poniedziałek, 7 lutego 2022

Pustynny Książę. Księga II – Peter V. Brett

 

Tytuł: Pustynny Książę. Księga II

Autor: Peter V. Brett 

Przekład: Marcin Mortka

Cykl: Cykl Zmroku

Tom: 1.2

Kategoria: Fantasy 

Wydawnictwo: Fabryka Słów

Liczba stron: 553

Ocena: 7/10





Gdy jesteśmy dosłownie w tej chwili – ja piszę recenzję, Wy ją pewnie już czytacie, to nie mamy pojęcia, co nas spotka choćby jutro. Możemy mieć swoje plany, przypuszczenia, może jakąś rutynę. Nawet jest duże prawdopodobieństwo, że nasz jutrzejszy dzień będzie wyglądać tak, jak przewidzieliśmy, lecz nigdy nie możemy mieć do końca pewności. A to tylko jutrzejszy dzień. Co będzie kolejnego? I jeszcze następnego? Myślę, że jak sięgniecie pamięcią, to przypomnicie sobie, jak jeszcze jakiś czas temu wyobrażaliście sobie pewne aspekty Waszego przyszłego życia w odmienny sposób i teraz jesteście zadziwieni, jak doszliście do tego miejsca. Macie czasami takie odczucia? 

Olive nadal walczy podczas Nowiu. Mimo tego że została uprowadzona daleko od swojej ojczyzny i potraktowana brutalnie, to jest gotowa oddać swoje życie, by obronić zwykłych mieszkańców miasta. Bitewny szał daje jej siłę, energię i wolę walki. Tymczasem Darin i Selen próbują zrobić wszystko, by uratować Olive. Ich plany nie są pełne, ale brną do przodu – nawet po tym, co zobaczyli na polanie, gdzie nie pozostawiono żywych istot. Czy uda im się uratować Olive? Czy w ogóle Olive przeżyje w Labiryncie? Przyszłość potrafi być zaskakująca. 

To jest moja drugie spotkanie z twórczością autora i jestem nim bardzo podekscytowana. Po pierwszym tomie w ogóle nie wiedziałam, czego się spodziewać, co dało mi w rezultacie bardzo miłą niespodziankę i pozwoliło poznać niesamowite uniwersum. Co dał mi drugi? Wiele emocji i różnorodną perspektywę na wydarzenia przedstawione w książce. 

Styl pisarza sprawił, że momentalnie udało mi się wciągnąć w fabułę i nawet nie zauważyłam, jak szybko przez nią brnę i to w atmosferze zafascynowania. To pokaz umiejętności pisarskich, które da się również zaobserwować poprzez lekkie pióro autora zachwycające naturalnością. Zarazem utrzymana jest odpowiednia doza powagi, która cechuje high fantasy. Nie jest to styl trudny, patetyczny, czy zbyt poważny, niemniej dzięki temu jest unikatowy. Połączenie lekkości z dopracowaniem. Choć przyznam się, że jeszcze nie do końca przywiązałam się do języka, jakim posługuje się Brett, ale jestem pewna, że to jeszcze przede mną. 

Wydarzenia, które przedstawione są w tym tomie, są niezmiernie zaskakujące. Mam wrażenie, jakby działo się tak niesamowicie dużo, ale zarazem też mało. Dość nietypowe odczucie w kontekście literatury, choć bez wątpienia bardzo ciekawe, ponieważ zostały spełnione moje oczekiwania co do odpowiedniej szybkości akcji, ale też nie czułam się nią nadmiernie przytłoczona. Dużą zaletą jest dwutorowość. Ten zabieg bardzo pasuje do fabuły i jest też czymś, co doceniam, gdyż można wtedy lepiej dojrzeć umiejętności pisarza. O wiele bardziej lubię ścieżkę historii przedstawioną przez Darina, zresztą tak samo jego postać najbardziej lubię. "Pustynny Książę" mimo że przyniósł ze sobą tak wiele ekscytujących zdarzeń i zwrotów akcji, to myślę, że jest dopiero zapowiedzią czegoś większego. 

Jakbym miała szukać wad, to bym ich szukała w kreacji bohaterów, ponieważ każdy z nich na swój sposób jest unikatowy i wyróżniający się na tle reszty, ale ten efekt zawdzięczamy wyłącznie pojedynczym, dominującym cechom. Brakuje tej głębi w ich charakterach. Do samej Olive zaczynam się przyzwyczajać, ponieważ początkowo nie przepadałam za nią ze względu na jej nadmiernie emocjonalne reakcje w momentach, gdzie nie do końca było to uzasadnione. Natomiast tam, gdzie wydaje mi się, że jednak powinna zareagować trochę bardziej intensywniej, była jak kamień. Na szczęście jestem w stanie przymknąć na to oko, bo prawie cała moja uwaga skupiała się na Darinie. To nie jest stereotypowy bohater, ale rozsądny człowiek o głębokim wnętrzu. Przemawiają przez niego refleksje i odmienne postrzeganie świata. 

"Pustynny Książę" ukazuje, że czasami dochodzi się do momentu, gdzie tak naprawdę nie ma dobrego wyjścia i trzeba podjąć decyzję, które z możliwych rozwiązań prowadzi do mniejszych szkód. Okrutność tego oraz olbrzymia odpowiedzialność za swoje decyzje pogłębiają jeszcze bardziej obawy. Dlatego nie powinno się oceniać bezpodstawnie, bo nigdy do końca nie wiemy przed jakimi wyborami został postawiony konkretny człowiek. Po prostu nie możemy znać całościowego kontekstu. W powieści można też zaobserwować, jak uprzedzenia oraz nieelastyczność w kultywowaniu tradycji otwierają drzwi prowadzące do całościowego upadku. 

Nie czytałam poprzednich cyklów, których akcja działa się w tym samym uniwersum, więc nie jestem pewna, ile po drodze tracę przez brak swojej wiedzy. Osobiście bardzo mi to nie przeszkadzało, ale w najbliższym czasie planuję nadrobić zaległości i wreszcie odnajdywać się w tym świecie. Tym bardziej że jestem niesamowicie ciekawa, jak dalej potoczą się losy bohaterów "Cyklu Zmroku". 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Fabryce Słów

czwartek, 3 lutego 2022

Wiersze o wierszach – Piotr Wierzbicki

 

Tytuł: Wiersze o wierszach

Autor: Piotr Wierzbicki

Kategoria: Poezja

Wydawnictwo: Sic!

Liczba stron: 36

Ocena: 8/10








Czym by było nasze życie bez słów? Owszem, często wygłaszam płomienne przemowy, że słowa nas ograniczają, wielu dyskretnych rzeczy, zjawisk czy uczuć nie nazwaliśmy i przez to nawet nie dopuszczamy do siebie, że one istnieją. Jednak nie mogę odmówić słowom gigantycznej potęgi i mocy zmiany życia. Słowa kreują przed nami całą ścieżkę możliwości i nie ograniczają się do żadnych schematów, czy stereotypów. To my je kreujemy właśnie za pomocą słów. Są one nam potrzebne do zwykłej komunikacji, ale też często do najważniejszych rzeczy – takich jak choćby wyznanie miłości. Jak ich nie docenić? Jak im czasami nie pozwolić na przejęcie nad nami kontroli? 

Nienawidzę tracić kontroli, ale nawet ja czasami muszę pozwolić dać się ponieść fali uczuć i różnorakich przeżyć. Jedną z możliwości jest poezja. Poszukuję w niej samej siebie, swoich własnych poglądów i emocji. Uwielbiam, gdy stawia mi wyzwanie i pozwala na autonomiczne dyskusje odbywające się wyłącznie w mojej głowie. Czasami oddaję się wyłącznie emocjom i daję się dogłębnie poruszyć. Wiersze potrafią dać mi naprawdę wiele. Dlatego dzisiaj chciałam Wam troszkę opowiedzieć o wyjątkowo krótkim tomiku wierszy, który wybitnie mnie zaskoczył i na łamach niecałych czterdziestu stron pozwolił mi odnaleźć wszystko, czego poszukuję w poezji. 

Mowa tutaj o dziele Piotra Wierzbickiego "Wiersze o wierszach". Od pierwszych stron wiersze wyróżniają się niesamowitą harmonią i rytmiką, która niekoniecznie wynika z rymów. Mają po prostu w sobie naturalną spójność i łatwość odbioru. Są wręcz melodią delikatnie poruszającą serce czytelnika. To wszystko w pięknej otoczce słów. Jednakże nie pierwszych lepszych słów, ale słów cudownych, wspaniałych i charakteryzujących się gracją. To właśnie te słowa prowadzą pasjonatę przez ich treść i pozwalają płynnie przejść od wiersza do wiersza. Większość z nich to epitety, które nadają całości swoistego i niezapomnianego piękna. 

Same wiersze mają krótką formę, lecz pozostają przy tym dosadne. W tych krótkich zdaniach kryje się wiele wartościowej treści. Przemyka przez nie duża doza kąśliwości i tak uwielbianej przeze mnie ironii. Ironia czy sarkazm są przeze mnie uważane za niekonwencjonalny rodzaj sztuki. Jestem zdania, że same w sobie wchodzą w erystykę i to często one dyktują jej warunki. Jak nie docenić czegoś takiego? Jak nie docenić, że proste i pozornie jednoznaczne słowa przy odpowiednim rozmówcy czy czytelniku niosą ze sobą całkowicie odmienne znaczenie? 

Niestety tomik wierszy ma dla mnie jedną wadę. Pozycje zawarte w nim są mocno nierównomierne. Jedne wiersze zachwycają, inne pozostają w etapie przeczytania i z czasem stają się zapomniane. Jednak w żaden sposób nad tym nie ubolewam, ponieważ wolę jeden tomik wierszy, gdzie większość jest subiektywnie koszmarna, a jeden na długo mnie poruszy niż jeden tomik wierszy, gdzie wiersze są stosunkowo dobre, ale nie niosą ze sobą zapamiętania, literackiej nieśmiertelności. 

Tak jak zazwyczaj przy poezji, wielu powiązań niestety nie rozumiem albo jestem wręcz przekonana, że w sferze rozumienia całkowicie mijam się z poetą. Często mnie frustruje ten fakt, lecz tutaj wydawało się to naturalne i pełne zrozumienia. Tym bardziej że wiele miejsca twórca poświęcił powiązaniom wojennym i z nich czerpał refleksję nad współczesnym światem. Szczególną uwagę zwróciłam na wiersz "Ktoś". Wydaje się on niesamowicie prosty w odbiorze, ale ma drugie – mocno poruszające – sedno. Wywołał on we mnie refleksje na temat sensu życia, która w kolejnych etapach przywoływała kolejne myśli i dała mi szasnę na dogłębną analizę duchowych odczuć. 

"Wiersze o wierszach" są poetyckim przewodnikiem po naszych własnych myślach. Ich dosadność i miejscami wręcz nikczemne ukazanie niewygodnych faktów ruszyły strunę w moim sercu. Zarazem cała dokładność i piękno dostarczyły mi estetycznych przeżyć, pozwalając spędzać czas nad podziwem dla magii słów i ich możliwości. Już dawno nie spotkałam tak wyjątkowego tomu poezji. 

Egzemplarz recenzencki Sztukater.pl

wtorek, 1 lutego 2022

"Beniamin Ashwood. Wrogie terytorium" A.C. Cobble – PREMIERA 18 luty

 


Czas uciekania się skończył. Nastał czas walki.
Ben i Amelia wkrótce umrą. Jeszcze nie widzą jak. Z głodu, z zimna czy rozniesieni na mieczach ścigającej ich pogoni. Ale lodowaty oddech śmierci już czują na karkach.
Nocami, kuląc się na śniegu przy malutkich ogniskach, snują wizje powrotu do Widoków albo ucieczki do Wolnej Ziemi. Jak wspaniale byłoby odwrócić się plecami do wszystkich problemów świata i po prostu ratować życie. Ale zagrożenie ze strony demonów jest prawdziwe i oboje wiedzą, że tak naprawdę nigdy nie zdobędą się nie ucieczkę. Muszą działać! Ale jak?
Mają nadzieję, że odpowiedzi czekają w Irreforcie, w siedzibie Zakonu Purpuratów. Muszą się tam dostać - jak najszybciej i po cichu. To tylko trzy miesiące pieszej wędrówki. Przez śnieg i mróz. Bez zapasów. Z pogonią na karku.
Szanse powodzenia są raczej niewielkie. Ale chwilowo świat nie ma nic lepszego na swoją obronę.





A.C. Cobble

A.C. Cobble jest amerykańskim autorem serii książek o Beniaminie Ashwoodzie, a także serii The King’s Ranger oraz Cartographer. Mieszka w stanie Texas razem z żoną, trójką dzieci oraz psem żony.

Zaczął pisać, gdy zrezygnował z kariery w świecie korporacji i od tego momentu stara się nadrobić stracony czas. Kiedy nie tworzy, swój czas poświęca na czytanie, jedzenie, picie, uprawianie ogródka i podróże.

Zainspirowany książkami, które czytał w dzieciństwie jego pierwsza seria Beniamin Ashwood, to klasyczna fantasy, opowiada o młodym mężczyźnie, który wyrusza w niesamowitą pełną przygód podróż w dziki, nieznany i niebezpieczny świat.

poniedziałek, 31 stycznia 2022

Królestwo Obłędu – Kel Kade

 

Tytuł: Królestwo Obłędu

Autor: Kel Kade

Przekład: Piotr Kucharski

Cykl: Kroniki Mroku

Tom: II

Kategoria: Fantasy

Wydawnictwo: Fabryka Słów

Liczba stron: 654

Ocena: 9/10





Granica między dobrem i złem jest bardzo rozmyta i niepewna. Wiele zależy od kontekstu sytuacji, historii człowieka i tego, kim jest. Wbrew pozorom decyzja nie jest równa decyzji. Tym bardziej że w tym wszystkim są jeszcze konsekwencje naszych wyborów. Przypominają mi się w tym momencie zdania o mniejszym złu. Czy naprawdę czasami nie ma w ogóle innego wyboru niż pomiędzy różnymi rodzajami zła? Czy może my doprowadzamy do tego, że pozostają przed nami tylko takie ścieżki? Ciężko jest oceniać póki nie przejdzie się przysłowiowo w czyiś butach. 

Rezkin wraz ze swoimi starymi oraz nowopoznanymi przyjaciółmi rusza w podróż do Skutton, gdzie ma się odbyć turniej. Liczy, że wreszcie po wszystkich trudach uda mu się odnaleźć jedyną osobę, która przetrwała rzeź w fortecy. Zarazem jest to jedyna osoba, która może mu powiedzieć, kim jest i jakie jest jego zadanie. Jednak młody mężczyzna nie przewidział, jak bardzo odmiennie mogą potoczyć się jego losy i jak ważne – być może – ma zadanie. Czy Rezkin wreszcie dowie się, kim jest? Do czego był tak dokładnie przygotowywany? I czy uda się mu według Zasad ochronić swoich przyjaciół? 

Na tom drugi "Kronik Mroku" czekałam bardzo niecierpliwie. Mimo wielu wad pierwszego tomu bardzo dobrze wspominam przygody Rezkina i jego poczynania. Od razu wiedziałam, że to typ powieści, gdzie można usiąść i wypisywać wadę za wadą, tylko po co... "Powiernik Mieczy" dał mi wiele godzin niezwykłej rozrywki. Pozwolił przywiązać mi się do bohaterów i dał naprawdę wiele tematów do przemyśleń. To wystarczyło, by przyćmić niedociągnięcia. Tymczasem drugi tom... Jest jeszcze lepszy i wiele niedopracowań zostało wspaniale naprawionych. 

Styl autorki od początku wyróżniał się unikatowością łączącą w sobie lekkie pióro dające łatwy odbiór, z dopracowaniem szczegółów. "Królestwo Obłędu" potwierdza, że nie jest to osiągnięcie jednej książki, ale prawdziwy talent pisarski z widoczną pracą nad nim. Cenię takich pisarzy. Tym bardziej że od razu gdy tylko zaczęłam czytać, miałam to wspaniałe poczucie, że powracam do starych, dobrych przyjaciół i ruszam wraz z nimi w niezapomnianą podróż. Moja wyobraźnia od razu wykreowała tak dobrze znane mi obrazy i poprowadziła przez historię pełną emocji. W książce pojawia się też wiele słownictwa, które jest mi całkowicie nieznane – czy to z powodów braku wiedzy, czy też niektóre z nich to neologizmy. Dotyczy to przede wszystkim rodzajów broni. Jednakże każde słowo, które było dla mnie nowe, było tłumaczone poprzez zgranie z innymi opisami, więc doskonale rozumiałam treść. 

Sama fabuła płynie stosunkowo wolno, ale w żaden sposób nie oznacza to, że jest nudna lub zbyt monotonna. Ona po prostu dokładnie przedstawia opowieść i pozwala dobrze zapoznać się z postaciami oraz podstawami i zwyczajami świata przedstawionego. Napędza ją przede wszystkim brak wiedzy na temat tego, kim jest Rezkin. W pierwszym tomie nie miałam najmniejszego pomysłu, tutaj w drugim cały czas pojawiały się z mojej strony najróżniejsze spekulacje. I koniecznie chciałam dowiedzieć się, czy moje pomysły znajdą potwierdzenie w samej historii. Niemniej niekiedy miałam wrażenie, że niektóre elementy opowieści są nie do końca spójne lub pomijają ważne aspekty, a jeszcze innym razem oczywistości były niepotrzebnie tłumaczone. 

Na temat bohaterów mam bardzo ambiwalentne opinie, ponieważ część z nich została wykreowana w genialny i niezmiernie panoramiczny sposób. Inni zostali spłyceni i potraktowani jako marionetki, bo ktoś taki musi być, ale przecież na dłuższą metę nie jest ważny. Jednak rozpocznę od mojego kochanego Rezkina. To jak został on przedstawiony, jest wprost wybitne. Pisarka podjęła się niesamowicie trudnego zadania, ponieważ musiała stworzyć charakter ukształtowany przez świat prawie dla nas niewyobrażalny, by później wrzucić go w świat ludzi, gdzie nie może się odnaleźć, ale jest inteligentny, więc z czasem zaczyna się uczyć. Sam punkt wyjściowy wydaje mi się wyjątkowo trudnym zabiegiem charakterologicznym, ale proces zmiany postrzegania świata przez Rezkina przy jednoczesnym zachowaniu jego prawdziwej osobowości wymaga niesamowitych umiejętności i Kel Kade tego dokonała. W dodatku połączyła w sobie ponownie głęboko analizę psychologiczną bohatera i wielkie poczucie humoru wynikające z dystansu do rzeczywistości i zasad społecznych. 

Niestety czuję się mocno rozczarowana postacią Frishy, gdyż jeszcze w pierwszym tomie została przedstawiona jako silna postać kobieca, która może jest niewykształcona, ale ma olbrzymi potencjał, by co najmniej pod względem inteligencji i emocji być równa Rezkinowi. Tymczasem są to tylko słowa, ponieważ działania kobiety przeczą temu. Frisha wydaje się być osobą pełną dramatyzmu i nieradzącą sobie z własnymi emocjami. Ogólnie mam wrażenie, że postacie kobiece są tutaj przedstawione w podobny sposób. W teorii kobiety różnią się charakterem, pochodzeniem, umiejętnościami i marzeniami. Niemniej każda z nich przejawia jakąś słabość, która stereotypowo nie może wystąpić u mężczyzny, a jest akceptowana u kobiet, bo to cecha typowo kobieca. Nie podoba mi się ten tok myślenia... 

Tematycznie "Królestwo Obłędu" porusza wiele ważnych kwestii, które po tej lekturze według mnie powinny zostać poddane refleksji. Na głównym planie jako czytelnicy widzimy Rezkina, który jest przykładem tego jak można tworzyć człowieka. Przypomina to podejście Johna Watsona, który twierdził, że z dowolnego dziecka zrobi, kogo tylko będzie chciał. Czy na pewno tak jest? Tutaj właśnie główny bohater sprawia, że trzeba zadać sobie to pytanie. Czy w tym tomie zaczynamy poznawać prawdziwego Rezkina, który zaczyna się wyzwalać z linek założonych mu przez jego mistrzów? Czy też tak naprawdę cały czas jest marionetką w ich rękach i nawet nie zdaje sobie z tego sprawy? Za tym idzie też kult pracowitości, wytrwałości i poświęcenia się danemu celowi. Bardzo lubię ten motyw, gdyż wierzę, że odpowiednia ilość pracy da swoje owoce. 

"Królestwo Obłędu" tak jak pierwszy tom dało mi wiele godzin wspaniałej rozrywki. Pozwoliło odpocząć pomiędzy egzaminami na studiach i zagłębić się w niesamowity świat, gdzie poza docenieniem poczucia humoru i kreacji bohaterów mogłam przemyśleć wiele elementów naszego istnienia. Teraz z ręką na sercu muszę przyznać Wam się, że oczekiwanie na trzeci tom będzie dla mnie bardzo trudnym wyzwaniem. 

Za egzemplarz bardzo dziękuję Fabryce Słów

"Virion Pustynia" Andrzej Ziemiański – PREMIERA 23 lutego

 

"Władza to tylko przyzwyczajenie, przekonanie poddanych, że ktoś nimi rządzi. A kto? “

Tego właściwie nie wie już chyba nikt.

Najpotężniejsza służba cesarstwa, Zamek, właściwie przestała istnieć.

Pałac bezradnie patrzy, jak misternie budowane latami podwaliny władzy rozpadają się jak domek z kart.

Dyplomacja? Wolne żarty. Na terenie cesarstwa właśnie zniknęła ambasadorka Królestwa Troy.

Obywatele Luan popadają w zbiorową histerię.

Kometa nadal przemierza nieboskłon, obojętna na całe ziemskie zamieszanie.


Czas Taidy się kończy - nie może liczyć na Zamek, Nervę ani nikogo innego. Nie jest już nawet pewna, czy może ufać samej sobie. A Cesarz żąda wyników. Krwawych wyników.

Virion i jego ludzie robią co mogą, by wyniki były odpowiednio spektakularne, ale gdy na granicy staje Legion Moy, żarty się kończą.


Andrzej Ziemiański

Porzucił prestiżową karierę naukową i zajął się pisaniem książek. Już po kilku latach zdobył uznanie miliona Polaków czytających Achaję z wypiekami na twarzach.
Z wykształcenia jest architektem. Widzi i myśli obrazami. Podgląda, słucha i rozmawia dla przyjemności. Lubi fotografować puste miejsca. Sam jest dla siebie pracownikiem, szefem i przewodniczącym komitetu strajkowego. Nieustannie prowokuje czytelników i recenzentów swoim podejściem do sztuki pisania. Mówi, że cierpi na przymus tworzenia.
Jego bohaterowie żyją własnym życiem – sami wybierają gatunek i formę opowieści, dzięki czemu z niezrozumiałego dla siebie powodu autor otrzymał wór nagród od czytelników. Pierwsze dwa tomy „Achai” nominowane były do Nagrody im. Janusza A. Zajdla. Drugi tom otrzymał w 2004 roku Nagrodę Nautilus.
Cykl „Achaja” to także jedna z najbardziej kasowych serii w polskiej literaturze. To dzięki tym książkom pisarz może realizować swoje najśmielsze marzenia o egzotycznych podróżach i otaczać się ulubionymi gadżetami.
Ziemiański w swoich książkach ceni kobiecość. Nawet w filigranowej postaci dostrzega siłę, która go pasjonuje. Ale to nie oznacza, że ma dla niej litość.
Pisarz ma w sobie coś z hazardzisty – ale uwaga – jeśli zaczyna grę, to żeby wygrać.



wtorek, 25 stycznia 2022

Emocjonalne Pułapki Przeszłości. Jak przełamać negatywne wzorce zachowań? – Gitta Jacob, Laura Seebauer, Hannie van Genderen

Tytuł: Emocjonalne Pułapki Przeszłości. Jak przełamać negatywne wzorce zachowań?

Autor: Gitta Jacob, Laura Seebauer, Hannie van Genderen

Przekład: Agnieszka Pałynyczko-Ćwiklińska

Kategoria: Literatura naukowa

Wydawnictwo: Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne

Liczba stron: 192

Ocena: 7/10






Niekiedy nasza przeszłość okazuje się wyznacznikiem naszych przyszłych dróg. Niekoniecznie musimy to widzieć, ani świadomie decydować się na różne wybory, niemniej tak to wygląda. Właśnie w dzieciństwie uczymy się funkcjonować jako jednostki i wśród społeczeństwa, więc wzorce, które wynosimy z tamtych okresów mogą dyktować nasze obecne zachowania, a co za tym idzie, prowadzić do różnych konsekwencji, niekoniecznie zawsze pożądanych. Czy da się to zmienić? 

Bardzo chciałam zapoznać się z "Emocjonalnymi Pułapkami Przeszłości", gdyż znajduje się to bezpośrednio w kręgu moich zainteresowań i mam dobre wspomnienia z okresu, gdy czytałam inną książkę z tej serii – "Emocjonalne Pułapki w związkach". Wtedy po raz pierwszy zapoznawałam się z praktycznymi względami terapii schematów. Obecnie znam już trochę podstawy, choć nadal nie są one zbyt rozbudowane. To była dobra okazja, by lepiej zagłębić się w ten temat. 

Przede wszystkim jest to pozycja literacka, która opowiada o naukowych aspektach, ale operuje nimi na tyle sprawnie, by książka była idealna dla laika, ale też, żeby nie raziła specjalistę. Taka optymalizacja bywa trudna, ale wydaje mi się, że autorki osiągnęły odpowiedni poziom. Poza tym – właśnie terapia schematów. Mam wrażenie, że mówi się o niej mało. Na studiach psychologicznych miałam tylko zarys tego, jakie są jej główne cele i koncepcje, dlatego niezmiernie się cieszę, że tutaj mogłam lepiej zapoznać się z nią. Bardzo do mnie przemawia, a to, co przedstawia wydaje mi się wyjątkowo spójne i logiczne. 

Odwołując się jeszcze do stylu pisarek, muszę przyznać, że zachwycają lekkim piórem, więc i łatwością odbioru. Wszystkie pojęcia, które mogłyby się okazać niezrozumiałe dla osób niespecjalizujących się w tej terapii, zostały dokładnie wytłumaczone, by w sposób obrazowy przedstawić je również na bardzo konkretnych przykładach. Dawało to możliwość odwołania się do czegoś więcej niż tylko sztywnych definicji. 

"Emocjonalne Pułapki Przeszłości" w prosty sposób przedstawiają wspomniany rodzaj terapii i wszystkie pojęcia z nią związane. Pokazują wiele sposobów na to, jak krok po kroku odkrywać samego siebie i następnie radzić sobie z tym. Każdy z nas wyniósł wiele z dzieciństwa. Niektóre aspekty są pozytywne, inne negatywne i cały problem polega na tym, żeby podtrzymać te pozytywne, a uporać się w konstruktywny sposób z tymi negatywnymi. Między innymi właśnie to można odnaleźć w tej książce. Autorki na konkretnych osobach tłumaczą wprowadzone pojęcia i różnorodne techniki terapeutyczne, co pozwala spojrzeć na terapię w sposób całościowy i panoramiczny. Tym bardziej że ton i atmosfera książki są bardzo przyjazne i w subtelny sposób zachęcają, by zmierzyć się ze swoimi problemami, ale też niczego nie narzucają. 

Pozycja wydaje się być rzetelna, ponieważ autorki odwołują się do podręczników i artykułów innych osób, które w sposób empiryczny potwierdziły skuteczność terapii i stosowanych w związku z nią technik. Osobiście w tej chwili jeszcze nie przejrzałam bibliografii, więc nie jestem w stanie Wam dokładnie opisać, do czego może Was przenieść i co tak naprawdę potwierdza. Może być to istotne dla specjalistów, a dla laików może być potwierdzeniem właśnie rzetelności. Na końcu znajduje się też słowniczek pojęć, który pozwala sobie przypomnieć niektóre definicje, jeśli akurat wypadły z głowy. 

"Emocjonalne Pułapki Przeszłości" okazała się tak samo interesującą i wartościową lekturą jak wcześniej czytana przeze mnie książka z tej serii. Może być punktem wyjściowym dla osób, które chcą rozpocząć pracę nad samym sobą albo zrozumieć, o co w ogóle chodzi z tą terapią schematów. Jeśli interesujecie się psychologią, bez wątpienia jest to pozycja dla Was. 

piątek, 21 stycznia 2022

Księga Czarodzieja – Jørn Lier Horst, Hans Jørgen Sandnes

 

Tytuł: Księga Czarodzieja

Autor: Jørn Lier Horst, Hans Jørgen Sandnes

Przekład: Katarzyna Tunkiel

Cykl: Operacja

Tom: XX

Kategoria: Literatura dziecięca

Wydawnictwo: Media Rodzina

Liczba stron: 56

Ocena: 9/10





Macie w swojej rodzinie jakieś dzieci? Może kuzynostwo, młodsze rodzeństwo albo sami jesteście rodzicami? Jeśli tak, to na pewno doskonale zdajecie sobie sprawę, że maluch potrafi być wybitnie wybredną jednostką i to wcale nie kończąc wyłącznie na legendarnych brokułach czy brukselkach. Czasami mam wrażenie, że koneserami powinny być dzieci. Może nie byłyby w stanie nazwać wszystko w sposób specjalistyczny i rozbudowany, ale bez wątpienia dobitnie pokazałyby, co sądzą o danej rzeczy. Tak też jest z książkami. Mówi się, że to nasze maleństwa są wyjątkowo ciekawe świata, ale też szybko się nudzą. Przeżyliście kiedyś katusze w poszukiwaniu odpowiedniej książeczki dla dziecka? 

Jeśli tak, to chciałabym Wam zaprezentować pewną wielce intrygującą pozycję – "Księgę Czarodzieja". Być może część z Was doskonale kojarzy serię "Operacja" i wie, czego się spodziewać, ponieważ tom, o którym dzisiaj mowa, jest już tomem dwudziestym. Osobiście dotychczas nigdy nie zwróciłam uwagi na te cykl, ale po zapoznaniu się z "Księgą Czarodzieja", jeśli tylko będę miała okazję szukać książki dla dzieci, to poszukam właśnie w tej serii. 

Tak naprawdę w obecnych czasach poza paroma wyjątkami nie czytam już literatury dziecięcej i dość słabo znam współczesne literackie trendy w tym gatunku. Dlatego byłam mocno zaskoczona, gdy okazało się, że ta pozycja to coś więcej niż tylko piękne ilustracje oraz fabuła. Znajdują się tutaj zagadki zawarta na każdej stronie. Ich różnorodność naprawdę zachwyca i sprawia, że czytelnik wspaniale się bawi. Przynajmniej tak bawiłam się ja. Trudno mi określi dokładnie, jaki wiek dziecka jest najlepszy dla tej książki. Jednak zapewniam, że jeśli zagadka okaże się zbyt skomplikowana, to można po prostu spojrzeć na kolejną stronę, gdzie jest rozwiązanie i już na spokojnie je prześledzić. Wydaje mi się, że to naprawdę fantastyczne podejście. Daje dużo zabawy, rozwija dziecięce umiejętności dedukcyjne i przyciąga do siebie młodego czytelnika. 

Pod względem fabularnym książka jest prosta i przyjemna w odbiorze, ale w żaden sposób nie wyklucza to potrzeby dużego skupienia się na treści. Treść jest często potrzebna przy zagadkach. Mam wrażenie, że cała historia mocno rozwija myślenie i delikatnie popycha ku zaangażowaniu w łamigłówki. Gdy czytałam, miałam olbrzymią potrzebę dowiedzieć się, co będzie dalej i jak ostatecznie skończy się cała przygoda. Niektóre fragmenty autentycznie zaskoczyły mnie, co myślałam, że po kilkunastu latach intensywnego czytania w literaturze dziecięcej jest niemożliwe. 

Parę słów też na temat samego wydania książki. Mój zmysł estetyczny i dusza dziecka zachwycały się na każdej stronie. Same ilustracje robią olbrzymie wrażenie, co intensywna kolorystyka – tak mocno charakterystyczna dla gustu dziecięcego – dodatkowo podkreśla kunszt ilustratora. Tekst jest napisany dużą, prostą czcionką, która idealnie nadaje się do nauki czytania. Ostatnio moja mama, która jest nauczycielką, zwróciła mi uwagę, że bardzo istotne dla dziecka jest, żeby strony nie były wydane na błyszczącym papierze, ponieważ młodemu czytelnikowi odbicie światła utrudnia naukę. Tym razem zwróciłam uwagę na ten aspekt (sama nigdy bym na to nie wpadła, choć wielokrotnie w komiksach sama zmagałam się z tym problemem) i musze przyznać, że w "Księdze Czarodzieja" ten problem nie występuje. Troszeczkę widać to odbicie, ale to raczej samemu trzeba się o to postarać. 

"Księga Czarodzieja" to idealna książka dla młodych czytelników. Zauroczyła mnie swoich cudownym wydaniem, by następnie poprowadzić przez pasjonującą i nieprzewidywalną fabułę. A to wszystko w klimacie zagadek i łamigłówek. Już dawno nie bawiłam się tak wyśmienicie podczas czytania pozycji z gatunku literatury dziecięcej. 

Egzemplarz recenzencki Sztukater.pl