sobota, 23 lipca 2016

Tożsamość Anioła


Tytuł: "Tożsamość anioła"

Autor: Lidia Helena Zelman

Cykl: Tożsamość anioła

Tom: I

Kategoria: Fantastyka

Wydawnictwo: Nasza Księgarnia

Liczba stron: 328

Ocena: 3/10








Czy was też przeraża, że osoby dobre, pełne empatii i życia mają za sobą wiele ciężkich przejść i często mimo tego że są młodsze, większy bagaż doświadczenia? Znam niejednego takiego człowieka i za każdym razem, gdy przypomina mi się jego historia, czuję ogromny szacunek i przede wszystkim podziw. Miałam i mam idealne życie, którego może mi pozazdrościć większość ludzi. A co z innymi? Andrea musi borykać się z wielkim darem, a raczej przekleństwem. Jest w stanie przewidzieć katastrofy. Można powiedzieć, że dzięki temu może ratować ludzkie życie. "Można" jest słowem kluczem. Choć bardzo by chciała, nie może nic zrobić. Czuje cierpienie tych ludzi, czuje ich ból, ale nie może im pomóc. Dlatego właśnie dziewczyna pomaga w domu starców i ośrodku wspierającym potrzebujących w Afryce. Jest ucieleśnieniem dobra. Nic nie było w stanie jej zagiąć – tajemnice przeszłości, trudne dzieciństwo i skrajna samotność z własnego wyboru. Ale ile można być samotnym? Jak długo można radzić sobie samemu z tak olbrzymimi problemami? 

Muszę wam się przyznać, że nie wiem, skąd mam tę książkę. Po prostu pewnego dnia wylosowałam jej tytuł z mojego pudełeczka z książkami. Chciałam zdać się na łut szczęścia i zostałam całkowicie zaskoczona. Powieść, o której istnieniu zapomniałam, już coraz mniej popularne paranormal romance, czy to może okazać się dobre? Na pewno okładka jest magnetyzująca, ale treść już niekoniecznie. Od początku czułam, że nie jest to opowieść dla mnie. Przyznaję się bez bicia, że w swoim czasie uwielbiałam te wszystkie mroczne historie o upadłych aniołach, wampirach i wilkołakach, ale ten czas już minął. Przeczytałam dostateczną liczbę książek z tego gatunku i wiem, że naprawdę trudno o dobrą powieść tego typu. "Tożsamość anioła" na pewno taka nie jest.

Od razu zirytował mnie początek książki. Nieśmiała dziewczyna, przystojny chłopak, niespotykane moce... Moment – czy tego już nie było? Przewidywalna do granic wytrzymałości. No i jak być tu pozytywnie nastawionym? Naprawdę wierzyłam, że może trafię na coś niesztampowego. Tymczasem okazało się takie jak zawsze... Na szczęście dalsza część była dla mnie niespodzianką. Nie spodziewałam się takiego przebiegu akcji i cieszę się, że autorka przynajmniej w głównej części stworzyła coś niekonwencjonalnego. Jednak niestety nic nie trwa wiecznie. Końcówka była powrotem do rozpoczęcia. Tak samo do odgadnięcia, bez żadnych tajemnic, zdumiewających wydarzeń. Był moment, gdy "Tożsamość anioła" urzekła mnie, ale on minął zbyt szybko i przez to czuję się w pewien sposób oszukana. W dodatku pojawił się motyw upadłych aniołów. Jest on zbyt często spotykany, by mógł dać pole do popisu. Trzeba by mieć naprawdę niesamowitą wyobraźnię, by stworzyć coś niepowtarzalnego. 

Styl autorki okazał się wyjątkowo lekki, co sprawiło, że przeczytałam powieść w zastraszająco szybkim tempie. Nie będę udawać, że się nie wciągnęłam mimo schematyczności. Jest on typowy dla młodzieżówek, co w pewien sposób jest dobre, bo zachęci młode osoby do czytania, jednakże ja jestem już za stara. Był dla mnie zbyt prosty. Żadnych ciekawych słów, składnia charakterystyczna dla języka nastolatków. Nic, co mogłoby zaspokoić mój głód literacki.

Co do bohaterów mam również negatywne odczucia. Na wstępie nie polubiłam Andrei i mimo że próbowałam to zmienić, to nie potrafiłam. Była ucieleśnieniem dobra i to mnie denerwowało. Ona nie miała prawie wcale wad. Jedyne jakie się pojawiały, to z jej przekonania, że to dla dobra innych ludzi. Przyznajcie sami – ludzie idealnie (wiem, że nie istnieją, ale ci blisko ideału) są niezwykle irytujący. Dla mnie są tacy nieludzcy i sztuczni. I właśnie taka była Andrea. Co do naszego przystojnego chłopaka – Kaspara – mam mieszane odczucia. Na pewno w pewnym momencie zyskał moją sympatię, ale nie potrafił jej utrzymać. Natomiast inne postacie okazały się mętne o nierozbudowanych charakterach. To byli tylko przypadkowi ludzie, których mijamy na ulicy i wyłącznie po ich wyglądzie jesteśmy w stanie coś o nich stwierdzić. Czy tak powinno być? To byli przyjaciele głównej bohaterki, jej wrogowi. Tymczasem dla mnie nie mieli żadnego znaczenia. 

Moja próba powrotu do dawnego gatunku zakończyła się totalnym fiaskiem. Czytałam gorsze książki, ale ta stanowczo zalicza się do tych zapełniaczy czasu, o których zapomina się od razu po przeczytaniu. Jeśli macie ochotę na fantastykę, romans poszukajcie ciekawszej i ambitniejszej powieści.    

6 komentarzy:

  1. A ja pokochałam bardzo tą serię. Jest jak dla mnie świetna! <3 No i cóż, nie każdemu musi się podobać to samo, prawda? Czytałam dość dawno, ale z chęcią bym sobie je odświeżyła.

    Pozdrawiam serdecznie i zapraszam do siebie w wolnej chwili ;)
    http://tylkomagiaslowa.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Sama ogólnie bardzo rzadko sięgam po fantastykę. Dlatego i tym razem sobie daruję, głównie ze względu na prawdopodobnie ogromną schematyczność tej historii. ;)
    Pozdrawiam,
    A.

    http://chaosmysli.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Każdy gatunek ma swoje słabe strony i w każdym można doszukać się schematu. Szkoda, że wylosowałaś książkę z tak niskiej półki. A może to faktycznie wina przesytu... No cóż, pozostaje mi życzyć Ci powodzenia! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Gdybym nie przeczytała Twojej recenzji pewnie bym po nią sięgnęła - podoba mi się okładka. Jakoś przywiewa mi na myśl trylogię K.B>Miszczuk "ja,diablica", no ale przeczytałam recenzję... posłuchać i nie czytać czy sprawdzić na własnej skórze?
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Oh, ależ długo już nie widziałam nigdzie recenzji tej powieści! Sama czytałam ją jeszcze w gimnazjum i wtedy mi się podobała, od tamtego czasu jednak moja opinia uległa ostudzeniu ;) Było miło, lecz bez szału.
    Pozdrawiam serdecznie ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Po prostu chyba takich książek jest już przesyt na rynku i nic nie jest nas w stanie zaskoczyć, a wszystkie książki wydają się być identyczne, a idealni bohaterowie (tacy jak tutaj Andrea) jeszcze bardziej naszą niechęć wzbudzają. Dlatego też za "Tożsamość Anioła" ja podziękuję ;)

    OdpowiedzUsuń