Tytuł: Popiół i kurz
Autor: Jarosław Grzędowicz
Kategoria: Fantastyka
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Liczba stron: 324
Ocena: 5/10
Tytuł: Popiół i kurz
Autor: Jarosław Grzędowicz
Kategoria: Fantastyka
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Liczba stron: 324
Ocena: 5/10
Bogowie dali mu kiedyś szansę na odkupienie i wieczny spokój… ale wrócił do żywych, jak upiór. Teraz śmierć podąża za nim, zabierając innych, skoro nie mogła zabrać jego.
Klan Nagata umiera. Wiekowy daimyo nie poprowadzi już swoich wojowników do żadnej walki. Jego kilkuletni, chory syn z całą pewnością umrze jeszcze przed ojcem. Klan Węża podstępem wpełza w granice prowincji i zatruwa swym jadem wszystko, co napotka . Armię bandytów bez honoru prowadzi istota, której nawet Duch będzie musiał się pokłonić. Na granicy nieprzeliczone oddziały Manduków czekają tylko na sygnał do ataku.
Tak, dni klanu Nagata są policzone.
Zanim jednak zapłoną stosy pogrzebowe, stary samuraj o żelaznej duszy pośle po umierającego chłopca wojownika, którego zrodziła magia.
Magia. To ona rozpoczęła to wszystko. I ona też tę historię zakończy.
Arkady Soulski – Urodzony w 1987 roku absolwent stosunków międzynarodowych na Akademii Marynarki Wojennej. Dziennikarz „Gazety Bankowej”, członek zespołu redakcyjnego oraz wydawca portalu wGospodarce.pl. Debiutował w 2010 roku w „Nowej Fantastyce” opowiadaniem „Dzieci Syberyjskie”. Na kilka lat porzucił działalność pisarską, by powrócić w 2016 roku powieścią „Czarna kolonia”.
Od tego czasu regularnie wydawał kolejne książki „Wilk” (2016), „Serce lodu” (2019), „Krew kamienia” (2020) z gatunku sci-fi i fantasy.
Czuł jednak, że od Japonii nie ucieknie, bo jak sam o sobie mówi: „Dziadek był ekonomistą w Tokio, mama jest japonistką, kuzyni są w połowie Japończykami, od małego dojrzewałem wokół tego klimatu [...] Otaczają mnie przedmioty z Japonii i obrazy[...] Jak sobie na to popatrzysz to generalnie powieść sama się pisze".
Twierdzi, że nie potrafi nie wymyślać nowych historii. Nieustanne tworzenie scenariuszy to jego największe uzależnienie, a historia „Czerwonego lotosu” (2021) rozlała się po jego mózgu natychmiast po decyzji „piszę o Japonii”.
Jak wyszło? Epicko. Książka bardzo szybko podbiła czytelnicze serca i zyskała tytuł „najlepszej książki na wiosnę” według serwisu granice.pl, a już niedługo „Czerwony Lotos” doczeka się wydania w Rosji i na Ukrainie.
Trylogia "Zapiski Stali":
1. CZERWONY LOTOS
2. PANI CISZA
3. BITWA NIEŚMIERTELNYCH (W PRZYGOTOWANIU)
Czytaliście "Czerwony Lotos"? Planujecie lekturę "Pani Ciszy"? ♥
Autorka: Rhiannon Navin
Przekład: Alina Patkowska
Kategoria: Literatura piękna
Wydawnictwo: HarperCollins
Liczba stron: 336
Ocena: 7/10
Nikt nie obiecywał, że życie będzie łatwe, przyjemne i szczęśliwe. Prawdopodobnie wszyscy o tym marzymy i próbujemy wierzyć, że tak będzie. Części z nas nawet pewnie życie da szczęście, ale na część ludzi czeka cierpienie i tragedia, pomimo której trzeba nadal żyć. Nie da się zapomnieć, nie da się znów być szczęśliwym, ale trzeba iść do przodu. Znaleźć odpowiedź na to wybitnie trudne pytanie, jak żyć dalej. A nie ma na nie uniwersalnej odpowiedzi. Niekiedy ona w ogóle nie istnieje. Czy to nie przerażające? Czy nie jesteśmy niewyobrażalni odważni, żyjąc dalej? Czy inni nam pomogą?
Mały chłopiec o imieniu Zach, idąc do szkoły, nie zdawał sobie sprawę, że dzielą go minuty od tragedii, która zmieni całego jego życie. Jest radosny i pełen energii... Dopóki pewien młody mężczyzna nie przekroczy progu szkoły. Dopóki nie zacznie strzelać i dopóki strzał nie trafi w jego brata. Mijają niewyobrażalnie długie minuty, a Zach ukryty razem ze swoją klasą w szatni czeka, aż ten koszmar na jawie wreszcie się skończy. Kiedyś nadchodzi ten upragniony moment, gdy wreszcie jest bezpieczny, gdy wreszcie jest w objęciach rodziców. Lecz za niedługo zda sobie sprawę, że brakuje jego brata. Jak rodzina poradzi sobie z tak dotkliwą stratą? Co czeka później Zacha? Czy sprawca zostanie sprawiedliwie ukarany? Co nim kierowało?
Odkąd przeczytałam opis, zdawałam sobie sprawę, że ta książka będzie niosła ze sobą cierpienie i wiele emocji. To bardzo wymagająca literatura, która zapada w pamięć na długo. Mimo to zdecydowałam się na przeczytanie "Koloru Samotności". Czasami warto zaangażować się emocjonalnie, by lepiej zrozumieć innych ludzi i zdać sobie sprawę z głębi naszych uczuć. Czy ta powieść dała mi te odczucia? Zdecydowanie tak.
Jednak najpierw chciałabym pozostać w sferze analizy stylistycznej. Język, którym posługuje się pisarka, jest bardzo lekki i przede wszystkim prosty. W przypadku tej książki jest to wielka zaleta, gdyż patrzymy na całą sytuację z perspektywy sześcioletniego chłopca. Tu nie ma miejsca na zbyt barwną i kwiecistą stylistykę. Dominują krótkie, pojedyncze zdania, które często są urywane. To wszystko jest obrane w niesamowicie wiele opisów codziennych czynności. W tym przypadku jest to bardzo potrzebne, bo właśnie dzięki tym opisom jesteśmy w stanie nawiązać więź z bohaterami i lepiej zrozumieć ich świat. Choć muszę przyznać, że momentami jest to troszkę nużące.
Sama fabuła jest mocno nierównomierna w odbiorze, jednak nie jest to aspekt zniechęcający, ponieważ dla tych dobrych momentów warto przetrwać te gorsze. Tym bardziej że tak jak było do przewidzenia, książka charakteryzuje się bardzo silnymi emocjami, które trzeba powoli przerabiać razem z bohaterami. Natomiast sama historia skupia się wokół głównego wątku, nie pozwalając na zbytnie odchodzenie w bok. Przy takich zdarzeniach nie ma miejsca na poboczne i pomniejsze zmartwienia, czy zdarzenia. Dlatego cieszę się, że autorka nie zdecydowała się na dodatkowe odskocznie od głównej fabuły.
Jakiś czas temu oglądałam film dokumentalny o strzelaninach w szkole, więc "Kolor Samotności" okazał się dla mnie książką niezwykle trudną. Od początku wiadomo, że sama historia jest fikcją, ale w żaden sposób nie zmienia to faktu, że opowiada również o prawdziwych wydarzeniach. I to połączenie – objerzenie dokumentu i przeczytanie powieści – pogłębiły moją rozpacz i przede wszystkim bezradność. Dały też zastrzyk motywacji, by zważać na ludzi obok i na ich emocje, bo może właśnie potrzebują pomocy. Cała książka zmusza czytelnika do empatii i wyrozumiałości. Wydarzenie ukazuje z wielu perspektyw, co daje panoramiczne spojrzenie na różnorodne cierpienie. Możemy obserwować Zacha, który tęskni za bratem, ale czuje też ulgę, że jego buntowniczy brat nie psuje już relacji w rodzinie. Możemy obserwować jego matkę, która zapada w depresję, by później być żądną krwi. Możemy obserwować zachowanie ojca człowieka, który był odpowiedzialny za całą strzelaninę. Tu nie ma miejsca na osądzanie. Tutaj jest po prostu czyste cierpienie. A cierpienie rani osobę cierpiącą, ale często też osoby wokół, co jest kolejnym wątkiem tej książki. Zach też cierpi, ale jest nadal człowiekiem potrzebującym miłości, jest nadal dzieckiem potrzebującym opieki. W perspektywie tak niewyobrażalnej tragedii bardzo łatwo o tym zapomnieć.
Sami bohaterowie są bardzo dobrze wykreowani, choć prawie całkowicie przysłonięci własnym cierpieniem. To ono dominuje i zmienia ich charaktery – być może już na stałe. A mały Zach jest przekochanym chłopcem, którego pisarka wręcz wybitnie przedstawiła. Dzięki jego perspektywie możemy zobaczyć, jak wiele różnorodnych emocji czuje, jak walczy o siebie samego i swoją rodzinę i jak pragnie, by świat był dobrym miejscem. Mogłoby się wydawać, że to tylko sześcioletnie dziecko... Czasami dzieci mimo swojej niepełnej dojrzałości okazują się o wiele bardziej uczuciowe niż dorośli.
"Kolor Samotności" poruszył moje serce. Zmusił mnie do przeżywania trudnych emocji, jednak o to chodzi – by odczuwać i w miarę możliwości starać się rozumieć w empatyczny sposób. Jako obserwatorzy możemy widzieć czasami więcej, ale zawsze zostajemy tylko postronny świadkami, którzy nie czuję tak silnie emocji targających osobą cierpiącą. W tej powieści wybrzmiewa to w sposób subtelny, ale zarazem konieczny do uznania.
Premiery 16 czerwca!
Pomiędzy wzgórzem a doliną Jowita Kosiba
Drugi tom monumentalnego dzieła o początkach polskiej państwowości. Powieść historyczna z czasów Mieszka I i początków panowania Bolesława Chrobrego.
Dziki to jeszcze kraj… a już mocny siłą wojów i chrobry siłą księcia…
Tnie się puszcza, szumi zboże na polanach, stare dęby Swarożyca padają przed Trzemami nowego Świątka. Biskup Wojciech chrzci pod murami Gniezna i niosąc nową wiarę pada pod ciosami pogańskich Prusów. Ciało jego warte jest tyle złota, ile waży.
Na pogrzeb zjeżdża wielki świat Cesarstwa który ku bramom gnieźnieńskim wiedzie sam Cesarz Otton III. Kraj Polan ukazuje, jaką siłą dysponuje i jakie skarby skrywa.
Cesarz zakłada Bolesławowi Koronę na głowę.
To już jest wielkie księstwo, Bolesław trzyma je w garści …..
Antoni Gołubiew we wspaniałej powieści, pełnej historycznych wydarzeń i historycznych postaci portretuje wszystkie warstwy społeczne – od pospolitego raba, po księcia Bolesława czy cesarza Ottona III. Splata losy bohaterów, tak jak splatała się polska państwowość, wytrwale, cierpliwie , w boju i politycznych rozgrywkach.
Dziwne losy Jane Eyre Charlotte Brontë
Tytuł: Zaginiona apteka
Autorka: Sarah Penner
Przekład: Artur Ubik
Kategoria: Literatura obyczajowa
Wydawnictwo: HarperCollins Polska
Liczba stron: 385
Ocena: 5/10
Książkę "Zaginiona apteka" otrzymałam w ramach współpracy z TaniaKsiążka.pl
Mam do Was bardzo ważne pytanie – co byście zrobili, gdybyście znaleźli małą fiolkę? Czy w ogóle zwrócilibyście na nią uwagę? Zabralibyście ze sobą, a może po prostu wyrzucili? To kwestia wyobraźni i też kontekstu. Mając świadomość, że jest bardzo stara i rzadka, większość z nas pewnie, by się choć trochę nią zainteresowała. Jednak mało kto poszukałby rozwiązania jej tajemnicy. Wydaje mi się, że tutaj w grę wchodzi już pasja i zaangażowanie. Ta wytrwałość, która sprawia, że część pasjonatów jest w stanie cierpliwie poszukiwać odpowiedzi na zadane pytania. Wiara, że ich małe odkrycie nie jest tylko nic nieznaczącym faktem albo zwykłym śmieciem. Sama uwielbiam czytać o takich sprawach, jednak na pewno nie potrafiłabym wykrzesać z siebie tej iskierki, by poświęcić swój czas na poszukiwanie nieznanego. A Wy?
Caroline przeżywa bardzo trudny dla siebie okres. Przyjechała ze Stanów Zjednoczonych do Londynu całkowicie sama, mimo że podróż była zarezerwowana dla dwójki. Wśród pięknych zabytków musi się zmierzyć z widmem życiowych problemów i podjąć decyzję, jak poprowadzić dalej swoją drogę. Nie zdaje sobie sprawy, że zwykła rozrywka proponowana turystom odmieni jej życie. Tymczasem na horyzoncie majaczy historia apteki sprzed ponad 200 lat, która oprócz lekarstw ukryła w sobie na setki lat mroczne tajemnice. Nareszcie przyszedł czas, by je poznać. Czy w odmętach manuskryptów, ksiąg i ulic Londynu można odnaleźć prawdę?
Gdy zdecydowałam się przeczytać tę powieść, byłam zwabiona zaskakującym pomysłem oraz hipnotyzującą okładką. Dotychczas nie spotkałam się jeszcze z motywem apteki w literaturze, więc wydawało mi się, że to może być niezmiernie ciekawe doświadczenie. Tym bardziej że w ostatnim czasie intrygują mnie tematy związane z zielarstwem, truciznami i ogólnie pojętą medycyną ludową. "Zaginiona apteka" niekoniecznie spełnia wszystkie te wyznaczniki, ale wystarczająco, by przyciągnąć moją uwagę i obiecać mi pasjonującą lekturę.
Niestety już na wstępie okazał się dla mnie olbrzymim problemem styl autorki. Książka jest debiutem, więc zdawałam sobie sprawę, że mogą wybrzmiewać pewne niedociągnięcia związane z brakiem doświadczenia pisarki, ale nie spodziewałam się, że aż tak bardzo. Język używany przez Sarah Penner okazał się wyjątkowo prosty i miejscami wręcz infantylny. Od tego typu opowieści oczekiwałabym jednak czegoś o bardziej płynnym i trudniejszym wydźwięku. Lecz to można wybaczyć, gdyby dodatkowo nie było to spotęgowane przez wyraźne błędy logiczne. Dla mnie ostatecznie potwierdziło to niedopracowanie historii. Tym bardziej że wielokrotnie natrafiałam na fragmenty, gdzie wiele zdań było niepotrzebnych i w sposób wyraźny ich obecność kuła w oczy.
Fabuła jest dwutorowa pod względem czasu akcji. Spędzamy wiele chwil razem z Caroline we współczesności, natomiast w XVIII wieku poznajemy Nellę i Elizę, które są bezpośrednio związane z apteką. Od pierwszych stron byłam niezmiernie ciekawa, jak połączą się wątki wszystkich bohaterów i gdzie nastąpi klamra, która załamie czas, pozwalając czytelnikom zauważyć sploty wydarzeń z przeszłości i teraźniejszości. Wydarzenie z XVIII wieku okazały się fascynujące i wciągające w fabułę. W tych częściach powieści bawiłam się cudownie i miałam coraz to większą ochotę brnąć dalej przez historię. Jednakże brakowało mi trochę atmosfery ówczesnego Londynu, która jest mocno charakterystyczna. Gdyby nie opisy rozdziałów, nie byłabym w stanie samodzielnie stwierdzić, czy jestem w XXI wieku, czy w XVIII. Dopiero sami bohaterowie nakierowaliby mnie na to, a ja pragnęłam poczuć to podskórnie za pomocą wykreowanego, klimatycznego obrazu.
Jak w przeszłości dowiadujemy się o losach aptekarki i jej małej pomocnicy, tak we współczesności jesteśmy świadkiem dramatu małżeńskiego i przemyśleń wywołanych przez problemy partnerskie. Jeśli ktoś odnajduje się w takiej tematyce, to być może byłoby to dla niego ciekawe, lecz osobiście nie lubię zgłębiać tego typu problemów, więc najchętniej pominęłabym te wszystkie rozważania i skupiłabym się wyłącznie na aptekarce.
Zwykle nie wspominam o zakończeniach, by przypadkiem niepotrzebnie nie zdradzić czegoś, ale w tym przypadku czuję potrzebę wypowiedzenia swojego zdania. Zakończenie to pewnego rodzaju niespodziewany rollercoaster. Nie byłoby w tym nic złego – w końcu na tym polegają zakończenia, na poruszaniu czytelnika. Tylko ostateczne domknięcie zakończenia jest dla mnie druzgoczące, niszczące wszystko, co wykreowała wcześniej pisarka. Zdecydowała się ona na zabieg typowy dla literackiego laika. Na pewno przynajmniej częściowo było to przemyślane, lecz nie zmienia to mojej opinii, że autorka nie była w stanie poradzić sobie z potencjałem tego, co wcześniej sama stworzyła.
W "Zaginionej aptece" nie ma zbyt wielu bohaterów, co w moim mniemaniu jest jak najbardziej zaletą całej powieści. To nie jest typ historii, gdzie konieczna jest ich duża liczba. Eliza i Nella okazały się bohaterkami bardzo charyzmatycznymi i nieprzewidywalnymi, a że lubię taki typ postaci, to od pierwszego zapoznania zapałałam do nich sympatią. W przeciwieństwie do Caroline wywołującej we mnie nieposkromiona frustrację. I tutaj mam na myśli i samą jej osobę, i kreację, które była po prostu płytka i mocno niedopracowana.
Przyznam się, że traktuję tę powieść jako dobrą literaturę, ale z wieloma możliwościami i potencjałem, który został stracony. Choćby sama problematyka utworu na to wskazuje. Historia zaznacza pewien problem moralny, ale do tego się ogranicza. Mijają całe strony, gdzie można by pogłębić przemyślenia, dać czytelnikowi wiele argumentów i kontrargumentów odnośnie moralności jednej z głównych bohaterek, tymczasem zostaje to ponownie spłycone. Bardzo tego żałuję, tym bardziej że w pewnym momencie na główny plan wychodzi tematyka spełniania marzeń. Nie miałabym nic przeciwko temu zabiegowi, gdyby nie został ten nurt historii poprowadzony w sposób mocno naiwny i przekoloryzowany.
"Zaginiona apteka" przyniosła ze sobą odmienne doświadczenia niż przewidywałam, co mocno mnie rozczarowało. Na pewno dostałam przyjemnie spędzone chwile rozrywki, ale byłam nastawiona na intensywne odczucia wynikające z rozwiązywania zagadek i rozważań moralnych. Tego niestety nie dostałam. Niemniej i tak cieszę się, że zapoznałam się z powieścią.
Podobne książki znajdziecie w dziale bestseller na TaniaKsiążka.pl
Tytuł: Piekło w uśmiechu
Autor: Marcin Piotr Wójcik
Kategoria: Literatura piękna
Wydawnictwo: Warszawska Firma Wydawnicza
Ocena: 5/10
Kiedy jesteśmy młodzi, to jeszcze wierzymy, że przed nami piękne życie – pełne spełnionych marzeń, chwil przepełnionych szczęściem i radością. Jest to jedna z najpiękniejszych wizji, jaka istnieje. Jednak życie ma to do siebie, że lubi zaskakiwać. Póki robi to w sposób pozytywny, nikt raczej nie ma nic przeciwko. Lecz gdy z dnia na dzień dowiadujemy się rzeczy strasznych, tragicznych i zmieniających wszystko na gorsze, nie jest już tak cudownie. Choć czasami też nasze życie zmienia się w sposób powolny i niewidoczny, przez co niektórych zmian nie zauważamy i nie jesteśmy w stanie ich zatrzymać. Ten obraz bardziej przypomina życie rzeczywiste, gdzie pozornie wiele od nas zależy, ale czy to tak naprawdę my decydujemy sami za siebie, czy jakaś boska istota albo przekorny los kierują nami, jest mocno dyskusyjną sprawą. A Wy jak myślicie?
Odkąd tylko przeczytałam opis, to pomysł wydawał mi się naprawdę intrygują koncepcją, która zachęca czytelnika, do wzięcia książki w rękę i zagłębienia się w treść. Co prawda główny motyw nie należy do najbardziej oryginalnych, ale w żaden sposób nie można uznać go za sztampowy, ponieważ patrzy na odwieczny problem poprzez inną perspektywę. A ja uwielbiam, gdy coś już standardowego nagle zaskakuje mnie czymś jeszcze nowszym. Być może istniejącym od samego początku, ale dotychczas niezauważonym. W pewnym sensie "Piekło w uśmiechu" właśnie to mi dało.
Styl pisarza wydaje mi się być dość dobry, bo nie charakteryzuje się żadną skomplikowaną i niezrozumiałą stylistyką. Znajduje optymalny punkt pomiędzy łatwością w odbiorze, a trzymaniem klasy językowej. Tym bardziej że jestem pewna, że autor zadbał o to, by był dopracowany w taki sposób, jaki sam sobie zaplanował. Jednak mimo to momentami brakuje pewnej spójności i niekiedy nie ma w ogóle sensownych połączeń, co mocno mnie zawiodło i z czasem wprowadziło olbrzymi chaos w całej fabule.
Tak naprawdę przez większość czasu nie miałam pojęcia, co tak naprawdę dzieje się w tej książce. Miałam swoje własne koncepcje, ale żadnych głębszych dowodów, by mieć pewność, że idę w dobrą stronę. Mocno mnie to zirytowała i dodawało czytaniu oporności. Pod względem szybkości czytania brnęłam naprawdę płynnie przez tę historię, lecz pod względem odbioru momentami był to dla mnie jakiś czytelniczy koszmar. A prawda jest taka, że jeżeli nie rozumie się tego, co się czyta, bardzo łatwo się znudzić i w moim przypadku dokładnie tak było. Już po połowie książki straciłam ochotę, by dowiedzieć się, do czego to zmierza i czy któryś z moich pomysłów jest słuszny. Ostatecznie samym zakończeniem zostałam pozytywnie zaskoczona i przyznam się bez bicia, że końcowy motyw niezmiernie przypadł mi do gustu. Choćby dla niego warto było się trochę pomęczyć.
Natomiast tematyka jest przesiąknięta różnego rodzaju metaforyką i symboliką, co było trudno mi wychwycić. Niestety jako czytelnik nie jestem zbyt dobra w rozumieniu takich treści i dużo sama musiałam sobie dopowiadać na zasadzie zwykłego strzelania. W "Piekle w uśmiechu" widzę motyw okrucieństwa samego życia i tego jak los jednostki jest niestabilny oraz nieprzewidywalny. Momentami przechodzi to nawet na całe społeczności. Ten wątek niesie ze sobą wiele emocji i łatwo się utożsamić z niektórymi postaci, gdyż jako całość jest to olbrzymia gama charakterów i sytuacji. Zaryzykowałabym stwierdzenie, że tu nie ma znaczenia, kim się jest, bo i tak wszyscy zmierzamy do jednego. Ale może mimo to warto próbować podejmować odpowiednie decyzje?
Po "Piekle w uśmiechu" oczekiwałam znacznie więcej, więc czuję niedosyt już po przeczytaniu go. Lecz nie znaczy to, że nie wyniosłam z tej książki paru ciekawych refleksji i przeżyć emocjonalnych. Stanowczo mimo różnych wad polecę tę opowieść osobom, które lubią zastanawiać się nad sensem życia i siłami, które nim kierują.
Egzemplarz prasowy Sztukater.pl