Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sensacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sensacja. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 22 sierpnia 2021

Meksykańska hekatomba – Wojciech Kulawski

 

Tytuł: Meksykańska hekatomba

Autor: Wojciech Kulawski

Kategoria: Sensacja

Wydawnictwo: Wydawnictwo CM

Liczba stron: 322

Ocena: 7/10 








Każdy, kto interesuje się postępem i nauką, bez wątpienia zdaje sobie sprawę, że codziennie sztab najróżniejszych naukowców pracuje nad pogłębianiem dotychczas zdobytej wiedzy, poszukiwaniem nowych rozwiązań i odkrywaniem pozornie niemożliwego. Nieczęsto udaje się stworzyć coś, co będzie miało wpływ na cały świat. Choć to stwierdzenie również może być pozorne. Jestem zwolenniczką małych kroków, a małe kroczki jako ludzkość robimy codziennie. Lecz dzisiaj chciałabym spojrzeć na tę mroczniejszą stronę nauki – tę, która zahacza już o teorie spiskowe. Jako szary człowiek nie mam pojęcia, nad czym właśnie pracują najwybitniejsi w swoich dziedzinach naukowcy. Zadaję sobie pytania: do czego dążą, kiedy się o tym dowiemy, jak duży będzie miało to wpływ na ludzkość, naszą planetę i całą przyszłość. Muszę pozostać w sferze domysłów, lecz właśnie ta sfera domysłów ma w sobie wyjątkowe piękno. 

Tim zdecydował się wyruszyć do Meksyku wraz ze swoim przyjacielem Dario. To miały być wakacje, które pozwolą odpocząć archeologowi i przez małe nieporozumienie dadzą szansę Laurze – narzeczonej Tima – przemyśleć parę spraw dotyczących ich związku. Ani Tim, ani Laura nie spodziewali się, że dojdzie do tragedii. Otóż Tim miał takiego pecha, że zamieszkał w hotelu, który jest położony w miejscu, gdzie dwadzieścia pięć lat temu upadł meteoryt. Jaki w tym pech? W to miejscu upadł jeszcze jeden meteoryt, tym razem w czasie pobytu Tima w hotelu. Jak Tim poradzi sobie w otchłaniach zawalonego hotelu? Kto przeżyje i jaki to będzie miało wpływ na dalsze losy bohatera? 

Gdy dowiedziałam się, że Wojciech Kulawski pracuje nad kolejną książką, bardzo się ucieszyłam. Dotychczas miałam przyjemność zapoznać się z dwoma jego dziełami – "Syryjską legendą" i "Poza granicą szaleństwa". Obie powieści wspominam naprawdę dobrze. Jest to dla mnie ten typ literatury, który pozwala mi się oderwać od zazwyczaj czytanych gatunków, daje olbrzymią rozrywkę, a między nią czas na różnorodne refleksje. Tak też było i w przypadku "Meksykańskiej hekatomby". Od początku pomysł na fabułę wydawał mi się niesamowicie intrygujący. Podczas czytania miałam wrażenie, że niekiedy wchodził w absurd, ale zamiast zachwiać to spójność, jeszcze bardziej czułam się zafascynowana i gotowa poznawać dalsze losy bohaterów. 

Teraz kiedy mogę stwierdzić, że już trochę znam twórczość pisarza, z olbrzymią radością przyznaję, że jego styl pisarski wyróżnia się unikatowością. Czytając "Meksykańską hekatombę", miałam wrażenie, że powrócił stary, dobry przyjaciel, a ja nie zaczynam nowej historii, tylko kontynuuję naszą dalszą przygodę. I po części jest tak, ale o tym za chwilkę. Język ma w sobie przyjemność i łatwość odbioru, co w sposób obrazowy i mocno panoramiczny ukazuje całą fabułę. Choć niekiedy gubiłam się w imionach bohaterów, co potrafiło mi utrudnić zrozumienie. 

Fabuła jest siecią niezmiernie ciekawych połączeń, dzięki czemu momentalnie wciągnęłam się, tworzyłam swoje własne scenariusze i z fascynacją czekałam na ich potwierdzenie lub właśnie całkowite zaskoczenie. Oba przypadki się zdarzały i oba dawały mi taką samą radość z czytania. Choć trzeba przyznać, że w powieści dzieje się naprawdę dużo, więc wielokrotnie akcja przyśpiesza i niekiedy okazywała się dla mnie zbyt szybka i traciłam wątek. Choć w tym przypadku też warto pamiętać, że jestem czytelnikiem, który poświęca godziny na nużące i długie opisy, więc na pewno postrzegam to inaczej niż weterani gatunku. Tak jak na początku wspomniałam, to jest dla mnie naprawdę sama przyjemność oderwać się od znanego i dać się ponieść tak szybkiej historii, która jest pełna intryg, początkowo niezauważalnych połączeń i przede wszystkim akcji. Tym bardziej że Wojciech Kulawski już udowodnił mi, że jest gotowy na nietypowe rozwiązania i nie boi się trudnych zabiegów fabularnych. Ta powieść po raz kolejny to potwierdziła. 

I w tym momencie muszę się przyznać do mojego gapiostwa. W pierwszej chwili nie zdałam sobie sprawy, że przedstawieni bohaterowie są już mi bardzo dobrze znani z "Syryjskiej legendy". Gdy uświadomiłam to sobie, od razu zaczęłam ich postrzegać z większą sympatią. Bardzo cenię postać Tima, ponieważ jest niejednoznaczny pod wieloma względami i niekoniecznie umiem uchwycić jego cechy charakteru. Jest dla mnie czytelniczym wyzwaniem. 

W "Meksykańskiej hekatombie" poruszane są też istotne w moim mniemaniu tematy dotyczące nauki. Jako czytelnicy możemy obserwować, jak działa tajna baza naukowa i przede wszystkim czemu jest tajna. Ten wątek niezmiernie przypadł mi do gustu i naprawdę dał początek wielu wartościowym przemyśleniom. Pisarz daje powody, by zastanowić się, jak wielką rolę odgrywa w naszym świecie nauka i do czego jako ludzkość dążymy. Ile możemy poświęcić w imię rozwoju? Czym jest wyższe dobro? I czy na pewno nim jest... Tutaj myślę, że nie ma żadnej jednoznacznej odpowiedzi. Każdy podług swojej moralności i granic, które stawia, musi odpowiedzieć sobie sam. 

"Meksykańska hekatomba" to powieść pełna akcji, zaskakujących zwrotów oraz możliwości do przemyśleń. W fantastyczny sposób łączy rozrywkę z czytania oraz porusza tematy ważne, pełne moralnych rozterek i pytań. Bardzo szanuję tego typu literaturę, ponieważ jej wartość jest podwójna i odnajdą się w niej czytelnicy o różnorodnych czytelniczych poglądach. 

Za możliwość zapoznania się z tą niezmiernie intrygującą powieścią dziękuję bardzo Autorowi

wtorek, 16 lutego 2021

Weryfikacja – Kafir, Łukasz Maziewski

 

Tytuł: Weryfikacja

Autorzy: Kafir, Łukasz Maziewski

Kategoria: Sensacja

Wydawnictwo: Bellona

Ocena: 6/10









Niekiedy zapominam, że nasz świat jest tak bardzo złożony, że jest tak dużo ludzi i że o większości zdarzeń z danej chwili nigdy się nie dowiem. Jeśli zastanowimy się, co na całej planecie dzieje się w tej chwili, jest to dla nas tak niewyobrażalne. Prawie wszystko z codziennych czynności, o których pomyślimy, na pewno teraz się dzieje. Na spokojnie możemy też zaryzykować mocniejsze stwierdzenia – w tej chwili prawdopodobnie ktoś umiera i ktoś się rodzi. Czy nie jest to niesamowite? Pomyślcie, ile nam umyka, o ilu sprawach, nawet tych z najbliższego otoczenia, nie wiemy... 

Zmiany prędzej, czy później muszą nadejść. Jest to nieuniknione i w rzeczywistości Sztylca właśnie do tego dochodzi. Po wszystkich udanych i nieudanych akcjach musi spojrzeć na nowy świat, gdzie jego stanowisko i przede wszystkim umiejętności nie są tak cenione, jak powinny być. Siedzi w gnieździe żmij i patrzy, jak polityką i służbami specjalnymi rządzą pieniądze i koneksje. Uczciwość i solidna praca już się nie liczą, ale czy w ogóle kiedykolwiek się liczyły? W tym samym czasie Czarny przebywa w Gruzji i próbuje się zaaklimatyzować. Czy uda mu się? Co czeka Sztylca? Czy jest jeszcze jakaś przyszłość? 

Zdecydowałam się przeczytać "Weryfikację", ponieważ miałam ochotę na chwilę zmienić moje standardowo czytane gatunki. Nie jestem fanką literatury sensacyjnej, ale mimo to czasami lubię odmianę. Od początku zdawałam sobie sprawę, że ta powieść prawdopodobnie nie spełni moich oczekiwań, ale też starałam się pamiętać, że to ma być rozrywka. 

Styl, którym piszą autorzy, jest przyjemny w odbiorze. Nie ma skomplikowanych figur stylistycznych, nie zaskakuje niczym negatywnym, ale też nie wyróżnia się niczym pozytywnym. Pojawiało się wiele opisów, co pozwalało lepiej zrozumieć daną sytuację, czy jakiś ciąg wydarzeń. Jednak były też momenty, gdy opisy okazywały się zbyt niezrozumiałe, jak na takiego laika jak ja. Tym bardziej że historia toczy się na dwóch głównych liniach fabularnych. Raz patrzymy na świat poprzez życie Sztylca, innym razem poprzez wydarzenia związane z Czarnym. Wyszło to naprawdę profesjonalnie, a nie jest to łatwy zabieg literacki. 

Przy fabule zaczynają się już schodki, ponieważ jest nierównomierna w odbiorze. Były rozdziały, gdzie akcja była zwarta, szybka i dawała czytelnikowi zastrzyk motywacji, by nie odkładać książki i brnąć dalej i głębiej. Lecz niekiedy uspokajała się do tego stopnia, że dominowała monotonność, a w rezultacie nuda. Łączyło się to nieprzyjemnie z pewnymi lukami fabularnymi. Razem doprowadzało mnie to do frustracji, gdyż ani nie rozumiałam, co się dzieje, ani mnie to nie ciekawiło. Choć warto podkreślić, że jest to druga powieść autorów w tym świecie i może gdybym ją znała, orientowałabym się lepiej w wydarzeniach. 

"Weryfikacja" to przede wszystkim literatura akcji, więc nie ma w niej dużo refleksyjnych momentów. Jednak w żadnym razie nie oznacza to, że one w ogóle się nie pojawiają. Z mojej perspektywy jako czytelnicy możemy obserwować dwa poważniejsze wątki. Jednym z nich jest wizja człowieka samotnego i przeciążonego zmianami, które niosą ze sobą zbyt wiele złego, by móc je po prostu zaakceptować. Od początku poznajemy Sztylca jako człowieka zmęczonego tym wszystkim i mającego wrażenie bezsensowności działań. Mimo to stara się walczyć. Drugim wątkiem, choć bardzo krótkim, jest zwrócenie uwagi na molestowanie kobiet w wojsku. Czasami zapomina się, że kobiety też pracują w armii na różnych stanowiskach i ze względu na bycie mniejszością (i po prostu kobietą) nie zawsze mają prawo głosu i obrony. Niezmiernie cieszę się, że w "Weryfikacji" wybrzmiał ten problem. Kiedyś czytałam wywiady z kobietami, które walczyły w wojsku o sprawiedliwość. To poruszające świadectwo, że problem istnieje i należy wreszcie go dostrzec. 

Warto zwrócić też uwagę na kreację bohaterów. Tak jak w przypadku fabuły, ona również była nierównomierna. Autorzy skupiają się przede wszystkim na Radosławie Sztylcu, co wychodzi im bardzo dobrze, ale trudno też nie odczuć braków w innych postaciach. Radek jest ukazany jako bohater o wielowymiarowej osobowości. Dało się zauważyć, jak reaguje w chwilach rozpaczy, ale też radości. Polubiłam go i cenię jego osobę za lojalność i wytrwałość. Natomiast o Czarnym mało się dowiedziałam i trochę tego żałuję, ale zakładam, że być może we wcześniejszej książce pisarzy jest o nim coś więcej. 

"Weryfikacja" nie jest powieścią bez wad, ale można przy niej dobrze się bawić. Pomijając momenty znudzenia, był to dobrze spędzony czas. Jeśli lubicie książki z tego gatunku, to wydaje mi się, że ta może Wam przypaść do gustu. 

Książkę otrzymałam z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl


środa, 25 listopada 2020

Syryjska legenda – Wojciech Kulawski

 


Tytuł: Syryjska legenda

Autor: Wojciech Kulawski

Kategoria: Sensacja

Wydawnictwo: Wydawnictwo CM

Ocena: 7/10








Wojna niosła ze sobą falę śmierci, cierpienia, zniszczenia i dehumanizacji. To był moment, gdy ginęli masowo niewinni ludzie i gdy całe kultury upadały. Wraz z kulturami odchodziła też bardziej estetyczny część naszego istnienia. Płonęły książki, niszczono zabytki, kradziono dzieła sztuki... To była również zagłada dla całokształtu sztuki. Po latach coraz więcej osób chciało odnaleźć to, co zaginione i zapomniane. Naziści wywieźli z Europy całe dorobki kultury. Ile ich odnaleziono? Ile odzyskano? A ile na zawsze zostanie ukrytych? Nigdy nie interesowałam się tą tematyką na tyle mocno, by znać dokładne statystyki. Jednak jednego jestem pewna – niezależnie od strony konfliktu, zbyt wiele straciliśmy. 

Mark dostaje od swojego umierającego przyjaciela wskazówki, które mają go doprowadzić do starych stronic. Wedle ustaleń znajdują się na nich kolejne podpowiedzi, ale tym razem prowadzące do zrabowanych przez hitlerowców dzieł sztuki. To niezwykła okazja, by światło dzienne ujrzały ponownie arcydzieła mistrzów. Tak swój początek rozpoczyna wyprawa archeologów, którzy z całą swoją wiarą i wytrwałością zamierzają odnaleźć je, nie zważając na żadne niebezpieczeństwa. Czy uda im się to? Co niesie ze sobą Syria? Kim tak naprawdę jest Mark i czy chodzi tylko o zaginione obrazy? Pytań tak wiele, a odpowiedzi z każdym dniem coraz mniej. 

Jest to moje drugie spotkanie z twórczością autora. Pierwsze okazało się niesamowicie przyjemne i pełne fascynacji. Z tego właśnie względu miałam dość duże oczekiwania co do najnowszej książki Wojciecha Kulawskiego – "Syryjskiej legendy". Sam opis wskazuje, że tym razem nie będzie to kryminał, ale powieść pełna akcji, zagadek i pościgu za zaginionym. Rzadko czytam tego typu opowieści, jednak w żadnym razie nie oznacza to, że ich nie lubią. Po prostu sprawiają mi większą przyjemność co jakiś czas, a nie notorycznie. Czy ta książka spełniła moje oczekiwania? Jak myślicie? 

Podoba mi się pomysł, który pozornie nie wydaje się jakoś bardzo oryginalny. Zafascynowanie takimi historiami już dawno osiągnęło swój szczyt. Lecz czym dalej w powieść, tym bardziej okazuje się, że to motyw wydaje się dość konwencjonalny, ale przy płynnych zabiegach i pomysłowości pisarza nabiera nowego znaczenia, by zaskoczyć czytelnika niesztampowością. 

Tak samo mogę Was zapewnić, że styl autora od samego początku pozwala wciągnąć się w fabułę i prowadzi nas poprzez zawiłe intrygi i zagadki. Przede wszystkim jest dopracowany i bardzo plastyczny, co daje wraz z lekkością pióra ciekawe i swobodne połączenie. To wszystko w otoczce pewnego rodzaju unikatowości i tak dochodzimy do mojego olbrzymiego szacunku i wskoczenia do listy moich ulubionych stylów pisarzy. 

Jednak w "Syryjskiej legendzie" liczy się fabuła – zaskakująca i pełna akcji. Muszę z sercem na ręku przyznać, że zostałam bardzo pozytywnie zaskoczona, co jest nie lada osiągnięciem, patrząc, że od samego początku miałam dobre nastawienie. Jest to powieść dla czytelników, którzy uwielbiają akcję rozwijającą się. Historia rozpoczyna się intrygująco, ale z każdym nowym wydarzeniem nabiera tempa, by ostatecznie okazało się ono zawrotne. Osobiście w pewnym momencie ten pośpiech nie do końca mi odpowiadał, ale zarazem to właśnie on sprawił, że z taką pasją przeczytałam powieść. Pisarz ukazuje nam spójną zagadkę, która inspiruje i pozwala na poszukiwanie rozwiązań. Mocno zbudowana sieć intryg i rozbudowanych wątków prowadzi przez wszelkie zwirowania. W żadnym momencie nie jest ograniczona do jednej tematyki, ale zapewnia czytelnikowi wielowymiarowość. 

Tematyka również wyróżnia się na tle znanych mi książek, ponieważ w sposób logiczny i bezpretensjonalny łączy lekki i emocjonujący wątek poszukiwania dzieł sztuki przez archeologów. Ale ma odwagę, by zejść na poziom mroczny i przerażający. Pokazać oblicze najgorszych ludzkich koszmarów i przypomnieć, że nasze bezpieczeństwo w żaden sposób nie oznacza bezpieczeństwa innych i nigdy do końca nie jest to stały stan. Czasami za złe decyzje, naiwność czy zwykły przypadek można zapłacić karę najwyższą. 

Jeśli miałabym znaleźć jakąś wadę, to stanowczo miałam problem z bohaterami. Dla jasności – bardzo ich polubiłam, w szczególności Tima. Lecz był potencjał, żeby ich historie były jeszcze bardziej rozbudowane, a oni sami lepiej dopracowani. Mój ukochany Tim był ukochany, bo był uroczy i lojalny. Ale chciałabym się dowiedzieć o nim jeszcze czegoś. Za to przypadła mi do gustu kreacja Marka, którego wprost nienawidziłam. Pisarz ukazał jego prawdziwy charakter, ale potrafił też ubrać go w maski. 

Niezmiernie się cieszę, że przeczytałam "Syryjską legendę". To była miła odmiana od moich tradycyjnych lektur. Niosła ze sobą tak potrzebną mi w obecnych czasach rozrywkę, ale nie pozwalała na puste oddanie się historii. W niej było coś o wiele więcej, lecz to musi odkryć sam czytelnik. Jeżeli tylko fascynują Was takie tematy, zapewniam, że będziecie bawić się przednio. 

Za możliwość przeżycia niesamowitej przygody bardzo dziękuję Autorowi książki – Wojciechowi Kulawskiemu


niedziela, 20 września 2020

Kwestia ceny – Zygmunt Miłoszewski

 


Tytuł: Kwestia ceny

Autor: Zygmunt Miłoszewski

Cykl: Zofia Lorentz

Tom: II

Kategoria: Sensacja

Wydawnictwo: W.A.B

Ocena: 6/10






Coraz częściej wśród naukowców oraz w mediach słychać o zagrożeniu klimatycznym. Jest to problem, który zwiastuje zagładę ludzkości i być może nawet całej planety. Wiele osób bierze to do siebie i stara się zmienić swoje zwyczaje i uświadamiać innych ludzi, że to realne zagrożenie i że nasze przyszłość może skończyć się jeszcze w tym stuleciu. Inne osoby nie wierzą w słowa naukowców i ekologów, widząc za tym wyłącznie motywacje finansowe i manipulacyjne. A to jest tylko jeden z problemów naszego gatunku. Są też brutalne wojny, które razem z postępem technologii niosą widmo wojny atomowej, która kończy wszystko. Nie można też zapomnieć o raku, depresji... Problemy się mnożą, aż ciężko stwierdzić, jaką część swojej uwagi i działań poświęcić danym tragediom. A jeśli znajdzie się rozwiązanie przynajmniej na część z nich? Czy warto ponieść olbrzymie koszty na rzecz naszej przyszłości? Czy kilka osób ma prawo decydować za całą ludzkość? 

Zofia Lorentz zmaga się ze swoim prywatnym końcem świata. Codziennie walczy, ale na horyzoncie ma przed sobą tylko ciemne chmury. Jej mąż z dnia na dzień traci coraz więcej wspomnień. Pamięta, kim jest, pamięta, że ma żonę i córkę, pamięta bardzo dużo, ale są to tylko sytuacje, które nie wywoływały w nim emocji. Dla Karola to nie jest problem – on nie pamięta. Zofia jest już w innej sytuacji. To ona widzi, jak ich miłość oparta na szalonych przygodach i chwilach ciepła domowego codziennie umiera. Dlatego łatwo ulega pokusie, by choć na chwilę wyrwać się z tego osobistego koszmaru i wysłać męża do prywatnej kliniki w Pirenejach, gdy tymczasem ona będzie poszukiwać zagubionego zbioru dzieł historycznych. Ale czy Zofia na pewno tego poszukuje? Czy to możliwe, że jej pracodawca jest w stanie poświęcać tak wiele pieniędzy, by znaleźć tylko kolekcję swojego przodka? 

Zygmunt Miłoszewski na przestrzeni lat zdobył wśród polskich czytelników rzeszę fanów. Zwrócił na siebie uwagę serią kryminalną, by przejść przez komedię i sensację. Dotychczas nie miałam okazji zapoznać się z żadną z jego książek, dlatego wykorzystałam moment, by przeczytać jego najnowszą powieść – "Kwestię ceny". Pewnie część z Was zdziwi się, dlaczego zaczęłam akurat od tej pozycji. W końcu to nie pierwsza książka o Zofii Lorentz. Podejmując decyzję, nie miałam o tym pojęcia. Jednak drugi tom nie jest w stanie mnie zniechęcić, a tym bardziej zepsuć zabawy. I tak o to rozpoczęłam swoją przygodę z Zygmuntem Miłoszewskim. Czy to dobry początek? Nie, bardzo rozczarowujący. 

Mimo to chciałabym rozpocząć od pozytywów, których "Kwestia ceny" posiada naprawdę wiele. Przede wszystkim jestem pod olbrzymim wrażeniem języka, którym posługuje się pisarz. Jego styl jest bardzo rozbudowany. To połączenie dokładności i dopracowania z niesamowitą lekkością pióra oraz płynnością fabuły. Mało który autor potrafi osiągnąć tak niezwykłe i tak szanowane przeze mnie połączenie. To kwintesencja poprawności językowej oraz finezji stylistyki. Dodatkowo liczne nawiązania do popkultury oraz literatury klasycznej urzekły moje serce i wywołały olbrzymie pokłady podziwu dla Miłoszewskiego. 

W czym tkwi mój problem? W samej fabule, która doprowadzała mnie do szewskiej pasji. Mijała strona za stroną, a nie działo się nic pasjonującego, nic godnego mojej uwagi. Od samego początku drażniło mnie to, ale przeczytałam w życiu zbyt wiele książek, by wiedzieć, że czasami warto przebrnąć przez najnudniejsze początki dla niesamowitego i poruszającego zakończenia. Wykreowanie świata i historii potrzebuje swojego własnego miejsca, co niekiedy ma prawo nużyć czytelnika. Niestety po ponad pięciuset stronach nadal miałam wrażenie, że utknęłam w miejscu. Fabuła pojawiła się, rozwinęła i zakończyła, a ja nadal byłam tym zirytowanym i znudzonym czytelnikiem, który wierzy, że ostatnie zdanie go przekona – nie przekonało. Czasami miałam wrażenie, że cała opowieść jest zbyt wydumana. Na pewno miała wspaniale wykreowane podstawy, jednak pisarz przesadził z posypką i ozdobami, które zamiast ubarwiać dzieło, stwarzały wrażenie przesytu, co przeze mnie w większości przypadków jest nieakceptowalne. 

Na szczęście sytuację w wielu momentach ratują dobrze stworzeni bohaterowie. Za prawie każdą postacią kryje się wielowymiarowa historia, pełna zawirowań i nostalgii. Tak jest też w przypadku Zofii, która kryje za sobą więcej niż początkowo mogłoby się wydawać. Ma swoje własne problemy, przemyślenia i idee, w które wierzy. Wszystko, co cenię wśród literackich postaci. Lecz to właśnie z nią miałam największy problem, ponieważ niesamowicie przypomina mi pewną kobietę, która w literaturze polskiej zyskała już swoje własne miejsce. To podobieństwo sprawiło, że nie mogłam oderwać się od wizji mi dobrze znanej z innych książek. Zamiast poznać kogoś nowego, poznałam klona.  Jednak i tutaj moja irytacja została ukojona, gdyż bardzo polubiłam męża Zofii, czyli Karola. Jego sytuacja jest naprawdę trudna, więc byłam ciekawa, jak z tą postacią poradzi sobie pisarz. Zrobił to perfekcyjne, przedstawiając człowieka, który nie do końca wie, kim jest, ale zachowuje podstawy swojego prawdziwego charakteru. 

Warto zwrócić też uwagę na tematykę całej powieści. Mogłoby się wydawać, że to książka stworzona na potrzeby rozrywkowe. W rzeczy samej – tak właśnie jest, ale nie jest to tylko pusta przyjemność. "Kwestia ceny" niesie wiele intrygujących przemyśleń samego pisarza, subtelnie zmuszając czytelnika do własnych refleksji na wielowymiarowym polu. Poruszenie kwestii ekologii jest niezmiernie istotne i już większość z nas skłania się do tego, by choć małymi kroczkami walczyć o przyszłość naszej planety. To zawsze postęp. Mały, ale lepszy niż żaden. Lecz czy to wystarczy? Pytanie bez odpowiedzi, ale na pewno znajdą się osoby, które z całą mocą przekonania powiedzą, że nie. Jak daleko możemy się posunąć, by uratować ludzkość? Czy dobro ogółu na pewno jest dobrem? Kiedy ma się prawo decydować za innych? Takie pytania można zadawać w nieskończoność... 

"Kwestia ceny" niosła ze sobą wiele pozytywnych aspektów, które zyskały moje uznanie. Niestety moje oczekiwania były zbyt wielkie, bym mogła bez zastanowienia powiedzieć, że zostały spełnione. Niemniej jestem przekonana, że będę kontynuować czytanie twórczości Zygmunta Miłoszewskiego i głęboko wierzę, że znajdę wśród jego powieści tą jedną, która mnie oczaruje. Tymczasem osobom, które lubią szybką akcję, odradzam tę książką. A osobom, które są w stanie poświęcić swój czas na rzecz przemyśleń i wolnego tempa, gorąco polecam. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję bardzo księgarni Tania Książka i serdecznie zapraszam Was do ich działu bestseller

 

sobota, 12 września 2015

Uprowadzona


Tytuł: Uprowadzona

Reżyser: Pierre Morel

Gatunek: Sensacja

Rola główna: Liam Neeson

Czas trwania: 1 godz. 33 min.

Premiera: 15 sierpnia 2008 r. (Polska), 27 luty 2008 r. (świat)

Ocena: 7/10










Na świecie jest wiele zawodów. Niektóre są bardzo popularne i wyjątkowo potrzebne, ale są i takie, o których wiele osób nie wie lub uważa je za zbędne. Jednym z ciekawszych zawodów jest szpieg. Bryan był nim bardzo długo. Poświęcał się dla ojczyzny i ratował niewinnych ludzi. Służył dobru, lecz musiał zapłacić za to wielką cenę. Trudno być jednocześnie szpiegiem, mężem i ojcem. Nawet nie wiedział, kiedy stracił kontakt ze swoją rodziną. Teraz po latach, gdy córka jest prawie dorosła, a była żona ma nowego męża, postanawia stać się lepszym ojcem. Robi wszystko, by odnowić swoje kontakty z ukochaną córeczką. Jednak nie może konkurować z jej nowym ojczymem, który cały czas był przy niej, a jego pieniądze dały jej lepszą przyszłość. Do czasu... Kim zostaje uprowadzona, a jedyną osobą, która może ją uratować jest Bryan. Czy mężczyźnie uda się znaleźć Kim? Co naprawdę się z nią stało?

Razem z koleżanką postanowiłam obejrzeć jakiś film, Przejrzałam swoją kolekcję i znalazłam "Uprowadzoną". Nawet nie wiedziałam, że posiadam taką produkcję. Zapodziała się wśród innych filmów i przypadkiem została przeze mnie znaleziona. Nie jest to gatunek filmowy, jaki lubię. Zwykle unikam go i odradzam innym. Jednak zdecydowałam, że otworzę się na nowe gatunki książek, to dlaczego nie zrobić to również z filmami. Jak spodobała mi się ta sensacja? Zaciekawiła mnie, a tego w ogóle się nie spodziewałam.

Temat naprawdę mnie zaskoczył. Zawsze podobał mi się motyw tajnego szpiega. Pamiętam czasy, gdy udawałam, że jestem właśnie kimś takim. Są różni szpiedzy, ale ja zawsze byłam tym dobrym – tym który okłamuje ludzi, udaje kogo innego, ale robi to dla wyższego dobra. Jest w stanie poświęcić swoją duszę, by pomóc ludzkości. W "Uprowadzonej" trudno powiedzieć, kim jednoznacznie był Bryan, ale promieniowało od niego dobro i wiara w lepsze jutro. Do tego doszedł temat córki, z którą stracił kontakt i fabuła okazała się pasjonująca. Z małego pragnienia, by wreszcie udało mu się naprawić błędy przeszłości, narodził się strach o życie Kim. Nawiązania do przeszłości, która jest w pewnym sensie oparta na faktach, imigracji i handlu kobietami, sprawiły, że spojrzałam głębiej na ten problem i częściowo zrozumiałam, czym jest niepokój rodzica. 

Pisałam wam wielokrotnie, że nie do końca umiem oceniać jakość gry aktorów – zagrali albo wyjątkowo dobrze, albo katastrofalnie źle. Dla mnie nie ma czegoś pomiędzy. Jest najważniejsza historia. Jednak w "Uprowadzonej" Liam Neeson urzekł mnie swoją grą aktorską. Idealnie przedstawił załamanego ojca, który jest gotowy zrobić wszystko dla swojej córki. Od kupienia jej wymarzonej mp3 do rzucenia się w wir gangów. Co do pozostałych aktorów nie mam zastrzeżeń, lecz nikt nie przykuł mojej uwagi. Było ich naprawdę dużo i często mylili mi się. Ginęli przy głównym bohaterze, który na każdym kroku musiał podejmować trudne decyzje i zrozumieć, kim naprawdę jest.

Natomiast akcja była dla mnie zbyt szybka i brutalna. Nie jest to długi film, a liczne krwawe sceny sprawiły, że czasami byłam zniesmaczona. Zdaję sobie sprawę, że są ludzie, dla których takie życie jest normalne, jednakże w większości przypadków sceny były podkoloryzowane i wręcz nierealne. Takie rzeczy nie dzieją się w prawdziwym życiu. Nikt nie może przeżyć tego, a tym bardziej wyjść bez szwanku. Mimo to w wiele momentów było bardzo pouczających, a sama historia potrafi wzruszyć i sprawić, by ludzie zrozumieli rzeczy, o których istnieniu chcą zapomnieć.

Sensacja nadal nie jest moim ulubionym gatunkiem, ale wiem, że nie mogę wrzucać wszystkiego do jednego worka. Są lepsze i gorsze filmy, żeby dowiedzieć się, jaki jest dany, trzeba go obejrzeć. Tymczasem polecam go wszystkim ludziom, ale przede wszystkim nastolatkom i młodym dorosłym.

sobota, 6 czerwca 2015

Na dno nocy


Tytuł: "Na dno nocy"

Autor: Clive Cussler

Tłumacz:Witold Kalinowski

Seria: Przygody Dirka Pitta

Tom: VI 

Cykl: Sensacja

Kategoria: Sensacja 

Wydawnictwo: Amber

Liczba stron: 413

Ocena: 7/10




Jeden dzień, dwie katastrofy – zatonięcie statku oraz wybuch mostu, przez który jechał pociąg. Katastrofy zdarzają się często. Jednak coś łączy te dwa tragiczne wypadki... Dopiero po siedemdziesięciu latach, gdy wszyscy już zapomnieli, pewna młoda studentka trafia na dziwny list, który zmieni jej życie i zaprowadzi w rejony nieznane oraz pełne mrocznych tajemnic. Czy uda się rozstrzygać sprawę dwóch katastrof sprzed siedemdziesięcioleciu lat? Czy Dirk Pitt podała niemożliwemu? Czy Stany Zjednoczone mogą pozostać nadal zjednoczone?

Sensacja jest gatunkiem, który czytam rzadko, lecz z wielką przyjemnością. O "Przygodach Dirka Pitta" słyszałam wiele dobrego, ale niestety nigdy wcześniej nie miałam okazji poznać tego sławnego bohatera literackiego. Dlatego bardzo się cieszę, że "Na dno nocy" trafiło w moje ręce. Nareszcie mogłam sama się przekonać, czy warto spędzić czas z Dirkem i jego dziwnymi przygodami. I mogę powiedzieć, że mimo kilku wad, jestem bardzo zadowolona z zapoznania się z tą lekturą. 

Książka jest dość gruba i posiada wiele opisów. Przypadło mi to do gustu, ponieważ lubię mieć obraz wydarzeń, miejsc, czy ludzi występujących w powieści. Łatwiej było mi wyobrazić sobie to wszystko i poczuć klimat tej opowieści. Wiele wątków było bardzo rozbudowanych, więc atmosfera tajemnicy i niesamowitych przygód, jednakże wyjątkowo niebezpiecznych, dawała się odczuć na każdej stronie. Czasami autor wprowadzał również monotonną atmosferę, lecz dawało to oddech, którego od czasu do czasu potrzebowałam. 

Bardzo  przypadł mi do gustu Dirk Pitt. Jest to postać barwna i nadająca dodatkowych emocji książce. Jego charakter jest bardzo rozbudowany, lecz nie poznajemy go przez jego myśli, tylko przez wydarzenia, w których bierze udział, oraz zachowania. Główna postać naprawdę udała się Cusslerowi. Jednak niestety kolejne postacie niekoniecznie były już takie rzeczywiste i sympatyczne. Postaci pojawiło się naprawdę wiele i miałam problem z rozróżnieniem ich. Wszystkie ich imiona, nazwiska, stanowiska myliły mi się, przez co wprowadzałam do swojej głowy chaos, bo nie wszystko było logiczne. Część postaci była tak samo dobrze wykreowana, jak główny bohater, ale niektóre były tylko papierowymi ludźmi, którzy mimo ważnej roli w lekturze, byli pomijani. To sprawiło mi niezwykły problem ze zrozumieniem fabuły. 

W książce wielokrotnie pojawił się też wątek polityczny. Jak już wiele razy pisałam, zrozumienie go jest dla mnie trudne. Jednak było on ciekawy, co przy odpowiednim skupieniu pozwalało mi połączyć ze sobą postacie (jeśli pamiętałam o nich) i wydarzenia. Wtedy powieść robiła się przejrzysta i logiczna. 

Motyw katastrof i traktatu, który był głównym wątkiem, przypadł mi do gustu i dostarczył rozrywki. Powieść bardzo mnie wciągnęła i koniecznie chciałam się dowiedzieć, jakie będzie rozwiązanie wszystkich tajemnic, intryg. Bardzo kibicowała Dirkowi, by i tym razem udało mu się dotrzeć do prawdy i zapomnianych zdarzeń z przeszłości. Często też wyobrażałam sobie, że i ja biorę udział w tej wyprawie i również man wpływ na wydarzenia, toczące się w Stanach Zjednoczonych. 

Książka przypadła mi do gustu, choć nie do końca jestem przekonana do całej serii. Nie będę szukać poprzednich ani następnych części, lecz jeśli będę miała okazję je przeczytać, na pewno to zrobię z wielką przyjemnością. Jeżeli lubicie książki pełne przygód, akcji i tajemnic, to "Na dno nocy" jest idealna dla Was.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję portalowi Zażyj Kultury

Książka przeczytana w ramach wyzwania: 
~ Czytam opasłe tomiska
~ Wyzwanie biblioteczne
~ Z uśmiechem przez świat