czwartek, 5 listopada 2015

Blondynka w Brazylii


Tytuł: "Blondynka w Brazylii"

Autor: Beata Pawlikowska

Seria: Dziennik z podróży

Kategoria: Literatura podróżnicza

Wydawnictwo: National Geographic, G+J

Liczba stron: 160

Ocena: 4/10










Marzyliście kiedyś, by wszystko rzucić i tak po prostu zacząć podróżować? Tak z dnia na dzień, bez żadnych planów, obowiązków i wyrzutów sumienia? W mojej głowie często pojawia się takie marzenie. Jednakże prawdopodobnie minie jeszcze wiele lat za nim je zrealizuję, jeśli kiedykolwiek w ogóle to zrobię. Lecz dlaczego nie miałabym podróżować za pomocą swojej wyobraźni? Oczywiste jest, że nie zastąpi prawdziwych przeżyć i nie jest w stanie wykreować idealny wizerunek rzeczywistego świata, ale pozwala na namiastkę tego uczucia. No i jak? Ruszamy w podróż?

Książki Beaty Pawlikowskiej wielokrotnie polecała mi moja koleżanka. Uwielbia podróże i związane z tym zdobywanie wiedzy na temat różnych państw i kultur. Zwykle nie opowiadam o swoich pragnieniach związanych z podróżowaniem, jednak cały czas są gdzieś w mojej głowie i co jakiś czas próbują wydostać się na zewnątrz. Dlatego właśnie postanowiłam przeczytać "Blondynkę w Brazylii". Tyle słyszy się o tym pięknym i radosnym państwie, że chciałam sama sprawdzić (niestety tylko przez książkę), co tak bardzo zachwyca tych wszystkich ludzi. Czy znam już odpowiedź na to pytanie? Nie do końca...

Beata Pawlikowska w swojej książeczce zamieściła bardzo dużo opisów, ale niestety nie usatysfakcjonowały mnie one. Są stanowczo za krótkie, przez co w mojej głowie pojawia się obraz, ale jest bardzo niewyraźny. A ja pragnę zobaczyć dany krajobraz całym swoim sercem i wyobraźnią, by zapamiętać go na dłużej. A  mgliste wizje pojawiają się na chwilę i znikają, a jeśli nawet wrócą zwykle trudno jest określić, co one przedstawiają. Poza tym potrzebuję krajobrazu, który mnie otacza, by wydarzenia w książce nabrały większej wartości. Tymbardziej że jest to pewnego rodzaju przewodnik turystyczny, który powinien ukazać nam całe piękno rejonu. Przez ten mały brak straciły w moich oczach opisy uczuć wewnętrznych. Były bardzo przyjemne i często porównywane do naszych codziennych odczuć, ale w wizji o wiele piękniejszej. Gdybym wiedziała tylko, gdzie jest umiejscowiona akcja, o wiele łatwiej byłoby mi zrozumieć kulturę i to, co przeżywała autorka.

Natomiast bardzo podobały mi przemyślenia pisarki. Były lekkie i wielokrotnie zabawne, ale nie odbierało im to uroku. W przyjemny sposób przekazywały ważne spostrzeżenia i zachęcały do refleksji. Gdy pomyślałam, że podróż pozwala na taki stan ducha i jeśli tylko chce się inaczej spojrzeć na świat, od razu zyskałam pewność, że kiedyś również i ja choć na chwilę pojadę do takich miejsc. 

Niestety książka posiadała podstawową wadę literatury podróżniczej – za mało informacji. To podstawowy błąd, który dla mnie jest nie do wybaczenia. Po to czyta się tego typu książeczki, by przenieść się do innego świata i zdobyć na jego temat dużo ciekawych informacji. A tego tu zabrakło. Pojawiły się pasjonujące opowiastki, fragmenty z życia w tym kraju, jednakże nadal nie jestem w stanie powiedzieć nic konkretnego na temat Brazylii. Miałam wrażenie, że na tych prawie dwustu stronach książki było sporo tekstu, ale on nic nie przekazywał. 

Cieszę się, że książeczka jest bardzo estetyczna. Prawie na każdej stronie pojawiają się wyjątkowo zabawne obrazki. Są to zwykłe "patyczaki", ale dzięki nim widać, że autorka ma dystans do tego, co przeżyła, ale przy tym nie zapomina tych niezwykłych dni, które spędzała w Brazylii. Liczne zdjęcia, które pojawiają się, nadają odpowiednią atmosferę książce, ale i tym razem nie jest to do końca to, czego oczekiwałam. Poza tym tytuły rozdziałów są wyjątkowo intrygujące i zachęcają do przeczytania kolejnych stron.

"Blondynka w Brazylii" nie była książką, która przypadła mi do gustu. Jeśli chcecie naprawdę dowiedzieć się czegoś o Brazylii i przenieść w jej niesamowity świat, odradzam wam ten przewodnik. Jest to moje kolejne przykre spotkanie z literaturą Beaty Pawlikowskiej i wątpię, że dam jej jeszcze jedną szansę.  
Książka przeczytana w ramach wyzwania:
~ Czytam polecane książki (~ przez koleżankę)

poniedziałek, 2 listopada 2015

Lalka


Tytuł: "Lalka"

Autor: Bolesław Prus

Kategoria: Klasyka

Wydawnictwo: MG

Liczba stron: 864

Film: Lalka

Ocena: 10/10










Miłość – piękne, słodkie uczucie, które sprawia, że człowiek jest gotowy na wszystko i jest przede wszystkim szczęśliwy. Kto by jej nie chciał? Zapewne nikt. Jednak całe to górnolotne uczucie nie jest takie proste, jak nam się wydaje. Stanisław Wokulski zakochał się w pięknej Izabeli Łęckiej, jednakże przed spełnieniem jego marzeń jest jedna wielka przeszkoda. XIX-wieczna Warszawa nie jest miejscem sprzyjającym miłości. Wchodzące hasła pozytywistyczne i podział na klasy jest granicą, która dzieli ludzi. Społeczeństwo jest niezsolidaryzowane, a w kontaktach międzyludzkich liczy się tylko pieniądz. Pieniądz ma władzę absolutną. Czy Stanisławowi uda się zdobyć ukochaną kobietę? Kim tak naprawdę jest Izabela? Czy ostatni romantyk może przetrwać z pozytywizmie?

"Lalka" jest klasykiem polskim, który od lat zbiera pozytywne opinie krytyków i jest przekleństwem dla licealistów. Teraz nadszedł czas, żebym i ja zapoznała się z treścią tej powieści. Byłam bardzo ciekawa, czym jest to sławne dzieło Bolesława Prusa, jednak nie mogę ukrywać, że te kilkaset stron przerażało mnie. Nie lubię lektur, ponieważ czuję przymus do przeczytania ich, przez co często literatura klasyczna traci w moich oczach. Jestem pewna, że jako nałogowa książkoholiczka, prędzej czy później przeczytałabym sama z siebie tę książkę. Nie boję się dużej liczby stron, gdy jest to pozycja wybrana przeze mnie. Jednak lektura to coś innego... Po długim czasie, który przeznaczyłam na pozytywne nastawienie się do powieści, przeczytałam "Lalkę". Czy było warto poświęcać swój wolny czas na czytanie tej "cegły"? Oczywiście, że tak. Teraz już rozumiem, czym zachwyca się tak wielu czytelników.

Pierwsze, co od razu rzuciło mi się w oczy, był styl autora. Naprawdę już bardzo długo nie spotkałam się z tak niesamowitym językiem w książce. Prus musiał poświęcić wiele czasu, by tak dokładnie dopracować powieść. Każdy szczegół jest na swoim miejscu i na pewno został skrupulatnie przemyślany. W dodatku opisy, które są długie i częste, nadały księdze niepowtarzalnej atmosfery. Pozwoliły mi zrozumieć okres napoleoński oraz postępowanie ludzi w ówczesnych czasach. Poza tym opisy przeżyć wewnętrznych dały możliwość poznania bohaterów z każdej możliwej perspektywy.

Cała akcja rozgrywa się wyjątkowo powoli, co na początku mnie nużyło. Nie byłam przekonana, że przeczytam całą "Lalkę". Miałam obawy, że tak bardzo zacznę się nudzić, że po prostu odłożę ją na półkę i przeczytam zwykłe streszczenie. Na szczęście nie poddałam się tak szybko i w pewnym momencie całą duszą oddałam się historii. Jest to bardzo emocjonalne dzieło. Nie polega ono na szybkim przekazywaniu emocji, tylko na powolnym odkrywaniu uczuć bohaterów i ich intencji. Pozwoliło to na spokojne przeżywanie odczuć i porządkowanie ich. Sprawiało, że zamiast czytać rozmyślałam nad życiem i jego celem. Podobało mi się to. Lubię rozmyślać, więc każda refleksyjna powieść jest u mnie na wagę złota.     

Jestem też pod wielkim wrażeniem kreacji bohaterów. W "Lalce" pojawia się ich naprawdę wielu, co daje nam wizerunek całego społeczeństwa oraz całą harmonię najróżniejszych charakterów. Każda postać jest wyjątkowa i nigdy nie jest jednoznacznie zła ani dobra. Miałam swoich faworytów i wrogów, jednakże zdawałam sobie sprawę, że ta książka nie jest podzielona na czarne i białe. Główny bohater – Wokulski – nie przypadł mi do gustu. Szanowałam go i często podziwiałam, lecz nie czułam do niego większej sympatii. Za to uwielbiałam jego przyjaciela – Rzeckiego. Jest to dla mnie postać bardzo barwna i wyjątkowo dobra, która mimo pewnej dozy naiwności i bezgranicznego zaufania, umiała w świecie odnaleźć piękno. Jest dla mnie pewnym rodzajem symbolu nadziei. Byłam również zaskoczona swoimi odczucia do Izabeli Łęckiej. W tej chwili nie jestem w stanie przypomnieć sobie, czy kiedykolwiek jakiś bohater wywołał u mnie tyle negatywnych emocji. Nie umiem zaakceptować jej postępowania. Przyjmuję argumenty, które bronią ją, jednakże nie do końca przekonują mnie. Natomiast bardzo dobrze wspominam wdowę Wąsowską, która była dla mnie nie do rozstrzygnięcia. Z chęcią przeczytałabym kolejny tom "Lalki", gdyby istniał, tylko dlatego by lepiej przyjrzeć się jej.

Cała powieść bardzo nawiązuje do historii. Ukazuje 2. połowę XIX wieku, a we wspomnieniach bohaterów jest przedstawiona również 1. połowa. Czasy Napoleońskie są dla mnie wyjątkowo ciekawym tematem. Nie były tu przedstawione bezpośrednio, ale mogłam zaobserwować ich skutki, co jest bardzo pasjonujące. Dowiedziałam się o wielu ważnych dla Polski wydarzeniach, które nie są przedstawione w podręczniku od historii. Jestem z tego powodu bardzo zadowolona, mimo że te informacje były bardzo pogmatwane. 

Cieszę się, że zapoznałam się z tym klasykiem. Dzięki "Lalce" jestem coraz bardziej przekonana do polskiej literatury i to niekoniecznie tej współczesnej. Oczywiste jest, że język jest archaiczny, ale warto to przetrwać. Polecam tę powieść każdemu Polakowi.


Książka przeczytana w ramach wyzwania: 

niedziela, 1 listopada 2015

Październikowe podsumowanie wyzwania Kocioł Wiedźmy

Witajcie!

Oto październikowe podsumowanie wyzwania "Kocioł Wiedźmy". Wyzwanie zaliczyło pięć osób, czytając razem dziewięć książek. Nie są to genialne wyniki, ale jestem pewna, że będzie lepiej :)

Burggrave:

1. "Felix, Net i Nika oraz Gang Niewidzialnych Ludzi" - Rafał Kosik 

Crystal Kam:

1. "W gąszczu mroku" - Amelia Atwater-Rhodes

Cynka:

1. "Cyrk Nocy" - Erin Morgenstern 

2. "Wściekły" - Katarzyna Kabernik

3. "Dotyk" - Jus Accardo

4. "Wypowiedz jej imię" - James Dawson

Justinaj:

1. „Przegląd Końca Świata. Feed” - Mira Grant

2. „Obsydian” — Jennifer L. Armentrout


Wonderland OfBook:

1. "Nostalgia anioła" - Alice Sebold

Linki do recenzji napisanych w listopadzie proszę pozostawiać pod tym postem ;) Niedługo powinna pojawić się ankieta w sprawie kontynuowania wyzwania w 2016 r. Mam nadzieję, że wyrazicie w niej swoje zdanie ;)


czwartek, 29 października 2015

Hotel Transylwania


Tytuł: Hotel Transylwania

Reżyser: Genndy Tartakovsky 

Produkcja: USA

Gatunek: Animacja

Rola główna: Adam Sandler 

Część: I

Czas trwania: 1 godz. 31 min. 

Premiera: 9 listopada 2012 r. (Polska), 8 września 2012 r. (świat)

Ocena: 9.5/10





Hotele, hotele, hotele! Z czym wam się kojarzą? Ze sławną miejscowością turystyczną, Monopolem, a może serialem? A gdybym wam powiedziała, że tym razem to coś innego? Że ten hotel różni się od innych? Uwierzylibyście mi? Witajcie w Hotelu Transylwania – miejscu, gdzie każdy potwór może wypocząć i czuć się bezpiecznie. W tym hotelu nie grożą monstrom ludzie ani ogień, którym władają. Tu spokojnie można wychować dzieci i dać im odpowiednie wykształcenie. Drakula zadbał o wszystko, budując Hotel Transylwanię. Jest otoczony setkami mil nawiedzonego lasy oraz cmentarzem, gdzie zmarli wstają z grobów. Żaden normalny człowiek nie przekroczy tej granicy. No ale wiecie... nie wszyscy ludzie są normalni. Są też tacy, którzy szukają takich atrakcji. Dlatego właśnie pewnej nocy podczas imprezy urodzinowej córki Drakuli pojawia się... CZŁOWIEK! Wyobrażacie sobie, jaka musiała być mina Draka, gdy go rozpoznał? Czy uda mu się wypędzić nie-potwora z zamku? Jak udadzą się urodziny Mavis? Czy Hotel Transylwania będzie bezpieczny?

Muszę przyznać, że kiedy pierwszy raz oglądałam "Hotel Transylwanię", nie miałam pojęcia o istnieniu tego filmu. Po prostu przypadkowo trafiłam w telewizji na tę animację (już wiecie, że to mój ulubiony gatunek filmowy) i postanowiłam obejrzeć. Od tej chwili produkcja należy do moich ulubionych filmów z tego gatunku. Każda okazja jest dobra, by jeszcze raz zapoznać się z treścią "Hotelu Transylwania". Co sprawiło, że tak bardzo polubiłam tę bajkę?

"Hotel Transylwania" jest wyjątkowo zabawny i to w sposób inteligenty. Nie przepadam za komediami, gdzie żarty często są przesadne, wulgarne lub po prostu głupie. Czasami się zaśmieję, ale to raczej z żalu niż potrzeby. Tutaj cały czas coś się dzieje, co doprowadza do łez ze śmiechu. Przyznaję, że komizm sytuacyjny jest często banalny w animacji, jednakże nie można zapomnieć, że jest to film przeznaczony dla dzieci, więc takie sceny powinny występować. Natomiast komizm słowny najczęściej jest genialny. Krótkie nawiązania, cięte riposty sprawiły, że nie mogłam przestać się śmiać. Cenię tę produkcję za to, że dostosowała się i do małych odbiorców, i tych dorosłych.

Zachwyciła mnie również pomysłowość bajki. Wiele osób może zarzucić, że podobne pomysły już nieraz się pojawiły. Ale zapewniam, że nie w takim wykonaniu. Sławna legenda, która była przerabiana już na tysiące sposób, po raz kolejny ukazała się w nowym wizerunku, który bardzo przypadł mi do gustu. Od dziecka rodzice wmawiali nam, że potwory są złe – straszą ludzi i robią bardzo niedobre rzeczy. Na pewno każdy zna tę historię. Jednak "Hotel Transylwania" załamuje cały ten stereotyp i pokazuje świat z perspektywy wampirów, wilkołaków i innych podobnym im stworzeniom. I co się nagle okazuje? Z ich punktu widzenia to my jesteśmy źli, ponieważ nie umiemy zaakceptować niezwykłości i wyjątkowości, albo po prostu odmienności. I nagle dwa światy spotykają się i prawda zaczyna wychodzić na jaw. Stara opowieść została trochę zmieniona i dodano kilka dodatków, tworząc coś niesamowitego.

Nie można zapomnieć o perfekcyjnej kreacji bohaterów. Każda postać w bajce miała swój własny, odrębny charakter. Główni bohaterowie – Dark i Mavis – zostali ukazani jako bardzo ludzkie postacie o głębokich uczuciach  i pragnieniach, które nie zawsze mogę zostać spełnione. Bohaterowie mieli własne problemy, które różniły się skalą trudności, ale dla nich były ważne i dążyli, by je rozwiązać. Nie poddawali się, tylko walczyli o marzenia oraz akceptację, której tak bardzo im brakowało.

Sama tematyka "Hotelu Transylwanii" jest wyjątkowo ważna. Jak wspomniałam wcześniej, pokazuje jak wartościowa jest tolerancja i jak bardzo jej brak może zmienić ludzi. Jest to bardzo dobra wskazówka dla dzieci, jak powinno się postępować, ale również dla dorosłych. Poruszany jest również temat rodzicielstwa, co jest widocznym odniesieniem do ludzi dojrzałych. Rodzice często tak bardzo boją się o swoje dzieci i chcą, by były szczęśliwe, że nieświadomie nie pozwalają im żyć, co często ma opłakane skutki. 

Jestem pod wielkim wrażeniem grafiki filmu. Nie znam się na animacjach pod względem graficznym, jednakże oglądałam ich tyle, by umieć rozróżnić wyjątkową szatę filmu. W produkcji pojawia się olbrzymia liczba kolorów, co zachęca do obejrzenia, ale pozwala też przenieść się nam do świata baśni i mitów. Przy tym nie traci swojej realnej rzeczywistości. Każdy najmniejszy szczegół jest dopracowany.

"Hotel Transylwania" jest niezwykłym filmem przeznaczonym i dla dzieci, i dla dorosłych. To wielka sztuka stworzyć opowieść, która będzie tak różnorodna, ale zarazem realna. Polecam ją każdemu, kto jest gotowy otworzyć się na magiczny świat, ukazujący obraz naszej rzeczywistości.




poniedziałek, 26 października 2015

Aplikacja

Aplikacja
Lauren Miller 


Wyobraźcie sobie świat, w którym życiem ludzi włada nowoczesna aplikacja, którą niemal każdy obywatel ma na swoim telefonie. To ona podejmuje za was wszelkie decyzje – zarówno te trudniejsze, jak i te mniej ważne. Jej wybory powinny być kierowane chęcią utrzymania społeczności przy zdrowiu, zaspokajania ich potrzeb czy wykorzystywania talentu w jak najkorzystniejszy sposób. Tak mówią reklamy głoszące o jej przydatności. Jednak czy w rzeczywistości wygląda to tak bajkowo? Szesnastoletnia Rory wraz z buntownikiem Northem próbują odkryć tajemnice, jakie skrywają stworzyciele Luxa. Jednak czy im się to uda? 

Aplikacja to  niesamowicie wciągająca powieść z barwnymi, zabawnymi bohaterami, dzięki którym na naszej twarzy często widnieje uśmiech. Ich irracjonalne zachowanie jest w stanie wywołać łzy wesołości, lub sprawić, iż czytelnik załamuje ręce nad lekturą. Płaczemy, śmiejemy się, ubolewamy, zachwycamy, żałujemy, drwimy  Aplikacja potrafi doprowadzić nas do skraju wytrzymałości, wymuszając na nas różnorodne zachowania, reakcje. Im bardziej zagłębiamy się w historii Rory, tym częściej przyłapujemy się na dogłębnym jej przeżywaniu. Jak widać, przeżyć nie brakuje, a to właśnie one sprawiają, że chcemy czytać więcej, więcej i więcej. 


Głupcowi pisane jest powtarzać historię. Mądry człowiek ma dość rozumu, by tego uniknąć.


Lauren Miller potrafi zaintrygować i oszołomić, jednak jej dziełu brakuje szczegółowego dopracowania. Romans Rory oraz Northa rozwija się zbyt szybko, tematy poruszane na początku są ignorowane zaraz po kilku stronach, a dialogi pomiędzy niektórymi postaciami wydają się wymuszone. Akcja pędzi, a jednak brak w niej przełomowych, zbijających z nóg wydarzeń. Wszystko to tuszuje jedynie historia Rory i jej dociekliwość. To ona, wraz ze swoim śledztwem, odwraca naszą uwagę od małych niedociągnięć, które czasami nawet okazują się urocze czy nawet dopełniające. Przecież nic nie może być idealne, prawda? 



Sam pomysł na książkę wydaje się niesamowity. Aplikacja rządząca światem? Nazywanie intuicji fantastycznym, niespotykanym zjawiskiem? Czy do takiego życia prowadzi nas technologia? Świat wykreowany w Aplikacji boleśnie przypomina przyszłość, jaka nas czeka. Internet spełnia niemal wszystkie nasze zachcianki, lecz przy okazji wyrządza krzywdę. Miller w pewnym stopniu uświadamia nas, jak fascynacja może prowadzić do uzależnienia, a uzależnienie do zagłady. 


Głos szeptał, żebym się nie martwiła, chociaż rozsądek mówił, że powinnam. Namawiał mnie, żeby zwolnić, kiedy akurat się spieszyłam; żebym była miła, gdy pałałam złością; żeby słuchać, gdy rozpaczliwie chciałam, by to mnie słuchano.


Podsumowując  Aplikacja to książka, która mimo swych wad zasługuje na pochwałę. Jej przekaz szokuje swą bezpośredniością, szczerością oraz zwraca uwagę czytelników na krzywdy wyrządzane przez technologię. Autorka stworzyła idealną historię na jesienny wieczór, w którym oczekujemy niezobowiązującej, zabawnej, lecz zapadającej w pamięć lektury. Jeśli zauważycie, że pogoda zaczyna się psuć, a za oknem robi się ciemno i ponuro, bez zastanowienia sięgajcie po tę historię.

Moja ocena:
6.5/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Redakcji Essentia oraz Wydawnictwu Feeria. 

sobota, 24 października 2015

Królewna Śnieżka


Tytuł: Królewna Śnieżka

Reżyser: Tarsem Singh

Produkcja: USA

Gatunek: Fantasy

Rola główna: Lily Collins, Julia Roberts

Czas trwania: 1 godz. 46 min.

Premiera: 16 marca 2012 r. (Polska), 15 marca 2015 r. (świat)

Ocena: 8/10







Czerwone jak krew, biała jak śnieg, czarne jak heban  – mówi wam to coś? Jestem pewna, że część z was w tej chwili przypomniała sobie piękną bajkę, która wywoływała wiele emocji, trzymała w napięciu oraz sprawiała, że małe dziewczynki marzyły o byciu księżniczką. "Królewna Śnieżka" jest jedną z najsławniejszych baśni braci Grimm, która z czasem doczekała się ekranizacji w niesamowitej animacji Disney'a. Teraz po tylu latach powróciła w całkiem innym wydaniu. 

Śnieżka mieszka w pałacu razem ze swoją macochą, która pogardza nią oraz niszczy wszystko, co stworzył ojciec Śnieżki. Królewna zamknięta w komnatach pałacu nie zdaje sobie sprawy, jak bardzo jest zła sytuacja jej poddanych. Dopiero, gdy mimo zakazy królowej udaje się do wioski, rozumie, że musi obalić rządy królowej. Szuka pomocy u księcia, który niedawno przybył do królestwa w dość nietypowej sytuacji. Został napadnięty przez bandę karłów, które ukradły wszystko, pozostawiając księciu i jego słudze wyłącznie bieliznę. Jednak macocha dowiaduje się o planach pasierbicy i wydaje rozkaz zabicia jej. Czy Śnieżce uda się uniknąć gniewu królowej? Kim są tajemnicze karły? Czy książę wypełni swoje obowiązki?

"Królewnę Śnieżkę" w nowym wydaniu oglądałam już kilka razy i muszę przyznać, że za każdym razem wyśmienicie bawię się przy tej produkcji. Podoba mi się pomysł, by animowaną baśń przerobić na realną opowieść, która odbywa się w świecie ludzi. W dodatku nie jest już to historia, gdzie jednoznacznie można powiedzieć, kto jest dobry, a kto zły. Wiele wątków zostało zmienionych. Mimo że film ukazuje główne przesłanie baśni braci Grimm, robi to w nietypowy i często zaskakujący sposób. Historia toczy się własnym torem i opowiada nam całkiem inny ciąg wydarzeń.

Bardzo przypadła mi do gustu kreacja głównych bohaterów. Nie są to już mili i przykładni ludzie, którzy mają być wzorem dla nowego społeczeństwa. Są ukazani razem ze swoimi wadami i sprzecznościami, które występują w każdym człowieku. Dla mnie jest to ukazanie świata w rzeczywistym świetle, ale przy tym nie została zatracona idea utopi. Śnieżka nie jest już grzeczną królewną, która zostaje źle potraktowana przez macochę, objęta opieką przez krasnoludy i uratowana przez księcia. Podejmuje własne decyzje, buntuje się i jest gotowa walczyć w imię własnych przekonań oraz dobra ludzi. Krasnoludy zostają zamienione na karły, które są zwykłymi złodziejami. Każdy z nich ma swój odrębny charakter i historię, która doprowadziła go do takiego życia. W tym filmie jest ukazane zło, które nie wynika z natury ludzkiej tylko ciągu zdarzeń, które za skutkowały obecną sytuacją. Nawet wierni słudzy królowej nie są jednoznacznie źli. Ich zachowanie z czegoś wynika.

Muszę przyznać, że ta wersja sławnej baśni odpowiada mi o wiele bardziej niż ta braci Grimm. Prawdopodobnie wynika to z mojego wieku. Oryginalną wersję "Królewny Śnieżki" uważam za piękną, ale w tej chwili jest ona dla mnie zbyt słodka i niestety nie pokazuje prawdziwego świata. Ukazuje ideały, w które warto wierzyć, ale kiedyś pojawią się przeszkody.. Wersja filmowa daje rady, jak sobie z nimi poradzić. Dlatego jest dla mnie o wiele ciekawsza (tak naprawdę to nie przepadałam za tą baśnią w wydaniu książkowym) i przede wszystkim odważniejsza. Nowe wątki są poprowadzone w bardzo intrygujący sposób. Poza tym pojawił się komizm i groteska, która na każdym polu ubarwia produkcję.  

Oddaję też wielki pokłon dla dwóch głównych aktorek. Uważam, że Lily Collins idealnie nadaje się do roli Śnieżki i umiała sobie poradzić z nią na każdym polu – czy to była miła i grzeczna królewna, czy arogancka i odważna rozbójniczka. Umiała dopasować się do sytuacji i oddać jej realność. Nie można też zapomnieć o genialnej odtwórczyni roli królowej – Julii Roberts. Jest to jedna z moich ulubionych aktorek, którą bardzo cenię i jestem w stanie zaryzykować stwierdzenie, że poradzi sobie z każdą rolą. W "Królewnie Śnieżce" potwierdziła moje przypuszczenia.

Jest to lekki film, ale nie oznacza to, że bezwartościowy. Przekazuje on wiele cennych rad oraz idei, którymi powinniśmy kierować się w życiu. Polecam go dzieciom, ale również dorosłym, którzy będą umieli wyłuszczyć z niej rzeczy niezauważalne dla dzieci. 




środa, 21 października 2015

Smerfy 2


Tytuł: Smerfy 2

Reżyser: Raja Gosnell

Produkcja: USA

Gatunek: Animacja

Rola główna: Jerzy Stuhr (polski dubbing)

Część: II

Czas trwania: 1 godz. 45 min.

Premiera: 2 sierpnia 2013 r. (Polska), 28 lipca 2013 r. (świat)

Ocena: 6/10




Idziecie sobie zatłoczoną ulicą, przepychając się pośród śpieszących się do domu ludzi i nagle coś słyszycie. Słyszycie to? Wesołe na na na. Szukacie wzrokiem osoby, która ma dobry humor i wyraźnie przekazuje innym swoją dobrą energię. Rozglądacie się nerwowo i... nic. A piosenka nadal trwa i jest coraz bliżej. Skupiacie się i tym razem wiecie już, skąd dochodzi. Jednak coś jest nie tak. Śpiewają ją maleńkie, niebieskie ludziki, które przemykają się pomiędzy nogami ludzi. Przecieracie oczy i nadal je widzicie. Jeszcze raz je przecieracie i tym razem jesteście pewni – Smerfy! Ona naprawdę istnieją! Nie są tylko wyobrażeniem przypadkowego człowieka.

Po tylu nieudanych próbach złapania Smerfów Gargamel ma nowy plan. Tworzy tak samo jak kiedyś Smerfetkę Wredki, które mają zwabić swoich niebieskich braci w ręce czarnoksiężnika. Wszystko idzie zgodnie z planem – Smerfetka zostaje złapana i zaczyna być skora do ujawnienia receptury, która ma pozwolić  zmienić Wredki w Smerfy. Jednak Papa Smerf nie zostawi swojej podopiecznej i razem z kilkoma przypadkowymi Smerfami udaje się do świata ludzi, by ratować niebieską istotkę. Czy Gargamel tym razem osiągnie cel? Czy Smerfetka zrozumie, kim naprawdę jest? Jak potoczą się losy smerfowej drużyny?

Jestem pewna, że większość z was jako dzieci uwielbiała Smerfy. Pamiętam, jak czekałam na wieczorynkę, by dowiedzieć się, co tym razem Gargamel zgotuje Smerfom. To były piękne czasy... Jednak sławetna wieczorynka została zmieniona na film. Nie miałam okazji obejrzeć pierwszej części, ale mimo to, kiedy trafiłam przypadkowo w telewizji na drugą część, bez wahania postanowiłam zobaczyć, co słychać u niebieskich istotek. I niestety muszę przyznać, że spodziewałam się czegoś innego po tej animacji. Miałam duże oczekiwania i nie zostały one spełnione.

Ogólnie bardzo mi się podoba pomysł przeniesienia akacji do realnego świata. Zawsze mnie bawi, gdy jakaś fikcyjna postać nagle znajduje się w dziczy naszego świata. Musi sobie poradzić z przeciwnościami losu oraz czynnościami, które dla nas  naturalne. Najczęściej nie idzie im dobrze. Przypadły mi również do gustu Wredki – dzieci Gargamela. Nie są to już grzeczne Smerfy, które w najgorszym przypadku zrobią głupi kawał. Są to wredne stworki, których nie da się nie pokochać. To trochę działa tak jak ze zwierzętami. Wszyscy narzekają na te najbardziej psotne, ale i tak ostatecznie to właśnie je najbardziej lubią. Do całej tej niesamowitej atmosfery doszły jeszcze urodziny Smerfetki, które zmieniły całe wizerunek świata Smerfów. 

Bohaterowie byli niesamowicie przyjaźni i sielankowi, aż było to irytujące. Oczywiście, że w naszym świecie są bardzo miłe osoby, ale są sytuację, że kiedy każdy będzie smutny lub nieuprzejmy. Można to podciągnąć pod ukazanie świata takim, jak powinien być, ale niestety nie przekonuje mnie to. Smerf, odkąd pamiętam, były ukazane z wyolbrzymionymi niektórymi cechami. Zresztą stąd ich imiona: Marzyciel, Zgrywus itp. Teraz i postacie ludzkie był karykaturalne. Każdy miał jakąś dominującą cechę. Żałuję tylko, że większości bohaterów nie poznałam dobrze. Było ich naprawdę dużo, a nie otrzymywałam informacji o nich.

"Smerfy 2" poruszają bardzo ważna tematykę dla dzieci. Ukazują, że rodzina to nie tylko więzy krwi, ale również sposób w jaki odnosimy się do niej oraz osoby ważne dla nas, a niekoniecznie spokrewnione. Jest to pokazane w piękny sposób, bajkowy, czyli taki jaki powinien być. Często dorośli zapominają również o tym, a to opowieść przypomina im, co naprawdę jest ważne w życiu. Gdyby tylko nie była tak ckliwa, przesadnie przesłodzona, pokazałaby jak piękny jest prawdziwy świat.

Jak już wcześniej wspomniałam nie jestem zadowolona z tej animacji, jednakże nie oznacza to, że żałuję, że ją obejrzałam. Nie spełniła moich wymagań, ale jestem pewna, że dzieciom przypadnie do gustu. Zarzucam jej sielankowość, ale mali ludzie tego potrzebują.