Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Feeria. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Feeria. Pokaż wszystkie posty

piątek, 28 kwietnia 2017

Utrata


Tytuł: "Utrata"

Autor: Rachel Van Dyken

Tłumaczenie: Anna Dobrzańska

Cykl: Zatraceni

Tom: I

Kategoria: Literatura młodzieżowa

Wydawnictwo: Feeria Young

Liczba stron: 304

Ocena: 5/10





Każdy z nas kogoś kocha. Jestem pewna, że nie ma osoby na świecie, która choć raz nie była kochana i nie kochała. Mogła sobie nie zdawać sprawy, nie umieć rozpoznać tego niezwykłego uczucia lub po prostu wypierała miłość ze swojego serca i umysłu. Jednak na pewno przeżyła to coś. Teraz sobie wyobraźcie, że przed wami stoi ta ukochana osoba - rodzic, dziewczyna, syn. Uśmiecha się ciepło i jest pełna życia. Widzisz przed sobą piękną przyszłość, którą spędzicie razem. Patrząc na tego człowieka, wyobrażasz sobie wspólne wakacje, święta, wyjątkowe przeżycia, to że jest zawsze przy was. Jestem przekonana, że to cudowny obraz. A teraz trochę go zmieńmy - ta osoba znika... Co się wtedy dzieje? Tracicie wszystko, wasze życie robi się bezsensowne, puste i ponure. Wtedy zrozumiecie, co to jest prawdziwa utrata. 

Kiersten żyje w swoim zamkniętym świecie, gdzie codziennie przeżywa tragedię sprzed lat. Funkcjonuje wyłącznie dzięki antydepresantom i pomocy wujostwa. Jednak minęły już dwa lata... Najwyższy czas zacząć żyć. Nastolatka decyduje się pójść na studia. Ma ambitne plany, lecz nie jest łatwo zacząć nowe życia tak po prostu z dnia na dzień. Wstaje rano i idzie na zajęcia tylko dla jednej osoby - Westona - zabójczo przystojnego chłopaka, który pragnie pomóc jej wydostać się w prywatnego piekła. Jednak i on ma pewną tajemnicę, które pewnego dnia może zmienić wszystko. 

"Chodzi o to, że musisz zacząć żyć."

"Utrata" kilka lat temu zdobyła olbrzymią popularność wśród literatury dla młodzieży. Można było o niej usłyszeć wszędzie. Nie było chyba recenzenta, który by nie mówił o tej książce. I właśnie to mnie zniechęciło do przeczytania tej pozycji. No i jeszcze okładka... Spodziewałam się po niej ckliwego romansu, a jak pewnie już wiecie, nienawidzę takich powieści. Jednakże mimo to postanowiłam i ja zapoznać się z pierwszym tomem "Zatraconych". I niestety z bólem serca muszę przyznać, że to był błąd. Jak zwykle moje przeczucie nie zawiodło mnie. 

Literatura młodzieżowa w ostatnich latach jest dość schematyczna. Wielokrotnie powtarzają się te same motywy i w dodatku najczęściej się one poprowadzone w podobny sposób. W początkowych fazach New Adult było to naprawdę ekscytujące i bardzo pouczające. Lecz nie oszukujmy się. Ile razy można czytać to samo?! "Utrata" okazała się dla mnie sztampowa i mało zaskakująca. Nie mogę uwierzyć, że po tak długiej przerwie w czytaniu wybrałam na dobry początek właśnie tę powieść. Liczyłam na coś nowego, czego się nie spodziewałam, a tymczasem usłyszałam tę samą historię, którą znam od dawna.  

Kolejną niestety wadą jest styl autorki. Jest on bardzo prosty. W niektórych momentach aż do bólu. Miałam wrażenie, że pisarka czasami zapominała się, że nie pisze dla małych dzieci tylko dla ludzi, którzy niedługo wejdą w dorosłe życie lub już je zaczęli. Często powtarzały się te same wyrażenia, utarte zwroty, które nieraz mnie zirytowały. Język Rachel Van Dyken jest dość ubogi i nie wyróżnia się niczym nowatorskim. 

Mimo wcześniej wymienionych wad muszę przyznać, że początek "Utraty" jest bardzo wciągający. Po pierwszych rozdziałach byłam zadowolona i wierzyłam, że to będzie jedna z lepszych powieści dla młodzieży. Miło mnie zaskoczyła kompozycja klamrowa. Obecnie nie spotyka się często tego zabiegu. Odbiera on możliwość zaskoczenia czytelnika, ale dodaje przy tym napięcia, tej gęsiej skórki i oczekiwania, kiedy wreszcie to nastąpi. Całą książkę na to czekałam, aż wreszcie... Niespodzianka! Stało się coś, czego w ogóle się nie spodziewałam. To jest wielki plus tej lektury. Choć nie zaprzeczę, że zakończenie i tak mi się nie podobało. Zbyt się zawiodłam na fabule, by coś było w stanie naprawić moją niechęć do tej historii. Treść była mało rozbudowana i często odnosiłam wrażenie, że niektóre wydarzenia powtarzają się. Odbieram to jako bardzo duży minus.

Autorka w ogóle nie wykorzystała potencjału wykreowanych przez siebie postaci. Kiersten i Weston byli papierowymi bohaterami, z którymi nie mogłam się ani zżyć, ani utożsamić. Ich problemy i zwroty w życiu były poważne, a ja nie odczuwałam żadnego współczucia, nie kibicowałam im. Patrzyłam tylko bez przekonania na ich poczynania. Na szczęście sytuację ratują bardzo wyraziści bohaterowie drugoplanowi - Lisa i Gabe. Dowiadujemy się o nich mało, jednak dzięki temu otacza ich aura tajemniczości, która przyciąga. Nie będę udawać, że mnie to nie fascynowało. Czytałam, że kolejne części są właśnie o nich, dlatego mam w planach kontynuować serię i mieć nadzieję, że następne tomy okażą się o wiele lepsze. 

Co do wątku romantycznego... Jak dla mnie stanowczo nie! Kiersten i Weston to para, która w ogóle do siebie nie pasuje. Są całkowicie różni i to w ten rażący sposób. Nie wyobrażam sobie, by tacy ludzie mogli ze sobą być w realnym życiu. Było to nienaturalne i takie ckliwe. Pisarka stanowczo przesłodziła tę opowieść.

Po wymienieniu tylu wad przyszedł czas na jakąś zaletę - tematyka. Mimo że wcześniej pisałam, że jest to schemat, uważam, że "Utrata" podejmuje ważne tematy, które nie dotyczą wyłącznie młodych osób. Jest ona rozbudowana i wieloetapowa pod tym względem. Prawie każdy znajdzie w tej książce coś dla siebie. Depresja, choroba, narkotyki, utrata... Tu jest wszystko i w pewien sposób pozwala na poradzenie sobie z problemem.

Powieść jest niesamowitą skarbnicą cytatów. Byłam zaskoczona, że w tak krótkiej i słabo napisanej książce może się znaleźć tyle mądrych i refleksyjnych myśli. To właśnie one sprawiają, że przez jakiś czas zapamiętam "Utratę". Inaczej byłaby jedną z wielu historii, o których szybko zapomnę. 

Jeśli lubicie ckliwe opowiadania, które są napisane prostym językiem i możecie je przeczytać w jeden wieczór, to jestem przekonana, że mimo tych wszystkich wad, ta pozycja spodoba się wam. Jednak ostatecznie nie polecam tej książki i sama nie jestem zadowolona, że traciłam na nią czas.

poniedziałek, 26 października 2015

Aplikacja

Aplikacja
Lauren Miller 


Wyobraźcie sobie świat, w którym życiem ludzi włada nowoczesna aplikacja, którą niemal każdy obywatel ma na swoim telefonie. To ona podejmuje za was wszelkie decyzje – zarówno te trudniejsze, jak i te mniej ważne. Jej wybory powinny być kierowane chęcią utrzymania społeczności przy zdrowiu, zaspokajania ich potrzeb czy wykorzystywania talentu w jak najkorzystniejszy sposób. Tak mówią reklamy głoszące o jej przydatności. Jednak czy w rzeczywistości wygląda to tak bajkowo? Szesnastoletnia Rory wraz z buntownikiem Northem próbują odkryć tajemnice, jakie skrywają stworzyciele Luxa. Jednak czy im się to uda? 

Aplikacja to  niesamowicie wciągająca powieść z barwnymi, zabawnymi bohaterami, dzięki którym na naszej twarzy często widnieje uśmiech. Ich irracjonalne zachowanie jest w stanie wywołać łzy wesołości, lub sprawić, iż czytelnik załamuje ręce nad lekturą. Płaczemy, śmiejemy się, ubolewamy, zachwycamy, żałujemy, drwimy – Aplikacja potrafi doprowadzić nas do skraju wytrzymałości, wymuszając na nas różnorodne zachowania, reakcje. Im bardziej zagłębiamy się w historii Rory, tym częściej przyłapujemy się na dogłębnym jej przeżywaniu. Jak widać, przeżyć nie brakuje, a to właśnie one sprawiają, że chcemy czytać więcej, więcej i więcej. 


Głupcowi pisane jest powtarzać historię. Mądry człowiek ma dość rozumu, by tego uniknąć.


Lauren Miller potrafi zaintrygować i oszołomić, jednak jej dziełu brakuje szczegółowego dopracowania. Romans Rory oraz Northa rozwija się zbyt szybko, tematy poruszane na początku są ignorowane zaraz po kilku stronach, a dialogi pomiędzy niektórymi postaciami wydają się wymuszone. Akcja pędzi, a jednak brak w niej przełomowych, zbijających z nóg wydarzeń. Wszystko to tuszuje jedynie historia Rory i jej dociekliwość. To ona, wraz ze swoim śledztwem, odwraca naszą uwagę od małych niedociągnięć, które czasami nawet okazują się urocze czy nawet dopełniające. Przecież nic nie może być idealne, prawda? 



Sam pomysł na książkę wydaje się niesamowity. Aplikacja rządząca światem? Nazywanie intuicji fantastycznym, niespotykanym zjawiskiem? Czy do takiego życia prowadzi nas technologia? Świat wykreowany w Aplikacji boleśnie przypomina przyszłość, jaka nas czeka. Internet spełnia niemal wszystkie nasze zachcianki, lecz przy okazji wyrządza krzywdę. Miller w pewnym stopniu uświadamia nas, jak fascynacja może prowadzić do uzależnienia, a uzależnienie do zagłady. 


Głos szeptał, żebym się nie martwiła, chociaż rozsądek mówił, że powinnam. Namawiał mnie, żeby zwolnić, kiedy akurat się spieszyłam; żebym była miła, gdy pałałam złością; żeby słuchać, gdy rozpaczliwie chciałam, by to mnie słuchano.


Podsumowując – Aplikacja to książka, która mimo swych wad zasługuje na pochwałę. Jej przekaz szokuje swą bezpośredniością, szczerością oraz zwraca uwagę czytelników na krzywdy wyrządzane przez technologię. Autorka stworzyła idealną historię na jesienny wieczór, w którym oczekujemy niezobowiązującej, zabawnej, lecz zapadającej w pamięć lektury. Jeśli zauważycie, że pogoda zaczyna się psuć, a za oknem robi się ciemno i ponuro, bez zastanowienia sięgajcie po tę historię.

Moja ocena:
6.5/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Redakcji Essentia oraz Wydawnictwu Feeria. 

wtorek, 17 marca 2015

Powód by oddychać

''Powód by oddychać''
Rebecca Donovan

''Gdy Emma wraca do miejsca, które nazywa domem, bo nie ma żadnego innego, o którym mogłaby tak myśleć, nigdy nie wie, co ją tam spotka. Tylko wyzwiska? A może bolesne uderzenia? Ile kolejnych ran i siniaków będzie musiała skrywać pod długimi rękawami?

Dlatego Emma nie ma przyjaciół i robi wszystko, by mieć jak najlepsze wyniki w nauce – marzy o dniu, w którym będzie mogła wyrwać się z tego piekła.

Tylko jedna osoba zna jej tajemnicę. Ale jest jeszcze ktoś, kto bardzo pragnie się do niej zbliżyć. Emma jednak za wszelką cenę chce tego uniknąć. Chociaż to rozrywa jej serce na kawałeczki.''


Emma to szesnastoletnia wzorowa uczennica oraz bohaterka drużyny piłkarskiej z wieloma traumatycznymi przeżyciami. W dość krótkim życiu spotkało, a raczej spotyka ją wiele zła, przemocy, brutalności, strachu, upokorzenia i smutku. Takowe emocje rozbudza w niej rodzina - ojciec, który umarł przedwcześnie, matka alkoholiczka oddająca Emmę na wychowanie do wujostwa oraz ciotka skrywająca mroczne tajemnice, czy pobudki psychologiczne. W skutek tych czynników dziewczyna staje się wyrzutkiem, osobą wręcz niewidzialną, omijaną przez rówieśników, choć występują na ich ustach dość często. Jej powierniczką zostaje wyłącznie seksowna, popularna, wysportowana Sara, która próbuje zburzyć umysłową zaporę Emmy, do czasu gdy pojawia się Evan kruszący wszelkie mury dziewczyny. Czy Emily oprze się pokusie, jaką jest normalne, towarzyskie życie ? Czy wycofa się w mroczny świat pełen śmiertelnych pułapek ?

''Był jak haust rześkiego powietrza po gwałtownej burzy, która przeszła nade mną, pozostawiając w sercu bolesne rany.''

Powód by oddychać to książka unosząca się na ustach bardzo wielu czytelników. Przekopując internet znajdziemy setki wychwalających ją recenzji, które wypełnione są wszelkimi emocjami, uczuciami, odczuciami, rozmyślaniami jakie wywołała w nich powyższa pozycja. Zapoznając się z opiniami i opisami fabuły wmawiamy sobie, iż będzie to lektura wyższego polotu, powieść znajdująca ujście do naszych serc, pozycja, która rozbudzi w nas najgorsze, jak i te najlepsze instynkty. Trzymając ją w swych dłoniach modlimy się, by nasze obawy zostały rozwiane, a nasz umysł został wypełniony tysiącami myśli, trafiającymi w sedno naszej psychiki i zaczynamy zagłębiać się w naszym majstersztyku. Docieramy do ostatniej strony i nagle zdajemy sobie sprawę, że nasza przygoda już się zakończyła, że świat, który zbudowaliśmy musi wreszcie ulec zniszczeniu. Godzimy się z pustką oraz rozpaczą, po czym zdajemy sobie sprawę, iż lektura była ... No właśnie jaka?

Powód by oddychać to książka poruszająca bardzo ważny temat, tego nie podważy żadna wypowiedz pisana, czy mówiona. Przemoc w rodzinie rozrasta się na coraz większą skalę, co skutkuje jej regularnym występowaniem przynajmniej w połowie relacji międzyludzkich. Brutalność towarzyszy wszelkim urazom psychicznym, które coraz częściej pojawiają się w ludzkich umysłach. To jeden z kluczowych powodów, ale nie możemy zapomnieć o fakcie, iż przemoc to wyładowanie uczuciowe, z którym zmaga się każdy człowiek. W takim razie takowa sytuacja może dotknąć każdego z nas. Pamiętajmy o tym i nie bierzmy przykładu z Emmy, która mimo posiadanej inteligencji ignoruje wszelkie śmiertelne bodźce.

''Wolę zachować niesamowite wspomnienia z tych kilku dni spędzonych razem, niż nie mieć ich w ogóle. Mimo świadomości, że ten czas już się nie powtórzy.''

Pani Rebecca stworzyła bardzo mały, smutny, tchórzliwy świat z mozolną akcją i stereotypowymi bohaterami. A mimo to potrafiła ująć nas życiem na pozór nam znanym. Nie twierdzę, że jest to poszukiwany majstersztyk, ale ma w sobie krztę słodkości, która ujmuje nas za serca, gardło, umysł. Jest to element, którego nie potrafię wskazać, gdyż targają mną sprzeczne emocje. Z jednej strony chciałabym rzucić tą powieścią o ścianę, wymazać wszelki ślad jej obecności i nigdy, nigdy do niej nie powracać, bo wręcz powala mnie swą beznadziejnością. A z drugiej strony chciałabym zagłębić się w niej jeszcze raz i ujrzeć to, co nie pozwalało mi na poznaniu tych wszystkich emocji, których doznali inni czytelnicy. Bo zapewne jakieś odczucia we mnie wywarła, ale nie zbyt mocno i wnikliwie, bym była zdolna je ukazać. A bardzo, bardzo chciałabym je odczuć w środku, na skórze, w łzach. Chciałabym by pałaszowały mój umysł, by wywoływały wstrząs, by pode mną zapadała się ziemia. Jestem gotowa na wszystko, gdy chodzi o emocje ukazane w literaturze. To doświadczenie, które chcę doznawać codziennie na nowo. Niestety Powód by oddychać nie zagwarantował mi tego luksusu.

Podsumowując - książka to bardzo ciekawa i ambitna lektura, z którą musicie się zapoznać. Mimo wszystko zasługuje na uwagę czytelników. Zwłaszcza główna bohaterka, z którą muszę przyznać trochę się utożsamiłam, choć czasami z irytacji miałam chęć powyrywać sobie włosy. Zachęcam was do sięgnięcia po książkę. Czasami warto doznać wszechogarniającej nicości i drętwości, by odetchnąć od chmary uczuć.
Nie jestem pewna czy sięgnę po 2 część, aczkolwiek się do tego przymierzam. Mam nadzieję, że będzie pociągnięta w stylu okalającym ostatnie rozdziały, w tym epilog. Gwarantuję, iż wtedy powieść mogłaby stać się naszym majstersztykiem. :)

Moja ocena:
8-/10

niedziela, 8 lutego 2015

Utrata

''Utrata''
Rachel Van Dyken

''Kiersten nie jest zwykłą dziewczyną. Ścigają ją koszmarne echa wydarzeń sprzed dwóch lat. Od tamtej pory woli unikać zobowiązań, a smutek jest jedynym znanym jej – i dlatego bezpiecznym – uczuciem. Gdy poznaje Westona, wydaje się, że dzięki niemu wyjdzie z ciemności na słońce.
Ale nie wie, że czas nie jest jej sprzymierzeńcem. Choć Wes sądzi, że potrafi ją ocalić, to dając jej wszystko, jednocześnie wszystko zniszczył. Próbował ją ostrzec, ale jak można przygotować się na coś takiego? 
Czasami musisz się śmiać, by nie wybuchnąć płaczem. A czasami, gdy myślisz, że to już koniec – to jest dopiero początek…''



Kiersten to osiemnastoletnia studentka osierocona od dwóch lat. Jej depresja daje się we znaki całej rodzinie, która bezskutecznie próbuje z nią nawiązać kontakt. Jest inteligenta, niezdecydowana, samotna, wyrozumiała i pobłażliwa, ale najbardziej cechuje ją skrytość, strachliwość. Żyjąc na antydesperantach nie kontaktuje z światem jak każdy zdrowy człowiek, przez co nosi w sobie wiele lęku.
Weston – milioner, gwiazda futbolu i jeden z najpopularniejszych studentów na świecie. Ulubieniec nastolatek wykazujący się wielką wrażliwością na otaczający go świat. Jest zaborczy, impulsywny i zarazem piękny, gdy nagle pod naciskiem wielu osób, chorób, wirusów ulega zmianie. Staje się jeszcze bardziej pożądany ze względu na cierpliwość, inteligencję oraz wartościowy sposób postrzegania świata.
Czy ścieżki tych dwóch, tak bardzo odmiennych osób mogą się skrzyżować ?

''Chciałem, powinienem, mogłem. 
To jest w ludzkiej naturze zakładać, że możemy kontrolować to co się dzieje z naszym życiem, ale prawdą jest, że...
Życie biegnie swoim torem i czasami jest za późno. Cholera, czasami jest za wcześnie. Czasami podejmujemy złe decyzje, tak samo jak czasami podejmujemy dobre. Tych trzech słów ludzie używają, gdy coś nie idzie po ich myśli. Nie kwestionują niczego, gdy wszystko się układa. Zadają sobie takie pytania gdy wszystko się sypie.''

Pani Rachel miała na celu stworzyć powieść bombardującą czytelnika milionami emocji, odczuć, książkę, z którą umieralibyśmy i rodzili się na nowo, jako inni ludzie. Jednak jej cel nie został osiągnięty. Owszem – odnajdziemy w niej wiele wartościowych cech zapierających dech w piersiach, ale całokształt sprawia wrażenie być stworzony jako typowe romansidło dla nastolatek. Czas, w którym nasi bohaterowie zaczynają lgnąć do siebie niczym przylepy jest bardzo ubogi, wręcz minimalistyczny, bo osiąga niemal cztery dni. Ja się pytam – jak można zatracić się w osobie, której w ogóle się nie zna, a do tego rozmawia się z nią po raz pierwszy w życiu ? Dla mnie jest to niewytłumaczalne postępowanie, które występuje właśnie w Utracie, gdy nasze gołąbki po pięciu minutach znajomości trajkotają o tym jak wielce są w sobie zakochani. Już na dwudziestej stronie ( trzynastej, jeśli odjąć informacje o książce ) będziemy mieli szansę przeczytać o sytuacji opisanej powyżej. Bez bicia mogę przyznać, że jest to bardzo irytujący zabieg, który utrudnił mi dostrzeżenie głębi powieści przez dość długi okres.

''Czasami musisz przejść przez piekło, aby znaleźć swoje niebo.''

Pomijając ten wielki, frasobliwy minus wszystko pozostawało w jak najlepszym porządku. Bohaterowie zostali zarysowani dość prawidłowo, ale bez większego szaleństwa. Fabuła ciekawa, aczkolwiek nie wciągająca, ale wartościowe, piękne, wzruszające cytaty odnalazły ścieżkę do mego, usychającego z miłości do powieściowych emocji serca. To dopiero był nokaut poniżej pasa. A może raczej powyżej. Bynajmniej cytaty i głębia życia jaka z nimi podążała, uratowała Utratę przed wielką klęską, która na wieki wpisałaby się w me serce. Nie oznacza to jednak, iż książka staje się pożądliwą historią. O, nie. Zyskuje dzięki temu miano przeciętnej, ciekawej historyjki na zimne wieczory.

Podsumowując – powieści ani nie polecam, ani nie zniechęcam Was do zapoznania się z tą historią. Gdy sięgniecie po książkę wiedzcie, iż robicie to na własną odpowiedzialność, a żadne wąty nie będą usprawiedliwione. :)

Utratę pozostawiam bez ostatecznej oceny, chociaż zastawiam się nad wystawieniem jej między pięcioma, a siedmioma gwiazdkami. Jednak żadna z tych oceń nie wyrazi moich odczuć dotyczących powieści, dlatego też to zadanie zostawiam dla Was. :)