poniedziałek, 11 maja 2015

Human


Tytuł: Human

Zespół: Three Days Grace

Kraj: Kanada

Gatunek: Metal alternatywny, hard rock

Wytwórnia płytowa: RCA Records

Rok wydania: 2015 r.

Czas trwania 39 min. 29 s. 

Ocena: 10/10




Zastanawialiście się kiedyś, czym jest dla was muzyka? Ja robiłam to wielokrotnie. Od dziecka miałam zamiłowanie do muzyki, ale niestety zostałam pozbawiona talentu. Nie umiem ani śpiewać, ani grać na żadnym instrumencie, ani tym bardziej tańczyć (choć się uczę, żeby znać przynajmniej kroki). Jednakże nie sprawiło to, że muzyka stała się dla mnie czymś obcym. Wręcz przeciwnie. Jest dla mnie oderwaniem się od rzeczywistości. Pozwala mi na wyciszenie swoich emocji, ale również często pobudza je. Nigdy nie ograniczałam się do jednego gatunku. Wprost można powiedzieć, że nie znałam żadnych granic pod względem różnorodności utworów. Do dzisiaj tak jest... Na teflonie, wśród moich płyt można znaleźć najróżniejszych wykonawców, którzy mają (lub mieli) różne poglądy na muzykę i jej rodzaje. 

Jednym z zespołów, który stosunkowo niedawno odkryłam, jest zespół Three Days Grace. Poleciła mi go koleżanka. Na początku byłam nastawiona raczej negatywnie, ponieważ jakiekolwiek odłamy metalu były mi obce i raczej niepochlebne opinie zniechęcały mnie do zapoznania się z tym gatunkiem. Jednak stwierdziłam, że muszę wyrobić sobie własne zdanie, a nie powtarzać czyjeś. W końcu zespół Linkin Park zawsze należał do moich ulubionych, a charakteryzuje się mocnym brzmieniem. I wiecie co? W przeciągu krótkiego czasu Three Days Grace znalazło się wysoko na mojej osobistej liście ulubionych utworów. 

Three Days Grace (tłum. Trzy Dni Wdzięku/Łaski – o wiele lepiej brzmi po angielsku) jest zespołem kanadyjskim założonym w 1992 roku pod pierwotna nazwą Groundswell. Obecnie posiada czterech członków. Najczęściej gra metal alternatywny (charakteryzuje go typowe dla muzyki metalowej ciężkie riffy, czyli refren, połączone z niekonwencjonalnymi tekstami i rytmiką) oraz hard rock. 

Ucieszyłam się z pojawienia się nowej płyty i gdy tylko znalazłam czas, postanowiłam przesłuchać ją. Od razu zachwycił mnie głos wokalisty – Matta Walsta, który po raz pierwszy uczestniczył w nagraniu albumu (zastąpił swojego brata). Jestem w stanie powiedzieć, że jego głos idealnie pasuje do muzyki oraz tekstów. Moim zdaniem jest lepszy od poprzedniego wokalisty. Gdy słuchałam ich piosenek, czułam, że wiele włożył w to pracy, a przede wszystkim serca. Da się wyczuć, że wierzy w to, co śpiewa i ma to dla niego sens. Przynajmniej ja tak uważam.

Jednak najbardziej ze wszystkiego do gustu przypadły mi teksty. Rzadko zdarza się, że sprawdzam tłumaczenie. Najczęściej wychwytuję pojedyncze słówka, z których tworzę sobie własną interpretację, jeśli nie cały tekst. Lecz tutaj w większości utworów sprawdziłam tłumaczenie. Dla mnie słowa tych piosenek są bardzo sensowne i inteligentne. Poruszają ważne problemy i sprawiają, że wszystkie emocje eksplodują, by następnie skłonić do refleksji, które często mogą zmienić nasze poglądy na świat. Te teksty są szczere. Nie ma w nich miejsca na kłamstwo.

Część z was pewnie nie przepada za metalem, a druga część go uwielbia. Mówi się, że ten gatunek muzyki albo się nienawidzi, albo kocha. Nie wierzę w to. Utwory na tej płycie są pośrednie. Owszem, występuje tu mocne brzmienie i często ostre słowa. Jednakże poza tym pojawiają się spokojne melodie. Wszystko zależy od zwrotki i uczuć w niej wyrażanych. Nie pojawia się też żaden moment, gdzie jest tak zwane wydzieranie się. Tu wszystko jest emocjonalne. Wszystko zależy od danej chwili i uczuć, które ma nam przekazać.

Ten album akurat polecam każdemu. Bez znaczenia, jaką ktoś lubi muzykę. Nie wyobrażam sobie, żeby ktoś nie mógł znaleźć ani jednej piosenki, która mu się spodoba. Różnorodność jest bardzo duża, dlatego właśnie uważam, że i metalowcy znajdą coś dla siebie, i osoby, które mają upodobania do spokojnej muzyki.

PS: Zdaję się sprawę, że moja recenzja nie jest profesjonalna. Nie znam się na tym, ani nie mam słuchu. Po prostu wyrażam swoje amatorskie zdanie na temat danej muzyki. Chcielibyście, żeby pojawiały się co jakiś czas moje opinie o różnego typu albumach muzycznych? Jak pisałam wcześniej, mam różne upodobania, więc pod tym względem byłaby duża różnorodność :)


Oto utwór, który najbardziej mi się podoba w Human – So What:


sobota, 9 maja 2015

Potomek Tudorów


Tytuł: "Potomek Tudorów"

Autor: C.W. Gortner

Tłumaczenie: Małgorzata Kafel

Kategoria: Powieść historyczna

Wydawnictwo: Między Słowami

Liczba stron: 352

Ocena: 7.5/10











Brendan przebywa za granicą. Jego kariera w Anglii zakończyła się wraz z konieczną ucieczką. Przez lata doskonali się w zawodzie szpiega. Gdy dowiaduje się, że Krwawa Maria umiera, a tron objęła jej siostra Elżbieta, której służy od siedmiu lat, przybywa do Londynu. Nie spotyka się tam z takim powitaniem, jakiego oczekiwał. Demony przeszłości i wyrzuty sumienia sprawiają, że staje się cieniem człowieka. Jednakże pozostaje nadal wierny Elżbiecie, która nareszcie spełniła swoje marzenia. Nic nie przeszkodzi mu w ochronie nowej królowej. Przynajmniej do czasu, gdy dostaje tajną misję, która jest dla młodej władczyni ważniejsza od jej własnego życia... Kim tak naprawdę jest Brendan? Jakie tajemnice ukrywa dwudziestopięcioletnia kobieta, która włada całym państwem? Czy da się odpokutować winy?

Odkąd po raz pierwszy zobaczyłam tę książkę, wiedziałam, że muszę koniecznie ją przeczytać. Nie jestem fanką nauki historii, ale jej poznawania w przyjemny i ciekawy sposób jak najbardziej tak. O dynastii Tudorów słyszał chyba każdy, a jeśli nie to powinien koniecznie zajrzeć do książek historycznych, bo jest to jedna z najsławniejszych dynastii w dziejach ludzkości, która przez wieki rządziła Anglią. Niestety poza tą wiedzą, którą właśnie przekazałam wam (jeśli nie wiedzieliście), nie posiadam żadnej innej na temat Tudorów. Wiem kim był Henryk VIII i jakie zmiany wprowadził w Anglii, jednak tę wiedzę zawdzięczam wyłącznie nauce o religii chrześcijańskiej. Bardzo się cieszę, że mogłam dowiedzieć się czegoś więcej na temat polityki w Anglii w XVI wieku. Czy forma, którą narzucił Gortner, odpowiadała mi? Tak i to bardziej niż się spodziewałam.

Powieść jest napisana w bardzo lekki i przyjemny sposób. Gdybym nie wiedziała, że opiera się przynajmniej częściowo na prawdziwych faktów, wątpię, czy domyśliłabym się, że nie jest to od zera wymyślona historia. Oczywiście nie znajdziecie tam czystych faktów. Występują one, ale są przeplatane pomiędzy wydarzeniami, które wyobraził sobie autor. Czasami miałam problem z odróżnieniem, co się naprawdę zdarzyło, a co było wytworem wyobraźni Gortnera. Jak wcześniej wspominałam, wynika to z mojej niewiedzy. Jednak nie sprawiło to, że czułam irytację podczas czytania tej powieści.

"Potomek Tudorów" na początku wydawał mi się zwykłą książką, która często kojarzyła mi się z romansem, co niestety na początku zniechęciło mnie do powieści. Mam przykre odczucia, co do romansów historycznych. Po kilkudziesięciu stronach zmieniło się to i książka przeobraziła się w niezwykły kryminał, od którego nie dało się oderwać. Przestałam istnieć w naszym świecie i przeniosłam się do tego opisanego w powieści. Liczyło się dla mnie tylko, co będzie dalej i jak potoczą się losy bohaterów. Często też przechodziły mi ciarki po plecach. Czułam podekscytowanie, ale i strach, gdy główny bohater odkrywał kolejne tajemnice.

Autor poruszył również problemy, które do dzisiaj mają miejsce. Bardzo mi się to spodobało, bo dzięki temu "Potomek Tudorów" okazał się uniwersalny. Można obserwować zmiany nastroju Brendana oraz jego zmagania z wyrzutami sumienia. Poza tym nie można zapomnieć o samej Elżbiecie. Co mogła czuć młoda kobieta, osiągając cel i stając się władczynią zniszczonego państwa? Uważam to za bardzo ciekawy wątek. Jedyną rzeczą, która nie do końca mi się spodobała w kreacji bohaterów, był brak realności w ich zachowaniu. Byli bardzo pozytywnymi postaciami, ale czasami byli tylko zwykłymi papierowymi bohaterami.

Książka bardzo przypadła mi do gustu i z chęcią przeczytam inne powieści tego autora. Z tego co przeczytałam w reklamach na ostatnich stronach, "Spisek Tudorów" opisuje wcześniejsze wydarzenia opisane w "Potomku Tudorów". Na pewno niedługo poznam je. Tymczasem zachęcam was do zapoznania się z tą historią.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję bardzo Redakcji Essentia oraz Wydawnictwu Znak


Książka przeczytana w ramach wyzwania: 
~ Klucznik (coś białego)
~ Okładkowe love
~ Wyzwanie biblioteczne

czwartek, 7 maja 2015

Zapowiedź wyzwania :)

Witajcie!
Jak wiecie (albo nie wiecie), niedługo kończy się nasze wyzwanie "Najpierw czytam, później oglądam". Niestety nie cieszyło się ono zbyt dużą popularnością. Jednak nie zniechęca mnie to do organizacji kolejnego wyzwania. Lecz chciałabym najpierw zorientować się, czy byliby jacyś chętni. Chcielibyście wziąć udział w jakimś nowym wyzwaniu? :) Oto moje propozycje:


1. "Kocioł Wiedźmy" – czyli zbór fantastycznych istot (ewentualnie roślin).  Nie mam tutaj na myśli szeroko pojętej fantastyki, tylko książki, gdzie pojawiają się istoty/zwierzęta magiczne np. wampiry, czarodzieje, wilkołaki, strzygi, hipogryfy, feniksy itp. 









2. "Z uśmiechem przez świat" - to wyzwanie planuję zrobić w dwóch wariantach. "Z uśmiechem..." – czyli wszystkie książki z humorem. Nie muszą być to typowe komedie. Wystarczy, że Was rozbawią. "... przez świat" – wszystkie powieści, gdzie występuje motyw podróży. Również nie musi być to typowo powieść podróżnicza. Wystarczy, że bohater, gdzieś podróżuje. Jeśli dana książka będzie zawierać oba hasła, będzie liczyć się podwójnie.



3. "Pod rządami natury" – w tym wyzwaniu planuję zaliczać książki, gdzie w tytule znajduje się coś związanego z przyrodą (np. "Kwiaty na poddaszu") lub gdzie występuje motyw natury na okładce książki (np. drzewo, morze). 







4. "Najpierw czytam, później oglądam" – może jednak ktoś będzie chciał kontynuować wyzwanie. Dokładne informacje w zakładce Wyzwanie autorskie [LINK].





Będzie nam bardzo miło, jeśli wyrazicie swoje zdanie na temat wyzwań. Czy chcecie brać w nich udział? Jeśli tak, to które Wam najbardziej odpowiada? A może macie inne ciekawe pomysły. Z boku niedługo pojawi się ankieta na ten temat (jeśli już się nie pojawiła). Będzie trwać do końca maja. Prosimy o pomoc :) 

Pozdrawiamy serdecznie,
Elfik i Healy

PS: Spójrzcie na liczbę dni w ankietach :) Bardzo inteligentnie wpisałam na odwrót datę. No cóż... Na koniec maja skasuje się ankiety :D 

wtorek, 5 maja 2015

Coldplay. Życie w trasie


Tytuł: "Coldplay. Życie w trasie"

Autor: Matt McGinn

Tłumaczenie: Karolina Wanat

Kategoria: Biografia

Wydawnictwo: Sine Qua Non

Liczba stron: 256

Ocena: 7/10











Na świecie jest wiele zespołów muzycznych, które grają najróżniejszą muzykę. Każdy kraj ma swojego własnego wykonawcę lub właśnie zespół, który zyskał sławę. Jednak współcześnie największą popularność zyskują brytyjskie i amerykańskie zespoły. Jednym z nich jest Coldplay, który obecnie ma w Polsce wielu fanów. Dwa lata temu odbył się w Warszawie koncert, na który przyszło bardzo dużo ludzi. Muzycy są uwielbiani przez cały świat. Na ich temat krąży wiele opinii, lecz najczęściej są to te pozytywne. No i oczywiście plotki i ciekawostki znane przez każdego fana. Jednak jak to wszystko naprawdę wygląda? Czy życie w trasie jest takie piękne, jak się wydaje? 

Matt McGinn jest roadie ( tłum. anglojęzyczne określenie osoby, która wyrusza razem z członkami zespołu muzycznego w trasy koncertowe, pełniąc wszelakie role związane z obsługą techniczną; tłum. aut. "mężczyzna (lub kobieta) w czarnym T-shircie i niebieskich dżinsach, który robi różne rzeczy dla zespołu. Często chce mu się pić."), który podróżuje razem z Coldplayem. Postanowił napisać książkę o tym, jak naprawdę wygląda życie piosenkarzy, obsługi technicznej i wszystkich innych ludzi, którzy pomagają przy koncertach podczas trasy koncertowej. 

Nie mogę nazwać się fanką Coldplay'a, ponieważ ani nie byłam na koncercie, ani nie posiadam wszystkich ich płyt, a już na pewno nie znam wszystkich piosenek (choć w ostatnim czasie poszerzam ich znajomość). Jednak te kilkanaście utworów, które znam, bardzo polubiłam (koniecznie posłuchajcie "Charlie Brown" – jest to ich mniej znana piosenka, a jest genialna) i to one sprawiły, że postanowiłam lepiej poznać ludzi, którzy stworzyli je i sprawili, że od pierwszej chwili pokochałam te kilkanaście piosenek. 

Nie wiedziałam, jakiego stylu spodziewać się po tego typu biografii. Bałam się, że zostanę zanudzona na śmierć od pierwszych stron. Nic bardziej mylnego. Matt postarał się, żeby książka była ciekawa i lekka. Nie znajdziecie w niej wyłącznie istotnych faktów, które powinny wam ukazać życie gwiazd rockowych. Oczywiście one też często się pojawiały, ale były przeplatane pomiędzy nieistotnymi anegdotkami. A wiecie jak to jest... Najciekawsze są te nieistotne informacje i to właśnie je najczęściej się zapamiętuje. Te wszystkie "niepotrzebne" opowieści dodały barwy i przede wszystkim humoru książce. Biografia dzięki nim nie była nudną książeczką wyłącznie o ładnym wydaniu. Stała się historią ludzi, którzy coś osiągnęli i przy tym pozostali w miarę normalni (w niedosłownym znaczeniu). Żarty, kłótnie, czy nietypowe historyjki pozwoliły mi spojrzeć na nich, jak na ludzkie istoty. Wszyscy ci sławni ludzie są dla mnie mniej realnymi postaciami niż bohaterowie książkowi. Dzięki "Życiu w trasie" zrozumiałam, że oni też mają swoje własne życie, rodziny, przyjaciół, marzenia (marzeń nigdy za mało). 

Zyskałam też ogromną wiedzę na temat ludzi, którzy nie zyskali sławy, a mają też olbrzymi wkład w sukces Coldplay'a. Na scenie widzimy tylko piosenkarzy i gdzieniegdzie małych ludków, na których i tak nie zwracamy uwagi. A oni są i to dzięki nim możemy przeżywać te wspaniałe chwile pod sceną. Teraz będę zwracać większą uwagę na małych śmiertelników kręcących się koło zespoły, bo oni wcale nie są mali. Są naprawdę kimś wyjątkowym.

Jedyną wadą, która często mnie irytowała, było słownictwo specjalistyczne. W teorii były przypisy do nieznanych słów i słowniczek z tyłu, ale to niekoniecznie mi pomagało. Dla znawców podejrzewam, że większość słów to oczywistość, o której powinien wiedzieć każdy, jednak nie dla przeciętnego człowieka, który nie ma najmniejszego pojęcia o tych wszystkich nazwach. Ten słowniczek nie do końca pomagał, ale był genialnym dodatkiem. Tłumaczenia Matta były bardzo zabawne i często samokrytyczne, co z każdą chwilą sprawiało, że czułam jeszcze większą sympatię do niego.

Jeśli znacie i lubicie piosenki Coldplay'a , ta książka jest dla was. Nie musicie być jakimś superfanem, by ją przeczytać. Jak wcześniej pisałam, ja nim nie byłam (teraz chyba już jestem). Możecie nauczyć się z niej wiele przydatnych rzeczy i pogłębić swoją wiedzę na temat muzyki, a przy tym dobrze się bawić.

PS: Ciekawe co teraz robią członkowie zespoły? :)

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Sine Qua Non

Książka przeczytana w ramach wyzwania: 


niedziela, 3 maja 2015

Kwietniowy stosik #2

Hej, hej! :)
Tym razem chciałam pochwalić się następną częścią kwietniowego stosika. Jak możecie się domyślać, oczywiście znów nie zdążyłam przeczytać pozycji na czas. Ostatnio mam go coraz mniej, a przecież dni są coraz dłuższe. Pomijając ten fakt chciałam was przeprosić za moją nikłą obecność na blogu. Niestety mój laptop wpadł w sidła wirusa i pozostawił mnie na pastwę losu. Dlatego też recenzji mojego autorstwa, pojawia się mniej, w dodatku w gorszej jakości z wieloma błędami. Tak to jest, gdy trzeba biegać po domach wszystkich znajomych. Nie przedłużając - przedstawiam wam nowy, wiosenny stosik. :)


  • Jak wychować sobie rodziców - Pete Johnson
  • Kochani, dlaczego się poddaliście? - Ava Dellaira
  • Kiedy Cię poznałam - Cecelia Ahern
  • Chowańce. Gwiazdy przeznaczenia - Epstein, Jacobson
  • Gregor i niedokończona przepowiednia - Suzanne Collins
  • Kto wiatr sieje - Virgina C. Anderws
  • Matt Hidalf. Błyskawica Widmo - Christophe Mauri
  • Dom Tajemnic - Columbus Vizzini
  • Amerykańscy Bogowie - Neil Gaiman
  • Black Ice - Becca Fitzpatrick
  • Piąta Fala - Rick Yancey
Może czytaliście już którąś pozycję? Jeśli tak, dajcie znać w komentarzu. :)

piątek, 1 maja 2015

Starter

''Starter''
Lissa Price
Albatros

''Callie straciła swoich rodziców, kiedy wojna bakteriologiczna zmiotła z powierzchni ziemi wszystkich w wieku między 20 a 60 lat. Ona i jej młodszy brat, Tyler, uciekają, żyjąc jako osadnicy razem z ich przyjacielem Michaelem i walczą ze regenatami, którzy byliby w stanie zabić ich choćby dla ciastka. 

Jedyną nadzieją Callie jest „Prime Destinations”, niepokojące miejsce w Beverly Hills, rządzone przez tajemniczą postać znaną jako Old Man. Ukrywa on nastolatków, aby wypożyczyć ich ciała Enders’om – seniorom, którzy chcą być znowu młodzi. Callie wie, że pieniądze utrzymają ją, Tylera i Michaela żywych, więc zgadza się być dawcą. Ale neurochip, który został umieszczony w jej głowie ma awarię i Callie budzi się w życiu Helen – kobiety, która wypożyczyła jej ciało. Mieszka w jej domu, jeździ jej samochodami i umawia się z wnukiem senatora. Wszystko wygląda jak w bajce, dopóki Callie nie odkrywa, że Helen zamierza robić coś więcej, niż tylko imprezowanie – a plany Prime Destinations są dużo gorsze niż Callie mogła sobie kiedykolwiek wyobrazić…''


Witaj w świecie wypierającym umysły nastolatków poza status moralny społeczeństwa. Miejscu wyniszczonym przez wojnę bakteriologiczną, która zmiotła wszelki ślad ludzi taktownych i uprzejmych z powierzchni ziemi. Witaj w nowej, zniszczonej architektonicznie, a zarazem unowocześnionej technologicznie Ameryce, gdzie ludzie dożywają 200 lat, a dzieci giną przez ich bezmyślność. To świat, który na każdym bezlitośnie odciśnie swe piętno, który oczarowuje oraz brutalnie niszczy. To ziemia wysysająca energię z każdego żyjącego na niej organizmu. Witaj w świecie Starterów.

Callie to szesnastoletnia sierota zamieszkująca popadające w ruinę ulice Ameryki. Bezdomna, biedna i dramatycznie słabo wykształcona opiekuje się swym siedmioletnim bratem Tylerem. Uświadamiając sobie klęskę ich życia, zdesperowana podąża do banku ciał, gdzie za jego wynajęcie otrzyma fantastycznie ogromną sumę pieniędzy. Jednak umysł Callie nie pozwala jej popaść w bezgraniczny smutek i niszczy kontrolę, jaką sprawują nad nią Enderzy. Czy jednak był to dobry wybór? Czy Callie poradzi sobie z przerażającymi, zabójczymi oznakami? Czy przeżyje to wewnętrzne starcie?

''Starter'' to bezwarunkowo najoryginalniejsza książka, jaką dotąd przeczytałam. Bank ciał? Starterzy? Enderzy? Wojna bakteriologiczna? Czy kiedykolwiek słyszeliśmy te pojęcia? Nie, co dowodzi istnienia talentu nie popadającego w schematy. Powieść pani Lissy przez owy czynnik stała pożądana, podziwiana i lubiana wśród czytelników. Z czystym sercem mogę stwierdzić, iż od dziś zaliczam się do grona takowych fanów. ''Starter'' wnosi powiew świeżości w długoletni staż pisarstwa. Takie powieści powinny być produkowane na skalę masową. Obiecuję, że gdyby sklepy wypełniały jedynie nieschematyczne powieści, to wszystkie znalazłyby się w mojej biblioteczce. :)

Poprawnie zarysowani bohaterowie, równomiernie pędząca akcja, zaskakujące wydarzenia i ciekawy styl pisania autorki sprawia, iż powieść staje się po prostu prawidłowa. Bez szału i schematów. Mogłoby się zdawać, że jest to pozycja przeciętna, niczym się niewyróżniająca wśród rówieśniczek, ale sam pomysł stwarza w okół niej aurę wyjątkowości. Bo ''Starter'' zdecydowanie do takowych należy. Może nie doznamy emocji różniących się od dreszczu podekscytowania, może nie pokochamy bohaterów, ale historia i tak wciąga, nie pozostawiając czasu na oddech.

Podsumowując - ''Starter'' to wspaniała lektura, z którą spędziłam wyjątkowe chwile. I zapamiętam ją z uśmiechem na twarzy oraz radością w sercu, lecz nie będę wzdychać z utęsknienia do Callie. Książkę oczywiście polecam. To pozycja zasługująca na wszelką uwagę czytelników. Gwarantuję, że każdy z was spędzi z nią bardzo miłe chwile. :)

Moja ocena:
7.5/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Albatros. 

Od jakiegoś czasu możemy również podziwiać polski trailer ''Starteru'' :)




Podsumowanie wyzwania "Najpierw czytam, później oglądam"

Witajcie!

Miałam już zrezygnować z prowadzenia wyzwania, ale pojawiła się Zaczytana oraz Katherine i stwierdziłam, że nie, jednak nie. Póki ktoś będzie brał udział w wyzwaniu, wyzwanie będzie trwać (do lipca). Od sierpnia mam zamiar na te pół roku stworzyć nowe wyzwanie. Może tym razem wyjdzie. Lecz nie do końca mam pomysł. Myślałam o czymś z humorem, ale sama nie wiem. Proszę Was o pomoc. Macie jakieś ciekawe pomysły na wyzwanie, które mogłybyśmy zrealizować na naszym blogu? Pod koniec maja pojawi się ankieta z pomysłami i wtedy zobaczę, jakie jest zainteresowanie i czym :) 

Elfik Book:

1. "Chrzest ognia" – Andrzej Sapkowski

2. "Nawałnica mieczy: Krew i złoto" – George R.R. Martin

Katherine Parker:

1. "Duff. Ta brzydka i gruba" – Kody Keplinger

Zaczytana:

1. "Gwiazd naszych wina" - John Green

Pozdrawiamy,
Elfik i Healy


Moje motto życiowe ~ Elfik