poniedziałek, 17 stycznia 2022

Układ(a)ne – Aoko Matsuda

 

Tytuł: Układ(a)ne

Autor: Aoko Matsuda

Przekład: Agata Bice

Kategoria: Literatura piękna

Wydawnictwo: Tajfuny

Liczba storn: 152

Ocena: 6/10







Gdy mam dobre samopoczucie, wydaje mi się, że świat jest pięknym miejscem, które jest tylko coraz lepsze. Wiele osób zarzuca mi, że mówię z perspektywy szczęśliwego dziecka, które dostało wszystko, by wejść w dorosłość. Bez wątpienia tak jest, ale kiedy zagłębiam się w historię, to mnie przeraża to, co działo się jeszcze niedawno. Dlatego uważam, że robimy postępy, a przynajmniej na naszych terenach. W żaden sposób nie deprecjonuje tego, że na świecie i nawet wokół mnie dzieją się złe rzeczy, do których dojść nie powinno i powinniśmy coś z tym zrobić. Nadal jest tyle kwestii wymagających poprawy czy naprawy. O to powinniśmy walczyć i dążyć do przodu, by świat – tak jak się mówi frazesowo – był lepszym miejscem. Co uważacie na ten temat? 

Oczywiście moje przemyślenia mają swoje źródło pochodzące z literatury. Tym razem dałam na warsztat współczesną literaturę japońską. Z klasyką wypadło dość rozczarowująco, więc stwierdziłam, że pewnie wbrew pozorom jest to analogiczne do Polski – niektóre klasyczne powieści są trudne w tej chwili do przeczytania i zrozumienia. Wyszłam z założenia, że być może właśnie ta japońska książka sprawi, że odnajdę coś dla siebie. Czy tak było? 

Jedną z najistotniejszych kwestii w "Układ(a)ne" jest bez wątpienia koncepcja, całościowy pomysł. Chciałabym tutaj go bezpośrednio przedstawić, lecz jest dla mnie na tyle skomplikowany i niespotykany, że trzeba go doświadczyć samemu. Wyróżnia się unikatowością i dużą dozą kreatywności w przedstawianiu różnorodnych tematów. Nieoczywistość układu wymaga czasu, by zrozumieć powieść całościowo i spojrzeć na nią przez pryzmat ogółu. Tutaj też sam tytuł mam wrażenie, że dokłada charyzmy, ponieważ perfekcyjnie opisuje to, co czytelnik może odnaleźć w treści. 

Sam styl autorki jest niesamowicie chaotyczny, choć ewidentnie jest to zaplanowany zabieg. W dużej mierze go doceniam i rozumiem, skąd wynika, lecz mocno ograniczyło mi to odbiór całości. Styl wyróżnia się niekonwencjonalnością i zapada w pamięć na długo. Jego wyjątkowość sprawiła, że każdą podobną pozycję literacką będę już porównywać do tej książki. Dzięki barwności, ale utrzymaniu też optymalności językowej pisarka obrazowo przedstawiła myśli, uczucia i obserwacje bohaterów, co w rezultacie było dla mnie wyjściem do przemyśleń. 

"Układ(a)ne" składa się z rożnych części, które z czasem tworzą spójną narrację, choć by to zauważyć, jest potrzebna duża doza skupienia i zaangażowania w czytanie. Narracje, które najczęściej są pierwszoosobowe, niosą ze sobą wielowymiarową perspektywę na jedno wydarzenie, czy temat. Niemniej po przeczytaniu nadal czułam niedosyt i miała poczucie, że się pogubiłam, przez co nie umiałam się jednoznacznie określić po stronie poglądów swoich lub autorki. 

Tematycznie książka jest po prostu potężnym kolosem, który przemyca całą gamę różnych problemów społecznych, różnych spojrzeń indywidualnych. To mechanizm ukazujący, jak różny może być świat i jak wiele piękna, ale i zła może w sobie tłamsić. Przede wszystkim jest wyczuwalny wydźwięk feminizmu, który doceniam najbardziej, ponieważ z wieloma treściami zgadzam się i są one logicznie i racjonalnie uargumentowane. Nie są to tylko frazesy, ale połączenia przyczynowo-skutkowe, gdzie wzięte są pod uwagę również emocje i uczucia. Można też odnaleźć parę słów z perspektywy męskiej. 

"Układ(a)ne" okazało się dla mnie powieścią na swój sposób unikatową i niezmiernie wartościową. Różnorodność tematyczna pozwoliła mi odnaleźć swoje poglądy, pozwoliła mi przemyśleć niektóre aspekty życia, ale dała też możliwość pogubienia się w tym, co sama myślę. Dało to przeciwstawne odczucia, gdyż uznałam to za wartościowe doświadczenie, ale obudziły się też we mnie pokłady irytacji. Niemniej uważam, że warto zapoznać się z tą książką, choć też ostrzegam, że to nie jest pozycja literacka dla każdego. 

Egzemplarz recenzencki Sztukater.pl

piątek, 14 stycznia 2022

Pani Dobrego Znaku. Wieczny pokój – Feliks W. Kres

 

Tytuł: Pani Dobrego Znaku. Wieczny pokój

Autor: Feliks W. Kres

Cykl: Księgi Całości 

Tom: V

Kategoria: Fantastyka 

Wydawnictwo: Fabryka Słów

Liczba storn: 430

Ocena: 7/10






Czy Wy też czujecie tę niesprawiedliwość powiązaną z urodzeniem? Miejscem urodzenia, rodziną, hierarchią, krajem... Wszystkim co nas od siebie odróżnia? Czemu to tak banalne i nic nieznaczące rzeczy znaczą tak wiele? Jedni czują się poszkodowani, bo urodzili się na terenie, gdzie toczą się bez przerwy wojny, inni ubolewają nad ubóstwem, inni nad tym, że rodzina okazała się rozczarowaniem. Osobiście nie należę do żadnego grona, jednak prawie codziennie jestem świadkiem, jak ktoś czegoś takiego właśnie żałuje. Z czego to wynika? Czy my sami stwarzamy w sobie takie poczucie? Czy to jednak los w nas bezpodstawnie uderza? 

Puszcza Bukowa – miejsce dość dziwaczne i trudnodostępne, ale dające olbrzymie przychody i możliwości. Póki wszystko działa poprawnie nikt za bardzo się nią nie interesował. Jednak teraz pan tego terytorium umarł i prawa odziedziczyła jego żona. Wszystko wydawałoby się zgodnie z prawem, gdyby nie drobny mankament. To niewolnica! Co prawda wyzwolona już, ale wszystko wskazuje na to, że małżeństwo powinno się unieważnić. Co zrobi kobieta? Czy będzie walczyć o swoje prawa? Czy pozwoli, by uprzedzenia wzięły nad nimi górę?  

Niezmiernie się cieszę, że mogłam powrócić do tego świata. Przeczytałam parę wcześniejszych tomów, choć niektóre z nich na razie są pominięte i czekają na swoją kolej. Bardzo dobrze wspominam te przeczytane, więc nie zastanawiając się, sięgnęłam po "Panią Dobrego Znaku. Wieczny pokój". W pewnym sensie to nowa opowieść w tym uniwersum, więc byłam niesamowite zaintrygowana, co tym razem się wydarzy. 

Feliks Kres ponownie udowodnił, że potrafi posługiwać się piórem literackim. Jego styl sprawia, że czytelnik od razu wciąga się w ten świat, by dać się ponieść wyobraźni. Przyznam się, że rozpoczynając czytanie tego tomu, miałam wrażenie, że powracam do czegoś tak dobrze mi znanego. Dawało mi to swoiste poczucie literackiego bezpieczeństwa i czystą radość z czytania. Choć też nie mogę ukrywać, że momentami miałam wrażenie, że pojawiają się pewne niedopracowania. 

Ogólnie jestem zdania, że ten tom dopiero jest wprowadzeniem do kolejnego. Nie dzieje się w nim zbyt wiele, choć bez wątpienia są to wydarzenia istotne i zapewne odgrywające przełomową rolę. W moim odbiorze jest to tło, które jest potrzebne, by stworzyć zrozumiałe podstawy tej części przedstawionego świata. I jest to widoczne w sferach politycznych, gdzie ciąg przyczynowo skutkowy jest wyrazisty. Niemniej pisarz skupił się też na indywidualnych postaciach, dając możliwość przywiązania się do nich i podjęcia własnych decyzji. Podejrzewam, że dla czytelników, którzy znają "Księgi Całości" właśnie w całości i w odpowiedniej kolejności może być to odbierane w sposób jeszcze bardziej przejrzysty, gdyż znają już wiele aspektów uniwersum. 

Natomiast bohaterowie oczarowują dopracowaną kreacją. Każdy z nich jest na swój sposób wyjątkowy, a ich cechy osobowości i działania dają wgląd w wielowymiarowość wydarzeń. Dosłownie każda postać, która występuje w tej części, jest dopieszczona i posiada swoją własną, unikatową historię. Bardzo to doceniam, ponieważ uprzedzając Wam niektóre wydarzenia, część z tych osób zginie i to dość szybko. Niedokładni pisarze stwierdziliby, że to tylko marionetki, które mają coś ukazać w świetle całości, ale jako indywidualne postacie nie są wystarczająco ważne, by nadawać im głębię życia. Tymczasem Kres skupił się dosłownie na każdym. 

Przede wszystkim uwaga skupia się na – to dość oczywiste – niewolnicy Ezenie. Jej postać jest wyjątkowa, gdyż niejednoznaczna, grająca pozorami i złudnością. Wszystko zależy od kontekstu i obecności innych osób. To postać perspektywiczna i pełna tajemnic. Ciężko jej zaufać, ponieważ do końca nie wiadomo, kim jest. I nie mam tutaj na myśli jakiś pojedynczych etykiet, a spójność osobowości. Unikatową postacią jest też Yokes, ale zapewne części z Was nie trzeba go przedstawiać. 

Mimo że miałam już styczność z uniwersum, to nadal do końca go nie rozumiem. Wydaje się być majestatyczne i pełne niezgłębionych tajemnic. Wiodą nim siły nam nieznane z codzienności i to jest wyjątkowo interesujący motyw, który zachęca do dalszego czytania. Już względnie dobrze orientuję się w terytoriach i na mapie, ale imponuje mi nieskończonością. 

Poza tym "Pani Dobrego Znaku" jak każda dobra fantastyka, przedstawia wiele treści, które można odnieść do naszej rzeczywistości. Ukazuje siłę stereotypu i uprzedzeń. Nasze własne ograniczenia i idące za nimi tragedie. Świat, gdzie czasami bez mrugnięcia okiem decydujemy się na niepotrzebne cierpienie. Tym bardziej że ciekawym motywem jest ukazanie różnorodności niewolników. Mamy takich jak Ezena, czyli kobieta, która kiedyś była wolna, a właśnie życie ją zmusiło do sprzedaży samej siebie. Mamy niewolnice piękne i wykształcone, wbrew swojemu statusowi z niesamowitą potęgą i władzą, lecz wyhodowane do tego według wcześniej ustalonych zasad i niepotrafiące się od nich oderwać. Są też niewolnice i niewolnicy, którzy również zostali wyhodowani, ale do najcięższych prac. Czy widzicie, jak to wszystko źle brzmi? I jak wielka może być różnica między tymi osobami, a w ujęciu ich samych często między rzeczami? Bo ludźmi nigdy się nie czuli. 

Już niedługo nadchodzi kolejny tom "Pani Dobrego Znaku". Mimo że zawsze zapewniam, że chcę powrócić przede wszystkim do pierwszego tomu "Księgi Całości", to niesamowicie chcę się dowiedzieć, co wydarzy się teraz i jak potoczą się losy Ezeny. Cała powieść to niezwykła przygoda skupiająca się na tworzeniu podstaw i wiązaniu relacji interpersonalnych. Przy tym zaskakuje wnikliwością i swoim majestatem. 

Za możliwość przeczytania dziękuję bardzo Fabryce Słów

poniedziałek, 10 stycznia 2022

All I want for Christmas. Świąteczna zamiana miejsc – Beth Garrod

 

Tytuł: All I want for Christmas. Świąteczna zamiana miejsc

Autor: Beth Garrod

Przekład: Matylda Biernacka

Kategoria: Literatura młodzieżowa

Wydawnictwo: YA!

Liczba stron: 397

Ocena: 4/10






Święta potrafią być naprawdę wyjątkowym czasem. W szczególności, gdy przez lata udało się stworzyć swoje własne tradycje i schematy, które sprawiają, że czujemy się szczęśliwi i pełni radości. Wtedy nawet mimo rożnych trudności w życiu, nagłych zmian można odetchnąć i zobaczyć świat, gdzie magia świąt kreuje wszystko wokół. Tylko mimo tej magii czasami dochodzi do tego, że i ona nie jest w stanie pokonać większych problemów. Wtedy można tylko spróbować samemu się z nimi zmierzyć. 

Elle wraz z bratem i rodzicami znowu się przeprowadziła. Podczas gdy jej brat doskonale zaadaptował się do nowego środowiska, ona nie umie się odnaleźć. Cały czas żyje historią sprzed przeprowadzki, która wykończyła ją psychicznie i nawet teraz, po tak długim czasie, wpływa na jej wybory. Dziewczyna musi coś zrobić, by odzyskać pewność siebie i wreszcie poczuć, że jest w domu. Natomiast Holly uwielbia święta. Tylko pewien chłopak popsuł jej okres przedświąteczny, ale nastolatka już ma plany, jak to wszystko naprawić i doprowadzić do tradycyjnej, rodzinnej gwiazdki. Szkoda tylko, że okazuje się, że jej siostra nie wraca na święta do domu, a mama postanowiła się przeprowadzić wraz z nią do swojego partnera. Jak Holly poradzi sobie z tak dużymi i nagłymi zmianami? 

Wiem, że mamy już styczeń, a święta za kolejne jedenaście miesięcy, ale czasami warto podtrzymać jeszcze trochę świąteczny nastrój. Tak wiecie – na poprawę humoru. Z tego względu w początkowych dniach nowego roku czytałam "All I want for Christmas. Świąteczna zamiana miejsc". Spodziewałam się lekkiej i przyjemnej lektury i dokładnie taką dostałam, ale okazało się, że to mi nie wystarcza. Trzeba czegoś jeszcze więcej, by utrzymać wspominany nastrój. 

Już od samego początku pomysł wywołuje we mnie ambiwalentne odczucia, gdyż widzę w tym pewien schemat fabularny, ale zarazem też wprowadzenie nowych motywów. Jak teraz myślę, to jest naprawdę niesamowicie wiele opowieści, gdzie najróżniejsi bohaterowie zamieniają się miejscem i prowadzi to do nieprzewidzianych konsekwencji. W przypadku tej powieści spontaniczność tej decyzji odgrywa główną rolę i mimo sztampowości przekonuje mnie. 

Styl autorki, jak bardzo łatwo się domyślić, jest wyjątkowo lekki i przyjemny w odbiorze, czyli dokładnie taki, jaki powinien być w literaturze młodzieżowej. Choć czasami niestety zahacza o infantylizm. Niekiedy pojawiają się też niedopracowania. Jednak gdy czytałam, miałam wrażenie, że jest to typowy język naszych myśli, co upraszczało zrozumienie bohaterów oraz nadawało pewnej barwności. 

Fabuła... Tutaj brak mi słów. Dla mnie jest stanowczo zbyt naiwna i zbyt słodka. Tak, tak, wiem, że to powieść dla nastolatków, w dodatku świąteczna i z motywami romantycznymi, ale nadal... Oczekiwałabym większej realności i dojrzałości. Tym bardziej że były wyczuwalne pewne niedopracowania i pomijanie treści ważnych, a pojawiały się za to sceny, które były w moim odbiorze nudne i całkowicie niepotrzebne. 

Narracja była pierwszoosobowa i dotyczyła dwóch osób – Holly i Elle. To według mnie trudny zabieg literacki, ponieważ narracja pierwszoosobowa wymaga głębokiej analizy psychiki, a w przypadku dwóch osób całkowicie odmiennych dwóch analiz i tutaj autorka poległa. Dlaczego? Gdyby nie nazwy rozdziałów i dwa różne miejsca akcji, to nie miałabym pojęcia, o której bohaterce czytam. Dla mnie pod względem charakterów były identyczne. Najprawdopodobniej wynika to z kreacji bardzo pobieżnej, bazującej wyłącznie na cechach powierzchownych. I niestety przenosiło się to również na pozostałych bohaterów. Byli przesympatyczni i posiadali olbrzymi potencjał charakterologiczny, tylko że zabrakło wspomnianej głębi. A to nie był jedyny problem, ponieważ zawiodły też opis relacji między nimi i procesów psychologicznych. To istniało, ale tylko zahaczało o bohaterów. 

W "All I want for Christmas" wprowadzono motyw instagrama, co spodobało mi się ze względu na atrakcyjność dla młodych osób. Sama spędzam w świecie instagrama wiele czasu i wiem, że nabiera coraz większego znaczenia dla ludzi. Czasami stanowczo zbyt wielkiego. Akurat takiego, żeby zapomnieć, że to real jest ważny. A dokładnie, że najważniejsi są ludzie nam bliscy, takich, których znamy naprawdę, a nie poprzez wizerunek kreowany na profilu instagramowym. Zarazem to pokazuje dwie rzeczy odnośnie social mediów – łatwo wykreować samego siebie całkowicie odmiennego od naszej osobowości, ale można też dzięki możliwościom mediów i autentyczności stworzyć niesamowite rzeczy. 

W książce jest też podkreślona waga szczerych rozmów, gdzie można wyrazić swoje emocje i uczucia oraz opowiedzieć o radościach i problemach. Tak się tworzy prawdziwą więź i dostaje tak bardzo potrzebne nam wsparcie innych ludzi. Też pozwala uniknąć niepotrzebnych domysłów, które czasami mają się daleko od prawdy. Tym bardziej że w naszym świecie naprawdę łatwo zatracić samego siebie i nie zauważyć, jak bardzo wyjątkowym jest się człowiekiem – takim, jakim się jest naprawdę. 

Cóż... Dla mnie ta powieść była naprawdę wielkim rozczarowaniem i wbrew pozorom nie dała mi poczucia podtrzymania świątecznego klimatu. Poruszała wiele ważnych tematów dotyczących młodych ludzi, co niezmiernie mi się podobało, ale zarazem nie utrzymywała przy tym odpowiedniego tonu i momentami za bardzo przyśpieszała albo zwalniała. Niemniej sądzę, że jeśli lubicie lekkie książki czytane ku przyjemności, gdzie można samemu według własnych planów wyciągnąć z niej albo głęboką treść, albo zabawną historię, to spełni ona Wasze oczekiwania. 

Książka z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl

"Bitwa Nieśmiertelnych" Arkady Saulski – PREMIERA 26 stycznia

 

Śmierć Shughisa nie uratowała Nipponu.

Kotul, młody Chan, jest jeszcze groźniejszy od ojca: rozkochany w wojnie i żądny nowych zwycięstw, ale także mądry i cierpliwy. Nie musi się śpieszyć. Wie, że półmilionowa armia rzuci mu Nippon do stóp. Pierwsi zdrajcy już przyłączają się do Chana i ruszają przeciwko bratnim klanom.

W morzu ognia, krwi i zdrady trwa ostatnia wyspa: twierdza Ten no Iwa, Niebiańska Skała. Siedziba rodu Toyotomi zdaje się ostatnią nadzieją uciekinierów i tych, którzy chcą walczyć przeciwko Mandukom. Daimyo rodu jest młody, ale mądrością i odwagą zdobył już fanatyczną miłość swoich poddanych.

Duch znalazł trzeciego Pana.

Wojnę, którą rozpętali ojcowie, skończą teraz synowie. Srebrny Smok zmierzy się z Czerwonym Koniem. 

Magia, z której upleciony jest Nippon rzuci wyzwanie stalowej pięści Stepów.


piątek, 7 stycznia 2022

wmyśli – Maciej Dmytrow

 

Tytuł: wmyśli

Autor: Maciej Dmytrow

Kategoria: Poezja

Wydawnictwo: Warszawska Firma Wydawnicza

Liczba stron: 68

Ocena: 7/10








Czasami trafiamy na coś, co wyjątkowo nas poruszy. Te coś może mieć wiele znaczeń – to może być piosenka, książka, film, jakaś historia, wydarzenie, widok… Tutaj ogranicza nas tylko nasze subiektywne odczuwanie. Jednak gdy już coś dogłębnie nas wzruszy, to potrafi zmieniać nasz tok myślenia, nasze poglądy i postrzeganie świata. Kiedyś wierzyłam, że taką moc ma właśnie poezja. Dlaczego kiedyś? Ponieważ wtedy byłam dogłębnie przekonana, że działa tak na każdego. Że każdy prędzej, czy później znajdzie wiersz, który będzie dyktował jego życiem. Z perspektywy czasu wydaje mi się to mocno egocentryczne. Przekonanie wyniesione z osobistego doświadczenia. Niektórzy nie lubią czytać, nie lubią poezji albo po prostu nie znajdują tego wiersza. Ja chyba nigdy go nie znajdę, lecz nic nie stoi na przeszkodzie, by dalej poszukiwać. I tak o to dzisiaj przed Wami kolejny tomik wierszy, który ostatnio miałam okazję przeczytać. 

„wmyśli” zaskoczyło mnie od początku poczuciem, że czytam teksty piosenek. Gdy tylko odczytywałam wersy wierszy, komponowała mi się w głowie jakaś własna melodia, a ja miałam poczucie, że to nie poezja, tylko jej połączenie z magią muzyki. To uczucie sprawiło mi wielką radość i od razu dodała każdemu wierszowi z osobna nieodzownego uroku, który zachwycał i pozostawał ze mną na długo. Sama twórczość Macieja Dmytrowa jest raczej krótka, ale towarzyszy temu dosadność i konkretność, co bardzo cenię. Przez cały tomik przechodzą najróżniejsze metafory, jednak i one są niespecyficzne. To nie były metafory w konwencjonalnym ujęciu, które kojarzy mi się z nadmierną poetycznością i patosem. Było w nich coś swojskiego, ale na poziomie. Jako czytelnik nie mogłam udawać, że te zwykłe słowa nie mają ukrytej głębi. Pragnęłam do niej dotrzeć, by sprawdzić, czy zgodzę się z nią, czy zostanę wewnętrznie poruszona i czy wreszcie na długo dany wiersz zagości w mym umyśle. 

Kolejnym aspektem, który mocno mnie zaskoczył, ale w jak najbardziej pozytywnym znaczeniu, jest pewien rodzaj mroku przemawiającego przez twórczość autora. To mrok, który mami, hipnotyzuje i intryguje na tyle, by wręcz ślepo za nim podążać. Niesie on ze sobą ekscytację i katharsis. Tak niekonwencjonalnego połączenia już dawno nie widziałam. 

Ogólnie cała tematyka jest unikatowa i pełna błyskotliwych uwag, które naprowadzają czytelnika na własne, mocno ukryte myśli. Każą stanąć mu przed tym, co sam ukrywa i po raz pierwszy zmierzyć się z nimi. W tym miejscu dostaję coś, o czym od dawna marzyłam, czyli oryginalność. Poeta nie boi się łamać wszelkich schematów. Być może nawet nie jest świadomy tego, że to robi, bo pozostaje sobą i rządzi się własnymi zasadami. Takich ludzi szanuję i czasami wprost im zazdroszczę tej pewności siebie w świecie, gdzie nie zawsze jest na nią miejsce. 

Najbardziej ze wszystkich wierszy poruszył mnie „chciałem trochę”. To wiersz, który pozwolił mi utożsamić się z osobą mówiącą i przeżyć wiele intensywnych, pełnych emocji. Podobnie miałam z dziełem „koty psy chomiki wszechświat”. Tutaj umiejętności autora sięgnęły wyżyn, a ja uświadomiłam sobie, jak za pomocą prostych słów można przekazać tak wiele. Wszystkiego niesamowicie intrygująco dopełniały ilustracje.

„wmyśli” bez wątpienia jest unikatowym zbiorem poezji, który nie da się tak po prostu zapomnieć. To tutaj uderza się w tematy ważne, poruszające i często zaginione. Do tego trzeba odwagi, z czego sprawy nie zdawałam sobie jeszcze, gdy zaczynałam czytać tomik. Teraz już wiem, ale nie zamierzam wykorzystywać tego jako ostrzeżenie. Wręcz przeciwnie – znajdźcie w sobie pokłady siły i zmierzcie się z obezwładniającym mrokiem, gdzie czasami można odnaleźć iskierkę nadziei. Szukajcie jej i akceptujcie to, co po drodze znajdziecie. 

Egzemplarz recenzencki Sztukater.pl 

wtorek, 4 stycznia 2022

"Pustynny Książę" tom 2 Peter V. Brett - PREMIERA 14 STYCZNIA

 


„Połączona krew książąt położy kres burzy”

Zwycięstwo w Otchłani okazało się tylko wygraną bitwą. Wojna wciąż trwa, a dzieci zwycięzców muszą stanąć do kolejnego starcia.

Przepowiednia kości popchnęła Olive na zupełnie nową ścieżkę. Stając ramię w ramię z wojownikami sharum, odkrywa wielką moc drzemiącą we własnej, podwójnej naturze. A każdego ranka, po nocy pełnej krwi i śmierci, doświadcza prawdziwej radości życia. 

Zagrożenie jest jednak coraz bliżej, a dławiąca pętla niebezpieczeństwa zaciska się wokół wszystkich, których kocha.

Darin i Selene, Arick i Rojvach, Olive i Kaji - każdemu z nich pisany jest los, który ciężko będzie udźwignąć. Każde z nich buntuje się przeciwko przeznaczeniu i każde będzie musiało odnaleźć własną drogę a potem kroczyć nią z podniesionym czołem. Waszak dzieci muszą dźwigać sławę ojców razem z własnym brzemieniem.

poniedziałek, 3 stycznia 2022

Widmo nad Arkham – Beniamin Tytus Muszyński

 

Tytuł: Widmo nad Arkham

Autor: Beniamin Tytus Muszyński

Cykl: Widmo nad Arkham 

Tom: I i II

Kategoria: Gra paragrafowa

Wydawnictwo: Black Monk

Ocena: 9/10



Mam wrażenie, że czasami życie niesie ze sobą tak wiele nieprzewidywalnych i trudnych wydarzeń, że po prostu ciężko poradzić sobie z nimi. Gdy skupiamy się na ciężkim emocjonalnie dla nas jednym zdarzeniu, dzieje się znowu coś i znowu coś i już nie można odnaleźć w sobie sił, które pozwolą iść dalej. Lecz przecież jakoś trzeba to zrobić. Mimo braku nadziei, mimo przytłaczającego mroku krok po kroku idzie się dalej przez życie. Tylko czy ta droga ma sens? Czy idzie się ku dobremu, czy może ku czemuś jeszcze straszniejszemu? 

Eli Carter – bibliotekarz z Arkham, wydający się spokojnym mężczyzną, który żyje w swoim świecie wyobraźni i książek. Tymczasem to właśnie on zauważa pojawiające się coraz częściej różne kulty. U niego w Arkham sławę zdobył Ezoteryczny Zakon Dagona. Eli może obserwować jego działanie przez przyjaźń ze swoją sąsiadką Julią. Co zwiastuje ten kult? Czy istnieją sensowne podstawy, by uznać, że jego istnienie jest właśnie uzasadnione? Czy tak naprawdę to tylko jedna wielka manipulacja ludźmi? I co stanie się z czasem z Elim? Pozostanie na zawsze w Arkham, czy sytuacja go zmusi do podróży? Wiele pytań i na każde z nich wiele odpowiedzi. Kto decyduje? 

Byłam bardzo podekscytowana, że będę miała przyjemność zapoznać się z "Widmem nad Arkham". Dotychczas nigdy nie miałam styczności z tego rodzaju książką i opowieścią. A to – jakże skromnie powiem – w mojej historii czytelniczej już prawie się nie zdarza. Byłam otwarta na wiele gatunków i większość z nich co najmniej na podstawie kilku książek sprawdziłam. Ale oczywiście nie wszystkie... Lecz teraz przyszedł czas nie na nowy gatunek, ale na nową formę opowieści! Jak mi przypadła do gustu? 

Przyznam się całkowicie dobrowolnie, że nie miałam pojęcia, czym jest gra paragrafowa, a tym bardziej co to oznacza w formie książki. Owszem, słyszałam, że istnieją, ale nigdy sama nie zdecydowałam się zapoznać z taką opowieścią. Dlatego gdy tylko zapoznałam się z instrukcją i zaczęłam czytać, poczułam się zafascynowana i wprost oczarowana. To książka, gdzie to ja decyduję. Nikt inny, tylko ja. I ja ponoszę też konsekwencję swoich działań. Czy to nie brzmi jak prawdziwe życie w świecie poza granicami? Czy to nie brzmi pięknie? Dla mnie stanowczo tak! Tym bardziej że możliwość wielokrotnego czytania tej książki na najróżniejsze sposoby jest czymś niesamowitym i nadającym nowy wymiar istnieniu książki. Zastanówcie się, ile to razy przeczytaliście jakąś powieść i pragnęliście przeczytać ją jeszcze raz, ale tak bez wiedzy, co się stało... Ponownie ta sama przyjemność. "Widmo nad Arkham" właśnie na to pozwala. 

Styl, którym się posługuje autor, jest wprost magiczny. Pod każdym względem dopracowany, co widać podczas czytania. Każde zdanie jest idealne, ale nieirytujące. Po prostu jest na swoim miejscu. Dzięki temu powieść intensywnie oddziaływuje na wyobraźnię i pozwala czytelnikowi stworzyć wokół siebie świat wcale nie mniej realny od tego, w którym obecnie się znajdujemy. Ma w sobie pierwiastek hipnozy, który pozwala nam być tym, kim chcemy i działać tak, jak chcemy. Poza tym charakterystyczność językowa bez wątpienia wyróżnia Beniamina Muszyńskiego, co jest jeszcze kolejnym aspektem, który tak bardzo cenię. 

"Widmo nad Arkham" inspiruje się twórczością Lovecrafta. O tym niestety nie mogę za dużo od siebie powiedzieć, gdyż nie czytałam żadnej powieści czy opowiadania tego słynnego pisarz. Nie wiem, jak bardzo można odnaleźć jego podobno unikatowy klimat i nawiązania do jego historii. Niemniej myślę, że dla fanów Lovecrafta jest to tylko kolejny element, który zachęca do sięgnięcia po lekturę. Natomiast odnosząc się już bezpośrednio do fabuły, to muszę przyznać, że była niesamowicie wciągająca. Nie poznałam jeszcze wszystkich możliwych ścieżek, ale na podstawie swoich wyborów muszę powiedzieć, że czyta się momentalnie. Fabuła sama w sobie również przede wszystkim bazuje na wyobraźni. Pobudza ją, delikatnie kieruje, by ostatecznie pozwolić przejąć kontrolę. I najważniejsze – wśród potęgi wyobraźni i abstrakcji widoczna jest niezachwiana logika. Nie mam najmniejszego pojęcia, jak pisarz osiągnął ten złoty środek, ale jest to niesamowicie logiczna i zarazem dająca wyjątkowe możliwości dla wyobraźni opowieść. 

Z bohaterami bardzo łatwo się utożsamić, a wynika to z oczywistości, że tak naprawdę to my jesteśmy głównym bohaterem, a co za tym idzie pozostałe postacie są o wiele bardziej rzeczywiste. Jako czytelnik wcielamy się w rolę Eliego i pozwalamy się poprowadzić w odpowiednim kierunku, mając dużą dowolność w tym, kim stanie się Eli i jakie jego cechy osobowości wyjdą na prowadzenie. My go kreujemy i my odbieramy innych jego oczami. 

Na parę słów zasługuje również samo wydanie "Widma nad Arkham". Gdy przyszło w paczce, doznałam szoku, jakie to jest przepiękne wydanie. Dwie wielkie księgi z twardymi, płóciennymi oprawami. Jest to typowo w punkt mojego estetycznego gustu. A to nie koniec przyjemności, gdyż w środku znajdują się przecudowne ilustracje. Są to małe dzieła sztuki. Czuć od nich mrok, który mami, a następnie wabi czytelnika. Dzięki nim nagle nasza własna rzeczywistość zamyka się, a droga prowadzi wyłącznie do fabuły. Nie ma nic więcej, tylko my i ta opowieść. Pod względem już bardziej praktycznym w książce znajdują się równie piękne kartki do notowania i zapisywania swoich postępów, co jest bardzo przydatne i przemyślane. 

Lektura "Widma nad Arkham" była dla mnie całkowicie nowym doświadczeniem. Niezmiernie się cieszę, że zdecydowałam się dać szansę nowej dla mnie formie i ponieść historii o niebanalnym ciągu przyczynowo-skutkowym, gdzie wyobraźnia otwiera drzwi do świata tak odmiennego, a zarazem podobnego do naszego. 

Książka została otrzymana z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl