sobota, 4 lipca 2020

Harry Potter i Książę Półkrwi – J.K. Rowling


Tytuł: Harry Potter i Książę Półkrwi

Autor: J.K. Rowling

Tłumaczenie: Andrzej Polkowski

Cykl: Harry Potter 

Tom: VI

Kategoria: Fantastyka

Wydawnictwo: Media Rodzina

Liczba stron: 704

Ocena: 9/10







Niektórych ludzi spotykają złe rzeczy w życiu. I nie ma żadnej zależności między czynami tej osoby, charakterem czy miejscem. Po prostu przypadek, może jakaś potężna siła, a może zwykły efekt motyla sprawiają, że te rzeczy się wydarzą i ten człowiek nie ma na to żadnego wpływu. Co w takim przypadku zrobić? Część osób nie jest w stanie sobie poradzić z taką sytuacją – wpadają w obojętność, wielki smutek albo bezczynność. Jednak są też ludzie, którzy mimo wszystko brną do przodu. Składają swoje zniszczone życie na nowo i gdy ich budowla cały czas upada, oni zaczynają ją budować od nowa. 

Harry musi poradzić sobie ze złymi wspomnieniami, które nawiedzają go co nocy w śnie i przypominają, że jego życie nigdy nie będzie już wyglądać tak samo. A dni również nie przynoszą ulgi, gdyż towarzyszy im widmo wojny i cierpienia. Jedynym wytchnieniem od tego wszystkiego jest Hogwart, gdzie jest bezpiecznie i można przynajmniej próbować zapomnieć o rozrastających się szeregach Lorda Voldemorta. Lecz czy w szkole magii na pewno nadal jest bezpiecznie? Czy ciemnym mocom uda się pokonać mury zamku? Co niesie Harry'emu przyszłość? 

Krótko przed Bożym Narodzeniem stwierdziłam, że w 2020 roku przeczytam ponownie cały cykl o Harrym Potterze. Czytałam go wielokrotnie, ale nigdy – nawet za pierwszym razem – po kolei. Gdy zaczynałam wprowadzać w życie swoje postanowienie, mocno wątpiłam, czy jest ono w ogóle w jakikolwiek sposób do spełnienia. Byłam przekonana, że nie znajdę czasu na czytanie tych samych książek, że nie uda się mi tak jak kiedyś przepaść w tym świecie magii. Tymczasem mamy lipiec, a ja przed sobą mam tylko jedną część, a dzisiaj przychodzę do Was z recenzją "Harry'ego Pottera i Księcia Półkrwi". 

Nie wiem, czy się ze mną zgodzicie, ale mam wrażenie, że z każdym kolejnym tomem serii autorka rozwijała swoje umiejętności i w "Księciu Półkrwi" jest to majstersztyk językowy. Idealnie wyważone proporcje między opisami, które pozwalają dokładnie poznać całe uniwersum, a dialogami, dzięki którym czytelnik może poznać lepiej bohaterów, utożsamić się z nimi i ich zrozumieć. Bez wątpienia warsztat pisarki Rowling jest unikatowy i rozpoznawalny. Wydaje mi się, że byłabym go w stanie rozpoznać wszędzie, bo jednak rzadko się zdarza, by prawie każdy szczegół, prawie każda postać była tak dobrze dopracowana. 

Fabuła w tej części już należy do tych mroczniejszych czasów, gdzie nie możemy być przekonani, że Harry pokona zło i wszystko będzie dobrze. To są już czasy, gdzie możemy mieć tylko nadzieję na lepszą przyszłość. Zarazem jako czytelnicy możemy zaobserwować, jak mimo zła, cierpienia i wszechogarniającego okrucieństwa bohaterowie nadal próbują normalnie żyć, nadal się śmieją, zakochują, przyjaźnią i dążą wcześniej wyznaczoną sobie drogą. Nastolatek może zbyt wcześnie dojrzeć, zostać postawiony przed zbyt wielkimi wyborami, jednak pozostaje nadal młodą osobą, która pragnie być po prostu szczęśliwa teraz i w przyszłości. 

Powieść jest wprost naszpikowana wieloma zagadkami, niedopowiedzeniami i intrygami. Jednak powoli to wszystko zaczyna się wyjaśniać i dążyć zgrabnie do rozwiązania. W poprzednich częściach można mieć wrażenie, że ta mroczna część historii jest labiryntem, w którym po omacku poszukujemy wyjścia, a nie dostajemy żadnych podpowiedzi. Tutaj jeszcze nie można otworzyć złotego klosza i zobaczyć, co pod nim jest, ale na pewno wszystko zmierza ku prostej – tylko z wieloma przeszkodami po drodze. Wśród fanów i antyfanów często spotykam się z opinia, że w całej serii jest wiele niejasności i niespójności. Oczywiście to prawda i nie można temu przeczyć, ale osobiście uważam, że nie istnieją historie bez takich błędów, a tutaj te większe czy mniejsze niedociągnięcia są wynagradzane niesamowitą siecią sensownym i logicznych połączeń. Ich odkrywanie przynajmniej mi wiele lat tamu dało olbrzymią przyjemność. Obecnie zauważam coraz więcej aspektów, które odgrywają ważną lub fascynującą rolę, a za pierwszym razem w ogóle nie zostały one przeze mnie zauważone. 

Już wielokrotnie Wam wspominałam, że na temat bohaterów mogę napisać wręcz całą książkę, ponieważ prawie każda postać jest dla mnie warta uwagi i dobrze wykreowana. Myślę, że duże znaczenie ma tutaj fakt, że nie są to miałcy bohaterowie, tylko osoby o pełnowymiarowych charakterach i własnych historiach. Dzisiaj chciałabym opowiedzieć o Dumbledorze, który jest wyjątkowo wyraźną postacią w całej serii. Na przestrzeni lat powoli wyłania się jego obraz i płynie on od kochanego nauczyciela, przechodząc przez autorytet i przyjaciela, a dochodząc do bardzo ludzkiej postaci z wieloma tajemnica. Ich poznanie czytelnikowi na razie nie jest jeszcze dane, ale dostajemy obietnicę, że to już niedługo. Bardzo cenię tę postać właśnie za tą wielowymiarowość i przede wszystkim ludzkość. Myślę, że większość z nas na samym początku oceniło by dyrektora szkoły jako dobrego, a teraz – czy na pewno? W "Księciu Półkrwi" coraz większe znaczenie ma również Draco, a jego własna historia zaczyna być opowiadana z całkowicie innej perspektywy, co przypomina, że każdy z nas się myli i zawsze istnieją dwie strony medalu. 

Cieszę się, że zdecydowałam się przeczytać jeszcze raz wszystkie części i to w dodatku w poprawnej kolejności. Sporo osób twierdzi, że jest to cykl już nie na mój wiek, a moja fascynacja tą historią jest co najmniej dziwna. Nie sądzę tak, bo nie będę ukrywać, że czytałam o wiele lepsze książki niż "Harry Potter" i pod względem fabuły, i języka, i... być może bohaterów. Nie jest to też ta perełka, która sprawiła, że rozpoczęłam swoją przygodę z czytaniem. Jest to po prostu seria pozwalająca przypomnieć mi, jak z pasją oddawałam się czytaniu jako dziecko i jak łatwo było mi przenieść się do całkowicie innego świata. To uczucie jest niepowtarzalne i niezastąpione, więc teraz mogę tylko wspominać, przekładając strony tych powieści. 


czwartek, 2 lipca 2020

Zorza – Anna Rosłoniec


Tytuł: Zorza

Autor: Anna Rosłoniec

Kategoria: Literatura piękna

Wydawnictwo: Wydawnictwo MG 

Liczba stron: 320

Ocena: 6/10












Pamiętam, że w szkole często mówiło się o patriotyzmie. A dokładnie zadawało pytania, czym on dla nas jest, jakbyśmy go zdefiniowali i jakie są jego przejawy. Bez zastanowienia potrafiłam wówczas odpowiedzieć na te pytania – byłam nauczona odpowiedzi na pamięć. Jednak nie przypominam sobie, żeby miały one dla mnie jakiekolwiek znaczenie. Były to tylko puste słowa wyuczone, by dostać upragnioną ocenę. Teraz gdy to słowo ma wartość i trzeba się odnieść czy pozytywną, czy już w tej chwili przestarzałą, nie znam żadnej odpowiedzi. Wiem, po co mamy podatki, wiem, po co chodzimy na wybory i wiem, czemu mamy mówić dobre słowa o naszych rodakach. Lecz jeśli doszłoby do sytuacji zagrożenia, gdy tak jak kiedyś Polacy musieli wspólnie stanąć do walki o swoją wolność i swój kraj, czy należałabym w pełni do Polaków? Oczywiście to pytanie jest mocno retoryczne, a ja liczę, że nigdy nie będę musiała na nie odpowiadać. Mimo to podświadomie czuję, że większość z nas odpowiedziałaby słowami Marii Peszek – "wystarczająco przerażająco jest żyć". 

Piotr wierzy, że w rosyjskich aktach przedwojennych jest w stanie znaleźć pasjonujące informacje, które posłużą mu do napisania książki historycznej. Całą pasją oddaje się ich analizie, a z niechętną pomocą innych naukowców odnajduje szokujące dane, które niekoniecznie zgadzają się z aktami polskimi. Zaczyna go to fascynować na tyle, że w głębia się w ten temat i zadaje podstawowe pytanie – czy Zorza była największą zdrajczynią Polski w naszej historii? Krok po kroku odkrywa, co stało się prawie kilkadziesiąt lat tamu z młodą agentką wywiadu polskiego. 

Zwykle nie czytam tego typu książek, więc byłam bardzo podekscytowana, że poznam coś w moim ujęciu nowego i nieznanego. Oczywiście sprawiło to, że miałam też naprawdę duże oczekiwania. Teraz z perspektywy czasu dochodzę do wniosku, że stanowczo zbyt wygórowane, co mocno zaburzyło mi odbiór powieści i teraz mam mieszane uczucia do "Zorzy" jako całości. Ma ona wiele zalet, które niezwykle cenię, ale również wiele wad, których nie jestem w stanie zaakceptować. Dlatego sami widzicie, że stworzyła mi się taka wybuchowa mieszanka. 

Na pozytywny początek zacznę od największej zalety, czyli pomysłu. Z mojej perspektywy jest bardzo niesztampowy. Nie miałam okazji czytać o podobnej historii, dlatego jestem wręcz oczarowana nim. To coś tak odmiennego i z tak olbrzymim potencjałem. Trudno mi stwierdzić, czy  naprawdę aż tak się wyróżnia na tle innych książek, czy to właśnie mój brak znajomości wpłynął na tę niekonwencjonalność, mimo to na pewno na długo zapadnie mi w pamięci. 

Natomiast największym problemem jest dla mnie styl pisania autorki. Jest niezwykle lekki, co niesamowicie gryzie się z fabułą. Jest to powieść o poważnym sprawach, o wielkich miłościach, widmie wojny i złych wspomnieniach. Tymczasem język używany przez pisarkę kojarzy mi się z lekką i przyjemną obyczajówką. Oczekiwałabym po historii większego dopracowania właśnie w stylu, co pozwoliłoby poczuć dawne czasy, o których tu mowa oraz wagę rozwiązania tej zagadki. 

Bardzo doceniam, że pani Ania Rosłoniec zdecydowała się na dwutorową historię. Dzięki temu czytelnik poznaje opowieść w czasach współczesnych, gdzie towarzyszy Piotrowi i Julii w dojściu do prawdy, oraz może zobaczyć, jak cała ta sytuacja wyglądała bezpośrednio z perspektywy Zorzy. Ten zabieg wyjątkowo przypadł mi do gustu, gdyż poznajemy Zorzę jeszcze zanim została agentką. Możemy zobaczyć, jak wyglądało jej życie, jaka była i co ją skłoniło do pracy w wywiadzie, a następnie jaką drogę pokonała, że została uznana za jedną z największych zdrajczyń w Polsce. Te dwie różne, ale tak bardzo powiązane historie zgrabnie przeplatają się i dają bardzo panoramiczne spojrzenie na całość. Zarazem przebieg poszukiwań jest porywający i pełen zwrotów akcji. Subiektywnie dla mnie to wszystko szło zbyt szybko i przede wszystkim zbyt łatwo. Ponownie tak jak w przypadku stylu pisarki, tak i przy fabule powinno zostać to o wiele bardziej dopracowane. 

Do bohaterów mam dokładnie ten sam zarzut – trochę bardziej rozbudować ich charaktery i wtedy byliby jako literackie postacie idealnie wykreowani. Mimo to nie ukrywam, że polubiłam Zorzę za jej pasję do życia, zaangażowanie i odwagę. Te cechy sprawiły, że zobaczyłam kobietę, która jako agentka była wyrachowana i zimnokrwista, a jako osoba pełna radości, energii i niezachwianych poglądów. Po prostu ją podziwiałam, co dodatkowo sprawiało, że chciałam dowiedzieć się, czemu zdradziła i czy w ogóle to zrobiła. Natomiast Julia, która od jakiego czasu towarzyszy Piotrowi w rozwiązaniu tej zagadki, wywołała we mnie skrajnie negatywne emocje. Miała być pewna siebie, a tymczasem była to tylko mydlana bańka, a sama postać okazała się bardzo miałka. Samemu Piotrowi też brakowało dopracowania w kreowaniu jego charakteru, ale i tak z nieznanych mi powodów zapałałam do niego sympatią. 

Tak jak na początku pisałam – "Zorza" wywołała we mnie i pozytywne, i negatywne emocje. Myślę, że wielu osobom, które lubią historię i szybką akcję mogłaby przypaść do gustu. Tym też osobom polecam. Natomiast już takim pasjonatom, którzy uwielbiają mocny klimat minionych lat, może wydać się zbyt współczesna. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu MG 


środa, 1 lipca 2020

Podsumowanie czerwca! ♥

Witajcie! 

Nawet nie wiecie, jak długo czekałam, by napisać ten post. Dla mnie dzisiejszy dzień jest zakończeniem pisania egzaminów, więc czuję ulgę, że to już koniec. I mimo że mam jeszcze rzeczy do zrobienia na studia to to, co najgorsze już za mną :) 
Oznacza to, że w najbliższym miesiącu wrócę z całą pasją do czytania, oglądania i pisania! ♥
Mam sporo książek, które czytałam w poprzednich miesiącach i jeszcze nie zrecenzowałam, a bardzo chciałabym się z Wami podzielić swoją opinią na ich temat. Możecie się spodziewać, że niedługo pojawią się ich recenzje :)
Oczywiście pojawię się też u Was na blogach i zobaczę, co czytacie i jak Wam mija czas :) 

W tym miesiącu przeczytałam 6 książek, co mnie trochę zszokowało, ponieważ spodziewałam się, że co najwyżej jedną przeczytam przy tej ilości obowiązków, a tu jakoś wieczorkiem się zebrało :) 

1. Zorza (ocena: 6/10) – książka była dla mnie wielką niewiadomą, więc nie miałam też żadnych określonych oczekiwań. I w sumie to okazała się bardzo przeciętna. Były momenty, które naprawdę mnie urzekły, ale były też takie, gdzie się nudziłam. 















2. Życie mrówek (ocena: 6/10) – gdy zaczynałam czytać tę książkę, byłam niesamowicie podekscytowana. Mrówki w pewien sposób są moją pasją i zazwyczaj prawie wszystko, co z nimi związane, podoba mi się. W tym przypadku również tak było. Niektóre informacje oczywiście były mi znane, ale niektóre były całkowitą i pasjonującą nowością. Choć przyznam, że początkowo miałam olbrzymi problem z językiem, którym się posługiwał autor. Myślałam, że to dzieło popularno-naukowe, tymczasem jest to książka bardzo stara i napisana w filozoficzny sposób.








3. Potrzebne do szczęścia (ocena: 7/10) – już dawno nie czytałam żadnego tomiku wierszy, więc niezwykłą radość sprawiły mi wiersze Jana Twardowskiego. Mają w sobie taką prostotę, która urzeka i pozwala przenieść się do pięknego świata myśli. Autor zgrabnie manewruje pomiędzy prostym przekazem, śmiechem, metafora i refleksją. Uwielbiam takie wiersze, bo rzadko muszę mierzyć się z trudnym i często niezrozumiałym dla mnie przekazem, ale zarazem nie są one w żaden sposób infantylne. To był naprawdę dobry wybór, by powrócić do czytania wierszy.







4. Piękne zapomnienie (ocena: 4/10; recenzja) – chciałam odpocząć przy tej książce i odpoczęłam, choć spodziewałam się po niej czegoś więcej. Pragnęłam poczuć się oczarowana miłosną historią pełną zawirowań i problemów, tymczasem często czułam się znudzona i po przeczytaniu nie różni się ona niczym od tysięcy innych takich historii.











5. Komunikacja w terapii (ocena: 6/10) – niedawno Wam przedstawiałam już tę książkę, ale ponieważ miałam egzamin oparty na jej treści, to przeczytałam ją jeszcze raz. Nic się nie zmieniło w moich odczuciach w stosunku do niej. Ma wiele istotnych treści, które w przyszłości mogą pomóc w prowadzeniu terapii, ale mam do niej też pewne zastrzeżenia.







6. Diagnoza psychologiczna. Diagnozowanie jako kompetencja profesjonalna (ocena: 6/10) – jak na pewno się domyślacie, książkę czytałam również w ramach egzaminu z diagnozy psychologicznej. Czytało mi się ją przyjemnie i wiele wyjaśniła, co w czasach pandemii i braku wykładów było wyjątkowo pomocne. Choć momentami była dla mnie niepotrzebnie rozwlekła i zamiast skupiać się na głównych zagadnieniach szła w dygresję.







Pod względem filmowym też był to dobry miesiąc, ponieważ dokończyłam część seriali i skupiłam się na filmach krótkometrażowych. Obejrzałam 4 filmy, 6 filmów krótkometrażowych i 3 sezony serialów. 


1. Lekcje ze szkolnej strzelaniny: Listy z Dunblane (ocena: 7/10) – film jako dokument na pewno nie należy do najlepszych, jednak bardzo mnie poruszył i przyznam, że na długo zapadł w pamięci. To jest to uczucie, gdy takie wydarzenie wydaje się jakimś absurdem, filmem akcji, a tymczasem jest naszą rzeczywistością w tym najgorszym wydaniu. 









2. Oszustki (ocena: 6/10) – według mojej opinii film należy do dość głupich komedii, ale w żaden sposób nie oznacza to, że nie bawiłam się dobrze. Wielokrotnie mnie rozśmieszył i opiera się na kreatywnym pomyśle, który stanowczo mnie urzekł.








3. Sponsoring (ocena: 6/10) – pewnie część z Was słyszała o tym filmie, ponieważ pamiętam, że wiele lat temu było o nim bardzo głośno ze względu na tematykę oraz współpracę polsko-francuską. Chciałam go obejrzeć co najmniej od 5 lat, ale jakoś tak zawsze było nam nie po drodze. Ale wreszcie się udało i jak na pewno się domyślacie, miałam duże oczekiwania. Niestety nie zostały one spełnione. Oglądało mi się go dobrze, ale nie uzyskałam żadnej wiedzy ani nie poczułam się w żaden sposób poruszona, a zakładałam, że to powinno być jego celem. 






4. Bóg fortepianu (ocena: 5/10) – w tym przypadku był to film wybrany całkowicie spontanicznie po opisie. I był, o czym innym niż opis mówił... Mimo to tematyka przypadła mi do gustu. Przez pierwszą część wszystko wskazywało, że będę mocno poruszona i przede wszystkim zszokowana. Niestety były to płonne oczekiwania, gdyż film w dalszej części po prostu przemknął...






5. Hair Love (ocena: 7/10) – to krótkometrażowy film z Oscarem 2020 na koncie, dlatego moje oczekiwania były kolosalne. I jak prawie w każdym przypadku w tym miesiącu nie zostały spełnione. Spodziewałam się naprawdę czegoś więcej. Jednak w żadnym razie nie zmienia to faktu, że film był przeuroczy, łapał za serduszko i wywoływał uśmiech przez łzy.








6. L'Heure de l'ours (ocena: 3/10) – jest to kolejna krótkometrażówka obejrzana w ramach festiwalu We Are One. W pierwszej chwili pomyślałam, że graficznie jest zrobiona nietypowo i doceniłam taki rodzaj kreatywności. Szybko okazało się, że tak szybkie ruchy kresek na czarnym tle stanowczo są nie na moje oczy. Choć to nie byłby taki problem, gdybym zrozumiała cokolwiek z tego filmu. Nie wiem, czy po prostu dla mnie było to takie niezrozumiałe, czy w bardziej obiektywnym spojrzeniu również. Jakkolwiek – wymęczyłam się przy tej krótkometrażówce.

7. Cerulia (4/10) – również film oglądany w ramach festiwalu We Are One i również niezrozumiały dla mnie. Być może moja słaba znajomość języka angielskiego trochę za to odpowiada, ale też nie wiem, co się stało w tym filmie i jak to ocenić. Jak widać czasami takie krótkie formy, potrafią być jedną wielką zagadką w odbiorze.







8. Niespodzianka (ocena: 6/10) – przyznam szczerze, że film był dla mnie mocno naciągany i to bez wątpienia specjalnie, by wzruszyć widza. Wiecie, w taki wręcz narzucający się sposób. Mimo to było to całkiem urocze, więc udało się mnie wzruszyć :)








9. Destiny (ocena: 4/10) – zgadnijcie, czemu taka niska ocena! Tak! Nie zrozumiałam do końca, co film przekazywał... Choć tym razem jest lepiej, bo mam przynajmniej pomysły i nie wiem, w którą stronę iść. Żaden z moich pomysłów nie przypadł mi do gustu, więc jednoznacznie stwierdzam, że kolejny film mi się nie podobał. 


10. Donkey (ocena: 6/10) – kolejny film z cyklu moja fascynacja krótkometrażówkami i kolejny z cyklu po angielsku, więc nie jestem przekonana, czy dobrze zrozumiałam. Ale główną koncepcję na pewno dobrze zrozumiałam i bardzo mi się podobała.








11. Killing Eve (sezon 3 – ocena: 9/10) – ostatni odcinek oglądałam na początku czerwca i wydaje mi się, że to było tak dawno temu... Bawiłam się wyśmienicie przy oglądaniu tego sezonu i podobał mi się chyba najbardziej ze wszystkich. Wywołał we mnie to miłe uczucie, że czekam na coś i kiedy już mogę obejrzeć kontynuację, to jak spotkanie z dobrymi, starymi znajomymi.







12. Mrs. America (sezon 1 – ocena: 9/10) – ten serial zrobił na mnie olbrzymie wrażenie, choć w inny sposób niż zazwyczaj robią to seriale. Nie sprawił, że koniecznie czułam potrzebę obejrzenia kolejnego odcinka, momentami ze względu na rozbudowany wątek polityczny USA nie rozumiałam fabuły i ważnych wydarzeń, czasami myliłam bohaterów, ale pokazał mi, na czym polega solidarność, na czym polega walka o ideę lub władzę. I przede wszystkim pokazywał, jak kobiety walczyły o swoje prawa, jak motywowały inne mniejszości do walki i o kobiety, i o nich samych. Niezwykłe przeżycie.





13. Przyjaciele (sezon 6 – ocena: 7/10) – powoli i z radością nadal spędzam wieczory z niezwykłą szóstką przyjaciół. Ten serial zawsze będzie mi się kojarzył z sesją na studiach, bo zawsze w przerwie od nauki oglądam sobie odcinek. Akurat są bardzo krótkie i poprawiają mi humor. Choć przyznam, że akurat ten sezon jakoś mi się dłużył i w sumie wydaje mi się gorszy od poprzednich.






I tak kończę podsumowanie czerwca! :) 
Opowiadajcie, jak tam u Was było w tym miesiącu!

Pozdrawiam cieplutko ♥
Elfik


środa, 24 czerwca 2020

Lipiec z MG!

Śląski Kopciuszek Gabriela Anna Kańtor

Wszyscy lubimy historie o Pięknej i Bestii i o Kopciuszku – w których dobro zwycięża. Jednak wiemy doskonale, że to po prostu baśnie. W życiu Joanny Gryzik baśń wydarzyła się naprawdę. Tyle tylko że w tej niesamowitej historii to Kopciuszek przyniósł złoty pantofelek księciu, a nie odwrotnie. Czwarta z kolei powieść Gabrieli Anny Kańtor opowiada o spotkaniu dwóch osób; właśnie Joanny – „Śląskiego Kopciuszka” – ubogiej sieroty z kopalnianych slumsów i magnata przemysłowego, słynnego self-made mana, który w latach 1801-1848 dorobił się majątku szacowanego na 2 miliony talarów. Opowieść o tym, jak od owego przypadkowego spotkania zmieniło się ich życie – jest gotowym scenariuszem na ekscytujący film! Dla Czytelników będzie to niezapomniana lektura.


Ziele Marianny Katarzyna Enerlich

Kontynuacja Akuszerki z Sensburga. Podobnie jak pierwsza część, powieść jest wysycona zapachem ziół, smakami Mazur i prostym życiem ludzi „z ziemi i z pór roku”. Marianna, córka akuszerki, ucieka przed wojną na Mazury. Udaje jej się przeżyć, zaszytej głęboko w małej chacie w puszczy. Jednak już po wojnie przychodzi taki moment, że o mały włos nie traci życia. Marianna staje też przed wyborem – posłuchać serca czy intuicji? Czy miłość od pierwszego wejrzenia jest ważniejsza niż lojalność i gotowość do pomocy?

Razem z matką, pielęgniarką w mrągowskim szpitalu, uparcie realizują marzenia o zielarni w polskim już Mrągowie, choć nie jest to łatwe zadanie, są bowiem oskarżane o szerzenie ciemnoty i zabobonów. Kobiety zbliżają się do siebie i wspólnie odbudowują swoje życie. Bieda, niechęć do dawnych mieszkańców, którzy pozostali w mieście, traumy wojenne i powojenne, epidemie – temu wszystkiemu muszą stawić czoła.


Premiery książek już 1 lipca! Zaciekawiła Was któraś z nich? :) 

poniedziałek, 22 czerwca 2020

Piękne zapomnienie – Jamie McGuire


Tytuł: Piękne zapomnienie

Autor: Jamie McGuire 

Tłumaczenie: Małgorzara Bortnowska

Cykl: Bracia Maddox

Tom: I

Kategoria: Romans

Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece

Liczba stron: 392

Ocena: 4/10







Życie dziecka, a następnie nastolatka wydaje się niektórym bardzo proste i przyjemne. Wiele osób wspomina je jako najlepsze lata swojego życia, gdzie działo się dużo dobrych rzeczy. Określiłabym to jako bardzo względny pogląd, który dla wielu jest podyktowany zapomnieniem, a nie rzeczywistością. Są osoby, które nie zgodziłyby się z tą opinią. Dla nich dorosłość jest wyzwoleniem – wyzwoleniem od przemocy, krzyków, głodu i cierpienia. To brzmi już o wiele bardziej okrutnie i w wielu przypadkach okazuje się prawdą. Jak żyć z takimi wspomnieniami?

Camille jest barmanką w klubie nocnym oraz studentką na miejscowym uniwersytecie. Jakiś czas temu wyprowadziła się z rodzinnego domu i jest bardzo dumna z tego osiągnięcia. Teraz odpowiada sama za siebie – utrzymuje skromne mieszkanko, decyduje o swojej edukacji i ma wspaniałego chłopaka. Wszystko to jawi się jaki piękny obraz sielanki, lecz Camille musi zarazem radzić sobie ze złymi wspomnieniami i związkiem na odległość. Czasami może to być przygnębiające. Pewnego smutnego wieczora nawiązuje kontakt ze starym kolegą z klasy – Trentonem. Ma on opinię znanego kobieciarza i... Mordercy. Nieszczęście sprawiło, że lata temu uczestniczył w wypadku, gdzie zginęła jego dziewczyna. Od tej chwili mocno wycofał się z życia społecznego i rozwija swoje pasje jako tatuażysta. Czy tę dwójkę może coś łączyć? Czemu po tylu latach postanowili niewinnie porozmawiać? 

"Piękne zapomnienie" miało pełnić funkcję przyjemnej lektury, która pozwoli mi się oderwać od nauki do egzaminów. Takie romanse to zawsze świetny sposób na zrelaksowanie się i oderwanie od naszego często monotonnego świata. W końcu historia przepełnionych miłością i zranionych ludzi zawsze magnetyzuje i pozwala na wiele emocji. Choć z tym zawsze zastanowiłabym się, gdyż tym razem nie do końca tak było. Czemu? 

Język używany przez autorkę okazał się bardzo standardowy i idealnie dostosowany do typu powieści. Jest to i wada, i zaleta. Wada, ponieważ nie wyróżniał się niczym niezwykłym i nie zapadnie mi na długo w pamięć. Zaleta, ponieważ pozwalał na szybkie i przyjemne przejście przez lekturę. Bez żadnych ograniczeń i bez zbytniego skupiania się skomplikowanych zdaniach. 

Fabuła książki jest wolna i znajdziemy w niej tylko pojedyncze zwroty akcji, które tak naprawdę dla mnie nie miały większego znaczenia. Choć podobno mają dla dalszych tomów i serii autorki. Jeśli w rzeczywistości tak jest, to przyznam, że czuję się zaintrygowana i w tym momencie byłabym w stanie wybaczyć taką monotonność. Ją tak, ale nie jestem w stanie wybaczyć błędów logicznych! Czasami po prostu nie byłam w stanie stwierdzić, co się dzieje lub skąd jakiś wątek nagle się wziął. Na początku zrzuciłam to na jakieś moje przeoczenie, ale z czasem było tego po prostu za dużo, by tak założyć.  Nie jestem w stanie wytłumaczyć, jak do tego doszło. Może to kwestia wielu wątków, które w tak krótkiej książce były bardzo trudne do połączenia... Jednak nie chcę, żebyście myśleli, że powieść ma same wady, bo tak nie jest. "Piękne zapomnienie" ma poruszające i przede wszystkim szokujące zakończenie. Nie chcę za dużo zdradzać, ale tak naprawdę ostatnie słowa wiele wyjaśniły i wprowadziły mnie w osłupienie. Dla nich było warto czytać. 

Co do bohaterów to mam mieszane odczucia. Mieli olbrzymi potencjał – cała gama różnorodnych charakterów i rozbudowanych historii. A przynajmniej pozornie, bo autorka dała nam znać, że to nie są tacy zwykli papierowi bohaterowie, tylko osoby ekscentryczne, pełne swoich własnych marzeń, dramatów i możliwości. Szkoda tylko, że na tym zakończyła wątek ciekawych postaci w książce. Czytelnik nie dostaje więcej informacji o nich i przez to pozostaje niedosyt. Samej Camille ostatecznie nie polubiłam. Początkowo zyskała moją sympatię i mocno liczyłam, że się zaprzyjaźnimy z czasem. Autorka przedstawiła ją jako ciepłą, miłą oraz bardzo silną osobę. To jest połączenie cech, które mocno mnie przekonuje. Z czasem one zanikły i dostałam miałką, niezdecydowaną kobietę. Za to z Trentonem miałam odmiennie. Myślałam, że okaże się stereotypowy – przystojny, bad boy, kobieciarz. Sami widzicie, jak to wygląda. Jednak czym dalej w fabułę, tym odkrywałam w nim wiele pozytywnych cech i okazywało się, że pozory często mylą, nawet w książkach. 

"Piękne zapomnienie" pozwoliło mi odpocząć, ale nie było to wybitnie fascynująca przygoda, tylko zwyczajna opowieść, która niestety mnie nie ujęła. Myślę, że czytelnikom, którzy pożerają romansy, może trochę bardziej przypaść do gustu. Jednak ja myślę, że przy kolejnych tomach spasuję. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję bardzo Taniej Książce i zapraszam do ich działu książki dla kobiet


czwartek, 11 czerwca 2020

Zapowiedzi od MG! ♥ Premiera 17 czerwca!

Mali mężczyźni Louisa May Alcott 



Światowy bestseller amerykańskiej pisarki Louisy May Alcott. Dalsze losy bohaterów Małych kobietek i Dobrych żon (jest to trzecia część cyklu Małych kobietek). Książka opowiada o życiu Jo Bhaer, jej męża i dzieciaków ze szkoły w Plumfield. Bezpośrednią inspiracją tej historii była śmierć szwagra Alcott, który pojawia się w jednym z ostatnich rozdziałów. Wszystkie książki cyklu, choć tak uroczo bajkowe, były jednak w dużej mierze oparte na prawdziwych wydarzeniach z życia autorki, co dodaje im większego znaczenia i kolorytu.

Tylko nie Mazury Sylwia Skuza


Świetnie rozwijająca się kariera młodego policjanta zostaje niespodziewanie zastopowana przez wpływowego polityka za podjęcie interwencji przeciwko jego córce. Komisarz Gromosław Sidorowicz zostaje czasowo przeniesiony z Warszawy na mały komisariat na Mazurach. Pierwszy dzień pobytu w nowym miejscu jest jednocześnie początkiem śledztwa w sprawie zabójstwa.

Sidorowicz musi wyjaśnić zagadkowe morderstwo rolnika, którego ciało, z historyczną zapinką wbitą w szyję, znaleziono porzucone na bagnach. Policjantowi przyjdzie ustalić, czy mieli z tym coś wspólnego amerykańscy żołnierze kręcący się w pobliżu miejsca morderstwa, czy też może powinien szukać zabójcy wśród licznych wrogów zabitego rolnika.

Od tego momentu przeszłość stale będzie się splatać z teraźniejszością, nie tylko w wymiarze historycznym, ale także duchowym. Duchowość jest w powieści drugim, prawie równoległym do zabójstwa, wątkiem. Oprócz spotkania z przyjacielem z dawnych lat, Sidorowicz poznaje osoby i miejsca, które nie tylko nieodwracalnie wpłyną na jego dalsze życie, ale stanie się to w taki sposób, jakiego niekoniecznie by sobie życzył.

Zainteresowani? Bo ja bardzo :) 

środa, 3 czerwca 2020

Podsumowanie maja ♥

Witajcie!

Czas mija tak szybko – miesiąc za miesiącem, mogłabym wręcz powiedzieć, że podsumowanie za podsumowaniem. Maj był dla mnie dobrym miesiącem. Wiem, że na samym blogu i u siebie, i na Waszych bywałam rzadko, jednak tak jak w poprzednich podsumowaniach pisałam, brakuje mi motywacji. W czerwcu pewnie poza tym podsumowaniem w ogóle się nie pojawię, ponieważ nadszedł czas sesji, a w tych wyjątkowych warunkach wszystko jeszcze dodatkowo się komplikuje i mam wrażenie, że pracy jest jeszcze więcej niż zwykle... No cóż, czuję za to, że w lipcu wrócę z całą swoją pasją i przedstawię Wam te wszystkie wspaniałe książki, które czytałam, a nie doczekały się jeszcze recenzji :) 

Nie przedłużając już moimi wywodami, przechodzę do rzeczy. W maju przeczytałam 7 książek, co dla mnie jest jak najbardziej satysfakcjonującym wynikiem. W dodatku były to dobre książki! :)

1. Zmorojewo (ocena: 7/10) – spodziewałam się wiele po tej powieści, gdyż słyszałam mnóstwo pozytywnych opinii o autorze. Miałam też styczność z historią wykreowaną przez pisarza w serialu. Razem sprawiło to, że moje oczekiwania były bardzo wygórowane. Może nie do końca spełniły się, ale w ostatecznym rachunku jestem zadowolona, że zaczęłam swoją przygodę z autorem tą książką i na pewno będę ją dobrze wspominać. 











2. Na tropie zwierzęcego umysłu (ocena: 8/10) – jest to książka napisana przez mojego wykładowcę i czytałam ją w ramach zajęć. Cieszę się, że miałam dodatkową motywację, by ją przeczytać, ponieważ okazało się, że ta tematyka ciekawi mnie o wiele bardziej niż dotychczas myślałam. Poza tym książkę czytało mi się bardzo przyjemnie i prawie w ogóle nie zauważyłam, że jest ona naukowa.













3. Powódź (ocena: 8/10; recenzja) – już dawno nie czytałam żadnego kryminału, więc doskonale trafiłam. Tym bardziej że historia okazała się wyjątkowo wciągająca i opierała się na niekonwencjonalnych pomyśle, który mnie urzekł.














4. Duchowe życie zwierząt (ocena: 6/10) – zaangażowana w pogłębianie wiedzy o naturze zdecydowałam się na przeczytanie książki, która swego czasu robiła olbrzymią furorę na rynku wydawniczym. Dlatego też miałam duże oczekiwania i wyszło tak pół na pół. Początkowo byłam zachwycona, jednak z czasem zaczęłam czuć się znużona, a niezwykłe historie o zwierzętach zaczynały być całkowicie zwykłe. 











5. Felix i niewidzialne źródło (ocena: 5/10) – myślę, że nie muszę powtarzać, że mam pewną obsesję na punkcie autora i staram się czytać jak najwięcej jego książek. Czasami trafiam na perełki, a czasami w ogóle mi się nie podobają. Lecz właśnie te perełki sprawiają, że z każdą jego nową książką jestem podekscytowana i pełna wiary. Niestety tym razem ponownie się zawiodłam. Zabrakło tego oczarowania całością i mocnego zakończenia. 








6. Statystycznie rzecz biorąc, czyli ile trzeba zjeść czekolady, żeby dostać Nobla? (ocena: 5/10) – pewnie większość z Was słyszała lub czytała tę książkę. Uległam dobrym opiniom oraz niezwykłemu tytułowi i również zagłębiłam się w świat statystyki. Jakkolwiek bardzo doceniam pomysł, to samym wykonaniem bardzo się zawiodłam.











7. Felix, Net i Nika oraz Koniec Świata Jaki Znamy (ocena: 9/10) – na tej serii nigdy się nie zawiodłam. Oczywiście bywały lepsze i gorsze tomy, mimo to każde moje wspomnienie związane z Felixem, Netem i Niką ostatecznie jest cudowne. Ten tom stanowczo należy do tych lepszych. A biorąc pod uwagę fakt, że miałam długą przerwę w czytaniu powieści autora, to tym bardziej jestem oczarowana. 











Przechodząc od filmów i seriali to był bardzo dobry i intensywny miesiąc. Co prawda w tym podsumowaniu tego nie będzie widać, ponieważ wielu seriali jeszcze nie skończyłam, ale to wyjdzie w podsumowaniu czerwca i zapewne lipca. Jednak wracając do maja, to obejrzałam 3 filmy w tym dwa krótkometrażowe oraz dwa sezony serialów. 

1. Bird Karma (ocena: 7/10) – jest to film krótkometrażowy, który obejrzałam w ramach festiwalu We Are One i bardzo przypadł mi on do gustu. Przez większość czasu w przyjemny sposób jest uroczy i zabawny, by w ostatecznym rozrachunku dać wiele do myślenia widzowi. 









2. Bilby (ocena: 8/10) – jest to kolejna krótkometrażówka obejrzana w ramach festiwalu i jest po prostu przeurocza! ♥ Ten film może i nie jest zbyt oryginalny, może i nie wyróżnia się jakoś bardzo pośród innych, ale jest przepiękny.









3. Jak stracić chłopaka w 10 dni (ocena: 6/10) – to jedna z tych komedii, na które wiecznie trafia się w telewizji, ale nigdy nie ogląda w całości. A przynajmniej ja tak od wielu lat miałam i wreszcie razem ze swoim chłopakiem zabrałam się za niego i dostałam dokładnie to, czego oczekiwałam. Czyli przyjemną, zabawną i naiwną komedię romantyczną. Miło spędziłam czas przy niej.







4. Mindhunter (sezon 1; ocena: 9/10) – zabierałam się za ten serial już od bardzo dawna. Polecali mi go znajomi, polecali wykładowcy i kusił swoją tematyką. Było naprawdę warto. Spędziłam z nim wiele godzin, podczas których gapiłam się z pasją w ekran. Do tego stopnia, że wszedł mi totalnie na psychikę i na razie zrobiłam sobie odpoczynek od niego. Choć na przełomie czerwca i lipca planuję, jak najszybciej obejrzeć kolejny sezon. 








5. Jeszcze nigdy... (sezon 1; ocena: 6/10) – potrzebowałam jakiegoś lekkiego serialu o nastolatkach i myślałam, że to będzie dobry wybór. Nie do końca tak było, bo serial w sposób niezbyt dobry łączył kontrastowo poważne tematy z pewnego rodzaju nastoletnimi problemami i wręcz naiwnością. Nie było tam nic odkrywczego. 







Dajcie znać, jak Wam minął maj! :) 

Pozdrawiam ♥
Elfik