Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Świat Książki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Świat Książki. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 6 lipca 2023

Kod 612: Kto zabił Małego Księcia? – Michel Bussi

 

Tytuł: Kod 612: Kto zabił Małego Księcia?

Autor: Michel Bussi

Przekład: Krystyna Szeżyńska-Maćkowiak

Kategoria: Kryminał

Wydawnictwo: Świat Książki

Liczba stron: 240 

Ocena: 4/10







Niektóre historie mają drugie dno. Bardzo trudne do zauważenia, a następnie odkrycia. Jednak są ludzie, którzy są zdeterminowani, by odkryć właśnie tę tajemnicę. Nie spoczną póki nie dowiedzą się, co tak naprawdę zostało skryte, jaka jest rzeczywistość. Idą krok za krokiem, dokładnie obserwują otoczenie, dane, fakty. Czy ostatecznie dotrą do prawdy?

"Mały Książę" jest dla mnie jedną z najważniejszych książek. Odkąd pierwszy raz go przeczytałam, mam do niego olbrzymi sentyment. Już jako dziecko dostrzegłam w nim coś więcej. Z czasem moje odczucia, moja własna interpretacja tej książki zmieniała się, wręcz ewoluowała. Tym razem zdecydowałam się pójść o krok dalej i dowiedzieć się coś więcej o autorze, dowiedzieć się coś więcej o symbolice, wykroczyć poza ramy lektury szkolnej. Niestety wybrałam do tego złą książkę, a był nią "Kod 612: Kto zabił Małego Księcia?". Przekonał mnie opis, ale ostatecznie jest to dla mnie duże rozczarowanie. 

Od samego początku miałam dość ambiwalentne odczucia. Z jednej strony czułam potrzebę zaznajomienia się z czymś więcej oprócz "Małego Księcia" i wydawało mi się, że to może być dobry pomysł. Z drugiej takie koncepcje kopania i poszukiwania nie do końca mnie przekonują, gdyż mam poczucie, że naruszają pewną aurę. Jednak na pewno przyciągają uwagę niejednej osoby i nadają jakiś nowy rodzaj spojrzenia na twórczość pisarzy. Akurat "Kod 612" nadał mi całkowicie nową perspektywę, z której nie jestem zadowolona. Ale o tym za chwilkę. 

Sam styl pisarki jest wyjątkowo lekki w obiorze i całą powieść czyta się bardzo szybko i przyjemnie. Akurat w tym przypadku idzie za tym brak dopracowania, wiele luk fabularnych i poczucie, że powieść była robiona na szybko, jeśli można się tak wyrazić. 

Problematyczne jest to, że to nie jest konkretny gatunek. Można trafić na informację, że to kryminał, jednak według mojej opinii stanowczo nie. Oczywiście pojawiają się jakieś pojedyncze elementy kryminału, ale to kryminałem jeszcze go nie czyni. Nie jest to też reportaż, a na początku miałam właśnie takie skojarzenie. Jest wiele konkretnych informacji, które zgadzają się z faktami, niemniej część fabularna zaprzecza temu. Pojawiają się też elementy symboliki "Małego Księcia", które są przeniesione na fabułę. Tylko że to też nie jest dopracowane. Nie jest to kryminał, nie jest to reportaż, nie pojawia się tu rozbudowana symbolika, więc czym tak naprawdę jest ta książka... Nie jestem też fanką wrzucania koniecznie literatury w utarte schematy, lecz by z nich wyjść trzeba umieć dobrze pisać, tutaj niestety tak nie było. 

Przekazanie informacji o autorze i samym "Małym Księciu" w jakiś nietypowy sposób rozczarowało mnie. Nie było tym, co oczekiwałam i czuję z tego powodu rozżalenie. Pojawiała się też w mojej głowie refleksja, że są tajemnice, które właśnie tymi tajemnicami powinny pozostać. Nie zawsze należy skupiać się na tym, co ukryte, nie zawsze trzeba przekładać to dosłownie na rzeczywistość i odnosić do życia artysty. Niekiedy warto pozostać w tym pierwotnym odbiorze i odnieść dzieło wyłącznie do siebie. Wtedy można najwięcej zyskać. A przynajmniej to takiej konkluzji doszłam w przypadku "Kodu 612".

Rozczarowanie było dość duże, ale jak to mówi znane powiedzenie "nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło" i to skusiło mnie, by tym razem podejść do poszukiwań od jeszcze innej strony – czyli skupić się na twórczości autora i przeczytać jego wcześniejsze powieści. I myślę, że to będzie najlepszy wybór w przypadku wielu czytelników. 

Książka z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl

sobota, 3 czerwca 2017

Duma i uprzedzenie – Jane Austen


Tytuł: "Duma i uprzedzenie"

Autor: Jane Austen

Tłumaczenie: Anna Przedpełska-Trzeciakowska

Seria: Angielski ogród

Kategoria: Klasyka

Wydawnictwo: Świat Książki

Liczba stron: 368

Ocena: 7/10





Czuliście się kiedykolwiek ograniczeni przez etykietę? Denerwowało was, że z góry macie ustalone to czego nie wolno, a co wolno? Albo postępowaliście wbrew sobie, bo tak właśnie wypada? Myślę, że na każde pytanie można odpowiedzieć bez zastanowienia "tak". A co byście powiedzieli, gdybyście przenieśli się do świata, gdzie wszystko opiera się na grzeczności i uprzejmości, a wasze własne zdanie nie ma żadnego znaczenia?

Państwo Bennet mają pięć dorosłych córek. Przyszedł czas, żeby każdą z nich wydać za mąż. Celem życiowym ich matki jest znalezienie im jak najlepszego męża i powiększenie ich majątku. Gdy tylko ich sąsiadem zostaje młody i przystojny mężczyzna, kobieta szaleje z zachwytu. Sprawę polepsza jeszcze fakt, że jest to bardzo bogaty człowiek. W oczach matki decyzja zapadła – ma zostać życiowym partnerem jednej z jej córek. Nieważne której, choć najlepsza byłaby Jane. W końcu jest najstarsza i najpiękniejsza. Jednak co zrobić z Elżbietą, która ma dość górnolotne wymagania co do przyszłego męża. W głowie pani Bennet pojawiają się tysiące takich pytać. Czy kobieta spełni swoje marzenie?

O Jane Austen słyszał chyba każdy miłośnik literatury. Jej książki to już klasyka. Dotychczas nie zapoznałam się z żadną, ale stwierdziłam, że to chyba już czas. Nie ma na co czekać. Tak sięgnęłam po "Dumę i uprzedzenie", które od dawna mnie fascynowały. Oczekiwałam od tej powieści bardzo wiele. W końcu to nie jest pierwsza lepsza książka ani pisarka. Zyskała sławę na całym świecie, więc raczej nie stało się to przez przypadek. Może to właśnie moje wysokie wymagania sprawiły, że "Duma i uprzedzenie" nie zrobiły na mnie dużego wrażenie, a wręcz się na niej zawiodłam.

Styl Jane Austen nie jest lekki. Autorka używa patetycznego języka i wielu ciekawych porównań. Razem tworzy to mało przejrzystą całość, ale w tym przypadku nie jest to wada. Bardzo doceniam taki styl, ponieważ jest od charakterystyczny oraz dopracowany, co cenię w powieściach. Wszystkie opisy, wydarzenia są rozbudowane na wiele stron. I tu niestety dla mnie okazało się to przesadą. Czasami czytałam cały olbrzymi rozdział i nie dowiadywałam się niczego istotnego. Po prostu był o niczym. Książka ma prawie czterysta stron pisanych maczkiem, a mało się w niej dzieje.

Gdy zaczęłam czytać "Dumę i uprzedzenie", w pewien specyficzny sposób byłam zafascynowana. Wierzyłam, że zostanę zaskoczona i to wszystko jest jedną, wielką, nieprzewidywalną opowieścią. Tymczasem okazało się, że owszem – wątków jest dużo, ale są one do siebie podobne, przez co miałam wrażenie, że cały czas zapoznaję się z tą samą historią od nowa. Nużyło mnie to. 

Co do samych opisów mam mieszane odczucia. Jak już wspominałam, bardzo je cenię, ale w tej lekturze nie zawsze mnie przekonywały. Pojawiało się ich okropnie dużo i było to streszczanie faktów. A jak sami wiecie, fakty opowiedziane w zwykły sposób najczęściej nudzą. I czasami tak właśnie było. Myślę, że są osoby, które te opisy doceniają, jednakże nie są one dla każdego.

Moim ulubionym bohaterem, jak pewnie się domyślacie, jest pan Darcy. Wiem, że w tej chwili nie wykazuję się oryginalnością, ale w tym mężczyźnie coś jest. Kiedy go poznałam, to nie mogłam uwierzyć, czemu ludzie się tak nim zachwycają. Przecież to nadęty i zarozumiały snob. W tym miejscu wielkie brawa dla autorki. Ona pozwala nam w to uwierzyć, z premedytacją zniechęca nas do niego i nie skupia się na jego życiu. Z czasem to wszystko się zmienia. W panu Darcym zachodzi przemiana wewnętrzna, która szokuje. W tym samym momencie we mnie też przeszła przemiana. Zmieniłam zdanie o tym arystokracie i zaczęłam go uwielbiać. Niestety słynna Elżbieta zawiodła mnie. Polubiłam tę bohaterkę, ale nie do końca. Od pierwszych do ostatnich stron nie byłam w stanie jednoznacznie jej ocenić. Okazała się dla mnie wielką zagadką, którą niekoniecznie chciałam rozwiązywać. Natomiast do jej ojca zapałałam wielka sympatią. Jak można nie polubić kogoś tak dziwnego i nieogarniętego? W powieści pojawiła się olbrzymia różnorodność charakterów, choć były one mało wyraziste. Sama musiałam ich szukać i akurat to uważam za duży minus.

Wątek romantyczny na początku nie skupiał się na głównej parzy tylko na Jane i panu Bingley'u. Jest to świetny zabieg, bo bardzo długo nie zwracałam uwagi na głównych bohaterów i w tym miejscu zostałam pozytywnie zaskoczona. Dopiero z czasem lepiej poznajemy Elżbietę i pana Darcy'ego. Powoli zaczynamy się z nimi utożsamiać i pragniemy, by byli razem mimo że jest to wręcz niemożliwe. Ale oni idealnie do siebie pasują, więc nie przyjmujemy do siebie innej opcji. Jest to troszkę naiwne, ale przy tym bardzo przyjemne, a przecież taki był zamysł tej książki.

Tematyka "Dumy i uprzedzenia" wydaje się błaha i momentami infantylna, ale ukazuje też wiele poważnych problemów. W tamtych czasach dominowała etykieta, która potrafiła łamać ludzkie życie. Obserwacje zwyczajów z przeszłości okazały się ciekawym zajęciem. Pozwoliły na poszerzenie wiedzy, ale również ukazały problematykę determinizmu. Nie do końca wiem, co o tym wszystkim myśleć.

Niestety "Duma i uprzedzenie" nie zrobiły na mnie wielkiego wrażenia, ale mimo to jestem zadowolona, że zapoznałam się z tym klasykiem i wyrobiłam własne zdanie. Myślę, że to jest dobra książka, lecz nie każdego przekona do siebie. Jeśli lubicie klimaty XVIII wiecznej Anglii i słodkie historie o miłości, to chyba nie ma dla was lepszej pozycji niż ta. Jednakże jeśli nie jesteście do tego przekonani, to nie oczekujcie od niej za wiele.  

środa, 17 września 2014

Lot Komety


Tytuł: "Lot Komety"

Autor: Anna Onichimowska

Kategoria: Literatura dziecięca

Ilość stron: 192

Ocena: 6.5/10















Czas nieubłaganie płynie, a rodzina Niwickich nadal nie może znaleźć porozumienia. Zresztą czy ich można jeszcze nazwać rodziną? Jacek wraz z ojcem mieszkają w wynajętym mieszkaniu. Natomiast Grażyna opuściwszy męża i syna gospodaruje ich domem. Mogłoby się wydawać, że wszystko jest na najlepszej drodze do poprawienia stosunków. Jacek nie bierze narkotyków, studiuje. Kamil nie pije od pięciu miesięcy i dwunastu dni, a Grażyna przestała palić. Mogliby zacząć wszystko od nowa. Lecz czy jest sens? Tym bardziej że matka znalazła sobie nową rodzinę - sektę, która nazywa samych siebie Rodziną. Nie potrzebuje już starej rodziny. Jednak nie wie o jednej rzeczy. Osobą, która zachęciła ją do przystąpienia do sekty, była Kometa. Ona też się zmieniła. Przestała brać narkotyki, zaczęło się jej układać z rodzicami i siostrą, zdała maturę. Wszystko zaczęło się pięknie układać. Lecz ludzi lubią niszczyć to co piękne...    

Po wstrząsającej pierwszej części postanowiłam przeczytać kolejną. Byłam przekonana, że tutaj znowu pojawi się motyw narkotyków, jednak on został tylko wspomnieniem. Tym razem ukazała nam się sekta. Nigdy nie interesowałam się sektami i moja znajomość na ich temat jest minimalna. Nawet ostatnio nie słyszałam nic o nich ani ich działalności. Dlatego z wielką chęcią wgłębiłam się w książkę, poznając hierarchię Rodziny. 

Powieść zawierała wszystkie elementy, które pozwoliłyby nam zrozumieć historię. Jednak muszę przyznać, że nie zrobiła na mnie tak dużego wrażenia, jak poprzednia część. Była to zwykła historia, która mogła przydarzyć się każdemu. Zwykle zaliczam to jako plus, bo za mało wiemy o własnym życiu, ale w tym przypadku była po prostu nudna. Mimo że mnie interesowała, nie mogłam się wciągnąć. Każda strona dłużyła mi się niemiłosiernie. Chciałam wiedzieć, co będzie dalej, lecz wydawało mi się zbyt trudne przedarcie się przez kolejny rozdział. Na tym polu bardzo się zawiodłam. Byłam przekonana, że przeczytam ją bez problemu przez jeden wieczór, który sobie zaplanowałam akurat na tę książkę. A zajęło mi to dwa wieczory, które niesamowicie mi się wydłużyły. 

Jednak mimo że książka nudziła mnie, nie żałuję, że ją przeczytałam. Jak poprzednia część porusza ważny temat i wiele uczy. Sama historia sekty i jej działalności jest niezmiernie pouczająca. Patrzenie jak kilkoro ludzi robi pranie mózgu innym ludziom, którzy potrzebują pomocy, jest przerażające. Najgorsze jest to, że ci ludzie myślą, że dostali tą pomoc, a tak naprawdę z każdą chwilą jest gorzej, a później jest już za późno. Tym bardziej że bardzo oryginalnym pomysłem było pokazanie życia dorosłej osoby w sekcie. Zwykle mówi się, że to nastolatkami najlepiej manipulować i zaciągać ich do swoich "stowarzyszeń". Tutaj jest pokazane, że dorośli ludzie, którzy mają dobra pracę, dzieci i tak naprawdę wszystko co potrzebne jest do szczęścia, też są podatni na manipulację. W tej części jest poruszony jeszcze jeden ważny problem, który zazwyczaj nam umyka. Nie ma on swojej nazwy ani nie jest oczywisty. W tej książce jest pokazany na przykładzie Komety, która nadal zachowuje się skandalicznie i jest uważana za diabła, a raczej wiedźmę. Nikomu nie przyszło do głowy, dlaczego ona to robi. Wszyscy obwiniali ją o swoje problemy, a nikt nie pomyślał, że to może ona jest ofiarą, a oni oprawcami. Jej zachowanie nie wzięło się znikąd. Ona też potrzebuje pomocy, a przede wszystkim miłości.

Skrytykowałam książkę i raczej nie zachęciłam do przeczytanie, jednak uważam, że to jest kolejna książka, która mimo swych licznych wad jest warta przeczytania. Może to być dość trudne, bo jak pisałam wcześniej nie wciąga, ale jest nam potrzebna. Pokazuje to, co nam zwykłym ludziom może się przydarzyć. Jest ostrzeżeniem, ale też pocieszeniem. Jak najbardziej polecam ją każdemu.

Książka przeczytana w ramach wyzwania:    

wtorek, 9 września 2014

Hera moja miłość


Tytuł: "Hera moja miłość"

Autor: Anna Onichimowska

Kategoria: literatura dziecięca 

Ocena: 7,5/10
















Rodzina Niwickich wiedzie piękne i dostatnie życie. Mają wszystko: piękny dom, idealny ogród, dwa drogie samochody i dwóch synów. No właśnie. Czy można osoby wymienić razem z rzeczami? Czy miłość jest materialna? Grażyna - matka chłopców wychowywała się w skrajnej biedzie. Gdy osiągnęła pełnoletność, obiecała sobie, że nie pozwoli żyć swoim dzieciom w takich warunkach. Dotrzymała obietnicy, jednak po drodze zapomniała, że istnieje takie coś jak poczucie bezpieczeństwo, bliskości drugiej osoby, a przede wszystkim uczucie, uczucie zwane miłością. Nawet nie zdawała sobie sprawy do czego może doprowadzić takie zachowanie. A jej mąż? Głowa rodziny? Oczywiście jest dobrze wykształcony, pracuje na wysokim stanowisku, ma pieniądze. Czego chcieć więcej? Przecież to nieważne, że codziennie pije, że wraca z ważnych wyjazdów służbowych w bardzo złym stanie. Liczą się pozory... Nic więcej. Może właśnie takie zachowanie spowodowało, że ich starszy syn zaczął brać narkotyki, co przyniosło tragiczne skutki dla całej rodziny. 

Książkę wypożyczyłam z biblioteki. Poprosiłam bibliotekarkę o polecenie czegoś naprawdę dobrego. Miałam nadzieję, że poleci mi coś sławnego, co mi umknęło, coś co zmieniło jej życie. Wtedy spytała się mnie o wiek. Nie lubię jak ktoś dopasowuje książki do mojego wieku. Uważam się za dość dojrzałą osobę. Może nie jestem dorosła i brakuje mi doświadczenia, ale staram się rozumieć otaczający nas świat i przede wszystkim ludzi. Dla mnie nie ma znaczenia, czy to książka dla dorosłych, czy dla dzieci. Obie niosą przesłania, które przybliżają mnie do odkrycia świata. Dlatego byłam trochę zła, że od razu ocenia po wieku. Nie tego potrzebuję. Jednak książka dała mi porządną lekcję, którą długo będę pamiętać. 

Narkotyki stały się ostatnio dość powszechnym tematem. Coraz łatwiej jest je zdobyć, jest ich coraz więcej na rynku i niestety coraz więcej ludzi je bierze, przede wszystkich tych młodych. To jest przerażające zjawisko. Wszyscy znamy te historie. Na początku jest naprawdę fajnie, wręcz fantastycznie. A później? Piekło. W tej książce jet potwierdzona ta teza, ale trochę z innej perspektywy. To jest naprawdę duży plus tej powieści, bo to nie jest utarta historia, którą dorośli karmią młodzież na każdym spotkaniu o narkotykach. Zaczyna się inaczej i inaczej się kończy. Największym szokiem jest fakt, że to wielkie zło, które ma się zdarzyć, nie dzieje się na końcu książki, tylko w połowie. Naprawdę jest to szokujące. Wielkie brawa dla autorki. Właśnie to wywołuje tak wielkie wrażenie. Miałam w pewnym momencie zamiar odłożyć książkę, bo nie dawałam rady emocjonalnie, ale nie mogłam. Czułam się zobowiązana do przeczytania tej powieści. Dla tych ludzi... To im byłam to winna. Nie sobie, nie autorce, tylko im. 

Niesamowicie zżyłam się z głównym bohaterem - Jackiem. Nie mogłam go zrozumieć, ale bardzo chciałam. Dopiero gdy przeczytałam to opowiadanie zrozumiałam, że nie mogłam wiedzieć, dlaczego to robi. On sam tego nie wiedział. Na tym polegał problem - brak zrozumienia. Książka na początku była "pod linijkę". Wszystko idealnie musiało do siebie pasować. Później zaczął się chaos. Czasami on mnie po prostu przerażał, nie byłam w stanie go uporządkować. To nie był błąd autorki, tylko jej zamysł. Mogliśmy się poczuć jak Jacek - cały czas w chaosie własnego życia.

Książka nie była doskonała. Zawierała wiele błędów. Nie były one drastyczne, ale jednak były. Nie będę tutaj ich opisywać, bo nie o to chodzi. Uważam, że tę książkę powinien przeczytać KAŻDY. Nie jestem nastolatką, którą ciągnie do narkotyków, alkoholu, czy papierosów, lecz muszę przyznać, że ostrzeżenie zawarte w tej historii spełniło swoją funkcję. Tym bardziej że jest ono oparte na prawdziwych faktach. Tak, to wszystko się wydarzyło. Dorośli zapewne powiedzą, że nie dla nich takie opowiadania. Mylą się. Mają dzieci, mężów, żony, siostry. To nie jest tylko i wyłącznie historia o narkotykach. To historia o życiu i naszych problemów. Ja nie polecam tej książki. Uważam, że to oczywiste, że trzeba ją przeczytać.

Książka przeczytana w ramach wyzwania:   





piątek, 13 czerwca 2014

Mary Poppins otwiera drzwi


Tytuł: "Mary Poppins otwiera drzwi"

Autor: P. L. Travers

Tom: III

Film: Mary Poppins

Premiera: 27 sierpnia 1964 (świat)

Ocena: 10/10














Są osoby na świecie, które pojawiają się w życiu znikąd. Wyglądają normalnie, normalnie mówią, są normalnymi ludźmi takimi jak my. Przynajmniej tak nam się wydaje, dopóki nie zrozumiemy, że są wyjątkowe i, że je kochamy. Taką osobą jest Mary Poppins. Ostatnie tygodnie były dla mnie ciężkie, dlatego zdecydowałam się przeczytać bajkę z mojego dzieciństwa. Nie wiecie nawet, jak bardzo się myliłam, myśląc, że to bajka. 

W domu państwa Banks po odejściu Mary zapanował chaos. Pan Banks cały czas krzyczy, panie Banks nie może dać sobie radę z piątka dzieci. Wszystko się wali... Jednak cała sytuacja zmienia się po wystrzeleniu jednego fajerwerka, który nie wybucha. Michaś i Janeczka są bardzo zawiedzeni tym faktem, ale dostają coś lepszego niż sztuczne ognie. Na niebie zamiast fajerwerek pojawia się nie kto inny jak sama Mary Poppins. Dokładnie ta sama Mary Poppins. Tak samo wyniosła, pewna siebie i kochana przez dzieci państwa Banks. Dzieci ucieszone powrotem swojej opiekunki są przekonane, że zostanie na zawsze. Mary tajemniczo odpowiada, że będzie póki się nie otworzą drzwi. To upewnia dzieci w ich przekonaniach, tym bardziej że panna Poppins pokazuje im coraz więcej elementów ze swojego życia, choć nadal zostaje tak samo tajemnicza. 

Jak wcześniej pisałam, miała być to bajka przeczytana wyłącznie dla odpoczynku. Tak pamiętałam ją z dzieciństwa. Niesamowite historie, które czyta się bez wytchnienia. Było tak, jednak zrozumiałam, że ta książka jest dla każdego. Nieważne, czy ma się osiem lat, czy osiemdziesiąt. Dla dzieci to piękne i pełne emocji historie, dla starszych osób skarbnica wiedzy o życiu. Nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo refleksyjna jest ta książka. Opowiada przede wszystkim o miłości, takiej prawdziwej miłości, która nie zawsze się ujawnia poprzez słowa. Czasami wystarczą tylko czyny, niczego więcej nie trzeba. One sprawiają, że miłość staje się szczera, choć nie od razu to widać.

Mary pokazuje Janeczce i Michasiowi, jaki jest świat. Uczy ich, że zawsze trzeba patrzeć pod odpowiednim kątem, wtedy właśnie można zobaczyć, jaki nasz świat jest niezwykły. Dobrze podsumowują to słowa pana Gałązki:

"To niemożliwe - zaprotestował Michaś. - Przecież nikt nie słyszy, jak drzewa rosną. Nie ma takiej melodii...
 - Nie znasz się na tym, mój mały - przerwał mu pan Gałązka niecierpliwie. - Oczywiście, że jest taka melodia. Wszystko na świecie ma swoja własną melodię"
Nigdy nie wiemy czego można się spodziewać po Mary. Ta część chyba ze wszystkich trzech tomów, które czytałam, najbardziej to podkreśla. Samo zakończenie jest wyjątkowo wzruszające. Sprawiło, że inaczej zaczęłam patrzeć na świat. Tak, to jest książka, która zmienia ludzkie życie. Na długo zapada w pamięć. 

Teraz przeglądając i patrząc na przepiękne ilustracje, robi mi się żal, że pożegnałam się z Mary i nie wiadomo, czy kiedykolwiek spotkam się z nią. Uważam, że to jest jedna z najlepszych książek, jakie czytałam. Każdy z nas powinien zapoznać się z Mary Poppins. Wtedy zrozumie rzeczy, których nie umiał pojąć wcześniej.


Książka przeczytana w ramach wyzwania: 





sobota, 10 maja 2014

James Bond. SilverFin

James Bond. SilverFin
Charlie Higson 

'' Powieść sensacyjno-przygodowa dla młodzieży o młodym Jamesie Bondzie. Pilnie strzeżone laboratorium, w którym próbuje się stworzyć rasę nadludzko wytrzymałych żołnierzy, zaginięcie kuzyna i chłopiec przemieniony w... węgorza - to tylko część dziwnych miejsc i zdarzeń, jakie na swej drodze napotykają trzynastoletni James Bond i jego nowo poznani przyjaciele. A wszystko dzieje się, gdy po zwycięstwie w szkolnych zawodach James wyrusza do Szkocji, by odwiedzić schorowanego wuja. '' 


'' SliverFin '' to książka opowiadająca o pierwszej przygodzie młodego Jamesa Bonda. Opiekunka 13-letniego chłopca wysyła go do męskiej szkoły w Elton. Tam James poznaje wiele ciekawych osób z różnych zakątków świata, w tym wielu przyjaciół jak i wrogów, którym podpada zwyciężając w ważnych zawodach szkolnych. Lecz nie daje im czasu na zemstę i wyjeżdża do schorowanego wujka, Maksa. W drodze do Szkocji poznaje niejakiego Rudego, który wyruszył do wioski szukać zaginionego kuzyna. Bond postanawia mu pomóc. Dlatego po przybyciu na miejsce od razu wyruszają obserwować wzgórza, gdzie znajduje się wielki i tajemniczy zamek. Co się w nim dzieje ? I kto za to wszystko odpowiada ? A co najważniejsze, jakie stworzenia zostały ukryte w fosie okalającej zamek ?

Książkę zaproponowała mi pani bibliotekarka. Opis za bardzo mnie nie skusił do czytania, ale postanowiłam spróbować zaintrygowana postacią Bonda. Jak można było się spodziewać książka wypełniona była mnóstwem akcji oraz grozą. Jednak początek w ogóle mnie nie zafascynował. Dopiero końcówka była tak wypełniona strachem, że nawet mnie czasami przeszył lęk, ale tylko na chwilę.

Ciekawa historia, niesamowita postać. Jednak ja nie przepadam za Jamesem Bondem i ta książka tego nie zmieniła. Jak dla mnie, jest to tylko chłopak naszpikowany sterydami, narkotykami i nie wiadomo czym jeszcze. Ale pomysł i ukazanie takiej historii jest cudowny. :)

Nie wiem, co mogłabym jeszcze napisać. Chyba niczego więcej tam nie znalazłam. '' SilverFin '' to książka dla chłopców, pragnących poznać smak adrenaliny. Mimo to jednak polecam. Może, komuś z Was się spodoba. ;)

sobota, 12 kwietnia 2014

Zmrok

    '' Belle Goose ma jeden cel w życiu - znaleźć wampira, który by ją ukąsił. Kiedy poznaje ekscentrycznego i zabójczo przystojnego Edwarta Mullena, w którym natychmiast się zakochuje, jest pewna, że jej plan się powiedzie. Gdy nie jeden feler - Edwart nie jest wampirem. '' 

Parodię Zmierzchu kupiłam, gdyż zwróciła na mnie swą uwagę, a do tego była w bardzo niskiej cenie. Myślałam, że przeczytam coś zabawnego, coś co zapamiętam na długo. Jednak się zawiodłam, co w moim przypadku bywa rzadko. Jest to pusta, płytka książka. Jak dla mnie nie ma tu nic co zwróciło by moją uwagę. '' Zmrok '' nie ma swojego wartościowego przesłania. Humor jest bezsensowny na bardzo niskim poziomie. Główna bohaterka Belle zachowuje się gorzej od małego dziecka, a chłopak, w którym się zakochała jest po prosu bardzo dziwny. Jakby niedorozwinięty. Dla mnie wszystko to przypomina serial '' Świat według Kiepskich ''. Fatalna, fatalna książka. Może któremuś z Was się spodoba, jednak ja nie zachęcam Was do jej przeczytania. Nie polecam.