wtorek, 27 września 2022

Traumatyczne doświadczenia z dzieciństwa – Glenn R. Schiraldi

 

Tytuł: Traumatyczne doświadczenia z dzieciństwa

Autor: Glenn R. Schiraldi

Przekład: Sylwia Pikel

Kategoria: Literatura naukowa, poradniki

Wydawnictwo: Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne

Liczba stron: 280

Ocena: 7/10







Dzieciństwo to taki piękny okres. W końcu dostajemy wtedy dużo miłości, bezpieczeństwa i tak naprawdę wszystko to sielanka. Tylko czy to w rzeczywistości jest prawda? Pewnie w niektórych przypadkach tak, w końcu wymusza to sama definicja, ale w rzeczywistości wiele dzieci przeżywa trudne sytuacje, które nigdy nie powinny mieć miejsca. Przemoc, alkoholizm, samotność, nadmierna do wieku odpowiedzialność... To tylko część traumatycznych wydarzeń, które mogą mieć miejsce. Pytanie brzmi: jak żyć po czymś takim? Jak sobie z tym poradzić? W końcu dzieci z czasem stają się dorosłymi – dorosłymi, którzy nadal tkwią w środowisku ekstremalnie trudnym, albo dorosłymi z własnymi demonami z przeszłości. 

Ostatnio zafascynowała mnie książka "Traumatyczne doświadczenia z dzieciństwa". Pewnie zastanawiacie się, co oznacza, że zafascynowała... W końcu to określenie brzmi dość źle w odniesieniu, o czym jest ta książka. Właśnie, ta pozycja zwróciła moją uwagę, ponieważ wydaje mi się niesamowicie potrzebna. Czasami mam wrażenie, że traumę z dzieciństwa neguje się lub machnie na nią ręką, bo w końcu to już było, teraz jest teraz. Freud na pewno miałby też wiele do powiedzenia. Niemniej ta trauma kształtuje ludzi i potrafi niszczyć ich życie w późniejszych latach. Czasu nikt nie cofnie, ale można pomóc komuś albo wręcz samemu sobie poradzić z tymi metaforycznymi demonami z przeszłości. Niekiedy potrzebujemy czegoś, co pozwoli nam zamknąć rozdział i ruszyć nową ścieżką życia już ze spokojnym umysłem i nadzieją na szczęśliwą przyszłość. To pięknie brzmi, ale w rzeczywistości jest niesamowicie trudne. 

W "Traumatycznych doświadczeniach z dzieciństwa" może odnaleźć ulgę, ale też rodzaj walki. Gdy czytałam tę książkę, miałam wrażenie, że ktoś ze mną rozmawia, że ktoś mnie słucha i pozwala być sobą. Ten niezwykły styl bardzo zachęca, ponieważ nie są to już wyłącznie słowa zapisane na kartkach, ale coś rzeczywistego i też przede wszystkim nasza historia. Tym bardziej że tempo książki wydaje mi się idealnie wymierzone. Oczywiście to moje subiektywne odczucia, ale też to świadczy o tym, że przynajmniej część osób odnajdzie się w lekturze tej książki. 

W książce znajduje się trochę teorii, która wydaje się być w tym przypadku niezbędna, by zrozumieć niektóre psychologiczne mechanizmy. Ale tutaj podkreślę, że trochę to naprawdę trochę. To nie jest typowo naukowa pozycja, którą czyta się bardziej właśnie z naukowych powodów. To pozycja, która każdemu bez względu na wykształcenie, pozwala zrozumieć niektóre zależności i wykorzystać je w praktyce, ponieważ całość posiada też wiele przydatnych ćwiczeń. Widać skupienie na technikach wyobrażeniowych i relaksacyjnych. Przyznam się Wam, że mimo wielokrotnego zapewnienia, że one mogą działać, zawsze podchodzę do nich sceptycznie. Jednak w tym przypadku po prostu mnie to przekonywało. 

"Traumatyczne doświadczenia z dzieciństwa" dały właśnie konkretne metody pracy z osobami po trudnych przejściach w dzieciństwie, które można użyć jako terapeuta, ale osoby potrzebującego tego mogą też próbować je we własnym zakresie. Zarazem książka poszerza moje perspektywy, dając wiele tematów do przemyśleń i zgłębienia w jeszcze innych książkach, a to zawsze cenię. 

Książkę mogę z czystym sercem polecić każdej osobie, która przeżyła traumę w dzieciństwie. Ona da rodzaj pomocy, ale też pozwoli podjąć decyzję, czy lepszym wyborem nie byłoby udanie się do psychoterapeuty i dopiero pracowanie samodzielnie z różnymi technikami. W końcu myślę, że najlepsze byłoby równoległe działanie. 

Za możliwość zapoznania się z książką dziękuję Gdańskiemu Wydawnictwu Psychologicznemu

niedziela, 25 września 2022

Rozwój dziecka z autyzmem – Katie Cook


Tytuł: Rozwój dziecka z autyzmem

Autor: Katie Cook

Przekład: Sylwia Pikel

Kategoria: Literatura naukowa, poradniki

Wydawnictwo: Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne

Liczba stron: 176

Ocena: 7/10






Autyzm wiąże się z innym sposobem funkcjonowania. Określa się go jako spektrum, gdzie osoby różnie postrzegają świat. Mają wiele cech postrzeganych przez dużą część ludzi jako olbrzymie trudności, wydają się być inne, dziwne, ale też często mają gamę bardzo nietypowych umiejętności, które zachwycają, ale łatwo przy pozostałych trudnościach ich nie zauważyć. Zaczęłam tutaj od trochę moralizującego tonu i edukacyjnego. Jednak zdecydowałam się właśnie na takie stwierdzenia, by przypomnieć, że autyzm jest czymś niezmiernie różnorodnym. Często trudnym dla opiekunów i środowiska, wywołującym niepokój i bezradność. Niemniej część osób zaczyna podkreślać istotę innego sposobu funkcjonowania. Jak jest w rzeczywistości? 

Na pewno bywa różnie. Ważne jest, by docenić zalety każdej osoby, ale myślę, że niepokój rodziców jest czymś naturalnym, gdy dziecko nie mówi, mimo że już powinno, gdy dziecko robi sobie krzywdę albo odcina się od świata. Od niedawna pracuję w poradni autystycznej i staram się zgłębiać ten temat zarówno w praktyce, ale też oczywiście doszkalając się. Tym razem zdecydowałam się na zapoznanie z książką "Rozwój dziecka z autyzmem" Katie Cook. Co dobrego dała mi ta książka? 

Przede wszystkim poczucie, że dobrze, że powstała, że w sposób przystępny wiele osób może pogłębić swoją wiedzę o spektrum autyzmu albo ją zdobyć. Tym bardziej że istotne jest, by dziecko szybko zostało zdiagnozowane i można było walczyć z trudnościami, a podkreślać zalety i zdolności. Myślę, że samo już istnienie takiej pozycji literackiej jest ważne i daje rodzaj postępu dla wielu osób. 

Patrząc troszkę na stronę warsztatową, książka została napisana przyjemnym językiem i w dodatku prostym, co pozwala niezależnie od wykształcenia przeczytać ją i wynieść z niej ważne informacje i rady. Podoba mi się też konstrukcja całości, ponieważ jest dokładnie podkreślone, że dane ćwiczenie jest dla dzieci w tym i w tym wieku oraz nad jakim rodzajem trudności się pracuje. W końcu nie zawsze jest to oczywiste. Nie każdy, w szczególności gdy brakuje mu doświadczenia, jest w stanie elastycznie żonglować zadaniami i je dostosowywać do wieku dziecka. Wiadomo, że takiej elastyczności ani rodzic, ani terapeuta czy nauczyciel nie uniknie, bo każde dziecko jest inne i ma swoje tempo rozwoju, jednak jakieś podpowiedzi zawsze pomogą. 

Mam wrażenie, że pozycja "Rozwój dziecka z autyzmem" jest o tyle dobra, że wielokrotnie otwiera oczy na oczywistości. Tak naprawdę często skupiamy się na jakiś zaawansowanych teoriach, pomysłach, gdy tymczasem umykają nam rzeczy proste, a tak samo ważne i potrzebne. Tym bardziej że przedstawione ćwiczenia, zabawy wydają się niesamowicie ciekawe nawet dla mnie, czyli dorosłego. W tej chwili już parę ćwiczeń zastosowałam i naprawdę w dużej mierze się sprawdziły i dały nam wiele radości. 

"Rozwój dziecka z autyzmem" to książka, która daje wiele od siebie – od ułatwień, po pomysł i świadomość, z czym mierzą się osoby ze spektrum autyzmu i jakiego rodzaju pomocy mogą potrzebować. Zarazem wybrzmiewa z niej różnorodność, o której wspominałam na początku. Cieszę się, że zdecydowałam się z nią zapoznać i bez wątpienia jeszcze nieraz i nie dwa skorzystam z niej. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Gdańskiemu Wydawnictwu Psychologicznemu

niedziela, 18 września 2022

Ja i moje ADHD. 60 ćwiczeń, które pomogą dziecku w samoregulacji, koncentracji i odnoszeniu sukcesów – Kelli Miller

 

Tytuł: Ja i moje ADHD. 60 ćwiczeń, które pomogą dziecku w samoregulacji, koncentracji i odnoszeniu sukcesów

Autor: Kelli Miller

Przekład: Agnieszka Cioch

Kategoria: Literatura naukowa, poradniki

Wydawnictwo: Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne

Liczba stron: 139

Ocena: 6/10





W naszej rzeczywistości istnieje wiele sztywnych schematów, przekonań i stereotypów. Zaczynając takimi ponurymi tonami, chciałabym zadać pytanie, skąd się one biorą. W końcu nikt nie lubi, gdy dotyczy to jego samego, ale każdy z nas w większym czy mniejszym stopniu z nich korzysta. Psychologia między innymi mówi, że są to uproszczenia myślenia, które mają nam pomóc sortować bodźce i dostatecznie szybko reagować. To jedno z wytłumaczeń. Osobiście myślę, że wiele rzeczy wynika też z braku zrozumienia, nieposiadania odpowiedniej wiedzy, a co za tym idzie strachu. Dlatego myślę, że pogłębianie wiedzy to fantastyczny sposób, by pewne rzeczy oswoić sobie i innym, ale też poszukać różnorodnych rozwiązań. 

Czemu dzisiaj o tym mówię? Ponieważ chciałabym Wam zaprezentować książkę na temat nadpobudliwości ruchowej, a raczej zeszyt ćwiczeń. ADHD jest pewnym sposobem funkcjonowania, który w swoim czasie wywoływał dość duże kontrowersje i mam wrażenie, że wiele z nich pozostaje do dzisiaj w dyskusji. Na pewno kojarzycie te konflikty: ADHD istnieje czy jest po prostu złym wychowaniem? Czuję w tej chwili troszkę zmęczenie tą dyskusją. Stanowczo wolę działać!

Jak pewnie część z Was już wie, w tym momencie już nie piszę do Was jako studentka, ale już oficjalnie psycholog. I w tej chwili moim obszarem psychologicznym jest pomoc dzieciom. Staram się, jak najlepiej umiem wykorzystać swoją wiedzę, ale właśnie też, jak przed chwilą wspomniałam, pogłębić ją. Z tego względu zdecydowałam zapoznać się z książką "Ja i moje ADHD" Kelli Miller. Moim zdaniem potrzeba na książkę, która tłumaczy wiele rzeczy, ale też daje konkretne pomysły na ćwiczenia, jest bardzo duża. Dzieci z diagnozą nadpobudliwości ruchowej funkcjonują w trochę odmienny sposób, co niesie ze sobą wiele możliwości, o których zazwyczaj się zapomina, ale niestety też trudności – zważywszy w szkole. Stąd potrzeba, by rodzice, opiekunowie, nauczyciele i psycholodzy mieli jak najlepsze wyobrażenia o działaniu dzieci (tu warto podkreślić, że ADHD dotyczy też dorosłych) i mogli pomóc im w trudnościach i docenić pozytywy. 

Jednak wchodząc troszkę w warsztat typowo literacki, chciałam podkreślić też, że autorka pisze przystępnym stylem. Bądźmy szczerzy – po co komu wartościowa, choć skomplikowana książka, która ma dotrzeć nie tylko do specjalistów, ale również laików i dzieci? Niezmiernie cieszę się, że autorka pamiętała o tym i przystosowała język, tak, by każdy z nas niezależnie od wykształcenia mógł ją zrozumieć. Z jednej strony to jest taki banał, co może w tym momencie źle brzmi, ale właśnie dzięki temu banałowi mam poczucie, że wiadomo o co chodzi i że same dzieci odnajdą się w lekturze tej pozycji literackiej. 

W "Ja i moje ADHD" znajdują się różne ćwiczenia oraz rady, które wydają mi się niesamowicie przydatne i ogólnie użyteczne. Tutaj mogę zapewnić, że już sama wykorzystałam część z treści w swojej pracy. Przedstawione ćwiczenia są czymś rozsądnym i mam tu na myśli, że są zrozumiałe, łatwe do wykonania, ale nie mam też wątpliwości, że pomagają i perfekcyjnie spełniają swoją funkcję. A tego właśnie trzeba! Widać, że całość jest przemyślaną koncepcją, która przekonuje i daje wyrazisty obraz samego ADHD i działań podjętych w celu eliminowania trudności, a podkreślania zalet. 

Sama książka ma oczywiście wiele zalet, ma też jakieś pojedyncze wady. Przede wszystkim jest pięknie wydana, ponieważ jest bardzo barwna i wyrazista, lecz ta jej barwność sprawia, że momentami miałam trudności ze skupieniem uwagi i mój wzrok padał na jedno ćwiczenie, by zaraz paść na kolejne, ponieważ wabiło swoim wyglądem. To jest rodzaj rozpraszacza. 

Podsumowując mój wywód, "Ja i moje ADHD" to książka, która pozostanie ze mną na dłużej, ponieważ tak jak pragnęłam, pogłębiła moją wiedzę, ale dała też parę ciekawych i efektywnych rad na pracę z dziećmi i rodzicami. Myślę, że to pozycja dla każdego, kto chce wiedzieć więcej albo w jakiś sposób jest powiązany z tą tematyką. 

Za możliwość zapoznania się z książką dziękuję Gdańskiemu Wydawnictwu Psychologicznemu

środa, 31 sierpnia 2022

Clifton 5 – Bob de Groot

 

Tytuł: Clifton

Autor: Bob de Groot

Przekład: Marek Puszczewicz

Cykl: Clifton

Tom: V

Kategoria: Komiks

Wydawnictwo: Egmont

Liczba stron: 176

Ocena: 6/10





Każdy z nas czasami chce się oderwać od męczącej codzienności. Można uwielbiać swoją pracę, rodzinę i ogólnie życie, ale zmęczenie może się czasami pojawić. Według mnie najlepszym sposobem, by poczuć się lepiej, jest śmiech, śmiech i jeszcze raz śmiech. Bo czy życie nie staje się radośniejsze, gdy śmiejemy się? Może to takie krótkotrwałe i naiwne rozwiązanie, ale przecież jest częścią właśnie naszego życia. Tak naprawdę jest częścią naszej codzienności. Co o tym sądzicie? 

Pułkownik, mimo że nie jest w czynnej służbie, nadal zachowuje swoje zdolności na jak najwyższym poziomie. W jego przypadku to niezmiernie istotne, gdyż prawie na każdym kroku spotyka go coś nietypowe, coś, co trzeba rozwiązać. A już na pewno te rzeczy spotykają go, gdy przeczyta gazetę i od razu pobiegnie gotowy rozwiązać każdą zagadkę, każde przestępstwo. Co tym razem gazety przyniosą pułkownikowi Cliftonowi? Kto poprosi go o pomoc? I co czeka jego nad wyraz cierpliwą gospodynię?

Kontynuuję moją przygodę z komiksami. Na razie nie mam jeszcze jakiś własnych preferencji, którymi kierowałabym się przy wyborze danej pozycji. Z tego względu strzelam swoimi wyborami, mając nadzieję, że trafię na coś godnego uwagi. Tym razem wypadło na piąty tom cyklu o pułkowniku Cliftonie. Choć gdy wybierałam, nie wiedziałam jeszcze, że to właśnie o nim. Bez żadnych nadmiernych oczekiwać przeczytałam komiks i... Było dobrze, tylko dobrze. 

Jak mam być szczera, to sam pomysł początkowo mnie nie zachwycił. Miałam wrażenie, że jest niezmiernie schematyczny i momentami za bardzo bazuje na stereotypach. W końcu ile razy już czytaliśmy o emerycie, który korzysta ze swoich dawnych umiejętności i tak naprawdę nadal jest aktywny zawodowo? W moim przypadku całkiem sporo. Jednak postać samego Cliftona jest na tyle oryginalna, że mimo upływającego czasu ma w sobie nadal coś przyciągającego, co w pewnym momencie mnie oczarowało. 

Tom piąty "Cliftona" składa się z czterech różnych historii, gdzie jedna mnie zachwyciła, dwie dały radość i jedna rozczarowała. To pozytywne podsumowanie całości. Fabularnie komiks po prostu cieszy czytelnika. Wielokrotnie śmieszy i przy tym poprawia humor. Wydaje się być idealny na koniec ciężkiego dnia. Tym bardziej że dosłownie każde zakończenie potrafi zaskoczyć i wyróżnia się otwartością umysłu, ciekawym połączeniem wątków i też czystą logiką. Zagadki kryminalne naprawdę dobrze wyszły autorowi, co z moich ust jest wielką pochwałą. Prawie zawsze krytykuję wątki kryminalne, ponieważ wydają mi się zbyt proste i oczywiste. 

Największą zaletą "Cliftona" według mnie są bohaterowie. Każdy z nich jest inny, każdy przerysowany, momentami wręcz karykaturalny i to wyszło fantastycznie. Karykatura w tym przypadku nie razi, ale odpowiada za dowcip i rozrywkę. Przy czym barwność bohaterów daje też wiele do przemyślenia. Może nie jest to w oczywisty sposób widoczne, ale tutaj wszystko ma swój własny sens, który zmusza do refleksji.

Co do ilustracji to mam mieszane odczucia, gdyż z jednej strony doceniam unikatową kreskę ilustratora. Cieszy ona oko. Ale z drugiej strony razi mnie dobór barw, choć też biorę pod uwagę, że nie jest to współczesne dzieło i w tym wydaniu zapewne zostało pod względem kolorystycznym oryginalne, a tak wspominając lata dziecięce, wydaje mi się to typowa kolorystyka komiksów, choć pamiętajcie, że nie jestem żadnym znawcą, tylko zwykłym czytelnikiem. Jednak ewidentną wadą jest przepych na obrazkach. Mam wrażenie, że mają za dużo elementów, co w moim przypadku sprawiało, że gubiłam fabułę. Choć jak się przyjrzałam to okazało się, że na drugim planie jest niesamowicie wiele zabawnych smaczków. 

"Clifton" mimo paru wad okazał się doskonałą rozrywką i też inteligentną. Być może fani tego komiksu ten zbiór postrzegają jako coś o wiele bardziej wartościowego niż ja – w sumie to przypadkowy czytelnik. Niemniej na pewno będę pozytywnie wspominać ten komiks i być może sięgnę po wcześniejsze tomy. 

Egzemplarz recenzencki Sztukater.pl

niedziela, 28 sierpnia 2022

Młot na czarownice. Pars Tertia. Malleus Maleficarum – Heinrich Kramer, Jacob Sprenger

 

Tytuł: Młot na czarownice. Pars Tertia. Malleus Maleficarum

Autor: Heinrich Kramer, Jacob Sprenger

Seria: Wierzenia i zwyczaje

Kategoria: Literatura historyczna

Wydawnictwo: Replika

Liczba stron: 283

Ocena: 7/10






Jak czasami popatrzy się w przeszłość, to można się przerazić. Przynajmniej ja potrafię. Jako ludzkość mamy wiele okrutnych zwyczajów, wiele zachowań niegodnych naszej rasy i wiele brutalności. I mówię o tej chwili, ale w przeszłości chyba byliśmy jeszcze gorsi. Wieczne wojny, choć jak dobrze wiemy, teraz nadal są i nadal przynoszą niesamowicie dużo cierpienia, mordowanie, brak jakiejkolwiek szerszej perspektywy, bawienie się poprzez znęcanie się nad innymi... To jest nasza prawdziwa historia, która zbyt otwarcie mówi o tym, kim jesteśmy. Przyznam, że nie chciałam tworzyć tak negatywnej wizji, a przynajmniej nie dzisiaj, lecz słowo się już rzekło i musimy pogadać o... Czarownicach.

Od jakiegoś czasu interesuję się różnego rodzaju wierzeniami, mitologią i starymi obyczajami. Nie jest to zainteresowanie, które przyniosło mi nie wiadomo ile rozbudowanej wiedzy, niemniej troszkę w tym temacie się orientuję i nadal z chęcią oddaję się różnorodnym lekturom tematycznym. Tym razem zdecydowałam się na "Młot na czarownice". Jak wrażenia po tej bardzo nietypowej lekturze? 

Niesamowicie podoba mi się pomysł, by przywrócić takie informacje do współczesnych czasów. W przeszłości popełniliśmy już błąd i ludzkość wraz z Kościołem zamordowała wiele niewinnych kobiet i mężczyzn (tak, mężczyzna też mógł być czarownicą, choć to zdarzało się bardzo rzadko). Co tak naprawdę zdecydowało, że byliśmy do tego zdolni? Jakie prawo nam na to pozwalało? I jak sprawdzano, kto jest domniemaną czarownicą? Myślę, że to wbrew pozorom niesamowicie ważna wiedza i też istotna, w szczególności dla pasjonatów i specjalistów, a ja po części zaliczam się do tej pierwszej grupy. 

Styl, którym jest napisany "Młot na czarownice", jest niesamowicie ciężki i żmudny. Na początku tłumacze wspominają trochę o tym, w jaki sposób książka była tłumaczona. W wielu aspektach jest dopasowana do współczesności, ale to też trudny zabieg – trzeba znaleźć złoty środek pomiędzy utrzymaniem oryginalnych treści, a przedstawieniem tego w zrozumiały sposób dla współczesnych czytelników. Czytanie tej pozycji literackiej wymaga olbrzymiego skupienia i tak naprawdę różne rozpraszacze nie pozwalają na jej czytanie. Trzeba mieć spokój i czysty umysł, by dobrze zrozumieć przedstawiane treści. 

Tutaj bezpośrednio co do samej treści to również jest wyjątkowo ciężka sprawa. Dla wspomnianych pasjonatów i specjalistów jest to niesamowicie ciekawa książka, która daje olbrzymie możliwości, by pogłębić swoją wiedzę. Niemniej dla osób, które są trochę zainteresowane, ale nie do końca albo trafiły na tę książkę przypadkowo, myślę, że to tekst nudny i nie do przejścia. To jest prawo z przeszłości, więc to trochę jakby czytać obecnie jakiś kodeks prawny. Dla niektórych niemożliwe do przeczytania, dla niektórych konieczne, a dla innych zapewne interesujące. Tak samo jest z "Młotem na czarownice". 

Dla mnie to była niezwykle ciekawa przygoda. Dowiedziałam się z niej naprawdę wiele, a i wyciągnęłam parę własnych wniosków. Choćby dlatego warto było przedrzeć się przez trudniejsze i bardziej skomplikowane treści. A zapewniam Was, że dokładność właśnie tych treści robi olbrzymie wrażenie, wiele tłumaczy, ale bez wątpienia też przeraża. Bo w końcu jakby nie patrzeć, to czytamy o torturowaniu i mordowaniu ludzi. Teraz już wiemy, że ludzi niewinnych, a na pewno niewinnych zarzucanych zbrodni. 

Cieszę się, że zdecydowałam się na zapoznanie z tym tomem z serii "Wierzenia i zwyczaje". Na pewno będę zapoznawać się jeszcze z innymi książkami o podobnej tematyce. Wiem, czego się spodziewać i co mnie do nich ciągnie, więc też jestem gotowa przetrwać trudniejsze momenty, czy archaiczny styl. Jeśli macie podobne zainteresowania jak ja, gorąco Was zachęcam do zapoznania się z "Młotem na czarownice". 

Egzemplarz recenzencki Sztukater.pl

niedziela, 21 sierpnia 2022

Kot rabina. Wracajcie do siebie! – Joann Sfar

 

Tytuł: Kot rabina. Wracajcie do siebie!

Autor: Joann Sfar

Cykl: Kot rabina 

Tom: X

Kategoria: Komiks

Wydawnictwo: Timof i cisi wspólnicy

Liczba stron: 92 

Ocena: 7/10 






Czy zastanawialiście się, czemu ten świat funkcjonuje tak jak funkcjonuje? Zdaję sobie sprawę, że to trochę przewrotne pytanie, na które bez wątpienia trudno znaleźć odpowiedź. W końcu nasz ludzki świat najpierw był podyktowany prawami natury, później już my przez tysiące lat próbowaliśmy poddać go własnym zasadom. Konkluzja z tego jest taka, że sami stworzyliśmy współczesny świat. Jednak określenie "my" bardziej mówi o naszych przodkach lub żyjących ludziach, ale jakiś, niedosłownie "nas". Tym bardziej że część z nas jest bardzo zadowolona z funkcjonowania obecnego świata, druga część z nas niekoniecznie. W tym momencie dochodzimy do absurdu. 

Grupa Żydów opowiada o swoich przygodach, które miały miejsce na Bliski Wchodzie. Zaczyna rabin rabina, później Zlabia, później jej ojciec rabin, a w tym wszystkim jest kot. Kot, który mówi i kot, który doskonale rozumie otaczający go świat. Razem przedstawiają wizję rzeczywistości, gdzie większość wydarzeń, systemów nie funkcjonuje tak, jak powinno i traci sens – staje się właśnie absurdem. Jednak w tym wszystkim da się zobaczyć też coś więcej. Czy im się to uda?

Z każdym nowo przeczytanym przeze mnie komiksem zaczynam coraz bardziej doceniać tę formę. Za pomocą ilustracji i odpowiednio dobranych słów da się stworzyć historię pełną przygód, historię wartościową i poruszająca. Czego chcieć więcej? Dowodem na to jest choćby komiks "Kot rabin. Wracajcie do siebie!". I tak, liczba dziesięć powinna mi zasugerować, że to dziesiąty tom, ale tego nie zrobiła. Niemniej uważam, że to nie ma większego znaczenia w tym przypadku, ponieważ bez większych problemów odnalazłam się w historii i nie odczuwałam braków wiedzy z poprzednich tomów. No ale jak mi się ten podobał?

Początkowo nie byłam do końca przekonana do pomysłu, ale na pewno w dużej mierze zaintrygowana. Czym dalej czytałam, tym bardziej doceniałam jego unikatowość i olbrzymie możliwości. Te możliwości są widoczne dla czytelnika, jednak przede wszystkim można je zauważyć, ponieważ autor w sposób szeroki i przemyślany korzysta z nich. 

Jak łatwo się domyślić w pewnym sensie komiks tematycznie porusza historię Żydów, jednakże takie stwierdzenie byłoby zbytnim uproszczeniem. Jest to dialog dotyczący wszelkiej wiary – religijnej, ale też w ogólnym pojęciu. Spostrzegawczość oraz wnikliwe przemyślenie wniosków przez autora sprawiają, że ta tematyka nabiera innego sensu. Jako czytelnik zaczęłam zadawać sobie pytania, do czego tak naprawdę jest na potrzebna wiara, jak z niej korzystamy i jakie są tego konsekwencje. To tylko kilka najważniejszych pytań z całej gamy innych. Choć przyznam, że mam poczucie, że "Kot rabina" jest na tyle rozbudowany i miejscami nieoczywisty, że niektóre wątki mi umknęły lub postrzegałam je w odmienny sposób niż mógłby przypuszczać scenarzysta. 

Cała fabuła opiera się tak naprawdę na różnych historiach, choć najważniejsze są te trzy, o których wspomniałam we wstępie. Sama w sobie jest fascynujące, jak ludzie o innych doświadczeniach, pochodzących też z innych pokoleń postrzegają świat. I wbrew dość poważnej tematyce miałam niekiedy wrażenie, że to wspaniały film akcji, który wciąga, daje olbrzymie pokłady rozrywki, ale też stara się przemycić, jak najwięcej wartościowych treści. Tylko tutaj pod względem fabularnym tak samo jak tematycznym zgubiłam się w niektórych wątkach. 

Ilustracje wyróżniają się raczej niespotykaną kreską, co niezmiernie cenię. Lubię, gdy ilustrator ma swój własny styl. Tym bardziej że pod względem gamy kolorystycznej też są na swój sposób unikatowe. Dominuje kolorystyka ciepła, najczęściej w ujęciu sepii. Razem tworzy to niesamowitą atmosferę opowieści i pozwala czytelnikowi przenieść się do tego świata. Choć momentami ilustracje traciły trochę na przejrzystości. 

"Kot rabina. Wracajcie do siebie!" jest wielowymiarową historią ujmującą tematykę judaizmu i łączącego się z nim rasizmu. Kto jak kto, ale ludzie z pochodzeniem żydowskim zawsze mają trudną drogę za sobą i niestety prawdopodobnie przed sobą. Ten komiks to uświadamia i daje szanse na pewno zmiany. Choćby z tego powodu warto się z nim zapoznać. 

Egzemplarz recenzencki Sztukater.pl

niedziela, 7 sierpnia 2022

Klątwiarze: Biały kot. Czerwona rękawiczka. Czarne serce – Holly Black

 

Tytuł: Klątwiarze: Biały kot. Czerwona rękawiczka. Czarne serce

Autor: Holly Black

Przekład: Stanisław Kroszczyński, Zuzanna Byczek 

Cykl: Klątwiarze

Tom: I - III

Kategoria: Fantastyka

Wydawnictwo: Jaguar

Liczba stron: 768

Ocena: 9/10




Świat się rządzi swoimi prawami. Nie w każdym przypadku jesteśmy w stanie im zaprzeczyć. Czasami żyjemy po prostu bezrefleksyjnie, ponieważ mamy wiele obowiązków, wiele pragnień i wiele myśli, które nie zostają przez nas samych przerobione. Przez to idziemy w określonym przez kogoś innego kierunku i nawet nie zauważamy, że kierunek ten nie jest tak naprawdę naszym kierunkiem. Dopiero przełomowe wydarzenie jest w stanie sprawić, że zaczynami inaczej postrzegać świat i zaczynamy też negować niektóre zasady. Czy służą one na pewno sprawiedliwości? Czy ułatwiają życie? 

Takim światem może być świat Cassela Sharpe. Świat, gdzie każdy nosi rękawiczki, ponieważ każdy może okazać się klątwiarzem, czyli osobą, która za pomocą dotyku dłoni, jest w stanie rzucić na drugą osobę klątwę. Mogą być one najróżniejsze – te tradycyjne złe, ale też te, które dają szczęście. W szczególności te drugie wydają się być kuszące, lecz kto tak naprawdę chciałby żyć w ułudzie. Natomiast te złe przerażają, bo mogą być przyczyną śmierci albo nawet czegoś gorszego niż śmierci. Cassel w swojej rodzinie jest wyjątkiem, ponieważ jako jedyny nie przejawia żadnych umiejętności klątwiarskich. Jest to dla niego trudne doświadczenie, gdyż musi udowodnić w inny sposób, że jest coś wart. Jak to zrobi? Dlaczego on jedyny w rodzinie nie posiada tych zdolności? I jakie tajemnice ma na swoim koncie? W przypadku Cassela pytań jest o wiele więcej niż można spodziewać się odpowiedzi. 

Zdecydowałam się przeczytać "Klątwiarzy", ponieważ zawsze ciekawi mnie twórczość Holly Black i gdy mam na myśli ciekawi, to chodzi mi o różnorodność jej dzieł. Dotychczas miałam okazję przeczytać parę jej powieści i za każdym razem miałam wrażenie, że są skrajnie od siebie różne. Jedne wyjątkowo przypadły mi do gustu, inne w ogóle. "Klatwiarze" mnie zszokowali, gdyż ponownie okazali się odmienni od innych książek pisarki, a wydawało mi się to na tym etapie już niemożliwe. Tymczasem ponownie zostałam zaskoczona i zarazem odkryłam powieść, do której niezwykle się przywiązałam i bez wątpienia uznałam ją za najlepszą w dorobku Holly Black. Dlaczego?

Przede wszystkim dużą rolę odegrał tutaj sam pomysł. Początkowo wydawał mi się dość dziwny i nie potrafiłam się w nim odnaleźć, ale czym dalej czytałam, tym bardziej zaczynałam rozumieć koncepcję i też ją doceniać. Świat, który wykreowała pisarka, okazał się prawie identyczny jak nasza rzeczywistość, ale zarazem różnił się wieloma aspektami, które początkowo odbierałam jako subtelne, by później zrozumieć, jak dużą mają wagę w tej opowieści. A Holly Black nie bała się też niestandardowych rozwiązań, co w kontekście całości było doskonałym wyborem, ale też ukazaniem odwagi i pewności siebie autorki. 

"Klątwwiarze" zachwycają dopracowanym stylem, tak różnym od tego, co znam. Czyta się ich doskonale, ponieważ dają przyjemność, a też są pewnego rodzaju wyzwaniem pod względem stylistycznym. Dopracowanie zgrabnie miesza się ze współczesnością i dokładnością opisową. Dzięki temu czytając, cały czas czułam naturalność. Opisy przeżyć wewnętrznych sprawiły, że litery na stronie stawały się czymś rzeczywistym i dobrze zrozumiałym przeze mnie. To już nie była tylko książka, ale ludzie, którzy mogliby istnieć w naszym świecie i zachowywać się podobnie. 

Fabularnie książka niesamowicie wciąga. Już pierwsza część, która w tym wydaniu jest odpowiednikiem pierwszego tomu, całkowicie przekonała mnie do siebie. Chciałam towarzyszyć Casselowi w jego działaniach i chciałam, by jego życie potoczyło się według jego pragnień. Pojawiła się tajemnica za tajemnicą, nawarstwiając się na siebie, by później czytelnik dostał szansę samemu połączyć niektóre sprawy... Jednak na końcu i tak zostałam całkowicie zaskoczona. Wielu wydarzeń się nie domyśliłam i nie byłam w stanie zauważyć wszystkich powiązań. Każde z nich, gdy już się je poznało, było logiczne, ale zarazem niespodziewane. 

Oczywiście też tradycyjnie chcę podkreślić, że fantastyka, tak jak większość gatunków, ma również istotną tematykę. W tym przypadku jest to załamanie granic dobra i zła. Ukazanie czytelnikowi, jak ta granica jest niejednoznaczna i zależna od najróżniejszych kontekstów. Wbrew pozorom nie zawsze my dokonujemy wyboru. Niekiedy sytuacje dyktują nam własne zasady i zostajemy poddani konieczności podejmowania decyzji należących do kategorii mniejszego zła. Taką sytuacją mogą być podziały społeczne, które od pierwszego oddechu są w stanie dyktować naszym życiem. Czy naprawdę takiego świata chcemy? 

Co do bohaterów to wyróżniają się niesamowitym dopracowaniem i wielowymiarowością. Są to postacie, które można spotkać w prawdziwym życiu. Dlatego niezwykle łatwo utożsamić się z nimi. Zrozumieć ich i ich wybory. Niekoniecznie pochwalać, ale być w stanie wyobrazić sobie, jak się czuli i co doprowadziło ich do tego, kim w tej chwili są i kim staną się w przyszłości. Jest to doskonale widoczne na samym Casselu. Jego postać została dograna w każdym najmniejszym szczególe. Długo nie wiedziałam, co o nim myśleć, ale z czasem dostrzegałam, jak bardzo jego osobowość jest skomplikowana i zarazem fascynująca. 

Niesamowicie cieszę się, że zdecydowałam się zapoznać z "Klątwiarzami". Samą książkę czytałam ponad miesiąc, co wynikało z nawału obowiązków. Ten czas sprawił, że stała się ona w mojej głowie czymś więcej niż po prostu dobrą książką. Przywiązałam się do niej i do dzisiaj czuję rodzaj monotonii i też sentymentu. Jeśli lubicie nieschematyczne rozwiązania i motyw dobra-zła, myślę, że to będzie dla Was doskonała lektura. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Jaguar