Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wojciech Kulawski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wojciech Kulawski. Pokaż wszystkie posty

sobota, 4 marca 2023

Patostreamerzy – Wojciech Kulawski

 

Tytuł: Patostreamerzy

Autor: Wojciech Kulawski

Seria: Nowy polski kryminał

Kategoria: Thriller, kryminał

Wydawnictwo: Wydawnictwo CM

Liczba stron: 321

Ocena: 8/10







Nasze działania pociągają za sobą konsekwencje, ale czasami mam wrażenie, że wiele wydarzeń tak naprawdę ma swój początek w czyimś pragnieniu. W kontekście dzisiejszej recenzji widzę to pragnienie jako chęć zemsty, sprawiedliwości, ale pragnienia mogą być najróżniejsze – pozytywne, negatywne, neutralne... Są jak ziarnka, z których mogą wyrosnąć kiełki, by później pojawiła się cała roślina. A czym będzie ta roślina? Idąc dalej tropem metaforycznym, właśnie konsekwencją. Więc zadajmy sobie pytanie: jaką? Piękną? Trującą? 

Tutaj naszą konsekwencją jest ciało Stefana Koniecznego. Widok naprawdę obrzydliwy i zaskakujący. Tym bardziej że razem z czasem wychodzą na jaw i inne rzeczy. Takie choćby jak filmik, gdzie na nagraniu jest torturowana ofiara. I tutaj zaczyna się całość, czyli... Patostreamerzy. Ile tak naprawdę jest robione pod publikę? Ile dla pieniędzy? A ile z tego ma mieć jakieś konkretne przesłanie? Tym razem tę sprawę muszą rozwiązać policjanci. 

Z twórczością Wojciecha Kulawskiego mam już styczność od paru dobrych lat – podkreślając dobrych. Każda z jego książek w jakiś unikatowy sposób zaskoczyła mnie. Oczywiście jedne bardziej przypadły mi do gustu, inne mniej. Jedne na dłużej zapamiętałam, inne tylko na chwilę. Niemniej każda z nich wywołała we mnie jakieś emocje i pozwoliła spędzić przyjemny wieczór z lekturą dającą rozrywkę, ale też wiele tematów do przemyśleń. Jak było tym razem? Niezawodnie. 

Przede wszystkim styl autora jest już mi dobrze znany i jak najbardziej przeze mnie szanowany. Mam poczucie, że z każdą książką powracam do przyjaciela, na którego długo czekałam. Cały język wyróżnia się rozbudowaniem i wnikliwością w szczegóły, utrzymując przy tym lekkość. Nie muszę być maksymalnie skupiona, ponieważ przy czytaniu mam odpocząć. Ale zarazem wiem, że styl jest na tyle dopracowany, że powinnam zwracać uwagę na wiele szczegółów. 

Tematycznie też jestem mocno usatysfakcjonowana, gdyż przede wszystkim o patostreamingu totalnie nie wiem nic, więc mogłam spojrzeć z takiej perspektywy fabularnej na ten temat. A ufam autorowi, że zrobił dobry research, zanim podjął się takiej tematyki. Dla mnie to nowa wiedza. Poza tym w książce jest zwrócona uwaga na cierpienie ludzi wywołane przez własnych rodziców. Ten wątek w szczególności mnie interesuje, ponieważ jak wiecie, duża część mojej pracy zawodowej na tym się opiera. Tutaj szło to w dość drastyczną stronę, ale myślę, że też miało wywołać szok. Tym bardziej że ciągnie się za tym pytanie, czy obiektywnie niemoralne czyny popełniane w imię dobra można usprawiedliwić

Fabularnie było fantastycznie, gdyż od pierwszych stron wciągnęłam się i wiele fragmentów autentycznie zaskoczyło mnie. Sama zagadka kryminalna okazała się zbudowana wspaniale, ponieważ dało się zebrać strzępy informacji i samemu coś z nich stworzyć, idąc w dobrą stronę, ale na końcu zostałam całkowicie zaskoczona. Takie właśnie dla mnie powinny być kryminały. Oparte na dowodach, szczegółach, zagadkach, które czytelnik sam może rozwiązać, ale jest to na tyle trudne, że i tak większość osób zostaje zaskoczona rozwiązaniem. 

Samych bohaterów jest naprawdę wiele i czuć ich oddziaływanie na emocje. Towarzyszyłam im i miałam nadzieję, że wiele spraw potoczy się po ich myśli. Są dopracowanie, jednak to oceniam z perspektywy wielu powieści autora. Nie jestem przekonana, czy określiłabym ich jako dopracowanym tylko w kontekście "Patostreamerów". Jednak mając większą gamę znajomości innych książek, jestem jak najbardziej w stanie dojrzeć ich wielowymiarowość i głębie. Choć bez bicia się przyznam, że cały czas mylę ich imiona i mam problem określić, kto jest kim. 

"Patostreamerzy" dali mi kawał wspaniałej rozrywki, ale też w sposób nienatarczywy zmusili do bardzo konkretnych przemyśleń. Nie były to tylko czcze słowa, tylko takie, które mogą w rzeczywistości coś zmienić. Dlatego bardzo cenię tę książkę i autora. Otwiera drzwi na najróżniejsze doświadczenia. 

niedziela, 22 sierpnia 2021

Meksykańska hekatomba – Wojciech Kulawski

 

Tytuł: Meksykańska hekatomba

Autor: Wojciech Kulawski

Kategoria: Sensacja

Wydawnictwo: Wydawnictwo CM

Liczba stron: 322

Ocena: 7/10 








Każdy, kto interesuje się postępem i nauką, bez wątpienia zdaje sobie sprawę, że codziennie sztab najróżniejszych naukowców pracuje nad pogłębianiem dotychczas zdobytej wiedzy, poszukiwaniem nowych rozwiązań i odkrywaniem pozornie niemożliwego. Nieczęsto udaje się stworzyć coś, co będzie miało wpływ na cały świat. Choć to stwierdzenie również może być pozorne. Jestem zwolenniczką małych kroków, a małe kroczki jako ludzkość robimy codziennie. Lecz dzisiaj chciałabym spojrzeć na tę mroczniejszą stronę nauki – tę, która zahacza już o teorie spiskowe. Jako szary człowiek nie mam pojęcia, nad czym właśnie pracują najwybitniejsi w swoich dziedzinach naukowcy. Zadaję sobie pytania: do czego dążą, kiedy się o tym dowiemy, jak duży będzie miało to wpływ na ludzkość, naszą planetę i całą przyszłość. Muszę pozostać w sferze domysłów, lecz właśnie ta sfera domysłów ma w sobie wyjątkowe piękno. 

Tim zdecydował się wyruszyć do Meksyku wraz ze swoim przyjacielem Dario. To miały być wakacje, które pozwolą odpocząć archeologowi i przez małe nieporozumienie dadzą szansę Laurze – narzeczonej Tima – przemyśleć parę spraw dotyczących ich związku. Ani Tim, ani Laura nie spodziewali się, że dojdzie do tragedii. Otóż Tim miał takiego pecha, że zamieszkał w hotelu, który jest położony w miejscu, gdzie dwadzieścia pięć lat temu upadł meteoryt. Jaki w tym pech? W to miejscu upadł jeszcze jeden meteoryt, tym razem w czasie pobytu Tima w hotelu. Jak Tim poradzi sobie w otchłaniach zawalonego hotelu? Kto przeżyje i jaki to będzie miało wpływ na dalsze losy bohatera? 

Gdy dowiedziałam się, że Wojciech Kulawski pracuje nad kolejną książką, bardzo się ucieszyłam. Dotychczas miałam przyjemność zapoznać się z dwoma jego dziełami – "Syryjską legendą" i "Poza granicą szaleństwa". Obie powieści wspominam naprawdę dobrze. Jest to dla mnie ten typ literatury, który pozwala mi się oderwać od zazwyczaj czytanych gatunków, daje olbrzymią rozrywkę, a między nią czas na różnorodne refleksje. Tak też było i w przypadku "Meksykańskiej hekatomby". Od początku pomysł na fabułę wydawał mi się niesamowicie intrygujący. Podczas czytania miałam wrażenie, że niekiedy wchodził w absurd, ale zamiast zachwiać to spójność, jeszcze bardziej czułam się zafascynowana i gotowa poznawać dalsze losy bohaterów. 

Teraz kiedy mogę stwierdzić, że już trochę znam twórczość pisarza, z olbrzymią radością przyznaję, że jego styl pisarski wyróżnia się unikatowością. Czytając "Meksykańską hekatombę", miałam wrażenie, że powrócił stary, dobry przyjaciel, a ja nie zaczynam nowej historii, tylko kontynuuję naszą dalszą przygodę. I po części jest tak, ale o tym za chwilkę. Język ma w sobie przyjemność i łatwość odbioru, co w sposób obrazowy i mocno panoramiczny ukazuje całą fabułę. Choć niekiedy gubiłam się w imionach bohaterów, co potrafiło mi utrudnić zrozumienie. 

Fabuła jest siecią niezmiernie ciekawych połączeń, dzięki czemu momentalnie wciągnęłam się, tworzyłam swoje własne scenariusze i z fascynacją czekałam na ich potwierdzenie lub właśnie całkowite zaskoczenie. Oba przypadki się zdarzały i oba dawały mi taką samą radość z czytania. Choć trzeba przyznać, że w powieści dzieje się naprawdę dużo, więc wielokrotnie akcja przyśpiesza i niekiedy okazywała się dla mnie zbyt szybka i traciłam wątek. Choć w tym przypadku też warto pamiętać, że jestem czytelnikiem, który poświęca godziny na nużące i długie opisy, więc na pewno postrzegam to inaczej niż weterani gatunku. Tak jak na początku wspomniałam, to jest dla mnie naprawdę sama przyjemność oderwać się od znanego i dać się ponieść tak szybkiej historii, która jest pełna intryg, początkowo niezauważalnych połączeń i przede wszystkim akcji. Tym bardziej że Wojciech Kulawski już udowodnił mi, że jest gotowy na nietypowe rozwiązania i nie boi się trudnych zabiegów fabularnych. Ta powieść po raz kolejny to potwierdziła. 

I w tym momencie muszę się przyznać do mojego gapiostwa. W pierwszej chwili nie zdałam sobie sprawy, że przedstawieni bohaterowie są już mi bardzo dobrze znani z "Syryjskiej legendy". Gdy uświadomiłam to sobie, od razu zaczęłam ich postrzegać z większą sympatią. Bardzo cenię postać Tima, ponieważ jest niejednoznaczny pod wieloma względami i niekoniecznie umiem uchwycić jego cechy charakteru. Jest dla mnie czytelniczym wyzwaniem. 

W "Meksykańskiej hekatombie" poruszane są też istotne w moim mniemaniu tematy dotyczące nauki. Jako czytelnicy możemy obserwować, jak działa tajna baza naukowa i przede wszystkim czemu jest tajna. Ten wątek niezmiernie przypadł mi do gustu i naprawdę dał początek wielu wartościowym przemyśleniom. Pisarz daje powody, by zastanowić się, jak wielką rolę odgrywa w naszym świecie nauka i do czego jako ludzkość dążymy. Ile możemy poświęcić w imię rozwoju? Czym jest wyższe dobro? I czy na pewno nim jest... Tutaj myślę, że nie ma żadnej jednoznacznej odpowiedzi. Każdy podług swojej moralności i granic, które stawia, musi odpowiedzieć sobie sam. 

"Meksykańska hekatomba" to powieść pełna akcji, zaskakujących zwrotów oraz możliwości do przemyśleń. W fantastyczny sposób łączy rozrywkę z czytania oraz porusza tematy ważne, pełne moralnych rozterek i pytań. Bardzo szanuję tego typu literaturę, ponieważ jej wartość jest podwójna i odnajdą się w niej czytelnicy o różnorodnych czytelniczych poglądach. 

Za możliwość zapoznania się z tą niezmiernie intrygującą powieścią dziękuję bardzo Autorowi

środa, 25 listopada 2020

Syryjska legenda – Wojciech Kulawski

 


Tytuł: Syryjska legenda

Autor: Wojciech Kulawski

Kategoria: Sensacja

Wydawnictwo: Wydawnictwo CM

Ocena: 7/10








Wojna niosła ze sobą falę śmierci, cierpienia, zniszczenia i dehumanizacji. To był moment, gdy ginęli masowo niewinni ludzie i gdy całe kultury upadały. Wraz z kulturami odchodziła też bardziej estetyczny część naszego istnienia. Płonęły książki, niszczono zabytki, kradziono dzieła sztuki... To była również zagłada dla całokształtu sztuki. Po latach coraz więcej osób chciało odnaleźć to, co zaginione i zapomniane. Naziści wywieźli z Europy całe dorobki kultury. Ile ich odnaleziono? Ile odzyskano? A ile na zawsze zostanie ukrytych? Nigdy nie interesowałam się tą tematyką na tyle mocno, by znać dokładne statystyki. Jednak jednego jestem pewna – niezależnie od strony konfliktu, zbyt wiele straciliśmy. 

Mark dostaje od swojego umierającego przyjaciela wskazówki, które mają go doprowadzić do starych stronic. Wedle ustaleń znajdują się na nich kolejne podpowiedzi, ale tym razem prowadzące do zrabowanych przez hitlerowców dzieł sztuki. To niezwykła okazja, by światło dzienne ujrzały ponownie arcydzieła mistrzów. Tak swój początek rozpoczyna wyprawa archeologów, którzy z całą swoją wiarą i wytrwałością zamierzają odnaleźć je, nie zważając na żadne niebezpieczeństwa. Czy uda im się to? Co niesie ze sobą Syria? Kim tak naprawdę jest Mark i czy chodzi tylko o zaginione obrazy? Pytań tak wiele, a odpowiedzi z każdym dniem coraz mniej. 

Jest to moje drugie spotkanie z twórczością autora. Pierwsze okazało się niesamowicie przyjemne i pełne fascynacji. Z tego właśnie względu miałam dość duże oczekiwania co do najnowszej książki Wojciecha Kulawskiego – "Syryjskiej legendy". Sam opis wskazuje, że tym razem nie będzie to kryminał, ale powieść pełna akcji, zagadek i pościgu za zaginionym. Rzadko czytam tego typu opowieści, jednak w żadnym razie nie oznacza to, że ich nie lubią. Po prostu sprawiają mi większą przyjemność co jakiś czas, a nie notorycznie. Czy ta książka spełniła moje oczekiwania? Jak myślicie? 

Podoba mi się pomysł, który pozornie nie wydaje się jakoś bardzo oryginalny. Zafascynowanie takimi historiami już dawno osiągnęło swój szczyt. Lecz czym dalej w powieść, tym bardziej okazuje się, że to motyw wydaje się dość konwencjonalny, ale przy płynnych zabiegach i pomysłowości pisarza nabiera nowego znaczenia, by zaskoczyć czytelnika niesztampowością. 

Tak samo mogę Was zapewnić, że styl autora od samego początku pozwala wciągnąć się w fabułę i prowadzi nas poprzez zawiłe intrygi i zagadki. Przede wszystkim jest dopracowany i bardzo plastyczny, co daje wraz z lekkością pióra ciekawe i swobodne połączenie. To wszystko w otoczce pewnego rodzaju unikatowości i tak dochodzimy do mojego olbrzymiego szacunku i wskoczenia do listy moich ulubionych stylów pisarzy. 

Jednak w "Syryjskiej legendzie" liczy się fabuła – zaskakująca i pełna akcji. Muszę z sercem na ręku przyznać, że zostałam bardzo pozytywnie zaskoczona, co jest nie lada osiągnięciem, patrząc, że od samego początku miałam dobre nastawienie. Jest to powieść dla czytelników, którzy uwielbiają akcję rozwijającą się. Historia rozpoczyna się intrygująco, ale z każdym nowym wydarzeniem nabiera tempa, by ostatecznie okazało się ono zawrotne. Osobiście w pewnym momencie ten pośpiech nie do końca mi odpowiadał, ale zarazem to właśnie on sprawił, że z taką pasją przeczytałam powieść. Pisarz ukazuje nam spójną zagadkę, która inspiruje i pozwala na poszukiwanie rozwiązań. Mocno zbudowana sieć intryg i rozbudowanych wątków prowadzi przez wszelkie zwirowania. W żadnym momencie nie jest ograniczona do jednej tematyki, ale zapewnia czytelnikowi wielowymiarowość. 

Tematyka również wyróżnia się na tle znanych mi książek, ponieważ w sposób logiczny i bezpretensjonalny łączy lekki i emocjonujący wątek poszukiwania dzieł sztuki przez archeologów. Ale ma odwagę, by zejść na poziom mroczny i przerażający. Pokazać oblicze najgorszych ludzkich koszmarów i przypomnieć, że nasze bezpieczeństwo w żaden sposób nie oznacza bezpieczeństwa innych i nigdy do końca nie jest to stały stan. Czasami za złe decyzje, naiwność czy zwykły przypadek można zapłacić karę najwyższą. 

Jeśli miałabym znaleźć jakąś wadę, to stanowczo miałam problem z bohaterami. Dla jasności – bardzo ich polubiłam, w szczególności Tima. Lecz był potencjał, żeby ich historie były jeszcze bardziej rozbudowane, a oni sami lepiej dopracowani. Mój ukochany Tim był ukochany, bo był uroczy i lojalny. Ale chciałabym się dowiedzieć o nim jeszcze czegoś. Za to przypadła mi do gustu kreacja Marka, którego wprost nienawidziłam. Pisarz ukazał jego prawdziwy charakter, ale potrafił też ubrać go w maski. 

Niezmiernie się cieszę, że przeczytałam "Syryjską legendę". To była miła odmiana od moich tradycyjnych lektur. Niosła ze sobą tak potrzebną mi w obecnych czasach rozrywkę, ale nie pozwalała na puste oddanie się historii. W niej było coś o wiele więcej, lecz to musi odkryć sam czytelnik. Jeżeli tylko fascynują Was takie tematy, zapewniam, że będziecie bawić się przednio. 

Za możliwość przeżycia niesamowitej przygody bardzo dziękuję Autorowi książki – Wojciechowi Kulawskiemu


piątek, 28 lutego 2020

Poza granicą szaleństwa – Wojciech Kulawski


Tytuł: Poza granicą szaleństwa

Autor: Wojciech Kulawski

Seria: Nowy polski kryminał

Kategoria: Kryminał

Wydawnictwo: Wydawnictwo CM

Liczba stron: 300

Ocena: 7/10










Pewnie duża część z Was słyszała o efekcie zwanym Efektem Motyla. Zakłada on, że trzepot skrzydeł motyla może wywołać wichurę w całkowicie innym miejscu. Brzmi to trochę absurdalnie, ale jest metaforą, która według mojej opinii, ma w sobie wiele prawdy. Każda, nawet ta najmniejsza decyzja, może przynieść całkowicie niepożądane i nieprzewidziane skutki. Wszyscy wiemy, że to nasze decyzje doprowadzają nas do danej sytuacji. Jednakże zazwyczaj skupiamy się na tych poważnych, wielkich wyborach. Zapominamy o tym przy tych podejmowanych codziennie. A to może one tak naprawdę zdeterminowały nasze życie. Co o tym sądzicie?

Wszystko się zaczyna od znalezienia ciała mężczyzny w nowym, jeszcze niedokończonym domu. Coś, co miało dać bezpieczeństwo, nowe możliwości i może nowe życie, okazało się zabójcze. Wszystko wskazuje, że mężczyznę życia pozbawił prąd. Jednak sekcja zwłok sprawia, że ta teoria zostaje postawiona pod wielkim znakiem zapytania. Sprawę, która zaczyna wyglądać na morderstwo, ma rozwiązać trójka policjantów pod wodzą nowego prokuratora. Zwykły przypadek zaczyna prowadzić policjantów do przeszłości, ale również i przyszłości, a to wszystko przeplatają ich osobiste problemy. Jak naprawdę zginął mężczyzna? Co odkryją policjanci? Jak potoczy się ich życie osobiste? 

Kryminały czytam bardzo rzadko, jednak nie wynika to z faktu, że ich nie lubię. Po prostu nie jest to do końca mój gatunek, który mogę zawsze i wszędzie czytać. Potrzebuję do tego odpowiedniego nastroju i przede wszystkim czasu, żebym nie musiała odstawiać książki na półkę ze względu na obowiązki. Choć prawda jest taka, że musiałabym raczej odroczyć obowiązki na rzecz książki. Lecz teraz po bardzo długiej przerwie wróciłam do czytania i postanowiłam zapoznać się z "Poza granicą szaleństwa". Mam dogłębne zaufanie do polskich autorów kryminałów i fantastyki, dlatego byłam przekonana, że powieść przypadnie mi do gustu i dokładnie tak było. Czemu? 

Przede wszystkim styl – zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie. Pod prawie każdym względem był dopracowany, więc czułam to uczucie pełni, ale przy tym pisarz popisał się lekkim piórem. Jest to połączenie, które zawsze cenię. Dostaję warstwę kunsztu literackiego, ale nie ginę też w zbyt trudnym lub zawiłym dla mnie języku. Dzięki temu w pewnym momencie całkowicie przepadłam i tak naprawdę momentalnie przeczytałam "Poza granicą szaleństwa". Przyznam, że potrzebowałam na to trochę czasu, ale jak już się odnalazłam, to całkowicie oddałam swoją duszę tej historii.

Cała opowieść składa się z wielu wątków, dlatego uważam, że każdy czytelnik znalazłby jakiś, który zainteresowałby go. Oczywiście ja z zamiłowaniem do psychologii w szczególności zaintrygowałam się aspektem szpitala psychiatrycznego, ale tutaj nie chcę zbyt dużo mówić, by nie zdradzać zbyt fabuły. Co nie zmienia faktu, że ta wielowątkowość pozwoliła mi spojrzeć na świat wykreowany w książce w panoramiczny sposób i z zafascynowaniem obserwować, jak po kolei będą rozwijać się różne wątki. To wszystko napędzała wartka akcja. Jestem z siebie dumna, ponieważ w dużej mierze przewidziałam zakończenie. Może niedokładnie całe rozwiązania tych wszystkich tajemnic, ale wystarczająco by się tym szczycić. I w tym przypadku nie uważam, żeby była to wada. Może i nie miałam elementu zaskoczenia, ale za to jeszcze z większą pasją przekręcałam stronę za stroną. Chciałam wiedzieć, na ile mam rację. Ile z tego wszystkiego, co sama wymyśliłam, odnajdzie swoje ujście w zakończeniu. 

Warto też zwrócić uwagę na bohaterów. Było ich naprawdę wiele i bez bicia przyznam się, że ich imiona i nazwiska wywoływały w mojej głowie totalny zamęt. Jakbym miała podać jakąś naprawdę istotną wadę, to prawdopodobnie zdecydowałabym się właśnie na tę. Ze względu na mnogość postaci nie były one perfekcyjnie wykreowane, ale stanowczo wystarczająco, by ich polubić, utożsamić się z nimi i przede wszystkim kibicować im w rozwiązywaniu zagadki i zawirowaniach w życiu osobistym. Tymona, czyli jednego z policjantów, bardzo polubiłam za czystą dobroć i lojalność wobec przyjaciół. Zachowywał przy tym poczucie humoru i mimo że był zarozumiały, to widziałam w tym pewnego rodzaju piękno. Taki uśmiech do wad dobrego przyjaciela. Za to niestety Marzena wywoływała we mnie pokłady irytacji. Była tak bardzo zapatrzona w siebie i przy tym jeszcze wyrachowana, że całkowicie jej nie akceptuję. Za to moją ulubioną postacią okazał się Tryger. Jego spojrzenie na świat po prostu wywołuje we mnie zaciekawienie i rozbawienie. Bez wątpienia ma problem, który może niszczyć mu życie, ale i tak brnie do przodu. Za to szanuję i fikcyjnych bohaterów, i realnych ludzi.

"Poza granicą szaleństwa" okazało się dla mnie wyśmienitą powieścią, ponieważ dostałam olbrzymią dawkę rozrywki i zaspokojenie swoich potrzeb rozwiązywania tajemnic. Nie mam dużych wymagań, co do kryminałów, a ten stanowczo był ponad nie. Dlatego polecam każdemu czytelnikowi. Bez znaczenia, czy akurat chce zmienić swój ulubiony gatunek, czy jest wytrawnym koneserem kryminałów. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję bardzo autorowi – Wojciechowi Kulawskiemu