Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jarosław Grzędowicz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jarosław Grzędowicz. Pokaż wszystkie posty

środa, 22 września 2021

Pan Lodowego Ogrodu. Księga 1 – Jarosław Grzędowicz

 

Tytuł: Pan Lodowego Ogrodu. Księga 1

Autor: Jarosław Grzędowicz

Cykl: Pan Lodowego Ogrodu

Tom: I

Kategoria: Fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Fabryka Słów

Liczba stron: 539

Ocena: 8/10






Vuko Drakkainen nie sądził, że to właśnie on zostanie wybrany. Jednak do tego doszły, decyzja zapadła i to on odpowiada za misję ratunkową i ewakuację innych ludzi ze świata odmiennego, z cywilizacji podobnej do ziemskiej, lecz znajdującej się w całkowicie innej części kosmosu. Gdy dociera na miejsce, ma teoretycznie proste zadanie – znaleźć swoich ludzi, a jak trzeba posprzątać po nich bałagan, który mógłby wprowadzić zamieszanie na tej planecie. Czy to zadanie naprawdę jest tak proste? Czy rok na nie to wystarczająco? Co się wydarzyło, że naukowcy nie dają żadnego znaku życia? I przede wszystkim czy pogłoski o występowaniu magii są prawdziwe? 

Z twórczością Jarosława Grzędowicza po raz pierwszy spotkałam się wiele lat wcześniej i to właśnie przy cyklu "Pan Lodowego Ogrodu". Rozpoczęłam go czytać przed maturą i w tamtym czasie nie dokończyłam tej historii. Następnie zapoznałam się z jednotomową powieścią autora "Popiół i kurz", która niestety nie spełniła moich czytelniczych oczekiwań. Jednak teraz wraz wznowieniem cyklu "Pan Lodowego Ogrodu" dałam kolejną szansę pisarzowi i tym razem jestem oczarowana tą książką. 

Wydaje mi się, że najbardziej wyróżniającą częścią książki jest sama koncepcja na fabułę. Dotychczas nie czytałam opowieści, która opierałaby się na tak unikatowym pomyśle. Być może sam opis nie wskazuje na nic odkrywczego albo nowego, lecz czym dalej się czyta powieść, tym bardziej jest widoczne świeże spojrzenie autora na cały gatunek i zabawa motywami. To barwne wykorzystanie możliwości wyobraźni. Choć przyznam, że potrzebowałam naprawdę wielu stron, by poczuć się przekonana do tego pomysłu i dać mu szansę. Z perspektywy czasu cieszę się, że do tego doszło, gdyż wolna od czytelniczych uprzedzeń mogłam wgłębić się w fabułę i spojrzeć na nią z całkowicie odmienne strony. 

Kolejną cechą bez wątpienia charakterystyczną dla Jarosława Grzędowicza i jego cyklu jest styl pisarki. Jednak w tym przypadku dochodzi do tego, że doceniam starania pisarza oraz ponownie jego unikatowe spojrzenie na literaturę, lecz nie mogę się przekonać do języka. Jest po prostu nie dla mnie. Przede wszystkim mocno irytuje mnie przeplatana narracja pierwszoosobowa i trzecioosobowa. Przez długi czas nie rozumiałam tej koncepcji i nie byłam w stanie zauważyć zalet płynących z takiej decyzji narracyjnej. Dopiero pomoc innego czytelnika uświadomiła mi, jaki jest cel tego zabiegu i wtedy spojrzałam już inaczej na całość, choć nadal pozostaję przy opinii, że nie jest to najlepsze wyjście. 

Jarosław Grzędowicz nie ogranicza swoich intrygujących pomysłów i pewnego rodzaju kontrastu. W samej fabule zaskakuje dwutorowością. Co w tym nietypowego? Otóż w pierwszym tomie cyklu jedna z historii – historia Vuko – odgrywa dominującą rolę i odkrywa przed nami wiele kart, byśmy jako czytelnicy rozumieli, co się dzieje. Natomiast druga opowieść jest już o wiele bardziej tajemnicza. Brzmi jak jakaś baśń, która może być prawdą, a może pozostać tylko zwykłą opowieścią stworzoną ku przyjemności. Płynie wolno i bez konkretów. Część, w której udział bierze Vuko jak na standardy fantastyki, jest mocno przyziemna, a część druga jest oddalona i niepewna. To właśnie ta druga historia skradła mi serce. Sprawiła, że niektóre sceny pod względem emocjonalnym okazały się osłupiające. Niosły ze sobą mądrość, mrok i przestrogę. Z mojej perspektywy była to wybitna manipulacja emocjami czytelnika, czyli coś, co w literaturze niezmiernie cenię. 

Samo uniwersum na tę chwilę wydaje mi się nieskończone i niemożliwe do poznania. Gdy czytałam, przyglądałam się pięknie wyrysowanym mapom, by odnaleźć miejsca istotne dla fabuły. Udawało mi się to, lecz i tak miałam poczucie, że ten świat jest zbyt wielki, zbyt skomplikowany, by mapa pozwoliła mi go tak po prostu zrozumieć. Tutaj ponownie dochodzi do interesującego zabiegu – tym razem gatunkowego. "Pan Lodowego Ogrodu" pochodzi z gatunku fantastyki i jest to bardzo dosłowne, gdyż łączy ze sobą elementy fantasy z elementami science fiction. Rzadko się spotykam z takim łączeniem gatunkowym w powieściach i jak najbardziej doceniam go w tym cyklu. 

Odnośnie bohaterów mam bardzo mieszane odczucia, ponieważ jest ich wielu, ale kreacja skupia się wyłącznie na konkretnych postaciach. Jest to na pewno dobre wyjście, gdyż przy takim natężeniu jest mało możliwości, by dokładnie wykreować wszystkich bohaterów. Jednakże wiele osób miało potencjał, by wyróżnić się czymś więcej, a pozostawało w sferze epizodycznej. Niemniej Vuko Drakkainem jest dla mnie symbolem pogłębionego studium osobowości. Odpowiednio do sytuacji ukazuje swoje cechy osobowości, a jego przemyślenia są pełne humoru, ale też wartościowych koncepcji. Wśród bohaterów muszę też pokłonić się w stronę Tendżaruka, jego delikatności opowieści, skupiania na małych, ale istotnych szczegółach i wnikliwości w swoich obserwacjach. Bardzo cenię takie postacie. 

Czytając "Pana Lodowego Ogrodu", zadałam sobie pytanie, jak daleko sięga moja wiara w naukę. Vuko znajduje się w miejscu odmiennym od Ziemi, lecz nadal zachowującym podobieństwa. Czy w takim miejscu można uwierzyć w działanie magii, czy nadal można wierzyć w siłę fizyki, chemii i innych nauk władających wszechświatem? Sama sobie zadałam to pytanie, a jestem wielbicielem nauki i doszłam do wniosku, że na innej planecie nie byłabym pewna, że nasze naukowe odkrycia mogą mieć zastosowania w takiej formie, jak uważamy obecnie. Pierwsza część cyklu to również obraz zasad w świecie, gdzie zasady nie istnieją w naszym rozumieniu. Świat przedstawiony przez autora daje możliwość ludziom łamania naszych ziemskich zasad, pozwala na zło bez konsekwencji. Ile osób uległoby takim wizjom? Ile podążyłoby za swoimi pragnieniami, zapominając o moralności? Natomiast druga opowieść pozwala zobaczyć krok po kroku nastającą rewolucję, która zwiastuje upadek społeczności, może nawet cywilizacji. Bez wątpienia są to tematy skomplikowane i dające szanse wielu przemyśleniom. 

"Pan Lodowego Ogrodu" okazał się opowieścią wielowymiarową i niekonwencjonalną i pod względem konstrukcji, i pod względem tematyki. Nie ograniczał się do utartych frazesów, choć wspaniale umiał z nich korzystać. Po przeczytaniu mam uczucie pełni spostrzeżeń oraz pragnę od razu przeczytać drugi tom. 

Za możliwość przeczytania powieści dziękuję bardzo Fabryce Słów

sobota, 19 czerwca 2021

Popiół i kurz – Jarosław Grzędowicz

 

Tytuł: Popiół i kurz

Autor: Jarosław Grzędowicz

Kategoria: Fantastyka

Wydawnictwo: Fabryka Słów 

Liczba stron: 324

Ocena: 5/10








Zastanawialiście się kiedykolwiek, co się dzieje po śmierci? Jestem przekonana, że większość z nas co najmniej raz w życiu zadała sobie to pytanie. Dlatego może ciekawszym pytaniem byłoby pytanie: sądzicie, że co jest po śmierci? Odpowiedzi może być tak wiele. Różne religie przedstawiają najróżniejsze wizje, choć akurat w naszej kulturze chyba najbardziej popularna jest ta mówiąca o piekle i niebie. Po śmierci może dojść do reinkarnacji. A może naprawdę otaczają nas niewidoczne dusze. Albo po prostu nie ma nic. Jesteśmy tylko częścią natury i odchodzimy, gdy nadchodzi nasz czas. Nie ma na świecie człowieka, który znałby odpowiedź opartą na dowodach albo choćby rzeczywistym powrocie z zaświatów po długim czasie. Choć jeśli mam być szczera, to mnie najbardziej zawsze przerażała wizja reinkarnacji człowieka w człowieka. Wiem, że wiele osób marzy, żeby tak właśnie było. Jednak myśl, że umieramy, rodzimy się, ponownie żyjemy nieświadomi, co jest dalej, by znowu umrzeć i ta w kółko wcale mnie nie pociesza. Lubię znać odpowiedzi, a to by oznaczało, że nigdy nie będę choćby blisko jej poznania. 

Poza naszym światem jest coś dalej, coś, gdzie przenosimy się, gdy umieramy. Jednakże jest też świat Pomiędzy, gdzie czasami zdarza się, że ktoś utknie. Często są to samobójcy albo ludzie, którzy czegoś nie skończyli na czas. Lecz to nie jest żadna zasada. Nikt do końca nie wie, na jakich zasadach funkcjonuje świat Pomiędzy. Jedno jest pewne – dominuje tam popiół i kurz, a wśród niego kryją się istoty ludziom nieznane, w żaden sposób bliżej nieopisane. Tam nie mają prawa pojawiać się żywe istnienia. Czy na pewno? 

O twórczości Jarosława Grzędowicza słyszałam wiele pozytywnych opinii. Choć chyba jego najbardziej rozpoznawalnym dziełem jest cykl "Pana Lodowego Ogrodu". Miałam styczność z tym cyklem, jednak było to w czasie matury, więc nie poświęciłam mu należytej uwagi i też nigdy nie dokończyłam pierwszego tomu. Wynikało to wyłącznie z braku czasu i zmęczenia. Teraz razem ze wznowieniem "Popiołu i kurzu" czuję potrzebę, by dać autorowi wreszcie prawdziwą szansę i przekonać się, czy i ja odnajdę się w jego świecie fantastyki. Czy już po przeczytaniu mam pozytywne wspomnienia z czytania powieści? 

Największą zaletą "Popiołu i kurzu" w moim odczuciu jest sam pomysł. Od pierwszych stron byłam pod olbrzymim wrażeniem, jak sprawnie autor wykorzystał dość popularne motywy i rozważania, by następnie spojrzeć na nie z całkowicie innej perspektywy i stworzył dzieło niesztampowe. Nie ogranicza się ono w żaden sposób, tylko odważnie idzie krok do przodu, uderzając w wiele schematów. Jestem olbrzymią zwolenniczką takich rozwiązań. Zawsze byłam przekonana, że stworzenie czegoś całkowicie odmiennego w tej chwili jest już prawie niemożliwe, a wykorzystanie czegoś znanego i wykreowanie czegoś unikatowego jest już wręcz niemożliwe. 

Sam styl jest charakterystyczny, więc podejrzewam, że jeśli autor utrzymuje go w pozostałych powieściach, jest w pewien sposób jego znakiem rozpoznawczym. Dla mnie to kolejny aspekt, który jako czytelnik mocno cenię. Lubię mieć okazję, by przywiązać się do danego pisarza. Jednak w tym miejscy spotkałam pierwszą przeszkodę. Nie umiałam się wgryźć w historię, przez co byłam dość rozkojarzona i musiałam pilnować swojego skupienia. Łatwo traciłam wątek, łatwo powracałam do rzeczywistego świata. W pewnym sensie to dość uciążliwe podczas czytania książki. 

Poza tym zostałam oczarowana niesamowitym klimatem historii, który wydzierał ze stron i wpływał na mój nastrój. Mimo moich małych problemów ze stylem, byłam w stanie wyczuć pewną specyficzną atmosferę pozwalającą mi na lepsze zrozumienie podstaw świata Pomiędzy. Z tego też względu przez pierwszą połowę "Popiołu i kurzu" bawiłam się wyśmienicie i byłam w stanie wybaczyć wszystkie niedociągnięcia, które rzucały mi się w oczy. Niestety w drugiej połowie nagle akcja przyspieszyła, co początkowo wydawało mi się całkowicie naturalne, lecz z czasem wprowadziło niepotrzebny chaos. Miałam wrażenie, że sam pisarz znudził się tą historią albo nie do końca miał pomysł na jej poprowadzenie. Wtedy zaczął załamywać się ten oczarowujący klimat, pojawiło się też wiele niepotrzebnych scen. Natomiast niektóre wątki traciły swój potencjał lub ogólnie były pomijane. W efekcie czułam olbrzymi niedosyt i zniechęcenie do pewnych rozwiązań fabularnych. Po samym przeczytaniu powieści pozostawiło to niesmak.

Parę słów wypada też wspomnieć o bohaterach. Nie było ich zbyt wielu, ale też nie pojawiła się taka potrzeba. Ta garstka epizodycznych postaci i główny bohater w moim mniemaniu wystarczyli. Tym bardziej że jak już się pojawiali, to byli wspaniale wykreowani. Część cech było wyolbrzymione, co nadawało powieści delikatny klimat karykaturalny. Odczuwałam to przy głównej postaci, lecz przez nią wybrzmiewała ceniona przeze mnie synteza wad i zalet. Nikt oczywiście nie jest idealny, ale nie istnieje też magiczna linia, gdzie po jednej stronie znajdują się zalety, a po drugiej wady. Pisarze często o tym zapominają. Cechy osobowości i charakteru często mieszają się i mają swoje pozytywne oraz negatywne strony. Cieszę się, że w powieści dało się to wyczuć. 

Zależy mi, żeby zwrócić uwagę na aspekt zaburzenia psychicznego, które tu się pojawia. Chyba mam już pewne skrzywienie zawodowe, choć samego zawodu jeszcze nie mam. Studia swoje robią. W "Popiele i kurzu" pojawia się subtelnie przedstawiona schizofrenia. Od razu wspomnę, że to nie jest żaden obraz objawów, leczenia czy czegoś bardziej konkretnego. Parę tylko słów, ale na tyle ciekawych, że dla osób troszkę znających chorobę stawia całą powieść pod znakiem zapytania. Dla mnie było to mocno fascynujące i zadawałam sobie ciągle pytanie, gdzie się kończy świat fantastyki, a gdzie zaczyna ten rzeczywisty. 

Jak łatwo się domyśleć z początkowych słów mojej recenzji, cała powieść nakierowuje na refleksję, co jest po śmierci i czy tak naprawdę nasze życie ma jakikolwiek sens, czy w ogóle chcemy, żeby miało sens. W całym mroku opowieści jest to głębsza strona historii i pozwalająca na personalne przemyślenia bez oceniania. 

"Popiół i kurz" to bez wątpienia bardzo ciekawe i odmienne dla mnie doświadczenie. Moje odczucia są mocno ambiwalentne i najchętniej rozgraniczyłabym pierwszą połowę powieści i drugą, ponieważ nie jestem w stanie z powieści wyciągnąć spójnego obrazu. Niemniej fantastyczny i wręcz miejscami innowacyjny pomysł oraz klimat zrobiły na mnie wystarczająco dobre wrażenie, by nadal z podekscytowaniem planować sięgnięcie po pozostałe pozycje pisarza. 

Za książkę bardzo dziękuję wydawnictwu Fabryka Słów