niedziela, 1 września 2019

Podsumowanie sierpnia ♥

Witajcie! 

Przychodzę do Was z tradycyjnym, miesięcznym podsumowaniem. Sierpień spędziłam w domu na totalnym lenistwie, więc i stąd pod względem i czytelniczym, i filmowym jestem bardzo zadowolona. Potrzebowałam takiego spokojnego miesiąca, który spędziłam na dość monotonnych, ale też moich ulubionych rozrywkach. Zresztą świat książek zawsze potrafi mnie czymś zaskoczyć :)

W sierpniu przeczytałam 12 książek, co pod względem liczbowym jest moim rekordem, bo podejrzewam, że taki miesiąc ostatnio miałam gdzieś w gimnazjum, czyli jednak kupę lat temu. Ale liczby liczbami, a jakość jakością. I muszę przyznać, że jakościowo ten miesiąc był również udany :)

1. Green Witch (recenzja – ocena: 3/10) – od tego poradnika oczekiwałam naprawdę dużo i niestety moje oczekiwania zostały szybko zrównane z rzeczywistością. Książka okazała się bardzo nieprofesjonalna i nie przyniosła ze sobą żadnej cennej wiedzy.  


2. Dwa bieguny (recenzja – ocena: 10/10) – nie będę w ogóle tutaj udawać: zakochałam się w tej książce. To było przecudowne połączenie prawdziwej, ale również trudnej miłości oraz wielkich ideologii. Ta książka oczarowała mnie pod każdym względem. 


3. Kłamca 2. Bóg marnotrawny (recenzja – ocena: 8/10) – to był niesamowity powrót do świata mitycznych bogów, szalonych archaniołów i niekoniecznie dobrych aniołów. Miałam wiele obaw co do kontynuacji tej serii, a tymczasem powieść okazała się wciągająca i pełna wstrząsających akcji. 


4. Nie ma światła w ciemności (recenzja – ocena: 5.5/10) – nie jestem w stanie Wam powiedzieć za dużo o tej książce, ponieważ była tak zwyczajna, tak mało zajmująca, że nawet w tej chwili musiałam sama sobie przypomnieć, o czym była. Dlatego raczej nie wspominam jej dobrze, a raczej w ogóle nie wspominam. 


5. Wykrywanie kłamstwa i oszukiwania. Psychologia kłamstwa i konsekwencje dla praktyki zawodowej (ocena: 8/10) – ta książka będzie bazą pod moją pracę roczną, którą będę pisać na trzecim roku psychologii. Miała mi przynieść potrzebne informacje i inspirację. Tak też się stało i w dodatku dostałam również po prostu niesamowicie ciekawą książkę, którą dobrze czytało się dla samej rozrywki. Dlatego jeśli interesujecie się kłamstwem, to na pewno przypadnie Wam do gustu. 


6. Harda Horda (recenzja – ocena: 7/10) – zbiór opowiadań fantasy, których po prostu nie da się zapomnieć. Każde z opowiadań poruszyło jakąś cząstkę mojej duszy i zmusiło do refleksji. Bez wątpienia odnajdę powieści i opowiadania autorek i dogłębnie się z nimi zapoznam. 


7. Powiedz tak! (recenzja – ocena: 8/10) – ta książka to przykład powieści, których raczej unikam, ponieważ wydaje mi się, że nie umiem ich zrozumieć i docenić. Ale tak było do tej książki... Ona zmieniła moje spojrzenie na literaturę typowo obyczajową i okazała się ciepłą przystanią dla mojego serduszka. 


8. Elita (recenzja – ocena: 7/10) – idealna powieść dla rozrywki po bardzo ciężkim dniu. Sprawdziła się u mnie doskonale mimo licznych wad. Bez wątpienia zapoznam się z kolejnymi częściami. 


9. Pozytywna psychologia porażki. Jak z cytryn zrobić lemoniadę (ocena: 7/10) – interesuję się nową gałęzią psychologii – psychologią pozytywną. Dlatego staram się zapoznawać z najróżniejszymi książkami o tej tematyce. Tym razem padło na książkę Pawła Fortuny, którą czytało się wprost genialnie. Dała mi naprawdę wiele inspiracji. 


10. Gracz (recenzja – ocena: 9/10) – to jest dla mnie wielki powrót do mojego ukochanego pisarza, czyli Fiodora Dostojewskiego. Bałam się przeczytać tę książkę, a tymczasem okazała się kolejnym arcydziełem, które zawładnęło moim sercem, umysłem i duszą. 


11. Michał Anioł (recenzja – ocena: 5/10) – bardzo się zawiodłam na tej książce, ponieważ liczyłam, że uda mi się pogłębić wiedzę na temat tego wspaniałego artysty, a dostałam tylko powieść, która jakby przełożyć ją na obecne czasy, jest zwykłym fanficem. 


12. Złota dziewczyna (recenzja na dniach – ocena: 5/10) – nie miałam dużych oczekiwań i książka sama w sobie nie była zła. Tylko niestety niemiłosiernie nudna, ale o tym więcej niedługo. 


I tak doszliśmy do końca literatury. Jak widać, największe wrażenie zrobiły na mnie Dwa bieguny, które okazały się niesamowitą powieścią. Wyjątkowo dobrze będę również wspominać Gracza Dostojewskiego. A najgorzej poradnik Green Witch, który stanowczo odradzam wszystkim. 

Przechodząc do kinematografii, to muszę przyznać, że pod względem jakości to był wyjątkowo udany miesiąc, mimo że same oceny na to nie wskazują. Obejrzałam w tym miesiącu 5 filmów i jeden sezon serialu. 

1. Ostatnie wakacje (ocena: 4/10) – taki zwykły, nudny film o nastolatkach, które zaczną niedługo dorosłe życie, dlatego pragną obecne ułożyć według marzeń i wielkich planów. Nic wyróżniającego. 

2. Memento (ocena: 8/10) – długo zbierałam się do obejrzenia tego filmu, ale wreszcie to zrobiłam i było warto. Co prawda potrzebowałam rozłożyć go na kilka razy, gdyż był po prostu zbyt ciężki dla mnie. Jednak w żaden sposób nie umniejsza to jego zaletom. 
3. Disco Polo (ocena: 2/10) – oczekiwałam zabawnej komedii, dostałam totalne dno rozrywkowe. Nie wiem, czy to miało być tak mało inteligentne, czy nie potrafię docenić niektórych analogii. 
4. Zabójczy rejs (ocena: 6/10) – bardzo przyjemna komedia, która może do najlepszych kryminałów nie należy, ale funkcję rozrywkową spełnia bardzo dobrze. 
5. Sztuka Kochania. Historia Michaliny Wisłockiej (ocena: 7/10) – słabo znałam postać pani Wisłockiej, a teraz mam trochę większe pojęcie, czym się zajmowała i kim była. Film zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie i wiele spraw mi uświadomił oraz pozwolił poznać niezwykłą, kontrowersyjną i szaloną kobietę. 
6. Stranger Things 3 (sezon 3 – ocena: 5/10) – dokończyłam oglądać popularny obecnie serial i muszę przyznać, że jestem bardzo zawiedziona trzecim sezonem, ale również i samym serialem. Owszem, jest przyjemny i ma bardzo dobrych aktorów, ale dla mnie nic poza tym. 
Najbardziej jestem zadowolona z obejrzenia Memento, który tak naprawdę sprawił, że jestem w stanie przymknąć oko na te wszystkie słabe według mnie filmy obejrzane w sierpniu. Choć przyznam, że Disco Polo było dla mnie fatalnym przeżyciem. 

Pochwalcie się, jak wyglądał Wasz sierpień! ♥

środa, 28 sierpnia 2019

Michał Anioł – Dmitrij Mereżkowski


Tytuł: Michał Anioł

Autor: Dmitrij Mereżkowski

Tłumaczenie: Wacława Kiślańska

Kategoria: Literatura piękna

Wydawnictwo: Wydawnictwo MG

Liczba stron: 128

Ocena: 5/10










Sztuka jest długotrwałym śladem obecności człowieka na świecie. Mija jeden rok, drugi, jeden wiek, kolejne wieki, a to co stworzyli inni ludzie nadal przetrwało. Jest to fascynujące, ponieważ od czasów, gdy ci artyście żyli minęło tyle wieków, tyle pokoleń zostało zapomnianych, a oni przetrwali dzięki swoim dziełom. Sprawili, że ich praca okazała się długowieczna, a inni artyści czerpią od nich inspirację i dbają, by ich dzieła pozostały w dobrym stanie. Dotyczy to sztuki jako pojęcia bardzo obszernego. Choć dzisiaj będzie mowa o malarstwie i rzeźbiarstwie, to refleksje nie dotyczą tylko ich, ale również architektów, pisarzy i najróżniejszych twórcy. 

Obecnie mówi się o trzech wyjątkowych artystach renesansu włoskiego – Leonardo da Vinci, Michale Aniole oraz Rafaelu. Każdy z nich pozostawił po sobie niesamowity twórczy dorobek, który do dzisiaj zachwyca i amatorów sztuki, i koneserów. Tym razem postanowiłam lepiej poznać dzieje Michała Anioła, ponieważ zdałam sobie sprawę, że tak naprawdę prawie nic o nim nie wiem. Jest to dla mnie ktoś, kto był, kto jest sławny i kto miał wybitny talent. Ale co więcej? Właśnie nic. Liczyłam, że w poznaniu tego rzeźbiarza pomoże mi książka Dmitrija Mereżkowskiego. Niestety bardzo się zawiodłam pod tym względem. 

Styl autora jest bardzo przyjemny i lekki, dzięki czemu książkę czyta się w naprawdę zawrotnym tempie. Dla mnie było to jedno miłe popołudnie. Szkoda tylko, że język autora nie wyróżnia się niczym konkretnym. Jest po prostu poprawny i zwykły, a ja wymagam czegoś więcej. Tym bardziej że w tego typu powieściach taki styl jest po prostu zbyt luźny. Łatwo się zapomnieć, czy mamy do czynienie z powieścią, która ma nam przybliżyć życie sławnego artysty, czy ze zmyśloną opowieścią. Wolałabym jednak nie mieć wątpliwości co do tego. 

Dla mnie cała ta książka jest pełna nieścisłości, dlatego mimo że ją przeczytałam, mam wrażenie, że nadal nie wiem nic o Michale Aniele. Nie mam pojęcia, ile informacji jest oparte na faktach, a ile z nich jest luźną interpretacją. Zdaję sobie sprawę, że w takim ujęciu fabularnym wiele rzeczy trzeba ubarwić i czasami po prostu dodać. Jednak trzeba mieć umiar, a w "Michale Aniele" z pewnością go brakowało, co jest nieakceptowalne dla mnie. Poza tym miałam wrażenie, że ta historia jest bardzo nachalna – wprost narzucana nam, co dodatkowo irytowało mnie. Nie lubię tego uczucia. Na końcu powieści pojawiły się dwa opowiadania, ale o nich też nic pozytywnego nie umiem powiedzieć, ponieważ nie wywołały we mnie żadnych emocji. I była napisane dokładnie w ten sam sposób, co wcześniejsza część. 

Sama postać Michała Anioła była ukazana jako ofiara niesprawiedliwych opinii. Artysta był często niedoceniany i wykorzystywany przez papieży oraz bogatych i wpływowych ludzi. Nie jestem w stanie w tej chwili potwierdzić, że tak było, ale nie będę udawać, że poczułam się trochę oburzona, ponieważ miałam wrażenie, że pisarz po prostu umniejsza rolę rzeźbiarza. Zamiast ukazać go jako niesamowicie utalentowaną postać, która musiała zmierzyć się z okropnościami życia, Michał Anioł został ukazany jako słabowity człowiek, który sam nie doceniał swojego talentu. Całą sytuację ratowały ciekawostki z życia twórcy, jednak to nadal mi nie wystarczyło. 

Powieść okazała się bardzo rozczarowująca, choć przyznam, że teraz czuję się zobowiązana do lepszego poznania Michała Anioła, choćby po to by sprawdzić prawdziwość informacji, które nabyłam i z samego szacunku do geniusza. Nie zamierzam poznawać innych książek pisarza i szczerze mówiąc, to Wam też to odradzam. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję bardzo Wydawnictwu MG


elfik_book

poniedziałek, 26 sierpnia 2019

Gracz – Fiodor Dostojewski


Tytuł: Gracz

Autor: Fiodor Dostojewski

Tłumaczenie: Władysław Broniewski

Kategoria: Klasyka

Wydawnictwo: Wydawnictwo MG

Liczba stron: 176

Ocena: 9/10










Nałóg jest przyzwyczajeniem, które niejednej osobie zniszczyło życie, doprowadzając ją do utraty sił, zdrowia, rodziny i finansowych środków do życia. Rodzice już małym dzieciom powtarzają, by nie wpadły w nałóg. Pilnują, by przypadkiem ich dorastające dzieci nie zaczęły pić alkoholu, palić papierosów, czy brać narkotyków. Jednak jak obronić przed nałogiem swoje dzieci i samego siebie, gdy tym nałogiem może okazać się wszystko? Wcześniej wymieniłam tylko te najczęściej spotykane i te, których tragiczne skutki często są nam przedstawiane. Ale co ze słodyczami? Co z telewizją, internetem? Seksem? Hazardem? One są tak samo niebezpieczne dla nas, choć niekiedy trudniej zauważyć ich szkodliwe działanie. Dlatego dzisiaj o historii pewnej młodej osobie, która postanowiła spróbować swojego szczęścia w hazardzie. 

Aleksy Iwanowicz to młody mężczyzna, który znalazł pracę jako nauczyciel dzieci generała. Stanowisko zapewniło mu wejście do rodziny, niesamowite podróże oraz spotkanie miłości swego życia. Piękna wizja, lecz tylko pozornie. Aleksy jest świadkiem upadku wspaniałej rodziny, która na przestrzeni lat zdążyła narobić sobie wrogów, zadłużyć się i oddać zbytnim namiętnościom. Skutki tego są łatwe do przewidzenia. Lecz co dalej z nauczycielem? Czy on również zapłaci za błędy generała? Czy sam nie jest bez winy i czy jest w stanie poradzić sobie ze zranionym uczuciem? 

"Gracz" jest powieścią, której strasznie się bałam. Możecie się zdziwić, ale autentycznie czułam mieszaninę podekscytowania i strachu. Jak pewnie się domyślacie, miałam już przyjemność poznać twórczość Dostojewskiego poprzez genialną "Zbrodnię i karę". Jeśli miałabym wskazać najlepszą lekturę szkolną, bez wątpienia zdecydowałabym się na to słynne arcydzieło. Ba – zaryzykuję, że "Zbrodnia i kara" to najlepsza książka, jaką miałam okazję czytać. Dlatego nie muszę Wam tłumaczyć, że Dostojewski jest dla mnie geniuszem prozy, który potrafił dogłębnie poruszyć moje serce i skłonić do refleksji, które na długo pozostały w moim umyśle. Jednak trochę niesprawiedliwie jest oceniać pisarza, tylko po jego jednej książce. Nawet jeśli jest ona wybitna. Ale spokojnie, następnie przyszedł czas na "Wspomnienia z martwego domu", które również mnie oczarowały. Lecz to nadal za mało. Nadal nie miałam pewności, czy moje kolejne spotkanie z Dostojewskim okaże się tak pozytywnie emocjonalne. A chciałam bardzo, żeby wizja geniuszu autora pozostała ze mną na zawsze. Tak się też stało – "Gracz" jest kolejną jego powieścią, która zachwyciła mnie. 

Uwielbiam styl pisarza. Jest on bardzo rozbudowany i opisowy, przez co (nie ma co ukrywać) bardzo trudny. Zawsze na początku ciężko jest mi się skupić na słowach, zrozumieć składnię oraz te wszystkie długie opisy. Jednak jak już się pokona te trudności, to staje się bajeczny i poruszający. Wtedy przestaje się być zwykłym czytelnikiem, tylko staje się uczestnikiem wszystkich tych wydarzeń, które odbywają się przede wszystkim w głowie głównego bohatera. Razem z nim myślimy, analizujemy, przeżywamy i dajemy się porwać wirowi najróżniejszych zdarzeń. Dla mnie jest to po prostu fantastyczne. Tym bardziej że pisarz skupia się przede wszystkim na psychice swoich bohaterów, więc większość opisów jest mocno psychologiczna i poprzez ich przemyślenia, i świat, na który możemy spojrzeć ich oczami. 

Co do samej historii to muszę przyznać, że jestem zaskoczona wyjątkowo pozytywnie. Nie przepadam za tematyką nałogów, choć oczywiście jest to istotny wątek. Lecz hazard jest mi odległy, gdyż sama nigdy nie wpadłam choćby na chwilę w jego sidła i nie znam bliżej nikogo, kto miałby z nim problem. Dlatego nie spodziewałam się, że jakoś bardzo się wciągnę w tę opowieść. Tymczasem przepadłam całkowicie. Historia jest wciągająca, w wielu aspektach nieprzewidywalna oraz bardzo zabawna. Ironiczny humor pisarza okazał się błyskotliwy, pełen aluzji i niespodziewanych refleksji. Jestem pod olbrzymim wrażeniem. 

Wracając do tematyki, to wydaje mi się, że to zaczyna być zapomniany i unikany temat. Nie wiem, czy wynika to z mniejszej skali problemu niż kiedyś, czy właśnie z tego zapomnienia. Gdy czytałam wcześniej recenzje "Gracza", wiele osób podkreślało, że jest to doskonały portret psychologiczny osoby uzależnionej od grania w ruletkę. Po części zgadzam się z tym, ale jest to umniejszenie całej tej opowieści. Dla mnie jest to wizja życia jako hazardu wydarzeń, naszych wad, pragnień i losu. Walka z uzależnieniem zwanym życiem. Fiodor Dostojewski dogłębnie analizuje przyczyny postępowań nie tylko samego Aleksego, ale również pozostałych bohaterów. Nikt tam nie jest bez winy i nikt nie zostaje zapomniany. W "Graczu" nie ma przypadkowych postaci. Każda z nich ma bogatą historię życia osobistego.

Sam Aleksy Iwanowicz to bohater o wielu wadach, które często przejmują nad nim kontrolę, ale mimo to polubiłam go i wydaje mi się, że jest typową personą lubianą przez wszystkich. Ze swoją arogancją, pewnością siebie i niezmąconymi marzeniami jest prawie nie do pokonania przez innych ludzi. Jeśli ktoś ma go zniszczyć, to tylko on sam siebie. Za to go szanuję i też za to jestem w stanie wybaczyć mu złe wybory. Moją uwagę zwróciła również Polina Aleksandrowa, która jest ekscentryczką o podłym charakterze. Ale jak sami wiecie – w życiu nie ma ani bieli, ani czerni. Jeśli się postarać i wyrzucić z umysłu surowe oskarżenia, można tę bohaterkę zrozumieć. Lecz na to trzeba poświęcić więcej czasu i wykazać się chęciami. Choć prawdą jest, że każda osoba z otoczenia Aleksego jest godna głębokiej analizy, która może przynieść ciekawe refleksje. 

"Gracz" to kolejne wybitne dzieło Fiodora Dostojewskiego, który pokazał swój talent do obserwacji i głębokiej analizy psychiki ludzkiej. U niego w książkach nie ma miejsca na błędy i niezrozumienie. Wystarczy zaangażować się, przywołać swoje własne doświadczenia i obserwacje, a następnie pozbyć niesprawiedliwych schematów, a dojdziemy do rdzenia umysłu ludzkiego, gdzie dobro ze złem przeplata się w prawie każdej minucie życia człowieka. Każdy, kto jest gotowy na takie poświęcenie, powinien przeczytać tę książkę. Tymczasem ja oddam się lekturze kolejnych powieści pisarza. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję bardzo Wydawnictwu MG 


elfik_book

sobota, 24 sierpnia 2019

Elita – Rachel van Dyken


Tytuł: Elita

Autor: Rachel Van Dyken

Tłumaczenie: Sylwia Chojnacka

Cykl: Eagle Elite

Tom: I

Kategoria: Romans

Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece

Liczba stron: 320

Ocena: 7/10






Znacie ten moment, gdy decydujecie się na szaleńczy i bardzo trudny krok, tylko dlatego bo chcecie spełnić oczekiwania i pragnienia swoich bliskich? Chcecie, żeby byli z Was dumni? Chcecie wierzyć, że ich plan na Wasze życie to najlepszy plan jaki może być? Jestem bardzo ciekawa, ile z Was odpowiedziałoby od razu tak i ile nie. W swoim życiu nieraz i nie dwa widziałam takie zjawisko – zjawisko, gdzie ludzie nie mogli i nie chcieli decydować za siebie, gdzie ich niemożność polegała na braku motywacji, wiary i odwagi. Widziałam, jakie konsekwencje potrafi to przynieść. Wbrew pozorom potrafiły być bardzo dobre, ale również tragiczne. Czasami motywowały do przekroczenia swoich granic, czasami sprawiały, że ludzie zapominali, kim naprawdę są i cierpieli przez to. 

Trace wygrała los na loterii, jednak ten los nie daje zwykłej nagrody, tylko możliwość studiowania w prestiżowej szkole dla bogaczy. Po tej szkole nie można spaść na dół drabiny społecznej. Ona daje możliwość rozwijania swoich umiejętności, szkolenia w odpowiednim kierunku oraz szacunku ze strony innych ludzi i wyjątkowo dobrej posady zawodowej. To właśnie z tej uczelni wychodzą przyszli prezydenci, premierzy, gwiazdy i osoby posiadające prawie nieograniczoną władzę. Prawie każdy młody człowiek marzy o takich możliwościach. Lecz Trace mimo podekscytowania obawia się braku akceptacji ze strony bogatych i wpływowych rówieśników. Czy uda się jej zdobyć szacunek innych studentów? Czy znajdzie nowych przyjaciół? I jakie tajemnice wyjdą na jaw? 

Książki dla kobiet są znakiem rozpoznawczym autorki, z której twórczością miałam już okazję się spotkać. Jednak nie wspominam tego naszego spotkania jakoś wyjątkowo, ponieważ "Utrata" okazała się dla mnie całkowicie zwyczajna książką, jakich wiele czytałam w swoim życiu. Lecz postanowiłam dać jeszcze jedną szansę pisarce i zapoznać się z pierwszym tomem jej cyklu "Eagle Elite". Muszę szczerze przyznać, że tym razem zostałam bardzo pozytywnie zaskoczona pod wieloma względami. I czas, który spędziłam z tą powieścią, jest naprawdę dobrym czasem – pełnym emocji, rozterek, zwrotów akcji i sympatii do bohaterów. 

Elita to w pewnym pokrętnym sensie mafijna książka. Z okładki powieści można od razu to wywnioskować, choć sam początek na to nie wskazuje, lecz z czasem jest zrozumiałe, czemu można tak nazwać tę historię. Z takim pomysłem się jeszcze nie spotkałam i szczerze mówiąc, nie przypominam sobie, żeby istniała jakaś inna opowieść z podobnym motywem. Aczkolwiek można w pewnym stopniu porównać do tego "Moją mroczną stronę". Ale tylko w małej części. Nie jest to też oczywiście typowa książka o mafii. Dlatego jestem pod wrażeniem oryginalnego pomysłu, mimo że raczej nie są to moje klimaty. Żałuję trochę, że zakończenie przygód Trace nie zostało inaczej poprowadzone, ponieważ widziałam w tej historii o wiele większy potencjał. Niemniej liczę, że w pozostałych tomach został on wykorzystany.

Styl pisarki jest poprawny – i tu bym mogła skończyć ten wątek. Nie czułam żadnego przywiązania do jej języka, niczego oryginalnego, niczego, co by sprawiło, że trafiłabym na meandry mojej wyobraźni. Jestem zawiedziona, ponieważ wolę, jak pojawiają się błędy stylistyczne, czy jakiś wręcz dziwaczny układ zdań niż jak jest normalność. Choć dzięki temu książkę czyta się w zaskakująco szybkim tempie, co można by uznać za zaletę, ale dla mnie jest wadą, gdyż ta szybkość została przypłacona brakiem logiki i dość dużym chaosem.

Samej fabule brakuje większego sensu i spójności. Wszystko dzieje się bardzo szybko, choć niekoniecznie równomiernie. Momentami mamy długie opisy zwyczajnych, mało istotnych czynności, by następnie przejść do akcji, która rozgrywa się na kilku stronach, mimo że powinna zająć o wiele więcej. Niezmiernie mnie to irytowała, ale nie zmieniło faktu, że z niecierpliwością czekałam na dalsze przygody bohaterów. Bardzo chciałam dowiedzieć się, co będzie dalej, jakie jest rozwiązanie tych wszystkich tajemnic, z czego to wynika. "Elita" jest wyjątkowo intrygującą i pełną niuansów historią. Przeżyłam podczas lektury wiele emocjonujących chwil i niepewności. Właśnie takie książki uwielbiam czytać typowo dla rozrywki. Oczekują po nich wyłącznie zaciekawiania i może małej dawki śmiechu, a tu wcale nie była taka mała. Bawiłam się przednio.

Trace od samego początku zyskała moją sympatię. Okazała się wrażliwą, młodą kobietę. Zarzucałam jej chwile słabości, które zdarzały się zbyt często jak na mój gust. Lecz teraz znając już całą historię, wiem, że byłam w dużej mierze niesprawiedliwa. Jakkolwiek jej wspomniana wrażliwość potrafiła przejąć nad nią kontrolę, to ostatecznie zawsze potrafiła wyciągnąć z siebie olbrzymie pokłady odwagi i zmierzyć się z brutalnym światem, za co bardzo ją szanuję. Natomiast nasz bad boy, który w takiej opowieści oczywiście musiał występować, był typowym chłopakiem, którego trzeba unikać. Ogólnie moje uczucia do niego są bardzo obojętne, gdyż był całkiem sympatyczny, ale często zachowywał się karygodnie i dla mnie niewybaczalnie, więc wszystko się wypośrodkowało. Za to Chase jest bohaterem, który mną zawładnął. Normalnie książkowy ideał, jakich uwielbiam. Wyjątkowo uroczy, zabawny, ale zarazem też takim męski i odważny. Wiedział, jak zaopiekować się swoimi przyjaciółmi i jak poradzić sobie z problemami, które wydawały się nie do rozwiązania. 

Tak jak wspomniałam na samym początku – jestem mile zaskoczona "Elitą". Co prawda nie miałam jakiś wygórowanych oczekiwań, ale nie zmienia to faktu, że książka jest godna polecanie. Oczywiście jeśli nastawiacie się na głębokie refleksje, płomienną miłość i zapadających w pamięć bohaterów, to nie dostaniecie tego, bo to po prostu nie tego typu historia. Jednak jeśli chcecie spędzić czas na przyjemnej rozrywce, to myślę, że nie ma, co się zastanawiać nad nią. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję bardzo Taniej Książce


elfik_book

środa, 21 sierpnia 2019

Powiedz tak! – Anna Szafrańska


Tytuł: Powiedz tak!

Autor: Anna Szafrańska

Cykl: Właśnie tak!

Tom: II

Kategoria: Literatura obyczajowa

Wydawnictwo: Novae Res

Liczba stron: 516

Ocena: 8/10








Czasami nachodzą mnie przemyślenia, że wygrałam los na loterii życia. Dlaczego? Bo mam prawie wszystko, czego można zapragnąć. Przede wszystkim mam kochającą rodzinę, która jest zawsze przy mnie, chłopaka, którego kocham nad życie, wspaniałych przyjaciół, względnie dobre zdrowie, wystarczająco pieniędzy, by mieć co jeść i pozwolić sobie na przyjemności. Czego mogę chcieć więcej? Zwykle odpowiadam, że rodzeństwa, ale no wszystkiego chyba naprawdę nie można mieć. Choć to też bardzo dyskusyjna sprawa. Podsumowując ten krótki opis, jestem najszczęśliwszą osobą na świecie, która coraz częściej podchodzi do tego bardzo sentymentalnie i wręcz rozczulająco. Pewnie się zastanawiacie, czemu akurat teraz postanowiłam się podzielić z Wami moimi życiowymi odczuciami. Otóż książka, którą dosłownie przed chwilą skończyłam czytać, pogłębiła jeszcze bardziej tę refleksję. 

Stefania jako bardzo młoda osoba musiała zmierzyć się z okrucieństwem losu oraz złymi decyzjami dorosłych. Jednak nie sprawiło to, że stała się zgorzkniałą i nieszczęśliwą kobietą. Szła przez życie, pokonując wszelkie przeszkody i doprowadziła do momentu, gdzie znalazła odwagę i siłę, by podzielić się nią z innymi osobami. Przyszedł czas, by Stefcia sprawdziła się jako matka Melanii oraz narzeczona swojego ukochanego, czyli Michała. Przyszłość tej niezwykłej, młodej kobiety zapowiada się w pięknych barwach, jednak do czystego szczęścia dochodzi się przez wiele przeszkód. Jedną z nich może być rodzina, która niekoniecznie pochwala związek swojego syna z młodszą i według nich niedoświadczoną dziewczyną. Czy Stefania zdobędzie sympatię rodziców i siostry Michała? Czy okaże się dobrą matką? I czy poradzi sobie z demonami przeszłości? 

Jeśli czytacie moje recenzje, to doskonale wiecie, że rzadko decyduję się na tego typu powieści. Wydaje mi się, że jestem zbyt młoda i niedojrzała, by je docenić i odebrać tak, jak powinnam. Choć może nie ta mniemana młodość tylko brak dojrzałości niszczy mi odbiór tych historii. Jednak tym razem postanowiłam dać szansę książce "Powiedz tak!" i jest to z mojej strony pewnego rodzaju szaleństwo, gdyż ani nie znałam wcześniej autorki i żadnych opinii o niej, ani też nie czytałam pierwszego tomu cyklu "Właśnie tak!". Po prostu stwierdziłam, że ta powieść przypadnie mi do gustu i da wiele do myślenia. Już z samego opisu wiecie, że dokładnie tak było. 

Pani Ania Szafrańska pisze bardzo płynnie. Gdy czytałam, miałam wrażenie, że wszystko jest perfekcyjnie poukładane i przemyślane. Dzięki temu czytało mi się przyjemnie oraz potrafiłam zamknąć się na rzeczywisty świat i obserwować z zaciekawieniem poczynania Stefci. Towarzyszyła temu lekkość, która tak bardzo kojarzy się z codziennością, lecz nie oznacza to, że historia porusza same łatwe tematy. Potrafi ukazać również te trudne i emocjonalne wydarzenia w taki sposób, że jesteśmy w stanie poradzić sobie z nimi i przede wszystkim wyciągnąć jakąś naukę z nich. Co prawda mam pewne zastrzeżenia do stylistyki autorki, ale nie są one na tyle istotne, by je rozważać.

Fabuła okazała się czymś cudownym mimo mojego dość sceptycznego podejścia. "Powiedz tak!" sprawiało, że czułam ciepło w sercu. Miałam przed sobą obraz przepięknej i prawdziwej miłości, która urzekała na każdym kroku. A przy tym była tak bardzo rzeczywista i codzienna, że nikt nie może mieć wątpliwości, że taka miłość może zdarzyć się w prawdziwym życiu, a nie tylko na kartach jakieś powieści. Dla samego tego uczucia byłam gotowa zapomnieć o wszystkich wadach i niedociągnięciach. Miałam głębokie poczucie sensowności i spokoju, który w nieinwazyjny sposób zmuszał mnie do zmiany zdania w wielu aspektach. Pisarka ukazuje nam całkowicie normalne życie wielu osób. Lecz życie niesie ze sobą wiele przeszkód i tragedii, które w opowieściach mrożą krew, ale w rzeczywistości stają się smutną normą, która przynosi ze sobą cierpienie, niepewność i nierozumienie, ale musi zostać zaakceptowana. Poza tym cała historia Stefanii i Michała jest zamknięta w ckliwej otoczce. Niestety dla mnie o wiele za bardzo ckliwej. Nie chcę nawet myśleć, ile razy główna bohaterka opowiadała o swojej miłości do bliskich. Oczywiście to piękne, lecz nie trzeba aż tyle opisów, by to zrozumieć dogłębnie. 

Co do samej Stefci to mam wyjątkowo mieszane odczucia. Żeby nie było – uwielbiam tę kobietę i naprawdę ją podziwiam. Ale czasami tak bardzo trudno było mi ją zrozumieć. Albo się całkowicie nie zgadzałam z jej opinią, albo nie byłam w stanie stwierdzić, czemu tak a nie tak. To mnie dość mocno irytowało, jednak to jest tak jak z dobrym przyjacielem – nie zawsze musimy się z nim zgadzać, nie zawsze musimy go rozumieć i często nas drażni, ale i tak to nasz przyjaciel, którego szanujemy i kochamy. Identycznie miałam ze Stefcią. Natomiast Michał już nie wywołał we mnie tylu najróżniejszych emocji. Po prostu go lubiłam, bo był uroczy ze swoją miłością, czasami nieporadnością i niekiedy zazdrością. Taki prawdziwy człowiek, który przeżywa i te pozytywne emocje, i te negatywne. I teraz przechodząc do Meli... Pokochałam to dziecko całym sercem. Okazała się bardzo empatyczną i mądrą dziewczynką, a przy tym pełną energii i nie dającą się stłamsić życiu. 

"Powiedz tak!" to jeden z moich najlepszych wyborów ostatnich miesięcy. Książka nie jest wybitna, lecz ma w sobie to coś, co porusza i sprawia, że człowiek chce spojrzeć w podobny sposób na swoje własne życia. Daje porządny zastrzyk motywacji, by nie użalać się nad sobą, swoimi niepowodzeniami i problemami, tylko działać i kochać całym sobą. Wtedy życie jest prostsze i wspaniałe. 

Za możliwość spojrzenia na swoje życie przez różowe okulary dziękuję bardzo Wydawnictwu Novae Res 

elfik_book

niedziela, 18 sierpnia 2019

Harda Horda – Ewa Białołęcka, Anna Kańtoch, Milena Wójtowicz, Agnieszka Hałas, Aleksandra Janusz, Martyna Raduchowska, Aleksandra Zielińska, Marta Kisiel, Magdalena Kubasiewicz, Aneta Jadowska, Anna Nieznaj, Anna Hrycyszyn


Tytuł: Harda Horda

Autor: Ewa Białołęcka, Anna Kańtoch, Milena Wójtowicz, Agnieszka Hałas, Aleksandra Janusz, Martyna Raduchowska, Aleksandra Zielińska, Marta Kisiel, Magdalena Kubasiewicz, Aneta Jadowska, Anna Nieznaj, Anna Hrycyszyn

Kategoria: Fantastyka

Wydawnictwo: Sine Qua Non

Liczba stron: 500

Ocena: 7/10






Po ciężkim dniu, który jest złudnie podobny do poprzedniego ciężkiego dnia, lubię zapomnieć o niedogodnościach związanych z codziennym, niestety często nudnym dniem. Jednak żeby oderwać się od codzienności trzeba otworzyć drzwi do umysłu marzeń, pragnień i cudów, które nie zdarzają się w rzeczywistości. Nie ma lepszego sposobu na przekroczenie tej granicy niż dobra fantastyka, która zawładnie naszymi myślami i nawet zmysłami. Czy jesteście w stanie otworzyć się na taką szaloną przygodę? 

Myślę, że duża część z Was słyszała już o "Hardej Hordzie". I mam tu na myśli nie tylko antologię opowiadań, ale zbiór niesamowitych pisarek, które postanowiły przebić granicę stereotypów i udowodnić, że każda z nich jest wyjątkowa, a razem są w stanie stworzyć coś niesamowitego. Czy im się to udało? 

Przede wszystkim warto na początku poruszyć pewien problem w literaturze fantastycznej. Nie zdawałam sobie sprawy, że on w ogóle istnieje... Mowa tutaj o dość mocnej krytyce pisarek, które decydują się na pisanie powieści i opowiadań fantasy. Podobno da się słyszeć głosy, że fantastyka nie jest dla kobiet i że one nie są w stanie odpowiednio wykreować uniwersum oraz poprowadzić fabułę. Gdy we wstępie przeczytałam o tym, byłam w głębokim szoku. Naprawdę nie spotkałam się z taką opinią i nawet nie przyszło mi do głowy, że może pojawiać się jako opinia dużej liczby czytelników. Całkowicie się z nią nie zgadzam i bez problemu mogę przytoczyć dzieła, które od razu udowodnią, że tak nie jest. Jednak w momencie, kiedy pisarki postanawiają zrobić coś z tym niepochlebnym stereotypem, nie mogę przymknąć oko na ten problem. To, że ja o nim nie wiedziałam, nie znaczy, że on nie istnieje. Dlatego jestem całym sercem z grupą Harda Horda i każdą kobietą, która chce się odnaleźć w tym gatunku. Dla mnie płeć autora nigdy nie miała znaczenia – kobieta może napisać genialną powieść fantasy, a mężczyzna poruszający romans. Oczywiście różnice między nami istnieją, ale nie oznacza to, że któraś grupa powinna być w ten sposób krytykowana. Tym bardziej że dwanaście niesamowitych pisarek udowodniło, że ma prawdziwy talent i nie musi się on wyłącznie przejawiać w typowo kobiecej literaturze, jeśli istnienie takiej przyjmiemy.

Uwielbiam opowiadania, ponieważ są one krótkie i najczęściej bardzo konkretne. Są one idealną odskocznią od świata, gdy mam dużo obowiązków i nie mogę sobie pozwolić na to, by godzinami siedzieć i czytać. Często są też przerywnikiem od długich i trudnych w czytaniu powieści. Jednak nie tylko te dwa fakty sprawiają, że tak bardzo je lubię. Łatwo mi wtedy wyłapać talent i potencjał pisarza. Trzeba być naprawdę bardzo uzdolnioną osobą, by na kilkunastu czy nawet kilkudziesięciu stronach poruszyć czytelnika i ukazać swoje myśli, poglądy czy marzenia. "Harda Horda" okazała się idealnym wyznacznikiem moich przyszłych wyborów czytelniczych. Już wiem, czego się spodziewać po autorkach i które z nich najbardziej mnie zachwyciły. Lecz najpierw najważniejsza rzecz – każde opowiadanie było naprawdę wyjątkowe i niezwykle oryginalne. Każde w jakiś sposób mnie zachwyciło i zszokowało. Pisarki z całym kretesem ukazały swoją kreatywność, olbrzymią wyobraźnię i brak granic w pisaniu. Jestem oczarowana, gdyż już dawno nie spotkałam tak mocnego zbioru opowiadań pod tym względem. Dlatego jeśli szukacie czegoś niekonwencjonalnego, to nie zastanawiajcie się ani chwili. 

Jakby miałam wybrać, które opowiadania podobały mi się najbardziej, to byłby to wybitnie trudny wybór. Tak jak mówiłam – są one bardzo odmienne i często nieporównywalny, gdyż skupiają się na innych aspektach. Niektóre są poważne, inne mają szokować, skłaniać do refleksji, a jeszcze inne po prostu rozbawić. Lecz po długich rozmyślaniach wybrałam cztery, które w jakiś sposób zwróciły moją uwagę. Zacznę od "Dróżniczki" Aleksandry Janusz. To opowiadanie poruszyło mnie dogłębnie. Jestem młodą osobą, ale gdy czytałam to opowiadanie, doskonale zrozumiałam tę starszą kobietę, która nie potrafiła pogodzić się ze zmianą. W tej chwili mam już bardzo podobnie, a świat który przedstawiła Pani Aleksandra przemawia do mnie i sprawia, że czuję współczucie i nostalgię. Natomiast w opowiadaniu "Dokąd odeszły cienie" Magdaleny Kubasiewicz doceniam przede wszystkim kreację świata. Miałam wrażenie, że jest to też mój świat i tam chcę pozostać. Zarazem w tym uniwersum jest coś uroczego, ale przeplata się z mrokiem. Tak ciężkie połączenie występuje rzadko. Ciężko mi nawet sobie przypomnieć, gdzie ostatnio spotkałam się z czymś takim. Dlatego nie mam wątpliwości, że na długo zapadnie mi w pamięć. Następnie przyszedł czas na rozbrajające do łez opowiadanie "Zielona Zemsta" Anety Jadowskiej. Śmiałam się na całe gardło, gdy doszłam do zakończenie, a po drodze towarzyszyło mi olbrzymie zaciekawienie. Normalnie przepadłam i tyle na ten temat. Jednakże żeby nie było zbyt wesoło to przejdę teraz do "Szanowny Panie M" Anny Kańtoch. Gdy skończyłam czytać tę historię, to zamurowało mnie, a moje myśli zaczęły szaleć. Miałam tak wiele przemyśleń, z którymi koniecznie chciałam się z kimś podzielić, ale to był tak olbrzymi chaos, że ostatecznie nie byłam w stanie. Takie rzeczy po prostu dają porządnie w kość. I tak powinno być...

Wszystkie opowiadania są napisane bardzo dobrze stylistycznie, co też doceniam całym sercem, bo tu jednak sporo pisarzy zawodzi. Wcześniej wymieniłam tylko cztery opowiadania, ale to naprawdę nie znaczy, że pozostałe były złe. Były tak samo fantastyczne tylko w mniejszym stopniu przemówiły do mnie. Jeśli mogę zarzucić coś tej antologii, to zbyt małą emocjonalność. Historiom nie brakowało emocji – nic z tych rzeczy. Tylko ja po opowiadaniach spodziewam się większego poruszenia, a nie było wystarczające. Choć myślę, że akurat tutaj sprawa jest bardzo indywidualna, więc mam nadzieję, że Was to nie zniechęci. Jeżeli lubicie fantastykę, to uważam, że niejedna opowieść oczaruje Was.

Za możliwość poznania dwunastu niesamowitych pisarek dziękuję bardzo Wydawnictwu Sine Qua Non 

elfik_book

czwartek, 15 sierpnia 2019

Kłamca 2. Bóg marnotrawny – Jakub Ćwiek


Tytuł: Kłamca 2. Bóg marnotrawny

Autor: Jakub Ćwiek

Cykl: Kłamca

Tom: II

Kategoria: Fantastyka

Wydawnictwo: Sine Qua Non 

Liczba stron: 320

Ocena: 8/10









Czasami się zastanawiam, czy świat, który widzimy na co dzień, jest tym światem, który istnieje naprawdę. Może jesteśmy jak mrówki, którym się wydaje, że istnieje tylko długość i szerokość, a nie mają pojęcia o wysokości. Mamy z czymś do czynienia, ale nie jesteśmy w stanie tego dostrzec. Jest dla nas przezroczyste. Tymczasem dzieją się przełomowe wydarzenia, nasza Ziemia walczy o przetrwanie, istnieją inne gatunki... Możliwości jest tak wiele. Wierzymy nauce i to jest słuszne, ale ona sama nieraz i nie dwa okłamywała już nas. A co jeśli i tym razem tak jest?

Loki nadal współpracuje z aniołami i jest zadowolony ze swojej pracy. Umowa wydaje się uczciwa – on walczy z demonami, innymi bogami, wykonuje brudną robotę za archaniołów, oni go nie zabijają i płacą anielskimi piórami. Wszystko wydaje się uczciwe, ale czy na pewno takie jest? Czy archaniołom można zaufać? To już nie jest ten świat, gdzie jeden prawdziwy Bóg opiekuje się ludźmi i swoimi aniołami. To też nie jest już świat, gdzie ludzie oddają hołd najróżniejszym bogom. W takim razie jaki to jest świat? 

Uwielbiam mitologię, uwielbiam motyw aniołów i demonów, dlatego kilka lat temu postanowiłam sięgnąć po "Kłamcę" Jakuba Ćwieka. Pamiętam, że pierwszy tom przeczytałam w dzień i byłam naprawdę pod olbrzymim wrażeniem pomysłu oraz fabuły. Jednak jakoś tak nigdy nie sięgnęłam po kolejną część, a teraz postanowiłam to zmienić i ponownie spotkać się z Lokim oraz jego szalonymi pomysłami. Czy to było udane spotkanie? O tak. 

Gdy zaczęłam czytać, to od razu rzucił mi się w oczy styl autora. Książkę czyta się bardzo szybko, przyjemnie i z poczuciem lekkości. Ale przy tym ma się wrażenie, że pisarz spędził wiele godzin, by uzyskać ten efekt i nie tracić dokładności. Takie osoby cenię, ponieważ czuję się wtedy po prostu szanowana przez autora, który wie, że jego czytelnik oczekuje dobrej rozrywki, ale nie oznacza to, że powieść ma tracić na rzetelności. A niestety ostatnio zauważyłam taki trend wśród polskich książek. Poza tym Ćwiek pisze po prostu charakterystycznie, co sprawiło, że od razu przywiązałam się do samej historii, bohaterów i coś czuję, że na dłuższą metę i do naszego pisarza. 

Od początku bardzo podobał mi się pomysł na tę książkę. Z jednej strony jest on trochę sztampowy, ponieważ nieraz i nie dwa w literaturze poruszano motyw starych mitologii i chrześcijaństwa. Lecz Jakub Ćwiek wziął stare, dobrze znane tematy, połączył je i stworzył coś całkowicie nowego i oryginalnego. Można by mieć obawy, czy to na pewno w ten sposób powinno się łączyć. Ja takie miałam, ale po raz drugi "Kłamca" potwierdził, że nie było, czego się bać. Nordycki bóg i archaniołowie to przy odpowiedniej kreacji bohaterów i ciekawym pomyśle idealne połączenie dla fanów wszystkich historii fantasy. "Kłamca 2" sprawił, że zapomniałam o całym moim świecie i weszłam w ten świat, gdzie wśród ludzi przemierzają demony, aniołowie i bogowie, tocząc własne wojny. Te opowiadania o Lokim wciągały całkowicie i sprawiały, że śmiałam się na całe gardło. Już dawno żadna powieść nie wywołała ze mnie takich pokładów śmiechu. 

Każdy bohater był bardzo dokładnie wykreowany. Widać, że autor zadbał o najmniejsze szczegóły i charakteru, i wyglądu. Dlatego cała ta historia wydaje się tak rzeczywista, że czasami naprawdę się zastanawiałam, czy nie omija mnie czasami prawdziwa zabawa w realnym życiu. Nie ma też odczuć, że cała uwaga poszła na jedną grupę – i bogowie, i archaniołowie byli tak samo dobrze wykreowani. A, o demonach też nie można zapomnieć. I przede wszystkim Loki... Warto powiedzieć, że mam jakąś dziwną słabość do Lokiego i mam tu na myśli wszystko, co z nim związane. Od prawdziwych mitów, po powieści i filmy. Po prostu zawsze go uwielbiam, zawsze jest to moja ulubiona postać i zawsze jej kibicuję. Tutaj nie ma żadnego wyjątku (on chyba jest po prostu niemożliwy). Loki w "Kłamcy 2" jest niejednoznaczną postacią, choć ostatecznie i tak nie ma wątpliwości, że dobrą. Jego nie da się nie lubić. Ma swój własny, unikatowy styl, swoje własne poglądy i olbrzymie poczucie humoru. Ciekawie to się komponuje z pojawieniem się nowej postaci – Jenny. Na początku nie byłam przekonana, ponieważ nie spodziewałam się, że ona może mieć jakieś większe znaczenie, tymczasem widać, że zagościła w historii na dłużej i ma zamiar jeszcze nieraz i nie dwa pokazać, że jej zdanie też się liczy. I za to właśnie zaczęłam ją szanować. 

Jakub Ćwiek po raz drugi zaskoczył mnie i to bardzo pozytywnie. "Kłamca 2. Bóg marnotrawny" zrobił na mnie olbrzymie wrażenie i muszę przyznać, że już dawno nie spędziłam tak dobrze czasu z książką w ręku. Płakałam ze śmiechu i oddawałam swoją duszę Lokiemu. Dlatego radzę Wam również poświęcić trochę czasu dla boga kłamstwa. 

Za możliwość ponownego spotkania z Lokim dziękuję bardzo Wydawnictwu Sine Qua Non   

elfik_book