niedziela, 31 października 2021

Grombelardzka legenda. Serce gór – Feliks W. Kres

 

Tytuł: Grombelardzka legenda. Serce gór

Autor: Feliks W. Kres

Cykl: Księga Całości

Tom: III

Kategoria: Fantastyka

Wydawnictwo: Fabryka Słów

Liczba stron: 580

Ocena: 7/10






Czasami nachodzi nas olbrzymia ochota, by innym coś udowodnić. Wtedy nie patrzymy, czy nasze poczynania są rozsądne i godne uwagi innych. Zostajemy zaślepieni pragnieniem lub wręcz upokorzeniem i to one próbuje podyktować nami. Czy to jest dobry stan, by coś komuś udowadniać? Czy naprawdę musimy to robić? Wszystko jest zależne od sytuacji, bo wbrew utartym frazesom czasami warto pokazać swoją siłę, ale trzeba zrobić to z odpowiednim umiarem i przemyśleniem. 

Góry Grombelardu są potęgą nie do pokonania. Znajdują się śmiałkowie, którzy tego próbują, ale albo zostają oczarowani na tyle górami, by w nie wchłonąć i zacząć postrzegać świat przez ich pryzmat, albo giną. Gdy łuczniczka zostaje wysłana w góry, jeszcze nie zdaje sobie sprawy, jak niebezpieczne mogą być i jak wiele niespodzianek za sobą niosą. Czy jest w stanie przejść, choć jeden trudny kawałek, by udowodnić swoją wartość? W jej ojczyźnie jest inaczej i o wiele mniej niebezpieczniej. Tymczasem jeden z najsławniejszych kotów przynosi ostrzeżenie przed sępami. Co potrafią te mityczne stworzenia? Czy wyprawa po Przedmioty może skończyć się sukcesem? 

Jest to już moje kolejne spotkanie z "Księgą Całości", tylko stanowczo idę w odwrotnej kolejności, ponieważ dotychczas miałam przyjemność zapoznać się wyłącznie z czwartym tomem, a dzisiaj prezentuję Wam trzeci tom. Gdy zaczynałam czytać, byłam bardzo zagubiona w tym świecie, jednakże zarazem oczarowana i zahipnotyzowana tym, co prezentuje. Doceniłam kreację uniwersum Feliksa Kresa i byłam gotowa się cofnąć o tom dalej. Jak moje wrażenia? Nadal będę się cofać? 

Przede wszystkim nadal jestem zachwycona stylem pisarskim, który skupia się na szczegółach i płynności akcji. Mam wrażenie, że w powieści dzieje się tak wiele, ale jest to wszystko powiązane z logiczny sposób. Barwność językowa kreuje przed czytelnikami niezwykle rozbudowane opisy, zachowując przy tym optymalność, by historia nie okazała się zbyt nudna. Prawdopodobnie "Księga Całości" zawdzięcza to skupianiu się na szczegółach pozornie nieważnych, ale tak naprawdę tworzących cały świat i pozwalających na przywiązanie się do bohaterów. 

Sama fabuła przy takim książkowym kolosie wydaje się płynąć wolno, choć akurat to tempo mi odpowiada, ponieważ czuję, kiedy jest czas, by lepiej zapoznać się z opowieścią, lepiej zrozumieć ten świat i poznać bohaterów, a kiedy przychodzi czas na całkowitą i pełną akcję. Czytając, miałam wrażenie, że zapominam o całym naszym rzeczywistym świecie, a przenoszę się w góry, gdzie można spotkać sępy, inteligentną i waleczną rasę kotów i zagadki zapomniane. Jest to niesamowita przygoda, która pozwala odpocząć od codzienności. 

Tak jak to już wcześniej podkreślałam, samo uniwersum ma w sobie coś magicznego i przyciągającego moją uwagę. Mimo że tyle lat minęło od napisania książki, to czuję powiew świeżości i spojrzenia tak różnego od standardowej fantastyki. Sama stworzenie kotów jest już czymś wyróżniającym i niesztampowym. Na pewno to nie pierwszy raz w literaturze, gdy spotyka się mówiące koty, ale one są czymś więcej. Cała ich kultura i legenda, którą tworzą, jest godna mojej czytelniczej uwagi. 

Do samych bohaterów też momentalnie można się przywiązać. Mam wrażenie, że autor starał się, żeby każdy z nich był wykreowany na swój unikatowy sposób. Poza paroma przypadkami udało mu się to. Charakterystyczne cechy stały się znakami rozpoznawczymi, ale pisarz nie ograniczał się wyłącznie do tego. Starał się tworzyć postacie nieszablonowe i o wielowymiarowej osobowości, co bez wątpienia udało mu się

Odpowiadając na pytanie z początkowej części recenzji, na pewno będę się cofać, choć tym razem zdecydowałam się już bezpośrednio zacząć czytać od pierwszego tomu i być może przejdę po kolei je, by ponownie zapoznać się z trzecim i czwartym, by już nadchodzące wznowienie piątego móc poznać w całościowym ujęciu. Tymczasem jeśli czytaliście pierwsze tomy albo jesteście wielbicielami fantastyki, to gorąco polecam zapoznać się z tą książką. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję bardzo Fabryce Słów 

czwartek, 28 października 2021

Italia dla zielonych – Alicja Rokicka

 

Tytuł: Italia dla zielonych 

Autor: Alicja Rokicka

Kategoria: Książka kucharska

Wydawnictwo: Marginesy

Liczba stron: 320

Ocena: 7/10

Książkę "Italia dla zielonych" otrzymałam w ramach współpracy z TaniaKsiążka.pl






Mówi się, że Włochy to piękny i niesamowity kraj. Osobiście nigdy nie byłam w tym kraju. Jedynie znam urywki z filmów i różne zdjęcia znajomych. Na podstawie tego przyznaję, że jestem zaintrygowana tym krajem i z wielką chęcią poznałabym włoską kulturę, zabytki i codzienność. Na tę chwilę nie wygląda, bym miała w najbliższym czasie spełnić to marzenie. Niemniej mogę za pomocą dostępnych źródeł, choć spróbować poczuć ten klimat. Jednym z takich źródeł jest najnowsza książka Alicji Rokickiej "Italia dla zielonych". To książka nie tylko o Italii, ale tak naprawdę przede wszystkim o włoskim jedzeniu. Jesteście gotowi na przygodę?

Najbardziej spodobał mi się sam pomysł na książkę. Takie podwójne ukierunkowanie – włoska kuchnia vege – jest na pewno odważnym posunięciem, które pobudza ciekawość i wyróżnia książkę na tle wszystkich innych kucharskich książek. Tym bardziej że mam poczucie, że włoska kuchnia już od dawna fascynuje wielu ludzi, a obecnie większa świadomość społeczna daje większą szansę kuchni między innymi roślinnej. A to nie koniec zalet pod względem pomysłowości, ponieważ jest to pozycja dla osób początkujących. Dlatego pasjonata, który dopiero zaczyna być tym pasjonatem, dostaje kompletne kompendium przepisów, które podwyższą jego poziom umiejętności. 

W słowach autorki czuć pasję. Sam wstęp sprawia, że od razu jako czytelniczka miałam poczucie, że osoba, która napisała te słowa, była osobą zaangażowaną w to, co robi i dawało jej to olbrzymie szczęście. Dzięki temu od razu poczułam jeszcze większą chęć, by dalej zagłębić się w treść, a następnie wykorzystać przepisy. Przed każdym przepisem znajduje się też bezpośrednio krótki wstęp do właśnie samego przepisu. Okazały się one niezmiernie ciekawe i tłumaczyły zależności między niektórymi aspektami, czy to produktów, czy etapów gotowania, czasami pochodzenia. To z kolei sprawiło, że ta potrawa stała się czymś więcej niż tylko pierwszą lepszą potrawą z przepisu. Pisarka zadbała o to, byśmy jako czytelnicy i początkujący kucharze znali znaczenie niektórych produktów we włoskiej kulturze i rozumieli, dlaczego właśnie ten produkt może mieć tak olbrzymie znacznie. Być może niektórzy z Was zaczęli się zastanawiać, co to za produkty i czy obco brzmiące nazwy nie okażą się zbyt zniechęcające. Nic z tych rzeczy, gdyż każda trudniejsza, czyli rzadko spotykana w naszej kulturze, nazwa została wytłumaczona, by jak najlepiej móc sobie wyobrazić o co chodzi. 

A z takich estetycznych rzeczy, to bardzo podobają mi się zdjęcia, ponieważ wyglądają naturalnie. Wtedy ma się poczucie, że ten przepis jest naprawdę w zakresie naszych umiejętności. Pomiędzy przepisami można również znaleźć barwne i oddziaływujące na wyobraźnię opisy miejsc. Natomiast na końcu książki można znaleźć słowniczek pojęć, co też jest fantastycznym wyjściem według mnie. By się odnaleźć wśród przepisów, pomagają logicznie podzielone rozdziały. I ciekawym, wcześniej niespotkanym przeze mnie dodatkiem, jest playlista z włoskimi utworami dostępna na Spotify. Przesłuchałam i mimo że to nie mój klimat, to i tak ciekawe doświadczenie. Jeśli planujecie lepiej poznać tę kulturę poprzez gotowanie, to gorąco polecam Wam tę pozycję. Tym bardziej że daje możliwość lepszego zapoznania się z jedzeniem roślinnym, co w Polsce nadal ma swoje ograniczenia kulturowe, choć na szczęście to się zmienia. 

Podobne książki znajdziecie w dziale bestseller na TaniaKsiążka.pl 

wtorek, 26 października 2021

Awangarda – Jack Campbell

 

Tytuł: Awangarda

Autor: Jack Cambell

Przekład: Dominika Schimscheiner

Cykl: Narodziny Floty

Tom: I

Kategoria: Science fiction

Wydawnictwo: Fabryka Słów

Liczba stron: 411

Ocena: 7/10





Na tę chwilę kosmos mimo wielu prób nadal pozostaje dla nas zagadką. Wiemy już coraz więcej, ale nadal za mało, by mieć pewność, co jest i jak funkcjonuje w innych galaktykach. Nasze dążenie do poznania kosmosu popycha nas do przodu. Być może już stosunkowo niedługo będziemy naprawdę mogli opuścić Ziemię, by poznać inne planety i inny świat niż ten, który znamy na co dzień. Może będzie to nasz wybór, a może sama Ziemia nas zmusi do opuszczenia jej. Przyszłość pokaże, czy uda nam się przekroczyć barierę atmosfery na dłużej niż obecne podróże kosmiczne. Jak sądzicie – my jeszcze tego dożyjemy? 

Powstało wiele kosmicznych kolonii. Miejsc, które były tworzone na modłę Ziemi, a stały się czymś odmiennym. A może czymś właśnie zbyt podobnym? Planety, gwiazdy i układy mogą być różne, ale ludzkość pozostaje taka sama, gdziekolwiek obierze swą drogę. Jedną z takich początkujących kolonii, gdzie ma być lepszy świat, jest Glenlyon. Niestety już na starcie kolonia zostaje zagrożona przez galaktycznych piratów, którzy chcą ściągać haracz. Rob jako mieszkaniec kolonii i osoba aktywna społecznie stara się zapobiec grabieżom i stworzyć bezpieczne i wolne miejsce. W tym samym czasie Carmen zaczyna nowe życie, gdzie nie przyznaje się, że wychowała się na Marsie. Ma wizję, jak zmienić świat poprzez ochronę nowych kolonii. Widziała upadek kolonii na Marsie. Teraz jest skłonna poświęcić wiele, by podobne sytuacje nie miały miejsca w kosmosie. Czy uda się jej? Czy Glenlyon będzie zapowiedzianym rajem dla wolnych ludzi o własnym zdaniu? 

Science fiction jest gatunkiem, po który sięgam bardzo rzadko, mimo że szanuję i doceniam ten odłam fantastyki. Te wizjonerskie obrazy są inspirujące i zawsze sprawiają, że zadaję sobie pytanie, do czego dążymy, czy to ma sens i jakie cuda jest w stanie wymyślić umysł ludzki. Dlatego zdecydowałam się zapoznać z "Awangardą", czyli pierwszym tomem nowego cyklu pisarza Jacka Campbella. Dotychczas nie miałam przyjemności zapoznać się z jego wcześniejszymi dziełami, ale wiele pozytywnych opinii wśród czytelników skłoniło mnie, by sięgnąć właśnie po "Awangardę". Jak moje wrażenia? 

Od pierwszych stron czułam się zafascynowana, choć też przyznaję, że czułam nutę rozgoryczenia, gdyż miałam poczucie, że pisarz powiela wizje tak dobrze nam znane w tym gatunku. Przeczytałam mało książek science fiction, a mam poczucie, że już nieraz trafiłam na podobne motywy. Dlatego mimo że potrafiłam docenić wiele koncepcji i rozwiązań, to gdzieś z tyłu głowy kołatała mi myśl, że przecież już to znam. Niemniej czym czytałam dalej, tym miałam poczucie, że może motywy się powielają, lecz konstrukcja świata jest niezmiernie ciekawa i jeszcze przeze mnie w takim układzie nie spotkana, co popchnęło mnie, by dalej czytać i zwracać uwagę na małe szczegóły, które odpowiadały za niezwykłą atmosferę tego uniwersum. 

Styl pisarza jest niezwykle prosty w jak najbardziej pozytywnym znaczeniu. Przyznam się, że science fiction nieodłącznie kojarzy mi się z Lemem. Nie czytałam jego książek, ponieważ próbowałam jako dziecko i wtedy styl autora i jego wizja były dla mnie kompletnie niezrozumiałe. Choć ze względu na rok Lema mam postanowienie, by z obecnym doświadczeniem czytelniczym dać mu szansę. Jednak odchodząc już od dygresji, podkreślę, że ten łatwy i przyjemny w odbiorze styl tylko zachęcał do lektury i pozwolił przenieść się do świata kolonii kosmicznych. 

W powieści pojawia się cała gama intrygujących osobowościowo bohaterów, co w sposób genialny ubarwiało historię. Przywiązywałam się do nich i razem z nimi przeżywałam wszystkie zdarzenia. Tym bardziej że autor postarał się o silne kobiece postacie. Od pierwszych stron możemy je poznać i patrzyć, jak w kosmosie płeć zaczyna tracić na znaczeniu, a zaczynają się liczyć kompetencje. A przynajmniej w początkowych scenach i odwołując się wyłącznie do płci. Niemniej mimo mojego zadowolenia z tego wątku, wyłonił się pewien mankament – schemat postaci. Połączenie było oczywiste: mężczyzna, który próbuje coś osiągnąć i silna osobowościowo kobieta, która jest dla niego podporą. Gdy na początku zauważyłam istnienie tego schematu, nie byłam w stanie już pozbyć się go w dalszych częściach. Żadne poczynania nie były w stanie zmienić tej wizji. 

Tematycznie książka wywołała we mnie też wiele pozytywnych uczuć, choć nie obyło się bez pewnych zastrzeżeń. Jest ona pisana w duchu motywacji, wiary w siebie i wiary w lepszy świat. Jak najbardziej cenię takie motywy, ale czasami brzmiało to wręcz zbyt patetycznie i niekoniecznie pasowało do przedstawionych sytuacji. W prostszym ujęciu tych wątków było zbyt wiele. Jako czytelnik zrozumiałam główny rdzeń powieści, więc nie potrzebowałam, co chwila moralizującego przypomnienia. Choć żeby nie iść też zbyt w sielankę, "Awangarda" przedstawiała również parę mrocznych i mocno oddziaływujących emocjonalnie scen. 

Lubię poszerzać swoją gatunkową znajomość czytelniczą. "Awangarda" udowodniła mi, że naprawdę warto wyjść czasami z tej osławionej strefy komfortu i dać szansę czemuś innemu. Wśród sympatycznych bohaterów, walki o lepszy świat i zwykłej rozrywki wyłoniły się treści poważne i kierujące przemyślenia na odpowiednie tory. Stąd nawet się nie zawaham, by przeczytać drugi tom, gdy tylko będzie taka możliwość. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję bardzo Fabryce Słów 

niedziela, 24 października 2021

Nieustanna ucieczka – A.C. Cobble

 

Tytuł: Nieustanna ucieczka

Autor: A.C. Cobble

Przekład: Dominika Repeczko

Cykl: Beniamin Ashwood

Tom: II

Kategoria: Fantastyka

Wydawnictwo: Fabryka Słów

Liczba stron: 550






Niekiedy jesteśmy przekonani, że znamy najlepiej swoich bliskich, że jesteśmy w stanie przewidzieć ich działania i że zawsze możemy na nich liczyć. Jednak wyjątkowo ciężkie sytuacje mogą zachwiać naszą wiarę i doprowadzić do tego, że wcześniej tak dobrze nam znana osoba zmienia się, a my nie jesteśmy w stanie jej już nigdy więcej zaufać. Co może do tego doprowadzić? Idąc kuriozalnymi stwierdzeniami: pieniądze, wiara, religia – fundamenty naszego istnienia. Mam nadzieję, że nigdy nie znaleźliście się w takiej sytuacji i nie dojdzie do tego, lecz mimo faktu, że odnoszę swoją historię do świata fantastyki i nasza rzeczywistość to odzwierciedla

Beniamin wraz z Amelią i Mathiasem uciekają przed niebezpieczeństwem ze strony czarodziejek. Dzięki wiedzy Mathiasa i jego zaangażowania udaje im się ominąć pierwsze domostwa. Jednak w żaden sposób nie oznacza to, że mogą się zatrzymać, choć na chwilę dłużej niż wymaga niezbędny odpoczynek. Wiedzą, że czarodziejki się nie poddadzą, a czym dalej uciekną, tym jest mniejsze prawdopodobieństwo, że ktoś ich rozpozna lub dosięgnie ich magia. Nie wiedzą do końca, gdzie powinni się kierować, więc na razie podejmują decyzję, że najrozsądniejszym wyjściem będzie Biały Dwór. Czy uda się im tam dotrzeć bezpiecznie? Co czeka ich po drodze? I jak postąpi sytuacja polityczna?

Po przeczytaniu pierwszego tomu z cyklu "Beniamin Ashwood" miałam bardzo pozytywne odczucia, gdyż czułam potencjał całej historii. Byłam w stanie wymienić sporo wad, niemniej miałam też poczucie, że to dopiero początek i każdy kolejny tom będzie tylko lepszy. Po przeczytaniu "Nieustanne ucieczki" jestem w stanie już jednoznacznie potwierdzić swoje przypuszczenia. 

Do stylu autora szybko się przyzwyczaiłam i poczułam, że powracam do dobrze mi znanego świata, gdzie czekają na mnie przyjaciele. Doceniam język pisarza ze względu na dokładność i spójność. Widać skupienie na małych, ale bardzo ważnych elementach, co często jest pomijane w powieściach. W żaden sposób na fabule nie jest wymuszona prędkość, by jak najszybciej i jak najwięcej. Wręcz przeciwnie – tempo jest dość wolne i dopasowywane do odpowiednich wydarzeń, co nadaje sensowny i widoczny ciąg przyczynowo skutkowy powieści. 

Co do samej fabuły to mam dość nietypowe odczucie, ponieważ nadal mam wrażenie, że to tylko dość długie wprowadzenie do głównej części. Nie czuję, że bohaterowie doszli do czegoś konkretnego, ale że to ma nastąpić dopiero w odległej przyszłości. Co w sumie zgadzałoby się z tytułem – "Nieustanna ucieczka". W żaden sposób mi nie przeszkadza to odczucie długiego wprowadzenia do głównej części, ponieważ cenię sobie spokój przedstawianych treści i możliwość dokładnego poznania bohaterów oraz zapoznania się z uniwersum. Tylko dostrzegam niesztampowość takiego odczucia. Poza tym powieść ma wiele zaskakujących elementów, które sprawiły, że na końcu zdałam sobie sprawę, że żadne moje przypuszczenia, co do dalszej akcji nie sprawdziły się, a jestem dobrym literackim profetą. Co do samego uniwersum to tutaj mam ambiwalentne spojrzenie na ten aspekt, gdyż z jednej strony świat, który jest przedstawiony w tym cyklu, wydaje mi się monumentalny, z drugiej mocno ograniczony i zamknięty. Mam nadzieję, że już kolejny tom pozwoli mi konkretniej odnieść się do tego elementu powieści. 

Kreacja bohaterów jest wyjątkowo ciekawa, ale niestety nierównomierna. Niekiedy bohaterowie są wielowymiarowi, logiczni w swoim postępowaniu, ale dający też adekwatną nutkę tajemnicy. Innym razem są zbyt prości, zbyt ograniczeni przez podstawowy wachlarz cech. Na szczęście uwielbiam samego Beniamina, bo po prostu jest dobrym człowiekiem. Doceniam jego pracowitość i wytrwałość, choć też widzę, że miejscami jest przeidealizowany. Ma swoje wady, ale to są urocze wady lub takie z przymrużeniem oka. Natomiast mojej sympatii nie zyskała Amelia. Mam naprawdę do niej dużo zastrzeżeń, ale głównym jest to, że brak jej osobowości. Wydaje się być tylko ładną wydmuszką. Pod względem bohaterów intrygującym zabiegiem literackim jest fakt, że wielu ważnych postaci brakuje w tej części. Paradoksalnie jest to wielka zaleta, gdyż nadaje to całości naturalności. 

"Nieustanna ucieczka" pod względem tematycznym jest niesamowicie skomplikowana, czego na pierwszy rzut oka w ogóle nie widać. To historia o bardzo trudnych wyborach, gdzie trzeba zdecydować się albo na pozór życia, albo na poświęcenie się w imię wyższego dobra. Czym jest to wyższe dobre? Tutaj trudno szukać jednoznacznej odpowiedzi. W powieści są zaprezentowane różne decyzje bohaterów i jest przeprowadzona cała droga, którą dochodzą do tych właśnie decyzji. 

Lektura "Nieustannej ucieczki" sprawiła mi wiele radości i dała poczucie, że to zapowiedź fenomenalnego cyklu fantasy. Mam nadzieję, że właśnie tak będzie i już nie mogę się doczekać, do jakich wydarzeń dojdzie w kolejnym tomie. 

Za możliwość przeczytania dziękuję bardzo Fabryce Słów 

wtorek, 19 października 2021

Gorączka złotych rybek – Kanoko Okamoto

 

Tytuł: Gorączka złotych rybek

Autor: Kanoko Okamoto

Cykl: Tajfuny Mini

Tom: I

Kategoria: Literatura piękna

Wydawnictwo: Tajfuny

Liczba stron: 83

Ocena: 7/10






Czy czujecie, że macie w życiu konkretny cel i dążycie do spełnienia go? Ja mam wiele pomysłów, wiele celów i niektórym jestem wierna od lat, lecz gdybym miała zdecydować się na jeden i powiedzieć z ręką na sercu, że jestem w stanie poświęcić mu życie, to nie byłabym w stanie tego zrobić. Jednak mówi się o istnieniu ludzi, którzy właśnie idą jedną ścieżką i chcą całkowicie zaangażować się w dążenie do spełnienia jednego marzenia. Może dałoby się to określić jako powołanie? 

Mataichi pożąda w swoim życiu jednej kobiety. Pragnie jej z całego serca, lecz nie jest to miłość w typowym rozumieniu. Dominuje w tym uczuciu pożądanie odnoszące się do posiadania osoby i świadomości, że nigdy się z nią nie będzie. Młody mężczyzna jest przekonany, że jeszcze niesprecyzowane uczucie do Masako minie, gdy uda się do innego miasta, by kontynuować swoją edukację. Mijają lata, a widmo pięknej, choć bezbarwnej Masako pozostaje w umyśle Mataichiego. Czy stworzenie wyjątkowego gatunku złotej rybki jest w stanie zmienić uczucia mężczyzny? 

Dopiero od niedawna zapoznaję się z literaturą japońską. W dużej mierze pomogły mi w tym dwie kolejne książki z serii "Tajfuny Mini". Wtedy zdałam sobie sprawę, że klimat tworzony przez japońskich pisarzy znacznie się różni od tego, co znamy z literatury europejskiej czy amerykańskiej. Wydaje mi się bardziej nieuchwytny i w o wiele większym stopniu oparty na symbolice i metaforach. Sprawiło to, że moje pierwsze przygody z książkami japońskimi były trudne, lecz też sprawia, że podeszłam do lektury "Gorączki złotych rybek" z o wiele większym dystansem i nastawieniem na czytanie w intensywnym skupieniu. Jak moje wrażenia?

Styl, którym posługiwała się pisarka, przypadł mi do gustu. Byłam przygotowana na duże zaangażowanie językowe, więc nie zdziwiło mnie, że jest on wymagający i tak jak się spodziewałam, potrzebował większej dozy skupienia niż w przypadku większości lektur, które czytam. Niesie ze sobą rodzaj magicznej aury, która sprawiała, że wyobraźnia czytelnika zostaje pobudzona, a kwieciste opisy odmalowują przedstawione obrazy oraz zaznaczają linię pomiędzy rzeczywistością, a metaforą. 

Cieszę się, że na początku książki znajduje się wprowadzenie pozwalające zapoznać się biografią pisarki, z sytuacją kobiet w ówczesnych czasach. Tłumaczy to pewne aspekty książki i w odpowiedni sposób nastawia do klimatu występującego w książce. Gdy zaczynałam czytać już bezpośrednio powieść, to wiedziałam, czego się spodziewać pod względem treści. Sama fabuła okazała się płynna i wielokrotnie zachwyciła mnie wnikliwością obserwacji przeżyć wewnętrznych głównego bohatera. Choć przyznam, że po przeczytaniu "Gorączki złotych rybek" mam poczucie niedosytu, gdyż cały czas widziałam przed sobą treść, ale nie mogłam uchwycić jej sedna. Jakby przede mną uciekało. 

Natomiast w kontekście problematyki poruszanej w tej powieści, to muszę przyznać, że nie jestem pewna, czy zrozumiałam wiele przedstawionych aspektów. Wydaje mi się, że książka jest na tyle wielopoziomowa, że niektórych tematów w ogóle nie dostrzegłam, a jeszcze inna zrozumiałam w odmienny sposób niż chciała przedstawić pisarka. W "Gorączce złotych rybek" dominuje przedstawienie hipnotyzującej, ale przy tym również toksycznej i niespełnionej miłości. Jest to niezmiernie poruszające i refleksyjne doznanie. Droga wyznaczona przez taką miłość pochłania dni, tygodnie, miesiące i w końcu lata. Dochodzi do obsesji przekładającej się na jeszcze inne elementy życia. W którymś momencie jako czytelnicy wraz z głównych bohaterem poświęcamy się jednemu celowi, który tak naprawdę jest tylko środkiem zastępczym mającym sprawić, że prawdziwe pragnienia zostaną spełnione. 

Powieść ma unikatową atmosferę, która w płynny sposób prowadzi czytelnika przez całą historię i za pomocą metafor ukazuje inną – toksyczną – rzeczywistość. Czy toksyczny w tym przypadku znaczy zły? Nie umiem odpowiedzieć na to pytanie, ponieważ z jednej strony niesie to wiele negatywnych i intensywnych emocji, z drugiej jest to dążenie do spełnienia, a za tym idzie do szczęścia. Czy jest ono iluzoryczne? Na pewno, ale czasami łatwiej jest żyć w iluzji. Jestem przekonana, że w przypadku tej książki dużą rolę odgrywa kultura. Nasza europejska podkreśla inne wartości niż japońska i przez to niektóre aspekty mogą być odbierane przez nas inaczej lub nie mieć tak istotnego znaczenia dla nas. Dlatego z olbrzymią przyjemnością zapoznam się jeszcze z czwartym, dotychczas nieprzeczytanym przeze mnie, tomem serii "Tajfuny Mini". 

Egzemplarz recenzencki Sztukater.pl

sobota, 16 października 2021

Cień – Matthew Albert McLeod

 

Tytuł: Cień

Autor: Matthew Albert McLeod 

Kategoria: Literatura piękna

Wydawnictwo: Warszawska Firma Wydawnicza

Liczba stron: 64

Ocena: 8/10








Czym jestem starsza, tym bardziej dostrzegam, ile już czasu minęło, ile przeżyłam. Jestem nadal bardzo młodą osobą, ale zaczyna mi brakować tej chronologii wydarzeń, z którą nie miałam większych problemów jako dziecko. Zaczynam już widzieć pewne etapy swojego życia, które nie są już podziałkami między gimnazjum, a liceum. Robi się to coraz bardziej mętne. Nie wiem, czy moje odczucia są całkowicie naturalne, czy wręcz na moje dwadzieścia kilka lat zbyt wyniosłe. Dla mnie to nie ma większego znaczenia. Poza faktem, że naprawdę często zadaję sobie pytanie, jak będę się czuła za być może 50 lat, jak już teraz nie umiem się odnaleźć. Wiele odpowiedzi, emocji przyniosła mi przeczytana niedawno książka. Niosła ze sobą również tę upragnioną ulgę. 

Vince jest już starszym człowiekiem, który koniecznie potrzebuje dodatkowej pracy, by móc kupić leki dla swojej schorowanej żony. Poszukuje pomocy w firmie, gdzie przed lat pracował. Lecz nie ma miejsca dla niego, ponieważ jest już zbyt mało sprawny fizycznie, by się przydać pracodawcy. Dla niego to przerażająco smutny fakt. Na szczęście los potrafi być wyrozumiały i rzuca Vincowi szansę – jeden ze stróżów zachorował, starszy mężczyzna może go zastąpić. To tylko jedna noc, ale w końcu zawsze dodatkowe pieniądze. A kto wie, czy zwolnienie pracownika nie przedłuży się jeszcze na parę dni. Czy Vincowi uda się zdobyć upragnione pieniądze? Co tak naprawdę dolega jego żonie? I czy na pewno szansa okaże się prawdziwą szansą? 

"Cień" to jest jedna z niewielu książek, gdzie nie miałam żadnych świadomych oczekiwań – ani po przeczytaniu opisu, ani sama okładka nie wywołała we mnie emocji. Po prostu postanowiłam przeczytać tę książkę. Po pierwszych stronach byłam zdania, że cały pomysł jest mało oryginalny i jest wręcz literacką sztampą. Zwykła historia, która przypadnie do gustu czytelnikom lubiącym ten określony rodzaj literatury. Teraz po przeczytaniu jestem już pewna, że z mojej strony była to olbrzymia pomyłka. Dałam się oszukać, a kiedy obdarłam pozory, zobaczyłam przed sobą wielowymiarową i mocno emocjonalną opowieść. 

Styl pisarza jest po prostu poprawny – nic poza tym. Choć może ta poprawność jest już sama w sobie wielką zaletą. Zależy, jak na to spojrzeć. Wielbię się w unikatowości, nawet kosztem zwykłem poprawności stylistycznej, więc początkowo czułam dozę irytacji. Z czasem przyzwyczaiłam się i zaakceptowałam to, co otrzymałam od autora. To pozwoliło mi ponownie dojrzeć głębię i w normalności zauważyć obrazowość oraz przenikające emocje. A jest ich naprawdę dużo. Czym dalej zanurzałam się w opowieść, tym mocniej czułam napięcie wydzierające się ze stron książki. 

Natomiast odnosząc się do samej fabuły, jest ona mocno nierównomierna, lecz nie w znaczeniu umiejętności pisarskich, ale w samym odbiorze. Napięcie rośnie ze strony na stronę. Rozpoczynamy jako czytelnicy od dość powolnego przedstawienia codzienności i pojedynczych wspomnień bohatera, by tempo było coraz szybsze, coraz bardziej łapiące za zmysły i coraz bardziej osadzające w napięciu. Niezmiernie oczarował mnie ten zabieg i dla mnie to on był największą zaletą całej książki. Choć przyznam się Wam, że nie mam najmniejszego pojęcia, jak w tak krótkiej książce znalazło się tak wiele tematów, tak wiele zwrotów akcji i sytuacji. Mam przed sobą dowód w postaci samej powieści, ale zarazem nie dowierzam, że to naprawdę się udało. Tym bardziej że te wszystkie sytuacje nie są nachalne i zbyt mocno obciążające, by nie móc tego udźwignąć. Wątki w sposób wyjątkowo spójny łączą się i tworzą całą gamę emocji. 

"Cień" naprawdę porusza niesamowitą liczbę wątków – ważnych i mniej ważnych, ale dla każdego znajduje się miejsce. Choćby to miało być jedno odpowiednio dobrane zdanie. Jednak jeśli miałabym wybrać najważniejszy dla mnie, to nie wahałabym się, żeby wskazać motyw samotności. Nie jest on jednoznacznie wyraźny, ponieważ jak promień słońca przedziera się przez chmury, ale to właśnie on oczarowuje i zabiera całą uwagę, pomijając resztę krajobrazu. A czym jest w tym przypadku krajobraz? Miłością. Prawdziwą i niepokonaną nawet przez śmierć i zło całego świata. Miłość jest ulgą, remedium na samotność, cierpieniem najwyższym i obietnicą szczęścia. Już dawno żaden wątek tak mocno mnie nie poruszył i nie pozostał na tak długo po przeczytaniu książki. 

Ta powieść to zaskakująca perełka wśród niszowej literatury, która w sposób unikatowy łączy prostotę odbioru z głębią charakteru i refleksji. Jestem pod olbrzymim wrażeniem, że z taką mocą pisarz oczarował mnie na przestrzeni kilkudziesięciu stron. W moim mniemaniu o wiele trudniej jest napisać poruszające, krótkie opowiadanie niż długą, wielowymiarową powieść. Słowa to rodzaj naszej ludzkiej, dostępnej dla wielu magii, lecz nie każdy umie nią operować. W "Cieniu" widzę olbrzymi potencjał.

Ze egzemplarz dziękuję bardzo redakcji Sztukater.pl  

czwartek, 14 października 2021

KOMORNIK. ARENA DŁUŻNIKÓW. TOM 1 Michał Gołkowski Premiera 10 listopada

 

Niby wszystko miało się skończyć, ale jak zawsze coś poszło nie tak. W tym miejscu zaczyna się kontynuacja ostatecznego końca, której zgodnie z zasadami logiki i zdrowego rozsądku nie powinno w ogóle być.

Ezekiel Siódmy – były Komornik, potem renegat i odszczepieniec, jedyny który przeżył Apokalipsę w pełnym tego słowa rozumieniu, obecnie nie-do-końca-z-własnej-woli pełniący Bardzo Ważne Obowiązki – usiłuje właśnie po raz n-ty zacząć wszystko od nowa, kiedy ktoś puka do drzwi jego skromnego lokum.

Okazuje się, że przy wysyłaniu zaproszeń na Wielki Bal Końca Świata wszyscy zapomnieli o jednym z gości. I teraz ten przychodzi nieproszony na pobojowisko po imprezie i mówi: o nie, kochany, to się tak nie skończy. Po moim trupie, a jeszcze chętniej, po twoim.

Nasz bohater na ma wyboru: chowa klucz do mieszkania w jedynym miejscu, gdzie nie będzie szukać go wróg, po czym skacze na główkę ku rozkręcającemu się światu, licząc na to, że da radę odmienić bieg wydarzeń i zapobiec początkowi Apokalipsy.

Ladies and gentlemen oraz cała reszto, oto przed wami Początek Końca!


Z wykształcenia lingwista, z zamiłowania historyk wojskowości i antropolog kultury. Z zawodu tłumacz języka angielskiego i rosyjskiego, bez skrępowania poruszający się po ministerialnych, sejmowych oraz telewizyjnych korytarzach i strefach VIP.

Jako pisarz zadebiutował w 2013 rokuksiążką „Ołowiany Świt” i od tego czasu wydał rekordową ilość 22 książek osadzonych w 6 różnych uniwersach!

Jego książki krążą pomiędzy tematyką stalkerską, alternatywną historią a fantasy. Jednak bez względu na gatunek styl „Gołkosia” pozostaje niezmiennie smakowity. Jego książki są przepełnione czarnym humorem i absurdem, a pojęcia „świętości” Michał zdaje się nie uznawać.

Szczególnie widać to w serii Komornik, nawiązującej do biblijnej Apokalipsy. Natychmiast po wydaniu uznana ona została za obrazoburczą i wzbudziła wiele głosów protestu. jednocześnie zyskując jednak rzesze zachwyconych czytelników.