sobota, 16 listopada 2019

Królestwo – Jess Rothenberg


Tytuł: Królestwo

Autor: Jess Rothenberg

Tłumaczenie: Zbigniew Kościuk

Seria: Young

Kategoria: Literatura młodzieżowa

Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece

Liczba stron: 352

Ocena: 7/10









Czasami jestem po prostu zszokowana postępem technologii, a należę do tego pokolenia, które na własne oczy mogło zobaczyć, jak szybko rozwija się nasza elektronika, i zarazem należę do tych osób, które są wychowane na nowych technologiach. W mojej pamięci są wspomnienia pierwszych telefonów komórkowych dostępnych dla zwykłych ludzi, komputerów o kolosalnej wielkości i malutkich ekranów telewizorów, gdzie znajduje się kilka kanałów. Jednak minęło tylko kilka lat, a w swoim ręku miałam już nowoczesny, dotykowy telefon, grałam na laptopie i oglądałam filmy w bardzo dobrej jakości na wielkim telewizorze. Z perspektywy czasu jest to olbrzymi przeskok od raczkującej technologii po urządzenia, które zastępują nam wiele aspektów codziennego życia. Wyobrażacie sobie, co będzie za dziesięć lat? Dwadzieścia? Pięćdziesiąt? Sto?!

Ana jest hybrydą – połączeniem programu komputerowego z biologiczną istotą. Została stworzona po to, by dostarczać ludziom rozrywki w największym i najnowocześniejszym parku rozrywki na całym świecie. Jest zaprogramowana do bycia uprzejmą, atrakcyjną i radosną istotą spełniającą ludzkie marzenia. Nad nią i jej siostrami czuwają Matka i Tata, którzy robią wszystko, by ich niesamowite istoty były bezpieczne i nie musiały się w żaden sposób obawiać prawdziwego świata. Domem Any jest Kingdom i nie wolno jej opuszczać tej przystani. Tam powinna być szczęśliwa, pomocna i stamtąd sięgać po przyjemności. Jednak czy taka jest prawda? Jakie mroczne tajemnice skrywa najpiękniejsze miejsce na świecie? Czy maszyna może odczuwać prawdziwe emocje? Prawdziwe uczucia? Co doprowadziło do wyjątkowo brutalnego morderstwa? 

Po "Królestwie" oczekiwałam przyjemnej książki dla młodzieży, która pozwoli mi się oderwać od poważnych książek z klasyki, literatury naukowej i nauki do egzaminów. Spodziewałam się dość naiwnej lektury, ale za to pełnej emocji i miłości. Moje oczekiwania zostały spełnione, ale dostałam też wiele nadprogramowych i bardzo pozytywnych aspektów. Zostałam pozytywnie zaskoczona przez powieść, która umiała w sobie połączyć lekkość pióra oraz poważne tematy skłaniające do refleksji. Już dawno nie spotkałam takiej książki z gatunku literatury młodzieżowej.

Przede wszystkim pomysł! Cała historia jest niekonwencjonalna i bardzo zaskakująca. Nie przypominam sobie, żebym dotychczas spotkała się z czymś takim, a jednak czytałam sporo podobnych książek. "Królestwo" bierze pod lupę znane i popularne motywy, jednak łączy je w niesztampowy sposób i tworzy uniwersum opierające się na magii technologii oraz prawdziwych i poruszających uczuć. Zwykle nie przepadam za takim toposem, ale tutaj zostałam całkowicie do niego przekonana. 

Co do stylu autorki nie mam za dużo uwag. Idealnie pasuje do typowego młodzieżowego języka, który ma być prosty i przyjemny. Nic ponad to – nic charakterystycznego. Choć przypadł mi do gustu układ rozdziałów. Intrygujące połączenie przeszłości z teraźniejszością, które sprawia, że powieść chce się czytać dalej, by zrozumieć te wszystkie wydarzenia. 

Książkę przeczytałam w dwa dni, co przy dość dużej liczbie obowiązków jest fantastycznym wynikiem i dużo mówi na temat samej fabuły. Przepadłam całkowicie w tym świecie. Był on na tyle baśniowy, że poczułam ten niesamowity klimat parku rozrywki, który sprawiał, że ludzie byli choć przez chwilę po prostu szczęśliwi. Niezwykłe wykorzystanie wirtualnej rzeczywistości i adekwatne odebranie pragnień ludzkich spowodowały, że sama chciałam być jednym z klientów i poczuć się tak samo cudownie jak oni. Lecz był to też świat tajemnic, czego jako czytelnicy dowiadujemy się od pierwszych stron, ale w ogóle to się nie zgadzam z przeszłością, którą poznajemy. Krok po kroczku zaczynamy rozumieć, czym było Kingdom i dlaczego hybrydy zostały doprowadzone do niewyobrażalnych stanów psychicznych i fizycznych. Wielokrotnie zadawałam sobie pytanie, dlaczego sama dałam się oczarować tej krainie, a zapominałam o jej mrocznych sekretach. Każde takie przypomnienie dawało mi motywację, by brnąć dalej i poznać prawdę, jeśli nawet miała być okrutna. 

Bohaterów przewijało się wielu, jednak byli oni tylko tłem i uważam to za dość duży minus, gdyż mieli olbrzymi potencjał i naprawdę wyszedłby ciekawy efekt, gdyby tylko ich dopracować. W końcu w dużej mierze były to albo hybrydy, albo ludzie o dość specyficznych zainteresowaniach. Główną bohaterkę Anę polubiłam od pierwszych stron za nietypowy tok myślenia. Oczywiście można było się tego spodziewać po robocie, ale mimo to daję ukłon w stronę pisarki, która ukazała coś wprost niesamowitego. A mówię tu o opisach emocji i czuć bez nazywania ich. Tak właśnie myślała Ana – opisywała pewne stany i uważała je za reakcję programu, często przy tym obawiając się awarii. Tymczasem te stany były tak bardzo ludzkie i tak naturalne wśród ludzi, że poczułam się urzeczona jej niewiedzą i przekonaniem o byciu maszyną przy tak wielkim pragnieniu ludzkich rzeczy. Do gustu przypadł mi również Owen. Nie jestem w stanie racjonalnie opowiedzieć Wam, za co go polubiłam, jednak odkąd tylko się pojawił, poczułam, że można mu ufać i że odegra ważną rolę w tej historii. Po prostu poczułam jakąś sympatię. 

Królestwo okazało się emocjonującą książką, która momentami dogłębnie mnie poruszyła. Dzięki wartkiej akcji czytało się ją niezwykle szybko, ale przy tym łatwo zapomnieć o rzeczywistym świecie. Po lekturze można zadawać sobie multum pytań o słuszność technologii oraz o nasze własne człowieczeństwo. Czy jesteśmy w stanie wziąć odpowiedzialność za to, co tworzymy? Nie pytam tutaj, czy jesteśmy w stanie to kontrolować. Pytam, czy emocjonalnie jesteśmy w stanie dać sobie z tym radę i dać z siebie wszystko, by stworzyć piękny świat dla nas i naszych wytworów? Myślę, że sami znacie odpowiedź. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję bardzo Taniej Książce

  

piątek, 15 listopada 2019

Siła empatii. 7 zasad zmieniających życie, pracę i relacje – Helen Riess, Liz Neporent


Tytuł: Siła empatii. 7 zasad zmieniających życie, pracę i relacje

Autor: Helen Riess, Liz Neporent

Tłumaczenie: Marta Komorowska

Kategoria: Literatura naukowa

Wydawnictwo: Samo Sedno

Liczba stron: 240

Ocena: 9/10









Mam do Was jedno pytanie – co wiecie o empatii? Jestem przekonana, że większość z Was jest w stanie podać definicję, która dość słusznie opisze ten konstrukt. Lecz jak się okazało, większość ludzi posiada tylko bardzo ogólną wiedzę na ten temat, a uważam ją za wyjątkowo istotną. Żeby jednak nie być niesprawiedliwym, to przyznam, że ja sama wiedziałam dość mało o empatii, a dotychczas uważałam się za osobę, która wie w tym aspekcie więcej niż przeciętny człowiek. Teraz już zdaję sobie sprawę, że zgłębienie mechanizmów empatii wymaga o wiele większego zaangażowania i wysiłku. Pomogła mi w tym książka "Siła empatii. 7 zasad zmieniających życie, pracę i relacje". 

Tematyką związaną z empatią zainteresowałam się ponad rok temu, gdy całkowicie przypadkowo razem z przyjaciółką wybrałyśmy ten temat do opracowania w ramach zajęć na uczelni. Wtedy było to tylko luźno rzucone pojęcie, które wydawało się stosunkowo ciekawe i łatwe do omówienia. Pracowałyśmy nad nim rok i właśnie wtedy przeczytałam wiele artykułów na ten temat i kilka książek naukowych. Często się śmieję, że teraz jestem prześladowana przez empatię, ponieważ i mój temat pracy rocznej na studiach jest ściśle z nią związany, i inne zajęcia wymagają ode mnie głębokiej analizy tej tematyki. Jednak jak sami widzicie, jest to wzajemne prześladowania – obecnie już całkowicie świadomie dążę do zgłębiania wiedzy w tym polu psychologii. 

Empatia jest bardzo istotna w naszym życiu, ponieważ dzięki niej jesteśmy w stanie funkcjonować z innymi ludźmi oraz w razie problemów możemy na nich liczyć. Gdyby nie ona, to podejrzewam, że jako rozwinięty intelektualnie gatunek nie bylibyśmy w stanie przetrwać. Jest naprawdę na każdym naszym kroku. Od momentu kiedy na paluszkach wstajemy, by nie obudzić naszej drugiej połówki, rodziców czy innych domowników, towarzyszy nam przez cały dzień. Nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak często doświadczamy jej od innych ludzi i jak często to my współodczuwamy z innymi osobami. To zjawisko jest tak bardzo fascynujące, że warto poświęcić mu czas – i w kontekście naukowym, i w kontekście społecznym. Czym bylibyśmy bez empatii? 

Jednak wracają bezpośrednio do samej książki, chciałabym wychwalić pod niebiosa główną autorkę tej lektury. Czytało się ją niesamowicie, a patrząc, że jest to dzieło z literatury naukowej, jestem pod olbrzymim wrażeniem. Moje dotychczasowe doświadczenia opierają się na ciekawych i przydatnych informacjach zapisanych w przystępny (lub nie) sposób. W przypadku "Siły empatii" to nie tylko przystępny sposób, ale bardzo przyjemny i prosty styl, który pozwala wszystko bez większych problemow zrozumieć i w dodatku wciąga. Przy tym nie miałam też uczucia, że w jakiś sposób odejmuje to książce rzetelność. Wszystko opierało się na konkretnych teoriach psychologicznych i miało podparcie w badaniach. Miałam wrażenie, że usiadłam i czytam wyjątkowo pasjonującą powieść. 

Tak jak wspomniałam na początku mojej opinii, czytałam już sporo naukowej literatury na ten temat i czuję się w nim dość pewnie. Znam i ujęcie biologiczne empatii, i społeczne. Tymczasem okazało się, że wiele informacji było mi jeszcze nieznanych i znacznie pogłębiłam swoją wiedzę. To nie były tylko suche fakty, ale również informacje, które jako niekoniecznie specjaliści możemy wykorzystać w swoim codziennym życiu. Autorka omówiła temat bardzo rozlegle. Wzięła pod uwagę indywidualne aspekty empatii, ale również ujęła to bardziej globalnie. Poza tym nie ograniczyła się wyłącznie do empatii, ale wzięła pod lupę i nowoczesną technologię, i psychoterapię. Podoba mi się to ujęcie, ponieważ bardzo dobitnie uświadamia siłę empatii oraz jej możliwości. 

"Siła empatii. 7 zasad zmieniających życie, pracę i relacje" to bardzo wartościowa książka, która dzięki swojej prostocie oraz bardzo szerokiej gamie omówień, trafi do specjalistów, ale i czytelników, którzy nie są zawodowo związani z tą tematyką. Uważam również, że może zaciekawić osoby, które dotychczas w ogóle nie interesowały się psychologią. Dlatego jeśli chcecie pogłębić swoją wiedzę o świecie i człowieku, bardzo polecam Wam tę pozycję. 

Za możliwość przeczytania tej książki dziękuję bardzo Taniej Książce oraz zapraszam do zapoznania się z ich katalogiem nowości


niedziela, 10 listopada 2019

Tętniące serce – Selma Lagerlöf


Tytuł: Tętniące serce

Autor: Selma Lagerlöf

Tłumaczenie: Franciszek Mirandola

Kategoria: Literatura klasyczna

Wydawnictwo: Wydawnictwo MG

Liczba stron: 208

Ocena: 8/10










Zawsze twierdziłam, że jednym z najpiękniejszych zjawisk, jakie istnieją na naszym świecie, jest miłość rodziców do dziecka. To niesamowite uczucie, które sprawia, że świat jest bezpiecznym miejscem dla dziecka, że nie musi już niczego się bać. Nawet jeśli czasami rodzice popełniają błędy i nie do końca radzą sobie z rodzicielstwem, to w większości przypadków pragną wszystkiego co najlepsze dla swoich małych pociech. Mijają lata, dzieci rosną, a rodzice starzeją się. I wiecie co? W tej cudownej więzi nic się nie zmienia. Nie ma znaczenia, że rodzic jest już starszym człowiekiem o lasce, że dziecko założyło już własną rodzinę. Miłość nadal trwa i nadal jest gotowa, by przenieść góry dla drugiej osoby. Jako ludzie potrafimy robić straszne rzeczy, ale potrafimy też oddawać swoje serce we władaniu najpotężniejszego uczucia, czyli miłości. 

Jan jest człowiekiem o spokojnym usposobieniu. Nie odczuwa zazwyczaj mocnych emocji – ani się nie złości zbyt często, ani tym bardziej się nie cieszy. Gdy jego żona jest w czasie porodu, nie rozumie, czemu wszyscy oczekują od niego, że będzie tryskał radością. W końcu to tylko kolejne dziecko w wiosce i kolejny kłopot, z którym będzie musiał sobie poradzić. Z takimi myślami udaje się, by po raz pierwszy zobaczyć swoje dzieciątko. W tym momencie wszystko się zmienia, ponieważ jego córka jest nieziemskim stworzeniem. Jan już wie, że dotychczas jego życie było tylko pozorem, nic nieznaczącym epizodem, a dopiero w tej chwili zaczęło się naprawdę. Od razu pokochał małą Klarę i poczuł głęboką więź do tej małej dziewczynki. Stali się jedną duszą, która razem pokona wszystko. Tylko dzieci dorastają i pragną iść własną ścieżką. Jak poradzi sobie Jan, kiedy przyjdzie czas, by jego Klara opuściła rodzinny dom i rozpoczęła własne życie?

Dotychczas o autorce tylko słyszałam i przyznam ze wstydem, że niezbyt wiele. Po prostu wiedziałam, że ktoś taki istniał i pisał książki. Teraz już doskonale zdaję sobie sprawę, że była to pierwsza kobieta, która otrzymała nagrodę Nobla w dziedzinie literatury. Ta informacja zrobiła na mnie olbrzymie wrażenie i nastawiła wyjątkowo pozytywnie do tej książki. Już wcześniej planowałam ją przeczytać z radością, ale ta radość wprost eksplodowała, gdy uzyskałam tę informację. Jednak początki były trudne, ale w tej chwili doskonale wiem, czym pisarka mogła zachwycać w swoim czasie i czym zachwyca nadal. 

Będąc całkowicie szczera – styl jest dobitnie poprawny i zwykły. Pierwsze strony nie powaliły mnie swoją barwnością językową, czy niekonwencjonalną składnią. A już wiecie, że tego przy takich powieściach oczekuję i z tym chcę się zmierzyć. Dlatego już na wstępie poczułam się trochę rozczarowana. Do tego dochodziły archaizmy, które jednak utrudniają czytanie i nie są moją mocną stroną. Oj początek naprawdę nie był dla mnie i tej powieści dobry. 

Fabuła też w pierwszej chwili bardzo mnie rozczarowała. Jest monotonna i powolna. Przez pierwsze strony poza faktem urodzenia się Klary nie ma żadnej akcji. Pisarka ukazuje ich codzienne życie, które okazało się dla mnie nudna i zwyczajne. Brak jakiś większych, napędzających akcję wydarzeń był dla mnie subiektywnym koszmarem. Lecz strona za stroną mijała, rozdział za rozdziałem również, i wtedy zdałam sobie sprawę, że piękno "Tętniącego serca" właśnie na tym polega. Nie chodzi o szokające zdarzenia, czy mocne emocje. Chodzi o zrozumienie bohaterów, ich motywacji oraz zespolenie dusz. Potrzebowałam wiele czasu, by dostrzec niezwykłość tej opowieści i dać się ponieść emocjom, które okazały się bardzo głębokie i bardzo poruszające. Musiałam tylko odłożyć swoje własne uprzedzenia i uczucia, a wtedy wyraziście ujrzałam Jana i Klarę jako osoby pełne życia i miłości. Osoby, które jak każdy człowiek na tym świecie popełniają błędy i dają się ponieść razem z prądem rzeki zwanej życiem. 

W "Tętniącym sercu" jest wiele bohaterów, którzy mają własne życie i własne historie. Jednak wszystko skupia się na osobie Jana. Ta postać jest dla mnie niejednoznaczna, ponieważ wydaje się bezuczuciowy i często nie rozumie postępowania innych ludzi, lecz w duszy posiada olbrzymie pokłady dobra i miłości. Nie tego się po nim spodziewałam, więc nawet nie wiecie, jak pozytywnie się zaskoczyłam, gdy dojrzałam tę utajoną część jego osobowości. Cała ta książka ukazuje, jak pod wpływem pewnych wydarzeń i rodzicielskiej miłości można się zmienić i doprowadzić swój stan do całkiem odmiennego niż można by się spodziewać. To niesamowita i bardzo mocna analiza psychologiczna głównego bohatera, która trwa latami, a jest determinowana przez jedną osobę – córkę. 

Nigdy nie dostrzegałam, że jedna osoba może diametralnie zmienić ludzkie życie, a następnie dyktować każde jego działanie, pragnienie, uczucie i nawet myśli. Przez pewien czas uważałam to za nierealne, lecz z czasem zdałam sobie sprawę, że to wcale nie jest abstrakcja tylko nasza rzeczywistość. Często nie jesteśmy świadomi, że potrafimy wyzbyć się egocentryzmu i oddać swoją duszę w posiadanie osobie, którą kochamy ponad wszystko. Odtąd nigdy nie możemy być już w pełni sobą, choć lepszą wersją i bardziej prawdziwą jest stwierdzenie, że to właśnie od tej chwili stajemy się naprawdę sobą. Ta książka mi to uświadomiła, podkreślając wagę miłości, przywiązania i lojalności, które mogą czynić cuda, ale również niszczyć całe światy. 

"Tętniące serce" okazało się dla mnie wyjątkowo mocną psychicznie książką. Gdy skończyłam ją czytać, nie wiedziałam, co ze sobą zrobić. Patrząc, że była to noc, odpowiedź była oczywista, ale nie mogłam się położyć tak po prostu spać. Musiałam myśleć, ale nie mogłam nic wywnioskować. Pojawiało się w mojej głowie multum refleksji, ale żadna nic mi nie dawała, ponieważ zostałam postawiona przed faktami. W tej historii nie da się nic zmienić. Ona poszła jedynym możliwym torem przyczynowo-skutkowym. Było mi tak bardzo smutno, ale zarazem czułam pewnego rodzaju nadzieję. Ta niespójność emocji dręczyła mnie również podczas snu. Dlatego powiem, że ta powieść miała w sobie wszystko co konieczne, by poruszyć ludzkie serce. Jeśli tylko jesteście w stanie poświęcić się, żeby przebrnąć monotonnie, to zapewniam Was, że przed Wami ukaże się niesamowita historia, która będzie Was prześladować, ale ukaże też ścieżkę, która może nawet zaowocować szczęściem w przyszłości. 

Dziękuję bardzo Wydawnictwu MG, że za pomocą tej niezwykłej książki poruszyło moje serce



poniedziałek, 4 listopada 2019

Wilczerka – Katherine Rundell


Tytuł: Wilczerka

Autor: Katherine Rundell

Tłumaczenie: Paulina Braiter-Ziemkiewicz

Seria: Latawiec

Kategoria: Literatura młodzieżowa

Wydawnictwo: Poradnia K

Liczba stron: 336

Ocena: 8/10








Przypomnijmy sobie teraz czasy, gdy byliśmy dziećmi i świat był dla nas miejscem pełnym fascynujących rzeczy, tajemnic i wyzwań. Dla mnie był to przepiękny okres w życiu – wolny od zmartwień, dający niesamowitą wiedzę i czystą radość. Mogłam eksplorować, podziwiać, szaleć i bawić się. Jednak czy to na pewno świat był właśnie taki, czy to może ja sama miałam takie nastawienie? Myślę, że dobrze znamy odpowiedź i nieraz żałowaliśmy, że nie udało nam się zachować cząstki dziecięcej naiwności i marzeń. A przynajmniej mi się nie udało. Jako dzieci bylibyśmy niepokonani i moglibyśmy zmieniać świat na lepsze. 

Fieo od najmłodszych lat mieszka razem ze swoją mamą oraz małym stadem wilków. Uczy wilki, które zostały porzucone przez swoich panów z arystokracji, jak na nowo stać się dziką bestią i poradzić w rosyjskich lasach. Jest to pracochłonne i wyjątkowo trudne zadanie, ale owoce, jakie przynosi ze sobą, są niesamowite i bardzo satysfakcjonujące dziewczynkę. Dla niej to całe życie i to najlepsze, jakie można tylko wieść. Lecz wszystko się zmienia, gdy do ich wspólnego domu wkraczają żołnierze cara i żądają zabicia wilków. Od tej chwili cudowne czasy kończą swój byt, a rozpoczyna się walka o przetrwania, miłość i przyjaźń. Czy Fieo jest w stanie pokonać system? Czy odważy się zaryzykować swoje własne życie, by ratować matkę i ukochane zwierzęta od śmierci? 

Z twórczością pani Katherine Rundell spotkałam się dotychczas raz, ale było to spotkanie, którego nie można po prostu zapomnieć. Autorka urzekła mnie "Dachołazami" i za pomocą słów sprawiła, że zaczęłam inaczej patrzeć na swoje życie. Zaczęłam inaczej czuć i myśleć. Było to dla mnie niezwykłe przeżycie. Dlatego z taką radością, ale również i pewnymi obawami podeszłam do przeczytania "Wilczerki". Nie wiedziałam, czego tym razem się spodziewać – czy przyjemnej historii, czy ponownie opowieści, która powali mnie na kolana. Co ostatecznie dostałam? 

Przede wszystkim bardzo do gustu przypadł mi pomysł na przedstawienie tej historii w konwencji baśni. Baśnie dają olbrzymie miejsce do popisu i pozwalają na stworzenie magicznego klimatu. Tutaj właśnie tak było – opowieść bardzo poważna, momentami straszna i pokazująca naturalistyczny świat została ukazana oczami dziecka, które nie oddaje swojego szczęścia tak po prostu, jest gotowe o nie walczyć i nie zawaha się przed niczym. Przy tym sama koncepcja wilczerki i jej wilków wprowadza nas w zakazany dorosłym świat marzeń i idei. 

Całość ubarwia prostota językowa, na którą często Wam narzekam. Ale tutaj mogę tylko wychwalać ją pod niebiosa, gdyż to właśnie te proste słowa okazały się kluczem do stworzenia wzruszającej i pełnowymiarowej opowieści. Tutaj nie ma skomplikowanych zdań czy trudnych słów, ponieważ one są całkowicie niepotrzebne. Uważam, że o wiele trudniej jest stworzyć coś pięknego i poruszającego z języka wręcz potocznego niż z nietypowych i barwnych struktur. Dlatego schylam głowę ku pisarce. 

Jednak żeby nie było zbyt kolorowo, to wspomnę o pewnej wadzie. Co prawda jest ona wyjątkowo subiektywna i pewnie część z Was pomyśli, że naciągana, ale mnie utrudniła odbiór całej historii. Niestety momentami bardzo się nudziłam i wręcz męczyłam z tekstem. "Wilczerka" to króciutka powieść, a tymczasem potrzebowałam naprawdę sporo czasu, by ją przeczytać. Mimo to w żaden sposób nie umniejsza to twórczości Katherine Rundell, gdyż w ostatecznym rozrachunku i tak bardzo ruszyła moje serce i dała wiele do myślenia. Zszokowała mnie kontrastem między brudnym i brutalnym światem, a wyobrażeniami dziewczynki, która widziała właśnie na tym świecie przyjaźń i miłość i to jej się trzymała. 

Pisarka wykreowała bohaterów jednoznacznie dobrych i złych, co jest jak najbardziej pożądane w świecie, gdzie nie ma żadnych ograniczeń ani realnych zasad. I tutaj pora przejść do najpiękniejszego i najbardziej wzruszającego aspektu powieści, czyli relacji Fieo i wilków. Nie ma co się czaić i ukrywać – oni nawzajem się kochali i to prawdziwą, szczerą i czystą miłością. Nie miało żadnego znaczenia, że wilki to stereotypowo krwiożercze drapieżniki, które zabijają dla zabawy. Nie miało znaczenia, że Fieo to mała dziewczynka z naiwnym spojrzeniem na rzeczywistość. Nawzajem dali sobie tego, czego im brakowało, tworząc relację opartą na miłości, lojalności i poświęceniu. 

Fieo pokochałam całym sercem. Udowodniła mi, że w życiu nie liczą się słowa tylko czyny. Czasami mimo przeciwności trzeba wstać i walczyć o istoty, które kochamy, bo o to właśnie chodzi w naszym istnieniu. Często powtarzane określenie, że Fieo jest burzą, jest jak najbardziej słuszne. Jeśli bardzo się chce, to każda przeszkoda jest do pokonania. Wystarczy uzbroić się w cierpliwość, wytrwałość i wiarę. Pokochałam również Ilię – tak pełnego optymizmu, oddania, dobrej energii i marzeń, że przechodziły aż na mnie samą. 

"Wilczerka" bardzo poruszyła mnie emocjonalnie. Spojrzałam na szary i płaski świat w wielu barwach i przestrzeniach. Ponownie przypomniałam sobie, co to jest miłość oraz przyjaźń i jak ważne są w naszym życiu. Dlatego polecam ją wszystkim ludziom, którzy pragną wielu emocji i uczuć. 

Za możliwość poznania świata Fieo i wilków dziękuję bardzo Poradni K



Podsumowanie października :)

Witajcie!

Przychodzę do Was z trochę opóźnionym podsumowaniem października, ale powiem Wam, że to naprawdę był dla mnie zwariowany miesiąc. Przede wszystkim sam powrót do Torunia na studia wymagał ode mnie wiele siły, motywacji i zaangażowania. Ale oczywiście niósł ze sobą wiele pozytywnych emocji – przede wszystkim olbrzymie podekscytowania i radość z powrotu do mojego studenckiego miasta i studenckiego życia. Stąd właśnie moja mniejsza aktywność na lustrzanej nadziei, ale też i na Waszych blogach. Za bardzo Was przepraszam, ponieważ doskonale wiecie, że uwielbiam czytać Wasze opinie. Teraz wchodzę już w swoją rutynę, więc pod tym względem powinno być o wiele lepiej :)

W październiku przeczytałam 5 książek. Oto one:

1. Standardy edytorskie dla naukowego tekstu empirycznego z zakresu psychologii (ocena: 8/10) – warto dobrze rozpocząć nowy rok akademicki. W szczególności, gdy ten rok będzie zdeterminowany przez moją pracę roczną. Ten zbiór informacji okazał się bardzo przydatny, bardzo nudny, ale ogólnie jak na taką tematykę, to wspaniale ukazany. 

2. Listy do A. (ocena: 10/10; recenzja) – ta krótka książeczka urzekła mnie swoją treścią. Tu nie ma co gadać, była po prostu niesamowicie wzruszająca, pełna pasji i robiąca wrażenie pod względem mądrości. Dosłownie każdy powinien ją przeczytać.


3. Małe Kobietki (ocena: 9.5/10; recenzja) – już dawno nie czytałam tak klimatycznej książki, która w piękny i barwny sposób ukazuje szczęście rodzinne oraz dobro codziennego dnia. 


4. Rosja i narody. Ósmy kontynent. Szkic dziejów Euroazji (ocena: 7/10; recenzja) – wartościowa książka, która niesie ze sobą wiele wiedzy i ciekawostek dotyczących Rosji. Jednak warto podkreślić, że raczej tylko dla pasjonatów. 


5. Metamorfoza, czyli terapia jednego spotkania (ocena: 5/10; recenzja) – coś całkowicie nowego dla mnie, co niestety w dużej mierze nie zyskało mojej aprobaty. Sama książka okazała się pełna błędów, nie oczywistości i wiejącej z daleka nudy. 


Jak sami widzicie, przeczytałam bardzo ciekawe książki, które na długo zapadną mi w pamięć :) 

Przechodząc teraz do filmów, to przyznam się, że jak na mnie, to mam bardzo słaby wynik, ponieważ obejrzałam tylko cztery filmy i jeden sezon serialu. 

1. Joker (ocena: 9/10) – pewnie większość z Was słyszała o tym filmie i to zapewne w superlatywach. Ten film zrobił na mnie olbrzymie wrażenie i to pod względem tak wielu aspektów, że aż sama nie mogę w to uwierzyć. To głęboka analiza psychiczna postaci, która nie pozwala tak po prostu wyjść z kina i wrócić do normalnego życia. To wszystko trzeba dokładnie przemyśleć. 

2. Instinct (ocena: 6/10) – miałam duże oczekiwania co do tego filmu i niestety zawiodłam się. Zdecydowałam się go obejrzeć w ramach festiwalu, który odbywa się od kilkunastu lat w Toruniu – Toffifestu. Był to bardzo przeciętny wybór. 

3. Lalka (ocena: 7/10) – kolejny film, który obejrzałam w ramach Toffifestu. Na pewno był o wiele lepszy niż wcześniejszy. Dał mi wiele tematów do przemyślenia, ale ostatecznie też nie zrobił na mnie wielkiego wrażenia. 
4. Lepiej być nie może (ocena: 6/10) – ten film obejrzałam w ramach moich zajęć z psychopatologii. Na pewno wiele z niego się nauczyłam, lecz jako film nie umiem go docenić. 

5. Przyjaciele (sezon 1; ocena: 8/10) – tak, tak i tak – dotychczas nie obejrzałam ani jednego odcinka tego sławnego serialu. I już wiem, że to był duży błąd, gdyż serial jest przezabawny, a do naszych tytułowych przyjaciół przywiązałam się całym sercem. 

I tak kończę podsumowanie października, który pod względem książkowym był wspaniały, pod względem filmowym rozczarowujący, a pod względem emocji całkowicie szalony!

Miłego listopada,
Elfik




sobota, 2 listopada 2019

Metamorfoza, czyli terapia jednego spotkania – Ewa Klepecka-Gryz


Tytuł: Metamorfoza, czyli terapia jednego spotkania

Autor: Ewa Klepecka-Gryz

Seria: Czuję, myślę, zmieniam 

Kategoria: Literatura naukowa

Wydawnictwo: Zwierciadło

Liczba stron: 248

Ocena: 5/10










Dzisiaj przychodzę do Was z innym typem recenzji niż zazwyczaj. Prawie wszystkie moje opinie skupiają się na powieściach fabularnych albo filmach typowo rozrywkowych. W tym wszystkim pominęłam literaturę naukową, którą czytam, cenię, szanuję i wprost ubóstwiam. Dlatego pewnie w tej chwili zastanawiacie się, czemu przez tyle lat nie napisałam ani jednej recenzji w tej tematyce. Odpowiedzi na to pytanie jest kilka. Przede wszystkim do literatury naukowej przekonałam się dopiero na studiach, a jestem na nich tylko trzy lata, więc moja przygoda z nią nie jest jeszcze zbyt rozbudowana. Jest to też dla mnie bardzo trudna forma i mimo mojego zamiłowania do pogłębiania wiedzy i odkrywania nowych rzeczy jest ona męcząca i momentami nużąca. W tej kategorii nie pochwalę się rocznym wynikiem kilkudziesięciu książek. Choć właśnie zdałam sobie sprawę, że nie pochwalę się takim wynikiem w żadnej kategorii poza fantastyką. Wręcz sobie w tej chwili uświadomiłam, że poza fantastyką, literaturą dziecięcą i erotyczną najczęściej czytam literaturę naukową. Ale wracając do tematu, przyznam się też, że nie wiem, jak napisać taką recenzję, by przekazać Wam swoje odczucia dotyczące książki, ale zachować też poprawność pod względem naukowym. Dlatego proszę, bądźcie dla mnie wyrozumiali – przynajmniej na początku. A naszą wspólną przygodę w nowej dla mnie dziedzinie rozpocznijmy książką na granicy literatury naukowej i poradników. Mowa tutaj o dziele pani Ewy Klepeckiej-Gryz, a jest to poradnik "Metamorfoza, czyli terapia jednego spotkania". 

Nie będę w ogóle ukrywać faktu, że podchodziłam do niej dość sceptycznie, gdyż nie mogę zrozumieć, jak w czasie pięćdziesięciu minut można pomóc ludziom z ich własną psychiką. Przecież z wiedzy ogólnej wiadomo, że terapia trwa często wiele tygodni. Na studiach psychologicznych też jest utrwalany ten schemat pomocy. Jednak mimo mojego sceptycyzmu postanowiłam otworzyć się na nowy rodzaj terapii i zobaczyć, jak on wygląda według cenionej psychoterapeutki. "Metamorfoza, czyli terapia jednego spotkania" ukazała mi, że ludzie potrafią mieć różnorodne kłopoty, które dla jednych mogą wydawać się niesamowicie skomplikowane i trudne psychicznie, a dla innych całkowicie niezrozumiałe i nieistotne. Stąd refleksja, że jako ludzie nie powinniśmy nigdy oceniać, jak czują się inni. Nie znamy ich historii, ich motywacji ani tym bardziej nie jesteśmy w stanie tak po prostu stwierdzić, skąd to wszystko się bierze. Lecz czasami wystarczy odpowiednia obserwacja, zaangażowanie i pojawia się iskra do działania, która sprawia, że osoba mająca problem, postanowi się z nim uporać i ruszyć dalej. Cała ta koncepcja pod tym względem zachwyciła mnie. 

Książka ukazuje ponad dwadzieścia indywidualnych historii, dzięki czemu prędzej czy później możemy analogicznie spojrzeć na swoje własne kłopoty i dostać olbrzymi zastrzyk motywacji, by wreszcie się za nie wziąć.  Różnorodność tych przypadków sprawia, że pojawiają się ciekawsze i mniej inspirujące. Niestety według mojej osobistej opinii tych mało interesujących było stanowczo więcej, przez co przez większość poradnika nudziłam się. W efekcie całą książkę czytałam naprawdę długo i często męczyłam się przy niej. Wydaje mi się, że lepiej byłoby wybrać kilka albo nawet kilkanaście wyraźniejszych i bardziej oddziaływających na emocje przypadków i je rozwinąć. Jako czytelnicy mielibyśmy wtedy mniejszy ogląd w całości, ale za to nie powstałoby uczucie traktowania po macoszemu niektórych klientów autorki. 

Psychoterapeutka używa prostego języka, dzięki czemu całość jest łatwa w odbiorze. Tutaj nie trzeba być specjalistą ani znać się na psychologii. Wystarczy wnikliwie czytać, a pole do analizowania, przemyśleń i wyciągania wniosków tworzy się samo. Dla mnie to duża zaleta, którą wychwalałabym pod niebiosa, gdyby nie jedno tradycyjne ale. Przez ten prosty język i częste niespójności lektura traci wiele zaufania pod względem naukowym. Wiem, że w psychoterapii występuje kilka głównych nurtów i zasadniczo różnią się one od siebie, jednakże trafiały się momenty, które były wręcz przeciwieństwami informacji z tymi, które otrzymuję na uczelni. Nie wiedziałam, jak się do tego ustosunkować, ponieważ nie lubię ślepo wierzyć moim wykładowcom, ale jednak to ich wiedzę szanuję i opieram swój naukowy światopogląd na tym, co uzyskuje od nich. Stąd też wolę zaufać moim profesorom. 

Niestety nie jestem usatysfakcjonowana z przeczytania tej książki. Czuję olbrzymi niedosyt i również irytację, która akurat w tym przypadku wynika z błędów stylistycznych w książce. Nigdy, dosłownie nigdy nie widziałam, żeby w jakieś książce było tak wiele błędów w druku. Powinna przejść jeszcze kilka razy korektę. Mimo mojego niezbyt pozytywnego nastawienia do terapii jednego spotkania planuję zgłębić ten temat i spojrzeć na niego jeszcze z jakieś innej perspektywy. 

Za możliwość poznania koncepcji terapii jednego spotkania dziękuję bardzo Taniej Książce 




niedziela, 27 października 2019

Rosja i narody. Ósmy kontynent. Szkic dziejów Euroazji – Wojciech Zajączkowski


Tytuł: Rosja i narody. Ósmy kontynent. Szkic dziejów Euroazji

Autor: Wojciech Zajączkowski

Kategoria: Literatura historyczna

Wydawnictwo: Wydawnictwo MG

Liczba stron: 257

Ocena: 7/10











Żyjemy tu i teraz... Myślimy o tym, co jest tu i teraz... Porządkujemy wszystko pod tu i teraz... Myślę, że taka jest nasza natura, jednak warto czasami zwrócić swoje oczy w stronę historii. Skupić się na wydarzeniach z przeszłości i sprawdzić, co doprowadziło do obecnego wyglądu naszego świata. W końcu z historii można wyciągnąć wiele nauki na przyszłość, ale również sprawdzić, jakie poczynania i błędy doprowadziły do różnych tragedii i rożnych radości. 

Jako uczennica szkoły podstawowej i gimnazjum uwielbiałam historię. Choć przyznam, że to był też dość nietypowy przedmiot dla mnie, ponieważ bardzo lubiłam słuchać o przeszłych czasach i mam tu na myśli i prehistorię, i starożytność, i wszystkie inne epoki, ale nienawidziłam się o tym uczyć w rozumieniu podręcznika i nauki na pamięć. Zawsze twierdziłam, że nie ma sensu tego wszystkiego zapamiętywać. Wystarczy wyciągać wnioski i ogólnikowo się orientować. Tak też na początku liceum skończyłam swoją przygodę z historią. Pojawiała się jeszcze w mojej licealnej karierze, ale nie w tak rozbudowany sposób jak wcześniej. Dlatego od tego czasu miałam tylko do czynienie z historią psychologii i filozofii. Teraz po tak długim czasie postanowiłam poznać trochę inną historię, o której tak naprawdę nic nie wiedziałam dotychczas. A mowa tu o Rosji.

"Rosja i narody" Wojciecha Zajączkowskiego trafiła do mnie trochę przypadkowo. Z tego też powodu nie byłam jakoś bardzo pozytywnie do niej nastawiona, jednak jakaś iskra zaciekawienia pojawiła się. Literatura historyczna potrafi mnie strasznie nużyć i przede wszystkim stąd biorą się moje obawy. Niestety w przypadku tej książki też tak było, jednak w żaden sposób nie oznacza to, że nie jest godna polecenia. Ale o tym za chwilę.

Styl autora jest bardzo szczegółowy, co jak doskonale wiecie, przypadło mi do gustu. Szanuję pisarzy, którzy dbają o odpowiedni dobór słownictwa i połączenie go w poprawny, ale zarazem charakterystyczny sposób. Tutaj dostałam to od Wojciecha Zajączkowskiego, więc jestem pod tym względem bardzo usatysfakcjonowana. Potrafił sprawić, że momentami naprawdę dało się zapomnieć o świecie i przenieść do danych czasów. Co prawda u mnie to pojedyncze epizody, ale jestem przekonana, że pasjonaci przepadliby w tych opisach i faktach. 

Jednak najważniejsza jest treść przy takich książkach i tutaj jest ona w pewien sposób niespójna. Dostajemy olbrzymią dawkę informacji na temat Rosji i nie tylko, co jest niesamowite i godne podziwu. To nie są już jakieś poszczególne fakty, tylko dokładny zarys Rosji i wydarzeń z nią związanych. Zarazem pojawiają się pewnego rodzaju anegdotki, które zapewne miały ubarwić całą fabułę i sprawić, że czytelnik nie zostanie zanurzony w samych faktach, co ostatecznie mogłoby doprowadzić do permanentnej śpiączki czytelniczej. Zabieg jest wspaniałym pomysłem, tylko zawsze musi być jakieś ale... Połączenie konkretnych informacji i anegdotek nie wyszło na dobre pod względem merytorycznym i czasami wręcz odrzucało. Choć jest to mały mankament, który na dłuższą metą wcale nie odrzuca.

Warto też zwrócić uwagę na samo wydanie tej powieści. "Rosja i narody" pod względem wizualnym są niesamowite. Przede wszystkim już na samej okładce są mapy, które pozwalają lepiej zrozumieć wygląd ówczesnego świata i jego zmiany. Całości dopełniają portery istotnych osób oraz ilustracje. Dzięki temu nie są to tylko jakieś postacie ze stron, ale ludzie, którzy kiedyś żyli i autentycznie zmieniali świat. Myślę, że ważne są również częste tabelki pojawiające się w tekście. Akurat ja skrupulatnie je omijałam, ponieważ nie cierpię takich dodatków, jednak wiem, że wiele ludzi je ceni. I potwierdza to wiarygodność całej książki. 

"Rosja i narody. Ósmy kontynent. Szkic dziejów Euroazji" to w dużej mierze ekspercka książka, która w bardzo skrupulatny sposób przybliża czytelnikom tematykę i pozwala zrozumieć przeszłe czasy, ale również i teraźniejsze. Nie będę udawać, że osobiście się wymęczyłam i nieraz i nie dwa łapałam się na niezrozumieniu tekstu. Jednak wynika to z mojego ogólnego braku zainteresowania. Dlatego jestem przekonana, że w przeciwieństwie do mnie pasjonaci takiej tematyki będą bardzo usatysfakcjonowani z wiedzy, którą otrzymają oraz po prostu spędzą dobrze czas, czytając te strony. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję bardzo Wydawnictwu MG