poniedziałek, 12 sierpnia 2019

Nadchodzące nowości od Wydawnictwa MG ♥

Sierpień zapowiada się bardzo ciekawie, ponieważ wielkimi krokami nadchodzą nowe premiery od Wydawnictwa MG, czyli wielki powrót do znanego, ale w nowej odsłonie! :)

Gracz Fiodor Dostojewski


Ta niewielkich rozmiarów powieść Dostojewskiego, przenosi nas do fikcyjnego Ruletenberga, w którym ważą się losy arystokratycznej rodziny i osób z nią związanych. Wszyscy grają: sami ze sobą, z najbliższymi, z losem; grają pasjami, zatracając się całkowicie. Nawet stareńka „la baboulinka”, 75-letniej Antonida Wasiliewna, która – mogłoby się wydawać, bezbłędnie demaskuje zakłamanie bliskich i ukazuje ich prawdziwe motywy, sama daje się porwać emocjom gry w kasynie przegrywając pieniądze przeznaczone na remont cerkwi. 

Autor z niezwykłą precyzją opisuje wir uczuć, w jaki wpadają hazardziści. Ukazuje początkowe skrępowanie i nieśmiałość, prowadzi nas przez przesyconą omnipotencją ekscytację, która styka się momentami z szaleństwem, aż do gorzkiej rozpaczy i bezsilności. 

Dostojewski w opisach stanów wewnętrznych bohaterów bazuje w dużej mierze na własnych doświadczeniach – sam był hazardzistą – a Gracza napisał w ciągu miesiąca. Książka zresztą również była elementem zakładu – jeśli autor nie ukończyłby jej w wyznaczonym terminie, prawo autorskie do wszystkich jego przyszłych utworów przeszłyby na wydawcę, który uprzednio dał Dostojewskiego pokaźną sumę pieniędzy na spłatę karcianych długów.

Bez wyjścia Charles Dickens, Wilkie Collins


Dziełko dwóch pisarzy i przyjaciół: Charlesa Dickensa oraz Wilkie Collinsa. Opowieść o przyjaźni, miłości, lojalności, ale też o zdradzie, chciwości i podłości.

Historia rozpoczyna się 30 listopada 1835 roku. Młoda kobieta usiłuje wyciągnąć od pracownicy przytułku dla dzieci informacje o pewnym oddanym tam chłopcu. Udaje jej się to i po kilku latach korzysta ze zdobytej wiedzy. Wydaje się, że nic nie zakłóci już szczęścia połączonych na nowo matki i syna. Los jednak jest przewrotny…

Pomóc może tylko oddany przyjaciel i ukochana kobieta.

Michał Anioł Dmitrij Mereżkowski


Michał Anioł, Leonardo da Vinci i Rafael – oto artystyczna trójca włoskiego renesansu. 

Dmitrij Mereżkowski w powieści Leonardo da Vinci. Zmartwychwstanie bogów opisał życie pierwszego z tych trzech geniuszy. W książce Michał Anioł opowiada nam o drugim z nich.

Michał Anioł (wł. Michelangelo), właściwie Michelangelo di Lodovico Buonarroti Simoni, urodził się w 1475 roku w toskańskim Caprese, lecz już kilka tygodni później jego rodzina przeniosła się do Florencji, z którą związał się na lata. Jako chłopiec został oddany na wychowanie rodzinie kamieniarzy. To zdecydowało o jego późniejszym zainteresowaniu rzeźbą. Po wieloletniej pracy dla Medyceuszy trafił w końcu do Rzymu, gdzie pracował dla papieży aż do śmierci.

Mereżkowski skupia się w swej opowieści na okresie, kiedy Michał Anioł dostał zlecenie od papieża Juliusza II na wykonanie malowideł w Kaplicy Sykstyńskiej. Buonarroti długo odmawiał wykonania tej pracy, uważając się przede wszystkim za rzeźbiarza, jednak papież nie dał się odwieść od swego pomysłu, za co musimy mu być wyjątkowo wdzięczni.

Malowidła w Kaplicy Michał Anioł wykonał samodzielnie. Zabrało mu to cztery lata życia…

Rosja i narody. Ósmy kontynent. Szkic dziejów Eurazji Wojciech Zajączkowski 



Dla każdego, kto pragnie zrozumieć Rosję minioną i współczesną, Rosja i narody Wojciecha Zajączkowskiego – historyka, dyplomaty, wieloletniego ambasadora w Rosji – jest pozycją obowiązkową. Zajączkowski pokazuje historię powstawania imperium rosyjskiego jako proces zawłaszczania i integrowania sąsiednich narodów. Z punktu widzenia Moskwy jest to proces dla tych krain i narodów wręcz zbawienny.

Kiedy dziś oglądamy relacje z Ukrainy, warto spojrzeć na działania Rosji w perspektywie aktywności wielowiekowej.

Dla nas Polaków opisywany proces jest szczególnie ważny, ponieważ również nasz kraj kilkakrotnie znalazł się w sferze wpływów rosyjskich i to w bardzo różnych okresach historycznych (najpierw w wyniku rozbiorów jako część Rosji carskiej, a po drugiej wojnie światowej pod protektoratem Rosji sowieckiej).

Napisana wartkim stylem książka w wyjątkowy sposób pokazuje ciągłość i dyskontynuację polityki rosyjskiej na przestrzeni kilkuset lat, zmuszając czytelnika do przewartościowania wielu sądów na temat przeszłości tego ważnego polskiego sąsiada. 

Tętniące serca Selma Lagerlof


Niezwykła książka o miłości ojcowskiej, o sile więzi ojca z córką, o tęsknocie i próbie uczucia.

Oto, nie można przecież uważać za człowieka jak należy tego, którego serce nie bije żywym tętnem, ani z bólu, ani też z radości.

Selma Lagerlöf – pierwsza kobieta nagrodzona literacką Nagrodą Nobla – w pełnej emocji książce pokazuje nie tylko niesamowitą relację rodzinną, ale również obraz życia na szwedzkiej wsi XIX-tego wieku. Głównym bohaterem jest Jan, ojciec Klary. Dziewczynka od chwili narodzenia staje się najważniejszą osobą w jego życiu. Przychodzi jednak moment, kiedy ukochana córka musi opuścić dom rodzinny. Jan, przeżywając wyjazd dziecka, tworzy własny mit o jej postaci… O oddziaływaniu tej powieści na innych twórców świadczyć może fakt, że Tętniące serce aż trzykrotnie zostało sfilmowane.

Premiera tych niesamowitych tytułów już 14 sierpnia! 
Znaleźliście coś dla siebie? :) 

sobota, 10 sierpnia 2019

Nie ma światła w ciemności – Claire Contreras


Tytuł: Nie ma światła w ciemności

Autor: Claire Contreras

Tłumaczenie: Monika Wiśniewska

Cykl: Darkness

Tom: I

Kategoria: Romans

Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece

Liczba stron: 230

Ocena: 5.5/10







Życie lubi robić niespodzianki i często nie są one wcale radosne. Żyjemy z dnia na dzień, nie zdając sobie sprawy, jak kruche jest nasze życie i życie naszych bliskich. Dzisiaj jesteśmy szczęśliwi, jutro będziemy szczęścili, za tydzień będziemy szczęśliwi, ale to nie będzie trwać wiecznie. Równowaga musi zostać zachowana. Dlatego przychodzi dzień, gdzie szczęście się kończy, a my musimy wyjść z naszej pięknej bańki i powtórnie zawalczyć o to szczęście. Czy zawsze starcza nam na to sił? 

Blake straciła rodziców, gdy była dzieckiem. Jest to wydarzenie, które z oczywistych względów poruszyło ją i wyznaczyło ścieżkę jej dalszego życia. Jednak to wydarzenie jest o tyle nietypowe, że jej rodziców zamordowano, a samą Blake porwano razem z chłopcem o zielonych oczach. Gdy zostali ostatecznie rozdzieleni, myślała, że nigdy już nie spotka tego chłopca, lecz życie lubi być ironiczne i czasami w przypływie szaleństwa daje drugą szansę. Czy Blake jako już młoda kobieta wykorzysta ją? Czy postanowi żyć dalej, czy może szukać ulotnej przeszłości?

Książka zafascynowała mnie od początku swoim opisem. Stwierdziłam, że to może być coś ciekawego, a przy tym bardzo niekonwencjonalnego. A że ostatnio książki dla kobiet są mi miłe, więc tym bardziej zostałam przyciągnięta do jej przeczytania. Nie żałuję tego, że ją przeczytałam, jednak tak bardzo odbiegała od moich oczekiwań, że niekoniecznie było to dobre spotkanie. 

Przede wszystkim "Nie ma światła w ciemności" jest bardzo dobrze napisana, ponieważ styl autorki jest przyjemny, lekki, ale również trzyma odpowiedni poziom, co bardzo mnie cieszy. Dla mnie jest to język, który powinien być właśnie w romansach czy literaturze obyczajowej. Ma być to rozrywka, z której można wyciągnąć parę przyjemnych refleksji. I jeśli Wasza opinia zgadza się z moją, to zapewniam, że to właśnie w niej znajdziecie. Trochę żałuję, że pisarka nie pokusiła się, żeby napisać tę powieść w bardziej uroczy sposób. Bez wątpienia zrobiłaby to perfekcyjnie, ponieważ właśnie takie słodkie ujęcie pasuje do jej stylu. 

Wydaje mi się, że zamiarem autorki było napisanie romansu z wyraźnym wątkiem kryminalnym. Przyznam, że to naprawdę fantastyczny pomysł – w szczególności dla mnie. Nie przepadam ani za romansami, ani za kryminałami, ale ich połączenie zazwyczaj robi na mnie wielkie wrażenie. Nie jest wtedy zbyt ckliwie, zbyt jednostajnie, ale też nie muszę wiecznie siedzieć w zagadkach, krwi i całych tych rozważaniach. Dostaję w odpowiedniej dawce i to, i to. Szkoda tylko, że nie został wykorzystany potencjał tego połączenia. Książka to bardziej romans niż kryminał i to w bardzo nieproporcjonalny sposób. Najpierw przez długie strony ciągną się problemy miłosne bohaterki, jej rozterki, zmagania... Jest to całkiem przyjemne, lecz później przychodzi mroczna przeszłość, zagadka, którą powinno się rozwiązać. I co wtedy? Kilka stron chaotycznie, na szybko i po sprawie. Serce w końcu nie może czekać, a niebezpieczni mordercy to nie zające – nie uciekną przecież. To mnie tak strasznie drażniło! Może przymknęłabym na to oko, tylko do tego dochodziły bardzo dziwne relacje bohaterów, o których za chwilę. Wątek romantyczny sam w sobie był dopracowany, przyjemny i aż miło było to obserwować. Dzięki temu powieść mocno mnie wciągnęła i tak naprawdę przeczytałam ją wyjątkowo szybko.

Blake i Cole – to jest mój problem. Wychowali się razem w rodzinie zastępczej i z wiadomych względów są przywiązani do siebie. Wydawało mi się to początkowo takie urocze, że aż czasami się łapałam na uśmiechu. Jednak czym dalej, tym lepiej ich poznawałam i ich relacja okazywała się o wiele bardziej skomplikowane. Na przestrzeni lat wydarzyło się naprawdę dużo, więc musieli sobie poradzić z niektórymi problemami. Brzmi to sensownie, ale tylko brzmi. Nie jestem w stanie zrozumieć, co się między nimi dzieje. Teraz jestem po przeczytaniu tej książki i liczyłam, że sporo mi się rozjaśni w głowie. Tak się nie stało. Wcześniej myślałam, że na pewno taki był zamiar autorki, że po prostu ja nie lubię takich niejasnych sytuacji i to przez to tak bardzo mnie irytują. Nie, okazało się, że to kiepskie wytłumaczenie. Oni po prostu nie są w stanie razem normalnie żyć. Oddzielnie też nie...

Sama Blake jest dla mnie zwykłą hipokrytką, która ma paranoję i tyle na ten temat. Co prawda jej obsesje nieraz i nie dwa ratują jej życie, ale to jest zwykły przypadek. Jest słaba i pełna obaw. Wszyscy ją tak podziwiają, że jest tak dzielna, taka silna. Jej nie trzeba podziwiać, jej trzeba pomóc wyjść na ścieżkę normalnego życia, którego tak bardzo pragnęła, ale nie miała odwagi spróbować. Natomiast o Cole'u miałam raczej złe zdanie. Jak on traktował Blake? Dla mnie po prostu nieuczciwie. Na szczęście czas leczy rany, a sama Blake też święta nie była, dzięki czemu zaakceptowałam tego przystojnego, idealnego, sławnego, bogatego i kochanego faceta. Jedyną postacią, która wprawiała moje serce w przyjemne kołatanie, był Aubry – przyszywany brat Blake i Cole. Tak cierpliwego, oddanego i pełnego energii mężczyzny już dawno nie spotkałam w literaturze (dobrze, że w życiu spotykam). On był po prostu kochany i niestety ku mojemu oburzeniu pomijany.

Nie ma światła w ciemności to powieść dająca wiele do myślenia, ale również pełna niedociągnięć, niewyjaśnionego chaosu i braku równomierności. Mimo to jestem przekonana, że dam szansę kolejnym książkom autorki, ponieważ bardzo przyjemnie mi się ją czytało i jestem ciekawa, co tam nowego autorka wymyśli. Tymczasem bez zastanowienia polecę ją fanom romansów, a odradzę osobom lubiącym bardziej brutalne książki.

Za możliwość przeczytania powieści dziękuję bardzo Taniej Książce 


elfik_book

środa, 7 sierpnia 2019

Green Witch – Arin Murphy-Hiscock


Tytuł: Green Witch

Autor: Arin Murphy-Hiscock

Tłumaczenie: Karolina Bochenek

Kategoria: Poradnik

Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece

Liczba stron: 264

Ocena: 3/10











Od dawna słychać pogłoski o kobietach, które w przeszłości zajmowały się magią. Nazywano je czarownicami i często palono na stosach lub topiono w rzekach. Wszyscy znamy te okrutne historie i wiemy, że te kobiety wcale nie posiadały mocy z piekła ani żadnych paranormalnych zdolności, tylko po prostu były bardzo inteligentne i najczęściej znały się na ziołach oraz naturze. Te umiejętności prowadziły je prosto do ognia. A one chciały tylko pomagać. Na szczęście te czasy już dawno minęły, a osoby, które znają się na roślinach, są szanowane. Choć coraz częściej zapominamy o naszej naturze i wybieramy chemiczne odpowiedniki substancji i wielu innych rzeczy. Czy nie warto byłoby zachować wiedzę naszych przodków? 

Green Witch to mój kolejny poradnik. Jeśli śledzicie mnie na bieżąco, to na pewno znacie moją drogę w stronę poradników. Ostatnio naprawdę się przekonałam i zaczęłam doceniać te książki. Zobaczyłam, że jeden zły poradnik nie znaczy od razu, że wszystkie inne są złe. To jak z powieściami – czasami trafi Ci się coś katastrofalnego, a czasami genialnego. Tym razem jednak ponownie natknęłam się na totalną katastrofę i znowu poczułam całkowite zniechęcenie. Co spowodowało regres w mojej postawie?  

Jednak żeby od razu nie zacząć narzekać, wspomnę o języku, którym posługiwała się pisarka. Tutaj trzeba oddać cały hołd, ponieważ stworzyła coś pomiędzy bardzo przyjemnym stylem, ale mającym w sobie elementy naukowe. Jest to dla mnie po prostu coś perfekcyjnego i najchętniej wszystkie te niedające czytać się podręczniki oraz zbyt lekkie poradniki zamieniłabym właśnie na taką kombinację. "Green Witch" czyta się wyjątkowo dobrze i szybko, ale ma się też poczucie, że nie jest to zwykła pogadanka laika, tylko słowa kogoś mądrego, wykształconego i znającego się na rzeczy. Jak komuś takiemu nie zaufać? 

Szkoda tylko, że w ostatecznym rozrachunku ten wspaniały styl autorki i tak mnie nie przekonał do wiedzy, którą chciała mi przekazać. Czemu tak się stało? Warto wspomnieć o moich oczekiwaniach. Gdy po raz pierwszy dowiedziałam się o istnieniu tego poradnika, byłam bardzo podekscytowana, gdyż wierzę w zbawienne działanie roślin, wody i ogólnie całej natury. Dlatego byłam przekonana, że pogłębię swoją wiedzę na ten temat i będę mogła jakoś to wykorzystać w życiu. Już dawno doszłam do wniosku, że część moich kosmetyków, leków można zastąpić różnego typu roślinami, posiłkami czy po prostu odpowiednimi zwyczajami, które są bardziej naturalne niż ten cały świat chemii i technologii. Tytuł książki dodatkowo mnie przekonał, bo byłam święcie przekonana, że to piękna metafora. I tu się myliłam. To nie jest metafora. Mam wrażenie, że autorka wierzy w to, że jest czarownicą i że dużo osób na świecie również może otworzyć swoje wewnętrzne oko, oczyścić swoją aurę, wykorzystać czakrę i tak dalej. Nie widzę w tym nic złego, tylko że w to akurat w ogóle nie wierzę. Wierzę w przenośne znaczenie mocy słowa, roślin, miłości, magii chwili, ale nie w prawdziwe zjawiska niepoparte nauką. Myślę, że w tej chwili rozumiecie, jak bardzo moje oczekiwania zderzyły się z przekonaniami pisarki. 

Nie chcę być niesprawiedliwa dla tego poradnika, ponieważ przekazuje również wiele sensownych informacji, tylko w tym miejscu ja mam znowu problem. Większość z nich już znałam, choć pewnie w większości przypadków wynika to z mojego wcześniejszego zainteresowania tematem. Mało co mnie zaskoczyło, przez co w pewnym momencie czytanie tego stało się po prostu nudne. Oczywiście wyniosłam z tego jakieś ciekawostki, ale tutaj znowu wchodzi sprawa oczekiwań – chciałam dowiedzieć się więcej z tego. Jednak dla osób, które dotychczas nie pogłębiały swojej wiedzy w tym temacie, może być to skarbnica wiedzy o ziołach, kwiatach, kamieniach i wielu innych rzeczy. Tylko ponownie mam jakieś ale. Cała ta książka to jakaś szalona waga. Co z tego, że dostajemy informacje, ciekawe przepisy, gdy tak naprawdę nie ma pewności, czy one są na pewno odpowiednie? W niektórych fragmentach moja wiedza nie pokrywała się z tym, co było napisane w poradniku, stąd wynikają moje wątpliwości. A nie oszukujmy się – mowa tu o ziołach, których nie powinno się tak po prostu pić i łączyć z innymi ziołami, produktami spożywczymi czy lekami. W swoim życiu już nieraz i nie dwa poczułam tego konsekwencje. I trzeba też wspomnieć, że niektóre przepisy mają tak dużo trudno dostępnych składników, że na wstępie odechciewa się w ogóle za to brać. 

Ten poradnik jest dla mnie zbiorem bezużytecznych uwag, rad i informacji, więc czuję się bardzo zawiedziona. Myślałam, że zaspokoi moją ciekawość i pokaże mi nowe możliwości. Nic takiego mi nie dał, dlatego twierdzę, że powinno się go już z daleka unikać. No chyba że lubicie albo wierzycie w działanie mocy. Wtedy sprawa jest całkowicie odmienna. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję bardzo Taniej Książce


elfik_book

poniedziałek, 5 sierpnia 2019

Podsumowanie miesiąca – lipiec

Witajcie!

Wiem, że znowu zabrakło mi trochę systematyczności, ale pewnie będzie już tak w każdym miesiącu i wszyscy musimy się z tym pogodzić, a w szczególności ja :) Tym razem wytłumaczę się po prostu wakacjami. W poprzednim tygodniu razem ze swoim chłopakiem odwiedziłam przepiękny Gdańsk i równie bajeczną Stegnę. Był to cudowny czas ♥

Ale nie przedłużając i tak pewnie długiego posta, przechodzę do sedna :) 

W lipcu przeczytałam pięć książek, co zazwyczaj mnie satysfakcjonuje, ale tym razem nie mam zajęć na uczelni, obowiązków, tylko czysty relaks, więc jestem troszkę zawiedziona.

1. Banda Czarnej Frotte. Skarpetki powracają! (recenzja; ocena: 8/10)


2. Władczyni mroku (recenzja; ocena: 7.5/10)


3. Pocałuj mnie wiosną (recenzja; ocena: 2/10)


4. Głodne Słońce. Dymiące Zwierciadło (recenzja; ocena: 8.5/10)


5. Ring Girl (recenzja; ocena: 6/10)


Jak sami widzicie pod względem samej treści, ten miesiąc był naprawdę dobry. Tylko jedna książka w ogóle nie przypadła mi do gustu i jest to Pocałuj mnie wiosną. Natomiast najbardziej spodobało mi się Głodne Słońce. Dymiące Zwierciadło.

Co do moich filmowych przeżyć to one były już naprawdę o wiele bardziej rozbudowane, ponieważ obejrzałam dziesięć filmów i dwa sezony serialu. 

1. Człowiek z bieguna (recenzja; ocena: 8/10)


2. Pokolenie P (recenzja; ocena: 6/10)


3. Wynajmij sobie chłopaka (recenzja; ocena: 5/10)


4. Łatwa dziewczyna (ocena: 4/10) 


 5. Było sobie kłamstwo (ocena: 9/10) 


6. Asteriks i Obeliks. Osiedla Bogów (ocena: 8/10)


7. Spider-Man: Daleko od domu (ocena: 8/10)


8. Facet na miarę (ocena: 5/10) 


9. Wakacje Mikołajka (ocena: 6/10) 


10. Król Lew (ocena: 7/10) 


11. Stranger Things (sezon 1; ocena: 6/10)


12. Stranger Things (sezon 2; ocena: 5/10)



Co do filmów w tym miesiącu mam bardzo mieszane odczucia. Na pewno najgorsza dla mnie była Łatwa dziewczyna. A do moich ulubionych filmów trafiło Było sobie kłamstwo

A jak Wasz lipiec? Pochwalcie się swoimi wynikami? :) 

Serdecznie pozdrawiam ♥ 
Elfik

sobota, 3 sierpnia 2019

Dwa bieguny – Eliza Orzeszkowa


Tytuł: Dwa bieguny

Autor: Eliza Orzeszkowa

Kategoria: Klasyka

Wydawnictwo: Wydawnictwo MG

Liczba stron: 256

Ocena: 10/10













Zadam Wam jedno pytanie, które pozornie może się wydawać bardzo proste, ale podejrzewam, że nie jedna osoba będzie miała problem z odpowiedzeniem na nie. To pytanie brzmi: Jaki jest cel Waszego życia? Nie odpowiadajcie od razu, nie odpowiadajcie mi. Tylko proszę usiądźcie, zastanówcie się nad tym i gdy zyskacie pewność, że wiecie, odpowiedzcie samemu sobie. Mam nadzieję, że w ostatecznym rachunku większość z Was będzie znało ten cel i pozostaje mu wiernym. Niestety ja nie należę do tych osób. Nie jestem zagubiona, mam swoje plany, wiem, czego chcę, jednak jest to dla mnie bardzo nieuchwytne i rozmyte. Ale też wiem, że z czasem kontury moich pragnień staną się szczegółowe i nie będę miała problemu zdefiniować, czym są. Tylko na to potrzeba czasu...

Zdzisław jest młodzieńcem, który całym sobą docenia piękno sztuki, kontaktów towarzyskich, nauki i możliwości niesionych przez rozwój. Ma wiele refleksji i lubi o nich mówić. Nie widzi przyszłości z pozytywnych barwach, ale nie oddaje się też całkowicie negatywizmowi. Należy do elit, które znają swoje prawa i swoje miejsce w świecie. Nic tym nie potrafi zachwiać – do czasu... U swojej kuzynki Idalki poznaje tajemniczą i całkowicie odmienną pannę Sewerynę. Wtedy jeszcze nie zdaje sobie sprawy, że to spotkanie wstrząśnie całym jego życiem i światopoglądem. Co jest takiego wyjątkowego w Sewerynie? 

Myślę, że nikomu nie muszę przedstawiać Elizy Orzeszkowej, której literatura jest już od dawien dawna ceniona. Jej dzieła znalazły miejsce wśród cenionych powieści i w tej chwili są szanowane przez krytyków literackich oraz czytelników. Doceniła je również oświata, więc podejrzewam, że dużo część z Was miała okazję już w szkole czytać książki tej pisarki. Niestety ja tej okazji nie miałam, więc i nigdy nie zapoznałam się z jej historiami. Tak, jest to moje pierwsze spotkanie z panią Orzeszkową i jak sami widzicie, zaczyna się bardzo nietypowo, ponieważ "Dwa bieguny" dotychczas nie cieszyły się dużą popularnością. Czy mimo braku pewnego rodzaju chronologii książka spełniła moje oczekiwania? Tak, tak i tak! Już dawno nie trafiłam na powieść, która na tyle najróżniejszych płaszczyznach tak bardzo mnie poruszyła.

Tradycyjnie zacznę od stylu autorki, a jest to magia w najczystszej postaci, jaka może tylko się zdarzyć w literaturze. Jestem tak bardzo oczarowana językiem pisarki i jego barwnością, że nie mogę zebrać słów. Widać, że Orzeszkowa nie ograniczała się do poprawności, ale również dbała o szczegółowość i właśnie tę barwność, która sprawiała, że zapominałam o całym świecie, zapominałam, że te czasu już dawno minęły i w żaden sposób mnie nie dotyczą. Też tam byłam i razem z bohaterami przeżywałam każde wydarzenie, każdą zmianę, każdą myśl. To był również mój świat i to ten jedyny prawdziwy świat. Przy tym czułam wyjątkowość stylu autorki. Dotychczas nie spotkałam się z takim, więc to samo sprawia, że nie mogę go pomylić z żadnym innym ani o nim zapomnieć kiedykolwiek. 

Sama historia płynie bardzo powoli, co niektórym czytelnikom mogłoby przeszkadzać, gdyby nie fakt, że towarzyszy temu naturalność i spokój. Opowieść w żadnym momencie nie była dla mnie nudna, mimo że opisy myśli bohaterów oraz opisy krajobrazów ciągnęły się całymi stronami. Może to męczyć, ale naprawdę nie w tym przypadku. Nadaje to tylko dodatkowo niesamowitego klimatu, który pozwala zrozumieć, co chcą nam przekazać bohaterowie. Tego nie umie nawet zachwiać przewidywalność. Dość szybko zrozumiałam, jak potoczą się losy Zdzisława i Seweryny, ale na tym polegała cała historia. To nie miało być zaskoczenie, ale ukazanie, jak niektóre zdarzenia i uczucia potrafią zawładnąć naszym losem. Po prostu nas złapać w swoje szpony i już nigdy więcej nie puścić. Gdy czyta się "Dwa bieguny", to nie można uspokoić myśli. Z jednej strony z całą pasją nie można oderwać się od powieści, ale z drugiej jest tak dużo do przemyślenia, że ciężko utrzymać uwagę. 

Na razie opisałam same plusy, więc w tej chwili powinnam tradycyjnie przejść do minusów – nie w tym przypadku. Na pewno jakieś istnieją. Jako czytelnicy doskonale wiemy, że żaden pisarz nie jest w stanie ich uniknąć. Ale ja nie potrafię ich zauważyć i przede wszystkim po prostu nie chcę. Po co to robić, gdy jestem tak bardzo oczarowana? Tym bardziej że dopiero w tej chwili dochodzę do największej zalety książki, czyli tematyki. Porusza się ona na dwóch głównych płaszczyznach – ideologii i miłości. Każda z nich fascynuje mnie na co dzień. Jest też dużo dzieł, które poruszają te motywy, a ja prawie zawsze mam wrażenie, że są one spłycone i sprowadzone do najzwyczajniejszych ziemskich potrzeb. Niezmiernie mnie to irytuje, dlatego możecie tylko wyobrazić sobie moją radość, gdy wreszcie znalazłam historię, która dogłębnie mnie porusza i jest zgodna z moimi poglądami. Zdzisław żyje w świecie warszawskiej elity, czyli luksusu i błękitnej krwi. Właśnie te wartości wyznaje i twierdzi, że szerzenie piękna jest jego obowiązkiem. Natomiast Seweryna mimo tej błękitnej krwi mieszka w tak zwanej puszczy i oddaje swoje życie pracy u podstaw oraz spełnianiu marzeń swojego zmarłego brata. Na pewno nie muszę Wam mówić, jak dwoje tak skrajnych ludzi nie pasuje do siebie. I jakie ciekawe dyskusje mogą prowadzić... Dwie różne ścieżki ideologii, dwie różne ścieżki marzeń i jedna wspólna ścieżka miłości. Czy ma prawo to się udać?

Też warto wspomnieć, jak bardzo polubiłam dwójkę głównych bohaterów. Do Seweryny mam całkowity szacunek, które jest wzniesiony do rangi podziwu, a to wszystko dopełnia zwykła sympatia. Jest dla mnie postacią wprost idealną. Nie zawsze się z nią zgadzałam, miała swoje dziwaczne pomysł, nie zawsze była też aniołem, ale pozostawała przy tych wszystkich pozytywnych i negatywnych cechach tak bardzo ludzka. Zdzisława też zaczęłam uwielbiać, choć w całkowicie inny sposób. Lubiłam go, choć strasznie mnie denerwował i sama miałam ochotę wejść z nim w niejedną dyskusję. To taki przyjaciel, którego się szanuje i lubi, ale ma się całkowicie inne poglądy i ogólne spojrzenie na świat.

"Dwa bieguny" Elizy Orzeszkowej to bardzo uniwersalna historia, która zapewniam, że każdego czytelnika zachęci do refleksji nad swoim życiem, poglądami i postępowaniem. Jestem też prawie pewna, że to nie będą puste myśli bez żadnego pokrycia w rzeczywistości. Ta książka ma w sobie magię zmienia ludzi. Co do tego nie mam najmniejszych wątpliwości. I przede wszystkim mówi o miłości w sposób podniosły, pełny emocji, czyli taki, jak powinno się mówić o miłości. Możecie mi zarzucić, że miłość to codzienna sprawa, ponieważ mamy swoje rodziny, partnerów, przyjaciół i każdego dnia na różne sposoby ukazujemy, że ich kochamy. Zgodzę się całkowicie z tym, tylko historia Seweryny i Zdzisława pokazuje, jak to wielkie uczucie zderza się z naszymi pragnieniami i potrzebami, które też do wielkich należą, a o codzienność się ocierają. Na tę chwilę jeśli ktoś spytałby, jaka według mnie jest najpiękniejsza książka o miłości, bez zastanowienia wskazałabym "Dwa bieguny". Dlatego z całego serce polecam ją każdemu, kto jest gotowy zmierzyć się z potężnym uczuciem, wielkimi ideami i zwykłym dniem.

Za możliwość spotkania wielkiej miłości oraz zapoznania się z niezwykłymi refleksjami serdecznie dziękuję Wydawnictwu MG



elfik_book

czwartek, 1 sierpnia 2019

Ring Girl – K.N. Haner


Tytuł: Ring Girl

Autor: K.N. Haner

Kategoria: Literatura obyczajowa

Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece

Liczba stron: 273

Ocena: 6/10












Czy macie czasami poczucie, że Waszym życiem kieruje ktoś inny niż Wy sami? Wasi rodzice, znajomi, partner? Wszyscy wiemy, że ci wszyscy ludzie są dla nas bardzo ważni, ponieważ kochamy ich, lubimy i szanujemy. Z tego względu najczęściej bierzemy ich zdanie pod uwagę i staramy się spełniać ich oczekiwania. Powiedzenie, że jesteśmy sumą pięciu nam najbliższych osób, zawiera dużo prawy. Tylko czasami to wszystko wychodzi spod kontroli, a my zaczynamy zatracać samych siebie, zapominać, co jest naszą decyzją, a co decyzją innych. Czy da się coś z tym zrobić? 

Eden nienawidzi opowiadać o swojej rodzinie, co niektórym mogłoby wydawać się bardzo dziwne, gdyż jej ojciec jest mistrzem świata w boksie. Kto by nie chciał się pochwalić takim rodzicem? Na pewno nie Eden, która stara się kreować swoje życie według własnych zasad i nie zamierza pozwolić, by sława i znajomości ojca ułatwiały jej życiową drogę. Tym bardziej że piękny tytuł niekoniecznie oznacza dobry charakter. Eden wie to najlepiej, bo na co dzień musi sobie radzić z mrocznymi tajemnicami wyniesionymi z domu. Jednak jej świat diametralnie się zmienia, gdy na jej drodze pojawia się osoba dawno zapomniana, mało jej znana, ale odpowiadająca za wiele nieszczęść. Czy można pokonać nienawiść? Czy miłość naprawdę jest silniejsza? Ile można poświęcić, by osiągnąć sukces? 

Według mnie "Ring Girl" to bestseller tych wakacji. Gdzie nie spojrzałam, tam była ta książka. Początkowo nie zwróciłam na nią uwagi, ponieważ nie ma miesiąca, by jakaś powieść nie zyskiwała na popularności, lecz ta historia prześladowała mnie w jakiś sposób, dlatego nawet się nie wahałam, gdy okazało się, że mam możliwość zapoznania się z nią. Chciałam wiedzieć, czy jest warta tego całego zainteresowania, co nowego ze sobą przyniosła, że ludzie z taką pasją ją czytają. Teraz już wiem. Czy mimo początkowej obojętności, a później nawet niechęci przypadła mi do gustu?

Przede wszystkim pomysł – to on tutaj króluje i nie dziwię się temu. Nie spotkałam się jeszcze z opowieścią, która byłaby osadzona w takim świecie. Oczywiście, że jest dużo książek o boksie i tutaj mowa o podręcznikach, albumach i powieściach. Wystarczy włączyć internet i wpisać do wyszukiwarki. Mimo to "Ring Girl" nadal jest czymś innym. Nie jestem do końca w stanie tego zdefiniować, ale prawda jest taka, że to uroczy romansik, bardzo prosty i przyjemny, ale osadzony w trudnym i jakby nie patrzeć brutalnym świecie. Dla mnie jest to całkowicie niesztampowe myślenie i doceniam tę książkę choćby za to. Tym bardziej że zostałam naprawdę zaskoczona, ponieważ myślałam, że Eden będzie się uczyć boksu, tymczasem jest to historia o dziewczynach, które mają bardzo złą sławę i często są widoczne tylko na chwilę, a później zapominane. A mowa tutaj właśnie o ring girls, czyli młodych i pięknych kobietach, które zapowiadają kolejne rundy. 

To jest książka, która wciągnęła mnie od razu i wręcz pochłonęła. Czytałam ją na plaży, więc jestem zszokowana, że z taką pasją oddałam się właśnie jej. Jestem z tych osób, które na plaży w ogóle nie mogą się skupić na czytaniu, przeszkadza im słońce, piasek i tak naprawdę wszystko. A tym razem było inaczej. Chciałam wiedzieć, co się zdarzy dalej, a że fabuła była nieprzewidywalna, to nigdy nie wiedziałam czego się spodziewać. Czas, który spędziłam na czytaniu, był bardzo dobrym czasem. Jednakże nie znaczy to, że powieść nie posiadała żadnych wad. Było ich niestety dużo. Przede wszystkim była bardzo naciągana, a wydarzenia, które się tam działy były dla mnie chaotyczne, niespójne i nierealistyczne. Może właśnie dlatego nie mogłam przewidzieć kolejnych zdarzeń. 

I największym minusem Ring Girl są bohaterowie. Dosłownie nikt nie zdobył mojego serca – wszystkich tam nie lubiłam. Wyobrażacie sobie coś podobnego? Nie jestem nawet w stanie przypomnieć sobie, czy kiedykolwiek spotkało mnie coś takiego. Eden była straszna. Mam ochotę powiedzieć, że po prostu głupia, ale to nie do końca opisuje jej całokształt. Była taką niesamowitą hipokrytką i egoistką. Krytykowała innych, potrafiła ich traktować naprawdę okropnie, a gdy sama tak samo postępowała, to się dziwiła, dlaczego inni ludzie jej nie przyklaskują. Nie mogłam tego ścierpieć... Na początku myślałam, że Logan uratuje całą tę beznadziejną sytuację. To by było bardzo stereotypowe, lecz myślę, że przymknęłabym na to oko. Niestety każdy jego następny krok doprowadzał mnie do białej gorączki i sprawiał, że straciłam do niego cały szacunek. Bardzo podobnie było też z jego narzeczoną – Elodie – wydawała się przemiła i bardzo inteligentna. Szkoda, że był to tylko pozorny obraz. 

Spodziewałam się po tej książce o wiele więcej, a miałam wrażenie, że moje oczekiwania tym razem nie są wygórowane. Moja uczucia są bardzo mieszane, gdyż pomysł był genialny, historia wciągająca, ale było też tak dużo niedociągnięć i ten brak sympatii do bohaterów. Te wady są dla mnie trudne do przełknięcia, dlatego nie umiem wystawić jednoznacznej opinii, czy warto przeczytać tę książkę, czy też nie. 

Za możliwość poznania świata boksu dziękuję bardzo Taniej Książce 




elfik_book

wtorek, 16 lipca 2019

Głodne Słońce. Dymiąca Zwierciadło – Wojciech Zembaty


Tytuł: Głodne Słońce. Dymiące Zwierciadło

Autor: Wojciech Zembaty

Cykl: Głodne Słońce

Tom: I

Seria: Fantastyka z Plusem

Kategoria: Fantastyka

Wydawnictwo: Powergraph

Liczba stron: 538

Ocena: 8.5/10






Nasz świat posiada wiele tajemnic, o których wie tylko garstka ludzi lub już dawno zostały zapomniane przez społeczeństwo. Nie zwracamy na nie uwagi, bo nie należą do naszego codziennego życia, nie są naszymi problemami ani nie dają nam realnych korzyści. Nie znaczy to, że nie istnieją. Gdyby nasz świat wyglądał całkowicie inaczej – czy byśmy uwierzyli, że całe nasze dotychczasowe życie jest lustrzanym odbiciem? 

Świat, w którym to wojna i brutalność dyktują zasady. Świat, gdzie magia może okazać się prawdziwa. Świat, gdzie wśród ludzi liczy się wyłącznie hierarchia. Świat pełen brutalności i mrocznych tajemnic. W takim świecie żyją nasi bohaterowie, którzy muszą zdecydować się, jaki jest ich prawdziwy cel w życiu i w co wierzą. Czy łatwo podjąć decyzję? Czy osoby, które nic nie łączy, mogą przeciąć swoje życiowe ścieżki i zmienić je na zawsze? 

"Dymiące Zwierciadło" jest dla mnie przykładem typowej powieści fantasy. A w ostatnim czasie właśnie czegoś takiego szukałam i cieszę się, że miałam możliwość poznać całkowicie nowe dla mnie uniwersum. Ma ono trochę wad, ale zdecydowanie więcej zalet. Jednak zaczynając od tych pierwszych, muszę przyznać, że wielu aspektów nie zrozumiałam, a jestem przekonana, że wszystkie odpowiedzi na moje pytania znajdowały się w tej książce, tylko były nieoczywiste i często wytłumaczone w bardzo nieprzystępny sposób. Nie jestem nawet w stanie określić, w jakich czasach to wszystko się dzieje i czy nawiązania do naszej planety, to tylko wolne motywy, czy jakaś podstawa, na której został wykreowany cały ten świat. Trochę zbyt chaotycznie dla mnie autor przekazywał swoją wizję i podejrzewam, że nie jestem jedynym czytelnikiem, który miał z tym problem. Mimo tego uniwersum jest wykreowane naprawdę genialnie. Nie siedzimy w jednym fragmencie rzeczywistości, tylko poznajemy cały świat. Razem z dużą liczbą bohaterów poznajemy różne miejsca, kultury, tradycje i próbujemy rozwiązać zagadki stworzone przez samą historię. Bardzo mi się to podobało, ponieważ miałam wrażenie panoramiczności. Wiedziałam, że w tym świecie nie istnieję tylko ja i mój jeden bohater, ale są miliony innych ludzi, miliony innych stworzeń, najróżniejsze problemy. Oczywiście skupiamy się na tych, które dotyczą nas – tak jak jest to w życiu. Lecz i tak czasami zatrzymujemy się i zdajemy sobie sprawę, że jesteśmy tylko jedną z malutkich mrówek w olbrzymim mrowisku. Trzeba mieć olbrzymi talent, by stworzyć w czytelniku takie poczucie. Jakbym miała wybrać błąd, który najczęściej popełniają pisarze, to jest jest właśnie ten brak przestrzeni.

Przede wszystkim styl! Tak, to jest ten aspekt, który pod każdym względem był doskonale dopracowany. Spotkałam się z wieloma opiniami, że język autora jest dość nietypowy i wielu osobom to przeszkadzało. Zgodzę się, że nie jest schematyczny, ale to jest podstawa każdej dobrej powieści. Uwielbiam, gdy spotykam się z czymś charakterystycznym dla tego konkretnego pisarza i tu nie ma wątpliwości, że Wojciech Zembaty wyróżnił się pod tym względem i to właśnie to zapamiętam. Jestem urzeczona jego barwnością oraz opisami. Potrafił przenieść mnie na wiele godzin do innego świata, gdzie odnajdowałam siebie i poznawałam jego zasady. Jedyne, co mogę mu zarzucić, to fakt, że było sporo nowych słów i czasami łatwo można było się pogubić. Choć nie oszukujmy się, to też nadaje pewnego rodzaju klimatu historii. 

Początki "Dymiącego Zwierciadła" była dla mnie trudne, gdyż ta książka ma w sobie jednak pewnego rodzaju dziwaczność. Lecz z czasem przyzwyczaiłam się i totalnie przepadłam. Opowieść jest dość wolno i tak naprawdę w pierwszym tomie nic się za bardzo nie dzieje. Poznajemy bardziej uniwersum niż konkretne wydarzenia. Mimo to wszystko mnie ciekawiło i wielokrotnie zaskoczyło. Jestem bardzo usatysfakcjonowana przebiegiem opowieści. W szczególności, że na pozór niepowiązane historie okazywały się w zgrabny sposób połączone i to tworzyło niesamowitą mapę wydarzeń. 

Było cudownie, ale niestety w tym miejscy część rzeczy zaczyna się psuć – zawiedli mnie bohaterowie. To nie jest tak, że zostali źle wykreowani. Skądże, autor nadal trzymał klasę, tylko nie potrafiłam się do nich w żaden sposób przywiązać. Po prostu czytałam, co będzie dalej. Nie obchodziło mnie za bardzo, czy bohaterom powiedzie się, czy po prostu zginą. Będzie, jak będzie. Zero emocji. Nawet w tej chwili ciężko mi powiedzieć coś konkretnego o postaciach. Na pewno największe wrażenie zrobił na mnie Tennok, który jest dla mnie niejednoznaczną postacią. Potrafiłam go polubić i już pojawiała się iskierka nadziei, że pojawią się jakieś uczucia. Po czym nagle zaczynał zachowywać się inaczej i mimo że rozumiałam jego postępowania, to jakiekolwiek moje zainteresowanie jego osobą pękało jak bańka mydlana. Lecz trzeba przyznać, że obraz osobowości jest naprawdę dopracowany i bardzo głęboki. Z bohaterów, których jednak jakoś tam lubiłam, mogę wymienić tylko Quinatzina. Miał w sobie pasję i tym przyciągał. Miał cel i to on sprawił, że myślał niekonwencjonalnie i też niestety nie zwracał uwagę na to, co dobre i na to co złe. Choć w tym świecie w ogóle nie ma na to miejsca. 

Dawno nie czytałam tak genialnie dopracowanej powieści. Jestem pod olbrzymim wrażeniem i już czuję, że druga część ukaże mi niesamowite wydarzenia, wywoła wiele emocji, a ja oddalę się z naszej rzeczywistości i całkowicie oddam tej historii. I tak na koniec dodam jeszcze swoją refleksję – Polacy umieją pisać naprawdę dobrą fantastykę. Rzadko trafia się, żeby polska powieść fantasy nie spełniła moich oczekiwań. Często też jestem oczarowana, tak jak właśnie w tym przypadku. Jestem z nas dumna. 

Za możliwość poznania niesamowitego świata dziękuję bardzo Wydawnictwu Powergraph

Zapraszam na mojego Instagrama ♥ – elfik_book