Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cykl o Niewidzialnym. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cykl o Niewidzialnym. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 12 listopada 2020

Zapasy z życiem – Eric-Emmanuel Schmitt


Tytuł: Zapasy z życiem

Autor: Eric-Emmanuel Schmitt

Tłumaczenie: Agata Sylwestrzak 

Seria: Cykl o Niewidzialnym

Kategoria: Literatura piękna

Wydawnictwo: Znak

Ocena: 6/10






Do wielkości nie dochodzi się przez chwilę. Są to lata praktyki, gdzie dzień w dzień trzeba wytrwale ćwiczyć. Nie można pozwolić sobie na nieuzasadniony odpoczynek, na zwątpienie czy lenistwo. Jeśli chce się dokonać rzeczy trudnych lub wręcz niemożliwych, trzeba poświęcić wszystko. Poza latami ćwiczeń jest to też niesamowicie trudne wyzwanie dla psychiki. Momenty zawahania, zmęczenia albo niepewności swojej drogi mogą zbyt wiele kosztować. Przez całe swoje życie z pasją słucham historii o ludziach wybitnych. Mogę tylko ich podziwiać i doceniać siłę umysłu, ponieważ w sobie nie odnajduję takich pokładów ambicji, cierpliwości i wytrwałości. Historie te inspirują. Być może pomogą komuś odnaleźć samego siebie i również dokonać rzeczy niezwykłych. Jednak najważniejsze jest, że to one sprawiają, że chce się dążyć do czegoś wielkiego. Wiecie, te wszystkie osiągnięcia na skalę świata są fantastyczne, ale w życiu liczy się też wewnętrzna walka, której najczęściej nie widać. Wbrew pozorom osoba, która obiektywnie nie dokonało nic ważnego, w rzeczywistości przeszła drogę porażająco trudną i zrobiła postęp, o którym mało kto może pomarzyć. O tych ludziach też nie można zapominać. 

Jun od kilku lat mieszka w Tokio i sprzedaje wątpliwej renomy drobiazgi. Nauczył się, jak żyć w świecie, gdzie dominuje bieda, cierpienie i zapomnienie. Jest chłopcem wątłym i bardzo szczupłym, ale za to inteligentnym i sprytnym. Pewnego dnia poznaje człowieka, który widzi w nim grubego gościa. Jak łatwo się domyślić, nikt nie bierze tego na poważnie, a już na pewno nie sam Jun. Jednak sytuacja z dnia na dzień powtarza się, aż wreszcie nastolatek trzyma w ręku bilet na zawody sumo. Czy zdecyduje się na nie iść? Co rozumiał mężczyzna, mówiąc że Jun jest gruby? 

Schmitta cenię od momentu, gdy w moje ręce trafił "Oskar i Pani Róża". To była książka, która dogłębnie mną wstrząsnęła i mimo że byłam wtedy tylko małym dzieckiem, zmusiła do rozbudowanych refleksji. Do tej pozycji wróciłam po latach i z zachwytem stwierdziłam, że nadal robi na mnie tak oszałamiające wrażenie. Lecz pomiędzy było wiele powieści autora – czasami wpływały na moje zmysły i po raz kolejny za pomocą siły i szczegółowej analizy ludzkiego umysłu dawały nadzieję i zrozumienie. Innym razem rozczarowywały mnie. Dlatego nigdy nie wiem, czego spodziewać się po kolejnej pozycji pisarza. Zaczynając czytać "Zapasy z życiem", starałam się nie mieć żadnych oczekiwań. To trudne, ale w pewnym stopniu się udało. Jak tym razem wpłynęła na mnie książka? 

Historia Juna okazała się opowieścią opartą na utartym motywie dążenia do wielkości, jednak Schmitt ujął ją w niesztampowy sposób. Zwrócił uwagę, że to nie jest kolejna wyłącznie inspirująca historyjka, jak osiągnąć sukces, tylko pełnowymiarowe przedstawienie życia chłopca z ulicy. Za pomocą lekkiego pióra i niezwykłej płynności oddziaływał na wyobraźnię, by każdy czytelnik mógł znaleźć aspekt opisujący jego własne życie. 

Powieść przeczytałam na jednym wdechu, co niezmiernie pozytywnie na mnie wpłynęło. Zazwyczaj najlepiej odnajduję się w historiach długich, wręcz mozolnych, gdzie setki stron pozwalają mi na zrozumienie i docenienie kunsztu autora. Tymczasem Schmitt po mistrzowsku w krótkiej formie kondensuje najważniejsze aspekty, ale zarazem nie zarzuca nimi czytelnika tylko w harmonijny sposób sygnalizuje ich istnienie. Między innymi za to tak bardzo go cenię – potrafi się odnaleźć na kilkudziesięciu stronach, ale w jego twórczości można też odnaleźć powieści grube i równie dobre. Nie ogranicza się i ukazuje swoją plastyczność. To domena wybitnych pisarzy. 

Fabuła odbywa się w miejscu dla mnie nieznanym, dlatego nie wiem, jakie zasady kierują tym światem. I nie mam tutaj na myśli odrębnej kultury miejsca, tylko życie w świecie tak skomplikowanym, tak odmiennym od mojego. Jun dostaje wyzwanie – dojść do wielkości. Ale czym dla niego jest ta wielkość? Jaką drogę już przeszedł i jaka przed nim? Czy on w ogóle chce podjąć te wyzwanie? Pytań pojawia się wiele, a na odpowiedzi trzeba czekać cierpliwie i szukać ich miedzy wierszami. Nie będą oczywiste, nie będą podkreślone – można je tylko znaleźć we własnym umyśle. Opowieść o Junie to obraz powolnej, nienarzucającej się zmiany osobowości i odnalezienia w sobie pokładów wcześniej zapomnianych. A jak to zrobić, jak wszędzie znajduje się tylko brak zrozumienia i akceptacji? 

Sami bohaterowie są wykreowani wyłącznie pobieżnie, przez co poczułam rozczarowanie. Było ich na tyle mało, by każdy mógł mieć własne, dobrze umeblowane miejsce w książce. Tymczasem wszystko skupiło się tylko na Junie, więc trudno było dostrzec istnienie innych osób. Sam nastolatek to kwintesencja trudnego charakteru o pełnowymiarowej osobowości. Wywoływał we mnie podziw, bo nie miał nic wyidealizowanych bohaterów. Często jego wady wychodziły na pierwszy plan, ale i tak nie dało się go nie polubić. 

"Zapasy z życiem" są pełne przemyśleń zamkniętych między wersami. By je odnaleźć trzeba zaangażować swój umysł i duszę. Pozwolić na zapomnienie i dać się ponieść własnym emocjom. A to wszystko w otoczeniu problemów i cierpienia. Trzeba mieć siłę, by walczyć dalej. 

piątek, 24 lipca 2020

Félix i niewidzialne źródło – Éric-Emmanuel Schmitt


Tytuł: Félix i niewidzialne źródło

Autor: Éric-Emmanuel Schmitt

Tłumaczenie: Łukasz Müller

Seria: Cykl o Niewidzialnym

Kategoria: Literatura piękna

Wydawnictwo: Znak

Liczba stron: 176

Ocena: 5/10









Gdy byłam dzieckiem, wierzyłam, że wszyscy żyją w ten sposób co ja, a przynajmniej bardzo podobnie. Te wszystkie opisy innych kultur były odległe i bardziej baśniowe niż realne. To było zwykłe stwierdzenie, że owszem – one istnieją, ale tylko na kartach książek i w programach telewizyjnych. Z czasem mój świat się powiększał. Więcej widziałam, więcej czytałam i więcej ludzi spotykałam. W jakiś sposób nadal byłam zamknięta na ludzi żyjących podobnie jak ja, ale wiedziałam już z całą świadomością, że inne osoby w inny sposób postrzegają, inaczej żyją i że inne kultury istnieją dokładnie na tym samym świecie co ja, mimo że wydaje się to być tak niezmiernie daleko i w odmiennej rzeczywistości. Do dzisiaj intryguje mnie ta różnorodność i kulturowa, i ta pomiędzy pozornie podobnymi do siebie ludźmi. Co innego nas cieszy, co innego sprawia, że cierpimy, czego innego pragniemy i co innego daje nam szczęście. Czy to nie jest niesamowite? 

Félix razem ze swoją mamą mieszka w Paryżu i wiedzie bardzo szczęśliwe życie. Nie przeszkadza mu, że ma inny kolor skóry, ponieważ jest kochany i akceptowany. Jego mama jest niezwykle radosną i silną osobą, która sprawia, że każdy dzień jest niezapomniany, a zarazem niesie ze sobą bezpieczeństwo. Jednak pewnego dnia wszystko się zmienia – mama Félixa przestaje się uśmiechać, co sprawia, że jego świat zostaje pokryty popiołem dawnych chwil. Smutek zaczyna się rozpowszechniać. Pozostaje tylko walka o ten jeden uśmiech, która musi się odbyć u samego źródła powstania – w Afryce. Czy Félix zdąży na czas dotrzeć na inny kontynent i uratować swoją mamę? Od czego tak naprawdę zależy szczęście? 

Myślę, że większości z Was nie muszę przedstawiać tego autora, ponieważ nieraz i nie dwa gościł już na moim blogu. Prawdopodobnie pisarz zdobył moją sympatię już w podstawówce, gdy przeczytałam tak osławionego "Oscara i Panią Różę". Z czasem poznałam równie cenione opowiadanie "Trucicielka". Właśnie wtedy to nazwisko zapadło mi w pamięci i przez kolejne lata wyznaczało ścieżkę mojego czytelnictwa. Razem z twórczością Schmitta spędziłam wiele godzin, które prowadziły do przeczytania książek określonych przeze mnie jako wybitne i niestety tych też o wiele gorszych. Mam wrażenie, że pisarz pisze niesamowicie nierównomiernie, dlatego też nie wiedziałam, czego się spodziewać po jego najnowszej powieści. Kolejne dzieło, które zawładnie mym sercem, czy zwykła, mało znacząca powieść? Niestety to drugie.

Zacznę od standardowej zalety książek Schmitta, która nigdy się nie zmienia – oczywiście mowa tu o stylu. Jest on unikatowy i zawsze w ten spokojny, ale oczarowujący sposób prowadzi czytelnika przez strony powieści, by w pewnym momencie istniała tylko ta jedna historia, a prawdziwy świat pozostał poza umysłem człowieka. Zarazem jest utrzymany w konwencji bardzo poetycznej, choć może lepiej jednak pasowałoby słowo patetycznej. Każde zdanie niesie ze sobą pewnego rodzaju podniosłość zmuszającą do szacunku i zrozumienia. Autor w swoim dorobku pisał książki oceniane przeze mnie jako katastrofalnie napisane, ale nigdy nie mogłam odmówić mu mimo wszystko szacunku za ten język. 

Niestety główną zaletą fabuły jest najzwyczajniejsza w świecie monotonia. Mijały strony, a ja nie mogłam oddać się z całą pasją historii małego Félixa i jego mamy. Cała opowieść była dla mnie chaotyczna i przede wszystkim posiekana. Raz byliśmy w kawiarni należącej do mamy naszego bohatera, w drugim momencie w ich mieszkaniu, a zaraz już w Afryce i te przejście nie były dla mnie zrozumiałe. Początkowo mimo wybitnie wolnej akcji utrzymywała się magiczna aura, która przypominała mi, że to wszystko jedna wielka metafora, która prawdopodobnie mnie oczaruje, jeśli tylko uda mi się zrozumieć, co chciał przekazać czytelnikowi Schmitt. Niestety czas pokazał, że czym dalej, tym książka stawała się przyziemna, a moje myśli wracały do codzienności. 

Bohaterowie tym razem też zostali potraktowani po macoszemu. Mieli jakieś charakterystyczne cechy, ale to nie wystarczyło, by wykreować pełnowymiarowe postacie. Sam Félix wykazywał się bardzo nietypowym myśleniem, co mi imponowało, a jemu samemu dodawało niezwykłości. Szkoda tylko, że to był jedyny ciekawy aspekt jego osobowości. Za to jego mama wywołała we mnie olbrzymią antypatię nawet wtedy, gdy jeszcze się uśmiechała. Nie czułam żadnej wewnętrznej potrzeby, by utożsamiać się z którymkolwiek z dwójki głównych bohaterów. 

Oczywiście jak to w książkach Schmitta tematyka okazała się bardzo trudna i ważna. Tylko że ja tym razem nie do końca zrozumiałam tego metafizycznego wydźwięku powieści. Mam pewne przypuszczenia, ponieważ zauważyłam wątki dotyczące depresji czy przywiązania do ojczyzny, ale nie jest to wystarczające, bym mogła na tym zbudować bazę do głębszych rozważań. 

Przykro mi, że historia Félixa nie przypadła mi do gustu, a długo wyczekiwana przeze mnie powieść okazała się co najwyżej przeciętna. Być może moje zbyt duże oczekiwania sprawiły, że nie byłam w stanie docenić tej książki. Również możliwe, że brak zrozumienia wpłynął na negatywny odbiór. Dla osób, które są bardziej związane z tematyką, może nieść wiele ważnych treści. Dlatego tym razem nie powiem Wam, czy polecam książkę, czy też nie. Zależy to od Waszych indywidualnych preferencji.