piątek, 25 września 2020

Mroczny Rewers – Piotr Ander

 

Tytuł: Mroczny Rewers

Autor: Piotr Ander

Kategoria: Thriller

Wydawnictwo: Novae Res

Ocena: 9/10









Czasami nachodzą mnie refleksje dotyczące życia. Zazwyczaj nie mogę się wtedy zdecydować, czy życie jest największym cudem istnienia, czy największym koszmarem? Codziennie spotykają mnie wspaniałe rzeczy, codziennie śmieję się i uśmiecham, codziennie mam przy sobie osoby, które mnie kochają. Wspaniałość tego jest abstrakcyjna – to się dzieje naprawdę? Naprawdę spotkało mnie takie szczęście? Lecz w tym samym momencie na świecie cierpi tak wiele ludzi, tak wiele złych rzeczy się dzieje. Jeśli nawet w tej chwili jesteśmy szczęśliwi, to w przeszłości i na pewno przyszłości poznajemy smak bólu. Nie ma ludzi na świecie, którzy choć przez kilka sekund nie poczuliby tej potęgi istnienia i nie ma ludzi, którzy nie będą musieli mierzyć się ze złem. Więc jak jest? Cud czy koszmar? 

Hank Zaborski jest wybitnym detektywem, którzy w czasie dekady rozwiązał wiele spraw kryminalnych i pomógł wielu ludziom. Jednak jego idealistyczne spojrzenie na świat skończyło się od razu z pierwszą sprawą. Seryjny zabójca został schwytany, ale obraz, jaki po sobie zostawił, pozostał w snach detektywa. Teraz powraca z dwojoną siłą, gdy dochodzi do wypadku samochodowego, w którym ginie rozwijający karierę makler giełdowy. W jego portfelu zostaje odnalezione zdjęcie dziewczyny – dziewczyny nieżywej od dziesięciu lat, dziewczyny zamordowanej w bestialski sposób... Jak łączą się te dwie sprawy? 

"Mroczny Rewers" na wstępie zafascynował mnie nietypowo zapowiadającą się fabułą. Powieść z wątek kryminalnym, ale zahaczająca o fantastykę egzystencjonalną. Brzmi ciekawie? A ja jestem fanką mieszanych gatunków. Dopiero w momencie gdy pisarz łączy paradoksalne wątki, jestem w stanie ujrzeć całą gamę literackiej przyjemności. Jest to wyzwanie dla pisarza, ale i wyzwanie dla czytelnika. Jak można go nie podjąć? A ta powieść neguje logiczne myślenia, zarazem używając go. Jestem naprawdę zachwycona tą niesztampowością. 

Styl autora już od pierwszych stron wyróżnia się na tle innych książek. Pozwala na płynne przechodzenie pomiędzy wątkami fabuły. Łączy w sobie dopracowanie z lekkością pióra i często potocznym językiem, co daje wrażenie naturalności i opowieści opowiadanej przez przyjaciela, który wpadł tylko na chwilę, by podzielić się z nami właśnie nią. Wie, że zrozumiemy się nawzajem. Takie właśnie uczucia towarzyszyły mi podczas czytania powieści. A w dodatku autor wielokrotnie nawiązywał do dzieł współczesnej popkultury. Jeśli czytacie moje recenzje systematycznie, to na pewno wiecie, że uważam takie nawiązania za proste, przyjemne i godne podziwu ubarwienie całości. 

Za pomocą opisu mogę wprowadzać Was trochę w błąd, ponieważ "Mroczny Rewers" nie jest kryminałem ani thriller w standardowym rozumieniu tego słowa. Wątek kryminalny istnieje, ale jest on rodzajem metafizycznych rozważań oraz podążaniem za logiką, która stara namieszać się w głowie czytelnikowi. Nie wiedziałam, czy spodziewać się realistycznego rozwiązania zagadki, czy też liczyć na niemożliwe. Podobała mi się ta niepewność, ponieważ wprowadzała harmonijny chaos w moje myśli i dawała szansę na przekroczenie granic wyobraźni. Natomiast wielowymiarowość książki dała mi poczucie panoramiczności i potęgi naszego własnego świata. Mój dzień może być szczęśliwy albo być osobistym końcem świata. W tym samym czasie inni ludzie mają swoje własne życie i nawet im nie przyjdzie do głowy, że ktoś taki jak ja istnieje. Może brzmi to dość ponuro, ale w kontekście "Mrocznego Rewersu" wydaje mi się to pięknym spostrzeżeniem. Ukazaniem linii życia, które nie mają ze sobą nic wspólnego, a jeśli nawet, to nie są w stanie zauważyć splątania własnych historii. 

Jednak bez wątpienia najważniejszą częścią całej powieści jest dla mnie poruszana tematyka. Określam ją jako egzystencjonalną, ponieważ łączy ze sobą rozważania na temat istnienia, życia i śmierci. Trzy aspekty, które prawie zawsze są nierozłączne i dotyczą każdego człowieka na tej planecie. Pisarz za pomocą rozbudowanej fabuły maluje przed czytelnikiem obraz sensu istnienia. Jest to arcydzieło pełne najróżniejszych barw. Niektóre z nich porażają zimnem, inne ciepłem i wyrazistością, a niektóre miejsca nigdy nie zostaną zamalowane. Zostajemy subtelnie naprowadzeni na drogę, która być może pozwoli nam zdecydować, gdzie jest nasze własne miejsce. Nie ma wątpliwości – jest to droga pełna niebezpieczeństw, strachu i cierpienia, ale gdy ją obserwowałam, zdałam sobie sprawę, że cała powieść napawa mnie nadzieją i wiarą w możliwości. 

Pisarz nie ogranicza się tylko do paradoksalnego wykorzystania gatunków, czy tematyki, ale również w sposób niekonwencjonalny przedstawia nam bohaterów. Za pomocą pobieżnej kreacji wyłuszcza czytelnikowi najważniejsze aspekty ich osobistych historii i dokładnie palcem pokazuje, na co musimy spojrzeć. Nie potrzebujemy niczego więcej, by zrozumieć kim są i dlaczego właśnie tak potoczyły się ich losy. Bardziej stabilne miejsca w fabule odnajduje oczywiście Hank, który oczarował mnie swoim charakterem. Postać niesztampowa, wywołująca sympatię. Pełna zimna i opanowania, ale taż wiary, uczciwości i wbrew pozorom wierna ideom. 

"Mroczny Rewers" okazał się dla mnie strzałem w dziesiątkę. Miałam wrażenie, że wiele myśli jest również moimi myślami, tylko teraz mogę patrzeć, jak zostały zebrane i opowiedziane w skrystalizowanej formie. Jeśli jesteście odważni i lubicie wyzwania, jest to stanowczo książka dla Was. 

 Książkę otrzymałam z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl

środa, 23 września 2020

Mocne zapowiedzi na październik od MG - już 30 września! :)

Sonka. Ostatnia żona Jagiełły Dorota Pająk-Puda 


Wyobraź sobie, że masz siedemnaście lat i musisz wyjść za mąż za siedemdziesięcioletniego mężczyznę, który przed tobą miał już trzy żony. Wszystkie były królowymi, bo twój przyszły mąż to król i nazywa się Władysław Jagiełło. Ten Jagiełło.

Młodziutka księżniczka Holszańska, trafia prosto w mizoginiczny świat piętnastowiecznego Wawelu, gdzie zmierzyć się musi z mitem wielkiego małżonka i intrygami wszechpotężnego kardynała Oleśnickiego. Ma jedno zadanie - dać dziedzica starzejącemu się tytanowi. Sonka nie umie czytać ani pisać, ale ma jeden atut, który od zarania dziejów nigdy nie stracił na wartości - urodę…

Oto próba wyciągnięcia z cienia historii niedocenianej królowej Zofii, tej która dała początek dynastii Jagiellonów.

Pani na Kopicach Gabriela A. Kańtor 


Joanna Gryzik - półsierota z obszarów podkopalnianej biedy, która stała się panią bajkowego pałacu w Kopicach i pierwszą kobietą biznesu w tej części Europy.

Nawet gdyby klasycy baśni bardzo się starali, nie wymyśliliby tej historii, takiego widowiskowego dalszego ciągu losów Kopciuszka. A wszystko to wydarzyło się naprawdę, wiele lat czekając na odkrycie i opisanie. Pani na Kopicach to swoiste herstory, oddanie głosu kobiecie, która żyła w XIX wieku i teoretycznie głosu nie mając, zmieniła jednak świat wokół siebie, pokazując, że warto wyłamać się z konwenansów epoki.

Pożegnanie jesieni Stanisław Ignacy Witkiewicz 


Powieść intelektualna, filozoficzna, a jednocześnie psychologizująca, w której najważniejszą rolę odgrywają analizy stanów psychicznych, przemyślenia i dyskursy metafizyczne, egzystencjalne i historiozoficzne. Część odbiorców odczytywała ją podobnie jak wystawiane wcześniej utwory dramatyczne Witkacego: na poły groteskowa proza skłoniła ich do traktowania utworu jako autorskiej zabawy, szyderstwa i żartu. Inni przeciwnie, zauważyli, że jest to utwór pisany serio, ale krytykowali powieść za to, że jest to „osobista spowiedź autora” i dlatego jest tylko „pseudopowieścią”. Nieprzychylne przyjęcie Pożegnania jesieni nie zniechęciło Witkacego do napisania następnej powieści podobnego typu, Nienasycenia.

Erystyka, czyli sztuka prowadzenia sporów Artur Schopenhauer 


Dobrze jest uprzytomnić sobie możliwe fortele, aby wiedzieć na co można być narażonym w sporach z ludźmi nierzetelnymi - ten sposób Tadeusz Kotarbiński zachęca do lektury tekstu Schopenhauera.

Dialektyka erystyczna jest sztuką prowadzenia sporów, ale w taki sposób, aby zawsze mieć rację. W gruncie rzeczy, obiektywnie, można mieć rację, a jednak nie posiadać jej w oczach osób obecnych, a niekiedy nawet swoich własnych. Bywa tak wówczas, kiedy przeciwnik odpiera nasze dowodzenia. Prawda w spornej kwestii, brana obiektywnie, a siła racji w oczach dysputujących i słuchaczy - są to rzeczy zgoła odmienne; dialektyka erystyczna opiera się na tej ostatniej.

Zaintrygowani? :)

niedziela, 20 września 2020

Kwestia ceny – Zygmunt Miłoszewski

 


Tytuł: Kwestia ceny

Autor: Zygmunt Miłoszewski

Cykl: Zofia Lorentz

Tom: II

Kategoria: Sensacja

Wydawnictwo: W.A.B

Ocena: 6/10






Coraz częściej wśród naukowców oraz w mediach słychać o zagrożeniu klimatycznym. Jest to problem, który zwiastuje zagładę ludzkości i być może nawet całej planety. Wiele osób bierze to do siebie i stara się zmienić swoje zwyczaje i uświadamiać innych ludzi, że to realne zagrożenie i że nasze przyszłość może skończyć się jeszcze w tym stuleciu. Inne osoby nie wierzą w słowa naukowców i ekologów, widząc za tym wyłącznie motywacje finansowe i manipulacyjne. A to jest tylko jeden z problemów naszego gatunku. Są też brutalne wojny, które razem z postępem technologii niosą widmo wojny atomowej, która kończy wszystko. Nie można też zapomnieć o raku, depresji... Problemy się mnożą, aż ciężko stwierdzić, jaką część swojej uwagi i działań poświęcić danym tragediom. A jeśli znajdzie się rozwiązanie przynajmniej na część z nich? Czy warto ponieść olbrzymie koszty na rzecz naszej przyszłości? Czy kilka osób ma prawo decydować za całą ludzkość? 

Zofia Lorentz zmaga się ze swoim prywatnym końcem świata. Codziennie walczy, ale na horyzoncie ma przed sobą tylko ciemne chmury. Jej mąż z dnia na dzień traci coraz więcej wspomnień. Pamięta, kim jest, pamięta, że ma żonę i córkę, pamięta bardzo dużo, ale są to tylko sytuacje, które nie wywoływały w nim emocji. Dla Karola to nie jest problem – on nie pamięta. Zofia jest już w innej sytuacji. To ona widzi, jak ich miłość oparta na szalonych przygodach i chwilach ciepła domowego codziennie umiera. Dlatego łatwo ulega pokusie, by choć na chwilę wyrwać się z tego osobistego koszmaru i wysłać męża do prywatnej kliniki w Pirenejach, gdy tymczasem ona będzie poszukiwać zagubionego zbioru dzieł historycznych. Ale czy Zofia na pewno tego poszukuje? Czy to możliwe, że jej pracodawca jest w stanie poświęcać tak wiele pieniędzy, by znaleźć tylko kolekcję swojego przodka? 

Zygmunt Miłoszewski na przestrzeni lat zdobył wśród polskich czytelników rzeszę fanów. Zwrócił na siebie uwagę serią kryminalną, by przejść przez komedię i sensację. Dotychczas nie miałam okazji zapoznać się z żadną z jego książek, dlatego wykorzystałam moment, by przeczytać jego najnowszą powieść – "Kwestię ceny". Pewnie część z Was zdziwi się, dlaczego zaczęłam akurat od tej pozycji. W końcu to nie pierwsza książka o Zofii Lorentz. Podejmując decyzję, nie miałam o tym pojęcia. Jednak drugi tom nie jest w stanie mnie zniechęcić, a tym bardziej zepsuć zabawy. I tak o to rozpoczęłam swoją przygodę z Zygmuntem Miłoszewskim. Czy to dobry początek? Nie, bardzo rozczarowujący. 

Mimo to chciałabym rozpocząć od pozytywów, których "Kwestia ceny" posiada naprawdę wiele. Przede wszystkim jestem pod olbrzymim wrażeniem języka, którym posługuje się pisarz. Jego styl jest bardzo rozbudowany. To połączenie dokładności i dopracowania z niesamowitą lekkością pióra oraz płynnością fabuły. Mało który autor potrafi osiągnąć tak niezwykłe i tak szanowane przeze mnie połączenie. To kwintesencja poprawności językowej oraz finezji stylistyki. Dodatkowo liczne nawiązania do popkultury oraz literatury klasycznej urzekły moje serce i wywołały olbrzymie pokłady podziwu dla Miłoszewskiego. 

W czym tkwi mój problem? W samej fabule, która doprowadzała mnie do szewskiej pasji. Mijała strona za stroną, a nie działo się nic pasjonującego, nic godnego mojej uwagi. Od samego początku drażniło mnie to, ale przeczytałam w życiu zbyt wiele książek, by wiedzieć, że czasami warto przebrnąć przez najnudniejsze początki dla niesamowitego i poruszającego zakończenia. Wykreowanie świata i historii potrzebuje swojego własnego miejsca, co niekiedy ma prawo nużyć czytelnika. Niestety po ponad pięciuset stronach nadal miałam wrażenie, że utknęłam w miejscu. Fabuła pojawiła się, rozwinęła i zakończyła, a ja nadal byłam tym zirytowanym i znudzonym czytelnikiem, który wierzy, że ostatnie zdanie go przekona – nie przekonało. Czasami miałam wrażenie, że cała opowieść jest zbyt wydumana. Na pewno miała wspaniale wykreowane podstawy, jednak pisarz przesadził z posypką i ozdobami, które zamiast ubarwiać dzieło, stwarzały wrażenie przesytu, co przeze mnie w większości przypadków jest nieakceptowalne. 

Na szczęście sytuację w wielu momentach ratują dobrze stworzeni bohaterowie. Za prawie każdą postacią kryje się wielowymiarowa historia, pełna zawirowań i nostalgii. Tak jest też w przypadku Zofii, która kryje za sobą więcej niż początkowo mogłoby się wydawać. Ma swoje własne problemy, przemyślenia i idee, w które wierzy. Wszystko, co cenię wśród literackich postaci. Lecz to właśnie z nią miałam największy problem, ponieważ niesamowicie przypomina mi pewną kobietę, która w literaturze polskiej zyskała już swoje własne miejsce. To podobieństwo sprawiło, że nie mogłam oderwać się od wizji mi dobrze znanej z innych książek. Zamiast poznać kogoś nowego, poznałam klona.  Jednak i tutaj moja irytacja została ukojona, gdyż bardzo polubiłam męża Zofii, czyli Karola. Jego sytuacja jest naprawdę trudna, więc byłam ciekawa, jak z tą postacią poradzi sobie pisarz. Zrobił to perfekcyjne, przedstawiając człowieka, który nie do końca wie, kim jest, ale zachowuje podstawy swojego prawdziwego charakteru. 

Warto zwrócić też uwagę na tematykę całej powieści. Mogłoby się wydawać, że to książka stworzona na potrzeby rozrywkowe. W rzeczy samej – tak właśnie jest, ale nie jest to tylko pusta przyjemność. "Kwestia ceny" niesie wiele intrygujących przemyśleń samego pisarza, subtelnie zmuszając czytelnika do własnych refleksji na wielowymiarowym polu. Poruszenie kwestii ekologii jest niezmiernie istotne i już większość z nas skłania się do tego, by choć małymi kroczkami walczyć o przyszłość naszej planety. To zawsze postęp. Mały, ale lepszy niż żaden. Lecz czy to wystarczy? Pytanie bez odpowiedzi, ale na pewno znajdą się osoby, które z całą mocą przekonania powiedzą, że nie. Jak daleko możemy się posunąć, by uratować ludzkość? Czy dobro ogółu na pewno jest dobrem? Kiedy ma się prawo decydować za innych? Takie pytania można zadawać w nieskończoność... 

"Kwestia ceny" niosła ze sobą wiele pozytywnych aspektów, które zyskały moje uznanie. Niestety moje oczekiwania były zbyt wielkie, bym mogła bez zastanowienia powiedzieć, że zostały spełnione. Niemniej jestem przekonana, że będę kontynuować czytanie twórczości Zygmunta Miłoszewskiego i głęboko wierzę, że znajdę wśród jego powieści tą jedną, która mnie oczaruje. Tymczasem osobom, które lubią szybką akcję, odradzam tę książką. A osobom, które są w stanie poświęcić swój czas na rzecz przemyśleń i wolnego tempa, gorąco polecam. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję bardzo księgarni Tania Książka i serdecznie zapraszam Was do ich działu bestseller

 

piątek, 18 września 2020

Praski elementarz – Aleksander Kaczorowski


Tytuł: Praski elementarz

Autor: Aleksander Kaczorowski

Seria: Sulina

Kategoria: Reportaż

Wydawnictwo: Czarne

Ocena: 6/10













Gdy po raz pierwszy, mając jedenaście lat, przekroczyłam granicę, nie wiedziałam jeszcze, do jak wyjątkowego i magicznego miasta udaję się. Wtedy była to tylko stolica państwa obok – miasto określane takim samym słowem jak warszawska dzielnica. Bardzo szybko okazało się, że przede mną niezapomniana przygoda, która ukaże mi piękne, zabytkowe budynki. Oczywiście mowa tutaj o czeskiej Pradze. Jednak Praga to nie tylko zabytki, to nie tylko most pełen pięknych rzeźb. Praga to miasto niosące ze sobą niezwykłą atmosferę zapomnienia, radości i tajemniczości. Kiedy jechałam do Pragi po raz drugi – dwa lata później – doskonale wiedziałam, czego się spodziewać. Wiedziałam, że razem z powiewem wiatru przybędzie poczucie wolności i nieśmiertelności. 

Praga jest moją miłością i mimo że dotychczas byłam tam tylko dwa razy, to bez wątpienia w swoim życiu jeszcze wiele razy ją odwiedzę, by wyjść poza szlak turystyczny i poznać lepiej to miasto od strony codzienności. Tymczasem moją miłością pozostaje również literatura. Dlatego kiedy tylko dowiedziałam się o istnieniu "Praskiego elementarza", postanowiłam bezzwłocznie zapoznać się z tą książką. Bo w końcu czy może istnieć lepsze połączenie niż ukochane miasto, literatura oraz tabliczka przepysznej czekolady?

Język, którym posługuje się autor, jest bardzo skomplikowany, co w żaden sposób nie odbiera przyjemności z czytania. To reportaż, gdzie czytelnik musi skupić całą swoją uwagę na treści, ale jak już to zrobi, to na pewno nie pożałuje. Przeżyje przygodę w bajecznej Pradze i zapozna się z barwnymi i kontrowersyjnymi postaciami. Jednak mogą również pojawić się przeszkody w postaci skomplikowanego słownictwa, czeskich zwrotów oraz wprost przerażającej liczbie nazwisk. Jestem zadowolona ze swojej znajomości rzadziej spotykanych słów, ale z żalem muszę przyznać, że nadal posiadam za małą wiedzę, by bez problemów przebrnąć przez książkę. A w momencie gdy pojawiają się słowa z innego języka i nazwiska, do których w ogóle nie mam pamięci, jest to moją osobistą tragedią. W tym przypadku w pewnych miejscach też tak było, więc mimo ostatecznego, pozytywnego odbioru, miałam wiele przerw w czytaniu i wielokrotnie zniechęcałam się do reportażu.

Autor w sposób subtelny i płynny łączy historie wielkich, praskich pisarzy z samym miastem i jego polityką. Wiedza, którą posiada, olśniewa i wprawia w zdumienie. W sprawny i logiczny sposób przedstawia życie tych artystów. Brzmi to niesamowicie i takie właśnie jest, gdyż trudno nie docenić takich pokładów wiedzy i na pewno zaangażowania w zbieranie informacji. Jednak takie książki często mają swoje mankamenty i ta również nie jest od nich wolna. Jestem osobą, która ceni Pragę, ale zna ją też wyłącznie z wycieczek i broszur turystycznych. Nie znam historii Czech, nie znam kultury, która ukształtowała się na przestrzeni wieków, nie znam ustrojów państwa z XX wieku, a moja wiedza o tych sławnych pisarza ogranicza się wyłącznie do znajomości nazwisk i w nielicznych przypadkach łączeniu ich z dziełami literackimi. Z całości lepiej znałam tylko Franza Kafkę, ale swoją wiedzę o nim też opierałam tylko na jednej znanej mi pozycji z jego twórczości. Przez to miałam olbrzymi mętlik w głowie. Pisarz bez wątpienia kierował swój reportaż do lepiej wykształconych w tej dziedzinie osób. Stąd mimo mojego olbrzymiego podziwu dla pióra i pasji Aleksandra Kaczorowskiego okazał się on nie trafiony dla mnie. 

Czy polecam ten reportaż o praskich pisarzach? Nie mogę udzielić jednoznacznej odpowiedzi. To wszystko zależy od Waszej wiedzy. Jeśli jest to Wam dobrze znana tematyka, to bez wątpienia spędzicie z "Praskim elementarzem" wspaniałe godziny, gdzie będzie czas i na rozrywkę, i na dokładne zgłębianie tematu. Lecz jeśli Was to nie interesuje lub dopiero chcecie sprawdzić, na ile jest to Wasz temat, to stanowczo nie decydujcie się na tę książkę. Odłóżcie ją na przyszłość. 

poniedziałek, 14 września 2020

Zatoka – Agnieszka Wolińska- Wójtowicz


Tytuł: Zatoka

Autor: Agnieszka Wolińska-Wójtowicz

Kategoria: Literatura obyczajowa

Wydawnictwo: Novae Res

Ocena: 7/10














Niektóre wydarzenia zapowiadają się wspaniale. Całymi miesiącami czekamy na nie, przygotowujemy się, wyobrażamy sobie z uśmiechem na ustach tę chwilkę, gdy to będzie już naprawdę. Wreszcie po tym niesamowicie długim czasie oczekiwania przychodzi ten moment i... Okazuje się całkowicie odmienny od naszych marzeń. Nie tak wspaniały, nie tak wyjątkowy, nie tak przewidywalny, jak można by się spodziewać. Wtedy przychodzi okres rozgoryczenia, smutku, a wszystko wokół zatrzymuje się i pozostają tylko gorzkie wspomnienia. Co można zrobić w takim momencie? Jak pomóc samemu sobie? Nie pozostaje nic innego, jak odpoczynek i być może rozpoczęcie wszystkiego na nowo. 

Tak właśnie musi postąpić Agata, która jeszcze przed chwilą stała przed ołtarzem, a teraz wysiada zapłakana i zrozpaczona z pociągu, by móc znaleźć ukojenie w małej, nadmorskiej miejscowości. Kobieta nie ma pojęcia, co ją czeka w przyszłości, a przeszłość jest na tyle bolesna, że nie ma po co do niej wracać. Musi odpocząć i wziąć się w garść. Jednak na świecie wbrew pozorom istnieje wiele dobrych ludzi, którzy wyciągają pomocną dłoń do Agaty. Co czeka niedoszłą pannę młodą w Zatoce? Czy uda się jej odbudować gruzy swojego życia? Czy ma jeszcze jakąś szansę na miłość? 

Bardzo rzadko czytam tego typu powieści, lecz kiedy już zdecyduję się na ich przeczytanie, to zazwyczaj przeżywam spokojną przygodę w pięknym otoczeniu, gdzie mogę bez pośpiechu toczyć swoje monologi wewnętrzne. Tym razem miałam możliwość zapoznać się z powieścią "Zatoka". Morze niesie ze sobą wiele niezwykłych opowieści, a jeśli towarzyszy im jeszcze miłość i przyjaźń, moje serce zostaje poruszone. Na to liczyłam w przypadku tej książki i tak właśnie było. 

Pisarka wykazała się przyjemnym i wyjątkowo lekkim piórem, które pozwala na odprężenie i spokojne płynięcie po stronach powieści. Jako czytelnik mogłam bez pośpiechu zapoznawać się z bohaterami oraz wydarzeniami, które miały wpływ na ich osobowości i wybory. Natomiast liczne opisy oddziaływały z olbrzymią mocą na moją wyobraźnię i pozwalały na zapomnienie, gdzie jestem. Gdy czytałam, razem z postaciami byłam nad Bałtykiem i razem z nimi przeżywałam ich małe i duże rozterki. Do samego języka autorki mam tylko jedno zastrzeżenie – zbyt wiele zdrobnień. Podejrzewam, że miały one nadać powieści ciepłej atmosfery i tak by było, gdyby nie tak wielka ich liczba. Ogólnie nie przepadam za zdrobnieniami – z nieznanych mi powodów irytują mnie. 

Moje początki z "Zatoką" okazały się dość trudne. Byłam bardzo ciekawa, co przyniesie mi fabuła, ale szybko ogarniało mnie znużenie, a moja ciekawość zostawała zastąpiona przez zniechęcenie. Potrzebowałam wiele czasu, by przyzwyczaić się do tej książki. Jednak kiedy wreszcie się przemogłam, historia całkowicie mnie wciągnęła. Bez zastanowienia przekładałam stronę za stroną i z zaintrygowaniem wyglądałam na nowe zwroty akcji. Warto podkreślić, że mowa tutaj o codzienności i nie można oczekiwać tutaj zaskakujących wydarzeń oderwanych od normalności. Jest to dla mnie duża zaleta, bo właśnie stąd bierze się ten niezwykły klimat "Zatoki". Te małe i pewnie dla niektórych nieistotne problemy pozwalają na docenienie tych zwykłych dni, gdzie dla kogoś świat się wali, choć obiektywnie wcale tak nie jest. Jakie znaczenie ma obiektywność, gdy ktoś cierpi i nie wie, jak postąpić dalej, by być po prostu szczęśliwym? 

Bohaterów, jak na tak krótką opowieść, jest naprawdę wielu, co pozwala na ukazanie różnorodności charakterów. Pod tym względem jest pewna nierównomierność, ponieważ niektóre postacie są bardzo dopracowane i zachwycają swoją wielowymiarowością, a inne potraktowane po macoszemu, a w mojej opinii miały niesamowity potencjał. Jednak najważniejsza jest sama Agata, którą cenię jako kreację bohatera literackiego. Miałam co do niej mieszane uczucia, gdyż na przestrzeni stron wywołała we mnie nieraz poczucie irytacji, braku zrozumienia i czasami nawet antypatię. Lecz były również momenty, gdy jej postępowanie było całkowicie logiczne, a ja zaczynałam ją uwielbiać. Ta niestałość moich odczuć co niej bardzo dobrze świadczy o pisarce – wykreowała postać ludzką, która posiada wiele wspaniałych zalet i wiele wad doprowadzających do szaleństwa. Natomiast olbrzymią sympatią zapałałam do Amelki, która mimo nastoletnich lat oczarowała mnie swoją dojrzałością i przejrzystością obserwacji. Szkoda tylko, że dla odmiany nie polubiłam jej ojca. Przykład idealnego hipokryty

Tematyka "Zatoki" jest bardzo przyziemna, ale pod żadnym pozorem nie można uznać tego za wadę. Ta przyziemność i przedstawiona codzienność zwykłych ludzi jest niezmiernie istotne. Dlaczego? Ponieważ ukazuje, czym jest prawdziwa przyjaźń i czym jest prawdziwa miłość. Pisarka nie ograniczała się do stereotypów oraz komunałów. Ukazała ich najróżniejsze oblicza i sytuacje, gdzie mogą się objawić. Rodzajów miłości i przyjaźni jest tak wiele, że każdej warto poświęcić choć chwilę uwagi. Tym bardziej że w książce pojawia się wątek dawnego rozwodu, niespełnionej miłości i konsekwencji dla obojga małżonków i ich dziecka. Był to wątek wielowymiarowy, który ukazał tę historię z trzech perspektyw. Jak się okazało tak odmiennych, ale zarazem posiadających wspólne pragnienie miłości i szczęścia – mimo wszystkich przeciwności. 

"Zatoka" to powieść pełna ciepła, magicznej atmosfery przepełnionej miłością i przyjaźnią, ale również to powieść o cierpieniu i poszukiwaniu samego siebie. Bardzo cieszę się, że miałam możliwość poznania tej historii. Jeśli umiecie docenić piękno codzienności, zapewniam Was, że jest to również idealna pozycja dla Was. 

Za możliwość poznania uroczej powieści dziękuję bardzo Autorce ♥

 

sobota, 12 września 2020

Nie ma – Mariusz Szczygieł


Tytuł: Nie ma

Autor: Mariusz Szczygieł

Seria: Nie w serii

Kategoria: Reportaż

Wydawnictwo: Dowody na Istnienie 

Liczba stron: 336

Ocena: 7/10









Przez większość życia szłam pełna refleksji, głębokich rozmyśleń i otwarta na najróżniejsze rozważania. Byłam przekonana, że wszyscy ludzie też spędzają niesamowicie wiele czasu na takich refleksjach i tak samo jak ja z pasją zapisują swoje najważniejsze myśli, przyozdabiają ściany w karteczki z cytatami wielki ludzi i próbują kierować się nimi w życiu. Czym byłam starsza, tym częściej zauważałam, jak bardzo różnorodne jest postrzeganie świata przez ludzi. Zdałam sobie sprawę, że niektórzy w ogóle nie poświęcają czasu na myślenie o uczuciach i sensie życia, a jeszcze inni spędzają całe dnie na filozofowaniu. Było to wtedy dla mnie odkrywcze i pasjonujące zjawisko. Jednak dzisiaj chciałabym wrócić do momentu, gdy myślałam o życiu i otworzyć Wam oczy na tytułowe "nie ma".

Mariusz Szczygieł już od lat zajmuje się reportażem i zbiera coraz to pozytywniejsze opinie od swoich czytelników. Lecz ja dowiedziałam się o istnieniu tego reportażysty dzięki książce "Nie ma". Pewnie większość z Was doskonale ją kojarzy, ponieważ uzyskała miano wspaniałego zbioru esejów i może pochwalić się cenionymi nagrodami literackimi. Między innymi właśnie ona rozpoczęła moją przygodę z reportażami i dlatego bardzo chciałabym się z Wami podzielić moimi odczuciami. 

Początkowo zszokował mnie styl autora, gdyż jest wyjątkowo chaotyczny i czasami nie do końca wiedziałam, o czym jest mowa. Pisarz czasami robił transkrypty z rozmowy z różnymi osobami. Ma to wiele zalet, ale również i wad, które bardzo mnie zniechęcały do całości. Nie byłam w stanie zaakceptować tego chaosu myśli, niespójnych wypowiedzi pokierowanych przez emocje i rozważania. Obawiałam się, że nie wyniosę nic z całości. Oczywiście z czasem przyzwyczaiłam się do tego i teraz jestem w stanie zrozumieć, czemu Mariusz Szczygieł zdecydował się na takie rozwiązanie. Ten chaos opisów i rozmów z ludźmi skłaniał czytelnika do wykazania się dużymi pokładami empatii, czego konsekwencją jest otworzenie swojego umysłu na istnienie problemów nieoczywistych i problemów zapomnianych. Warto też wspomnieć, że w "Nie ma" pojawiają się liczne nawiązania do literatury, co osobiście niezwykle cenię. Zawsze czułam się najbezpieczniej wśród książek i wielokrotnie również one okazywały się moimi przyjaciółmi, więc czułam się pewniej wśród przedstawionego tekstu. 

"Nie ma" to zbiór esejów opowiadających o ludzkich historiach, gdzie jak sam tytuł mówi, czegoś brakuje, czegoś nie ma. Myślę, że wszyscy się doskonale domyślacie, że to mroczne historie – najczęściej nasączone cierpieniem, rozpaczą i samotnością. Różnorodność opowieści jest niesamowita i godna podziwu. Słowa "nie ma" niosą za sobą wszystkie ważne uczucia, ludzi, rzeczy i pragnienia. Wszystko, co można sobie tylko wyobrazić i jeszcze więcej. Cierpienie może być psychiczne, fizyczne, subiektywne, obiektywne – nie ma żadnych ograniczeń i to właśnie pisarz ukazuje za pomocą szoku i pozytywnego sentymentalizmu. Podoba mi się taka wielowymiarowość perspektyw różnych ludzi i gama emocjonalnych barw. Niektóre opowieści dogłębnie mną wstrząsnęły i zmusiły do najcięższych przemyśleń. Inne po prostu były...

Po przeczytaniu tego zbioru esejów mam bardzo mieszane odczucia. Bez wątpienia jako ludzie potrzebujemy takich historii, więc cieszę się, że ta książka powstała. Jednak czasami miałam wrażenie, że wbrew pozorom Mariusz Szczygieł nie dopracował niektórych opowieści, a to w moim mniemaniu karygodny błąd. Każdy zasługuje na uwagę – nawet jeśli jego historia w obiektywnym ujęciu jest mniej ważna niż inne. W tym przypadku liczą się subiektywne odczucia. Niemniej "Nie ma" to inspirujący reportaż. 

czwartek, 10 września 2020

Folwark Zwierzęcy – George Orwell


Tytuł: Folwark Zwierzęcy

Autor: George Orwell

Tłumaczenie: Bartłomiej Zborski

Kategoria: Klasyka

Wydawnictwo: Muza

Liczba stron: 136

Ocena: 7/10










W pewnym momencie przychodzi czas na wielkie zmiany, które mają doprowadzić do całkowicie odmiennej rzeczywistości. Ma być ona lepsza, dająca szczęście i komfort życia. Ma być ona utopią istniejącą w nieskończoność. Ma spełnić oczekiwania każdej żywej istoty. Jednak jak dojść do tak olbrzymich zmian? Narzuca się powiedzenie, że zmiany łączą się z poświęceniem – poświęceniem dawnego życia, które może nie należało do najlepszego, ale było znane i nie trzeba było się martwić, jak to będzie w tym idealnym świecie, czy to na pewno dobra decyzja. I najważniejsze pytanie – czy utopia w ogóle jest możliwa? 

Folwark Dworski jest jak większość folwarków – czyli pełen wykorzystywanych zwierząt, pełen brutalności i pełen ludzkich pragnień. Właściciel uważa, że może traktować zwierzęta, jak mu się tylko podoba, a fakt, że co jakiś czas zwierzę zostanie zamordowane w okrutny sposób nie jest problemem. To się w końcu czasami zdarza, więc nie należy się przejmować. Jednak powoli, gdy ludzie już śpią smacznie w swoich łóżkach, w głowach zwierząt rodzi się pragnienie, a następnie plan, by obalić ludzkość. Nikt by nie pomyślał, że ten dzień nadejdzie tak szybko, a zwierzęta przemianują folwark na Folwark Zwierzęcy. Czy uda im się stworzyć nowe, lepsze życie? Czy inne folwarki dołączą do powstania? 

George Orwell – nazwisko znane większości osób choćby ze słyszenia. Jest to pisarz, który mimo upływu czasu nadal oczarowuje swoim świeżym spojrzeniem na rzeczywistość, krytyką za pomocą rozbudowanych metafor i unikatowym spojrzeniem na problem. A przynajmniej tak głosi plotka. W moim przypadku edukacja pominęła dzieła tego autora i były mi one znane tylko i wyłącznie z recenzji i anegdotek. To był mój mały czytelniczy wstyd, że nie znam żadnej powieści autora. Dlatego stwierdziłam, że dalej nie mogę tak postępować, więc zapoznałam się z osławionym "Folwarkiem Zwierzęcym". Jak moje wrażenia? 

Język, jakim posługuje się Orwell, jest językiem mocno oddziaływającym na wyobraźnię. Pod każdym względem dopracowany i mimo tak krótkiej objętości powieści pełen rozbudowanych i mocno literackich zdań. Autor sprawnie operuje słownictwem, by w subtelny sposób przekonać czytelnika o barwności i doniosłości tematu. Zarazem jako całość jest utrzymana niesamowita płynność, która nie daje szans na odłożenie bez powodu książki. Doskonale zdaję sobie sprawę, że dla wielu osób może to być zniechęcające, ale w moim przypadku jest to jedna z najlepszych rekomendacji, jakie może dostać książka. Nie umiem nie docenić sprawności językowej pisarza, a w tym przepadku kunszt językowy jest warty uwagi. 

"Folwark Zwierzęcy" jest powieścią, którą czyta się dosłownie przez parę chwil. Ma zaledwie ponad sto stron i wcześniej wspomnianą płynność fabularną. Widać, że Orwell skupił się przede wszystkim na ukazaniu najważniejszych wydarzeń i połączeniu ich w spójny i niewybrakowany ciąg historii. Bez wątpienia wyszło mu to perfekcyjnie. Skupienie na tych najbardziej istotnych zdarzeniach zwracało moją uwagę na momenty przełomu, które być może są przeze mnie pomijane już w tym realnym życiu. Brzmi to zapewne dość osobliwie, ale warto wspomnieć, że cała powieść jest wielką metaforą, w której są jeszcze podrzędne metafory. Ta nietypowa otoczka nadaje książce uniwersalności, więc jak najbardziej można opuścić sferę dosłowności i najbardziej się narzucającej polityki, by odnieść to do prywatnego świata. Wybór należy do nas, choć autor dzięki ciekawej przedmowie pozwala lepiej i na o wiele głębszym poziomie zrozumieć przedstawiony przez siebie obraz. W wydaniu, które czytałam, pojawiają się również słowa od tłumacza. Jest to również według mnie ciekawy aspekt całości. 

W ujęciu pisarza "Folwark Zwierzęcy" to alegoria Związku Radzieckiego oraz panującego tam ustroju. Niestety moja wiedza jest za mało rozbudowana, by dokładnie zrozumieć tę metaforę, lecz ja sama widzę tutaj również ukazanie procesu powstawania totalitaryzmu. Czytając, obserwowałam tworzenie lepszego świata, który od być może naprawdę dobrych podstaw zmierzał powoli i nieświadomie ku złemu. To doświadczenie dość odmienne od tego, co zwykle spotykam w literaturze. 

Po przeczytaniu tak dobrze znanej książki mam mieszane uczucia, ponieważ widzę w niej wiele wspaniałych zalet, ale też niedosyt. Wydaje mi się, że sława książki przerosła ją samą i tworzące się oczekiwania są zbyt wielkie, zbyt niedopracowane, by opowieść o reformach w folwarku mogła dać całkowitą satysfakcję. Przyznam, że zniechęciłam się po przeczytaniu "Folwarku Zwierzęcego" do pozostałych powieści pisarza. Bez wątpienia w swoim czasie wrócę do poznawania ich, w szczególności, że "1984" traktuję jako moją pozycję obowiązkową. Jednak na pewno nie zrobię tego w najbliższym czasie.