czwartek, 9 lipca 2015

Znalezione nie kradzione


Tytuł: "Znalezione nie kradzione" 

Autor: Stephen King

Tłumaczenie: Rafał Lisowski

Cykl: Bill Hodges

Tom: II

Kategoria: Kryminał

Wydawnictwo: Albatros

Liczba stron: 480

Ocena: 7/10






Świat jest okrutny – powie wam to wiele ludzi. Nie zastanowią się nad odpowiedzią, nie zawahają się ani przez chwilę. Po prostu stwierdzą fakt, który według nich jest niepodważalny. Ale czy nie można tego zmienić? Peter urodził się w szczęśliwej rodzinie. Jego rodzice kochali się, mieli dobrą pracę, piękną przyszłość przed sobą, tylko... Te tylko zmienia wszystko w ciągu jednej chwili. Ojciec Pete'a traci pracę. Jest jednym z wielu osób, które straciły wszystkie dochody przez kryzys. Jednak człowiek nie traci tak łatwo nadziei. Po prawie roku bezowocnego poszukiwania pracy wybiera się na targi pracy. Pamiętacie je? Tysiące ludzi pełnych nadziei na zmianę swojego losu, matki z dziećmi, trzymające się niezachwianie ostatniej deski ratunku i szaleniec za kierownicą mercedesa... 

I tak oto po raz pierwszy w swoim życiu przeczytałam powieść sławnego Stephena Kinga. Czekałam na tę chwilę wiele lat, a teraz rozkoszuję się pisaniem tej recenzji. Mam multum słów, którymi chcę się z wami podzielić. Tyle spostrzeżeń, tyle uwag... Dlaczego zaczynam od najnowszej powieść Kinga, jego drugiego kryminału i zarazem kolejnej części przygód Billa Hodgesa? To jest bardzo dobre pytanie, na które nie umiem odpowiedzieć. Większość z was stwierdzi, że to największa zbrodnia jaką mogłam popełnić. Zgadzam się, ale czy nadal pozostaje zbrodnią, jeśli dzięki niej na pewno zapoznam się z innymi dziełami tego wybitnego pisarza?

To nie jest tak, że nigdy wcześniej nie miałam żadnej książki Kinga w ręku. Kiedyś, jeszcze jako dziecko, zaczęłam czytać "Cujo", które poleciła mi bibliotekarka. Jest to jeden z najsławniejszych horrorów pisarza, ale niestety ciężki styl autora okazał się dla mnie (w wersji kilka lat młodszej) o wiele za ciężki. Biorąc "Znalezione nie kradzione" do ręki, miałam wiele obaw. Bałam się, że styl nadal okaże się dla mnie za ciężki i nie pozwoli na zapoznanie się z tą lekturą. W końcu nie każdy musi lubić Kinga. Na szczęście moje obawy okazały złudne. Przyznaję, że według mnie język autora nie jest językiem łatwym i na początku miałam duże trudności ze skupieniem się. Musiałam przebrnąć przez te pierwsze kilkadziesiąt stron i przyzwyczaić się do wcześniej mi nieznanego pióra. Dopiero wtedy zaczęłam doceniać kunszt twórcy. Choć nie zmienia to faktu, że nadal uważam, że potrzebuję odpowiedniego miejsca, by zrozumieć tekst. Nie może być to zatłoczony autobus, czy spotkanie rodzinne.

"Znalezione nie kradzione" zyskało moją sympatię do tego stopnia, że stało się częścią mojego życia. Nie odczuwałam gwałtownego pragnienia czytania dalej powieści, jednakże przyzwyczaiłam się do niej i przez kilka dni zapoznawanie się z jej treścią okazało się moim zwyczajem. Na pewno gdy wracacie z pracy, szkoły macie jakiś zwyczaj, czynność, która pozwala wam odpocząć,  a przy tym nie nudzi się mimo codziennego powtarzania jej. Dla mnie taką czynnością jest słuchanie muzyki, ale przez te kilka dni właśnie ten kryminał stał się częścią mojego życia. 

Zawsze zakładałam, że w książkach Kinga najpierw jest wprowadzenie, które pozwala nam poznać bohaterów, przywiązać się do danego miejsca, a dopiero później pojawia się ten moment zaskoczenie, który jest jeszcze straszniejszy, gdyż wiemy, kogo dotknął, a jest to najczęściej postać nam bliska. Ta książka potwierdza moją małą teorię (nie wiem, jak inne). Nie powiem, że na początku nic się nie działo, bo to byłoby kłamstwo, ale akcja była powolna i mozolnie nabierała tempa. Dla mnie jest to bardzo duża zaleta. Gdy wszystko dzieje się za szybko, nie mam czasu, by przejąć się czymkolwiek, a dzięki temu mogłam poświęcić odpowiednią ilość czasu na przeżywanie tych wszystkich zdarzeń. 

Również przypadła mi do gustu fabuła, a w szczególności wątek mordercy, który stał się nim wyłącznie przez fanatyczną miłość do książki. Widziałam w nim siebie. To wszystko zaczęło się tylko od pytań, pragnienia poznania większej liczby informacji, a zakończyło desperacją, która prowadziła do zniszczenia życia wielu ludzi. Natomiast wielopoziomowość powieści dodała realności tym wydarzeniom. Nie pojawili się tylko bohaterowie, którzy mieli coś wspólnego z całą opowieścią. Byli również ci epizodyczni, którzy mają własną historię do opowiedzenia.

Jak przeczytaliście, jestem bardzo szczęśliwa, że nareszcie zapoznałam się z twórczością Stephena Kinga. Przede mną wiele jego książek. Mam nadzieję, że nie zawiodę się. "Znalezione nie kradzione" polecam fanom kryminału, choć radziłabym zacząć od "Pana Mercedesa". Druga część nie nawiązuje do niego prawie wcale, ale nie ukrywa zakończenia pierwszego tomu.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Albatros

Książka przeczytana w ramach wyzwania: 

21 komentarzy:

  1. Na razie nie czytałam (i chyba nie zamierzam czytać) żadnej książki Kinga.
    Jakoś to nie moje klimaty...

    http://czytam-ogladam-recenzuje.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam na półce dwie książki Kinga czekające na swoją kolej. I tak od roku. XD

    OdpowiedzUsuń
  3. I kiedy ja się w końcu wezmę za Kinga? Jeśli tak dalej pójdzie to do śmierci...

    OdpowiedzUsuń
  4. Dawno już nie czytałam Kinga, ale raczej po tę jego książkę się nie skusze.

    OdpowiedzUsuń
  5. Z Kingiem to ja jeszcze mało zaznajomiona ;)

    Bookeaterreality

    OdpowiedzUsuń
  6. Zostałaś nominowana do Liebster Blog Award :) tu --> http://gabxreadsbooks.blogspot.com/2015/07/liebster-blog-award-2.html

    OdpowiedzUsuń
  7. Ahh, muszę się w końcu zapoznać z książkami Kinga i szczęśliwie mi o tym przypomniałaś :D Tyle osób mi go poleca, że aż wstyd to przyznać, ale do tej pory było mi nie po drodze z powieściami tego autora...

    OdpowiedzUsuń
  8. Jak na razie tylko horrory autora czytałam. Kryminału jeszcze nie, ale nie wykluczam ich. Ten z pewnością kiedyś zahaczę :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Co prawda jestem bardziej przyzwyczajona do wcześniejszych powieści Kinga, w których wieje grozą i pełno w nich nadnaturalnych stworzeń czy zjawisk, ale ta książka też mi się podobała :) Z resztą wezmę wszystko co Kinga bez najmniejszego marudzenia :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Hej! Zostałaś przeze mnie nominowana do LBA! :) Będzie mi bardzo miło, jeśli weźmiesz udział w zabawie :) http://recenzje-rose.blogspot.com/2015/07/liebster-blog-award-6-7-i-8.html

    OdpowiedzUsuń
  11. Dawno temu czytałam jakąkolwiek jego książkę. Kiedyś byłam jego zapaloną fanką, później to wszystko jakoś minęło, a ja stałam się bardzo krytyczna wobec jego twórczości. Nie wiem, jak odebrałabym tę książkę. Trochę szkoda, że idzie w kierunku kryminału - ja zawsze ceniłam go za umiejętność kreowania nastroju grozy, a nie bycie Sherlockiem.

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie czytałam jeszcze żadnej książki Kinga ale już od dawna chciałam się z jakąś zapoznać. Myślę, że "Znalezione nie kradzione" zostawię na później, a zacznę od czegoś starszego ;)
    http://alejaczytelnika.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  13. Na razie mam w planach "Pana Mercedesa", który leży na mojej półce od bardzo dawna.

    OdpowiedzUsuń
  14. Nominowałam Cię do Liebster Blog Award :)

    http://diamentowe-slowa.blogspot.com/2015/07/liebster-blog-award-2.html

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja muszę wreszcie się skusić na Kinga.

    OdpowiedzUsuń
  16. Porzuciłam Kinga na rzecz cieplejszych pozycji, ale chętnie wrócę do autora, za jakiś czas. I zgodnie z Twoją radę zacznę od Pana mercedesa :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Ja za Kinga się jeszcze nie biorę, odstawiłam go na dalszą półkę, ale wkrótce na pewno skuszę się na jego twórczość :D
    W wolnych chwilach od czytania :p to zaapraszam do mnie zapiskizgredka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  18. Nie każda książka tego autora mi się podoba, toteż póki co, chyba odpuszczę :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Ja jestem antyfanką Kinga, więc książka nie dla mnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. Czytałam już kilka książek Kinga, ale szczerze mówiąc, nie zachwyciłam się. Może kiedyś przeczytam "Znalezione nie kradzione".

    OdpowiedzUsuń
  21. Gdy zaczynałam pisać recenzję to właśnie ksiażki KInga były tymi poierwszymi, które recenzowałam. Chętnie wróciłabym jeszcze raz do twórczości tego autora, gdyż nalezy do grona moich ulubionych. I co tu ukrywac, gdy po poznałam wszystkie jego działa miałam zalediwe 14 lat. Z pewnością teraz inaczej podeszłabym do poszczególnych pozycji :>

    Chciałabym Ciebie zaprosić do przeczytania mojego najnowszego postu, który rozpoczyna nowy cykl. Nie traktuj tego jako spam. Traktuj to jako zaproszenie.
    http://kruczegniazdo94.blogspot.com/2015/07/krucze-wiesci-czyli-przeglad.html
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń