poniedziałek, 17 sierpnia 2020

Skażone krajobrazy – Martin Pollack


Tytuł: Skażone krajobrazy

Autor: Martin Pollack

Tłumaczenie: Karolina Niedenthal

Seria: Sulina

Kategoria: Reportaż

Wydawnictwo: Czarne

Liczba stron: 112

Ocena: 7/10









Gdy spędza się dużo czasu w dużym mieście, czasami ma się ochotę, by opuścić ten murowany krajobraz i odetchnąć prawdziwą naturą. Wtedy najlepszym miejscem na taki właśnie odpoczynek są lasy, jeziora czy góry. Wokół pierwotna przyroda, która pozwala na refleksję, zatrzymanie szybkiego biegu. Natura jeszcze nie skażona ludzką ręką tak bardzo lubiącą niszczyć wszystko, co na jej drodze się znajdzie. Ale czy te piękne zielone liście, ta przezroczysta woda w jeziorze czy ukryta jaskinia pośród skał na pewno nie została skażona? Czy na pewno w przeszłości nie pojawił się człowiek okrutny, bez sumienia i nie dotknął tych miejsc swoim egoizmem i brakiem skrupułów? 

Od jakiegoś czasu postanowiłam lepiej się zapoznać z reportażami. Jest to dla mnie forma mało znana, choć chyba lepiej byłoby to określić jako w ogóle nieznana. Prawie całą swoją dotychczasową wiedzę czerpię z podręczników, licznych powieści, które czytam z takim zamiłowaniem, oraz z programów przyrodniczych, które wypełniały mi godziny dzieciństwa. Tym razem chciałabym spróbować z wiedzą bardzo pewną, ale też unikatową. Taką, której nie przekażą mi podręczniki. One dadzą wyłącznie suche fakty o olbrzymiej wadze. W reportażach liczę na ukryte, ale równie istotne przeżycia – naszpikowane subiektywnymi emocjami pozwalającymi na lepsze zrozumienie drugiego człowieka. Mam dopiero kilka takich reportaży za sobą, ale te przeczytane okazały się naprawdę satysfakcjonujące mnie. Tak jest też w przypadku "Skażonych krajobrazów".

"Skażone krajobrazy" to tytuł, który według mnie jednoznacznie sugeruje, o czym będzie książka. Na samym początku recenzji starałam się Was naprowadzić na taki sam tok myślenia jak mój, gdy zaczynałam czytać tę pozycję. A zaczynałam ją czytać całkowicie spontanicznie, opierając się wyłącznie na tytule. I tak o to zostałam niesamowicie zaskoczona, ponieważ moje przekonanie, że tematyka będzie związana z chemiczną działalnością ludzi oraz brakiem ekologii, okazało się całkowicie niepoprawne. "Skażone krajobrazy" to reportaż o miejscach masowych zbrodni. Oczywiście są w nim miejsca dobrze znane Polakom i całemu światu – Auschwitz, ale autor skupia się przede wszystkim na miejscach, gdzie ludzie próbowali lub nadal próbują zatrzeć pamięć o okrutnych wydarzeniach. 

Nie będę udawać, że gdy zobaczyłam swój błąd, cieszyłam się, że zapoznam się z tą nową dla mnie tematyką. Czułam się zawiedziona, ale zdecydowałam się mimo to czytać dalej, co było zadaniem nużącym i mało ciekawym, gdyż pisarz na początku tak naprawdę wymienia tylko takie miejsca. Nie zrozumcie mnie źle – szanuję pamięć o nich, jednak z perspektywy czytelnika są to tylko nazwy w całkowicie nieznanych językach, które nic mi nie mówiły. Pojawiały się krótkie komentarze autora, ale to mi nie wystarczyło, by oddać się emocjonalnie lekturze. Dopiero z czasem kontekst książki zaczął się zmieniać i wtedy wyraźnie strona za stroną sprawiły, że poczułam się zaintrygowana oraz zaczynałam czuć prawdzie emocje. 

Podawane wydarzenia zaczęły być opisywane dokładniej z całym tłem historii i kultury. To wszystko powoli nabierało przerażających barw. Autor przekazywał mi swój szacunek dla takich miejsc oraz poczucie bezradności i zagubienie, że takie masowe mordy na olbrzymią skalę miały miejsce i były dokonywane przez gatunek, który uważa się za najlepszy, który w teorii jest najrozsądniejszy. W takich momentach traci się wiarę w całą ludzkość. Pisarz dokładnie skupia się na opisaniu, jak wygląda proces odnajdywania zapomnianych grobów i jak ludzie reagują, gdy dowiadują się lub nareszcie muszą na głos przyznać, że żyją na jednej, wielkiej mogile. A reakcje wbrew pozorom nie są takie przewidywalne. Przejawiają się olbrzymią różnorodnością. Martin Pollack musiał wiele przejść i poświęć swojego czasu i energii, by wydobyć od miejscowej ludności choć skrawki prawdy. Prawda wiąże się z przyznaniem do winy, z przyznaniem do okrucieństwa i bezradności. Osobiście nie wyobrażam sobie, co ludność małej wioski mogła zrobić, by uratować mordowane osoby. Ich była garstka, wrogów mnóstwo. Jak nie zachować bierności, gdy w domu czeka cała rodzina, a sprzeciw oznacza śmierć? Mimo to wiele ludzi nie chce mieć nic wspólnego z tymi miejscami i nie chce przyznać, że pamięta albo wie od już dawno zmarłej rodziny, co tam stało się naprawdę. 

Temat, jak sami widzicie, jest niezwykle ciężki. Samo morderstwo dla wielu z nas jest niewyobrażalnym czynem, ale jak wyobrazić sobie morderstwa na tysiącach osób, które razem ginęły w ciągu jednego dnia, a później być może na zawsze zostały zapomniane? Pisarz wielokrotnie podkreśla, że odnajdywanie takich miejsc jest wybitnie istotne, a pamięć dla ofiar czymś obowiązkowym. A sprawcy? Ludzkości należy się prawda, więc i oni powinni zostać w odpowiedni sposób zapamiętani. W czasie czytania pojawiło się w mojej głowie wiele refleksji o dehumanizacji, cierpieniu i stwarzaniu najokrutniejszych sytuacji, które niestety są przejawem straszliwej kreatywności ze strony oprawców. 

Należy pamiętać i w dużej części z tym się zgadzam. Prawie nikt z nas nie chce być zapomnianym. Jeśli już myśli o swojej śmierci, to ma zapewne wyobrażenie pięknego grobu z wygrawerowanym nazwiskiem i płaczącą rodziną nad nim. Ci ludzie nigdy tego nie dostali. Dlatego należy się im pamięć. To są słowa rozsądku poprowadzonego przez empatię. Jednak samo serce zadaje mi pytanie, czy naprawdę powinniśmy odgrzebywać stare sprawy w takiej formie? Czy tym ludziom razem z pamięcią nie należy się spokój ducha? Czasami ma wrażenie, że jesteśmy nauczeni sztucznego szacunku. Od dziecka nam mówili, że historię i bohaterów trzeba pamiętać i ich czcić. A ile z tego szacunku i pamięci jest naszą prawdziwą potrzebą? Mam tylko nadzieję, że Martin Pollack poszukuje zaginionych grobów, bo wierzy z głębi serca, że tak należy. Przedstawia też fragment własnej historii, gdzie wyraźnie opisuje, skąd jego decyzja, by zająć się czymś takim. 

Mimo początkowej niechęci do "Skażonych krajobrazów" cieszę się, że przypadek pozwolił zapoznać mi się z tą książką. Dała mi ona wiele do myślenia i sprawiła, że zapoznałam się z tematem unikatowym, rzadko poruszanym, a tak istotnym i należącym wbrew wszelkim pozorom do naszej codzienności. 

sobota, 15 sierpnia 2020

Życie mrówek – Maurice Maeterlinck


Tytuł: Życie mrówek

Autor: Maurice Maeterlinck

Tłumaczenie: Maria Czartowska, Adam Czartowski

Kategoria: Literatura piękna

Wydawnictwo: Wydawnictwo MG

Liczba stron: 280

Ocena: 6/10










Gdy jesteśmy dziećmi, nasz świat wydaje się niesamowicie ciekawy. Każde stworzenie, każda rzecz, każde zjawisko to zapowiedź niesamowitej przygody, która pozwoli poznać dziecku świat i zostanie zapamiętana na długo. Pewnie sobie przypominacie jakieś dawne zabawy obecnie wydające się niesamowicie niedorzeczne, nielogiczne i po prostu absurdalne. Do nich wcale nie były potrzebne zabawki – wystarczył sam świat. Dla mnie między innymi taką "zabawką" był mrówki. Obserwowałam je, odkąd tylko pamiętam. Karmiłam mrówki najróżniejszymi odmianami słodkiego jedzenia. Robiłam najróżniejsze eksperymenty na nich, które jak się zapewne domyślacie, etyczne nie były... Mimo że w żaden sposób nie poszłam dalej ścieżką poznawania życia mrówek, to przebłyski pasji nadal we mnie pozostały, a mrówki wydają się równie pasjonujące, jak w czasach gdy miałam cztery lata. 

Właśnie z tych powodów moje zainteresowanie przyciągnęła książka "Życie mrówek". Przyznam się, że od razu jak tylko spostrzegłam jej istnienie, postanowiłam, jak najszybciej ją przeczytać. Tak właśnie zrobiłam i po lekturze wiem o wiele więcej o mrówkach, choć pewne aspekty, o których zaraz mowa, sprawiły, że nie jestem pewna swej wiedzy. Ale nie zmienia to faktu, że z olbrzymim zaangażowaniem oddałam się lekturze i każdy fakt, do którego kiedyś sama doszłam, sprawiał mi przyjemność i dawał poczucie satysfakcji. 

Popełniłam błąd, ponieważ nawet nie przeczytałam opisu, gdy decydowałam się na kupno tej książki. Wystarczył tytuł, bym bezmyślnie chciała ją przeczytać. Oczywiście z perspektywy czasu nie ma to już najmniejszego znaczenia, jednakże doznałam szoku, gdy zdałam sobie sprawę, jak dawno ta książki została napisana. Byłam przekonana, że to współczesna popularno-naukowa pozycja czytelnicza. Otóż nie – książka została po raz pierwszy wydana dziewięćdziesiąt lat temu... A sam autor w roku 1911 otrzymał Nobla w dziedzinie literatury. Jestem pod wrażeniem, bo naprawdę całkowicie nie spodziewałam się, że "Życie mrówek" ma za sobą tak rozbudowaną historię. 

Zarazem wyjaśnia też to nietypowy język, którym posługiwał się pisarz. Momentami był bardzo metaforyczny, co jest całkowicie odmienne w porównaniu do dzisiejszej literatury naukowej. Teraz każdy, kto zdecydowałby się na przekazanie wiedzy w tak poetyczny sposób, zostałby wyśmiany. To trochę smutne, jednak bliżej mi do naukowca niż poety, więc doskonale zdaję sobie sprawę, skąd współcześnie takie wytyczne. Wracając do pisarza, to styl, którym się posługiwał, jest pełen zawiłej składni, rozbudowanych porównań oraz bogatego słownictwa. Trudno czytelnikowi tego nie docenić, ale jeśli nie jesteśmy nastawieni bardzo na artyzm, taka zawiłość robi się nudna. Tak było w moim przypadku. 

Największą zaletą tej książki jest fakt, że autor jest niesamowitym pasjonatą, więc momentalnie zaraża czytelnika swoim zaangażowaniem i fascynacją. Robi to w nienarzucający sposób – subtelnie i z gracją. Jest to w dodatku otoczone wieloma rozbudowanymi rozważaniami, które często wychodzą poza główną tematykę książki. Perspektywa autora wydaje mi się wyjątkowo niekonwencjonalna i dająca możliwość spojrzenie na świat przez całkowicie odmienny pryzmat. Uwielbiam takie książki, więc i w tym przypadku zostałam oczarowana. Choć miałam momenty, gdy mi się wydawało, że czytam kartkę z kalendarza, gdzie w szybki sposób jest przekazywany jakiś rodzaj nietypowej wiedzy. 

Warto również zwrócić uwagę na samo wydanie książki, które w moim odczuciu jest przecudowne. Książka robi wrażenie starej, dobrze utrzymanej powieści. Twarda obwoluta, przepiękne ilustracje i bardzo precyzyjnie stworzone strony podbiły moje czytelnicze, wizualne serce. To jest ten moment, gdy chcę mieć pozycję czytelniczą na półce ze względu na wydanie. Ale oczywiście niezmiernie się cieszę, że treść okazała się też warta czytania. 

"Życie mrówek" mimo nieprzewidzianych komplikacji zostało odebrane przeze mnie wyjątkowo pozytywnie i jeśli tylko będę miała możliwość zapoznania się z innymi książkami autora, to na pewno to zrobię. Tym czasem jeżeli interesujecie się mrówkami, gorąco Wam polecam tę książkę. 

czwartek, 13 sierpnia 2020

Paradoksalna psychologia czyli zdrowy rozsądek na manowcach – Sławomir Jarmuż


Tytuł: Paradoksalna psychologia czyli zdrowy rozsądek na manowcach

Autor: Sławomir Jarmuż 

Kategoria: Literatura naukowa

Wydawnictwo: GWP

Liczba stron: 220

Ocena: 8/10











Przez większość swojego życia próbujemy kierować się albo rozsądkiem, albo ulegamy emocjom. Zazwyczaj ta druga opcja przynosi niepożądane skutki, gdyż chwilowe, nierozważne zachowanie może doprowadzić do wyjątkowo przykrych sytuacji. Dlatego tak wielu ludzi jest zdania, że powinniśmy podejmować decyzje po dokładnym przemyśleniu i wykorzystaniu logicznych wniosków. Brzmi pięknie – jak rozwiązanie wszelkich problemów. Zarazem nie zawsze się sprawdza. A co jeśli wbrew ogólnemu przekonaniu są momenty, gdy nasze logiczne i rozsądne działania całkowicie zawodzą? Może wcale nie były takie mądre? A może jako ludzi jesteśmy jednym, wielkim paradoksem? 

Moi stali czytelnicy na pewno doskonale wiedzą, że jestem bezpośrednio związana z psychologią. Od zwykłego przypadku doszłam do zaintrygowani tą dziedziną i do planów, by to właśnie jej poświęcić się w przyszłości. Czuję coś na kształt powołania, dlatego tak olbrzymią radość sprawia mi pogłębianie wiedzy z psychologii i wszystkich pokrewnych dziedzin. Pragnę w przyszłości zdobytą wiedzę wykorzystywać w praktyce. Dlatego tym razem przychodzę do Was z książką o przewrotnym tytule – "Paradoksalna psychologia czyli zdrowy rozsądek na manowcach". 

Zdecydowałam się zapoznać z tą książką, ponieważ bardzo mi się podoba idea pomysłu, by przedstawić ludziom paradoksy naszych zachowań i reakcji. Zazwyczaj nie mamy pojęcia o pewnych mechanizmach psychologicznych, które dosłownie zachodzą codziennie. Nieraz i nie dwa zastanawialiśmy się, czemu uparcie kogoś przekonujemy do czegoś, a on z każdym naszym argumentem jeszcze bardziej zapiera się przy swojej opinii. Przeżyliście coś takiego? Jestem przekonana, że tak. To jest tylko jeden przykład z całej gamy zjawisk. Nie mamy pojęcia, czemu nasze logiczne myślenie i argumenty czasami zawodzą, a odpowiedzi czasami są tak proste... "Psychologia paradoksalna" pokazuje rząd psychologicznych mechanizmów, które zaskoczą nie jedną osobę i pozwolą czytelnikowi lepiej zrozumieć otaczający go świat. 

Przede wszystkim jest to książka dla wszystkich. Nie trzeba posiadać jakieś specjalistycznej wiedzy z psychologii, by bez problemu rozumieć przekazywane informacje. Jest napisana wyjątkowo lekkim i przyjemnym piórem, dzięki czemu przedstawione artykuły czyta się w zawrotnym tempie i przyswaja całą wiedzę. Zarazem autor w subtelny sposób wielokrotnie wplata w treść anegdotki i dowcipy, które w fantastyczny sposób ubarwiają tę pozycję literacką. Mimo że uwielbiam te wszystkie aspekty psychologiczne, to wielokrotnie czytając książki psychologiczne, miałam momenty, gdy czułam się znużona i miałam dość przyswajania nowości. Tymczasem styl pisarza sprawił, że tym razem w ogóle tego nie odczułam i potrzebowałam tylko dwóch dni, by z satysfakcją przeczytać całość. 

Jednak język językiem, ale w literaturze popularnonaukowej liczy się przede wszystkim treść. Jak było w przypadku "Paradoksalnej psychologii"? Informacje zawarte w książce są bardzo konkretne i opisane w rozbudowany sposób. To nie są tylko słowa rzucone na wiatr, ale potwierdzone konkretnymi eksperymentami i jasno wytłumaczonymi tokami rozumowania. Poruszane tematy są według mnie naprawdę paradoksalne, ale po przeczytaniu danego artykułu doskonale wiem, czemu tak mi się wydawało. Przyznam też, że wiele aspektów dosłownie mnie zaskoczyło. W swojej próżności uważałam, że zapewne większość tematów zostało już poruszone na moich studiach. Oczywiście częściowo tak było, ale o niektórych rzeczach nie miałam najmniejszego pojęcia, co dodatkowo zachęciło mnie do dalszego czytania. W dodatku cieszę się, że pisarz z zaangażowaniem stworzył bibliografię. Mimo że to jest naukowa podstawa, to wielokrotnie tego właśnie mi brakuje. Tymczasem w tym przypadku wszystkie tematy, które jakoś wyjątkowo mnie zaintrygowały, mogę pogłębić. 

"Paradoksalna psychologia" to książka, która spełniła wszystkie moje oczekiwania. Ostatnio pod względem tego typu pozycji miałam pecha, ponieważ trafiałam na dzieła, gdzie albo mimo rzetelnej wiedzy książka była napisana w przerażająco nudny sposób, albo w bardzo przyjemny, ale za to całkowicie traciła na treści. Tutaj dostałam i fantastyczny język, który zachęcał do lektury, i wiedzę, dzięki której czuję satysfakcję. Dla wszystkich osób zainteresowanych psychologią jest to doskonała lektura. 

Za możliwość zapoznania się z książką dziękuję bardzo Gdańskiemu Wydawnictwu Psychologicznemu 

Premiera Metamorphosis!

Witajcie!

Dzisiaj przychodzę do Was z czymś, czego dotychczas na blogu nie było. A mowa tutaj o grze komputerowej Metamorphosis!
12 sierpnia miała ona swoją premierę. Pewnie się zastanawiacie, czemu akurat mowa o niej. Otóż jest ona inspirowana opowiadaniem Przemiana Franza Kafki. Brzmi to, jak nie lada gratka, prawda? :) 
Ja już posiadam i Przemianę w wersji literackiej, i Metamorphosis w wersji komputerowej. Niedługo możecie się spodziewać postu o moich przeżyciach związanych z grą. A tymczasem zachęcam do zapoznania się z większą liczbą informacji i zagrania :) 



Dajcie znać, co sądzicie! :)

wtorek, 11 sierpnia 2020

Dalajlama o mistycyzmie – Renuka Singh


Tytuł: Dalajlama o mistycyzmie 

Autor: Renuka Singh

Tłumaczenie: Maciej Lorenc

Kategoria: Religia

Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece

Liczba stron: 152

Ocena: 6/10











Żyjemy w kraju, gdzie bez wątpienia dominuje katolicyzm. Są to niepodważalne dane, ale zarazem wydają mi się bardzo papierkowe, ponieważ można wykazać wiele luk dotyczących sposobu myślenia. Ile deklarujących się katolików naprawdę praktykuje swoją religię? Ile z nich całkowicie, i refleksyjnie oddaje się tym wierzeniom? Ile z nich wybrało świadomie katolicyzm, a ile poszło za przykładem pokoleń? Myślę, że szczere odpowiedzi zmieniłyby wiele danych. Abstrahując już od samego katolicyzmu, czasami wydaje mi się przerażająca ta zależność, która sprawia, że od dziecka wyznajemy jakąś religię czy system wartości, tylko dlatego bo nasi rodzice są ich wyznawcami. Prawdopodobnie ich rodzice też byli... W mojej własnej utopii chciałabym, żebyśmy sami w pewnym momencie decydowali, czy wierzymy w Boga, w jaki sposób to robimy, czy raczej wolimy oddać się innej religii lub po prostu innej wartości. W tym świecie nie musielibyśmy bać się krytyki, bać się próbowania nowych rozwiązań. Po prostu byśmy wierzyli. Odpowiednio ulokowana w naszej psychice wiara daje szczęście. 

Tym razem zdecydowałam się zapoznać z religią, która pochodzi z daleka i charakteryzuje się odmiennością w porównaniu do chrześcijaństwa. Oczywiście mowa tu o buddyzmie. Kultura Dalekiego Wschodu jest mi znana wyłącznie z telewizji i małych wzmianek w szkole. Jest to wiedza bardzo ograniczona i oparta na wielu domysłach. Postanowiłam, że chcę wiedzieć więcej o sposobie funkcjonowaniu tybetańskich mnichów i przynajmniej spróbować zrozumieć, na czym polega ich uduchowienie. Pomogła mi w tym książka "Dalajlama o mistycyzmie". Czy książka pomogła mi poszerzyć wiedzę? 

Myślę, że sam pomysł, by ta książka powstała, jest wyjątkowo dobry, ponieważ dla osób zainteresowanych tematyką jest to łatwy dostęp do wiedzy. Zresztą zawsze warto przynajmniej trochę zapoznać się z tak istotnym aspektem życia innych ludzi. W końcu dla niektórych buddyzm jest sposobem życia, który wyznacza ścieżkę ich działań i myśli. 

Styl, którym posługuje się pisarz, na każdym kroku wydaje się patetyczny i wielbiący całą ideę. Pewnie dla niektórych czytelników może okazać się to zniechęcającym aspektem, ale dla mnie nie, gdyż lubię czuć, że autor jest oddany swojej pracy i wierzy w to, co pisze z całym oddaniem. Tacy ludzie są dla mnie olbrzymią inspiracją i jeśli nawet niekoniecznie zgadzamy się co do głównego nurtu, to i tak podziwiam za oddanie sprawie. Mimo to nie do końca przekonała mnie ta książka. Ma naprawdę mało stron, ale i tak czytałam ją bardzo długo, a wszystkie przemyślenia sprawiały, że czasami miałam odczucie, że wlecze się to w nieskończoność. 

Treść książki jest podzielona na części: wprowadzenie, wybrane cytaty, aspekty ścieżki i słowniczek. Bardzo mi się podoba takie poprowadzenie całości, gdyż dzięki wprowadzeniu byłam gotowa, by bardziej wgłębić się w mądrości Dalajlamy, następnie przejść już do konkretnych aspektów duchowości i rozbudować swoją wiedzę na temat tej religii. Natomiast sam słowniczek pozwalał na lepsze zrozumienie pojęć. Zazwyczaj były tłumaczone bezpośrednio w treści, jednak były to w wielu przypadkach całkowicie nieznane mi słowa, więc też szybko zapominałam ich znaczenie lub mi się mieszały. Perfekcyjne rozwiązanie. Lecz zawsze musi być jakieś ale... W moim przypadku jest to nadal problem braku zrozumienia. Wydaje mi się, że podstawy zrozumiałam, ale mam odczucie chaosu w głowie i przyznam, że mnie to troszkę irytuje. 

"Dalajlama o mistycyzmie"  nie do końca spełnił moje oczekiwania.  Nadal mam wrażenie, że tylu ważnych rzeczy nie wiem albo nie rozumiem. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że ta ponad setka stron to za mało, żeby rozbudować istotnie wiedzę. Zresztą to i tak tylko teoria. Mimo to czuję niedosyt i brak satysfakcji. Choć zarazem czuję się zainspirowana, by poszukać jeszcze czegoś więcej na temat buddyzmu. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję bardzo księgarni Tania Książka i gorąco Was zachęcam do zapoznania się z działem nowości

poniedziałek, 10 sierpnia 2020

Nadchodzą! – Zapowiedzi od MG ♥

 Starsza pani znika Ethel Lina White


Podczas podróży pociągiem do Anglii z wakacji w górach bliżej nieokreślonego państwa na Bałkanach znika pasażerka.
Iris Carr, młoda, atrakcyjna kobieta z towarzystwa mieszka w małym hoteliku gdzieś z dalekim zakątku Europy. Chodzi po górach i zażywa świeżego powietrza. Pewnego dnia paczka jej przyjaciół po zakończeniu wakacji wyjeżdża pociągiem do Triestu, Iris decyduje się pójść w ich ślady. W pociągu trafia do przedziału, w którym jedzie tylko jedna osoba mówiąca po angielsku - panna Winifred Froy. Zwierza się ona Iris, że ostatnio uczyła dzieci jakiegoś „przywódcy opozycji”, co jak się okazuje było jakąś frakcją komunistów. Iris udaje się z panną Froy do wagonu restauracyjnego na lunch i po powrocie zażywa tabletki na ból głowy, które dostaje od panny Froy. Po ocknięciu się stwierdza, że panna Froy znikła z przedziału. Wszyscy współpasażerowie przeczą jakoby kiedykolwiek widzieli pannę Froy…

 Opowieść o naszym domu Zofia Szymanowska


Piękna, pełna ciepła opowieść o latach spędzonych w Tymoszówce, we dworze na dalekich kresach Rzeczpospolitej. Zofia Szymanowska, najmłodsza siostra Karola Szymanowskiego, wspomina beztroskę lat dziecięcych, atmosferę pogody ducha tamtych dni, radość, nadzieje i wszechobecną muzykę…

Dom tymoszowiecki był wielki i trochę mroczny. Szeroki korytarz ciągnął się jak kręgosłup przez całą długość domu… Okna były duże i jasne, zwłaszcza gdy liście opadły, gdyż latem ocieniały je gęsto orzechy i lipy. [...]W sali jadalnej stał dębowy stół i krzesła rzeźbione, na prostych rozchylonych nogach, kryte safianem o dyskretnie barwnych deseniach. W sali wisiały portrety. W dzieciństwie bałam się ich bardzo…

 Zagubiony ptak Jowita Kosiba


W snach Klaudii, dwudziestodziewięcioletniej absolwentki wydziału sztuk pięknych, regularnie pojawia się stary dwór, otoczony umarłym ogrodem. Dziewczyna nie przywiązuje większej wagi do tych iluzorycznych wizji aż do dnia, w którym zobaczy ów dwór na jawie. Zaintrygowana, postanawia wszcząć prywatne śledztwo na temat jego przeszłości. Badając historię tego opuszczonego i nieprzyjaznego miejsca, zanurza się w głąb innej historii, znacznie mroczniejszej, która powiedzie ją do odkrycia szokującej prawdy o najbliższych jej osobach i o sobie samej.


Zainteresowani? :) 

piątek, 7 sierpnia 2020

Felix, Net i Nika oraz Koniec Świata Jaki Znamy – Rafał Kosik


Tytuł: Felix, Net i Nika oraz Koniec Świata  Jaki Znamy

Autor: Rafał Kosik

Cykl: Felix, Net i Nika

Tom: XV

Kategoria: Literatura młodzieżowa

Wydawnictwo: Powergraph

Liczba stron: 584

Ocena: 9/10








Koniec świata jest tematem, któremu od setek lat ludzkość poświęca wiele czasu. Wszyscy znamy te mityczne daty, które zwiastuję zakończenie istnienia ludzkości i całego naszego świata. I wszyscy co najmniej jedną taką datę przeżyliśmy jako normalny dzień – wstaliśmy, zjedliśmy śniadanie, poszliśmy do szkoły lub pracy, a potem wróciliśmy do domu i swoich codziennych czynności, by następnego dnia powtórzyć ten normalny dzień. Mniej więcej tak bym wspominała ten słynny koniec świata w 2012 roku, choć prawda jest taka, że nie mam najmniejszego pojęcia, co wtedy robiłam. Był to tak zwyczajny dzień. Jednak jeśli szukamy tak bardzo zakończenia świata, to poszłabym w stronę interpretacji Czesława Miłosza i jego "Piosenki o końcu świata". 

Tymczasem powracam do trójki bohaterów, których tak bardzo lubię. Felix, Net i Nika mimo że powinni teraz zdać dumnie do klasy trzeciej gimnazjum, to zostają licealistami! A ich szkoła jest już inną szkołą. Ten sam budynek, ale inne zasady i przede wszystkim inni ludzie. Już sama ta zmiana wprowadza olbrzymie zamieszanie, a co dopiero się dzieje, gdy pewnego dnia następuje zgłoszenie, że w szkole jest bomba. Lecz życie bywa ironiczne, więc to nie koniec zmian na złe. Cały świat w skutek niezwykłego zjawiska zostaje odłączony od prądu! Czy po tych wszystkich latach z elektroniką, jesteśmy w stanie sobie poradzić bez światła, telefonów, komputerów i wszystkich tych urządzeń związanych z prądem? Co z tym mają wspólnego przyjaciele? 

Twórczość Rafała Kosika poznała kilkanaście lat temu jako dziecko. Od tego czasu poznałam wszystkie części jego najsławniejszej serii o "Felixie, Necie i Nice" oraz pojedyncze części "Amelii i Kuby". Niektóre części tych cyklów były lepsze, inne gorsza, ale bardzo cenię autora za całokształt pisarstwa i planuję z czasem zapoznać się z jego powieściami dla dorosłych, ponieważ jestem przekonana, że one również mnie zauroczą. Jednak tym razem przedstawię Wam już piętnasty tom serii dla młodzieży. 

Jakbym miała wybrać jedną największą zaletę dzieł Kosika, to bez wątpienia zdecydowałabym się na styl pisarski. Autor ma tę niezwykłą umiejętność, że potrafi wykorzystywać pojęcia naukowe oraz bardzo rozbudowany język w taki sposób, że całość czyta się niezwykle przyjemnie. Jest to lekkie pióro, które nie podchodzi w żaden sposób pod infantylizm. Dzięki temu "Koniec Świata Jaki Znamy" przeczytałam błyskawicznie mimo dość pokaźnej liczby stron. W pewnym momencie po prostu nie da się oderwać od książki. 

W przypadku tego tomu jestem pod olbrzymim wrażeniem fabuły. Jest to wyjątkowo ciekawa i intrygująca historia, która stanowczo wyróżnia się na tle całego cyklu. Miałam wrażenie, że powoli przy tylu częściach zaczyna następować tendencja do pogarszania się opowieści, a tymczasem zostałam w tym przypadku tak pozytywnie zaskoczona. Ale to nie koniec zalet, gdyż wszystkie przygody trójki przyjaciół są otoczone niesamowitym poczuciem humoru. Jest to jedna z niewielu powieści, która sprawiła, że śmiałam się do stron książki. Trudno tego nie docenić. W końcu poczucie humoru oraz odpowiednio utkana sieć intryg i tajemnic są połączeniem wprost idealnym. 

Bohaterów pisarz przedstawia karykaturalnie i widziałam wiele opinii, które mówią, że jest to zła decyzja. Akurat nie zgadzam się z tym stwierdzeniem. Owszem – niektóre postacie są przekoloryzowane, a ich cechy zostały poddane dużej hiperbolizacji, ale widzę w tym sens. To cykl dla młodzieży, więc takie wyraziste osobowości mogą wiele nauczyć, a dla mnie samej mają pewnego rodzaju magnetyzującą magię. Zawsze najbardziej z naszej tytułowej trójki lubiłam Felixa – za jego rozsądek, dopracowaną historię i pasję w tym, co robi. Akurat w tym tomie bardzo mi go brakowało, ponieważ te cechy nie były tak wyraziście przedstawione. Natomiast Net jak zawsze wprowadził do powieści ten specyficzny klimat wiążący się ze śmiechem, nieporadnością i komplikowaniem sobie życia. Tylko Nika niekoniecznie przypadła mi do gustu. Ma ona bardzo silny kręgosłup moralny, co oczywiście się chwali, ale jest to mocno moralizujące dla czytelnika, zbyt mocno. 

Cieszę się, że Rafał Kosik kontynuuje serię i mimo że zazwyczaj uważam, że historii nie powinno się niepotrzebnie przyciągać, to nie mam wątpliwości, że pisarz trzyma poziom i jego opowieści mogą trwać dalej. Było to ponownie niesamowite spotkanie z tak lubianymi przeze mnie bohaterami.