Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Self Publishing. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Self Publishing. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 25 września 2017

Genesis II – Krzysztof Bonk


Tytuł: Genesis II

Autor: Krzysztof Bonk

Cykl: Eel

Tom: III

Kategoria: Science fiction

Wydawnictwo: Self Publishing

Liczba stron: 107

Ocena: 7.5/10









Kiedy byłam dzieckiem, zawsze pasjonowały mnie gwiazdy. Wierzyłam, że są czymś więcej niż w rzeczywistości, że są symbolem. Wyobrażałam sobie, że mają kształt taki jak na obrazkach dla dzieci, ale byłam przekonana, że ich istnienie ma coś nam powiedzieć – może są to dusze naszych bliskich, którzy nie żyją, może istoty opiekujące się nami, a może małe planety, gdzie żyją stworzenia podobne do nas. Teraz już wiem, czym naprawdę są, jednak nadal uwielbiam na nie patrzeć i marzyć. Czasami mam wizję, że poznajemy kosmos, że odkrywamy nowe planety, nowe życie. Nie mamy jeszcze jakiś dużych postępów, ale kto wie, co się stanie w najbliższych stuleciach.

Planeta Ziemia jest doszczętnie niszczona. Tak naprawdę już prawie nic z niej nie zostało. Ostatni ludzie, którym udało się przeżyć, walczą, ale już nie mają o co walczyć. Nasze piękne życie na Ziemi zakończyło się w XXIII wieku. Czy są szanse na odrodzenie? Czy ta garstka ludzie jest w stanie stworzyć na nowo życie na zniszczonej planecie? Roe stracił już wszystko. Jego jedynym marzeniem jest przetrwać mimo bólu, cierpienia i wspomnień. Na swojej drodze trafia na dziwną istotę, która jest ranna. Pod wpływem impulsu ratuje ją i odtąd jego życie zmienia się diametralnie. 

Po przeczytaniu trzech tomów z cyklu "Eel" mogę odważnie powiedzieć, że przekonałam się do science fiction. Jak już wiele razy wam wspominałam, nie byłam zbyt dobrze nastawiona do tego gatunku, jednak chciałam dać mu szansę i teraz wiem, że to była bardzo dobra i owocna decyzja. To doświadczenie tylko mnie utwierdza w przekonaniu, że powinno się być otwartym na różne rzeczy, rodzaje i ogólnie na świat. Nie zniechęcać się po jednej czy dwóch porażkach. Może mowa tu tylko o literaturze, ale nie oszukujmy się – dla mnie to nie jest tylko literatura. 

Od początku byłam zaskoczona oryginalnością pomysłu, który nam zafundował Krzysztof Bonk. Za każdym razem jak czytałam kolejną część, dostawałam coś nowego i zarazem spójnego z ogólną koncepcją, a zawsze uważałam to za bardzo trudny i skomplikowany zabieg. Cała ta historia jest tak odmienna od tych wszystkich, które w przeszłości poznałam, że wbija w fotel i nie pozwala przestać tak po prostu czytać. To zbyt innowacyjne, by nie dać się pociągnąć tej niesamowitej opowieści. 

Styl autora nie zmienił się – na szczęście. Jest tak samo dopracowany jak w poprzednich częściach, z czego ja się bardzo cieszę, bo już wtedy uważałam go za charakterystyczny i niesztampowy. Tu cały czas chodzi o ten spokój i uporządkowanie tak różne od fabuły. Jest to dla mnie tajemnicą, bo według mnie nie powinno to wszystko ze sobą współgrać. W pewnym sensie to paradoks, a mimo to oddaje idealnie klimat przyszłości i człowieczeństwa.

"Genesis II" różni się od "Genesis" i "Apokalipsy" pod każdym, nawet najmniejszym względem. Nie mamy już obserwować upadku ludzkości, który był powolny, a następnie wszystko diametralnie się zmieniło. Tym razem mamy patrzeć na skutki tych wszystkich wydarzeń. Trudno wyobrazić sobie jakąkolwiek przyszłość po totalnej apokalipsie. Dlatego ta część jest idealnym zwieńczeniem całej trylogii "Eel". 

Tak jak mówiłam – od tej powieści nie da się oderwać. Jest to po prostu niemożliwe. Trzeba usiąść i przeczytać ją od razu od pierwszej strony po ostatnią. Inaczej można by poczuć tylko irytację i niedosyt. Jest to krótka książka, więc nikt raczej nie powinien mieć z tym problemu. Tym bardziej że pozostaje ona nieprzenikniona. Nieprzewidywalność bije z każdej strony. Aczkolwiek chyba każdy człowiek podskórnie będzie czuł, do czego to dąży. Nie jesteśmy w stanie przewidzieć ostatecznego zakończenia, ale gdy już ono nastąpi, nie ma zdziwienia i szoku. I w tym przypadku jest to jak najbardziej pozytywne odczucie. Właśnie ta trylogia tego potrzebowała. Nadal ten tom jest bardzo szybki, ale powoli wszystko się uspokaja, dzięki czemu można się wzruszyć. "Genesis II" oddziaływał na mnie bardzo emocjonalnie. Jest to troszkę kolejny paradoks, ponieważ czułam te wszystkie emocje i odczucia bohaterów, ale patrzyłam na to wszystko z dystansem. Wiedziałam, że jest to nieuniknione, więc powinnam się pogodzić z tym wszystkim.

W tej części liczba bohaterów diametralnie znika. Autor ukazuje nam tę historię na konkretnych przykładach, a nie całej ludzkości, jak to wcześniej miałam odczucie. W tej chwili liczą się tylko jednostki, które walczą. Na Roe zwróciłam już uwagę w "Apokalipsie" i od początku wiedziałam, że nie pojawił się w niej przypadkowo. On też chciał opowiedzieć o swoim życiu i zrobił to z pasją i oddaniem. Całkowicie podbił moje serce. To delikatny i uczuciowy człowiek, ale również taki, który się nie poddaje i jest gotowy walczyć do końca. Natomiast Lue była dla mnie bardzo specyficzna. Nie mogłam przejrzeć jej charakteru i myślę, że właśnie taki był zamiar pisarza. Mimo to doskonale ją rozumiałam i chciałam, żeby znalazła swój własny cel w życiu. Zauważyłam również coś niezwykłego i niespotykanego. Nazwałam sobie to w głowie "szybującymi wspomnieniami". Może i liczba bohaterów została ograniczona, ale było czuć ich istnienie i nie dało się zapomnieć ich historii. One cały czas nam towarzyszyły. Niesamowite przeżycie...

Cała trylogia ukazuje bardzo ludzkie cechy, które podejrzewam, że w przeszłości pozwoliły nam przetrwać i się rozwijać. Gdy czytałam, czułam zrozumienie dla tego wszystkiego. Należy pogodzić się z nieuniknionym, bo czasami nie da się nic zrobić, ale zarazem należy wziąć rzeczy w swoje ręce i odważnie kroczyć przez świat. 

Trylogia "Eel" okazała się dla mnie cudownym przeżyciem pełnym emocji i głębokich rozważań, które mnie samą zaskoczyło. Polecam wam te trzy powieści, jeśli nawet nie lubicie science fiction. One są inne i mogą wnieść wiele do waszego życia. 

Za możliwość spojrzenia w przyszłość i poznania losów naszej planety dziękuję bardzo autorowi książki – Krzysztofowi Bonkowi

wtorek, 19 września 2017

Apokalipsa – Krzysztof Bonk


Tytuł: Apokalipsa 

Autor: Krzysztof Bonk

Cykl: Eel

Tom: II

Kategoria: Science fiction

Wydawnictwo: Self Publishing

Liczba stron: 98

Ocena: 8.5/10









Nasze życie jest piękne – jest to jeden z tych banałów, które wypowiada co druga osoba, by pocieszyć innych i siebie. Tak naprawdę mało kto w to wierzy. W końcu nie ma człowieka, który nie przeżyłby jakieś osobistej tragedii. Gdyby życie było takie piękne, to takie rzeczy nie zdarzałyby się. Tylko takim tokiem myślenia to nasze istnienie nie ma sensu. Za często zapominamy, że mimo cierpienia, strachu i obojętności nadal mamy te życie i mamy, gdzie na tym świecie żyć. Od dawna przepowiadają nam koniec świata, ale jednak jeszcze on nie nadszedł. Lecz co byśmy zrobili, gdyby nagle te wszystkie obawy stały się prawdziwe?

Problemem Maxa był fakt, że nie może się odnaleźć w nowej rzeczywistości, która jest całkowicie odmienna od tej jemu znanej. Nie potrafił zrozumieć zasad panujących w XXIII wieku ani odnaleźć sensu życia. Jednak po tych wszystkich wydarzeniach, które musiał przeżyć, jego spojrzenie na świat zmieniło się. Już wie, po co tu jest i jaki ma cel. Może to właśnie to pozwala mu trwać podczas największej apokalipsy jaka dotknęła planetę Ziemię. Ma już powód by dbać o siebie, ale również nie bać się oddać życia za innych. Czy naprawdę jest gotowy do walki? Czy ktoś w ogóle może przetrwać koniec świata?

Po ostatnim zapoznaniu się z pierwszym tomem byłam bardzo pozytywnie nastawiona do kolejnej części. Mimo że science fiction nadal nie jest do końca dla mnie, to i tak chcę dawać szansę historiom o przyszłości. Myślę, że w pewnym momencie zrozumiem, że przyszłość może być równie ciekawa co przeszłość. Gdy sięgałam po "Apokalipsę", miałam tylko jedną jedyną obawę. Powieść jest krótka i miałam wątpliwości, czy zachowa poziom swojej poprzedniczki. To trudna sztuka, by na tak małej liczbie stron zamieścić historię, która wciąga, porusza i daje do myślenia. Krzysztof Bonk poradził sobie fantastycznie, więc nie miałam żadnych powodów, aby czegokolwiek się obawiać. 

Naprawdę jestem pod olbrzymim wrażeniem drugiego tomu "Eel". Spodziewałam się, że autor pociągnie dalej wątek Maxa i tego złego świata, który sami stworzyliśmy, pozwalając na zbyt gwałtowny przebieg rozwoju technologii. W pewnym sensie właśnie to zrobił, ale nie ograniczył się i w tym miejscu olbrzymie brawa dla niego. To bardzo niesztampowe myślenie. W książce został wykorzystany stary motyw znany nam z "Genesis", ale również doszła tytułowa apokalipsa oraz tajemnice kosmosu. 

Byłam w wielkim szoku, kiedy zdałam sobie sprawę, że druga część jest tak różna od pierwowzoru. Wtedy pierwszy tom był dla mnie główną historią. Teraz zrozumiałam, że było to fantastyczne wprowadzenie do czegoś większego. Wszystko dzieje się w tym samym świecie, ale cała fabuła skupia się na czymś innym, co jest tak samo pociągające jak technologia. Tym bardziej że poszliśmy o krok dalej, bo wydarzenia na Ziemi możemy obserwować z kilku perspektyw, co daje o wiele większe możliwości. 

O stylu Krzysztofa Bonka nie ma wiele, co mówić, gdyż pozostał tak samo dobry. Lubię w nim to, że jest charakterystyczny, więc nie ma się skojarzenia z innymi powieściami. I ten wręcz nienaturalny spokój, który z niego bije... To jest naprawdę dziwne i niekonwencjonalne, dlatego pewnie tak bardzo mi się podoba. Akcja jest niesamowicie szybka, a styl paradoksalnie wolny. 

Fabuła jest wciągająca, czego oczekiwałam i właśnie to dostałam. Nie było, po co odkładać książki. Tę opowieść trzeba poznać naraz. Wszystko działo się szybko. Nawet na chwilę nie zwalniało. Z jednej strony oglądałam codzienną scenę, a po chwili już życie bohaterów i ludzi na całej Ziemi diametralnie się zmieniało. Muszę się do tego przyzwyczaić, bo  jest to bardzo mocne. Gdy czytałam, miałam wrażenie, że oglądam film i pojawia się szereg kadrów, które w ciągu chwili wszystko wyjaśniają, ale również poruszają dogłębnie. Cała "Apokalipsa" jest właśnie taka. Nie jesteśmy w stanie przewidzieć, co się dalej stanie. Nie ma czasu, żeby nad tym myśleć. Ważniejsze, co się dzieje tu i teraz. Tak samo duże wrażenie robi też nawiązanie do Biblii. Jak już wspomniałam w recenzji poprzedniego tomu, pisarz wykorzystuje znany nam dobrze i popularny motyw biblijny, ale robi to w tak niekonwencjonalny sposób i często dość kontrowersyjny. Przeczy naszym zasadom, lecz mimo to zwraca również uwagę, jak ważne jest, by w coś wierzyć i być oddanym temu do końca. 

Zaczęłam coraz bardziej lubić Maxa. Wcześniej czułam do niego sympatię, ale była ona bardziej uwarunkowana zrozumieniem i dozą współczucia. Po tej części po prostu go lubię. Widać tę zmianę w nim i mimo wątpliwości bohater wykorzystuje nowo odkryte w sobie cechy oraz pozwala się im ujawniać. Natomiast do Alli też zaczynam się przekonywać. Nadal nie należy do lubianych przeze mnie postaci, ale ma tę iskrę, dzięki której łatwiej mi ją tolerować. I Rode... W "Genesis" nie zwróciłam na nią zbytniej uwagi, ale tutaj przeszła samą siebie. Narwana, odważna i pełna wiary. Po prostu uwielbiam takie postacie i jestem im wierna do końca. Jeszcze dochodzą do tego utarczki jej i Alli. To jest wspaniałe połączenie, które ubarwia całą powieść. Nie wiem, jak to się stało, ale w tak krótkim czasie przywiązałam się do większości z bohaterów. Zapamiętam ich na długo.

W "Apokalipsie" mamy niesamowite pokłady wiary i nadziei. Pisarz ukazał, jak ważną rolę ma ona w życiu, nawet w tych ostatnich sekundach. Człowiek jest istotą, która chce wierzyć i robi to do końca. A jeśli dochodzi do tego jeszcze miłość i oddanie, to jest niepokonany, choćby przegrał z kretesem. Wizja apokalipsy jest przerażająca, ale jest też pewnym ostrzeżeniem pozwalającym zaakceptować naszą rzeczywistość.

"Apokalipsa" jest bardzo mocnym science fiction, które nie każdemu się spodoba. Jednak jeśli już człowiek się wciągnie, to przepada na zawsze. Świat zmienia się i na pewno będzie się zmieniał do końca swoich dni. Warto o tym pamiętać. Dlatego jestem w siódmym niebie, że zdecydowałam się zapoznać z trylogią "Eel". Wam też to radzę, a tymczasem idę czytać ostatni tom. 

Za możliwość spojrzenia w przyszłość i poznania jej mrocznych niebezpieczeństw dziękuję bardzo autorowi – Krzysztofowi Bonkowi

czwartek, 14 września 2017

Genesis – Krzysztof Bonk


Tytuł: Genesis

Autor: Krzysztof Bonk

Cykl: Eel

Tom: I

Kategoria: Science fiction

Wydawnictwo: Self Publishing

Liczba stron: 230

Ocena: 8/10









Jesteśmy tu i teraz. Żyjemy na planecie nazwanej przez nas samych Ziemią. Jest to nasz dom, gdzie czujemy się bezpiecznie. Przez tysiące lat ze zwykłych zwierząt, które posiadały namiastki inteligencji, stworzyliśmy społeczeństwo oparte na hierarchii, zasadach i nauce doskonalonej cały czas. Postęp naszych umysłów i przede wszystkim techniczny jest coraz większy. Wystarczy, że nie będziemy się interesować techniką rok czy dwa, a wszystko się zmieni. Wejdą nowsze modele telefonów, komputerów i gadżetów, które przewyższają nasze wyobrażenia. Mamy XXI wiek – zastanawialiście się, jak będzie wyglądał nasz świat za dwieście lat przy tak szybkim i zaskakującym postępie? Czy to w ogóle będzie jeszcze nasz świat?

Max był szanowanym naukowcem, który posiadał pewne nietypowe umiejętności, wręcz nazywane paranormalnymi. Potrafi odczytywać wspomnienia innych ludzi, a może to być bardzo przydatne w życiu i przede wszystkim przydatne dla nauki. Jednak w życiu Maxa poszło coś nie tak – choroba, a dokładnie mutacja. Dlatego mężczyzna decyduje się na stanowczy rok. Tak dochodzi do tego, że budzi się po dwustu latach w świecie całkowicie odmiennym niż nasz słynny XXI wiek. Trudno się dostosować do nowego otoczenia i jeszcze nowszych zasad, które potrafią naprawdę przerazić. Dla niego to wszystko nie ma sensu, jednakże dla własnego życia robi się wiele. Nawet żyje w stanie obojętności i samotności. Lecz wszystko się zmienia, gdy w swoim mieszkaniu znajduje dawną miłość z bardzo odległych czasów... Czy Max zdecyduje się na zmianę? Czy w ogóle dla takiego człowieka są szanse na prawdziwe szczęście?

Science fiction jest dla mnie bardzo tajemniczym gatunkiem. Mimo że jestem miłośniczką fantastyki, to do tego odłamu bardzo rzadko zaglądam. Po prostu nie są to moje klimaty. Doceniam wizje z przyszłości i nieograniczoną wyobraźnię, którą cechują się autorzy. Lecz zawsze wolałam przeszłość. Jednak sama sobie mogę zarzucić, że przez to często się ograniczam. I właśnie dlatego zdecydowałam się na przeczytanie pierwszego tomu cyklu "Eel" Krzysztofa Bonka – "Genesis". Zawsze jestem przerażona, kiedy zaczynam czytać jakąś powieść science fiction, bo nie mam pojęcie, czego powinnam się spodziewać, a ja lubię mieć to pojęcie. Na szczęście w tym przypadku mój strach był w ogóle nieuzasadniony, bo zostałam zaskoczona wyłącznie pozytywnie. 

Od początku, kiedy tylko przeczytałam opis powieści, koncepcja bardzo mi się spodobała. XXIII wiek, gdzie wszystko jest odmienne od tego, co teraz znamy. Wizja wspaniała, ale i przerażająca. Czasami mam wrażenie, że świat idzie w złą stronę, w czym zgadzam się z pisarzem. Jestem w stanie sobie wyobrazić, jak doszło do tego wszystkiego. Co nie zmienia faktu, że do pierwszych stron podchodziłam sceptycznie i moje obawy były coraz większe. Ale jak już wiecie, ostatecznie jestem zachwycona wizją świata, stworzoną przez Krzysztofa Bonka. Nie jest ona pozytywna, tego nie można było się spodziewać. Aczkolwiek Ziemia, która została nam przedstawiona, jest dla mnie wielkim zaskoczeniem i za to cenię autora.

Jednym z chyba największych plusów "Genesis" jest styl. Pan Bonk ma w sobie to coś, co go odróżnia na tle innych pisarzy, a chyba nie może być nic lepszego w powieściach. Bardzo rzuciło mi się w oczy, że język jest dopracowany pod każdym względem. Mało kiedy się zdarzało się, żeby jakieś słowo było niepotrzebne lub nie na swoim miejscu. Przy tym z całej tej historii bił dziwny, w ogóle nieoczekiwany ode mnie spokój. Kiedy czytałam, uspokajałam się, mimo często wartkiej akcji. 

Do samej fabuły mam trochę ambiwalentne odczucia, gdyż z jednej strony jest ona bardzo rozbudowana, lecz stanowczo za krótka. Dzieje się tam wiele rzeczy tak naprawdę naraz, co daje pożądany efekt. Choć przez to powieść sporo traci, ponieważ można by to wszystko jakoś bardziej rozłożyć w czasie i wtedy łatwiej byłoby zrozumieć i przywiązać się do tej historii. Na szczęście jest ona nieprzewidywalna, więc na każdej stronie możecie zostać zaskoczeni czymś nowym. Same nawiązania do Biblii były dla mnie wielkim szokiem, ale również genialnym wykorzystaniem tak dobrze znanych nam toposów. Można tylko pogratulować autorowi odwagi, bo rzadko kiedy ktoś jest gotowy na wykorzystanie biblijnego świata i jeszcze robi to w tak genialny sposób.

W uniwersum dobre wrażenie robią podstawy. Są dobre i dają duże pole do popisu, które zostało częściowo wykorzystane. Choć niestety brakuje tej panoramiczności, dzięki której to wszystko byłoby lepiej dla nas zrozumiałe. Szkoda, że nie zostało jeszcze bardziej rozbudowane.

Max jest po prostu wybitnie wykreowaną postacią. Nie dajcie się oszukać. To raczej nie jest człowiek, którego darzy się nie wiadomo jaką sympatią. To nie ten typ, ale chodzi mi o jego postrzeganie świata. Od początku rozumiałam przyczyny, które go doprowadziły do takiego położenia i razem z nim obserwowałam zmiany zachodzące wraz z pojawieniem się Alli. Jest to postać bardzo dynamiczna, ale przyczynowo-skutkowo. Jednak moim ulubieńcem bezapelacyjnie stał się Chrzciciel. Na początku miałam taką myśl – kto to niby jest? Lecz z czasem zaczęłam go uwielbiać. Jego podejście do życia, innych ludzi, pieniędzy i idei. Na pewno na długo go zapamiętam. Tak samo będzie z Magdaleną, której los splatał wiele nieprzyjemnych figli, ale ona mimo to walczyła o swoje i chciała zmian. Niestety jedna bohaterka zniechęcała mnie na każdym kroku, a mowa tu o samej Alli. Nie wiem czemu, ale odkąd tylko się pojawiła, znienawidziłam ją wręcz. No niestety... Nie można mieć wszystkiego. 

Problematyka powieści ukazuje, do czego tak naprawdę dążymy. Chyba powinniśmy usiąść i zastanowić się nad naszym światem, moralnością i ideami. Większość z nas za dużo nie może, ale nie wiadomo kim tak naprawdę jesteśmy i kim będą nasze dzieci. Rozwój jest konieczny, ale rozsądny rozwój. Według mnie jest to dla nas ostrzeżenie, ale również ukazanie olbrzymiej wiary i nadziei. Niektóre wartości nigdy się nie zmienią i tak powinno pozostać. 

Nie spodziewałam się, że tak bardzo dam się wciągnąć w ten świat. Mimo że to nadal nie moje klimaty, to jestem naprawdę zadowolona, że zapoznałam się z tą powieścią i bez wątpienia w najbliższym czasie poznam jej kontynuacje. Jestem ciekawa, jak dalej to wszystko się potoczy. Tymczasem zachęcam was całym sercem, żebyście i wy dali szanse tej opowieści. Nawet jeśli nie jesteście fanami tego gatunku. 

Za możliwość poznania wizji przyszłości oraz naszych najskrytszych marzeń dziękuję bardzo autorowi książki – Krzysztofowi Bonkowi

czwartek, 25 września 2014

Co wylądowało w lesie Rendlesham?


Tytuł: "Co wylądowało w lesie Rendlesham?"

Autor: Mateusz Kudrański

Kategoria: Fantastyka

Ilość stron: 404

Ocena: 7.5/10














Czworo przyjaciół mieszka na terenie przeznaczonym na domy dla pracowników armii. Jak co dzień rano biegali, jednak nie przewidzieli, że spotka ich niemiła niespodzianka, przygotowana przez ich wrogów. Kończy się to całkowitym ubrudzeniem bliźniaków. Lecz bliźniacy nie mogą w takim stanie wrócić do swojego Sierżanta. Dlatego właśnie udają się do domu swojej przyjaciółki. Tam dostają specjalną misję do wykonania. Muszą dostarczyć teczkę do laboratorium w krótkim czasie. Czują się za nią odpowiedzialni, ponieważ poniekąd to ich wina, że nie może dostarczyć ich tata Maggie. Jednak w drodze mają wypadek, który zawdzięczają dokładnie tym samym wrogom. Dochodzi do sprzeczki, a następnie bójki. Ale nagle słyszą dziwne dźwięki i tracą przytomność. Gdy się budzą, są umazani fioletową cieczą i okazuje się, że wszystkie zegarki ustały. Ku ich zdziwieni sami ludzi wyglądają, jakby ustali w miejscu. Żyją, ale ich puls jest wyjątkowo wolny. W dodatku na niebie pojawiają się dziwne, zielone talerze i trójkątne samoloty, których nigdy wcześniej nie widzieli. Co się stało z czasem? Do kogo należą latające spodki? I przede wszystkim kim są dziwne istoty, które atakują ludzi?

Książka jest debiutem młodego, polskiego pisarza. Od początku bardzo mnie zaintrygowała. W ostatnich czasach fantastyka stała się bardzo popularna. Jednak nie sprawiło to, że na rynku pojawiło się więcej polskich powieści fantastycznych. Ten fakt bardzo mnie martwi, więc dlatego niezmiernie się ucieszyłam, gdy spotkałam tę książkę. Czytając jej opis, nie spodziewałam się, że to będzie science-fiction. Akcja odgrywa się w poprzednim wieku. Właśnie dlatego powieść odbiega od schematu. Science fiction nie w przyszłości? To coś nowego. Tym bardziej, że pod koniec książki zmienia się trochę gatunek, co jest zaskakującym zabiegiem.

Poza tym bohaterowie są niezwykle barwni, co bardzo cenię w powieściach. Każdy jest inny, ma swoje zwyczaje, marzenia, pragnienia. Nie są jakoś wyjątkowo tajemniczy. Można z nich czytać jak z otwartej księgi, co idealnie się komponuje z fabułą. Muszę przyznać, że rzadko się zdarza, że tak bardzo lubię bohaterów. Zwykle dzielę ich na tych, których lubię, nie lubię i tych irytujących. Tutaj po prostu ich uwielbiałam. Szczególnie jednego z bliźniaków - Icka. Był tak wyjątkowo energiczny i pozytywnie nastawiony do życia, że nie dało się w nim znaleźć żadnej wady. No może czasami... Przy tym wypowiedzi bohaterów były wyjątkowo zabawne. Nie raz się zdarzyło, że śmiałam się z ich dialogów. Część z nich doskonale odwzorowywało współczesne rozmowy nastolatków, co całej powieści nadało realizmu. Choć czasami autor troszkę przesadzał.

Jak w większości książek dla młodzieży pojawił się wątek romantyczny. Zwykle za nim nie przepadam i udaję, że nie istnieje. Ale tutaj był to po prostu strzał w dziesiątkę. Przed wszystkim był prawdziwy. Nie było przesadnego wyznawania miłości tak po prostu, bo autor nagle sobie przypomniał, że istnieje takie coś jak zakochanie. Tutaj występowała ta nieśmiałość, co sprawiało, że miłość bohaterów była urocza, czyli taka jaka powinna być. Idzie to na wielką korzyść całej książki i dodaje tej magii życia.

Akcja książki bardzo szybko gnała. Jak dla mnie za szybko. Jestem wielbicielką refleksji, opisów, a tutaj tego mi troszkę zabrakło. Czasami po prostu się gubiłam w wydarzeniach. Jednak jeśli ktoś lubi szybką akcję, nie powinien mieć problemu. Poza tym pojawiła się dość istotna wada, która czasami wyjątkowo utrudniała czytanie. Nie zawsze było wiadomo, kto akurat w tej chwili mówi. Przy takiej ilości bohaterów było to irytujące. Można się tylko było domyślać, znając charaktery postaci. Na tym polu zawiodłam się.

Książkę polecam każdemu młodemu czytelnikowi oraz tym, którzy chcą przeczytać coś dla rozluźnienia. Jednak odradzam czytanie w szkole, pracy czy autobusie. Trochę głupio wygląda, jak ktoś się śmieje do książki. Choć pewnie zapalczywi czytelnicy przyzwyczaili się do tego. Bardzo się cieszę, że tego typu książki w Polsce powstają. Przydałoby się nam więcej twórców fantastyki, szczególnie tak zaskakującej fantastyki.

Za możliwość poznania niezwykłej bandy nastolatków i zapalczywego Sierżanta dziękuję bardzo autorowi książki - Mateuszowi Kudrańskiemu.


Książka przeczytana w ramach wyzwania:


PS: Przypominam o głosowaniu (po boku) na książkę, którą mamy następną przeczytać. Pojawiły się nowe pozycje! ;)