kategoria: Powieść historyczna

Wydawnictwo: Między Słowami

Liczba stron: 352

Ocena: 7.5/10











Brendan przebywa za granicą. Jego kariera w Anglii zakończyła się wraz z konieczną ucieczką. Przez lata doskonali się w zawodzie szpiega. Gdy dowiaduje się, że Krwawa Maria umiera, a tron objęła jej siostra Elżbieta, której służy od siedmiu lat, przybywa do Londynu. Nie spotyka się tam z takim powitaniem, jakiego oczekiwał. Demony przeszłości i wyrzuty sumienia sprawiają, że staje się cieniem człowieka. Jednakże pozostaje nadal wierny Elżbiecie, która nareszcie spełniła swoje marzenia. Nic nie przeszkodzi mu w ochronie nowej królowej. Przynajmniej do czasu, gdy dostaje tajną misję, która jest dla młodej władczyni ważniejsza od jej własnego życia... Kim tak naprawdę jest Brendan? Jakie tajemnice ukrywa dwudziestopięcioletnia kobieta, która włada całym państwem? Czy da się odpokutować winy?

Odkąd po raz pierwszy zobaczyłam tę książkę, wiedziałam, że muszę koniecznie ją przeczytać. Nie jestem fanką nauki historii, ale jej poznawania w przyjemny i ciekawy sposób jak najbardziej tak. O dynastii Tudorów słyszał chyba każdy, a jeśli nie to powinien koniecznie zajrzeć do książek historycznych, bo jest to jedna z najsławniejszych dynastii w dziejach ludzkości, która przez wieki rządziła Anglią. Niestety poza tą wiedzą, którą właśnie przekazałam wam (jeśli nie wiedzieliście), nie posiadam żadnej innej na temat Tudorów. Wiem kim był Henryk VIII i jakie zmiany wprowadził w Anglii, jednak tę wiedzę zawdzięczam wyłącznie nauce o religii chrześcijańskiej. Bardzo się cieszę, że mogłam dowiedzieć się czegoś więcej na temat polityki w Anglii w XVI wieku. Czy forma, którą narzucił Gortner, odpowiadała mi? Tak i to bardziej niż się spodziewałam.

Powieść jest napisana w bardzo lekki i przyjemny sposób. Gdybym nie wiedziała, że opiera się przynajmniej częściowo na prawdziwych faktów, wątpię, czy domyśliłabym się, że nie jest to od zera wymyślona historia. Oczywiście nie znajdziecie tam czystych faktów. Występują one, ale są przeplatane pomiędzy wydarzeniami, które wyobraził sobie autor. Czasami miałam problem z odróżnieniem, co się naprawdę zdarzyło, a co było wytworem wyobraźni Gortnera. Jak wcześniej wspominałam, wynika to z mojej niewiedzy. Jednak nie sprawiło to, że czułam irytację podczas czytania tej powieści.

"Potomek Tudorów" na początku wydawał mi się zwykłą książką, która często kojarzyła mi się z romansem, co niestety na początku zniechęciło mnie do powieści. Mam przykre odczucia, co do romansów historycznych. Po kilkudziesięciu stronach zmieniło się to i książka przeobraziła się w niezwykły kryminał, od którego nie dało się oderwać. Przestałam istnieć w naszym świecie i przeniosłam się do tego opisanego w powieści. Liczyło się dla mnie tylko, co będzie dalej i jak potoczą się losy bohaterów. Często też przechodziły mi ciarki po plecach. Czułam podekscytowanie, ale i strach, gdy główny bohater odkrywał kolejne tajemnice.

Autor poruszył również problemy, które do dzisiaj mają miejsce. Bardzo mi się to spodobało, bo dzięki temu "Potomek Tudorów" okazał się uniwersalny. Można obserwować zmiany nastroju Brendana oraz jego zmagania z wyrzutami sumienia. Poza tym nie można zapomnieć o samej Elżbiecie. Co mogła czuć młoda kobieta, osiągając cel i stając się władczynią zniszczonego państwa? Uważam to za bardzo ciekawy wątek. Jedyną rzeczą, która nie do końca mi się spodobała w kreacji bohaterów, był brak realności w ich zachowaniu. Byli bardzo pozytywnymi postaciami, ale czasami byli tylko zwykłymi papierowymi bohaterami.

Książka bardzo przypadła mi do gustu i z chęcią przeczytam inne powieści tego autora. Z tego co przeczytałam w reklamach na ostatnich stronach, "Spisek Tudorów" opisuje wcześniejsze wydarzenia opisane w "Potomku Tudorów". Na pewno niedługo poznam je. Tymczasem zachęcam was do zapoznania się z tą historią.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję bardzo Redakcji Essentia oraz Wydawnictwu Znak


Książka przeczytana w ramach wyzwania: 
~ Klucznik (coś białego)
~ Okładkowe love
~ Wyzwanie biblioteczne

piątek, 17 kwietnia 2015

Lawendowa dama


Tytuł: "Lawendowa Dama"

Autor: Mary Jo Putney

Cykl: Romans historyczny 

Kategoria: Romans

Wydawnictwo: Amber

Liczba stron: 304

Ocena: 5.5/10











Laurel od wielu lat zajmuje się pomocą. Razem z bratem stworzyła szpital oraz dom Zion, który udziela schronienia kobietom i dzieciom, uciekającym przed brutalnym mężem lub ojcem. Czuje satysfakcję z wykonywanej pracy. Ludzie kochają ją i szanuję. Jest dla nich promykiem słońca, który oświetla im drogę do nowego życia. Jest jedną z nich. Lecz nikt nie pomyślałby, kim jest naprawdę – hrabiną, która od dziesięciu lat posiada męża. Czy gdyby znali prawdę, nadal Laurel byłaby dla nich aniołem? Czy Kirklandowi uda się odzyskać żonę, mimo demonów przeszłości? Jaka niespodzianka czeka to małżeństwo?

Nigdy wcześniej nie słyszałam o tej książce ani autorce. Zachęcił mnie dopisek: romans historyczny. Pewnie Was zdziwi, dlaczego akurat romans mnie zainteresował, który należy do gatunku niezbyt lubianego przeze mnie. Dzielnie trzymam się swojego postanowienia, by otworzyć się na nowe gatunki, a że romansu historycznego nigdy nie czytałam, postanowiłam spróbować. I niestety moje wcześniejsze przypuszczenia do tego typu powieści spełniły się. Książka nie przypadła mi do gustu i raczej nie zachęciła do lepszego poznania gatunku.

Jedyną zaletą, którą znalazłam w "Lawendowej Damie" (oprócz intrygującego tytułu), jest przyjemność z czytania jej. Podejrzewam, że każda kobieta chciałaby, choć na chwilę znaleźć się w ciele Laurel i przeżyć wszystkie przygody, uniesienia. Historia Laurel nie jest jakoś bardzo emocjonująca, ale po ciężkim dniu pełnym problemów i żmudnej pracy, taka odskocznia jest idealna, by odpoczęć i znaleźć się w innym ciele. Obserwowanie zmagań innych ludzi czasami pozwala zrelaksować się.  

Niestety nie umiałam polubić głównej bohaterki. Była aniołem, który dawał ciepło i miłość każdej istocie na tym świecie. Nie można było znaleźć u niej ani jednej wady, co bardzo mnie irytowało. Nie ma takich ludzi na świecie. Laurel była zbyt wyidealizowana. Zamiast w naturalny sposób motywować do działania, jak zwykle wpływają na mnie tego typu postacie, zniechęcała mnie do siebie i często wręcz przerażała tą doskonałością. W dodatku nie mogłam zrozumieć jej zachowania wobec Kirklanda. Od początku powieści zastanawiamy się, dlaczego opuściła go. Myślałam, że będą to przyczyny słuszne i mające swoje uzasadnienie. Zawiodłam się na tym. Były straszne, ale niesłuszne według mnie. To jest jeden przykład postępowania głównej bohaterki, a można by dać ich o wiele więcej.

Nie mogę również zaakceptować fabuły. Ona też odchodziła od realności, choć działa się w świecie, który jest nam znany, mimo że wydarzenia działy się kilka wieków temu. Relacje między bohaterami były zbyt proste przy wielkich problemach, które rozwiązywały się w niezrozumiały sposób. Zabrakło mi również tego klimatu. Anglia za czasów Napoleona to bardzo ciekawy temat, który odkąd pamiętam interesował mnie. A powieść mogłaby odbywać się w każdym czasie, gdyby nie krótka wzmianka na ten temat.

Nie zniechęcam Was do tej powieści, gdyż można spędzić przy niej miłe chwile. Tylko ostrzegam, żebyście wybrali dobry okres, by ją przeczytać. Obecnie jestem pełna energii. Podejrzewam, że gdybym czytała "Lawendową Damę" na przykład na koniec roku szkolnego, przemówiłaby do mnie. Można całkowicie oderwać się od trudnej rzeczywistości i przenieść w świat często naiwny, ale pozwalający na wytchnienie.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Amber

Książka przeczytana w ramach wyzwania: 

niedziela, 8 marca 2015

Powietrzny korsarz


Tytuł: "Powietrzny korsarz"

Autor: Piotr Wałkówski

Kategoria: Fantastyka

Wydawnictwo: Novae Res

Ilość stron: 504

Ocena: 6.5/10












Europa za czasów napoleońskich była miejscem wojen, krwi i tęsknoty, ale również płonącej nadziei i miłości. Wtedy każdy człowiek znał te pojęcia... i każdy smok. Lien zmęczona ciągłymi wojnami, w których ginęli bliscy jej ludzie, marzyła, by znowu wszystko było tak jak kiedyś. Nie mogła się pogodzić ze śmiercią ludzi, których kochała. Mimo że była smoczycą, miała dziwne zamiłowanie do naszej rasy. Za namową szamana zgodziła się znieść jajo. Jednakże to nie było zwykłe smocze jajo. To było coś więcej... Z tego właśnie jaja miał się wykluć i smok, i człowiek – półsmok. Czy Lien zaopiekuje się mutantem? Czy półsmok ma szanse przeżycia w świecie, gdzie nikt nie pamięta, co oznacza tolerancja? Jak się potoczą wojny, które już dawno powinny być zakończone?

Przypadkowo trafiłam na tę książkę. I muszę przyznać, że na początku w ogóle nie zwróciła mojej uwagi. Dopiero za którymś razem postanowiłam ją przeczytać. Jest ona zainspirowana twórczością Naomi Novik. Nie znam powieści tej autorki. Choć po przeczytaniu "Powietrznego Korsarza", postanowiłam zdobyć informacje na temat tej serii. Teraz wiem, że niektórych bohaterów można spotkać również w powieści Piotra Wałkówskiego. Jest to dość ciekawy manewr i bardzo odważny. Niestety przez brak wiedzy na ten temat nie mogę stwierdzić, czy dobrze przeprowadzony. Mogę ocenić tylko "Powietrznego Korsarza", który przypadł mi do gustu.

Pierwsze, co od razu rzuciło mi się w oczy, był nietypowy styl autora. Trudno mi nawet znaleźć odpowiednie słowo, by go określić. Twardy... Na początku bardzo mnie to irytowało, ponieważ zniechęcał mnie do czytania. Nie mogłam wciągnąć się w fabułę i poznać lepiej bohaterów. Po jakimś czasie, gdy już przyzwyczaiłam się do niego, zaczęłam go doceniać. To jest styl, z którym trzeba spędzić trochę czasu, by móc się zaprzyjaźnić. Dopiero wtedy można ujrzeć jego zalety. Choć często miałam problem ze zorientowaniem się w czasie. Częste przerzutnie sprawiły, że nie zdawałam sobie sprawy, że to wydarzenie dzieje się po długim okresie czasu i przez to czasami miałam problem ze zrozumieniem treści. Akurat to zaliczam na wielki minus.

Natomiast bohaterowie według mnie są naprawdę dobrze wykreowani, jeśli można to tak nazwać. Bardzo dużo czasu zajęło mi poznanie ich. Autor nieczęsto pokazywał nam ich dusze. Lecz gdy już zauważyłam je i przyjrzałam się im dokładnie, pokochałam bohaterów. Mieli wady i zalety. Byli po dobrej stronie lub złej. Jednakże byli realni, co cenię w książkach. Wtedy łatwiej przenieść się do rzeczywistości i przeżywać wszystko z postaciami, które odgrywają ważną rolę. Mogłam poczuć się tak jak oni. Ich smutki i radości były również moimi smutkami i radościami.  

Również spodobał mi się wątek Polski. Miło czytać o własnym kraju, czy to w czasach świetności, czy "nieistnienia". Uwielbiam słuchać historii. Uczyć się jej niekoniecznie, ale słuchać i czytać tak. I nie musi być to koniecznie prawdziwa historia. Smoki nie istnieją, ale zapoznanie się z przebiegiem zdarzeń, gdyby istniały, jest bardzo ciekawym przeżyciem i wartym poświęcenia czasu. 

"Powietrzny Korsarz" zdobył moje serce. Posiada wiele wad i czasami jest monotonny, jednakże warty przeczytania. Można spędzić przy nim wiele miłych godzin, relaksując się, ale poznając zachwycającą historię.

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Autorowi książki – Piotrowi Wałkówskiemu oraz Wydawnictwu Novae Res

Książka przeczytana w ramach wyzwania:

piątek, 2 stycznia 2015

Republika Piratów


Tytuł: "Republika Piratów"

Autor: Colin Woodard

Kategoria: Literatura faktu

Ilość stron: 384

Ocena: 7/10















Każdy z nas nieraz natknął się na opowieści o piratach. Jest ich bardzo dużo i występują w najróżniejszej formie. Spotykamy książki, filmy, czy nawet muzykę, które opisują sławne dzieje piratów. Znamy takie filmy jak "Piraci z Karaibów", czy "Wyspa Skarbów". Zyskały one sławę na całym świecie. Prawie każdy człowiek przynajmniej kojarzy, kto to jest Jack Sparrow albo czym jest Czarna Perła. Ale skąd wzięły się inspiracje na te sławne filmy? Skąd wiedza o piratach i ich zwyczajach? "Republika Piratów" opowiada historie piratów na podstawie prawdziwych faktów. Co powodowało, że stawali się postrachem morza? Jaka była sytuacja na morzu i na lądzie? Jak naprawdę wyglądała era piratów?

Od dziecka uwielbiałam historie o piratach. Nigdy nie widziałam w nich brutalnych i bezlitosnych ludzi, którzy grabią, gwałcą i porywają. Dla mnie zawsze byli to ludzie, którzy walczą o wolność i sprawiedliwość. Podejrzewam, że taki wizerunek pirata, powstał pod wpływem "Piratów z Karaibów", których zawsze ubóstwiałam. I mimo że z czasem zrozumiałam, że moja wersja nie do końca przedstawia rzeczywistość, nadal pozostałam wierna opowieściom o morzach, statkach i skarbach. Gdy po raz pierwszy, zobaczyłam tę książkę, wiedziałam, że muszę koniecznie ją przeczytać. Najwyższa pora by poznać prawdziwą historię. 

Mam specyficzne nastawienie do historii. Lubię historię, ale nienawidzę uczyć się jej. Mogłabym słuchać o wydarzeniach przeszłych lat wiele godzin, jednak gdy słyszę, że czegoś z tego muszę się nauczyć, przechodzą mnie ciarki. A niestety ostatnie lata gimnazjum i liceum nie dawały mi większego wyboru. Gdy otworzyłam książkę i zaczęłam czytać, na nowo poczułam radość z czerpania niewymuszonej wiedzy. Ode mnie zależało, co zapamiętam, a co od razu zapomnę. Sprawiło to, że poczułam niezwykłą euforię, która podsycała moją ciekawość i przypomniała, jaką radość może przynosić wiedza.

Sama historia jest oparta na faktach. Colin Woodard opowiada nam tę historię, jakby rozmawiał z nami. Mówi o tym, co udało mu się dowiedzieć. Podkreśla, co ma uzasadnienie w historii, a co jest tylko miejscową legendą, która prawdopodobnie tylko po małej części miała odwzorowanie w rzeczywistości. Z książki możemy także dowiedzieć się wielu faktów historycznych. Występuje wiele opisów miast oraz ludzi z XVIII wieku. Możemy zobaczyć oczami wyobraźni, jak wyglądało miasto w tamtych czasach, jakie były zwyczaje ludności. Zafascynowało mnie to. To inna rzeczywistość, która teraz w naszej cywilizacji jest już niespotykana. Coś co się już nigdy nie powtórzy i zostaną tylko wspomnienia. Takie rzeczy warto zapamiętać. Ludzkość idzie do przodu, w niektórych miejscach bardziej, w innych mniej, jednak proces cały czas trwa. Poza tym dużo dowiedziałam się o polityce podczas kolonizacji świata. Żaden podręcznik od historii nie przekazuje takiej wiedzy i nie tłumaczy jej w sposób, który daje przynajmniej jakieś wyobrażenia tamtych czasów. Tu to dostałam. 

Woodard przedstawia piratów jako ludzi - to najprostsze i najtrafniejsze sformowanie. Każdy pirat był człowiekiem, który jak my miał swoje pragnienia, marzenia, ale również wady i mroczne tajemnice. Niektórzy piraci walczyli o idee i wolność, inni o poprawę bytu, a jeszcze inni o łatwy i duży zysk. Część z nich przeszła do historii, a część została zapominania razem z dniem śmierci. Odegrali oni dużą rolę w historii, choć czasami mogłoby się nie wydawać, że tak właśnie było. Jednak często zapomina się o różnych ludziach, zdarzeniach, które zmieniają bieg historii.

Cała powieść jest napisana w dość specyficzny sposób. Autor nie używa języka typowo specjalistycznego, jednak nie jest to też język, który używa się na przykład w powieściach przygodowych. Były momenty, w których nie mogłam się oderwać od książki. Czułam potrzebę jej czytania i pogłębiania swojej wiedzy. Jednak czasami nudziłam się niemiłosiernie. Nic nie było w stanie sprawić, że się skoncentruję i oddam przyjemności czytania. To zależy, kto co lubi i czym się interesuje.     

Książka nie jest opowieścią na jeden, czy dwa wieczory. Trzeba poświęcić jej więcej czasu. Mam po niej miłe wrażenie i czuję satysfakcję. Jednak polecam ją tylko miłośnikom historii, czy fanom piratów. Dla takich osób to arcydzieło i wyjątkowo fascynująca książka, z którą można spędzić wiele chwil w zadumie i ciekawości. Lecz osoby, które nie lubią tego typu literatury, będę się nudzić i nie będą umiały znaleźć żadnej pozytywnej cechy, więc jeśli nie jesteście takimi osobami, lepiej się za nią nie bierzcie. Natomiast innym polecam ją całym sercem.            

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Sine Qua Non