środa, 21 sierpnia 2019

Powiedz tak! – Anna Szafrańska


Tytuł: Powiedz tak!

Autor: Anna Szafrańska

Cykl: Właśnie tak!

Tom: II

Kategoria: Literatura obyczajowa

Wydawnictwo: Novae Res

Liczba stron: 516

Ocena: 8/10








Czasami nachodzą mnie przemyślenia, że wygrałam los na loterii życia. Dlaczego? Bo mam prawie wszystko, czego można zapragnąć. Przede wszystkim mam kochającą rodzinę, która jest zawsze przy mnie, chłopaka, którego kocham nad życie, wspaniałych przyjaciół, względnie dobre zdrowie, wystarczająco pieniędzy, by mieć co jeść i pozwolić sobie na przyjemności. Czego mogę chcieć więcej? Zwykle odpowiadam, że rodzeństwa, ale no wszystkiego chyba naprawdę nie można mieć. Choć to też bardzo dyskusyjna sprawa. Podsumowując ten krótki opis, jestem najszczęśliwszą osobą na świecie, która coraz częściej podchodzi do tego bardzo sentymentalnie i wręcz rozczulająco. Pewnie się zastanawiacie, czemu akurat teraz postanowiłam się podzielić z Wami moimi życiowymi odczuciami. Otóż książka, którą dosłownie przed chwilą skończyłam czytać, pogłębiła jeszcze bardziej tę refleksję. 

Stefania jako bardzo młoda osoba musiała zmierzyć się z okrucieństwem losu oraz złymi decyzjami dorosłych. Jednak nie sprawiło to, że stała się zgorzkniałą i nieszczęśliwą kobietą. Szła przez życie, pokonując wszelkie przeszkody i doprowadziła do momentu, gdzie znalazła odwagę i siłę, by podzielić się nią z innymi osobami. Przyszedł czas, by Stefcia sprawdziła się jako matka Melanii oraz narzeczona swojego ukochanego, czyli Michała. Przyszłość tej niezwykłej, młodej kobiety zapowiada się w pięknych barwach, jednak do czystego szczęścia dochodzi się przez wiele przeszkód. Jedną z nich może być rodzina, która niekoniecznie pochwala związek swojego syna z młodszą i według nich niedoświadczoną dziewczyną. Czy Stefania zdobędzie sympatię rodziców i siostry Michała? Czy okaże się dobrą matką? I czy poradzi sobie z demonami przeszłości? 

Jeśli czytacie moje recenzje, to doskonale wiecie, że rzadko decyduję się na tego typu powieści. Wydaje mi się, że jestem zbyt młoda i niedojrzała, by je docenić i odebrać tak, jak powinnam. Choć może nie ta mniemana młodość tylko brak dojrzałości niszczy mi odbiór tych historii. Jednak tym razem postanowiłam dać szansę książce "Powiedz tak!" i jest to z mojej strony pewnego rodzaju szaleństwo, gdyż ani nie znałam wcześniej autorki i żadnych opinii o niej, ani też nie czytałam pierwszego tomu cyklu "Właśnie tak!". Po prostu stwierdziłam, że ta powieść przypadnie mi do gustu i da wiele do myślenia. Już z samego opisu wiecie, że dokładnie tak było. 

Pani Ania Szafrańska pisze bardzo płynnie. Gdy czytałam, miałam wrażenie, że wszystko jest perfekcyjnie poukładane i przemyślane. Dzięki temu czytało mi się przyjemnie oraz potrafiłam zamknąć się na rzeczywisty świat i obserwować z zaciekawieniem poczynania Stefci. Towarzyszyła temu lekkość, która tak bardzo kojarzy się z codziennością, lecz nie oznacza to, że historia porusza same łatwe tematy. Potrafi ukazać również te trudne i emocjonalne wydarzenia w taki sposób, że jesteśmy w stanie poradzić sobie z nimi i przede wszystkim wyciągnąć jakąś naukę z nich. Co prawda mam pewne zastrzeżenia do stylistyki autorki, ale nie są one na tyle istotne, by je rozważać.

Fabuła okazała się czymś cudownym mimo mojego dość sceptycznego podejścia. "Powiedz tak!" sprawiało, że czułam ciepło w sercu. Miałam przed sobą obraz przepięknej i prawdziwej miłości, która urzekała na każdym kroku. A przy tym była tak bardzo rzeczywista i codzienna, że nikt nie może mieć wątpliwości, że taka miłość może zdarzyć się w prawdziwym życiu, a nie tylko na kartach jakieś powieści. Dla samego tego uczucia byłam gotowa zapomnieć o wszystkich wadach i niedociągnięciach. Miałam głębokie poczucie sensowności i spokoju, który w nieinwazyjny sposób zmuszał mnie do zmiany zdania w wielu aspektach. Pisarka ukazuje nam całkowicie normalne życie wielu osób. Lecz życie niesie ze sobą wiele przeszkód i tragedii, które w opowieściach mrożą krew, ale w rzeczywistości stają się smutną normą, która przynosi ze sobą cierpienie, niepewność i nierozumienie, ale musi zostać zaakceptowana. Poza tym cała historia Stefanii i Michała jest zamknięta w ckliwej otoczce. Niestety dla mnie o wiele za bardzo ckliwej. Nie chcę nawet myśleć, ile razy główna bohaterka opowiadała o swojej miłości do bliskich. Oczywiście to piękne, lecz nie trzeba aż tyle opisów, by to zrozumieć dogłębnie. 

Co do samej Stefci to mam wyjątkowo mieszane odczucia. Żeby nie było – uwielbiam tę kobietę i naprawdę ją podziwiam. Ale czasami tak bardzo trudno było mi ją zrozumieć. Albo się całkowicie nie zgadzałam z jej opinią, albo nie byłam w stanie stwierdzić, czemu tak a nie tak. To mnie dość mocno irytowało, jednak to jest tak jak z dobrym przyjacielem – nie zawsze musimy się z nim zgadzać, nie zawsze musimy go rozumieć i często nas drażni, ale i tak to nasz przyjaciel, którego szanujemy i kochamy. Identycznie miałam ze Stefcią. Natomiast Michał już nie wywołał we mnie tylu najróżniejszych emocji. Po prostu go lubiłam, bo był uroczy ze swoją miłością, czasami nieporadnością i niekiedy zazdrością. Taki prawdziwy człowiek, który przeżywa i te pozytywne emocje, i te negatywne. I teraz przechodząc do Meli... Pokochałam to dziecko całym sercem. Okazała się bardzo empatyczną i mądrą dziewczynką, a przy tym pełną energii i nie dającą się stłamsić życiu. 

"Powiedz tak!" to jeden z moich najlepszych wyborów ostatnich miesięcy. Książka nie jest wybitna, lecz ma w sobie to coś, co porusza i sprawia, że człowiek chce spojrzeć w podobny sposób na swoje własne życia. Daje porządny zastrzyk motywacji, by nie użalać się nad sobą, swoimi niepowodzeniami i problemami, tylko działać i kochać całym sobą. Wtedy życie jest prostsze i wspaniałe. 

Za możliwość spojrzenia na swoje życie przez różowe okulary dziękuję bardzo Wydawnictwu Novae Res 

elfik_book

niedziela, 18 sierpnia 2019

Harda Horda – Ewa Białołęcka, Anna Kańtoch, Milena Wójtowicz, Agnieszka Hałas, Aleksandra Janusz, Martyna Raduchowska, Aleksandra Zielińska, Marta Kisiel, Magdalena Kubasiewicz, Aneta Jadowska, Anna Nieznaj, Anna Hrycyszyn


Tytuł: Harda Horda

Autor: Ewa Białołęcka, Anna Kańtoch, Milena Wójtowicz, Agnieszka Hałas, Aleksandra Janusz, Martyna Raduchowska, Aleksandra Zielińska, Marta Kisiel, Magdalena Kubasiewicz, Aneta Jadowska, Anna Nieznaj, Anna Hrycyszyn

Kategoria: Fantastyka

Wydawnictwo: Sine Qua Non

Liczba stron: 500

Ocena: 7/10






Po ciężkim dniu, który jest złudnie podobny do poprzedniego ciężkiego dnia, lubię zapomnieć o niedogodnościach związanych z codziennym, niestety często nudnym dniem. Jednak żeby oderwać się od codzienności trzeba otworzyć drzwi do umysłu marzeń, pragnień i cudów, które nie zdarzają się w rzeczywistości. Nie ma lepszego sposobu na przekroczenie tej granicy niż dobra fantastyka, która zawładnie naszymi myślami i nawet zmysłami. Czy jesteście w stanie otworzyć się na taką szaloną przygodę? 

Myślę, że duża część z Was słyszała już o "Hardej Hordzie". I mam tu na myśli nie tylko antologię opowiadań, ale zbiór niesamowitych pisarek, które postanowiły przebić granicę stereotypów i udowodnić, że każda z nich jest wyjątkowa, a razem są w stanie stworzyć coś niesamowitego. Czy im się to udało? 

Przede wszystkim warto na początku poruszyć pewien problem w literaturze fantastycznej. Nie zdawałam sobie sprawy, że on w ogóle istnieje... Mowa tutaj o dość mocnej krytyce pisarek, które decydują się na pisanie powieści i opowiadań fantasy. Podobno da się słyszeć głosy, że fantastyka nie jest dla kobiet i że one nie są w stanie odpowiednio wykreować uniwersum oraz poprowadzić fabułę. Gdy we wstępie przeczytałam o tym, byłam w głębokim szoku. Naprawdę nie spotkałam się z taką opinią i nawet nie przyszło mi do głowy, że może pojawiać się jako opinia dużej liczby czytelników. Całkowicie się z nią nie zgadzam i bez problemu mogę przytoczyć dzieła, które od razu udowodnią, że tak nie jest. Jednak w momencie, kiedy pisarki postanawiają zrobić coś z tym niepochlebnym stereotypem, nie mogę przymknąć oko na ten problem. To, że ja o nim nie wiedziałam, nie znaczy, że on nie istnieje. Dlatego jestem całym sercem z grupą Harda Horda i każdą kobietą, która chce się odnaleźć w tym gatunku. Dla mnie płeć autora nigdy nie miała znaczenia – kobieta może napisać genialną powieść fantasy, a mężczyzna poruszający romans. Oczywiście różnice między nami istnieją, ale nie oznacza to, że któraś grupa powinna być w ten sposób krytykowana. Tym bardziej że dwanaście niesamowitych pisarek udowodniło, że ma prawdziwy talent i nie musi się on wyłącznie przejawiać w typowo kobiecej literaturze, jeśli istnienie takiej przyjmiemy.

Uwielbiam opowiadania, ponieważ są one krótkie i najczęściej bardzo konkretne. Są one idealną odskocznią od świata, gdy mam dużo obowiązków i nie mogę sobie pozwolić na to, by godzinami siedzieć i czytać. Często są też przerywnikiem od długich i trudnych w czytaniu powieści. Jednak nie tylko te dwa fakty sprawiają, że tak bardzo je lubię. Łatwo mi wtedy wyłapać talent i potencjał pisarza. Trzeba być naprawdę bardzo uzdolnioną osobą, by na kilkunastu czy nawet kilkudziesięciu stronach poruszyć czytelnika i ukazać swoje myśli, poglądy czy marzenia. "Harda Horda" okazała się idealnym wyznacznikiem moich przyszłych wyborów czytelniczych. Już wiem, czego się spodziewać po autorkach i które z nich najbardziej mnie zachwyciły. Lecz najpierw najważniejsza rzecz – każde opowiadanie było naprawdę wyjątkowe i niezwykle oryginalne. Każde w jakiś sposób mnie zachwyciło i zszokowało. Pisarki z całym kretesem ukazały swoją kreatywność, olbrzymią wyobraźnię i brak granic w pisaniu. Jestem oczarowana, gdyż już dawno nie spotkałam tak mocnego zbioru opowiadań pod tym względem. Dlatego jeśli szukacie czegoś niekonwencjonalnego, to nie zastanawiajcie się ani chwili. 

Jakby miałam wybrać, które opowiadania podobały mi się najbardziej, to byłby to wybitnie trudny wybór. Tak jak mówiłam – są one bardzo odmienne i często nieporównywalny, gdyż skupiają się na innych aspektach. Niektóre są poważne, inne mają szokować, skłaniać do refleksji, a jeszcze inne po prostu rozbawić. Lecz po długich rozmyślaniach wybrałam cztery, które w jakiś sposób zwróciły moją uwagę. Zacznę od "Dróżniczki" Aleksandry Janusz. To opowiadanie poruszyło mnie dogłębnie. Jestem młodą osobą, ale gdy czytałam to opowiadanie, doskonale zrozumiałam tę starszą kobietę, która nie potrafiła pogodzić się ze zmianą. W tej chwili mam już bardzo podobnie, a świat który przedstawiła Pani Aleksandra przemawia do mnie i sprawia, że czuję współczucie i nostalgię. Natomiast w opowiadaniu "Dokąd odeszły cienie" Magdaleny Kubasiewicz doceniam przede wszystkim kreację świata. Miałam wrażenie, że jest to też mój świat i tam chcę pozostać. Zarazem w tym uniwersum jest coś uroczego, ale przeplata się z mrokiem. Tak ciężkie połączenie występuje rzadko. Ciężko mi nawet sobie przypomnieć, gdzie ostatnio spotkałam się z czymś takim. Dlatego nie mam wątpliwości, że na długo zapadnie mi w pamięć. Następnie przyszedł czas na rozbrajające do łez opowiadanie "Zielona Zemsta" Anety Jadowskiej. Śmiałam się na całe gardło, gdy doszłam do zakończenie, a po drodze towarzyszyło mi olbrzymie zaciekawienie. Normalnie przepadłam i tyle na ten temat. Jednakże żeby nie było zbyt wesoło to przejdę teraz do "Szanowny Panie M" Anny Kańtoch. Gdy skończyłam czytać tę historię, to zamurowało mnie, a moje myśli zaczęły szaleć. Miałam tak wiele przemyśleń, z którymi koniecznie chciałam się z kimś podzielić, ale to był tak olbrzymi chaos, że ostatecznie nie byłam w stanie. Takie rzeczy po prostu dają porządnie w kość. I tak powinno być...

Wszystkie opowiadania są napisane bardzo dobrze stylistycznie, co też doceniam całym sercem, bo tu jednak sporo pisarzy zawodzi. Wcześniej wymieniłam tylko cztery opowiadania, ale to naprawdę nie znaczy, że pozostałe były złe. Były tak samo fantastyczne tylko w mniejszym stopniu przemówiły do mnie. Jeśli mogę zarzucić coś tej antologii, to zbyt małą emocjonalność. Historiom nie brakowało emocji – nic z tych rzeczy. Tylko ja po opowiadaniach spodziewam się większego poruszenia, a nie było wystarczające. Choć myślę, że akurat tutaj sprawa jest bardzo indywidualna, więc mam nadzieję, że Was to nie zniechęci. Jeżeli lubicie fantastykę, to uważam, że niejedna opowieść oczaruje Was.

Za możliwość poznania dwunastu niesamowitych pisarek dziękuję bardzo Wydawnictwu Sine Qua Non 

elfik_book

czwartek, 15 sierpnia 2019

Kłamca 2. Bóg marnotrawny – Jakub Ćwiek


Tytuł: Kłamca 2. Bóg marnotrawny

Autor: Jakub Ćwiek

Cykl: Kłamca

Tom: II

Kategoria: Fantastyka

Wydawnictwo: Sine Qua Non 

Liczba stron: 320

Ocena: 8/10









Czasami się zastanawiam, czy świat, który widzimy na co dzień, jest tym światem, który istnieje naprawdę. Może jesteśmy jak mrówki, którym się wydaje, że istnieje tylko długość i szerokość, a nie mają pojęcia o wysokości. Mamy z czymś do czynienia, ale nie jesteśmy w stanie tego dostrzec. Jest dla nas przezroczyste. Tymczasem dzieją się przełomowe wydarzenia, nasza Ziemia walczy o przetrwanie, istnieją inne gatunki... Możliwości jest tak wiele. Wierzymy nauce i to jest słuszne, ale ona sama nieraz i nie dwa okłamywała już nas. A co jeśli i tym razem tak jest?

Loki nadal współpracuje z aniołami i jest zadowolony ze swojej pracy. Umowa wydaje się uczciwa – on walczy z demonami, innymi bogami, wykonuje brudną robotę za archaniołów, oni go nie zabijają i płacą anielskimi piórami. Wszystko wydaje się uczciwe, ale czy na pewno takie jest? Czy archaniołom można zaufać? To już nie jest ten świat, gdzie jeden prawdziwy Bóg opiekuje się ludźmi i swoimi aniołami. To też nie jest już świat, gdzie ludzie oddają hołd najróżniejszym bogom. W takim razie jaki to jest świat? 

Uwielbiam mitologię, uwielbiam motyw aniołów i demonów, dlatego kilka lat temu postanowiłam sięgnąć po "Kłamcę" Jakuba Ćwieka. Pamiętam, że pierwszy tom przeczytałam w dzień i byłam naprawdę pod olbrzymim wrażeniem pomysłu oraz fabuły. Jednak jakoś tak nigdy nie sięgnęłam po kolejną część, a teraz postanowiłam to zmienić i ponownie spotkać się z Lokim oraz jego szalonymi pomysłami. Czy to było udane spotkanie? O tak. 

Gdy zaczęłam czytać, to od razu rzucił mi się w oczy styl autora. Książkę czyta się bardzo szybko, przyjemnie i z poczuciem lekkości. Ale przy tym ma się wrażenie, że pisarz spędził wiele godzin, by uzyskać ten efekt i nie tracić dokładności. Takie osoby cenię, ponieważ czuję się wtedy po prostu szanowana przez autora, który wie, że jego czytelnik oczekuje dobrej rozrywki, ale nie oznacza to, że powieść ma tracić na rzetelności. A niestety ostatnio zauważyłam taki trend wśród polskich książek. Poza tym Ćwiek pisze po prostu charakterystycznie, co sprawiło, że od razu przywiązałam się do samej historii, bohaterów i coś czuję, że na dłuższą metę i do naszego pisarza. 

Od początku bardzo podobał mi się pomysł na tę książkę. Z jednej strony jest on trochę sztampowy, ponieważ nieraz i nie dwa w literaturze poruszano motyw starych mitologii i chrześcijaństwa. Lecz Jakub Ćwiek wziął stare, dobrze znane tematy, połączył je i stworzył coś całkowicie nowego i oryginalnego. Można by mieć obawy, czy to na pewno w ten sposób powinno się łączyć. Ja takie miałam, ale po raz drugi "Kłamca" potwierdził, że nie było, czego się bać. Nordycki bóg i archaniołowie to przy odpowiedniej kreacji bohaterów i ciekawym pomyśle idealne połączenie dla fanów wszystkich historii fantasy. "Kłamca 2" sprawił, że zapomniałam o całym moim świecie i weszłam w ten świat, gdzie wśród ludzi przemierzają demony, aniołowie i bogowie, tocząc własne wojny. Te opowiadania o Lokim wciągały całkowicie i sprawiały, że śmiałam się na całe gardło. Już dawno żadna powieść nie wywołała ze mnie takich pokładów śmiechu. 

Każdy bohater był bardzo dokładnie wykreowany. Widać, że autor zadbał o najmniejsze szczegóły i charakteru, i wyglądu. Dlatego cała ta historia wydaje się tak rzeczywista, że czasami naprawdę się zastanawiałam, czy nie omija mnie czasami prawdziwa zabawa w realnym życiu. Nie ma też odczuć, że cała uwaga poszła na jedną grupę – i bogowie, i archaniołowie byli tak samo dobrze wykreowani. A, o demonach też nie można zapomnieć. I przede wszystkim Loki... Warto powiedzieć, że mam jakąś dziwną słabość do Lokiego i mam tu na myśli wszystko, co z nim związane. Od prawdziwych mitów, po powieści i filmy. Po prostu zawsze go uwielbiam, zawsze jest to moja ulubiona postać i zawsze jej kibicuję. Tutaj nie ma żadnego wyjątku (on chyba jest po prostu niemożliwy). Loki w "Kłamcy 2" jest niejednoznaczną postacią, choć ostatecznie i tak nie ma wątpliwości, że dobrą. Jego nie da się nie lubić. Ma swój własny, unikatowy styl, swoje własne poglądy i olbrzymie poczucie humoru. Ciekawie to się komponuje z pojawieniem się nowej postaci – Jenny. Na początku nie byłam przekonana, ponieważ nie spodziewałam się, że ona może mieć jakieś większe znaczenie, tymczasem widać, że zagościła w historii na dłużej i ma zamiar jeszcze nieraz i nie dwa pokazać, że jej zdanie też się liczy. I za to właśnie zaczęłam ją szanować. 

Jakub Ćwiek po raz drugi zaskoczył mnie i to bardzo pozytywnie. "Kłamca 2. Bóg marnotrawny" zrobił na mnie olbrzymie wrażenie i muszę przyznać, że już dawno nie spędziłam tak dobrze czasu z książką w ręku. Płakałam ze śmiechu i oddawałam swoją duszę Lokiemu. Dlatego radzę Wam również poświęcić trochę czasu dla boga kłamstwa. 

Za możliwość ponownego spotkania z Lokim dziękuję bardzo Wydawnictwu Sine Qua Non   

elfik_book

poniedziałek, 12 sierpnia 2019

Nadchodzące nowości od Wydawnictwa MG ♥

Sierpień zapowiada się bardzo ciekawie, ponieważ wielkimi krokami nadchodzą nowe premiery od Wydawnictwa MG, czyli wielki powrót do znanego, ale w nowej odsłonie! :)

Gracz Fiodor Dostojewski


Ta niewielkich rozmiarów powieść Dostojewskiego, przenosi nas do fikcyjnego Ruletenberga, w którym ważą się losy arystokratycznej rodziny i osób z nią związanych. Wszyscy grają: sami ze sobą, z najbliższymi, z losem; grają pasjami, zatracając się całkowicie. Nawet stareńka „la baboulinka”, 75-letniej Antonida Wasiliewna, która – mogłoby się wydawać, bezbłędnie demaskuje zakłamanie bliskich i ukazuje ich prawdziwe motywy, sama daje się porwać emocjom gry w kasynie przegrywając pieniądze przeznaczone na remont cerkwi. 

Autor z niezwykłą precyzją opisuje wir uczuć, w jaki wpadają hazardziści. Ukazuje początkowe skrępowanie i nieśmiałość, prowadzi nas przez przesyconą omnipotencją ekscytację, która styka się momentami z szaleństwem, aż do gorzkiej rozpaczy i bezsilności. 

Dostojewski w opisach stanów wewnętrznych bohaterów bazuje w dużej mierze na własnych doświadczeniach – sam był hazardzistą – a Gracza napisał w ciągu miesiąca. Książka zresztą również była elementem zakładu – jeśli autor nie ukończyłby jej w wyznaczonym terminie, prawo autorskie do wszystkich jego przyszłych utworów przeszłyby na wydawcę, który uprzednio dał Dostojewskiego pokaźną sumę pieniędzy na spłatę karcianych długów.

Bez wyjścia Charles Dickens, Wilkie Collins


Dziełko dwóch pisarzy i przyjaciół: Charlesa Dickensa oraz Wilkie Collinsa. Opowieść o przyjaźni, miłości, lojalności, ale też o zdradzie, chciwości i podłości.

Historia rozpoczyna się 30 listopada 1835 roku. Młoda kobieta usiłuje wyciągnąć od pracownicy przytułku dla dzieci informacje o pewnym oddanym tam chłopcu. Udaje jej się to i po kilku latach korzysta ze zdobytej wiedzy. Wydaje się, że nic nie zakłóci już szczęścia połączonych na nowo matki i syna. Los jednak jest przewrotny…

Pomóc może tylko oddany przyjaciel i ukochana kobieta.

Michał Anioł Dmitrij Mereżkowski


Michał Anioł, Leonardo da Vinci i Rafael – oto artystyczna trójca włoskiego renesansu. 

Dmitrij Mereżkowski w powieści Leonardo da Vinci. Zmartwychwstanie bogów opisał życie pierwszego z tych trzech geniuszy. W książce Michał Anioł opowiada nam o drugim z nich.

Michał Anioł (wł. Michelangelo), właściwie Michelangelo di Lodovico Buonarroti Simoni, urodził się w 1475 roku w toskańskim Caprese, lecz już kilka tygodni później jego rodzina przeniosła się do Florencji, z którą związał się na lata. Jako chłopiec został oddany na wychowanie rodzinie kamieniarzy. To zdecydowało o jego późniejszym zainteresowaniu rzeźbą. Po wieloletniej pracy dla Medyceuszy trafił w końcu do Rzymu, gdzie pracował dla papieży aż do śmierci.

Mereżkowski skupia się w swej opowieści na okresie, kiedy Michał Anioł dostał zlecenie od papieża Juliusza II na wykonanie malowideł w Kaplicy Sykstyńskiej. Buonarroti długo odmawiał wykonania tej pracy, uważając się przede wszystkim za rzeźbiarza, jednak papież nie dał się odwieść od swego pomysłu, za co musimy mu być wyjątkowo wdzięczni.

Malowidła w Kaplicy Michał Anioł wykonał samodzielnie. Zabrało mu to cztery lata życia…

Rosja i narody. Ósmy kontynent. Szkic dziejów Eurazji Wojciech Zajączkowski 



Dla każdego, kto pragnie zrozumieć Rosję minioną i współczesną, Rosja i narody Wojciecha Zajączkowskiego – historyka, dyplomaty, wieloletniego ambasadora w Rosji – jest pozycją obowiązkową. Zajączkowski pokazuje historię powstawania imperium rosyjskiego jako proces zawłaszczania i integrowania sąsiednich narodów. Z punktu widzenia Moskwy jest to proces dla tych krain i narodów wręcz zbawienny.

Kiedy dziś oglądamy relacje z Ukrainy, warto spojrzeć na działania Rosji w perspektywie aktywności wielowiekowej.

Dla nas Polaków opisywany proces jest szczególnie ważny, ponieważ również nasz kraj kilkakrotnie znalazł się w sferze wpływów rosyjskich i to w bardzo różnych okresach historycznych (najpierw w wyniku rozbiorów jako część Rosji carskiej, a po drugiej wojnie światowej pod protektoratem Rosji sowieckiej).

Napisana wartkim stylem książka w wyjątkowy sposób pokazuje ciągłość i dyskontynuację polityki rosyjskiej na przestrzeni kilkuset lat, zmuszając czytelnika do przewartościowania wielu sądów na temat przeszłości tego ważnego polskiego sąsiada. 

Tętniące serca Selma Lagerlof


Niezwykła książka o miłości ojcowskiej, o sile więzi ojca z córką, o tęsknocie i próbie uczucia.

Oto, nie można przecież uważać za człowieka jak należy tego, którego serce nie bije żywym tętnem, ani z bólu, ani też z radości.

Selma Lagerlöf – pierwsza kobieta nagrodzona literacką Nagrodą Nobla – w pełnej emocji książce pokazuje nie tylko niesamowitą relację rodzinną, ale również obraz życia na szwedzkiej wsi XIX-tego wieku. Głównym bohaterem jest Jan, ojciec Klary. Dziewczynka od chwili narodzenia staje się najważniejszą osobą w jego życiu. Przychodzi jednak moment, kiedy ukochana córka musi opuścić dom rodzinny. Jan, przeżywając wyjazd dziecka, tworzy własny mit o jej postaci… O oddziaływaniu tej powieści na innych twórców świadczyć może fakt, że Tętniące serce aż trzykrotnie zostało sfilmowane.

Premiera tych niesamowitych tytułów już 14 sierpnia! 
Znaleźliście coś dla siebie? :) 

sobota, 10 sierpnia 2019

Nie ma światła w ciemności – Claire Contreras


Tytuł: Nie ma światła w ciemności

Autor: Claire Contreras

Tłumaczenie: Monika Wiśniewska

Cykl: Darkness

Tom: I

Kategoria: Romans

Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece

Liczba stron: 230

Ocena: 5.5/10







Życie lubi robić niespodzianki i często nie są one wcale radosne. Żyjemy z dnia na dzień, nie zdając sobie sprawy, jak kruche jest nasze życie i życie naszych bliskich. Dzisiaj jesteśmy szczęśliwi, jutro będziemy szczęścili, za tydzień będziemy szczęśliwi, ale to nie będzie trwać wiecznie. Równowaga musi zostać zachowana. Dlatego przychodzi dzień, gdzie szczęście się kończy, a my musimy wyjść z naszej pięknej bańki i powtórnie zawalczyć o to szczęście. Czy zawsze starcza nam na to sił? 

Blake straciła rodziców, gdy była dzieckiem. Jest to wydarzenie, które z oczywistych względów poruszyło ją i wyznaczyło ścieżkę jej dalszego życia. Jednak to wydarzenie jest o tyle nietypowe, że jej rodziców zamordowano, a samą Blake porwano razem z chłopcem o zielonych oczach. Gdy zostali ostatecznie rozdzieleni, myślała, że nigdy już nie spotka tego chłopca, lecz życie lubi być ironiczne i czasami w przypływie szaleństwa daje drugą szansę. Czy Blake jako już młoda kobieta wykorzysta ją? Czy postanowi żyć dalej, czy może szukać ulotnej przeszłości?

Książka zafascynowała mnie od początku swoim opisem. Stwierdziłam, że to może być coś ciekawego, a przy tym bardzo niekonwencjonalnego. A że ostatnio książki dla kobiet są mi miłe, więc tym bardziej zostałam przyciągnięta do jej przeczytania. Nie żałuję tego, że ją przeczytałam, jednak tak bardzo odbiegała od moich oczekiwań, że niekoniecznie było to dobre spotkanie. 

Przede wszystkim "Nie ma światła w ciemności" jest bardzo dobrze napisana, ponieważ styl autorki jest przyjemny, lekki, ale również trzyma odpowiedni poziom, co bardzo mnie cieszy. Dla mnie jest to język, który powinien być właśnie w romansach czy literaturze obyczajowej. Ma być to rozrywka, z której można wyciągnąć parę przyjemnych refleksji. I jeśli Wasza opinia zgadza się z moją, to zapewniam, że to właśnie w niej znajdziecie. Trochę żałuję, że pisarka nie pokusiła się, żeby napisać tę powieść w bardziej uroczy sposób. Bez wątpienia zrobiłaby to perfekcyjnie, ponieważ właśnie takie słodkie ujęcie pasuje do jej stylu. 

Wydaje mi się, że zamiarem autorki było napisanie romansu z wyraźnym wątkiem kryminalnym. Przyznam, że to naprawdę fantastyczny pomysł – w szczególności dla mnie. Nie przepadam ani za romansami, ani za kryminałami, ale ich połączenie zazwyczaj robi na mnie wielkie wrażenie. Nie jest wtedy zbyt ckliwie, zbyt jednostajnie, ale też nie muszę wiecznie siedzieć w zagadkach, krwi i całych tych rozważaniach. Dostaję w odpowiedniej dawce i to, i to. Szkoda tylko, że nie został wykorzystany potencjał tego połączenia. Książka to bardziej romans niż kryminał i to w bardzo nieproporcjonalny sposób. Najpierw przez długie strony ciągną się problemy miłosne bohaterki, jej rozterki, zmagania... Jest to całkiem przyjemne, lecz później przychodzi mroczna przeszłość, zagadka, którą powinno się rozwiązać. I co wtedy? Kilka stron chaotycznie, na szybko i po sprawie. Serce w końcu nie może czekać, a niebezpieczni mordercy to nie zające – nie uciekną przecież. To mnie tak strasznie drażniło! Może przymknęłabym na to oko, tylko do tego dochodziły bardzo dziwne relacje bohaterów, o których za chwilę. Wątek romantyczny sam w sobie był dopracowany, przyjemny i aż miło było to obserwować. Dzięki temu powieść mocno mnie wciągnęła i tak naprawdę przeczytałam ją wyjątkowo szybko.

Blake i Cole – to jest mój problem. Wychowali się razem w rodzinie zastępczej i z wiadomych względów są przywiązani do siebie. Wydawało mi się to początkowo takie urocze, że aż czasami się łapałam na uśmiechu. Jednak czym dalej, tym lepiej ich poznawałam i ich relacja okazywała się o wiele bardziej skomplikowane. Na przestrzeni lat wydarzyło się naprawdę dużo, więc musieli sobie poradzić z niektórymi problemami. Brzmi to sensownie, ale tylko brzmi. Nie jestem w stanie zrozumieć, co się między nimi dzieje. Teraz jestem po przeczytaniu tej książki i liczyłam, że sporo mi się rozjaśni w głowie. Tak się nie stało. Wcześniej myślałam, że na pewno taki był zamiar autorki, że po prostu ja nie lubię takich niejasnych sytuacji i to przez to tak bardzo mnie irytują. Nie, okazało się, że to kiepskie wytłumaczenie. Oni po prostu nie są w stanie razem normalnie żyć. Oddzielnie też nie...

Sama Blake jest dla mnie zwykłą hipokrytką, która ma paranoję i tyle na ten temat. Co prawda jej obsesje nieraz i nie dwa ratują jej życie, ale to jest zwykły przypadek. Jest słaba i pełna obaw. Wszyscy ją tak podziwiają, że jest tak dzielna, taka silna. Jej nie trzeba podziwiać, jej trzeba pomóc wyjść na ścieżkę normalnego życia, którego tak bardzo pragnęła, ale nie miała odwagi spróbować. Natomiast o Cole'u miałam raczej złe zdanie. Jak on traktował Blake? Dla mnie po prostu nieuczciwie. Na szczęście czas leczy rany, a sama Blake też święta nie była, dzięki czemu zaakceptowałam tego przystojnego, idealnego, sławnego, bogatego i kochanego faceta. Jedyną postacią, która wprawiała moje serce w przyjemne kołatanie, był Aubry – przyszywany brat Blake i Cole. Tak cierpliwego, oddanego i pełnego energii mężczyzny już dawno nie spotkałam w literaturze (dobrze, że w życiu spotykam). On był po prostu kochany i niestety ku mojemu oburzeniu pomijany.

Nie ma światła w ciemności to powieść dająca wiele do myślenia, ale również pełna niedociągnięć, niewyjaśnionego chaosu i braku równomierności. Mimo to jestem przekonana, że dam szansę kolejnym książkom autorki, ponieważ bardzo przyjemnie mi się ją czytało i jestem ciekawa, co tam nowego autorka wymyśli. Tymczasem bez zastanowienia polecę ją fanom romansów, a odradzę osobom lubiącym bardziej brutalne książki.

Za możliwość przeczytania powieści dziękuję bardzo Taniej Książce 


elfik_book

środa, 7 sierpnia 2019

Green Witch – Arin Murphy-Hiscock


Tytuł: Green Witch

Autor: Arin Murphy-Hiscock

Tłumaczenie: Karolina Bochenek

Kategoria: Poradnik

Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece

Liczba stron: 264

Ocena: 3/10











Od dawna słychać pogłoski o kobietach, które w przeszłości zajmowały się magią. Nazywano je czarownicami i często palono na stosach lub topiono w rzekach. Wszyscy znamy te okrutne historie i wiemy, że te kobiety wcale nie posiadały mocy z piekła ani żadnych paranormalnych zdolności, tylko po prostu były bardzo inteligentne i najczęściej znały się na ziołach oraz naturze. Te umiejętności prowadziły je prosto do ognia. A one chciały tylko pomagać. Na szczęście te czasy już dawno minęły, a osoby, które znają się na roślinach, są szanowane. Choć coraz częściej zapominamy o naszej naturze i wybieramy chemiczne odpowiedniki substancji i wielu innych rzeczy. Czy nie warto byłoby zachować wiedzę naszych przodków? 

Green Witch to mój kolejny poradnik. Jeśli śledzicie mnie na bieżąco, to na pewno znacie moją drogę w stronę poradników. Ostatnio naprawdę się przekonałam i zaczęłam doceniać te książki. Zobaczyłam, że jeden zły poradnik nie znaczy od razu, że wszystkie inne są złe. To jak z powieściami – czasami trafi Ci się coś katastrofalnego, a czasami genialnego. Tym razem jednak ponownie natknęłam się na totalną katastrofę i znowu poczułam całkowite zniechęcenie. Co spowodowało regres w mojej postawie?  

Jednak żeby od razu nie zacząć narzekać, wspomnę o języku, którym posługiwała się pisarka. Tutaj trzeba oddać cały hołd, ponieważ stworzyła coś pomiędzy bardzo przyjemnym stylem, ale mającym w sobie elementy naukowe. Jest to dla mnie po prostu coś perfekcyjnego i najchętniej wszystkie te niedające czytać się podręczniki oraz zbyt lekkie poradniki zamieniłabym właśnie na taką kombinację. "Green Witch" czyta się wyjątkowo dobrze i szybko, ale ma się też poczucie, że nie jest to zwykła pogadanka laika, tylko słowa kogoś mądrego, wykształconego i znającego się na rzeczy. Jak komuś takiemu nie zaufać? 

Szkoda tylko, że w ostatecznym rozrachunku ten wspaniały styl autorki i tak mnie nie przekonał do wiedzy, którą chciała mi przekazać. Czemu tak się stało? Warto wspomnieć o moich oczekiwaniach. Gdy po raz pierwszy dowiedziałam się o istnieniu tego poradnika, byłam bardzo podekscytowana, gdyż wierzę w zbawienne działanie roślin, wody i ogólnie całej natury. Dlatego byłam przekonana, że pogłębię swoją wiedzę na ten temat i będę mogła jakoś to wykorzystać w życiu. Już dawno doszłam do wniosku, że część moich kosmetyków, leków można zastąpić różnego typu roślinami, posiłkami czy po prostu odpowiednimi zwyczajami, które są bardziej naturalne niż ten cały świat chemii i technologii. Tytuł książki dodatkowo mnie przekonał, bo byłam święcie przekonana, że to piękna metafora. I tu się myliłam. To nie jest metafora. Mam wrażenie, że autorka wierzy w to, że jest czarownicą i że dużo osób na świecie również może otworzyć swoje wewnętrzne oko, oczyścić swoją aurę, wykorzystać czakrę i tak dalej. Nie widzę w tym nic złego, tylko że w to akurat w ogóle nie wierzę. Wierzę w przenośne znaczenie mocy słowa, roślin, miłości, magii chwili, ale nie w prawdziwe zjawiska niepoparte nauką. Myślę, że w tej chwili rozumiecie, jak bardzo moje oczekiwania zderzyły się z przekonaniami pisarki. 

Nie chcę być niesprawiedliwa dla tego poradnika, ponieważ przekazuje również wiele sensownych informacji, tylko w tym miejscu ja mam znowu problem. Większość z nich już znałam, choć pewnie w większości przypadków wynika to z mojego wcześniejszego zainteresowania tematem. Mało co mnie zaskoczyło, przez co w pewnym momencie czytanie tego stało się po prostu nudne. Oczywiście wyniosłam z tego jakieś ciekawostki, ale tutaj znowu wchodzi sprawa oczekiwań – chciałam dowiedzieć się więcej z tego. Jednak dla osób, które dotychczas nie pogłębiały swojej wiedzy w tym temacie, może być to skarbnica wiedzy o ziołach, kwiatach, kamieniach i wielu innych rzeczy. Tylko ponownie mam jakieś ale. Cała ta książka to jakaś szalona waga. Co z tego, że dostajemy informacje, ciekawe przepisy, gdy tak naprawdę nie ma pewności, czy one są na pewno odpowiednie? W niektórych fragmentach moja wiedza nie pokrywała się z tym, co było napisane w poradniku, stąd wynikają moje wątpliwości. A nie oszukujmy się – mowa tu o ziołach, których nie powinno się tak po prostu pić i łączyć z innymi ziołami, produktami spożywczymi czy lekami. W swoim życiu już nieraz i nie dwa poczułam tego konsekwencje. I trzeba też wspomnieć, że niektóre przepisy mają tak dużo trudno dostępnych składników, że na wstępie odechciewa się w ogóle za to brać. 

Ten poradnik jest dla mnie zbiorem bezużytecznych uwag, rad i informacji, więc czuję się bardzo zawiedziona. Myślałam, że zaspokoi moją ciekawość i pokaże mi nowe możliwości. Nic takiego mi nie dał, dlatego twierdzę, że powinno się go już z daleka unikać. No chyba że lubicie albo wierzycie w działanie mocy. Wtedy sprawa jest całkowicie odmienna. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję bardzo Taniej Książce


elfik_book

poniedziałek, 5 sierpnia 2019

Podsumowanie miesiąca – lipiec

Witajcie!

Wiem, że znowu zabrakło mi trochę systematyczności, ale pewnie będzie już tak w każdym miesiącu i wszyscy musimy się z tym pogodzić, a w szczególności ja :) Tym razem wytłumaczę się po prostu wakacjami. W poprzednim tygodniu razem ze swoim chłopakiem odwiedziłam przepiękny Gdańsk i równie bajeczną Stegnę. Był to cudowny czas ♥

Ale nie przedłużając i tak pewnie długiego posta, przechodzę do sedna :) 

W lipcu przeczytałam pięć książek, co zazwyczaj mnie satysfakcjonuje, ale tym razem nie mam zajęć na uczelni, obowiązków, tylko czysty relaks, więc jestem troszkę zawiedziona.

1. Banda Czarnej Frotte. Skarpetki powracają! (recenzja; ocena: 8/10)


2. Władczyni mroku (recenzja; ocena: 7.5/10)


3. Pocałuj mnie wiosną (recenzja; ocena: 2/10)


4. Głodne Słońce. Dymiące Zwierciadło (recenzja; ocena: 8.5/10)


5. Ring Girl (recenzja; ocena: 6/10)


Jak sami widzicie pod względem samej treści, ten miesiąc był naprawdę dobry. Tylko jedna książka w ogóle nie przypadła mi do gustu i jest to Pocałuj mnie wiosną. Natomiast najbardziej spodobało mi się Głodne Słońce. Dymiące Zwierciadło.

Co do moich filmowych przeżyć to one były już naprawdę o wiele bardziej rozbudowane, ponieważ obejrzałam dziesięć filmów i dwa sezony serialu. 

1. Człowiek z bieguna (recenzja; ocena: 8/10)


2. Pokolenie P (recenzja; ocena: 6/10)


3. Wynajmij sobie chłopaka (recenzja; ocena: 5/10)


4. Łatwa dziewczyna (ocena: 4/10) 


 5. Było sobie kłamstwo (ocena: 9/10) 


6. Asteriks i Obeliks. Osiedla Bogów (ocena: 8/10)


7. Spider-Man: Daleko od domu (ocena: 8/10)


8. Facet na miarę (ocena: 5/10) 


9. Wakacje Mikołajka (ocena: 6/10) 


10. Król Lew (ocena: 7/10) 


11. Stranger Things (sezon 1; ocena: 6/10)


12. Stranger Things (sezon 2; ocena: 5/10)



Co do filmów w tym miesiącu mam bardzo mieszane odczucia. Na pewno najgorsza dla mnie była Łatwa dziewczyna. A do moich ulubionych filmów trafiło Było sobie kłamstwo

A jak Wasz lipiec? Pochwalcie się swoimi wynikami? :) 

Serdecznie pozdrawiam ♥ 
Elfik