środa, 14 grudnia 2022

Stworzyć komiks – Scott McCloud

 

Tytuł: Stworzyć komiks 

Autor: Scott McCloud

Przekład: Hubert Brychczyński

Kategoria: Komiks, poradnik

Wydawnictwo: Kultura Gniewu

Liczba stron: 272

Ocena: 9/10







Pasja w życiu to niezmiernie ważna sprawa. Pozwala człowiekowi oderwać się od codzienności, często nadaje jej barwy, sprawia, że czujemy się spełnieni i niekiedy dzięki niej szczęśliwi. Potrafi dyktować naszym życiem i sprawiać, że dochodzimy do wyżyn naszych możliwości, pozostając przy tym dumnym ze swoich osiągnięć. Choć mam wrażenie, że niektóre pasje potrafią być wyjątkowo ukryte w nas. Mijają lata, wiedziemy swoje życie, mam nadzieję, że szczęśliwe, aż pewnego dnia poznajemy jakiś nowy temat, jakąś nową czynność i tego dnia wszystko się dla nas zmienia. Macie jakieś przykłady takiej pasji?

A skąd u mnie dzisiaj pomysł na tego typu tematykę? Otóż w ostatnim czasie, jak część z Was wie, zaczęłam interesować się komiksem. Spośród wielu dzieł, które w większości jeszcze nic mi nie mówią, znalazłam wyjątkowo nietypowy komiks. Czemu nietypowy? Ponieważ jest to komiks mówiący, jak rysować komiks. Dla mnie brzmi to po prostu fantastycznie! Nie jestem rysownikiem, choć mam pewne zamiłowania plastyczne, ale i tak chciałam zajrzeć w głąb komiksu. Czy dzięki pozycji "Stworzyć komiks" udało mi się to?

Przede wszystkim pod bardziej obiektywnym względem nie jestem w stanie ocenić, jak wiele osób potrzebuje tego typu poradnika. Dla mnie to była ostatecznie genialna przygoda, która dała mi szerszą perspektywę plastyczną i literacką. Coś dla pogłębienia wiedzy ogólnej, ale niekoniecznie do wykorzystania w praktyce. Choć wydaje mi się, że wiele osób pewnego dnia chce swoje zamiłowanie do rysowanej formy literatury przenieść też na dzieło własne, więc takim osobom na pewno przypadłby do gustu ten komiks. 

Kiedyś prawie w ogóle nie doceniałam komiksu. Przyjemna forma, ale nic więcej. Teraz moja dawna ignorancja mnie przeraża. Zaczynam dostrzegać, jak bardzo jest niesamowita ta forma. "Stworzyć komiks" sprawiło, że weszłam na jeszcze wyższy poziom postrzegania komiksu. Zdałam sobie sprawę, na jak wielu płaszczyznach muszą pracować ilustratorzy i scenarzyści. Autor książki poruszył po krótce wiele aspektów tworzenia komiksów. Przedstawił konieczne fundamenty i najróżniejsze alternatywy. Doceniam to, gdyż jako laik czułam się bardzo pewnie, czytając tę pozycję. Wszystko wydawało mi się przejrzyste, zrozumiały i proste w odbiorze. Tylko w odbiorze, stworzenie komiksu to naprawdę praca dla wytrwałych i kreatywnych osób, które mają do tego pasję i są gotowe zaangażować się całym sobą. 

Poza tym komiks momentami jest niesamowicie zabawny i na poziomie stylistycznym, i ilustracji. Odbieram to jako puszczenie oczka do czytelników mówiące, że dzięki temu lepiej zapamięta się przedstawione treści. Dla osób lubiących listy i ogólnie dopracowaną organizację na końcu każdego rozdziału znajduje się pewnego rodzaju podsumowanie zawarte już bezpośrednio w samych słowach, bez dymków. 

Autor jest osobą, która daje olbrzymią motywację i wydaje mi się niesamowicie inspirującą osobą. Daje wielkie pokłady nadziei, ale też nie owija w bawełnę, mówiąc, że jest łatwo. Opowiada o możliwych trudnościach związanych między innymi z poświęceniami ilustratora i scenarzysty, ale też trudnościami związanymi z samym rynkiem, konkurencją i ekonomicznymi możliwościami. Mam wrażenie, że przedstawia rzecz taką, jaką jest. Nie od wczoraj siedzi w tym biznesie. Dlatego też widział wiele osób, które osiągnęły sukces i w kategoriach popularności, i w kategoriach własnej satysfakcji. 

Warto też co nieco wspomnieć o ilustracjach. Wyróżniają się łatwym odbiorem i przejrzystością, ale zarazem widać w nich wielką dokładność szczegółów. Wszystko wydaje się być na swoim miejscu, które wcześniej wnikliwie zostało przemyślane. Na mnie zrobiło to fenomenalne wrażenie. Pod względem wyjątkowo subiektywnym bardzo podoba mi się kreska autora, gdzie czuć beztroską zabawę ilustracją, gdzie rezultatem są ironiczne i zabawne treści. 

Od komiksu "Stworzyć komiks", za każdym razem mnie to bawi, oczekiwałam naprawdę wiele, a dostałam jeszcze więcej. To wspaniałe kompendium wiedzy dla pasjonatów tej formy i przede wszystkim młodych artystów, którzy dopiero stawiają swoje pierwsze kroki w tym świecie. Odnajdą tam inspirację, podstawy i motywację. 

Egzemplarz recenzencki Sztukater.pl  

niedziela, 11 grudnia 2022

Nowe scenariusze zajęć dla nauczycieli, pedagogów i rodziców – Agnieszka Kazdroń

 

Tytuł: Nowe scenariusze zajęć dla nauczycieli, pedagogów i rodziców

Autor: Agnieszka Kozdroń

Kategoria: Psychologia

Wydawnictwo: Difin

Liczba stron: 206

Ocena: 8/10







Dzieci to niezwykłe istoty. Mali ludzie, którzy dopiero zaczynają swoje życie, którzy zaczynają zdobywać nowe umiejętności, rozwijać własne zdolności i uczyć się życia społecznego. Odkąd pamiętam, miałam poczucie, że dzieci są niezmiernie ważne. W momencie gdy chcemy zmienić świat, sprawić, by były lepszym miejscem, to kluczem są dzieci. Wystarczy dać im miłość, pozwolić odpowiednio się rozwijać i doceniać ich istnienie. Mam poczucie, że jest to zarazem coś tak bardzo naturalnego i też niezmiernie trudnego. Jak dać dzieciom to, co pozwoli im przeżywać jak najszczęśliwsze życie? 

Nie umiem odpowiedzieć na to pytanie w sposób jednoznaczny. Moje przemyślenia są dość idealistyczne, co w żaden sposób nie oznacza, że pewnych elementów nie mogę wprowadzić w swojej pracy. W końcu mogę jako psycholog dziecięcy dać dzieciom wsparcie, zrozumienie i pomóc rozwijać najróżniejsze umiejętności, od społecznych zaczynając, po niektóre rodzaje wykształcenia. Tylko nadal wybrzmiewa to pytanie – jak?. Z pomocą przychodzą mi "Nowe scenariusze zajęć dla nauczycieli, pedagogów i rodziców" Agnieszki Kazdroń. Tytuł książki brzmi profesjonalnie, a przy tym dość sztywno, ale dzięki temu konkretnie. Niezmiernie się cieszę, że miałam szansę zapoznać się z tą pozycją literacką, ponieważ odebrałam ją wyjątkowo pozytywnie i zmotywowała mnie do wielu zmian. Ale zaczynając od początku... 

Podkreślę tutaj samą wagę pomysłu na taki zbiór. Wiem, że w kręgach pedagogicznych ze względu na duże pokłady wiedzy zdobytej przez specjalistów, ale też tej, którą według podstaw programowych trzeba przekazać, jest dość popularne zbieranie istotnych rzeczy w jednym miejscu. W tej chwili widzę, jaką to ma wagę. Pomysły mają to do siebie, że są ulotne. Jestem w stanie przywołać mnóstwo sytuacji, gdy wymyśliłam coś ciekawego według mnie, a później to przepadło lub przypomniało mi się w niewczas. Tymczasem właśnie takie kompendium, taki zbiór daje szansę mieć wszystko w jednym miejscu, by móc w odpowiednim czasie sprawdzić sobie różne aspekty, sięgnąć po jakieś konkretne narzędzie lub wykorzystać jako inspirację. Dla mnie to jest też o tyle istotne, że mam dość krótkie doświadczenie w pracy zawodowej i czasami zapominam o oczywistościach. Właśnie te scenariusze uświadomiły mi to i dały szansę, by lepiej pod względem uporządkowania zaplanować pewne zajęcia. 

Poza tym nie można przejść obojętnie przy układzie całej książki. Jest bardzo przejrzysta, a wszystkie zabawy, pomysły i scenariusze są ułożone według schematu, gdzie da się sprawnie poruszać w kategoriach wiekowych, potrzebnych materiałów, czasu, który trzeba poświęcić na zabawę oraz umiejętności, które są zdobywane podczas takich zajęć. Dla mnie to naprawdę istotny aspekt, gdyż szybko odnajduję się w książce i mogę metaforycznie czerpać z niej całymi garściami. Należy też podkreślić, że każda taka zabawa jest dokładnie opisana. Dlatego od początku wiadomo, czemu ona ma służyć i jak może przebiegać. Autorka też często podaje wiele opcji i alternatyw tej zabawy, co dodatkowo poszerza perspektywy, ale mam poczucie, że również inspiruje do własnych modyfikacji oraz zdobywania nowej wiedzy i pogłębiania już tej zdobytej. W moim odczuciu są to wspaniałe zalety. 

Wychwalam ten zbiór zabaw pod niebiosa i tutaj robię to z ręką na sercu. Jednak to nie te wszystkie wcześniej wymienione zalety tak bardzo mnie przekonują do tej książki. Tutaj główną rolę odgrywa empatia autorki. Gdy czytałam wstęp, a następnie dokładne opisy zajęć, czułam, że pisarka ma w sobie pokłady zrozumienia. Zrozumienia zarówno dla dorosłych, którzy mają prowadzić zajęcia, ale też dla małych ludzi, którzy często z taką pasją się w nie angażują. Wyczuwa się wrażliwość na potrzeby dziecka oraz czystą pasję. 

W tej chwili parę przedstawionych zabaw mam już za sobą. Moi pacjenci z chęcią do nich przystąpili i w moich oczach bawili się bardzo dobrze oraz mam nadzieję, że zdobyli nowe doświadczenia i nową wiedzę. Mam jeszcze dużo planów związanych z "Nowymi scenariuszami zajęć dla nauczycieli, pedagogów i rodziców", więc jest to pozycja, która nie zostanie odłożona na półce, ale autentycznie będzie mi towarzyszyć w mojej pracy. 

Współpraca recenzencka z Wydawnictwem Difin 

czwartek, 8 grudnia 2022

Terapia afazji. Ćwiczenie aktualizacji wyrazów – Krystian Manicki

 

Tytuł: Terapia afazji. Ćwiczenie aktualizacji wyrazów

Autor: Krystian Manicki

Kategoria: Literatura naukowa

Wydawnictwo: Difin

Liczba stron: 114

Ocena: 7/10








Mam poczucie, że w naszym życiu jest tak niesamowicie wiele rzeczy, spraw czy aspektów, o których nie mamy najmniejszego pojęcia, a w rzeczywistości mogą okazać się bardzo ważne i byłoby cudownie mieć choć troszkę wiedzy w danym temacie. Oczywiście jako ludzie nie jesteśmy w stanie wszystkiego przewidzieć i zdobyć niekończące się pokłady wiedzy. Niemniej wydaje mi się, że nic nie stoi przeszkodzie, by próbować wiedzieć jak najwięcej i przede wszystkim korzystać z tej wiedzy, gdy przyjdzie na to czas. Takie refleksje pojawiły się w kontekście afazji, o której jeszcze dwa lata temu kompletnie nic nie wiedziałam – włącznie z tym, że nie wiedziałam, że coś takiego istnieje. Teraz już wiem i w swojej pracy zawodowej staram się pomóc osobom posiadającym to zaburzenie mózgu. 

Czym jest afazja? Jest to uszkodzenie mózgu, które objawia się przede wszystkim w trudnościach w mowie. Ze względu właśnie na pracę zawodową szukałam czegoś, co pozwoli mi pogłębić zdobytą na studiach wiedzę, ale też da jakąś podpowiedź praktyczną. Między innymi w taki sposób dowiedziałam się o istnieniu pozycji literackiej "Terapia afazji. Ćwiczenie aktualizacji wyrazów". Byłam przekonana, że jest to książka, która dołoży cegiełkę do mojego doświadczenia oraz da też konkretne wskazówki i ćwiczenia. Tak właśnie się stało, a ja w tej chwili systematycznie korzystam z tej książki i doceniam jej treść oraz zawartość. 

Książka zaczyna się od wprowadzenia teoretycznego, co jest według mnie potrzebne i wręcz konieczne. Niesamowicie mi się podoba, że to wprowadzenie jest niezwykle krótkie. Autor tutaj nie owijał w bawełnę, nie wprowadzał zbędnych opisów. Po prostu w sposób konkretny i skondensowany przedstawił podstawy. Z założenia jest to książka dla specjalistów, więc myślę, że jest to wspaniałe i szybkie powtórzenie tego, co już duża część osób korzystających z ćwiczeń doskonale wie. Po co przedłużać? A jeśli książka trafi w ręce laika, to myślę, że też bez większych problemów przedstawi koncepcję. Tym bardziej że język jest też wyważony. Dość trudny, ale nadal wydaje się dla większości osób zrozumiały – przynajmniej w mojej opinii. 

Następnie po wprowadzeniu oraz słowniku znajdują się ćwiczenia podzielone według wcześniej opisanych kategorii. Ćwiczenia wydawały mi się od początku ciekawe. Tak jak wspomniałam – jeszcze dwa lata temu nie wiedziałam o istnieniu czegoś takiego jak afazja. Dlatego też miałam dość ubogie wyobrażenie, jak powinny wyglądać takie zadania. Możemy w nich znaleźć przysłowia, różne opowieści i różne aspekty odnoszące się do typowych, codziennych czynności, czyli w skrócie to co najważniejsze.

Same ćwiczenia są powtarzalne. W każdej kategorii są takie same tylko dostosowane do właśnie kategorii. Początkowo wydawało mi się to dziwne, ale z czasem zrozumiałam, że to ma sens. Zbiera rożne zadania tak, by terapeuta czy inna osoba mogła mieć wszystko w jednym miejscu, ale zarazem żeby to było spójne i powtarzalne, co zapewni systematyczność i jeśli zajdzie taka potrzeba możliwość dopasowania, choć układ nie jest przypadkowy. Ten argument jak najbardziej mnie przekonuje. Tym bardziej że osobiście pracuję z dziećmi z afazją i tam pojawiają się różne trudności wynikające nie z zaburzenia, ale z wieku. Poza tym wiele ćwiczeń fantastycznie sprawdza się również w innych przypadkach. Niektórzy z moich młodych pacjentów mają problemy z pamięcią roboczą, inni z koncentracją. Wbrew tytułowi książki zadania i w takich przypadkach sprawdzają się wspaniale. 

Cieszę się, że miałam możliwość zapoznać się z tą pozycją, ponieważ jest kolejnym krokiem do zdobywania coraz to większej wiedzy i też ćwiczenia mojej elastyczności, która w pracy zawodowej jest konieczna. Co do samej afazji to tak jak wspomniałam, pracuję z dziećmi, więc ciężko mi ocenić wiele aspektów, niemniej bawimy się naprawdę dobrze z tą książką i widzę pewne postępy. 

Współpraca recenzencka z Wydawnictwem Difin  

poniedziałek, 5 grudnia 2022

Trening umiejętności emocjonalnych i społecznych dzieci. Karty terapeutyczne i karty pracy – Agnieszka Lasota

Tytuł: Trening umiejętności emocjonalnych i społecznych dzieci. Karty terapeutyczne i karty pracy

Autor: Agnieszka Lasota

Kategoria: Karty pracy, nauki społeczne, psychologia

Wydawnictwo: Diffin

Liczba stron: 60

Ocena: 9/10







Gdy zaczęłam swoją pracę, to pojawiło się w mojej głowie pytanie – co ja mam robić z tymi dziećmi? Brzmi może troszkę zabawnie, patrząc w kontekście, że dopiero co pięć lat uczyłam się psychologii, niemniej okazało się to wyjątkowo istotne i praktyczne pytanie. Okazało się, że mam za sobą mnóstwo podręczników, literatury naukowej, znam dobrze wiele teorii, lecz nie do końcu mam umiejętność wprowadzanie tego w życie. A przecież chodzi o to, żeby dzieci zyskały coś, nauczyły się czegoś i przy tym dobrze bawiły. W pierwszych dniach było to dla mnie nie lada wyzwaniem. 

Miałam dużą potrzebę, by dać z siebie wszystko właśnie w najbardziej efektowny sposób. By stworzyć własny warsztat potrzeba czasu i doświadczenia. Oczywiście zaczęłam poszukiwać materiałów, zaczęłam tworzyć własne i ogólnie zaczęłam iść jakąś własną wizją. Nadal to robię i uważam za jak najbardziej właściwe, ale wiele rzeczy rozbija się o wspomniany czas. Między innymi dlatego z taką radością przyjęłam pozycję "Trening umiejętności emocjonalnych i społecznych dzieci. Karty terapeutyczne i karty pracy". Już sama przydługa nazwa brzmi jak wybawienie. Czy tak właśnie było? 

Myślę, że jak najbardziej tak. Dostałam materiały, które w spójny i uporządkowany sposób pomogły mi prowadzić moje zajęcia. Dzięki temu sama nabrałam pewnego rodzaju harmonii i wiedziałam od czego wyjść. Przy tym z czasem zobaczyłam, jak dobrze mi się pracuje z tymi kartami pracy i jak pobudzają również moją wyobraźnię i inwencję twórczą. W końcu jest to pewien szkielet pozwalający krok po kroku przechodzić przez emocje, a następnie różne aktywności społeczne, ale też nic konkretnie nie narzuca. Tego potrzebowałam. 

Kolorowe karty pozwalają w sposób przyjemny i barwny rozmawiać o emocjach, o ich przeżywaniu oraz o radzeniu sobie z nimi. Właśnie ta barwność wydaje mi się idealnie dobrana, gdyż nie jest zbyt wiele kolorów, które w nadmiarze zapewne rozpraszałyby dzieci, ale jego występowanie intryguje. Moje miesięczne doświadczenie z tymi kartami sprawiło, że dostrzegłam, z jakim zaciekawieniem dzieci same zerkają, co to jest, czytają, a te młodsze proszą o przeczytanie. Natomiast czarno-białe karty pracy spisują się o tyle wspaniale, że razem możemy dojść do pewnych pomysłów, poszukać pewnych rozwiązań i młode osoby w zależności od wieku mogą różnego rodzaju chmurki, balony czy drabiny dopasować do własnej wizji i możliwości. 

W "Treningu umiejętności emocjonalnych i społecznych dzieci" każda emocja jest dokładnie przedstawiona. Mam poczucie, że razem z dzieckiem mogę się nią zaopiekować, a następnie stworzyć coś własnego, by jeszcze następnie mieć możliwość przypomnienia sobie zdobytej wiedzy i tego, do czego dziecko w ramach twórczej pracy doszło. Położono tutaj nacisk na dokładność, wieloperspektywiczność oraz systematyczność.

Kart jest naprawdę wiele i o różnym poziomie, więc dopasowuję je do wieku dzieci. W tej chwili widzę, że tempo pracy moich pacjentów jest naprawdę bardzo różnorodne, ale zarazem podkreślę ponownie, że widzę tutaj olbrzymią zaletę systematyczności i pewnego rodzaju powtarzalności. 

Cieszę się, że w moje ręce trafiła to pomoc terapeutyczna, gdyż dała mi duże możliwości pracy z dziećmi, ale też mam poczucie, że jest pewną ścieżką dająca mi możliwość zdobycie kolejnego doświadczenia, jak takie materiały powinny wyglądać i na co zwrócić uwagę, gdy pracuję z tak młodymi ludźmi. Dlatego gorąco polecam wszystkim osobom zaangażowanym w trening emocji u dzieci i osobom, które dopiero tak jak ja uczą się pewnych rzeczy. 

Współpraca recenzencka z Wydawnictwem Difin

piątek, 2 grudnia 2022

Poławiaczka pereł. Legenda o źrenicy oka – Karin Erlandsson

 

Tytuł: Poławiaczka pereł. Legenda o źrenicy oka

Autor: Karin Erlandsson

Cykl: Legenda o źrenicy oka

Tom: I

Kategoria: Literatura dziecięca

Wydawnictwo: Dwukropek

Liczba stron: 256

Ocena: 8/10






Marzenia są czymś niesamowitym, czymś, co prowadzi nas przez życie i jest w stanie sprawić, że będzie miało ono sens. Samo dążenie do celu jest tak niesamowite i najczęściej towarzyszy mu wielka pasja, że jest tak naprawdę najważniejszą częścią całego procesu. Jednak niekiedy marzenia, dążenie do celu przybierają formę przerażającą, formę, która jest przeciwstawieństwem tego pięknego procesu. Wszystko wynika z granic. Mówi się, żeby podążać za marzeniami, nie poddawać się i dawać z siebie wszystko. Rzadko wspomina się o cenie tego. Czy na pewno zawsze spełnienie celu jest tego warte? 

Miranda od najmłodszych lat jest poławiaczką pereł. Uważa siebie samą za najlepszą ze wszystkich. To ojciec w dzieciństwie uczył ją podstaw. Wtedy też doszło do pewnej tragedii – dziewczynka straciła rękę. To był rekin. Lecz te wydarzenia miały miejsce lata temu, obecnie jest tu i teraz i tylko to się liczy. Tym bardziej że królowa ogłosiła poszukiwania źrenicy oka, czyli najstarszej i zarazem najwspanialszej perły. Czy Miranda postanowi wyruszyć w wyprawę po tę drogocenną perłę? Mówi się, że osoba, która ją odnajdzie nie będzie już nigdy niczego pragnąć, ponieważ będzie miała wszystko. Czy to prawda? Czemu nikt od tysięcy lat jej nie znalazł? 

"Poławiaczka pereł" przykuła moją uwagę swoją przepiękną okładką i nietypowym tytułem. Zastanawiałam się, co on tak naprawdę oznacza. Jest dosłowny? A może jest metaforą? Zresztą ostatnio po prostu mam ochotę na literaturę dziecięcą. Czy moje oczekiwania oparte na solidnych argumentach, czyli czystym przeczuciu, zostały spełnione? Mam ochotę pobyć przez chwilę osobą pewną siebie, więc jednoznacznie odpowiem: oczywiście! Jakże mogłoby być inaczej? 

Pomysł na całą powieść jest po prostu niesamowity. Gdy czytałam, coraz bardziej byłam zachwycona wyjątkową kreatywnością. Wcześniej w ogóle nie spotkałam się w literaturze w motywem pereł, a raczej z motywem ujętym w tak oryginalny sposób. Nie chcę Wam za dużo zdradzać, dlatego też nie opowiem dokładnie, które elementy najbardziej przykuły moją uwagę. Ale jestem przekonana, że większość z Was również zostanie pozytywnie zaskoczona. Ogólnie po przeczytaniu "Poławiaczki pereł" czuję niesamowitą satysfakcję i przede wszystkim dumę z pisarzy, że nadal znajdują tak niekonwencjonalne, nowe pomysły na fabułę. Według mnie to naprawdę godne szacunku. 

Styl autorki jest bardzo ładny. Zdaję sobie sprawę, że to mało konkretne stwierdzenie, niemniej mam poczucie, że idealnie opisuje właśnie stylistykę. Książka jest łatwa w odbiorze, więc młodzi czytelnicy pod względem zrozumienia powinni się w niej odnaleźć. Łączy w sobie również optymalne połączenie barwności i przejrzystości, co ma w sobie coś unikatowego i przekonywującego do całości. W dodatku język wyróżnia się czymś bliżej nieokreślonym, ale zapewne charakterystycznym dla pisarki. Jestem niezmiernie ciekawa, czy wybrzmi to w następnym tomach. 

Natomiast fabuła jest całkowicie nieprzewidywalna. Od prawie samego początku wciągnęła mnie i sprawiła, że koniecznie chciałam dowiedzieć się, czy Mirandzie uda się odnaleźć tę niezwykłą perłę i jak potoczy się jej relacja z pewną dziewczynką. Warto też podkreślić, że książka pod względem miejsc, w których bywa Miranda, jest mocno rozbudowana. Nie jest to może świat z fantastyki przeznaczonej bardziej dla starszych czytelników, ale na pewno jak dla dzieci mocno rozbudowany i dopracowany. Nie jest też światem naiwnym, czy wręcz sielankowym. Tak jak w naszej rzeczywistości da się w nim odnaleźć dobro i zło, ale też niekoniecznie da się je ująć w sztywne ramy. Tam dominowała nadzieja. 

Bohaterowie wyróżniają się wyrazistymi osobowościami, które pozwalają ulokować swoje uczucia. Sama Miranda jest fantastycznie wykreowana, gdyż posiada całą, wielowymiarową historię. Nie jest bohaterem jednoznacznym, którego można ot tak polubić lub znienawidzić. Ona po prostu wywołuje mieszane odczucia i uważam, że te uczucia wynikają z dobrej analizy psychologicznej. W powieści pojawia się też postać, którą uważam za punkt radości – Syrsa. Dzięki niej świat jest pełen barw. 

Tematyka jest nietypowa, a przynajmniej początkowo tak mi się wydawało. Choć muszę się przyznać, że w pierwszych chwilach niekoniecznie potrafiłam ją przenieść na naszą rzeczywistość. Dopiero czym dalej czytałam, tym bardziej widziałam, jak wiele wątków przedstawionych w tej książce możemy odnaleźć w samych sobie. "Poławiaczka pereł" sprawiła, że poddałam wiele spraw głębokiej refleksji. Zaczęłam zadawać sobie pytania, czym tak naprawdę jest pragnienie? Czy jest nam ono potrzebne? I jak daleko sięga? Tym bardziej że poruszone wątki występują w kontekście miłości i istnienia drugiej osoby. Na świecie jest wiele ważnych rzeczy, ale jednak to drugi człowiek powinien być dla nas najważniejszy – nie powinien rywalizować z rzeczami materialnymi. 

Opowieść dla dzieci okazała się tak naprawdę opowieścią dla dorosłych. Oczywiście nasi młodzi czytelnicy na pewno dzięki niej zapoznają się z wieloma wartościowymi treściami. Niemniej mam poczucie, że to często właśnie osoby dorosłe zapominają o tym, co najważniejsze i przede wszystkim czemu jest to najważniejsza. "Poławiaczka pereł" okazała się niesamowicie piękną książką, która zachwyca i uczy. 

Książka została otrzymana z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl

wtorek, 29 listopada 2022

Samowspółczucie – Kristin Neff, Christopher Germer

 

Tytuł: Samowspółczucie

Autor: Kristin Neff, Christopher Germer

Przekład: Anna Sawicka-Chrapkowicz

Kategoria: Literatura naukowa, poradniki

Wydawnictwo: Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne

Liczba stron: 212

Ocena: 6/10







Znacie to powiedzenie, że żeby kogoś szczerze kochać, trzeba kochać samego siebie? W końcu szacunek, zrozumienie i akceptacja samego siebie pozwala ujrzeć świat w innych perspektywach i niepotrzebne zmartwienia oraz trudności nie ograniczają nas ani nie marnują naszej energii. To duży krok do tego, by czuć się lepiej, ale być też w stanie dawać siebie innym. Jak mam być szczera, to przez większość życia nie przekonywało mnie to. Dopiero od niedawna zaczęłam patrzeć na to troszkę z innej strony. Studiowanie psychologii oraz moje własne doświadczenia uświadomiły mi wiele rzeczy. Może w tej chwili pod wcześniejszymi stwierdzeniami nie podpiszę się całym sercem, ale na pewno w dużej mierze się zgadzam. A te wszystkie przemyślenia pojawiły się w konsekwencji przeczytania książki "Samowspółczucie". 

Ogólnie ten przydługi wstęp jest po to, by uczciwie Was ostrzec, że całość jest odbierana przez sceptyka, bo właśnie w kontekście samowspółczucia, praktyk uważności czy różnych technik relaksacyjnych, nim właśnie jestem. Co w żaden sposób nie przeszkadza mi próbować zrozumieć ten fenomen, wyciągnąć coś dla siebie i mam nadzieję, że być może dać coś też moim bliskim, moim znajomym i moim pacjentom. Bo mam poczucie, że w tym coś musi być naprawdę. Czy książka "Samowspółczucie" pomogła mi w tym? Oj to była ciężka droga. 

Jednak by zejść z tego tonu, chciałabym najpierw nawiązać do stylu pisarskiego autorów. Określiłabym go jednym słowem – przyjemny. Ma w sobie ciepło, zrozumienie, że nie każdy wszystko rozumie, co osobiście mocno cenię. Tak jak w każdej z moich recenzji dotyczących psychologii i tu podkreślę, że to ma być książka dla ludzi, a nie specjalistów. To ci, którzy jeszcze nie wiedzą, jeszcze nie rozumieją lub jeszcze się nie nauczyli, mają się właśnie nauczyć. W przypadku tej lektury ten aspekt jak najbardziej jest poprawnie rozwiązany. Jednakże słowa autorów są też mocno zachęcające i nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie były nadmiernie zachęcające, co akurat mnie intensywnie zniechęcało do słuchania ich. Podczas czytania miałam takie poczucie buntu, że jeśli próbujecie mnie zmusić, to ja za żadne skarby nie dam się Wam. A przecież chodziło o to, żeby właśnie mnie przekonać. Lecz gdy przymkniemy na to oko, jest znacznie lepiej. 

Gdy zaczęłam czytać, miałam wrażenie, że cała ta książka to jakieś science fiction. I przytaczane przez pisarzy źródła oraz badania w żaden sposób nie pomagały zniwelować tego efektu. Na szczęście z czasem miałam coraz bardziej otwarty umysł, a przynajmniej takie miałam odczucie, i niektóre sprawy zaczęłam postrzegać troszkę inaczej. Przede wszystkim gdzieś koło połowy wyzbyłam się tego kpienia z przytaczanych treści. Wynikało to między innym z przykładów podawanych przez książkę osób, które miały trwałe przekonania na pewne sprawy i nagle doznawały cudownej przemiany. Wydawała mi się to nierealne i jakkolwiek wiem, że u niektórych osób jest to jak najbardziej prawdziwe, to brakowało mi ukazania tego procesu. Na koniec lektury miałam już dość odmienne spojrzenie, gdyż zdarzało mi się zaznaczać różne fragmenty treści oraz snuć własne refleksje podyktowane przeczytanym tekstem. Ćwiczenia w książce również przywoływały u mnie mieszane odczucia, ale niektóre z nich są naprawdę ciekawe i przede wszystkim przydatne. 

Po przeczytaniu "Samowspółczucia" mam refleksję, że to pozycja literacka dla osób, które chcą zostać bardzo przekonane albo już są i chcą utrwalić pewne sprawy. Tymczasem dla takich sceptyków jak ja to trudna sprawa, niemniej coś we mnie pękło i wiele aspektów w ostatecznym rozrachunku przekonało mnie, co odbieram pozytywnie. Ogólnie w żaden sposób nie żałuję, że zapoznałam się z "Samowspółczuciem", ponieważ to dla mnie ciekawe doświadczenie oraz zdobycie nowej wiedzy i nowej perspektywy. Z tego względu mimo mojego narzekania sądzę, że może warto spróbować, nawet jeśli nie należy się do wymienionych przed chwilą grup. 

Współpraca recenzencka Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne

sobota, 26 listopada 2022

Przygody Wielkiego Wezyra Iznoguda 5 – René Goscinny, Jean Tabary

 

Tytuł: Przygody Wielkiego Wezyra Iznoguda

Autor: René Goscinny, Jean Tabary

Cykl: Iznogud

Tom: V

Kategoria: Komiks

Wydawnictwo: Egmont

Liczba stron: 192

Ocena: 6/10






Czasami czegoś bardzo, ale to naprawdę tak bardzo, bardzo pragniemy. Dlatego właśnie jesteśmy gotowi zrobić wszystko byleby tylko to osiągnąć. W końcu można to określić jako cel życia. Tylko problem polega na tym, że mimo to nie jesteśmy w stanie osiągnąć właśnie tego celu. Ile to myślenia, ile to energii, ile emocji i ile działania, a tutaj nadal nic... Stoimy dokładnie w tym samym miejscu co zawsze i nie jesteśmy nawet krok bliżej, by ziścić nasze marzenia. Jak sobie z tym poradzić? Próbować dalej. A najlepszym tego przykładem jest cykl o Iznogudzie. 

Wielki wezyr nadal próbuje zostać kalifem w miejsce kalifa. Dzielnie brnie do przodu i nie poddaje się. W końcu doskonale wie, co chce osiągnąć. Niekoniecznie wie jak, ale w końcu możliwości jest na pewno wiele i na pewno któraś skuteczna. Tylko szkoda, że trwa to od wielu lat, a Iznogud jest nadal tylko wielkim wezyrem. Mogłoby się wydawać, że to i tak zaszczytne stanowisko, patrząc że nikt poza kalifem nie lubi Iznoguda. Jednak wezyrowi to nadal za mało. Czy kiedyś wreszcie uda mu się zostać kalifem w miejsce kalifa? Jakie wydarzenia mogą do tego doprowadzić? 

O cyklu "Iznogud" nigdy wcześniej nie słyszałam, jednak oczywiście słyszałam o osławionym René Goscinnym. W końcu to i w Polsce klasyk nad klasykami. Właśnie dlatego zdecydowałam się przeczytać ten komiks. Stwierdziłam, że tradycyjnie nie ma dla mnie znaczenia, że to piąty tom i oczywiście nie miało to żadnego znaczenia, ponieważ historie są oddzielne. Jak ostatecznie spodobała mi się ta humorystyczna i satyryczna opowieść? 

Zaczynając jak zwykle od pomysłu, to uznaję go za coś po prostu fantastycznego! Gdy czytałam, to miałam poczucie, że to coś mi znanego, ale w odmętach mojej pamięci nie mogę dotrzeć czemu. Więc tak o to tym sposobem to historia wywołująca we mnie ciepło, ale też całkowicie inna od tych, które znam. Tym bardziej że scenarzysta i rysownik pokusili się o bezpośrednie zwroty w stronę czytelnika. Nienawidzę tego w przypadku seriali, ale tutaj w komiksie okazało się to wspaniałym zabiegiem, który wielokrotnie mnie rozśmieszył. 

Dialogi są po prostu kwintesencją dobrego humoru i zawsze przedstawiają rzeczywistość, która pozornie jest zakrzywiona, gdy tymczasem okazuje się być całkowicie realna. Zabawa satyrą oraz karykaturą podkreślają tutaj istotne aspekty życiowe. Lecz wracając bezpośrednio do dialogów, to wydają niesamowicie naturalne. Bawią i dają szansę, by mocno przywiązać się do bohaterów. Mają w sobie coś z typowej, dobrej komedii. 

Sama fabuła o dziwo jest dość mocno rozbudowana i wręcz miejscami skomplikowana oraz zaskakująca. Sam komiks składa się z trzech zeszytów i pewnej ciekawej wstawki o wezyrze Iznogudzie. W tej części dzieje się naprawdę wiele, więc można wciągnąć się w przygody bohaterów oraz z pasją obserwować pomysłowość scenarzysty, która bądźmy szczerzy – nie zna granic. 

Same ilustracje to też pewnego rodzaju arcydzieło. Nie jestem znawcą ani tym bardziej specjalistą, ale patrząc takim całkowicie laickim okiem, mam wrażenie, że to dobra, stara szkoła komiksu. Dominuje tutaj dopracowanie, skupienie się na szczegółach, ale też unikatowość kreski ilustratora, przy tym przejrzystość ilustracji, czyli to jest to, co najbardziej lubię w komiksach czy powieściach graficznych. 

Mimo wymienionych zalet nie do końca poczułam tę historię. Jest to dość nietypowe, bo wszystko, o czym piszę, jak najbardziej doceniam i szanuję, ale mimo to czytałam, bo czytałam... Nie jest to coś dla mnie i nie mam na to uzasadnionych argumentów. Niemniej uważam, że każdy, kto lubi komiksy, powinien się zapoznać z którymś tomem tego cyklu. 

Egzemplarz recenzencki Sztukater.pl